Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Plaża
Autor Wiadomość
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 09:00   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

W sumie nie miała jeszcze okazji, aby brać to wszystko na poważnie, ze spięciami. Po prostu nie dali jej do tego powodów...jeszcze. Realny świat? Coś jak Obóz? A, że jechała do Paryża w określonym celu? Wiedziała o tym, zdawała sobie całkowicie z tego sprawę. Spojrzała na dziewczynę, która nagle wbiegła do środka. Zaskoczyło ją jednak to, że została przez tą nieznajomą objęta, no ale nic, nic złego się przecież nie stało.
- Witaj...niestety tak się złożyło – powiedziała.
No cóż jej rodzice dali na imię Averly, chociaż podobno rozważali jeszcze imiona Liberty czy Americus, co samo w sobie byłoby już znacznie gorsze od Averly, zwłaszcza to Americus. Nie, nie i jeszcze raz nie!.
- Tak zapoznałam już się z waszymi teczkami, a co do Fabiena. Hmm my się już znamy – powiedziała.
Darowała sobie jednak opowiadanie o okolicznościach tego poznania, nie chciała bardziej zawstydzać chłopaka. W końcu jego podryw przy barze, nie był zbyt fortunnym wydarzeniem, przynajmniej w przypadku do jej osoby.
- Okej, nie ma sprawy – dodała po czym zajęła swe miejsce obok Xaviera z przodu śmigłowca, zapowiadała się ciekawa podróż.
Słuchała agenta, po czym już usiadła wygodniej chcąc się jakoś rozluźnić. Nie było źle, nie było źle, a przynajmniej w chwili obecnej nic na to nie zapowiadało. Czworo Psi, jedna misja, wizyta w Paryżu. To po prostu zwykłe zadanie i nic więcej, wykonają je i wrócą tutaj. A, że minie sporo czasu? Co z tego, to nic niezwykłego.
Tak była spokojna, była uprzejma, dlatego też nie widziała nic złego w tym, że podała Xavierowi swą dłoń w ramach przywitania. Po prostu uznała, że tak będzie dobrze. Gdy nikt nie działał przeciwko niej, gdy nie chciał zrobić jej krzywdy była przyjaźnie nastawiona. W końcu po co od razu robić sobie wrogów? Stworzyła blokadę w swym umyśle, bo naprawdę nie chciała, aby ktokolwiek czytał w jej głowie. To była jej prywatna twierdza do, której dostępu broniła za wszelką cenę i nikt bez wyraźnego zaproszenia nie miał tam wstępu.
- Na to wychodzi, czytałam o tym jak i domyśliłam się. A więc można powiedzieć, że grupa jest dosyć jednorodna. Dwoje Zielonych i dwoje Pomarańczowych. Stały podział. – powiedziała do niego z uśmiechem na twarzy.
Na jego słowa o wiedzy zawartej w papierach, skinęła twierdząco głową. Dowiedziała się o nim wszystkiego co było możliwe, a jednocześnie było zawarte w dokumentach. Nie wiedziała niczego poza tym co było w nich.
- Otrzymałam niejaką lekturę – dodała.
Ale on miał rację, ona wiedziała o nim niemal wszystko, a on o niej? Nie wiedziała tego, w końcu nie wiedziała czy zapoznawał się z dokumentami czy nie.
