Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Owce między wilki.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-27, 00:16   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Zgadzam się całkowicie - tych kilkanaście minut rozmowy naprawdę było wystarczających, by powiedzieć: lubię cię - i wystarczających, żeby chcieć wiedzieć więcej, słuchać więcej i czuć więcej - tego, co ona czuje - próbować odnaleźć kolejne jej warstwy, które nie były fałszem - chociaż tak na dobrą sprawę to każda z tych płacht składała się na nią całą, więc nie chodziło zupełnie o odrzucanie, a przynajmniej nie powinno - ale on i delikatność..? - nie poszukujcie jej w tej czerni, bardzo proszę, za łatwo sparzyć się nawet na tak marnym płomyczku, który mógł zostać zgaszony przez byle oddech - wstrzymajmy więc dech na chwilę w piersiach, uspokoimy klatki piersiowe falujące pod kolejnymi zaczerpnięcia powietrza i dopiero wtedy wrócimy - kiedy już na pewno będzie tutaj bardzo miło...więc chyba teraz, hmm? - więc niedelikatnie rwał wszystko na swojej drodze i parł do przodu, nie bardzo świadom, że może powinien zwolnić - ale hej, w końcu wychodziło na to, że jej to nawet odpowiadało - pewnie tak długo, dopóki jej nie ranił, a tego nie miał w zamiarach… byle nie doprowadził do ran nieświadomie - w przód, w przód, świdrując ją czernią oczu, fascynująca istotka objawiona mu przed oczami, zjawisko niepoznane, nabierające kolorów, chociaż samo było nieśmiałe i nie chciało wcale błyszczeć czy w te barwy się przybierać - przecież wiedziała sama przed sobą, że jej szczerość była tylko połowiczna, ale on tego nie wiedział - naiwnie, taak.
Pokiwał znów głową, potwierdzając jej słowa - malutka istotka, która rosła w oczach - a to, co było groźnym, dzikim wilkiem nad nią wiszącym okazało się puchatą kulką, ledwo szczeniaczkiem, który teraz siedział grzecznie i machał na wszystkie strony krótkim ogonkiem, wlepiając swoje wielkie ślepia w tą wielką panią, której najlepiej znał w sumie kapcie - miała całkowitą rację, prawda? - było tutaj ciepło i przyjemnie, fakt - przyjemnie - słowo klucz, które rozpłynęło się przyjemnie po umyśle i zostało szybko zaadaptowane - przekonywała całą sobą do tego, że nuda Pryzmatu może być… czymś dobrym - przynajmniej czasami, przynajmniej w tej chwili.
- Czemu? - Tak, tak, wiedział, dlaczego większość nie chce o tym rozmawiać, nawet jeśli nie do końca rozumiał - ale znów: nie pytał o ogół: pytał, dlaczego ona, ta jedna jedyna Toni, rozmawiać o tym nie chciała - on w przeciwieństwie do niej nie miał żadnych hamulców. - Możesz. - Dodał zaraz, zapewniając, że w jego wypadku to nie jest żaden temat tabu, na który nie powinno się wchodzić. - Ty nie chciałabyś mówić o swoich rodzicach? - Czy to w sumie nie było tak, że każde dziecko w jakiś sposób rodzica kochało? Albo przynajmniej kochało swoje wyobrażenia o nich - i te resztki wspomnień, które zostały, zamazane latami życia poza domem.
Sporo kiwania głowami, dobrali się doskonale.
- Nie uważasz tego miejsca za dom?
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-27, 14:38   
   Multikonta: Faye


Płomień, choć wyglądał na słabiutki, jakby mógł go zgasić najdrobniejszy podmuch wiatru, świecił jaśniej, niż można by się spodziewać. I oddychał, tańczył nad świeczką zmieniając kształty, nie przestawał rosnąć. Nie tak łatwo było go zgasić. Ale nawet jeśli ktoś celowo - lub zupełnie przypadkiem - by go zdmuchnął, Sahir przecież z łatwością mógł ponownie go zapalić. Bo kto lepiej mógł by panować nad ogniem?
Toni wcale nie bała się ognia. W końcu to on dawał światło i ciepło. Parzył, to prawda. Ale jedynie nieuważnych i zachłannych, którzy chcieli wszystkiego zbyt szybko. Nie potrafili być cierpliwi. Zresztą, kilka ewentualnych poparzeń to mała cena za ogień, bez którego życie by nie istniało. Toni zdecydowanie nie bała się ognia, przynajmniej dopóki był jedynie płomyczkiem tańczącym nad świecą. A co jeśli ten blady płomyczek zamieni się w pożar? Czy wtedy też nie będzie się go bała?
Rodzina. Dziwaczny temat w czasach, w których przyszło im żyć. Jednym dodawał otuchy, innym otwierał zabliźnione już rany. Toni nie należało do żadnej z tych grup. Na słowo "rodzina" miała w głowie milion myśli, wspomnień - dobrych i złych. Mogła by opowiadać o swojej rodzinie godzinami. Tylko, gdy zaczynała już mówić, dopadało ją dziwne... zmęczenie? Jakby nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
- To nie tak, że nie chcę o nich mówić. - porównała ubrać w słowa swoje myśli. Nagle jednak odpowiednie wyrazy wypadały jej z głowy. Zapominała jak składa się zwykłe zdania. - Ugh, nie wiem, od czego zacząć. - Cóż, najlepiej od początku. Wzięła głęboki oddech. - Większość dzieciaków tęskni za rodzicami, a ja... nie. - Kolejna, odrobinę dłuższa pauza. - Zwykle, gdy komuś o tym mówiłam, słyszałam, że to samolubne. Ale ja po prostu nie potrafię za nimi tęsknić.
Nie wiedziała nawet, czy jej słowa mają najmniejszy sens, ale i tak czuła pewnego rodzaju ulgę. Chyba potrzebowała takiej rozmowy.
- Więc, twój ojciec był żołnierzem? - mruknęła, dość niepewnie. Niby powiedział, może pytać, ale dalej bała się, że przez przypadek powie coś nieodpowiedniego.
