Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik #4
Autor Wiadomość
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-29, 13:49   
   Multikonta: John, Nathan


Spojrzała na Lynn i chwilę się jej przyglądała. Znała jej obawy, w końcu weszła do jej głowy. Domyślała się o co może jej chodzić. I nie bardzo wiedziała jak jej pomóc.
Alice nigdy nie miała ojca, nie wiedziała więc, jak powinny wyglądać takie relacje. Nie wiedziała jak powinna pomóc dziewczynie. W końcu jej ojciec był prezydentem. Tym samym, który stworzył obozy. Przez którego rozegrał się cały ten dramat. Osobą, która zniszczyła wszystko. Całe to piękne życie które mogło ją czekać.
Odwróciła wzrok i spojrzała na swój talerz. -Wydaje mi się, że tak. - Powiedziała w końcu. -W końcu był twoim ojcem. Nie wiem czy zdawałaś sobie sprawę z tego wszystkiego co robił, być może o wielu rzeczach nie wiedziałaś. Nie wiem, nie widziałam zbyt dokładnie. Ale wydaje mi się, że go kochałaś. Zresztą, czemu miałabyś go nie kochać? Nawet jakby był największym potworem na tej ziemi, wciąż byłby twoim ojcem. - Uśmiechnęła się lekko. -Nie znam się na tym. Nie potrafię postawić się w twojej sytuacji. Ale wydaje mi się, że tak powinno być. Niezależnie od tego co zrobił, powinnaś go kochać. Możesz nie popierać wszystkich decyzji jakie podjął, może powinnaś je kwestionować, spróbować przemówić mu do rozsądku... Ale nikt nie powinien ci mieć za złe tego, że go kochasz. - Spojrzała na nią. -Myślę, że gdybym miała ojca, chciałabym go kochać. Niezależnie od tego jak złym byłby człowiekiem.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 16:15   
   Multikonta: Brak


- Aliiiceeeee - do uszu naszej Pomarańczowej przyjaciółki dobiegł pijacki głosik Bambi, która zdecydowanie nie znała słowa "umiar". Począwszy od tego, że szła krzywo, jakby definicja prostej linii okazała się być zygzakiem, przez zamglone, leniwie zmrużone oczy i ciągnięcie za sobą osobnika płci męskiej (takie rzeczy rzadko się zdarzały, wszakże przez pięć lat latała jak pies za jednym) i skończywszy na tym, z jaką ufnością doskoczyła do niej i wtuliła twarz w jej miękkie, ciemne włosy. - Moja Alizz, zemu do mie ne pzysłas? - zapytała w jej włosy i, chciałoby się napisać, chłonąc ciepło jej ciała, ale to nasza Czerwona byłą znacznie cieplejsza.
Gdy stwierdziła, że nasyciła się obecnością jednej z dwóch osób, którym jeszcze ufała w tym gównie, raczyła unieść wzrok. Rozchyliła tę rozmazaną czerwień, te usteczka, zerkając na koleżankę jej kochanej liderki. Patrzyła na nią w tym swoim pseudo pijackim skupieniu, wciąż lepiąc się do liderki, wypięta tyłkiem w kierunku Connora, w tej swojej trochę za skąpej kiecce. Zmrużyła oczy, mlasnęła językiem o podniebienie i stwierdziła w końcu:
- Podobna do ciebie.- I nie zasepleniła! - Mój Connorze! Poznaj moją Alice. Moja Alice, poznaj mojego Connora. - Ach, ta zaborczość. Nawet wyprostowała się i zaprezentowała ich sobie z gracją prezenterki pogodowej. Po grubych dragach.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 11:08   
   Multikonta: John, Nathan


