• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi. Może pięć osób to całkiem sporo, jednak dokładamy wszelkich starań, aby żyło nam się jak najlepiej!
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi
    Valerie


Poprzedni temat «» Następny temat
Taras
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-09-18, 19:12   Taras [Cytuj]

Taras jest połączony z dachem budynku - można na niego wejść schodkami. Jest to główne miejsce spotkań, ponieważ znajduje się tutaj często używany i uwielbiany przez agentów grill. Ponadto w rogach poustawiane są sofy i wygodne fotele. Widok, rzecz jasna, zapiera wręcz dech w piersiach - z tarasu widać plażę jak i morze. Na poręczach zawieszone są kolorowe lampiony, więc cała dekoracja wygląda spektakularnie szczególnie nocą.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-11, 21:42   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Okej nie spodziewała się tego typu przywitania. W sumie było mało prawdopodobne, że ktoś na dzień dobry zwróci się do niej per gwiazda. Tak więc była w lekkim szoku. Naturalne, dla niej i w tej sytuacji szok był całkowicie naturalny. W odpowiedzi na uśmiech mężczyzny, sama zdobyła się na podobny odruch po czym spojrzała na chłopaków, których jej przedstawił.
- Witajcie. –rzekła do nich po czym w ramach powitania podała im swą dłoń.
Jednak dobre wychowanie przede wszystkim, a ona go nie zapomniała. Z uwagą słuchała wyjaśnień, które nastąpiły w dalszej części wypowiedzi mężczyzny. Uroczo zebrano całkiem ciekawe grono osób. Pomarańczowa, Czerwony i Niebieski. Ludzie, którzy sami w sobie stanowili wybuchową mieszankę, zwłaszcza ze swymi umiejętnościami. Spojrzała ponownie na Caluma gdy wspomniał, a właściwie zapytał ich czy byli głodni. Okej. Ona zdecydowanie była głodna, chociaż i głód można oszukać, o czym świetnie wiedziała. Ci , którzy byli w Obozie przechodzili swoisty Obóz Przetrwania nie ze swego wyboru, a z przymusu. Skinęła jedynie twierdząco głową, po czym ruszyła na taras.

Gdy znaleźli się na miejscu zajęła miejsce przy stoliku. Po czym mimowolnie zerknęła na opis tego co można tutaj dostać. Menu. Po raz pierwszy od długiego czasu miała z czymś takim styczność. Przebiegła szybko wzrokiem poszczególne pozycję.
- Czy mogę prosić o zieloną herbatę. Jakieś owoce i coś z rybą? – zapytała kierując swe pytanie do Caluma.
Okej mogła przekazać mu to w myślach, ale uznała, że nie zrobi tego. Przynajmniej tyle mogła zrobić teraz. Chociaż chciała jeszcze poprosić o ciasto czekoladowe, ale nie wiedziała czy to zrobić. Chociaż zatrzymała na dłużej swój wzrok na nim
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-11, 22:11   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Mówienie, że nagłe zaproszenie było zadziwiające, było chyba zbędne - chociaż zależy, jak "dziwność" rozpatrywać, prawda? Zerknął na agenta (wcale nie ukradkowo), który wykazywał niepoprawne wręcz zaangażowanie i przerażającą ilość energii - i mówił. Dużo mówił. Ludzie, którzy dużo mówili, a nie były to rozkazy, byli spoko - pierdolili i pierdolili, czasami nawet dobrze się ich słuchało, a najważniejsze było to, że dzięki ich gadaniu on mógł siedzieć cicho. Stapiać się z nocą, która ciszę ukochała ponad wszystko.
Tak jak poprzednio tak i tutaj powitał dziewczynę lekkim skinieniem głowy - więc czekali tylko na nią - Pomarańcz... co chcieli osiągnąć zbierając taką grupę? - strach nawet o tym myśleć... panująca w Pryzmacie atmosfera jakoś za łatwo rozluźniała mięśnie i sprawiała, że chciało się nazwać to miejsce per "dom" - dlatego kiedy nagle przychodził czas deportu umysł dopadała smętna rzeczywistość: ciężko jest mieć dom, skoro nawet nie miało się serca, by dom był tam, gdzie ty. Kłamstwem byłoby jednak powiedzenie, że tego serca nikt nie oferował - mimo wszystko było paru agentów, chociażby psycholog z Ligi, którzy starali się zawalczyć w tym popieprzonym świecie o coś więcej.
Czarnowłosy powlókł się za gromadką - i znów! - napisałbym, naprawdę, że było w porządku, ale w sumie nie było - jakoś o wiele łatwiej odnajdywał się na polu, gdzie wszystko zalane było ogniem, niż... w kawiarence, gdzie wszyscy sobie klapnęli, jakby znali się od lat i gdzie pierwsza odważna już gotowa była wybierać Menu. Bo ten agent... tak całkiem serio mówił? Że co, że mają sobie coś zamówić, on stawia... i co? Będą tak się... poznawać w przyjemnej atmosferze? O Ctulhu najpotężniejszy z potężnych, czy ty widzisz, co się tutaj wyrabia?
Czarnowłosy niemal jak na Azjatę przystało (chociaż Azjatą nie był) - uruchomił tryb: "mam kij w dupie".
To go denerwowało.
Mimo to jego oczy ani twarz nie wyrażały żadnych emocji - a jedyną oznaką nieprzyjemnego napięcia była reakcja jego ciała - lekkie napięcie mięśni już kiedy wchodzili do kawiarenki. Ta sytuacja wydawała mu się tak abstrakcyjna i nierealna, że nie potrafił się w niej zupełnie odnaleźć.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-12, 12:47   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Uścisnął rękę zarówno chłopaka jak i dziewczyny, przedstawiając się przy okazji. Fakt, że dziewczyna była pomarańczowa lekko go zaskoczył, ale jakoś nie czuł oporów przed uściśnięciem jej ręki. W końcu sporo czasu spędzał ze swoją siostrą, która też była pomarańczową.
Kiedy dotarli do kawiarenki, nawet bez patrzenia w menu zamówił sobie kawę i jakieś ciastko. Nie był głodny, niedawno jadł, ale nie chciał by pozostali czuli się skrępowani. Spojrzał na Sahira, który widocznie nie czuł się komfortowo w tej sytuacji. -Spokojnie. - Powiedział jedynie. -Dla Pana Hedgera to żaden wydatek, prawda? - Uśmiechnął się do mężczyzny po czym przeniósł wzrok na chłopaka. -Nie musisz się krępować. Wygląda na to, że spędzimy razem sporo czasu, więc powinniśmy się lepiej poznać. - Nie wyglądało, żeby Richard czuł się skrępowany zaistniałą sytuacją, mimo, że do tej pory nie nawiązywał z nikim bliższych relacji. Nie znaczyło to, że nie potrafił rozmawiać z ludźmi. Wręcz przeciwnie, dobrze mu to wychodziło. Wiedział jednak, że biorąc pod uwagę swoją pozycję - pierworodny syn prezydenta, odpowiedzialny za treningi PSI w projekcie - nie powinien się z nikim zbytnio spoufalać, by się nie zapomnieć i nie dawać nikomu taryfy ulgowej. Teraz sytuacja się zmieniła - był na równi z tą dwójką, i jeśli starałby się wywyższać to skończyłoby się to kiepsko, szczególnie, jeśli mieli przechodzić to samo szkolenie.
Sahira kojarzył. W końcu znał wszystkich Psi w ośrodku. Często osobiście układał im treningi w zależności od potrzeb. Dlatego musiał pamiętać wszystkich, a przynajmniej ich kojarzyć dostatecznie dobrze, by móc szybko wyszukać potrzebne informacje w papierach. Co do dziewczyny, to wyglądało na to, że jest tu nowa. Nie pamiętał by przeglądał jej papiery. W normalnych warunkach pewnie bardziej by się zdziwił, ale ostatnio do pryzmatu przybyło sporo nowych osób, w tym "transport" z Ligii. Być może była jedną z tych osób? Ale coś mu nie pasowało. Przyglądając się jej, w jego głowie pojawiała się myśl... Nie, myśl to za mocne słowo. To był niewielki impuls, mówiący, że już kiedyś ją widział.