- Pryzmat jest świetnym miejscem. Wiesz, korty tenisowe, świetlica, a klinika to właściwie spa. Trudno na cokolwiek narzekać. Problem pryzmatu tkwi właśnie w tym, że nie jest domem.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-27, 15:30   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Całe szczęście, że wbrew wszelkim pozorom i jej własnemu strachowi nie była tam całkowicie bezbronna - nie ważne, jak wiele cieni by ją otaczało, jak głęboko by nie zaszła w tą czeluść, przecież była chodzącym magazynem światła - najczystszego, jaki mógł powstać - parę iskier wystarczyło, żeby rozproszyć mrok, a jednak ona dalej szła ze świeczką, o dziwo wcale nie lękając się tego, że się sparzy, chociaż wtedy ciężko będzie mówić o komforcie, czy nie tak? - nie bała się nawet tego, że wosk w końcu może się skończyć i że jego gorące krople będą po świecy spływać w dół, prosto na jej drobne palce - drobny ból fizyczny najwyraźniej stał bardzo nisko w hierarchii tych rzeczy, których się “bała”, albo to wina tego, że nigdy nie stała w morzu płomieni, nie mając czym oddychać, spoglądając, jak rzeczy, które znała i wśród których żyła są pożerane jedna po drugiej - a wśród nich ci ludzie, których już nigdy nie minie na korytarzu - zostanie z nich wyschnięta, sczerniała mumia, trochę prochu i kości. Może. Może też chodziło o ten gram śmiałości, który nabrała w palce - wszystko to działo się już zbyt głęboko w niej, by oczy Sahira mogły to dojrzeć - a nawet gdyby dojrzał, to z całą pewnością nie potrafiłby zrozumieć, co nią tak na dobrą sprawę kierowało i jak odnajdywała się w plątaninie własnych myśli i odczuć - emocji na tyle silnych, że same w sobie stanowiły oświetlające drogę światła.
- Ja też nie tęsknie. - Doprawdy - spotkał swój swego - i nie było w tym niepoprawności tak jak niektóre dzieciaki zostały zwyczajnie skrzywdzone, zdradzone - nie tęskniły, przynajmniej tak krzyczały, wielcy buntownicy, bo przecież tak bardzo ich nienawidzili… - najciężej walczyć z tymi kłamstwami, którymi sami sobie przysłoniliśmy świat, częstokroć na własne nieszczęście - nieświadomie. Tylko co w tym braku tęsknoty było samolubnego..? Kolejna wielka zagadka, która zajęła jego umysł - przeszedł go lekki dreszcz, kiedy jego ciało już ostygło i obniżyło temperaturę - na szczęście było tutaj dosyć ciepło. - Myślisz, że to samolubne? - Czemu inni tak myśleli? Pytanie pierwsze, ale pytanie, które zostało wypowiedziane na głos, było po prostu istotniejsze, przynajmniej w jego mniemaniu.
Skinął głową.
- Służył w U.S. Army, 75 Pułk Army Rangers. Został zwolniony. Potem dołączył do Ligi. Ze mną. - Innymi słowy: zdrajca własnego kraju. - Chcesz opowiedzieć o swoich rodzicach? - Skoro nie wiedziała od czego zacząć, to zapewne miała wiele do powiedzenia - zbyt wiele - i jak widać kiedy pewne rzeczy się wypowiedziało, naprawdę potrafiło zrobić się lżej na duchu. Kolejne słowa jednak sprawiły, że chomik, który zastępował Nailahowi mózg, naprawdę się przegrzał - biedny zasuwał na tym kołowrotku jak mógł, żeby sprostać zadaniu, ale nie każde zadanie było takie łatwe w pierwszym rzucie - i chociaż starał się zrozumieć punkt widzenia Toni to było to bardzo trudne. A może wystarczyło to przenieść na własne odczucia..? - Więc gdzie jest twój dom?
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-04, 14:14   
   Multikonta: Faye


Światło samo w sobie, piękna rzecz. Symbol wszystkiego co dobre. Tylko Toni wcale nie panowała nad światłem. Kontrolowała - a może powinnam napisać "próbowała kontrolować"? - czystą energię elektryczną. Rzecz, można by powiedzieć, równie szlachetną, co światło będące jedynie efektem ubocznym błyskawic. Wciąż jednak zabójczo niebezpieczną. Toni wiele by oddała, by tylko się jej pozbyć. Zwyczajny, drobny płomyczek wydawał się bezpieczniejszy. Mogła poparzyć sobie palce, to prawda. Nie ryzykowała jednak przypadkowego okaleczenia bądź zabicia kogoś w swoim otoczeniu. Wolała nie kusić losu, opierając się na swoich umiejętnościach, których w końcu nigdy nie będzie w pełni kontrolować. Nikt nie będzie. Świeczka była zdecydowanie bezpieczniejsza, przynajmniej dla jej sumienia.
- Ja? Nie. Nie uważam by było to samolubne. - Toni często czuła się z tym dziwnie, ale na pewno nie źle. Wcale nie nienadziwienia swoich rodziców, ale nie mogła też powiedzieć, że ich kochała. Traktowała ich trochę jak obcych ludzi. Wiele dla niej zrobili, dzięki nim żyła w luksusach, a po wybuchu epidemii trafiła do pryzmatu, a nie na ulicę. Jednak nie żywiła do nich żadnych pozytywnych uczuć. - Ale rozumiem, że ktoś, kto tęskni, widzi to zupełnie inaczej.
- Moi rodzice... - Nie lubiła wymawiać tego słowa. - Może kiedyś o nich słyszałeś. Matka, Lorraine Anthony-Martin jest feministką. Kilka lat temu wydała dość kontrowersyjną książkę, było o niej dość głośno. A ojciec... - Wzięła głęboki wdech. Bardzo głęboki. - Benjamin Martin jest sekretarzem obrony Stanów Zjednoczonych. - Zamilkła. Nie zdziwiła by się, gdyby Sahir wściekł by się i nie chciał więcej z nią rozmawiać. To jej ojciec był prawdziwym zdrajcą. Bo jak inaczej nazwać kogoś współwinnego zakładaniu obozów rehabilitacyjnych...
Wcale nie było jej lżej, ani nic. Wręcz przeciwnie. Wstydziła się swoich rodziców, tego co robili.