Przyglądała się jej ze zdziwieniem odkąd ta ją zawołała. Wyglądało na to, że Bambi już trochę wypiła. A raczej całkiem sporo. No cóż, mogła się tego spodziewać. W końcu to była Bambi.
Kiedy do niej doskoczyła i wtuliła się jej we włosy, Alice uśmiechnęła się lekko i pogłaskała ją po głowie. Już zapomniała, jak to jest, kiedy ma się przy sobie kogoś bliskiego. Kiedy można się do kogoś przytulić, poczuć jego ciepło. -Nie przesadziłaś trochę? - Zapytała w końcu wesołym głosem. -Jutro będziesz umierać! - Zaśmiała się gładząc jej włosy. Cieszyła się, że ją odzyskała. Choć musiała sporo przejść, to mimo to teraz to wszystko nie miało znaczenia. Byłaby najszczęśliwsza, gdyby mogła tak przytulić się do Marc, Rose... I Abs. Abs, która była tak blisko, a mimo to tak daleko. Ale od wydarzeń na pustyni zrozumiała, że nie może chwycić zbyt dużo. Że musi doceniać to, co obecnie ma w garści. Mogło być gorzej. Gdyby trafiła tutaj bez Bambi i bez Abs... Nie wiedziała co by się wydarzyło. Być może znów zamknęłaby się w sobie. Na szczęście nie musiała tego sprawdzać. I miała nadzieję, że nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji.
Spojrzała na chłopaka którego przedstawiła jej Bambi. -Cześć. Jestem Alice. - Powiedziała łagodnie się uśmiechając. -Dziękuję za opiekę nad Bambi. - Ukłoniła się lekko. Spojrzała kątem oka na Lynn. -Ah, to jest Lynn. Poznałyśmy się niedawno. Lynn, to Bambi. - Czyli jedna z niewielu osób na tym pustym świecie, dla których Alice mogłaby oddać wszystko. Jedna z jej najbliższych przyjaciółek, najważniejszych osób w jej życiu. Była tutaj. I Alice nie miała zamiaru pozwolić jej zniknąć. Nigdy więcej nie pozwoli zniknąć komuś bliskiemu. Ani Bambi ani Abs.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-31, 12:27   
   Multikonta: -


Podróż z ciągnącą go po linii zygzakowatej Bambi była bardzo ciekawym doswiadczeniem. Właśnie doszedł do wniosku, że jego organizm chyba za szybko metabolizuje alkohol, ponieważ nie czuł się zamroczony, jak to było w wypadku, gdy siedział w jednym miejscu. Ilość spożytego przez niego trunku była chyba za mała, aby nie móc utrzymać równowagi, jednak język chyba mu się trochę plątał.
W końcu po długiej przeprawie znalazł się na miejscu. Miał poznać jakąś Alice, najwyraźniej Balbina bardzo ją szanowała, tudzież darzyła sympatią, ponieważ rzuciła się na nią jak lew na swoją ofiarę Zastygł w bezruchu i mimowolne spojrzał w oczy jakiejś dziewczyny, później okazało się, że ma na imię Lynn. Z szarmanckim, lekko zapijaczonym uśmiechem podał jej rękę w geście przywitania, a następnie skierował się w stronę Alice, która to uwolniła się już z objęć Bambusa.
- Miło mi cię poznać, Alice... Zapewne wiesz, że nie da się nią opiekować. Ona sama umie się o siebie zatroszczyć.- uśmiechnął się i nie wiedział już co ma ze sobą zrobić. Chyba czas ruszyć po kolejną butelkę, albo dwie. Przy tym stole było więcej osób do kielicha.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 23:25   
   Multikonta: Sierra


