Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Lasy
Autor Wiadomość
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-23, 18:57   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Och! No tak! Powinny mieć pomieszczenie dla Klubu Małego Kata, Jade miała rację. Oprócz noży, powinny mieć także inne narzędzia tortur. W sumie, gdyby tak pomyśleć, to mogłoby być naprawdę zajebiste, tak torturować zdrajców, albo jakichś typków spod jasnej gwiazdy, bo do ciemnej ich dupsko zawitało. Bambi już zdążyła przekonać się o tym.
Zanim Bambi trafiła do dziewczyn, zdążyła zarąbać nosem o zagłówek fotela, który do teraz pocierała, a ten robił się coraz czerwieńszy. Mruknęła coś pod nosem, z lekkim rozbawieniem przyjmując fakt otworzenia przed nią drzwi przez Shane, jak, pyfu, kobiecie. Strzeliła oczami i, wciąż nucąc tę swoją piosenkę, udała się za towarzystwem. Wydawała się podchodzić dość beztrosko do sprawy, bo na jej ustach igrał jakiś taki uśmieszek, a krok miała lekki, nawet skoczny. Mimo wszystko, jak przystało psu na wolności, rozglądała się, chłonęła widoczki, które mogła zobaczyć w LD jedynie na misji (nie, żeby te były jakieś nowe), a - przede wszystkim - skoncentrowała się na wykrywaniu ewentualnych zagrożeń i obserwowaniu liści oraz szukaniu serduszek w chmurach.
Usłyszała jakichś szeleściki, głosiki i już spojrzała nieco uważniej w kierunku dźwięku, gdy dostrzegła znajome łby. A potem dotyk Shane. Przygryzła dolną wargę, mając dość mieszane uczucia co do całej tej wycieczki, bo nie zdziwiłaby się, gdyby Abs, poszukiwaczka wolności, ponownie skomentowała inteligencję Coletti, która - w porównaniu do nich - była najedzona, nawodniona, miała nowy ciuszek i, generalnie, wyglądała jeszcze wcześniej, zanim ją porwano. Westchnęła ciężko, cmoknęła pod nosem i skinęła krótko głową. Krótko zacisnęła dłoń na jednym z palców być-może-zdrajcy, jak te bobaski, puściła, chwyciła za dłoń Jade i ruszyła dziarsko do przodu.
Ogólnie, trafiła na dramatyczną scenę. Abigail jakaś taka niemrawa, a Alice, jak zwykle, mamusiowała. Cmoknęła pod nosem i stanęła od nich w pewnej odległości, puszczając także dłoń Jade.
Miała mega mieszane uczucia.
- Heeeejoooo! - ryknęła do nich tym swoim włoskim akcentem, a przecież nie stała AŻ TAK daleko. A potem rozchyliła ręce na boki, powoli, z miną największej klasy biznesmena, który zamierzał właśnie opylić najnowszej technologii odkurzacz, który nie tylko pozostawiał podłogę na zawsze nie-usyfioną, to jeszcze leczył raka i likwidował łupież z włosów. - Przyszłam was uratować!
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-11-23, 23:28   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

MG

Żal i rozpacz jaka ogarnęła Abigail była nie do opisania. Alice mogła do niej mówić, nawet w jej własnej głowie, ale dziewczyna się kompletnie wyłączyła. Nie czuła, nie słyszała, nie widziała. Myślami była już gdzieś indziej. Wszystkie drzewa uginały się lekko, a ona wytworzyła w okół siebie tarczę w postaci braku grawitacji. Gałęzie latały, piach tworzył tornada, a konary drzew skrzypiały ostrzegawczo. Grupa, która miała za zadanie pomóc oddziałowi zjawiła się chyba w kiepskim momencie. Alice nie mogła podejść bliżej. Czuła jak nawet organy wewnętrzne jej ciążą, a stopy jakby przykleiły się do położa.
Bambi wychyliła się, stanęła za blisko. Jeden z latających konarów uderzył dziewczynę w bok, a ta odleciała trzy metry dalej, uderzajac plecami o jedno z drzew. Czy ten widok powstrzyma Abi i pozwoli jej się obudzić?

/kolejka dowolna
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-11-24, 19:53   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Wszystko dookoła obróciło się w proch - dosłownie - i miała zamiar poczekać na swoją kolej. Nie wiedziała, co czuła, w jednej chwili zbierało jej się na płacz, choć po łzach nie było ani śladu, a w kolejnej oczyma wyobraźni widziała własnoręcznie przeprowadzoną rzeź na tych wszystkich skurwysynach. Gorączkowe myśli przeplatały się ze wspomnieniami przyjaciół z obozu, ich wspólnymi podróżami, spiskami, rozmowami, by za chwilę zniszczyć tę sielankę brutalnym zrównaniem do ziemi, przypomnieniem, że pozostały po nich tylko popioły. Jak mogła to wytrzymać? Czy można było doznać czegoś okropniejszego? Nie potrafiła sobie wyobrazić. Jak miała wrócić do normalności? Nie mogła udawać, że to się nie wydarzyło, choć chciała tego teraz najbardziej na świecie. Samooszukiwanie się nie było wyjściem, ale czy istniały alternatywy? Stawienie czoła tej sytuacji... ale to było zbyt potworne.
Nie potrafiła sobie z tym poradzić i wcale nie chciała. Zbyt wiele bodźców bombardowało ją zewsząd i musiała jakoś zareagować. Po prostu się odcięła, schowała w swoim niewidzialnym domku, poza którym nie było nikogo i niczego. Została sam na sam ze swoimi emocjami, w nadziei na przywrócenie się do jakiegokolwiek ładu, przekonanie się, że zostanie tutaj i lamentowanie niczego nie naprawi, nie zmieni, choć było opcją niesamowicie kuszącą.
Chciała być sama, coś jednak jej na to nie pozwoliło. Ktoś. Wołał ją? Chyba znała ten głos, może z poprzedniego życia. A może coś się jej wydawało. W końcu dookoła była tylko ona i czarna dziura, którą stworzyła. Ale głos nie cichł. Pewnie zwariowała, byłoby to całkiem prawdopodobne. Też mogło być jakimś wyjściem. Ukojeniem. Ale nie, obudzony nagle rozum postanowił rozpoznać ten dźwięk, słowa i przekaz, który się za nimi krył.
Wcale jej się to nie spodobało.
- Ty...- wysyczała, zatykając sobie uszy jeszcze mocniej, ale wciąż słyszała. - Spieprzaj z mojej głowy! - Cholerna pomarańczowa, dlaczego nie chciała jej zostawić? Tylko pogarszała sytuacje. Mówiła, że jest przyjaciółką, ale tak nie było. Przyjaciele nie zabierają ci sprzed nosa prywatnej vendetty, tak o, jakby to było nic. Nie było i ona o tym pamiętała. - Nie podchodź do mnie, rozumiesz? Nie zbliżaj się! Ty już swoje zrobiłaś, co jeszcze chc... mi zabra... - Ostatnie słowa wydukała niewyraźnie, nie chcąc w to brnąć, bo wiedziała, że nic przyjemnego na końcu tej drogi jej nie spotka, wręcz przeciwnie. - Zostaw mnie. - Miało zabrzmieć jak rozkaz, a zabrzmiało jak skowyt zbitego psa. Bo tym właśnie była. Ale wciąż miała kły i Alice powinna o tym pamiętać, dla własnego dobra.
Nie myślała jasno, nie rozróżniała dobrej od złej strony, granica była mętna, a ona nieobliczalna. I gdy usłyszała kolejny głos, tym razem inny, ponownie została przygnieciona przez złość. Dlaczego? Po co złażą się tu kolejni? Chcą popatrzeć na widowisko? A może to byli rządowcy? Szpiedzy? Moc pomyślała i zareagowała za nią. Nieprzyjemny dźwięk plaśnięcia jakby trochę przywrócił jej świadomość. Nie chodziło nawet o to, że w tej szmacianej laleczce dostrzegła Balbine, tylko że uświadomiła sobie, co zrobiła. Chciała ranić i niszczyć, żeby doświadczyli tyle samo okrucieństwa i bólu, co ona, ale nie miało być to wymierzone w osoby bądź co bądź niewinne.
- Bambi? Przepraszam - wydukała trochę pod nosem, zbierając się z ziemi i przy użyciu teleportacji chwilę później znalazła się daleko od dziewczyn, na tyle, żeby nie uszkodzić ich znów nieświadomie. Powoli przypominała sobie, co czerwona powiedziała.
- Uratować? Jak? - W tej chwili to one powinny się ratować. Dla Cain ratunku nie było. Odwróciła się od nich, spuściła głowę i zakryła twarz dłońmi. Drzewa nachylały sie w jedną i drugą stronę coraz wolniej, a otaczający ją popiół padał leniwie na ziemię. I nagle wszystko ucichło, ona też, nie wydała żadnego dźwięku, nawet nie drgnęła. Nastała cisza - jak przed taką wielką, straszną burzą.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-26, 00:06   
   Multikonta: John, Nathan
[Cytuj]

