Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Misja #3
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-10-29, 16:05   Misja #3
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

Uczestnicy: Joyce Foley, MG jako NPC
Misja: Odnaleźć lekarza psychiatrii.
Misja zlecona przez: Liama Carpentera
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 13:49   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Willy prowadził Joyca korytarzami, kuśtykając na jedną nogę i trzymając się za biodro. Nie mógł zbyt długo chodzić, miał uszkodzony też mięsień uda, co skutecznie utrudniało mu poruszanie się jak przeciętnemu śmiertelnikowi.
- Jedziemy na teren łowców, Carpenter zlecił nam odnalezienie jakiegoś gościa. To pewnie kolejny punkt z jego listy życzeń. - Willy wzruszył ramionami i odpalił sobie papierosa. Po krótkim spacerze znaleźli się przy jednym z terenowych samochodów, do którego od razu wskoczył za kierownicę. Mógł. Samochód był z automatyczną skrzynią biegów, więc jedna noga wystarczyła do wciskania pedałów gazu i hamulca.
- Podobno jest psychiatrą. Mieszka w willi w Kolorado, ma nawet strażników. Będzie jazda. - Willy zacmokał z zadowoleniem i ustawił sobie fotel kierowcy, w oczekiwaniu na ruch Joyca. Czuł, że coś w nim się zmieniło, ale ignorował ten fakt. Z Joycem bywało różnie, czasami miał swoje dziwne przebłyski, więc Willy spodziewał się, że zaraz znów powróci "stary dobry psychol". Kiedy Foley wdrapał się na miejsce pasażera, Willy zamknął drzwi i ruszył. To tak na wypadek, gdyby postanowił wysiąść, kiedy samochód jest w ruchu.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 15:07   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Tempo, które narzucił Willy z pewnością odpowiadało Foley’owi, mógł iść spokojnym spacerkiem, unikając zadyszki.
Łowców?! Joyce przystanął na chwilę, ale szybko ukrył swoje zaskoczenie i zmieszanie. Natychmiast jednak dogonił chłopaka, udając że musiał poprawić torbę, która zsuwała się z jego ramienia.
To nie był dobry pomysł. To był wręcz bardzo zły pomysł, żeby Joyce w takim stanie robił za ochroniarza Williego. Zatajenie tego faktu było skrajnie nieodpowiedzialne ze strony Czerwonego. Jeśli coś pójdzie nie tak, to od niego może zależeć ich życie.
Wziął głęboki oddech i uznał, że sobie poradzi. Czuł się już lepiej, prześpi się chwilę w samochodzie i będzie jak nowonarodzony. Postanowił więc dalej utrzymywać swoją „małą” tajemnicę.
Wsiadł do auta zaraz po chłopaku, który całe szczęście zajął miejsce kierowcy. Usadowił się wygodnie, nie zapinał rzecz jasna pasów. Nigdy tego nie robił, nie lubił czuć się ograniczany (o ironio!).
Przełknął głośniej ślinę. Nie zachowywał się tak jak zwykle. Nie cieszył się na wieść, że będzie się mógł „pobawić” z Łowcami. Wyglądał jakby szczegółowo analizował każdy krok i wcześniej planował to, w jaki sposób ma się zachować. Wymusił jedynie cień swojego dawnego psychodelicznego uśmiechu i odwrócił wzrok w kierunku bocznej szyby.
- Za ile tam będziemy? – zaczął swoją lawinę pytań – Ilu ich jest? Koleś pójdzie po dobroci czy mamy go wziąć siłą? - zerknął jeszcze na torbę z bronią, którą trzymał pod nogami. Wolał mieć to wszystko przy sobie na wypadek problemów w trakcie drogi. A tak naprawdę to czekał aż tylko wyruszą, żeby móc iść spać.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 20:05   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Willy skupił się na jeździe i nawet nie odzywał się do Joyca ani słowem. Pytania zwyczajnie zignorowal i najwyraźniej zajęło mu nieco dłużej przekalkulowanie w głowie czy opłaca mu się tłumaczyć wszystko Foleyowi jak dziecku. W końcu westchnął głucho i poprawił przepaske zasłaniająca oko.