- Mój dom był w Waszyngtonie, jeszcze zanim zaczęło się to wszystko.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-04, 14:58   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Z siłą wiąże się wielka odpowiedzialność, prawda, Toni? Odpowiedzialność, która często jest narzucana na barki tych, którzy jej nie chcą - tak samo jak kiedyś narzucano korony na skronie dzieci, których marzenia pchały na otwarte wody, ku oceanom i otworzonym żaglom - Los nie pytał, czego chcemy - Los dawał i odbierał, a potem tylko z zainteresowanie śledził skutki swoich przypadkowych posunięć, pozostawiając nam w ustach tylko pytanie: "dlaczego ja?" i zastanowienie nad tym, czy to rzeczywiście brutalny przypadek, kiepski żart, czy może przeznaczenie, skoro i tak nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje w większym wymiarze? Przynajmniej jesteśmy żywi - ty i ja. Myślisz, że lepiej by było pozostać martwym? W miejscu, gdzie żaden płomyk by nie rozjaśniał ciemności? Unosić się w niebycie - ale przynajmniej bez zmartwień o to, że byle huśtawka nastroju i dotyk może kogoś zabić na miejscu.
- Wolałabyś tęsknić? - Sahir miał wrażenie, że tak. Chociażby dlatego, że to pomogłoby jej się dostosować do reszty przy jej skłonnościach do tego - ale to ju wchodziło trochę głębiej ponad tą chęć - bo tak naprawdę emocje emocjami, nie da się nad nimi panować, ale czasami... chcemy zwyczajnie poczuć coś więcej - a przecież Toni wydawała się osobą, która naprawdę sporo odczuwała. Może aż nawet zbyt wiele. - Chciałabyś coś czuć do swoich rodziców? - Właściwie to chyba nie powiedziała, że nic do nich nie czuje, prawda? Może Nailah błędnie założył, że nie tęsknić równało się nie czuć niczego - przynajmniej w jej wypadku. Miała rację, że kiedy ktoś czuje coś innego, spogląda od razu inaczej na świat - świętą rację - dlatego też było tak wiele zdań na różne tematu - bo oprócz tego, że każdy prezentował swój charakter, to dochodziły do tego jeszcze uczucia, które ludźmi miotały. Czasem aż za bardzo. - Nie słyszałem. - Przyznał się bez bicia - to znaczy dobrze, pewnie słyszał, zwłaszcza o jej ojcu, ale miał słabą pamięć - zwłaszcza, kiedy nie starał się czegoś zapamiętać - a nie wydawało mu się, żeby te nazwiska były mu potrzebne do funkcjonowania. - Brzmi dumnie. Jesteś z nich dumna? - No, brzmiało jak naprawdę spore osiągnięcia - z obu stron jej rodziców - sławna pisarka i feministka oraz Sekretarz... Nie wyglądała na dumną mówiąc o nich. Wręcz znów wyglądała tak, jakby czuła się niekomfortowo. - Chciałabyś tam wrócić? Do Waszyngtonu?
Z boku ta rozmowa musiała się prezentować dość łopatoligicznie, jakby wymuszenie - Nailah po raz pierwszy chyba natomiast czuł się naprawdę wciągnięty w konwersację. I chciał wiedzieć. Pytać i mówić. Tak po prostu.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-04, 22:30   
   Multikonta: Faye


Odpowiedzialność, to ona właśnie tak ją przytłaczała. Odpowiedzialność, jaka spadła na wszystkich psioników, nie tylko na nią. Toni nigdy nie była odpowiedzialna. W końcu od kiedy trafiła do pryzmatu, wciąż robiła sobie krzywdę, celowo. Na początku po to, by ktoś zwrócił na nią uwagę, a później...? Sama nie potrafiła odpowiedzieć.
Dlatego tak nie lubiła swojego koloru. Żółci, czerwoni, niebiescy, ich moce nadawały się właściwie tylko do tego, by zrobić z nich żołnierzy. Toni wiele by dała, by być zieloną. Ich umiejętności wcale nie były mniej przydatne od innych, ale równocześnie łatwiejsze w kontrolowaniu. Bardziej stateczne. Pracując nad wynalazkiem w laboratorium, gdy coś nie wyszło, wystarczyło odrobinę się cofnąć i dany element naprawić. Żółty nie wskrzesi zabitego wcześniej człowieka. Tego właśnie się bała. Że zrobi coś, czego żałować będzie do końca życia.
- Nie. - odpowiedziała, właściwie od razu. - To musi być straszne, gdy odbiorą ci kogoś, kogo kochasz. Chyba wolę nic nie czuć. - Zamilkła na chwilę, pogrążając się w swoich melancholijnych myślach. - A ty? Chciałbyś za nimi tęsknić?
- Ugh, to dobrze. - Ulżyło jej, choć dalej przyglądała się Sahirowi, jakby zaraz miał się na nią wściec. W końcu, przed chwilą pośrednio powiedziała mu, za co odpowiedzialny był jej ojciec. - Nie. I nigdy nie będę. - Czerwony, po tej krótkiej rozmowie, nie wydawał się być człowiekiem, który oceni ją przez pryzmat czynów jej ojca, ale nie mogła też przewidzieć jego reakcji.
Dom na przedmieściach Waszyngtonu. Mieszkała w nim od urodzenia, do wybuchu epidemii. Z nim wiążą się wszystkie dobre wspomnienia z dzieciństwa. Miejsca, które jest dla niej definicją słowa bezpieczeństwo.
- Bardzo. - mruknęła cichutko i gwałtownie odwróciła głowę. Oczy jej się zaszkliły. Nie chciała, by widział jak płacze. Czuła, że powinna coś powiedzieć, ale nie potrafiła wydusić z siebie ani słowa.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-04, 23:51   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Straszne..? Rzeczywiście, przerażające... zwłaszcza, kiedy to ty jesteś jedną z tych osób, które to życie odebrały.
Samotność była straszna.