Pojawienie się Bambi zauważyła dopiero, kiedy Abs się odsunęła, a ona sama zdołała się wyprostować. Niestety, jej przyjaciółka leżała już wtedy kilka metrów dalej. Podbiegła do niej najszybciej jak potrafiła, i sprawdziła czy wszystko z nią w porządku. -Bambi! Jezu, gdzie ty się podziewałaś! - Przytuliła ją, choć nie tak mocno jak chciała, w końcu Bambi przed chwilą mocno oberwała. -Musimy jej pomóc... - Szepnęła jedynie, przekazując jej swoje wspomnienia od momentu w którym się rozstali, do momentu w którym zobaczyły, że OWD jest zniszczone, a Abs się załamała. Nie musiała więc mówić jej nic więcej. Kiedy tylko upewniła się, że Bambi nie jest zbyt mocno ranna - a raczej nie była, w końcu nie takie rzeczy przeżyły - ruszyła w stronę w którą uciekła niebieska.
Nie zważając na to, co usłyszała, nie miała zamiaru odpuścić. Oczywiście, wciąż nie mogła się do niej zbliżyć, zachowując resztki ostrożności, wiedząc, że Abs nie kontroluje w tym momencie swoich mocy. Ale przecież nie mogła się zwyczajnie odsunąć, prawda?
-Abs do cholery! Też straciłam dom... Też straciłam mnóstwo bliskich mi osób... Nie chcę... Nie chcę stracić też Ciebie! - Rzuciła telepatycznie.
I wtedy wszystko zaczęło cichnąć. Drzewa się uspokoiły, popiół opadł, a Abs znieruchomiała. Alice chciała natychmiastowo skorzystać z okazji i rzucić się na nią, ale ostatecznie zachowała zdrowy rozsądek. Abs może nie odzyskała jeszcze pełni sprawności, i jeśli ktoś teraz by jej dotknął, prawdopodobnie skończyłby nieciekawie. -Abs... - Szepnęła, tym razem już nie telepatycznie, robiąc kilka kroków w jej stronę. Nie podeszła jednak za blisko, w razie gdyby znów się zaczęło, gdyby nastąpił wybuch. -Proszę... Proszę. Wiem, że to najgłupsze co mogę powiedzieć, ale wiem co czujesz... Naprawdę wiem co czujesz. Też straciłam wiele... I nie chcę stracić więcej. Więc... Pozwól mi. Proszę. Nie dźwigaj tego wszystkiego sama. Może nie znamy się od zawsze, ale oddałabym za ciebie życie! Więc... Ten ból... Ten smutek... Tą złość... Tą nienawiść... Wszystkie uczucia które cię teraz dręczą... Pozwól mi... Pozwól mi pomóc Ci je udźwignąć. Dużo się wydarzyło... Więc tym bardziej musimy się trzymać razem. Razem damy radę to ponieść. Nie trzymaj tego w sobie. Jestem tu po to, żeby ci pomóc... Żeby pomóc, kiedy jest źle... Po to są przyjaciele! Więc... Chodź... Podaj mi rękę. Pozwól mi to zobaczyć... Pozwól mi to poczuć... Pozwól mi zrozumieć. - Szepnęła wyciągając do niej rękę.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-29, 12:18   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG
[Cytuj]

Zaklął siarczyście pod nosem. Jeżeli mówi, żeby się kurwa nie wychylać, to znaczy że Bambi powinna tak zrobić. Wszystko działo się strasznie szybko, widział tylko jak dziewczyna leci w stronę jednego z drzew, powalona przez konar. Słyszał trzask uderzenia i nawet zmrużył na chwilę oczy, jakby chciał na to wszystko nie patrzeć. Kolejna dawka przekleństw, wyprostowanie się i do dzieła.
Wyszedł zza krzaka jak jakiś Filip i już chciał włączyć Biały Szum, który uspokoiłby blondynę, ale nie zrobił tego. Nie lubił dźwięku tych cholernych urządzeń, nie lubił nie móc, a co najważniejsze dzieci PSI były dla niego ważne i nie chciał traktować ich jak zabawki, które można wyłączyć, kiedy zaczynają się psuć.
Czas zdawał się zwolnić, a on jednostajnym krokiem ruszył w ich stronę. Jedno uderzenie serca, jeden krok. To jak taki taniec, w którym nie ma się partnera i tańczy się z lustem albo dmuchaną lalką. Nie to, żeby Shane miał takową pod swoim łóżkiem...
Nie, wróć...
Doskoczył do Bambi jak lwica, która broni swoje młode, ale nie odepchnął dziewczyny. Wydawała się być bardzo przejęta jej losem, co go zdziwiło. Widziedział jak wygląda utrata kontroli, ale nie sądził, aby dzieciaki z Ligi przejmowały się czyjąś krzywdą. Były przecież szkolone, żeby zabijać siebie na wzajem bez mrugnięcia okiem - przynajmniej Shane tak myślał. Stał i przyglądał się temu całemu teatrzykowi, jaki mu tutaj przedstwiały, a kiedy dziewczę puściło Bambusa, Shane ukucnął przy niej i pomógł jej wstać na równe nogi. Jade wydawała się wciąż ukrywać, jakby chciała wyskoczyć zza krzaków w najlepszym momencie, albo takim, w którym rzeczywiście mieliby kłopoty. Jedyna mądrze myśląca istota w jego oddziale...
Sam się zdziwił, że potrafi pomyśleć o kimś w ten sposób.
- Wstawaj. Powiedz tylko słowo, a się stąd zmywamy. - oczywiście kiedy tylko ją dotknął, usłyszała jego głos w swojej głowie. Nie chciał przestraszyć tej dwójki, bo nie bardzo wiedział czego może się po nich spodziewać, nie chciał tutaj też zginąć, albo żeby ktokolwiek inny ucierpiał.
Ta mała cierpiała na słowotok, zdecydowanie powinni to leczyć... Zmarszczył brwi, bacznie przyglądając się nieznajomym i słuchając wszystkich słów, które wypływały z ust jednej z nich. Były jak pociski z karabinu, jakby ktoś nacisnął na spust, a jego palec przykleił się do niego. Teraz miał wątpliwości, co jeżeli przyjechali tutaj na darmo?
- Możemy wam pomóc. Możecie się do nas przyłączyć i pojechać z nami, jeżeli nie... Zostawię wam trochę prowiantu i podwiozę gdzie będziecie chciały. Broń, apteczka, jedzenie, woda albo dożywotnie schronienie. Wybierajcie, nie ma czasu. - zerknął nerwowo na zegarek, jakby to miało je pospieszyć. Musiał przerwać monolog brunetki, bo sam czuł, że zaraz tutaj zeświruje. Rozumiał po ilu traumach musiały być, ale do kurwy nędzy, czy ona się kiedyś zamknie?
- Pięć minut, tyle macie czasu na zastanowienie się. - zdawał się być niewzruszony kiepskim stanem "pani od niekontrolowania mocy". Miał dosyć bab. Ciągle ryczały albo wymagały nieosiągalnego. Mogły zdecydować się na transport, popłakałyby sobie w samochodzie, a on miałby przynajmniej uczucie spełnienia misji czy czegoś w tym rodzaju... Powinno w ogóle być ich tutaj pięć, a są tylko dwie... Będzie musiał to zameldować, może Leliel uda się odnaleźć pozostałą trójkę. Teraz jednak póki co, powinien skupić się na ratowaniu tych, co do których miał pewność, ze jeszcze oddychają i żyją. Nie przypominały jeszcze zombie.
JESZCZE.
Tupał nerwowo nogą w oczekiwaniu na jakiekolwiek zwrócenie na jego słowa uwagi. Pozostawanie w lesie na terytorium Łowców to nie najlepszy pomysł, nie mają teraz czasu na picie herbatki i rozmawianie o pogodzie. Zawsze mógłby je przecież uśpić, ale... Nikogo nie będzie targał ze sobą na siłę. Po to właśnie wziął Bambi, aby ta przekonała swoje siostrzyczki o tym, że Pandemonium to wcale nie taka najgorsza opcja. Miały listę życzeń, jedzenie, schronienie, bezpieczweństwo, a to wszystko bardzo małym kosztem. Wystarczyło jedynie nie rozmawiać z nikim o organizacji. Dało się to wykonać, prawda?
Jednakże jakiekolwiek zasady zamierzał im przedstawić dopiero kiedy zdecydują się ruszyć z centrum huraganu i pójść z nimi. Niezależnie w jakim celu, czy to tylko po proswiant, czy to może aby pojechać z nimi. Jemu było wszystko jedno, marzył już o swoim ciepłym łóżku i kubku gorącej kawy. Ta wizja pozwoliła mu nawet na chwilę zapomnieć po co tutaj tak włąściwie przyjechał.


