Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Okolice budynku
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 17:29   Okolice budynku
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Czyli ścieżka, która jest wyrobiona niedaleko ogrodzenia po wewnętrznej stronie. To tutaj przede wszystkim chodzą patrole u obserwują otoczenie. Tereny raczej nie są specjalnie zadbane. Brak tutaj zielonego trawnika. Brak również drzew - większość z nich została ścięta na drewno. Mur jest dość solidny, ponieważ został wybudowany znacznie wcześniej. Teraz jednak został ulepszony o kolce po zewnętrznej stronie, a na górze znajduje się spora ilość drutu kolczastego. Cała kompozycja nie wygląda zachęcająco.
_________________


 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-22, 18:02   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Annabeth biegła ciągle przed siebie. Potem zaczęła opadać z sił, ale nie zatrzymywała się. Gdzieś w jej głowie plątała się myśl, że musi jak najbardziej oddalić się od zniszczonej przez rząd bazy łowców. Nie chciała trafić do ich placówki. Prędzej by ją zabili niż byłaby posłuszna rozkazom tych morderców. Dlatego też pomimo tego, że nogi powoli zaczynały odmawiać jej posłuszeństwa dalej szła. Nie miała pojęcia ile czasu minęło, czy ktoś za nią jednak nie podąża, albo też kiedy ostatnio cokolwiek jadła. Wierny Mononoke podążał za nią bez piśnięcia na zbyt długą drogę i wypatrywał potencjalnych niebezpieczeństw. A Ann... Ann opadła z resztek sił. Oparła się o drzewo na przeciwko niej i nieobecnym wzrokiem spojrzała na mur z kolczatką. To wyrwało ją z otępienia. Do jej oczu wróciła iskra świadomości. Gdzie ona się znalazła? Czuła rozpalający się ognik paniki, którą zaraz zgasiła. Jeśli trafiła na placówkę rządową i będą chcieli ją zaatakować, to zabierze ze sobą tylu, ilu tylko zdoła. Snajperka smętnie wisiała na jej plecach zaraz obok sporej apteczki polowej. Uzi o dziwo dalej ściskała w rękach. W kieszeniach bojówek miała dalej poukrywaną amunicję, oraz noże do rzucania. Zaś kurtka moro w wyszytą na ramieniu triquetrą jasno wskazywała, do jakiej organizacji należała. Rozejrzała się dookoła, uświadamiając sobie, że stoi tak jak słup całkiem widoczna dla obcych i zaraz zaczęła się wycofywać. Daleko od tego miejsca już nie uda jej się odejść. Nie miała tyle siły. Mogła mieć tylko nadzieję, że to jakieś opuszczone miejsce.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 19:20   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Nikt tutaj nie był specjalnie przyjazny. I nie mieli zamiaru pytać, dlaczego Ann tak blisko zbliżyła się do ich bazy. Bo po co? Skoro była tutaj, uzbrojona, to wiadomo, że nie przyszła przynieść ciasta domowego nowym sąsiadom. Od razu jedna z osób, która znajdowała się na wierzy strażniczej, wyciągnęła włócznie. Na co mieli do cholery jasnej czekać? Na pozwolenie?
Annabeth wyczuwała gdzieś obecność ludzi, ale byli oni raczej daleko i nad nią. Przez kilka sekund poruszali się zupełnie bezszelestnie. Zielony. To musiał być ktoś Zielony. W jednym momencie Ruth poderwała się lekko, dzierżąc w dłoni broń. Wyraźnie widziała psa, który kroczył zaraz za nią. Ale ona lubiła się nieco pobawić, mimo iż nikt tutaj nie popierał tak do końca jej decyzji. Pewnie dostanie za to lanie, ale najpierw odbiera się ludziom coś kawałek po kawałku. Zobaczymy, co będzie dalej. Zielona, używając iluzji, lekko wychyliła się zza ścianki wieży strażniczej i jednym, szybkim ruchem cisnęła nożem w kierunku psa Annabeth. Mononoke oberwał w okolice szyi i padł na ziemie, oblewając się krwią. Ale żył. Czy trzeba było czegoś więcej? Ktoś tutaj nieźle pogrywał z Annabeth, jednak chyba wiedzieli jak ją podejść. Po tym od razu, ze wszystkich wież skierowano na nią snajperów, którzy zresztą poinformowali o swojej obecności, celując w dziewczynę czerwonymi kropkami, które sygnalizowały gdzie za moment Ann może oberwać kulę.
- Rzuć broń! Całą, jaką posiadasz. Opróżnij wszystkie kieszenie! - krzyknął ktoś przez megafon z bliżej nieokreślonego miejsca.
- Następnie podnieś dłonie i połóż je na głowie.
Czekali. Byli ciekawi jak bardzo wartościowy jest dla niej towarzysz.
_________________