A ty co o mnie wiesz Xavier? A co chcesz wiedzieć? . Jej ulubiona forma przekazu – myśli, przekaz myślowy.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 11:38   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

To, że teraz Averly i Xavier nieco lepiej się poznają, było nieuniknione. Ale sama Willow to wybrała, wiedząc, że chłopakowi przyda się chociaż trochę nowych znajomości. Ona sama usiadła obok Fabiena i przeczesała dłonią jego włosy. Wyglądał raczej jak mała, obrażona dziewczynka, której ktoś zabrał ulubioną zabawkę. Pewnie nadal był wkurzony i speszony wczorajszą sytuacją. Ale pewnie gdy tylko przyjadą do domu i wpadną znowu w monotonie.. Wszystko będzie tak jak dawniej, Zielony znowu odżyje i zacznie robić durne rzeczy jak na niego przystało. Willow siedziała za nimi, a po chwili wyciągnęła książkę z plecaka i zaczęła ją czytać. Fabien usnął
Lot powoli się zaczynał, tak więc agenci zamknęli wejście na pokład i schowali całą ekipę za kilkoma skrzynkami, ciężko było stwierdzić co właściwie mogło w nich być. Ale wiadomo - musieli stwarzać jakieś pozory, że jest to zwykły transport. Kiedy wrócą do Europy, wtopią się w cały ten bajzel dotyczący lotnictwa i nie będzie żadnych problemów. Jednak ekipa musiała się pożegnać z widokami z samolotu, bo żadnych okien nie było.
Lot będzie trwał jednak jeszcze dłuższą chwilę. Kiedy już wystartowali i nie było żadnych turbulencji, Willow wstała i podeszła do parki, a następnie usiadła przy nich na ziemi, dodając:
- Jak tam? Jak się czujesz, Averly?

Kolejka ta sama
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-10, 21:26   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Ach, świetnie. Czyli Fabien zdążył już poznać ich nową ''koleżankę''. Xavier zaczął się zastanawiać, czy Fabien już flirtował z każdą kobietą w Pryzmacie. To było bardzo prawdopodobne. Niedługo biedakowi skończą się obiekty do podrywu.
Xavier nie miał do tej pory zbyt dużego doświadczenia z innymi Pomarańczowymi, więc względem Averly zachowywał duży dystans. Ponieważ sam władał taką samą mocą jak dziewczyna to wiedział, jakie niesie ona ze sobą konsekwencje. Lubił te konsekwencje oglądać na innych ludziach, ale nie na sobie. Nie zamierzał, by inny Pomarańczowy wdarł się do jego głowy. Taka wizja była jedną z rzeczy, których się po prostu obawiał, dlatego tak usilnie próbował przekonać Willow, żeby nie włączać do ich drużyny kolejnego Pomarańczowego. Jego wspomnienia, lęki i uczucia były zbyt prywatną sferą, by ktoś je naruszył. Postanowił więc pilnować za wszelką cenę swoich myśli, by Averly przypadkiem nie poznała żadnej z nich.
Wydawała się być miła i taktowna, ale Xavier i tak jej nie ufał. Może jej uprzejmość to tylko jakaś podstępna taktyka.
- Na to wygląda - skwitował krótko Xavier, wciąż błądząc wzrokiem po tyłach maszyny, gdzie siedziała pozostała dwójka ich drużyny - Choć podejrzewam, że pomimo że moce niektórych z nas są takie same, to nasze motywacje i cele są zgoła inne. Niektórzy z nas nie są specjalnie chętni do współpracy i nie zależy im specjalnie na tej organizacji - tu uniósł jedną brew i zerknął na Fabiena, który, jak to miał w zwyczaju, uciął sobie drzemkę.
- Mi też nie zależy. Tyle że ja jestem tutaj dla czystej frajdy - oświadczył, a jego a w jego głos wkradł się dziwnie wesoły ton - Robienie komuś sieczki z mózgu to niezła rozrywka. A czy ciebie to bawi, Averly? - przechylił lekko głowę, przypatrując się dziewczynie - Na pewno musi. To tkwi w każdym z Pomarańczowych. Ta niezdrowa chęć do przemocy - zakończył swoją wypowiedź delikatnym uśmiechem, jakby właśnie opowiadał wyjątkowo zabawną historyjkę.
Kiedy usłyszał głos jego rozmówczyni we własnym umyśle, lekko drgnął, raczej bardziej z zaskoczenia, niż z niezadowolenia. Zastanawiał się, co skłoniło dziewczynę, że wybrała ten sposób komunikacji.
