Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Willa Jonesów
Autor Wiadomość
Lux Bloomfield


21

Niebieska




Wysłany: 2017-01-04, 18:09   Willa Jonesów
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-04, 23:52   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Bóg. Ojciec nasz jedyny, co prowadzi nas krętymi ścieżkami życia (ponoć prowadzi), błogosławieństwo, które zbawi nas ode złego (najpierw jednak do złego doprowadzi, czy to fair?), na którego wyklinamy, kiedy jest nam źle, a do którego większość biegnie, gdy trwoga, bo do kogóż innego? Tym dziwniejsze, że pośród tych bladych twarzy spotkał kogoś, kto wymówił to słowo, jakby było mu całkowicie obce, ważąc je na krańcu języka jak słowo egzotyczne, zasłyszane jakoby po raz pierwszy, chociaż nie, przepraszam, nie samo słowo, a jego znaczenie w tej jednej, konkretnej sentencji, która wysunęła się z warg Pomarańczowego. To było intrygujące, przyznajcie, moi mili - zachęcało do rozmowy i do pociągnięcia tematu, do podpytania, co zastanawiającemu się człowiekowi dokładnie po głowie chodzi, ale wiedza, ta pełna, nie zawsze jest nam przeznaczona i świadomość delikatnej granicy była dość cenna - może dlatego nie zaskarbił sobie tutaj sympatii, ale nie narobił sobie również wrogów - dlatego, że te granice kreślił wszędzie. Były łatwe do zmazania, przecież to tylko kreda, ledwo proszek, który zdmuchnie lżejszy wiatr, jeno tych kresek było tak wiele, że nie sposób stwierdzić już, która do czego należała. On wiedział. To powinno wystarczyć. W końcu to on badał wszystkich przestępujących próg Syndykatu.
- Nie chciałbym przynieść rozczarowania. - Cokolwiek to miało znaczyć, skoro Nathan właśnie jawnie stwierdził, że najchętniej zobaczyłby, jak misja dwóch kolorków rozpada się w perzynę tylko po to, by przelano więcej krwi i by jego nozdrza poczuły woń dymu z lufy pistoletów - głębokie pragnienia wypływały na wierzch wraz z jego miękką, przyjemną aurą i uśmiechem, ta lekkość bycia ułatwiała przyswojenie faktu, że ten człowiek pożądał krwawej jatki, chociaż nawet i bez tego Shirei nie miałby nic "przeciwko" - misja to misja, wszystko ograniczało się do ludzi, z którymi na tą misję idziesz. Nathana chyba naprawę nie dało się ni polubić... chyba że było się po przeciwnej stronie barykady. Tego człowieka tutaj trzymało coś mocniejszego niż chęć zemsty na rządzie czy pieniądze, ale z drugiej strony ta sama rzecz równie łatwo mogła go od Syndykatu "odciągnąć". Och, ale fakt, że Nathan nie będzie w misji uczestniczył, a będzie tylko kierowcą był lekkim zdziwieniem - czysto formalnym tak na dobrą sprawę, posiadanie pleców i opcji "B" zawsze było... miłe, jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Sięgnął po krótkofalówkę oferowaną przez Nathana i przymocował ją do pasa upewniając się, że nie będzie przeszkadzać i że nie spadnie - mieli wszystko, czego potrzebowali i w końcu dojechali na miejsce po krótkiej, dość neutralnej "pogawędce" - Shirei skupił się na na badaniu mapy domu, który posiadali, próbując na podstawie własnych doświadczeń wytypować ewentualne miejsca kamer, o ile w ogóle w środku kamery były, prawdopodobnie są tylko na zewnątrz, nawet wysoko postawieni politycy nie lubią kamer w swoim domu. Ponadto w dzień większość czujek będzie zwyczajnie wyłączona, głupio by było by przy każdym otworzeniu okna w środku dnia wył alarm, zwłaszcza, jeśli ofiara naprawdę nie spodziewała się, że zostanie celem. Oczywiście wszystkim tym dzielił się z Jakem.
Wysiadł z samochodu i skinął głową Nathanowi w niemej podzięce za podwózkę, po czym zbliżył się nieco do domu, wciąż zachowując bezpieczną odległość i upewniając się, że jest niewidoczny za roślinnością.
- Jake. - Oczywiście chodziło mu o zbadanie otoczenia przede wszystkim, kiedy zaczęli z wolna zbliżać się do domu - kamer, ochrony - niby w zleceniu było założenie, że cel będzie przebywać w tym domu sam, ale, ha..! wiecie jak to jest, kiedy coś "zakładacie". Różnie to bywa. Krótkie wywołanie imienia Zielonego, oczywiście bardzo cicho, uznawał za wystarczające w kwestii polecenia, by chłopak po prostu zbadał teren na tyle, na ile może, zanim ruszą dalej.
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




Wysłany: 2017-01-06, 02:29   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

- Mg Nathan -

Po kilkudziesięciu minutach, po tym jak dzieciaki udały się w stronę domu, Nathan usłyszał krótkofalówkę, a z niej wydobywające się słowa Adama Solinsky'ego. " Wyjdź z auta i idź osiemset metrów na zachód. " Proste polecenia, typowe dla nich. Ale z drugiej strony jakże treściwe. Miał zostawić samochód tutaj, to jasne.

zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7348#7348 kolejka dowolna
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-06, 14:33   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Jake skiną głową w stronę Pomarańczowego, potwierdzając, że zrozumiał, o co chodzi.
Okej, czyli zaczęło się. Jak to miał w zwyczaju - kiedy już przychodziło co do czego i brali się za jakieś zadanie na poważnie, Jake starał się podchodzić do sprawy jak najbardziej profesjonalnie. Bez względu na to, co łączyło ich prywatnie, teraz byli przede wszystkim partnerami na misji, mieli za zadanie pozbyć się człowieka… Ugh. Brzmiało strasznie. Z resztą, nie tylko brzmiało - w końcu to było morderstwo, a morderstwa z reguły nie były niczym przyjemnym. No chyba, że ktoś to lubił. Wtedy były super.
Jake w każdym razie nie należał do fanów przelewania krwi, ale właśnie tego teraz od niego wymagano. Ruszył więc za Shireiem, starając się ignorować fakt, jak dobrze tyłek Azjaty wyglądał w tym obcisłym wdzianku i skupić się na zadaniu.
No dobra, to na początek, Jake, korzystając ze swoich wyostrzonych zmysłów, sprawdził, czy żaden człowiek nie kręci się przed domem. Nasłuchiwał jakichkolwiek kroków, rozmów, nawet oddechów, sprawdził też, czy nikogo obcego nie wyczuwa swoim węchem. Następnie, wykorzystujâc to, że również widzi o wiele lepiej, niż przeciętny człowiek, rozjerzał się w poszukiwaniu kamer, skupił się głównie na drzewach, kamery bliżej domu będzie mógł pewnie dostrzec dopiero, jak podejdą bliżej, chociaż jeśli dostrzegł jakąś już teraz, to też zapamiętał jej położenie.
Z racji, że był Zielonym, jego mózg, ogólnie rzecz biorąc, działał sprawniej. Dlatego też Jake starał się oszacować, jakie mniej więcej pole widzenia mają dane kamer i, jeśli byli zmuszeni w jakieś wejść, chłopak tworzył iluzję gołębia, zasłaniającą obiektyw. W końcu ptak nie powinien wzbudzić podejrzeń, nie? No i żeby było jeszcze mniej podejrzanie, nie tworzył go od razu przed kamerą, tylko obok, po czym sprawiał, że zwierzę “przypadkiem” przelatywało, zasłaniając jej pole widzenia.
Oczywiście, ciągle myślał o tym, co robi i co zamierza zrobić i miał nadzieję, że Shirei wszystko odczytuje z jego głowy. Mimo wszystko, to Azjata był tutaj “dowódcą”, z czym Zielony nie miał oczywiście najmniejszego problemu. Czekał wręcz na dalsze polecenia instrukcje.
_________________
...
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-06, 15:44   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Shirei, mimo iż wypatrywał kamer na zewnątrz przez dłuższy czas, to niczego ciekawego nie znalazł. To znaczy wiadomo, jakieś były, ale gdyby dopatrzył się nieco bliżej, to były wyłączone. No tak, przecież wiadomo, że system był przestarzały. Co prawda nikt teraz nie miał zbyt dużo kasy na wydawanie na ochronę. Kamery jednak były tam tylko czymś, co miało odstraszać potencjalnych rabusiów. Poza tym pewnie Judith wielokrotnie obiecała mu przeniesienie do Pryzmatu, więc po co miał inwestować w ten cholerny dom? Zresztą kto miał naprawić mu te kamery? W kraju, gdzie największą walutą było pożywienie i schronienie? Jake dobrze zagrał swoimi zdolnościami, jednak nie udało mu się wywęszyć nikogo. Okolice rzeczywiście były puste, nikt nie patrolował ani nie sprawdzał terenu. No cóż, jedyne co udało mu się wyczuć to Nathana, który oddalał się od ich samochodu i oczywiście swojego towarzysza. Prócz nich nie było tam żywej duszy. Chyba mogli na spokojnie podejść do domu, prawda?
 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-06, 18:33   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Czyli raport mówił prawdę. Nie żeby zarzucał coś ewentualnym zwiadom Syndykatu, ale wiadomo, jak to jest - jeśli komuś życie miłe (a jemu było miłe życie swoje i partnera), to lepiej na zimne dmuchać - strzeżonego Pan Bóg strzeże i tak dalej...
