Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Garaż/podjazd
Autor Wiadomość
Caroline O'Conor
I need a gangsta to love me better


18

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-01, 19:30   Garaż/podjazd
   Multikonta: Liam, MG
[Cytuj]

...
 
 
Caroline O'Conor
I need a gangsta to love me better


18

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-01, 19:36   
   Multikonta: Liam, MG
[Cytuj]

Caro dzień wcześniej wysłała smsa wszystkim, których zabierała ze sobą. O umówionej godzinie czekała na wszystkich na miejscu oparta o maskę swojego auta. Niecierpliwie stukała paznokciami o maskę samochodu. Chyba przyszła trochę za wcześnie. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, a przynajmniej tak jej się wydawało. To była pierwsza misja, w którą nie wtajemniczała kompletnie nikogo tylko robiła to na własną rękę. Nie chciała całe życie być postrzegana przez pryzmat swojego ojca czy Jamesa. Sama też potrafiła ogarnąć sprawy dookoła siebie, a w szczególności pozycję, do której się urodziła i była wychowywana.
Uśmiechnęła się szeroko kiedy pojawiła się pierwsza osoba i zaraz za nią kolejne. W końcu coś zaczynało się dziać.
 
 
Wednesday Sherman
Save me from my rocking boat


18

żółta




Wysłany: 2016-12-01, 20:36   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Wednesday w sumie nie była stuprocentowo przekonana, że jej udział w misji to był dobry pomysł. Wszyscy żółci mieli problemy z kontrolą, a zwłaszcza łatwo wpadające w złość i brak samokontroli osoby jak Wed.
Nie żeby była jakoś szczególnie agresywna względem innych, po prostu zdarzyło jej się że dwa razy przypadkiem kopnąć kogoś prądem odrobinę za mocno, kto zalazł jej za skórę.
Mimo wszystko misja była świetną okazją na uniknięcie spędzenia kolejnych dziesiątek godzin w bazie, czego żółta miała ostatnio w nadmiarze.
W garażu pojawiła się jako jedna z pierwszych i razem z Caroline czekała na resztę grupy. Dowódczyni nie wyglądała na zestresowaną, ale chyba musiała trochę być. To była w końcu pierwsza akcja organizowana tylko przez nią, a przynajmniej tak wyszło z wyliczeń Wednesday.
- Cieszę się, że nasza rozmowa w sali treningowej nie poszła na marne - rzuciła Wed w stronę Caroline, trochę jako podziękowanie za wzięcie jej na misję, a trochę żeby przerwać ciszę, która od dłuższej chwili wisiała między nimi.
_________________
Wednesday
Not all monsters do monstrous things.
 
 
James O'Conor


25 lat

Prawa ręka O'Sullivana




Wysłany: 2016-12-06, 22:24   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Charakterystyczny warkot silnika Davitsona robił się coraz głośniejszy. Po chwili kobiety mogły zobaczyć Jamesa na motocyklu, który podjechał bardzo blisko nich. Otworzył nóżkę i wyłączył silnik by wstać i podejść do Caro. Pocałował ją w policzek po czym skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zmrużył oczy.
-No ładnie, pięknie po prostu. Wszystko wszystkim, ale nie mogłaś mi zdradzić, że planujesz zrobić akcję tego pokroju? Muszę się o tym dowiadywać raz, że przez moich ludzi dwa, że przez smsa?-, po czym spojrzał na Wednesday.
-Witaj my się chyba jeszcze nie poznaliśmy. Jestem James- przywitał się podając jej dłoń i jeżeli ją uścisnęła to po chwili przeciągnął się do momentu aż mu strzeliły kości. Był ubrany znacznie lepiej niż zazwyczaj. Ciuchy, mimo że były w stylu typowo motocyklowym to były starannie dobrane, czyste i schludne. Nie zamierzał póki, co przerzucać się na bardziej oficjalny strój, ale w końcu zaczął zabrał się porządnie za siebie. Brodę miał równą i przystrzyżoną nawet fryzura była nienaganna. Widać było tu włożoną rękę Caro. W końcu jak by nie patrzeć to przez kłótnie, które przeżywali na początku związku zaowocowały tym, iż zaczynał swoim ubiorem i sposobem bycia bardziej pasować na stanowisko, które obejmował. Postawa jasno mówiła, iż jest pewny swego jak i tego że nie cofnie się przed niczym.
_________________
Feel The Power of The Darkside
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




Wysłany: 2016-12-06, 23:59   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Annabeth dowiedziała się o akcji stwierdziła, że przyjdzie. Jeśli będzie trzeba to zawsze będą mogli podzielić się na dwie grupy dowodzone przez Caro i Ann. No i nie puściłaby pomarańczowej samej. Może i niewielkie z niej wsparcie, skoro jest zielona, ale medyk może się przydać. No i snajperem też była niezłym.
- Daj spokój wujaszku. Też dowiedziałam się o tym w ostatniej chwili, Caro chciała pewnie po prostu sama wszystko zorganizować. - Powiedziała wesoło do Jamesa. Miała całkiem niezły humor.
- W ogóle to cześć. - Wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. Była ubrana w moro. Ciepła kurtka, bojówki z masą kieszeni, które były zajęte przez broń, jej wynalazki, amunicję i inne pierdoły. Przez ramię miała przewieszoną ciemną torbę z zaawansowaną apteczką oraz karabin snajperski. Włosy związała w wysoki kucyk.
- Wszyscy już są? - Zapytała Caro, chciała już się stąd ruszyć.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Caroline O'Conor
I need a gangsta to love me better


18

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-07, 20:56   
   Multikonta: Liam, MG
[Cytuj]

Udział Wendy w tej misji to ryzyko, które Caroline postanowiła podjąć ale tylko jednorazowo. Niestety jeśli zawiedzie to pewnie do końca swoich dni będzie zmuszona gnić w bazie bez żadnego zajęcia.
-Nie chwal dnia przed zachodem słońca - powiedziała filozoficznie, uśmiechając się. Pod koniec jej słów wszystko wokół zagłuszył warkot silnika, którego Caro szczerze nienawidziła.
-Ciesz się, że w ogóle cię zabieram - mruknęła do Jamesa zgryźliwie, nastawiając policzek by mógł ją pocałować. Dziewczyna zauważyła, że z każdym dniem wyglądał lepiej niż na początku kiedy się poznali... ale to i tak nie zadowalało jej wystarczająco. Niestety James był zbyt uparty żeby mogła zrobić z nim co zechce ale ona też była uparciuchem i walczyła do upadłego.
-Nie myśl, że zapomniałam, że jeszcze ci się nie dostało za tego śmierdzącego sierściucha i zniknięcie. Może wiedziałbyś co planuję gdybym cię w ogóle widywała - przekazała mężczyźnie telepatycznie, cały czas się uśmiechając zważywszy na to, że do garażu weszła jej przyjaciółka.
-Jesteśmy w komplecie - mruknęła z uśmiechem przejeżdżając po wszystkich wzrokiem i podała każdemu po torbie wyposażonej w lornetkę, noktowizor, broń na strzałki usypiające i słuchawki, przez które będą się komunikować.
-Macie swoje zabaweczki czy robimy zakupy w zbrojowni ojczulka? - zapytała szczerząc zęby i machając kartą magnetyczną, która dawała jej dostęp do każdego pomieszczenia w tym budynku.

