Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Plaża
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-09-18, 20:10   Plaża [Cytuj]

Plaża nie jest wcale dość spora. Mało kiedy ktoś tutaj przychodzi, więc wygląda na dość opuszczoną. Nie znajduje się tutaj absolutnie nic. Czasami jednak ktoś zostawi tutaj jakiś stary leżak czy krzesło. Oczywiście plaża jest non-stop strzeżona, a niedaleko niej znajduje się przystań.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-10-03, 17:02   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Valerie przez dłuższy czas nie wierzyła w to, co właściwie widzi. Miała tam nawet dostęp do internetu, w co kompletnie już nie mogła uwierzyć. Ale... Czy tak miało być już zawsze? Miała być już do końca życia członkiem tak wspaniałej organizacji, która ewidentnie chciała im pomóc? To ją przerastało, choć z drugiej strony napawało optymizmem. Będzie miała normalne warunki do życia, będzie mogła czytać, śmiać się i... Oddział Zero. No tak. Wciąż była od nich odizolowana. Nie miała żadnego kontaktu z żadnym ze swoich przyjaciół. Już oczywiście nie było mowy o jakiejkolwiek rozmowie z Albanem. Był zdrajcą, a Valerie zadziwiająco normalnie to przyjęła. Po prostu, skoro tak mówią, to może to prawda? Zresztą i tak nie pozwolili nikomu z nim rozmawiać, a ona zapewne i tak była zbyt przerażona i zestresowana by o to pytać. Musiała więc przyjąć fakty takimi, jakie były. Zerknęła na Lottie, która również opuściła helikopter. Wszyscy stali teraz na plaży, obok której było mniejsze lądowisko. Piach od razu znalazł miejsce w ich butach, a wiatr zaczął rozwiewać ich włosy. Witamy w Pryzmacie - cisnęło się na usta. Albo witamy w raju, czy czymkolwiek tego pokroju. Nie dali im żadnych wytycznych, mieli po prostu się zadomowić, a gdyby czegoś potrzebowali to niech użyją przycisków, które zostały im rozdane. Val po chwili dodała do nowej koleżanki:
- Rozejrzymy się?
Czuła dziwną więź z nią. Zapewne obie były w tym samym wieku, jeśli chodziło o mentalność. I obie były czerwone, prawda?
_________________


 
 
Lottie Syfried


12

prawie różowa




Wysłany: 2016-10-07, 22:50   
   Multikonta: Angelina
[Cytuj]

Czuła małe ziarenka, niemiło przemieszczające się w jej bucikach. Od śmigieł helikoptera wciąż dookoła nich latały pojedyncze drobinki. Uderzały co chwilę w kogoś. Lottie miała już piasek wszędzie. Chropowate kuleczki drażniły jej delikatną skórę. Ogień nie był jej straszny, ale ziarenka piasku to zupełnie inna sprawa. One były co najmniej uciążliwe. Gdzieś za nią szumiała woda, przez co czuła się jeszcze bardziej niekomfortowo. Nigdy nie przepadała za dużymi zbiornikami wodnymi, a władanie ogniem wcale nie pomogło jej w tej fobii. Po prostu ogień i woda nie mieszają się raczej. Mały raj zrobił jak na razie średnie wrażenie.
Wpatrywała się w fale, uderzające ze wzmocnioną siłą w niewinny piasek, gdy usłyszała głos. Nie przywykła do rozmów z innymi dzieciakami. W lidze była praktycznie najmłodsza, więc poza misjami słyszała jedynie głos brata. Czasem brakowało jej kogoś do kogo mogłaby otworzyć buzię. Spojrzała w stronę dziewczyny. Była ona dużo starsza od Lottie. Przynajmniej na taką wyglądała. Wiedziała, że na pewno była czerwona. To ona stała obok Lotty, kiedy ich los się odmienił. Pokiwała głową, zgadzając się. Tu miało się wszystko zmienić i nie chciała być znów sama. Dobrze było mieć kogoś podobnego blisko siebie. Lottie zrobiła krok, zanurzając stopę głębiej w piasku. Uczucie było okropne. Jak można w ogóle bawić się nad morzem? To nie brzmi jak dobra zabawa...
_________________
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-10-08, 00:57   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Cóż, możliwe, że była od niej starsza. Mimo to dziewczyna czuła tą cholerną więź. I w sumie też była samotna, cholernie samotna - a tego rzecz jasna nie chciała. Myśl o tym, że cały jej oddział trafił szlag przeszywała ją i sprawiała, że nie potrafiła wręcz racjonalnie myśleć. Fakt tego, że teraz trafiła na jakąś wyspę sprawiał, że chciała usiąść na piasku, skulić się i rozpłakać. Bo tak zwykle reagowała na wszystkie przeciwności losu. No, ale pojawiła się Lottie. W sumie to Valerie sama do niej podeszła i stwierdziła, że rozmowa z nią będzie swojego rodzaju ratunkiem dla niej. Przynajmniej nie stanie się wrakiem, który przez następne dni będzie jedynie leżał w łóżku. Teraz w jakimś sensie miała odpowiedzialność - sama ją na siebie nałożyła. Lekko się uśmiechnęła do Lottie - oczywiście nadal czuła się lekko speszona. Na jej policzkach pojawił się rumieniec. Zaczęła po chwili mówić, lekko się jąkając:
- Chcesz poszukać naszego ee... - zacięła się. Kompletnie. Bo co miała w sumie powiedzieć? Nowego domu? Mieszkania? Miejsca do życia? Przerażał ją fakt tego, że w Lidze. W tym pieprzonym schronie zostało wszystko to, co tak kochała. Jej karty, atlasy, wszystkie pamiątki, które tak starannie zbierała przez wszystkie lata. A teraz to przepadło. Ta myśl tak bardzo ją dobiła, że Valerie zaczęła nerwowo przegryzać wargę, próbując powstrzymać nagły atak płaczu. Jej oczy zrobiły się szkliste od łez, które do nich napłynęły. Odruchowo opuściła głowę, pozwalając długim blond kosmykom zakryć wyraz jej twarzy. Nie chciała by Lottie widziała, że dziewczyna się załamała. Objęła swoje ramiona dłońmi i wzięła jeden, ciężki oddech. Następnie dodała szeptem, próbując nadal oszukiwać się i udawać, że jest okej:
- Pójdźmy poszukać jakiegoś pokoju naszego. Coś takiego... - wydusiła wreszcie z siebie i z opuszczoną głową podała Lottie prawą dłoń.