Kiedy tylko wydał polecenie Jake'owi sięgnął do jego ramienia dłonią, by odczytywać na bieżąco jego "podsumowanie" oceny terenu, na jakim się znajdowali, a każdy następny dowód na to, że teren był zupełnie pusty i czysty odbierał jako bardzo pozytywny znak - teraz jeszcze należy jedynie uważać, by nie zwrócić na siebie uwagi nikogo wewnątrz (ciężko coś wypatrzyć w dzień przez szklane okna) i upewnić się, że nikt im w robocie nie przeszkodzi - na przykład maleńka córeczka... której na przykład, no nie wiem, magicznie objawią się zdolności PSI i wszystko wybuchnie, bo okaże się Czerwoną. Zsunął dłoń z ramienia Zielonego dopiero kiedy dostał pełen odczyt obrazu i ruszył razem z chłopakiem w kierunku budynku - nie było co się ociągać, im szybciej tym lepiej, tym mniejsza szansa na to, że zostaną zauważeni - rzecz jasna obrał drogę, w której prawdopodobieństwo, że zostaną zobaczeni, było najniższe, by kryć się za roślinnością. Japończyk podbiegł cicho pod ścianę budynku i przylgnął do niej, oceniając z zapamiętanej mapy gdzie się właściwie znajdują i przesunął się z Jakem w kierunku basenu, ciągle przylegając do ściany - no chyba że jakieś okno otworzone było. Trzeba było teraz sprawdzić drzwi, a nóż widelec były jakieś otworzone? Albo jakaś miła osóbka była widoczna w salonie, czy też w kuchni/jadalni?
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-07, 00:42   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Okej, czyli kamerami kompletnie się nie przejmowali - w końcu dla Jake’a dostrzeżenie,że były wyłączone, nie stanowiło najmniejszego problemu.
Ruszył za swoim towarzyszem, kiedy ten puścił już jego ramię. Co prawda, Pomarańczowy nawet nie musiał go dotykać, aby odczytać jego myśli, ale najwidoczniej chciał. A Jake oczywiście nie miał nic przeciwko.
Zanim ruszyli, chłopak rozejrzał się jeszcze, czy aby przypadkiem nigdzie w domu nie świeci się światło. Byłoby im wtedy łatwiej zlokalizować, gdzie może przebywać ich cel.
Bez problemu odtworzył w głowie plan domu - w końcu miał fotograficzną pamięć. Najpierw minęli sypialnie nr 2, która zdaniem Jake’a mogła należeć do córki Jonesa - była w końcu najbliżej głównej sypialni. Następnie przeszli przy garderobie, łazience i w końcu dotarli do ścian głównej sypialni, która, na logikę rzecz biorąc, powinna należeć do ich celu. A biorâc pod uwagę porę dnia - prawdopodobieństwo, że tam przebywał było największe.
Przechodząc wzdłuż budynku i chowając się za roślinami, Zielony wciąż zachowywał czujność. Przy każdym mijanym okcie, wytężał słuch jeszcze bardziej - w końcu usłyszenie jakiegoś człowieka przez mury domu było raczej za trudne, ale stojąc tuż pod oknem, raczej nie powinien mieć problemów z wyłapaniem dźwięku jakiś kroków czy rozmów, nie? Może akurat kogoś usłyszał?
Dołączył do Shireia i również przylgnął do ściany - tutaj już nie chroniły ich żadne krzaczki, chociaż zielony był gotowy w każdej chwili stworzyć iluzję jakiegoś drzewka przed nimi, gdyby ktoś niespodziewanie wyszedł na zewnątrz. Cóż, dodatkowa roślinka byłaby co prawda bardzo podejrzana, ale, ponieważ było już ciemno, mężczyzna dostrzegłby ją pewnie trochę później, niż dwóch obcych chłopaków.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-07, 01:17   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Jako iż był WIECZÓR łatwo było zlokalizować, gdzie świeci się światło i gdzie może być cel. Cóż, jedno z zapalonych świateł znajdowało się w pokoju określanym na planie jako BDRM 2 - tam też poruszały się jakieś cienie, a gdy parka przedostała się do okolic MSTR Suite, zobaczyli lekko uchylone okno. Firanka powiewała na wietrze, przez co chłód dostawał się do pokoju. Światło było tam raczej zgaszone, jednak na biurku stała mała lampka w której migała żarówka. Jake wyczuł, że ktoś jest teraz w BDRM 2, przechodząc obok tej ściany wcześniej. Był to raczej głos kogoś dorosłego, który bez przerwy dyskutował z kimś i wydzierał się do telefonu. Czyli cel został zlokalizowany - bo raczej inny mężczyzna w podeszłym wieku nie przebywał w domu, prawda? Teraz tylko trzeba było określić, z której strony najlepiej będzie wejść do budynku i zająć się nim. No i co zrobić z dzieckiem, które zapewne również było w pokoju określanym jako BDRM 2. Raczej było tam cicho, ale przez okno widać było wystrój różowego pokoju, należącego do jakiejś małej księżniczki.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-07, 10:54   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Przynajmniej wiedzieli, gdzie jest ich cel, teraz tylko pozostawało dostać się do tamtego miejsca - gdyby nie fakt, że okna były zasłonięte, sprawa byłaby w ogóle banalnie łatwa - wystarczyłoby zajrzeć do środka i namówić pana tych włości do samobójstwa. Pytanie tylko jak wiele osób kręciło się w środku i czy ich zadanie na pewno będzie takie łatwe. W skupieniu spojrzał na Jake'a próbując się zorientować w jego myślach czy wie, ile osób jest w środku poza celem i dziewczynką, zadał mu nawet o to pytanie w myślach, ale chłopak chyba nie był w stanie tego dokładnie określić - z pewnością nie było tam tłumu a to już coś. Zawsze był pod wrażeniem ostrych zmysłów Jake'a, świat widziany, wyczuwany jego zmysłami, był bardziej barwny, kompletny, jakby jego wzrok był zbyt ułomny, by wychwycić wszystkie te barwy i poczuć dokładnie wszystkie zapachy.