/Kolejka póki co pozostaje bez zmian. Jeśli macie przy sobie jakieś eq to napiszcie co dokładnie żebyście potem w trakcie misji nie sypali AK47 i armatami z rękawa.
 
 
James O'Conor


25 lat

Prawa ręka O'Sullivana




Wysłany: 2016-12-09, 23:28   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

-Czekam z niecierpliwością- przeszło mu przez myśl i po chwili miał ochotę strzelić sobie face palma bo wiedział iż ta rozmowa skończy się na remoncie ich pokoju.
-Wiecie zawsze mogłem pomóc albo doradzić- westchnął ciężko krzyżując ręce na klatce piersiowej. Kiedy usłyszał pytanie Caro podniósł ją brew a następnie odchrząknął.
-Tego no po drodze zabrałem co trzeba ze zbrojowni.- powiedział wracając na chwilę do motocykla i otworzył pokrywę torby skórzanej znajdującej się przy tylnym kole. Wyciągnął z niej desert eagle którzy był w kaburze szelkowej, założył „szelki” a dodatkowe magazynki wsunął w pokrowiec na tyle paska w każdym magazynku było po dziewięć naboi 9,12mm typu 357 Magnum. Dodatkowo oczywiście przy pasie był zaczepiony nóż typu ka-bar, z którym się nie rozstawał. W torbie miał jeszcze schowany płaszcz oraz lunetę z noktowizorem z możliwością przełączenia na detektor ciepła. Z tylnej kieszeni natomiast wystawały skórzane rękawiczki. Kończąc sprawdzanie ekwipunku założył na płaszcz i spojrzał na dziewczyny.
-To co ruszamy?- spytał nie mogąc się doczekać.
_________________
Feel The Power of The Darkside
 
 
Wednesday Sherman
Save me from my rocking boat


18

żółta




Wysłany: 2016-12-15, 18:58   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Pomarańczowa, żółta, zielona i łowca.
Ta misja nie mogła się dobrze skończyć, ale Wed nie chciała tracić nadziei.
Kojarzy tych wszystkich ludzi, zapewne przelotnie widzieli się wiele razy w bazie łowców, ale Wednesday nie przypominała sobie, by kiedykolwiek któregoś z nich poznała osobiście, oprócz Caroline. Dziewczyna nigdy nie była zbyt towarzyska, ale po wstąpieniu do łowców wyjątkowo się to nasiliło, nie miała zbyt wielu znajomych.
Po przywitaniu się ze wszystkimi zaczęła się oglądać za kimś jeszcze, ale chyba ich skład misji był już zamknięty. Cóż, może ich przyszłość nie przedstawiała się zbyt różowo, ale to mogło się udać.
Ucieszyła się na pytanie tego, no, chyba Jamesa, bo sama chciała jak najszybciej wyruszyć.
_________________
Wednesday
Not all monsters do monstrous things.
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-21, 19:27   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Nie odsuwał specjalnie swojej dłoni - prowadził ją za rączkę niczym kocia mama, albo raczej koci tata... albo psi? W obecnym stanie psychiki przypominał bardziej psa niż kota - nie istotne - istotne było to, że dał jej to, czego chciała, chociaż myślami wcale przy tym dziewczęciu nie był - dłoń pozwalała tylko przypomnieć, że dotyk nie zawsze był tak przerażający - ten wykraczający poza robienie komuś krzywdy - i miał jej dawać chociaż minimalne poczucie bezpieczeństwa - śmieszne, że ktokolwiek mógł się przy nim poczuć "bezpiecznie", ale to chyba dobrze, co..? Dobrze, kiedy nie ma się spieprzonej mentalności, w której jedna iskierka może sprawić, że nastąpi wybuch.
Nie zerknął nawet na Caluma.
Też mi coś - ekipa ratunkowa z karabinami... lekki uśmiech pojawił się na wargach Nailaha.
To wszystko było naprawdę zabawne - przynajmniej w jego mózgu - wszystkie te ostatnie dni, które wyłaniały się znikąd, wszystkie te sylwetki, które niespodziewanie przed nim wyrastały, a których twarze poznawał, sprawiając, że ognisty wąż coraz wyżej podchodził do gardła, kusił swoim leniwym szeptem, snuł pieśni o nieśmiertelności, o której myślał będąc nastolatkiem - okazuje się, że coś takiego jak nieśmiertelność i wszechpotęga nie istnieje - oto są oni, wielcy PSI, niby mogący więcej niż przeciętny człowiek, a wszyscy tak samo spierdoleni i działający pod ludzkim butem - niezdolni do większego zbliżenia, by ich moce nie zaczęły wariować - a może to faktycznie tylko on był efektem ubocznym? Zwykłym debilem, zepsutym narzędziem, którego nie dało się nawet poprawnie wykorzystać - może...
Zapiął wszystkie pasy i zsunął się w dół po linie, lądując gładko na betonie - cała ta akcja brzmiała wręcz bajecznie - jeśli Łowcy jeszcze nie zostali zorganizowani to musieli być jeszcze większymi debilami, skoro cała ta przemowa leciała przez radio i grzmiała w uszach obywateli - a na pewno tego farta nie mieli, przynajmniej Sahir w to nie wierzył, wpatrując się w budynek po błyskawicznym dołączeniu do reszty drużyny - w końcu był chodzącym przynosicielem pecha, należało raczej obstawiać najgorsze opcje - ale on raczej niczego nie obstawiał. Co będzie to będzie. Może się poddadzą bez użycia siły?
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-21, 19:36   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Calum ruszył w kierunku budowli. Pewnie, musieli wiedzieć, co się będzie działo. Mimo to dostał polecenie od Góry i musiał je wykonać. Z wielką niechęcią wyjął megafon. Przed nim stanęła oczywiście Lux, starając się stworzyć tarczę. W końcu to oni razem wyszli przed szereg - lepiej było zachować bezpieczeństwo. Naciągnęła na nich tarczę, kiedy inni jeszcze stali nieco dalej. Calum uniósł megafon. Nie był zwolennikiem czegoś takiego. Patrząc na to, czego oni wszyscy dokonali... Nie. To nie było dobre wyjście, jednak co innego miał zrobić? Kiedy rozkazy były właśnie takie, to tak musiał postąpić i tyle. Zaczął więc mówić:
- W imieniu Rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki, rozkazuję wam się poddać. Wyjdźcie z budynku z podniesionymi rękami. Oddajcie nam swoich Psioników a nic się nikomu nie stanie. Każdy z was otrzyma swój proces. Większość z was za współprace z byłym Prezydentem Grayem zostanie uniewinniona. Wasi psionicy zostaną wcieleni do armii. Wszyscy ujdą z tego cało. Poddajcie się - powiedział niechętnie. Oczywiście, nie chodziło tutaj o to, że Calum wolał strzelać i obijać pyski zamiast rozmawiać, czy że to jakieś kłamstwo i wszyscy zostaną rozstrzelani jak tylko uniosą dłonie. Chodziło o to, że oni nie zasługują. Dzieciaki nie były wcale żywym towarem. Najchętniej teraz uderzyłby każdego, a nawet prezydenta Graya. Zawdzięczał mu wiele, ale wiedział, że swoimi czynami i tym, co zrobił psionikom nie zasługuje na nic. Tak czy siak teraz jedyne co mogli zrobić, to oczekiwać na wyjście łowców i poddanie się. Cała jednostka była przygotowana do szturmu, wszyscy mieli założone kamizelki i wypatrywali, czy czasem ktoś się nie pokazuje.