- Będziemy za godzinę. Gościu powinien pójść z nami dobrowolnie... Podobno wisi Carpenterowi przysługę. - Jego szorstki głos nie zdradzał żadnych uczuć. Zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie albo czymś równie blachym. Kiedy dostał kolejna wiadomość na swój telefon, wyjął go z kieszeni i rzucił go Joycowi na kolana.
- Odpisz, że jestem z tobą i jedziemy po tego przyjemniaczka. Zapytaj też czy to bardzo pilne i pozdrów ta małą. - Cóż... Pisanie za kierownicą było trudne, a jeszcze trudniejsze, kiedy ktoś miał tylko jedno oko.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 20:29   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

On też nie zadawał tych wszystkich pytań z ciekawości. Tracąc w tej chwili możliwość urządzenia totalnego rozpierdolu, musiał mieć jakiś chociażby minimalny plan działania. Takie myślenie zupełnie do niego nie pasowało. Cały czas gapił się przez szybę, a głowę oparł o zagłówek. Czuł jak jego powieki robią się coraz cięższe.
Wtedy jednak Willy postanowił jednak mu odpowiedzieć. Głos mężczyzny odciągał od niego wizję snu. To takie irytujące, kiedy próbujesz zasnąć, a ktoś co chwila coś do ciebie gada. Podskoczył lekko z wrażenia, łapiąc telefon w ostatniej chwili, ten odbił się kilka razy od jego dłoni i ostatecznie wylądował na jego kolanach.
Rozbudziło go to trochę. Wziął komórkę w dłoń i zaczął pisać dokładnie to, o czym mówił Willy, co dziwne nie dodając nic od siebie. Zajęło mu to chwilę. Joyce był praworęczny i to właśnie tę rękę złamał, waląc prosto w ścianę. Całe szczęście potrafił wiele rzeczy robić też lewą. Inaczej miałby problem by używać broni.
Oddał mu telefon i wrócił do spoglądania przez szybę. Nie drążył już tematu misji, ani żadnego innego. Musiał odpocząć jeśli ma być przydatny do czegokolwiek. Zasnął prawie natychmiast.
Obudził się w momencie, gdy Willy zatrzymał samochód.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 21:05   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Joyce to chyba jakiś mięczak, po prostu zasnął, kiedy to tak sunęli szosą suchą (XD). Willy nawet podgłośnił muzykę, aby zagłuszyć chrapanie Joyca, o ile w ogóle chrapał. W tle leciały jakieś rockowe kawałki lat dziewięćdziesiątych, a on kiwał głową w rytm. (...) Półtorej godziny później stali już pod dosyć pokaźnym domostwem. Przekroczyli nawet bramę bez większych komplikacji. Willy musiał rozmawiać już z panem domu albo służbą przez domofon, bo jeden z pachołków stał już przed drzwiami i wyciągał dłoń po kluczyki od samochodu, aby móc go odprowadzić do garażu. Było tutaj jak w hotelu, każdy był na skinięcie palca.
- Spierdalaj lamusie. - burknął Willy, kiedy to natarczywa dłoń lokaja znalazła się tuż pod jego nosem. Nie lubił jak ktoś narusza jego przestrzeń osobistą w taki sposób. W środku Willy poczuł się jak u siebie, widząc ogólne bogastwo i dobrobyt właściciela, zagwizdał głośno pod nosem.
- No, no. Mam nadzieję, że Liam ma więcej takich znajomych, można by ich było ojebać w nocy. - rzucił okiem (bo i tak miał tylko jedno xD) na Joyca, w ogóle nie krępując się obecnością sprzątaczek czy lokai, jak to ich już nazwał.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 21:18   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Niech go nazywa mięczakiem jeśli chce, ale tylko dzięki tej drzemce był w stanie gotowości, aby w razie czego ratować mu dupę.
I nie, Joyce nie chrapał. We śnie wyglądał bardziej jak dziecko, takie bezbronne i niewinne. Przetarł oczy i ziewną głośno i dopiero teraz rozglądając się dookoła, ogarnął że są już na miejscu. Do pełni świadomości sprowadził go głos wkurzonego pirata.
