Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Spotkanie Summer i Val
Autor Wiadomość
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-07, 18:19   Spotkanie Summer i Val
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Kto: Summer Dawson, Valerie Cadle i jak ktoś się napatoczy, to i on.
Czas: Rok po uformowaniu oddziału Zero
Miejsce: Pokój, w którym dawniej trzymano osoby, które nie potrafiły panować nad swoimi umiejętnościami. Szklane cele z możliwościami odwiedzin.

Valerie spędzała tutaj większą część swoje czasu. Dni się dłużyły, chociaż mogła robić w tym czasie wiele różnych rzeczy. Ostatnimi czasy wujcio Alban przyniósł jej piłkę, którą mogła odbijać o ścianę. Kilka tygodniu temu Hayden podarował jej karty do gry - od tamtego czasu nie rozstawała się z nimi na krok. Wszystkim swoim gościom pokazywała sztuczki, których uczyła się w samotności. Często podczas nich zdarzały jej się wpadki - chociażby zdarzało się spalić jakąś kartę, która miała większe znaczenie w triku. Biedniuta Val - wtedy się oblewała się jednak nie tylko rumieńcem, ale i gorącym, rażącym w oczy płomieniem.
Na szczęście wszystko wydawało się być w porządku. Była za szybą, gdzie nie mogła nikogo skrzywdzić. Jej goście zajmowali specjalne miejsce po drugiej stronie. Mogła z nimi rozmawiać, pokazywać im różne rzeczy. Ale na tym się kończyło - nie mogła wyciągnąć dłoni, przybić piątki. Nic z tych rzeczy. A tego jej brakowało.
Od jakiegoś czasu Iris, Mia i Cassie byli na misji, albo na treningach - nie wiedziała. Ale tak czy siak, wtedy po prostu nie mogli jej odwiedzić. Na szczęście na ratunek przychodziła Summer, która akurat przesiadywała w bazie. Z początku nie przepadała za nią tak jak za resztą oddziału - od razu wszystko wiedziała i mówiła to takim tonem, jakby nawet potrafiła wyjaśnić czym jest OMNI. Poza tym nie imponowały jej sztuczki karciane, które pokazywała. Chyba od razu znała ich rozwiązanie...
Tak czy siak zaczynała się przyzwyczajać do obecności Summer. Pokochała ją wręcz jak swoją siostrę, jak kolejną członkinie oddziału Zero. Co prawda nie była tak opiekuńcza jak Iris, jednak... Oh, jak ona ją lubiła!
Mimo iż z początku jej naukowy bełkot przyprawiał Czerwoną o ból głowy, to teraz wręcz słuchała jej z zaciekawieniem. Ale najbardziej lubiła pokazywać jej albumy czy książki ze zwierzętami, które otrzymywała "z góry". Ot, po prostu przynosili jej je agenci, który mieli okazję zwiedzić świat, który ciągnął się ponad ich kryptą. Uwielbiała ten chwilowy kontakt z rzeczywistością. Z przyrodą. Z tym wszystkim. Nie było niczego lepszego niż to.
Val leżała pod szklaną ścianą i wpatrywała w przestrzeń przed nią. Cóż, niestety kończyła się jakieś pięć metrów dalej - na jej łóżku. Słyszała czyjeś kroki, jednak nie była do końca pewna, kto tutaj zmierza. Oczywiście nie była sama - w innych celach swoje miejsce zajmowali inni agenci, którzy również nie byli do końca opanowani. Val sprawiła, że cały pokój zapełnił się czarnym dymem, całkowicie uniemożliwiając zidentyfikowanie osoby, która jest w środku. Ona sama schowała się za łóżko, a za jej krokami pociągnęła się czerwona smuga ognia.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-07, 19:26   
   Multikonta: Emilka


Nigdy nie wysyłano jej na żadne misje. Tylko dlaczego?! Przecież jako jedyna ze swojego oddziału, naprawdę potrafiła trzymać broń. I nigdy nie pudłowała. Poza tym, jej umysł byłby niedocenioną pomocą w czasie zadań. Jednak zamiast wykorzystywać jej zdolności w terenie, kazano jej czytać nudne plany i obmyślać taktyki. Co więcej, musiała przy tym współpracować z innymi agentami. Niedoczekanie! Nie będzie słuchać pseudonaukowca, który o logicznym myśleniu ma pojęcie takie, jak Kluska o teorii kwantowej. Albo Mia o relacjach międzyludzkich. Jawną niesprawiedliwością było pomijanie jej w przydziałach, co zresztą zamierzała oświadczyć Albanowi. Zaraz po tym, jak pójdzie się poskarżyć Val. Ostatnimi czasy, spędzała z nią naprawdę dużo czasu. Pomińmy fakt, że dziewczyna nie miała w tej sprawie prawa głosu, bo siedziała zamknięta w ognioodpornym pomieszczeniu, a Summer po prostu siadała przed jej „celą” i opowiadała o rzeczach, które nigoko nie obchodziły. Nikogo prócz Val, która wydawała się być nawet zainteresowana bełkotem Zielonej, sama wtrącając ciekawoski, o których Summ nie miała pojęcia. Oczywiście, nigdy nie przyznała tego na głos, ale naprawdę to doceniała. Jeden otwarty umysł, pośród morza idiotów. Val stanowiła bezcennego kompana do rozmowy.
- Tlen i potas poszli na randkę. Było OK. – Zapukała w szklaną szybę, która oddzielała ją od zadymionego pomieszczenia i usiadła na ziemi. Kilka minut temu ten sam żart opowiadała Axfordowi. Nawet nie wysilił się na uśmiech, znad potarganego wydania The Walking Dead. Summer nie mogła zrozumieć co takiego wciągającego jest w komiksach. Mało treści, dużo obrazków. To jak książki dla dorosłych idiotów! - To tylko ja, nie rób zadymy. – Wyszczerzyła się szeroko, przeczesując włosy palcami. Kiedy wylądowała w Lidze, były króciutkie i odstawały na wszystkie strony. Wyglądała trochę jak wyjątkowo wychudzony chłopak, z którym zresztą często ją mylono. Z czasem, stało się to powodem żartów, a jak wiadomo Summer miała problemy z dystansem do samej siebie. Zwykle rzucała się na zabawnego delikwenta, oszalała z wściekłości. Nigdy nie wychodziła na tym dobrze. Dlatego, teraz jej włosy były czymś, co eksponowała jak najczęściej. Urosły, opadając czarnymi sprężynkami na jej ramiona. – Wciąż się zastanawiam, jak zbudowane są twoje płuca. Przy takim stężeniu dymu, powinnaś być martwa. A byłabyś wyjątkowo nieatrakcyjnym trupem.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-07, 21:57   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Puk, puk.
