Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Autostrada stanowa
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-08-10, 16:15   Autostrada stanowa [Cytuj]

Trochę rzadziej uczęszczana autostrada patrolowana przez żołnierzy SSP jak i łowców. Osobówki rzadko się tutaj zapuszczają, a droga jest trochę zaniedbana. Zjazdy, parkingi leśne, wiaty leśne służące do odpoczynku. To wszystko jest monitorowane przez rząd. Żadne dziecko biegające samopas nie może czuć się bezpiecznie w tej okolicy. Cały czas ktoś jest w pobliżu, żeby schwytać małych uciekinierów z obozu rehabilitacyjnego.
Ostatnio zmieniony przez Kelly McCarthy 2017-01-28, 20:32, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-10, 20:55   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry

I obudziła się kimś zupełnie innym. Leżała teraz na poboczu jezdni. Jej włosy pachniały jakby właśnie wyszła od fryzjera. Miała na sobie swoje normalne, codzienne ubrania, jednak one również pachniały czymś drogim. Boże... Co się stało? Nie mogła w żaden sposób tego sobie poukładać w głowie. Była zupełnie pusta. Po chwili zobaczyła, że do jej prawej ręki przykute są kajdanki. W sumie nic nowego, prawda? Wcześniej też je miała. Jednak spostrzegła, że druga część kajdanek przykuta jest do jakiejś walizki. No dobra, jednak co dalej? Poczuła, że w kieszeni spodni znajduje się kluczyk do kajdanek, a do niego przyczepiona jest karteczka z cyframi, które otwierają ową walizkę. Robiło się chłodno, jednak ona miała na sobie płaszcz, zimowe buty, szalik, czapkę i rękawiczki. Tylko... Ile tak spała? I co właściwie się stało?
Na horyzoncie pustej, jak dotąd drogi, mogła dostrzec bijący po oczach blask reflektorów samochodowych. Po ich rozstawie można było stwierdzić że nie jest to zwykła osobówka. Autobus jechał z niebezpiecznie dużą prędkością i nieuchronnie zbliżał się do kobiety.
Co teraz? Czy podejmie ona próbę zatrzymania go?
_________________

głos

 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-11, 17:54   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Powoli otwierała oczy.
Był to proces powolny, i to nawet bardzo. I żmudny, chociaż nie wiadomo, czy Ewangelina tak to odbierała. No ale nieważne. Jej myśli zajmowały zupełnie ważniejsze kwestie. Rozglądała się wokoło nie wiedząc, gdzie jest, ale to nie było aż tak przerażające, jak fakt, że nie wiedziała kim ona sama jest. I zastanawiała się, czemu nie wie zupełnie niczego?
Miała nadzieję, że to sen, z którego lada moment się obudzi. Przecież tak absurdalne sytuacje przedstawiają się zazwyczaj w rzeczywistościach sennych, nie? Uszczypnęła się w dłoń, ale to nie pomogło.
Dopiero teraz dotarło do niej w pełni, gdzie jest. Chociaż nie znała dalszych szczegółów swojego aktualnego położenia. Ulica. Właśnie. Potrafiła nazwać tę drogę ulicą, a nie wiedziała, kim jest? To dość absurdalne. Ba, nawet bardzo. Była teraz więcej niż pewna, że to sen. Postanowiła o tym nie myśleć, tylko zacząć działać, a właśnie wtedy zaczęła się orientować w innych elementach rzekomego snu. Leżała na poboczu tej drogi. Do jednej z jej dłoni przykuto kajdanki. Kolejny przedmiot, który z dziwnych powodów potrafiła nazwać. Dziwne, naprawdę dziwne. Do tego wszystkiego jakaś walizka, doczepiona do drugiej części tych kajdanek. Patrzyła i patrzyła się na nią przez dłuższy czas, zastanawiając się, co ta w sobie zawiera, aż w końcu poczuła, że coś ją uwiera. To "coś" okazało się kluczykiem, schowanym w kieszeni jej spodni. Wraz z kartką, zawierającą jakiś cyfrowy kod. Ewangelina od razu zorientowała się, o co chodzi, więc czym prędzej otworzyła walizkę. Dziwne, taka bystra a nie wie, kim jest ani gdzie jest... Nie zdążyła jednak zaznajomić się z tym, co walizka w sobie zawiera, gdy zauważyła jak zbliża się ku niej jakiś pojazd. Tak jak to było wcześniej z walizką, i teraz Ewangelina zadziałała natychmiastowo i raczej automatycznie. Ktoś, kto by teraz widział co robi kobieta, uznałby ją za niepełnosprawną umysłowo. A może tak właśnie było? Nie mogła być pewna. Tak czy owak, wstała szybko, kluczykiem otworzyła kajdanki i uwolniła rękę, następnie, gdy autobus był dość blisko, po prostu rzuciła mu się pod koła. Miała nadzieję, że w ten sposób obudzi się z rzekomego snu.
 
 
Shane Redfield


21 lat

Pomarańcz




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-15, 20:22   
   Multikonta: Kelly, Kai, Cookie, MG
[Cytuj]

Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Jakoś niespecjalnie słuchał co tam dziewczęta za rozmówki sobie urządzają. Słowa nie były nawet skierowane do niego, więc zwyczajnie wyłączy jeden ze swoich zmysłów i skupił się na drodze. Było ciemno, w dodatku padał śnieg, a droga chyba nie wiedziała co to znaczy być odśnieżoną. Dziękował sam sobie, że nie wypił zbyt wiele, a była to raczej ilość, która nie wyłączyła myślenia.
- Uaktywnię stare kontakty. - rzucił krótko, jednak nie zamknął ust, jakby chciał wyjaśnić coś więcej. Bo chciał. Chciał powiedzieć Liderce dokąd mogą pojechać i wyjaśnić nieco więcej, ale coś zwróciło jego uwagę. Coś, co przypominało kobietę, która właśnie...
Co kurwa?
Rzuciła mu się pod koła. Momentalnie zaczął hamować i skręcać kierownicą, aby tylko ominąć tą wariatkę. Oblodzona droga była jednak nieprzeznaczona do slalomów rodem z Need For Speed'a czy kiepskiego driftu nocnych sebków pod Tesco. Autobus przechylił się w jedną stronę, zmuszając pasażerów do nagłych przytulasków. Ułamki sekund dzieliły ich od katastrofy. Pojazd wywrócił się na bok i przejechał tak kilka metrów po ukosie, omijając tym samym wariatkę, która rzucała się pod nieznane autobusy...
Zgrzyt metalu o asfalt, dźwięk tłuczonego szkła i krzyki to ostatnie co usłyszał Redfield przed rychłym końcem... A może to dopiero początek?

