Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Plac główny
Autor Wiadomość
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-08, 23:03   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Zanim Freya zdążyła się jakoś mocniej wtulić w Sahira, pojawiła się przed nim Judith, przez co chłopak wyprostował się tak gwałtownie, że dziewczyna aż zachwiała się na nogach, kiedy ją od niego odrzuciło. Starając się jednak zachować, jakby wszystko było w porządku, poprawiła włosy i uśmiechnęła się do kobiety.
- Pani prezydent - powiedziała i skinęła głową. - Dzień dobry - dodała.
Ciężko powiedzieć, jaki miała stosunek do kobiety. Na początku była do tego nastawiona bardzo sceptycznie, słuchając radia jeszcze w akademii, kompletnie nie wierzyła jej słowom. Jednak wczoraj, na pogrzebie, jej przemowa zrobiła na Freyi jakieś wrażenie. Może faktycznie miała na uwadze dobro Psioników? Może chciała dla nich czegoś lepszego, niż odcięcie od świata? Taa, wciąż jednak była żoną Donovana. A to chyba mówi samo za siebie, nie? Kto normalny wychodzi za mąż za takiego buca?
- Czuję się świetnie - odparła, może trochę zbyt ostro. No nieźle, a teraz pani prezydent próbowała jeszcze zgrywać “fajną”. - Dziękuję za troskę, ale tak się składa, że wróciłam wczoraj do kliniki i wzięłam kąpiel, po pogrzebie - dodała.
Czasem żałowała, że nie miała w sobie tyle dyscypliny, co Sahir, że nie potrafiła podejść do każdego z należytym szacunkiem i tylko nabawiała się przez to problemów. Chyba dlatego, że od zawsze miała styczność z ważnymi ludźmi, których nie musiała traktować w żaden szczególny sposób, nie licząc ściśle określonych sytuacji, traktowała ich po prostu jak ludzi. Jasne, zachowywała odpowiednie maniery, ale pozwalała sobie też na odrobinę typowej dla niej bezczelności.
- Zaraz, jakie “pożegnasz się z Sahirem”? - zapytała. - To ty gdzieś wyjeżdżasz? - zwróciła się do chłopaka.
Ledwo się spotkali, a ona znów miała zostać sama..?
- Znaczy, jasne, możemy pogadać... To znaczy, z przyjemnością poświęcę pani czas, pani prezydent - dodała pospiesznie do Judith. - Taa, wujaszka mocno poniosło z tą akademią… Znaczy, pana Donovana poniosło - poprawiła się czym prędzej.
Cholera, chyba przydałaby jej się jakaś mała powtórka z zajęć z etykiety.
_________________

x
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 00:06   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Kobieta uśmiechnęła się. Oczywiście, że będzie troszczyła się o Sahira jak i o inne osoby z Pryzmatu. Bo chciała. Czuła, że to właściwe. W końcu to oni dla niej walczyli, nikt inny. Była dumna mając takie osoby u siebie.
- Oh, dlaczego? Wiesz, że jeżeli tylko chcesz, to możesz opuścić Pryzmat - powiedziała, lekko zdziwiona. Oczywiście, dobrze jest mieć kogoś takiego jak Sahir na miejscu. Był żołnierzem. Mógł wrócić po jakimś czasie do czynnej służby, jeśli tylko będzie chciał.
- To dobrze, Freyo. Zawsze lepiej jest ją wziąć. W końcu regeneruje wszystkie... Blizny - powiedziała, głupio się uśmiechając. Podobało jej się to, że Sahir się prostował. Jednak nie czuła, że jest to aż takie wymagane. Wolała być dla nich przyjaciółką. Mimo iż pełniła takie stanowisko a nie inne.
- Wujaszek może być dobrym określeniem - powiedziała, a po chwili uśmiechnęła się lekko niepewnie.
- Chyba... Musicie coś wyjaśnić między sobą, prawda? Po prostu jak skończycie, Freyo, proszę przyjdź na taras. Niedaleko jest mała kafeteria. Możemy zjeść razem śniadanie i porozmawiać o szczegółach. I... Skoro pan Donavan to wujek, to jestem ciocią? - dodała, spoglądając na nią. Tak. Pani Prezydent. I nie, nikt nie miał czuć się przy niej źle. Ona po prostu taka była. Szczególnie dla dzieciaków z Pryzmatu. No i szczególnie dla przyjaciół rodziny Donavana. Mimo iż szczerze go nienawidziła.

Ja wychodzę.
_________________


 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-09, 01:47   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Obejrzał się na Freyę nieco niepewnie, nie dlatego, że rozmawiała tak po prostu, tak normalnie, z panią prezydent, większość dzieciaków jednak ze wszystkimi wokół gadała normalnie i nigdy nad tym bardziej nie dumał, oni swoją drogą, on swoją, tak go wyszkolili, tak go nauczyli, więc tak się zachowywał, nawet jeśli nie przed wszystkimi... nawet jeśli czasami nie chciał. O jak na przykład przed Donavanem, który miał w sobie coś takiego, że naprawdę tego człowieka szczerze nienawidził, chociaż nie miał nigdy z nim jakieś większej styczności, właściwie go nie znał tak na dobrą sprawę - jedno spotkanie było wystarczające, a większa ich ilość były tylko pieczątkami umacniającymi, podbiciami na dokumencie już posiadanym, żadna nie wskazywała na to, że można było poddać prawdomówność tego dokumenciku w podważanie. Spojrzał na Freyę dlatego, że wyczuł, że ją potrącił, kiedy się zerwał, na tyle wyrwany z rytmu, że poruszył się zanim pomyślał, niestety bardzo często mu się to zdarzało - jego spojrzenie, och rany, pieskie w zasadzie, niemal pytało na głos, jeśli oczy w ogóle mogły przemawiać: w porządku?
