Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.

Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczone ranczo niedaleko zielonej trójki
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 15:24   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Znaleźli dziewczynę i zaraz Solinsky przejął inicjatywę i zajął się próbą ogarnięcia psioniczki. Wyglądała na młodszą od niej, więc musiała być psioniczką. Ze spokojem celowała w dziewczynę. Była w domu należącym do rządu. Czyli nikt jej nie będzie nawet sprawdzał i ciągnął na siłę do syndykatu, po prostu ją zamordują. Niestety Adam powiedział trochę za dużo, dziewczyna zdążyła spanikować i spłoszyć konie, które zaraz by ich stratowały, gdyby nie zostali odepchnięci w kąt. Przeczekała aż konie wyniosą się ze stajni i dopiero wtedy wstała. Adam ją wkurzał, niby starszy, a nawet myśleć logicznie nie potrafił. Było o wywalaniu w krzaki powiedzieć po zamordowaniu dziewczyny, a nie przy niej, to było oczywiste, że wpadnie w panikę i użyje mocy. Doigrał się i kiedy wyszedł ze stajni dziewczyna pacnęła nim o ziemię. Tylko kto go potem będzie składał? Chyba nie mieli ze sobą medyka. Trudno, Kenji i Nathan chyba dadzą radę przenieść polaka do samochodu i zabrać go do lecznicy. Ruszyła za Kenjim i Nathanem, ostrożnie wychodząc ze stajni. Niestety Nathan wpadł na jakże genialny plan użycia białego szumu, zamiast posłania jej do spacyfikowania niebieskiej. Nie zdążyła nawet zaprotestować, a już urządzenie było włączone, a ona zaczęła zwijać się z bólu. To nigdy nie było przyjemne. Zaciskała dłonie na uszach, co nic nie dawało, dźwięk dalej wwiercał się w jej głowę i nie pozwalał jej nawet zbytnio się ruszyć, żeby chociaż spróbować odejść od źródła dźwięku na większą odległość. jedyne co mogła zrobić to zwinąć się w ciasny kłębek na podłodze i starać się skupić na czymś innym, co przy Białym Szumie było cholernie ciężkie. Prawie wręcz niemożliwe, więc po prostu starała się jakoś to przetrwać. Bo kiedyś musieli wyłączyć ten cholerny szum.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 16:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Solinsky to naprawdę skończony debil. Przecież wiedział, że to psioniczyka, ale mimo to wybiegł jak idiota i skończył w adekwatny do tego sposób. Ale trzeba było chronić tych, którzy mają łby na karku. Nie każdy miał przy sobie szum, tak więc Higashiyama pociągnął Ceri w tył, chociaż zapewne i tak nie uratuje jej to od szumu. Zaniósł ją gdzieś na tyły stajni i w jakimś sensie wtulił w siebie, starając ją od tego uchronić. Ale wiadomo, że się nie da - tak więc dziewczyna padła sparaliżowana i zupełnie obezwładniona w jego ramiona, on zaś zaniósł ją gdzieś tam na tyły. Musieli tam chwile posiedzieć, przynajmniej póki Nathan nie wyłączy tego cholernego ustrojstwa.
I tak... Dziewczyna nie dała rady zbyt daleko uciec. Leżała na ziemi i zwijała się z bólu, próbując dłońmi zasłaniać swoją twarz, uszy, wszystko, co tylko się dało. Były to swojego rodzaju tiki, jakby zupełnie nie wiedziała, jaki organ jest odpowiedzialny za działanie szumu. Pewnie gdyby wiedziała, to rozwaliłaby ten element swojego ciała na miliard kawałków. Nathan podszedł do niej, nie musiał się nigdzie śpieszyć. Chociaż wiedział, że dobrze będzie wyłączyć szum i pozwolić Ceridwen dość do siebie. No i ktoś do cholery musiał zająć się tym durnym Polakiem.
Konie oczywiście wybiegły ze stajni i teraz niespokojnie wałęsały się po całym kompleksie, który był oczywiście ogrodzony. Czyli nie pójdą nigdzie dalej, jednak nadal były nieco niebezpieczne. Ale wiadomo, że rozeszły się po kątach i zebrały w małe kupki. Bały się. I nic dziwnego.
Po chwili Solinsky zaczął coś tam mamrotać pod nosem. Czyli cóż... Wcale nie wyszedł z tego tak w jednym kawałku, ale przecież to była tylko i wyłącznie jego wina. Teraz Nathan musiał rozprawić się z psioniczką.

Kolejka: Nathan, MG. Przynajmniej póki nie wyłączy szumu, potem może wejść Ceri
_________________


