Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Seattle
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-08-10, 23:02   Seattle [Cytuj]

Miasto, któremu udało się przetrwać. Wszędzie brakuje pracowników, dlatego też czynny jest tylko jeden większy sklep,który zaopatruje całe miasto. Wszelkie kluby, bary, restauracje zostały zamknięte. Strażnicy SSP oraz łowcy nagród kręcą się po okolicy i próbują złapać uciekinierów z obozów, albo chociaż zaktualizować informacje o nich. Ludzie są tu ponurzy, nikt do nikogo się nie odzywa jeśli nie jest to konieczne. Często w mieście brakuje prądu, dlatego nocą nie uświadczysz tu światła. Elektryczność jest oszczędzana jak tylko się da. Panuje tu również cisza nocna. Nikt po zapadnięciu zmroku nie może przebywać poza domem.
 
 
Isabella O'Kelly


19 lat

Szmaragdowa




Wysłany: 2017-04-03, 18:27   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Cudownie, wspaniale wręcz. Czy naprawdę trzeba wspominać, jak ona uwielbiała deszcz? Kochała go, wręcz ubóstwiała! Darzyła go tak wielką sympatią, że kiedy tylko niebo robiło się szare, a na jej głowę spadały zimne krople momentalnie szlag ją trafiał. Jakby i bez tego jej życie nie wydawało się dość parszywe, to jeszcze pogoda na każdym kroku musiała jej to przypominać. Przyszła wiosna. Gdzie więc liście na drzewach, śpiew ptaków, słońce? Ach no tak, jak już ma się coś walić, to po całości.
Zawarczała coś pod nosem, kiedy poczuła, że początkowa mżawka powoli zaczyna przekształcać się w ulewę. Dziewczyna naciągnęła na głowę czarny kaptur i wepchnęła ręce do kieszeni, ale wiedziała, że jest to rozwiązanie jedynie tymczasowe. Musiała znaleźć sobie jakieś schronienie zanim do reszty się rozpada, ale żaden z najbliższych budynków nie wydawał się być zachęcający. Najlepiej byłoby dla niej, gdyby udało jej się dotrzeć do lokum, które dumnie nosiło miano jej obecnego mieszkania. Miejsce to było równie parszywe, jak cały ten kraj, ale dla odmiany suche, nie tak jak ta ulica. Taa, całkiem miłe miejsce, aż chciało się w nim teraz znaleźć... Szkoda tylko, że dziewczynę dzielił od niego kawał drogi, którą musiała pokonać piechotą, bo o środek lokomocji z jej finansami można było pomarzyć. A z resztą, myślmy pozytywnie! Miała gdzie spać, miała co jeść, miała się w co ubrać, nikt nie próbował jej zabić... ostatnio. Zawsze mogło być gorzej, a podstawowe potrzeby jakoś udawało jej się zaspokoić. No właśnie, "jakoś". To słowo coś za często pojawiało się w jej słowniku.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-04-04, 01:35   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry


Od jakiegoś czasu podążał za blondynką. Przyciągnęła jego uwagę z jednego prostego powodu. Była psi i chodziła sobie jak gdyby nic po okolicy nafaszerowanej ludźmi, którzy dla dolara sprzedaliby ją do pierwszego lepszego... burdelu chociażby. Niby psionicy zostali uznani za osoby wolne. Cóż, sytuacja wyglądała inaczej w praktyce. Niektórzy wciąż polowali na takich jak ona, mając na uwadze własne bezpieczeństwo. Nie obchodziło ich, że dzieci dotknięte epidemią nie stanowiły wielkiego zagrożenia. Oczywiście nie można mówić ogólnikowo. Niektóre psi to skurwiele, które zajębią ci matkę tylko dlatego, bo mieli taką możliwość i sprawiało im to przyjemność.
Chłopak przeciągnął dłonią po blond włosach, strzepując kropelki wody. Lało coraz bardziej, jemu jednak nie było zimno, był czerwonym. Jednak dziewczynie musiał doskwierać ziąb i uporczywy deszcz. Podbiegł do niej, widząc jak kilkoro ludzi z niewielkiej grupki podejrzliwie spoglądało w ich kierunku. Powinni jak najszybciej stąd znikać, żeby nie narobić zbytniego zamieszania.
-Hej. - Przywitał się, uśmiechając się półgębkiem. -Nie wiem czy wiesz, ale nie powinnaś kręcić się tak na widoku. Uwierz mi. Ludzie mają chrapkę na takich jak my. - Wskazał najpierw na nią a potem na siebie.
 