Momentalnie widoczność w pomieszczeniu zrobiła się zupełnie normalna, a trucizna w postaci dymu znalazła swoje miejsce w płucach Val. Właściwie to czasami zastanawiała się, co by się stało, gdyby zaczęła palić papierosy. Co prawda nie mieli do nich dostępu w Lidze, jednak... Może dałoby się załatwić chociaż jednego? Jeden, jedyny!
Ale nie, oczywiście. Musiała być grzeczną dziewczynką. W tym właśnie momencie, niczym szczeniaczek podbiegła do szyby, przeskakując przy pomocy płonącego biegu przez łóżko. Od razu usiadła zaraz obok Summer, jednak po drugiej stronie. Popatrzyła na nią wielkimi oczkami, jakby nie widziała jej tak dawno. Uwielbiała, gdy ją odwiedzała! Dodała, gdy ją zobaczyła:
- Koniec zadymy! Co tam Summer? - uśmiechnęła się i usiadła po turecku zaraz przed nią. Dzieliła je tylko ta cholerna szyba. Ale z drugiej strony obawiała się, że coś może stać się jej przyjaciółce. Przecież nie chciała jej skrzywdzić, prawda?
- Nieatrakcyjnym? Jak to nieatrakcyjnym? Ee... Co do płuc to ja też nie wiem. Ty byś tego nie przeżyła? - zapytała, choć zapewne dobrze wiedziała jaka będzie odpowiedź. Zapewne ciężko byłoby przeżyć również inne rzeczy, które Val przychodziły zupełnie normalnie. Czasem było jej głupio z tego powodu - szczególnie, jak umiejętności wymykały się jej spod kontroli. Ale wiedziała, że nikt z oddziału Zero już się jej nie boi. To napawało ją nadzieją, że wcale nie jest aż takim odmieńcem. Zazdrościła Iris, że nie sypała płomieniami na wszystkie strony.
- A mnie ciekawi jak działa Twoja głowa. Nie boli cie ona czasem? Poopowiadasz mi coś?
W małych oczkach Valerie zaświeciły się iskierki.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-08, 19:14   
   Multikonta: Emilka


Patrzyła, jak Val wciąga dym znajdujący się za przeszklonym pomieszczeniem. Chyba zaczynała rozumieć, skąd bierze się u Czerwonych taka nadpobudliwość – wciąż są na smogu. Nie bała się jej mocy, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Od zawsze. Może chciała sprawić tym pozory odważnej, a może po prostu nie sądziła, że Val jest zdolna do wyrządzenia komukolwiek krzywdy. Chociaż, jej włosy kilkukrotnie ucierpiały przez to przeświadczenie – nie raz jakaś błędna iskierka, lądowała na czuprynie panienki Dawson. Oczywiście, na początku miała ochotę udusić winowajczynię, ale z czasem się do tego przyzwyczaiła. Po roku obcowania z Val, zupełnie obojętnie reagowała na oparzenia czy wypalone dziury w swetrach. Zresztą, ignorancja była jedynym sposobem na przeżycie w tym domu wariatów. Jedna odsuwała ci zasłonkę z prysznica za pomocą siły woli, druga budziła cię elektrowstrząsami, a ostatni delikwent, wmawiał, że jesteś kurą. Panna Pochonia, nie stanowiła więc żadnej anomalii.
- Znów nie wysłali mnie na misję razem z resztą. – Powiedziała oburzonym tonem, dudniąc palcami po posadzce. Zdawała sobie sprawę ilu bakterii właśnie dotykała, ale wolała się w to nie zagłębiać. Współczuła wszystkim Zielonym, którzy cierpieli na bakteriofobię. – Zamiast tego, całe dnie spędzam na poprawianiu błędów, kolegów naukowców. Mam wrażenie, że im są starsi tym głupsi. Może OMNI ma też jakiś wpływ na dorosłych? – Podrapała się po brodzie, oczywiście nie rozważając tego na poważnie. Po prostu dla niej 99% populacji było wybrakowane w kwestii inteligencji.- Każdy trup jest nieatrakcyjny – stwierdziła, wykrzywiając buzię. – W końcu będziesz gniła i to już po 24 godzinach. Trup silnie obrzmiewa i może nawet podwoić swoją objętość. Z ust, nosa i uszu wycieka cuchnąca brunatna ciecz. Same zwłoki wytwarzają szereg gazów: metan, dwutlenek węgla, azot, wodór, siarkowodór. – Zamyśliła się chwilę, znajdując niepokojące połączenie między nieboszczykami a Czerwonymi. – Twój dym ma bardzo podobny skład. Jest zabójczy dla normalnych ludzi. - Tej dziewczynce nie powinno się dawać niektórych książek. Jeśli dalej tak pójdzie, to będzie miała świetlaną przyszłość jako seryjny morderca.
Na szczęście, nie było z nią chyba bardzo źle, bo sama się wzdrygnęła i postanowiła nie kontynuować rozważań. Nie chciała zapewnić sobie i Val koszmarów. Szybko pojawiła się okazja do zmiany tematu, więc Summer nie omieszkała tego nie wykorzystać.
