• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy luty 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -5°C, pada śnieg.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Każdy nowy może rozpocząć grę jako exagent Pryzmatu i zamieszkać na strzeżonym osiedlu należącym do rządu!

    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Toni Martin Poszukuje relacji z osobami z Syndykatu.
    -Hunter McAvoy Poszukuje osób do swojego własnego, prywatnego gangu.


  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Główny plac
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-19, 18:12   Główny plac
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Plac znajdujący się w samym środku kompleksu. Z niego bardzo blisko do lądowiska. Ponadto w budynkach nieopodal znajduje się zbrojownia i inne magazyny, gdzie są przechowywane zapasy. Plac raczej nie jest niczym szczególnie ciekawym - znajduje się tam kilka ławek, drzew i oczywiście ścieżka.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-19, 20:49   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Powoli oderwał wzrok od ściany, ale nie swoją rękę, kiedy usłyszał męski głos za drzwiami - ciekawe, swoją drogą, czy zamknęli pokój? W oknach nie było krat, to nie było więzienie - wydostanie się stąd, zwłaszcza dla Czerwonego, nie stanowiło żadnego problemu - i to samo pytanie, które mógłby zadać Valerie, mógłby też zadać samemu sobie: co ty tu robisz? Czemu nie wychodzisz, tylko siedzisz w kącie, jakby nie było możliwości ucieczki? A była? Nawet gdyby wyszli, nawet gdyby ktoś nie stał pod ich drzwiami i nie pilnował tego co robią, to na pewno szybko by ich zgarnęli, a przecież rozkazów nie wolno ignorować, rozkazy trzeba spełniać... najlepiej z jak największą precyzją.
Sahir podniósł się, kiedy do wnętrza jego pokoju z rozmachem wkroczył agent i złapał go za ramię, by wyprowadzić go z pokoju, jakby był na tyle tępy, by nie zrozumieć samemu, co znaczą słowa "dalej" i jego zdolności poruszania się były bardzo ograniczone - przynajmniej mentalnie - i znalazł się na korytarzu, na którym pojawiła się również... Valerie. Nie od razu na nią spojrzał - jego wzrok powędrował wzdłuż korytarza i pobieżnie po osobach, które się znajdowały w otoczeniu, o wiele mniej dokładnie, niż zazwyczaj by badał swoje otoczenie - było mu aktualnie naprawdę bardzo obojętne, kto tutaj ma broń i kto może wymierzyć ją w jego skroń - pragnienie przeżycia, pragnienie samego życia, na chwilę obecną zupełnie w nim wygasło, a wraz z nim gasła chęć do walki - i tak jak nie spodziewał się spotkać tutaj Freyi, tak nie spodziewał się zobaczyć drobnej Valerie - jedna z pierwszych dzieciaków PSI w Lidze, członkini sławetnego oddziału Zero, do którego Nailah nawet się nie zbliżał - nie chciał się zbliżać, nawet gdy jego ojciec miał ambicje, by piąć się w górę i stać się "tymi najlepszymi", jednak na jego twarzy nie pojawił się żaden przebłysk emocji - i równie mozolnie, jak zwrócił swe spojrzenie na drobne dziewczę, tak i mozolnie odwrócił od niej spojrzenie, by znów skierować je przed siebie, wsłuchując się w przemowę, gdy już wyszli na korytarz, na którym działo się całe zamieszanie - chyba normalnie już byłby pobudzony, chyba normalnie jego wewnętrzny Wilk szukałby polowania, szukałby celu - dziś? Dziś przyglądał się temu wszystkiemu ze swym szlachetnym tu-mi-wisizmem.
Nie spodziewał się też tego, że dziewczę przetnie odległość między nimi i dotknie jego dłoni.
Chłopak drgnął lekko i napiął mięśnie, opuszczając spojrzenie na drobniutkie dłonie na jego własnej - jak kocie, które chwyta się ogona swojej matki, szukając ciepła w obliczu zagrożenia, a on? - och, instynkt iście wilczy - w końcu niby wilki przystosowane były do tego, by żyć i polować w stadzie...
Zacisnął lekko palce na jej dłoni i ruszył w kierunku głównego placu, wcale się nie śpiesząc.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-19, 22:53   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
Założono im kamizelki - to był pierwszy krok. Pierwszą dostał Sahir, bo miał podobny rozmiar do innych żołnierzy, po tym przyszła kolej na Valerie. Żołnierze zapinali wszystkie pasy jak najdokładniej. Czyżby nagle coś się zmieniło i ludzie zaczęli wierzyć w to, że życie Psi też jest warte? Zresztą. Sahir jak i Valerie mogli usłyszeć w radiu przemowę jakiejś kobiety, która identyfikowała się jako Judith Gray. A mówiła takie piękne rzeczy, że w głowie się to aż nie mieściło. Żołnierze i agenci, którzy chodzili wokół nich wiecznie wymawiali jej imię z uśmiechem na ustach. Aż wreszcie stanął przed nimi on. Agent Calum Hedger.
- Ruszajcie się - powiedział jedynie, nie poświęcając zbytnio uwagi na inne rzeczy. Jego twarz nadal wydawała się być pokiereszowana po wcześniejszym spotkaniu z Nailahiem, ale jak to zakryć? No nie dało się niestety. Nie miał im raczej zbyt wiele do powiedzenia. Wciąż kogoś wypatrywał, jednak nie mógł tej osoby znaleźć. Po chwili wiadomo, że chodziło o Richarda Graya, który odmówił uczestnictwa w tej akcji.
- A więc ruszamy. Nie będziemy czekać na tego aktorzynę - rzucił jeden z agentów, który raczej należał do ekipy "nie lubię Richarda Graya". Po tym do Valerie i Richarda podeszła jakaś czarna istota, której włosy były spięte w kucyk. Nie wyglądała najlepiej i cały czas ciągnęła za sobą jedną z nóg. Proteza. No nieźle.
- Chodźcie - dodała Lux Bloomfield i zarzuciła na ramie karabin szturmowy M4. A więc coś na kształt ekipy Ligi Dzieci. Lux również do niej należała, jednak przez Donavana nigdy nie skosztowała niczego, co mogła mieć w swojej ofercie. A teraz? Chodziła niczym w zegarku i stanęła ramie w ramie z Valerie i Sahirem. Każdy z nich miał na kamizelce dziwny pasek. Chyba wiadomo było co mógł on oznaczać - w przypadku Sahira i Val była to czerwień. Lux zaś nosiła niebieskie barwy. A więc byli pewnie jedynymi Psi w tej drużynie.
Valerie raczej odmówiła, gdy próbowano jej wcisnąć karabin. Był on prawie taki jak ona sama, więc tylko pokiwała przerażona głową i podeszła bliżej do Sahira. Dodała do niego:
- Dokąd idziemy? - zupełnie tak, jakby chłopak miał to wiedzieć. Poza tym - jego też dozbroili. Prócz kamizelki dostał dziwny kostium, który zapewne był ognioodporny. No i próbowano też wcisnąć mu broń palną. Zaraz po tym cała ekipa została zaprowadzona do śmigłowca, gdzie każdy z nich zajął swoje miejsce. Nikt nie wiedział dokąd ich zabierają. Jednak sytuacja miała się po chwili wyjaśnić.
Calum Hedger stał przy drzwiach śmigłowca, a wiatr rozwiewał jego bujną czuprynę. W ustach trzymał jakiś kawałek drewna i przegryzając go, oglądał jakieś plany, po tym dodał do Psioników jak i ekipy żołnierzy, która siedziała razem z nimi:
- Załogo. Mamy dziś do rozbicia kryjówkę ludzi, którzy określali się jako Łowcy. Łapali psioników, a następnie sprzedawali ich. Obecny rząd nie popiera ich działania! - ciekawe kto go tak nakręcił, że tak ładnie gada w towarzystwie Sahira. Cóż, kontynuował: - Prezydent Gray godził się, na sprzedaż i kupno dzieci Psi, jakby były żywym towarem - powiedział nieco zbyt pewnie. Może to i dobrze, że Richard wolał zostać.
- My na to nie pozwolimy. Wejdziemy do głównej siedziby i zniszczymy to, co zostało zbudowane na kłamstwie i chęci łatwego zarobku! - dodał. Hah, zupełnie tak, jakby to była jego prywatna przemowa. Zakończył słowami:
- Judith Donavan, prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki - a następnie zmiął papier i wsadził sobie do kieszeni. Po tym wypluł kawałek patyka i dodał do reszty:
- Wpraszamy się do nich. Na pierwszej linii Psionicy. Lux, tarcza. Nie chcę, aby ktokolwiek ucierpiał. Jeśli nie poddadzą się dobrowolnie, spalimy tą ruderę - dodał, a następnie zapiął się pasami.
- Zalecam zrobić to samo. Za moment spuszczamy się po linie. Jakieś pytania?