Dobrze było usłyszeć znowu, że dziewczyna zatroszczyła się o tą paskudną ranę, którą jej zafundował - nie chciał! - ale nie szukał usprawiedliwienia, nigdy go nie szukał, przyjmował winę na klatę i tylko żałował, że nie mógł jej pomóc, chociażby wczoraj, kiedy razem siedzieli, że nie potrafił sprawić, by ta rana kompletnie zniknęła ale przynajmniej mógł ją przytulić i pogładzić po włosach, po ramieniu, żeby wiedziała, że... że co właściwie? Te gesty, których do końca nie rozumiał, były po prost miłe, miał wrażenie, że dla niej były miłe, że ich potrzebowała - a on chciał jej je oferować, bo dlaczego nie, skoro dla niego też były tak pozytywne? Oboje czegoś więc aktualnie żałowali, ale mogę dodać, że w takim wypadku żałował jeszcze jednej rzeczy, kompletnie odwrotnej od tej, która zajęła na moment myśli pomarańczowej - on żałował, że nie potrafił być taki... normalny. Mam wrażenie, że słowo "żałował" do tego nie pasowało, nie, zdecydowanie nie - on podziwiał Freyę, o tak, to z pewnością, za to, że nawet przed panią prezydent potrafiła stanąć z uniesionym czołem i czasami chciał być taka, jak ona. Normalna? Oj nie, zdecydowanie nie... nie żebym zarzucał Freyi bycie nienormalną z drugiej strony. Kiepsko chyba wyszło, hehe. Chodzi o normalność nie myloną z mdłością, o ile to cokolwiek rozjaśnia.
- Tak jest. - Spojrzał znów na rudowłosą kobietę. Również podchodził do niej sceptycznie - do jej słów i obietnic - ale w momencie, kiedy przed nim stała, nic takiego się w nim nie pojawiało - aktualnie był tylko żołnierz, który był gotowy przyjąć każde zadanie i każdy rozkaz. Czy był wdzięczny za to pozwolenie? Prawda była taka, że chciał odwiedzić rodzinę, może kiedyś z tego skorzysta, jeśli w ogóle nadejdzie czas, w którym ruszenie się z Pryzmatu nie będzie się równało z kompletną bezradnością, z którą równało się teraz - lew urodzony w klatce, któremu całe życie podawano gotowe steki, nie poradzi sobie na sawannie nawet jeśli został stworzony do tego mikroklimatu.
Zasalutował kobiecie, kiedy odeszła i dopiero wtedy wcisnął łapska do kieszeni spodni i obejrzał się na Freyę.
- Dostałem pozwolenie na odwiedzenie rodziców... - Freya wiedziała, z czym to się równało, tak jak wiedział on, a przynajmniej wiedziała, gdzie jego rodzina była. Albo raczej jej część. Ciało Eryka zamieniło się w popiół w płomieniach i nie zostały po nim nawet kości. - Mieliśmy jechać małą grupą. Szukać rodzin. - Bajecznie, prawda? - Porozmawiaj z Judith. Może cię puści. - Wiedział jak Freya polegała na ojcu, chociaż nie wiem znowu czy polegała to dobre słowo, skoro z drugiej strony zdaje się, że go nienawidziła... za to, że ją zostawił, nie odezwał się ani razu, porzucił - zachował się tak, jak żaden ojciec zachować się nie powinien.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-09, 17:20   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Widząc wzrok Sahira, Freya uśmiechnęła się ciepło. W porządku - przekazała telepatycznie, zakładając, że chłopak zmartwił się tym całym potrąceniem jej.
Hmm, normalność nie mylona z mdłością? Może naturalność? Chociaż to chyba też złe słowo… Z resztą - w samej normalności nie było przecież nic złego. Znaczy, Freya zapewne uważałaby to za złe, dla niej bycie normalnym oznaczało bycie pospolitym i zwyczajnie nudnym. Ale czy ona właśnie nie była normalna? Mimo tych wszystkich prób wyróżnienia się, wciąż w pewnym sensie mieściła się w jakiś tam normach, nie było w niej żadnej niesamowitej wyjątkowości.
Za to Sahir… Sahir był magiczny. Nie dosłownie oczywiście, ale było w nim coś niesamowitego. Może przez ten cały smutek, może przez wycofanie, może przez tą dziwną pieskowatość. Nie wiem. Ale z pewnością był wyjątkowy. Zwłaszcza w oczach Freyi.
Dziewczyna zaśmiała się, słysząc słowa Judith.
- No to do zobaczenia na tarasie… Ciociu - powiedziała, z lekką nutką ironii, chociaż jednocześnie w jej głosie było też coś serdecznego. Wciąż jednak nie ufała kobiecie, trudno, żeby to się zmieniło po zamienieniu kilku słów, ale może zasługiwała na szansę? Cóż, na początek trzeba było przetrzepać jej myśli, ale tym Freya zajmie się już na tarasie. A co będzie dalej, zależy od tego, co z nich odczyta.
Kiedy tylko pani prezydent odeszła, dziewczyna zwróciła się z powrotem w stronę Sahira. Miała przygotowane mnóstwo pytań, jednak zanim zdążyła je zadać, chłopak uprzedził ją z odpowiedzią. Pokiwała powoli głową.
- Porozmawiam - odpowiedziała tylko.
Chcę tam być z tobą.
Posłała to zdanie do umysłu Sahira. Miała wrażenie, że w taki sposób będzie miało większą moc, niż gdyby zostało wypowiedziane. Wiedziała, że chłopak właściwie nie ma rodziny, nie ma nikogo. Wiedziała też, jak zginęli i obawiała się, że może to być dla niego trudne. Że na obecną chwilę, kiedy tyle wydarzyło się przez ostatnie dni, to mogło być trochę za wiele. Znaczy, wiadomo, odwiedzanie grobów bliskich mogło być pozytywnym uczuciem, ale… Za pierwszym razem zawsze było to chyba smutne, nie? No, jakkolwiek by tego nie odczuł, chciała być tam przy nim. I chciała go wspierać, jak tylko umiała. Nawet, jeśli jedyne co mogła, to potrzymać go za rękę.
