Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Szpital
Autor Wiadomość
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-11, 21:13   Szpital
   Multikonta: Joyce, Joy
[Cytuj]


Kompleks wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt medyczny znajduje się na trzecim poziomie, składają się na niego sale operacyjne, gabinety lekarskie specjalistyczne oraz sale pooperacyjne. Te z kolei zaopatrzone są w rzędy łóżek a przy każdym z nich znajdują się najnowszej generacji urządzenia. Aby dostać się do szpitala potrzebne jest skierowanie od lekarza z gabinetu na piętrze wyżej.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-03, 13:04   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Silas dopiero podczas transportowania rannych do szpitala rozpoznał chłopaka bez nogi. Connor Peyne. Ten sam co prawie dwa lata temu. Chłopak miał ochotę zasypać go pytaniami, jednak odłożył to na później. Pierwsze co musieli zrobić to ogarnąć sytuację w bazie. Blondyn musiał dowiedzieć się co z jego bratem. Jeżeli Leviego nie było w Systemie, jego przeczucia się sprawdzą.
Rozdzielili się na dwie grupy, jedni ruszyli do swoich "nowych" pokoi, a Silas wziął na ręce Śpiącą Królewnę z Okresem (za długa ksywa btw) i razem z Anną i Charliem, transportującym Connora skierowali się do oddziału szpitalnego. Po drodze kazał jakiemuś gostkowi zawołać Ericka. On będzie wiedział co należy robić z rannymi.

MG - Erick

Chłopak wybiegł ze swojego pokoju, słysząc wezwanie do szpitala. Ktoś potrzebował natychmiastowej pomocy. Zarzucił tylko swój kitel i popędził do windy. Wybiegł na korytarz i niemal od razu zauważył gromadkę nieznanych mu ludzi. Mocno się zdenerwował, chciał już wzywać pomoc, gdy jego uwagę przykuł Silas Yuriev. Erick westchnął z ulgą i podbiegł do niego.
-Panie Yuriev. - skłonił się szybko, jak to miał w zwyczaju. Przyjrzał się nieprzytomnej dziewczynie, szybko jednak przeniósł wzrok na beznogiego. Nie pytał co się stało, to nie była jego sprawa, co robiło szefostwo to ich sprawa, dopóki w bazie było bezpiecznie. -Dziewczynę na razie położymy na sali, ktoś się nią zajmie. A z chłopakiem... Proponuję... Opatrzymy rany i zobaczymy c-co można z tym zrobić - zająknął się lekko.
Poprowadził grupkę do sali i szybko zajął się opatrywaniem nogi chłopaka.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-03, 14:04   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Wszystko odbywało się jakoś dziwnie prędko. Nie wiedział jak znalazł się w samochodzie ściśnięty między innymi rannymi, a już transportowano go w jakieś dziwne miejsce pod ziemią. Żeby było śmieszniej spotkał znajomą twarz. Silas pojawił się jak znikąd, a on posłał mu jedynie zdezorientowane spojrzenie. Kto by się spodziewał, że akurat tego typa spotka w jednym z najgorszych momentów swojego życia. Leki przeciwbólowe zaczęły powoli ustępować bólowi, który był niewyobrażalny. Wygiął nienaturalnie swoje ciało, jego oczy zaszły bielmem. Dawno tak nie cierpiał, nie przypominał sobie, aby w ogóle tak cierpiał. Utrata nogi w wirtualnej rzeczywistości nijak miała się do świata realnego. Każda komórka jego ciała wołała o pomoc, a on był całkowicie bezradny.
- Dajcie mi coś przeciwbólowego, bo zaraz zejdę!- krzyknął.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-03, 14:46   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

MG - Erick

Connor zaczął odczuwać dosyć boleśnie brak nogi. Erick sięgnął po silny środek przeciwbólowy i podał go biedakowi. Lek niemal od razu zaczął działać i po chwili rudy poczuł się o wiele lepiej. Oczywiście nie można tego powiedzieć o jego psychice. Nawet jeśli jeszcze nie dotarło do niego w pełni co oznacza utrata kończyny, niedługo miał się przekonać na własnej skórze. Najpierw jednak czekał go zabieg zabezpieczenia nerwów i tkanek miękkich. Erick musiał także sprawdzić stan kości, niezbędne było w tym przypadku prześwietlenie nogi. Przekazał pielęgniarce, by przygotowała aparaturę a sam zajął się oczyszczaniem rany i odcinaniem zbędnych skrawków skóry i mięśni. Widział, że ktoś już zdążył zająć się jako tako kikutem. Zapewne starsza pani, która zaczęła doglądać blondynkę.