Z głównej sypialni mieli właściwie prostą drogę do sypialni, która była oznaczona jako sypialnia numer dwa i która była pokojem małej księżniczki, na to wychodzi - wparowywanie tam z buta gdy wydawało się, że jest tam ktoś poza ich celem, wydawało się lekko... złe. Shirei ufał swoim zdolnościom, tak samo jak zdolnościom Jake'a, ale nie mieli robić tutaj zamieszania, a Pomarańczowy nie przepadał za kasowaniem wspomnień... zaś namówienie wszystkich do samobójstwa chyba w grę nie wchodziło.
Skierował się do otworzonego okna upewniając się u Jake'a, że pokój jest pusty i wsunął się jak najciszej do środka, od razu kierując pod ścianę przy drzwiach wyjściowych z pokoju - wiedział, że Zielony trwa przy nim jak cień, dlatego czuł się... bezpiecznie. Bez obaw, że ktoś zaraz wbije mu nóż w plecy. I czuł się tak tylko przy nim. Czekał znów na ocenę sytuacji za drzwiami przez Zielonego.
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-07, 17:00   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Jake również wszedł przez okno do sypialni.
Teraz, kiedy byli już wewnątrz, mógł dokładniej zbadać, czy w domu faktycznie jest tylko cel i jego córka. Zaczął nasłuchiwać jeszcze uważniej. Poza sprawdzaniem, czy nie słyszy gdzieś kroków, czy chociażby oddechu innych ludzi, skupił się też na rozmowie telefoniczniej, prowadzonej przez mężczyznę. Sypialnia nr 2 była nie tak daleko od pokoju, w którym się znajdowali, może więc, poza samym Jonesem, miał też okazję usłyszeć chociaż strzępki odpowiedzi osoby, z którą rozmawiał? Albo przynajmniej wywnioskować po głosie płeć jego rozmówcy?
Rozejrzał się też dokładnie po pokoju. Mógł zobaczyć coś istotnego? Coś, co przeoczyłby normalny człowiek? Poza tym, przyglądał się też wszystkiemu, co widział w sypialni. Czy cokolwiek wskazywało na to, że nie była to jednak sypialnia ich celu? Chłopak używał też węchu, aby ocenić mniej więcej, kiedy ostatnio ktoś tu był, czy była to tylko jedna osoba, czy może więcej, jakiej była płci (co mógł ocenić chociażby po zapachu perfum, jakich używał dany człowiek). Jeśli cokolwiek było podejrzane, albo wskazywało na obecność kogokolwiek innego, poza celem, Jake intensywnie o tym myślał, aby mieć pewność, że jego partner na pewno to odczytał.
No dobra, to teraz mogli albo poczekać, aż mężczyzna wróci, jeśli faktycznie była to jego sypialnia, albo mogli po prostu wejść do pokoju, w którym był obecnie. Jake tą decyzję również pozostawił Shireiowi, w końcu to jego zadaniem było zabicie celu, mógł więc wybrać dogodniejszą dla siebie opcję, chociaż Zielony wolałby chyba poczekać tutaj. Nie chciał mieć jakiejkolwiek styczności z dziewczynką, która zapewne mieszkała w różowym pokoju. Z oczywistych powodów skojarzyła mu się z jego siostrą, no i cholera wie, jak by zareagował, gdyby musiał spojrzeć jej w twarz, ze świadomością, że przyczynił się do śmierci jej ojca. Wolał więc kompletnie o niej nie myśleć. No a poza tym, na decyzję, czy ruszą dalej, czy poczekają, mogło wpłynąć jeszcze wiele rzeczy, jak chociażby ta rozmowa telefoniczna. Może akurat było w niej coś istotnego?
Jake sprawdził też dokładnie biurko, niczego jak na razie nie dotykając - skoro była przy nim zaświecona lampka, mogło to oznaczać, że ktoś niedawno z niego korzystał. Może był tam komputer, na którym było otworzone coś istotnego? Może kartka, albo notes z jakimiś zapiskami? Albo cokolwiek innego, co mogło być istotne? Nawet, jeśli nie było to ważne na potrzeby tego zadania, to facet był w końcu doradcą pani prezydent, mogli więc przypadkiem znaleźć coś , co przyda się Syndykatowi w przyszłości.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-07, 17:38   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Jake wyraźnie słyszał rozmowę, gdy był pod oknem.
- Nie, nie, to Ty mnie posłuchaj. Nie mogę tam dziś być, po prostu nie mogę. Przykro mi, że tak się stało ale muszę odmówić... - W tamtym czasie ewidentnie mężczyzna nasłuchiwał głosu przez słuchawkę. Był on lekko niewyraźny, Jake nie mógł zbytnio usłyszeć, co mówi osoba po drugiej stronie linii.