Jeszcze jeden post tutaj a potem
z/t -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=5854#5854
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-19, 23:43   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Gdzie Freya..? - to pytanie zajmowało o wiele więcej jego umysłu, kiedy szedł przez korytarz, nie oglądając się nawet na Czerwoną - wiedział, że idzie, czuł ciągle jej dłoń w swojej dłoni - niż myśl o tym, co się tak właściwie dzieje - słuchał jednym uchem, drugim wypuszczał, komunikaty rozbijające się o ściany i przenikające przez bębenki, rozglądając się wokół, jakby Freya miała gdzieś pokazać się w tłumie - cała i zdrowa - a tamto zdarzenie... ach, no cóż... ludzie zbyt często musieli płacić za zabawy z ogniem - dlatego tak bardzo się go bali - i dlatego Nailah często żałował, że w ogóle się urodził.
Cofnął swoją dłoń z ręki Valerie kiedy podeszli do nich agenci z kamizelkami - kamizelkami, naprawdę? - ciekawe, czy były w stanie wytrzymać wysokie temperatury, oby tak, bo inaczej będą raczej średnio użyteczne - ulegną tylko spaleniu i zmarnują się, ale Nailah nic nie mówił, nie protestował, Nailah w ogóle się nad tym nawet nie zastanawiał, pozwalając się wyposażyć bez zmrużenia okiem, którym powiódł po broniach, które rozdzielano między kolejnych agentów - to wyglądało jak przygotowanie do wojny a nie misji, na którą wysyłano by agentów CIA - wielka misja rozbijania Łowców, co..?
Można by ich wszystkich wysadzić w powietrze razem z kryjówką wroga.
To zbiorowisko wydawało się być wręcz śmieszne - on w słabej kondycji, drobna Valerie i kulawa Lux, plus Calum, którego stan psychiczny był wątpliwej formy. Świetny żart, Sahir prawie śmiechnął - albo i śmiechnąłby, gdyby posiadał jakiekolwiek poczucie humoru.
Zasalutował leniwym, niedbałym gestem w kierunku Niebieskiej, nie siląc się nawet na jakiekolwiek prostowanie - jego wzrok też długo na niej nie zabawił, kierując się na Caluma - chyba nawet lepiej, że nie zdążył się dzisiaj przyćpać tabletkami, bo pewnie inaczej w ogóle nie byłby w stanie się ruszyć z łóżka - a tak? - proszę bardzo, powinien się cieszyć - w końcu dzieje się to, czego chyba pragnął... chyba. Nie odczuwał żadnego poruszenia.
- Jakiś nóż? - Nailah również odmówił karabinu, ale broń białą bardzo chętnie by przytulił - nagrzana stal na ostrzu noża czyniła broń tylko skuteczniejszą - byłoby za to bardzo niefartownie, gdyby stopił w swoich dłoniach karabin i ten, na przykład, walnąłby mu rykoszetem w twarz. Czarnowłosy spojrzał na Valerie, która przyczepiła się do niego, wzbudzając instynkt ochronny - doprawdy - może to dlatego tak się czuł w stosunku do kobiet, bo ciągle miał w głowie swoją siostrę..? I cały ten majdan swoich braci, wśród których był najstarszy - i zawsze poczuwał sobie za swój obowiązek chronienie ich. - Do Raju. - Nie był mistrzem pocieszania - nie był w ogóle mistrzem kontaktów międzyludzkich, należałoby zaznaczyć - ale dla niego to było to - miejsce, gdzie adrenalina sprawiała nagle, że Ogień przestawał być twoim wrogiem i stawał się prawdziwym Przyjacielem.
I przed wejściem do Raju stał jego Bóg, na którego wzniósł spojrzenie.
Czy to wszystko co się tu działo było w ogóle możliwe? Nagła walka przeciwko tym, którzy handlowali PSI... ujawnianie informacji o Obozach, całkowita ich likwidacja - i osoba, której nazwisko nie wróżyło niczego dobrego - i przez to nic się nie trzymało kupy! - Donavanowie kojarzyli się tylko ze zniszczeniem - strachem przed PSI, który prędzej by ich pchnął do ich zniszczenia... a nie do uwalniania ich i pomagania. Może Nailah był po prostu przewrażliwiony - cecha odziedziczona po swoim... prawdziwym tatusiu.
Weszli do helikoptera i szum śmigieł zagłuszył wszystko, pozwalając się już Nailahowi obejrzeć na ośrodek, w którego chaosie gdzieś była Freya, z nadzieją, że nie pozostanie jej żadna blizna i wróci do domu - cała i bezpieczna.
- Nie bierzemy zakładników? - Tylko to jedno go interesowało.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 18:50   
   Multikonta: Val, MG


