To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Caledonia
Darkest Minds PBF

Retrospekcje - Quid opus est verbis?

Ceridwen Murray - 2017-01-11, 00:56
Temat postu: Quid opus est verbis?
Kto: Ceridwen Murray&Levi Yuriev
Czas: Okolice października 2022roku, jakieś 2 tygodnie po pierwszym spotkaniu braci Yuriev z Ceri.
Miejsce: Kolorado, lasy niedaleko kryjówki bliźniaków.

Biegła, jakby gonił ją cały zastęp piekielny. Miarowe dudnienie jej wojskowych butów roznosiło się po lesie, odbijając się echem od skał i drzew. Co jakiś czas potykała się o wystające korzenie, czy splątane krzewy, które przy okazji raniły jej odsłonięte dłonie, jednak nieprzerwanie biegła dalej. Nie obchodziło jej nic, musiała jak najszybciej wydostać się z obławy. Ktoś ją znalazł, a ona nie miała najmniejszego zamiaru poddać się bez walki. Spodobało jej się życie na własną rękę i nie zamierzała z niego rezygnować zbyt szybko tylko dlatego, że ktoś ją namierzył. Co jakiś czas śmigała szybciej, jednak nie dało jej to nic poza tym, że w końcu wypadła na jakąś polanę, na której już na nią czekali. Nie miała pojęcia skąd wiedzieli, że akurat wybiegnie w tym, a nie innym miejscu. Może jednak Liga dalej działała, a informacje o jej upadku to był jakiś mało śmieszny żart? Bo jak inaczej mogliby ją namierzyć i odkryć, w którą stronę biegnie, jak nie po tym cholernym lokalizatorze, który miała wszczepiony na karku? Zatrzymała się gwałtownie na środku polany i reagując odruchowo podniosła dłonie, jednak miało to tylko ich zmylić. Zaraz zaczęła przywoływać pioruny, wywołując tym popłoch i dezorientację na tyle dużą, że mogła z prędkością światła przeskoczyć w zarośla i dalej między drzewa, które chociaż trochę ją chroniły przed pociskami. Kilka z nich zdołało ją drasnąć, ale zignorowała ból. Ranami zajmie się później, teraz skupiła się tylko na tym, żeby nie dać się złapać. Biec przed siebie i eliminować niebezpieczeństwa tak szybko jak się tylko pojawiały. Nie odbiegła jednak daleko od polany, ktoś był na tyle inteligentny, że wyciągnął emitor białego szumu i zaraz ustawił go na maksymalną moc i na jej kolor, w efekcie czego potknęła się o wystający korzeń i wyrżnęła boleśnie w ziemię. Sama jednak chwilowo nie odczuwała tego bólu. Był mniej absorbujący niż ten, wywołany białym szumem, przez który zwijała się właśnie z bólu. Zwinęła się w ciasny kłębek, zasłaniając odruchowo uszy, chociaż miała w świadomości to, że to nic nie da. Mogłaby zatykać uszy do woli, a i tak biały szum sprawiłby, że będzie zwijać się z bólu. Ktoś zaciągnął ją z powrotem na polanę, gdzie już czekała reszta żołnierzy. Część z nich zajmowała się rannymi, jak i martwymi towarzyszami. Kilku stanęło nad nią i jakby w odwecie za to, że broniła się przed nimi jedyną bronią, jaką miała, a przy tym zabiła kilku ich przyjaciół, zaczęli kopać bezbronną dziewczynę w tułów. Co z tego, że biały szum sprawiał, że prawie nic z tego nie czuła, oni mogli wyładować swoją frustrację i gniew na niej. Zwinęła się tylko w ciasny kłębek i czekała, aż któryś się znudzi, albo przesadzą z okładaniem jej i po prostu ją zabiją. Krew sączyła jej się już z nosa, jak i z ust i plamiła trawę oraz ziemię pod jej głową. Powoli zaczynała odpływać, obraz przed oczami zaczął jej się zamazywać i wirować. Ktoś dostrzegł, że dziewczyna zaczyna odpływać, co tylko go rozjuszyło jeszcze bardziej. Miała cierpieć, a nie uciekać od bólu w niebyt. Niezbyt delikatnie chwycił ją i zaciągnął w pobliże strumienia. Pochylił się nad nią i chwytając za włosy gwałtownie wsadził jej głowę pod wodę, chcąc ją orzeźwić. Doskonale wiedział, kiedy ją wyciągać ze strumienia, żeby złapała oddech i zbyt szybko nie wykitowała. Lodowata woda wyrwała ją z objęć ciemności, w którą powoli spadała. Kiedy w końcu skończyli ją cucić wyszarpnęli ją na brzeg, gdzie mogła znowu zwinąć się w kłębek. W końcu biały szum dalej bezlitośnie ciął jej umysł. Znowu nad nią stali i dyskutowali o tym, co z nią dalej zrobić. Nie zachowywali jakoś specjalnie ciszy, skoro nikt im nie wyskoczył z krzaków i nie ruszył na pomoc kurczaczkowi leżącemu u ich stóp, to stwierdzili, że została sama, albo jej "przyjaciele" ją porzucili przy najmniejszej oznace zagrożenia. Chwilowo została nad nią trójka, reszta wracała już do wozów, którymi tu przyjechali, zostawiając zajęcie się ich celem ekipie, która zajęła się ukaraniem Ceridwen za jakże piękny pokaz piorunów.