Suche dane nie są dla mnie prawdziwą wiedzą o innym człowieku. Na razie więc wiem niewiele. NA RAZIE.
Jego przekaz myślowy na chwilę urwał się, jakby Xavier dokładnie zastanawiał się, co powiedzieć. A raczej pomyśleć.
Szczerze to niezbyt obchodzi mnie twoje życie osobiste. Choć podejrzewam, że nawet gdybym się ciebie spytał, to nie powiedziałabyś mi prawdy. Nie wierzę w szczerość innych ludzi, szczególnie kogoś Pomarańczowego. Pomarańczowy wie, jaką wielką wartość mają myśli i sekrety i nigdy ich nie ujawnia.
Cóż, możliwe, że mierzył innych swoją miarą. Ale był to bardzo ostrożny i wygodny punkt widzenia.
Kiedy Willow do nich podeszła, przywitał ją z niejaką ulgą. Jakoś nie miał nastroju na myślową pogadankę z innym Pomarańczowym.
- Fabiena usypiasz, naszą nową koleżankę pytasz o samopoczucie, a o mnie się już nie troszczysz? - rzucił Xavier do Willow z udawanym wyrzutem - A więc, co to za ''lista do zrobienia'' o której wspominało tych dwóch gości?
Nie żeby go to specjalnie obchodziło, ale musiał jakoś wypełnić czas podróży, a nie potrafił zasypiać w każdej sytuacji, tak jak czynił to Fabien. A siedzenie na niewygodnych skrzynkach w metalowej puszce bez okien mu się niemiłosiernie dłużyło.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-12, 19:24   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Po prostu ona wtedy dała Fabienowi do zrozumienia, że nie ma u niej szans i nic więcej. Obecnie była nastawiona względem niego całkowicie neutralnie.
Ona miała do czynienia z innymi Pomarańczowymi, jednak podobnie jak Xavier nie znosiła gdy ktoś grzebał jej w głowie. Po prostu uznawała swoją prywatność, za niemożliwą w dostępie dla kogokolwiek. Sama zdawała sobie sprawę ze swych możliwości, a czy inni o nich wiedzieli? Nie wiadomo, jej zdolności rozwijały się nadzwyczaj szybko niekiedy nawet ją samą zaskakując. Ona z kolei obawiała się tego, że ktoś zobaczyłby jej życie w Obozie. Nie bała się o siebie, ale też nie chciała wracać do tego horroru chociażby w swych wspomnieniach.
Nie udawała będąc uprzejmą, zawsze taka była.
- A też niektórzy chcą dobra innych – odparła.
Ona wiedziała, że broniłaby za wszelką cenę swych bliskich, zarówno rodzinę jak i osoby Psi. Swego rodzaju współpraca, odpowiedzialność. Spojrzała na niego słysząc jego pytanie. Zaskoczył ją, przeraził.
- Jakoś nie gustuję w tym w czym gustują inni. Nie robię tego co mi robiono. A wnioskuje, że raczej nie jesteś świadomy jak traktowano Psi w Obozach? – zapytała cichym szeptem.
Skoro sugerował o dążeniu do przemocy u Pomarańczowych to powinien zobaczyć jak traktowano zarówno ją , jak i innych szczególnie obdarzonych. Z tym, że to nie będzie bajeczka dla dzieci, a horror na żywo, którego nawet dorośli nie byli w stanie znieść.
Okej, a ja proponuję żebyś się czegoś dowiedział. I dowiesz się jak traktowano niektórych z nas. Chyba nie jesteś tego świadomy. To był krótki przekaz, skoro nie wiedział o niej nic to niech pozna część. Skupiła swą uwagę na jednym, jedynym wspomnieniu, które chciała mu przekazać. Pobyt z Obozu. Jeden dzień z tych dwóch lat spędzonych w tym piekle. Chwile gdy torturowano dzieciaki, gdy poddawno je tak okrutnym praktykom, że nie sposób było wytrzymać. Płacz, rany na ciele, coś czego nie da się zapomnieć.