MG/Valerie
- Oczywiście - powiedział jeden z żołnierzy i uzbroił Sahira w komplet różnych noży. Do wyboru do koloru. Miał oczywiście założoną kaburę, gdzie mógł ten nóż umieścić. Valerie spojrzała na niego, krzywiąc się lekko. Nie do końca rozumiała co on ma na myśli. Jak to do raju? Dziewczynka była naprawdę przerażona całą tą sytuacją, chociaż gdzieś tam w głębi przyzwyczaiła się już do tego, że pomiatano nią na każdym kroku i zmuszało do szeregu różnych rzeczy. Takie życie Czerwonej. Sahir pewnie też to znał. Mimo to, że odsuwał swoją dłoń,Val nadal ją łapała. Nie znała takie słowa jak "nie chcę" - przecież zawsze każdy dawał jej dłoń, gdy tego potrzebowała. Zawsze każdy o nią dbał, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej?
Calum przypiął się pasem gdy byli już prawie na miejscu. Lux, która miała nadal swoje czarne włosy spięte w wysoki kucyk, uzbroiła się już do końca. Miała na sobie spodnie wojskowe - bojówki w kolorze moro. Na górze miała oczywiście kamizelkę kuloodporną, na której znajdowała się reszta munduru. Ciężko było ją odróżnić od reszty żołnierzy - ona naprawdę tutaj pasowała. Czym jednak była ta dziwna jednostka i czemu było tam... Właśnie tak? Lux, szczęśliwa? Przecież to było nie do pomyślenia. Podeszła do Caluma, a ten spiął ich smyczą - wiadomo, dziewczyna musiała zjechać z kimś innym, nie było innego wyjścia. Mogła użyć lewitacji, ale nie chcieli jej niepotrzebnie fatygować. Poza tym Calum wyraźnie nie narzekał na bliskość psioniczki. Chory człowiek. Może teraz, gdy będzie mógł wyjść i zabijać nieco się wyładuje? Był agentem, ale w sercu wciąż był żołnierzem. Słyszać pytanie Sahira, mężczyzna odpowiedział jedynie:
- To nie mają być, kurwa, zakładnicy - prychnął i spojrzał na Lux, która zerknęła na niego nieco... Przerażona? Zmieszana? Po tym agent dodał:
- Ratujemy kogo się da.
A następnie zjechał po linie na dół, chwytając Lux. Gdy byli już na ziemi, odpiął ją. Zaraz za nim zjechało kilku innych żołnierzy, którzy od razu zaczęli formować się w czteroosobowe fire-teamy. Byli gotowi do szturmu, jeszcze trzeba było tylko poczekać na kolej reszty drużyny. Valerie została spięta przez kilku żołnierzy - a raczej po prostu pomogli jej się poprawnie zapiąć - a po tym zjechała po linie. Na samym końcu został Sahir, na którego czekano już na dole.

zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=5854#5854
kolejka 24h
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-26, 15:04   
   Multikonta: Rosemary


Gdy tylko wypadła z kafeterii, oparła ręce na kolanach, by złapań oddech. Czuła się jakby właśnie przebiegła maraton, a przecież przeszła tylko kilkanaście merów.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-26, 15:13   
   Multikonta: Val, MG


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-26, 15:58   
   Multikonta: Rosemary


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 19:38   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________


 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-26, 20:32   
   Multikonta: Rosemary


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 16:58   
   Multikonta: Rosemary


Można powiedzieć, że zaskoczyło ją to, jak łatwo udało im się wyjść z kafeterii. Nikt ich nie zatrzymywał, ani nic takiego. Toni przeżyła tylko krótką chwile niepewności, gdy zobaczyła agenta z przedmiotem na wymianę. Bała się, że ten zobaczył ją wtedy przed budynkiem, a teraz mógł ją rozpoznać.
- Świerze powietrze powinno jej pomóc. - zwróciła się do Averly, dalej podtrzymując niebieską ramieniem. Nie wyglądała zbyt dobrze. - Powiedz, jeśli chce ci się wymiotować. - Łatwo było się domyślić, do kogo tym razem mówiła.
Chyba czas na najtrudniejszy dla żółtej moment. Jeśli już wyszły z kafeterii, chyba wypadało by wszytko im wytłumaczyć. Tylko od czego miała zacząć? Może od razu przejść do najważniejszej części? Miała taki mętlik w głowie... Żeby tylko niczego nie pomieszała!
- Trochę spanikowałam i uciekłam, widziałaś zresztą. - Chyba najlepiej było wytłumaczyć wszystko, od samego początku. Na wszelki wypadek, by wszystko było jasne. - Byłam przestraszona i prawie straciłam kontrolę... - Zrobiła krótka pauzę. - Żeby się uspokoić, wyszłam na dwór, dokładnie tutaj, gdzie teraz jesteśmy. I wtedy przypadkiem usłyszałam rozmowę Kennetha z jakimś agentem. - Gdy teraz o tym myślała, czuła, jakby cała ta rozmowa miała miejsce wieki temu. Pamiętała jedynie wyrywki, pojedyncze fragmenty. Zresztą i tak niewiele z nich rozumiała. - Ten agent bardzo nie chciał, żebyśmy wyszły z budynku. Mówił, że tak musi być, zupełnie jakby zaraz miało się coś stać. I mówił jeszcze, że wszystkiego dowiemy się w swoim czasie. I że będziemy mieć czas na pogodzenie się ze stratą, czy jakoś tak. - wyrzuciła z siebie jednym tchem.
Teraz wpatrywała się w twarz pomarańczowej, szukając w niej odrobinę zrozumienia. Jakby potrzebowała potwierdzenia, że dobrze zrobiła, wyciągając je stamtąd.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 18:19   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe O.; Clary Lacroix