- Moja głowa? - Uniosła brew, zdziwiona pytaniem. W sumie, to sama nie była pewna jak to wszystko u niej działa. Znała się na tylu rzeczach, a jej mózg wciąż pozostawał nieodkrytą zagadką. – Nie, nigdy nie boli mnie głowa – powiedziała po dłuższej chwili zastanowienia. Ostatni raz, kiedy miała migrenę, był dniem objawienia się jej umiejętności. Od tamtej pory, jej głowa działała bez zarzutu. – Ile stolików jest w świetlicy? Albo ile książek ma w swoim biurze wujek Alban? Ile guzików ma nasza pościel? – Zarzuciła ją pytaniami nie bez powodu. To był wstęp do tego, jak zamierzała wytłumaczyć jej działania swojej głowy. Przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-08, 20:45   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Val podeszła jeszcze bliżej szyby. Zupełnie tak, jakby chciała objąć Summer albo chociaż być troszkę bliżej. Było jej przykro z tego powodu, że często Zielonych nie biorą na misję. Szczególnie jej. Ale... Po prostu tak czasem bywa. I ona sama to rozumiała - niektórzy wymyślają taktyki i ustawiają innych. Ci inni zaś z drugiej strony wystawiani są na pierwszy front. Val za to miała coś zupełnie odwrotnego - ciężko czasem było jej chodzić na misje. Niektóre koszmary, dotyczące tego, jak pozbywa się jakichś ludzi a oni płoną... Wracają nocami. Kiedyś dzieliła się nimi z Cassiem. Możliwe, że dlatego potem nauczyła się je znosić. Wiedziała, że Liga po coś ją powołała, jednak... Cholera, czy ona serio musiała robić takie rzeczy? Czasami specjalnie udawała, że nie potrafi zapanować nad iskrą w tę czy tamtą stronę... Tylko po to, żeby znowu trafić do tego słoika.
- Z pewnością głupkowieją, skoro nie puszczają kogoś takiego jak ty na misję! - powiedziała, chociaż nie do końca to rozumiała. Ale skoro Summer bardzo chciała pójść na misję, to powinna ją jakoś wspierać i sprawiać, żeby nie czuła się z tego powodu odrzucona.
- Jak to nieatrakcyjny? Hayden cały czas gapi się na te truposze w książce z obrazkami - powiedziała i roześmiała się. Również lubiła czasem poprzeglądać komiksy, jednak nigdy ich specjalnie nie czytała. Czasem miała z czytaniem małe problemy... Jednak to zbyt wstydliwe, żeby mówić o tym przy kimś, kto poprawia naukowców!
- Nawet tak nie mów! - Pisnęła, swoim wysokim głosikiem i lekko się odsunęła. Po chwili zaczęła lamentować:
- Nie nie mów tak! Ja żyję, przecież sama widzisz! Nie wytwarzam tych gazów bo umarłam... One tak się robią, bo właśnie żyję - powiedziała szybko i ponownie zbliżyła się do przyjaciółki.
- Oh! Ile książek ma Alban! Tego jestem ciekawa. Albo... Ciekawe co można policzyć u Haydena. Lubię go. Albo... O, może wiesz ile ja mam książek? Pamiętasz, jak Ci je pokazywałam? O rany, nie wierzę, że to zapamiętasz!
Mimo iż Valerie spędziła kawał swojego dzieciństwa pośród ludzi, którzy posiadali pamięć fotograficzną, to i tak za każdym razem to wszystko było... jak magia.
- Oh, chcesz, żebym pokazała Ci zaraz sztuczkę. Może pamiętasz jaka była ostatnia karta, którą wybrałaś, jako swoją kartę? Pamiętasz? Wtedy, gdy znalazła się w moim bucie!
Pamiętasz?Interesujące słowo, szczególnie podczas rozmów z Zieloną.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-08, 21:32   
   Multikonta: Emilka


- No właśnie ty żyjesz, one nie. Jaki to jest ciekawy paradoks! – Wreszcie udało jej się wpleść słowo „paradoks” do jakiejś wypowiedzi. Uważała, że powinna używać bardziej wyszukanego słownictwa, żeby traktowano ją doroślej. Przejrzała więc kilka słowników i „paradoks” wydał się jej najciekawszym i najlepiej brzmiącym słowem. Od tamtej pory, szukała okazji by móc się pochwalić jego znajomością, tyle że jak na złość, żadna rozmowa nie okazywała się odpowiednia. Aż do teraz. Dumna, ze swojego bogactwa językowego, znów uśmiechnęła się szeroko do Val.
- Wujek Alban ma dokładnie 112 książek. U Haydena to jakieś dwa stosy komiksów, które są strasznie głupie. Ma ich może z 50. A ty, do tej pory, pokazywałaś mi równo 15 książek. – Udało jej się oddzielić od siebie wszystkie pytania zadane z zawrotną szybkością. Potem, zamilkła na chwilę, zastanawiając się jak wytłumaczyć sens swojego pytania. Bo nie chodziło tu o zapamiętywanie, tylko zgoła inną rzecz. Na szczęście, miała do pomocy swojego idola – pana Holmesa – i jego objaśnienia.
- Normalni ludzie patrzą ale nie widzą. My – Zieloni – potrafimy widzieć. Dostrzegać to, co dla umysłu zwykłego człowieka jest nieważne. – Tchnęła życie w słowa fikcyjnego bohatera, który nawiasem mówiąc, miał rację. Był uosobieniem wprawy, do jakiej Summer chciała dojść. I zrobił to wszytsko, nie dzięki wirusowi, który zmutował jego mózg, tylko własnej pracy. - No i trochę pomaga nam w tym fotograficzna pamięć.
- A potem spalił ci się but? – zapytała, walcząc ze śmiechem. Dokładnie pamiętała, całą sztuczkę. Oczywiście, rozgryzienie jej nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu, ale i tak z ciekawością przyjrzała się Val. – No, pokazuj! Może zostaniesz magikiem. Będziesz jak David Copperfield. Valerie Cadlefield!
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-09, 12:46   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Co to znaczy "paradoks"? - zapytała i popatrzyła na nią znowu tym zdziwionym wzrokiem szczeniaczka, który nie do końca rozumie czego wymaga od niego pan. Jeezu, ledwo czytała skomplikowane nazwy typu "ropucha brazylijska", a tutaj jej przyjaciółka wyjeżdża z takimi słowami. Było jej głupio, że zawsze obijała się w szkole i wolała grać w piłkę czy chodzić po drzewach. Zresztą jej ojciec nigdy nie wymagał od niej wzorowych ocen. Wystarczyło tylko żeby poszła z przyrodnimi siostrami pograć w coś - futbol, koszykówka.
- Oh, naucz mnie widzieć tak, jak Ty widzisz! To musi być strasznie fajne. Mogłabym zauważyć o wiele więcej. Czasem żałuje, że nie mam jakichś innych zdolności tylko to. Cały czas mam tylko przez nie kłopoty - powiedziała naburmuszonym głosem i splotła swoje ręce na wysokości klatki piersiowej. Zamieniłaby to władanie iskierkami na super-mózg. To dopiero byłaby transakcja roku!