Kolejka: Mistrz Gry (Lou), Sahir, Mistrz Gry (Valerie). Ewentualnie w każdej chwili może dołączyć się chętny łowca.
Niech walka się zacznie :D Nie rzucamy kostkami.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




Wysłany: 2016-12-21, 19:58   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

-Annabeth-
Ann dostała smsa - Kod Czerwony, Rząd chce zaatakować Łowców. A skoro stała w garażu, w pełnym ekwipunku to co innego mogła zrobić, jak nie pobiec do najbliższego punktu snajperskiego? Wed rozkazała się schować i pomóc, kiedy stwierdzi, że nie zagrozi to jej życiu. Wbiegła po schodkach i zaraz rozstawiała karabin. Nie słuchała tego, co jakiś gość mówił przez megafon. Po cholerę? Nie ufała im, więc cokolwiek powiedzą to jak do ściany.
"Dużo nas, dużo nas
Do pieczenia chleba,
Więc już nam, więc już nam
Ciebie tu nie trzeba!"

Wyliczanką wybrała osobę, która jako pierwsza dostanie kulkę. Przycelowała używając swojego wspaniałego wzroku zielonej i strzeliła. Kogo trafiła? Valerie. Krew zaczęła jej płynąć z jej prawego oka, a dziewczynę sparaliżował pewnie okropny ból. Ann użyła również iluzji, żeby nikt nie odkrył skąd strzela.

-MG Jako James i Caroline-
James i Caroline również dostali na swoje telefony kod czerwony. Obydwoje zgarnęli więcej broni z ukrytego schowka i rozstawili się w garażu, żeby przywitać pierwszych szturmowców.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-21, 20:35   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Chowanie się za tarczą niebieskiego było spoko - bardzo wygodne tak długo, jak długo nikt nie nawalał do ciebie ze snajperki - czysta potęga, czysta moc... potwór w jednym pocisku, który przebijał pancerz jak nic innego. Ten niewidzialny pancerz tworzony przez Niebieską jak widać również.
Snajperki miały jednak jeden słaby punkt - właściwie kilka słabych punktów - po pierwsze z nimi się raczej nie biegało - po drugie po pierwszym już strzale doskonale było widać, gdzie strzelec jest. No i po trzecie - nie strzelało się z nich jak z pistoletu i wypuszczenie pocisku jednego po drugim było niemożliwe.
W zależności od tego, z którego punktu padł strzał i jak wyglądało otoczenie, od tego zależał ruch Nailaha - nie żeby nie był posłuszny, ale... strzał był jednoznaczny z tym, że odmawiali współpracy - złapał Valerie za ramię i pociągnął za sobą, zależało mu na przesunięciu się w kierunku jakiegokolwiek wejścia do garażu - drzwi garażowe były w ogóle otworzone, były tutaj jakiekolwiek samochody? Nie żeby coś, ale czemu ktoś z helikoptera nie ostrzegł ich o snajperce i czemu nikt stamtąd się nią nie zajął? Naprawdę nie mieli nikogo? W każdym razie priorytetem Nailaha był schronienie się za czymś stabilnym pod odpowiednim kątem razem z Czerwoną.
Przynajmniej wiedzieli już, że Łowcy wiedzą, że oni tutaj są.
Czarnowłosy spojrzał na dziewczynę, chociaż nie ukrywajmy - założył, że już była martwa - a jeśli nie była, to ich szczęście - czyżby snajper miał lewe oko? Albo Val była jego przeciwieństwem i chodzącym szczęściem.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-21, 21:00   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG/Val
Ann była skryta za dziwną osłoną - zresztą, gdyby jakikolwiek spis zasad dotyczących prowadzenia wojny nadal istniał, to z jakiejkolwiek walki wykluczyłoby się Zielonych. Dziewczyna wytworzyła iluzję, co było wręcz nie do wykrycia dla jakichkolwiek helikopterów czy śmigłowców. A to od razu postawiło ich na przegranej pozycji - przynajmniej w jakimś sensie.
Jednak organizm Psionika działał inaczej niż każdy inny - wielu Psioników nawet nie zdawało sobie z tego sprawy. Zresztą, badania na temat adrenaliny wskazywały na to, że cały ten fenomen od dawna był już okryty. I nic dziwnego, że sekundę przed tym, jak pocisk trafił w małą głowę Valerie, dziewczynka wiedziała o tym. A przynajmniej jakiś zmysł jej ciała wiedział. Przecież nie oszukujmy się - Valerie nigdy nie była specjalnie "ogarnięta" i zapewne mimo tego, że powiedziano jej o tym, że ma obserwować otoczenie, to i tak czuła się bezpiecznie jakby była u siebie w domu. I w jakimś sensie ją to ocaliło. Zupełnie jak pociski, które nieświadomie odbijali niebiescy poprzez wytworzenie tarczy - dziewczynka w jednej setnej sekundy cofnęła się używając płonącego biegu i trafiła prosto w ramiona Sahira, który stał obok. Po prostu unik, którego nie była zupełnie świadoma. Sahir, wynosząc ją jednak widział, że ta nie rusza się, a w jej głowie utknęła kula - w końcu Ann strzelała z niemałej odległości. Możliwe, że chciała zabić Czerwoną albo tylko zranić. Tak czy siak to, co zrobiła Valerie w jakimś stopniu uchroniło ją od trafienia w mózg. Mogła przeżyć. Gdyby nie cholerny krwotok. Pole było praktycznie puste, nie mieli jakichś specjalnych osłon, jednak po tym, jak usłyszano strzał, wszyscy od razu zaczęli się zbierać i ustawiać tarcze balistyczne, które miały na celu stworzyć barykady. Chłopak zapewne znalazł się tam w ciągu kilku setnych sekundy, razem z dziewczyną. Tam zaczęto nalegać, aby oddał ją, ponieważ musi wracać do walki. Valerie zaś zostanie przetransportowana do szpitala. Nic więcej nie mógł zrobić. To oczywiste.
Jednak nie tylko on wykonał jakieś działania. To trwało mniej niż sekundę - po tym, jak wszyscy usłyszeli strzał, od razu rozpoczął się ogień ze strony rządu. Zaczęli ostrzeliwać cały budynek, ponieważ nie mogli w żaden sposób wykryć celu, z którego strzeliła Annabeth. Ogień trwał przez kilka minut, żołnierze wymieniali się w czasie, gdy ktoś za nimi dokonywał przeładowywania broni. Tynk ze ścian zaczął odpadać, to samo dotyczyło różnych innych części budynku - okna zostały powybijane i tak dalej. Kłębki trawy cały czas podskakiwały od pocisków, a na ziemie leciały łuski. Liczyli na to, że zobaczą ciała. Kto wie, ile osób mogli spodziewać się za ścianami, prawda? Teraz jednak pora na dalszą część.
Lux jak i Calum znaleźli się za osłoną. Dziewczyna siedziała na ziemi, Calum ewidentnie wydał jej jakieś polecenie, bo zamknęła oczy. Po chwili zaczęła wymieniać liczbę osób, która znajduje się w pokojach najbliżej ich. To jednak nie był koniec. Żołnierze założyli na oczy noktowizory, przez co byli w stanie zobaczyć żywe organizmy - ich temperatura ciała zdradzała położenie. Czekali, aż ktoś się wychyli. Nie pozostawało nic innego.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Cameron Tucker