Zabawne, ale nawet nie pomyślała o tym, że mogłaby w tym czasie odwiedzić swojego ojca.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-09, 17:39   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Ciociu... tak, zdecydowanie posiadanie rodziny, która miała takie wpływy i znajomości było dziwne, ale nie w negatywnym sensie, wprawiało chłopaka może nie tyle w zakłopotanie, co wrażenie, że powinien się cofnąć o dwa kroki i nie wciskać swojej niepasującej postaci do kompletnie nie jego bajki - nieco jego, w końcu Freya była mu bardzo, bardzo bliska... Musiał im po prostu zrobić miejsce i sprawić, żeby jego postać nie raziła w oczy, a mimo tego stał w miejscu i ani drgnął, w końcu nie mógł, ktoś ważny przed nim stał, dopóki nie pojawiło się polecenie mógł tak stać i do usranej śmierci - na całe szczęście aż taka tragedia go nie dopadła, bo "ciocia Freyi" dość szybko się ulotniła, pozostawiając ich sobie samym ponownie, w kolejnej chwili zastoju w nieco zwariowanym świecie, który zaczął cudacznie szybko kręcić wydarzeniami wokół ich sylwetek, bo nie tylko wokół niego - Freya też w ostatnich dniach doświadczyła więcej niż chyba przez wszystkie te lata życia w statycznym Pryzmacie, włącznie z ponownym przywitaniem się z białą opaską, nawet jeśli było to przywitanie tylko na parę chwil.
Nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć na słowa dziewczyny i właściwie jak powinien się z tym... poczuć, ale to chyba kwestia tego, że wciąż był całkowicie wyprany, umęczony psychicznie i tylko zadawał sobie pytanie, czy nie powinien czuć czegokolwiek. Nie czuł. Pomyślał o tym, że to powinno być miłe, ale górę wzięła myśl, że nie chce jej sprawiać więcej kłopotów, sprowadzać więcej nieszczęść - jej ton, to, co powiedziała, jakby chciała to zrobić tylko dla niego, podczas gdy on w sumie chyba nigdzie się nie wybierał... no chyba że Freya się wybierała. Wtedy ktoś musiałby go chyba spacyfikować, żeby powstrzymać go przed podążeniem za nią, ale nikt taki nie miał się pojawić, w końcu dostał pozwolenie na "wymarsz" od samej głowy państwa, nawet jeśli wciąż jakakolwiek wizja przekraczania progu tych murów brzmiała kompletnie abstrakcyjnie. I zdecydowanie każda myśl wysyłana mentalnie brzmiała... mocniej w jakiś sposób, może to dlatego, że była bardziej intymna, a może dlatego, że nikt inny nie mógł tego słyszeć i były to słowa tylko jego, dla niego? Czasami chciałby również móc jej tak przekazywać informacje, zaledwie jedną myślą, wydawało mu się to o wiele bardziej trafione i... bardziej jej godne. Przecież jego Królowa zasługiwała jedynie na najlepsze materiały i nie chodzi mi tutaj o materialne rzeczy, chociaż oczywiście o te też, bardziej jednak o te o wiele bardziej cenne, te wiążące się z uczuciami i myślami. Gdyby mógł to przecież obsypałby ją złotem.
- Za dobra jesteś. - Wyciągnął dłoń w jej kierunku i położył ją na jej policzku lekko zaczerwienionym od kąsającego jej skórę mrozu. Za dobra dla mnie. Za kochana, za cudowna... istota, na którą nie zasłużył i tak bał się, że ją skrzywdzi po raz kolejny albo ściągnie na nią swego przeklętego pecha... - Nie boli cię już? - Chodziło mu o ranę oczywiście.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-09, 18:15   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Wtuliła się w jego dłoń, kiedy tylko przyłożył ją do jej policzka i uśmiechnęła się po raz kolejny.
- To ty jesteś za dobry - powiedziała.
Ona wcale dobra nie była. No bo w takim wypadku już dawno powiedziałaby mu o Fabienie. Przyznałaby się do tego wczoraj, kiedy siedzieli w jej pokoju. Ale jednak się na to nie zdobyła. Chociaż nawet miała wrażenie, że Sahir nie byłby zły, przynajmniej nie jakoś bardzo. No i pewnie by jej wybaczył. Albo może nawet by się tym nie przejął. Ale… Jednak nie potrafiła, nie chciała mu tego zrobić. To znaczy, już to zrobiła, ale nie chciała go nawet w minimalnym stopniu zranić tą informacją.
A może… Może nie chciała tego zrobić sobie? Może nie chciała burzyć tego cudownego obrazu siebie, jaki nie raz widziała w jego głowie? Może nie martwiła się tylko o jego samopoczucie, może chodziło o to, jak ona poczuje się z jego reakcją? Nie chciała, żeby był zły. Ale tego, pozostanie na to obojętny, bała się jeszcze bardziej. Gdyby się zdenerwował, albo gdyby chociaż był przez to smutny, wiedziałaby, że mu zależy… Ale jednocześnie miałaby jeszcze większe wyrzuty sumienia. Gdyby jednak nie zareagował, gdyby z miejsca to po nim spłynęło, poczułaby się mu zupełnie obojętna.
Czy to w ogóle miało sens? Nie dość, że, koniec końców, w tym wszystkim martwiła się bardziej o siebie, chociaż to ona zawiniła, to jeszcze, paradoksalnie, poczułaby się w pewnym sensie lepiej, gdyby faktycznie go to dotknęło. Ech…
- Nie boli - powiedziała, wyrzucając z głowy te wszystkie myśli i po raz kolejny przekładając moment, kiedy przyzna się do tego pocałunku. - Pewnie nawet obejdzie się bez blizny - dodała, całkiem radośnie. Nie chciała tej blizny. Nie dlatego, że jakoś by ją szpeciła. Nie chciała jej dlatego, żeby nie pamiętać, że Sahir ją skrzywdził. Przecież nie zrobił tego celowo, nie?