 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-22, 20:45   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Najpierw poczuła obecność innych. Chwilowo nie reagowali, a ona powili wycofywała się, jednak usłyszała tylko stłumione piśnięcie Mono, kiedy oberwał z noża. Wściekłość w niej zawrzała. Jak śmieli atakować psa?! Co on im do cholery jasnej zrobił?! Adrenalina dodała jej chwilowo trochę siły. Gdyby nie widok czerwonych kropek oznaczających, że ileś osób celuje w nią z karabinów snajperskich , to już byłaby przy Mono i opatrywała jego ranę. Była wściekła. Na ludzi za murem jak i na siebie, że nie zwracała wcześniej uwagi, gdzie lezie. Zacisnęła tylko zęby i rzuciła uzi. Po nim wolnymi ruchami sięgnęła po karabin snajperski i on również wylądował na ziemi. Nie wiedziała, co z apteczką, więc ją również ściągnęła i rzuciła na ziemię. Potem znowu, zachowując ostrożność i powolność ruchów, żeby nie strzeliło im do łba, żeby strzelać, bo chce coś zrobić, zaczęła wyciągać rzeczy z kieszeni bojówek. Duża ilość naboi, większość do uzi, kilkanaście do snajperki. Multi-tool, latarka, dwa granaty błyskowe, kilka precyzyjnych śrubokrętów, małe pluskwy z namierzaniem - urządzenie jej własnego wyrobu. Cholera, ile ona miała tego w tych kieszeniach? A to jeszcze nie koniec. Miała w nich jeszcze kilka noży do rzucania oraz telefon, który głównie służył jej jako aparat. Miała na nim kilka zdjęć razem z ojcem, więc niechętnie wyrzucała go na kupkę zgromadzonych rzeczy. Chusteczki też się znalazły gdzieś w odmętach jej kieszeni. Nic dziwnego, że była wykończona, skoro to wszystko ze sobą targała. Pewnie wszystko ważyło prawie połowę tego, co ona sama. Uniosła w górę otwarte dłonie, tak żeby je mogli zobaczyć i założyła je za głowę. A, nie jednak nie, tam też miała awaryjny nóż, więc powoli go wyciągnęła i rzuciła na kupkę. Teraz już pozbyła się wszystkiego, więc podążyła za wskazówkami, które jej dali i założyła ręce za głowę. Przez cały ten proces, co jakiś czas chwiała się lekko, bo mimo krążącej jej po ciele adrenaliny jej ciało dalej dawało jej znaki, że już dosyć tej wędrówki i musi odpocząć.
- To już wszystko. Z łaski swojej dajcie mi chociaż psa opatrzyć. Plecak to apteczka. - Jej głos był schrypnięty i było w nim słychać zmęczenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Miała serdecznie dosyć, wszystko szło źle, nie dość, że straciła wszystkich, to teraz jeszcze Mono leżał i wykrwawiał się obok niej, a ona nie mogła mu nawet pomóc, chociaż miała tą cholerną apteczkę.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 23:38   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Gdy wyrzuciła całą swoją broń, powoli bramy się otworzyły, a wtedy wyszło kilka osób. Wszyscy oczywiście celowali do zielonej, aż wreszcie jedna osoba stanęła za nią i skuła jej dłonie. No i koniec zabawy. Następnie zabrano ją i zaczęto wprowadzać do środka. Oczywiście nie było tutaj mowy o jakiejkolwiek odmowie czy sprzeciwie - wszystkie pistolety (te z bliska) jak i snajperki, wciąż był wycelowane w nią. Aż wreszcie została zabrana do środka.
Cały budynek nie prezentował się najlepiej - widać, że był opuszczony. Wszystko było zrobione w jakimś sensie prowizorycznie - mur był cały czas powiększany o nowe blachy, wciąż dokładano drutu kolczastego. W środku było wiele osób - wszyscy z bronią na plecach. Niektórzy grali w karty, a jeszcze inni strzelali z łuku do celu. Ann była wciąż prowadzona do przodu, aż do wejścia do budynku. Tam została wciśnięta do jakiegoś pokoju, gdzie była przez chwilę sama. Następnie przyszedł po nią ktoś - oczywiście nieodłączoną częścią jej pobytu w bazie była lufa przystawiona do głowy. Nie przyjmowali tutaj gości specjalnie ciepło.
Interesującą kwestia była kwestia psa - bo w końcu ciekawe, czy ktoś go zabrał czy nie. Jedno było pewne - broń Ann została skonfiskowana.
Wreszcie stanęła przed kimś, kto pewnie był tutaj szefem. Popatrzył on na dziewczynę, siedząc na biurku i dodał:
- Co robiłaś przy naszej bramie?
Wreszcie ktoś podszedł do niej od tyłu i dosunął krzesło. Oczywiście nie było miejsca na jakieś pytanie pokroju "może usiądziesz?" Jej ramie zostało przyciśnięte do dołu, co wymusiło ugięcie jej kolan. Dziewczyna usiadła.
- Więc? Co Tobą kierowało węsząc przy naszych bramach? - syknął. Po chwili zobaczył na jej kurtce znak Łowców. Podszedł i oberwał go, a następnie rzucił na ziemię i zdeptał butem. Oczywiście średnio obchodziło go, czy zrobił tym dziurę w tkaninie - a jeśli nie mógł poradzić sobie dłonią, to użył scyzoryka z kieszeni.
- A więc jesteś szpiegiem, ta? - dodał, krzywiąc się.
- Nie lubimy tutaj szpiegów.
zt > http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6403#6403
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Kira Krios