Obrana trasa wydawała się bardziej kręta i niebezpieczna niż poprzednim razem, ba, przemieniła się w prawdziwy tor przeszkód. Winę za to ponosił oczywiście stary dobry alkohol; siebie mogła oszukiwać, ale nóg nie i plątały się teraz w szpilkach i co chwila musiała się zatrzymywać albo o kogoś podeprzeć, żeby nie zaliczyć żadnej spektakularnej wywrotki. Tak jakoś dopiero w połowie drogi zorientowała się, że przemierzyła ten dystans z butelką otwartej wódy w ręce. Zamiast odesłać ją na miejsce jak grzeczna dziewojka upiła łyczek, może dwa i gnała dalej. Doszła po kilku, może nastu minutach i zmęczona wyczynianymi akrobacjami zaczęła gwałtownie zasysać i wypuszczać powietrze. Jeden rzut oka na wesołą gromadkę i zrozumiała, że ona miała albo mocną głowę, albo w porównaniu z Bambi i jej rudym koleżką jeszcze się nie rozkręciła. Urocza dwójka wyglądała na gotową paść z krzesła w każdej chwili, możliwe że nawet nie zauważyli jej przybycia. I dobrze, to wiele ułatwiało, nie będzie musiała z Balbinką drzeć niepotrzebnie kotów no i ta zostanie tutaj, gdzie było względnie bezpiecznie.
Powoli przeniosła wzrok z pijaczków, nagle jakby zlękniona. Nie tak zaplanowała pierwsze od kilku dni spotkanie z Alice. Miało być podniośle, w świetle księżyca, z tulaniem na zgodę... a rzeczywistość wyglądała tak, że stała przed nią, z trudem utrzymując się w pionie, śmierdziała alkoholem i w łapce trzymała wódkę, którą jednak prędko schowała za plecy, chociaż pewnie nie na tyle prędko, żeby pomarańczka tego nie zauważyła. Uh.
- Jest sprawa. - Tak po prostu, żadnych grzeczności, żadnego przepraszam. Miała cichą nadzieje, że nie zostanie zlana, tak, jak sama zlewała ją przez ostatnie kilka dni. Nie było czasu na rozczulanie się, chociaż może i był, ale ona była zbyt zawstydzona swoim stanem, by rozważać przeprowadzenie egyzstencjonalnych rozmówek. Machnęła do niej ręką, po czym pokierowała się w nieco bardziej odosobnioną część sali. Na miejscu również się nie ceregieliła, po prostu wypaliła:
- Chcę ci coś pokazać. - Splotła jej palce ze swoimi i odtworzyła w pamięci odbytą chwilę temu pogadankę z Lou, Kelly i Joyce'm - tak było najłatwiej i najbezpieczniej. Po seansie filmowym przekazała jej jeszcze w myślach Wydaje mi się że to może być prawda, nie wiem czy chcesz się w to mieszać, może lepiej będzie jeśli zostaniesz tu i się Bambi zaopiekujesz, ja raz dwa ogarnę te, ekhm, potworki z piwnicy no i w sumie tyle. Uznałam, że powinnaś wiedzieć bo to chyba istotne. Myśli miała dosyć nieskładne i zapewne pomarańczka mogła się dowiedzieć nieco więcej niż chciała przekazać, chociażby jej stosunek do Lou. Dlatego oderwała szybko rączkę od Alice i taka spięta nagle nieprzyjemnie siłą woli musiała się powstrzymywać, żeby druga ręka nie wystrzeliła skrywanej butelki w górę, prosto do jej gardła. Miała problem, co tu kryć, jeden wieczór i już się w opijusa przekształciła. A wiedziała, że kompletnie pijana wiele w podziemiu nie zdziała. Zmarszczyła się brzydko, emanując na zewnątrz wewnętrznym niezdecydowaniem, po czym stwierdziła, że nie ma co się już więcej oszukiwać i skoro na szczerość postawiła, to przy tym już zostanie.
- Ja... - wydukała, niezręcznie zezując na jeszcze chwilę temu schowaną butelkę, teraz błyszczącą w kolorowym, balowym świetle. - Może... jeśli usuniesz mi wspomnienia związane z piciem, to nie będę... czuła potrzeby sięgania po kolejny? Prawdopodobnie to co właśnie powiedziała nie miała wielkiego sensu i wyszła na idiotkę, prezentując wytwór pijackiego umysłu, ale jeśli istniała jakaś szansa na powodzenie tej idei, musiała spróbować. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Jeszcze nigdy nie stała przed Alice czując się taka mała, zawstydzona i tak bardzo obnosząca się ze swoją słabością. Eh... kiedyś musiał być ten pierwszy raz, nie?
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-05, 12:01   
   Multikonta: Brak