Skończyła. Dla niej to niekiedy bywało ciągle zbyt drastyczne, za bardzo przeżywała to wszystko chociaż teraz już nie odczuwała tego tak bardzo jak wtedy. Nie patrzyła na to tak jak wtedy. Spojrzała na Willow gdy ta do nich podeszła i zapytała ją o coś.
- Hey wszystko okej. Po prostu jestem nieco zmęczona, a także wciąż nie mogę uwierzyć w to, że nie ma Caluma – odparła.
Nie potrafiła już płakać, jednak jej twarz stawała się biała, kredowo biała, za każdym razem gdy przeżywała coś co znacząco wpłynęło na ukształtowanie jej charakteru, osoby.
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-13, 11:59   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Wciąż nie wierzył w szczere intencje Pomarańczowej. Dla niego każdy Pomarańczowy musiał kiedyś poczuć tę nieodpartą chęć, by przekroczyć cienką granicę między przymusem, a przyjemnością z manipulacji czyimiś emocjami lub wspomnieniami. W końcu ich moc mogła dać nieograniczoną władzę. Zawsze nadchodził ten moment, gdy nadużywało się swojej mocy. A kiedy jeden raz człowiek przekona się, czym jest poczucie kontroli, to już nie chce z niego rezygnować.
- Jakoś specjalnie ci nie wierzę - oświadczył Xavier krytycznym tonem, wciąż przyglądając się dziewczynie spod przymrużonych powiek. Choć przez chwilę przemknęła mu myśl, że on przecież był tutaj dlatego, bo chciał, by on i jego dziadek byli szczęśliwy. Czy więc sam też nie chciał szczęścia innej osoby? A może nie chciał się do tego przyznać?
- Nawet jeśli to prawda, to czy uważasz, że Pryzmat to odpowiednie miejsce, by robić coś dobrego dla innych? Chcą tylko nas wykorzystać.
Tak właśnie sądził i się z tym nie ukrywał. Był tutaj tylko dlatego, że po prostu został zmuszony i nigdy nie ufał szefostwu tej organizacji. Czuł się jak kukiełka w ich rękach. Chcieli go tylko dlatego, bo jego moc była dla nich przydatna.
- Nigdy nie byłem w Obozie - przyznał szczerze Xavier, ale w jego spojrzeniu pojawiło się zaciekawienie. Jeśli miał możliwość zobaczenia naprawdę, co dzieje się w takim miejscu, to chciał ujrzeć prawdę, a nie jedynie zmanipulowane wiadomości, którymi karmił ich rząd.
Kiedy ponownie usłyszał słowa Averly w swojej głowie, nie odpowiedział nic, tylko pozwolił, by obrazy przemknęły przez jego umysł. Wzdrygnął się prawie niedostrzegalnie, widząc obraz olbrzymiej przemocy. Nie miał powodów by podejrzewać, że te wspomnienia są nieprawdziwe. Przez chwilę zaczął zastanawiać się, czy fakt, że jego matka była szalona i trzymała go w domu pod kluczem nie był dla niego - o ironio - zbawienny, bo dzięki temu uniknął czegoś jeszcze gorszego. Uświadomił sobie, że te Obozy to nie miejsca rehabilitacji, ale obozy koncentracyjne. Nie po raz pierwszy doszedł do wniosku, że ich moce częściej nie są darem, ale zwykłym przekleństwem. Milczał przez chwilę, nim postanowił znów odezwać się w głowie Désirée.
Nie chcesz się zemścić za to, co ci zrobiono? Nie odczuwasz gniewu ani pragnienia odwetu? Gdybym ja to przeżył... Czułbym nienawiść i chęć zadania tym ludziom takiego samego bólu.
Spojrzał na swoje własne dłonie o bladych i chudych palcach, myśląc nad kolejnymi słowami.
