• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Taras
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-14, 23:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG - Sahir

- Cóż to za życie, jeśli Twoim jedynym celem jest przeżycie? Czasy się zmieniły, Sahir. Teraz jesteś tutaj, wśród ludzi, których celem jest zapewnienie Ci godnego bytu. Realizację. Możliwość pogodzenia z tym, co jest w Tobie - stwierdził agent i popatrzył na niego. Naprawdę było mu żal tego chłopaka. Było mu szkoda wszystkich z Ligi, którzy są tym tak przesiąknięci. Było mu żal dzieci, które cierpiały w obozach. Czasami było mu nawet żal tych dzieci, które są tak bardzo przesiąknięte Pryzmatem. Uważał, że trzeba pogodzić jakoś te dwa świat - świat cierpienia i dostatku, bo teraz - jak jeszcze nigdy wcześniej - zaczęły się przeplatać. I to mocno. Potrzebny był balans, którego chyba nikt pośród Pryzmatu znaleźć nie potrafił. Dobrze, że ich stąd zabierał.

-DOŁĄCZAJĄ DO WAS-
Calum kiwnął głową i poprowadził chłopaka na taras, znowu wracając do reszty. Uśmiechnął się i zajął miejsce przy stole, a następnie znowu chwycił za kartę Menu. Szeroko się uśmiechnął i dodał:
- Macie ochotę na coś jeszcze? Jeśli nie, to możemy powoli się zbierać.

KOLEJKA: SAHIR (tak dla balansu, w końcu przyszedł z Calumem) , AVERLY, RICHARD, MG
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-15, 00:33   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

To były rzeczy, które łatwo było powiedzieć - ale słowa te nie miały odpowiedniej mocy, by tak po prostu przejść do porządku dziennego i stać się realizacją - tak jak plany spisywane i rozrysowywane przez architektów muszą zostać zbudowane przez robotników, tak i zmiana nastawienia potrzebowała dni, być może lat, ciężkiej pracy, by stała się realiami - pierwsza cegiełka została położona bez żadnego planu - tak po prostu, w dobrej wierze.
Nailah zamierzał tą cegiełkę pielęgnować - tak jak każdą ofiarowaną przez ludzi takich jak Calum.
Wszedł na taras zaraz za agentem, przysposabiając się do swojej roli - to nie było chyba jakoś trudne, jeśli tym pierwszym przysposobieniem się miało być spokojne siedzenie na czterech literach - drugim powinno być odzywanie się, no ale bez przesady, nie szalejmy za bardzo, jeszcze ktoś tutaj pomyśli, że dobrobyt - ta krótka rozmowa wystarczyła, by przyjąć zapewnienie, że nie są posyłani jako te Owce na rzeź - i że jako baranki Boże będą miały łaskę pańską, którą był nadzór osoby nie trzymającej ciągle w ręce bata a przy nodze ogara, który kąsałby nóżki, zmuszając do przybierania kierunku, który przypodobałby się pasterzowi.
Usiadł grzecznie na swoim miejscu - tutaj było zdecydowanie cieplej.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-15, 08:35   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

- To prawda, co dwie głowy to nie jedna. A na pewno działając razem szybciej znajdziemy rozwiązanie, niż mielibyśmy to robić w pojedynkę. – odpowiedziała.
No cóż po prostu mówiła prawdę, a nie widziała w tym niczego złego. Sama piła drobnymi łyczkami swoją kawę. Co prawda na jej ciele nie było żadnych ran, śladów po pobycie w Obozie jednak musiała być powściągliwa i nie przecholować nawet z czymś tak pozornie błachym jak jedzenie.