21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-23, 14:16   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Kira usiadła pod drzewem. Miała dość, ale czego? Sama nie wiedziała. Nie miała nic przeciwko temu, że nie posiadała towarzystwa drugiego człowieka. Miała Caima i to w zupełności jej wystarczało. Tak przynajmniej wydawało się dziewczynie. Ponad dziesięć lat posiadała swoje umiejętności, wykorzystywała je do różnych celów. Teraz stanęła przed wysoką ścianą, ślepym zaułkiem i nie wiedziała, co z tym zrobić. Nie mogła się teraz cofnąć, wiedziała, że gdzieś tam są rządowi, którzy postanowią uciszyć ją raz na zawsze.
- Caim. - Przywołała do siebie psa, który węszył wokół. Zachowywał się niespokojnie, a robił to tylko wtedy, gdy w pobliżu znajdowali się inni ludzie. Cały czas pozwała swoje możliwości, ale teraz starała się wyczuć myśli innych przedstawicieli Homo sapiens. Nie chciała skupiać się na ich treści, chyba że będzie to coś ciekawego. Skąd w ogóle ludzie na tym pustkowiu?
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 16:07   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Kolejny gość - dodał Craig, który patrolował akurat okolice. Siedział obecnie na jednej z wież, zaraz obok Jamie. Dogadywali się całkiem nieźle, chociaż wiadomo, że bardziej chodziło tutaj o kwestie patrolowania i wykonywania rozkazów. Poza tym Jamie raczej miała tak sfiksowany mózg od tego wszystkiego, że nie przywiązywała większej wagi do tego, z kim spędza czas. Leniwie zareagowali na kolejnego psionika, który pojawił się niedaleko ich bramy. Zdążyli już usłyszeć od Annabeth, że grupa znana jako Łowcy została rozbita i pewnie teraz przyjdzie tutaj o wiele, wiele więcej wyrzutków. Jednak no cóż, musieli się już do tego przyzwyczaić. Pewnie nie wszyscy będą chcieli przystać na ich warunki, ale... Czy może być inne wyjście? Lepiej, żeby zginęli pod ich bramami niż poszli szukać ratunku w rządowych budynkach. Na szczęście nie było tutaj Ruth. Czyli obejdzie się bez większego nadmiaru przemocy.
Z kilku stanowisk, kilka osób wyciągnęło snajperki i wymierzyło w stronę Kiry, a po chwili jedna z osób krzyknęła:
- Jeśli posiadasz broń - rzuć ją na ziemie. Opróżnij kieszenie i ręce za głowę a potem na kolana.
Craig przymierzał się już do strzału. Większa część psioników myślała, że będzie mogła uciec. Jednak nie było to wcale takie proste. Jeśli był to Niebieski czy ktokolwiek tego pokroju - od razu wysyłano za nim ludzi, którzy go tropili. Nie wypuszczą każdego.
- I nie ruszaj się! - warknął ktoś przez megafon. Po chwili Craig lekko odsunął swoją broń, dodając do Jamie:
- Przytrzymaj ją w razie czego. Nie ruszam dzisiaj dupy z bazy - dodał.
_________________


 
 