zt.
_________________


Ostatnio zmieniony przez Layla Gray 2016-10-15, 16:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-18, 12:22   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Cała droga na lądowisko była okropna. Vanessa czuła się obserwowana przez tysiące par oczu, kiedy w rzeczywistości wielu ich nie było. Miała taki mętlik w głowie, że umysł z łatwością płatał jej figle. Jeden dzień wystarczył, by posłać ją na jakieś zasrane szkolenie, na którym nie miała żadnych szans. Miała nadzieję zrobić coś nie tak… gdyby zobaczył jak wielką jest ciamajdą… posłałby ją tam? Nie. Widział Lilian. Donovan nie miał jeden skrupułów. Jeden i drugi… Wszystko było takie trudne i nierealne.
Niemniej jednak nie próbowała protestować. Ból nadgarstka jej przeszkadzał, ale zdawała sobie sprawę, że każda próba wyrwania się spod siły żołnierza mogłaby zakończyć się tragedią. Wolałaby trafić do lecznicy. Biały Szum byłby lepszą karą od jakiegoś szkolenia…
Jej przemyślenia przerwał widok Lilian i – wreszcie – lądowiska. Niemniej jednak zatrzymała się dłużej na przerażonej twarzy koleżanki. Czy mogła dalej ją tak nazywać? Szczerze wątpiła, że ta kiedykolwiek jej wybaczy. Wiedziała, że w Pryzmacie nie miała już nikogo…
- Wybacz – pokręciła lekko głową. Była cholernie słaba i głupia z czego zdała sobie sprawę dnia dzisiejszego. Jej oczy wypełniły słone łzy… póki co nie znalazły drogi ucieczki. Podejrzewała, że pokaże swoją niemoc już na szkoleniu. Ona w ogóle się do tego nie nadawała! A już na pewno nie Lilian. Ona była taka… spokojna i urocza. Sam fakt zranienia dziewczyny był dla niej nie na rękę. Polubiła ją… A w pewnym sensie ją zabiła. Pieprzony Donovan. Pieprzony żołnierz.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-18, 19:46   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Do środka - syknął jeden z żołnierzy i szybkim krokiem wprowadził obie dziewczyny na pokład.
- Już! - dodał, poganiając je. Podczas wchodzenia na pokład można było niezmiernie łatwo potknąć się i zrobić sobie krzywdę, ale czy ich to obchodziło? Niezbyt. Gdy obie dziewczyny znalazły się już na miejscu, wskazał im ich siedzenia a następnie wyszedł, dodając:
- Nie musicie już tego nosić.
I na tym się skończyło. Pryzmat od dawna nie był tym samym miejscem i nikt im tutaj nie będzie życzył miłej podróży i udanego lotu. Niestety, tak już to działało i zapewne Vanessa jak i Lilian boleśnie się o tym przekonają podczas trwania szkolenia.
Blondynka powoli wtargała się na pokład, wciąż będąc popędzaną. Gdy usiadła na swoim miejscu i zdjęła opaskę, przeniosła wzrok na Vanessę. Jej oczy były całkowicie przepełnione łzami, które powoli spływały na jej policzki. Przecież to był jak wyrok śmierci. Czemu ona? Czemu ktoś taki jak ona miał zostać wysłany do takiego miejsca? To się zupełnie nie mieściło jej w głowie, jednak... Co poradzić? Nie miała nic do gadania i jedyne co mogła teraz zrobić, to słuchać innych byleby nie pogorszyć jeszcze swojej sytuacji.
- To ja przepraszam... - powiedziała, jąkając się niemalże przy każdym słowie. Potrzebowała jeszcze kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu sekund, żeby uspokoić się i mówić normalnie:
- To... To był beznadziejny pomysł. Te... warsztaty - stwierdziła. No tak, bo to przez warsztaty wszystko. Lilian nie była typem osoby, który mógłby obwiniać kogoś innego. Zawsze chciała brać całą winę na siebie. Nie chciała, żeby Vanessa poczuła się gorzej niż ona - nikomu by tego nie życzyła. Taka była już Niebieska.
Śmigłowiec powoli wzniósł się w przestworza, zabierając obie dziewczyny do akademii. Przed nimi jednak jeszcze długa droga - miały szanse na rozmowę i wyjaśnienie kilku spraw.
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-18, 20:15   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