Osoby, które przebywały w Obozach i jakimś cudem się z nich wydostały, opuściły je naprawdę przechodziły tam swoisty życiowy trening. Taki można by rzec survival, uczyły się jak przetrwać w warunkach, którym było daleko do tych jakie panowały w Pryzmacie. Tak jakby porównać niebo, a piekło. I tego typu porównanie nie byłoby niczym kłamliwym, a wręcz najszczerszą prawdą. A jaka ona była? Jak reprezentowała siebie? Swoją rodzinę? Trudno było to powiedzieć zwłaszcza, że już dawno nie widziała swych bliskich. Tęskniła za nimi, ale jednak nie okazywała tego w jakiś nadmierny sposób. Nic z tego nie mogło wchodzić w grę. Naprawdę nic.
- Nie wiem. Jednak według mnie musimy poczekać, każdy z nas potrzebuje czasu, aby zaakceptować swoją sytuację. To co nas teraz otacza. Po prostu może jemu potrzeba nieco więcej czasu. Ale wierzę w Sahira i wiem, że i on przełamie się – dodała.
Ona gdy czegoś nie wiedziała to z łatwością mogła wniknąć w umysł danej osoby w ten sposób pozyskując potrzebne sobie informacje. Okej może to i było naruszanie czyjejś prywatności, jednak niekiedy było to naprawdę konieczne. Czy ona była chętna do współpracy? Ujmijmy to w ten sposób – po prostu w chwili obecnej wykazywała do niej pozytywne nastawienie, a to już była połowa sukcesu.
- Ja również, to będzie dla mnie miła odmiana. Zawsze nauczę się czegoś więcej, a w dodatku będę mogła rozwinąć swe umiejętności - - odpowiedziała.
Co chciała przez to osiągnąć? Czy miała jakiś cel? Po części tak, ona sama jak i inni wiedziała doskonale, że Pomarańczowych się boją. Ludzie boją się tego do czego zdolna jest ona i inne dzieciaki, a więc rozwijając swoje umiejętności mogłaby rozwinąć również predyspozycję do obrony własnej osoby. Siebie samej, a i innych.
- Wiem...pokaże ci coś, nie przyszło mi to do głowy, ale dzięki temu będziesz mógł łatwiej przypomnieć, zrozumieć to wspomnienie – powiedziała.
Wzięła głęboki oddech, po czym skupiła się na tym, aby móc pokazać Richard'owi wspomnienie dotyczące miejsca gdzie się wcześniej widzieli. Choinka, dzieci, Boże Narodzenie. Zabawa. Przymknęła oczy, aby móc się lepiej skoncentrować. Okej wniknęła do jego umysłu, ale nie zrobiła niczego złego.
Gdy tylko usłyszała głos Caluma otworzyła oczy.
- Nie dziękuję, ja niczego nie potrzebuje – dodała.
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-15, 19:54   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Przyglądał się uważnie dziewczynie, próbując zrozumieć o czym myśli. W takich chwilach naprawdę żałował, że nie był tak społeczny jak jego siostra. Nie potrafił zrozumieć co myślą inni ludzie, nie potrafił też powiedzieć tego, co chcieliby usłyszeć. Owszem, potrafił nimi zarządzać, potrafił przeanalizować zapisane na papierze statystyki i ułożyć do tego plan, jednak miało się to nijak do sytuacji takich jak ta - kiedy należało z kimś porozmawiać, coś powiedzieć, o coś zapytać.
Siedział więc spokojnie słuchając tego, co dziewczyna miała do powiedzenia. Kiedy stwierdziła, że mu coś pokaże, z zaskoczeniem podał jej dłoń - w końcu potrzebowała kontaktu fizycznego. Nie widział w tym nic złego, był pewien, że Averly nie była jego wrogiem. Wręcz przeciwnie, była jego przyjaciółką. W końcu wychodziło na to, że znali się od dziecka.
I wtedy zobaczył. Wspomnienie sprzed lat, przed wybuchem epidemii, przed tym wszystkim co się wydarzyło. Obrazy w jego głowie ożyły. Zawsze lubił to uczucie, choć innych mogłoby przerażać. On sam nie miał zbyt dobrej pamięci i niektóre rzeczy pamiętał jak przez mgłę. Teraz wszystko sobie przypomniał. Jakby właśnie obejrzał film z tego wydarzenia.