 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 17:25   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Z jednej strony wiedział, że musi się spieszyć, a z drugiej wcale tego nie chciał. Chciał się pobawić. Kucnął przy dziewczynie uśmiechając się szeroko. -Nie trzeba było uciekać, mała. Osobiście nie mam nic do ciebie, ale szef kazał cię zastrzelić. Wiesz, taka praca. Słuchasz mnie? - Chwycił ją za włosy i podniósł do góry, tak, żeby jej twarz znalazła się na równi z jego twarzą. Odłożył pudełko z białym szumem, żeby mieć drugą rękę wolną, po czym za pomocą dwóch palców uniósł jej powieki, by mogła a raczej musiała spojrzeć na twarz swojego oprawcy. Na ten psychopatyczny uśmieszek i przerażający wzrok. -Cholera, szkoda. Ładna z ciebie dziewczynka. Może gdybyś nie zrobiła tego mojemu kumplowi, to przekonałbym Kenjiego, żeby pozwolił mi się tobą zająć. Wiesz, przydałby się ktoś, kto robiłby mi kawę i masaż, kiedy wracam zmęczony z misji. Jestem trochę samotny. Mam już swoje lata, być może to ostatnia chwila na założenie rodzinki. Ale cóż, podpadłaś nam. Nie miej mi tego za złe. Po prostu znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. I popełniłaś błąd, bo zamiast załatwić nas od razu, spróbowałaś ucieczki. - Westchnął i wzruszył ramionami. -Wiesz co? Znaj moją łaskę. Dam ci 10 sekund. - Puścił jej powieki i chwycił za pudełko z białym szumem. Następnie podniósł się, oczywiście ciągnąc ją za sobą w górę. -Nie będę nic robił. Jeśli w 10 sekund zdołasz uciec bądź mnie zabić, to będziesz wolna. Kenji będzie wściekły, ale przecież nie jestem jakimś potworem bez serca. - Puścił ją i zrobił kilka kroków w tył. -Proszę bardzo. Będę liczyć. Raz. - Oczywiście, nie miał zamiaru dać jej uciec. Poza tym dobrze wiedział, że mając biały szum w głowie, nie będzie w stanie się ruszyć. A jeśli nawet będzie, to z pewnością nie zdoła mu nic zrobić ani tym bardziej uciec. Czemu więc to robił? Bo nie był do końca normalnym człowiekiem. Uwielbiał to. Dawać nadzieję swoim ofiarom, a potem miażdżyć ją własną dłonią. Patrzeć, jak przeciwnik wije się mu pod stopami, jak nie może nic zrobić żeby uciec od nieuchronnej śmierci. A mimo to w swoich ostatnich chwilach rozpaczliwie wierzga, może nawet błaga o litość. Ale litości nie ma. Na końcu zawsze jest śmierć.
-Dziesięć. - Powiedział spokojnie. Zbliżył się do niej, zdając sobie sprawę, że wystrzał może spłoszyć konie. -Przykro mi. Za wolno. - Powiedział, choć jego ton głosu wcale na to nie wskazywał. Kopnął ją w twarz, tak, żeby przewróciła się na plecy, po czym sprawnym uderzeniem stopą zmiażdżył jej krtań. W razie jakby to nie wyszło, wyciągnął z kieszeni spodni swój stary, sprawdzony ale wciąż dobrze naostrzony składany nóż, otworzył go, i poderżnął jej gardło. Musiał mieć pewność, że umarła. Dopiero wtedy wyłączył biały szum. W razie gdyby był zmuszony użyć noża, wytarł krew z ostrza o skrawek jej ubrania. Westchnął, bo teraz należało pozbyć się ciała, a nie chciał się zbytnio pobrudzić. Składając nóż wkopał ją więc w jakieś pobliskie krzaki, ewentualnie ostrożnie poprawiając ułożenie truchła rękoma, by nikt z daleka jej nie zobaczył. Oczywiście że kiedyś je znajdą, ale nie będą mieli żadnych nawet najmniejszych poszlak na temat tego, co ją zabiło. Równie dobrze to mogli był łowcy albo bandyci. Nie ważne. Tak czy siak, kiedy ciało było już schowane, skierował swoje kroki w stronę polaka. Kucnął przy nim. -Żyjesz? - Zapytał nie ukrywając wesołego uśmiechu. To wydarzenie sprzed chwili poprawiło mu humor na cały dzień. -Powinieneś trochę pomyśleć, nim rzucisz się na PSI. Ale tobą jebnęła! Aż mnie zabolało. - Zaśmiał się. Co mógł więcej zrobić? Nie znał się zbyt dobrze na pierwszej pomocy. Zresztą, bądźmy szczerzy. Nathan nie był typem człowieka, który zbytnio by się kimkolwiek przejmował.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 18:13   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Nathan podniósł dziewczynę za wlosy i wydawała się tego zupełnie nieświadoma.Cały czas próbowała się nieudolnie wyrywać, wywijając swoje ciało w jakiejś niekończącej się agonii. Ale tak działał Biały Szum, pewnie nawet nie była tego świadoma. Z jej nosa zaczęła płynąć krew. Im dłużej będzie w jego promieniu, tym gorsze będą skutki, ale raczej już teraz nie miało to żadnego znaczenia. Gdy ten, uniósł jej powieki, musiał zrobić to bardzo wysoko, ponieważ jej źrenice były praktycznie u samej góry. Przez kilka sekund spojrzała na Nathana, ale ciężko było stwierdzić czy właściwie była świadoma tego na kogo patrzy. Jej umysł starał się wciąż walczyć ze skutkami Białego Szumu, tak więc ciężko było mówić o tym, że wiedziała z kim rozmawia ani co się właściwie dzieje. Nawet gdy przeciągnął ją kawałek i zostawił na ziemi, nie była zupełnie w stanie nic zrobić prócz ciągłego zasłaniania twarzy. Cała drżała. Gdy zasadził jej kopniaka, szerzej otworzyła oczy. Spora część jej twarzy pokryła się błotem jak i rozmazaną krwią z jej nosa. Gdy tylko swoim solidnym butem dorwał się to jej krtani, bez żadnego problemu udało mu się ją zmiażdżyć. Dziewczynka umierała w potwornych konwulsjach, dusząc się i plując krwią. Czyli pewne pośmiertne drgawki i inne tego typu rzeczy były zupełnie niezależne od Białego Szumu. Dziecko po krótkiej chwili zupełnie się udusiło, jednak nawet jeśli Nathan wolał się upewnić dwa razy - mógł poderżnąć jej gardło. Nóż przeszedł przez jej skórę jak przez masło, a krew rozlała się jeszcze bardziej na wszystkie strony, plamiąc lekko jego spodnie. Po kilku minutach ciało było ukryte w krzakach. Cóż, będą musieli się go potem pozbyć, jeżeli ktokolwiek będzie chciał zrobić tutaj kryjówkę.
Solinsky leżał na ziemi i trzymał się za głowę. Raczej nie spadł z jakiejś wieeelkiej wysokości, ale nawet to wystarczyło by zwalić go z nóg na jakiś czas. Nigdy nie walczył z Psionkami, nie wiedział do czego są zdolni. Szczególnie w obliczu śmierci. Solinsky wstał po chwili i zaczął opatrywać swoje poobijane ręce i nogi. Miał kilka siniaków i najprawdopodobniej wybity bark.
- Kurwa mać! Zajebałeś ją? Ja pierdole... - syknął, łapiąc się za owy bark. Dodał tylko: - Będę w samochodzie. To kurwa najlepiej nie wygląda - powiedział, a po tym popatrzył na Nathana, dodając: - Dzięki.
Po chwili przyszedł Kenji, trzymając cały czas Ceridwen na rękach. Czuła się już troszkę lepiej - no i nie była już zupełnie obezwładniona. Teraz jednak i tak potrzebowała chwili, by dość do siebie. Kenji położył ją na ziemi tak, by mogła usiąść, a następnie wyciągnął butelkę wody i podał jej.
- Dwie minuty i wracasz do gry. Musimy przejrzeć inne hangary. Co robimy z tymi wszystkimi... Końmi? Ktoś się na tym właściwie zna? - zapytał, a następnie zarzucił sobie na ramie broń.
- Nathan, chodź ze mną. Sprawdzimy resztę hangarów. Może znajdziemy jakieś wozy, trochę broni, a potem spadamy. Ceridwen? - zapytał, żeby upewnić się jak się właściwie czuje.
Nikt nie pytał o to, co Nathan zrobił z tamtą dziewczyną, ale skoro mogli wyjść i jeszcze nikt nie został wywalony w kosmos, to sprawa chyba była załatwiona. Wszyscy wiedzieli, że jest nieco... Że czerpie z tego radość. No a skoro teraz jest taki promienny, to raczej wynika z tego tylko jedno. Ale to było wskazane. Każdy, dorosły członek Syndykatu cechował się czymś, co było przydatne. I Kenji dobrze o tym wiedział. Sam nie ma oporów przed zabijaniem, ale nie robi tego tak, jak Nathan.