19 lat

Zielona




Wysłany: 2016-12-21, 21:03   
   Multikonta: Toni, Jess
[Cytuj]

Z początku niespecjalnie przejęła się całym tym alarmem, zwłaszcza, że była w połowie sparingu i naprawdę miała ochotę jeszcze trochę Jo pomęczyć. A przecież każdy, nic nie znaczący frajer, mógł sobie ot tak, wpaść na salę, wrzeszcząc "alarm".
Dopiero później zobaczyła, co dzieje się na korytarzu. Dopiero ten chaos uświadomił jej, że to nie żart. Naprawdę są atakowani. I pewnie gdyby była innego koloru, wplątałaby się w rozwrzeszczany tłum łowców oraz psioników, próbując znaleźć jakąkolwiek broń i dołączyć do obrony. Ale była zieloną - co z tego, że chyba najgłupszą pośród wszystkich zakwalifikowanych. Nie potrzebowała ani chwili, by zorientować się w sytuacji. Wystarczyła jej dosłownie chwila, by wejść do garażu, pod drodze zgarniając jedynie pistolet ze strzelnicy.
W garażu zrobiła się ostrożniejsza. Co prawda nikogo poza nią w środku nie było, ale słyszała strzały z zewnątrz. Dlatego ostrożnie wychyliła się zza drzwi prowadzących na podjazd. Nie wychodziła, jedynie się rozglądała w poszukiwaniu przeciwników. Może i była narwana, ale nie aż tak, by wyskakiwać wręcz krzycząc "tu proszę strzelać". Za bardzo lubiła swoje życie. Najpierw musiała dowiedzieć się z czym właściwie walczą, a dopiero później działać.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




Wysłany: 2016-12-21, 22:18   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

-Ann-
Ann była dalej w budynku. Małe stanowisko strzelnicze było prawie niewidoczne dla kogoś, kto nie wiedział, gdzie go szukać. Oczywiście, były również wieżyczki strzelnicze, ale one były jak na jej gust zbyt widoczne. Dlatego miała swoje małe, dobrze zaopatrzone miejsce, które mogła skryć niewielką iluzją. Zaczął się ostrzał, więc tylko na chwilę wychyliła się do reszty, która stała w garażu i krzyknęła, żeby się nie wychylali dopóki nie skończą. Co za marnotrawienie pocisków. Ona załatwiłaby sprawę inaczej, ale skoro rząd nie wpadł na wysłanie im kilku kretów, żeby sprawdzili najpierw teren, to nawet lepiej. Miała więcej kryjówek do wykorzystania i więcej zasobów. Skoro o nich mowa, to przejrzała je i dozbroiła się w noże do rzucania oraz uzi. wymieniła większość naboi do snajperki, które miała w kieszeniach bojówek, na naboje do uzi. Znalazła kilka granatów błyskowych, a skoro mieli noc, to przeczołgała się w pobliże innego okna, zabierając ze sobą granat, odbezpieczyła go i wyrzuciła przez okno w taki sposób, żeby nie mogły jej dosięgnąć pociski. Do swoich krzyknęła tylko, żeby zamknęli oczy, sama zaraz po rzuceniu granatu błyskowego zrobiła to samo i dopiero po chwili otworzyła je i przemknęła z powrotem na swoje stanowisko, po czym przyłączyła się do ostrzału.

-Cameron-
Pistolety ze strzelnicy były już wszystkie zabrane. Wchodząc jednak do garażu napotkałaś Jamesa i Caroline. James chował się za samochodami i to on podał Ci broń. Dokładniej stare, niezawodne AK. James wskazał Ci również miejsce, w którym mogłaś znaleźć zapas naboi do niego. Caroline chowała się w trochę mniej widocznym miejscu, przy drzwiach od garażu. Mogłaś również zobaczyć, jak Ann wychyla się gdzieś z miejsca pod sufitem i usłyszałaś jej rozkaz. Było to zdrowe podejście do sytuacji, w końcu kiedyś muszą podejść bliżej, a wtedy będzie łatwiej ich wszystkich wystrzelać. Cameron, jeśli chciała, mogła wypytać Jamesa o sytuację. Zarówno on, jak i Ann mieli stałą łączność z resztą dowódców wśród łowców. Zanim jednak mogła cokolwiek powiedzieć, usłyszała kolejny rozkaz od Ann - Zamknijcie oczy!.