/kolejka dowolna.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-17, 12:48   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Skacząc pod pojazd, który okazał się autobusem miała nadzieję, że ten sen (tak, wciąż uparcie tkwiła w tym przekonaniu, ale jak można jej się dziwić, zwłaszcza nie może jej się dziwić ktoś, kto były w jej skórze w takim właśnie momencie, w takich a nie innych okolicznościach) minie i ponownie będzie gdzieś, gdzie będzie wiedziała kim jest. Miała nadzieję, a nadzieja matką głupich, jak mawiają, że tak właśnie się stanie. Tak, matką głupich, ale Ewangelina nawet nie pomyślała tu i teraz właśnie w ten sposób.
Zamknęła oczy, mając nadzieję że od zderzenia dzielą ją i autobus jedynie sekundy. I rzeczywiście tak było, chociaż... nie do końca. Usłyszała pisk opon, więc automatycznie podniosła powieki i zobaczyła, że długi pojazd po prostu ją... ominął. A mówiąc konkretniej, autobus przerzuciło na bok. Czym prędzej podbiegła do pojazdu, przeklinając po drodze, że jej nie zmiażdżył, i stanęła nad jego istotą. Wiedziała, że powinna im, uwięzionym w środku ludziom jakoś pomóc, ale... nie miała pojęcia, jak to zrobić. Jedno jest (prawie) pewne. Chyba nigdy nie była jeszcze w takiej sytuacji, chociaż... wszystko mogło się zdarzyć, prawda? Mogła zapomnieć: albo poprzez zwyczajne, ludzkie zapominanie albo jej amnezję. Amnezję dysocjacyjną, ma się rozumieć.
- Czy... – powiedziała najpierw cicho, niemalże szeptem, co zmieniło się już wkrótce. - ...czy nic wam nie jest, czy żyjecie?! – dziwne, słowa te nie ociekały nieuprzejmością, a przecież dla Ewangeliny niezbyt grzeczne słowa i zachowania to chleb powszedni. Ciekawe, czy po ocknięciu się i tym samym zapomnieniu wszystkiego zawsze jest milsza niż to leży w jej naturze. I tym samym czy zbiera jej się na pełny jadu i sarkazmu styl życia z czasem, w ciągu dnia pomiędzy jednym zapomnieniem (prawie) wszystkiego a drugim.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-17, 13:44   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Wyciągnęła Alice z autobusu. Wcześniej, zanim autobus się rozbił widziała, że ktoś im skoczył pod koła, więc chciała tę osobę dorwać, zanim stwierdzi, że zwieje z tego miejsca. Upewniła się, że Alice ma się w miarę dobrze i zostawiła ją pod opieką Jelonka Bambi, mówiąc tylko, że zaraz wróci. Widziała Abi, więc nie musiała wracać do autobusu, żeby ją stamtąd wyciągnąć. Rozejrzała się i widząc wydzierającą się kobietę zaraz wściekła ruszyła w jej kierunku. Musiała dać upust swojej złości, a nie bardzo mogła to zrobić używając ognia, więc chociaż się powydziera na tę głupią babę. Ruda pałająca chęcią mordu czerwona zaraz znalazła się obok sprawczyni wypadku. Gdyby mogła to by ją teraz podpaliła, ale Alice miała rację, zakazując wcześniej używania ognia w pobliżu rozwalonego autobusu. Mogła z niego wyciekać benzyna, czy inne łatwopalne gówno, więc trzymała moce na wodzy i starała się nawet ograniczyć ciepło, które wokół siebie tworzyła. Teraz nie zwracała nawet uwagi na to, że przy każdym głębszym oddechu bolą ją żebra poobijane przy wirowaniu autobusu.
- Czy ciebie do reszty pojebało?! Wyskakiwać przed pędzący autobus z masą ludzi?! Kurwa, lepszego sposobu na samobójstwo nie mogłaś znaleźć?! Masz dookoła w cholerę drzew, zrobiłabyś sobie pętlę i się powiesiła, a nie egoistycznie narażasz na śmierć wszystkich, którzy byli w tym jebanym autobusie! To chyba do kurwy nędzy logiczne, że jak autobus się wypierdolił to ktoś będzie ranny! Myśl trochę, kobieto! Jak chcesz się zabić, to do cholery, nie wciągaj w to innych ludzi! - Wydzierała się na kobietę. Niby była od nich wszystkich starsza, to powinna być mądrzejsza, ale nie, durna egoistka stwierdziła, że chce się zabić pod akurat tym autobusem, jakby nie mogła pójść się utopić, albo powiesić. Szczerze miała gdzieś problemy, jakie popchnęły tę babę do takiego kroku, na pewno nie było to coś gorszego od ostatnich sześciu lat, jakie przeżyła ona i reszta osób w tym przeklętym autobusie, a jakoś żadne z nich nie stwierdziło, że chce popełnić samobójstwo. Miała szczerą ochotę pomóc kobiecie przejść na drugą stronę i po prostu ją podpalić, ale nie mogła. Nie w tej chwili. Mogła mieć tylko nadzieję, że ktoś z autobusu ma jeszcze na tyle siły i do tego inne umiejętności niż ona i pomoże spełnić niedoszłe marzenie wariatki stojącej przed nią.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-18, 16:51   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Wykrzyczała te słowa, a wtedy usłyszała czyjeś kroki, najpewniej kierujące jakąś osobę właśnie ku niej. Od razu na nią spojrzała, z każdą chwilą gdy ta się ku niej przybliżała wzrok Ewangeliny był coraz bardziej nachalny. Co się jej dziwić? Może wydarzy się cud i to dzięki niej pamięć powróci? A może da jej jakieś wskazówki? Początkowo uśmiechała się blado (lecz przyjemnie), widząc ją, ale ów uśmiech został wymazany przez zaskoczenie, jakie od razu wykwitło na obliczu Ewangeliny. Zaskoczenie? Tak. Bo już mogła zobaczyć jej młodą twarz. Twarz, pełną niezbyt miłych odczuć, chodziło głównie o wściekłość, która u niej gościła. Panna Cory spojrzała na nią, zaskoczona. W końcu kobiety dzielił już niezbyt wielki dystans.