Ceri, Nathan
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 19:35   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Chociaż tyle dobrego, że nie potłukła się przy upadku, bo złapał ją Kenji i zaniósł trochę dalej od białego szumu. Leżała tak bezwładnie w ramionach japończyka, tulona przez niego. Może potem doceni tę próbę uchronienia jej od skutków szumu, na razie jednak przez jakiś czas dalej zwijała się z bólu, niezdolna do zrobienia czegokolwiek. Zamknęła oczy, nie chcąc pozwolić, żeby cisnące się jej do nich łzy zdołały wypłynąć. Nie pozwoli sobie na ryczenie przy nich, starczy, że już zwijała się z bólu i w sumie w tej chwili była bezużyteczna. Kiedy biały szum w końcu został wyłączony, więc trochę się rozluźniła, a w międzyczasie została przeniesiona na zewnątrz. Usiadła na ziemi i przyjęła od Kenjiego wodę.
- Dzięki. - Powiedziała cicho i lekko trzęsącymi się dłońmi odkręciła ją, żeby się napić. Łupała ją głowa, ale to przejściowe. Niedługo powinno być lepiej, na razie jednak uspokoiła się i odzyskała trochę siły. Nie zamierzała bezużytecznie siedzieć na dupie przed hangarem, więc kiedy Kenji pytająco wypowiedział jej imię tylko się podniosła, lekko się przy tym zataczając. Biały szum zrobił swoje i po prostu wstając zakręciło jej się trochę w głowie, ale ogółem czuła się lepiej, kiedy już go nie było. No i zawroty nie były zbyt długie, więc je zignorowała.
- Już trochę lepiej. Idę z wami - Odpowiedziała na niezadane pytanie patrząc na Kenjiego. Wolała nie skupiać się zbyt długo na Natanie, chwilowo miała ochotę strzelić mu w zadek błyskawicą, a za to by jej się oberwało. Nie miała zbyt dobrego humoru, ale kto by taki miał, kiedy przed chwilą został spacyfikowany białym szumem i to w sumie za nic? Nawet nie dostała szansy, żeby się usunąć z zakresu działania tego badziewia, a starczyłaby jej minuta, żeby znaleźć się gdzieś na tyle daleko.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 20:11   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Ta, nie ma świadków. - Powiedział wesoło do Solinskiego. -Pamiętaj, że te dzieciaki nie są normalne. Jak była niebieska, to byłaby w stanie nawet zatrzymać kulę, więc nie wiem co sobie myślałeś wychodząc tam bez szumu. - Wzruszył ramionami pomagając mu wstać. Spojrzał na Kenjiego. -Będziemy musieli zabrać truchło, jeśli zamierzamy tu zrobić bazę. Póki co jest w tamtych krzakach. - Pokazał kciukiem na miejsce, gdzie ukrył zwłoki dziewczyny. Spojrzał na Ceri, jakby dopiero teraz orientując się, że właściwie coś jej zrobił aktywując biały szum. -Oh. Sorry młoda. - Stwierdził, choć wcale nie wyglądał jakby mu było przykro. -Ale wiesz, nie mogłem pozwolić jej uciec. - Wzruszył ramionami. -Ale widzę, że jakoś się trzymasz. Dobra dziewczynka. Zaczynasz mi się podobać. Mam nadzieję, że nie chowasz urazy. - Nawet jeśli chowała, to dla Nathana nie było większej różnicy. Nie obchodziło go zdanie innych. Ale powinien trzymać dobre kontakty z innymi członkami Syndykatu. -Postawię ci ciastko jak wrócimy. - Stwierdził, i wesołym, sprężystym krokiem ruszył za Kenjim. -Ja się nie znam. - Odpowiedział zgodnie z prawdą na pytanie o konie. Nathana naprawdę ciężko było nienawidzić. Osoby, które mogłyby z ręką na sercu powiedzieć, że go nienawidzą, prawdopodobnie były już martwe. Fakt - był brutalny, i nie obchodziło go zdanie innych, nie obchodziły go nawet uczucia własnych towarzyszy. Ale z drugiej strony, kiedy był spokojny, zdawał się być niezwykle przyjemnym i radosnym człowiekiem. Dobrym wujkiem gotowym podać pomocną dłoń, kiedy ktoś tego potrzebował. Nawet teraz, mimo, że kilka chwil temu kogoś zamordował, nie tylko z zimną krwią ale też z niejaką przyjemnością, narażając w ten sposób zdrowie swojej towarzyszki która w końcu też ucierpiała przez biały szum, choć w żaden sposób nie zawiniła, to patrząc na niego można było się zastanowić, czy ta sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Czy ten człowiek rzeczywiście był zdolny do takich czynów.
Ale był. Być może jeśli chodziło o brutalność był na pierwszym miejscu w całym Syndykacie, złożonym głównie z członków potężnych mafii. Kiedy ktoś zdołał poznać go bliżej, nie miał żadnych złudzeń. Kiedy Nathan był poważny, lepiej nie stawać mu na drodze. Nie ważne kim się było. Nie ważne nawet, że było się jego towarzyszem czy choćby przyjacielem. Jeśli stanęło się mu na drodze do celu, to wszystko traciło znaczenie.
W obliczu śmierci wszyscy byli równi. A Nathan był osobą, która z dumą niosła za sobą śmierć.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 20:24   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- No spoko - odpowiedział Ceridwen Kenji. Woda to przecież nic takiego, potrzebowała jej. Gdy Ceri zaczęła się lekko zataczać, Japończyk nieco się skrzywił, ale skoro powiedziała, że wszystko okej to tak pewnie musiało być. Puści ją z nimi, w końcu nie jest byle jaką, słabą psioniczką.
- Potem się tym ewentualnie zajmiemy. Jednak to miejsce chyba jest za duże, coś tak mi się wydaje. Lepiej znaleźć coś mniejszego do zrobienia ewentualnej nory - stwierdził. Może i dom był całkiem niezły, miał ogrodzenie i tak dalej, jednak był zbyt łakomym kąskiem dla Żółtych, którzy przecież mogli bez problemu przejść przez ogrodzenie.
- Ceridwen? - zapytał jej, jednak średnio wierzył w to, że może coś wiedzieć o tych zwierzętach. Chociaż... Poruszanie się konno przez te wszystkie cholerne szklaki nie było wcale takim złym pomysłem. Może nawet lepsze to, niż samochód, jednak Kenji będzie ostatnią osobą, która to przyzna. Ruszyli więc w stronę drugiego hangaru, w całą trójkę, bowiem Solinsky wolał się wycofać i posiedzieć grzecznie w samochodzie. W końcu można powiedzieć, że był ranny.
Kenji szedł na przodzie, jednak tym razem zachowywał stuprocentową czujność. W razie czego również wyjął swoje narzędzie do Białego Szumu. Nie mogli stracić więcej ludzi, wiadomo.
Po chwili dotarli do owego hangaru, Kenji otworzył znowu drzwi z buta. Cóż, a tam było to, czego właśnie szukali. Zielono-czarny Ford GT stał na jednym z podjazdów, na kolejnym zaś Ferrari Testarossa. Na samym końcu odrestaurowany Ford Mustang z '74. Wybór był całkiem niezły.
- Kurwa nareszcie - powiedział Kenji i minął Nathana, a następnie zajął miejsce w pierwszym samochodzie.
- Kurwa! - krzyknął i zacisnął dłonie na kierownicy. Po tym wystawił łeb przez okno, dodając:
- Ceri, musisz odpalić nam wozy - powiedział.
Cóż, przypominało mu się coś o tym, że miał zgarnąć broń i tak dalej, ale to był raczej podrzędny priorytet. Dodał do Nathana:
- Chodź, pościgamy się - dodał, a następnie spojrzał na Ceri.
- Odpalisz nam wozy i splądrujesz dom. Jasne? Wrócimy za kilka minut - zadecydował.
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 21:30   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Miała gdzieś, że Kenji się krzywi póki mogła iść za nimi. W końcu co to dla niej mały zawrót głowy, kiedy trzeba było misję wykonać. Durne przyzwyczajenia z ligi. Nigdy nie narzekała jak coś było z nią nie tak, chowała urazy i te fizyczne i te do innych osób, żeby sobie nie nagrabić i wykonywała rozkazy. Nic więc dziwnego, że teraz się uparła, że nic jej nie jest.
- Lubię zwierzaki, ale na koniach się nie znam. - Zgodnie z prawdą. Nigdy nie miała zwierzaków, chyba że liczyć koty Leviego. A koty nie bardzo pasują do przystokopytnych, więc raczej nie porwałaby się na opiekę tymi futrzakami. Szczerze mówiąc wolałaby dostać pod opiekę servala, albo chociaż zwykłego kota. Miała ochotę "przypadkiem" rozwalić emitor białego szumu, który wyciągnął Kenji. Miała już tego urządzenia na dzisiaj dosyć. Znowu musiała się wstrzymać z zapędami. Kenji może i był miły, ale nie zmieniało to faktu, że jeśli sprawi, że urządzenie wybuchnie mu w dłoni to jej się znowu oberwie. Błędne koło, próbowała uniknąć oberwania z białego szumu, a i tak w końcu z niego obrywała bez powodu. Wleźli do następnego hangaru, już się nastawiała na to, że znowu nic nie będzie, albo będzie i to pilnowane przez kolejnego psionika, a tu wozy, stały ładnie zaparkowane i nie pilnowane. I oczywiście ona musiała je odpalić, a potem odwalić za nich brudną robotę, a może też chciałaby się pościgać? Przecież samochody były trzy. Ale nie, nikt nie wziął pod uwagę biednego kurczaczka. Skinęła Kenjiemu głową, odpaliła im samochody, które wybrali i śmignęła w kierunku domu, w którym już w sumie była. Przeszła przez drzwi i zaczęła się powoli rozglądać po kolejnych pomieszczeniach, zgarniając to, co uznała za przydatne, szukając broni, naboi itd.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-10, 23:09   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Nie odpowiedziała mu, ale w sumie nawet nie oczekiwał odpowiedzi. Spojrzał na Kenjiego i uśmiechnął się lekko. -Pewnie. Czemu nie. A młoda? - Spojrzał na dziewczynę, ale po chwili Japończyk rozwiał jego wszelkie wątpliwości. Nathan nie miał zamiaru się z nim kłócić, wskoczył więc do starego dobrego Mustanga. To był jedyny koń na którym się znał (hehehe, wybitny żart milordzie), zresztą, Kenji dobrze o tym wiedział, więc nie musiał mu odpowiadać na tamto pytanie. Ustawił sobie fotel i lusterka, dopasował kierownicę, opuścił szybę, odpalił papierosa i spojrzał na Kenjiego dając mu znak, że jest gotowy. Nie mógł się dobrze ścigać bez papierosa w zębach. Zawsze najwięcej frajdy sprawiało mu wchodzenie w groźne zakręty strząsając jednocześnie popiół za szybę, starając się nie rozwalić się o pobliskie drzewo. W ten sposób jazda sprawiała mu najwięcej adrenaliny. Choć teraz dodatkową przeszkodą będą konie, które wszędzie biegały. Trzeba będzie uważać, by się na żadnego nie wpiepszyć, a to już nie było takie proste. Ale przejmowanie się tym nie było w stylu Nathana. Wręcz przeciwnie. W jego stylu było odpalenie auta, zaciągnięcie ręcznego, naciśnięcie gazu i czekanie na sygnał. Kiedy taki się pojawił, ruszył gwałtownie do przodu, starając się ominąć wszelkie potencjalne przeszkody. A jeśli jakichś nie ominie... Cóż, nie jego wóz.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-11, 18:41   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Dwie kolejki