Skoro i tak powinni się zapoznać, to ktoś musiał zacząć rozmowę. To była idealna okazja, żeby zapytać. -Przepraszam, może nie powinienem pytać, ale jesteś tu nowa, prawda? Nie mogę pozbyć się wrażenia, że już się kiedyś widzieliśmy. - Może na jednym z bankietów urządzanych przez ojca? Było tam sporo dzieci w jego wieku, ale przecież wszystkie trafiły do pryzmatu od razu. To było wręcz nie do pomyślenia, by ktoś wystarczająco ważny by pojawić się na bankiecie urządzanym przez prezydenta trafił do obozu czy do Ligi. Ehh, Layla z pewnością by pamiętała. Ona pamiętała wszystko i wszystkich. Szybko rozwiałaby jego wątpliwości. To głupie uczucie, że skądś zna tą dziewczynę, ale nie mógł sobie przypomnieć kim ona jest nie dawało mu spokoju. Nie było czymś co strasznie mu przeszkadzało. To raczej jak mały kamyczek w bucie podczas treningu - nie przeszkadzał przecież tak mocno, a mimo to irytował i dekoncentrował.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-12, 23:45   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Nie ma sprawy, Averly. Możemy zamówić na co tylko masz ochotę - powiedział. Oczywiście, że zgrywał swojego rodzaju podrywacza - w końcu Averly nie była jakaś brzydka. Jednak przede wszystkim zdawał sobie sprawę z tego, co ostatnio przeszła. Chciał, żeby poczuła się tutaj dobrze, więc pewnie było to zrozumiałe, że tak się zachowywał. Uśmiechnął się lekko widząc jej zakłopotanie. W końcu przez tak długi okres nie miała niczego normalnego w ustach. A on nie mógł sobie tego nawet wyobrazić.
- Wszystko w porządku, Sahir? Kiepsko wyglądasz - rzucił agent i schował dłonie do kieszeni. Obchodziło go to, co czuje jego podopieczny. To normalne. Podobnie zresztą jak w przypadku Averly. Miał tylko nadzieję, że chłopak nieco się rozluźni i będzie czerpał chociaż minimalną radość z tego spotkania. No cóż, Calum wiedział, że osoby z Ligi nie do końca podzielają ten entuzjazm. Ale co miał zrobić? Nie zmieni tego, przez to ten chłopak przeszedł. Tak samo jak nie może już nic zrobić dla Averly. Nie wymaże im pamięci, a nawet nie wie czy chciałby tego. To były zawsze jakieś cenne przeżycia, lekcje życia. Wynieśli z tego tyle, że nie warto nikomu ufać i najlepiej troszczyć się o swój zadek. Z jednej strony to było dobre podejście - w CIA jest czas na przyjaźń i poświęcenie dobra ogółu dla dobra jednostki - przyjaciela? Nie do końca. Chociaż skoro mają zostać podzieleni w drużyny... Powinni okazać chociaż minimum zainteresowania sobą nawzajem. Ale nikt ich tutaj zmuszać nie może. Hedger uśmiechnął się do Richarda i rzucił:
- Twój ojczulek nieźle płaci. Wszystko idzie na mój koszt - roześmiał się i podciągnął rękawy koszuli, wcześniej zdejmując swoją marynarkę. Oczywiście widać było broń, która przylegała mu do pasa. Nie mógł się z nią rozstawać nawet, jeśli chciał. Nie miał jednak przy sobie tego, co mieli SSP - generator szumu. Ufał im. Uśmiechnął się jeszcze raz widząc, że chociaż Richard próbuje rozpocząć jakąś rozmowę. Mrugnął do niego i poszedł złożyć resztę zamówienia. Po chwili wrócił z kelnerką, która niosła gotowe przysmaki. Gdy wszyscy mieli już wszystko pod nosem - zamówił nawet dla Sahira jakieś danie z kurczakiem - powiedział:
- Więc, jak się czujecie z wizją spędzenia następnych tygodni wspólnie?
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-13, 10:24   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Spojrzała na ciemnowłosego chłopaka, który przywitał się z nią skinieniem głowy. No cóż nie dziwiła się, że nie podał jej ręki. Spodziewała się takiego zachowania, które mogło wynikać z tego kim była. Jakim była kolorem. No cóż nie będzie płakać, ani okazywać swego smutku i rozczarowania. Nie na to pora.
Gdy dotarli do kawiarenki ona po prostu sięgnęła po to menu, a następnie zadała pytanie czy może dostać to o co prosiła. Niestety pobyt w Obozie zrobił swoje i ona zachowywała się jak zachowywała. Zapewne potem nastąpi zmiana, jednak na razie wątpliwe, by można było na to liczyć. Spoglądała na swych towarzyszy, była tutaj jedyną przedstawicielką płci damskiej w tym gronie. Zdziwiło ją to, ale też niespecjalnie. W końcu mieli chyba jakiś plan, jakieś zasady gdy tworzyli tą grupę? Sam fakt, że znaleźli się tutaj przedstawiciele trzech różnych kolorów niósł za sobą pewne przesłanie. Pomarańczowa, Czerwony i Niebieskie. Trio, które razem mogło wiele zdziałać, a i , które mogło tworzyć tą specyficzną, wybuchową mieszankę.
Jeden dotyk dłoni chłopaka, jeden dotyk dłoni Richarda pozwolił jej na dostęp do jego wspomnień i myśli, ale nie skorzystała z tej furtki. Okej czy zrobi to potem? Nie wiadomo, ale teraz starała się jednak podarować mu tą prywatność, którą mógł otrzymać od niej. Gdy usłyszała jego głos, skierowała swe spojrzenie bardziej na jego osobę.
- Nic się nie stało, możesz pytać. W końcu będziemy razem przebywać, a pytania to najlepsza droga do tego, by móc się poznać nawzajem – powiedziała.
Z uwagą wysłuchała jego pytań, na te potrafiła odpowiedzieć. Nie były one trudne, a ona znała odpowiedzi, wiedziała, że już kiedyś się widzieli i wiedziała, że może opisać tamte okoliczności z niezwykłą precyzją.
- A odpowiadając na twe pytania. Tak jestem tutaj nowa. Spędziłam ponad dwa lata w Obozie. Dopiero niedawno tutaj trafiłam. A co do tego czy kiedyś się widzieliśmy. W tym masz rację. Przyjęcie z okazji Bożego Narodzenia, dziesięć lat temu w domu twego ojca. Wtedy przy choince bawiłeś się z dziewczynką w czerwonej sukience, która miała kokardę we włosach. A potem wspólnie rozpakowywaliście prezenty. O ile dobrze pamiętam dostałeś jakiś samochód …chociaż tego nie jestem w 100 % pewna. – odpowiedziała.
Jej rodzice wielokrotnie bywali na przyjęciach urządzonych przez prezydenta Gray’a. W końcu cała trójka się przyjaźniła. Po chwili przeniosła swą uwagę na Caluma, którego głos usłyszała w następnej kolejności. Uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuję Calum – rzekła.
Tak można rzec, że ona nie była brzydka. Nawet była całkiem ładna, ale nie myślała o sobie obecnie w kategorii by mogła się komuś podobać. Zresztą? Nawet nie sądziła, by chociaż jednemu z obecnych tutaj panów przyszło do głowy flirtować z nią, jednak na słowa Caluma uśmiechnęła się do niego. Zawsze było to miłą odmianą, tego typu zachowanie.