Przysunęła się do niego bliżej i, jeśli jej na to pozwolił, przytuliła się do niego. Chciała żeby wiedział, że się nie boi, że nie boi się, że znów ją przypali, czy jakkolwiek zrani.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-09, 18:35   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Dobry? Myślał o sobie w różnych kategoriach, ale na pewno nie w takiej, słowo niby proste, każdy wiedział, czym jest dobro i zło, ale kiedy zostało ono nałożone na niego, stało się jakby kompletnie obce i zupełnie niezrozumiałe, a już od początku miał problem z rozróżnianiem tego co dobre a co złe, teraz pojawił się wielgachny znak zapytania, który zasparklił niczym w kiepskich animcach i zatańczył mu na krańcu nosa, powodując zdziwienie, zblazowane, ale zawsze było to jakieś uczucie. Na szczęście było to całkowicie pozytywne zdziwienie, w którym po chwili mógł przejechać kciukiem po jej policzku, będąc z siebie niemalże dumny i zadowolony - niemalże, jakże strategiczne zdanie w tej wypowiedzi. Z całą pewnością było mu miło. Miło, że jej jest miło. To chyba naturalne, prawda? Kiedy ktoś zajmuje wszystkie twoje myśli i ma pierwszeństwo w sercu to automatycznie chce się, żeby ta osoba czuła się dobrze ze sobą, z tobą i z całym światem. A ten pocałunek? Czy faktycznie byłby na nią zły? Przejąłby się? W stanie, w którym jest obecnie Freya chyba mogłaby mu nawet powiedzieć, że tak naprawdę jego rodzina żyła, ale ona ich wszystkich zamordowała i pewnie i tak by jej jedynie przytaknął. Oczekiwanie reakcji pewnie miało jakiś sens, pokręcenie egoistyczny, ale miało. Czasami mimo wszystko o wiele lepiej jest, jak ktoś na nas wydrze mordę niż kiedy po prostu przyjmie wszystko bez żadnej reakcji, w końcu w małżeństwach było tak, że dopóki się kłócili, wszystko było do odratowania - gdy zaś już przestawali się nawet kłócić, przechodząc obok wszystkiego obojętnie, miało się pewność, że dwójkę tych ludzi nic już nie łączy.
- Wynalazki Zielonych... działają cuda. - Trzeba przyznać, że ich maści, te kąpiele... po jego ranie również nie było już nawet blizny, rzecz kompletnie niewyobrażalna, zdająca się niemożliwą... Cieszył się, naprawdę się cieszył, że nie będzie miała nawet blizny, nie chciał szpecić jej ciała, nawet nie był pewien, do jakiego stopnia ją zranił, kiedy wybiegał z jej pokoju nie zdążył nawet dobrze przyjrzeć się spalonej części jej ciała. Odetchnął i objął ją ramionami, dociskając do siebie. - Dziękuję. - Szepnął cicho i ucałował jej czoło.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:02   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Dziewczyna przebrała się. Wreszcie mogła założyć swoje ubrania, a to, co wyniosła z pokoju Atturiego położyła na swoim łóżku. Następnie ubrała się w jakieś jeansy, wysokie trzewiki z wysokimi skarpetkami, uroczy sweter i kurtkę. Założyła na głowę kaptur, a po chwili sięgnęła po swój kolorowy plecak, który znalazła w tym dużym pokoju z różnymi rzeczami. Włożyła do niego tylko kilka ubrań. Nie miała tutaj raczej niczego osobistego. Wszystko, co chciałaby z sobą zabrać, zostało w Lidze i najprawdopodobniej już nigdy tego nie odzyska. Po tym zamknęła pokój i ruszyła na plac. Widząc w oddali Sahira z jakąś dziewczyną, od razu do nich podbiegła, krzycząc:
- Sahir!
Gdy znalazła się obok nich, bez oporów przytuliła Sahira, a po tym objęła też Freye. Gdy już skończyły się czułości, podała dłoń Pomarańczowej i powiedziała:
- Jestem Val.
Nie czekała zbyt długo na jej odpowiedź. Widząc śnieg, od razu zaczęła się rozglądać i piszczeć z podekscytowania. Aż wreszcie uniosła głowę i wystawiła język, próbując złapać na niego płatek śniegu. Pewnie gdyby nie brak oka, wyglądałaby całkiem uroczo.
_________________


 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 00:12   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Odetchnęła z ulgą, kiedy ją objął i przylgnęła do niego najmocniej, jak umiała.
Jak to dobrze, że na siebie trafili… Kiedyś pewnie Freya stwierdziłaby, że to frajerskie, że to nie w jej stylu, nie jest przecież żadnym pieskiem, ale aktualnie miała to gdzieś. Była gotowa zrobić dla niego niemal wszystko, więcej, niż dla kogokolwiek innego w całym swoim życiu. I, jasne, może i było to naiwne, ale aktualnie o to nie dbała. Był najważniejszy i przysłaniał jej całą resztę świata…
No dobra, całą, poza czubkiem jej własnego nosa. Bo, tak, to oczekiwanie reakcji było zajebiście egoistyczne. Ale, no właśnie, jej brak, był poniekąd brakiem relacji, nie? Bo jeśli w momencie, kiedy masz z kimś gorszy moment, wolisz to przeczekać, albo przemilczeć, to równie dobrze możesz to zerwać od razu. Jeśli naprawdę ci na kimś zależy, nie zniesiesz takiego przeczekiwania. Ale, jednocześnie, jeśli się o kogoś troszczysz, jego dobro powinieneś przekładać ponad swoje widzimisię, prawda? Ech, w relacja międzyludzkich nic nie było chyba proste…
Chciała jeszcze chwilę tak postać, ale wiedziała, że powinna w końcu ruszyć się do Judith.