Wyprowadziły Carter na zewnątrz. Poza ten tłum, poza zgiełk i duszne powietrze. Od razu poczuła się lepiej. Nadal kręciło jej się w głowie, ale przynajmniej gwar już jej nie drażnił.
Skupiła się na słowach Toni, z których nic nie rozumiała. Kenneth rozmawiał z jakimś innym agentem o jakiejś stracie? O co tutaj chodziło? Wcześniej był dla niej miły, a teraz coś kombinował razem z CIA?
- To co robimy? - W środku został ten Fabien, co prawda nie byłoby jej żal, gdyby ten podrywacz niewart złamanego grosza wyciągnął kopyta, ale był pisionikiem.
- Muszę się czegoś napić, normalnego. - I najlepiej nie wchodzić już do środka. Jeszcze się okaże, że ktoś tam podłożył bombę albo jeszcze coś innego zrobił.
Gdzieś w środku czuła się oszukana przez Kennetha. Mógł ją, przecież ostrzec podczas treningu. Gdyby naprawdę ją lubił, to by to zrobił...
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-27, 18:47   
   Multikonta: xxxxxxxx


Nawet gdyby je ktoś chciał zatrzymać, to mogłoby to być ciężkim zadaniem. Nie zapominajmy, że gdy ona czegoś chciała to zawsze mogła uciec się do użycia swych specyficznych zdolności, które są bardzo przydatne w takich sprawach. Nie mówiła niczego do Toni, jedynie tylko skinęła głową pomagając wyprowadzić Carter na zewnątrz. Świeże powietrze potrafi zdiałać cuda, a tak było również w tym przypadku.
Gdy znalazły się na zewnątrz spojrzała na dziewczynę.
- Toni to teraz możesz mówić o co chodzi – powiedziała.
Sama oparła się o jakiś murek usiłując złapać oddech. Niby nie biegła jednak potrzebowała ukoić skołatane nerwy.
- Akurat to też widziałam, dlatefgo odłączyłam się od Freyi aby móc ciebie oszukać. Nie wiedziałam co się dzieje i byłam zanipokojona. - dodała.
Słuchała z powagą tego co ona mówi, hmmm czy rozmowa Kennetha z innym agentem mogła dotyczyć zadania o , którym wcześniej opowiadał jej Mike? Całkiem niewykluczone, chociaż tego nie mogła być pewna.
- Hmm to jest ciekawe. Jak widzimy sala nadal stoi cała, chociaż mogło dojść do czegoś o czym nie wiemy. Jak się domyślam wiesz Toni, że w sali byłyśmy obydwie poddawane zadaniu, które polegało na odnalezieniu kogoś lub też czegoś? – zapytała.
Ujawniła część swej wiedzy, chociaż oczywiście powiedziała teraz tyle ile mogła, aby nie wprowadzic niepotrzebnego zamieszania. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do czarnowłosej dziewczyny, nie obwiniała jej o nic.
- Jednak dobrze zrobiłaś, bo w gruncie rzeczy to może być również jakiś element gry. A więc jestem pełna podziwu dla ciebie – rzekła.
Gdy dotarł do niej głos blondynki, którą wyciągnęła wraz ze znajomą przeniosła swe spojrzenie na blondynkę która zdawała się dochodzić do siebie.
- Nie wiem, nie potrafię teraz podjąć decyzji. A jak wy sądzicie? W sumie możemy iść zobaczyć czy wszystko okej, a właściwie podkraść się. – odparła.
Jednak na początek najlepiej będzie poznać imię drugiej osoby z, którą obecnie się przebywało. Dlatego tez wyciągnęła ku Carter swą dłoń.
- A tak poza tym jestem Averly, miło mi poznać. I dla ciebie proponuję wodę do picia – powiedziała z uśmiechem.
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 19:57   
   Multikonta: Rosemary