Kira Krios



21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-23, 16:27   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Kira podeszła powoli na skraj lasu, żeby przyjrzeć się budynkowi, ale widocznie ci, który siedzieli w środku mieli ją, jak na dłoni. Cóż, na razie nie miała wrogich zamiarów, więc nie miała czym się przejmować. Broń straciła w ostatnim mieście. Nie miała amunicji, więc nie ciągnęła ze sobą zbędnego balastu. Zrzuciła z pleców plecak, w którym trzymała ubrania oraz no... kosmetyki. W końcu była dziewczyną, nie? Potem na ziemi wylądowała torba. W kieszeniach nic nie miała, co pokazała wywracając je na lewą stronę. Caim trzymał się z tyłu i miała nadzieję, że go nie zauważyli.
Skierowała wzrok w kierunku, skąd słyszała męski głos.
- Wy to kto? - Co prawda nie widziała wyraźnie osób na murach, ale to wystarczyło, żeby mogła zadać pytanie bez wrzeszczenia w ich stronę. Może nierozsądnie było się zdradzać z tym, że była jednym z mind controlerów, ale nie miała właściwie nic do stracenia i to od dłuższego czasu.
Położyła dłonie za głową i powoli opadła na kolana. Cóż, zapowiadał się ciekawy dzień. Właściwie cieszyła się, że coś nowego zaczęło dziać się w jej życiu. Tylko, czy dożyje do następnego poranka? Co jeśli właśnie oddychała ostatni raz? Co się stanie z Caimem po jej śmierci, jego pewnie też zabiją. Ludzie nie rozumieli, że tylko wyglądał groźnie, a bez wyraźnego polecenia Kiry nikomu krzywdy nie zrobi. Przez większość czasu pozostawał cielakiem, wielkim potulnym psiskiem, które marzy o pełnej misce, spacerach, zabawie i głaskaniu.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 21:45   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Mistrz Gry
Po chwili kilka osób wyszło, otworzyło mury i podeszło do dziewczyny. Cały czas oczywiście trzymali się blisko siebie no i wszyscy mieli gotowe, odbezpieczone i naładowane bronie wyciągnięte w kierunku nieznajomej. Tak już to musiało działać. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
- Pies, J - syknął Craig, który podszedł do Kiry od przodu. Cóż, potencjału raczej nie miała zbyt wiele. Wyglądała jak mała laleczka, która spadła z szafki prosto do kosza na śmieci. Jeśli będzie chciała z nimi zostać, to będzie musiała się nieźle wykazać. Bo w sumie to co ona może potrafić z taką lalkową twarzą i zerową kondycją? Jamie od razu skierowała się w stronę psa, stając przed nim. Jeżeli nie był on wystarczająco spokojny, nie miała żadnych oporów i po prostu uniosła go na telekinezie. Tak już to musiało działać. Musieli się bronić i nie mieli żadnej taryfy ulgowej. Dla nikogo. Po chwili do dziewczyny podeszła dwójka osób. Chłopak i dziewczyna. Scarlett, bo tak miała na imię, zaczęła od razu zbierać rzeczy, które pozostawiła Kira, zarzuciła sobie na ramie jej plecak i tak dalej. Chłopak zaś zajął się przeszukiwaniem dziewczyny. Kira mogła poczuć w niektórych miejscach dziwne wyładowania elektryczne. Mimo iż chłopak dotykał jej przez rękawiczki, i tak jakaś ilość wyładowań przechodziła na jej skórę. Nie były jakoś specjalnie mocne, nic z tych rzeczy. To tak, jakby dotykał jej dłońmi, którymi wcześniej tarł koc czy coś takiego.
Musieli być przygotowani na wszystko - nic dziwnego, że przeszukiwał ją w rękawiczkach. Na twarzy miał dziwną chustę z czaszką. Raczej nie był to element, który miał zapewnić bezpieczeństwo, ale nie widziała połowy jego twarzy.
- Czysta - syknął, odchodząc od niej. Po chwili wyciągnął z kieszeni kajdanki i zaczął odginać jej dłonie tak, by spiąć je za jej plecami. Gdy już mu się to udało, posłał kolejny impuls elektryczny, który przeszedł przez kajdanki i lekko ją poraził. Po tym pchnęli ją i ruszyli w głąb budynku, prosto do biura.

zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6479#6479
_________________


 
 
Jake Clayton



20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 19:00   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Jake nie przepadał za tym miejscem. Lubił patrole, ale ta ścieżka, mur, czy brak jakiejkolwiek trawy nie wyglądały zachęcająco. Chociaż teraz, zimą, nie było aż tak tragicznie - wszystko w końcu chociaż trochę przykrywał śnieg.
Chłopak trochę trząsł się z zimna, miał nadzieję, że niedługo w końcu przywyknie. Padający śnieg był minimalnym utrudnieniem - nawet mimo wyostrzonych zmysłów o wiele ciężej było wyłapywać w takich warunkach odgłosy z zewnątrz, czy chociażby złapać jakikolwiek trop.
Cierpliwie czekał na kogoś, kto przekaże mu jakieś konkretniejsze instrukcje. Włożył dłonie do kieszeni, rozglądając się dookoła i przygotowując do czekającego go zadania.
Cholera.
Właśnie uświadomił sobie, że przecież przez ten cały patrol nie pooglądają dzisiaj z Shireiem ich ulubionego “serialu”. Ech, no nic, na pewno nadrobią przy najbliższej okazji.
_________________
...
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-22, 20:01   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Na wyznaczone miejsce powoli przywlókł się kolejny "chętny" do warty. Znaczy... Ten był naprawdę zadowolony z tego, że będzie miał okazję rozpocząć wartę właśnie o tej godzinie. Przybiegł do Jake'a ucieszony i podał mu broń, a następnie powiedział:
- Jestem Ben - i uśmiechnął się. Jake widział go wcześniej ale nie miał jakoś okazji pogadać czy coś w ten deseń. Ale to już była norma tutaj. Wszyscy raczej kojarzyli swoje twarze. Wszyscy byli tłumem, ale w miarę upływu czasu, poznawało się kolejne osoby i nadawało imiona tym bezsensownym obrazom. No a teraz Zielony miał okazję stworzyć kolejny obraz. Chłopak lekko się uśmiechnął. Znowu. A następnie podał mu dłoń. Jeżeli Jake również to zrobił, to oczywiście poczuł znajome impulsy elektryczne. Żółty. Wyczuwało się ich na kilometry. No i w sumie dobrze, od razu wiadomo z kim ma się do czynienia.
- Nazywasz się Jake, co nie? Jesteś Zielony? - zapytał. Cóż, widocznie ktoś tutaj kojarzył kogoś bardziej. I dobrze. Chociaż z jednej strony to dziwne.
- Chodź, mamy do obejścia kilka sektorów w okolicach bazy. Jest strasznie zimno... Więc lepiej się ruszać, prawda? - dodał chłopak i z uśmiechem zaczął lekko unosić nogi, żeby się rozgrzać. Wiało. Niezbyt fajna pora na wartę, ale cóż mieli zrobić innego?
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Jake Clayton