Wspięła się na palce, żeby pocałować chłopaka w usta, jeśli nie oponował i delikatnie się odsunęła.
Mniej więcej w tym momencie podbiegła do nich niewielkich rozmiarów dziewczyna bez oka… Co?
Freya delikatnie uniosła brew, kiedy tamta rzuciła się na Sahira i niemal zesztywniała, kiedy przytuliła też ją. Zdecydowanie nie lubiła takich niespodziewanych czułości.
Freya - powiedziała, ściskając wyciągniętą do niej dłoń i uśmiechając się lekko.
Widząc zachowanie nowej koleżanki, spojrzała na Sahira z niekrytym zaskoczeniem. Mimo wszystko, Val wywarła dobre,,choć trochę przytłaczające wrażenie.
A ta, to kto?
Nie było w tym zdaniu nic nieprzyjemnego, Freya po prostu chciała się czegokolwiek dowiedzieć. Jak to dobrze, że mogła zadać Nailahowi to pytanie telepatycznie.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 00:40   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Można było śmiało powiedzieć, że ta dwójka była słodka aż do porzygu! Ale co z tego, w końcu trochę słodkości w tak pojebanym świecie jak ten nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a z pewnością nie szkodziło moje skromnej osobie pisarza z prawdziwym bananem na twarzy, że mógł zagościć w tych skromnych progach wraz z Freyą, stawiając w ich progu lekko niedorozwiniętą i (jakże mi smutno z tego powodu! Naprawdę smutno!) kompletnie nie lubianą przez postaci drogiej Valerie. Okej, sama Valerie Sahira lubiła. Z tym, że ta mała trzpiotka lubiła chyba wszystkich, zrażenie jej wydawało się być nowym achievementem, który pojawił się w tym świecie, czekającym tylko, aż zostanie wypełnione prawdziwą odznakę - jeno sek w tym, że trzeba naprawdę być bezdusznym dupkiem, żeby taką kruszynę zranić.
Wracając jednak do naszych kochanych realiów, w których przytulaski trwały w najlepsze i w których to przytulaskach obu stronom było nadmiernie wręcz dobrze, muszę zaznaczyć, że Sahirowi nie śpiesznie było do odrywania się od kobiety - ech, no w całym swoim kretyniźmie i zrąbaniźmie mimo wszystko był nadal facetem, coby tu nie mówić... dlatego nic dziwnego, że Freya w pierwszym momencie pomyślała, że czarnowłosy wtedy, kiedy go pocałowała, chciał ją wykorzystać. Nie chciał. Oczywiście, ze nie chciał, bądźmy ze sobą szczerzy - jego (mało?) chwalebne bycie prawiczkiem zostało mu odebrane w jakichś zakiszonych podziemiach CIA przez jakąś rudą laskę, która nawet nie była za bardzo w jego guście i nie było mu z tym dobrze, nie ukrywając, zwłaszcza, że, nadchodzi najlepsza część, prawdopodobnie był to i tak wymysł jego zatrutej adrenaliną wyobraźni. Sam nie wiedział czemu się wtedy do tego posunął, czemu po prostu jej od siebie nie odsunął, wiedząc, że nie panuje odpwiednio nad swoimi mocami, czy też raczej nie panuje po prostu nad własnymi emocjami - to był impuls, chwila, nie myślał wtedy wcale (łał, ale mi nowość), ale oto jego Królowa mu przebaczyła i była tu i teraz... w jego ramionach. Całkiem jego. Zostawiając na jego wargach pieczątkę ze swoich warg, prowokując jego kąciki warg do lekkiego drgnięcia ku górze - minimalnego, bo minimalnego, ale jednak! W jego wypadku był to uśmiech w kategoriach banana przy innych ludziach. I takim sposobem dochodzimy w sumie do trudów relacji międzyludzkich... ach no są one skomplikowane, co panie zrobisz jak nic pan nie zrobisz. Te relacje były jeszcze trudniejsze w wypadku tych... już nie dzieciaków tak na dobrą sprawę, a już z cała pewnością nie było łatwo pokochać kogoś, kto ledwo emocje odczuwał i jeszcze słabiej jakiekolwiek emocje okazywał.
I tak na scenę wpadła Valerie.
Czarnowłosy spojrzał na niewielką Czerwoną i wyciągnął dłoń, by położyć ją na czubku jej głowy, jak starszy brat który wita swoją niesforną siostrzyczkę, dając się po prostu wytulić, no bo czemu niby nie?
Czerwona z Ligi. Podstawowe, najważniejsze informacje, powinien bardziej się rozwinąć, ale jak zwykle mu to do głowy nie wpadło - proste pytanie i prosta odpowiedź, latami tresowano go do takiej zwięzłości.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 00:42   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Znów był elegancko spóźniony. Cóż, miał niewiele czasu na przygotowanie się do wędrówki. Kiedy tylko skończył, od razu przybiegł na miejsce. Przer ramię przerzuconą miał torbę. Nie wiedział, ile będą podróżować, więc spakował się na parę dni z nadzieją, że tyle wystarczy. Za pasem trzymał małą finkę. Był to chyba zbytek ostrożności, ale trudno.
Okazało się, że Val i Sahir już są na miejscu. Spojrzał w kierunku nieznanej mu jeszcze persony. Wyczuł od niej jakieś emocje, ale były dziwnie zmieszane. Czyżby zazdrość?
- Hej - Zawołał do wszystkich, po czym skierował kroki w kierunku tajemniczej dziewczyny. - Jestem Agent Atturi Evans - Chyba już zawsze będzie się nazywał agentem.
Lux jeszcze nie przybyła, więc chyba mieli chwilkę.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-10, 00:48   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Val szeroko się uśmiechnęła i schowała swoje dłonie do kieszeni kurteczki. Nie było jej zimno, ale miała taki nawyk - od zawsze. Spojrzała pierw na Freye, potem na Sahira. Kto właściwie miał coś powiedzieć? Przywitała się z nimi i rozmowa jakoś tak zupełnie się urwała, nie miała dalszej części. Dziewczyna lekko się skrzywiła i spojrzała na ziemie, a następnie zaczęła wypatrywać Atturiego. Nie było go. No cóż.