/kolejka dowolna.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-30, 17:44   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

W jednej chwili próbowała opylić im wstęp do godnego życia w zamian za bycie psami diabłów, a potem poczuła potężne uderzenie z przodu, żeby w ostatnim akcie zaliczyć nokałt z tyłu, czyli uderzenie plecami o konar drzewa. Nie krzyknęła, nie szarpała się, a świat nie zajął się ogniem - poleciała jak marionetka, uderzając o konar jak szmacianą lalką. Buzująca adrenalina, która ogarnęła jej ciało w sekundę, przyjęła na siebie większość bólu, przez co Bambi mogła zarejestrować jedynie pobolewanie i odrętwienie w ciele. I naprawdę, zapewne wybuchnęłaby podobnie jak Abs, bo samokontrola nigdy nie należała do jej mocnych stron, a wyczuwając zagrożenie, winna się go pozbyć, jednakże przybiegła do niej liderka. Słodka jak miód Alice ujęła jej ciałko w swoich ramionach, przekazując jej swoją troskę. Ciemne oczy ognistej zaszkliły się mgłą, jakby ten krótki gest przywrócił jej trochę sentymentalizmu, którego złudnie pozbyła się przez te dwa, trzy dni od ich widzenia. Palce jej dłoni drgnęły, a następnie krótko pogłaskała ją po ramieniu, a ta postanowiła przekazać jej swoje wspomnienia z ostatnich wydarzeń.
Alice jej ufała, wciąż, zawsze, od wcześniej, do teraz. Ale wciąż miała wątpliwości, czy winna połączyć starą rzeczywistość z nową. Abigail tak szalenie pragnęła wolności, że na zniszczone WO zupełnie straciła kontrolę, a to była rzadkość. Balbina uważała, że teraz, gdy straciła nadzieje, łatwiej będzie zwerbować ją do siebie i wątpiła, żeby zwyczajowa mowa Alice cokolwiek to zmieniła (tak, jako osoba z zaburzoną empatią, nie była specjalnie zainteresowana rozsypką ich Niebieskiej koleżanki). Dopiero teraz zauważyła Shane, który również postanowił przekazać jej myśli telepatycznie (a pomyśleć, że Bambi zawsze uważała, że nieprzyjemnie wchodzi się do jej głowy... a może telepatia nie wymagała czucia jej?). Pomógł jej wstać, a Bambi nawet się nie skrzywiła, wpatrując się w całą sytuację swoim swojskim, pustym spojrzeniem. Odnalazła palec Shane, który ścisnęła jak te bobaski swoje mamuśki, było oczywiste, że broniłaby jej kolegę-może-zdrajcę z Pandemonium. Niby zachowywała się jak dzieciak, ale LD wychowało ją tak, że była tylko mięsem armatnim, kimś, kto winien bronić ważniejszych od siebie, a teraz należała do Pandemonium, a Shane był znacznie ważniejszy.
- Dobrze mnie traktują, wiecie? Jest o wiele lepiej, niż w Lidze Dzieci - rzuciła jeszcze, pomijając kwestię ślubów milczenia. - No i ciepła woda leci dłużej, niż trzy minuty. No i słodycze są. To o wiele lepsza perspektywa, niż uciekanie przed całym światem. Skupić się na czymś o wiele bardziej pożytecznym, niż szukanie pożywienia i wody. Możemy być razem, jak kiedyś. Nic nie jest jeszcze straconego, więc przestań zachowywać się, Abigail, jakbyśmy my i nasze wspólne wspomnienia były gówno warte, bo po tych kilku latach nie zostałaś z niczym. Bo masz nas - dorzuciła swoje trzy grosze, chociaż Shane wydawał się być wkurwiony tego typu gadkami (Bambi stwierdziła, że chyba go wyczerpała w samochodzie). Głos Bambi był trochę radosny, czasami lekko przeciągała samogłoski, lekko śpiewała i wysunęła się do przodu, na ponów zbliżając się do dziewczyn o te dwa kroki. A było to dość straszne. Nie podeszła, ona przesunęła się, lekko kiwając to w jedną, to w drugą, drapiąc swoje żyły, jakby ponownie w płynął w nich ogień, a nie krew, ale to stary nawyk, można chociażby zobaczyć po powoli znikających ranach, które ponownie rozdrapywała. Nawet mężczyzna mógł poczuć języki ciepła, bijące z ciała Bambi.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-11-30, 19:06   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Odseparowanie się od dziewczyn pomogło. Minimalnie, ale jednak, na nic lepszego z resztą nie liczyła. Zajęło jej to chwilę, lata albo miesiące, ale w końcu trochę się uspokoiła. Z niczym nie przeszła do porządku dziennego ani nic nie zamiotła pod dywan, wygrała jednak z paranoicznymi, przelatującymi jej co chwila przez głowę myślami. Jakby... odrętwiała. Przed chwilą czuła wszystko, a teraz - kompletnie nic. Jakby ktoś przełączył przycisk odpowiedzialny za odczuwanie. To dobrze. Chyba? Nie wiedziała. Chwilowa jasność umysłu pozwoliła jej na snucie okrutnych, nieludzkich planów odnośnie przyszłego zakończenia marnego życia Greya i jemu podobnych. "Sto jeden tysięcy sposobów na zarżnięcie wroga", i wcale nie czuła wyrzutów sumienia. To było coś, co zrobi, choćby miałaby rozpętać wojnę. Tym razem będzie dokładnie tak, jak sobie wykalkulowała. Żadnej litości. Będą płacić... nawet przez kolejne pokolenia.
Niezwykle nagle objawiona poczytalność - choć pewnie dyskusyjna - umożliwiła jej zrozumienie sensu wypowiedzi Alice, Balbiny i tego typa, który wyszedł zza krzaków. Na pomarańczową wciąż miała wylane, czegokolwiek by nie mówiła i jakkolwiek starałby się, żeby Cain uwierzyła, że ona chciała dobrze. Pamiętała o tym, co razem przeszły i że były - są przyjaciółkami, ale nie chciała od niej pomocy. Jej "wybryk" kładł się cieniem na wzajemnej relacji, przynajmniej teraz. Nie potrafiła tak po prostu wziąć przykładu z bohaterów filmów Disneya i rzucić się w jej ramiona, wypłakując i klepiąc się po pleckach, w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. Nie, to tak nie działało.
- Słyszałaś. Nie wchodź mi do głowy - powiedziała lodowato, nawet nie patrząc na nią, tylko za, w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie dodała nic więcej, kątem oka dojrzała jej wyciągniętą rękę, ale to zignorowała. Za wcześnie. Musiała sama wylizać się na tyle, żeby być w stanie jakoś koegzystować. Następnie przeniosła wzrok na chłopaka i przez chwilę nic nie mówiła, po prostu wbijała pusty wzrok w jego ślepia. Znów cholerna pustka, ale coś zdołało się przez nią przebić. Jedzenie, woda, apteczka. Uczepiła się tego jak tonący brzytwy. Czyste potrzeby fizjologiczne, tak, osiągnęła kolejny krok w przeobrażaniu się w zwierzę. Wszystko jedno, byleby zapełnić głodny brzuch i skończyć z bólem fizycznym. To było istotne.
- Chcę. To, co powiedziałeś. Prowadź - wydukała niczym neandertalczyk. Powlecze się za nim, wysłucha, ale co będzie dalej - kogo to obchodziło. Balbina, która wydawała się niezbyt wzruszona ze spotkania z drzewem zachwalała swoją nową grupę, ale Abs słuchała jednym uchem, a wypuszczała drugim. Nie interesowało jej to, rygorystycznie trzymała się myślenia wyłącznie o tych przyziemnych, najbardziej podstawowych potrzebach. To było najmniej bolesne. Logika znowu poszła w niepamięć, kto tam mógł wiedzieć, czy wróci.
Podreptała w stronę chłopaka, gotowa na spacer i trochę nieobecna. Alice nie zaszczyciła spojrzeniem i utrzymała dystans. Może było w tym okrucieństwo i później będzie żałować, ale teraz... teraz było jej wszystko jedno.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Jade Bloomberg


20 lat

Czerwony




Wysłany: 2016-12-02, 00:11   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Jade przez ten czas pozostawała raczej w tyle jedynie przyglądając się i przysłuchując się poczynaniom swojej siostrzyczki, zaciskając jednocześnie dłoń na rękojeści jednego z noży. Nie znała w sumie żadnej z tych dziewczyn to i nie miała zbyt wiele do dodania. No może poza tym, że im nie ufała i najchętniej użyła by zarówno swoich ognistych umiejętności jak i noży. Choć z drugiej strony nie chciała swojej siostrze robić przykrości. Dlatego też niezbyt się odzywała a jedynie obserwowała bacznie rozwój obecnej sytuacji. Jej przyjaciółki nie zrobiły na Jade zbyt dużego czy pozytywnego wrażenia. Choć może wydawały się po prostu zagubione.
Słysząc jak mówi, że jest lepiej niż w Lidze Dzieci podeszła bliżej i położyła Bambi rękę na ramieniu i posyłając innym dziewczynom zimny uśmiech powiedziała
-Popatrzcie jak się rodzina rozrasta, Bambi tutaj dorobiła się nawet siostry
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-04, 21:41   
   Multikonta: John, Nathan
[Cytuj]