Coś chłodnego przeszyło skórę Sahira - coś chłodnego, co swój początek miało w sercu i wolno przepełzło w dół, po całej skórze, aż do samych trzewi - i nie miało to już żadnego związku z tym, że jego ciało studziło się po ćwiczeniach, bo też nie miało to żadnego związku z temperaturą panującą wokół - jakiś dreszcz, jakieś odczucie, które sprawiło, że chciało się wciągnąć bluzę na ramiona, a jeśli takiej nie było pod ręką to chociaż objąć się ramionami - na chwilę jedną, drugą - poruszać nieco rękoma, by się trochę ogrzać - ale Sahir się nie poruszył - stał wciąż wpatrzony w Toni, tylko jakoś tak... wyłagodniał - jakby jego ostre rysy zostały zgumowane na brzegach i wreszcie pociągnięto ołówkiem łagodne kreski, by zostać wreszcie wklejonym do odpowiedniej bajki - tej opowiadającej o dzieciach, które prowadziły egzystencję, nie życie - i które miały bardzo wiele żali, tylko żadnego nie wypowiedziano na głos - zamiast tego lepiej było je wypowiadać w postaci łez, powierzając je poduszce w samotne noce. Czy to dokładnie czuł? Nie. Został przecież tutaj ledwo wklejony - wklejenie natomiast nie oznaczało przynależności - jeszcze bardzo wiele brakowało do tego, żeby zaczął tutaj rzeczywiście pasować - przekradanie się niczym duch przez codzienność w końcu nie było oznaką akceptacji.
Pokręcił głową w odpowiedzi na to pytanie - oczywiście, że nie chciał tęsknić, bo kiedy zaczynało się tęsknić, nagle się okazywało, jak bardzo to było bolesne - gdy miało się świadomość, że nikogo już nie ma - nikogo - nie ma nadziei, że mieszkają sobie poza murami Pryzmatu i wiodą w miarę spokojne życie, że starają się chodzić własnymi drogami i brać, co Los dawał - jedyne, co po nich zostało, to obrazy w pamięci i imię i nazwisko na nagrobku, który im postawiono, zajmując miejsce na cmentarzu, które i tak pewnie zostało już zlikwidowane - nikt nie trzymał miejsca na cmentarzu dla nagrobków, które nie były opłacane i którymi nikt się nie zajmował - smutna, brutalna prawda.
Mimo różnic coś ich jednak łączyło.
Chyba zastygł w tym bezruchu na zbyt długo - po raz kolejny - poruszając za nią i jej spojrzeniem jedynie głową i gałkami ocznymi - a teraz, gdy stała się tak... smutna... kiedy zabrakło słów z innego powodu niż tego, w którym starała się dopasować do rozmówcy - tylko z jakiego..? Może też to poczuła? Ten chłodny dreszcz? Tylko o wiele, wiele mocniejszy - tak to właśnie wyglądało - a wokół żadnej bluzy - żadnej dodatkowej, którym można by okryć jej wątłe ramiona - nie było tez koca, kiedy się rozejrzał, a do jej pokoju pewnie jest kawałek - nie wyglądała też tak, jakby jej drobne dłonie mogły ją ogrzać - ale jego były całkiem duże - więc może mógł..? Spojrzał na nie - te dłonie, które przecież zabijały - i wyciągnął je do Toni - tak nieporadnie - ale hej, przecież przytulanie nie było ponoć zabronione - i ponoć nie było też czynnością, która wymagała lat szkoleń - przecież mimo wszystko nie raz widział, jak ludzie się przytulali - intymny, bliski gest... a to było chyba przytulenie, prawda? Kiedy otoczył ją ramionami i zamknął w silnych ramionach - zdecydowanie tak właśnie definiowało się "przytulanie".
Była ciepła.
Ciepła i przyjemnie miękka.
Oczywiście wystarczyło jej się odsunąć - powiedzieć nie - i cofnąłby swoje ręce bez najmniejszych prób podejmowania się tego gestu znowu. Zwyczajnie wydawało mu się, że ona tego... potrzebuje. Płomyka, który teraz ogrzeje jej ciało - i przy okazji nie spali.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-05, 18:56   
   Multikonta: Faye


Coś się zmieniło.
Nie potrafiła tyko określić, czy to coś w nim się zmieniło, czy może to ona nagle, nie wiedzieć czemu, zaczęła dostrzegać coś więcej. Trochę jak osoba z mocną wadą wzroku, która pierwszy raz w życiu zakłada okulary i nagle widzi coś więcej, niż tylko rozmazane plamy. A może coś pomiędzy? Może Sahir zupełnie celowo pokazał jej inną, łagodniejszą część siebie? Jakby... smutek? A może coś innego, czego nie była w stanie jednoznacznie rozpoznać i nazwać?
Cicho się zrobiło. Cicho, melancholijnie, trochę smętnie. Miało to swój urok. Gdy przestawali skupiać się na dźwiękach, wyostrzały się inne zmysły. Także en szósty, którego istnienia nigdy nie potwierdzono, a z którego tak często podczas jednej, zwykłej (a może nie takiej zwykłej?) rozmowy korzystali.
Prosta odpowiedź na proste pytanie. Dla nich obojga tak samo oczywista. Nikt nie chciał tęsknić, w każdej wolnej chwili wyobrażać sobie jak mogło by wyglądać teraz ich życie, gdyby nie cała ta epidemia, godzinami zastanawiać się, jak teraz wyglądają, co robią, aż w końcu pojawiało się pytanie, o którym wcale nie chcieli myśleć. Czy oni też tęsknią? Czy pamiętają? A razem z pytaniem pojawiała się obawa przed odpowiedzią.
Może łączyło ich więcej niż ktokolwiek mógł się spodziewać? Myśleli podobnie. Może nawet czuli podobnie? Przynajmniej przez tę chwilę, gdy dopadło ich nieprzyjemne zimno, istniejące tak naprawdę jedynie w ich myślach. Zimno, które mogło dopaść w każdej chwili, zupełnie niezależnie od temperatury powietrza, bowiem było całkowicie odporne na wszelkie koce, gorące napoje i wszystkie inne przedmioty, mające na celu dawać ciepło. W tamtej chwili, jedynym co ich różniło było to, że Sahir potrafił to nazwać i wiedział co zrobić, by zimno zniknęło.
Toni wcale się nie broniła - nie miała zresztą przed czym. Pozwoliła się objąć, równocześnie odwzajemniając uścisk. Nie próbowała już walczyć ze swoimi emocjami, nie ukrywała smutku i słabości. Nie zatrzymywała łez spływających po policzkach, by zaraz później wsiąknąć w koszulkę czerwonego.