20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 01:05   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Jake przyjął wręczoną mu broń, starając się ukryć to, jak bardzo nie na rękę był mu fakt posiadania przy sobie jakiegokolwiek pistoletu, wiedział jednak, że na wartach to konieczne. Hmm, zabawne, że mimo niemal rocznego już stażu w Syndykacie, wciąż pozostawało w nim tyle niewinności i że mimo tej niewinności, wciąż się tu utrzymywał.
- Miło cię poznać, Ben - powiedział i również się uśmiechnął. - Tak, jestem Jake i jestem Zielony - potwierdził, dość mocno zaskoczony tym, że chłopak to wszystko wie. Nie, żeby to były pilnie strzeżone informacje, ale było to dość dziwne… Może nawet podejrzane? Chociaż, Jake nie zwrócił na to uwagi pod takim kątem, wciąż był chyba zbyt rozkojarzony przez Shireia i jednocześnie za bardzo starał się skupić już od samego początku na patrolowaniu terenu.
Oczywiście chwycił wyciągniętą w jego kierunku dłoń i wzdrygnął się lekko, kiedy poczuł nie do końca przyjemne impulsy elektryczne. Niby nic groźnego, ale Jake był trochę przewrażliwiony. Na szczęście wiedział, że nie jest to żaden celowy atak - Żółci w końcu ciągle byli naładowani prądem.
- O, Żółty? - upewnił się. W końcu dobrze było wiedzieć, z kim ma się do czynienia, zwłaszcza, jeśli miało się z tym kimś współpracować.
Zielony pokiwał głową.
- Zdecydowanie powinniśmy ruszać, inaczej zaraz zamarznę - powiedział, wciąż się uśmiechając. Ben od samego początku sprawiał bardzo przyjazne wrażenie, Jake nie widział więc powodu, żeby trzymać się tych wszystkich sztywnych reguł i zachowywać się super oficjalnie, utrzymując cały czas kamienną twarz. Z resztą - jego towarzysz był równie uśmiechnięty, więc tym bardziej się nie powstrzymywał.
_________________
...
 
 
Desdemona Wolsey



19

green peace




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 20:22   
   Multikonta: Trzynaście, Blake, Hunter
[Cytuj]

Desdemona nie lubiła pochopnie nikogo osądzać, ale musiała przyznać, że dziewczyna nie zrobiła na niej najlepszego pierwszego wrażenia. Jednak ponieważ Wosley nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć, postanowiła zignorować to uczucie, zakopując je głęboko pod ciężarem logiki i faktów.
- Kto ją ostatnią widział? - spytała próbując zebrać wszystkie możliwe dane.
Dane, to było coś, co lubiła. Z danymi mogła pracować, analizować je i wyciągać wnioski. Usiłowała utworzyć mapę myśli, w której odtworzy ostatnie kroki dziewczyny. Był to jeden z najbardziej efektywnych sposobów, aby coś znaleźć. Zawsze działało w przypadku zgubionego zeszytu.
- Wyszła z jakimś zadaniem czy zwyczajnie zniknęła bez słowa?
Motyw był równie ważny, co świadkowie.
_________________
Doctor can you help me 'cause I don't feel right
Better make it fast before I change my mind
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-23, 23:37   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG JAKE
- Fajnie będzie iść na wartę z Zielonym. Ponoć dobrze strzelacie - powiedział i uśmiechnął się. Wyglądał na przyjaznego typka, nie żeby coś. Po prostu taka sympatyczna osóbka, nawet jeżeli na wydzierganą na skórze łapę, a na dłoni ma iks i specjalizuje się w zabijaniu innych odmieńców. Po prostu takie rzeczy się zgadzają i zapewne podobnym przykładem tego był Jake. Dobrali się. Nieźle.
- Tak, jestem żółty - powiedział i roześmiał się. No, było to czuć już przy pierwszym spotkaniu. Chłopak nie mógł się oprzeć. Musiał go popieścić małymi iskierkami, taka już była natura Żółtych. Poza tym był nieco podekscytowany tą wyprawą.
- Dokładnie, komu w drogę temu! Cośtam. Niezbyt pamiętam - powiedział i roześmiał się, a następnie wyszli przez główną bramę. Cholerny śnieg padał im w oczy. Ale Ben dobrze wiedział gdzie iść. Miał teraz zamiar wykorzystać naiwność i niewiedzę Zielonego dotyczącą procedur owych wart (bo ostatnio się zmieniły) i wyprowadzić go w jakieś pole. Znaczy wszystko to było zaplanowane i nie było to nic niebezpiecznego, ale jednak poszli w nieco inną stronę niż idzie się na swoje sektory.
- Znam drogę na skróty - powiedział i zaczął przedzierać się przez zaspy śniegu. Nikt tędy nie chodził, bo pewnie nikt nie znał skrótu. Raczej nic się nie stanie jeżeli zostawią ślady. I tak za moment zasypie je śnieg.
- Słuchaj... Jest taka jedna sprawa - powiedział chłopak, przedzierając się przez chaszcze różnego gatunku. Wiadomo. Zawsze było coś o czym chciało się pogadać z osobą z którą chodzi się na warty. Nawet jeżeli było tak strasznie zimno i śnieg wpadał do ust tym, którzy raczyli się je otworzyć. Ale komu to przeszkadzało? Z pewnością nie Benowi.
- Nie masz nic przeciwko jak będę mówił? Ty możesz tylko przytakiwać, dobra? - zaproponował mu taki układ.