Silas
Siedząc na pobliskim łóżku przyglądał się poczynaniom Pędzla. Noga Connora wyglądała nieciekawie, ale nie robiła wrażenia na Silasie. Miał okazję już kilka razy widzieć takie rzeczy. Między innymi swoją rękę oraz brata. Cóż to się nazywa mieć pecha w rodzinie. Trochę nawet współczuł rudemu. Dostanie ładną protezę zrobioną przez Summer i będzie jak nowy.
Myśląc o Summer przypomniał sobie o Levim. Wstał i podszedł do panelu przy drzwiach, w których był wbudowany interkom. Wcisnął guzik i połączył się centrum dowodzenia.
-Podajcie mi pozycje użytkownika Levi Yuriev.
Przez chwilę panowała cisza przerywana tylko cichym szumem. Wreszcie odezwał się damski głos.
-Levi Yuriev jest nieobecny na terenie placówki. Dwie godziny temu wyjechał z użytkownikiem Summer. Pojazdem numer 00006 - powiedziała kobieta po czym połączenie się urwało.
Twarz blondyna pobielała. Teraz miał pewność, że stało się coś złego. Levi i Summer wpadli w jakieś tarapaty. Nie było innej możliwości. Zawsze gdy się rozdzielali działo się coś złego. Jednemu albo drugiemu. Albo obu.
Wrócił do Pędzla i Connora. Eric skończył właśnie babrać się w krwi chłopaka i zaczął owijać wokół kikuta bandaż. Silas westchnął. Tyle kłopotów nagle przyszło mu ogarniać.
-W coś ty się wpakował, chłopie? - zapytał rudego. -Co tam się właściwie stało?
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-04, 14:00   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Na całe szczęście leki zaczęły działać. Bez nich nie zniósłby bólu, który przyszło mu odczuwać. Na szczęście czuł się trochę bezpieczniej mając obok osobę z grona dawnych znajomych. Można powiedzieć, że pierwszy raz od jakiegoś czasu ucieszył się na czyiś widok.
Connor nie należał do typu osób lubiących ból. Nie był super odporny na urazy, jeśli musiał sobie z czymś radzić to to robił. Wolał jednak unikać takich sytuacji. Stanowczo wolał zadawać ból innym, to już była inna bajka. Ten typ rozrywki raczej go bawił, niż smucił.
- Jestem ubrany w garnitur… Jak myślisz, co się stało?- zapytał zgryźliwie wymuszając pojawienie się zadziornego uśmiechu na jego twarzy.
- Brałem ślub, a w tym autobusie jechali moi goście weselni…- odpowiedział chcąc zobaczyć jak na tę wiadomość zareaguje Rosjanin.
Złapał się prawą ręką za lewy łokieć. Miał w zwyczaju przyjmować taką pozycję, gdy chciał poczuć się chociaż trochę bezpieczniej.
- Przebywaliśmy na balu w organizacji zwanej Pandemonium. Nagle dostaliśmy wiadomość, że mamy stawić się w garażu. Tam zapakowano nas w autobusy i wyjechaliśmy. Byłem pewien, że jedziemy na misję, jednak nasza baza wyleciała w powietrze, a na drodze pojawiła się jakaś laska, która chciała popełnić samobójstwo pod kołami naszego pojazdu. I tak oto znalazłem sie tutaj, więcej nie pamiętam…- powiedział już całkowicie poważnie spoglądając prosto w oczy swojego rozmówcy.
 
 
Hope Reyes



21 lat

Hot Red




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-04, 17:00   
   Multikonta: Silas, MG
[Cytuj]