- Też się z nim przyjaźniłem, ale nie mogę zostawić jej samej. Bierze kroplówki i inne takie. Po prostu ktoś musi przy niej być, zmieniać jej to wszystko. To nie jest takie łatwe - mówił znowu do słuchawki. Wyszedł z pokoju, zapewne nie chciał opowiadać o tym przy śpiącym w łóżku dziecku. Tak, było tam to dziecko i Jake to wyczuł. Teraz już mógł zupełnie stwierdzić, że to sypialnia dziewczynki. Teraz to, co było słychać to tylko pojedyncze słowa. Jakiś ciąg ich, który ciężko było połączyć w całość. Jednak umysł Zielonego połączył kilka słów i kilka faktów, które udało mu się wyciągnąć. To nie było OMNI. To było coś znacznie poważniejszego. Tak czy siak mężczyzna zaczął chodzić po domu.
I byli w pokoju, stojąc przy ścianie przy drzwiach. Widzieli, że cel zaczyna chodzić po domu i przez drzwi widzieli, że ruszył on do pokoju określanego jako "Family"
Wciąż gadał przez telefon, słychać było teraz głośno i wyraźnie, nawet dla Shireri.
- Nie rozumiesz, że ona potrzebuje pomocy? Jak to nie możecie jej zabrać do Pryzmatu? Przecież... Po prostu to chore. Jak to możecie wykluczyć OMNI? Przecież to musi być OMNI - mówił teraz mężczyzna, jednak zupełnie innym tonem. Czyli rozmawiał teraz z kimś zupełnie innym. A Jake wyraźnie słyszał teraz głos w słuchawce.
"- Bardzo Cię przepraszam, Jones, ale naprawdę. Gdyby to było OMNI, dziecko by już umarło albo stało się Psi. Jeżeli jest to jakaś zwykła choroba, to po prostu nie możemy. Jeżeli jest to to, co stwierdził lekarz... Po prostu inne dzieci mogą zachorować. To śmiertelne. Wiesz przecież - mówiła jakaś kobieta delikatnym głosem.
- Lekarze się mylą. Słuchaj, ja jestem przekonany, że to to. Ona niedługo się przemieni... - powiedział mężczyzna i rozłączył się, a następnie usiadł przy ścianie i schował twarz w dłoniach. Jednak nie siedział tam dłużej niż jakąś sekundę, od razu po tym wstał i ruszył w stronę pokoju dziewczynki, zapewne zmienić jej kroplówkę albo podać niezbędne do życia leki.
Na biurku leżało tylko kilka, różnego rodzaju akt. Jake z łatwością wypatrzył, że jest tam również owy raport, o którym było w zleceniu. Czyli w pozostałych teczkach również jest coś, co będzie można ze sobą zabrać. Może się zawsze przydać.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-07, 22:16   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Nasłuchiwał, oczywiście, że nasłuchiwał - i to, czego dowiedział się Jake, a co wyczytał z jego myśli, i to, co słyszał sam, kiedy znaleźli się w pokoju i mężczyzna wyszedł, było więcej niż interesujące, ale może później się tego dowie, za chwilę, za dwie... zwłaszcza, że cel znalazł się w jego polu widzenia, a to wszystko przecież, czego potrzebował. Dopóki miał go w polu widzenia spróbował wyczytać z jego umysłu najpierw czy znajduje się w domu sam, a potem samą rozmowę, albo konkretniej - to, o co w tej rozmowie chodzi i o co chodzi z jego córką - pozostawił Zielonemu przeszukanie pokoju i ewentualne czuwanie, a sam spróbował pochwycić mężczyznę swoją wolą, czy raczej - po prostu narzucić mu własną wolę, kiedy mężczyzna przysiadł - nie był pewien, czy jest w odpowiednim "zasięgu", ale miał też dłuższą chwilę na skupienie się, albo złapanie go, kiedy będzie znów wracał do sypialni swojego dziecka. Najpierw musiał zostać w jednym miejscu trochę dłużej - długo, niech sobie siedzi...
Przecież jest ci tak ciężko... Tak źle się czujesz, twojej córki nie da się już uratować, świat się wali, sypie pod nogami, ciężko jest walczyć... nie chcesz walczyć... - Sączył powoli jad w umysł mężczyzny, by rozmiękczyć jego ewentualny opór - a przynajmniej to próbował zrobić, nakłaniając go do zostania w miejscu, by sięgnąć do jego umysłu w poszukiwaniu ewentualnej broni palnej. Chcesz popełnić samobójstwo. Był na tyle skupiony że kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością, ale przecież Zielony czuwał. Jeśli broń została wyłowiona z jego umysłu, to Shirei nakazał celowi strzelenie sobie w łeb. Wizja bardzo prosta - najpierw miał w kuchni na blacie zostawić krótką notkę o treści "zadbajcie o moją corkę", a potem miał wyciągnąć z miejsca, w którym trzymał broń, pistolet i przyłożyć ją sobie do skroni, nacisnąć spust. Jeśli broni nie było... to dowiemy się w następnym odcinku po poście MG. Wszystko zależało od tego, czy oprócz niego ktoś faktycznie w domu jest.
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-09, 01:51   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Nie mogę jej zostawić samej. Ktoś musi przy niej być.
Jake nie mógł wyrzucić tych słów z głowy przez całą drogę od tamtego okna. Wiedział jednak, że mają zadanie do wykonania. Pamiętał o tym. Albo raczej - starał się nie zapomnieć.