- Kochaniutka – Ewangelina pogładziła ją po policzku z wyraźną dawką jadu na ustach tej pierwszej. - A kto powiedział, że miałam zamiar się zabić, co? Proszę, tylko mi nie mów że nie wiesz. Nie wiesz, co się tu dzieje. Co się stało z moją pamięcią, ewentualnie jest to sen, z którego nie potrafię się wybudzić. – wskazała na nią palcem wskazującym prawej dłoni – Ale ty na pewno wiesz, jaka jest prawda. Mów prawdę. Tu i teraz. No, słucham. – uniosła nieco swój podbródek, jakby chciała pokazać swoją wyższość nad kobietą, która jeszcze nie tak dawno wydzierała się na Ewangelinę.
Tak, najwidoczniej pierwotny charakter panny Cory powraca, bo pobudzić swe istnienie...
Nadeszła chwila milczenia, po czym "pielęgniarka" znowu zabrała głos.
- I nie, nie chcę się zabić. Ale, do jasnej cholery, może to jest waszym celem, co? – uniosła nieznacznie jedną z brwi ku górze. Skoro nie wiedziała prawie nic, a najszczególniej swojego nazwiska, powinna pod uwagę wziąć chyba wszystkie hipotezy, nie? - Spowiadaj się i to już.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-18, 20:50   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Nie pamiętając o czymś ewidentnie ważnym, a wszystko to wina była rosnącego guza na jej czole i pijaństwa, czując ulgę na żołądku, pokonała kilka kroków i dostrzegła znajomą jej, teraz trupio bladą twarz. Bambi jeszcze kręciło się w głowie, chwiejnie uklęknęła przed może-zwłokami. Nachyliła twarz do jego nosa... i poczuła oddech. Klasnęła energicznie w dłonie i tracąc równowagę, z cichym piskiem upadła tyłkiem na ziemię. Przewróciła oczami na swoją głupotę, w tle słyszała wrzaski Lou i jakiejś innej laski, a ona właśnie znalazła jeszcze żywego. Pijana mózgownica dostrzegła autobus i masę krwi. Ewidentnie, Connor został przygnieciony przez autobus.
- Ej, bo mamy tutaj rannego! Dość poważnie! - krzyknęła do laseczek i z całej siły plasnęła Connora w twarz z plaskacza. - Jego nogę przytrzasnął autobus. Jest na sali Niebieski?
Pierwsza pomoc aka najebany Bambus jasno wskazywała, żeby z ofiarą mieć kontakt, mówić do niej i tak dalej. Była z siebie bardzo dumna, że pamiętała o takich drobiazgach i oczekiwała reakcji rudego. Gdyby jej nie było, a dziewczynki nie dopadłyby do Bambi i odsunęły na bezpieczną odległość od ofiary, przywaliłaby mu raz drugi. W drugi policzek, żeby puchł równomiernie, o.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-18, 22:46   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Kochaniutka... kochaniutka?! Żadna z niej tam kochaniutka. Nie pozwoliła jej od tak podejść z łapami do jej twarzy. Oczywiście, że ją poparzyła w rękę, którą kobieta zdążyła dotknąć jej twarzy. Ba, mało tego zaraz ją za tę rękę chwyciła swoją, piekielnie rozgrzaną przez wściekłość, która w niej buzowała i której nie mogła dać ujścia w postaci płomieni pochłaniających wszystko dookoła. Odepchnęła od siebie rękę szajbuski zostawiając na niej poparzenie w kształcie jej drobnej dłoni.
- Nie jestem kochaniutka i nie dotykaj mnie więcej, bo Cię podpalę. - Nie najlepszy pomysł, ale poparzenia mówiły same za siebie, że nie żartowała w tej sprawie. Miała już serdecznie dosyć i ledwo podtrzymywała się przed przywołaniem ogni piekielnych w to miejsce. A ta kobieta? Nawiała chyba z psychiatryka. gadała jak jakaś potłuczona. Wycelowany paluch też odruchowo odtrąciła rozgrzaną dłonią, przy okazji go parząc. Niech ona nawet nie próbuje wchodzić w jej przestrzeń osobistą. Z ich dwójki to ruda była bardziej niebezpieczna.
- Rzuciłaś się pod autobus, powodując poważny wypadek i teraz próbujesz mi wmówić, że nie chciałaś się zabić?! Nie wiem kim jesteś i mało mnie to obchodzi, nie będę się spowiadać przed jakąś wariatką. - Fuknęła sama unosząc z wyższością podbródek i patrząc na kobietę z góry. Szpilki chociaż raz jej się na coś przydały w ciągu tego dnia, więc mogła ze spokojem patrzeć na kobietę z góry. Odwróciła się gwałtownie i ruszyła w kierunku, z którego dobiegł ją głos Jelonka. Długa, balowa suknia zawirowała za jej ruchem, a obcasy stukały w oblodzoną powierzchnię drogi we wściekłym rytmie. Nie zamierzała tracić czasu na świruskę, która najpewniej zwiała z psychiatryka, kiedy ktoś ewidentnie potrzebował pomocy. I to nawet ktoś, kogo znała. Przydałby się jakiś niebieski, który podniósłby na chwilę ten autobus. Bambi jednak próbowała dosyć brutalnie ocucić ofiarę, co nie było zbyt dobrym pomysłem. Szarpnęła ją gdzieś dalej od Connora.
- Balbina, zostaw go. Póki nie przyjdzie medyk, nie uwolnimy jego nogi i ktoś nie poda mu środków przeciwbólowych to cucenie go mija się z celem. Teraz przynajmniej leży spokojnie, a nie zwija się z bólu. - Wątpiła by do pijanego umysłu dotarło wszystko, co powiedziała, ale spróbować nie zaszkodzi prawda? Z resztą i tak Jelonek krzywdy jej nie zrobi, a przynajmniej nie swoimi mocami.
 