 
Isabella O'Kelly


19 lat

Szmaragdowa




Wysłany: 2017-04-04, 07:06   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Maszerowała dzielnie w bliżej nieokreślonym dla ludzi kierunku i tylko pozornie wyglądała na zamyśloną. W rzeczywistości jak zwykle kątem oka obserwowała całe otoczenie. Szkoda, że los nie obdarzył ją dodatkowo jakimś czytaniem w myślach, bo byłoby to bardzo pomocne. Niby człowiek nawet podświadomie dostrzega czyjeś oczy skierowane na niego, ale co to da, jeśli nie możesz dokładniej określić intencji drugiej osoby? Siri zwykle udawało się dotrzeć wszędzie bez większej trudności, bo zazwyczaj trzymała się na uboczu, jednak dziś najwyraźniej poczuła się zbyt pewnie, co od razu jakiś młody człowiek postanowił jej wytknąć.
Odwróciła głowę w stronę blondyna, gdy tylko usłyszała, że ten biegnie w jej kierunku. Według niej tym gestem zwracał na siebie jeszcze większą uwagę, niż ona idąca skrajem chodnika i chowająca twarz pod kapturem, ale mogła się mylić. W końcu, dopiero kiedy się odwróciła, to dostrzegła, że kilka innych osób zerka w ich kierunku. Od razu na ten widok się skrzywiła. Jakby świat nie mógł jej dać chociaż kilku dni świętego spokoju...
- Cześć - odpowiedziała przyglądając mu się uważnie.
- Nie wiem czy wiesz, ale sam właśnie paradujesz na widoku. - Nie, nie potrafiła się powstrzymać przed lekko złośliwym komentarzem, ponieważ nigdy nie wierzyła w prawdziwy altruizm i w to, że ktoś zawracałby jej głowę z czystej troski. Już sam chłopak zauważył, że wielu ludzi sprzedałoby ją gdzieś za parne parę dolców, więc tym bardziej nie powinni chcieć jej sami z siebie pomagać. Z drugiej strony, dzieciaki z mocami mogły czuć jakąś potrzebę trzymania się razem i wspierania się nawzajem z powodu sytuacji, w jakiej się wszyscy znajdowali.
- Z resztą, skąd ta nagła troska? - Nie zamierzała kryć się ze sceptycznym nastawieniem i bawić się w uprzejmości, jakich usiłowano nauczyć ją w domu.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-04-04, 16:32   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry


Dziewczyna nie była taką blondynką na jaką wyglądała. Chłopak mógł wyglądać na kogoś miłego, przyjacielskiego, ale cóż, czy w tym świecie było jeszcze coś takiego jak bezinteresowna pomoc? Niektórzy w to wierzyli. Blondyn jednak miał gdzieś czyjeś dobro. Podszedł do niej właściwie tylko dlatego, że chętniej polowano na pojedyncze psi niż na dwójki czy większe grupki. W tej chwili chłopak czuł się pewniej przy swoim pobratymcy niż jako samotna owieczka. Prawda była taka, że dzieciaki dotknięte epidemią nigdy nie zaznają spokoju. Może za kilka pokoleń ludzie przestaną ich postrzegać jako coś innego i strasznego.
Widział te spojrzenia, które im rzucano. Jeszcze trochę i pewnie podeszliby do dziewczyny i ją zaczepili. Potem wzięliby za cel blondyna, popędzani adrenaliną.
Na razie zamierzał grać dobrego kolegę, dopóki nie znikną z oczu ludziom. A potem? Może się zabawi, a może tylko zabierze co będzie chciał i zostawi ją w spokoju.
-W kupie siła, nie? - odezwał się wesoło.
Wciąż szli do przodu, mijając puste budynki oraz te jeszcze zamieszkałe. Powoli ludzie wracali do miasta, które nie zdążyło do końca się wyludnić jak inne. Od kiedy zamknięto posterunki a SSP przestali chodzić po ulicach, ludzie ujrzeli przebłysk światła w ponurym świecie. Na nowo zaczęli żyć.
Rozpadało się na dobre, ściana deszczu zagnała wszystkich do wnętrz budynków. Ostatni spóźnialscy chowali się pod zadaszeniami. Okolica zrobiła się spokojna i pusta, mimo szalejącego deszczu i wiatru.
Chłopak pomyślał, że to odpowiednia chwila, żeby dowiedzieć się co ma do zaoferowania nowa koleżanka. Popchnął ją do zaułka, który akuratnie mijali. Podpalił swoją dłoń, deszcz nic nie robił jego ogniowi.
-Okej. Koniec zabawy. Wyskakuj z tego co masz. - Uśmiechnął się i zbliżył płomień do twarzy dziewczyny.
 
 
Remi Thibault


18 lat

Czerwony




Wysłany: 2017-04-04, 18:03   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Bycie w grupie, pomaganie sobie i ratowanie sobie nawzajem tyłków - można by się zdziwić ile dzieciaków wierzyło, ze to najlepsze wyjście, że właśnie w ten sposób mają największe szanse na przetrwanie. Pomimo bezwzględnych realiów, które ich otaczały, naiwnie wierzyły w czyste intencje takich jak oni. A przecież nie od dziś wiadomo, że kiedy wszystko wokół się wali, każdy myśli przede wszystkim o ratowaniu własnej skóry. Tak było od zawsze i mini apokalipsa jaka nawiedziła Stany niczego w tym zakresie nie zmieniła. Nawet pomimo pomocy jaką Remi otrzymał od osób z którymi nawiał, nigdy nie zaufał im do końca i wybrał samotną tułaczkę, gdy tylko doszło do pierwszego kryzysu. Przezorność? Ha! Bardziej tchórzostwo, bo jakkolwiek pięknie nie ująłby tego w swojej głowie rudzielec, w rzeczywistości zwyczajnie bał się bliskości, a o tę nie było trudno, gdy spędzało się z kimś więcej czasu. Nie wiadomo kiedy zaczynało ci zależeć, a potem... Potem był już tylko ból i wyrzuty sumienia, gdy ten ktoś umierał, bo tobie nie udało się mu pomóc. Już łatwiej było nikogo nie znać i na nikim nie polegać. A to, że było przez to ciężej o zaspokojenie podstawowych potrzeb i trzeba było żyć w wiecznym lęku o swoje bezpieczeństwo, bo nie było komu nad tobą czuwać, gdy spałeś? Cóż, nie można mieć wszystkiego, nieprawdaż?
To był kolejny ponury, nie wart złamanego grosza dzień. Zazwyczaj o tej porze Remi jeszcze siedział w swojej norze i wyczekiwał nocy, jednak tym razem coś podkusiło go by wyjść na obchód. Może to przeczucie, a może tylko potrzeba rozprostowania nóg, ale chłopak nie mógł wysiedzieć na dupie i pomimo deszczu wyszedł na ulicę, chowając się po ciemnych kątach i łypiąc na przechodniów. Nie było ich wielu i za to właśnie lubił jak lało. Jemu i tak nie doskwierało zimno, a dzięki czapce z daszkiem nic nie blokowało mu pola widzenia. Jasne, wyglądał w niej jak ostatni jełop, ale była ciemna i wieczorami czy nocą rzucała się w oczy mniej niż płomiennie rude włosy, które się pod nią kryły. Czasem dochodził do nie jeszcze kaptur bluzy, jednak nie tym razem. Było za ciepło, zwłaszcza dla niego, więc nie nosił już tak często dwóch warstw okrycia wierzchniego, a kiedy miał wybrać tylko jedną rzecz do zarzucenia na grzbiet, to zawsze w pierwszej kolejności sięgał po starą, skórzaną kurtkę. Tak jak teraz.
Czy to przeznaczenie czy zwykłe zrządzenie losu, że blondyn postanowił skierować się z dziewczyną akurat w ten sam zaułek w którym Francuz podpierał ścianę i zastanawiał nad kolejnym ruchem? Na widok pary, Thibault cofnął się o krok, odwrócił twarz, kątem oka przyglądając się scenie jaka właśnie się przy nim rozgrywała. Czy powinien interweniować? A może cichaczem się wycofać z nadzieją, że go nie zauważą? Nie zdążył się nad tym dobrze zastanowić, gdy ręka nieznajomego zapłonęła żywym ogniem, zdradzając przed wszystkimi tu zebranymi z kim młodej kobiecie przyszło mieć do czynienia.
- No nieźle...
Czy... czy on to powiedział na głoś? Kiedy się zorientował, zasłonił usta dłonią, po czym cofnął jeszcze o dwa kroki i uśmiechnął niemrawo.
- T-to może ja już pójdę...
Nawet nie drgnął. Wiedział, że pewnie i tak by mu nie pozwolili tak łatwo odejść. Chociaż... a może jednak?
 
