• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy luty 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -5°C, pada śnieg.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Każdy nowy może rozpocząć grę jako exagent Pryzmatu i zamieszkać na strzeżonym osiedlu należącym do rządu!

    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Toni Martin Poszukuje relacji z osobami z Syndykatu.
    -Hunter McAvoy Poszukuje osób do swojego własnego, prywatnego gangu.


  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Toni
Autor Wiadomość
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:24   Pokój Toni
   Multikonta: Rosemary


Pokój wyglądający właściwie identycznie, jak cała reszta w ośrodku.
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:41   
   Multikonta: Rosemary


Toni, nieźle zaszokowana, jednak złapała odznakę, nie poświęcając jej ani jednego spojrzenia. Powinna się cieszyć, że nic się nie stało, choć jeszcze chwile temu była nieźle przestraszona. Radość przyćmiewała świadomość, że narobiła paniki, właściwie bez powodu. Przeszkodziła koleżanką w zadaniu, bo takie miała przeczucie. Błędne przeczucie.
Chyba czas poważnie zastanowić się, czy aby na pewno nie ma jakiejś manii prześladowczej, czy innych schiz.
A później... później powiedział coś o pogrzebie. No i usłyszały tą audycje. Tyle, że Toni niewiele z niej zrozumiała. Oczywiście, wszystko słyszała, każde pojedyncze słowo, ale nie potrafiła zrozumieć ich sensu. Poza tym jednym. Calum nie żyje. Żółta nie zaczęła płakać, ani nic takiego. Właściwie nie ruszyła się ani o milimetr, jak zaklęta w posąg. Dopiero po chwili prychnęła, jakby ktoś właśnie opowiedział bardo dobry żart.
Tak, śmiała się. Chociaż wcale nie było jej do śmiechu.
- To żart, prawda? - rzuciła w eter, choć sama nie miała nawet cienia wątpliwości, co do wiarygodności audycji. Chociaż... gdzieś tam na dnie jej serduszka tliła się nieśmiało nadzieja, gasnąca z każdym kolejnym słowem, wydobywającym się z radia. - Powiedzcie, że to żart.
Nie dała nikomu szansy odpowiedzieć. Wybiegła z pokoju Carter, kierują się do własnej sypialni. Musiała spakować swoje rzeczy przed wyjazdem. I schować się przed wszystkimi. Pobyć samemu. Przetrawić wszystko, o czym właśnie się dowiedziała.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:49   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
Dziewczyna musiała wziąć swoje rzeczy i dość prędko śpieszyć się na helikopter. Nie było zbyt wiele czasu, wiadomo. Jednak z pewnością dziewczyna znajdzie moment na zastanawianie się nad całą tą sytuacją już w Pryzmacie. W końcu będzie pogrzeb, prawda? Będzie miała okazję ostatni raz się z nim pożegnać. Teraz jednak musiała skupić się na pakowaniu. Po chwili jednak drzwi do jej pokoju lekko się uchyliły, a po króciutkim momencie otworzyły. Weszła tam dziewczyna ubrana w mundur żołnierza, dodała do Toni:
- Jesteś gotowa? Moim zadaniem jest zabrać Cię do helikoptera, który zabierze Cię do Pryzmatu - dodała agentka. Czy tam żołnierka. Następnie zdjęła z głowy kaszkiet, i powiedziała nieco zmieszanym głosem:
- Przykro mi z powodu tego, co się stało. Calum był również moim przyjacielem i naprawdę jest żal mi tego, co go spotkało - dodała. Dziewczyna miała czarne włosy spięte w wysoki, schludny kok. Nie widziała jej raczej tutaj nigdy wcześniej, ale takie sytuacje zdarzały się przecież bez przerwy. Było tutaj wielu, wielu rekrutów i jeszcze większa ilość szkoleniowców, żołnierzy jak i agentów.
- Czy możemy już iść? - dodała po chwili, spoglądając na Toni.
_________________


 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:59   
   Multikonta: Rosemary