Wysiadł zaraz za nim, zarzucił torbę na ramię i powolnym krokiem powędrował za nim.
Posiadłość czy bogactwo mieszkającego tutaj, nie robiły na nim większego wrażenia. Raczej nie przepadał za takimi miejscami. Nigdy nie pławił się w luksusach, ale zawsze miał swoich pachołków, którzy mu usługiwali.
- I gdzie jest ten typ? - rzucił od niechcenia i poprawił czapkę, którą nałożył zaraz po wyjściu z samochodu.
- Pospieszmy się i wracajmy… - nalegał z nieznanych dla Williego przyczyn.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 21:27   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Willy ignorował Joyca na każdym kroku, jakby w ogóle zdawał się nie dostrzegać jego obecności, kiedy tego nie chciał. Chłopak był mu tylko potrzebny do taszczenia torby i osłaniania go w razie ucieczki. Miał jedną nogę i jedno oko, mógłby przecież wpaść na jakąś ścianę i sturlać się ze schodów, czy coś w tym guście.
- Pan Harris jest u siebie. - rzucił jeden z mężczyzn przyodziany w elegancki garnitur i wyuczony uśmiech. Wskazał im drzwi na końcu jednego z korytarzy, a Willy bez zastanowienia ruszył w tamtym kierunku. Pukanie? Jest dla słabych. Pewnie gdyby miał nogę, wjechałby z buta, ale pozostało mu tylko energicznie pchnąć ciężkie, bębowe drzwi i zastać pana Stevena jak... posuwa pokojówkę.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 21:43   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Nie chciał tu być, co okazywał swoją postawą. Wlókł się jedynie za mężczyzną. Z jednej strony umierał z nudów, to chyba najnudniejsza misja na jakiej kiedykolwiek był, z drugiej jednak strony cieszył się, że nie musi się nadwyrężać.
Głosy w jego głowie pomału stawały się coraz bardziej naprzykrzające się. Leki najwyraźniej przestawały działać. Trzymał się jednak jeszcze na powierzchni, czekając aż coś wciągnie go wprost do otchłani.
Oparł się o framugę i dopiero po chwili zajrzał do środka i powstrzymywał się żeby nie parsknąć śmiechem.
- Arr… Piracie… - zaśmiał się Joyce i szturchnął Willego w ramię - Może przyłączysz się i pokażesz jej swoją papugę? - śmieszkował pod nosem, całkowicie nie przejmując się reakcją mężczyzny, ani obserwowanej przez nich pary.
Jego śmiech przerwany został krótkim epizodem napadu kaszlu, a potem się uspokoił i ponownie oparł o drzwi, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
Zerkał tylko co jakiś czas to do pokoju, a to na „dowódcę” całej akcji. Nie chciał zabierać głosu w sprawie, liczył że Willy, który powinien znać sytuację, zaraz przekona Wielbiciela pokojówek żeby poszedł z nimi po dobroci.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 21:49   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Willy patrzył na to wszystko z uniesioną brwią, drugiej przecież nie miał...
- Może ty chucherko pokażesz panu Harrisowi jak się puka? Moja papuga zrobi porządek w cipce tej paniusi później. - roześmiał się i kuśtykając ruszył w stronę pary, która wyglądała jakby właśnie skamieniała. Willy chwycił za koszulę na karku mężczyzny i mocno szarpnął, zdejmując go z wypinającej się pokojówki, która właśnie poprawiała sukienkę wyraźnie zawstydzona. Kiedy już ruszyła biegusiem do drzwi i ją mężczyzna chwycił, przyduszajac lekko przedramieniem.
- Okryj fiuta pana psychiatry i zawijamy. - pchnął mężczyznę w stronę Joyca, a ten wpadł na niego z impetem przez to, że spodnie wiszące w kostkach skutecznie go unieruchomiły. Mężczyzna rozłożył ramiona i uwiesił się na Joycie jak panienka na szyi swojego bohatera. Posmyrał go też po nogach tym i tamtym...