- Okej, zobacz na poją sztuczkę! - wtem Valerie ruszyła w kierunku ognioodpornego pudełka, które leżało pod jej łóżkiem. Miało dość skomplikowany system zamykania jak i otwierania - w końcu musiało wytrzymywać płomienie i nieludzkie temperatury, prawda? Przypominało trochę czarne skrzynki, które montuje się w samolotach. Szczerze to już nie pamięta od kogo dostała ten cudowny pojemnik. Gdy tylko otworzyła go, od razu nieco bardziej się... uspokoiła? Wiedziała, że teraz każdy napływ emocji, który poskutkuje ogniem, pozbawi ją kolekcji książek, kart i innych ważnych dla niej rzeczy. To wszystko było dla niej wielkim egzaminem. Musiała obchodzić się ze wszystkim jak z łyżką, na której leży jajko i która jest trzymana w ustach. Wiedziała, że jak uderzy się w mały palec czy coś w ten deseń, to pokój momentalnie zaleje się płomieniami i pozbawi ją ulubionych rzeczy. Przyniosła więc karty, a resztę zamknęła w skrytce. Następnie wyciągnęła z talii trzy karty i pokazała je Summer.
- Nauczyłam się tego ostatnio jak tutaj siedziałam. Zobacz, to trzy karty. Jedna dama i dwa dżokery. Jak znajdziesz damę to wygrywasz - powiedziała radosnym głosem, pokazując jej wcześniej wszystkie karty. Oczywiście rogi niektórych z nich były lekko nadpalone. Nawet, jeżeli Valerie tego nie chciała, to i tak przy mocniejszym potarciu karty o jej dłoń - papier pochłaniał ogień. Zupełnie tak, jakby jej dłonie w połączeniu z czymkolwiek innym (łatwopalnym) tworzyły coś na wzór zapałek.
Valerie zaczęła przekładać karty i po chwili zapytała Summer z uśmiechem:
- Gdzie jest dama? - Powiedziała dziewczynka i pokazała jej trzy karty.
Oczywiście - patrząc na to, że Summer widzi o wiele więcej, świetnie wiedziała, że Valerie w rzeczywistości miała o wiele więcej kart i nieważne jaką by wybrała i tak dziewczyna szybko przełożyłaby złą kartę na wierzch. Tylko czy da Val tą satysfakcję?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-10, 17:16   
   Multikonta: Emilka


- To coś, co powinno sobie zaprzeczać i być niemożliwe, a jednak istnieje – powiedziała, zmieniając treść książkowej definicji na nieco bardziej przystępny język. Fotograficzna pamięć, była naprawdę niezwykła. Summer potrafiła w dowolnej chwili przywołać obraz strony, którą czytała kilka miesięcy temu.
- Mój mózg pracuje tak bardzo, bardzo szybko. Dlatego, to raczej niemożliwe, żebyś nauczyła się tak myśleć. Po prostu, musisz być bardzo uważna. Pamiętaj, że sedno zazwyczaj tkwi w szczegółach. No i że oczywiste wyjścia, są zazwyczaj błędne. – Znów parafrazowała Sherlocka. - Przestań, Val. Twoje umiejętności są superekstrafajne! Możesz podpalać ludziom włosy! Albo podgrzewać sobie wodę . – Aż wstała, podchodząc bliżej do szyby. Mówiła z taką ekscytacją w głosie, jakiej Valerie nigdy przedtem nie mogła usłyszeć. – Jesteś taka szybka! Możesz ziać ogniem! I wytwarzasz takie same gazy jak trupy! Val, ta moc to najlepsza rzecz na Ziemi. Jest lepsza od lodów karmelowych! – Tak bardzo jej zazdrościła! Zieloni nigdy nie byli doceniani, przez brak „użytecznych” mocy. Zawsze traktowano ich, jako gorszych, a wredniejsze dzieciaki, nazywały ich łamagami. Summer nie potrafiła się z tym pogodzić. Przywykła do bycia najlepszą, a w tym wypadku zajęła miejsce na szarych końcach. Trochę posmutniała, że Czerwona nie docenia tego co ma. Usiała ponownie na podłodze i zaczęła przyglądać się sztuczce Val. Wskazała kartę, choć rozgryzła o co chodzi. Zgodnie z jej przewidywaniami, wybrała źle. Niestety, nie potrafiła przegrywać.
- Musisz przekładać złą kartę trochę szybciej, a będzie super. – Uśmiechnęła się, nie dając Valerie nacieszyć się sztuczką. Uwielbiała dziewczynkę, ale kiedy wchodziła w grę jakakolwiek rywalizacja, to robiła się bezwzględna. Naprawdę, wyrastało z niej niepokojące stworzonko.
- Nauczyłaś się tego sama? Bez książek? – zapytała, bo naprawdę ją to dziwiło. – Obiecuję, że wymyślę kiedyś ognioodporny papier! – Położyła rękę na piersi, jakby składała jakąś bardzo ważną przysięgę. - A tak w ogóle, to kiedy cię stąd wypuszczą? Żeby to uczcić, włamiemy się do stołówki i weźmiemy sobie coś dobrego.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-10, 22:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Na przykład ja? Tak jak mówiłaś? Mogę płonąć, a żyje. Inni ludzie umierają od ognia.
Zupełnie jak moi rodzice - dodała sobie w myślach. Ale wiedziała, że bycie kimś takim i walenie takich tekstów to zły temat do rozmów. Wielokrotnie po przybyciu do Ligi spotykała się z psychologami. Tam już wygadała się na takie tematy, więc nie musiała wspominać o nich Summer. Poza tym... Przecież jej rodzice żyli, prawda? Zagadka trafienia do Ligi i opuszczenia domu rodzinnego wciąż gdzieś tam była, ale od kiedy Val poznała oddział zero nie zastanawiała się nad tym ani przez momencik. Tak, jakby przeszłość przestała istnieć a ona nigdy nie miała rodziców. Oddział Zero był jej rodziną. Summer, Iris, Mia, Cassie. Hayden też. W jakimś sensie.
Gadanina Summer raczej nie była dla niej specjalnie jasna. Jakie wyjścia? Rozumiała, że diabeł tkwi w szczegółach - słyszała już ten tekścik gdy rozwiązywała łamigłówki, które dał jej Alban. Jednak ciężko było jej pojąć tłumaczenia Zielonej. Zapewne równie ciężko było wyjaśnić to komuś.