- Nie, Lilian, nie możesz się obwiniać – powiedziała z smutnym uśmiechem. Nie miała pojęcia jak wytłumaczyć, że tak naprawdę to wszystko jej wina. Że zniszczyła całe jej życie… Inna osoba uznałaby, że problem z głowy. Blondyna myśli, że trafiła na Szkolenie przez siebie samą. Vanessa wiedziała, że sprawa jest niedokończona, a życie w błędzie to wcale nie życie. Nawet jeśli miały marnować się w jakimś cholernie brudnym baraku; wśród spoconych kandydatów na… na kogo?
- Nie obraź się na mnie, ale myślę, że to jak się zachowujesz jest naprawdę głupie – dodała. Nie powinna zwracać się do niej tak bezpośrednio, jednak nie miała pojęcia jak inaczej zareagować. Będąc spokojna potrafiła dobrać odpowiednie słowa, które takiej osoby zranić nie mogły. – Warsztaty wcale nie były złym pomysłem. Ja nie powinnam pyskować temu debilowi – skrzywiła się przypominając sobie zdarzenie z świetlicy. Co zastałyby dzieci po przybyciu na miejsce? Dekoracje. Maszyny. Przez jakiś czas zagryzała wargę usiłując zrozumieć swoje postępowanie. – Tak czy tak… teraz musisz być silna i pokazać im, że jakieś głupie szkolenie nie potrafi cię zniszczyć. Ja też cholernie się tego boję, ale… – zamyśliła się. W głowie tworzyła naprawdę głupi plan, który jednak był do spełnienia. Ona nie zamierzała dostać odznaki. Zresztą, nawet jeśli starałaby się o jej uzyskanie zapewne by sobie z tym nie poradziła. Chciała wrócić do Pryzmatu jako najzwyklejsza w świecie Vanessa. – Po prostu zachowuj się jak się zachowujesz. To znaczy… nie płacz i w ogóle, ale nie staraj się też zbytnio. Wykonuj polecenia trenerów i tyle wystarczy. I tak nie dostaniemy odznak – uśmiechnęła się na zakończenie.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-18, 23:00   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- A czyja to wina? Myślisz, że... Przecież ta kobieta miała racje. Myślę o zupełnie podrzędnych sprawach. Jestem okropną osobą - powiedziała i przetarła policzek otwartą dłonią. Tak dawno nie wpadła w taką histerie. Nie mogła pojąć tego, że jeszcze jakiś czas temu jej jedynym problemem był brak zainteresowania ze strony Daniela. A teraz? Teraz całe jej życie stało pod znakiem zapytania.
- Bo co? Bo się martwię? Dziwisz mi się? Pewnie tak jak wszyscy inni uważasz, że jestem zupełnie beznadziejna. Głupia, płytka. O to Ci chodzi, Vanessa? - popatrzyła na nią, aż jej oczy prawie zapłonęły ze złości. Po chwili usłyszała jednak wytłumaczenie i zamknęła się. Zrobiła minę małego psa z podkulonym ogonem i odwróciła się w stronę szyby. Chwilami jednak znowu wpadała w histerię i płakała, chowając całą twarz w dłoniach. Słuchała tego, co mówiła dziewczyna. Średnio wierzyła w to, że ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie tego syfu. To było zbyt dużo dla kogoś takiego jak ona.
- Ty... Ty dasz sobie radę jestem tego pewna - powiedziała, a ostatnią część tego zdania wymówiła zaskakująco szybko, po chwili wybuchając znowu płaczem. To nie było dla niej. To było za dużo. Nie wiedziała co teraz zrobi. Nie miała zielonego pojęcia.
Śmigłowiec zatopił się gdzieś w przestworzach. Przez cały czas jedyną rzeczą, jaka była widoczna, były jedynie chmury. Zapewne podróż jeszcze chwilę będzie trwała, a rozmowa się niezbyt kleiła. Nastroje również nie były jakoś specjalnie dobre. Jednak Niebieskie musiały spędzić jeszcze trochę czasu w swoim towarzystwie. Nawet, jeśli nie było im łatwo.
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-25, 12:20   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

- Ty tak myślisz – rzuciła obojętnie Vanessa. Łzy zaschły wraz z opadnięciem emocji, na przykład strachu i rozpaczy. Czuła, że nie może się tym długo przejmować, a jak już to płakać na miejscu. Zdawała sobie sprawę, że miały szkolić się w okropnym miejscu, ale… no po prostu musiała zobaczyć to na własne, niebieskie oczy. Niemniej słowa Lilian dodały jej swego rodzaju otuchy, która pozwoliła choć na chwilę zapomnieć jej o tym, że wszystko to jej wina. Z równowagi wytrącił ją jedynie kolejny już tego dnia wybuch płaczu.
- Lilian, nie załamuj się – nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Próbowała przemówić jej do rozumu, pokazać, że na szkoleniu nie ma miejsca na jakikolwiek płacz. Przynajmniej tak podejrzewała. – Nie mogą nas tam zjeść. Płacz nam w tym nie pomoże – próbowała się uśmiechnąć, jednak wyglądało to jak swego rodzaju grymas niezadowolenia… rozczarowania? Sama nie miała pojęcia jakie emocje zaczęły targać jej duszą. Myślała, że wszystko się uspokoiło, a jednak… znowu coś jej odwalało, a ona nie potrafiła tego zatrzymać. Czuła jak do jej oczu napływają łzy i już wtedy wiedziała, że nie odezwie się ani słowem więcej.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-25, 22:46   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Po jakimś czasie dziewczyny dotarły do miejsca docelowego. Nie trwało to jakoś specjalnie długo, nic z tych rzeczy. Jednak miały trochę na rozmowę i oswojenie się z sytuacją. Lilian nie chciała dłużej rozmawiać, ta cała sytuacja ewidentnie ją przytłoczyła i wolała już o tym nie myśleć. Gdy wylądowały, jakiś agent otworzył drzwi śmigłowca i wyprowadził obie dziewczyny. Mogły wyjść. Nareszcie.
- Witajcie na pokładzie - dodał, a następnie uśmiechnął się. Na całe szczęście facet, który je przywitał nie wyglądał na kogoś mającego złe zamiary. Był uśmiechnięty i raczej nie wyglądał na zniszczonego psychicznie człowieka, którego jakoś bardzo zmęczyło życie w szeregach CIA. A to chyba dobry znak, prawda?
- Pójdźcie się rozpakować do swoich pokoi, a następnie możecie przyjść na... Przyjęcie powitalne. Znajduje się w dużej kafeterii. Będzie to również wasze pierwsze... Zadanie - powiedział mężczyzna i podał im dwie koperty, a następnie wskazał budynek mieszkalny, gdzie miały zostawić swoje rzeczy. Wszystko wydawało się całkiem okej, nie było jakoś przerażająco źle. Jedyne co kuło w oczy to stan budynków w samej akademii. Nie wyglądały najlepiej. No ale cóż, co poradzić? Nie był to Pryzmat i nikt nie miał tutaj ani czasu ani pieniędzy na dbanie o takie szczegóły jak wystrój. Wszystko miało przede wszystkim służyć i być użyteczne.

zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6579#6579
_________________


 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 15:31   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

/z obozu szkoleniowego

Przez całą drogę milczała, oczywiście zauważyła Mike'a oraz Sama jednak nie mówiła nic do nich. Potrzebowała raz jeszcze na spokojnie wszystko sobie przemyśleć, wszystko przeanalizować tak, aby móc wyciągnąc odpowiednie wnioski. Powędrowała do swych myśli, wspomnień, które znajdowały się głęboko w jej umyśle. A jednocześnie zachowała przytomność, cały czas była czujna, gotowa w każdej chwili zareagować na ewentualne niebezpieczeństwo czy też nieproszonego gościa. W chwili obecnej każdy mógłby być dla niej nieproszonym gościem, nie życzyła sobie kontaktu z kimkolwiek.
Gdy dotarli do Pryzmatu znalazła się na plaży, wysiadła, aby móc pobyć samej. Niby wciąż w pobliżu siebie miała inne osoby, ale jednocześnie zachowała ten komfort. Zachowała bezpieczną odległość dla siebie, od nich do niej i w drugą stronę
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 18:25   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Wszyscy ludzie kierowali się od razu w stronę placu, więc może całkiem niezłym wyjściem będzie pójście tam wraz z nimi. Nikt raczej nie był specjalnie ucieszony tym, przez co tutaj przychodzą. Zresztą chyba raczej nie ma się czym cieszyć, prawda? Nikt nie mógł uwierzyć tak do końca w to, co się stało. Przecież taki scenariusz był tym najczarniejszym, a jednak mimo tego wszystkiego to właśnie on się spełnił. Niektórzy mieli naprawdę wielki żal do Judith, że pozwoliła właściwie na takie rozegranie sytuacji. Chciała tak bardzo wyjść z tego pokojowo, a doszło do śmierci masy Psioników jak i wielu żołnierzy i agentów. Dlaczego nie mogła zastosować tego, co było jej radzone i po prostu zrobić tak, jak trzeba było zrobić? Jakakolwiek oznaka litości z jednej strony zawsze będzie równała się z atakiem drugiej. Traktowano to jak słabość i nie wyglądało na to, żeby cokolwiek miało się zmienić. Po chwili do Averly podszedł Samuel. Stanął obok niej i zaczął iść do przodu. Popatrzył na nią tylko raz wzrokiem, który aż mówił "Przepraszam". Nie wiedział za co, przecież utrata ludzi zawsze była nieodłączną częścią służby w CIA. Tak już będzie zawsze i nie ma co się łudzić, że to się zmieni. Zawsze będziemy tracili ludzi.
- Chodź, Averly - dodał do niej po chwili, kierując się w stronę placu. Tam już zbierali się ludzie.

zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6995#6995
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-06, 12:22   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

/ z pokoju (podziemia)