- Idziemy już? Ja jestem gotowa - powiedziała, spoglądając pogodnie na Sahcia. No bo przecież tak było. Była w stu procentach gotowa do drogi i mogłaby ruszyć nawet sama. Jednak musieli jeszcze czekać na Atturiego, oczywiście. Obiecywał, że ich odprowadzi.
- Skąd jesteś? - zapytała po chwili Freye. Niezbyt oczywiście było sprecyzowane to pytanie, ale wiadomo oczywiście o co chodziło. Czy byłą z Pryzmatu czy w jakiegoś innego miejsca... Nigdy wcześniej jej nie widziała, więc może lepiej było się zapytać. Ale było jeszcze kilka innych rzeczy, które chodziły Val po głowie.
- Masz takie ładne włosy - powiedziała i zarumieniła się na policzkach, poprawiając w tym samym momencie szelki swojego plecaka. Zaczęła dość denerwująco bujać się na butach. No... Musiała coś mówić. Nie mogła stać w ciszy, mimo iż sytuacja wydawała się być niezręczna. Ale ona niezbyt wiedziała, czym owa niezręczność jest.
- Widziałam, że się przytulacie - wypaliła po chwili - To fajne.


ATTURI PRZYCHODZI PO VAL
_________________


 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 01:34   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Eee, czy tu się przypadkiem nie działo za dużo?
Freya jeszcze przed chwilą tuliła się do Sahira, byli sami, a tu nie wiadomo skąd pojawiło się kompletnie nieznane jej towarzystwo. Chociaż, no dobra, ta mała była urocza. Ale to, że była Czerwona i na dodatek z Ligi… To było totalnym zaskoczeniem.
Za to blondyn… Freya zaśmiała się w głos, słysząc jego powitanie.
- Witam serdecznie, panie agencie - powiedziała. Zabawne, poznała w swoim życiu wielu agentów, ale żaden, w niesłużbowych sytuacjach, nie przedstawiał się swoim tytułem. Było to równie bucowate, co chociażby ciągłe tytułowanie się magistrem, po skończonych studiach. - Freya Baldwin - również się przedstawiła. No, skoro chłopaczek był pełnoprawnym agentem, to powinien znać to nazwisko.
Z powrotem zwróciła się do Val.
- Jestem stąd - powiedziała krótko. Taa, była jedną z tych, którzy nie mieli do opowiedzenia żadnej ciekawej historii - od pierwszego dnia żyła sobie wygodnie w Pryzmacie. - Twoja włosy też są piękne - dodała, uśmiechając się. Uf, całe szczęście, że nie palnęła czegoś o oczach, bo wyszłoby niezręcznie. Okej, chyba każdy wiedział, jak łasa na komplementy była Freya, nic więc dziwnego, że malutka istotka bardzo szybko zaskarbiła sobie jej sympatię.
Blondynka ponownie zwróciła się do Sahira.
Cholera. Chyba nie zdążę pogadać z Judith przed waszym wyjściem.
Po raz kolejny była wdzięczna, że mieli telepatię, nawet w towarzystwie mogła rozmawiać tylko z nim.
- Taak, to bardzo miłe - skomentowała słowa Val, wciąż nie odwracając wzroku od Czerwonego. Obdarzyła go jedynie cieplejszym uśmiechem.
Dobra, życz mi szczęścia.
Po raz kolejny zwróciła się do chłopaka telepatycznie i, darując sobie nawet "cześć" do pozostałych, pospiesznie wybiegła z placu, po raz kolejny całując go szybko w usta.
Ugh, zgadzam się, ta dwójka była zdecydowanie za słodka.

zt
_________________

x
Ostatnio zmieniony przez Freya Baldwin 2017-01-10, 02:21, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 02:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Działo się dużo, ale zdecydowanie nie aż tak dużo jak na wojnie w Wietnamie, a to już coś.
Vietcong, Vietcong cały jeden.
Uwaga, wszystko zacznie się bardzo typowymi słowami: Sahir nie wiedział, co miał powiedzieć, teraz dodam jeszcze, że nie wiedział co odpowiedzieć na słowa Valerie i wszystko jasne. No bo - że idziemy? Sam już nie wiedział, czy ma iść, czy zostać, to znaczy pani prezydent dała mu jasne pozwolenie, gotów był sam wybrać się z Freyą, ale... Lux... była jak ściana, której nie chciał burzyć, by ją przekraczać - ściana została postawiona, a on nie należał do osób, które by się z tym faktem kłóciły i walczyły. Była odpowiedzialna za całą tą brygadę, a więc była dowódcą, słowa dowódcy były jasne, nie wpadł nawet na genialny pomysł, by próbować je podważyć.
Na szczęście nie bardzo zdążył nawet się odezwać, wzruszył tylko ramionami, bo dwie niewiasty zajęły się sobą - UFF! - facet uratowany z opresji, o la Boga! No przynajmniej nie padła gadka o przytulaniu się. Spojrzał jakoś tak instynktownie na Freyę, odbierając jej uśmiech, nim odwrócił spojrzenie gdzieś w bok - tak, faktycznie, to nawet bardzo, bardzo miłe... i cholernie niebezpieczne, jak to już bywa, kiedy igra się z ogniem.
- Cześć. - Powitał krótko Pomarańczowego, kiedy się pojawił.
Może zdążysz. Wiedział, że niewiasta czyta jego myśli - biorąc pod uwagę, jak niewiele się w jego umyśle działo, wyłapanie konkretnych zdań i słów nie było zbyt skomplikowane. Tak na dobrą sprawę kto nie próbuje, ten nie ma, no nie?