Stała tak jeszcze przez kilka sekund, nim opuściła dłoń. Poczuła dziwny uścisk w sercu, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę cały czas siebie okłamywała. Nie było w porządku do cholery, nic nie było w porządku! Nie ma sensu się oszukiwać. To bolało, to cholernie bolało! Świadomość, że nie jest w stanie pomóc przyjaciółce... Nie. Świadomość, że to przez nią tak cierpi... Ta świadomość była zdecydowanie najgorszym uczuciem jakiego doświadczyła. Dlaczego do cholery podejmowała złe decyzje? Powinna być ich liderką! Powinna umieć reagować w każdej sytuacji... Powinna umieć im pomóc. Ale jedyne co robiła, to bardziej ich krzywdziła. Zachowanie Abs było najlepszym dowodem.
Dlaczego wtedy, w Lidze, kiedy życie uciekało jej przed oczami... Dlaczego wtedy zdecydowała się przeżyć? Dlaczego tak uparcie starała się ich uratować? Tylko wszystko zepsuła. Jak zwykle zresztą. Nie chciała tego czuć. Chciała wyłączyć własne uczucia, chciała zapomnieć o tym wszystkim co się wydarzyło... Ale przecież nie mogła. To była jej kara. Kara za wszystkie zbrodnie. Kara za to, że zdecydowała się przeżyć.
Patrzenie na to, jak kolejna przyjaciółka się od niej odwraca, dokładnie jak wtedy, w sierocińcu, kiedy została zdradzona przez jedyne osoby do których się przywiązała... Utwierdzało ją to tylko w przekonaniu, że nigdy nie powinna się do nikogo przywiązywać. Wywoływało to same kłopoty. Choć próbowała sobie to wmówić, to przecież nigdy nie chodziło o jej moc. Nigdy nie chodziło o to, że była inna. Ona po prostu nie nadawała się do życia wśród ludzi. Powinna umrzeć już dawno. Jednak fakt, że żyła... Nie mogła tak po prostu porzucić tego, co posiadała. To nie była żadna kara, to byłą tylko i wyłącznie ucieczka. Żeby ponieść karę, musiała cierpieć. Ponosić konsekwencje swoich czynów. I robić wszystko, by choć trochę naprawić swoje zbrodnie.
Nie było łez. Nie było zamknięcia się w sobie, nie było utraty kontroli nad mocami. Alice wypuściła całe powietrze zgromadzone w płucach, wytarła oczy rękawem i z wymuszonym uśmiechem odwróciła się w stronę Bambi. -Cieszę się... Cieszę się, że cię widzę. Spotkałyście po drodze Summer i Marc? I gdzie ty w zasadzie zniknęłaś? Rose jest z tobą? - Zasypała ją gradem pytań, starając się zachowywać normalnie, choć średnio jej to wychodziło. Widać było, że zachowanie Abs mocno ją uderzyło. Nie potrafiła nawet tego ukryć, mimo, że tak mocno się starała. Musiała być uśmiechnięta, musiała być szczęśliwa, nie mogła więcej pokazywać słabości. To jedyne co mogła teraz zrobić. Z pokorą przyjąć całą wściekłość Abs. W końcu to wszystko od samego początku to tylko i wyłącznie wina jej złych decyzji. Musiała ponieść konsekwencje swoich czynów. Nawet, jeśli konsekwencją było zdeptanie jej uczuć. W końcu liczyły się tylko jej przyjaciółki.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-05, 18:17   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG
[Cytuj]

Wciąż patrzył na cały ten teatrzyk z ogromnym przymrużeniem oka. Całe szczęście, że należał do osób cierpliwych, inaczej na pewno już by go tutaj nie było, a Bambusa wysadziłby na skraju lasu już kilometr za Pandą. Jade też wydawałą się być czasem irytująca. W ogóle baby są jakieś inne... Stał tak gdzieś pośrodku całej tej szopki i spoglądał to na jedną, to na drugą, to na trzecią, a jego spojrzenie nie zatrzymywało się na żadnej z nich, błądząc na ślepo. Nagle nawet blondyna się odezwała i to całkiem sensownie. Kurwa! Ona nawet zwracała się do Shane'a. Nie ukrywał swojego zdziwienia, bo wlepił w nią duże, brązowe oczyska nieco skonsternowany. Chce iść z nimi?
Nie sprecyzowałą jednak swoich potrzeb, więc nie był w stanie stwierdzić czy wsiądzie z nimi do auta i dołączy do zgranej gromadki psycholi, czy tylko weźmie jedzenie i ucieknie do lasu jak dzikuska.
W ogóle Shane uważał, że nie będą chciały nawet tego przemyśleć, a tu proszę jaka miła odmiana...
- Chodź. - mruknął pod nosem, wreszcie zamykając rozdziabione usta, przez które nieświadomie nawet zaczął oddychać, a para wydobywająca się spomiędzy jego warg była ostatecznym powodem, dla którego dziewczyny powinny przyjąć pomoc. Zrobiło się diabelnie zimno, a one nie miały kompletnie nic. Dachu nad głową, jedzenia ani nawet odpowiednich ubrań. Shane nie czekając na resztę, ruszył w kierunku skąd przyszli. Był pewnie, że i Jade pójdzie za nim. Nic tu po niej, jeżeli nie ma nawet powodu ani okazji przypalić komuś tyłka.
Dziewczęta zrobiły się dziwnie rozmowne, zadawały nawet pytania. Peplająca brunetka pytała o pozostałe dziewczyny. Shane przystanął na chwilę i przetarł dłonią twarz, wzdychając przy tym ciężko.
- Ta, która była z Bambi... - zamilkł na chwilę, zastanawiajac się jak nazywali ów dziewczynę, ale nie mógł sobie za nic w świecie przypomnieć, więc wzruszył ramionami i obejrzał się za siebie, aby spojrzeć na brunetkę.
- Dorwali ją łowcy i sprzedali zanim zdążyliśmy dobić z nimi targu. Pozostałe dwie też są w łapskach łowców. To ich teren, dlatego powinniśmy się zmywać. - mruknął cierpko i upewniwszy się, że blodnyna idzie posłusznie za nim, zniknął za drzewami. Droga do samochodu nie była jakoś specjalnie długa. Shane zrównał kroku z Abigail, jakby bał się, że zaraz wbije mu nóż w plecy, kiedy to będzie szła za nim. Sądził, że Jade obroni Bambi w razie potrzeby, więc zostawili ich mocno w tyle.
___________________________________
- Trochę cię nawet rozumiem. - znów wzruszenie ramion i przelotne spojrzenie na twarz dziewczyny. I rozumiał... Rozumiał jak to jest stracić dom, stracić nadzieję, stracić miejsce, do którego dąży się całe życie. To jakby strop zawalił się na głowę, ale nie zabił a mocno poranił.
- Nieważne czy do nas dołączycie, czy nie. Pomożemy wam, żebyście znalazły swoje miejsce. - czyżby zwierzęta przemówiły ludzkim głosem? To nie tak, że Shane nie miał uczuć, wszystko miał w dupie, a takie dramy obchodziły go tyle co paradokumenty w telewizji. On po prostu nie lubił się uzewnętrzniać i uważał to za słabość, nawet u innych.
- Nie chcemy was wplątywać w intrygi, bo zajmujemy się głównie walką z rządem, a wy już bzyt dużo przeszłyście, ale możecie u nas zostać kilka dni, zregenerować siły i ruszyć dalej. Wasza decyzja... - dotarcie do samochodu zajęło im kilka minut, kiedy w końcu się przy nim znaleźli, Shane otworzył bagażnik sporego, terenowego auta i odsunął się, aby dziewczyna mogła przysiąść. Niezależnie od tego co zrobiła, podał jej z bagażnika koc i termos z gorącą herbatą. Oba "podarunki" zawisły w powietrzu w jego dłoniach, a on wlepił w nią wyczekujące spojrzenie. Był ciekaw, czy dziewczyna przyjmie bezinteresowną pomoc i czy nie uniesie się dumą.