Spakowała się. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu, w końcu nie miała również zbyt wielu rzeczy. Takie są uroki tego, że do Pryzmatu przybyła z Obozu, a tam posiadanie było całkowicie ograniczone do minimalności. To co znalazło się w jej bagażu stanowiło swoisty, wyjątkowy zbiór rzeczy, które były jej własnością. Ciuchy, kosmetyki, rzeczy, które pozwalały jej utrzymać dobry humor. Uwielbiała rysować, mały szkicownik oraz komplet ołówków. Kartki zawierające portrety osób z, którymi miała styczność. Calum, Tina, Sahir oraz inni. Po prostu ci z, którymi miała stycznośc chociażby przez, krótką chwilę. W pokoju wzięła jeszcze prysznic i przebrała się w świeże ciuchy, które zdobyła wcześniej. Chciała czegoś wygodnego, czegoś co będzie ją identyfikowało. Pozwalało poczuć się swobodnie. Ubrała więc dopasowane dżinsy, buty na grubszej podeszwie, top, wygodną bluzę, a na to coś w rodzaju ni to płaszcza, ni to kurtki. Szal, którym owinęła swą szyję. Wybrała to co sama chciała, a nie co ktoś jej narzucał. Stała na plaży, czekając na pozostałych.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 12:59   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Wszystko było już przygotowane na ten dzień - śmigłowiec stał na swoim miejscu i wszystko wyglądało tak, jakby był kolejnym zrzutem, pomocą dla kraju wysyłaną z innych. Czyli będą musieli się tam ukrywać jak jacyś przemytnicy, ale to chyba było zupełnie zrozumiałe. Przecież zawsze to tak działało i gdyby ktokolwiek się dowiedział, że są tutaj przemycani Psionicy... Byłoby kiepsko, a nawet bardzo. Także lepiej było ich po prostu przeszmuglować tak, jak dawniej szmuglowało się nielegalną broń czy narkotyki. W sumie mają nawet z tym coś wspólnego.
Po krótkim czasie do Averly przyszło dwóch agentów CIA - zapewne odpowiadali za całą tą akcję i chcieli zamienić z nią kilka słów, jednak żeby nie rozmawiać z nią na powietrzu, mężczyźni zaprowadzili ją do kabiny śmigłowca. Oczywiście nie było to żadne luksusowe cacko, ot, zwykły śmigłowiec, który raczej miał robić za coś co przewozi towar. No ale woleli porozmawiać tutaj, na miejscu zbiórki. Nie było sensu wracać do jakiegoś biura. Wszyscy po chwili usiedli na skrzynkach załadowanych już na pokład, a jeden z agentów wyciągnął teczkę.
- Agentko Sheridan, to są Twoi współpracownicy. Zapoznaj się z ich zdjęciami jak i opisami. Cały plan misji będzie polegał na spędzeniu kilku tygodniu w Paryskim mieszkaniu wraz z nimi. Nikt nie może wiedzieć, że jesteś amerykanką. Dostaniesz fałszywe dokumenty, które oczywiście będą wystawione na francuskie imię i nazwisko. Cała historia Twojej osoby również będzie zawarta w tych aktach, tak więc uważnie się z nią zapoznaj. Twoim zadaniem na najbliższe tygodnie jest jak największe przystosowanie się do społeczeństwa i norm tam panujących, następnie zostaniecie wysłani do Francuskiej bazy wojskowej. Wasi podstawieni rodzice również tam będą. Również są naszymi agentami, tak więc będziecie mogli liczyć na ich pomoc, jednak nie zawsze. Tam, waszym jedynym celem będzie zdobywanie informacji i kodowanie ich - do tego zostaną wykorzystani podstawieni rodzice. Oni nauczą was przesyłania informacji. Nikt nie może się dowiedzieć, że jesteś Psioniczką. Wszyscy musicie trzymać się razem i być jedną drużyną, pomagać sobie. To misja wysokiego ryzyka. Ponadto, agentko Sheridan, musisz mi wybaczyć przeprowadzanie odprawy w taki sposób, ale jednak jest to konieczne. W najbliższym czasie zjawią się tutaj Twoi współpracownicy. Do tego czasu polecam Ci zapoznać się z aktami. Czy masz jakieś pytania?
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-06, 18:35   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

No cóż ona akurat mogłaby się pokusić o ukrycie swej obecności. W końcu dysponowała mocami, jakimi dysponowała. Spoglądała na początku na śmigłowiec, a potem następnie przeniosła swe spojrzenie na dwóch mężczyzn, którzy się do niej zbliżyli. Skierowała się wraz z nimi do kabiny śmigłowca, a następnie wsiadła do środka. Nie mówiła niczego, przynajmniej na razie. Zerknęła przelotnie na teczkę, którą jeden z agentów wyciągnął, a następnie jej podał. Zajrzała do środka, aby móc się zapoznać z informacjami, które on jej podał przed chwilą.
Spoglądała na zdjęcia, potem na opisy, kojarzyła je automatycznie, aby praktycznie od razu zakodować je w swym umyśle. Pozornie wyglądało to tak jakby w ogóle nie zwracała uwagi na to co mówią dalej ci mężczyźni. A jednak ona zdecydowanie była skoncentrowana na tym co mówią, po prostu posiadała podzielność uwagi.
Gdy zapoznała się z informacji uniosła głowę do góry, spoglądając na mężczyźnie, który przemawiał przez cały czas.
- Proponowałabym, aby wykorzystać naturalne zdolności, którymi dysponuje i nie mówię o umiejętnościach Psi. To są moje rysunki – odpowiedziała.
Podała im dwa pejzaże, a także dwa szkice osób, które wyjęła z jednej z teczek znajdujących się w jej bagażu. Zdecydowanie miała kilka sugesti co do swej nowej historii, wiedziała jak ją nieco bardziej uwiarygodnić. Sprawić, aby brano ją za bezbronną francuzkę.
- Desiree St. Clair jako rodowita francuzka na pewno jest zafascynowana modą. A więc moim marzeniem może być podjęcie nauki w prestiżowej uczelni, kształcącej przyszłych projektantów mody. A w przyszłości stworzenie marki takiej jak Coco Chanel czy też Christian Dior. Do tego ćwiczyłam balet, a więc to też można wykorzystać – odpowiedziała.
Uśmiechnęła się do nich.
- Z aktami już się zapoznałam...a uprzedzając pytanie, znam francuski – rzekła po czym powtórzyła raz jeszcze poprzednią wypowiedź odnośnie nowej historii tym razem płynnie przechodząc na język francuzki.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 22:27   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
W teczce głównie były informacje odnośnie jej współpracowników - jednym z nich był Fabien Charpentier, miał 17 lat i był Zielonym. W jego profilu psychologicznym były informacje o tym, że czasami zachowuje się nieodpowiedzialnie, jednak mimo to nie jest aż takim złym agentem. Infantylny, idealnie wpasowuje się we Francuskie środowisko. Ponadto potrafi dość dobrze władać bronią - co zresztą jest w miarę zrozumiałe przy jego Zielonych zdolnościach - jednak mało kiedy o tym wspomina. Raczej jest zamknięty w sobie, ponadto są podejrzenia co do tego, że ma ADHD.
Willow Delacroix była jej kolejną współpracownicą. Agentka, Zielona. Świetna w zbieraniu informacji, potrafi posługiwać się bronią, biegle mówi w kilku językach. Jest inteligentna, opiekuńcza i przyjacielska. Często dba o innych, przez co w jakimś sensie spaja ze sobą całą grupę. Jest dość dobra w misjach wywiadowczych, ponadto jest całkiem niezła w otwieraniu zamków, zna się na medycynie. Cierpi na Zespół Aspergera.
Ostatnim współpracownikiem był Xavier Levitt - cyniczny i ironiczny Pomarańczowy, który swoimi zdolnościami potrafił dość wiele. Był cennym członkiem tego zespołu, ponieważ cechowała go olbrzymia zdolność w analizowaniu różnych informacji, świetnie radził sobie w sytuacjach kryzysowych i zawsze wykonywał powierzone mu rozkazy. Były tam wzmianki o jego chorobie psychicznej, jednak raczej niewiele.
Czyli praktycznie wszyscy byli nieco skrzywieni pod względem psychiki. Interesujące.
- Możemy więc połączyć Twoją przeszłość z akademią plastyczną. Świetnie. Reszta też może się zgadzać, jednak nadal będziesz spędzała sporo czasu w jednostce. To zrozumiałe, że chcesz się rozwijać i spróbować realizować swoje plany, jednak na razie najważniejsze jest to. Oczywiście, możemy umieścić to w Twojej historii. - stwierdził jeden agent i pokiwał głową z uznaniem. Lubił, gdy agenci współpracowali. To się ceniło.
- Słyszeliśmy - powiedział drugi agent. Wiadomo, będzie musiała się jeszcze chwilę podszkolić, ale to, że zna ten język w większym stopniu tylko sprzyjał misji. Teraz tylko czekać na resztę. I reszta zaczęła powoli przybywać. Pierwszy przyszedł Fabien z przewieszonym przez ramie sporym plecakiem, który od razu wrzucił do śmigłowca i schował się w jakimś kącie. Nie przywitał się oczywiście z nikim.
- Fabien? Jak pobyt w Ameryce, młody? - zwrócił się jeden z agentów. Wszyscy zaangażowani w ten projekt byli raczej dla siebie swojego rodzaju rodziną.
- Poznaj Fabiena, Averly, a raczej Désirée. Fabien, przywitasz się? - zapytał znowu agent.
_________________