Uśmiechnął się ciepło. -Oh... Dobrze się wtedy bawiliśmy. - Stwierdził. -Szkoda. Gdyby nie ta cała epidemia, pewnie częściej byśmy się razem bawili... Lepiej byśmy się poznali. No ale nic straconego, prawda? - Spojrzał na podchodzącego Caluma. Dopił kawę i zjadł ostatni kawałek ciasta. -Nie mam nic przeciwko. - Stwierdził jedynie. Tak naprawdę nie mógł się już doczekać, ale z oczywistych względów nie mógł tego powiedzieć. Był synem prezydenta, musiał być opanowany... Tak jak jego ojciec.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-15, 21:21   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Znacie to powiedzenie: trzecie koło u wozu? Na pewno znacie - i na pewno wiecie też, jak takie trzecie koło u wozu się czuje. Trochę jakby ktoś wlepił go z zupełnie innej bajki, innej książki, do aktualnie rozgrywającego się filmu i uznał, że to jest świetny pomysł! - co mogło pójść w końcu nie tak, oprócz tego, że wszystko - w tym wypadku jednak ciężko było mówić o jakichkolwiek bajkach - i o tym, że ta gra tyczyła się aktorów zamkniętych w srebrnych ramach czarnego ekranu, na którym pojawiały się kolejne sceny, gdy nacisnęło się czerwony przycisk na pilocie - zaczynając od meritum sprawy można zaznaczyć, że w sumie nawet nie chodzi o to samopoczucie “trzeciego koła”, bo czarnowłosy tak się nie czuł (wszystko przez to krzywe postrzeganie relacji międzyludzkich), ale tak wyglądał - gdyby ktoś nacisnął play i zaczął oglądać z boku tą scenę, to Sahir należałby do tych aktorów “wypełniających tło” - no są, fajnie, ale nic poza tym - znikną i pewnie nikt go nawet nie zapamięta - i ta rola całkiem mu odpowiadała, to było meritum całego tego wywodu - bycie w tym cieniu, gdzie nikt się nim nie interesował, było zwyczajnie bardzo wygodne, bo “niczego nie wymagało”. Egzystowanie w końcu chciało tylko, żebyś ewentualnie jadł, pił, spał i załatwiał potrzeby fizjologiczne, żeby zwyczajnie przeżyć - nic ponadto - dlatego siedział i słuchał kolejnych słów, przyglądał się każdemu gestowi swoich towarzyszy, każdemu ich spojrzeniu - ciekawe, czy byli świadomi tego, że swoista chemia uniosła się między nimi? - swoista nić porozumienia przepłynęła między ich oczami, rozświetliła je na parę chwil i sprawiła, że przez moment oni oboje wydawali się bardziej żywi. Bardziej “z bajki’. Wszystko dzięki magicznej mocy wspomnień, czy to tak? - cokolwiek sobie przypomnieli i jakiekolwiek wspomnienie dzielili, bo urywki z ich rozmowy wiele nie wnosiły - jak wtedy na siebie patrzyli, co wtedy czuli, ile czasu spędzili razem i czy płakali, kiedy przyszło im się ze sobą rozstać? - niby małe niuanse - a jednak niuanse, które sprawiały, że teraz łączył ich ten jeden wieczór. To jedno Boże Narodzenie.