Kiedy ostatnio kogoś przytulał? Nie mogła pozbyć się wrażenie, że potrzebował tego tak samo jak ona. Chwili zwykłej bliskości drugiego człowieka, niby takiej zwykłej, a tak wyjątkowej. Chciała trwać w tej chwili, w ciszy, tak długo jak to możliwe. Słowa nie były jej potrzebne.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-05, 19:29   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Nie była przecież wcale niższa od niego, a jednak jakoś ginęła - może to kwestia tego, że jego ciało złożone było z mięśni - ramiona były szersze, dłonie większe - może z tego, że był mężczyzną, a może po prostu z tego, że był tym Dużym, Złym Wilkiem z Lasu, a Ona Sarenką - a może Czerwonym Kapturkiem? - niewinna kruszyna, która zapałętała się do jeszcze bardziej strasznego lasu, słuchając wcześniej opowieści, że tam wiele złego, że tam dzikie bestie żyją i bez strzelby iść nie można - poszła - albo raczej to las przyszedł do niej - i tak samo podszedł sam Wilk, pytając: co masz w koszyczku, Kapturku? - i Złota się zawahała, bo przecież co mogłaby tam nieść..? - najlepiej to, co sprawiłoby, że Czerwony by ją bardziej polubił z miejsca - a tu się okazało, że Wilk nawet do koszyczka nie zerknął. Ślepia miał ciągle utkwione tylko w jej oczach. To takie dziwne, nie sądzisz? Spotkanie się pośród miliona gwiazd, aż za bardzo podobni, tylko najwyraźniej wychowani w innym środowisku - i jak to się rzeczy miały, że można było się nadal odnaleźć w tej galaktyce na jednej planecie? - ponoć dosyć prosto, niby to wcale nie takie trudne - w końcu sporo dzieciaków trafiło do Pryzmatu... Więc nie była wcale niższa od niego, a jednak wydawała mu się diabelnie maleńka - i jeszcze bardziej krucha, kiedy ją obejmował - teraz już nie spoglądał w jej oczy, nie patrzył nawet w jej twarz - uniósł spojrzenie na ścianę przed sobą, kładąc ostrożnie dłonie na jej plecach, kiedy ona się przysunęła, chowając twarz w jego t-shircie - no cóż, w końcu oboje mieli ten problem - ten ból w okolicy serca, bo nikt nie powiedział, że mają uczyć się latać - w końcu ich kroki, te nogi, które miały ich prowadzić przez życie, dla "dorosłych" były ciężarem przez lata - niestety w tym świecie każda tragedia to element plugawej groteski - świat miał raczej w dupie, ile łez zostało wylanych - świat, a On? Przytulanie było ludzkie - niepokojąco wręcz ludzkie - a jednak nie było niczym niepoprawnym - odczucia towarzyszące tak prostej czynności były zadziwiające przyjemne - zwłaszcza, kiedy czuło się, że dla tej drugiej osoby może się być podporą - dziwne, prawda? - czuć się dobrze, że ktoś płakał w twoją pierś i chyba ci ufał, skoro się nie wzbraniał i dawał zamknąć w kleszczach, w których aż za łato było złamać - i w drugą stronę - bo przecież to nie był problem, by przez ciało Złotej przebiegł prąd, który mógłby z łatwością zabić. Więc tak. Chyba tak samo tego potrzebował. Nawet jeśli trzymanie w ten sposób kobiety w swoich objęciach było na swój sposób... dziwne. W ten pozytywny sposób. Dziwne było to, że ten dotyk nie miał żadnego kontekstu seksualnego - zawierał zaś w sobie emocje, których umysł Nailaha nie bardzo ogarniał - i chyba nie czuł potrzeby ich ogarniania - po co? - niech płyną w tym przyjemnym cieple i rozluźnieniu.
Zgiął lekko palce na jej plecach, nadmiernie wręcz ostrożny, by poprawiać ich położenie i opatulić ją szczelniej.
Taka drobna...
- Cieplej ci? - zapytał w końcu, kiedy przestała drżeć i szlochać.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-05, 22:45   
   Multikonta: Faye


Jeśli ona była sarną, on nie mógł być wilkiem.
Jeśli on był wilkiem, ona nie mogła być sarną.
Gdy ktoś spotkał ich pierwszy raz, spokojnie mógł by porównać ich do zwierząt. Czyż na pierwszy rzut oka Toni nie przypominała sarenki? Lustrującej wszystko wielkimi, czarnymi oczyma, gotowej zacząć uciekać, gdy tylko zauważy cokolwiek podejrzanego? I czy Sahir pozornie nie przypominał wielkiego, groźnego wilka, którego hebanowe włosy idealnie stapiały się z barwą nocy?
Tak naprawdę ani on nie był wilkiem, ani ona sarną. Obydwoje - bezsprzecznie - byli ludźmi. O ludzkich cechach, ludzkich odczuciach i ludzkich potrzebach. I nawet jeśli ręce, którymi teraz ją obejmował, wcześniej zabijały dziesiątki ludzi, teraz nie miało to najmniejszego znaczenia. Doskonale o tym wiedziała i nie przeszkadzało jej to. Toni była jak dziecko. Wystarczyło dać jej najmniejszy sygnał, mówiący "jestem przyjacielem", by właściwie podała serce na dłoni, pozwalając zrobić z nim co tylko zechce. Ufność. Tak to się chyba nazywa. A może desperacja? Każdą komórką swojego organizmu pragnęła mieć obok ciebie kogoś bliskiego, nawet jeśli wiązało się to z ryzykiem.
Pragnęła, by ta chwila trwała jak najdłużej, o ile Sahirowi nie zacznie to przeszkadzać i nie odepchnie jej od siebie. Chciała cały czas czuć ciepło, jakie od niego płynęło, słuchać miarowego bicia serca, takiego uspokajającego. Czy zaczynała brzmieć jak wariatka, uwieszona na pierwszej osobie, jaka zdołała z nią wytrzymać? A może jak zwykłe, przestraszone dziecko, które zdecydowanie za długo było samo?