Ach, czyli Lynn nie była zaginioną bliźniaczką Alice, dobrze, bardzo dobrze, bo za dużo osób w łasce Bambi to niezdrowo dla niej samej, bo podczas walenia się świata miała tylko dwie ręce, no nie? I dwie nogi, tak dla zdesperowanych.
- Siema - wyszczerzyła się do ich nowej koleżanki radośnie i zerknęła na Connora, który pokazał się z prawdziwie dżentelmeńskiej strony, czemu nie. W końcu, bal to bal, no nie?
Miała w planach wskoczenia na nogi Alice i wtulenia swojej zapijaczonej twarzyczki w jej biust, gdy nagle dostała sms. Prawdę mówiąc, tak, nie zauważyła Abigail, będąc za bardzo skoncentrowana na obrazie. Próbowała odgadnąć szyfr, ale potem zamrugała kilka razy i, o, szyfr rozwiązany i wyraźny, ach, Bambi, niedoceniani geniusze byli najsmutniejsi, naprawdę. Gdy odwróciła się z powrotem do towarzystwa, Abigail już na dobre przylepiła się do jej liderki, a jej pozostało wzruszyć ramionami i zasalutować.
- Pijackiej nocki, moi drodzy - dygnęła elegancko i użyła płonącego biegu, żeby mieć czas na ewentualnie zgubienie się do swojego celu - garażu.
Pijany móżdżek Bambi nie dostrzegał w tym pułapki, a trzeźwy może i pomyślałby nad taką ewentualnością, ale - powiedzmy sobie szczerze - Coletti z radością rzuciłaby się w samo dno piekła. Taki urok naszego bambuska.
Jakoś niespecjalnie była przejęta tym, że Niebieska mogła nakapować ich liderce o tym, że była dla niej trochę za szczera. Nasz włoski czerwony zwyczajnie uznał, że warto dać jej pstryk w nosek, bo ta w ogóle nie była wdzięczna za to, że została uratowana od śmierci z głodu, czy wycieńczenia. Tak to bywało, Zepsuci Mutanci i te sprawy.
Bez wyrzutów sumienia i żadnych dodatkowych słów, zniknęła im z zasięgu wzroku.

[z/t]
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-05, 18:17   
   Multikonta: John, Nathan