/ Rozbijam akcję na Abi+Shane oraz Alice+Jade+Bambi na jedną koelkę postów. Nawet jeżeli zdecydowałyście się iść za nimi, jesteście mocno w tyle przez to, że Bambus się guzdrała. Ból pleców, który nieco paraliżował nogi utrudniał sprawę.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-05, 21:09   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Stała wśród dziewczyn jak pierwszy na świecie, żywy-choć-nie posąg, czekając. Na co? Jak po tym wszystkim można było czegoś oczekiwać? Czy...zaraz dostaniesz jedzenie, picie, tak, w końcu, pamiętaj, to ważne - wprawdzie nie do końca, ale musiała się tego trzymać. Gdzieś tam w oddali, a może i blisko brzęczały słowa Alice. Nie miała żadnego pilota, by je wyciszyć, a tak byłoby lepiej, bo słuchanie jej denerwowało i raniło jednocześnie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że swoim zachowaniem nie pomagała, wręcz przeciwnie, psuła wszystko jeszcze bardziej i naprawdę obchodziło ją to w równym stopniu, co zeszłoroczny śnieg. Fakt, że inni też cierpieli, choć nawet nie w jednej setnej tak, jak ona, przynajmniej tak wtedy myślała - ten fakt przynosił tymczasową ulgę. Może i była złym człowiekiem, może po prostu ciężko zranionym, ale z pewnością to był pierwszy raz, w którym jej egoistyczne zagrywki przekroczyły maksymalny poziom. Czy ta świadomość w jakiś sposób na nią wpłynęła? ...
Drgnęła dopiero, gdy z ciągu nic nieznaczących słów wychwyciła imię. I znów zalała ją fala wszystkiego. Taki był przecież cel w chwilowej egzystencji godnej zombie, nie pozwolić na kolejną salwę bólu. Czy kiedyś się od tego uwolni? Napięła mięśnie, nagle gotowa do walki z tym, co nieuniknione. Bo przecież wiedziała, zdążyła przyjąć lekcję, która brzmiała: "gdy wpadniesz w gówno, jedyne, co będzie ci dane, to większe gówno". Logika podszeptywała, że przecież istnieje tyle alternatywnych, wcale nie mniej prawdopodobnych scenariuszy, ale z nią wciąż się jeszcze nie pogodziła. Nie musiała słyszeć odpowiedzi chłopaka, po prostu wiedziała: Marceline spotkało coś złego, to jedyne wyjaśnienie jej nieobecności. Już nigdy jej nie zobaczy. Summer z resztą pewnie też. Nigdy...
Nie pisnęła nawet słówka, po prostu objęła się rękami, co z zewnątrz mogło wyglądać na uzasadnioną, lichą bo lichą próbę ogrzania się. A chciała po prostu przypomnieć sobie, jak jeszcze niedawno ręce jej ulubionej czerwonej ją obejmowały, a teraz, a teraz znów była tylko ona sama.
Zapragnęła opuścić to miejsce jak najszybciej, ta myśl stała się nadrzędna nawet wobec żarcia i innych przyziemnych rzeczy. Uciec, zostawić to wszystko, rzucić w cholerę. Albo zostać i dopasować się do tych przeklętych ruin, w końcu sama została jedną z nich. Decyzja została jednak podjęta za nią, w momencie, gdy przewodnik z przypadku zapuścił się w stronę drzew. Przystała na to, chętnie nawet, wystrzeliła na wprost jak z procy. Szybko jednak zwolniła. Sunęła za Shanem niespiesznie, chętna tak bardzo, jakby szła na ścięcie. Oddalała się od zgliszczy, które jeszcze niedawno były jedynym światełkiem w jej życiu - a teraz? w akompaniamencie coraz bardziej stłumionych odgłosów rozmów. Nie chciała słuchać głosu Alice, nie mogła, jeszcze by pomyślała, a kopanie i tak już zbitego psa, którym, cóż, była nie wchodziło w rachubę. Jedyne, na co było ją stać, to tępe wbijanie spojrzenia w plecy chłopaka i odmierzanie, ile już przeszła. Zarejestrowała, że się do niej odezwał i nie potrafiła powstrzymać się od ułożenia ust w pogardliwy uśmiech, choć z chęcią warknięcia udało jej się wygrać. Nikt nie mógł zrozumieć, a już na pewno nie randomowy typek, który na co dzień grzał sobie cztery litery w milutkim mieszkanku. Ale nie nie nie, nie powinna do tego wracać, bo znów rozkręci spiralę nienawiści. Tak jednak się stało jak na komendę, gdy tylko wymówił słowo "rząd". Pełna mobilizacja, szybsze bicie serca i żwawszy krok, taką oto zaprezentowała reakcję bezwarunkową, której swoją drogą pewnie nie dostrzegł, wszak nie miał oczu z tyłu głowy. Dotarła do samochodu krokiem coraz to szybszym, a w uszach wciąż szumiało echo jego wypowiedzi. Z szerzej otwartymi oczami przysiadła na bagażniku. Kątem oka dostrzegła, że chciał jej podać koc i termos, ale to by znaczyło, że musiałby się zbliżyć, a temu trzeba było zapobiec - a więc telekinetycznie przejęła podarunki, które natychmiast wleciały w jej ręce. Mechanicznie okryła się szczelnie kocem i łapczywie wypiła ciepły napój. Delektowanie się zajęło jej chwilę, w której nie zaszczyciła chłopaka żadnym słowem. Po pewnym czasie - nie wiedziała ile, kompletnie straciła rachubę - w końcu z pasją spojrzała mu w oczy.
- Zainteresowałeś mnie. - Powinien raczej zrozumieć, że chodziło o tę ich całą grupę. Najchętniej palnęłaby coś w stylu "walka z rządem, taktaktak, to właśnie chcę robić, biorę w ciemno!", ale chyba zachowała cząstkę mózgu i nie wypaplała pierwszemu lepszemu planów odnośnie swojej vendetty.
- Powiedz coś więcej. O tej organizacji. - Wiedziała już, że chce do nich dołączyć, bez względu na cenę. Chociaż... czy przyczynienie się do strat po stronie kochanego prezydenta i jego pomagierów było wystarczające? Nie byłaby to jej zasługa, a to było naistotniejsze. Może... może powinna się wstrzymać z decyzją i podjąć ją dopiero, gdy przejaśni się jej w głowie. Kilka dni to mało i z pewnością nie zdąży w tym czasie odzyskać pełni władz umysłowych, ale to miało trochę większy sens... chyba?
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
Ostatnio zmieniony przez Abigail Cain 2016-12-05, 22:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-05, 22:01   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG
[Cytuj]

Tego się spodziewał. Zazwyczaj dzieciaki bywały bardzo nieufne, miały granice przestrzeni osobistej bardzo przesunięte, jakby o dziesięć metrów. Shane uśmiechnął się pod nosem i oparł o pobliskie drzewo, jakby chciał jej tym dać maksimum prywatności, czy czegoś na ten pozór. Jakby chciał oswoić dzikie zwierzę, któremu najpierw rzuca się mały kawałek mięsa, a później tworzy z jedzenia ścieżkę prowadzącą do siebie. Taka właśnie w jego oczach była blondyna. Jak dzikuska wyłowiona z lasu, która nigdy nie widziała ludzi i bała się ich bardziej niż huraganu, którego de facto była właścicielką. Zaplótł ramiona na wyskości klatkie piersiowej, a nogi skrzyżował w kostkach. Ot nonszalancja, która wcale nie była wymuszona. Patrzył na nią jak opatula się kocem i jak pije herbatę, a jej milczenie zaczynało go przerażać.
Lubił ciszę, szczególnie wtedy kiedy to kobieta sama wychodziła z inicjatywą "nic-nie-mówienia", ale w tej sytuacji blondyna wydawała się być nie do końca zdrowa na umyśle.
- Cóż... - westchnął cicho, kiedy to przełykała kolejny łyk gorącego napoju. Zupełnie jakby ta cisza zaczęła mu niesamowicie ciążyć. Był teraz jak wujek na imieninach, który mówi "tak to właśnie jest..." kiedy zapada grobowa cisza i nikt nie ma o czym rozmawiać.
No, ale przemówiła! Chwała ci! Oczy aż mu rozbłysnęły, kiedy to zapytała o organizację. Może jednak nie będzie musiał ich zostawiać na pastwę losu i zdecydują się do nich dołączyć? Kto wie... Może i on będzie miał jakiś dobry uczynek na koncie. Ale w sumie... Na co to komu.
Shane uśmiechnął się półgębkiem i odbił od drzewa, aby wyprostować sylwetkę i postawić kilka kroków w jej stronę, wciąż jednak pamiętając o tym, że to dzikuska.
- Rządzimy się sami. Szefowa jest PSI, możesz robić co chcesz, w granicach rozsądku rzecz jasna... Zbiera swoją armię, bo nie podoba jej się w jaki sposób nas przedstawiają. Dorośli się nas boją, rząd niszczy rodziny, niszczy ludzi, niszczy wszystko co znamy, a dlaczego? Bo się boi. Nie jesteśmy tacy, jakich nas przedstawiają. Nawet ty Blondyna nie jesteś taka zła, wiesz? Równa z ciebie babka jak już coś powiesz. - zaśmiał się cicho, przecierając wierzchem dłoni kąciki ust.
Nie chciał jej na siłę przekonywać do Pandy, ale wolałby żeby zadawała konkretne pytania. Ciężko opowiedzieć o wszystkim na raz w tak krótkim czasie. Sam własnyi rękoma łatał budynek, aby był zdatny do użytku. Sam widział w tym wszystkim jakiś wyższy cel, ale on nie był Leliel. Nie miał gadanego, nie chciał niczego robić na siłę. Nie wiedział czy jest odpowiednią osobą do opowiadania o organizacji.
Przysiadł obok niej, uważajac jednak aby przypadkiem nawet jej nie dotknąć. Niebiescy lubili wysadzać wszystko nawet bardziej niż sami czerwoni.
- Może masz konkretne pytania? - uniósł jedną brew i przeniósł na nią spojrzenie.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-05, 23:24   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Dla odmiany wysłuchała uważnie jego wypowiedzi, obserwując go przy tym bez najmniejszego nawet mrugnięcia. Trochę jak drapieżnik podczas łowów. Instynktownie też zareagowała, gdy się przybliżył - jakby wsunęła się w głąb bagażnika, aczkolwiek nie na tyle, by ktoś czy coś mogło ją tam nagle zamknąć. Rozmyślanie i analizowanie wypowiadanych przez niego słów zaliczało się do tych trudniejszych zadań, zważywszy na to, że wciąż była niezmiernie podekscytowana wcześniejszym wspominkiem o "walce z rządem". To ją interesowało, napędzało do czegoś więcej, wybudzało z odrętwienia. Jej kotwica, z którą będzie się musiała użerać zapewne przez parę, paręnaście lat, bo na pewno nie krócej, w końcu ostatnie wydarzenia udowodniły, że szczęście był terminem wysoce abstrakcyjnym i nie dla niej. W tej chwili nie istniała żadna przeszkoda, która mogłaby ją zatrzymać... już nie.
W skrócie podsumowała sobie w myślach to, co jej przekazał, wykazując się przy tym zadziwiająco niespodziewaną umiejętnością aktywnego słuchania. Chyba robiła postępy.
Coś ją nagle tknęło i odruchowo sie odezwała:
- Macie w ogóle jakaś nazwę? - wydalo jej się dziwaczne, że wcześniej nie spytała o coś tak elementarnego. Odetchnela głębiej, przygotowując się na kontynuowanie wątków znacznie ważniejszych. Chciała wyrzucić z siebie wszystko i jeszcze więcej, ale nie mogła, a już na pewno nie przy nim. Jakby to ugryźć, nie zdradzając zbyt wiele? Wbiła zamyślony wzrok w trzymany termos i znów znieruchomiała. Sensowne formułowanie przemyśleń przychodziło z trudem, a dodatkowo skupiła się na tym tak bardzo, że nawet nie zauważyła, jak jej przestrzeń osobista została gwałtownie naruszona. Zdała sobie z tego sprawę dopiero, gdy chłopaka dzieliły od niej centymetry. Jak oparzona wyskoczyła gwałtownie z bagażnika, wypuszczając termos i prawie zrzucając z siebie kocyk. Machinalnie złapała je telekinetycznie i uchroniła przed bolesnym spotkaniem z podłożem, a gdy odeszła kilka metrów - cóż, po prostu zamieniła się miejscem z tym kolesiem - wtedy opatuliła się ponownie, złapała napój i zastygła nieruchomo. Nie miała czasu na roztrząsanie, czemu właściwie tak to na nią wpłynęło, jak gdyby nigdy nic kontynuowała rozmowę z bezpiecznej odległości. Starała też zignorować unoszące się nierytmicznie, w przód i w tył liście w obrębie kilkudziesięciu centymetrów od niej.
- Jak? - Zamilkła na chwilę, wpatrując się ślepo na rozciągający się za chłopakiem drzewny krajobraz. - W jaki sposób walczycie? Macie już za sobą jakieś sukcesy? Plan na obalenie rządu? Co trzeba zrobić, żeby do was dołączyć, bo pewnie jest w tym jakiś haczyk? - Jeśli są naprawdę skuteczni i umożliwiliby jej dokonanie zemsty, nie przeszkadzałoby jej nawet oddanie duszy. Przynajmniej w tej chwili. Ale nie chciała brać kota w worku, tym bardziej, że chwilowo mogła nacieszyć się trochę większą poczytalnością. Chciała zapytać o wiele rzeczy, których i tak najpewniej by jej teraz nie zdradził.
- Opowiedz o tym, co uznasz za istotne. - A ona porówna te piękne słówka z tym, co spotka ją w paszczy lwa. Bo jak na razie zyskiwała coraz większą pewność, że chciałaby jednak zobaczyć, jak to u nich jest przez te kilka "testowych" dni. Ale w stu procentach przekonana nie była.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-06, 18:17   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG
[Cytuj]