 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-07, 18:04   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Musiał stwierdzić, że plaża to dosyć nietypowe miejsce na spotkanie. Do tej pory był przyzwyczajony do przebywaniu w zamkniętych pomieszczeniach. Jego życie ostatnie toczyło się jedynie w czterech ścianach, więc było zaskoczony wyjściem na zewnątrz. Jednak było to miłe zaskoczenie. Siedzenie w zamkniętych klitkach sprawiało, że czuł się tak, jakby się dusił. Przypominało mu się jego własne dzieciństwo i ciemny dom. I schowek w piwnicy, który prześladował go w koszmarach. Wzdrygnął się na samą myśl tego wspomnienia. Z pewną dozą radości przywitał więc nieskończoną przestrzeń wokół siebie. Przystanął na chwilę, wpatrując się w horyzont. Linia morza i nieba zlewała się ze sobą, tworząc buro - błękitną plamę, która wyglądała jak muśnięcie pędzla malarza. Xavier poczuł powiew chłodnego wiatru, który musnął jego twarz i włosy. Wciągnął w płuca rześkie powietrze pachnące solą, po czym podjął powolną wędrówkę ku majaczącej w oddali sylwetce śmigłowca. To tam było miejsce zbiórki. Postawił kołnierz swojej jeansowej kurtki, choć było to mizerną ochroną przed wiatrem.
To dziwne, że ta głupia rozmowa z Fabienem, którą odbyli w łazience tak zapadła mu w pamięć. Oczywiście na stwierdzenie Fabiena, że woli facetów, wybuchł ironicznym śmiechem. Najwyraźniej Fabien nie potrafił pojąć swoim małym rozumkiem, że nie każdy osobnik płci męskiej zachowuje się jak jeleń na rykowisku, gdy tylko ujrzy kobietę i nie świadczy to od razu czyimś rzekomym homoseksualizmie. Bardziej zastanowiło go to, że Fabien sugerował, że Willow czuje coś do Xaviera. Ta Willow, jego najlepsza - i jedyna - przyjaciółka. Xavier nigdy wcześniej nie miał przyjaciół i długo musiał przetrawić tę sytuację i przyznać, że tak, to jest przyjaźń, ta więź, która ma być wyjątkowa i niezniszczalna. I on, wyrzutek i dziwak, też jej doświadczył. A teraz Fabien nagle sugeruje, że to coś więcej. To irracjonalne. Przecież on i Willow traktowali siebie jak rodzeństwo, prawda? Zresztą jak można wybrać kogoś takiego jak Xavier na obiekt swojego głębszego uczucia? I tak przyjaźń z nim zakrawała na groteskę. Pokręcił głową. Czemu zawraca sobie w ogóle głowę paplaniną Fabiena?
Rzucił przeciągłe spojrzenie na masywny śmigłowiec stojący na lądowisku i wszedł do środka maszyny. Spojrzenie jego ciemnych oczu spoczęło na dwójce agentów oraz chłopaku i dziewczynie, którzy z nimi rozmawiali. To znaczy, żeby być bardziej precyzyjnym, tylko dziewczyn się odzywała, a chłopak zawzięcie milczał. Tym chłopakiem był Fabien, nie miał najmniejszych wątpliwości. Dziewczyna była mu nieznana, ale od razu widział, że jest w ich wieku. Czyżby też była Psionikiem? Pewnie tak. Gdyby nie obecność dwóch agentów, którzy nie mieli zbyt sympatycznej aparycji, to od razu wszedłby do umysłu nieznajomej, by dowiedzieć się, kim jest i jaką ma moc. Niemniej w tej sytuacji nie byłoby to specjalnie mądre. Nie chciał narazić się tym facetom już na wstępie. Może potem pomyszkuje w jej głowie, o ile oczywiście nie jest Pomarańczowa. To byłby fatalny obrót spraw.
- Dzień doberek - rzucił, spoglądając na zebrane towarzystwo. Wbił ręce w kieszenie, po czym omiótł spojrzeniem wnętrze śmigłowca. Jego wzrok prześlizgnął się po siedzących na skrzynkach agentach i Fabienie, który zwyczajowo zaszył się w kącie z buntowniczą miną. Spojrzenie Xaviera spoczęło dłużej na nieznajomej dziewczynie.
- Podejrzewam, że nie zostałem tutaj zaproszony na herbatkę - zagadnął, a następnie po chwili wahania idąc śladem reszty, usiadł na jednej ze skrzynek i skrzyżował nogi po turecku.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-07, 20:21   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Przeglądała zawartość teczki, która z sekundy, na sekundę, z minuty na minutę stawała się częścią jej umysłu. Przyswajanie sobie nowej wiedzy nie było takie trudne, wspomniała o tym podczas jednego z treningów. Powiedziała Samowi i Mike'owi, że przyswaja ją z bardzo szybką prędkością. Nic na to nie mogła poradzić. Zakodowywała w swej głowie informacje dotyczące Fabienia, kategoryzowała je w tym co sama uważała za swój prywatny katalog. Całkiem przydatne, biorąc pod uwagę, że wszystko opierało się na tym co ona stworzyła. Potem przeszła do informacji o następnej zielonej osobie. Tym razem była to kobieta, przynajmniej nie będzie jechała z samymi mężczyznami. Zanotowała w pamięci te fagmenty, które wydały jej się bardzo interesujące, chociaż i tak zapamiętywała wszystko. W końcu musiała poznać swych współpracowników,.