Według mnie to tkwi w każdym z nas. Szczególnie w Pomarańczowych. Może ci się wydawać, że jesteś dobrym człowiekiem, ale kiedy spotkałabyś swoich oprawców, to nie czułabyś współczucia ani litości. Nie wierzę w to, że byś powstrzymała się przed zadaniem im krzywdy.
Nie powiedział nic więcej, bo widział wyraz twarzy dziewczyny i doszedł do wniosku, że raczej nie ma ochoty kontynuować dłużej rozmowy o tym, co przeżyła. Nie żeby mu specjalnie zależało na uczuciach praktycznie obcej osoby. Niemniej mieli razem wykonać misję i gdyby go znienawidziła już po pierwszej rozmowie, nie byłoby to zbyt dla niego korzystne.
Poza tym Willow siedziała tuż obok, a wiedział, że nie jest głupia i zaraz domyśli się, że ucina sobie pogawędkę w głowie z Averly. Znała go bardzo dobrze (zbyt dobrze) i zapewne szybko by odczytała emocje na jego twarzy.
- Chyba powoli dolatujemy. Idę obudzić Fabiena- powiedział, choć wcale nie miał takiej pewności. Po prostu nie chciał słuchać osobistej rozmowy obu dziewczyn. Nie wiedział, kto to Callum, ale zawsze wolał unikać rozmów, gdzie ktoś uzewnętrzniał swoje uczucia.
Ruszył na tył samolotu.
- Wstawaj, koniec snów o nagich laskach - oświadczył złośliwie i trącił śpiącego Fabiena czubkiem buta.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-15, 19:41   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Nie musiał jej wierzyć, ona akurat teraz mówiła prawdę. Co prawda mogła bez problemu manipulować innymi, ale jednak unikała czegoś takiego. Wiedziała, że to może być przydatne ale robiła z tego użytek gdy naprawdę potrzebowała. Gdy ostatnim razem użyła swych umiejętności, trzech agentów wylądowało w szpitalu w niezbyt ciekawym stanie.
- Nie musisz mi wierzyć, a w odpowiedzi na twe pytanie. Wszystko jest kwestią tego o kogo chcemy dbać, kogo chcemy chronić – odparła szczerym tonem głosu.
Ona w obecnej chwili zmieniła całkowicie opinie o byłym już prezydencie. Po prostu w jej oczach był on już na spalonej pozycji. A co sądziła o innych? To pozostanie tylko jej własną, prywatną opinią którą, nie chciała się na razie dzielić z innymi.
- Niezapomniane wrażenia – rzuciła do niego.
Nie miał czego żałować, wprost przeciwnie przynajmniej w jego głowie nie czają się wspomnienia o tym jak jest w takim miejscu. A to co mógł zobaczyć w jej umyśle było przepełnione grozą, strachem. Pokazała mu zaledwie ułamek tego co tak naprawdę miało tam miejsce. Nie chciała, aby wnikał głębiej w ten temat. Po prostu uznała, że to nie jest odpowiednie. Nie chciała, aby widział jak inni tam cierpieli. Jej rodzice ukrywali ją tak długo, jak długo potrafili i mogli. A teraz? Teraz ona bała się o nich, nie wiedziała co się z nimi dzieje, a jednocześnie prowadziła pertraktacje na temat tego jak ich zabezpieczyć, jak ochronić ich w przyszłości. Niestety te Obozy były zwykłym miejscem, które wykańczało Psi, za każde nieposłuszeństwo byli surowo karani. Spojrzała na Xaviera, uważnie go obserwując.