Levi Yuriev - 2017-01-13, 16:35

Wyszedł, bez słowa, unikając spotkania z kimkolwiek. On też potrzebował czasem chwili tylko i wyłącznie dla siebie. To co działo się ostatnimi czasy było istnym szaleństwem. Perfekcyjnie zorganizowany Levi stał się niewielkim kłębkiem chaosu. Od ponad tygodnia chodził zamyślony, potykał się o własne nogi i gdyby mógł, nie wychodziłby ze swojego pokoju lub wręcz przeciwnie spędzałby każdą możliwą chwilę na powierzchni. Znaczenie mniej sypiał, lecz nie wydawał się być bardziej zmęczony niż zazwyczaj. Zaniedbywał obowiązki, a w odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, zamykał się w swym umyśle. Jego myśli były pochłonięte czymś innym, a raczej kimś…
Im bardziej jego zachowanie było niezrozumiałe, tym rzadziej Silas pozostawiał go samego, bez nadzoru. Nagle role się odwróciły, Żółty musiał pobawić się w tego starszego, tego bardziej odpowiedzialnego brata. Nikt, zupełnie nikt nie mógł dotrzeć do Niebieskiego, który zaczął znikać na całe dnie.
Było jednak coś, czego nawet sam Levi o sobie nie wiedział, a raczej nie dopuszczał do swojej świadomości. Miłość, pożądanie czy kobiety były raczej tematami, w które starał się nie wnikać. Skrywał w głębi duszy swoją naturę romantyka i wszystko byłoby w porządku, ale…
To jedno spotkanie. Ta jedna chwila… Tyle wystarczyło, by dziewczyna zawróciła mu w głowie. Spychane na bok nieznane uczucia, nie pozwalały mu się na niczym skupić. Rozmyślał więc o tym, żałując, że nie posłuchał głosu serca i pozwolił jej odejść. Niepozwalająca się zaspokoić dziecięca ciekawość pragnęła ponownego spotkania z nieznajomą. To wszystko było tak nowe i tak dziwne, że chłopak nie potrafił zrozumieć tego, co się wydarzyło w tym lesie.
Wielokrotnie wracał w to miejsce, gdzie się rozstali, po dziewczynie jednak już nie było śladu. Błąkał się więc po okolicy i niczym osiemnastowieczny romantyk kontemplował nad tematami mocno filozoficznymi.