Na samym końcu przysłowiowa wisienka na torcie. Pomarańczowy. A więc wychodziło na to, że będzie dwoje zielonych i dwoje pomarańczowych. Intrygujący dobór osób, które wchodziły w skład tej grupy. W sumie on najbardziej zwrócił jej uwagę, był taki jak ona pod względem zdolności. Kto wie, może będzie stanowił również cenne źródło informacji. Niewykluczone.
- Swe słowa chciałam potraktować jedynie jako sugestie. Wydaje mi się, że aby wtopić się w tłum, należy jak najbardziej się do niego upodobnić. A te informacje, które podałam mogą być przydatne, biorąc pod uwagę, że muszę udawać rodowitą francuzkę – dodała.
To jej matka chciała, aby uczyła się tego języka jeszcze zanim wybuchła epidemia. To dzięki jej zabiegom zawdzięczała jego znajomość i to może być całkiem przydatne. Spojrzała na chłopaka, który znalazł się właśnie w smigłowcu. W mgnieniu oka go rozpoznała, w końcu to z nim miała do czynienia gdy usiłował poderwać ją oraz Freye podczas tamtej rozmowy. Nie nawiązała jednak do tego wydarzenia w jakikolwiek sposób.
- Witaj Fabien – rzekła.
W następnej chwili do śmigłowca weszła jeszcze jedna osoba. Chłopak, a właściwie można by rzec, że młody mężczyzna. Xavier. A więc brakuje jedynie Willow, aby grupa była w całości obecna. Spojrzała na niego uważnie go obserwując, a jednocześnie blokowała swój umysł. Niestety nie przepadała za tym, aby ktokolwiek przyglądał się jej myślom. Tego nie mogła zmienić w swym nastawieniu, pozwalała na kontakt, ale nikt nie miał prawa grzebać w jej umyśle. Ta rzecz ją wyjątkowo irytowała. Bezpieczeństwo. Naleciałość z pobytu w Obozie, której nigdy się nie pozbędzie. Na jej twarzy zawitał delikatny uśmiech.
- Witaj jestem Desiree. – powiedziała do niego podając mu swą dłoń.
Chciała się z nim po prostu przywitać, nic więcej. Uważała, że tak wypada zwłaszcza, że wciąż hołdowała zasadom dobrego wychowania.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-07, 22:20   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Mg
- Oczywiście, podzielamy Twoje zdanie, Averly - powiedział jeden. Cieszyli się, że Averly nadal bierze to wszystko jedynie jako luźne sugestie. Nie chcieli takiej sytuacji, że ona nagle zaczęłaby się buntować, bo pokazali jej jakąś część prawdziwego świata. Prawdziwego, realnego życia, które wciąż gdzieś tam jest. Averly jechała tam, by wykonać zadanie, nie bawić się. I musiała zdawać sobie z tego sprawę tak samo, jak i reszta drużyny.
Willow oczywiście wybiegła zaraz przed Xaviera, żeby przywitać się z Averly. Z uśmiechem objęła ją, a następnie powiedziała naprawdę podekscytowanym głosem:
- Świetnie Cię widzieć, Averly! Znaczy... No tak, Desiree. Chyba jako jedyna będziesz miała fałszywe imię. My wszyscy brzmimy tutaj jak prawdziwi Francuzi! - powiedziała rudowłosa i popatrzyła na Xaviera. Uśmiechnęła się do niego lekko i założyła kosmyk włosów za ucho, a następnie powiedziała:
- Oczywiście, że nie! Zaraz wyjeżdżamy. Oh, Desiree. Zapoznałaś się już z teczkami? Ja Twoją przejrzałam, tak więc nie pogubimy się w razie czego. Oh i nie przejmuj się Fabienem. Przechodzi trudny okres. Cóż, jak to młodzi mają - stwierdziła Willow i machnęła dłonią, a zaraz po tym dodała do reszty:
- To wy się może bliżej poznacie...
Cóż. Może i tego w rzeczywistości nie chciała, ale wszyscy musieli być zgrani.
- Usiądę z tyłu, zarazem z Fabienem. Dobrze? - zaproponowała z uśmiechem na twarzy, a po tym weszła do śmigłowca i usiadła obok Zielonego. Agenci również pokiwali głowami i dodali:
- W porządku. Możecie się pakować. Na miejscu po prostu ruszcie do swojego mieszkania. Rozmawiajcie po Francusku. Willow ma listę rzeczy do zrobienia. Szerokiej drogi - rzucił agent i pożegnał się z Averly jak i z Xavierem.
Cóż, lecieli jako swojego rodzaju dodatek - był to zwykły, towarowy śmigłowiec, a oni zajmowali tam miejsca bardziej "na gapę". Jednak wiadomo, że niemożliwe jest wylecieć ze stanów pierwszą klasą. Ani żadną inną.