Znów spojrzał na Freyę, kiedy jednak zdecydowała się pobiec do Judith, nie to, że niespodziewanie, ale miał wrażenie, że wyczuwał w jej głosie lekkie napięcie i to niekoniecznie tego złego rodzaju. Skinął głową w niemym "powodzenia", ale mimo wszystko szybkiego buziaka na "do wiedzenia" się nie spodziewał. Wszystkie te gesty wciąż były dziwne, sprawiały, że czasami trudno było na nie odpowiedzieć, nie wspominając nawet o interpretacji, nawet kiedy wszystkie były miłe i pozytywne, tak jak ten tutaj. Obejrzał się za nią, kiedy znikała mu z pola widzenia, po czym przeniósł spojrzenie na przypruszoną śniegiem fontannę.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 14:05   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Stwierdzenie klucz to: W niesłużbowych sytuacjach
Patrząc się na to z odpowiedniej strony, Atturi eskortował dwójkę cywili. Wciąż nie był zwolniony ze służby. Poza tym, to miano dawało mu jakieś pojęcie o tym, jaką rolę odgrywa w tym całym spektaklu. Nadawało temu wszystkiemu jakiś sens.
- Miło poznać - Odpowiedział Freyi. Kiedy Atturi zobaczył, jak daje Sahirowi pożegnalnego buziaka, stanął jak wryty. Sahir? W sumie, czemu nie? Nikt mu przecież nie zabrania kochać. To jednak do niego nie pasowało. Czerwony był taki zamknięty w sobie. To miłe, że komuś udało się przedostać przez tą barierę. Uśmiechnął się ciepło do chłopaka, chcąc mu pokazać, że bardzo cieszy się jego szczęściem. Mógłby wysłać mu coś w myślach, a nawet powiedzieć na głos, ale żadne słowa nie byłyby pomocne. Może to właśnie dlatego azjacie zależało na powrocie do Pryzmatu.
By przerwać niezręczną ciszę, Atturi podszedł do Valerie.
- Wybacz, że kazałem ci chwilę czekać. Musiałem poszukać butów - Powiedział jakby z lekkim wyrzutem, a potem przyozdobił twarz szerokim uśmiechem i potarfał dziewczynie włosy.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-10, 14:46   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ja wzięłam Twoje buty i były w moim pokoju! - powiedziała ucieszona Val. Gdy Freya odeszła, dziewczyna długo jeszcze spoglądała w dal. Cóż, ale na szczęście wreszcie pojawił się Atturi i nie było aż tak niezręcznie jak wcześniej. Jednak mimo wszystko Val nie chciała dłużej czekać. Chciała wyjść i tyle.
- To co, możemy już iść? - powiedziała i zaczęła znowu bujać się na nogach, a po tym wyciągnęła obie dłonie i zaczęła łapać w nie śnieżynki, spadające z nieba. Nudziło jej się. Wolała działać niż stać w jednym miejscu - to było zresztą u niej kompletnie normalne.
- Bo chyba wszyscy jesteśmy gotowi? Tylko Lux nie ma... - dodała po chwili nieco zniesmaczona. Jejku, jak ona mogła się tak potwornie spóźniać? W dodatku w taki dzień jak ten. Zawsze wszędzie była na czas, a teraz? Zresztą, to był jej pomysł żeby wyjść i nie mieściło jej się w głowie, że teraz ich tak po prostu wystawi. Jednak oczywiście - jeżeli to zrobi, to pójdą bez niej. Miała to gdzieś, chciała stąd wyjść.
Jednak przez cały czas po głowie wirowały jej różne obrazy. Próbowała przypomnieć sobie swoją matkę, swojego ojca. Rodzinę. Jednak w to miejsce było tylko jedno wspomnienie. Dwójka strażaków, która nie wyniosła jej z płonącego domu. Pamięta, że siedziała na łóżku, a oni po prostu zawrócili, zostawiając ją samą. Skazując na śmierć. Przecież chyba nie wiedzieli, że jest psioniczką, prawda?
Nie mogła nawet zlokalizować miejsca tego domu. W jakim stanie to mogło się dziać? Nie miała pojęcia.
- Sahir, a ty gdzie mieszkasz? - zapytała, licząc na to, że pierw będą zmierzali w stronę jego miejsca zamieszkania. Może podczas tej podróży coś jej się przypomni?

Sahir, Atturi
_________________


 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-11, 12:51   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Właśnie - nie pasuje. Ciągle miał to samo wrażenie, które często odzywało się przy Pomarańczowej - że po prostu do niej nie pasuje. Sytuacja między nimi zmieniła się jednak dość... nagle? Niespodziewanie? Generalnie: miał gdzieś to "nie pasuje", bo po prostu chciał z nią przebywać zawsze i wszędzie, chociaż zapewne było to bardzo naiwne - to myślenie, że w końcu zgrzyty się nie pojawią, a Freyi wystarczy anielskiej cierpliwości, która to cierpliwość przy takim Atturim chyba nie istniała... z drugiej strony względem niego jak dotąd jej wcale tego przymiotu nie zabrakło.
Lekko wzruszył ramionami w kierunku Atturiego i odwrócił spojrzenie od dwójki PSIoników, które zdecydowanie aktualnie wolał zawiesić na czymś... mniej żywym - nie ze względu na Freyę i to co między nimi, a ze względu na myśl o tym całym wypadzie, którego Valerie tak bardzo nie mogła się doczekać, która czekała tylko na magiczne słowo "start!" by wyrwać do przodu niczym rakieta, rozrzucając wokół siebie drobiny śniegu niczym diamentowe okruchy.