Noo... Trik z wodą był przydatny. Szczególnie jak w łazienkach ktoś zużył cały zapas ciepłej. Ale...
- Nie, nie lubię podpalać włosów. A twoich to już w ogóle. Są takie ładne - powiedziała i uśmiechnęła się. Zaczęła obwijać sobie na palcu kosmyk swoich, długich, złotych blond loczków.
- Nie lubię swoich płomyczków. Cały czas mam przez nie kłopoty! - oczywiście była to prawda. Wiadomo, różnie było... Ale głównie przysparzały jej krępujących sytuacji.
- Co?! Przekładałam je wystarczająco szybko - powiedziała do niej, marszcząc przy tym blady nosek. No jak tak można! Zresztą... Szybciej chyba już nie mogła tego zrobić. Lekko ją to zasmuciło, ale... Głowa do góry. Wreszcie ją przechytrzy... Jakoś.
- O rany, byłabym Ci tak bardzo wdzięczna! Najbardziej to chciałabym mieć jakieś ognioodporne ubranka. Tylko takie wiesz... Ładniejsze. Te głupie uniformy to jedyna rzecz w której mogę chodzić, bo inaczej wszystko się spala i zostaję goła. Chciałabym mieć jakąś sukienkę - powiedziała i westchnęła. Po chwili dodała:
- Tak. Znaczy... Hayden mi to pokazał, a potem ja powtarzałam tak ciągle, aż się nauczyłam.
W sumie zastanawiało ją to... Kiedy ją wypuszczą? Na pewno jak się opanuje. Ale kiedy się opanuje? Kto zadecyduje o tym że jest opanowana? Zwykle wypuszczano ją tylko na treningi, a potem, jak ktoś nie zapomniał jej zamknąć, to paradowała po bazie ile wlezie... Póki czyjeś włosy nie ucierpiały.
- Nie wiem Summer. Chciałabym już wyjść, ale boję się, że coś podpalę i znowu będą kłopoty - lekko przygnębiło ją to pytanie.
- A tak... Widzisz no siedzę tutaj. Tutaj nikogo nie skrzywdzę.
Zacytowała słowa jednego z wredniejszych agentów Ligi.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-11, 20:04   
   Multikonta: Emilka


Dokładnie. – Dumna, kiwnęła głową potwierdzając słowa Valerie. Dokładnie o to jej chodziło. Summer miała dość specyficzne podejście do wszystkich Zerówek i Albana. Byli wyjątkami, których nie uważała za niższą, bezmózgową formę bytu. Nawet, jeśli ich rozmowy nie zawsze były na wyrównanym poziomie, to z niewiadomych względów wcale jej to nie przeszkadzało. Traktowała ich po prostu na równi ze sobą.
- Sukienka? Okej, spróbuję coś wytrzasnąć. Chociaż, zupełnie nie znam się na szyciu. Zawsze wbijam sobie igłę do ręki. – Summer zdecydowanie preferowała workowate, chłopięce ubrania. Sukienki i spódniczki, wydawały jej się strasznie niepraktyczne. Dlatego niespecjalnie rozumiała wybór Valerie, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Swoją drogą, to faktycznie nie mmiała najmniejszego pojęcia na temat szycia. Jednak, była przekonana, że jeśli przysiądzie nad odpowiednią książką to w kilka dni, będzie zdolna uszyć Val piękną kreację. W końcu łatwo przyswajała wiedzę i była bardzo zdolna. No i niesamowicie skromna…
- Faktycznie, jesteś jak chodzące kłopoty. –Mruknęła, zupełnie nie zdając sobie sprawy ze swojego barku taktu. - Ale to zupełnie tak jak ja! To znaczy, może akurat ja nie podpalam ludzi i ich włosów, ale obie jesteśmy strasznie nieznośnie. – Instynktownie dotknęła swoich, biednych loków. Może uszyje też ognioodporny czepek? – Nic w tym złego. Bez nas, byłoby tu nudno! – Och, gdyby tylko mogła ją właśnie przytulić. Tylko przeszkadzała jej w tym głupia szyba. – Wczoraj na przykład, wybuchł mi w rękach prototyp bomby dymnej. Trzeba było ewakuować całe piętro!
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-12, 12:29   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Myślałam, że z takim mózgiem znasz się na wszystkim - powiedziała i zaśmiała się uroczo. No przecież taki geniusz jak Summer musiał umieć robić jakieś czynności manualne. Szczególnie te proste.
- Ciekawe czy są takie ognioodporne sukienki. Widziałaś inne dziewczyny? Też są czerwone i chodzą w normalnych ubraniach. Ja nie mogę. Szkoda, co? - powiedziała i westchnęła po chwili. Od razu jej głowa zalała się myślami o tym, jak zakłada jeden z tych ślicznych ciuchów, które często ktoś przynosi do bazy. I po chwili pojawił się obraz, na którym Valerie pośród innych dzieci zalewa się płomieniami a z jej ubrania zostaje tylko popiół. Ten obraz tak bardzo utknął w pamięci dziewczyny, że nawet teraz na jej ciele pojawiły się małe iskierki i nieco większe smugi dymu. Zamyśliła się. Ale tak to działało...
- Ups, ups! - powiedziała i dmuchnęła na swoje dłonie, które po chwili zgasły jak dwie zdmuchnięte zapałki. Zresztą, jej chude i długie palce przypominały takie zapałeczki.
- Widzisz... Mówiłam. Ty mówiłaś. Chodzące kłopoty - westchnęła Val i opuściła ręce. Ostatnia kwestia Summer nieco ją zainteresowała i po chwili podniosła nosek do góry i dodała:
- Ty? Nieznośna? Kto Ci tak powiedział! Jesteś super-mądra, bynajmniej wszyscy lubią z tobą rozmawiać - powiedziała, nie do końca zdając sobie sprawę, co oznacza to słówko. Ale chciała być mądralą podobnie jak jej przyjaciółka i tez używać trudnych słów. Zresztą... Wiele osób go używało, a jeszcze więcej sprzeczało się co do jego znaczenia. Dlatego tak bardzo zakotwiczyło się jej w pamięci.