Mg Ceri
W domu było sporo różnego rodzaju, przydatnych raczej rzeczy. Na pierwszy rzut oka widać było sporej wielkości katanę zawieszoną nad kominkiem. Teraz, gdy panował lekki półmrok, a Ceri była zupełnie inaczej nastawiona do zwiedzania domu... Widziała sporo ciekawych rzeczy. Oczywiście na ścianach prócz tego było też sporo broni - jednak pytanie, czy nadawałaby się ona do użytku? To trzeba było jeszcze sprawdzić. W szafce, w kuchni była oczywiście apteczka - jak w każdym domu. Jednak czy jest sens to wszystko zabierać? W sumie z jednej strony tak, bo broń zawsze się przyda i lepiej mieć ją przy sobie niż pozostawiać swoim wrogom. Ponadto znalazła kilkanaście zdjęć Psioniczki, która wcześniej ich zaatakowała. Na jednym stała dumnie z ojcem, na jeszcze drugim stała obok innej dziewczynki. Bliźniaczki? Bardzo możliwe.
Dalej - masa książek. Może będą tutaj jakieś ciekawsze tytuły, które będzie mogła zabrać ze sobą? W końcu zawsze znajdzie się trochę miejsca w samochodzie. Aż wreszcie wielki finał.
W domu był przydzielony pokój w którym znajdowały się różne rzeczy służące do jazdy konnej. Siodła, ogłowia, szczotki i tak dalej. Wszystko to, co było potrzebne by poskromić te zwierzęta za oknem. Może powinna spróbować?

Mg Nathan
Kenji jak i Nathan zaczęli się ścigać. No oczywiście, że Japończyk przegrywał. Potrafił prowadzić szybkie wozy a nawet robić nimi różnego rodzaju uniki i ciekawe akcje. Jednak bez techniki nie wygrasz, to oczywiste. Tak więc po kilku kółkach na serpentynowej drodze, mężczyźni zatrzymali się. Kenji dodał:
- Nieźle.
Może i nie do końca chciał, bo wiadomo, że zawsze lepiej gdy to ktoś mówi takie rzeczy do ciebie. Ale jednak musiał przyznać, że jego przyjaciel całkiem nieźle sobie poradził. Japończyk dodał:
- Wracajmy. Zapakujemy kilka rzeczy i pojedziemy do siedziby. Potem możemy jeszcze wyjechać.
Ah, no a więc tego tak się bali. A teraz Kenji bez żadnych oporów mógł jeździć polnymi drogami i nawet, jeśli zwracał czyjąś uwagę... To co z tego? Co to zmieniało?
Taka chwila wytchnienia naprawdę dobrze mu zrobiła. Po prostu potrzebował tego, cieszył się, że Nathan podzielał jego zdanie i w jego towarzystwie jeździł po polnych drogach. Gdy dojechali znowu na farmę i opuścili samochody, mężczyzna dodał:
- Musimy wpaść na obrady za kilka minut. I tak jesteśmy już nieźle spóźnieni. Ceri? - zapytał Kenji, rozglądając się za psioniczką. No, a raczej krzyknął. Po tym dodał do Nathana:
- Ceri i Bractwo. Co o tym sądzisz?
Chciał znać jego zdanie i to bardzo. Miał na oku jeszcze kilku rekrutów. Jednak czy powinien tracić tak dobrego żołnierza na rzecz tej organizacji? Wiadomo, że nieco to zmieni jej podejście do świata..