- Tutaj. - Nie posiadał już własnego domu. Może miejsce, gdzie zaszył sie Cain, który pewnie spierdzielił z rodzinnych stron i gdzieś wegetował, ćpając nadal, mógłby nazwać domem, w końcu tamten człowiek był jego prawdziwym ojcem... "prawdziwym". Nigdy go nawet za swojego ojca nie uważał, był formalnością w jego życiu, która przyczyniła się do wpadki jego matki, czego owocem był on.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-11, 18:53   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Przecież wiem, tylko żartuje. - Powiedział do Czerwonej. Nie przeszkadzało mu, że pożyczyła od niego parę butów. Jednak coś go gryzło. Wiedział, że jej pokój zaraz zmieni lokatora. Niebawem zapewne nie pozostanie po niej żaden ślad. Poza kilkoma sztukami ubrań, walającymi się po jego pokoju, które zamierzał znaleźć, złożyć i schować gdzieś jako pamiątkę. Poza wspomnieniami. Poza pamięcią o dotyku jej warg. Kilka nazwisk w rejestrach i tyle. Kto poza agentami Ligii będzie pamiętać o tym, że w Pryzmacie żyła Valerie Cadle? Ludzie tak łatwo odchodzili.
- To nas łączy - Powiedział Sahirowi. On również nie miał domu. Albo nie mógł do niego wrócić, żadna różnica.
Lux zdecydowanie powinna już tu być. Atturi chciał mieć to wszystko już za sobą. Te wszystkie łzy, które przeleją się, podczas pożegnań... jeżeli nie zapłacze, żegnając je, to na pewno zapłacze potem. Nie mógł tego uniknąć.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-11, 19:48   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ale jak to tutaj? - zapytała tępo dziewczyna i odwróciła się do Atturiego. Przecież każdy miał gdzieś tam swój rodzinny dom. Sahir nie mógł przecież tutaj mieszkać! W sumie ona pewnie też dawniej powiedziałaby, że jej domem jest Liga. Jednak wiedziała, że byłoby to kłamstwem. Bo ma gdzieś dom, tylko niezbyt wie gdzie.
- Przecież nie możesz tutaj mieć domu. Chodzi mi o to... No twoich rodziców. Co z nimi? Gdzie mieszkają? - zapytała. Pytania tego typu wypływały z niej jak z jakiejś katarynki. Wiadomo, ze brak jej było czegoś, co nazywano taktem. Nie, nie gadało się o rodzicach. Nie pytało, chyba, że ktoś sam powiedział. A wtedy z politowaniem kiwało głową i tak dalej, bla, bla... Ale skąd ona miała to wiedzieć? Może chociaż jej to jakoś wybaczy. Zrozumie to, jaka jest.
- Przecież ty też gdzieś mieszkasz - dodała Valerie i spojrzała na niego wielkimi oczkami. No, bo mieszkał, prawda? W sumie nie pytała.
- Ale jeżeli chcecie, to możecie oboje zamieszkać ze mną! - powiedziała dziewczyna i klasnęła w dłonie. Wiedziała, że gdzieś za górami, za lasami ma swój rodzinny dom i tak dalej. Jednak nie do końca wiedziała gdzie.
- Tylko... Nie pamiętam gdzie to. Da się to jakoś sprawdzić czy coś...? - zapytała Val i jak głodny piesek popatrzyła pierw na Atturiego, a potem na Sahira. Miała nadzieję, że to nie zaprzepaści ich podróży. I tego, że wreszcie trafi do domu, prosto w objęcia swojej mamy. Brakowało jej tego. Mimo iż w każdym wspomnieniu jej twarz zalewały płomienie. Jak ona właściwie wyglądała?
Jednak wiadomo, że gdyby miało to pokrzyżować ich plany to nagle doznałaby natychmiastowego olśnienia i wiedziałaby gdzie iść. Gdzieś.
Prowadziłaby bez celu, byle iść. Może trafi. Gdzieś.

Lux
Po chwili Lux przyszła na plac, a następnie rzuciła torbę ze sprzętem na ziemie i wzięła kilka głębokich oddechów. Splotła dłonie na wysokości klatki piersiowej i spojrzała na Sahira. Cóż. Co miała mu powiedzieć?
- A więc ruszasz z nami? - powiedziała. Cóż, zrobi mu wielką łaskę zabierając go ze sobą. Potrzebowała wywyższania się nad innymi głównie po to, by zmniejszyć potrzebę brania adrenaliny.
_________________


Ostatnio zmieniony przez Lux Bloomfield 2017-01-11, 19:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-11, 20:06   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Jak to tutaj? No tak normalnie, na to wychodziło... całkowicie normalnie. W końcu już nawet pobazgrał ołówkiem ścianę w pokoju, który zwykł nazywać "swoim", nawet jeśli poza rysunkiem wyglądał na całkowicie nieużywany i surowy, to jednak w szafach były jego ubrania, sypiał tam ostatnich parę miesięcy, spędzał tam swój wolny czas. Skinął tylko głową na słowa Atturi'ego, ale spojrzał na niego dopiero po chwili, by zaraz przenieść spojrzenie na Valerie, która zaczęła wypluwać z siebie pytania z zadziwiającą szybkością. Nie przeszkadzała mu rozmowa o rodzinie, może nie tyle, że to do niego nie docierało, ale jakoś nie robiło wielkiego wrażenia, jakby zdarzenia z przeszłości, przynajmniej tamte, stały kompletnie obok - jakby przeżywał je ktoś obcy, a on był tylko biernym obserwatorem.
- Nie żyją. Mój dom spłonął. - Wyjaśnił jej prosto i krótko, by rozwiać wszystkie jej wątpliwości co do mieszkania i rodziny. Może jednak któreś z jego rodzeństwa przetrwało katastrofę OMNI..? Może warto było spróbować znaleźć Cain'a..? Nie czuł jednak, by chciał w to mieszać tą grupę. Jeśli już w ogóle miał go znaleźć, wolał to zrobić chyba sam, szkoda tylko, że kompletnie nie wiedział nawet, jak się do tego zabrać.
Tak, no właśnie, ciekawe czy takie rzeczy dało się aktualnie sprawdzić - kiedyś wystarczyła książka telefoniczna.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,111 sekundy. Zapytań do SQL: 11