 
Connor Peyne
Monument


20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-19, 13:12   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Czysta pościel i ten znany mu pokój ukoiły mu zmysły i odciągnęły od tego co działo się w świecie realnym. Jeszcze nie czuł bólu, nie wiedział o nodze. To się nazywa zgon doskonały. Nawalił się, brał udział w ewakuacji swojego ukochanego ośrodka, jechał jakimś autobusem z kupą PSI, miał wypadek, walnął się w głowę i sobie spał. Nie czuł ani zimna, ani bólu. Widział tylko swój pokój i wszystko co działo się później. Jego szczeniackie zwyczaje, obserwowanie pociągów, szaleństwa i znęcanie się nad nim przez kolegów. Rudy nie miał łatwo. W końcu nadszedł czas na objawienie mocy, śmierć rodziny i jego samego, który stał na środku pokoju, ubrudzony krwią swoich bliskich, których sam zabił.
I wtedy to Balbina wkroczyła do akcji. Ze snu wyrwało go uderzenie tak silne, że prawie znowu pozbawiło go przytomności. Prawie...
Jego powieki powoli drgnęły podnosząc się ku górze. Spojrzał na niebo częściowo przysłonione koronami drzew. Poczuł zimno, skupił się nad nim, jednak spokój nie trwał za długo. Jego ciało przeszedł impuls, którego epicentrum znajdowało się w przygniecionej nodze. Z przerażeniem podniósł głowę do góry i zorientował się, że jego noga była zmiażdżona i uwięziona pod pojazdem.
- Japierdolee!!- dziewczyny skupione obok jego osoby usłyszały jedynie krzyk, który był zwiastunem czegoś innego. Autobus momentalnie, jakby wystrzelony z procy odleciał kilkanaście metrów dalej, zatrzymując się na drzewach.
Spojrzał jedynie przerażony na Balbinę, po czym ponownie zemdlał.
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-19, 14:44   
   Multikonta: John, Nathan
[Cytuj]

Bolało. Cholera, to bolało. Miała rozwalony bok, nie mogła się nawet położyć na plecach, bo odłamki szkła wbiłyby się tak głęboko, że nie mogłaby już ich wyjąć. Potrzebowała pomocy. -Lou! - Krzyknęła widząc jak dziewczyna dość burzliwie dyskutuje z tamtą kobietą. -Zostaw ją. Są ważniejsze rzeczy niż krzyczenie na jakąś psychopatkę. Musimy pomóc tym, którzy nie zdołali wyjść. - Spróbowała się podnieść, ale wciąż nie było na to szans. Syknęła z bólu. Lou miała rację, musiała przypalić ta ranę. Inaczej nici z pomocy innym. Ze swojej pozycji nie dostrzegała Abs, więc podejrzewała, że ta wciąż znajduje się w środku, być może poważnie ranna. Musiała jak najszybciej zebrać się do kupy. -Przypal mi tą ranę. Nie mamy wyjścia, jeśli chcę się podnieść o własnych siłach. - Spojrzała na Bambi, która nie była chyba w dostatecznie dobrym stanie by to zrobić. Musiała więc liczyć na pomoc Lou. Ale skoro już ją wyciągnęła z tego autobusu, to pewnie mogła jej zaufać. Zresztą, była siostrą Marc. To dużo znaczyło. -Ty. Straciłaś pamięć? - Zawołała do kobiety. -Rzuciłaś się nam pod autobus. W środku jest pewnie jeszcze sporo osób które cierpią przez twoją głupotę. W przeciwieństwie do nas jesteś cała, więc rusz się do cholery i wyciągnij stamtąd jak najwięcej osób. Sprawdź jak możesz pomóc. Potrzebujemy wszelkiej możliwej pomocy. Albo spieprzaj stąd zanim ktoś mniej miły od Lou rozwali ci łeb o krawężnik. To twój wybór. Ale nie waż się nam rozkazywać ani stawiać żądań. Naraziłaś mnie i moje przyjaciółki na niebezpieczeństwo. Nie trzeba mi więcej żeby uznać cię za wroga, ale daję ci szansę. Nie spierdol tego. Nie chciałabyś żebym się zdenerwowała. - Mówiła spokojnie, ale w środku nie była spokojna. Wiedziała, że nie będzie w stanie się uspokoić, dopóki nie zobaczy Abs całej i zdrowej. Ta kobieta naraziła ich na niebezpieczeństwo. A teraz zachowywała się jakby nic się nie stało. Ba, stawiała im żądania! Naprawdę, w tej chwili nie trzeba było dużo, by wyprowadzić ją z równowagi, a ona była niebezpiecznie blisko. Na szczęście Alice potrafiła opanować emocje i ocenić co było w tej chwili ważniejsze. A denerwowanie się na wariatkę miało zdecydowanie najniższy priorytet. Najwyższy miała oczywiście Abs. Odsłoniła swoją ranę spoglądając na Lou, i dając jej znać, by zaczynała. Ból będzie spory, ale musiała to przezwyciężyć. A potem ruszyć do Abs. Co do Connora, nie było nic co mogłyby zrobić. Potrzebowały kogoś kto podniesie autobus i kogoś kto go opatrzy, ale obecnie nie miały ani jednego ani drugiego. Żeby podnieść coś tak dużego potrzebowały kilku niebieskich, i to w pełni sił, a obecnie było o to trudno. Wszystko przez jedną wariatkę.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-19, 17:36   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Ałaaa!, wykrzyczała z bólu, ale tylko wewnętrznie, w myślach, bo ból nie był aż tak straszny, by wrzeszczeć uczucia, jakie (w tym przypadku fizyczne) wywołuje. Nie wierzyła oczywiście (no bo jak, skoro nie wiedząc nic nie mogła również wiedzieć o rzeczach w tym świecie oczywistych?) początkowo w groźby tej rudowłosej pannicy, ale gdy tylko otrzymała poparzenia na ręce oraz palcu wskazującym, to cóż. Nie miała wyboru. Musiała uwierzyć. W sumie, wiara we wszystkie dziwactwa w jej stanie była raczej wskazana. Wszystko mogło się okazać prawdą, wszystko może okazać się normą, o której wiedziała wiele, ale zapomniała. Tak, coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że to nie sen, tylko zapomniana przez nią rzeczywistość, kryjąca przez to wiele niespodzianek, przynajmniej dla Ewangeliny, bo wiadomo, że nie ma chyba istoty ludzkiej chodzącej po tym świecie, która by wiedziała wszystko. Która by wszystko pamiętała. Tyle że w przypadku panny Cory było to najbardziej uwydatnione.
Widziała jakichś ludzi. Tak, z czasem coraz to większa ich ilość pojawiała jej się przed oczami, co nie oznacza oczywiście że wyrośli tak nagle, spod ziemi. Zrozumiała, że to inni pasażerowie autobusu. Autobusu, który przewrócił się z powodu wypadku, za którego winę musi ponosić Ewangelina, ale nawet tak nie pomyślała. Ba, nawet słowa rudej nie przemówiły jej do rozsądku. Postanowiła już więcej się do niej nie odzywać (uda jej się, czy nie?), uznawszy że to nie ma większego sensu. A jednak, Ewangelina jeszcze nie do końca przemieniła się w chamską i bezczelną dziewuchę, którą jest na co dzień.
Patrzyła, co dzieje się z autobusem. Co prawda była zszokowana, ale przypomniała sobie że, nie wiedząc ani nie pamiętając nic, nie powinno być rzeczy które mogłyby ją zdziwić. No dobra. Wiedziała parę rzeczy, o czym już wiemy, ale gorzej było z przypomnieniem sobie szczegółów dotyczących jej własnej osoby... oraz tego, jak znalazła się na drodze.
No właśnie. Jak? To pytanie ani na moment nie uleciało z jej myśli, chociaż czasami bywało lekko przytłumione innymi myślami.
Planowała znów zignorować to jak ktoś nazwał ją psychopatką ponownie (tyle że początkowo ta pierwsza użyła innej odmiany tego słowa)... ale, niestety, nie udało jej się to. Zmarszczyła brwi i ruszyła szybkim krokiem tu ostatnio zobaczonej kobiecie, która mówiła do kogoś, że trzeba pomóc "tym, którzy nie zdołali wyjść". Tak. To tak właśnie leciało. Już miała jej odpowiedzieć coś chamskiego, jednak, słysząc jak tamta jako pierwsza zabiera głos, Ewangelina momentalnie stanęła i zaczęła się przysłuchiwać. W sumie, czemu im nie pomóc?, myślała sobie nawet nie dopuszczając do myśli wizji, że jeśli nie zrobi tak, jak tamta jej doradziła (albo lepszym słowem byłoby: rozkazała?), może mieć kłopoty. I to poważne kłopoty. Wzdrygnęła się na myśl o swoich poparzeniach, które ją co prawda piekły, ale dało się z tym żyć.
- Więc – westchnęła głęboko – Żeby pomóc innym, powinniśmy mieć tu jakiegoś dyrygenta. I nie mówię, że to mam być ja. Musimy mieć kogoś, kto będzie to wszystko nadzorował. – popatrzyła po twarzach niektórych – Ktoś chętny? I żeby nie było, to nie było rządzenie się. To była propozycja.
 