Czując wibracje telefonu w niewielkiej kieszeni od razu się wzdrygnęła. Prawda była taka, że nie przyzwyczaiła się do tego uczucia. Siedziała tu już jakiś czas ale nikt do niej nie pisał. W Lidze też nie miała telefonu. Ostatnio komórkę trzymała przed przejściem do Ligi, kiedy jeszcze zadawała się z okolicznymi gangami. Ale to było tak dawno, że zdążyła zapomnieć jakie to uczucie. Szybko jednak zorientowała się, że to nie jest jakiś potwór czy coś w tym guście, a zwykłe urządzenie wibrujące w jej kieszeni. Wyjęła je, i ostrożnie, jakby nie chcąc uszkodzić, powoli weszła w wiadomości i odczytała, że powinna stawić się w garażu. Czemu? Coś się stało? Przez chwilę zastanawiała się, czy to dobry pomysł. to wszystko przypominało jej bardzo kiepską pułapkę. I w tym momencie pojawiła się Abs.
Z początku Alice odwróciła głowę, udając, że jest zainteresowana czymś na stole. Jednak po chwili okazało się, że to właśnie do niej podeszła dziewczyna. Chwilę się przemagała, aż w końcu zdoła spojrzeć jej w oczy.
Odkąd wylądowały w lesie... Nie, odkąd wylądowały na pustyni, ich relacje zaczęły się psuć. Kiedy zobaczyły to co zostało z OWD, Abs zachowywała się tak, jakby jej nienawidziła. Alice się nie dziwiła. Spodziewała się tego, ale mimo to, to tak bardzo bolało. Sądziła, że już nigdy nie będą mogły powrócić do tego co było kiedyś, nie ważne jak bardzo będzie tego pragnąć. I być może miała rację. Ale Abs się do niej odezwała. Być może w stanie upojenia alkoholowego, być może w jakiejś konkretnej sprawie a mimo to się odezwała. Dlatego Alice, nie chcąc tracić tej okazji, bez wahania poszła z nią.
Skinęła lekko głową, odczytując wspomnienia które pokazywała jej Abs. Nawet do głowy jej nie przyszło zaglądać gdzieś głębiej, bądź co gorsza spróbować przerobić jakieś wspomnienia na swoją korzyść. Być może gdyby to był ktoś inny, obcy to by to zrobiła. Ale nie jej.
Uśmiechnęła się lekko. -Nie sądzę, żeby to coś dało. - Powiedziała po chwili milczenia patrząc na jej kieckę, jakby starając się unikać jej wzroku. Nie wyglądała na jakąś szczególnie przejętą tym co zobaczyła. W swoim życiu widziała już tyle gówna, że chyba miała mocno zaniżone oczekiwania co do tego miejsca. Oczywiście, że gdzieś musiał być haczyk. Wiedziała to od początku, a na balu podczas przemówienie Leliel dostała ostateczny dowód. Ale nic nie powiedziała. Nie chciała opuszczać dziewczyn ani ponownie zmuszać ich do tułaczki. -Myślę, że... Powinnyśmy to zostawić. To nie nasza sprawa. - Mruknęła po chwili. -Jesteśmy tu bezpieczne. Mamy jedzenie, dach nad głową. Nie musimy się niczym martwić. A mieszanie się w to może na nas sprowadzić jedynie kłopoty. - Stwierdziła spoglądając na Bambi która chyba wychodziła. -Nie chcę, żeby coś się wam stało. Powinnyśmy odpuścić, udawać, że nic nie wiemy. Bez różnicy czy to prawda czy nie, nic z tym nie zrobimy. A możemy ściągnąć na siebie czyjś gniew. - Na przykład gniew Leliel, która wydawała się być całkiem groźną osobą. Nie chciała kłopotów, szczególnie nie dla Abs i Bambi. Jednak po chwili podniosła wzrok, spoglądając Abs prosto w oczy. -Ale jeśli mimo to chcesz działać, pójdę z tobą. Nie mam zamiaru cię zostawić. Jeśli będziesz chciała, pomogę. Zrobię wszystko żebyś nigdy więcej nie płakała. - Ostatniego zdania nie zdołała wypowiedzieć na głos, choć chciała przekazać je Abs. Ale może to i lepiej, że tego nie zrobiła.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-05, 18:49   
   Multikonta: Sierra