- Bomby dymnej?! Ale super. Ile ja bym dała, żeby umieć zbudować coś fajnego. Umiesz stworzyć chociażby robota, albo coś takiego?
Roboty są czadowe! Chociaż Val nigdy żadnego nie widziała...
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-12, 15:54   
   Multikonta: Emilka


- Waśnie dlatego, to tajemnica. Nie mów nikomu, bo znów będą się ze mnie śmiali – poprosiła, walcząc z zażenowaniem. Chciała uchodzić za idealną, a plotki, że jest w czymś kiepska naprawdę były jej nie w smak. Jednak, Val była jej przyjaciółką. Im mówi się takie rzeczy, tak? W jednej z książek, które pomagały jej funkcjonować wśród ludzi, wyczytała, że wymienianie się sekretami zacieśnia więzy. To właśnie próbowała zrobić. - A sukienkami się nie przejmuj. Wreszcie uda ci się nad tym zapanować i będziesz chodziła ubrana jak tylko chcesz! Tylko, że nie rozumiem czemu ubrania są aż takie istotne. Co to za różnica, co msz na sobie? - Spojrzała na swój czarny, podziurawiony sweterek i wytarte spodnie.
- Axford tak twierdzi. Właściwie, to wszyscy mi tak mówią. – Wzruszyła ramionami, niezbyt się tym faktem przejmując. Wręcz odwrotnie, pasowała jej łatka łobuza. Zacierała stereotyp grzecznych i ułożonych Zielonych.
- Tak, to mój własny projekt. – Powiedziała z dumą. – Ma kształt metalowej kuli i zapalnik na odcisk palca. Podobno, jest bardzo niepraktyczna no i wczoraj wyszło na jaw, że ten odcisk to jednak zły pomysł. Ale, coś jeszcze wymyślę. Będzie to najlepszy wynalazek na świecie! – Była tego pewna. Wierzyła, że wreszcie wybuduje coś, co zdobędzie uznanie w oczach całej Ligii. Póki co, jedynie naprawiała zepsute sprzęty i udoskonalała, te głupie plany. W laboratorium siedziała, jedynie okazyjnie, zarywając obiady. Gdyby tylko udało jej się
- No pewnie, że umiem budować roboty! Potrafiłam nawet przed epidemią. Wygrałam konkurs stanowy, z moim SXN09. Tylko, że wtedy to nie rozumiałam wielu rzeczy. Teraz skonstruowałbym go o wiele lepiej. – To był jedyny konkurs, w którym uczestniczyła z bratem, a nie przeciwko niemu. Okazali się zgranym duetem, odpuszczając sobie nawet przepychanki. To był jeden jedyny moment, kiedy zawiesili swoją odwieczną rywalizację. – Wtedy pomagał mi Day.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-13, 18:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Jak to co za różnica? Zresztą o czym my rozmawiamy! - zaśmiała się dziewczyna, po chwili dodała:
- Możesz zawsze chodzić w czym chcesz, więc nie robi Ci to różnicy! Ja od kiedy zaczęłam ziać ogniem, cały czas chodzę w tym brzydkim uniformie. Cała moja szafa to uniformy! - oburzyła się i splotła dłonie. No, taka była prawda! A nikomu to nie mogło tak przeszkadzać jak Valerie, która bądź co bądź była chłopczycą - na taką pozowała. Jednak w głębi uwielbiała ładne sukieneczki, spódniczki, ogrodniczki i te sprawy. Tylko... Wszystkie zostały spalone. No cóż, co poradzić?
- Dlaczego odcisk jest złym pomysłem? - zapytała przyjaciółki i przyłożyła sobie palec wskazujący do podbródka. Ahh, zaczynała się zastanawiać, jak może działać taki wynalazek - dlaczego aktywacja bomby ma działać na palec? Przecież to w sumie całkiem fajny pomysł - nikt obcy nie odpali naszej bomby!
- Jak wyglądał ten robot? Heej, może skonstruujesz jakiegoś teraz? Gdybym miała takiego robotowego przyjaciela, który byłby odporny na mój ogień... To byłoby ekstra! Znaczy... Oczywiście żaden przyjaciel nie zastąpi mi Ciebie! - dodała po chwili, jakby chciała od razu wyjaśnić gafę, którą palnęła.
- Kto to Day? - zapytała.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-14, 20:21   
   Multikonta: Emilka


- Bo aktywowana jest dotykiem palca. Jeśli źle ją chwycisz, to odpalisz ładunek nie mając o tym pojęcia. – Wyjaśniła. Dokładnie to samo, wydarzyło się w bazie. Po prostu, eksplodowała w kieszeni jednego Agenta. Na szczęście, obyło się bez strat w ludziach. – Potrzebne są dodatkowe zabezpieczenia przed niekontrolowany wybuchem. – Póki co, nie miała najmniejszego pojęcia jak ten problem rozwiązać. Oczywiście, prędzej czy później wymyśli jakieś wyjście. Na chwilę obecną, cierpiała jednak na wyjątkowy brak weny. Miała nadzieję, że rozmowa z Val pobudzi jakoś jej szare komórki do funkcjonowania.
- Początkowo, miał wyglądać jak pies. Ostatecznie, zrezygnowałam z jakiegokolwiek rozpoznawalnego kształtu, na rzecz kilku ulepszeń. - Skrzywiła się, na wspomnienie tego koślawego pudła. Naprawdę, teraz zrobiłaby go o wiele lepiej. Ba, nie dość, że byłby dwa razy mniejszy, to jeszcze kilkukrotnie lepiej wyposażony. – W sumie, to nie jest zły pomysł. Mogę ci coś skonstruować. Tylko wiesz, to trwa. - Po głowie zaczęły krążyć jej najróżniejsze schematy. Planowanie całej konstrukcji, skutecznie przerwało jedno pytanie.
- Day, to mój brat. – Wyjaśniła, odwracając głowę. Nigdy wcześniej o nim nie opowiadała i to chyba był najwyższy czas, by uchyliła rąbka tajemnicy. Nie lubiła rozmawiać o przeszłości. Val, wiedziała jedynie, że Zielona trafiła do Ośrodka Badawczego i Liga ją stamtąd odbiła. Nie miała jednak pojęcia, na temat jej rodziny i wcześniejszego życia. – On, też był Psi. Tak samo jak ty, należał do chodzących zapałek.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-16, 16:10   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- No w sumie to trochę głupkowate - powiedziała i zaczęła się przez chwilę nad tym zastanawiać. Szczerze to głęboko wierzyła w te wszystkie wynalazki, nad którymi pracuje Summer. Chociaż to, że można takie coś zaprojektować nie mieściło jej się nawet w głowie.