Niestety pobyt w Obozie, był treningiem, którego nikomu nie życzyła. Ale miało to też swoje dobre strony, nauczyła się tam zachowań, które pozwoliły jej przetrwać w tych warunkach ponad dwa lata, a to było już naprawdę coś. Zauważyła broń agenta, który miał się nimi opiekować, jednak gdy nie zauważyła generatora białego szumu wyraźnie się rozluźniła. Zdecydowanie tym zaskarbił sobie jej przychylność oraz dobre, pozytywne nastawienie. Gdy na stół trafiło jedzenie, jako pierwszą wzięła w swe dłonie filiżankę z zieloną herbatą, którą popijała małymi łyczkami.
- Zapowiada się ciekawie spędzony , wspólnie czas. A biorąc pod uwagę, że będziemy tam razem fakt, że musimy się lepiej poznać nabiera nowego, szerszego znaczenia. W końcu tam będziemy zdani na siebie, będziemy razem współpracować. To naturalne, że musimy wiedzieć coś o sobie, aby móc działać jak najlepiej – odpowiedziała z uśmiechem.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-13, 11:16   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Mógł mieć skierowane czarne oczy na blat stołu, elegancko wypolerowanego, drewnianego, przy którym siedziało już zapewne wielu czerwonych i jeszcze więcej grupek temu podobnych - dzieciaków, których agenci chcieli gdzieś zabrać, ale przed w sumie zamierzali okazać wielki gest - dlaczego? Z czystego gestu dobroci, chęci "zaprzyjaźnienia się"? Kiedy grupa Psi dobrze się znała, wiedziała, czego się po sobie spodziewać, potrafiła się komunikować, stawała się o wiele bardziej skuteczna, to naturalne, ale nigdy nie uważał, by potrzebne były do tego pogawędki takie, jak ta - co one właściwie miały wnieść, nie prezentując ich zdolności bojowych i zdolności zachowania się w terenie? I tak na dobrą sprawę gdzie oni w ogóle wybywali, co ich tam czeka? Obojętne, prawda? Gdziekolwiek pójdą, miejsce to stanie się na jakiś czas nowym "domem", może potem wrócą, może ich drogi się rozejdą - nieistotne - istotne było to, że najwyraźniej będą ze sobą przez jakiś czas musieli współpracować. Dlatego mógł te oczy mieć utkwione gdziekolwiek - w tym blacie, w czystej ścianie, w podłodze, przez którą dzisiaj przeszło już sporo butów, dlatego nie była najczystsza, albo w widoku rozciągającym się nieopodal, a i tak robiłby to samo - obserwował i wyciągał wnioski. Drobne gesty, drobne spojrzenia, wszystkie słowa, które przesycały powietrze, sunąc z ust do uszu - tyle uprzejmości, tyle uprzejmości... niemal chciało się wystawić nad sobą radosną, sparklącą tęczę z dopiskiem: "rzygam" - tylko że samemu Sahirowi jakoś w pośpiechu do takich myśli i gestów nie było - heh, no wiecie - to serio miłe, że ludzie byli... mili - tak po prostu. Jeszcze gdyby pozwolić sobie na uwierzenie, że bycie miłym może być bezinteresowne...
Podniósł spojrzenie na Richarda, kiedy ten się do niego odezwał - jedno krótkie słowo - rozkaz To nie brzmiało jak rozkaz - i nie było też słowem prowokującym - a jednak jakimś cudem sprawiło, że spojrzenie Nailaha wcale nie było przyjemne. Jak wilk zapędzony pod ścianę, wokół którego zawisły cienie ludzkich sylwetek - wilk ten nie zwykł podchodzić i ufać ludziom z kijami.
Nie zwykł też jednak ufać ludziom bez kijów.
Wiedział przecież - musi być spokojny - i nie chodziło tutaj wcale o jego dobre czy złe samopoczucie - pomimo tylu lat treningów i ciężkiej pracy wciąż wybuchał zbyt łatwo, wciąż zbyt łatwo tracił kontrolę nad ogniem, który lizał wnętrzności, ocierał się o żołądek, sięgał do serca i z drwiną opływał bielmo czaszki - drwiną i kpiną - jak wewnętrzny demon, ciągle podszeptujący, że ten świat, który nie ma niczego do zaoferowania, będzie nieco lepszym miejscem, jeśli go wypuści - o, chociażby teraz - kiedy usłyszał głos agenta wrócił spojrzeniem do blatu i wsunął dłonie do kieszeni bluzy, zaciskając je w pięści.
Kiwnął w odpowiedzi na pytanie krótko, wolno głową.
Oczekiwano tutaj szczerości, czy odpowiedzi, które chciało się usłyszeć?
Taaak, Pomarańczowa, heh... to nie tak, że nie bał się innych barw - tej po prostu bał się najbardziej. Strach tego najbardziej pierwotnego, zwierzęcego pokroju, bo bardziej niż cokolwiek innego prowadziły go instynkty - a jednak nadal był człowiekiem, więc niepewność pukała do bram - i brak zaufania. To chyba tak, że poniekąd Pomarańczowych poniekąd podziwiał. I zazdrościł im. Tym nie mniej nie podanie jej dłoni wydawało się nie fair - o zgrozo, z jego autystycznie socjalnego punktu widzenia to było wręcz bardzo niemiłe, przynajmniej tak by powiedziała Naomi Charlton - te myśli zajmowały zdecydowanie więcej jego głowy, aniżeli powinny, a może właśnie nie? Może właśnie każdy tak przeżywał, kiedy zrobił coś, co inni by nazwali "niemiłym"? Nie zrozumcie mnie źle, bardzo mało w tym było jakichkolwiek "emocji", na pewno nie tych bardziej głębokich - poza walką z własnym strachem i zapytaniem, czy ten strach ma jakikolwiek sens, skoro będą mieli ze sobą współpracować. Zwłaszcza, że pozostali zdawali się próbować nawiązać z nią kontakt. I chyba można było mówić o wstępnym "polubieniu się".
Lepiej zaczynać miło, niż zostawać potem do czegoś zmuszonym.
Wierzcie mi - problemy Trzeciego Świata to przy tym nic.
Jakkolwiek idiotyczne by to nie było, w jego głowie wydawało się poprawne - po takim czasie jednak przełamać samego siebie, phew... - dlatego wyciągnął jedną dłoń z kieszeni, spoglądając na nią przez moment, nim wysunął ją bardzo powoli w kierunku Averly, tak jak ona zrobiła to na powitanie. Król opóźnionego zapłonu.
Nie spojrzał na nią jednak. I nie, jego mimika nijak się nie zmieniła.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-13, 15:46   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Oh! Rzeczywiście! To byłaś ty? - Uśmiechnął się nie kryjąc zdziwienia. Nie spodziewał się kogoś takiego tutaj. Znaczy, spodziewał się, ale ktoś taki powinien tutaj przybyć dużo wcześniej. Dlaczego córka przyjaciół jego ojca trafiła do obozu? Powinna przybyć do pryzmatu. Coś było nie tak, prawda? Może jakiś błąd, pomyłka? No cóż, nie trzeba było się nad tym teraz zastanawiać. -W takim razie dobrze cię widzieć całą i zdrową. Wybacz, że nie poznałem, ale pamięć czasem mi szwankuje. - Cóż, nic dziwnego, byli wtedy mali. Ale rzeczywiście, przypomniał sobie to przyjęcie. I rzeczywiście była tam dziewczynka w jego wieku. Oczywiście od tego czasu wydoroślała... No i nie ma co ukrywać, wyładniała.