-MG, na zewnątrz-
Kule trafiły w kilka osób. Mogliście zauważyć, jak kilka ciał spada z dachu, oraz z niektórych okien. Widać te kilka osób nie spodziewało się aż tak szybkiej reakcji i padli ofiarą ostrzału. Brakowało im chyba instynktu samozachowawczego, który rozkazałby im się schować na czas. Ci łowcy, którzy nie zostali trafieni, szybko pochowali się za różne osłony i również czekali, aż pryzmatowi znudzi się strzelanie seriami, albo skończą im się kule. Lux, zanim poleciał granat mogła zobaczyć, że w garażu są 3 osoby. James, schowany za samochodem pozostał dla niej niewidoczny. Dwie osoby były niżej i jedna trochę wyżej. Jedna z osób stała zaraz koło drzwi, druga była głębiej w pomieszczeniu. Trzecia była wyżej i było widać, że czołga się do okna. Chwilę później przez to właśnie okno wyleciał granat błyskowy i częściowo oślepił większość, tych z noktowizorami nie tyle oślepił, co na chwilę odebrał im możliwość zorientowania się, kto gdzie stoi. W tym czasie część łowców, której to nie oślepiło, rozpoczęła swój, krótki ostrzał. Wiedzieli mniej więcej ile będzie trwać oślepienie, więc dosyć szybko ponownie się schowali.
________________________
Kolejka: Sahir > MG (Val) > Cameron > MG (Lou)
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-21, 23:22   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Oddał Valerie natychmiast, kiedy tylko ktoś do nich podszedł - jego spojrzenie tylko na moment się na niej zatrzymało - krew, ciepła, metaliczna krew, która opluła jej twarz od pocisku wystrzelonego przez snajpera - gdzie dokładnie był cholera wie - wiadomo tylko, z którego kierunku strzelał - przynajmniej mniej więcej. Dobrze było wiedzieć, że nie ma się w rękach trupa, chociaż aktualnie nie robiło mu to większej różnicy - nie zastanawiał się nad tym, nie było czasu - jego myśli skupiły się na polu walki, na którym zaczęło się całe zamieszanie - powędrował wzrokiem po okolicy, po dachach, po stanowiskach snajperskich, ale nigdzie strzelca nie dostrzegał - czyżby się pomylił, czy to nie tutaj? Może źle ocenił kąt? Nie, na pewno nie - tak jak kierunek był oczywisty - pocisk, który nie utknął, dzięki bogom, w czaszce Valerie wylądował w betonie - czy też w murze jednego z domostw ich otaczających w zależności od tego, jak daleko od czegokolwiek stali, nie istotne. Snajper był problemem tak długo jak długo przebywało się na zewnątrz.
Czarnowłosy nie wychylał się - kule odbijały się od osłony i świszczały w powietrzu, grożąc, że każde wynurzenie się będzie tym ostatnim - niech pierwsza salwa przejdzie, na razie było stabilnie - i będzie dopóki ktoś nie wyciągnie Panzershreka i nie postanowi wysadzić wszystkiego w powietrze - łatwo teraz mówić: nie bierzemy jeńców... bardzo łatwo, kiedy pierwsze ciała padły na ziemię.
Całkowitym instynktem było skulenie się, kiedy rozległ się trzask tłuczonego szkła - przede wszystkim chronić głowę - spodziewał się raczej mocniejszej artylerii niż granat błyskowy, całkiem miłe zaskoczenie - miłe prócz dyskomfortu, który pojawił się w głowie, kiedy wszystko rozjaśnił nieznośny blask, przebijając się częściowo nawet przez półmrok osłoniętej rękoma głowy.
Okno do garażu. W garażu były samochody. W samochodach i wokół nich zazwyczaj była benzyna.
Idealnie!
Chociaż obstawianie akurat garażu wydawało się dziwne - tak jak komunikowanie wrogowi, że tutaj są stojąc na środku placu i do nich gadając, chociaż to ostatnie miało być pewnie oznaką "peacefullowego" podejścia - że my ci spokojni, że dobrze, że wcale złych zamiarów nie mamy - dobrze, że Nailah nie był tutaj od myślenia - grunt, że zaczynało się robić epicko - szkoda tylko, że już na starcie Valerie musiała to wszystko przypłacić własnym zdrowiem.
Nailah za pomocą płonącego biegu chciał dostać się pod sam mur garażu, by zniknąć błyskawicznie Zielonemu z pola zasięgu broni i chciał przykleić się plecami do ściany przy drzwiach do garażu, by objąć się płomieniami - zakładając, że był w odpowiedniej odległości od CIA, zwiększając ich temperaturę coraz bardziej i bardziej, przerastając temperaturę topnienia kuli przynajmniej ze dwa razy nim stanął naprzeciwko drzwi do garażu i przylgnął do nich, by je po prostu roztopić i wejść do środka.
Tak, tak - pamiętał niby - nie zabijać.
Ale przecież nie zabijał.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-22, 00:22   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Lux błyskawicznie wyrecytowała Calumowi położenie żołnierzy. Była wyszkolona do takich akcji, więc wszystko wydawało się być na wygranej pozycji - w końcu znali ich położenie. A zaraz po tym pojawił się gigantyczny błysk, Calum zdążył okryć dłonią swoją ulubienicę, jednak oczywiście nie uratowało jej to przed granatem - praktycznie wszyscy byli oślepieni, a Ci, co nie byli, starali się osłonić tarczami resztę. Przez kilka sekund żołnierze tkwili w jednym miejscu, barykadując się za masą tarcz. Dwuminutowa przerwa, po tym wszystko zaczęło wracać do normalnych kolorów, przez co mogli dalej walczyć. Kontrast opadł. Lux Bloomfield podniosła głowę dopiero, gdy nikt już nie strzelał. Postanowili teraz zabawić się w co innego. Na podstawie tego, gdzie wcześniej dziewczyna widziała żołnierzy, Calum - prawdziwy dowódca - zdecydował się wydać polecenie.
- Ogień krzyżowy, ruszajcie! - powiedział głośniej, a następnie żołnierze zaczęli ostrzeliwać te miejsca, gdzie Niebieska widziała cele. Przez to Łowcy nie mogli się wychylać, przez co nie mogli również strzelać. Rząd postanowił wykorzystać tą przewagę, tak więc Calum wydał kolejne polecenie. Spóźnił się jedynie o kilka sekund...
- Rusz... - I wtedy agent Nailah używając płonącego biegu ruszył w stronę budynku. Wiadomo - nie przeszedł bezpośrednio przez linię strzału, nie był głupi. Ani Lux, ani Calumowi specjalnie się do nie spodobało. A szczególnie agresywnie zareagowała niebieska.
- Nie pierdol więcej, że to ja jestem dzikuską Hedger! - warknęła gniewnie, a następnie wyciągnęła to, co powinni wyciągnąć już od dawna. Nic dziwnego, że miała to Lux - w końcu wiedziała wokół kogo zakręcić się w Pryzmacie. Ona, najbardziej agresywna spośród wszystkich Psioników, jacy byli w Pryzmacie. Jedynym warunkiem poskromienia jej charakteru było to. Ten jeden moment, w którym mogła nawet zginąć - ale ona była gotowa założyć za to kajdany na swoje dłonie. To było oczywiste, że nigdy, żadną przemocą nie uda jej się wyżyć, pozbyć tej całej nienawiści, którą miała w sobie. Mogła chociaż próbować.
Chciała to zrobić od początku, jednak ewidentnie to Sahir był tym punktem zapalnym, który sprawił, że sięgnęła po to. Dosłownie.
Dziewczyna wyciągnęła z jednej z kieszeni pasa taktycznego ampułkę z czystą adrenaliną, a następnie wstrzyknęła w okolice szyi. Teraz już nie było wątpliwości kto wygra dzisiejszą walkę. Dziewczyna zaczęła się praktycznie dusić, bo nagle ilość jej oddechów na sekundę drastycznie wzrosła. Przez kilka sekund nie wiedziała co się z nią właściwie dzieje - na szczęście nadal był prowadzony ogień zaporowy. Nikt nie miał okazji zestrzelić jej przez tą chwilkę w której była nieco... wytrącona z równowagi. Po tym jednak wszystko wydawało się jasne, jej wzrok wyostrzył się i jedyne co widział, to cele. I śmierć.
Ale wcześniej był Sahir.
Czerwony bez problemu przetopił drzwi, a to samo spotkało oczywiście jego ubranie. Plastik zawarty w różnych częściach jego ubioru już zupełnie się stopił. Nóż w jego kieszeni pozostał jedynie samym ostrzem nagrzanym do czerwoności - to samo spotkało zresztą nieśmiertelniki chłopaka, które jednak praktycznie uległy roztopieniu. Wszedł do garażu. Minuta. Tyle dzieliło cały kompleks od wystrzelenia w powietrze. Tyle trzeba było odczekać, zanim oba samochody nie uległy kompletnemu wybuchowi, przez co również w powietrze został wysadzony cały budynek. Kiedy zaczynało śmierdzieć spalenizną - to był znak do ewakuacji i zapewne Ann o tym wiedziała.
Ale ekipa w podziemiach już nie. Ale to nie był koniec przedstawienia - wciąż pozostawała kwestia Lux. I adrenaliny, która teraz płynęła jej w żyłach. Dziewczyna zupełnie nie panowała nad swoimi zdolnościami i kiedy doszło do wybuchu, momentalnie zatrzymała działanie grawitacji, przez co wszystkie odłamki budynków stanęły na pięć sekund w miejscu. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tępię - wszystko przez zakłócenie grawitacji. W tym samym momencie zadziałała telekineza, którą chciała przyciągnąć ludzi do ziemi - szczególnie swoją drużynę. Nie mogli oni polecieć w górę, prawda? Nie wszystko było tak, jak być powinno. Lux starała się z całych sił kontrolować to, czym włada. Jednak nie było to ani trochę łatwe. Szczególnie, że był to zupełnie pierwszy raz dziewczyny. Ponadto adrenalina wydzielała się i tak, i tak - spowodowana walką i rannymi. Dziewczyna starała się przytrzymać wszystkich żołnierzy, jednak kilku z nich - którzy stali nieco dalej, zaczęli powoli podrywać się do góry. Siła, która ciągnęła ich do ziemi była jednak silna. Lux, nieświadomie rozciągała ich ciała, aż wreszcie doprowadziła do kompletnego rozerwania. Pierw rozerwał się materiał, następnie doszło do rozerwania skóry, tkanek, aż wreszcie kręgosłupy, kości. Deszcz krwi jak i organów wewnętrznych zalał niektóre jednostki. Lux Bloomfield doprowadziła do tragicznej śmierci kilku osób ze swojego oddziału. Po chwili jednak wszystkie odłamki odleciały tak, jak powinny, przygniatając tym samym wszystkie osoby, które znajdowały się w podziemiach. Wstrzymanie grawitacji ustało, a dziewczyna docisnęła cały oddział do ziemi przy pomocy telekinezy. W jakimś sensie ocalając ich od deszczu rożnych rzeczy. Sahir w tamtym momencie odleciał na bok - pod wpływem wybuchu, rzecz jasna. Naturalnie został też on nieco spowolniony, podobnie jak reszta gruzów. Gdy wylądował na ziemi, instynktownie odpalił się jego "tryb" i chłopak uniknął, podobnie jak Valerie wcześniej, kilku kawałków gruzu. Leżał jednak teraz na ziemi i nie czuł się najlepiej - zapewne doszło do jakichś złamań. Nic nie wyglądało zbyt dobrze. Czuł się taki... Zrelaksowany?
Minute wcześniej Lux Bloomfield straciła swoją protezę w wyniku wybuchu. Przewróciła się, a następnie jej kikut oderwał się od części sztucznej nogi. Dziewczyna oczywiście bez problemu zaczęła lewitować, jednak to był dla niej koniec. Wszyscy, a raczej jedynie Psionicy, usłyszeli coś, co było białym szumem. Jednak był on skierowany jedynie na Lux - czyli spersonalizowany na Niebieskich. Dziewczyna padła na ziemie, a następnie zaczęła cała drżeć. Atak padaczki.
Żołnierze zaczynali szturmować to, co zostało z budynku - gasząc przy okazji niektóre części pożaru. Cała ta sytuacja nie wyglądała tak spokojnie od dłuższego czasu. Nikt się specjalnie nie przejął tym, czego dokonała Lux. Oczywiście, wszyscy byli... Zszokowani? Przerażeni? Nie tak miało być, do cholery. Psionicy to pieprzone narzędzie zagłady i pomysł pani Prezydent NIE wypalił. Tylko... gdzie jest Sahir? Jednostka Caluma Hedgera zaczęła go szukać. Tak więc rozpoczęło się przeszukiwanie terenu. Ile to zajmie? Tego nie wie nikt. Ale jedno było wiadomo - oni nie wrócą bez swojego psionika.
Lux Bloomfield została zabrana z pola walki i przeniesiona gdzieś, gdzie rozpoczęto udzielanie jej pomocy. Była praktycznie bliska śmierci - przecież to, co stało się chwilę temu. Czy to było... Nie, to było coś, czego nikt z obecnych żołnierzy i Psioników nie doświadczył zapewne nigdy. To będzie coś, co na zawsze będzie pojawiało się w koszmarach. O ile oczywiście niektórzy z nich tutaj dożyją świtu. Albo nie spędzą reszty życia w więzieniu.
Sahir ocknął się. Nadal czuł... Spokój. Ukojenie. Leżał na ziemi gdzieś dalej, był poobijany, jednak na jego twarzy nie było widać ani śladu poparzeń. Powoli zbliżał się wschód, który zaczął oblewać wszystkie pagórki wokół. A Czerwony leżał na ziemi. Nie czuł tego. Agentce Bloomfield nie udało się uchronić go całkowicie od tego, co się stało. Każdy poniósł dziś tutaj prawdziwą stratę. Tylko czy Nailah był gotowy do zapłacenia najwyższej ceny?
Do budowy często używa się metalowych prętów - na nich stawia się konstrukcje całego domu. W wyniku wybuchu wiele kawałów gruzu odleciało gdzieś tam daleko - szczególnie w kierunku Sahira. A Lux, bawiąca się raz telekinezą a raz grawitacją może i ocaliła go od zmiażdżenia czaszki. Jednak nie od tego.
Czerwony leżał na ziemi spokojnie jak nigdy w życiu. Z jego brzucha wystawał jeden z prętów używanych do tworzenia konstrukcji. Zapewne był on częścią jakiegoś odłamku budynku. A teraz znajdował się w ciele chłopaka - jeszcze lepiej, chłopak nabił się na niego jak nabija się mięso na szaszłyk.
Nie czuł nic.
Ale śmierć nadal nie przychodziła.
- Tutaj jest! - krzyknął ktoś z oddali. Ale wszystko wydawało się zamazywać. Zupełnie tak, jakby chłopak odpływał w głęboki sen, w którego mógł się już więcej nie wybudzić. Wszystko zlewało się w jeden obraz. Freya.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