 
Abigail Cain
just a teenage dirtbag


dziewiętnastka

baby blue




liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-19, 20:04   
   Multikonta: Sierra
[Cytuj]

Ledwie wypełzła z autobusu i kolejny szok wziął ją z zaskoczenia. Rozdygotała się jakby właśnie dostała nagłego ataku padaczkowego, po czym kompletnie nic nie rozumiejąc skierowała oczy w dół. I jeżeli myślała, że to odczucie było nieprzyjemne, tak patrzenie na jej biedne, bose stopki zatopione w śniegu było tysiąc razy gorsze. Oderwała wzrok co by nie pogarszać sprawy i gdyby była w lepszym stanie, pewnie przypomniałaby sobie o leżących gdzieś nieopodal szpilkach. Ale jak widać trzeźwe myślenie już ją opuściło – w jego miejsce wkradło się za to tępe pulsowanie w głowie. Mimo to zaczęła dzielnie sunąć do przodu, w pogardzie mając tnące szpony mrozu, choć tylko przez jakieś pół minuty. Trzęsące się, niepewne nogi to był pikuś w porównaniu z nagłym uderzeniem w wątrobę, które natychmiastowo zgięło ją w pół. Tak się kończyło nieumiarkowanie w piciu, szczególnie gdy nie robiło się tego… cóż, nigdy wcześniej. Pewnie swoje kilka groszy do tego przyłożyła ta cała sytuacja z wypadkiem, tak jej po łbie namiętnie huczało, gdy rzygała sobie w najlepsze. Proces ten był nieprzyjemny, na szczęście krótki i gdy już go zakończyła, zrobiło się tak lżej jakby i główka też przestała cierpieć. Nagłemu szczęściu nie było końca, nie żeby jej to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, widząc myszkującą przy zwłokach Connora Balbinkę rzuciła się w jej kierunku i przytuliła mocno, choć krótko. Uśmiechając się jak przygłup wgapiła się w nią, jednocześnie szukając jakichś urazów. Ale – z niemałą ulgą nie dopatrzyła się niczego poważniejszego, niż ten uraz głowy nabyty podczas przyjścia na świat. Jasne, jakiś tam przykry incydent na drodze nie mógł sprawić, że w niepamięć pójdą wszystkie stworzone przez kilka miesięcy niesnaski, ale… ale w tej chwili to nie miało znaczenia.
- Bambi, mordeczko ty moja, miło że nie wykitowałaś. Wszyscy cali? - W tym momencie dostrzegła przyczajoną za Coletti Lou i ją też obdarzyła króciutkim tulaskiem i profesjonalnymi oględzinami poniesionych strat. Nie dość, że żyły, to jeszcze wydawało się że wyszły z wypadku niemal bez szwanku, przynajmniej pod względem fizycznym. Tylko... - Gdzie Alice? – A gdy dowiedziała się, gdzie jest, od razu pobiegła w tamtą stronę. Chciała upewnić się, że to nie żaden żart czy mrzonka jej pracującego na najniższych obrotach mózgu, że jak najbardziej realnie żyje. Musiała ją zobaczyć.
Na widok Alice uśmiechnęła się niedorzecznie szeroko i w pierwszym odruchu chciała i na nią się rzucić, ale wtem dostrzegła czerwoną plamę na wysokości jej brzucha, z boku i zastygła z przerażenia, z wybałuszonymi oczami.
– Alice… jesteś ranna. – Nie dodając nic więcej, okrążyła ją i spostrzegła kolejne obrażenia, tym razem na plecach. I nagle zalała ją fala wściekłości tak gwałtowna, że aż jej pociemniało przed oczami. Zacisnęła ręce w pięści, chcąc nimi przywalić winnemu tej całej sytuacji. Wysyczała przez zęby: – Zajebie Shane’a, pierdolony idiota. – Nie słuchając, czy Alice zgłaszała jakiś sprzeciw czy może aprobatę obróciła się na pięcie i niczym goryl zaczęła iść w stronę kierowcy z przypadku. Ale coś jej nie dawało spokoju, toteż przystanęła i obdarzyła swoją uwagę nieznaną kobietę, którą przed chwilą przeleciała wzrokiem tak szybko i pobieżnie, że dopiero teraz zarejestrowała jej obecność. I może sama nie była w tej chwili geniuszem, ale i tak skojarzyła fakty. Obca babka na jezdni, przed ich przewróconym busikiem, nagłe hamowanie Shane’a…
– Jesteś trupem. – Nie wiedziała, czy ją usłyszała, nieważne. Jej mózg w tej chwili działał bardzo prosto: my i oni, dobrzy i źli. Ta kobieta była sprawczynią wypadku, w którym tylko cudem nikt nie zginął – a może i zginął, co do tego nie miała pewności. Kipiała wściekłością i nawet nie traciła czasu na racjonalizacje swojego działania, po prostu machinalnie rzuciła nią telekinetycznie i jak najbardziej boleśnie o najbliższe drzewo, po czym korzystając z teleportacji w trymiga znalazła się przy niej i zaczęła uderzać na oślep – ah, normalnie jakby cofnęła się do szczeniackich lat. Co z tego, że litry wypitego alkoholu ździebko osłabiły jej ciosy, musiała dać upust swojej furii, którą tylko wzmacniało myślenie, że to głupie, stare babsko mogło pozbawić ją najbliższych. Nie drugi raz. Że to przez nią Alice była ranna... Nie przestawała okładać tej psychopatki - dowalić boleśnie mimo wszystko wciąż potrafiła - chyba, że ktoś spróbował ją powstrzymać.