Wziął łyka kawy, spoglądając na Sahira, który widocznie nie chciał wchodzić w głębsze relacje. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zagadać, ale widząc jego spojrzenie zrezygnował. Może był z tych, którzy potrzebowali czasu na oswojenie się z innymi ludźmi. Skoro tak to pozostała mu rozmowa z Calumem i Averly. Póki co to on starał się nawiązywać dialog, ale być może czuł taki obowiązek, z uwagi na pozycję ojca. Wziął na widelec kawałek ciasta i skosztował. Było dobre jak zawsze. -Nie wiem jak inni, ale ja jestem podekscytowany. - Stwierdził odpowiadając na pytanie mężczyzny. -Zastanawiam się, jaki rodzaj treningu dla nas przygotowaliście. Nie mogę się już doczekać. Cieszę się też, że będziemy mogli poznać się lepiej. - Spojrzał najpierw na dziewczynę a potem na chłopaka, który w sumie nic specjalnego póki co nie powiedział... W sumie czy on cokolwiek powiedział? Było to trochę upierdliwe, bo w sumie jak mogli poznać się lepiej, jeśli on nie chciał nawet odpowiadać na pytania? -Liczę na owocną współpracę. - Powiedział jednak uśmiechając się uprzejmie. Cóż, jako syn prezydenta musiał umieć pozostać uprzejmym nawet, jeśli nie podobało mu się czyjeś zachowanie. Nie mógł dać tego po sobie poznać. Nie chciał psuć sobie relacji, zanim ta się na dobre rozpoczęła.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-13, 18:40   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Calum uśmiechnął się do Averly, która z chęcią opowiadała o sobie. O tak, tego trzeba było tej grupie. Sam zresztą przysiadł się i zaczął w skupieniu wysłuchiwać tego, co ma ona do powiedzenia. Czas płynął,a ich posiłki pachniały wyśmienicie. Po chwili, na trawnikach przy tarasie włączył się zraszacz, który zaczął polewać czerwone maki i różne inne krzewy. Typowy dzień w Pryzmacie. Sprzątaczka podeszła do podłogi, niedaleko której siedział Sahir i zaczęła zmywać ślady butów. Wszystko musiało być wypolerowane i czyste. W końcu przy tym stole siedziały tak ważne osoby.
- Słuchaj, Sahir... - Calum znowu na niego popatrzył i znowu poświęcił mu kawałek czasu, w którym nie lampił się w resztę swojego cudownego zespołu.
- Jeśli chcesz wyjść i się przewietrzyć, to nie widzę w tym problemu - dodał i lekko rozprostował nogi pod stołem, przy okazji przypadkowo szturchając nią Richarda, od razu się lekko poniósł i schował nogi, dodając:
- Wybacz.
Calum ewidentnie nie czuł się dobrze z tym, że tylko dwie komórki jego zespołu mają jakąkolwiek chęć, by współgrać. Postanowił przełamać lody, czy coś w ten deseń. Spojrzał pierw na Richarda i dodał:
- Sporo zadań. Sporo testów. Cóż, Richard. Typowa farma, typowe Quantico. Jestem przekonany, że Ty będziesz się świetnie bawił. Choć wiem, że wiele rzeczy będzie dla Ciebie powtórzeniem, a nie prawdziwą nauką. Ale mam nadzieję, że pomożesz w tym czasie innym się przystosować do nowych warunków - powiedział Calum i uśmiechnął się do chłopaka. W sumie to nawet za nim przepadał. Był konkretnym facetem i w dodatku na odpowiednim miejscu. Widział w jego oczach ojca. Ale teraz nie było czasu na wzruszanie się nad tym, jak bardzo dobrze było go mieć w swojej drużynie. Calum znów zerknął na Sahira i dodała:
- Słuchaj, może wyjdziesz ze mną zapalić? Porozmawiamy, przewietrzymy się - powiedział i lekko się uśmiechnął.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 15:09   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Jedzenie pachniało zachęcająco - nietknięcie go byłoby wręcz grzechem - wszystko to podczas kolejnych wymian zdań - Richard i Averly się znali, z jakiegoś Bożego Narodzenia, Agent znał najwyraźniej Richarda - powiązania, powiązania… chyba w świecie, w którym było już tak niewiele dzieciaków nie trudno było się znać - przynajmniej nie aż tak trudno. Naprawdę był wdzięczny, że ich “Opiekun” cokolwiek mu zamówił i nie musiał za bardzo wyciągać rąk po menu, odzywać się zanadto - pewnie spędziłby w innym wypadku czas jedynie gapiąc się w blat, próbując się uspokoić i słuchając. I czekając, aż w końcu zjedzą.
Wyjść, uciec, przewietrzyć się - siedzieli przecież na tarasie, powinno być tutaj wystarczająco świeżego powietrza, by każdy mógł nim odetchnąć - powinno - czasami zduszający dym, który zbierał się w płucach, nie miał niczego wspólnego z czystością powietrza na zewnątrz - sadza osadzała się na ściankach wnętrzności i zbierała, milimetr po milimetrze, w coraz większych ilościach, by w końcu zaczynać odpadać jak stara farba złuszczająca się z sufitu - zbierając na dnie organizmu zaczynała zbijać się w coraz wyższą warstwę, wypełniając tak stopniowo, czekając, aż pojawi się woda, która doprowadzi do katharsis - i znów można będzie nabrać tchu, poczuć jak tlen rozsadza żyły transportowany do mięśni - nie chciał przecież masochistycznie dać się tutaj zadusić, nie chciał zaduszać też wszystkich innych ciężarem aury, która coraz intensywniej rozlewała się wokół jego milczącej sylwetki - to nie sprzyjało współpracy, nikt nie musiał stwierdzać takich oczywistości - ile słów “to nie tak!” można było tutaj wypowiedzieć wiedział tylko on sam, ale ich nie wypowiadał - tylko na początku przesypały się przez jego umysł, jaśniejszymi światełkami popłynęły przez neurony w ciszy jego osoby, a potem zaczęły kropelka po kropelce, impuls po impulsie, zamieniać w zaprzeczenia - tak zamykało się ślepe koło, w którym nigdy nie miało paść jakiekolwiek słowo, bo poczucie bycia “nie na miejscu” zaczynało się zamieniać w “jestem tu i i tak was kurwa wszystkich nie lubię” - warto dodać słowo “niemal”, czy też: “prawie”, bo na szczęście kategorie lubić czy nie lubić w stosunku do tych osób nie zostały odnotowane - zwyczajnie wolałby być… i tylko tyle. Być w swojej ciszy i pozorach nie istnienia, stanowić tło, ale oni ewidentnie jakiś kontakt starali się nawiązać, sprawiając, że efekt zamkniętego koła tylko się napinał i nabierał na tempie - nie był znowu też idiotą, żeby nie wiedzieć, że nie było to robione złośliwie - zwyczajnie komunikowanie się z ludźmi nie było jego najlepszą stroną. Był wychowywany do tego, by słuchać rozkazy i je spełniać, nie by zawierać znajomości - wręcz, można by rzec: urodzony do tego, ku przekorze swojego prawowitego ojca.
Podniósł się bardzo cicho - i równie ciche były jego kroki - ginęły zupełnie w tym szumie i gdyby nie szelest ubrań, upodobnił by się bardziej do ducha niż fizycznie istniejącej osoby, która właśnie postanowiła wyjść na zewnątrz - a podniesienie poprzedziło nic innego jak kiwnięcie głową - bo rzeczywiście, czy on w ogóle się odezwał tego wieczoru? Spojrzał z tej pozycji na całą salę, usuwając się automatycznie krok w bok, kiedy sprzątaczka przeszła obok niego - tak, piękne miejsce - cały Pryzmat zresztą był na swój sposób piękny - miejsce niemal idylliczne, niemal utopia, w której nie pozostawało nic więcej jak uszczypnąć się w policzek, żeby upewnić się, że to nie sen - i te ostatnie dwa miesiące spędzone tutaj takie właśnie były. Senne. Od kiedy przytargano go tutaj z Ligii pół-żywego nie mógł jednak powiedzieć, że się z tym miejscem zżył pomimo tych minionych ośmiu tygodni - mniej więcej ośmiu - ćwiczył z tymi ludźmi, mijał ich na korytarzach, przyglądał im się tak jak co poniektórzy przyglądali się jemu - i nikt tu nie unosił noża do gardła drugiej osoby, nikt nie oglądał się co krok za siebie, szukając śledzących ich cieni - te zdawały się być w większości przeganiane blaskiem lamp rozwieszonych na korytarzach - nie można było być po prostu naiwnym - utopie nie istniały. I ta też z całą pewnością miała swoją stronę, która po prostu pozostawała przed nim zakryta.