- Ee... No i zrobisz dodatkowe zabezpieczenia? - zapytała jej, siadając po turecku i opierając swoje dłonie na kolanach.
- A właściwie możesz w laboratorium robić to, co chcesz? - dodała po chwili. W sumie rozmyślała często nad tym, jak to wszystko tak wygląda. Gdyby ona miała taki łeb i mogła sobie konstruować to, co tylko chciała... Od razu zrobiłaby masę fajnych gadżetów dla siebie jak i dla innych.
- Co się z nim stało? - zapytała bez żadnych wstępów. Szczerze to dobrze wiedziała, że temat rodziny dla wielu osób był dość bolesny. Możliwe, że w jakimś stopniu nawet i dla niej samej. Tyle, że gdy ona wyrządziła im krzywdę to nawet nie zdawała sobie z tego do końca sprawy. Wielu czerwonych po prostu zabiło swoje rodziny w przypływie emocji po otrzymaniu zdolności psionicznych. Ale ona wcale nie tęskniła - nie myślała o swoich siostrach, ojczymie. Nie było dla nich miejsca teraz, gdy była w Lidze. Summer była jej rodziną. Tak samo reszta oddziału, Hayden a nawet i sam Alban. Popatrzyła tylko na Summer i dodała po chwili, marszcząc czoło:
- On nie żyje, co nie? - ot tak, po prostu te kilka słów wyszło z jej ust, chociaż pewnie nawet tego nie chciała. To oczywiste, że ranienie kogoś tak bliskiego nie leżało w jej naturze, ale... Powoli małe iskierki zaczęły spadać z jej włosów. Nagły przypływ emocji tak na nią działał. Zaczęła zastanawiać się nad tym, co może czuć teraz Summer. Może dlatego tak często do niej przychodzi? W końcu jest czerwona, prawda? Może Valerie serio przypomina jej go? O ile stało się z nim to, co się stało. Dziewczynka uniosła głowę i zaczęła patrzeć prosto w oczy Zielonej.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-18, 13:21   
   Multikonta: Emilka


- Zrobię, o ile jakieś wymyślę. – Podrapała się po głowie, trochę zawstydzona. Jedna rozmowa, a ujawniała o niej tyle rzeczy. Nie przywykła do tego. Zawsze ukrywała swoje braki, przed resztą – Oficjalnie, w laboratorium nie ma samowolki. Ja jestem na tyle sprytna, że robię co chcę…zazwyczaj.
Temat Day’a był dla niej dziwny. Niby za nim tęskniła, ale po roku jej żałoba zupełnie przeszła. Właściwie, to zupełnie przestała o nim myśleć, w momencie gdy poznała Zera. Nie wiedziała, czy mogła nazwać ich przyjaciółmi – takowych nigdy nie posiadała – ale w jakimś sensie, zastępowali jej rodzinę. A Valerie, była całkiem podobna do jej brata. Może, trochę mniej uparta i zarozumiała, ale miała w sobie coś, co skutecznie odciągało Summer od wspomnień Day’a.
- Tak, nie żyje. Zginął, gdy odbijali nas z Ośrodka. Agenci twierdzą, że został postrzelony prosto w czoło. – Dotknęła tego miejsca palcem. To było dziwne. Broń i pociski były dziwne. Jeden strzał kilkumetrowym kawałkiem ołowiu i człowiek umierał. Z jednej strony ją to przerażało, a z drugiej fascynowało. – Swojego czasu, był prawie tak samo mądry co ja. Organizowaliśmy takie wyścigi, o każdą durną rzecz. – Wygrała ostateczną konkurencję – życie.
- Wiesz, że chemik nie umiera? On tylko przestaje reagować - zachichotała, próbując zmienić temat. Koniec tej szczerości, bo zaraz faktycznie zacznie tęsknić za nieszczęsnym braciszkiem. Nie chciała rozpamiętywać czegoś, na co nie miała wpływu.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-19, 12:23   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Biedny Day. Ja miałam dwie głupie siostry. Nigdy za nimi nie przepadałam - powiedziała zgodnie z prawdą i lekko przekrzywiła głowę.
Swoją drogą to właśnie przez to czuła tak wielką jedność ze swoim oddziałem. Nigdy nie miała rodziny, którą mogła pokochać. Nie miała przyjaciół, którym mogła ufać i z którymi mogła spędzać czas. Teraz wszystko wydawało się zupełnie inne. Zupełnie lepsze i fajniejsze. Była szczęśliwa, że miała to wszystko, nawet jeśli większość swojego życia spędzała teraz w szklanej puszcze, gdzie nie mogła nikogo skrzywdzić.
- Hej, chcesz zobaczyć jeszcze jakąś sztuczkę? - powiedziała, starając się jakoś rozluźnić sytuację. Widziała zresztą, że Summer też chciała zrobić coś podobnego.
- Chciałabym mieć więcej atlasów. Takich ze zwierzętami. Może Ty dałabyś radę mi jakieś załatwić? - popatrzyła na nią oczkami szczeniaczka i dodała, sięgając znowu po swoje magiczne, ognioodporne pudełko:
- Mam ich tylko kilka. Spójrz, to mój ulubiony. Zagrożone gatunki - powiedziała i otworzyła książkę. Niestety, mimo iż był to jej ulubiony przedmiot, to nawet i on miał na swoich rogach ślady po podpaleniach. Oczywiście był w całości - dało się przeczytać wszystko i tak dalej. Ciężko jednak było nie zwrócić uwagi na pożółknięte od temperatury strony. Valerie spojrzała na dziewczynę i dodała:
- Raz prawię go straciłam. Byłoby smutno, gdyby jednak zniszczył się z mojej winy, co? - powiedziała i zaczęła przekładać kartki, oglądając kolejne zwierzątka. Na jednym z nich się zatrzymała dodając:
- Spójrz. To lampart amurski. Szkoda, że jest na wyginięciu.
Podobnie jak Czerwoni, pomyślała.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-19, 14:26   
   Multikonta: Emilka


To, że Valerie podłapała zmianę tematu, bardzo ją ucieszyło. Nie chciała się tym wszystkim dołować. I tak miała już zły dzień, nie było sensu go pogarszać.