- Cieplej. - mruknęła, nie ruszając się o centymetr. - Dziękuję. - dodała po chwili, cicho, jakby nie chciała by to usłyszał. A może jednak chciała, ale nie wiedzieć czemu, nie miała odwagi..?
- A ty? Chciałbyś wrócić do ligi? - zapytała, po dłuższej chwili, jakby nagle przypomniała sobie o czym wcześniej rozmawiali. - Czy przez to co się stało... straciłeś kogoś bliskiego? - Długo wahała się, czy o to zapytać. Nie chciała wcale przywoływać w jego umyśle złych wspomnień, ale wiedziała, że jeśli nie zapyta, sam jej o tym nie opowie. Widziała jego smutek i żal, który tak świetnie ukrywał. Widziała, i chciała mu pomóc, tak jak on pomógł jej tym jednym gestem - który dla niej znaczył więcej, niż wszystkie spotkania z psychologami przez ostatnie sześć lat. Miała wrażenie, jakby gdzieś tam, pośród wielu zabliźnionych ran, siedziała drzazga, przez którą rany co chwila otwierają się na nowo, ropiejąc i nie chcąc się goić. Najpierw trzeba było pozbyć się drzazgi, jakoś zniwelować źródło tych problemów, a dopiero później zabierać się za nakładanie opatrunków.
To dalej były jednak tylko przeczucia głupiutkiej Toni. Jaką miała pewność, że swoją ciekawością i - bądź co bądź, dobrymi - intencjami, nie zrobi mu krzywdy?
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-05, 23:26   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Smutne, że Nailah dawno przestał się uważać za "człowieka".
Nie odsuwał jej od siebie, nie drgnął nawet z miejsca, odpowiadając tylko skinieniem głowy, kiedy przytaknęła, że jest jej cieplej, chociaż to wcale nie wymagało jakiejkolwiek odpowiedzi - ot, dał zwyczajnie chyba znak, że skoro jest ciepło, to mogą tak zostać - przecież to mu nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie: sam chciał tak jeszcze zostać, bo to było najzwyczajniej w świecie przyjemne i coraz bardziej mu się podobało - było uspakajające, kojące - jak zostało słusznie powiedziane: o wiele lepsze od wielogodzinnych rozmów z najlepszym psychologiem - przypominało o czymś niewinnym, zupełnie bezinteresownym, kiedy dawało się coś od siebie i właściwie zupełnie niczego w zamian nie oczekiwało, a wszystko zawarte w tej ufności, która ich połączyła - to zdecydowanie odpowiednie słowo - i kolejne, które pokazywało wspólną cechę, na której oboje się przejechali zapewne w równym stopniu - i Sahir wiedział, że ta łatwowierność nie była dobra, że trzeba za nią płacić bardzo surową cenę - a wszystko przez to, że była ona, no właśnie: niewinna. Tak samo niewinna jak ten uścisk. Dlatego prośmy Boga - niech nie zagląda za głęboko w te serca - odwraca wzrok, jak odwracał zawsze - nie kazał płacić niewinnej Toni za to, że z taką łatwością wpadła w ramiona oblepione grzechami.
Poruszył ręką ze trzy razy w wolnym, łagodnym głasknięciu.
- Chciałbym. Chyba. - Niby chciał, a niby nie - w Lidze działy się rzeczy, do których nie chciał wracać - jednocześnie jednak tęsknił za misjami, za... Przez to co się stało..? Miała na myśli rozpad Ligi czy może wybuch epidemii PSI? Miała rację - pomimo tej względnie obojętnej twarzy to nie było tak, że Nailah niczego nie czuł - czuł całkiem sporo - tylko nie potrafił tego wyrazić, przekazać. Tym bardziej nie bardzo potrafił o tym mówić. - Moja matka spłonęła. Rodzeństwo zginęło. Ojciec zginął bronią upadku Ligi. - Właściwie to nie ojciec, a ojczym, ale Eryk zawsze był dla niego właściwie bardziej ojcem niż "ojczymem" - nie operował za bardzo tym słowem - i czy można o tym mówić tak po prostu? - on tak po prostu mówił - i to nawet nie tak, że było mu bardzo przykro z powodu tego, że umarli... poniekąd... ciężko to wyjaśnić - bo i sam Nailah nie bardzo potrafił takie rzeczy w głowie układać. Zwyczajnie o nich nie myślał. - To takie dziwne uczucie. Obudzić się w nowym miejscu. Samemu.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-10, 21:48   
   Multikonta: Faye


To dziwne.
Miała świadomość tego, że Sahir prawdopodobnie robił rzeczy, postrzegane jako szeroko pojęte zło. Zabijał. Zabijał tymi samymi rękami, którymi teraz ją obejmował. Była tego świadoma i nie przeszkadzało jej to ani trochę. Bo przecież czerwony, tak samo jak inni - byli już - agenci ligi, pełnił rolą swoistego narzędzia, zmuszonego do wykonywania rozkazów pod groźbą śmierci. Nie wierzyła, by był złym człowiekiem. Nawet jeśli sam za człowieka się nie uważał.
-Chyba? - Nie potrafiła wyobrazić sobie jak wyglądało życie w lidze. Czy naprawdę było tam tak źle, jak mówią? A może stanowiła dla tych dzieciaków dom, tak jak dla Sahira? Choć to wszystko bardzo subiektywne odczucia, zależące w głównej mierze od charakteru każdej osoby, jaka tam trafiła.
Mawiają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Toni trudno było się z tym nie zgodzić, gdy bardzo szybko pożałowała, że w ogóle zapytała Sahira o rodzinę. Gdy opowiadał o tragedii - w tym przypadku to chyba dość trafne słowo - jaka go spotkała, przez ciało żółtej przebiegł dreszcz, ale nie taki ciepły, elektryzujący, a zimny i jakby... złowieszczy? Nie mający nic wspólnego z jej kolorem. Wręcz odruchowo przytuliła go mocniej, sama nie wiedząc, chce dodać otuchy jemu, czy sobie?
- Przykro mi. - Banalne, ale co innego mogła powiedzieć? - Nie powinnam pytać.