zt - http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=8600#8600

MG DES
- Chuj wie - podsumował Craig i kopnął w bramę, a następnie wyszedł przez nią, prowadząc swoją ukochaną drużynę w zaspy. O rany, kogo obchodziło gdzie poszły te dwie zdziry? Jedynym faktem jaki pozostał w głowie murzyna była tylko informacja o tym, że muszą wyjść na cholerny mróz!
- Poszuka się ich. Mają jakieś patrole, nie? Ustalone? Więc je znajdźmy - stwierdził po chwili, unosząc swoje nogi wysoko i przekraczając kolejne zaspy. Cały czas przeklinał coś do siebie pod nosem. Orianne stwierdziła, że też będzie robiła to samo co Craig, tylko bez przeklinania. Damie nie wypada raczej mówić takich słów, więc po prostu szła zaraz za nim. A na końcu usadowiła się Zielona i już. Powoli zmierzali w stronę lasu, wtem do murzyna doszła pewna bardzo ważna sytuacja.
- Ja pierdole, nie wziąłem rozpiski - stwierdził i zaczął jeszcze głośniej przeklinać, a następnie wyszedł z dużej zaspy i wszedł na ścieżkę, następnie dodał:
- Poczekajcie tutaj, ja zaraz przyjdę.
I poszedł. Wrócił się do bazy po rozpiskę wart. Niestety po rodzicach nie odziedziczył specjalnie dobrej pamięci. Orianne przewróciła tylko oczami, położyła dłonie na ramionach i zaczęła je rytmicznie pocierać. Dodała do nowo poznanej dziewczyny:
- Jestem tutaj nowa. Nazywam się Orianne. A Ty? - zapytała ją, a następnie wyciągnęła do dziewczyny dłoń i poruszała palcami. Chciała jej po prostu zademonstrować iks, który wycięto jej w dłoni kilka dni temu. Rana była jeszcze świeża.
Ahh... Kto nosiłby rękawiczki w takim mrozie? Z pewnością nie Orianne. Poza iksem na dłoni, miała też sporo innych śladów. Samookaleczenia. No cóż, w Syndykacie raczej łatwo było zwariować. A Orianne raczej się tego nie wstydziła.
- Tak, czasem tnę sobie dłonie. To zupełnie normalne dla mnie - stwierdziła a następnie zaczęła się gapić gdzieś tam w śnieg. Po kilku minutach ciszy (o ile Des czegoś nie zaczęła mówić) usłyszały dźwięk samochodu. Craig podjechał błyskawicznie do dziewczyn i dodał:
- Ładować się. Teraz - stwierdził. Orianne grzecznie go posłuchała i wlazła na tylne siedzenie. Des musiała zrobić coś podobnego, a to, gdzie wsiadła, zależało tylko od niej.
- Mamy wezwanie. Od Trippa - stwierdził, wrzucając kolejne biegi.
- Radzę się uzbroić. Bagażnik - dodał. Orianne oczywiście odwróciła się i zaczęła w nim grzebać w poszukiwaniu dogodnej broni.

zt - http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=8601#8601
_________________