Wysłany: 2016-12-22, 01:03   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

-Ann-
Ann czuła spaleniznę. Najbliżej z bezpiecznych wyjść miała okno z boku budynku, które było zaraz obok drzewa. Wybiła szybę snajperką, którą potem wyrzuciła w dół, w krzaki. Zaraz ostrożnie przeskoczyła z okna na drzewo, a z drzewa sprawnie i szybko zeskoczyła na ziemię, porwała snajperkę i pobiegła byle dalej od miejsca, które miało zaraz wybuchnąć. Podczas biegu magicznie odnalazł się Mononoke. Widać był na spacerze, a widząc Ann, która gdzieś biegła, odruchowo pobiegł za właścicielką, którą uwielbiał. Ann zaś serce wręcz pękało na myśl, że konstrukcja nie wytrzyma. Że jej ojciec zostanie najprawdopodobniej pogrzebany żywcem, a ona nic nie może z tym faktem zrobić, bo nie ma takiej mocy, żeby powstrzymać tego przeklętego czerwonego przed podpaleniem garażu. Zatrzymała się w odpowiedniej odległości i zza drzewa patrzyła jak budynek zostaje zmieciony z powierzchni ziemi. Burza emocji szalała wewnątrz niej. Wściekłość, smutek i nienawiść... nienawiść do rządu, który do tego dopuścił. Najpierw się z nimi sprzymierzył, a teraz wymordował jej wszystkich, na których jej zależało. Kuzyn, ojciec, oddział, wszyscy jej "wujkowie", Elisabeth... wszystkich musiała pożegnać. Na nieszczęście Caluma to właśnie jego Ann zobaczyła niedługo potem, jak łzy wściekłości spływały jej po policzkach. To jego zaatakowała, po raz pierwszy w życiu nie hamując swojego gniewu. Nie podchodziła do niego, nie wiedziała w końcu jak jest wyszkolony, ale skoro jej jeszcze nie zauważył, to szybkim, wyćwiczonym ruchem rzuciła w jego brzuch jednym z noży, które ze sobą wyniosła. Tyle na razie musiało jej starczyć. Nie dałaby rady walczyć ze wszystkimi z rządu. Nie w pojedynkę. Odwróciła się i pobiegła dalej, przed siebie. Byle dalej od miejsca, które prawdopodobnie na zawsze zostanie grobem dla jedynej rodziny, jaka jej jeszcze pozostała na tym świecie.