Później już tylko w ciszy analizowała jego słowa. Tak, to musiały być dziwne. I smutne. Kolejna rzecz na liście zbyt smutnych, by mogła je sobie wyobrazić. Ale hej, pryzmat przecież nie był znowuż taki zły. Kto wie, może za jakiś czas to właśnie ten kompleks na wyspie zacznie nazywać domem?
- Nie musisz być sam. - Znów, nawet przez chwilę nie zastanawiała się, co mówi. Pozostawało pytanie: to głupota czy szczerość?
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-10, 22:43   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Świadomość czegoś nie zawsze była równoznaczna z pełnym zrozumieniem - zwłaszcza dla kogoś, kto chował się za murami Pryzmatu i nie wychylał nosa na ten zniszczony, brudny, ogarnięty złem świat - bardzo słusznie, nie było tam czego szukać dla czystych panienek, nawet jeśli Sahir utrzymywał, że by się tam nie nudziła - oj nie nudziłaby na pewno! - w końcu tam niemal każda chwila to walka o przetrwanie swoje i ludzi, których miało się wokół - walka o to, by wykonać zadanie, bo zazwyczaj tylko wykonanie zadania równało się z możliwością powrotu i... odetchnięcia? - ha, marzenia... czarnowłosy o wiele bardziej wolał być poza murami, gdzie ciągła adrenalina skakała do głowy i tak długo, jak poważne rany nie upuszczały krwi, tak długo można było ciągnąć maskaradę, w której nikt nie nosił masek - nie było przecież po co. I tak staraliśmy się poza zdawaniem sobie z czegoś sprawy pojąć ją głębiej, przebadać, sprawdzić, gdzie znajdzie się ona w naszych sercach, co z emocjami - tak przebieramy, dotykamy, badamy i oglądamy ze wszystkich stron z wielką uwagą i wielkim skupieniem, dowiadując się, że chyba akceptujemy, chyba tak, chyba nie robi nam to i to różnicy, przecież... jesteśmy ŚWIADOMI. Osoba, której nigdy nie zmarła naprawdę bliska rodzina, mogła być "świadoma" tego, jak ktoś może się czuć - ale nigdy nie będzie w stanie tych uczuć zrozumieć, dopóki sama kogoś nie straci - i tak samo z mordami... albo może jeszcze gorzej? - poczuć gorącą, gęstą czerwień na swoich palcach, zobaczyć tak mało poetycką śmierć, uzmysłowić sobie, że odebrało się komuś najcenniejszy dar - dar życia, tylko dlatego, że ktoś inny tego chciał - ale tutaj paradoksalnie, w sytuacji tej dwójki, to Toni rzeczywiście wydawała się więcej "rozumieć" - bo on... on się nawet nad tym nie zastanawiał. Nie chciał zastanawiać. Ot fakty stwierdzone, zapieczętowane - nie można ich zmienić, nic nie można na nie poradzić.
Wszystko to, co się działo w Lidze, pozostało zamknięte w Lidze - na cztery spusty, na zawsze, na amen - odległość, jaka dzieliła go od tamtego miejsca była przestrzenna, niemożliwa jednak do zliczenia w kilometrach - unosiła się gdzieś obok, niby wciąż będąc widmem na wyciągnięcie ręki, a jednak rozpływała, kiedy tylko próbowało się po nią sięgnąć - nic zachęcającego, a jednocześnie coś, co przez swą ciągłą bytność w zasięgu tej ręki nie pozwalało o sobie zapomnieć, nie tak namolne, jak komar, bardziej jak biedronka, która wleciała na biały parapet przez otworzone okno i krążyła w kółko - bezszelestnie, nie narzucając się - ale ciągle i niezmiennie po prostu "będąc". I w odpowiedzi skinął jej tylko głową, właściwie nie chcąc mówić nic innego. Nie chcąc wyciągać dłoni po tą chmurę, która wisiała, zbyt doceniając to, że jest - i nie chcąc jej zmiażdżyć w swoich palcach, by potem wypuszczała na niego chłodny deszcz. I tak jej było przykro, jej serce mocniej uderzało, a jego trwało ciągle w tym samym zastoju - tylko jego wzrok nie był ciągle tak samo ślepy, bo przecież zaglądał teraz za kurtynę wspomnień, poszukując tych ongiś znajomych i bliskich twarzy - ach, dawno, dawno temu...
- Nic się nie stało. Jest mi to obojętne. - Nie było, nie tak do końca, i w jakiejś części siebie niby to wiedział - ale zupełnie nie potrafił tego ująć w słowa, złapać, określić - nadać kształt na tyle wyraźny, żeby być w stanie przekazać to drugiej osobie. Przekazać Toni. Wydawało mu się, że tym objęciem przekazywał jej wystarczająco dużo - chociaż może nie? - tak jak i ona jemu - swoimi łzami, mocniejszym wtuleniem się, swoim... byciem. - Co masz na myśli? - Spojrzał na nią, przekręcając głowę w jej kierunku - niby banalne, niby pod słowami kryła zaproszenie: możemy być razem! - w tym koleżeńskim znaczeniu, rzecz jasna, ale cóż - w końcu Nailah był idiotą. Jak to zostało napisane na początku: świadomość czegoś może nie oznaczać zrozumienia - a on wiedział na pewno tylko tyle, że często mijał się z oczekiwaniami ludzi i wolał nie zgadywać - tak więc: tak, wiedział niby o co chodzi.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-21, 00:00   
   Multikonta: Faye


Dla Toni, cała ta epidemia przypominała trochę słuchanie o głodzie w afryce, czy wojnie gdzieś na drugim końcu świata. Chyba wszyscy to znamy, choćby z czasów, gdy wszystko było normalne. Niby szkoda jej tych wszystkich ofiar, ale tak naprawdę specjalnie się tym nie przejmowała. Bo wszystko było gdzieś daleko, zupełnie nierealne, jakby oderwane od rzeczywistości. Bo podczas gdy gdzieś tam, ktoś umierał - Toni spokojnie spała, we własnym, ciepłym łóżku, daleko od wszelkiego niebezpieczeństwa. Gdy ktoś inny głodował kolejny dzień - ona znów odmawiała jedzenia, wpychanego w nią siłą.
To ona żyła w oderwaniu od rzeczywistości.