Zdziwiło go, że blond dzikuska potrafiła jednak siedzieć grzecznie i słuchać tego, co ktoś ma do powiedzenia. Może zupełnie tak jak on nie przemawiały do niej jakieś motywacyjne gadki na temat tego jak jest źle, ale będzie dobrze. Shane uśmiechnął się pod nosem, widocznie zadowolony z tego, że jednak zmaierzała go słuchać, a nawet zamienić z nim kilka słów. Myślał, że będzie to znacznie trudniejsze, bo wydawała się być emocjonalną amebą jeszcze chwilę temu. Potarł dłonie, aby trochę je ogrzać i z uwagą obserwował jak od niego odskoczyła. Zupełnie jakby się bała pomarańczowych, albo w ogóle dotyku. Nietykalska dzikuska o blond włosach, która pewnie umyta i uczesana byłaby całkiem całkiem. Ten świat to zlepek paradoksów... Zdążył się już chyba nawet do tego przyzwyczaić.
Wyprostował nogi, wyciągając je przed siebie, a plecy oparł o bok wnętrza bagażnika. Męczące było takie gadanie na misjach, przywykł raczej do naparzania nabojami i granatami gdzie popadnie, nie do rozmówek przy termosie z herbatą z jakimiś dzikusami.
- Nazwa jest beznadziejna, nie warto zaprzątać nią sobie głowy. Szefowa uparła się, bo widzi w tym jakiś głębszy sens, ja mam to w dupie, ty też powinnaś. - wzruszył ramionami. Mówił prawdę. Czym w ogóle do kurwy nędzy było "Pandemonium"? Nie palili przecież kotów, nie pili naparu z krwi dziewic, ani nie składali kozłów w ofiarze Szatanowi. Dlatego uważał, że powinni mieć inną nazwę, nie tak sekciarską i przerażajacą. To już wolał "Puchatkową Chatkę", ta nazwa byłaby równie beznadziejna jak obecna...
Niebiescy mieli przydatne zdolności, co właśnie prezentowała blondyna. Powinna była być cyrkowcem. Mogłaby pokazywać jak to jest żonglować termosami bez dotykania ich. Czasami jego myśli zbaczały na tematy kompletnie niezwiązane z tym co się w okół niego dzieje. Czasem nawet to lubił. Uśmiechać się w najbardziej żałosnych momentach, a to tylko dlatego, że jego wyobraźnia była wybujała i nie zważała na to co wypada, czego nie.
- Póki co zbieramy ludzi, mamy całkiem sporo członków, dołączają do nas dobrowolnie, nikogo nie zmuszamy. Póki co udało się wtargnąć do rządowego kurortu, wzięliśmy sobie to co nasze. Dwie dziewczyny, jedna z tego co wiem była w Lidze, druga to jakaś czerwona co to ukrywała się kilka lat w lasach. Mamy tam kreta, no i córkę prezydenta. Ale co z nią zrobimy... Jeszcze nie wiem. Plan zna szefowa, nie wszystkim możemy zdradzać wszystko. Nie mam pewności, że nie polecisz do prezydenta i wszystkiego mu nie powiesz. - zamilkł na chwilę. Od kiedy zrobił się taki wylewny? Cóż, może dzikuska nie wyglądała na godną zaufania, ale powiedział to co chciała usłyszeć, nie zdradzajac przy tym nic, co mogłoby im ewentualnie zaszkodzić. Chyba zacznie lubić rozmawiać z ludźmi.
- Jeżeli do nas dołączysz, będziesz zobowiązana stać po naszej stronie. To wszystko. - wzruszył ramionami. To naprawdę niewiele za to, co mogli zaoferować nowoprzybyłym.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-06, 21:54   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Strasznie ją to męczyło - nie stanie w ciepłych objęciach koca czy popijanie herbaty, pierwszego ciepłego napoju, jaki mogła skosztować w tym miesiącu. To było dosyć proste, w odróżnieniu od maskarady, która tak namiętnie uprawiała. Odzywanie się... kiedy najchętniej zamknęłaby usta, zaszyła w jakimś kąciku i po prostu wegetowała. Bo tak by było, z pewnością, a jedyne co ją od tego odrzucało to myśl, że nie mogła tego zrobić. Dla siebie - nieważne, ale dla tych wszystkich bliskich, którzy stracili życia w bestialski sposób. Musiała żyć, przynajmniej na zewnątrz, by ich pomścić. By zrobić to, co ostatnio zawaliła. Tak to teraz wyglądało. Dlatego też dawała z siebie wszystko, na co było ją stać, a co i tak było raczej godne podziwu, bo jeszcze nie tak dawno jedyne, co potrafiła, to zupełnie się nie kontrolować i krzywdzić wszystkich dookoła. Umysł wciąż pracował wolno, jakby za mgłą, która nie chciała zniknąć, ale w pewnych miejscach jakby się przerzedzała. Musiała to wykorzystać, tak?
Wciąż wpatrywała się w chłopaka, kontynuując postawę niezmiernie zainteresowanego słuchacza, nie mając siły nawet na zirytowanie się faktem, że kluczył z odpowiedzią i w ostateczności do niczego nie doszedł.
- Mimo to chciałabym poznać nazwę miejsca, którego być może stanę się stałym bywalcem. - Spokojny, choć stanowczy ton, uważny wzrok, iluzja perfekcyjna. W starych, lepszych czasach dodałaby swoje głupie pięć groszy, i może powinna o tym pamiętać, skoro przez najbliższy czas zamierzała oszukiwać osoby, które znały ją dosyć dobrze i powrócić do takich odzywek. Kiedyś nie miałaby z tym problemu, w końcu granica między tym, co prawdziwe, a co nie za bardzo było nie do rozróżnienia, mniej grą aktorską, a bardziej cechą osobowości. Ale teraz, cóż, pozostała tylko piękna, choć pusta gra. Na skale większą, niż kiedykolwiek. Co z tego, że było to trudne, bolesne, nie chciała tego roztrząsać, po prostu - brnąć przed siebie. Powoli, ale jednak...
Nie tylko ona bawiła się w jakieś zawiłości, jak to się mówiło - blagier przejrzy drugiego blagiera, czy coś w tym guście. Oczywiście miał w tym powód, całkiem rozsądny - chyba - wciąż ciężko jej było odpowiednio ocenić niektóre sprawy. Słuchając o osiągnięciach grupy, przez jej wewnętrzną pustkę przebił się - słaby bo słaby, ale jednak - podziw. Naprawdę coś zdziałali. I mieli córkę prezydenta. Czyż to nie była wręcz idealna okazja dla Cain? Chociaż wydawało się zbyt piękne, a więc i śmierdzące na kilometr. Ale chciała zaryzykować...?
Zmrużyła groźnie oczy na wzmiankę o kablowaniu górze. Tak, poleci do prezydenta, a jakże, na jednej nodze nawet, tylko po to, by doświadczyć tej przyjemności i popatrzeć, jak jego mizerny żywot w końcu doczeka sprawiedliwości z jej zabójczych rączek. Jasne, będzie to trudne, może i prawie niemożliwe i zajmujące lata, ale była przygotowana na takie poświęcenie.
- A więc chce porozmawiać z waszą szefową. - Oświadczyła ni z gruchy ni z pietruchy, bo po poprzedniej wypowiedzi nastała kolejna, długa cisza, z tego faktu, że wciąż myślała w ślimaczym tempie. To, co chłopak dodał na koniec, wydawało się dziwne. Z resztą nie tylko ta kwestia, inne też, ale umykało jej zbyt dużo, by poświęcała cenny czas na domysły. Haczyki były wszędzie, a ten u nich nie mógł się ograniczać tylko do stania po ich stronie. Co, jakby na to spojrzeć z innej strony, robiła już od wielu lat, choć nieświadomie. Teraz tylko... dopełniała formalności.
W odpowiedzi na jego stwierdzenie mruknęła tylko "mhm" w najbardziej przekonywujący sposób, na jaki się wysiliła, ale istniało prawdopodobieństwo, nawet duże, że mógł jej nie uwierzyć.
Drgnęła, tym samym porzucając swoją powłokę słupa soli. Przeniosła wzrok na termos, przy okazji upijając jeszcze łyczek, po czym odwróciła głowę w stronę, z której przyszła. Zmarszczyła leciutko brwi, w sposób jednoznacznie wskazujący na to, że sobie o czymś przypomniała... albo o kimś. Ale nic nie powiedziała. Usiadła tylko po turecku, uprzednio upewniwszy się, że kocyk chroni jej tyłek przed zimnem ziemi. Zanim ponownie zastygła w bezruchu, rzuciła w przestrzeń wypowiedź:
- Poczekam na dziewczyny. - Jeszcze nie ujawniła, czy pójdzie z nimi, czy nie, choć w jej głowie decyzja zapadła. I nie zamierzała jej zmienić nawet w sytuacji, w której Alice postanowi się od niej odłączyć choć może tego nie zrobi, byłoby faj... a może i lepiej, przynajmniej nie będzie się męczyć z tą głupią jak but z lewej nogi blondyną.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-07, 17:15   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- Tak jak powiedział Shane. Nie wiedziałam nikogo, oprócz teraz was. Dobrze, że żyjecie i nadal macie siłę na dramy - rzuciła rozkosznie w kierunku Alice, bo jedyny raz, gdy jej przyjaciółka nie miała ochoty na poezję i kopniaki motywacyjne, była ta sytuacja na pustyni, gdzie wydawała się zupełnie pustą skorupą. Teraz ponownie chciała ratować innych, jak pieprzony Samarytanin, ale jeśli życie dla innych dodaje jej energii witalnej, dobrze, niech tak będzie.
Shane postanowił iść sobie za krzaczki z Abs, Bambi nie wnikała. Chwyciła pod ramię Alice, jak swój kij do podpierania, za drugie ramię chwyciła Jade, wykorzystując ją w podobny sposób. Łowcy? Nieszczególnie była nimi przejęta, była na cholernej misji, jej zmysły były wyostrzone, była zdenerwowana, podniecona, a kumulująca moc wściekle gnała w jej żyłach, spali szmaciarzy na popiół, nim zdołają wyciągnąć Biały Szum. Kontrolowała się, tak w miarę, ale było wiadomym, że gdy dojrzy okazje, chętnie spali kogoś na wysuszone mięso.
Jade potraktowała ją dość zaborczo, jakby próbowała zaznaczyć swoje terytorium. Wyszczerzyła się do niej, bo przyjaciółki przyjaciółkami, ale siostrę miała jedną.
- W sumie mogłam się spodziewać, że oberwę od Abs - rzuciła lekkim tonem, chociaż wyrazy, same w sobie, zdradzały pewne zalążki wkurzenia. - Mimo to, mam nadzieję, że do nas dołączy. Chcę mieć was blisko, bo niewiele nas zostało. Ciekawe, kto je kupił. Chyba nie wrócą za szybko. Alice, pójdziesz z nami, czy mnie zostawisz? Tęskniłam za tobą. Cieszę się, że ledwo mnie zobaczyłaś, a mnie przytuliłaś, szczerze, myślałam, że to koniec - westchnęła ciężko. - Dobrze, że nie pomyślałaś, że zdradziłam wasze miejsce pobytu, żeby przyjść was zabić, czy coś w tym stylu. Mamy dość kiepskie doświadczenia, jak chodzi o zdradzanie zaufania... Swoją drogą, nie widziałyście Cassiego, prawda? - pytanie zadała o wiele ciszej i nawet nie była pewna, czy mogła robić to przy Jade.
Organizacja jasno dała jej do zrozumienia, że wolałaby, żeby zapomniała o tym mężczyźnie.
Plecy bolały. Znaczy, nie tak bardzo jak powinny, jeszcze nie teraz, ale zapewne, jak wsiądzie do samochodu lub dojadą do Pandemonium, chyba zwali się ryjem podłogę i nie wstanie. Ale nie takie rany odniosła w swoim życiu, w końcu była dość ryzykowanym mutantem, który teraz tym bardziej nie dbał o swoje bezpieczeństwo. Chociaż, zgniecenie kawałkiem drzewa, byłoby dość głupią śmiercią, nawet jak na Bambi. Pozostało jej zacisnąć zęby w szalonym uśmiechu i nie pokazywać słabości bardziej, niż było to konieczne.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-11, 23:14   
   Multikonta: John, Nathan
[Cytuj]