Hope powoli odzyskiwała przytomność. Kilka razy przebudzała się w samochodzie, ale były to tylko sekundy wypełnione bólem i dziwnymi, warkoczącymi dżwiękami. Czuła przy sobie ciało Tommy'ego a to dawało jej poczucie bezpieczeństwa, którego tak pragnęła.
Dopiero będąc w szpitalnej sali oprzytomniała na tyle, by zdać sobie sprawę, że znajduje się w obcym miejscu. Powoli otworzyła oczy, zamglony obraz zdezorientował ją jeszcze bardziej. Zamgrugała kilka razy aż mogła rozpoznać Anne, pochylającą się nad nią. Potem zauważyla Charliego gdzieś z boku. Cały czas bolał ją brzuch, ale ból nie był już tak nieznośny. Po za tym co innego zaprzątało jej skołatany umysł. Rozejrzała się nerwowo. Widziała rudego, chyba nazywał się Connor i jakiegoś blond chłopaka. Obce pomieszczenie, wyglądające jak jakaś lecznica wcale nie pocieszyło czerownej.
Tym co ją zaaferowało to brak dwóch osób.
-Gdzie... Gdzie jest Tommy? I gdzie jest Joyce? - wychrypiała.
Chciała usiąść, ale to spowodowało tylko dodatkowy ból, który przyćmił jej umysł. Postarała się ponownie nie stracić przytomności, co wcale takie łatwe nie było.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-04, 17:31   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Silas nie mógł powstrzymać uśmiechu, nawet właściwie nie próbował. Uśmiechy to jego życie. Między innymi one. Chwilowo postanowił zostawić sprawę brata, postanowił poczekać trochę zanim zarządzi poszukiwania. Przecież była z nim Summer, dziewczyna nie wyglądała na zwykłą pizdę, poradzą sobie., przekonywał się. Na razie wolał zająć się czymś innym, na przykład starym znajomym.
-I mnie nie zaprosiłeś? To boli. - Udał zranionego i chwycił się ze zbolałą miną za serce. Po chwili jednak spoważniał i wysłuchał krótkiej historii o wesołym autobusie.
Spodziewali się grupki pandziaków, Shane wcześniej zdołał ich poinformować, że potrzebują schronienia. Jednak mieli pojawić się znacznie później.
-Shane powiedział mi i mojemu bratu o waszej wycieczce. Ale nie było w planie żadnej samobójczyni... - Przerwał słysząc Śpiącą z Okresem. Nie zwrócił jednak na nią zbytniej uwagi. -Nieźle zabalowaliście. Bym wiedział to bym wpadł. - Uśmiechnął się i przysiadł ponownie na łóżku obok sąsiadującym z łóżkiem, na którym leżał beznogi. Pravi zerknął na nią. -Przyzwyczaisz się. Z protezą nie jest tak źle. - Podniósł do góry sztuczną rękę z czarnego tworzywa.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-05, 14:57   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Każdorazowo w takich sytuacjach zastanawiał się, czy aby na pewno ma to sens. Przecież teraz znalazł się w podziemiu jakiejś dziwnej organizacji, która tak samo jak Pandemonium, okiem laika wyglądała zupełnie niegroźnie i znośnie. Poprawił się na łóżku i złapał się za brzuch, gdy Silas żartował. Chciał się śmiać, ale nie miał siły. Wyparowała z niego jak z napompowanego balonika, który z upływem czasu traci swoją objętość.
- Szejn to niewypał- zaśmiał się beznadziejnie. Uśmiech gościł na jego twarzy tylko dlatego, że jeszcze nie czuł bólu po utraconej kończynie. Ah te leki przeciwbólowe! Mógłby zostać dla nich ćpunem.
Powoli zaczęło mu świtać, co tak na serio wydarzyło się w siedzibie Pandemonium. Jeśli Shane zawiadomił Silasa i resztę jego zgrai, że do nich przyjadą, musiał planować to już od jekiegoś czasu. Nie dziwne więc, że widowiskowy wybuch go ominął. Miał być cały i zdrów, chyba takie plany mieli z nim prowderzy całego tego zamieszania.
- Możliwe, że się przyzwyczaję. Czuję, że mogę być bezużyteczny bez tej kończyny. Teleportacja wymaga, abym umiał utrzymać równowagę. Przydatne byłoby też, abym umiał stać o własnych siłach…- spojrzał w dół spodziewając się wszystkiego. Ujrzał jedynie ładnie obwinięty białym bandażem kikut.
- Zabraliście wszystkich, czy ktoś tam został?
 
 
Marceline Abadeer



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-06, 13:28   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Ciemność. Ile czasu w niej przebywa? I czym ona jest? W tle słyszy stłumione głosy. Żaden z nich nie brzmi znajomo. Obce, jak przeraźliwa czerń wokół. Czasami są to ledwo słyszalne szepty, innym razem potworne krzyki. Nie wie, czy dobiegają z jakiejś części jej umysłu, czy z zewnątrz. Zewnątrz? Co tam jest? Tego też nie wie.
Rzeczywistość zbliżyła się do niej niebezpiecznie. Powoli otworzyła oczy, słabe światło oślepiło ją, jakby spojrzała prosto w słońce. Białe ściany, pikanie maszyny tuż obok, ciche głosy po drugiej stronie pomieszczenia. Co to za miejsce?
Nie chcę...
Chwilowe przebudzenie. I znowu spadła w ciemność.