Willy wybuchnął śmiechem, który przypominał raczej warkot starego Ursusa i ruszył do drzwi z wyrywajacą się i piszczącą paniusią pod jego pachą.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 22:07   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Skrzywił się jedynie na samą myśl. Może i wyglądał jak drobne i słabe chucherko, ale dlaczego wszyscy uważali że ma skłonności homoseksualne? Podirytował się lekko, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo zaraz zobaczył lecącego już w jego stronę Pana Doktora. Nie zdołał się uchylić i facet zawisł na nim jak Jezus na krzyżu. Szybko przeszły go ciarki i obrzydzenie. Nie miał ochoty czuć dotyku fiuta jakiegoś obleśnego, starego faceta, a w zasadzie jakiegokolwiek faceta. Odepchnął go z całych sił, a gdy tylko ten zrobił krok w tył, Joyce wytworzył w dłoni kulę ognia, którą celował w jego stronę.
Na jego twarzy wciąż malowało się zgorszenie, jakby dziecko nakryło rodziców na seksie.
Jeżeli koleś miałby zająć się jego terapią, to raczej nie wróżę mu szybkiego wyleczenia, zwłaszcza że teraz ma jeszcze więcej traum do pokonania.
Gdy się już otrząsnął z tej sytuacji, stał wkurwiony i mierzył Willego spojrzeniem. Jego też z chęcią poczęstowałby płomienną kulą, ale po pierwsze, nie mógł jej wytworzyć w złamanej ręce, a drugą mierzył przecież do doktorka, a po drugie, ktoś musiał prowadzić w drodze do domu. Ale spokojnie, jeszcze będzie mógł mu się odpłacić.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 22:15   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Psychiatra zaciągnął szybko spodnie na tyłek i uniósł obie ręce do góry w geście obronnym. Nie spodziewał się w ogóle takiego obrotu spraw i dopiero teraz jakby jego mózg na powrót się włączył.
- Przepraszam. - wybąkał zmieszany i wlepił wzrok w przestrzeń nad ramieniem Joyca, skutecznie unikajac kontaktu wzrokowego. Cofnął się o krok, później jeszcze jeden, jakby bał się, że chłopak zaraz trafi w niego kulą, a on sam spłonie.
- Tatusiu, wszędzie cię szukałam! - ktoś zaświergotał za plecami Joyca i rzucił się w objęcia swojego tatki. Dziewczę mogło mieć z dziewiętnaście lat i być niespełna rozumu, skoro zignorowała kulę ognia trzymaną przez Joyca i pokojówkę, która wiła się jak wąż w słoiku pod pachą Willyego. Ten za to bacznie przyglądał się wszystkim zebranym z głupkowatym uśmiechem, który wciąż wyglądał jak grymas niezadowolenia. Ku uciesze tłumu ruszył z pokojówką w stronę wyjścia, zostawiajac Joyca z tym wszystkim samego.

Świergoczące dziewcze odwróciło się w stronę Joyca, złażąc już ze swojego tatki i uścisnęła jego dłoń energicznie. Tak... Dłoń w której trzymał kulę ognia. Nie zrobiło to na niej wrażenia, pewnie sama była czerwona.
- Jestem Sammy, a tatkę chyba już znasz. - wyszczerzyła śnieżnobiałe zęby w uśmiechu i dygnęła z gracją. Wszystko działo się cholernie szybko, jak w jakiejś taniej, Hollywoodzkiej produkcji, która na siłę próbowała zatrzymać widza.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-07, 22:30   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Joyce obrócił głowę, słysząc za sobą głos dziewczyny i podążał za nią spojrzeniem. Obserwował jej ruchy, jakby spodziewał się ataku z jej strony. Potem ni z tego ni z owego, Willy sobie wyszedł na szybki numerek, a dziewczyna zjawiła się tuż przed nim, przedstawiając się i ściskając jego dłoń. Zadziałał instynktownie, płomienie się rozstąpiły, ale i tak od razu było widać, że nie zraniły jej w żaden sposób. A na to odpowiedź była tylko jedna, tak jak on, była czerwona.
Wszystko działo się bardzo szybko, chłopak nawet nie nadążał reagować. Sam mimowolnie odskoczył, czując dłoń córki doktorka na swojej dłoni. Na dodatek został tu z nimi sam, bo jego koleszcze zachciało się poruchać.