 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-24, 19:39   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Chłopak czujnym okiem obserwował drzewa, pagórki które mijali. W między czasie zastanawiał się co go tak naprawdę popchnęło do tego, że zgodził się na patrol. Może było to spowodowane tym, że nie chciał Bena od razu skazywać na tego typu zadanie. Jak by na to nie patrzeć Evan znajdował się tutaj znacznie dłużej, znał już tutejsze zwyczaje, zachowania innych ludzi, a mimo to nadal wzbudzało w nim to uczucie zdziwienia. Jak bardzo ludzie mogą zniżyć się do poziomu prymitywnego wilka... stracić coś co ludzie kiedyś nazywali człowieczeństwem. Większość z tych dzieciaków to byli zabójcy... mordercy którzy swoim ofiarom potrafili patrzeć prosto w oczy. I pomyśleć, że być może jego również czekała taka przyszłość. Pewnie dlatego nadal siedział w podziemiach jako służba. Słyszał o treningach, które ponoć są straszne... to one wypierają z człowieczeństwa. Z drugiej strony rozumiał to wszystko... jeżeli on nie zabije pierwszy, najpewniej zrobi to ktoś, kto nie będzie miał tego typu refleksyjnych myśli.
W końcu oczom chłopaka ukazały się... baraki... tak to można nazwać. Zdecydowanie znajdowali się tam jacyś ludzie, bo co jakiś czas docierały do niego strzępki myśli. Jedne były spokojne, drugie wręcz przeciwnie... jedno jest pewne... Evan nie chciałby wylądować w tym miejscu, jego położenie, i ta dziwna ciężka atmosfera która nagle spadłą na jego ramiona sprawiła, że dreszcz przeszedł po jego plecach. Głosy rosły przez chwilę, wzmagały na sile, co sprawiło, że Evan poczuł to specyficzne uczucie. Przystawił nasadę dłoni do skroni, i zacisnął mocno powieki. Dopiero głos Cookie sprawił, że wszystko ucichło. Wychylił się zza barierkę i spojrzał na nią. Kiwnął tylko lekko głową, nie mówiąc nic. Spokojnie zszedł na dół, zajmując ponownie swoje stare miejsce. Być może nawet niechcący podeptał chłoptasia, które prawie najechali.
-Co robimy?- Zapytał się zaciekawiony. Chciał wiedzieć, czy Cookie ma jakiś konkretny plan... i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że nie wiedział o jednej bardzo istotnej rzeczy.
-Co my tu do cholery robimy?- Chciał wiedzieć... Cookie mówiła, że jadą na patrol a nagle trafili tutaj.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-26, 00:55   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Widząc, że kilka osób znalazło się pod bramą, wiadome było, że wieżyczki strażnicze raczej były na nich skierowane. Znaczy, wiadomo, jakaś osoba z warty od razu zwróciła na nich uwagę, a reszta z tego samego punktu zaczynała patrolować resztę otoczenia w poszukiwaniu innych żywych celów. Jamie była aktualnie główną osobą odpowiedzialną za warte. Wraz z Solinskym. Więc po krótkiej chwili wszyscy przed bramą usłyszeli:
- Kim jesteście i czego chcecie?
Męski głos. Twardy.
Oczywiście prócz tego od razu poczuli na sobie ileś tam broni palnych, skierowanych centralnie na nich. Wiadomo, że strażnicy czuwali, gdyby miało zacząć się cokolwiek dziać.
_________________


 
 
Blake Hyvärinen



20

żółtaczka




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-26, 20:44   
   Multikonta: mam ich 13
[Cytuj]

Na twarzy Blake'a pojawił się szeroki uśmiech, bardzo charakterystyczny dla pięciolatka, który pod choinkę dostał upragnione Lego. Całkowicie zapomniał o Evanie, który jak skończony debil siedział teraz na dachu, gotowy do odstrzału niczym indyk na Święto Dziękczynienia.
Czy to mój spóźniony prezent urodzinowy? — spytał radośnie Cookie, widząc wycelowane w jego stronę pistolety. Dawno nie miał okazji pobawić się z nimi chłopcami czy porównać zabawki. Jego z pewnością są o wiele fajniejsze. — Nie musiałaś, ale trochę w sumie musiałaś.
Przytulił ją i wycmokał kilka razy w policzek, po czym wyjrzał przez okno, które znajdowało się za nią.
Tutaj ekipa Świętego Mikołaja, przyjechaliśmy odwiedzić niegrzeczne dzieci! — wykrzyczał. — Tutaj na górze możecie zobaczyć prezent pokoju, który wam przynosimy. Idealna żywa tarcza, tylko czasami lekko wkurwia, ale zawsze można mu czymś zatkać usta.
Pewnie gdyby Blake był choć trochę normalny, to zastanowiłby się czy takie gadanie nie ściągnie na niego jakiś kłopotów. Ale jakby był normalny, to by go tutaj wcale nie było, więc takie gdybanie nie miało najmniejszego sensu.
_________________
There is a thin line between being sassy and being an asshole...
And I cross it everyday.
 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-27, 19:25   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