Wszystko w swoim czasie, każde działanie ma swój odpowiedni czas. Jednak nie stanę się taka jak oni. Nie stanę się nieludzkim zwierzęciem, pozbawionym emocji. Nie zobaczysz tego ale kiedyś moje ciało było naznaczone bliznami. Jedni nazywają takie działania karmą, a ja jedynie twierdzę, że nikogo nie ominie to co jest dla niego przeznaczone
Nie mówiła wprost, że ma ciągoty do torturowania innych, ale też nie powiedziała, że pogłaskałaby po główce swych oprawców. Jedynie zasugerowała, że będzie bronić siebie oraz innych Psi, prosty przekaz w kilku zupełnie nieznaczących słowach...ale tylko pozornie, tylko pozornie. Spojrzała na Xaviera raz jeszcze po czym przeniosła wzrok na Willow.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-15, 19:54   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Parka, która wcale nie miała ze sobą żadnych powiązań obudziła się. Cóż, byli na miejscu i trzeba było się ulotnić. I to dość szybko, bo jak sytuacja pójdzie nieco dalej, trzeba będzie się tłumaczyć grupie ludzi. A to nie było wskazane. Will obudziła Fabiena, który zresztą już wiedział o co biega i co trzeba zrobić. Dlatego też oboje nałożyli na nich iluzję. Trzeba było zachować ciszę.
- Zabierajcie swoje rzeczy - syknęła tylko Willow i zarzuciła na siebie swój plecak, a następnie podała Zielonemu jego rzeczy. Odpięła grzecznie swój pas i przez kilka sekund trwała głucha cisza, która zapewne miała wyeliminować jakieś zbędne dźwięki, kiedy...
Wszyscy usłyszeli kilka uderzeń w kadłub, co oczywiście było ich znakiem. Willow zwróciła się do reszty szeptem:
- Chodźcie
I po tym ona, pomarańczowi, a na końcu Fabien wyszli jakimś bocznym wyjściem i z opuszczonymi głowami zaczęli kierować się w stronę wyjścia z płyty lotniska. Oczywiście chyba nie trzeba było mówić, że w rzeczywistości nie istnieli? I jeżeli tylko Willow wyczuła czyjś wzrok, czy kogoś, kto miał zamiar pójść w ich stronę... Nie bez przyczyny cały drużyna składała się z dwójki Zielonych. Gdy przeszli przez otwarty teren, weszli do jakiegoś hangaru. Tam rudowłosa dodała:
- Okej. Można powiedzieć, że jesteśmy w miarę bezpieczni - stwierdziła i poprawiła włosy. Spięła je w wysoki kucyk, odetchnęła i wyciągnęła z torby maleńką torebeczkę, którą przerzuciła sobie przez ramię.
- Tylko po francusku teraz - dodała. Rzecz jasna po francusku.
Fabien nie chciał jakoś specjalnie długo czekać, dlatego też wlazł na jakieś skrzynki, a następnie przerzucił swój plecak przez maleńki mur stworzony z nich. Co w nich było? Cholera wie, jednak ich szlak prowadził właśnie przez to. Xavier go znał.
Szli więc przez kilka sekund po skrzynkach, aż wreszcie zaczęli wchodzić na nie coraz wyżej. Wreszcie znaleźli się przy jakimś oknie, tak więc Fabien wyjął klucz, który schowany był za jedną ze skrzynek, otworzył coś, co wyglądało na kraty w oknie jak i kłódkę i przeszedł przez dziurę. A to samo musieli uczynić wszyscy.
Słychać teraz było... Świat. Życie. To, co zawsze przed epidemią. Wyszli tyłem jakiegoś budynku i ześlizgnęli się po dachu. Tam też Willow dodała, otrzepując się:
- Naturalnie. Kapujesz? - zapytała Averly. Poprawiła swoją sukienkę jak i płaszcz i skierowała się w stronę ulicy. Ahh, Francja.
- Kierujemy się w stronę domu. No i witamy w Paryżu - dodała i lekko się uśmiechnęła. Była ciekawa jak Averly się tutaj czuje.
- Jak się czujesz? - zapytała jej.

zt-> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7977#7977
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,115 sekundy. Zapytań do SQL: 9