Ile czasu minęło od tamtego momentu? Może godzina lub dwie. Głęboki sen oplótł ją swoimi zimnymi łapami i nie puszczał. A może to ona sama kurczowo się go trzymała, nie chcąc wracać? Myśli, myśli... Miała wrażenie, że w jej głowie, prócz jej własnych, są również jakieś obce myśli. To było dziwne. Czuła to, ale nie potrafiła ich sięgnąć, jakby oddalały się z każdym wyciągnięciem ręki. Czy to przysłowiowa marchewka na kiju? Ktoś się z nią bawi? Ona sama?
Znowu otwiera oczy. Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje, Marceline leży i mruga powiekami, przyzwyczajając się do lichego światła w sali. W końcu zaczęła się rozglądać. Cichy syk przeszył powietrze, szyja zabolała od nagłego ruchu. Była odrętwiała, ale cała. Co się z nią stało? Nie potrafiła sobie przypomnieć, jak znalazła się w takim miejscu. I kiedy? Co działo się wcześniej?
Las. Radość, że zmierzają w miejsce, gdzie będą mogły w końcu odetchnąć. Idzie tuż za rozweseloną Abs, trzyma Fenka na rękach. I nagle pustka. Co było dalej? Uparcie próbowała przywołać owe zamazane wspomnienia, ale nie mogła. Zostały z Summer z tyłu... Ktoś je zaatakował.
Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zbyt wielka susza panowała na jej języku. Nawet przełykanie śliny okazało się trudniejsze, niż ktokolwiek byłby w stanie pomyśleć. Ponownie objęła wzrokiem szpitalną salę.
Gdzie ja jestem?
Zadrżała. Przynajmniej to jedno doznanie było jej znane. Od razu poczuła się na siłach, by wstać. Ze stęknięciem podniosła się do siadu. Zachowywała się na tyle cicho, że nie zwracała na siebie większej uwagi. Zwiesiła nogi z łóżka i teraz dopiero zauważyła, w co jest ubrana. Jakaś dwuczęściowa piżma w kratę. A fe. Od razu miała ochotę się ubrać w swoje normalne ciuchy. Tylko gdzie je ukradli? Chuj wie, naraz zrodziła się w niej nieprzyjemna złość. Gdzie są dziewczyny? Czy są całe? I czym jest do cholery to zafajdane (wprawdzie całkiem czyste) miejsce? Postawiła stopy na chłodnej posadzce. Nogi miała jak z waty i to na pewno nie był efekt erotycznych snów z Abs (które notabene śniły jej się na początku, ale miała je we łbie świeże, jakby śniła o tym zaledwie chwilę temu). Daleko nie zajdzie, więc siedziała tak, łypiąc rozżarzonymi ślepiami na swoje otoczenie. Po krótkiej chwili chyba trochę ochłonęła. Nie ma co się wkurwiać, kiedy nie wiadomo, na kogo owe uczucia skierować. Coś ją zabolało. Wymacała brzuch. Źródło bólu znajdowało z lewej strony brzucha, jak zauważyła po lekkim uniesieniu koszuli. Zabandażowane miejsce wyglądało niezbyt ciekawie. Opatrunek był świeży, rana chyba zaczęła się zasklepiać, ale przez gwałtowny ruch chyba się otworzyła - na bandażu jaśniała powoli powiększająca się plamka krwi. Świetnie.
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-06, 14:09   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Nie cierpiała igieł. A oni jej wszczepili jakiś cholerny chip, jeszcze tego jej brakowało. Niech się Cookie cieszy, że ją chociaż trochę zdążyła polubić, bo dziewczyna skończyłaby jako skwarka.
Skoro została sama, to wypadałoby chyba w końcu podreptać do jakiegoś lekarza, czy kogoś, żeby zerknął, czy z jej żebrami wszystko okej. Bolały i to czasami nawet tak, że miała ochotę stanąć w ogniu byleby tylko przestało. Przemieszczała się po tym przeklętym labiryncie co chwilę nie trafiając tam, gdzie chciała. Kto normalny podpisuje drzwi w jakich dziwnych znaczkach? To w ogóle był jakiś język, czy tylko jakiś ich szyfr? Kiedyś ktoś jej może odpowie. Chwilowo zaczepiła pierwszą lepszą osobę i zapytała o jakąś lecznicę, czy szpital. Nagadała, że akurat przybyła razem z resztą grupy, która tam trafiła i nie ogarnęła, że mają się tam najpierw udać z ranami, a nie zwiedzać bunkier. Trafiła akurat na pielęgniarkę, która szybko zaprowadziła ją przez tę plątaninę korytarzy do szpitala. Przeszła przez drzwi zaraz za pielęgniarką. Najpierw jej spojrzenie padło na lekarza. I w sumie już miała się do niego odezwać, dalej poirytowana całym tym labiryntem i wszczepianiem lokalizatora, ale jej wzrok spoczął na osóbce, którą znała od urodzenia.
Marc.
Zaraz jej mina zmieniła się na radość i zamiast do lekarza pognała do bliźniaczki. Rzuciła się na nią, żeby ją przytulić. Radość jaka ją ogarnęła na widok starszej siostry była ogromna. Co prawda Abi, Alice i Jelonek próbowały ją pocieszyć, że jeszcze znajdą Marc, ale nie spodziewała się, że to będzie już, zaraz.
- Marc, durniu, gdzieś ty się szlajała przez te 7 lat?! - Wydusiła z siebie w końcu odklejając się od siostry, ale dalej będąc blisko niej i trzymając ją za ramiona. Wiedziała już trochę o tym, co robiła Marc, ale chciała to usłyszeć od niej, a nie od jednej z jej przyjaciółek. One w sumie powinny chyba nie długo też tutaj dotrzeć. Miał po nie wyjechać drugi patrol. Jeśli je znajdzie w tym labiryncie identycznych korytarzy to pewnie ucieszą się równie mocno jak ona, że Marc jest tutaj. W każdym razie posadziła zadek obok Marc i nie zamierzała się stąd ruszać w najbliższym czasie.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-06, 16:52   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Nie zamierzał pocieszać rudego. Wolał być szczery, nawet jeśli spowodowałoby to u niego załamanie. Jednak chłopak nie wyglądał na miękką faję.
-Przyzwyczaisz się - powtórzył. -Jednak proces rehabilitacji trochę potrwa. Najpierw operacja, gojenie i dopiero proteza. Mamy świetną zieloną, która będzie nam robić protezy. Specjalne dla psioników, bo te... - Postukał w czarne tworzywo. -Cóż... To nie moja pierwsza i nie ostatnia. Ale głowa do góry. Żyjesz, a to najważniejsze. - Uśmiechnął się ciepło. Naprawdę się cieszył, że zobaczył go ponownie. Era psioników nie dawała dużych szans na ponowne spotkania. -A co do reszty... Nie mogliśmy zabrać wszystkich. - Właśnie przypomniał sobie o czymś ważnym. Musi wysłać drugi patrol. Szybko. -Zaraz wyślę po nich drugi patrol.
Tymczasem do pokoju weszła pielęgniarka i poinformowała Pędzla o gotowości do wykonania badania. Za nią wskoczyła do lecznicy ruda laska, którą zwinęli ze sobą. Rzuciła się na jakiegoś zombiaka. Pravi po chwili zorientował się, że byla to dziewczyna, którą przytachał ze sobą Levi kilka tygodni temu. Widać wreszcie się obudziła.