rzut :brewki:
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-19, 22:44   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

//Sorry Bambi, zmuszają mnie do odpisu, więc Cię pomijam xD

Oh, świetnie. Connor się na chwilę obudził. Cudownie. Trochę mu współczuła, no ale co miała poradzić? Przecież jak podejdzie z ogniem do autobusu to pewnie wysadzi go w powietrze. Zostawiła go więc nieprzytomnego, licząc na to, że ktoś bardziej przydatny przylezie i go uratuje. Skrzywiła się na tulaska od Abi, nie żeby jej on przeszkadzał, ale żebra dały znowu o sobie znać, co już zbyt miłe nie było. Kiedy już medycy zajmą się najpoważniej rannymi podejdzie, żeby zobaczyli te żebra. Wolałaby nie skończyć z jednym z nich w płucu, tylko dlatego że może być złamane, a ona to zignoruje. Pociągnęła Bambi za sobą i poszła do Alice, którą trzeba było przypalić. W międzyczasie trochę ochłonęła, więc zaczynała myśleć trochę lepiej. Puściła Bambi dopiero przy Alice i odprowadziła wzrokiem wkurzoną Abi. O, doskonale ją rozumiała, więc nawet nie próbowała jej zatrzymać. Ona może sobie pozwolić na więcej niż czerwona, więc niech szaleje. Kucnęła przy Alice i wsadziła najpierw ręce w śnieg, żeby je ochłodzić i mój oczyścić ranę z ciał obcych. Lepiej ich było nie wtapiać w ranę. Dopiero potem potarła swoje ręce rozgrzewając je do odpowiedniej temperatury.
- To będzie cholernie boleć, ale postaram się szybko to skończyć. - I zaraz przyłożyła rękę do rany, tak żeby ją przypalić i nie zostawić zbyt dużej blizny.
- Z plecami trzeba chyba poczekać na Annę, albo przejść się do prowizorycznej lecznicy. Jeszcze bym pominęła jakiś kawałek szkła i bym Ci go wtopiła w skórę, a to pewnie nie byłoby zbyt miłe uczucie. - Stwierdziła i postarała się pomóc dziewczynie wstać. W razie czego asekurowałaby ją, gdyby chciała gdzieś pójść, w końcu nie była pewna czy pomarańczka da radę iść o własnych siłach, czy trzeba będzie ją jakoś przenieść w dogodniejsze miejsce.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-19, 23:17   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Lou mówiła logicznie, że w sumie lepiej być w narkozie niż umierać z bólu, ale z drugiej Bambi miała dużą wytrzymałość na ból i tyle masochizmu, że takie coś odbierała zgoła inaczej. Niestety, najgorsze prognozy się sprawdziły i Connor ryknął, posyłając jej ostatnie spojrzenie. O cholera.
Gdzieś w międzyczasie przykleiła się do niej Abigail i, kurczę spalone, naprawdę wyglądała tak, jakby cieszyła się, że cieszy się z widoku Bambi. Co robi ten alkohol z mutantami. Jej pozostało wyszczerzyć się i odwzajemnić uścisk.
- Cieszę się, że cię widzę, Abs - odwzajemniła tę uprzejmość i brzmiało to dość szczerze. Wszakże, potrzebny był im także Niebieski do uniesienia autobusu... którego i tak przesunął Connor zanim ponownie zemdlał, ciekawe, czy to przez alkohol, a może ból?
Nowa laseczka okazała się być laseczką, która wpierdoliła im się pod busa. Bambi także poczuła zew krwi, a jednocześnie coś jej zaświtało w głowie. Coś niepokojącego, jakaś teoria spiskowa na miarę reptilianów. Ale zanim zdołała ogłosić swój geniusz, nowa laseczka już została rozpłaszczona o jakieś drzewo, a Bambi wisiała na Alice, starając się utrzymać równowagę.
- Ej! Ale skoro ona nic nie pamięta... A tutaj mamy całe pieprzone Pandemonium... Cholera, może to robota jakiegoś Pomarańczowego, a to był zamach? Czy coś? - powiedziała na głos, licząc na zainteresowanie jej geniuszem, który dzisiaj zadziwiająco się objawiał!
Laseczką nie za bardzo się przejęła, wszakże ją nie znała - tylko szkoda jej było, że nie mogła jej spalić, bo już dawno nikogo nie zamordowała. A Bambi była kobietą z potrzebami.
- I gdzie jest ta pieprzona Anna? Connor się wykrwawia - fuknęłą jeszcze pod nosem.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-20, 00:19   
   Multikonta: John, Nathan
[Cytuj]