Teleportował się z miejsca na miejsce, przy okazji sprawdzając teren. Wokół Pikes Peak rozmieszczonych było kilka starych wieżyczek należących do myśliwych i leśników, a przynajmniej na takie wyglądały. Kamery poukrywane na całym obszarze monitorowały okolicę, lecz wiele martwych punktów wymagało sprawdzenia osobiście. Nie kręciło się tu zbyt wiele ludzi, dlatego patrole często odbywały się zaledwie co kilka dni.
Pogoda była idealna na jesienne, nocne spacery. Czyste niebo i rześkie powietrze… Co? Bezchmurne niebo przecinały pioruny, które z trzaskiem lądowały na ziemi. Levi bardzo dobrze wiedział, że nie jest to niezwykłe zjawisko atmosferyczne. Wychował się z żółtym, znał to aż za dobrze. Przekonany o obecności swego brata, teleportował się bliżej ludzkiego piorunochronu. Przezornie zachował bezpieczną odległość, a drzewa ukryły jego obecność.
Reflektory samochodów terenowych oświetlały polanę, dobiegały go donośne głosy mężczyzn, którzy chyba nie spodziewali się czyjejkolwiek obecności. Wszystko wydawało się być mocno podejrzane. Wtedy jeszcze Systema działała w ukryciu, mało kto świadomy był położenia ich siedziby, a bracia dbali by tak pozostało.
Levi po dokładnym przeanalizowaniu sytuacji, uznał że rozsądniejszym zachowaniem będzie nie wychylanie się. Obserwował całe zajście, próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów, by móc namierzyć później nieproszonych gości i czekając aż odjadą. Kątem oka dostrzegł również katowanego psionika, ale nie mógł nic zrobić. Organizacja była ważniejsza, a utrzymanie tego miejsca w sekrecie, było priorytetem.
Bezszelestnie unosząc się między koronami drzew, badał wzrokiem otoczenie. Chłopak, który wyznawał zasadę by spodziewać się niespodziewanego; tego się nie spodziewał.
Kurczaczek… Minęła chwila nim zdołał ją rozpoznać, ale teraz był tego pewien…
Znów dał się ponieść emocjom…
Stanął na skraju lasu i wytworzył wokół dziewczyny pole, które chroniło ją przed ciosami oprawców. Zdezorientowanym gorylom dość szybko udało się odszukać chłopaka, który nawet nie ukrywał swojej obecności. Stał tam, pewny siebie, być może zbyt pewny. Na pierwszy rzut oka wyglądał jakby nie zamierzał się bronić. Determinacja na twarzy, czekał. Czekał by odeszli od Ceri, a wtedy ich zaatakuje.

Ceridwen Murray - 2017-01-13, 18:22

Jej organizm sam starał się ją utrzymać przy życiu. Płuca łapczywie łapały powietrze, którego jeszcze przed chwilą zaczynało jej brakować. Ona sama nie starała się nawet utrzymywać świadomości, jednak odlot w powoli otulającą ciemność nie był jej na razie dany. Zwijała się na trawie, w dużej części przemoczona przymusową kąpielą w strumieniu. Nie czuła piasku przylepiającego się do jej mokrego policzka. Nie czuła kolejnych kopniaków, które zostały w pewnym momencie zablokowane przez tarczę Leviego. Ból ze skoncentrowanego na niej Białego Szumu powoli wyciskał z niej łzy bólu i chęć zakończenia tego wszystkiego chociażby śmiercią, byleby tylko ten ból się skończył. Byle te minuty wydłużające się w godziny w końcu wypuściły ją z tego błędnego koła. Chłód kąsający jej ciało nie dawał jej jednak ze spokojem odlecieć i chociaż na chwilę ulżyć w jej cierpieniu. Zwinęła się w tak ciasny kłębek, że gdyby mogła spojrzeć na siebie w tej chwili z boku, zdziwiłaby się, że tak potrafi.
W tym czasie mężczyźni, kiedy tylko zorientowali się, że ktoś przeszkadza im w katowaniu Ceridwen, zaczęli rozglądać się za psionikiem, który im to uniemożliwił. Szybko go namierzyli i niewiele myśląc ruszyli w jego kierunku porzucając zmaltretowaną zabawkę, na rzecz prawdopodobnie, w ich myśleniu, nowego celu. Od razu wycelowali w niego broń. Nie wzięli pod uwagę, że może się bronić. Nie połączyli faktów, że jest niebieski i może z łatwością zatrzymać kule, które by próbowały go dosięgnąć.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group