Kiedy przeglądał papiery na biurku, miał wrażenie, że na razie lepiej niczego nie dotykać. Dokładnie przyjrzał się więc tylko temu, co było widoczne na pierwszy rzutu oka, to co leżało na wierzchu. Dzięki swojej pamięci bez problemu mógł to odtworzyć w późniejszym czasie.
Cholera, chociaż, skoro i tak już się tu włamali i zostawili ślady butów, to chyba nic się nie stanie, jeśli pogrzebie w tych papierach, nie? Przecież i tak byłby w stanie ułożyć je później niemal idealnie tak, jak leżały… Miał nadzieję, że Shirei odczytał to pytanie z jego myśli. Jeśli Pomarańczowy dał mu telepatyczne pozwolenie, Jake przejrzał wszystkie raporty, które mogłyby być przydatne, jeśli nie - odszedł od biurka nie robiąc tego.
Kiedy usłyszał dalszą część rozmowy… Zamarł. Czy naprawdę był w stanie to zrobić? Był w stanie przyczynić się do śmierci tego człowieka? Nie było to to samo, co poprzednie morderstwa. Tamci… Tamci nie mieli chorych dzieci. A ten mężczyzna… Naprawdę musiał zginąć? Przecież ta dziewczynka miała tylko jego… Przynajmniej tak wynikało z rozmowy.
Jake nawet nie zauważył, kiedy łzy napłynęły mu do oczu… Jego siostra, Ashley, też miała w zasadzie tylko jego, tylko on mógł jej pomóc… A zawiódł. Co jeśli umarła? I co jeśli ta dziewczynka też umrze przez niego? Co jeśli umrze, bo nie będzie miał się kto nią zająć?
Zielony zatkał sobie usta ręką - rozpłakał się już chyba na dobre i próbował w ten sposób ograniczyć wydawanie jakichkolwiek dźwięków.
Niespodziewanie szarpnął za ramię Shireia, tak, aby uniemożliwić mu wydanie rozkazu. Cholera wie, czy przy okazji nie narobił żadnego hałasu. Nie dbał jednak teraz o to. Nie mógł pozwolić, żeby dziecko, leżące teraz w pokoju obok, umarło z jego winy.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-09, 02:08   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Shi mógł wyczytać kilka podstawowych informacji. Między innymi to, że mężczyzna był w domu sam - podobnie jak było na zleceniu. Co do tematu rozmowy, to cały czas wszystko kręciło się wokół jego córki. Wokół małego, chorego aniołka, który mógł nie przeżyć kolejnego dnia. Nikt nie mógł zabrać go do Pryzmatu czy przysłać lekarzy. Nawet, gdyby mężczyzna zapłacił niemałą sumkę. Czyli reasumując, było kiepsko a nawet bardzo. I mężczyzna się tym bardzo przejmował.
Mężczyzna chodził po domu niespokojnie. Shrei widział, że jego wpływ naprawdę działa. Jednak... Mężczyzna stawiał dziwny opór, ale w końcu chodził on niespokojnie po domu. Kilkukrotnie zdarzyło się, że zniknął chłopakowi z pola widzenia. A wtedy wiadomo, więź między nimi drastycznie spadała. Jednak czuł to. Zasiał w jego umyśle coś bardzo, bardzo przerażającego.
- Ja... Już dłużej nie mogę - powiedział mężczyzna. Ruszył do pokoju, a wtedy Shirei miał go już w garści. Zbliżał się już do wejścia. Musieli się ukryć.
Nie.
Stracił z nim jakiekolwiek powiązanie, mężczyzna prawie wszedł do pokoju, tak więc mieli kilka sekund na reakcje i ewentualnie schowanie się przed nim. A on zupełnie stracił wątek. Po co tutaj właściwie przyszedł? Wiedział, że miał coś zrobić. W końcu czuł się... Tak bardzo źle...
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-09, 02:32   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Wiedział przecież o siostrze Jake'a. Wiedział dokładnie, co się stało tego dnia, gdy zgarnęli go do jednego z obozów, że chciał ją uratować, że była dla niego perłą, najważniejszą osobą i nawet jeśli mu tego nie powiedział to zamierzał ją odnaleźć, tak jak i jego całą rodzinę, dać mu możliwość spotkania się z nią, kiedy ich sytuacja będzie stabilniejsza - pisząc "ich" mam na myśli aktualnie Syndykat - wiedział przecież o Jake'u wszystko, a mimo to uwielbiał go słuchać i jego opowieści, nawet jeśli miałyby się powtarzać miliony razy a on miałby je znać na pamięć, a jednak nie pomyślał o tym, że mała dziewczynka, córka tego mężczyzny, zacznie wpływać na jego partnera w taki sposób, że zacznie przypominać mu o własnej siostrze, grać na emocjach, nawet jeśli wiedział, że chłopak był delikatny, chociaż starał się tłumaczyć misje takie jak ta "większym dobrem", był przecież bardzo Syndykatowi oddany, nikt nie miał mu niczego do zarzucenia, więc nie angażował go w mord bezpośrednio, zbierał całą krew na swoje dłonie - jemu to nie przeszkadzało. Śmierć go nie raziła. Mord go nie raził.