- Val, czy ja kiedykolwiek nie chciałam zobaczyć jakiejś twojej sztuczki? - Zapytała, kwaśno się uśmiechając. Lubiła je rozgryzać, co na pierwszy rzut oka, mogło się wydawać trochę okrutne. Tyle, że ona nie widziała w tym nic złego. Ot, następne zadanie, które wymagało ruszenia głową. Sztuczki nie były dla niej piękne czy magiczne. Były łamigłówką, a cała ich przyjemność polegała na znalezieniu rozwiązania.
- Myślę, że Cassie jest od szmuglowania. - Temu delikwentowi też zazdrościła mocy. W końcu podobno była najniebezpieczniejszą, ze wszystkich pięciu. Summer zawsze zastanawiała się, jak to jest moc wejść komuś do głowy. Co się wtedy czuje, czy da się selekcjonować informacje...Była też niezwykle ciekawa, jak to jest grzebać w umyśle Zielonych. W końcu oni myśleli inaczej, szybciej. Czy nie było to przypadkiem męczące, dla kogoś kto miał o wiele wolniejszy mózg? - I nie rób tych oczu. Na mnie nie działają. - Wystawiła język, a potem znów zachichotała. Nie z nią takie numery!
- Pamiętam, jak opowiadałaś o ropuchach, gdy pierwszy raz wezwał nas pan Alban. To z tego atlasu się o nich dowiedziałaś? - Przyjrzała się wysłużonej książce. Zrobiło jej się żal dziewczynki. Nie mogła nawet czytać bez obrócenia w proch rogów atlasu. Naprawdę, chciała wymyśleć coś użytecznego, co mogłoby jej pomóc. W końcu była wynalazcą, jak jej ojciec. - A gdybym zrobiła dla ciebie, takie specjalne rękawiczki do czytania i robienia sztuczek?
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-09-20, 13:14   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Okej. Spójrz tylko na to. Musisz pierwsze wybrać jedną kartę! - powiedziała wesolutko i zaczęła rozkładać przed Summer karty, rozszerzając całą talię w dłoniach. Zerknęła na nią, a potem znowu na karty. W sumie... Ciężko było przez szybę dokonać jakiegoś sensownego wyboru, ale jak inaczej miały to zrobić, prawda? Val czekała na jakiś znak, który pozwoli jej zidentyfikować jakąś kartę, która mogłaby być okej dla Summer.
- Może jak go poproszę, to załatwi coś dla mnie... - dodała i zaczęła się zastanawiać. Chciała więcej atlasów, książek, innych fajnych przedmiotów. Lubiła dostawać prezenty, nawet jeśli były to jakieś nudne, pozornie niewarte uwagi przedmioty. Ważne, że był dla niej. Nic innego się nie liczyło. W sumie mogłaby poprosić przyjaciela o załatwienie czegoś. Zawsze byłaby to jakaś odskocznia od meczenia Haydena, prawda?
- Niee... Ropucha brazylijska była w innym atlasie. Chyba go gdzieś zapodziałam... Ale ten też jest fajny! To o zagrożonych gatunkach w Ameryce. O, właśnie zobacz... - wtem dziewczynka zaczęła przyglądać się książce, a po chwili nieudolnie zaczęła czytać opis wyżej wymienionego zwierzaka:
- Lamprat amr... amurski jest sa-samo... Samotnikiem! Prowadzi nocny tryb życia... Du...Dułż... Dłuższe i szerersze... Szersze... - Podniosła głowę. O mamo, była cała czerwona na policzkach. Nie spodziewała się, że czytanie będzie jej aż tak kiepsko szło. Zresztą, wiedziała, że jest w tym kiepska. Ale że aż tak? Zwykle czytała w myślach tylko dla siebie. Zajmowało jej to sporo czasu, ale nie wiedziała, że to aż tyle. Dodała do przyjaciółki, lekko się krzywiąc i marszcząc nosek:
- Myślałam, że pójdzie mi lepiej. To trochę wstyd, co...?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Summer Dawson
Ziemniak


19

Zielona




Wysłany: 2016-09-22, 18:10   
   Multikonta: Emilka


- Ósma karta, po twojej lewej. Dama pik. – Oparła podbródek na kolanach, uważnie przyglądając się co też Val wymyśli tym razem.
- Oczywiście, że załatwi. Jeśli nie, to będzie miał ze mną do czynienia. – Nikt nie chciał zaznać zemsty Summer Dawson. Nie dość, że była geniuszem, to jeszcze szalonym i bezwzględnym. Miała cały wachlarz możliwości, nie wahając się ich używać. Zresztą, Cissy była już boleśnie doświadczona w tej kwestii. I oczywiście nie znała sprawcy całego incydentu. Także, Val nie musiała się obawiać – dostanie czego chce. Już Dawson o to zadba.
Potem, jej myśli poszybowały w jeszcze odleglejszą przeszłość. Wspomnienie całego tego zamieszania związanego z ich spotkaniem, wywołało na twarzy dziewczynki kolejny uśmiech. I pomyśleć, że jeszcze rok temu byli sobie zupełnie obcy. A wszystko zaczęło się od nieszczęsnego dywanu i roztoczy. No i oczywiście pana Albana, który stwierdził, że będą tworzyli zgrany zespół. Nie pomylił się. Choć nie zmieniało to faktu, że nie wysyłał jej na misje i wciąż była na niego zła.
- Może po prostu powstrzymaj się od czytania innym – stwierdziła, jak zwykle będąc nieprzyjemnie szczerą. Nie widziała jednak nic złego w swojej odpowiedzi. Przecież jak najbardziej Val akceptowała, nawet jeśli miała problemy z czytaniem. Pewnie w wypadku innej osoby by się roześmiała, ale to byłą jej przyjaciółka. Wszystkim Zerom płazem uchodziło o wiele więcej rzeczy, niż reszcie. Tak, jakby jej wredna strona się przy nich wyłączała. – To podobno normalne dla Czerwonych. Trochę poćwiczysz i będzie dobrze. – Dodała, choć akurat nie miało to za zadanie pocieszyć dziewczynki. Ot, stwierdziła fakt.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,184 sekundy. Zapytań do SQL: 10