MG - Pędzel

Do sali weszła pielęgniarka i powiadomiła Ericka o gotowości do badania. Wstał z krzesła i zajął się przygotowywaniem łóżka rudego do wywozu, gdy zauważył, że czerwonowłosa dziewczyna się obudziła. Podbiegł do niej i odsunął inną rudowłosą. Nakazał dziewczynie położyć się i zaczął badać dziewczynie puls i zadawać pytania odnośnie samopoczucia. Potem zajął się sprawdzaniem zabandażowanych okaleczeń.
 
 
Marceline Abadeer



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-06, 18:22   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Myślała, że już gorzej być nie mogło. Zerknęła dookoła, czy ktoś nie mógłby jej wymacać, tudzież rany sprawdzić, bo że krew jest, to chyba niedobrze, nie? Jednak ów myśl szybko zastąpiło coś innego - niesłychane zdziwienie, bo oto właśnie zaatakowało ją dzikie stworzenie, w środku czegoś, co mogłaby nazwać bazą. Kurwa, mają tu zoo? Po chwili uświadomiła sobie, że to człowiek. Rude na dodatek (brak duszy, te sprawy). Drgnęła poruszona. Czy to naprawdę była...?
- Lou? - jęknęła i natychmiast przykleiła się do niej jak szara taśma izolacyjna - mocno i na stałe, kompletnie ignorując ostry ból, jaki z tym wyczynem przybył. Jej wzruszenie sięgało zenitu, oczy się Marcysi zaszkliły wyraźnie.
- Szukałam się, ruda myszo - mruknęła lekko drżącym głosem z emocji. Śpiączka źle na nią podziałała, słaba się zrobiła psychicznie i fizycznie. Musi wydobrzej, to i charakterek jej się naprawi! Jak tylko Lou się odsunęła, Marc obdarowała ją promiennym uśmiechem, tak szerokim, że się lekarz powinien obawiać pęknięcia kącików ust Czerwonej, a nie jej ranami. Poza tym, wkurwił ją swoim zachowaniem - czy on nie widzi, że właśnie odnalazła siostrę? Niechętnie położyła się, cały czas ściskając jednak dłoń Lou, jakby miała jej gdzieś zaraz zniknąć. Dziecinny gest, ale kto jej w tym momencie tego zabroni? Na pytania pana doktora odpowiadała zdawkowo, nie racząc go szczegółami. Nawet nie jest do końca świadoma, co jej dolegało, ale i temu mężczyzna zapewne zaradził, wyjaśniając, dlaczego była w śpiączce tyle czasu. Dwa, do trzech tygodni? No, rzeczywiście długo. To chyba wyjaśnia, dlaczego nie spieszyło jej się dzisiaj do pobudki. Ha, Marc to gdyby nawet umarła, zapewne podniosłaby łeb i wymamrotała "Jeszcze pięć minut". Dla niej niemożliwe staje się możliwe!
- Och, Lou, nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłam... Tkwiłam w Lidze, a jednak cały ten czas szukałam Cię, jak tylko wychodziłam z tego więzienia na misje. A niedawno... Wszystko się sypło i chyba... Zaatakowali nas - z każdym słowem jej głos stawał się cichszy, aż ostatnie w końcu wyszeptała. Zmarszczyła przy tym brwi. Nie potrafiła sobie przypomnieć samego momentu ataku. Prawdopodobnie postrzelili ją, zanim cokolwiek zdążyła zauważyć. Ta niewiedza w pewien sposób ją denerwowała, co objawiło się swoistymi ognikami w oczach Czerwonej.
_________________
When you call me, I will always find you
When you need me out, I'll come for you
And when you're lonely, I will find a way to
Guide you home to me, I'll come for you.
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-06, 19:08   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Tuliła siostrę, mimo że żebra protestowały jej na ten pomysł ostrym bólem. Nie dawała sobie zbytnio poznać po sobie, że coś ją boli, jeszcze by ją odczepili od Marc i nie chcieli pozwolić jej zostać obok. A na to by się nie zgodziła, urządziłaby niezłe piekło, i to dosłownie, gdyby chcieli ją wywalić za drzwi tego szpitala.
- Ja Ciebie też szukałam. - Mruknęła pokonując gulę wzruszenia, która jej się zebrała w gardle, a przez którą ledwo mogła mówić. Jej również oczy zaczęły się szklić. Cóż, jak to ona najpierw robiła, potem dopiero dostrzegała szczegóły. Dopiero kiedy lekarz próbował ją odczepić od Marc zauważyła, że otworzyły jej się rany. Odsunęła się trochę, robiąc mu miejsce, ale nie zamierzała puszczać ręki Cyśki. Zacisnęła swoją dłoń na jej i chwilowo nie zamierzała jej puszczać. Przyglądała się badaniu przez "doktora". Nie ufała zbytnio nieznajomym, co było dosyć widoczne w jej postawie i czujności, kiedy gość był zbyt blisko jej i jej starszej siostry. Obserwowała jego poczynania i gdyby uznała, że chciał zrobić którejś z nich coś złego, to pewnie oberwałby z kuli ognia. Albo i kilku, tak dla pewności, że już się nie ruszy w ich kierunku.
- Abi coś o Lidze wspominała. Przez cały ten czas uciekałam przed ligą. jakbym wiedziała, że tam jesteś, to dałabym się złapać. O dziwo najpierw znalazłam twoje przyjaciółki, które rozpaczały po tym, jak gdzieś im zniknęłaś, a teraz jakimś cudem, kilka godzin po tym, jak z nimi rozmawiałam znalazłam Ciebie. Powinny niedługo też dotrzeć do tego miejsca, na pewno oszaleją z radości, jak Cię zobaczą. - Zaczęła paplać, żeby zagadać irytację Marc. Skoro też była czerwona, to mogła przez przypadek coś podpalić, a w tej chwili pożar chyba nie był im potrzebny. Co prawda mogłaby spróbować go ugasić, ale to nie zawsze działało jak trzeba.
 