- Eee… - wydusił z siebie, próbując ukryć zmieszanie – Zbieraj się! - rzekł stanowczo do mężczyzny, jakby ignorując obecność Sammy - Idziesz z nami. – nie znał w prawdzie całego planu i wszystkich założeń misji, ale to chyba po niego tu przyszli, nie?
W między czasie obczajał dziewczynę, teraz w końcu był wolny, nie? Więc wolno mu było. Była całkiem ładna, ale chyba zbyt… szczęśliwa. Na pierwszy rzut oka całkowicie nie jego typ.
- Spakuj leki i co tam potrzebujesz… - poinstruował mężczyznę. Nie zwracał uwagi na to, czy chce z nimi iść czy nie.
Udając, że poprawia torbę, ułożył ją w taki sposób by w razie konieczności mieć łatwy dostęp do broni i móc jej użyć, w końcu w obecności innego czerwonego jego moce nie były zbyt przydatne.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-07, 23:23   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Doktorek posłusznie skinął głową, nawet nie pytał gdzie ma jechać i po co. Swoich ochroniarzy odprawił ruchem dłoni. Zjawili się oni chwilę temu, wbiegając do pomieszczenia jak oparzeni. Nie chciał robić przy swojej małej córeczce krwawej jatki.
- Och tatku! Gdzie jedziesz? Pojadę z tobą! I tak mi się nudzi. Ruth, spakuj mnie. - słowa wypływały z jej ust z zawrotną prędkością, a dziewczę podskakiwało jak małe dziecko, klacząc wesoło w ręce. Pewnie i powinna się bać, albo chociaż zastanowić dokąd się wybiera, ale miała to kompletnie gdzieś. Pan Harris zniknął za drugimi drzwiami, ciągnąc swoje oczko w głowie za sobą. Po krótkiej sprzeczce, z której ciężko było cokolwiek zrozumieć przez szepty i półprzymkniete drzwi, dziewczę wyleciało z pomieszczenia wyraźnie zadowolone i wyszło z budynku, a za nią cała reszta. (...)
W samochodzie siedział już Willy, obok niego na miejscu pasażera przerażona pokojówka, a z tyłu jakiś łysy mężczyzna, który zapewne miał eskortować pana Harrisa na miejsce. Służba już pakowała walizki panienki Harris i jej ojca.
Dokrotek potulnie usiadł po środku obok swojego podwładnego. Bagażnik był już zapchany walizkami i torbami, jakby wybierali się na rok na Antarktydę.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-08, 08:23   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Joyce miał w głębokim poważaniu czy dziewczę zamierza z nimi jechać czy nie. Ponoć Pandemonium wszystkich chętnie przyjmowało, więc nie powinno być problemu z jednym dzieciakiem PSI więcej. Obserwował jednak w milczeniu i wyraźnie podirytowany całą tą rodzinną sprzeczkę. Liczył że zaraz ogarną dupy i będą mogli opuścić to straszne miejsce.
Gdy wszyscy chętni wyruszyć ku przygodzie byli gotowi, napotkał ich inny problem. Wyszli na zewnątrz i okazało się że samochód jest troszeczkę za mały by pomieścić ich wszystkich i ich rzeczy.
Chłopak rzucił zimne spojrzenie Willemu, który już się rozsiadł, a na dodatek posadził sobie swoją niunię z przodu. Tył też był prawie zajęty, jakiś umięśniony goryl zajmował dwa miejsca.
Czekała ich baaardzo długa podróż, ściskając się jak sardynki w puszce, jakby tego było mało to jego piracki kolega chyba zapomniał o prysznicu, który powinien wziąć jakiś miesiąc temu. Nie zapowiadało się więc że pokonają drogę powrotną w miły i szybki sposób.
Doktorek posłusznie zajął miejsce w samochodzie, a Joyce dalej stał i zastanawiał się co by tu zrobić. Nie miał najmniejszej ochoty z nimi jechać. Mógłby pożyczyć jedno z aut Harrisa, jednak tutaj były dwa problemy, z którymi trzeba było się liczyć. Po pierwsze, najwyraźniej doktorek pracował dla Łowców, jego samochody mogły więc być naszprycowane nadajnikami, a co za tym idzie szybko trafili by po ich śladach do samego serca organizacji. Po drugie, prowadzenie pojazdu z zagipsowaną ręką też nie było najłatwiejsze, potrzebowałby kogoś do zmiany biegów. Oba te problemy były jednak do rozwiązania. Sygnał pluskw mógł zagłuszać dzięki nowej aplikacji w telefonie, a z ręką można było zawsze coś wymyślić, ostatecznie rozwali ją do końca, a Anna go poskłada, znowu.