Wciągnął kurtkę na ramiona i wyszedł na zewnątrz, z ulgą łapiąc przestrzeń i ciszę, która odgrodziła ich od knajpki.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-14, 16:39   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG (ZAPOMNIAŁAM SIĘ PRZELOGOWAĆ.)
Calum wyszedł zaraz za nim, uśmiechając się do Richarda i Averly. Pewnie, że chciał z nimi zostać, ale widział, że Sahir potrzebował pomocy. Nie mógł nikogo odtrącać, zostawić samego. A widział, że Pomarańczowa i syn prezydenta znają się już. Pewnie przez to nie poczują się sami. Mają zresztą pewnie sporo tematów do nadrobienia. Gdy agent wyszedł, zaraz z czerwonym i oboje stanęli pod drzewem, Calum wyciągnął filtr do papierosa i wsadził go sobie do ust, a następnie zaczął skręcać papierosa, umieszczając trochę tytoniu na bletce. Zaraz po tym zaczął go powoli skręcać. Zerknął na Sahira i dodał, nadal trzymając filtr w ustach:
- Przyzwyczajenie. Nie zawsze mi się powodziło tak, jak kiedyś - dodał i po chwili zarechotał. Jego przeszłość nie była żadną zagadką - to Gray wypompował go na sam szczyt. Gdy Calum dołączył w szeregi CIA i wyjechał na farmę, wśród bogatych dzieciaków, które zdawały uniwersytety żeby również się tam dostać, wyróżniał się tam niemiłosiernie. Gdy go zwerbowano miał pięć dolców w kieszeni i wypowiedzenie z poprzedniej pracy. Teraz nadal skręca sam papierosy i kupuje tytoń. Bo jest taniej.
Po chwili spojrzał na Sahira i powiedział:
- Palisz, młody? Na farmie. Ekhm, szkoleniu - dodał po chwili. Slang z agenci pozostaje na całe życie. Dmuchnął w górę, by odrzucić niesforny kosmyk włosów, który cały czas łaskotał go w nos.
- Na szkoleniu nie będzie takiej możliwości, ale póki jesteś tutaj, mogę Cię poczęstować. Potrafisz go skręcić, czy mam zrobić to za Ciebie? - zapytał agent i po chwili poskładał gotowego papierosa, umieścił filtr, a następnie polizał bletkę, aby skleić go w całość. Jeden gotowy. Może przełamywanie lodów nie wychodziło mu aż tak tragicznie? Tak czy siak jego marzeniem był Sahir, który mówił. O sobie i tak dalej.
- Nie przepadasz za gadaniną, co?

Dwie kolejki:
1. Averly, Rich (Mg opcjonalnie, powiadomię was)
2. Sahir, MG
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 17:11   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Zapiął kurtkę pod szyję, unosząc czarne oczy na rozciągający się przed nimi krajobraz i włożył łapska do kieszeni, schodząc za agentem z głównego przejścia, żeby nie blokować drzwi, gdyby ktoś chciał przejść - plecak zostawił przewieszony przez oparcie krzesła, wewnątrz, nie odczuwając potrzeby, by maniakalnie go pilnować - nie było tam niczego, czego nie dałoby się odkupić, zresztą bez przesady, żeby od razu podejrzewać kogokolwiek o nadmierne grzebanie, nie wspominając już o kradzieży. Nawet kiedy zatrzymali się w końcu, kiedy oparł się łopatkami o korę drzewa, biorąc kolejne głębokie wdechy, żeby ta samonapędzająca się złość w końcu opadła, nie spojrzał na Caluma - był, stał, istniał - tak jak on był, stał i istniał - i dopiero kiedy rozbrzmiały w cieniach ogołoconego już niemal całkowicie z liści drzewa głos agenta, czarnowłosy skierował na niego swoje spojrzenie już chcąc pytać, o co chodzi z przyzwyczajeniem, ale domyślił się - papierosy, czy raczej: kwestia skręcania ich. Więc co, teraz był nawet dziany, ale kiedyś biedował? Teraz mu się powodziło, ale wzbogacił się na pracy w CIA?
Wzrok Sahira nie był przyjemny - i nie chodziło tutaj o to, że myślał o agencie źle, czy też o jakiekolwiek emocje, które mogłyby od niego bić - to spojrzenie, kiedy napotykało spojrzenie drugiej osoby, było po prostu przerażająco puste - jak spojrzenie Otchłani, która bardzo chętnie odpowiada wzrokiem i przenika, dystansując swoją obojętnością - biorąc, ale nie dając niczego w zamian. Bo naprawdę nie myślał o Calumie źle. Ani o tych dwóch kolorowych, których zostawili w knajpce. Ktoś, kto starał się nawiązać kontakt, kto zapraszał na wspólny obiad, chyba nie mógł być tak po prostu zły, prawda? Zwłaszcza, że mógł z nimi sytuację załatwić bardzo szybko - krótki rozkaz, wrzucenie do samochodu i jedziemy - bez żadnych cergieli, a już tym bardziej bez starań nawiązania kontaktu. Oni wszyscy jednak mieli cel - mówienie o bezinteresowności byłoby raczej słabe: Richard starał się trzymać fason, uśmiechał, ale jego oczy nie uśmiechały się razem z nim - gdzieś tam w głębi samego siebie unosił się beznamiętnie na tafli oceanu i nie wydawał się poruszony na tyle, by szukać brzegu - przynajmniej dopóki nie spojrzał na Avery - dziewczynę z Obozu, której wzrok stwardniał, wycofał się, ale która nie wyrzekła się przez to swojej ludzkiej części - starała się po prostu dotrzymać kroku normom towarzyskim, przedstawić siebie z lepszej strony? I Calum. Agent, który chciał, żeby każda komórka, którą chciał połączyć w jedność, działała jak należy - nadmiernie wręcz uroczy w stosunku do Pomarańczowej, niby taki otwarty, niby taki bardzo wyluzowany. I taki odważny. Wychodzić do takich dzieciaków bez białego szumu, ale wciąż z bronią - w końcu był agentem. Obojętnie, jak bardzo luzacki by nie był, gdzieś w swoim wnętrzu trzymał stalową wolę, którą w razie niebezpieczeństwa wyciągnie bez wahania. Sahir nawet gotów był z tego punktu zaryzykować stwierdzeniem, że gdyby cokolwiek złego działo się im - chyba już nie dzieciakom - to gotów byłby ich zasłonić własną piersią.
- Nikotyna zmniejsza wydolność organizmu. - Nie, nie palił - nie dlatego, że nie chciał - nie zastanawiał się nad tym za bardzo. Dobry żołnierz to zdrowy żołnierz. Kiedy wysyłali cię poza mury każdy jeden oddech był ważny - bo też, nie oszukujmy się, Sahir miał głęboko w poważaniu sprawy Ligii, Pryzmatu, czy jakiejkolwiek innej organizacji. Chciał po prostu przeżyć.
Czy nie przepadał za gadaniną..? To chyba nie do końca tak. Próbował komunikować się z ludźmi. Rozmawiać. Tak… normalnie. Niestety umiejętność normalnej rozmowy nie była zagwarantowana ani w jego domu ani kiedy już ten dom opuścił. Liczyło się w końcu tylko posłuszeństwo wobec rozkazów.
Spojrzał na moment w bok - chyba wypadałoby podziękować, tak? Według jakiś norm kultury na pewno…
Oooh to go znowu denerwowało, ale już nie w taki sam sposób. Bo powoli się uspakajał.
- Lubię rozmawiać. - Odpowiedział dopiero po chwili, po zastanowieniu, wycenie - ale odpowiedź wydawała się oczywista od razu - przynajmniej dla niego. Chociaż chyba bardziej lubił słuchać, niż mówić, to zdecydowanie. Spojrzał znów w oczy agenta - jakby bezsłownie chciał powiedzieć: sam dobrze wiesz, że inni niekoniecznie lubią, kiedy PSI zabierają głos.