Nathan, Ceri.
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-11, 19:38   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Pierwsza w oczy rzuciła jej się katana. Podeszła do kominka i ściągnęła ją znad niego. Ostrożnie wysunęła kawałek ostrza z pochwy i sprawdziła, czy katana jest ostra. Jeśli tak, to przywiesiła ją sobie do pasa. Podobała jej się, więc czemu nie miałaby sobie jej zabrać? Może potem znajdzie kogoś, kto by ją nauczył jak jej poprawnie używać. Przeglądała po kolei każdą broń i jeśli była zdatna do użytku to odkładała ją na kupkę przy wejściu. Sama tego wszystkiego nie da rady zabrać, ale jak wrócą Kenji z Nathanem, to powinni bez problemu to załadować do któregoś z wozów. Apteczkę również zgarnęła na kupkę przy drzwiach. Im zawsze się przyda, a rząd mógł sobie załatwić więcej leków, opatrunków i w sumie wszystkiego. Zdjęcia owszem, widziała jednak nie przyglądała się im. Nie chciała dopuścić do siebie możliwych wyrzutów sumienia. Mignęły jej dwie identyczne dziewczyny, więc pozostała czujna na jakiekolwiek oznaki, że ktoś jednak jest w domu. Wolała nie walnąć w którąś ścianę, czy wybuchnąć. Przejrzała książki i zgarnęła kilka co ciekawszych ze sobą. Przecież mieli aż za dużo miejsca w wozach, kilka książek się zmieści. Przeszła do kolejnego pomieszczenia. Wszystko co mogło być potrzebne dla parzystokopytnych było w tym miejscu. Spojrzała za okno na konie pasące się w tej chwili na trawniku. Skoro już skończyła przeczesywanie domu, a Kenjiego z Nathanem dalej nie było widać, ani słychać, to otworzyła jedno z okien i wystawiła sobie w nie jeden komplet oporządzenia dla konia, po czym zgarnęła walizkę z przedmiotami do pielęgnacji, jakieś smakołyki i poszła okrążyć budynek. Walizeczkę zostawiła przy reszcie rzeczy do zabrania, a sama poszła spróbować przekonać do siebie jedną z bestyjek na trawniku. Zgarnęła z parapetu ogłowie z lonżą i wyciągnęła jeden smakołyk do pięknego, karego parzystokopytnego stworzenia. Jeśli koń pozwolił jej do siebie podejść, to ostrożnie założyła mu ogłowie i podczepiła lonżę, po czym zaprowadziła do okna. Jeśli miała jak, to przywiązała klacz gdzieś w pobliżu i zaczęła zakładać jej resztę oporządzenia. Jeśli to jej się udało, to odwiązała klacz z liny i spróbowała się na nią podciągnąć i wsiąść. Nogi trzymała w strzemionach, wodze chwyciła w ręce i spróbowała powtórzyć to, co kiedyś widziała na filmach. Jakoś klacz musiała ruszyć, prawda? Delikatnie pacnęła palcatem w zadek klaczki i czekała na efekty. W razie czego przygotowała się do sparaliżowania zwierzęcia, żeby nie zrobić krzywdy tak sobie, jak i biednemu zwierzęciu. Kiedy usłyszała jak Kenji się wydziera spróbowała skierować klacz w kierunku, z którego dochodził głos Japończyka. Oni się mogli pobawić w wyścigi, to chyba jej nie oberwie się za próby przygarnięcia klaczy, skoro już wszystko co miała, to ogarnęła.

/ Teraz Nathan
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-13, 20:01   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Ty też całkiem nieźle. Kilka lat praktyki i z pewnością będziesz lepszy ode mnie. Po prostu mam więcej doświadczenia. - Stwierdził uśmiechając się. W końcu jeździł od wielu lat, było to dla niego tak samo naturalne jak chodzenie czy bieganie.
Wrócili do bazy, i w tym momencie padło pytanie. Nathan chwilę się zastanowił po czym wzruszył ramionami. -Nie wiem. - Odrzekł szczerze. -Była w stanie podnieść się po białym szumie i wrócić do swojego zadania, ale to o niczym nie świadczy. Musiałbym ocenić jej faktyczne zdolności. Być może zobaczyć jakąś jej misję, bardziej poważną niż ta. Wtedy mógłbym podjąć lepszą decyzję. Ale jeśli uważasz, że sobie poradzi, mogę wziąć ją na trening i zobaczyć czy przeżyje. Pytanie tylko, czy chcesz ją stracić na rzecz Bractwa. To nie jest obóz wakacyjny, na który możesz pojechać a potem wrócić i zapomnieć. To nie jest takie proste. - Westchnął siadając na masce. -Jeśli będzie tego chciała i ty to poprzesz, mogę zacząć jej trening. Jednak musisz zdawać sobie sprawę z zagrożenia. - Nie miał zamiaru traktować jej ulgowo. Bractwo z założenia miało być elitarne, i sam Nathan do końca nie wiedział, jak będzie ich trenować. Z pewnością będą musieli przygotować się fizycznie, ale także psychicznie. Będzie musiał ich uodpornić na tortury, być może konieczne będzie zniszczenie zaufania do innych ludzi. Nie mieli działać w grupach. Mieli być pojedynczymi jednostkami do zadań specjalnych. Rzeczy takie jak przyjaźń czy zaufanie jedynie przeszkadzały. Tak jak i współczucie. Będzie musiała zabijać wszystkich którzy zobaczą zbyt dużo, niezależnie od tego czy to będą niewinne dzieci czy żołnierze. A nawet sekunda zawahania mogła ją kosztować życie. Nathan to potrafił. Potrafił zabić każdego na swojej drodze nie wahając się ani setnej sekundy. Ale jeśli ona tego nie potrafiła, będzie musiała się tego nauczyć. I nawet Nathan który nigdy nikomu nie współczuł wiedział, że normalni ludzie tacy nie są. A jeśli tacy się staną, to na zawsze zmieni się ich podejście do świata. To była cena którą przyjdzie im zapłacić za bycie elitą wśród elit. Przynajmniej tak to widział sam Nathan. Być może z czasem to podejście się zmieni. Jeszcze nie miał dobrej wizji na temat tego, jak właściwie Bractwo miało wyglądać. Czy dobrą decyzją było więc przyjmowanie tam teraz obiecującej Ceri? Byłaby świnką doświadczalną. A to mogło skończyć się tragicznie.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-13, 21:29   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Oczywiście nie było żadnego problemu z wynoszeniem rzeczy z domu. Katana wydawała się całkiem przydatną rzeczą. No i była normalną, ostrą kataną. Żyć nie umierać. Na podwórku sytuacja również jej się udała - konie wyraźnie były oswojone i nie bały się ludzi, tak więc można było nawet zabrać ich więcej. O ile same nie pójdą za jakimś innym. Koń lekko się spłoszył, gdy Nathan i Kenji wrócili.
- Wiem w czym rzecz - stwierdził. No, może kiedyś będzie miał jeszcze okazje nauczyć się prowadzić na równym poziomie z przyjacielem. Jednak to wymagało jeszcze kilku lat praktyki, których on nie miał. No ale w sumie kto wie co będzie w przyszłości? Wiedział, że Layla całkiem dobrze prowadzi. Ale to tylko dlatego, że była Zielona.
- Pogadam z nią po powrocie. Jeżeli chcesz, możesz ją wziąć na jakąś misje - zleceń jest sporo, a Ty będziesz mógł ją przetestować. Nie chcę jej tracić, wiadomo. Tutaj całkiem nieźle daje sobie radę. Ale może być również tak, że sama wyrazi zgodę i nieco... Źle oceni swoje umiejętności. Chcę mieć pewność, stary. Ceridwen jest niezła, ale czy podoła? Chcesz, to pogadamy o tym jak wrócimy. Weźmiesz jakieś zlecenie i zabierzesz ją. Chcesz? - zaproponował.
Wreszcie oboje podeszli do Ceri, no i lekko spłoszyli wcześniej wspomnianego konia. Kenji spojrzał na nią, dodając:
- Gdzie chcesz go trzymać? Możemy go zgarnąć, jak mi na to odpowiesz - stwierdził. Skoro oni biorą coś na czterech kółkach, to czemu ona...
- O kurwa - dodał, widząc kupkę broni wyniesioną z domu. - Pomóż mi, Nate - dodał i ruszył w jej stronę, a następnie zaczął zarzucać sobie na ramiona broń, którą powoli wynosił kierując się w stronę ich głównego samochodu, gdzie siedział Solinsky. Zostawił na moment Ceri i Nathana samych.

