To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Caledonia
Darkest Minds PBF

Archiwum - Bufet

Kelly McCarthy - 2017-01-07, 22:56

Mistrz Gry – Leliel


Była pewna, że Lynn wygra ten pojedynek. Dała mu przecież wspomnienia kogoś zupełnie innego, odebrała jego własne, a on... On nie dokończył dzieła, choć powinien. Nienawiść do niej okazała się silniejsza niż sprzeczne informacje we własnej głowie. Z przerażeniem patrzyła jak Lynn płonie. Zakryła usta dłonią i odwróciła się, aby biec. Biec jak najdalej. Po raz pierwszy poczuła strach. Tak okropny i paraliżujący, że nogi zdawały się być z betonu, a moce w ogóle nie były pod jej kontrolą. Ocknęła się dopiero kiedy jej płuca zaczęły płonąć żywym ogniem, a poły sukienki zajęły się ogniem. Wrzask jaki wydobył się z jej gardła, mógłby posłużyć jako podkład niejednego horroru. Miotała się jak szalona, wymachując rękami. Płakała. Płakała jak dziecko. Nie było ucieczki. Nie było nic... Po za okropnym bólem, który... Nastala ciemność.

/ W ten oto sposób żegnamy Leliel.

Lynn Gray - 2017-01-07, 23:00

Lynn pokryła się w całości płomieniami, wtedy już w zupełności odzyskała swoją świadomość. Raczej nie miała żadnych szans na przeżycie, upadła na ziemie, kiedy jej ciało zaczynało powoli pokrywać się płomieniami, a następnie bąblami. Nie myślała wtedy o niczym, niż po prostu o pozbyciu się płomieni ze swojego ciała. Jednak nie było to w żaden sposób możliwe, dziewczyna leżała na ziemi. Na szczęście ból, który towarzyszył jej podczas śmierci nie trwał długo - dziewczyna udusiła się dymem, który wydzielał się pod wpływem spalania kolejnych części jej ubioru a następnie włosów i skóry. Zemdlała, a wszystko wokół pokryła ciemność.
Kelly McCarthy - 2017-01-07, 23:49

Jeżeli się nie pospieszą, zginą tutaj... Strop budynku lada moment nie wytrzyma od ciągłego burzenia kolejnych ścian, a na górze byli pewnie jeszcze ludzie. Widziała jak Leliel i nieznajoma brunetka zajęły się ogniem. Widziała Williego, który został zmiażdżony przez walący się sufit. Widziała Mary Jane, która właśnie schodziła po schodach w swojej piżamce w owieczki, ale dostała jedną z kul ognia. Kelly nie mogła nic zrobić... Samantha, doktor Harris... Wszyscy byli jak żywe pochodnie. Wszyscy byli jak plik rar. Mocno skompresowani przez walący się sufit. Widziała krew, czuła swąd palonego ciała. Chciałaby uratować ich wszystkich, ale to wykraczało po za jej umiejętności. Nie potrafiła się nawet ruszyć, nie wiedząc w którą stronę miałaby iść. Nie mogła zostawić tutaj Joyca, który lada moment skończy jak reszta.
Jedna z kul ognia przeleciała tuż obok niej. Obok to za dużo powiedziane. Dziewczyna poczuła jak jej bluza zajmuje się ogniem. Jakby włożyła dłoń od palców po same ramię do garnka z gotującą się wodą. Pisnęła głucho i pospiesznie djęła ubranie, które odrzuciła gdzieś na bok. Poparzenia ciągnęły się przez całą rękę, nie pozostawiając nawet kawałka zdrowej skóry. Zakręciło jej się w głowie i już miała wrażenie, że zemdleje... Nic takiego się jednak nie stało. Chęć uratowania czyjegoś istnienia była silniejsza niż ból. Otarła łzy, które mimowolnie spływały po jej twarzy i ruszyła w stronę Joyca, otaczając się barierą. Nie wiedziała co teraz siedzi w jego głowie. Nie była nawet pewna czy w ogóle ją pamięta. Przeraźliwy kaszel rozdarł jej płuca, a temperatura w pomieszczeniu była nie do zniesienia. Po za tym poparzona ręka bolała jak diabli. Sufit z każdą sekundą pękał co raz bardziej, a ona nie miała czasu. Bała się go. Bała się jak nigdy nikogo...

Kiedy wielkie kawałki stropu zaczęły spadać tuż obok Joyca, dziewczyna rzuciła się na niego jakby chciała go zaatakować, ale tylko uwiesiła się na nim jak na drzewie. Nie oberwali. Cały strop odbił się od pola siłowego, a dziewczyna tym samym włąśnie uratowała im życie. Pomieszczenie stawało w co raz większych płomieniach, a ona czuła jak jej moc słabnie. Krew pociekła z jej nosa ciurkiem, a ona odsunęła się od Joyca, patrząc na niego z przerażeniem. Czuła jak nawet jej brzuch i klatka piersiowa płoną żywym ogniem. Rzucanie się na czerwonego to kiepski pomysł. Poparzenia stawały się co raz bardziej rozległe, a dym wdzierał się do płuc i mocno ograniczał możliwość nabrania oddechu. Bariera osłabła, zanikając powoli, ale resztki grubu spadajacego z sufitu uderzały w nich jak grad.
- Musisz uciekać. - sapnęła, ocierając pot, łzy i krew z twarzy. Joyce oberwał kilkukrotnie, a gruz rozciął jego skórę na twarzy, ramionach, szyi, a szczególnie na głowie. Kelly osłoniła głowę rękoma, kiedy kolejny większy odłamek spadł na nich. Joyce mocno oberwał w głowę, przez co stracił przytomność.

/ oboje zt.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group