Zerknął jeszcze raz na Williego i rozejrzał się dookoła. Zauważył otwarty garaż i pokazał kulawemu by poczekał na niego chwilę, tym bardziej że służba wciąż pakowała najróżniejsze walizki i walizeczki do bagażnika.

Joyce w tym czasie znalazł się w pomieszczeniu, gdzie akurat mechanik zajmował się jednym ze ścigaczy. Nie wyglądał on zwyczajnie, był on podrasowany przez zielonego, a raczej zbudowany od podstaw. Chłopak przyglądał się mu uważnie i wtem znów usłyszał za sobą ten radosny i piskliwy głosik. Tuż za nim stała Samantha, która z uśmiechem od ucha do ucha, rozmawiała z chłopakiem ubrudzonym smarem, który najwyraźniej kończył swoje dzieło. Widząc te radosne oczka, nie mógł jej odmówić. Wstał z klęczka, zrobił krok w tył i z uśmiechem podał im dwa kaski. Zmierzył on jeszcze wzrokiem Joyca, ale o dziwo uznał go za przyjaciela Sammy. Oddał im motor bez żadnego „ale” i jakby nigdy nic odwrócił się i poszedł robić coś całkiem innego.

Chłopak wyprowadził motor, a na jego twarzy malował się uśmiech podekscytowania, był jak dziecko, które dostało nowy rower pod choinkę. Spojrzał na Willego w stylu że „może mu pozazdrościć”.
Podciągnął rękaw kurtki do łokcia, jego gips i tak był już w opłakanym stanie. Zieloni powinni wymyślić mu taki, który będzie ognioodporny. Używając samozapłonu rozwalił go jeszcze bardziej, teraz jego dłoń była pozbawiona usztywnienia. Ręka nie wyglądała najlepiej, jakikolwiek ruch palców czy nadgarstka wywoływał niemały ból, ale teraz mógł przynajmniej oprzeć ją o kierownicę, by utrzymywać równowagę na motorze. Dłonią zajmie się potem Anna, jeżeli nie uszkodzi jej za bardzo, to może go nie zabije. A jeśli wyląduje na jakimś drzewie, to dawne złamanie i tak będzie jego najmniejszym problemem.
Ostatecznie czekał jeszcze na decyzję dziewczyny, z kim zamierza jechać. W prawdzie dostali dwa kaski, ale Joyce wolałby żeby jechała samochodem ze wszystkimi.
Gdy już się zdecydowała, mogli ruszać.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-08, 14:24   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Willy zdawał się być zadowolony z obrotu spraw. Obeszło się bez rozlewu krwi, zyskał sobie też nową służącą, która z przerażenia przytakiwała na wszystko i pozwalała robić ze sobą wszystko. To była misja idealna. Nie trzeba było biegać, skakać, bić się, a fanty same wpadały im w ręce. O ile fantami można było nazwać ludzi. Najgorszym faktem okazała się być obecność goryla pana doktorka, który nie raczył nawet powiadomić obecnych, że jedzie z nimi i sam wpakowął się na tyły samochodu. Cóż, Willy odprowadzi go do Leliel, to ona zdecyduje co z nim zrobią. Ewentualnie porzucą jego zwłoki w lesie. To też jakaś dobra opcja... Kiedy tylko służba zatrzasnęła klapę bagażnika, mężczyzna odpalił silnik i kompletnie zignorował Joyca, który gestem kazał mu czekać. Dogoni ich, a jeżeli nie to z całą pewnością będzie miał niezły ubaw patrzeć w lusterko i widzieć w nim rozżalonego chudzielca, który będzie próbował się ścigać z terenówką. Toczył się pomału, aby Joyce w razie potrzeby mógł mieć samochód na oku i w zasięgu ręki, gdyby użył płomiennego biegu, ale jakże Willy się dziwił, kiedy zobaczył Joyca na nowym cacku. Gdyby tylko miał nogę, sam nie pogardziłby takim sprzętem.