-Rozumiem. - Powiedziała po chwili milczenia. Zaczęła się powoli przyzwyczajać do myśli, że na każą odzyskaną osobę przypadną dwie stracone. Kiedy odzyskała Bambi, straciła Marc i Summer. Jednak wiedziała, że kto jak kto, ale one sobie poradzą. Teraz większym problemem była Abs. To musiało być dla niej cholernie ciężkie. Alice była w stanie to zrozumieć. Sama straciła dom i masę przyjaciół. Nie mogła jednak się zatrzymywać. Choć to cholernie bolało, już raz okazała słabość, i nigdy więcej nie mogła do tego dopuścić. Musiała zatrzymać przy sobie tyle bliskich osób ile była w stanie.
Uśmiechnęła się lekko do Bambi. -Pewnie. - Powiedziała spokojnie. -Nie obchodzi mnie gdzie pójdziemy i jak tam będzie, jeśli mogę być tam z wami. Jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami. - Tak, była jeszcze Rose i Marc, ale nie wiedziała gdzie są. Miała jednak pewność, że sobie radzą. Jakoś. Jeśli spróbowałaby teraz ich szukać, tylko by na tym straciła.
Zaśmiała się, kiedy Bambi wspomniała o zdradzaniu zaufania. -Nigdy byś nas nie zdradziła. - Powiedziała po chwili całkiem wesoło. -Ufam ci bezgranicznie. Mogłabyś mnie zapakować do tira łowców, nic bym nie podejrzewała. Mam nadzieję, że tego nie zrobisz. - Była zmęczona. Tak bardzo zmęczona traceniem ludzi na których jej zależało. A mimo to się uśmiechała. Musiała. Nie mogła się teraz poddać. -Nie, nie widziałam. Nie sądzę, że mamy szanse go spotkać. Prawdopodobnie jest chroniony przez rząd. - Westchnęła. Cassie. On też był jej przyjacielem. Alice... Nie mogła być na niego zła. To by była hipokryzja. Ona sama zdradziła Ligę. Choć nie po to, by ratować własną skórę, ale raczej po to, by uratować własne przyjaciółki. Gdyby chodziło tylko o nią, prawdopodobnie dałaby się tam zabić. Choć... Gdyby wiedziała, jak to się skończy, to może powinna wtedy zginąć.
Szła powoli, zdając sobie sprawę z tego, że Bambi jest w kiepskim stanie po ataku Abs. Oczywiście, zdawała się nie zwracać na to uwagi. Wiedziała, że Bambi stara się ukryć ból, i nie miała zamiaru wyciągać tego na zewnątrz, jeśli nie było takiej konieczności. Dotknęła jednak delikatnie jej ręki. -Ufasz im? - Zapytała telepatycznie. Cóż, w takich sytuacjach jej zdolności były nieocenione. Mogły porozmawiać nie zwracając niczyjej uwagi. -Kim oni właściwie są? Jak bardzo ostrożni powinniśmy być? - Musiała wiedzieć. Nie chciała kolejnych niespodzianek.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-12, 18:32   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Alice była przesłodka. Gdyby Bambi miała serduszko, zaczęłoby szybciej bić z podniecenia, nie z bólu, który towarzyszył jej przy każdym kroku. Liderka zawsze była ważną częścią życia Czerwonej, dlatego cieszyła się, że była im tak lojalna, że zdecydowała się udać do Pandemonium. Dziewczyny nie wiedziały, na co się piszą (Bambi wciąż nie wiedziała za wiele), ale nieważne jak tak było to wciąż lepsza perspektywa od uciekania przed wszystkim, gdzie jedzenie było na wagę złota.
Miała takie wrażenie, że Panda łatwo potrafiła uderzyć idealnie w czuły punkt. Ciekawe, czy Connor i Jade też mieli podobnie.
Ciekawe, czy z Alice i Abigail będzie podobnie.
Cholera jasna, chciała także Marc. To była jej funfela z prawdziwego zdarzenia. Były równie popieprzone, dlatego też dogadywały się tak świetnie. Ale jeszcze nic straconego.
- Mhm.... - mruknęła jedynie na wzmiankę dotyczącą Cassiego.
Niech będzie chroniony przez rząd, a Bambi, gdy tylko wyczuje okazje, odbije go. Czy to się Pandzie podoba, czy też nie - tę kwestię miała w nosie.
Przez chwilę szły cicho, aż liderka zaczepiła ją w głowie. Sama kiwnęła, bo jak mogłaby nie ufać dziewczynie, która tyle poświęciła dla ich dobra? To byłoby szalone, gdyby jej nie ufała. Tak samo jak szalone było to, że ona ufała niezrównoważonemu Bambusowi, który przyszedł z obcymi ludźmi.
- To Pandemonium. Podobno walczą z rządem, ale póki co, spełniamy moją listę życzeń - odpowiedziała jej w myślach. - Ludzie, których spotkałam, byli spoko. Szefowa także, wygląda jak wróżka. Chyba są mili, ale zdaje się, że nie wahają się wykorzystywać słabości kotów przeciw nim samym. Coś o tym wiem - odpowiedziała jej szybko, krótko zerkając w oczy Alice. Niech się lepiej przygotuje, żeby na ponów nie znalazła się w trybie hibernacji, bo skoro Bambi posyłała dość gorzki uśmieszek to oznaczyło, że świat zadrżał.
Nie zamierzała dzielić się tym wspomnieniem. Wciąż nie wiedziała, kto sprzedał ich relację z Cassy'm, jednak niewykluczone były zdolności Pomarańczek. Dotknięcie Bambi i Alice w celu zdobycia informacji, czy chociażby sprawdzenia lojalności, pogrążyłoby przede wszystkim tą pierwszą, a pewnie i Alice odbiłoby się to czkawką.
- Nasze gołąbeczki chyba nieźle się dogadują - rzuciła jeszcze, żeby cisza pomiędzy nimi nie była za podejrzana.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-12, 22:24   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG
[Cytuj]