Gdy w drzwiach pojawiła się kobieta w mundurze, Toni zrozumiała, że do czasu powrotu do pryzmatu nawet nie ma co liczyć na chwilę prywatności. Nie miała specjalnej ochoty rozmawiać z obcą osobą na temat śmierci Caluma, nawet jeśli żołnierka go znała, dla Toni dalej była obcą osobą. Żółta rzuciła jej jedynie przelotne spojrzenie, zabierając się za pakowanie.
Pakując do torby kolejne rzeczy, co chwila patrzała na kobietę kontem oka, jakby sprawdzała, czy dalej tam stoi. Właściwie, dlaczego wysłali kogoś, by odprowadził ją na helikopter. Bali się, że na trafi? Albo ucieknie?
- Tak, możemy iść. - mruknęła, zarzucając zapakowaną torbę na ramię.
Przed wyjściem tylko szybko otarła łzy z policzków. Nawet nie zauważyła, gdy wcześniej zaczęła płakać.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 23:23   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
- Nie łam się, jakoś to będzie - dodała dziewczyna i przewróciła oczami. Nie była chyba najlepsza w pocieszaniu innych. Zresztą, w swoim życiu i tak straciła już tak wiele osób, że każda kolejna była jedynie wzruszeniem ramionami. Niczym więcej. Popatrzyła na Toni i z jednej strony było jej trochę żal tego, że dziewczyna tak bardzo to przeżywała. Z pewnością w szeregach CIA spotkałoby ją wiele tego typu sytuacji. Poza tym zdała szkolenie. Potem pójdzie na kolejne, potem na kolejne. Nawet się nie obejrzy, a już będzie w szeregach organizacji. Będzie jeździła na misje i traciła kolejnych przyjaciół kosztem wykonania zadania. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła. Co za znajoma historia utraty resztek moralności i uczuć.
- Zaprowadzę Cię na helikopter - dodała, a następnie wyciągnęła dłoń, dodając:
- Mogę zabrać Twoją torbę jeśli chcesz.
Chciała jej pomóc, wiadomo. Widać, że Toni nie była jakiejś specjalnie dobrej postury, więc pewnie będzie jej lepiej iść bez żadnego obciążania. Szczególnie, że dziewczyna nie czuła się najlepiej. Tak czy siak obie wyszły z budynku a następnie ruszyły przed siebie. Chwila spaceru dzieliła je od lądowiska, więc trochę zajmie, zanim będą na miejscu.
_________________


 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-30, 23:40   
   Multikonta: Rosemary