Miał przyjemny głos - bardzo spokojny, mrukliwy, wyciszony - niemal jak kot, który nocą mruczy do ucha przed snem.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 18:39   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Dla niej jego strach był całkowicie zrozumiały. Większość osób, jak nie wszyscy okazywali strach przed osobami jej pokroju. No cóż Pomarańczowi sami w sobie stanowili trudnych przeciwników, a wręcz potrafi za pomocą swych umiejętności walczyć z wrogami tylko poprzez siłę umysłu. A może aż dzięki sile umysłu? Nie wiadomo. Na dobrą sprawę gdyby chciała mogłaby kogoś przymusić siłą do wykonania jakiś czynności, ale uznała, że to nie pora ani okazja do tego. Chciała być wobec nich fair i nie stosowała swojego daru...na razie. Gdy Sahir podał jej swą dłoń uścisnęła ją. Zawsze to lepsze niż nic, a, że z opóźnieniem zareagował na jej powitanie. Nie mogła go za to winić, nie chciała tego na dobrą sprawę robić.
Przeniosła swe spojrzenie na Richard'a.
- Tak to byłam ja, wiem od tego czasu się zmieniłam – stwierdziła.
Nie dało się nie zauważyć jego zdziwienia, zaskoczenia na to, że ją tutaj widzi. Tak ona powinna tutaj przybyć dużo wcześniej, a jednak ostatnie dwa lata spędziła w Obozie gdzie przeszła prawdziwą szkołę życia. Nie uznała jednak za potrzebne tłumaczyć tego dlaczego tak się stało, a i na dobrą sprawę nie do końca znała całą prawdę.
-Nic się nie stało. To ma specyfika pozwala mi zapamiętywać niezliczoną ilość informacji, ułatwia dostęp do wspomnień. To nie jest nic złego, a wręcz przydatnego według mnie. – odpowiedziała mu z uśmiechem.
Zdecydowanie wydoroślała, a co za tym idzie z małej dziewczynki stała się dorosłą kobietą, której wygląd nie ma co tu ukrywać również się zmienił. A raczej na plus niż minus, chociaż nie jej było oceniać atuty własnego wyglądu, własnego wizerunku. Trzymając w dłoniach filiżankę z herbatą, popijała ją drobnymi łyczkami. Zdecydowanie pozwalało jej to skoncentrować myśli, a co za tym idzie miała możliwość zastanowienia się nad kilkoma sprawami.
- Ja również jestem ciekawa tego co zostało dla nas przygotowane. W końcu zapewne nie jest to zwykła rzecz, zwykły trening. A tak jak wspomniałam poznanie siebie nawzajem pozwoli nam na lepsze działanie, lepszą współprace, co automatycznie przełoży się na zdecydowanie lepsze efekty. Oczywiście na plusie, nie na minusie – odrzekła.
To, że zaczęła opowiadać o sobie, że zabrała głos w dyskusji uznała za swój obowiązek. W końcu nie miała tutaj ochoty na to, aby siedzieć jak słup soli i milczeć, nie mówić nic. To najzwyczajniej w świecie prędzej czy później by się jej znudziło, a tak miała okazję do tego by wymienić poglądy i poznać swych towarzyszy.
- Uroczo. A więc zapowiada się całkiem ciekawy pobyt. A w myśl tego co powiedział Calum, liczę na ewentualną pomoc z twej strony Richard. – rzekła do niego z uśmiechem.
Zaczęła powoli jeść swój posiłek, jednocześnie zakładając chwile wcześniej kosmyki swych długich, brązowych włosów za uszy.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-14, 18:47   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Sahir
- Tak, tu akurat masz racje, młody - powiedział i podpalił swojego papierosa. No, prawie. Jego zapalniczka przez kilkanaście sekund odmawiała posłuszeństwa. A cholera, to dopiero była droga zapalniczka. Zippo, którym próbował podpalić papierosa wciąż nie chciało współpracować. Rany, tyle za nią wybulił, a nie mógł kupić sobie normalnych papierosów. Nic dziwnego, że po chwili posłał spojrzenie Sahirowi, z zapytaniem czy mógłby posłużyć się swoją mocą.
Czy to była obraza? Nie, z pewnością nie. Chciał przełamać lody, naprawdę. Był mądry, sprytny, inteligentny. Ale ta sytuacja - w sensie prośba do czerwonego, który pewnie jakiś czas temu musiał bronić się, rzucając płomieniami na prawo i lewo, o odpalenie cholernego papierosa... Może to nie było zbyt okej, ale Calum naprawdę nie chciał źle. Tak samo z nazywaniem chłopaka "młody". To było bardziej po przyjacielsku niż żeby Sahir poczuł się jak głupi dzieciak. Agent wiedział od początku, że nie jest. Zresztą, kto w tym świecie miał jeszcze choć trochę z dziecka?
- Też nie palę, podczas służby. Dopiero tutaj mam na to czas i pozwolenie. Więc korzystam - powiedział i uśmiechnął się lekko. Nie ukrywał, że chwilowy dymek był dla niego kojącą chwilą relaksu w całym tym pobojowisku. Mógł mieć dużo z życia - wymarzone wczasy, jakąś ładną żonę czy cokolwiek innego. Miał kasę. Ale najbardziej zadowalał go papieros własnoręcznie skręcony i schłodzone piwo, wypite przed telewizorem podczas oglądania meczu z przyjaciółmi. Był facetem i już. Prostym. Nie tak złożonym jak inni agenci CIA - oni musieli mieć bankiety, whiskey, kawior i prostytutki. On nigdy nie wstąpił w te szeregi dla kasy. Choć na próżno tam szukać dobrego zarobku. Chyba, że - tak jak Calum - zadowalasz się prostymi sprawami i wiesz co nieco o oszczędzaniu.
- Możemy rozmawiać. Jeśli tylko chcesz. Jeśli coś Ci przeszkadza, to to powiedz. Nikt tutaj nie każe Ci milczeć - powiedział agent i odgarnął znowu niesforne włosy.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 19:30   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Nikotyna.
Szary dym papierosa, która wolno unosił się i unosił - znał ten dym lepiej, niż ktokolwiek chciałby go poznać - pamiętał jej zapach, chociaż sam nie palił, każdą komórką swojego ciała, każdym włoskiem, który stawał na karku dęba w obliczu zagrożenia - dym, który jeszcze nie uniósł się z papierosa, bo pewne, a zarazem delikatne dłonie mężczyzny próbowały uporać się z metalową zapalniczką, której najwyraźniej zabrakło paliwa na dalsze funkcjonowanie - paliwa, którego sam Calum miał w zapasie chyba całkiem sporo, skoro był w stanie dzielić się nim z osobami pokroju Nailaha. Tylko paliwa w zapalniczce mu najwyraźniej zabrakło.
Sahir wyciągnął dłoń spoglądając na nią - taka czysta… i szorstka - wyrobiona fizyczną pracą wiadomego rodzaju - wraz z uspokojeniem się wnętrza, nawet jeśli nadal dokuczała swojego rodzaju arytmia, można było próbować przepychać się z własnym demonem rozpalającym trzewia - ten znakomity przepis, który składał się z woli i myśli, a który mógł leżeć w rękach bardzo wielu - tylko że niewielu koniec końców było w stanie go wykonać - sprawił, że nad dłonią czarnowłosego zapłonął ogień, pięknym płomieniem wijąc się wokół palców i rozświetlając mrok nocy, by zaraz rozejść się po kościach - malał pomultku, wygasał wraz z podnoszeniem ręki, aż ostał się niewielki płomyczek na krańcu palca - trwało to chwilę - nawet dłuższą chwilę - i wymagało od niego pełnego skupienia, bo nie ukrywając jak do tej pory jego używanie umiejętności było raczej dość proste - działało jak bomba. On był tą bombą. Nie potrzeba było wiele, jego brak stabilności psychicznej wszystko ułatwiał - rozpalona nienawiść, gniew, żal przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Bum.