Sahir miał na to słowo - na to, co działo się między tą dwójką. Było to: oswojenie. Zaplatali ze sobą kolejne słowa i tworzyli nić - z tej nici być może zbudują w końcu most, a być może spalą to, co zaczęli budować - jak na razie każdy z nich dawał z siebie “to, co miał najlepsze”, chowając brudy do pudełka, bo przecież należy być uprzejmym, bo przecież obnażanie całego siebie na pierwszym spotkaniu mogłoby wywrzeć złe wrażenie, bo przecież ona była z Obozu, a on był synem prezydenta - oboje mieli granice, których nie próbowali nawet przekraczać, zamykając się na plaży w dniu, w którym nikt nie chce jeszcze sprawdzić, czy woda jest dostatecznie ciepła, by się w niej wykąpać - ale spokojnie… w końcu będą mieli sporo czasu, by zanurzyć się w całości - o ile oboje będą mieć na tyle odwagi, żeby się tak zbliżyć pomimo dzielących ich różnic (i ku chwale temu, co mogło ich połączyć).
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-15, 21:38   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Calum lekko się uśmiechnął, słysząc, że nikt nie ma nic przeciwko. Pochylił się jedynie nad stołem, dopił swoją kawę i odstawił kubek na miejsce. Po tym wziął marynarkę, i zarzucił ją na siebie, następnie błyskawicznie ją zapinając. I... Był gotowy do drogi. Wystarczyło tylko kilka czynności, żeby załatwić to wszystko. Nie mógł się doczekać, aż wszyscy wysiądą na miejscu i będą gotowi do pierwszych treningów. Cóż, jego rozkaz brzmiał "nie przedłużaj tego Hedger", jednak on wyobrażał to sobie inaczej. Cały ten przemiły podwieczorek był konieczny i już. Teraz to jego Psi, jego wydział. Uśmiechnął się ponownie, myśląc o tym i dodał:
- Ruszajmy więc. Weźcie swoje rzeczy. Averly - Twoje będą czekały na Ciebie na farmie - powiedział, dosuwając swoje krzesło. Pewnie gdyby nawet miała ze sobą teraz małą torbę ze szczoteczką do zębów, to zaproponowałby, że ją poniesie. Niestety nic nie miała. Cała grupa powoli kierowała się w stronę śmigłowca, który miał zabrać ich na farmę. A raczej na miejsce w którym miała się rozpocząć zabawa. Ośrodek szkoleniowy CIA położony był w jednym z z lasów w stanie Waszyngton. Było tam w miarę pusto, a cały kompleks otoczony był drutem kolczastym. Zupełnie nieprzystosowanym do Psi.

Wszyscy zt. na http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=4470#4470 po wylądowaniu Nie będziemy odgrywać drogi.

Dalsza część
Gdy dotarli już na miejsce, wyrósł wręcz przed nimi sporej wielkości kompleks, podzielony na kilka mniejszych. Architektura odstawała znacznie od tego, co prezentował sobą Pryzmat. Wszystko wyglądało surowo, wszystko było poukładane i nie było tam miejsca na kwitnące kwiaty czy przystrzyżony trawniczek. Calum pierwszy opuścił pokład, prezentując swoim agentom ich dom na następne tygodnie. Dodał:
- Witamy na farmie, dzieciaki. Za chwilę macie się zjawić na wprowadzeniu. Mam nadzieje, że będzie to dla was prawdziwa przygoda.