 
Marceline Abadeer



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-06, 20:44   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Nie tylko Lou urządziłaby tu istne piekło. Marceline nie hamowałaby się, wiedząc że nie zrobi siostrze krzywdy, spaliłaby żywcem wszystkie żywe dusze w pobliżu. Nie bacząc na to, czy to niewinny pacjent tego szpitala, czy wróg. Nigdy nie pałała do obcych nadmierną życzliwością... Ani tym bardziej współczuciem. Czasami potrafiła się rozkleić, a jak, jednak świadoma była faktu, że nikt nie jest w pełni bezinteresowny - ludzie nawet w zwyczajnej przyjaźni szukają korzyści dla siebie. Nic za darmo, ehh...
Całą swoją uwagę skupiła na bliźniaczce, na "doktora" zerkając kątem oka. Dalej nie wiedziała, co to za miejsce. Kto wie, czy nie podobne do Ligi...? Mężczyzna, albo racze młody chłoptaś zmienił jej opatrunek i, na szczęście, zostawił je w spokoju. Kopsnął się też na jakieś leki przeciwbólowe, o niebiosa! Od razu lepiej, choć dalej Marcyś czuła się osłabiona.
Wybałuszyła ślepia na siostrę, z niedowierzaniem słuchając jej słów.
- Spotkałaś je?!... Kilka godzin temu...?! - sapnęła, jednocześnie szczęśliwa, że nic im nie jest i zlękniona tym, co sobie dziewczyny pomyślą. Ba, co już pomyślały. Zniknęła nagle, bez ostrzeżenia, poniekąd nie mogąc zdobyć się nawet na cichy jęk, ogłuszona bólem. Na to wspomnienie aż się Cyśce w głowie zawirowało. Dobrze, że leżała i nie było tego po niej tak widać.
Żyją, one żyją. Abi, Abi, Abi, Abi...
Cichy, słodki głosik szeptał w jej głowie, a serce zawtórowała mu szybszym biciem. Chyba nic nie sprawiłoby teraz, żeby jej radość zniknęła. Nie potrafiła też przestać się głupio szczerzyć z radości. Czy mogłaby sobie wymarzyć piękniejszy dzień na pobudkę? Spotkać siostrę i przyjaciółki z dawnego oddziału... Cudowne!
A może to te prochy...
- Ja śnię, prawda? - mruknęła nagle, dalej patrząc na Lou z szokiem w biednych oczach. Przecież po tym wszystkim, co przeszły... To byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe, prawda?
 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-06, 22:54   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Charlie/Anna DOTYCZY HOPE

Dostali czipy jak w jakiejś ubojni. Własny numerek? Cóż. Ani Anna ani Charlie nie byli specjalnie zadowoleni z takiego obrotu spraw. Ale skoro Shane ich znał i w jakiś sposób im ufał, to dlaczego by nie zaryzykować? Czy gdziekolwiek byłoby lepiej niż tu? Dokąd mieli się udać z tak poważnie rannymi?
Oboje potrzebowali chwili snu. Anna była już przebrana i chyba nawet zdążyła wziąć prysznic, tak samo jak Charlie. Oboje wisieli nad rannymi pogrążeni w zadumie i ciszy. Widocznie coś ich gryzło i oboje jakby czytali sobie w myślach. Kiedy Anna usłyszała głos Hope, od razu znalazła się przy jej łóżku, posyłając Charliemu jedno z "tych" spojrzeń, a chłopak zniknął gdzieś za drzwiami, obrzucając jeszcze spojrzeniem wszystkich zebranych w drugiej części sali. Potrzebował snu, zdecydowanie.