Kolejka: Xavier, Averly.
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-08, 21:07   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Przez chwilę przyglądał się, jak Willow radośnie podbiega do nieznajomej dziewczyny i coś do niej trajkocze. Xavier starał się zapamiętać jej imię, choć nie był najlepszy w gromadzeniu faktów, nawet tak podstawowych. Zwykł wymyślać dla innych ludzi swoje własne przezwiska, a do ich prawdziwych imion nie przywiązywał większej wagi.
Xavier nie przeglądał żadnych teczek i w sumie niezbyt go one obchodziły. Nigdy przed żadną z misji tego nie robił. Czasami ledwie rzucał na nie okiem, wychodząc z założenia, że Willow jest mózgiem operacji, a on tylko narzędziem, które ma usuwać zbędne przeszkody na ich drodze do celu. Nie było to spowodowane lekko chaotycznych charakterem Xaviera, tylko raczej jego pobłażliwym stosunkiem do narzucanych mu ograniczeń i samego Pryzmatu, który nie był dla niego żadnym autorytetem. Był jedynie grupą ludzi, która trzymała go tu pod przymusem.
Willow wydawała się niezdrowo podekscytowana czekających ich zadaniem, a Fabien za to czaił gdzieś z boku jak dzikus. Xavier stwierdził, że ich kolega pewnie ma dosyć obcowania z nieznajomymi dziewczynami po tym, co niedawno mu się przytrafiło. Sam Xavier może nie podzielał wielkiego entuzjazmu Willow, ale jednak było ma na rękę, że mógł wyrwać się z siedziby i przerwać monotonię, jaka zapanowała w jego życiu.
Kiedy dziewczyna zwana Desiree (a może powinien pomyśleć - Averly?) podeszła do Xaviera, ten powoli wstał ze swojego miejsca i rzucił spojrzenie na jej wyciągniętą dłoń. Po chwili wahania uścisnął lekko jej rękę. Dziewczyna wydawała się spokojna i raczej uprzejma. Nie wiedział, czy to tylko pozory, czy faktycznie jest przyjaźnie nastawiona. Gdy dotknął jej dłoni, próbował wyczytać coś z jej umysłu, ale natrafił na ścianę, która blokowała wszelkie myśli. Poczuł małą igiełkę niepokoju, ale też irytacji, bo wiedział, co to oznacza: ta dziewczyna była taka jak on.
Na twarzy Xaviera na chwilę pojawił się cień, ale gdy chłopak zwrócił się do odchodzącej Willow, jego głos brzmiał spokojnie, choć lekko ironicznie:
- Miłego matkowania Fabiena.
Wychodzących agentów pożegnał jedynie krótkim spojrzeniem, czekając, aż śmigłowiec wystartuje. Wizja latania w metalowej puszce nie napawała go optymizmem, biorąc pod uwagę jego mocno zaawansowaną klaustrofobię. Niemniej latał już tyle razy, że prawie zdążył się do tego przyzwyczaić.
Znów usiadł na ''swojej'' skrzynce i oparł się o ścianę maszyny. Spojrzał na Desiree spod ciemnej grzywki, przyglądając jej się przez chwilę.
- No cóż, wygląda na to, że oboje jesteśmy Pomarańczowi - rzucił pozornie beznamiętnym tonem, zarezerwowanym dla pogawędek o pogodzie - Pewnie wiesz już o mnie wszystko z tego nudnego stosiku papierów, który dali ci agenci. Tam nawet jest wpisana moja waga. Niezwykle cenna informacja. - parsknął - Także chyba nie muszę ci się dokładniej przedstawiać, wyręczono nas.
Tu uśmiechnął się krzywo, w nieco wymuszony sposób. Obserwował Willow i Fabiena siedzących nieopodal.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,197 sekundy. Zapytań do SQL: 10