Ceri/Nathan
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-13, 22:06   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Wszystko poszło sprawnie, nawet Kenji i Nathan zjawili się dosyć szybko. Tak jakby mieli to wszystko wcześniej ustalone i idealnie odmierzony czas. Kiedy koń się spłoszył starała się go uspokoić, na razie bez ładunku paraliżującego. Tę opcję zostawiła dopiero na wypadek całkowitego spłoszenia się klaczy, gdyby nie mogła nad nią zapanować w normalny sposób. Nie chciała jej w końcu robić krzywdy. Kiedy klacz się uspokoiła, pogłaskała ją delikatnie po szyi. W sumie chciała tylko pojeździć, ale skoro była możliwość przygarnięcia konia, to czemu miałaby rezygnować? Tym bardziej, że chociaż raz była wyższa od innych, co nawet jej się spodobało. Zastanowiła się chwilę, gdzie można zrobić prowizoryczną stajnię.
- Na tyłach bazy jest jeden nieużywany hangar, można tam zrobić boks. - Odpowiedziała Kenjiemu. Może tyle mu starczy, za odpowiedź. No i zawsze mogą zabrać więcej koni, wystarczyło je przygotować i chociażby poprowadzić na lonżach, o ile same nie pójdą za karą klaczą.
- Pomóc wam? - Może zbędne pytanie, ale takie siedzenie i gapienie się jak ktoś, coś robi niezbyt jej pasowało. Zerknęła na kupkę broni, którą wytargała na zewnątrz. Było tego całkiem sporo, ale jak nie będą chcieli pomocy, to trudno.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-14, 10:49   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Fakt, że radziła sobie tutaj nic o niej nie mówił. To był wręcz spacerek. Być może powinien pozwolić jej walczyć z tamtą PSI, ale zajęłoby to zapewne zbyt długo. Zresztą, sam się chciał zabawić. Tak czy inaczej ta misja prawie nic nie mówiła o samej Ceri. -Musi wyrazić chęć. - Powiedział w końcu. -Wtedy sprawdzę czy się nadaje. Nie bój się, ocenię jej zdolności i powiem jak duże szanse na przeżycie ma. To co z tym zrobi to już będzie jej sprawa. Ewentualnie twoja, jeśli zechcesz jej zakazać. - Tyle mógł zrobić. Ocenić procentowo jej szanse przed treningami, by mogła podjąć adekwatną decyzję. -Jeśli tego chcesz mogę z nią pobiec na jakąś misję, ale dobrze wiesz jaki jest mój stosunek do zleceń typu "upozoruj samobójstwo". Być może będę tylko przeszkodą. Ale zwrócę na nią swoją uwagę. Na jej treningi, na misje jakie bierze, na sposób jaki je wykonuje. Być może potem pójdę z nią na jakąś misję. Ale przede wszystkim to ona musi tego chcieć. Bez chęci współpracy jej szanse na przeżycie spadają praktycznie do zera. - Taka była prawda. Nathan nie miał zamiaru tolerować niesubordynacji, i była duża szansa, że jeśli ktoś dołączy z przymusu a nie z chęci, to nie będzie w stanie dostosować się do panujących w Bractwie zasad. No ale cóż. To do Kenjiego należała ostateczna decyzja. Jeśli się uprze, Nathan nie będzie mia nic przeciwko. W końcu to nie było tak, że przejmował się czyimkolwiek losem. Po prostu starał się adekwatnie ocenić sytuację. Zdawał sobie sprawę z tego, że PSI byli potrzebni w Syndykacie, i nie miał zamiaru bezsensownie poświęcać ich życia. W sensie, lubił bezpodstawną przemoc, ale też nie widział powodu, by bezpodstawnie zabijać swoich towarzyszy. Było tyle wrogów których mógł zabić, że towarzyszom mógł trochę odpuścić. Póki nie wchodzili mu w drogę.
Wzruszył ramionami i zabrał się za zabieranie sprzętu. -Poradzimy sobie, zajmij się swoim nowym prezentem. - Powiedział, posyłając jej wesoły uśmiech. -Raczej nie zmieści się do bagażnika... - Mruknął jeszcze mierząc go wzrokiem i puścił oczko do Ceri. Tak jakby kilkanaście minut wcześniej wcale nie potraktował jej białym szumem. Ale Nathan nie myślał o tak odległej przeszłości. Zebrał więc tyle sprzętu ile zdołał, i ruszył za Kenjim. -Gdzie ten polaczek, powinien w końcu ruszyć dupę. - Powiedział bardziej sam do siebie niż do kogokolwiek innego.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-14, 22:20   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Kenji miał jeszcze chwilę żeby pogadać o sprawie Ceridwen. Cóż, na całe szczęście Nathan rozumiał sytuację.
- Pogadam z nią więc. Jak wyrazi chęć, to dam ci znać. A wtedy to już twoja w tym głowa jak ją przetestujesz i czy podejmiesz się jej treningu - dodał. Bractwo potrzebowało rekrutów, ale nie byli oni wcale takimi rekrutami jak rekruci Syndykatu. Ken wiedział, że mógł przecież ją na siłę wpierniczyć w szeregi tego dziwnego stowarzyszenia. Ale chyba wolał zachować się wobec niej... Inaczej. Lepiej. Przecież dołączyła dobrowolnie do Syndykatu i nie miał zamiaru jej do niczego zmuszać.
- Rozumiem - stwierdził i kiwnął głową, następnie schował dłonie do kieszeni. Tylko interesowała go jedna kwestia.
- Jak na dniach przyprowadzę ci parę osób, które niekoniecznie będą chętne... Obmyśliłeś już jakiś plan? Potrzebujemy rekrutów. Ludzi. Żywej broni - stwierdził. Po chwili doszli wreszcie do Ceri. Wszystko było zapakowane do dwóch, nowiutkich samochodów.
- No dobra, zabieraj tą kobyłę - stwierdził Kenji i machnął ręką. W sumie to co mu szkodziło? Przecież skro tamten hangar nie był w użytku, to równie dobrze mogła tam sobie zorganizować co chciała. Był tylko ciekawy ile pożytku będzie z jednego, durnego konia. Ale coś się Ceri należało. Tak samo jak wszystkim innym, nie?
- I tak już skończyliśmy - stwierdził, zabierając wraz z Nathanem ostatnią partię. W sumie to byli już gotowi, prawda? Więc lepiej żeby Żółta się nie fatygowała i nie schodziła z konia, bo potem może jeszcze na niego nie wsiąść. A wiadomo, że im mniej poturbowanych - jak Solinsky - tym lepiej. A, o dziwo, klacz była całkiem przyjazna i wcale nie chciała wysadzić Ceridwen. Widocznie ktoś, kto zajmował się farmą zajął się również końmi. I to całkiem prawidłowo.
- Jest w drugim wozie. No dobra, niech zabiera tamten wóz, my wrócimy nowymi, a Ceridwen wiadomo - dodał i przetarł dłonie, a potem ruszył w kierunku auta.
- Ceridwen, odpalaj samochody - dodał jeszcze zza pleców. I ruszył w kierunku Solinskyego, polecić mu by jechał w stronę bazy. Co oczywiście po chwili zrobił.
Kenji wlazł do swojego auta, oczekiwał już tylko by Nathan ruszył tyłek i również wlazł do samochodu. Wiedział, że omijają właśnie dość istotne spotkanie, jednak sprawdzenie tego miejsca też było dość istotne. Poza tym Kenji miał też nadzieję, że Craig ogarnie sytuację. Ah, jak bardzo się mylił.