Zmarszczyła brewki, wzburzona, bo trochę miała nadzieje, że pomysł z usunięciem tego i owego był nie tyle co głupi, lecz genialny i w ogóle właśnie wymyśliła sposób na wyleczenie alkoholizmu. Przynajmniej nogą nie tupnęła i jeszcze większej wiochy nie zrobiła, a chciała. Wszystko odbierała intensywniej i miała wielkie trudności z typowym dla siebie opanowaniem. Czuła podskórnie, że nie wyjdzie jej to na dobre i nawet nie chodziło o jutrzejszego kaca, tylko o to, co może zrobić w tym specyficznym stanie lub czego nie. Już się skompromitowała, dalej może być już tylko gorzej. Dlatego podjęła jedną z najcięższych decyzji tego wieczora: unikając patrzenia na butelkę, wcisnęła ją w ręce pomarańczki i mruknęła:
- To w takim razie trzymaj to z dala ode mnie. - Lada chwila mogła zmienić zdanie, dlatego wbiła spojrzenie w jeden punkt, aby uniknąć widoku porozstawianych dookoła alkoholi czychających na jej moment słabości. I tak nagle zamrugała, bo uświadomiła sobie, na co czy raczej na kogo patrzyła i zszokowana powiedziała:
- Woow, ładnie wyglądasz. - Nie żeby na ogół Alice przypominała strach na wróble, po prostu teraz tak jej się to rzuciło w oczy i musiała to powiedzieć, tak. Uniosła wzrok wyżej, z jej sukienki na twarz i wyciągnęła rękę w stronę jej włosów, wyglądających na takie mięciutkie - musiała sprawdzić, czy faktycznie takie były... w połowie drogi jakby oprzytomniała i speszona cofnęła się o kroczek. Czując jak jej policzki pąsowieją, schyliła nieco głowę. Co ona... to nie jest Marc, opanuj się.
I opanowała, dosłownie znieruchomiała słuchając, jak pomarańczka argumentuje, że rozsądniej tu zostać. Pewnie tak, ale rozsądek to nie było w tej chwili coś, czego Abs miała zamiar słuchać, co zresztą udowodniła przed chwileczką. Poza tym kątem oka zobaczyła, jak Bambi zwiewa w stronę garażu i wypaliła:
- Bambi tam polazła, a jest w gorszym stanie niż ja. No przecież nie zostawimy jej tam samej, nie? - No i Lou tam poszła, a musiała ją chronić, teraz nawet poczuła ten taki dziwny, matczyny obowiązek jeszcze mocniej. Nie rozumiała tego i nawet nie próbowała, to po prostu było coś, co trzeba było zrobić. Tak postanowiła.
- Nie chcę cię... narażać, okej? Ale myślę, że powinnaś jednak pójść, pod moimi skrzydłami będziesz bezpieczniejsza. - I nawet uśmiechnęła się gorzko, jakby wcale nie było tak, że to pomarańczka zapewne będzie musiała się nią opiekować, bo inaczej to chwila moment i wysadzi głowę nie temu, komu było trzeba. Albo potknie, te obcasy - oh, no tak.
- Tylko może zdejmij buty, ja tam na pewno to zrobię, bo oszaleć od nich można. To..idziemy? - spojrzała na nią pytająco, zaczynając stukać z niecierpliwości nóżką. W końcu czas naglił. Chciała jak najszybciej upewnić się, że z Lou i Bambi było ok.

/zt (?)
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-05, 22:02   
   Multikonta: -


Connor w sumie nie pamiętał, czy ta impreza w ogóle mu się podobała. Zważywszy na stan, którym się znajduje, tak naprawdę było mu już chyba wszystko jedno. Siedział dalej na wyjebaniu na krześle i spoglądał na nowe twarze, których i tak pewnie nie zapamięta. Te dziewczyny coraz bardziej zaczęły mu się zlewać z tłem. Czy to znaczyło, że ma wszystkich dookoła w dupie? Może tak, może był pijany, wiedział jedno... Dajcie mi wódki
Nieśpiesznie przemierzał salę wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś zasranego kelnera, ale chyba próżno było go szukać, ponieważ nie odróżniał teraz ludzi.
W momencie, gdy jego telefon zaczął wibrować na znak otrzymanej wiadomości, zobaczył, jak Balbina bez słowa pożegnania rusza w stronę wyjścia. Wziął telefon do ręki i po rozszyfrowaniu szlaczków, które znajdowały się na ekranie, otarł czło jakby był zmęczony i wskazując na toaletę, w sumie nie wiedział komu, ruszył w jej stronę. Krok miał chwiejny, jednak jakimś cudem udało mu się chwycić w rękę dość sporych rozmiarów butelkę wódki. Zaraz potem, jak James Bond wyszedł z sali.

/zt
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,066 sekundy. Zapytań do SQL: 10