Oczywiście, że pozwolenie było, nawet więcej niż pozwolenie - potrzebowali tych dokumentów, albo raczej potrzebowali, by Jake je zapamiętał (rzecz jasna działanie w rękawiczkach, żadnych odcisków palców), bo nie mogli ich zabrać - to by było w końcu podejrzane... Podczas gdy on zajmował się dokumentami, Shirei pracował nad celem, drążąc i drążąc, celując w najsłabszy punkt - córkę, dzięki której w ogóle miał zapewne siłę się bronić. Co z tamtą dziewczynką? Tą, którą Jake tak bardzo się przejmował? Prawda była taka, że Shirei miał jej los kompletnie gdzieś, przynajmniej tak długo jak długo nie była potrzebna Syndykatowi.
Nie spodziewał się nagłego szarpnięcia.
Miał już mężczyznę w garści, wystarczył ostatni podszept, ostatnie słówko na ucho, lecz nie - spierdolił - spierdolił sprawę i jeśli szybko tego nie naprawi, to mężczyzna się wszystkiego domyśli. Kompletnie wyrwany z wątku, pociągnięty za ramię przez Jake'a nie miał nawet czasu "być złym" - łączenie wszystkich puzzli poszło fatalnie, przynajmniej w tym momencie, teraz w jego umyśle nastała jedynie prosta komenda: ukryć się!
Pociągnął Jake'a w najbardziej "optymalne" miejsce do krycia się i dodatkowo posłał w jego umysł obraz tego miejsca, by Jake mógł ewentualnie dopasować pod nich iluzję, by na pewno nie było ich widać, zwłaszcza, że Shirei zamierzył dokończyć dzieła, kiedy tylko mężczyzna przekroczy próg i wydać ostateczne polecenie jako polecenie celu zupełnego bezsensu i zagubienia, które przecież zaprowadziło tego mężczyznę do tego pokoju właśnie po to, by się zabić.
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-11, 17:11   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Po chwilowej panice, Jake w końcu przywrócił się do porządku. Z resztą, nie miał wyboru, liczyła się teraz każda sekunda.
Posłusznie podążył za Shireiem, albo raczej dał mu się zaciągnąć w wybrane miejsce i stworzył iluzję, której wizję przesłał mu Pomarańczowy.
Cholera, nie tak to miało wyglądać.
Przyznawał, emocje wzięły górę. Zapomniał o zadaniu, zapomniał o tym, że wiedział, na co się godzi, od początku wiedział, co mają do zrobienia. Nie chciał tego spieprzyć, nie chciał narazić się na cokolwiek ludziom, którzy mieli nad nim władzę, nie chciał narazić na nic Shireia…
Właśnie, czy on naprawdę przejął się jakąś dziewczynką i był gotowy ratować ją kosztem swojego chłopaka? Ekhem, nawet nie był do końca pewien, czy miał prawo nazywać go swoim chłopakiem, ale, no, nieważne.
Weź się w garść Jake.
Poza tym, to, że mieli zabić jej ojca, nie oznaczało, że zabiją też ją, nie..? Znaczy, tak, bez opieki umrze, ale czy naprawdę nie miała innej opieki? Może jednak choruje na OMNI? Może faktycznie jeszcze się przemieni, skoro nie umarła, powinna się przemienić…
Ech, Jake bardzo chciał w to wierzyć. Tak samo jak w to, że Ashley też się przemieniła i że teraz sobie gdzieś żyje, że może ominął ją obóz, że jest bezpieczna…
Stał nieruchomo i jedyne, co robił, to utrzymywał iluzję. Nie wiedział, już, czy bardziej liczył na to, że uda im się wykonać misję, czy może jednak nie.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-11, 18:24   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Chłopakom udało ukryć się za iluzją. Na całe szczęście mężczyzna ich nie zauważył i tylko bez celu zaczął krążyć po pokoju. Po jego głowie latały rozmaite myśli. A to jakieś wspomnienia o córce, jak chodzili razem karmić kaczki nad stawem. Jak pilnował jej, gdy grała w klasy z dzieciakami sąsiadów. To było teraz mu takie bliskie. Ale zwykle jest tak, że w takich momentach przelatują nam przez głowę tego typu myśli. Najwspanialsze, najcudowniejsze chwile, które spędziliśmy w towarzystwie kogoś bliskiego. Kogoś, kogo kochamy i kogoś, kto niedługo odejdzie, zostawiając nas samych i czyniąc najsmutniejszym człowiekiem na świecie. Co zresztą musiał czuć ten ojciec, wiedząc, że jest bezsilny wobec choroby swojej córki? Bezsilność jest najgorszą rzeczą, jakiej może doświadczyć taki człowiek. Przecież zawsze miał pieniądze. Stanowiska. Walczył o lepszy byt na siebie, swojej rodziny jak i potomków. A teraz jego córka umrze w swoim własnym, księżniczkowym łóżku, znosząc przerażające katusze. Nie mógł nawet zapewnić jej pielęgniarki, bo już takich przecież nie ma. Jeśli nie zapewni jej wystarczającej opieki, to dziecko skona na łożu zaraz obok swojego ojca, jedynej osoby, którą w całym swoim krótkim życiu kochała. Wszystkie te myśli kotłowały się w głowie Pomarańczowego. Co powinien zrobić? Ruszyć się.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Shirei Shinoda
Byakko