Anna nachyliła się nad Hope i pogłaskała ją czule po głowie.
- Nic się nie martw. Tommy jest u siebie, a Joyce przyjedzie z drugim patrolem. - Anna nie mogła przecież wiedzieć, że na miejsce dojechali ludzie z innej grupy i nie byli zbyt dobrze nastawieni. Nie mogła też wiedzieć, że Joyce być może nigdy już nie zobaczy siostry, a ona jego...
- Wydobrzejesz. Powinnaś teraz sporo odpoczywać. Jeżeli zechcesz, możemy przenieść cię do pokoju. - uśmiechnęła się do niej lekko, jakby próbując ją uspokoić.
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-07, 16:19   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Rozluźniła się trochę dopiero jak doktorek sobie poszedł. Przestała też patrzeć na innych spode łba i znowu skupiła się na Marcyśce.
- Abigail, Alice i Bambi. Wszystkie trzy. Nie zmieściły się z pierwszym transportem, mieli po nie wysłać drugi, więc za jakiś czas też powinny tutaj dotrzeć. - Nie chciała mówić Marc, że miały mały wypadek. Jeszcze by zaczęła panikować i nierozsądnie chciałaby ruszyć na pomoc dziewczynom, a w tej chwili musiała leżeć i nabierać sił, a nie biegać po zaspach śniegu w lesie.
- Nie martw się, nic im nie będzie. Wszystkie się o Ciebie martwiły, bo im zniknęłaś, więc jak zobaczą Cię całą, będą szczęśliwe. - Znała marc na tyle, że wiedziała, że trochę się boi tego spotkania. Ale po tym jak przez chwilę rozmawiała z jej przyjaciółkami była pewna, że nic złego się nie stanie. Za bardzo uwielbiały jej siostrę, żeby ją teraz odepchnąć od siebie za to zniknięcie, które sądząc po ranach Marc, nie było tym, czego ona chciała. Wszystko się jakoś ułoży. Podobno, jaki nowy rok, taki cały rok będzie, a mimo tego wypadku autobusowego, skoro spotkała Marc to ten rok będzie dobry. Musi być, w końcu odnalazła swoją starszą bliźniaczkę.
- Raczej niemożliwe, żebyśmy miały taki sam sen. No i boli Cię prawda? Jakby nie patrzeć powinnaś się od razu obudzić, kiedy coś Cię boli. - Zaśmiała się. Wszystko zaczynało się układać, więc nawet nie miała już za złe systemie tego przeklętego chipa. Przynajmniej był on w takim miejscu, że gdyby się uprzeć mogłaby się go pozbyć. Posadziła tyłek na łóżku Marc, bo nie zauważyła blisko jakiegoś krzesła, a nie chciała puszczać jej ręki. Do niej samej nie docierało jeszcze to, że znalazła Marc. 6 lat biegała po lesie, a kiedy stwierdziła, że chyba czas się integrować z innymi psionikami nagle znalazła też Cyśkę. Nie. Nie jakąś tam Cyśkę, tylko TĘ Cyśkę, którą cały czas próbowała odnaleźć. Nic nie mogłoby jej chyba zepsuć tej chwili.
 
 
Hope Reyes



21 lat

Hot Red




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-07, 17:45   
   Multikonta: Silas, MG
[Cytuj]

Wpatrywała się w odległy punkt gdzieś w ścianie intensywnie powstrzymując się przed gwałtowną reakcją. Zapewnienia Anny wcale jej nie uspokoiły. Bezsilność, którą czuła wzmagała w niej gniew. Wewnętrzny głos namawiał ją. Krzycz. Obwiń ich wszystkich. Wykrzycz swoją frustrację. Spal te pieprzone pomieszczenie i wszystkich wokół. Przecież tego chcesz. Owszem chciałaby. Nie widziała tylko żadnego rozsądnego wytłumaczenia, po co miałaby to robić. Gdyby nie była na skraju wyczerpania zapewne zaczęłaby histeryzować, płakać i krzyczeć. Teraz jednak będąc zmęczoną i skołowaną błądziła tylko pustym wzrokiem po sali, przedmiotach w niej się znajdujących i osobach. Jednocześnie chciała zerwać się z łóżkach, ignorując swój stan i czym prędzej odnaleźć Tommy'ego a następnie wspólnie zaczekać na Joyce'a.
Nie wiedziała nawet gdzie się znajdują. Co to za miejsce? Kim jest wydziarany blond chłopak? Czemu się tu znaleźli?
-Do pokoju...? Co to za miejsce? - zapytała.
 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-08, 09:17   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Anna DOTYCZY HOPE