Carter - co z tego, że pijana - jako jedyna zadała najistotniejsze pytanie. Co właściwie mają teraz zrobić? To Toni podsłuchała rozmowę i wyciągnęła dziewczyny z budynku, przez co teraz czuła się odpowiedzialna, za to, co robią. A teraz nie miała bladego pojęcia, co dalej. Wrócić do kafeterii? Niby z zewnątrz wyglądało na to, że nic się nie stało, nie miała też żadnego dowodu na to, by coś i zagrażało. Jedynie kilka informacji wyrwanych z kontekstu, które udało jej się posłuchać. Ale podskórnie czuła, że dobrze zrobiła uciekając stamtąd.
- Tak, wiem. - powiedziała bardo, bardzo poważnym tonem i spuściła nieznacznie wzrok. - Wychodząc minęłyśmy agenta z wielkim podsłuchem, to ona miał dokonać wymiany. - Nie widziała powodu, dla którego miała by to ukrywać. No, poza jednym. Bała się, że dziewczyny mogą być na nią złe. To w końcu przez nią straciły szanse na wykazanie się w tym zadaniu.
- Nie chcę was straszyć, ale... - Głos jej się załamał. - ale boję się, że może chodzić o coś więcej niż grę. Ta cała rozmowa... To wszystko brzmiało tak poważnie. Ten agent, cały czas zapewniał Kennetha, że tak będzie lepiej. A Kenneth... Kenneth chyba wcześniej płakał, nie chciał się zgodzić na to, co chciał zrobić tamten Agent. - sama niewiele rozumiała z tego, co mówiła. - A później przyszedł ten człowiek od wymiany i musiałam wrócić do środka, żeby mnie nie zauważył. - Wszystkie wiedziały co było dalej, pobiegła po Carter i wszystkie trzy wyszły na zewnątrz.
- Nie mam nic do picia. - rzuciła pośpiesznie, by chwilę później znów zwrócić się do pomarańczowej - Na pewno nie możemy wejść tam wszystkie trzy. Carter nie powinna wracać do tego zaduchu, a ktoś powinien z nią zostać. - Zaczęła się głośno zastanawiać, wpadając właściwie w słowotok. - Jeśli coś ma się stać w środku, lepiej żeby nas tam nie było. Rozejść się do pokoi też chyba nie możemy, to będzie ucieczka z treningu, no chyba, że wszystkie pójdziemy razem do pokoju Carter, a jak ktoś nas zaczepi, powiemy, że źle się poczuła, więc ją odprowadziłyśmy.
Czuła, jak przez jej ciało przechodzi coraz więcej ładunków, powodując - przynajmniej na razie przyjemne - mrowienie. Była zbyt rozemocjonowana. Wiedziała, że jeśli zaraz się nie uspokoi może stracić kontrolę.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 20:18   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe O.; Clary Lacroix


Miała wielką ochotę spytać ojca, o co tutaj chodzi. Nie mogła jednak tego zrobić, to było jak przyznanie się do porażki. Poza tym była już dużą dziewczynką, więc raczej nie powinna lecieć do tatusia z każdym swoim problemem. To nie było w jej stylu.
- Według mnie plan numer trzy brzmi najsensowniej, jeśli nie mamy zamiaru przeszkodzić w wymianie. - Gdyby przy okazji udało się wykonać zadanie to byłoby super, ale nie miała też ochoty zbytnio ryzykować. Nawet jeśli była pijana, to nadal wolała ostrożnie podchodzić do tego rodzaju rewelacji. Przecież CIA nikt nie ufa, nigdy nikt im nie ufał. Zawsze to CIA stało za różnego rodzaju machlojkami. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
- Cześć Averly. Carter Hunt. Wodę chętnie przyjmę, w każdej ilości. - Normalnie wyciągnęłaby rękę na przywitanie, ale w tym stanie wolała nie wykonywać żadnych gwałtowniejszych ruchów. Nie miała ochoty na upadek.
- A może by tak znaleźć Kennetha i z nim o tym porozmawiać? - Jeśli jakiś agent CIA miałby być po ich stronie, to właśnie Kenneth. No i to on protestował przeciwko planowi tego drugiego agenta.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 17:55   
   Multikonta: xxxxxxxx