No, no. Tego z całą pewnością się nie spodziewała. Wieżyczki, broń, strażnicy... Coś, gdzieś... To musiało być jak lepsza wersja Systemy. Kompletnie zignorowała lawinę pytań, które wypłynęły z ust Sprzątusia. Otworzyła za to okno i oparła łokieć o drzwi, wychylajac się. Od razu skierowała parę niebieskich oczysk na faceta, który raczył się do nich odezwać.
- Słuchaj kochasiu. Chcę się widzieć z kimś, kto zarządza tym... Uroczym miejscem. - po tych słowach wysiadła z samochodu, zeskakując z niego jak kucyk pony z tęczy. Zatrzasnęła drzwi zostawiając chłopaków w aucie samych. Przyłożyła jeszcze palec do ust, aby byli cicho. Oczywiście, że wybielacz zaczął drzeć ryja na pół kuli ziemskiej, co Cookie skwitowała jedynie krótkim uśmiechem.
- Nie robicie na mnie wrażenia, nie zabijemy was. - mruknęła pod nosem, przyglądajac się lufie jednego z pistoletu. Dosłownie. Pochyliła się, zamknęła jedno oko i zajrzała do środka pistoletu jak przez lunetę. Dopiero po chwili zwrociła się znów do brzydala, który chyba chciał gadać.
- Słuchaj, macie naszych ludzi, co nie bardzo mi się podoba, więc zaprowadzisz nas do twojego dowódcy. Wolałabym wyruchać psa* niż gadać z tobą, więc zaprowadź mnie do kogoś bardziej kompetentnego. - wzięła się pod boki. Musiała mocno zadrzeć głowę, aby móc na niego patrzeć.



*Cookie by nigdy tego nie powiedziała, ale ze względu, że jest tutaj MAgda, na pewno ten argument do niej przemówi XD
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-28, 12:27   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Nie podobał mu się ton, którym się do niego zwracała. Znaczy wiadomo, jak mogło mu się coś takiego podobać? Chociaż z drugiej strony... Solinksy westchnął, a następnie dodał do swoich ludzi:
- No, na co kurwa czekacie? Trzepać ich - rzucił. A następnie zza bramy wyszło kilka uzbrojonych osób. Niektórzy z nich nie mieli jednak broni. I to pewnie oni mieli ich no... Przetrzepać?
- Jak chcecie wejść, to tylko na naszych regułach - dodał Polak, krzywiąc się. Wiadomo, że ludzie Syndykatu dokładnie przetrzepali nie tylko ich, ale i samochód. Wszyscy musieli wyjść, stanąć, rozłożyć nogi i tak dalej. Byli przeszukiwani w każdym, nawet najmniejszym zakamarku ciała. Wiadomo, wszyscy żyli w tych samych czasach i wszyscy znali różne kryjówki, gdzie można schować broń. I cóż, nie mogli dopuścić do tego, żeby ktoś wniósł coś niebezpiecznego na teren Syndykatu. Chociaż oni sami byli tykającymi bombami, rzecz jasna.
Cała broń spoczywała teraz na czymś w rodzaju materiału, który był obwiązany ze wszystkich stron liną. Jednym pociągnięciem można było bez problemu stworzyć z niego swojego rodzaju worek. Torbę.
Wiadomo, że każdy przejaw nieposłuszeństwa ze strony Systemy mógł skończyć się tragicznie. W końcu wszyscy do nich mierzyli. A w razie czego, mierzyli też do opon samochodu.
- Wszyscy? - zapytał Solinsky, spoglądając na swoich, a potem na Cookie.
_________________


 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-28, 21:45   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Chłopak wyszedł grzecznie z samochodu. Nie próbował protestować, zachowywał spokój. Można by nawet powiedzieć, że lekko się uśmiechnął w kierunku tych którzy chcieli go, jak to było słusznie wcześniej zauważone "przetrzepać". Dlatego też oparł się rękami o maskę samochodu, i ustał w lekkim rozkroku. Nie było to dla niego przyjemne. Gdyby jeszcze sprawdzała go jakaś seksowna blondynka to może by się jeszcze ucieszył, ale takowy układ wprawiał go wręcz w obrzydzenie. Mimo wszystko milczał. Pojedyncze myśli obecnych tutaj ludzi przemykały mu przez głowę.
Jeżeli chodzi o niego preferował spokojne działania, bez rzucania się w oczy, za to chłoptaś który już na starcie zaczął się drzeć, i robić jaja ze wszystkiego najwyraźniej był zupełnie innego zdania. No tak, Evan mógł się spodziewać tego, że był to zwolennik wpadania na pełnej kurwie z ogniem i mieczem. Niestety przy tego typu działaniach Evan wróżył mu stosunkowo marną przyszłość. W tego typu sytuacjach należało najbardziej zachowywać spokój, być może nawet pozwolić na to aby przeciwnik ciebie zlekceważył, wtedy była jakaś szansa. Evan w końcu poczuł, że przeszukiwanie się skończyło, oderwał się od maski po czym wyprostował. Z niego tak naprawdę nie mieli co zbierać, przecież nie posiadał przy sobie broni bo i po co. Największa broń jaką miał znajdowała się na jego karku. Tak nie oszukujmy się, przez to, że ludzie określili jego zdolność jako jedna z najbardziej niebezpiecznych Evan obrósł lekko w piórka.
-Cookie? co planujesz?- Przesłała jej swojej myśli. Był tego najnormalniej w świecie ciekawy, jak ona chciała to rozegrać w tej chwili. Po co tutaj przyjechali już dawno się wyjaśniło, pozostało tylko pytanie czy uda się im tutaj wejść, i z równą łatwością wyjść.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,116 sekundy. Zapytań do SQL: 9