Co miała powiedzieć? Że sama nie jest do końca pewna gdzie się znajdują? Większość drogi tutaj przespała, a później wszystko działo się tak szybko, że nie była w stanie nawet dokąłdnie się rozejrzeć. Anna westchnęła tylko i pokręciła głową.
- Bunkier. Na to wygląda. Przyjeli nas bardzo ciepło, to dobry znak. Pomogli naszym. Gdyby nie oni, zginęlibyśmy tam prędzej czy później. - Hope była ubrana w szpitalny fartuszek, ale czyste i złożone rzeczy czekały na łóżku obok. Anna podała je dziewczynie z pokrzepiającym uśmiechem.
- Załóż je, odprowadzę cię do pokoju. - Anna dostała w czipie dostęp do kilku pomieszczeń, którego niestety nie miała Hope, więc musiała tymczasowo robić za jej opiekuna. Niespecjalnie jej to przeszkadzało. Najważniejsze było, że jej dzieci są bezpieczne.
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Hope Reyes



21 lat

Hot Red




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-02-09, 11:36   
   Multikonta: Silas, MG
[Cytuj]

Wzięła ubrania od Anny i wstała z łóżka, lekko krzywiąc się z bólu. Nie minęło jeszcze dużo czasu od wypadku, dopiero miała poczuć wszystkie siniaki i obtarcia. Wolnym krokiem skierowała się do łazienki i przebrała się w czyste ciuchy. Nie zastanawiała się czyje są, ważne, że pasowały. Przez chwilę obserwowała swoje oblicze w lustrze i skrzywiła się widząc opatrunek na prawej skroni, jednocześnie próbując sobie wszystko przypomnieć; jej umysł wetknął między wydarzenia czarne plamy. I to nie tylko w wydarzenia, które się działy w autobusie, te wcześniejsze również były zamazane, nie łączyły się w spójną całość. Dziewczyna zrzuciła winę na alkohol, zmęczenie i wszelkie urazy głowy, których na pewno doznała.
Wróciła do głównej sali i podążyła za Anną do pokoju.

/zt Hope, Anna
 
 
Marceline Abadeer



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-02-09, 11:54   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Leżała spokojnie, co i rusz ściskając mocniej dłoń siostry, to rozluźniając palce, jakby co chwilę musiała sprawdzić, czy aby na pewno Lou nie jest tylko jej sennym wyobrażeniem. Rzeczywiście ból jasno wskazywał na to, że już nie śpi, ale kto ją tam wie? Może i jego sobie wymyśliła?
- Więc powinny niedługo przyjechać... - mruknęła nieco podekscytowanym głosikiem, spoglądając natychmiast w stronę drzwi, jakby pod wpływem jej słów dziewczyny miały się tam teraz zmaterializować. Entuzjazm opadł, kiedy przez kilkanaście sekund wpatrywała się w uchylone drzwi, przez które nikt nie wchodził, ani nawet nie wychodził.
Owa panika byłaby całkiem na miejscu. W końcu Marcyś była gotowa za te mendy nawet zginąć. Nie zważając na własne obrażenia, pognałaby im na ratunek w każdej chwili. Były jej przyjaciółkami, można nawet powiedzieć, że uważała je za rodzinę. Za Lou przecież też by w ogień skoczyła, ba, za nią to już w ogóle spaliłaby pół świata.
Spojrzała w milczeniu na siostrę nieco dziwnym wzrokiem. Z jednej strony dziewczyny znały się na wylot. Z drugiej jednak, Marc bardzo się zmieniła przez te lata. Dojrzała, zapewne jak jej siostra. No i poprzestawiały jej się niektóre trybiki we łbie, jak na przykład ten, że teraz woli dziewczęta od chłopców. Diabli nadali.
- Mówiły o mnie coś więcej? - burknęła cicho, oglądając paznokcie i palce u dłoni Lou. To pytanie miało drugie dno, które dotyczyło Abigail. Jak dziewczyny zachowywały się po jej zniknięciu? Czy Abs... tęskniła za nią? Drobne ukłucie w sercu sprawiło, że Marc się lekko wzdrygnęła. Wzięło ją i to na serio. Szkoda tylko, że w takim momencie musiał zniknąć. Tylko, czy będzie miała jeszcze jakiekolwiek prawo do uczuć Abi? To bolało jeszcze bardziej, niż fizyczne obrażenia.
Pociągnęła lekko siostrę, co by położyła się tuż obok niej, robiąc jej tym samym miejsce. Dawno tak sobie razem nie leżały... Aż się na wspomnienia mogło zebrać, jak to niegdyś Cysia przychodziła do Lou w nocy, burcząc że miała zły sen i wślizgiwała się do jej łóżka.
_________________
When you call me, I will always find you
When you need me out, I'll come for you
And when you're lonely, I will find a way to
Guide you home to me, I'll come for you.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,177 sekundy. Zapytań do SQL: 9