Wyciągnął dłoń w kierunku agenta, wcale nie uważając, żeby jego prośba była niepoprawna, wręcz przeciwnie - była miła.
Miła odmiana i dowód, że zdolności dzieciaków nie musiały służyć tylko mordowaniu.
Tak samo zły nie był ten zwrot - dojrzałość psychiki a emocjonalna często szły zupełnie innymi drogami - i tymi odmiennymi wędrowały i u czarnowłosego, który w emocjach, rozmowach, kontaktach z innymi był, cóż… niemal autystyczny. Bardziej zatrzymał się na wieku 16 lat, bo na pewno nie przesunął już dalej do 20.
- Rozmowy… - Uniósł wzrok na niebo przysłonięte częściowo nagimi, wijącymi się gałęziami. - Prowadzą do spoufalania się. - Kapitan oczywistość, nie ma co - ale nie chodziło tutaj tylko o to. Spoufalanie się było problematyczne, jeśli nie powiedzieć: kłopotliwe - bo kiedy kogoś lubisz, nie będziesz w stanie zabić go bez mrugnięcia okiem, kiedy nadejdzie taki rozkaz - a wierzyć w happy endingi, że jakoś człowiek sobie zawsze poradzi, że się uda? Domena naiwnych, do której Sahir nie zaglądał. Poza tym ich drogi się w końcu rozejdą. Pewnie prędzej niż później. - Wszystko w porządku. - Jak mogłoby mu cokolwiek nie pasować? Nikt nie ciągnął za włosy, nie warczał rozkazów, nie popychał lufą pistoletu, pozwalano na mówienie, karmiono i jeszcze dopytywano o samopoczucie. Tylko idiota by tego nie docenił. - Potrafię być wiernym psem gończym za okazaną dobroć. - Przechylił głowę, by spojrzeć na Caluma pustymi oczyma. - Dziękuję. - Może brzmiało to wszystko bardzo pusto, może i jego mimika się nie zmieniała - ale był naprawdę wdzięczny - nawet za tych parę chwil, nawet jeśli takie siedzenie pomiędzy ludźmi nie było łatwe, nawet jeśli brali go za dziwaka czy denerwowali się jego milczeniem - wciąż było to miłe, że nikt nie kazał wypierdzielać.
Najlepiej być prostym mężczyznom - i cieszyć się z prostych rzeczy.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-14, 21:06   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Sahir
Agent pochylił się i odpalił papierosa od płomienia, który wytworzył chłopak, następnie nieco się cofnął i wypuścił dym. Skoro Sahir nie chciał zapalić, to on nie będzie dmuchał w jego stronę. To byłoby dopiero niemiłe.
- Tylko co w tym złego? Warto mieć przyjaciół, znajomych - powiedział Calum, który miał jedynie kilku przyjaciół z którymi mógł wyjść do baru. Nie dzielił nawet swojego apartamentu z nikim. Jednak niezaprzeczalnie, nawet jeśli Sahir będzie musiał grać w terenie, będzie musiał udawać kogoś, kim nie jest. Zresztą, to wymaga chociaż minimalnego zaangażowania. Pomyślał agent i strzepnął popiół z papierosa.
- Przynajmniej kilku - dodał po chwili i wsunął końcówkę do ust, a następnie ponownie się zaciągnął, spoglądając gdzieś tam ponad drzewami. Nie przyjechał tutaj, żeby dawać mu lekcje moralne, prawda? Jednak widział, że on najwyraźniej czuje się zagubiony. Może męczyło go towarzystwo tych wszystkich niezbyt pasujących do niego ludzi? Może chodziło tutaj o coś innego?
- Nie musisz być żadnym psem gończym, młody... - popatrzył na niego lekko zszokowany i na moment zaczął wpatrywać się w swojego papierosa. Dodał:
- Wystarczy odrobina zaangażowania. Chęci. Nikt Cię do tego nie zmusza. Nie Ciebie. To propozycja. Jeżeli bardzo nie chcesz tutaj być, to mogę Cię odesłać do domu - powiedział Calum.
Wiedział, że mógł. Wiedział, że Donavan pewnie mu tego nie wybaczy i zapłaci za to swoją posadą i pensją, ale... On, do cholery, zbyt wiele czasu wymigiwał się od wstąpienia do SSP. Nikt nie uczyni z niego bezdusznego potwora, jacy wałęsali się po obozach rehabilitacyjnych. Nie jego.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 21:28   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Donavan raczej nie patrzył na to pod kątem: możesz albo nie możesz - dostał polecenie i należało je wykonać, krótko i na temat - i spodziewał się bardzo wielu sytuacji: jakiejś misji, szkolenia, w którym dwa błędy były jedynymi, jakie mogłeś popełnić - trzecie to już bolesne uszkodzenie fizyczne, jeśli coś zepsujesz, ale po prostu nie tego - i niemal można było powiedzieć, że wyskakiwały oczy z orbit przez zastałą sytuację, chociaż nie oszukujmy się - to był tylko jeden człowiek, reszta agencji może być taka jak Donavan - spoglądająca na kolorowych tylko jak na narzędzia, które można użyć - nie przeszkadzało to Nailahowi tak długo, jak długo nie stawał z ludźmi takimi jak ten dwukrotnie już wspomniany, twarzą w twarz i nie musiał słuchać ich bełkotu - wtedy nagle otoczka tu-mi-wisizmu pękała i wysypywała się na podłogę, deptana cudzymi butami. Najgorsze było to, że stronie przeciwnej chyba sprawiało to więcej frajdy aniżeli powinno.
Zaangażowanie… przerażające słowo, naprawdę - słowo, które wymuszało, byś dał coś od siebie - cokolwiek - parę słów, parę spojrzeń, parę więcej gestów i emocji. Już próbował. Zwykła rozmowa, taka jak ta, była trudniejsza niż niejedna misja - ale była to trudność, która jakoś nie przeszkadzała, bo przecież było miło. Nawet kiedy siwy dym przypominał o tym domu, który dawno nie istniał - spopielony w płomieniach, które przed chwilą odpaliły mężczyźnie papierosa. I kolejne straszne słowo: dom.
- O 20 lat za późno. - Zabawne, że minęło już 20 lat… i 6 lat od wybuchu epidemii. Mówić zaś o tym, czego chciał, a czego nie… rany, to dopiero było abstrakcyjne! Więc: czy chciał tutaj być? Nie. Czy chciał zostawać? Jeszcze bardziej nie - zwłaszcza, że tak jak mówił: był dość wiernym psem - i najgorsze było to, że dość łatwo się przywiązywał, kiedy tylko ktoś pogłaskał go z włosem. Chciał iść aktualnie za Calumem. Pewnie tego pożałuje w przyszłości - i na pewno pożałuje, że powiedział o parę słów za dużo, gdy już pęknie granica, jaką ustanawiał między sobą a ludźmi. - Chcę zostać. Postaram się.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-14, 21:42   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Co właściwie chciałbyś robić w swoim życiu? - Calum zapytał go, a następnie upuścił papierosa na ziemie i przygniótł go butem. Możliwie, że właśnie dorobił komuś pracy, ale... No dobra. Schylił się i podniósł to, co wyrzucił, a następnie umieścił to w pobliskim koszu. Nie będzie śmiecił. Nie będzie.
- Nie jesteś teraz w żaden sposób uwięziony. Tutaj jest bezpiecznie i tak dalej... Nie ma już Ligi. Jesteś wolny - powiedział, nie zastanawiając się nad tym, że właściwie Liga w jakimś sensie była jego domem. Po jakimś czasie ludzie zaczynają traktować jak dom nawet tak paskudne miejsca. Widział jedynie kilka przelotnych zdjęć z tego, jak wygląda sytuacja w tamtym miejscu. To nie był przyjemny widok w żadnym wypadku. Jednak trzeba było szanować to, co inni uważali za swojego rodzaju dom. Albo chociaż schronienie.