- Jasne. - rzuciła, odrobinę zirytowana. Naprawdę nie miała ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a tym bardziej na tanie teksty typu "będzie dobrze". To jedynie podsuwało jej myśli o tym, co się stało, gdy z całych sił starała się je od siebie odepchnąć. Przynajmniej do czasu powrotu. Po prostu nie chciała płakać publicznie, nie tym razem.
Czy był to dowód na to, że szkolenie w jakimś stopniu ją zmieniło? Chyba tak. Na lepsze, czy na gorsze, trudno powiedzieć. Ale sama zauważyła w sobie zmianę. Może nie jakąś diametralną, ale też wcale nie jakąś malutką i nieistotną. Jakby zrobiła się... twardsza? Nie, to raczej nieodpowiednie słowo. Dalej ruszało ją wiele rzeczy, na które większość osób nie zwróciła by najmniejszej uwagi, tyle, że teraz starała się bardziej z tym kryć. Tak przynajmniej jej się wydawało.
Kiwała tylko głową, nie mając siły ani ochoty odpowiadać pełnymi zdaniami. Pozwoliła też zabrać od siebie torbę.
- Dzięki. - wcale nie brzmiała, jakby była wdzięczna za pomoc. Tak po prostu wypadało.
Chyba pierwszy raz od dawna była tak obojętna na wszystko. Idąc w stronę lądowiska nie rozejrzała się ani razu. Nie szukała wzrokiem kogoś znajomego, jak to miała w zwyczaju. Po prostu szła, a właściwie dała się prowadzić, jak otępiałe zwierze. Mogła by obok niej wybuchnąć bomba - pewnie nic by nie usłyszała.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 00:00   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
W takim razie Toni jak i Lexie, bo tak nazywała się dziewczyna, szły dalej. Ale zabawa miała się zaraz skończyć, a dokładniej w tym momencie, w którym dziewczyna o czarnych jak smoła włosach wystawiła dłoń i machnęła nią. Były już dość daleko od kompleksu, pewnie Toni nawet się nie zorientowała przez całe to otępienie, że szły nieco dłuższą drogą, bardzo okrężną. Kiedy znalazły się przy ogrodzeniu, nagle zjawili się inni agenci, wychodząc zza budynku. Oboje od razu podeszli do Toni i złapali ją - jeden z nich za nogi, drugi zaś za dłonie. Oboje byli ubrani w normalne mundury marines - w takie, jak wszyscy inni. Nie poświęcili zbyt dużo czasu na trzymanie dziewczyny - od razu jeden z nich wyjął szmatkę, która ewidentnie była czymś nasączona i po jednym czy dwóch wdechach, dziewczyna powoli zamknęła oczy i raczej nie zapamiętała niczego. Bardzo szybko. Widoczne musieli być przeszkoleni w tego typu rzeczach. Lexie odeszła nieco od niej, szeroko otwierając oczy. Po tym od razu założyła kaszkiet na głowę, naciągając go lekko na twarz. Wtem odezwał się jeden z mężczyzn:
- Przecież i tak widzieli już twarze, nie ma sensu Lex - rzucił, posyłając jej nieco zdziwione spojrzenie. Jednak wtedy nie było zbyt wiele czasu na jakiekolwiek gadanie. Od razu wzięli Toni i przewiesili ją przez ramie. Ruszyli w stronę samochodu, który stał pomiędzy dwoma budynkami a następnie wpakowali uśpioną dziewczynę do bagażnika, wcześniej umieszczając na jej głowie opaskę, która miała zapobiec działaniu zdolności. Jej dłonie zostały skrępowane paskiem do kabli. Następnie jak gdyby nigdy nic wsieli do samochodu.
Tak, widzieli ich kamery z centrali - jednak zanim ta sytuacja zostanie zauważona rzeczywiście (brak Toni), minie trochę czasu, a osoby na granicach nie miały żadnego dostępu do ogólnych nagrań. Jedynie tych na granicy kompleksu.
Tak, nie było straży, a raczej strażnikami byli Ci, którzy pomogli w porwaniu. Wszyscy byli w mundurach osób, które stacjonowały normalnie w akademii. Jedyne co ich wyróżniało to fałszywe identyfikatory, które należały do innych osób. Po kilku sekundach znaleźli się przy bocznym wyjeździe z kompleksu, gdzie wylegitymowali się fałszywymi identyfikatorami, które oczywiście były w systemie. Jednak nie należały one do nich, a biedacy, którzy znajdowali się na zdjęciach zapewne już gryźli piach od kilku godzin. Gdy wyjechali z kompleksu, dziewczyna zdjęła kaszkiet a następnie rozpuściła włosy, które były dłuższe niż można było się tego spodziewać, a następnie podciągnęła rękawy swojego munduru, eksponując tatuaże.
- Zdejmijcie to, debile - dodała do dwójki pozostałych agentów. Jeden z nich, ten, który siedział na siedzeniu pasażera z przodu zdjął marynarkę, a następnie zaczął zdejmować z dłoni grube, gumowe rękawice. Została jeszcze reszta gumowego stroju, który miał go ochronić w razie jakichś wybryków ze strony żółtej. Po chwili dziewczyna nachyliła się nad siedzeniami z przodu i włączyła radio. Akurat słychać było Franka Sinatrę, wykonującego kawałek Witchcraft .
_________________


 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-31, 12:41   
   Multikonta: Rosemary