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-11, 22:32   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Ewangelina powinna go zabić. Jasno mu powiedziała, że ma odgórny zakaz nadwyrężać mięśnie, w tym wchodzić po schodach, bez nadzoru. Nie do końca wiedziano, kiedy może osłabnąć i upaść bez sił, ale zdarzało się to już coraz rzadziej. Niebawem terapia dobiegnie końca, a on będzie mógł wrócić do treningów i dawnej formy. Bardzo było mu do tego śpieszno. Jak na razie, zbliżała się noc, a słońce chyliło się ku zachodowi, a on obserwował horyzont z fotela. Zaiste piękny widok, kiedy można obserwować tak plażę i wielkie morze. Był sam, nikt nie przerywał jego przemyśleń. Nie było nawet jego, ostatnimi czasy nieodłącznego elementu, kuli. Wreszcie mógł ją porzucić. Odetchnął wieczorna bryzą i zamknął oczy. Chciał przeszukać swoje wspomnienia, by wypełnić kilka luk, które wciąż miał w pamięci. Czyżby sam, dla własnego dobra usunął swoje wspomnienia? Nie pamiętał tego. Po chwili takich poszukiwań, zaczął zapadać w płytką, niezmąconą drzemkę.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-11, 22:55   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Pryzmat przechodził drastyczne zmiany. Taras był o tej porze praktycznie pusty. Niestety klientów w pobliskiej kawiarni było coraz mniej. Dzieciaki wolały przesiadywać w innych miejscach, w swoich pokojach przede wszystkim. Po prostu nie było co robić. Wszędzie było dziwnie pusto, ponuro. Nawet tam. Były to już z pewnością ostatnie dni lata, jak nie jesieni. Jednak jesień zawsze dziwnie omijała wyspę. Robiło się coraz chłodniej, każdy powiew wiatru nie był już zwykłą bryzą morza, a bardziej nieprzyjemnym chłodem. Niestety, chłopak nie mógł specjalnie długo nacieszyć się tą drzemką, ponieważ po chwili podeszła do niego kobieta, która pracowała jako kelnerka. Taras w końcu był nieodłączną częścią kawiarni, a tutaj przeważnie pojawiali się klienci. Kobieta uśmiechnęła się i dodała:
- Czeeeść - po tym odczekała chwilę, aż chłopak nieco się wybudzi. Następnie zapytała, wyciągając z kieszeni mały notes i ołówek:
- Na co masz ochotę?
Tutaj nie było raczej miejsca na "pan" czy cokolwiek takiego. Wszyscy praktycznie byli na "ty", co oczywiście nie wiązało się z jakąś nieprzyjemną atmosferą, a bardziej z czymś "rodzinnym". Uśmiechnęła się lekko i zmierzyła wzrokiem chłopaka. Praktycznie każdy członek Pryzmatu choć raz zjawił się tutaj, a on? Niezbyt go sobie przypominała, a pracowała już tutaj kawał czasu.
- Hm, byłeś już tutaj kiedyś? - zapytała.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-12, 15:54   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Dla kogoś, kto urodził się w Finlandii, chłód odczuwalny w stanach nie był niczym specjalnym. Nie przenikał do jego kości, jedynie przyjemnie mierzwił, przypominając dziecięce czasy nad Morzem Bałtyckim, gdzie czasem jeździli. Tamtejsze plaże były brzydsze i mniej przyjemne, niż te w Stanach. Tam nie chciało się plażować.
Atturi został wyrwany z drzemki nagle, jakby zbyt szybko. Właściwie, to już zaczynały się przed nim pojawiać pustkowia Laponii i wody Pojezierza, kiedy ktoś nagle do niego podszedł.
- Heej - Powiedział lekko się wachając. Nie znał jej i nie wiedział, czy zbytnio się nie spoufalił. Kobieta trochę go onieśmielała. Była całkiem ładna i trochę starsza od niego. Zapewne nie była PSI. Podniósł głowę i szybko omiótł jej twarz wzrokiem. Ponoć fin ekstrawertyk bez skrępowania patrzy się na czubki butów rozmówcy. Przypominając sobie jednak, jak zachował się przed incydentem, skierował wzrok na twarz kelnerki.
- Aa, co macie? - Zapytał. W sumie, to napiłby się kawy. Ale takiej porządnej. Albo herbaty. Albo, typowo po fińsku, wódki. Choć w sumie, tutejsze prawo mu na to nie pozwalało.