Na dobrą sprawę żadna z nich nie miała dobrego pomysłu na to co teraz robić. Okej opuściły salę, ale też nie zrobiły niczego złego...jeszcze. Po prostu pomogły innej dziewczynie wyjść na świeże powietrze, aby ta mogła dojść do siebie.
- Przynajmniej coś wiemy, a to już oznacza, że nie jest źle – stwierdziła.
Okej chciała wykazac się w zadaniu, ale nie za wszelką cenę. Skoro znalazły się na zewnątrz widocznie tak musiało być. Wiecie zbiegi okoliczności i te sprawy, których jednak nie można za bardzo lekceważyć. Wciąż miała doskonały humor, jednak to co powiedziała Toni już jej się nie spodobało. A właściwie nieco ją przeraziło. Spojrzała na nią zaskoczona, a jednocześnie nieco przerażona, niedowierzając spojrzeniem.
- Okej, to już się robi niepokojące. Dlaczego Kenneth miałby płakać? No i co takiego musiałoby się stac, aby doprowadzić go do takiego stanu? Pomysły? – zapytała.
Starała się na szybko chłodno przeanalizować to co obecnie miało miejsce, co się działo. Nie widziała w tym na razie niczego logicznego, ale na pewno musiała w tym być jakaś logika, której na chwilę obecną jednak nie potrafiła dostrzec.
- A też jeżeli nagle jedna wróci, a potem znów wyjdzie z sali to może nie być zbyt dobrą opcją. Nie wiadomo co tam się dzieję. Jak sama mówisz coś może się dziać w środku, w końcu nie można lekceważyć przeczuć. Usłyszałaś coś – dodała.
Z dwojga złego jednak nie za bardzo chciała wracać do środka. W końcu nigdy nie wiadomo co się wydarzy w następnej chwili. Spojrzała na dziewczyny uważnie je obserwując, szukając w ich twarzach jakiejkolwiek wskazówki. Przeniosła szybko wzrok z jednego punktu, tym razem na Toni spoglądając na nią
- Toni wszystko okej? – zapytała.
Po chwili usłyszała głos Carter, której imienia się dowiedziała zaledwie kilka chwil wcześniej. Okej a więc miały już wstępnie plan.
- Hmmm w sumie chyba najlepiej będzie jeżeli udamy się do twego pokoju Carter. Po drodzę zgarniemy butelki z wodą ze stołówki i będziesz mogła się napić. A co do rozmowy? Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Zauważcie, że gdyby nie Toni nie wiedziałybyśmy o niczym, a więc zapewne nie możemy o niczym wiedzieć. I czy rozmową nie pogorszymy sytuacji swojej oraz innych osób, w tym Keenetha? – zapytała cicho.
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-29, 16:43   
   Multikonta: Rosemary


Toni nie miała pojęcia, co powinny teraz zrobić, ani czy wyciągnięcie ich z kafeterii nie było błędem. Cały czas też czuła się w jakiś sposób obarczona odpowiedzialnością za całą tą sytuacje, co wcale nie pomagało jej się skupić ani uspokoić. Nie mogła też dziwić się dziewczyną. W końcu to ona usłyszała tę rozmowę i to ona powinna wiedzieć, co zrobić. Ale nie wiedziała. Mogła jedynie strzelać, podejmując decyzję, co powinny zrobić.
- Chodźmy do pokoju Carter. - stwierdziła, dość stanowczo. Nie lubiła podejmować decyzji kogoś innego niż ona sama, ale teraz czuła, że muszą zrobić cokolwiek, byle tylko nie stać pod tym cholernym budynkiem. Wcale a wcale nie podobało jej się, że wszystko co robi, opiera na swoich przeczuciach. Wszystko było wtedy takie niepewne, jakby rozmazane gdzieś w oddali. Tylko wtedy nie miała nic, poza tymi właśnie przeczuciami.
- Okej. - odpowiedziała pośpiesznie na pytanie Averly. Nie do końca mówiła prawdę. Energia, jakby nigdy nic, wciąż krążyła po jej ciele w ilościach większych niż zwykle, ale jeszcze nie na tyle dużych, by móc faktycznie wyrwać się spod kontroli Toni.
Wiedziała niby, że w takim stanie pierwsze co powinna zrobić, to się nie stresować i próbować uspokoić, tylko chwilowo nie miała czasu, ani możliwości. Cały czas rozważała każdą możliwość, każde "za" i "przeciw", żałując, że nie jest cholerną zieloną.
Naprawdę wierzyła, że w ośrodku dzieje się coś złego.
- Nie wiem, czy rozmowa z jakimkolwiek agentem to dobry pomysł. Kenneth nie był zadowolony, ale nie mógł zrobić nic, by im przeszkodzić, choć chciał. Nawet jeśli mógł by nam pomóc - jest sam. Chodźmy już do tego pokoju, tam będziemy mogły spokojnie pomyśleć o tym, czego dokładnie mogła dotyczyć rozmowa. - Sama nie wiedziała, skąd nagle wzięło się u niej... sama nie wiedziała jak to nazwać. Siły charakteru? Zrobiła się teraz taka stanowcza, zupełnie niepodobna do siebie. - Najpierw musimy znaleźć się w miejscu gdzie będziemy względnie bezpieczne, a później ustalimy, co się dzieje.
- Idziemy? - W duchu modliła się, by nie protestowały.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-29, 19:25   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe O.; Clary Lacroix