Samantha nie zamierzała zostawić swojego nowego przyjaciela. Wydawał się być sympatycznie-milusi. W podskokach ruszyła więc za nim do garażu. Zachowywała się trochę jak małe dziecko, ale czy to właśnie nie było urocze? W pomieszczeniu oczywiście był jeden z jej kuzynów, który dorabiał sobie u wuja przy naprawach różnego sprzętu, w zamian za możliwość noclegu, bezpieczeństwa i innych bzdetów, które nie bardzo obchodziły Sammy. Miała wszystko i nie dbała o takie przyziemne sprawy. Po wymianie kilku uprzejmości, odebrała od niego dwa kaski i poszłusznie ruszyła za brunetem. Na jej twarzy cały czas gościł szeroki wyszczerz, którego mogłaby jej pozazdrościć niejedna gwiazda Hollywoodu.
- Jedziemy. - nałożyła mu na głowę kask tył na przód, pozbawiajac go przy tym światła, tlenu i wzroku. Nawet chyba tego nie zauważyła, bo kiedy tylko włożyła swój, o dziwo poprawnie, to zasiadła na czerwonej bestyjce z tyłu i ze zniecierpliwieniem westchnęła czekajac, aż zajmie miejsce z przodu.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-08, 14:41   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Jego nowy środek transportu zdawał się być wręcz idealny, jakby ktoś projektował go specjalnie dla niego. Wyglądało na to, że w końcu będzie miał coś swojego w garażu.
Pospiesznie poprawił kask, który nieporadnie założyła mu dziewczyna. Zajęło mu to chwilę, gdyż znów mógł to zrobić tylko jedną ręką. Prawa dłoń znów strasznie spuchła, a jakikolwiek ruch kończyną wywoływał grymas bólu na jego twarzy. Nie przejmował się tym zbytnio, gdyż był to jeszcze poziom, który zaliczał do tzw. Bezpiecznego bólu, który sprawiał mu przyjemność. W końcu był masochistą, nie?
Nie protestował i pozwolił dziewczynie jechać ze sobą. Chociaż nie mógł zagwarantować jej bezpiecznej podróży. Co prawda kierowcą był świetnym, ale jego styl jazdy dawał wiele do życzenia. Ponad to istniała też opcja że straci kontrolę nad maszyną, w końcu prowadził jedną ręką.
Odpalił gaz do dechy i ruszył na tylnym kole. Szybko wyminął Willego i rzucił mu jedynie wyzywające spojrzenie, którego oczywiście nie mógł dostrzec przez przyciemnianą szybkę kasku, ale powinien się domyślić, o co mu chodziło.
Chwilę później byli już w drodze.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-08, 16:41   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Dziewczę objęło w pasie swojego nowego milusiego przyjaciela i zdało sobie sprawę, że przytulanie drugiego czerwonego może być nawet-bardzo-spoko. Pisnęła i zacisnęła oczy, kiedy to ruszyli. Tatko nigdy jej nie pozwalał na takie zachowania i teraz pewnie przeżywa w samochodzie kolejny zawał serca, kiedy to widzi swoją gwiazdeczkę z jej milusim-nowym-przyjacielem pędzących ponad setkę na motocyklu. Trzymała go kurczowo w pasie, jakby bała się, że zaraz zaliczy nieprzyjemne spotkanie z samą kostuchą.

Willy podchwycił temat i ruszył nieco szybciej, zajeżdżając Joycowi co chwila drogę i hamując pulsacyjnie, aby go spowolnić. Pan Harris nawet zmawiał pacierz, a wszyscy w srodku podczas hamowania wyglądali jakby mieli padaczkę, albo tańczyli breakdance'a. W tył, w przód, w tył, w przód.