- Jestem tu po raz pierwszy... - Zaczął niepewnie. W końcu, wybudził się stosunkowo niedawno. Zawsze musi być ten pierwszy raz. - Ale to długa historia.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-12, 15:59   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Pierwszy? O rany, jak to właściwie możliwe? - zapytała kobieta i usiadła obok niego. Oczywiście, że nie mogła jakoś szczególnie dużo czasu spędzać z jednym klientem. Jednak skoro kawiarnia była praktycznie pusta, to przecież mogła posiedzieć chwilę z nim, prawda? Poza tym cała ta sytuacja mocno ją zaintrygowała. Pryzmat był takim miejscem, gdzie każdy się znał. Nawet kojarzyła nowych agentów, którzy pojawili się tutaj z Ligi. A tutaj taka niespodzianka.
- Skąd się tutaj wziąłeś? - dopytała po chwili i wyciągnęła spod pachy małe menu, gdzie wypisane były wszystkie przysmaki, które tutaj serwowano. Głównie były to ciasta i jakieś potrawy, które brzmiały dość nieznajomo. Czyli pewnie kosztowały fortunę, chociaż tutaj akurat było to zupełnie za darmo. Nic, tylko zamawiać. Oczywiście były tam też różne rodzaje kawy, herbaty, świeżo wyciskane soki. Z pewnością było to coś, co w Lidze było tylko snem.
- Proszę, tutaj masz spis wszystkiego, co tutaj mamy. To dość pokaźna lista - uśmiechnęła się dziewczyna. Była dość młoda, jednak nie wyglądała na Psi. Poza tym pracowała tutaj, więc to wszystko musiało się poukładać nieco inaczej.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-12, 17:16   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Eeeh - Atturi poczuł się trochę onieśmielony takim zainteresowaniem swoja osobą. Nawet jeżeli był tu nowy, to nie myślał, że będzie kogoś jakoś specjalnie obchodził. Spodziewał się raczej chłodnego przyjęcia, pozbawionego większego zainteresowania jak to miało miejsce w Lidze. Ale tu było inaczej. Przecież nikt nie musiał obawiać się o to, czy przeżyje do jutra.
- Cóż, byłem jednym z pierwszych PSI - Zaczął opowiadać - Udało mi się uniknąć pobytu w Obozie Rehabilitacyjnym i dołączyłem do Ligii. Ponoć jestem całkiem utalentowany. Szybko okazało się, że zarządcy mnie cenią. Zdobyłem doświadczenie. - Opowiedział swoją historię skrótowo, po czym przeszedł do sedna sprawy
- Potem rząd postanowił przejąć Ligę. Pech chciał, że wdałem się w jedno ze starć. Jakoś tak trefnie uderzyłem się w głowę i zapadłem w śpiączkę. Wybudzono mnie niedawno. Wciąż przechodzę rehabilitację. Nie znam tu zbyt wiele osób. Jedynie ludzi, z którymi byłem w Lidze. - Zakończył opowieść. Nie była jakaś porywająca, nawet niespecjalna. No ale trudno, chciała poznać jego historię, to poznała. - Chyba warto, bym zaczął nawiązywać relacje. Atturi jestem, ale możesz mówić mi Kalevi. - Przedstawił się zarówno oficjalnym imieniem, jak i swoim prywatnym.
Przyjął kartę z podziękowaniem i zajrzał w jej wnętrze. Kiedy to zobaczył, prawie oczy wyszły mu z orbit. Tyle rodzajów kawy i herbaty ilu w życiu nie widział. Cholera, przecież to mały raj dla bogaczy. Odezwał się głos jego poprzedniej świadomości, który zignorował. Czuł się trochę nieswojo, wybierając spośród najbardziej luksusowych towarów, kiedy poza projektem ludzie głodowali. Ostatecznie jednak postanowił podarować sobie odrobinę luksusu. Wskazał chińską herbatę, zbierana ręcznie, której nazwy nawet by nie wymówił.
- Przygotowałabyś mi to, proszę?