 
Isabella O'Kelly


19 lat

Szmaragdowa




Wysłany: 2017-04-04, 18:59   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Pomyślmy. Nastały ciężkie czasy, jesteś w mieście, w którym nikt nikomu nie ufa, na ciebie mogą polować łowcy, złodzieje i cała masa innych osób, zbliża się wieczorna pora, a ludzi w zasięgu wzroku ubywa. Niezbyt przyjemnie, co? To znaczy, byłoby jeszcze znośnie, gdyby zupełnie bez powodu nie doczepił się do ciebie typek, którego pierwszy raz na oczy widzisz. Niezależnie od tego, jak miło by nie wyglądał, Siri nie była gotowa mu tak szybko zaufać. Pod niektórymi względami bardzo przypominała zdziczałe zwierzę, które warczało ostrzegawczo na każdego, kto tylko spróbowałby się zanadto zbliżyć, a w ostateczności było gotowe nawet ugryźć. No, w jej przypadku prędzej złamać nos, parę innych kości, pociąć nożem lub postrzelić, choć na to ostatnie niestety nie mogła sobie tak łatwo pozwolić. To cud, że uchował jej się pistolet, ale cztery naboje w magazynki i brak dostępu do ich większej ich ilości raczej nie zachęcały do zużywania ich bez potrzeby. Z resztą, wolała ograniczać się do obrony koniecznej, a nie zadawania potencjalnie śmiertelnych obrażeń, jak to było z nożem czy bronią palną. Kiedy jednak sytuacja do tego zmuszała...
- Nie kiedy na środku ulicy doczepia się do ciebie ktoś obcy - burknęła, wyciągając rękę z kieszeni i odsuwając sobie kaptur na tyle, by móc przez cały czas obserwować nieznajomego, który postanowił za nią podążać.
Kiedy tak szli, Siri odtwarzała w myślach mapę całej najbliższej okolicy. Wolała nie zapuszczać się w tereny, w których nie potrafiła się swobodnie poruszać. Gdyby podczas takiego spaceru po obcej okolicy przyszło jej przed kimś uciekać, to mogłaby ją spotkać bardzo niemiła niespodzianka, kiedy władowałaby się do ślepej uliczki i nie miała szansy się wrócić.
Szkoda, że nie udało jej się wcześniej znaleźć dobrej okazji, żeby uwolnić się jakoś sprawnie od nieznajomego, bo gdy tylko zniknęli im z oczu ostatni ludzie, ten postanowił wepchnąć ją do najbliższej uliczki i spróbować okraść. Nie mógł się jednak spodziewać, jak wyglądają odruchy tej dziewczyny, kiedy czuje się spięta (kiedy się tak nie czuje, jest w sumie podobnie, ale mniejsza). Faktycznie, kiedy ją nagle popchnął, to poważnie się zachwiała i wylądowała w uliczce, jednak momentalnie zaparła się nogami, żeby nie stracić do reszty równowagi i w ułamku sekundy wycelowała pięścią w twarz agresora. Odruch, to był zwyczajny odruch, przez który blondyn mógłby poważnie ucierpieć nawet, gdyby nie miał złych zamiarów. W takich momentach najpierw działały mięśnie, a dopiero później coś docierało do mózgu. Następna próba kopnięcia delikwenta w krocze i ewentualnego poprawienia głową w twarz też była już tak właściwie wyuczona i nie musiała się nad tym kompletnie zastanawiać.
A później? Później zamierzała spierdalać, gdzie pieprz rośnie, z uwzględnieniem, że zza pleców może spodziewać się jakiegoś fireballa albo próby odcięcia jej drogi za pomocą ognia. Warto jednak pamiętać, że miała wtedy ten moment przewagi nad zdezorientowanym i pobitym przeciwnikiem, co w połączeniu z jej talentem do nadnaturalnego sprintowania i umiejętnością poruszania się po okolicy dawało jej spore szanse na wygraną. A już z pewnością większe, niż gdyby dała się tam przygwoździć do ściany i móc jedynie błagać o litość lub wzywać pomocy, a na żadne z tych nie mogła przecież liczyć.