Prościej mówiąc - w pryzmacie. Nie miała "poważnych" problemów. Zwyczajna nastolatka, mieszkając w miejscu, w którym teoretycznie nie powinna mieć na co narzekać. A jednak przeżywała swój własny, mały dramat. Zupełnie jakby gdzieś w wnętrzu siedziała cząstka masochistki, wymyślająca coraz to nowsze problemy, zawzięcie walcząc, by nie była szczęśliwa. A tak naprawdę była jedynie - jak bo to powiedzieli psychologowie - trudną nastolatką, przyzywającą każde pojedyncze uczucie czy emocję, sto razy mocniej niż normalnie. Tak jak teraz ten uścisk. Przynajmniej z początku zwykły, teraz zaczynał dla niej znaczyć zbyt wiele. Wcale nie w negatywnym sensie. To znaczy - dalej był przyjemny i Toni wcale nie miała ochoty go przerywać. Ale oprócz tej zwyczajnej przyjemności, jaką dawała bliskość drugiej osoby, jakby pojawiło się w tym uścisku coś innego. Dla Toni zupełnie nowego. Jakby nić... zaufania? A może jedynie jej się zdawało?
Powoli rozluźniła uścisk, wracając do poprzedniego stanu rzeczy - to znaczy, odsuwając się na odległość może jednego kroku. Nie było w tym przecież nic dziwnego. Ot, już zrobiło im się cieplej, więc już się nie przytulali.
Wcale nie uciekała przed nieznanymi wcześniej emocjami.
Ani trochę.
Spojrzała Sahirowi w oczy, chyba po raz pierwszy podczas tego spotkania. Nie odezwała się, lustrując go wzrokiem, jakby zadając nieme pytanie. Czemu mówisz, że jest Ci to obojętne, gdy obydwoje wiemy, że to nieprawda? Czyżby nie tylko Toni uciekała od emocji? A przynajmniej ich części.
- Czasem chciała bym być pomarańczowa. - powiedziała tylko tyle i aż tyle. Choć do powiedzenia miała znacznie więcej. Tylko skąd wzięło się to dziwne wrażenie, że wypowiedzenie każdego słowa jest takie męczące?
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-22, 01:12   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Ach, właśnie - abstrakcyjne. Myślenie abstrakcyjne. Możemy sobie to wyobrazić, ale wczuć się? - nie, nie, przecież to niemożliwe, skoro nie byliśmy w stanie postawić siebie dokładnie w tej sytuacji - dlatego łatwo się mówiło, jakie to biedne te dzieci w Afryce były, ale poza tym gadaniem? - zupełnie nic się nie zmieniało - nasze uczucia wcale nie drżały, może ewentualnie przez moment mogliśmy poczuć się nieswojo, ale to tyle - uczucie braku komfortu dość szybko się rozpływało, zwłaszcza kiedy stało się w znajomym miejscu, na sali treningowej, na którą co jakiś czas się zaglądało i z której było bardzo blisko do własnych czterech kątów, w których można się skryć. Więc Toni była tą złą, ponieważ odmawiała ciepłego, dobrego jedzenia, podczas gdy ktoś na drugim krańcu globu głodował? Wcale zła przez to nie była - każdy przeżywał swoje własne tragedie - jedni wzruszą ramionami na śmierć własnej matki, inni będą płakać dniami za martwym kotkiem, którego nawet nie poznali - ale był martwy, jego żywot skończył się przedwcześnie, chociaż był jeszcze taki malutki - wszystko przez to, że koła samochodu nie znały litości dla zwierząt pchających się na jezdnię - dlatego te dramaty, małe i duże - wszystkie były personalne - i naprawdę nie można było ich przyrównywać do siebie i tym samym oceniać ich skalę - każdy odczuwał inaczej, na swój sposób - przynajmniej ten system oceniania tych tragedii nie istniał w mentalności czarnowłosego. To tak jak z ocenianiem tego, co dobrze jest mówić, a co nie - z próbami przypasowania się do społeczeństwa tak, by wszyscy cię lubili - w końcu to społeczeństwo tak lubiło ludzi oceniać - tyś dobry a tyś zła, skoro płaczesz, chociaż masz wszystko, podczas gdy inny dzieciak nigdy nie miał niczego i nie zapłakał ani razu - to niby miało być w porządku?
Rozluźnił swoje ramiona, które przesunęły się po jej plecach i oderwały od ciała, pozwalając na powrót dystansu między nimi - tak było dobrze, prawda? - ano było - chociaż nie w jej oczach, w których pojawiły się wątpliwości, w których pojawiło się pytanie, ale Nailah tego pytania nie wyłapał wprost - poczuł je na swojej skórze ale w formie zbyt mało czytelnej, by jakkolwiek na nie zareagować, odpowiedzieć - zawisło więc w przestrzeni i nigdy nie miało dostać jakichkolwiek słów zwrotnych. I tak samo jak on nie miał dostać odpowiedzi na uczucie, które przez nią przeniknęło - ucieczki - tak delikatnej, że właściwie była jak pieszczota, lekko nieśmiała, nie napastująca ciała i umysłu - tam, gdzie w niej zakwitło podejrzane zaufanie w stosunku do kogoś, kogo właściwie nie znała - ale w końcu to samo mógłby powiedzieć czarnowłosy o sobie samym.
Pomarańczowa..?
Odwzajemnił jej spojrzenie - zresztą niemal ciągle trzymał wzrok na jej twarzy, na jej oczach, które uciekały od jego oczu, a teraz wreszcie złapały jeden tor.
W jej oczach wszystkie te słowa były zatopione - słowa, których nie był w stanie rozczytać, a które zamknęły się w tym krótkim, pełnym niemocy zdaniu, gdy utonęły w jej myślach i nie była w stanie ich przekazać dalej.
- Czasem... chciałbym nie przeżyć OMNI. - Odpowiedział jej dopiero po chwili - długiej chwili, która lepiła się do skóry i przywierała do niej - całkiem przyjemna w mniemaniu Nailaha… o ile w jego umyśle cokolwiek mogło być przyjemne.
Poza tym przytulasem.
Czarnowłosy odwrócił się, słysząc swoje nazwisko w tłumie i odszedł, zostawiając Toni sam na sam z jej myślami.
Do następnego spotkania.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-16, 00:50   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Zamykam
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9