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-12, 22:15   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Powoli się coraz bardziej ściemniało, tak więc kobieta wyciągnęła z kieszonki zapalniczkę i zapaliła świeczkę, która stała na środku stołu. Oczywiście cały czas go słuchała, uśmiechając się raz na jakiś czas i kiwała głową, udając, że to wszystko rozumie. W rzeczywistości... To było dla niej bardzo odległe. Wiedziała tylko, że poza murami tego cholernego SPA jest bieda. Głód, brudne, uciekające dzieci. A to wszystko było z jednej strony tak blisko, chociaż tak daleko niej. Dziewczyna odgarnęła włosy. Nieco przejęła ją ta historia, chociaż bardziej dotknęła gdzieś tam, w czuły punkt. Przerażało ją to wszystko. To, co się działo. Reszta agentów Ligi po jakimś czasie przyzwyczajała się do realiów Pryzmatu i siedzieli cicho. Bo czuli, że dzieci wydają się być speszone kolejnymi historiami tego typu. I teraz ona tak się czuła. Pokiwała znowu głową i dodała:
- Rany. To dopiero historia. Ciężko teraz uwierzyć, że to właściwie miało miejsce, co? - powiedziała i oparła policzek na dłoni, wpatrując się dalej w swojego klienta. Widząc, że ma ochotę na coś, od razu zanotowała cóż to takiego ma być i pokiwała głową, dodając:
- W porządku. Kilka minut i przyniosę! - dodała, a po chwili zatrzymała się speszona i nieco naprostowała swoje słowa. Chociaż nie było to w żadnym razie potrzebne:
- Zawsze przynoszę. Nie ze względu na rehabili... - nie skończyła. Wpadła na kilku żołnierzy, którzy właśnie weszli na taras. Kobieta od razu wyprostowała się, jakby zobaczyła demona i zaczęła przepraszać.
Od kiedy Donavan przejął władzę, kręcili sie tutaj żołnierze. Ni to SSP ani żadna armia. Nikt nie wiedział kim są, jednak ponoć musieli tutaj być, aby zapewnić bezpieczeństwo innym. Skoro Donavan tak mówił, to pewnie tak jest, prawda? Speszona dziewczyna odprowadziła ich do stołu a następnie odebrała ich zamówienia. Szybkim krokiem ruszyła w stronę kawiarni i wręcz rozpłynęła się, schodząc ze schodów. Kompletnie zniknęła z pola widzenia.
- Pierdolone dzieciaki - rzucił jeden z żołnierzy, który właśnie zaczął podciągać rękawy munduru. Dodał po chwili:
- Znowu jakieś fałszywe wezwania. Nie wiem co się tutaj do cholery dzieje - zaczęli rozmowę, ignorując obecność Pomarańczowego. Za chwilę dodał kolejny żołnierz:
- Danny zadowolony nie będzie, jak sie dowie, jakie cyrki tutaj dziś mają miejsce. Trzeba teraz mieć oczy dookoła głowy, bo nie wiemy co im może do łba strzelić.
Rozmowa trwała w najlepsze. Może warto się zainteresować?
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-13, 20:01   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Zdawał sobie sprawę z tego, że dla niej to wszystko jest odległe. Nie musiał używać swoich Pomarańczowych mocy, by o tym wiedzieć. Dla nich, świat poza murami był pewnie taki nierealny, jakby był ledwo jakimś filmem, lub opowiadaniem. Dla niego był codziennością, stłamszoną przez tą tutejszą.
- Nie, nie tak trudno. - Odpowiedział z westchnieniem - Kiedy widziało się to na własne oczy, to uwierzenie w to jest całkiem proste. - Własne? Czuł się, jakby były cudze. Jakby nie były jego. Skinął jej głową, kiedy poszła przyrządzać zamówioną herbatę. Wtedy nagle przybyli żołnierze. Kobieta wydała się spięta, ale Atturiego niewiele obeszli. Nie wstał z fotela, słysząc jak się pałętają. A jednak, odeszła. Poszła sobie gdzieś, pewnie z przestrachu przed nimi. Był trochę rozgoryczony, chciał z nią dłużej porozmawiać. Wydawała mu się przyjazna.