Żyła. Abs żyła. I miała się dobrze. Ulga którą poczuła była niewyobrażalna. Czuła, jakby z serca zdjęto jej olbrzymi ciężar. Myśli zaczęły się uspokajać, oddech stał się wolniejszy. A na jej twarzy pojawił się uśmiech. Zwykły uśmiech szczęścia. Wreszcie przestała się martwić. W końcu nic więcej się nie liczyło. Bambi i Abs żyły, nadal były przy niej, całe i zdrowe. Teraz musiała pomóc reszcie, ale to już nie było aż tak ważne.
Chciała rzucić się na przyjaciółkę i wtulić się w nią, ale nie była w stanie się ruszyć. Dlatego odpowiedziała uśmiechem. -Nic mi nie jest. - Skłamała. -To tylko draśnięcie. - Nie zdołała powiedzieć nic więcej, bo Abs najpierw ruszyła do Shane'a, a potem cofnęła się i zaczęła okładać tamtą kobietę. Nie mogła na to pozwolić. -ABS! - Krzyknęła najgłośniej jak potrafiła, by jej głos dotarł do przyjaciółki. -Uspokój się! To nie czas na to! Potrzebujemy każdej sprawnej pary rąk do pomocy! - Miała nadzieję, że to wystarczy. Nie mogła do niej podejść, i z pewnością nie zamierzała powstrzymywać Abs za pomocą swojej mocy. Nawet jeśli nie przestanie jej okładać. Choć naprawdę, lepiej by było ją zostawić. Dlatego miała nadzieję, że jednak ją puści. Ale nie miała czasu na głupoty. -Jestem gotowa. Nie zwracaj na mnie uwagi. - Szepnęła cicho wkładając sobie kawałek sukni do ust.
Ból. Potworny ból. Jeden z większych jakie czuła, ale nie miała wyboru. Zacisnęła zęby przygryzając materiał, a raczej wgryzając się w niego z całą siłą, tylko po to, by krzyk bólu nie wyrwał się z jej ust. Na szczęście Lou była zdolna, i poszło w miarę szybko, choć czuła się jeszcze gorzej niż przed chwilą. Ale wiedziała, że to była cena którą zapłaciła za to, by się nie wykrwawić. Dyszała głośno, a jej oczy lekko zaszły mgłą. -Dzięki. - Powiedziała słabym głosem, podnosząc się, a raczej korzystając z pomocy Lou żeby się podnieść. Spojrzała na dziewczynę z wdzięcznością. Nie wiedziała, co by zrobiła bez jej pomocy. -Bambi. - Spojrzała na czerwoną. -Idź do lecznicy, przyprowadź pomoc dla Connora. A potem się połóż i odpocznij, jesteś zmęczona. Abs, pomóż mi. Musimy wrócić do autobusu, zobaczyć czy ktoś tam został. Lou, jeśli możesz, idź do lecznicy z Bambi. Twoja pomoc może być konieczna. - Nie wiedziała czy powinna mówić Lou co ma robić. Była przyzwyczajona do wydawania poleceń Bambi i Abs, w końcu była kiedyś liderką oddziału pierwszego, i przychodziło jej to całkowicie naturalnie, ale kiedy chodziło o kogoś innego, sprawa wyglądała trochę inaczej. Szczególnie jeśli chodziło o Lou, która w końcu całkiem jej pomogła. -Sporo osób może potrzebować pomocy, więc potrzebujemy jak najwięcej trzeźwych, sprawnych osób. - Skierowała wzrok na kobietę. -Nie będę cię przepraszać za Abs. Musisz zrozumieć, że prawdopodobnie każdy tutaj chciałby cię pobić, może nawet i zabić. To wszystko co się stało to twoja wina. Nie obchodzi mnie to, czy ktoś cię kontrolował czy nie. Dlatego być może lepiej dla ciebie, jeśli uciekniesz. Nie mogę zagwarantować, że jeśli zostaniesz i pomożesz, to będziesz bezpieczna. To ci pomożemy. To coś dla ciebie zrobimy. Ale jeśli chcesz choć po części odpokutować swoje winy i wziąć odpowiedzialność za swoją głupotę, to jedyną opcją jest zostanie tutaj, zamknięcie ryja i wykonywanie poleceń innych. Chodź z nami do autobusu, albo idź z dziewczynami do lecznicy i zobacz co możesz zrobić. Nie próbuj być bystra i dawać nam rad, bo następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia. Nie masz tu absolutnie żadnych praw. Ale obecnie każde sprawne ręce są dla nas na wagę złota. Nawet ręce kogoś takiego jak ty. Więc rusz dupę i podejmij decyzję. - Nie miała zamiaru ubierać tego w piękne słówka. Powiedziała jej całą prawdę. -Jeśli dobrze się spiszesz,być może zdołam przywrócić ci pamięć czy co tam chcesz. Pamiętaj jednak, że nic nie obiecuję. Masz dużo szczęścia, że wciąż żyjesz. Wykorzystaj to. - Miała też dużo szczęścia, że Abs i Bambi nic nie było, bo inaczej Alice zupełnie inaczej by do tego podeszła. Dlatego absolutnie nie mogła obwiniać Abs o to co zrobiła. Ale teraz trzeba było się zastanowić nad priorytetami. A priorytetem było pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Potem zdecydują, co zrobić z niedoszłą samobójczynią. Skinęła na Abs, i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę autobusu, mając nadzieję, że dziewczyna pójdzie za nią. -Cieszę się, że nic ci nie jest. - Powiedziała do niej uśmiechając się lekko. Byli w kiepskiej sytuacji, może nawet tragicznej, ale póki dziewczyny były bezpieczne, to wszystko było w porządku.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-22, 12:32   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie
[Cytuj]

Mistrz Gry

Wyciągnięcie skła z rany okazało się być na tyle pomocne, że już nic nie ograniczało ruchów Alice, ale z pleców wciąż sączyła się krew. Przypalenie rany z przodu mogło być tylko zabiegiem "na chwilę", bo żadna z dziewczyn nie wiedziała czy jakikolwiek organ nie został uszkodzony. Alice wyraźnie pobladła od utraty krwi i kręciło jej się w głowie, przez co utrzymywanie równowagi sprawiało jej ogromny kłopot.