Mężczyzna zaśmiał się i nawet przestawił lusterko przymocowane do podsufitówki, aby móc widzieć w odbiciu zatroskanego pana doktorka, którego spojrzenie mogłoby zabić. Patrzył to na Joyca, to szarpał Williego za ramię, aby ten nie wygłupiał się i zgarnął jego kochaną córeczkę do samochodu.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-08, 21:47   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Dziewczyna ściskała go mocno, chwilami prawie że pozbawiając powietrza. Czucie ciepła drugiego czerwonego również było dla niego nowym doświadczeniem. Wolał się jednak skupić na drodze i „zabawie” z Willym. Przekomarzali się cały czas. A to Joyce wyprzedzał terenówkę i hamował tuż przed maską, a to kulawy zajeżdżał mu drogę i tak minęło im większość drogi. Jedzie się znacznie przyjemniej kiedy w żyłach buzuje ci adrenalina. Dla kierowców było to zabawne, czego nie można było powiedzieć o pasażerach, no może z wyjątkiem Samanthy, która co chwila piszczała z radości i ściskała go coraz mocniej. Z każdym przejechanym kilometrem jego ręka zdawała się mocniej dawać we znaki. Taka prędkość nie służyła zbytnio jej gojeniu. Zdawał się jednak nie zwracać na to uwagi. (…)
Ostatni zakręt, wyjeżdżali z lasu, brama była już w zasięgu wzroku. Wtedy poczuł jak objęcie dziewczyny słabnie, tak jakby zupełnie go puściła. Być może słabła ze zmęczenia, albo zwyczajnie wpadła na jakiś głupi pomysł. Chłopak jednak postanowił to sprawdzić. Odwrócił głowę i spostrzegł jak Czerwona radośnie wymachuje rękoma w powietrzu. Chyba poczuła się zbyt swobodnie. Uśmiechną się lekko.
Jechali z naprawdę dużą prędkością. A Joyce jako kierowca nie powinien spuszczać wzroku z drogi. To był jego błąd. Gdy z powrotem spojrzał przed siebie, było już za późno by wyhamować. Drzewo pojawiło się znikąd.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-08, 22:02   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG
Wszystko działo się tak szybko, że nim zdążyli przyjąć do świadomości co się przed chwilą stało, było już po wszystkim... Willy wychamował z piskiem opon, zatrzymując się tuż przed samą bramą wjazdową. Pospiesznie wysiadł z samochodu i kuśtykając dotruchtał do młodych, którzy leżeli nieprzytomni w kałużach krwi. W okół nich w ciągu kilku sekund zrobiło się spore zbiorowisko ludzi, niektórzy chcieli tylko popatrzeć na czyjąś śmierć, a inni z przejęciem bełkotali coś pod nosem, jakby wołając o pomoc. I pomoc nadeszła minutę, może dwie później...

Charlie trzymał Annę na rękach, bo tylko tak mógł się wraz z nią przeteleportować do miejsca zdarzenia. Pan Harris trzymał rękę córki i szlochał głośno. Pokojówka podpierała się jednego z drzew i wymiotowała gdzieś nieopodal. Widocznie widok złamań otwartych i sporej ilości krwi to było dla niej za dużo.
- Willy, zabierz stąd wszystkich, to nie spektakl! - wrzasnęła lekarka, która właśnie kucała przy chłopaku, sprawdzajac jego tętno. Nikt chyba jeszcze nie widział panny Smith w takim "wydaniu", bo każdy przeraził się nie na żarty i z pomocą Williego rozeszli się, spoglądając jeszcze kilkukrotnie za ramię na rozwój sytuacji. Na miejscu zdarzenia pozostała jedynie lekarka, poszkodowani, ryczący jak bawół doktor Harris i sam Charlie, który czekał na polecenia. Nawet ochroniarz zniknął wraz z tłumem.
- Żyją. Potrzebuję krwi, dwóch przygotowanych łóżek w izolatkach i sprzętu. - rzeczowość to jedna z jej bardzo mocnych stron. Nigdy nie wpadała w panikę, a widok rodem z horroru nie robił na niej żadnego wrażenia. Nie takie rzeczy widywała w swojej karierze. Charlie skinął jedynie głową i chwytając za telefon, wykręcił numer do młodych, aby naszykowały co trzeba.

/ztx2 ciąg dalszy w izolatkach.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10