Ann z.t

-MG James+Caro; Cameron+Wendesday -
James widząc, co się święcił, nie zastanawiał się zbyt długo. Rozkazał Cam oraz Wed uciekać, a sam pobiegł do swojej żony, chcąc w jakiś sposób uchronić ją przed nieuniknionym. Obydwoje zginęli w wybuchu, ale chociaż w tę ostatnią podróż udali się razem. Cameron oraz Wendesday udało się uciec na tyle daleko, że nie odniosły poważnych obrażeń. Niektórym z łowców udało się uciec, jednak Rowan nie miał takiego szczęścia. Został on pogrzebany żywcem, nie miał szans na opuszczenie podziemnej bazy na czas.

MG (Lou) z.t
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-22, 01:41   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Wyczuwał to od samego rana...
Ech, a mógł siedzieć spokojnie za tarczami i zajadać się bananem. Ewentualnie M&Msami.
Wspominałem wam może o psach..? Zwierzętach, które kiedy przychodzi ich moment, ich chwila, szukają bezpiecznego miejsca, w którym mogłyby odejść w samotności - Sahir takiego miejsca nie szukał - Sahir odebrał tylko rozkaz - wejść do kryjówki Łowców - i odebrał strzały, które rozległy się z obu stron, specyficzny zapach zimy, rześkiej zimy, która napierała do jego płuc, zastąpiona dymem - i nic więcej, tylko tyle i aż tyle - smród palonych ubrań, plastiku, rozgrzewającego się metalu i wszystkiego, co topniało wokół niego - to miało być bardzo proste, bardzo banalne - jeśli ktokolwiek był za ścianą na pewno musiał odczuć tą temperaturę, być może wyparowała z niego cała woda, zamienił się w suchą skorupę - być może ten metal, który topniał wokół niego, kiedy stanął przed bramą, żeby zrobić wejście do wnętrza, żeby wysadzić to wszystko w powietrze - no bo czemu nie? - nawet jeśli zginie, nie zginie już nikt z CIA - w jakiś sposób odczuwał ten specyficzny dryg, który kusił, który wodził instynkt na krańce swojej możliwości oparcia się pokusie, ale zaraz - było jakiekolwiek opieranie się? - wraz z pierwszymi trupami, wraz z Valerie, która może nawet umrze w wyniku postrzału, wszelkie hamulce w nim puściły i czekał tylko na taki moment jak ten - moment, w którym ogień zostałby wstrzymany po stronie przeciwnika i mógłby podejść, by pokazać ludziom, że powinni się bać.
Nie, wcale nie to chciał pokazywać.
Czuł Śmierć, która obejmowała go swoimi ramionami jak najdroższego z synów, taka lekka, wieczna przyjaciółka jeszcze bardziej wierna niż Ogień, który czasem zdradzał, tak jak zdradził go dzisiejszego ranka i podczas tamtego wydarzenia podczas szkolenia - lecz Ona? - bezstronnie idealna, dodająca mu skrzydeł - czuł spokój już kiedy przetopił się przez pierwszą warstwę odgradzającą go od benzyny, która natychmiast zaczęła wrzeć - nic dziwnego, temperatura była szalona, niemal topiąc mu podłoże pod nogami - niech wszystko wybuchnie, niech wszystko przepadnie, niech świat spłonie w tym ogniu - ten świat, którego chyba nigdy tak naprawdę nie lubiłeś - świat, który nie miał niczego do zaoferowania.
Co to w końcu za koszt - jego marne życie za życie agentów?
Brzmiało idealnie - tylko że Lux postanowiła ratować jego kosztem swoich towarzyszy - a może nie? Może wszyscy by umarli w płomieniach, gdyby nie ona? Tak też by było dobrze - płoń świecie! - jesteś taki piękny, gdy oblewa cię światło pomarańczy tak jasnej, że wykraczającej poza naturalny odcień ognia - wszystko potoczyło się zbyt szybko, by ktokolwiek właściwie mógł zareagować - może po prostu wystarczyło strzelić mu kulkę w plecy? Tak się kończyło przecież wypuszczanie dzikiego psa z jego klatki, którego nikt nie nauczył szanować ludzkiego życia i prawowitej współpracy w zespole - tak to miało działać przecież - po gruzach i trupach o wiele łatwiej dojść do celu, pytanie tylko, jak odbudować to, co raz zostało zburzone - jak budować cokolwiek, kiedy zamiast siły roboczej i rąk chętnych do pomocy i pracy miało się dywan trupów śmierdzących spalenizną, komicznie (tragicznie) powykręcanych w swoich kształtach. Nie da się. Najzwyczajniej w świecie się nie da.
Siłą wybuchu miotnęła nim, sprawiając, że stracił kontrolę nad ogniem i jego podgrzewaniem.
Ten świat, którego się nie lubi, w którym nie lubi się samego siebie, a w którym było parę osób, dla których warto było trwać, wydaje się o wiele bardziej miły, kiedy spogląda się w błękit nieba z tym cudownym spokojem znajomym, przyswojonym - kiedy leży się w ramionach Śmierci, lulanym przez nią łagodnie do snu, w którym obiecywano obietnicę wiecznego odpoczynku - ale ten chyba nie był dostępny dla przeklętych.
Lepiej by było, gdyby go nie znaleźli - przecież było mu wystarczająco dobrze na łonie Kostuchny, z Freyą u swego boku, która łagodnie się uśmiechała, jasna i delikatna jak zawsze - jeśli w ogóle pamiętał, co oznacza słowo "lubić", to chyba ją właśnie lubił. Jeśli pamiętał, co to znaczy kochać, to może ją pokochał..?
Hej, Synu Diabła, przecież Ty ukochałeś tylko Śmierć.
Nastała błoga czerń.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-22, 14:07   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Calum czuł, że coś jest na rzeczy. Przemierzał okolice lasu w poszukiwaniu Sahira, wiedząc, że nie jest to do końca bezpieczne. Jednostka nieco się porozdzielała, chociaż bardziej to sam agent poszedł swoją drogą. Słysząc czyjeś kroki zaczął się niespokojnie obracać, próbując zlokalizować osobę, która się porusza.
- Nailah? - krzyknął, zdradzając już zupełnie swoje położenie. Wtedy stało się właśnie to - oberwał nożem w okolice swojego brzucha. Nie miał żadnych szans na obronę czy zobaczenie rzucającego. Zgiął się w pół i widząc oddalającą się sylwetkę Annabeth, syknął tylko:
- Ty sz... Szmato.
Delikatnie dotknął okolic, w które został wbity nóż, szeroko otwierając oczy. Krew na jego placach wydawała się już kompletnym końcem jego służby w CIA jak i jego życia. On, pośród sosen i krzewów uklęknął przed swoim oprawcą. A Ann oddalała się coraz bardziej i bardziej. Nie wiedział kim jest, oczywiście, że nie. Widział tylko jej włosy rozwiewane przez wiatr. Świt powoli oblewał pola wokół ruiny, a słońce przedostawało się przez dziury w ścianach, oświetlając mężczyznę. Możliwe, że ostatni raz. Mimo wszystko umrzeć w takiej scenerii to naprawdę piękna sprawa. Ale Calum o tym wtedy nie myślał. Śmierć nie dostanie go tak łatwo, jak mogłoby się wydawać.
- Szefie! - krzyknął jeden z żołnierzy, którzy zobaczył padającego agenta Hedgera. Od razu otoczyli go i zaczęli pomagać mu delikatnie położyć się na ziemi. Ale on nie miał zamiaru umierać. Nie dziś, nie teraz. Nie dołączy do Naomi tak szybko, jak chciałaby tego tamta dziewczyna.
- Przep... - syknął tylko. Krew jeszcze nie wypływała z jego ust. Może jeszcze dałoby się go uratować, trzeba było po prostu zrobić coś z krwotokiem. Jednak... Kto, kto miał to zrobić? Valerie nie była zdolna do zrobienia czegokolwiek, a Sahir? Właśnie. Gdzie był drugi czerwony?
- Mamy agenta Nailaha - dodał ktoś do radia, przez co cała ekipa to usłyszała. Czyli była jakaś nadzieja. Chłopak mógł jeszcze ocalić Hedgera, przypalając jego ranę, tworząc swojego rodzaju naturalny korek, który zatamuje krew. Albo... Lux.
- Jest ciężko ranny - powiedział jeden z agentów do radia.