Shane westchnął ciężko, kiedy blond dzikuska znów zaczęła drążyć temat nazwy organizacji. Cholerna Leliel i jej zafascynowanie jakimiś Szatanami, czy innymi Posejdonami. Dla Shane'a było wszystko jedno kogo ona tam sobie ukochała za boga, mógłby to być nawet Jackie Chan.
- Pandemonium... Tak beznadziejnie się nazywamy, nie pytaj dlaczego. Nie mamy nic wspólnego z piciem krwi dziewic, ani nie palimy kotów czy coś. - wzruszył ramionami i nerwowo oblizał usta, jakby chciał już nic więcej nie mówić. Dla niego rozmowa o organizacji była męcząca. Blondyna nie była pierwszą osobą, której musiał tłumaczyć wszystko od A do Z i odpowiadać na pytania, które dla niego były oczywiste, dla nowych niekoniecznie. Shane włożył w to miejsce całe swoje serce (o ile takowe w ogóle kiedykolwiek posiadał), a i tak został z niczym. Rekrutował nowych, błądził po całym stanie w drodze na beznadziejnie proste misje, jak dla pięciolatka... A Leliel? Ona po prostu zajmowała się papierami i dyrygowała wszystkimi. To był jej teatrzyk, a wszyscy inni byli tylko kukiełkami. Ostatnimi czasy Shane zaczął dostrzegać wiele więcej, jakby za sprawą właśnie takich dzikusów jak blondyna. Mieli w sobie coś, czego brakowało wypoczętym, wyspanym i zadowolonym bywalcom Pandy. Oni coś przeżyli, oni czuli, oni... Zdawali się być. Jakkolwiek to pojęcie było względne, tak dla Shane'a znaczyło jedno. Oni czuli.
- Z całą pewnością Leliel wyjdzie nam na spotkanie. - zapewnił dzikuskę i wstał, wyciągając się mocno. Starość, nie radość - każda kosteczka wskoczyła na swoje miejsce z charakterystycznym trzaskiem, a on bez słowa zamknął klapę bagażnika i obszedł samochód dookoła, rzucajac dzikusce jeszcze jedno krótkie spojrzenie.
- Będę w samochodzie. Możesz wsiąść, nie wywiozę cię. Bambi, Jade i twoja gadatliwa koleżanka na pewno już do nas idą. - i właśnie kiedy wypowiadał ów słowa zauważył trzy dziewczyny, które zmierzały w ich stronę. Uśmiechnął się półgębkiem i bez słowa wsiadł do samochodu, zajmując miejsce kierowcy. Robiło się zimno, temperatura już na pewno była poniżej zera, a on nie miał zamiaru stać na mrozie i dyskutować z dziewczynami. Tak czy siak, zaoferowali im pomoc. Nawet jeżeli nie pojadą z nimi, mógł je podwieźć gdziekolwiek będą chciały i tam zostawić z prowiantem...
Wilk syty i owca cała, prawda?
Odpalił silnik i podkręcił ogrzewanie. Pewnie dźwięk pracującego samochodu jakoś je zmobilizuje, a jeżeli nie to będzie popuszczał powoli sprzęgło, albo trąbił.

/wszyscy zt do
http://caledonia.pl/viewtopic.php?t=538
Ostatnio zmieniony przez Kelly McCarthy 2016-12-12, 22:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Daisy Isley


12 lat

blue




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-14, 01:21   
   Multikonta: brak.
[Cytuj]

Zdecydowanie nie była to pogoda, której dziewczę w tym momencie pragnęło. Z pewnością termometr pokazywałby liczby na minusie, gdyby miała go przy sobie, ponieważ wokół panował śniegowy krajobraz i zimny wiatr. Gdyby Daisy nie posiadała przydużej kurtki, to zamarzłaby na śmierć. A to nie jest dość pozytywny scenariusz dla naszej bohaterki, prawda?
Isley wepchnęła swe drobne rączki jeszcze głębiej do kieszeni, a twarz starała się ukryć w kurtce i co jakiś czas, niczym żółw ze skorupy, wyciągała szyję i rozglądała się.
Mimo, iż czuła się w pewnym sensie wolna, to niekoniecznie bezpieczna. Sama przeciwko ogromnemu oraz naturalnemu środowisku wszelkich niebezpiecznych zwierząt! Świetnie!
W dodatku była śpiąca... I to bardzo. Żałowała, iż nie ma przy sobie niczego co sprawi, iż dostanie zastrzyku energii. Niby zimno wpływało w jakiś sposób na to, aby dziewczę nie padło na ziemię, ale uwierzcie mi, gdy dopadnie ją narkoleptyczny sen nawet temperatura nie pomoże.
Wytarła rękawem nos i zatrzymała się. Naprawdę nie wiedziała dokąd podąża i było jej niezwykle smutno, że towarzysze zostawili ją po tym jak dostała napadu katalepsji. Z jednej strony rozumiała, iż pewnie byłaby zbędnym balastem przez jakiś czas, ale...
Niespodziewanie usłyszała trzask gałęzi. Przekonana, iż jest to jakiś stwór leśny bez namysłu pobiegła przed siebie chcąc znaleźć miejsce, gdzie może się ukryć. Pod drodze upadła, ponieważ potknęła się o wystający korzeń, który sprytnie ukrył się pod śniegiem.
Nie zwróciła wtenczas uwagi czy ma jakąś ranę czy nie, tylko wstała i kontynuowała swą ucieczkę.
Zatrzymała się, gdy ledwo mogła oddychać, a potem przypomniała sobie, iż nie może w taką pogodę, aż tak głęboko łapać powietrze do płuc, bo mogło grozić to chorobą o ile już jej nie miała.
Miejsce, w którym teraz była dosłownie wyglądało jak każda inna część lasu.
Daisy bezsilnie raz jeszcze się rozejrzała, a potem usiadła pod jednym z większych drzew, ówcześnie odgarniając butem śnieg z ziemi.
Chwilę czasu poświęciła na modlitwę, a potem oparła się o roślinę i odgarnęła kosmyki włosów, które zdążyły lekko odrosnąć kiedy była w obozie.
Zaczęła normalnie oddychać i poczuła się naprawdę odprężona pomimo tego, że pogoda nakazywałaby znaleźć ciepły kąt. Czyżby zamarzała? A może to tylko zmęczenie spowodowane chorobą?
_________________


You got stronger, but your mind got weak.


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,154 sekundy. Zapytań do SQL: 11