Connorowi udało się odrzucić autobus na kilka metrów. Nie doleciał on jednak aż do drzew, a uniesienie go było kiepskim pomysłem. Noga wyglądała teraz jak krwawy placek i zaczęła bardzo mocno krwawić. Chłopakowi zakręciło się w głowie, a ostatnie co widział, to rozbryzg krwi nieopodal. Dziewczyna leżąca na poboczu (Marina) została zmiażdżona przez odrzucony autobus, a krew rozbryznęła się na śniegu i powoli spływała spod wraku. Connor stracił przytomność.

/Connor jest zablokowany na dwie wasze kolejki lub do czasu udzielenia mu pomocy.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-22, 16:05   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Stała tak i oczekiwała odpowiedzi na jej propozycję, a tu nagle... poczuła, że jej nogi odrywają się od podłoża. Poczuła też to, jak leci gdzieś z niewyobrażalną prędkością... a potem był tylko ból. Piorunujący, rozchodzący się od pleców w kierunku innych części jej ciała. Ewangelinie pociemniało przed oczami, ciesząc się, bo może to oznacza koniec snu? Niestety, nie stało się tak, jak chciała. Ból był nie do zniesienia, więc przez chwilę myślała że to rzeczywistość, bo ból (głównie fizyczny) raczej nie występuje w rzeczywistościach sennych, ale coś jej mówiło, że powinna uwierzyć, że nie jest na jawie.
- Wystarczy! Proszę, wystarczy! – kiedy otrzymywała cios za ciosem, zasłaniała się rękoma jak tylko mogła, ale nie dało jej to niczego. - To dość nietypowy sen, sama to przyznaję i coś czuję, że jeśli nie przestaniesz, on się nie skończy tak prędko. Proszę, zrobię wszystko, o co poprosicie. – Osunęła się powoli na ziemię, opierając plecy o korę drzewa, tak, tego samego drzewa, o które została brutalnie uderzona. Ktoś tam coś jeszcze do niej mówił (czuła, że to ktoś inny, jakieś przeczucie kazało jej myśleć w ten właśnie sposób, i słusznie, gdyż tak właśnie było), ale do Ewangeliny nie docierało zbyt wiele. Jedynie pewne części usłyszanej wypowiedzi, ale panna Cory dzięki pojedynczym słowom zdołała zrozumieć, że są na nią wściekli i że ma przechlapane. Przełknęła głośno ślinę. To tylko sen, to tylko sen, to tylko sen..., powtarzała sobie nieustannie w duchu, ale podświadomie coraz bardziej, z każdą narastającą sekundą zaczynała wierzyć, że to rzeczywistość.
Po jakimś czasie odzyskała siły po tak bolesnym uderzeniu o drzewo oraz ciosach, które otrzymała, a wtedy dotarło do niej więcej usłyszanych słów. Tak... po jakimś czasie.
- Tak, jak mówiłam – zakaszlała cichutko, zasłaniając usta dłonią złożoną w pięść – Zrobię wszystko, o co prosicie. – rozglądała się wokół i widziała krew. Wiele krwi. Ale nie zwróciła uwagi na wszystkie ofiary wypadku. Wypadku, za którego to ona sama, nikt więcej, powinna ponosić odpowiedzialność. Z czasem ta świadomość stawała się dla Ewangeliny coraz to bardziej oczywista. Miała nadzieję, że wraz z tym pamięć powróci i będzie wiedzieć kim jest i jak się tu znalazła.
Chyba że... to jednak naprawdę sen?
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-22, 16:16   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry


Na drodze w niedalekiej odległości od wraku zatrzymał się terenowy wóz wojskowy, a wraz z nim dwójka na oko dziewiętnastolatków, którzy wyglądali nieco… ekstrawagancko, a przede wszystkim uzbrojeni byli po same zęby. Jakie mieli zamiary i czy ktoś zdecyduje się do nich podejść by to sprawdzić?
_________________

głos

 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-23, 11:41   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Przewróciła oczami, gdy Alice zaczęła mamusiować Abs - no dobra, dla normalnego człowieka mord na drugim człowieku to jest kiepska sprawa, ale one są mutantami, więc teoretycznie zabicie jakiejś dziwnej laski to nie jest jakaś wielka sprawa, tak? Bambi ma dużo krwi na rękach, a liderka, mimo rozpieprzenia Ligii Dzieci, wciąż się ciepie o jakąś drobną, starą babę. Och, zaczęła wydawać rozkazy, w końcu coś konkretnego. Miała iść po Annę dla Connora, biedny chłopiec, naprawdę. Dlaczego wszystkie osoby, które całkiem lubiła, musiało spotkać coś złego? Czy to karma za to, że jeszcze nikogo nie udusiła?
Gdy liderka zaczęła przemawiać do człowieka, beznamiętnie oczy Bambi zaszły jeszcze większą mgiełką, nie tylko alkoholową, ale też znudzoną - co poradzić, ona była bardzo odporna na Anthony Robbinsa i skupiała się na swojej misji. Dlatego ziewnęła, ponownie nie przejmując się tym, że z jej ust wydostają się płomienie i zamknęła usteczka, wpatrujac się w krajobraz... Hm...
- Ej, bo mamy wojsko na ogonie - powiedziała lekko, jakby to było takie nic, że jacyś dziwni ludzie ponownie raczyli odwiedzić płonącą ziemię. - Rząd teraz wychowuje sobie jakiś dziwnych mutantów? Przysięgam, wyglądają tak, jakby uciekli z zakładu dla niepełnonormalnych... - zaćwiergotała i wyszczerzyła się w tamtym kierunku, jakby parka mogła zauważyć krwawy uśmiech Bambi. Dosłownie, bo chyba uszkodziła sobie coś w jamie ustnej, czym zupełnie się nie przejmowała.
- Ej, ale nie zabijajcie ich! Ja chcę to zrobić, ale najpierw... Anna! Anna! - ryknęła, użyła płonącego biegu i już jej nie było.

[z/t]
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,098 sekundy. Zapytań do SQL: 10