21

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-11, 20:16   
   Multikonta: Sahcio
[Cytuj]

Problem Pomarańczowych, a przynajmniej problem Shirei'a, może nie wszyscy Pomarańczowi tak mieli, nie poznał właściwie ani jednego poza Kirą, polegał na tym, że kiedy przeglądał czyjś umysł, wnikał w emocje, niemal stawał się tą osobą, to nie była bierna obserwacja - to było przeżywanie jego problemów, to było odczuwanie jego uczuć, to było dzielenie z nim jego myśli - i bardzo łatwo było się w tym wszystkim zatracić, zagubić, zabrnąć za daleko - tak było tutaj. Zabrnął za daleko, ciągle podtrzymując kontakt ze swoim celem, bo przecież nie mógł go tak po prostu puścić, nie mógł go zostawić, skoro już przyjął tą misję. Nigdy nie posiadał rodzeństwa. Japońskie rodziny zresztą tak miały, w przeciwieństwie do Chinoli nie cieszyli się wielkim przyrostem naturalnym, gdzie na rodzinę przypadało dziesięć dzieci, jednak nie mógł powiedzieć, że nie wiedział co czuje Jake. W jego umyśle w końcu też już gościł... ale czy na pewno "pamiętał" jak to jest? Jake był Jakiem. Shirei był sobą. Dwa odmienne umysły. Tak jak cel powinien być mu kompletnie obcy, dlatego w takim rodzaju morderstw, kiedy stawałeś się ofiarą, było coś niezwykle intymnego i niekoniecznie przyjemnego w swoim rodzaju intymności... po tych paru chwilach mógł powiedzieć, że wie sporo o tym człowieku.
Japończyk zmusił się do oddzielenia swoich myśli i wspomnień od wspomnień mężczyzny, nie potrzebował ich więcej wykradać - skupił po prostu swoją wolę i zrobił to, co robi zawsze z nowymi rekrutami - przekuł się do jego umysłu jak żyletka, rozkazując proste i klarowne: "zabij się". Podesłał mu obraz taki sam jak poprzednio - jego własna broń palna, strzelenie sobie w skroń. A dziecko? Aktualnie mógł powiedzieć: zależało mu na tym dziecku i przejmował się nim, ale co będzie, gdy opadną emocje, które odebrał od swojego celu?
_________________



Sweet dreams are made of this
Who am I to disagree?
Some of them want to use you,
Some of them want to get used by you.


 
 
Jake Clayton
Królewna


20

Zielony




Wysłany: 2017-01-12, 19:52   
   Multikonta: Freya
[Cytuj]

Karmienie kaczek, gra w klasy… Gdyby to Jake mógł zobaczyć te wspomnienia, misja z pewnością by cię nie powiodła.
Jak okrutnym człowiekiem trzeba być, żeby chcieć zabić kogoś takiego, jak ten mężczyzna? Kogoś, kto jak tylko może, troszczy się o swoje dziecko, kogoś kto jest jedynym opiekunem tej biednej królewny, która właśnie umierała w pokoju obok… To nie było nawet złe, bo było wręcz bestialskie. Jakichkolwiek powodów nie miałby Syndykat, skazywanie na śmierć również tamtej dziewczynki, było przesadą.
Ech, na szczęście to nie Jake był Pomarańczowy, to nie on mógł to wszystko odczytać. Jedyne co robił, to skupiał się z całych sił, aby podtrzymać iluzję. Nie, żeby nie ufał mocy Shireia, ale facet miał zaraz sięgnąć po broń, trzeba było mieć stuprocentową pewność, że ich wówczas nie dostrzeże. Starał się nie myśleć o dziewczynce, która niebezpiecznie kojarzyła mu się z jego siostrą, w końcu jeśli dałby się ponieść emocjom teraz, prawdopodobnie by zginął. Obaj by zginęli. O siebie nawet nie dbał… Ale Shirei? O niego musiał się zatroszczyć.
Sięgnął dłonią do ręki chłopaka, tym razem nie mając na celu żadnego rozproszenia go, ale kto wie, może przypadkiem znów to zrobił? W każdym razie - zrobił to tylko dlatego, że potrzebował wsparcia, a dotyk w pewnym sensie je zapewniał.
Hmm, ciekawe, czy gdyby wiedział, co Shirei przed chwilą zobaczył, do jakich myśli miał dostęp, ciekawe, czy wówczas też tak bardzo chciałby go trzymać za rękę.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-12, 20:11   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Shirei wniknął w głowę mężczyzny. Znowu. Tym razem nie było mowy o żadnego rodzaju odmowie. Miał z nim jasny, klarowny kontakt. Niemalże widział, jak niewidzialne łapska jego umysłu wplatają się w umysł tego drugiego, zmuszając go do odebrania sobie życia. Czuł wręcz na swojej skórze to, jak się umiera. Jakby to on sięgał po służbową broń do szafki przy biurku, odchodził kilka kroków, lekko potykając się o swoje nogi. Finalnie chwycił się poręczy łóżka, która podtrzymywała zawieszony nad nim baldachim. Następnie nieznajomy im, niewinny mężczyzna przyłożył sobie broń do głowy, a następnie chwilę czekał. Po jego policzkach spływały łzy, były wręcz czerwone od histerii, płaczu. Tego, co on w sobie właściwie teraz próbował zdusić. Ale nie mógł. Wszystko z niego wyszło. Właśnie teraz. Wraz ze wbiciem kuli rewolweru w jego głowę, mózg. Krew rozprysnęła się na ścianie, lecąc również na parę stojącą w kącie. Byli umazani krwią.
Ale to nie koniec śmierci na dzisiejszy dzień. Shirei, gdy obserwował mężczyznę i bezgłośnie szeptał mu wszystkie te przerażające sugestie, Jake złapał jego dłoń. Pomarańczowy nie był jeszcze specjalnie wyszkolony, potrafił skupić się na jednym zadaniu a następnie doprowadzić je do celu. Dlatego Kenji go tutaj wysłał. Ale jak miał przewidzieć to?
Zielony chwycił dłoń chłopaka, a ten bezwiednie umieścił mu w głowie jedno hasło.
Zabij się.
Proste i klarowne.
Po chwili Jake poczuł ciarki, strach, niepłynący zupełnie znikąd. Po chwili poczuł ciepłą krew na swojej twarzy, która wydobyła się z głowy ich ofiary. Zabiła się.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9