Nie zauważyła niczego dziwnego, nawet nie zwróciła uwagi, że idą nie tą drogą, co zwykle. Po prostu dała się prowadzić. A chwilę później nie mogła się już ruszyć, gdy agenci trzymali ją za ręce i nogi, skutecznie uniemożliwiając ucieczkę. Oczywiście, mogła się wyrywać. Tylko zanim w ogóle zrozumiała, co się dzieje, zanim pomyślała, by choćby spróbować ich sparaliżować - przyłożono jej do nosa szmatkę. Wystarczyła chwilą, by zasnęła.
Gdy zaczęła odzyskiwać przytomność, w pierwszej chwili nie pamiętała nawet co się stało. Zaraz, znajdowała się ja jakimś małym pomieszczeniu, trzęsło. Helikopter? Leciała do pryzmatu? Nie, w helikopterze było by głośniej. I siedziała by na miejscu, a nie leżała. I nie miała by związanych rąk.
Zaraz, to bagażnik?
Tylko, co się właściwie stało...?
Próbowała przypomnieć sobie wszystko, od początku. Siedziała w pokoju Carter, przyszedł agent i kazał im się pakować, a później... później chyba wróciła do siebie. I wtedy usłyszała tę audycję, tę cholerną audycję. A może usłyszała ją wcześniej? Zresztą, nieważne. Do pokoju przyszła po nią agentka, odprowadzała ją na lotnisko. Więc czemu teraz siedziała w bagażniku?
Dalej zaszokowana i nie bardzo rozumiejąca, co tam się dzieje, spróbowała podnieść się i oprzeć plecami o którąś ze ścian samochodu. I tak, i tak była raczej bezbronna, ale chciała chociaż nie uderzać głową w spód bagażnika, za każdym razem gdy wjadą w dziurę.
Chyba dopiero wtedy zaczęło do niej dochodzić, co naprawdę się stało. Przypomniała sobie, jak agenci - a raczej ludzi za nich przebrani - złapali ją i przyłożyli coś do twarzy, po tym musiała stracić przytomność. Dopiero wtedy, gdy uświadomiła sobie, że właśnie ją porwano i gdzieś wywożono, zaczęła panikować. Nie wrzeszczała, głównie dlatego, że miała ściśnięte gardło. Pewni nawet gdyby chciała, nie dałaby rady wypowiedzieć ani słowa. Za to bez przerwy kopała na oślep, sama nie wiedziała właściwie w co. Jakby mogło jej to w jakikolwiek sposób pomóc.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 13:51   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
Nadal leciał Sinatra, nawet gdy Toni zaczynała się już budzić. Jechała autem gdzie bagażnik był raczej otwarty, czyli tak jakby z tylnego siedzenia był do niego dostęp. Niestety nie leciał już Witchcraft, kawałek zmienił się na "The Way You Look Tonight". Muzyka była wesoła, ale ewidentnie niespecjalnie sprzyjała temu spotkaniu, prawda? Raczej nie należało ono do tych specjalnie wesołych, jednak wszyscy prócz Toni byli całkiem weseli z takiego rozwoju sytuacji. To tak, jakby wygrali los na loterii czy coś w ten deseń. A takim czymś to nic, tylko się chwalić. Tak więc wesoło puścili Sinatrę i śpiewali pod nosami. Z wyjątkiem Lexie, rzecz jasna. Ona zaś miała w ustach skręta, siedziała oparta plecami o tylne drzwi i gdy tylko spostrzegła się, że jej towarzyszka się budzi, oparła się dłońmi o siedzenie i dodała do dziewczyny:
- Hej, mała. Głowa boli? - zapytała, a po chwili lekko zmarszczyła czoło. Popatrzyła na skręta w swojej dłoni, a następnie lekko przysunęła go do ust dziewczyny.
- Uwierz, pomoże. Pomaga na wszystko - dodała z uśmiechem. Nie była wobec niej w żaden sposób arogancka czy coś w ten deseń. Nic z tych rzeczy, była jakoś dziwnie, podejrzanie życzliwa. Zresztą, dziwne było to, że nikt od razu nie zaczął jej bić, obrażać czy cokolwiek innego w ten deseń. Uśmiechała się, była radosna. Jak reszta samochodu, zresztą.
Po chwili muzyka się zmieniła, a w aucie zaczął rozbrzmiewać saksofon, a konkretniej solo z filmu Taksówkarz z '76. Wydawało się, że zapętla się w nieskończoność, tworząc dość miłą aurę, że jest to uroczy wieczór a oni właśnie jadą do domu. Albo do jakiegoś pubu. Ale właściwie ciekawym pytaniem było to, gdzie zabierają teraz Toni.
_________________