Nie podobała jej się sytuacja, w jakiej się znalazły. Miały nie wychodzić z kafeterii, a mimo to zrobiły. Czuła się z tym źle. Zawsze perfekcyjna Carter, już nie była taka idealna. Właściwie zawsze daleko było jej do perfekcji, ale nadrabiała to pozorami.
- Tak. Chodźmy do mnie. Tam zdecydujemy, co dalej zrobimy. - Były w złej sytuacji. Właściwie dzisiaj nic nie szło tak, jak powinno. Na treningu spodziewała się ojca, a zamiast niego przyszedł Kenneth. Nie słuchała reszty wywodu Toni. Wiedziała, co powie dziewczyna. Niestety miała rację i to ją przerażało. Zimne powietrze pomogło Carter jakoś wrócić do normy, chociaż nadal szumiało jej w głowie. Zdecydowanie nigdy wiecej nie sięgnie po alkohol. Nigdy.
- Chodźmy, nie ma na co czekać. - Ruszyła w kierunku budynku, gdzie miała swój pokój. Po kilku krokach zatrzymała się i spojrzała, czy Toni z Averly idą za nią.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-29, 19:41   
   Multikonta: xxxxxxxx


Dla niej ta cała sytuacja była skomplikowana, w dodatku była również już nieco zmęczona co wcale nie pomagało. Zawsze gdy robiła się przemęczona, siłą rzeczy chcąc czy nie chcąc wnikała do umysłów ludzi chociażby tego nie chciała. Nauczyła się szanować prywatność innych (zazwyczaj) dlatego starała się również trzymać kontrolę nad sobą. Swymi umiejętnościami.
- A więc decyzja podjęta. Idziemy do pokoju Carter, a ja chyba niedługo będę musiała się na chwilę zdrzemnąć. – powiedziała.
Posłała im spojrzenie, które mówiło jedno: wyjaśnię wam potem. Nie chciała mówić tutaj o co chodzi, a też musiała przemyśleć jak w prostych słowach wyjaśnić im swą przypadłosć. Okej dla jednych przypadłość, dla innych błogosławieństwo jak zwał tak zwał. Spojrzała pośpiesznie na Toni, wyczuwała, że coś jest nie tak ale nie miała zamiaru tego komentować. Uśmiechnęłą się do niej delikatnie chcąc dać do zrozumienia, że zawsze gdy będzie miała potrzebę może z nią pogadać od serca, bo ona znajdzie dla niej czas.
- Ja zgadzam się z Toni. Tak jak mówiłam rozmowa z jakimkolwiek agentem nie jest zbyt dobrym wyjściem z całej sytuacji. Nas tutaj nie powinno być, a umówmy się, że skoro mielibyśmy wiedzieć coś o tym co przytrafiło się Kenneth'owi wiedziałybyśmy. Najlepiej udawać, że nie mamy o niczym zielonego pojęcia. – dodała.
Wysłuchała dalszych słów Toni, które wydały jej się być całkowicie dobrze sformułowaną wypowiedzią. Po prostu w obecnej chwili idealnie się uzupełniały ze swymi wypowiedziami, ze swym tokiem rozumowania.
- Okej, idziemy. W pokoju Carter możemy na spokojnie się zastanowić co dalej, jak mamy postąpić. – rzekła.
Skierowała się za blondynką, chcąc jak najszybciej dotrzeć do jej pokoju.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-29, 20:07   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Mg
Dziewczyny znalazły się w pokoju Carter. Raczej podczas tego nie działo się nic szczególnego, przecież to tylko zwykła wycieczka do pokoju. Miały tam kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt minut na to, by przedyskutować sytuację i nieco pomóc Carter się ogarnąć. Po tym czasie jednak ktoś zapukał do ich drzwi i to dość mocno. Dziewczyny usłyszały:
- Proszę otworzyć panno Hunt, już! - krzyknął ktoś. Cóż, raczej nie było zbyt wiele wyjść z tej sytuacji. Musiały otworzyć, skoro ktoś się dobijał - pytanie jednak brzmiało kto to był i czego chciał. Mogły mieć oczywiście jakieś dziwne przeczucia, że to wszystko się jakoś łączy a tam, za drzwiami, jest ktoś zły kto chce je wszystkie skrzywdzić, bo nie udało się dorwać ich podczas tego całego zadania. Które swoją drogą przeszło gdzieś tam bokiem podczas całej tej sytuacji. No ale tak, bezpieczeństwo było znacznie ważniejsze niż cokolwiek innego.
- Otwierać, teraz! - warknął ktoś za drzwiami, waląc w nie jeszcze mocniej.

Kolejka dowolna. Każda z was może otworzyć.

A, zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6862#6862
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,138 sekundy. Zapytań do SQL: 10