Dowolna, plus zt + http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7923#7923
tam jest Shieri i Jake, jest późny wieczór (bardzo póżny).
_________________


 
 
Ayato Takamori
ronin


19 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 22:48   
   Multikonta: -
[Cytuj]

// Główny plac

Ayato na ogół nie należał do ludzi szczególnie rozmownych - można by rzec, że uważał się raczej za człowieka czynu. Niestety, wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy z faktu, że mówiąc do niego po angielsku, jeszcze bardziej zmniejszają swoje szanse na ciekawą konwersację bądź na otrzymanie odpowiedzi na zadane pytanie. Szczęście sprzyjało jednak pannie Murray. Jej łamany japoński sprawił, że Takamori zmarszczył lekko nos, ale wydawał się wyraźnie bardziej zainteresowany tym, co dziewczyna mówi. Wysłuchał uważnie całej historii, a potem znowu przekrzywił głowę zwyczajem ciekawskiego szczeniaka.
- Gdzie trzymacie te konie? Mam nadzieję, że nie w żadnym ogrzewanym budynku? - zapytał od razu po japońsku, bo jeśli Ceri rzeczywiście chciała zaopiekować się zwierzętami, to wolał mieć pewność, że nie zdechną szybko ze względu na popełnione proste błędy. - Nie służą im zmiany temperatur - dodał, słowem wyjaśnienia.
- Skoro są trzy auta, a ty zabrałaś konie, to ja zostawiam sobie to jedno wolne w ramach zapłaty za bycie szoferem - powiedział tak poważnym tonem, że pewnie Ceridwen nie zorientuje się, że w ten sposób pozwolił sobie na (dość słaby zresztą) żart. Zresztą, Japończycy nie słyną raczej z dobrego poczucia humoru, prawda? Można to zrzucić na geny.
Ayato złapał kluczyki i wsiadł do auta, przedtem przewieszając swoje dwa miecze przez ramię. Uniósł jedną brew, obserwując kątem oka jak prędko żółta zapięła pasy, a potem przekręcił kluczyki w stacyjce.
- Nawiguj - polecił, a potem rzucił jej krótkie spojrzenie. - Nie będę jechał szybko - obiecał.
Dał się prowadzić pannie Murray, aż w końcu po jakimś czasie wylądowali na opuszczonym ranczo. Ayato zwolnił tuż przed wjazdem na posesję.
- Na pewno wszystko sprawdziliście? Jest tu jakaś stodoła? - zapytał, oczywiście nadal posługując się japońskim. Wolał jeszcze raz się upewnić, zanim wpakują się w jakieś bagno.
_________________
ayato takamori

Don't you tell me what you think
that I can be

I'm the one
at the sail,
I'm the master
of my sea
Ostatnio zmieniony przez Ayato Takamori 2017-01-23, 21:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 20:40   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Widać zmiana języka, w którym świergotała do Japończyka coś dała i słuchał jej uważniej. Zapamiętała to sobie na przyszłość, bo co tu dużo mówić, watro było to wiedzieć, nawet jeśli mówiła po japońsku w sposób nie do końca poprawny, to i tak dobrze, że w ogóle mówiła w tym języku po jakichś dwóch miesiącach nauki.
- W hangarze na tyłach. Ogrzewania to tam raczej nie widziałam, a nawet jeśli tam jakieś jest, to raczej nikt nie wpadnie na pomysł, żeby im je włączyć. - Bo kto by włączał ogrzewanie tylko dla stada koni? Raczej każdy myślał ekonomicznie i konie zostawią w spokoju i bez ogrzewania.
- To będziesz mnie musiał nauczyć prowadzić, jeśli chcesz wziąć jeszcze to ferrari, które tam zostało. - Nie załapała żartu. Cóż, przecież faceci lubią samochody, to czemu z Ayato miałoby być inaczej? Mógł sobie zabrać ten wóz, o ile nikt go jeszcze nie zabrał ze sobą. Byleby jej wytłumaczył jak prowadzić wóz terenowy, którym jechali, bo co tu dużo mówić, sama nigdy nie skupiała się na tym, żeby się tego nauczyć. Bo po co, skoro prawie zawsze znajdowała się osoba, która już to potrafiła i przejmowała ten obowiązek.
- Jedź jak szybko chcesz, po tym jak Kenji kierował to chyba wszystko przeżyję. - Mruknęła w odpowiedzi. Co jak co, ale Kenji jechał bez wyczucia i kiedy skręcał, to zarzucał osobami siedzącymi w środku jak piłeczkami. Nic dziwnego, że teraz, przy kolejnym Japończyk za kierownicą, uznała, że będzie się czuć bezpieczniej z zapiętymi pasami. Kiedy ruszyli pokierowała Ayato tak, żeby dotarli bezpiecznie na miejsce.
- Sama przeszukałam cały dom, nikogo tam nie było. Były jeszcze dwa hangary, jeden z końmi i drugi z samochodami. - Jak na razie wszystko wyglądało tak, jak zapamiętała, czyli raczej nikogo tu nie było. Ba, nawet nikt bramy nie ruszył, więc mogli swobodnie podjechać pod sam dom.
- Dla pewności mogę podbiec i sprawdzić, czy na pewno nikt się tam nie kręci. - Dodała zerkając na Ayato. Ciągle trzymała się tego nieszczęsnego, łamanego japońskiego, ale jeśli chciała się go w końcu poprawnie nauczyć, to i tak musiała w tym języku mówić i tak.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Ayato Takamori
ronin