 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-31, 16:52   
   Multikonta: Rosemary


Pierwszym co chciała zrobić, gdy udało jej się podnieść do pozycji siedzącej i zobaczyć, co dzieje się z przodu pojazdu, było użycie umiejętności. Nie wiedziała nawet w jaki konkretnie sposób. Porazić kogoś w aucie, wywołać awarię akumulatora, a następnie zrobić cokolwiek, by zatrzymać samochód. Szybko jednak zorientowała się, że to nie możliwe Coś jakby całkowicie blokowało jej umiejętności. Wcześniej tyle razy marzyła, by jej moce zniknęły. A teraz, bez nich, poczuła się zupełnie bezbronna.
Tyle że atmosfera w aucie wcale nie wzbudzała specjalnego poczucia zagrożenia. Oczywiście - Toni nie była na tyle głupia, by nagle stwierdzić, że porywacze to jej przyjaciele, czy coś takiego. Dalej była okropnie przestraszona, ze ściśniętym gardłem. Wszystko to wydawało się być strasznie nierealne. Nie była w stanie odpowiedzieć na pytanie czarnowłosej, ale tak, bolała ją głowa. To okropnie dziwne. Bała się, ale równocześnie jakby obecność dziewczyny trochę ją uspokajała. Może dlatego, że wcale nie kojarzyła jej z niczym złym. Wcześniej widziała ją w mundurze CIA, może dlatego teraz nie wydawała się być dla Toni "tą złą".
Na początku, gdy przystawiła jointa do jej twarzy, chciała się odsunąć. Nie bardzo miała gdzie, to po pierwsze. A po drugie, chyba zwyczajnie coś ją do tego ciągnęło. Może to przez tę dziwną atmosferę, jakby własnie jechała gdzieś ze znajomymi, a nie została porwana? Poza tym, gdzieś tam, pojawiła się taka nieśmiała myśl, że nawet nie wie gdzie ją zabierają, ani co mają zamiar z nią zrobić. Nie wie, czy za kilka dni jej nie zabiją. Może warto przedtem spróbować zapalić?
Zaciągnęła się, zdecydowanie mocniej niż powinna. Chwilę potem zaczęła gwałtownie kaszleć, jakby chciała "wypluć" dym z płuc, które w tym samym momencie okropnie ją zapiekły.
Palenie marihuany ze swoimi porywaczami było chyba skrajną głupotą, ale wtedy Toni było już wszystko jedno. I tak mogli zrobić z nią co chcieli. Była przecież całkowicie bezbronna. Chyba nic strasznego się nie stanie, jeśli na chwilę się wyluzuje, udając, że nie widzi tego całego gówna, w jakie się wpakowała.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 18:19   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn


MG
- O rany... - roześmiała się Lexie, a następnie przyłożyła dłoń do ust, próbując się powstrzymać. Dodała: - Chyba nigdy nie zdarzyło Ci się palić, co? Nie martw się, wszyscy reagujemy tak przy pierwszym razie. Ja to w ogóle. Gdy dali mi pierwszego skręta, to obawiali się że się uduszę - powiedziała, a następnie zaciągnęła się tym samym papierosem, którym przed chwilą Toni. No tak. To była czysta marihuana, a skoro był to pierwszy raz Toni, to z pewnością zaczynała czuć się nieco bardziej wyluzowana niż zwykle. Spoko, do tylko porwanie, nie ma się czym martwić. Nawet lekko przestawała boleć ją głowa. Nieźle. Może dadzą jej jeszcze jednego bucha? Porywacze z przodu nie odzywali się przez cały ten czas. Lexie jednak była w znakomitym humorze.
- Toni, nie? Lexie - powiedziała i wystawiła do dziewczyny dłoń. Po tym zorientowała się, że przecież są one skrępowane za jej plecami, tak więc wychyliła się i chwyciła za jedną z jej skrępowanych dłoni i lekko nią potrząsnęła.
- Trochę ciężko jest się witać gdy jest się skutym, nie? Wybacz. Takie procedury. Jak dojedziemy do Langley to trochę ci odpuszczą. Przynajmniej taką mam nadzieje - powiedziała, rzucając ponure spojrzenie do porywaczy.
- Nie masz się czego bać, nikt tutaj nie ma zamiaru Cię skrzywdzić, także spoko. Wiem, to brzmi nienormalnie, ale serio, nie ma się co łamać. Jakoś to będzie - jak zawsze. Z taką dewizą możesz brnąć przed siebie - stwierdziła wytatuowana dziewczyna i uśmiechnęła się. Wypaliła do końca skręta, a następnie uchyliła okno i wyrzuciła peta. Popatrzyła znowu na Toni i dodała:
- Nie martw się, nie jesteśmy narkomanami i nie porwaliśmy Cię dla działki. Ja jestem Lexie - to już wiesz. Ten gość co prowadzi, to Hayden. Chyba miły gość, niedawno był torturowany, więc jego morda nie jest specjalnie wyjściowa. Obok niego siedzi Jeremy, mój brat. Podwójny agent i tak dalej. Ale radzę Ci nie patrzeć w jego paszporty i identyfikatory - na każdym z nich wychodzi jak ziemniak. A Ty.... No. Powiedz coś o sobie, skoro nas już znasz.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 16:58   
   Multikonta: Rosemary


Nigdy nie paliła marihuany. Właściwie to nigdy niczego nie paliła. Alkoholu też raczej nie tykała, nawet gdy miała taką możliwość, jak wcześniej w kafeterii. Zawsze uważała wszelkie używki, nawet w małych ilościach, za skrajną głupotę. A teraz? Teraz bez chwili zastanowienia, po kilku minutach od odzyskania przytomności, siedząc w bagażniku, pociągnęła bucha marihuany od swoich porywaczy. A co najlepsze - wcale tego nie żałowała. Całkiem podobał jej się ten przyjemny stan rozluźnienia. Podobało jej się, że sytuacja nagle wydawała się być odrobinę mniej tragiczna.
Dalej jednak nie rozluźniła się na tyle, by swobodnie odpowiedzieć. Za to pokręciła przecząco głową, oczywiście na pytanie, czy wcześniej już paliła. Hej! Może jeszcze nic nie mówiła, ale kontaktowała, rozumiała co mówi dziewczyna i potrafiła jakkolwiek zareagować. To już jakiś postęp, nawet jeśli dalej wszystkie ruszy wykonywała jakby z opóźnieniem.
- Langley? - wydusiła z siebie po dłuższej chwili. To chyba nazwa jakiegoś miejsca. Tam właśnie ją wywożą? - To daleko? - Ze wszystkich możliwych pytań zadała to prawdopodobnie najgłupsze. Cóż, wtedy myślała w odrobinę innych kategoriach, niż normalni ludzie w takiej sytuacji.
Toni niewiele z tego wszystkiego rozumiała. Sama nie była pewna, jeszcze nie wybudziła się do końca po tym, co jej podali, czy to już przez marihuanę. Z kilkunastu zdań wyciągnęła mniej więcej tyle, że nie są narkomanami. Cała reszta na chwilę zawitała w jej myślach, by dosłownie kilka sekund później zniknąć gdzieś pośród tysiąca innych, niezrozumiałych zdań.
- O sobie? - wydukała, gdy usłyszała pytanie na końcu. - Jestem Toni. - to już raczej wiedzieli, sądząc po ty, że wcześniej Lexie nazwała ją po imienia i nawet podała rękę. Tyle, że żółta jeszcze nie domyśliła się, że oni wiedzą. - Całkiem lubię czytać. - dodała po chwili, uznając właśnie tą informację, za niezwykle ważną.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:27   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn


MG
- Nie, niespecjalnie. A co? Nie lubisz podróży? - zapytała, a następnie oparła swój łokieć na siedzeniu, zaś na dłoni swój policzek. Spoglądała teraz na Toni jak na jakąś przyjaciółkę podczas sobotniego spotkania w kawiarni. Cóż, raczej była przyjazna wobec innych. Nawet, jeżeli byli porwani. Chociaż to był pierwszy raz w którym była w takiej sytuacji.
- Jak byłam w Twoim wieku to chciałam podróżować po całym świecie. Cóż, wtedy akurat nie było Psi, to może jest to jakaś różnica - dodała, lekko rozbawiona. Nie wyglądało na to, że traktuje tą sytuacje jakoś specjalnie poważnie. Ale też nie widziała żadnego sensu w zastraszaniu Toni czy czymś takim. Przecież nic się nie stało, prawda? Nie musiała być do niej wrogo nastawiona, a skoro dziewczyna jej jeszcze nie próbowała atakować, to ona też nie ma zamiaru nic jej robić. Ale wbrew pozorom Lexie była zupełnie zdrową psychicznie osobą.
- O rany, stara... - roześmiała się dziewczyna i dodała do Toni po krótkiej chwili: - Już przestajesz kontaktować? Pamiętam jak jeszcze ja zaliczałam taki haj po ziole. To było mniej-więcej również w Twoim wieku. Zazdroszczę. Ale może nie pal więcej, bo wtedy robisz się mniej komunikatywna - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Po krótkiej chwili dojechali do jakiegoś miejsca. Mężczyzna z przodu zatrzymał samochód a następnie przekręcił kluczyk i wyjął go.
- Idziemy - zadecydował i wyszedł z samochodu. Następnie podszedł do bagażnika i otworzył go. Chwycił Toni dość delikatnie - jakby była oczywiście workiem ziemniaków - i przełożył przez ramie. Jednak nie taki zwykły worek - bardziej jakieś cenne ziemniaki. Nie było oczywiście żadnej dyskusji, mężczyzna po chwili ruszył w kierunku jakiejś drabiny, która prowadziła na dach budynku. Lexie stanęła zaraz za nim i zaczęła iść. Ostatni mężczyzna szedł za nią. Cóż, chodzenie gęsiego było całkiem bezpieczne. Po chwili pierwszy facet zaczął powoli wchodzić po drabinie, pomagając sobie jedynie jedną ręką. Drugą zaś musiał trzymać Toni. Idąca za nimi Lexie zagadała do niej:
- Obyś nie miała ręku wysokości. Najlepiej zamknij oczy - powiedziała, również wchodząc po drabinie. Gdy wszyscy już byli na górze, weszli do czegoś w rodzaju skrytki na dachu, po tym zeszli schodami w dół, otworzyli zamek i znaleźli się w mieszkaniu. Wyglądało dziwnie. Po wewnętrznej stronie drzwi, znajdowała się cała masa różnego rodzaju zamków, które ostatni mężczyzna skrupulatnie pozamykał. Hayden (ten pierwszy) jak i Lexie weszli do kuchni. Mężczyzna położył Toni na stole, Lexie zaś odpaliła kuchenkę gazową i od płomienia w niej odpaliła swojego papierosa. Hayden od razu wyszedł z spokoju, dodając: - Skontaktuje się z kim trzeba - stwierdził i opuścił pokój. Lexie w tym czasie zaczęła otwierać szafki, a po chwili dodała do Toni:
- Jesteś głodna? Mogę Ci coś zrobić, tylko na co masz ochotę? Jesteś wegetarianką?

zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7161#7161
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,087 sekundy. Zapytań do SQL: 9