W tym samym czasie Lux Bloomfield leżała na noszach i próbowano ją ocucić. Kilka minut temu wszystko wróciło do normy i znowu była zupełnie świadoma wszystkiego wokół niej. Oczywiście, nie wyglądało to najlepiej - dziewczyna nadal lekko drżała i była kompletnie otępiała. Nie wiedziała co się wokół niej dzieje i jedyne co mogła zrobić, to tępo rozglądać się po okolicy. Poza tym kilka razy zwymiotowała. No i oczywiście dalej nie miała protezy swojej nogi. Na jej twarzy i ciele było kilka oparzeń. No i oczywiście ogrom ran, siniaków i zadrapań. Ale żyła i to było ważne. Teraz leżała na noszach niedaleko Nailaha. Przy nim była masa żołnierzy, którzy głównie odgrywali role medyków w fire-teamie. Tak więc przynieśli masę apteczek i starali się udzielić mu pomocy. Jednak agentka Bloomfield była do tego niezbędna. Nie czuła się najlepiej, jednak musiała pomóc. Nie do końca jednak zdawała sobie sprawę z tego, czy to wszystko jest prawdziwe, czy może jednak to wszystko jej się wydaje. Ale musiała pomóc. Widziała stan Sahira, mimo iż dwoił i troił jej się w oczach. Wyciągnęła dłoń, próbując utrzymać krew i organy wewnętrzne chłopaka w jednym miejscu. Była ledwo żywa, nie mogła sama nawet podnieść dłoni. Oczywiście, nie było jej to potrzebne - ale wydawało się koniecznie by łatwiej było jej ukierunkować swoje niebieskie moce. Jeden z agentów podtrzymywał dłoń Niebieskiej, by nie opadła. Poza tym wciąż masa ludzi klepała ją po policzkach, mówiąc:
- Dasz radę, Lux. Jeszcze trochę, dobrze Ci idzie. Tak, tak!
Sahir Nailah po chwili znalazł się na noszach, a tam zaczęła się prawdziwa walka z krwią i czasem. Od razu trzeba było próbować zatamować krwawą dziurę, która nadal znajdowała się w okolicach jego brzucha. Nic dziwnego, że chłopak stracił przytomność. Jednak oni nie mogli na to pozwolić, nawet, jeśli ból był naprawdę nieludzki.
- Sahir? Sahir! - cały czas mówiono do niego, również klepiąc w jego policzki czy używając soli trzeźwiących. Starali się zrobić wszystko, bo tak trzeba było. Mimo iż rana Czerwonego była owinięta w całości (tzn. wokół jego talii), to i tak widać było, że czerwona plama krwi wciąż się powiększa i powiększa... Finalnie położono ich obok siebie. Na jednych noszach leżała wykończona, ledwo żywa Lux, która była blisko utraty przytomności. Z jej nosa ciekła krew, a na czole były ślady potu. Jej czarne jak smoła włosy poprzyklejały się do krwawych ran na jej twarzy i ramionach. ale żyła. Czy było coś ważniejszego?
Jej dłoń powędrowała w okolice rany Sahira i widać było, jak krew przestaje wypływać. Jak plama się nie powiększa, bo dziewczyna w jakimś sensie nad tym czuwa. Nie miała siły się odzywać, jedyne co robiła, to oddychała i trzymając dłoń na brzuchu Sahira, próbowała zatamować krwawienie. Chłopaka oczywiście przykryto jakaś folią, bo w końcu był nagi. Jedyne co na nim zostało, to nieśmiertelniki. Jak zawsze.
Ale żył. Czy było coś ważniejszego niż to?
Powoli byli przenoszeni w stronę śmigłowca - trzeba było jak najszybciej zabrać ich do bazy Pryzmatu i pozszywać. Musieli przeżyć, nikt nie widział innego wyjścia. Po chwili dołączyła do nich trzecia osoba. Calum Hedger.
Leżał na noszach obok Sahira, rana na jego brzuchu była opatrzona, jednak nóż nadal nie został z niej wyjęty. Krew zalewała opatrunek i przesiąkała przez niego. Czy to był koniec? Czerwony nie był w stanie mu pomóc, był ranny. Może gdyby cała sytuacja potoczyła się inaczej, to teraz byłby ktoś, kto byłby w stanie pomóc mu. Przepalić jego ranę i uratować mu życie. Przez kilka sekund próbowano nakłonić do tego Lux.
- Agentko Bloomfield, rozkazuje Ci spróbować - syknął jeden z zastępców Caluma, a jego głos był taki niewyraźny, tak bardzo zlewał się z pozostałymi, że ciężko było go wręcz usłyszeć. A jeszcze ciężej było zastosować się do jego poleceń. Lux lekko się podniosła i wyciągnęła drugą dłoń, wystawiając ją w stronę ledwo żywego Caluma Hedgera. Ale czy on chciał jeszcze przeżyć? Czy chciał narażać życie Sahira? Lux miała uratować jego. Tak musiało być. Nie miała więcej siły na ściskanie jego rany. Calum, drżąca, słaba dłonią chwycił dłoń Lux i odciągnął ją od swojej rany. Nie pozwolił jej nawet spróbować. Lux nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co on robi.
- Nie... - powiedział tylko, a Niebieska nieco szerzej otworzyła oczy. Popatrzyła na niego, ciężko oddychając. Pomiędzy nimi był Sahir, który wciąż żył. Jego rana nie krwawiła. Znaleźli się w helikopterze. Wiatr rozwiewał włosy niebieskiej, kiedy szybowali nad ruiną budynku łowców.
- Do zobaczenia, Luxie - rzucił tylko Calum, który nie miał już dłużej siły. Wiedział, że sen się zbliża - tym razem jednak ten wieczny. Wiedział, że to już koniec. Tym razem nie wygra. I nie będzie narażał życia żadnego psionika.
Lux trzymała swoją dłoń w dłoni martwego agenta Hedgera jeszcze przez długi czas. Nawet wtedy, gdy znaleźli się już w Pryzmacie.

zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6323#6323
Dalsza część tam.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,193 sekundy. Zapytań do SQL: 9