Co jeśli jednak najbardziej optymistyczny scenariusz się nie udał i już w drugiej sekundzie tej "walki" nie mogła zwyczajnie uciekać? Wtedy i tak zamierzała z całych sił się wyrwać i przywalić blondynowi tak mocno, żeby mogła kupić sobie choć odrobinę czasu na ewakuację stamtąd. Nie mogła sobie pozwolić, na dłuższe pozostanie w jego najbliższym otoczeniu, ponieważ w przeciwieństwie do niego, ona nie była stuprocentowo odporna na ogień, a facet mógł się jej tutaj zaraz zmienić w żywą pochodnię. I dziwić się tutaj, że ludzie takim jak oni nie ufają...

//Do ucieczki/bicia się chciałabym użyć 200%, więc proszę o info, gdybym miała rzucać czy coś było nie tak w poście. Ten mój początkowy nieogar...
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-04-05, 18:40   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry


Oczywiście, że musiała być zieloną. No cóż, nie każdy może być domyślny. A chłopak nie był zbytnio bystry. Nawet nie zauważył, że mają towarzystwo. Nie, żeby cokolwiek to zmieniało, Francuz nie popisał się bohaterstwem, bynajmniej. To laska sprała blondyna jak rasową pizdeczkę. Niby spodziewał się ataku, ale nie pięści w twarz. Gdyby wiedział, że była zielona pewnie nie zbliżałby się tak blisko, załatwiłby to raczej z odległości. A tak to dostał w banie, potem w jajuszka i jeszcze raz w banie z bani. Gdy już było po sprawie, a chłopaczyna leżał na ziemi, czując potężny ból w kroczu, jęcząc i przeklinając, dziewczyna mogła sobie bez obawy uciec gdziekolwiek. To samo pan Francuzik. No chyba, że wolał okazać męską solidarność i pomóc biednemu blondaskowi. Ten na pewno to wykorzysta jak już dojdzie do siebie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,078 sekundy. Zapytań do SQL: 10