- Nie musisz się starać, Sahir. To Twoja decyzja.
Chciał płacić skórą za decyzje innych. Może to nie było jakoś specjalnie inteligentne, ale przynajmniej mógł dać mu wybór. Jak nie on, to inny czerwony, prawda?
Calum skończył papierosa, uśmiechnął się lekko do chłopaka i poprawił swoją koszulę, a następnie dodał:
- Jeśli chcesz, możemy już wrócić. Chyba, że chcesz o czymś porozmawiać albo posiedzieć tutaj jeszcze. Całkiem ładnie jest w Pryzmacie. Jednak to wszystko... Wydaje się sztuczne, nie sądzisz? - powiedział mężczyzna, rozglądając się. Schował dłonie do kieszeni. Tak. To było sztuczne. Dziwny nastrój tutaj panował, szczególnie po tym, jak Donavan został dyrektorem tego cudownego przybytku. Strach pomieszany z jakąś chorą nadzieją, że... Będzie lepiej? Dobrze, że ich stąd zabierał. Przez chwilę przez myśl coś mu przeleciało.
- Jest tutaj pewna osoba. Też czerwona. Z Ligi. Może ją znasz?
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-14, 21:49   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Oczywiście. - Powiedział uśmiechając się lekko. -Pomogę jak tylko będę umiał. Więc nie wahaj się prosić o pomoc. I w razie czego ja też poproszę cię o pomoc, dobrze? Jak to mówią, co dwie głowy to nie jedna, prawda? - Wzruszył ramionami i upił kolejnego małego łyka swojej kawy. Co prawda on przez większość czasu radził sobie sam, jednak nie robił nic specjalnie twórczego. Treningi mięśni, umysłu czy nawet użycia mocy - z tym wszystkim musiał radzić sobie sam, nikt nie mógł zrobić tego za niego. Ale nawet on miał doskonałych trenerów, którzy przekazywali mu swoją wiedzę. Wiedzę, którą teraz on mógł przekazać innym. Co prawda sam uważał, że daleko mu do osób które go uczyły, ale mimo to był w stanie udzielić kilku wskazówek... Chyba. Na dobrą sprawę nie wiedział na czym ma polegać szkolenie, ciężko więc mu było powiedzieć, czy będzie w stanie jakkolwiek pomóc, no ale nie mógł przecież okazać słabości, prawda? Był synem prezydenta, miał na swoich barkach nie tylko własny honor, ale też honor całej rodziny. Musiał dać z siebie wszytko na wielu polach. -Ciekawe jak będzie wyglądać współpraca z nim. -Powiedział bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego patrząc na miejsce gdzie zniknął Sahir. W końcu nie wydawało się, żeby chciał nawiązywać z nimi jakiekolwiek przyjaźnie. Jeśli nie będzie się dało z nim skontaktować, ich współpraca może stanąć pod znakiem zapytania. Lubił wiedzieć, co myślą inni. Nie był tak dobry w rozmowie z ludźmi jak jego siostra. Richard był prostym człowiekiem. Mówił czego oczekuje, i oczekiwał tego samego od innych. Nie miał zamiaru się domyślać zamiarów czy uczuć innych ludzi - nie był w końcu Lynn, i z pewnością nie raz by się pomylił. A na placu boju taka pomyłka mogłaby zaważyć o losach całej misji. Jeśli Sahir nie miał zamiaru z nimi rozmawiać, a będą musieli współpracować podczas treningu... To by było strasznie męczące. Dlatego miał nadzieję, że Calum trochę go... Nastawi. Dobrze że Averly wydawała się być chętna do współpracy. Przynajmniej z jedną osobą będzie się łatwo dogadać. -Cieszę się, że będziemy współpracować. - Stwierdził więc z uśmiechem.

/Val:
Jeśli widzisz tą wiadomość, Averly, to oznacza to tyle, że możesz odpisać.
Ostatnio zmieniony przez Valerie Cadle 2016-11-14, 21:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-14, 22:16   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Co chcesz robić… w życiu? Swoim? Od kiedy to życie było “jego” i od kiedy to on mógł decydować, co z tym życiem zrobić - a przede wszystkim: od kiedy to w ogóle było życie? Kropelka zdziwienia - przynajmniej jakkolwiek mimika Sahira się zmieniła, kiedy uniósł głowę, by spoglądać na Caluma prosto, a nie z ukosa przez tą krótką wymianę zdań - razem z głową uniósł lekko brwi, zbity z pantałyku - jedno zdanie i wiele słów, które powinny zostać opatrzone cenzurą, żeby nie mieszać, nie wprowadzać rozgardiaszu - chyba miał nieco ciężki przypadek syndromu sztokholmskiego, ale tylko chyba - w końcu nie czuł zbyt wielkiego żalu z Ligą, ani z tymi, którzy ją tworzyli - ale z całą pewnością się z nią identyfikował. Cóż - z czymś, co nie istnieje, naprawdę łatwo było się… złączyć w myślach. O wiele łatwiej niż z osobami żywymi.
- Chciałbym… przeżyć. - No tak, tak… jedni chcieli być baletnicami, inni malarzami, a jeszcze inni policjantami - Nailah niemal zapomniał, że takie zawody w ogóle istnieją - więc może chociaż da się sięgnąć do zdarzeń sprzed epidemii, może tam drzemały plany na życie… ale nie. Chyba nie. Tam też jedyną myślą było: chcę żyć.
Nie ma Ligii, jesteś wolny… Chyba słyszał te słowa po raz pierwszy - i były tak samo zdumiewające jak te poprzednie.
Wolny.
WOLNY.
I to już miłe nie było - to słowo było przerażające - bo wolność przerażająca była - wymagała troszczenia się o siebie w pełnym tego słowa znaczeniu, wymagała zupełnej samodzielności decyzji, wymagała znalezienia sobie miejsca w życiu i ułożenia go - tak, by naprawdę być “wolnym” i przestać biegać po tym ślicznie ładnym wybiegu - włączała się automatyczna blokada, podpisana soczyście czerwonym “NIE”. Aaa, bo to raczej nie syndrom sztokholsmki - to raczej syndrom żołnierza, czy jakaś inna nerwica wojenna - ściągasz takiego z pola walki i mówisz mu: teraz idź do domu, jesteś wolny! Dość już służyłeś temu kraju - i sądzicie, że taki żołnierz będzie w stanie ułożyć sobie życie?
Chłód jakoś mocniej przeniknął przez jego ubrania i dotknął skóry.
Lecz to w końcu tylko idylla - te piękne słowa o życiu i wolności - równie piękna, co Pryzmat. Jak już pisałem: utopie nie istnieją.
Kiwnął głową zgadzając się na powrót - i tak nie zamierzał agenta tutaj dłużej przetrzymywać, monopolizowanie Opiekuna byłoby nie w porządku w stosunku do pozostałych załogantów.
- Ja nadal jestem. - Resztka Ligii, ex-agent, mizerne pozostałości dawnych czasów. - Tak… - Dodał ciszej, odrywając od Caluma wzrok. - Tu jest zbyt cicho. Lubię to jednak. To prawie jak sen. - Jak cisza przed burzą - jakby ktoś zasłonił czerń nieba kolorowym grafitii, żeby nikt nie domyślił się, co nadchodzi. - Nie... sądzę. - Powiedział ostrożnie, przeszukując pamięć za nazwiskiem - Liga, rozbita w perzynę - cholera wie, kto trafił tutaj, a kto poszedł świat. Kogo zaś zabito.
Ruszył z agentem spowrotem do pozostawionych towarzyszy.
_________________
<div style="font-family:'Parisienne';color:#A8A8A8;font-size:27px; line-height:50px; text-shadow: 1px 1px 1px #121212;">Cute. <div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:2px; margin-top:-14px;">You still call me "human".
<div style="font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-top: 6px;">voice x outfit
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,146 sekundy. Zapytań do SQL: 10