19 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-24, 22:41   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Jak na rozpoczęcie nauki dwa miesiące wcześniej i figurowanie w spisie kolorów jako żółta, Ceridwen radziła sobie z japońskim naprawdę imponująco dobrze. Ayato czasem dla rozrywki uczył się reguł nowych języków, ale on był zielonym - tego typu sprawy przychodziły mu z niezwykłą łatwością. Niemal zapomniał jak to jest, gdy pojmowanie nowych umiejętności przychodzi człowiekowi z pewną trudnością. Nie oznacza to jednak, że stracił swoją pokorę. Nadal pamiętał, że nauka wiązała się z rozwojem, a rozwój gwarantował osiągnięcie wewnętrznej harmonii, tak teraz potrzebnej Azjacie. Dlatego wydawał się ciągle zajęty czymś nowym, był zawsze chętny do poznawania nowych rzeczy, by choć trochę zająć czymś swoje ciało i umysł. Było jeszcze tyle niepoznanych przez niego szlaków, tyle ścieżek, które otwierała przed nimi choroba, których nie zdołał odkryć. Nigdy nie zajmował się na przykład konstrukcją wynalazków - ze zdziwieniem obserwował, jak inni zieloni wydają się niemal kipieć kreatywnością, podczas gdy on nigdy nie odkrył w sobie takich talentów. Miał jednak nadzieję, że któregoś dnia i jego umiejętności rozwiną się - zawsze starał się przekuwać swoje słabości w największe zalety. Dlatego cały ból i okropne wspomnienia związane z OMNI musiał przekształcić w coś lepszego, coś co pozwoli mu stać się silniejszym. Taka była jego dewiza.
Ayato pokiwał głową, potwierdzając przyjęcie informacji, a potem oderwał wzrok od drogi i spojrzał na Ceri.
- Jakbyś potrzebowała pomocy, możesz zawsze o mnie pytać - powiedział, sam nieco zaskoczony swoją chęcią opieki nad zwierzętami. Cóż, może to ta magia używania języka japońskiego?
Ayato przewrócił oczami a kącik jego ust drgnął w półuśmieszku.
- Żartowałem - wyjaśnił w końcu. - Nie zależy mi - wzruszył ramionami. Nie powiedział jednak nic o tym, że nie pomoże nauczyć Ceri prowadzić samochodu, dając jej tym samym do zrozumienia, że drzwi są nadal otwarte na tą możliwość. Samuraj nie dba o dobra materialne.
Na szczęście Ayato nie był Kenjim i udało im się dotrzeć na miejsce w odpowiednim tempie. Słysząc zapewnienia Ceri, pokiwał głową i ruszył, nie trudząc się by wyjaśniać, że wierzy jej ocenie sytuacji. Zaparkował samochód blisko jednego z hangarów, a potem opuścił miejsce kierowcy, wypatrując wokół nich ewentualnego zagrożenia.
- Sprawdźmy - powiedział, a potem kierując się wyczulonym zmysłem węchu, podążył w kierunku wejścia do bliższego hangaru i dla bezpieczeństwa sięgnął przez ramię, by w razie czego szybko wyciągnąć broń.
_________________
ayato takamori

Don't you tell me what you think
that I can be

I'm the one
at the sail,
I'm the master
of my sea
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-25, 01:20   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Jeśli kiedyś będzie potrzebować pomocy, to i tak by go męczyła o nią. W końcu jest zielonym, na pewno wiedział o wiele więcej od niej na jakikolwiek temat. Konie nie byłyby tu pewnie wyjątkiem, w końcu Ceri nie znała się na nich kompletnie. Owszem, wiedziała, co musi im zapewnić, w końcu to można było wziąć na logikę, ale jak je ułożyć? Albo jak z nimi pracować? O tym nie miała zielonego pojęcia, mogła się tylko cieszyć, że w tym miejscu ktoś tymi końmi jednak zajmował się odpowiednio i zostały już ułożone pod siodło.
- Pomoc pewnie się kiedyś przyda, kompletnie nie znam się na koniach. - Kotami jeszcze mogłaby się zająć i to nawet z wielką radością. A jakby wśród tych kotów był serval to byłaby wniebowzięta, ale konie? Różniły się od kotów jak dzień od nocy.
Zerknęła na Ayato, który nawet się uśmiechnął. Nie ogarniała, jak mógł żartować w taki sposób, ale skoro to żart, to niech mu będzie. Ona nie miała nic przeciwko, żeby sobie zabrał tamtą furę, po co jej ona, jak ma stado koni do ogarnięcia? Z resztą i tak rozwaliłaby ten wóz na pierwszej przeszkodzie. Jednak Japończyk nie powiedział, że nie chce jej nauczyć prowadzić. Kiedyś musiałaby się tego nauczyć. Sam się zgadzał na to, żeby mu zawracała gitarę co chwilę. Biedny Ayato nawet nie wiedział na co się pisze. Jaskółeczka potrafiła być upierdliwa, jeśli czegoś chciała. Kiedy się zatrzymali odpięła pas i wysiadła. Kilka koni jeszcze się tutaj pasło, hangar dalej pozostał otwarty, nic się nie zmieniło przez te kilka godzin. Ona poszła na żywioł. Śmignęła do wejścia przygotowując się po drodze do miotania piorunami. Pustka. Nikogo nie było. Stanęła spokojnie na środku i rozejrzała się za paszą. Musiała się cofnąć do wejścia, worki z paszą leżały ładnie zaraz koło niego. Spokojnie powinno starczyć to wszystko na zimę. Wzięła jeden z worków i zaczęła taszczyć go do samochodu. Jako, że bagażnik nie został jeszcze otworzony, to oparła się o wóz i otworzyła sobie tylne drzwi i to tam władowała pierwszy worek.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,145 sekundy. Zapytań do SQL: 10