A potem usłyszał co mówili. Nigdy nie podobało mu się przedmiotowe traktowanie PSI. Anie przed incydentem, ani po nim. Rozumiał, że ludzie się bali. Jednak ci wydawali się nie bać, a być po prostu rozdrażnieni. Czym? Tego właśnie chciał się dowiedzieć. Odwrócił lekko głowę, by mieć ich w polu widzenia, po czym wysłał umysł, by przeczytać ich myśli. Lecz czy mu sie to udało?
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-14, 17:42   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Pośród masy wspomnień dotyczących ostatnich wydarzeń, wynoszenia rannych z podziemi i innych rzeczy tego typu znalazło się fałszywe wezwanie. Mieli pilnować wejścia jak i środka podziemi, jednak ktoś wezwał ich do innego sektoru. Tam jednak zupełnie nic nie było, a niedługo po tym ich służba się skończyła. Znaczy, po prostu mieli przerwę. Niedługo mieli wrócić do obserwowania tego, co mieli robić wcześniej. Teraz rozmawiali, co również przekładało się na ich myśli. Przede wszystkim się bali. Strach przed Donavanem i tym, co może zrobić za jakiekolwiek nieposłuszeństwo czy za źle wykonane zadanie. Pryzmat nie był w zbyt dobrej kondycji, wszyscy chodzili jak na szpilkach i na każdym kroku starali się zadowolić swojego nowego przywódcę. Tylko... Co teraz? Czym było to fałszywe wezwanie i - co gorsza - co się do cholery stało w podziemiach? Umysł chłopaka został wręcz zalany dziwnymi obrazami, ludźmi, którzy spłonęli żywcem. Uciekający ludzie, którzy porwali jakieś dzieciaki. Gniew, strach, krew. Jak daleko Pomarańczowy chciałby brnąć w ich umysły i w całym tym potoku gówna, stresu i przerażenia szukać jakichś cennych poszlak, które mogłyby naprowadzić go na to, co się stało?
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-14, 18:36   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Niechęć do żołnierzy minęła tak nagle jak nadeszła. Nadeszły też ich uczucia, wszystkie te informacje, które po części wydawały się zbędne. Nakreśliło mu to sytuację, ale nawet po części jej nie wyjaśniło. Spalone ciała, ewakuacja, to wszystko nie do końca mieściło mu się w głowie. Czemu nic o tym nie wiedział? Nie chcieli go stresować? Wystarczyło mu już to, że nie mógł jechać na szkolenia do CIA, z powodów zdrowotnych. Teraz jeszcze to? Przecież mógł pomóc, choćby odczytując wspomnienia rannych i kasując z nich największy ból, albo przed śmiercią pokazując piękne widoki, dając im umrzeć w spokoju. Mimo tego, nie zaprzestał poszukiwań. Chciał odnaleźć informacje, które ci ludzie mieli o Agentach Ligii. Wszystkich. Najlepsze byłyby te o nim, ale te o innych żywych też by mu się przydały.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-15, 00:21   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Agenci Ligi? Z jednej strony nędzne szczury, które powinny spłonąć w podziemiach już dawno temu. Z drugiej? Szanowali ich, a raczej musieli. To było dość istotne. Agenci mieli zmienić wizerunek Pryzmatu na coś lepszego. Mieli zacząć szkolić ludzi i pomagać im przystosować się do szarej rzeczywistości. Jednak z opinii żołnierza wynikło, że raczej nie nadawali się do tego tak, jak sądzono. Było tam kilka wspomnień dotyczących jakiejś niebieskiej, która wiecznie się stawiała i nie pozwalała dotknąć. Inne wspomnienie, czerwony, który nie odezwał się ani razu od kiedy pojawił się w Pryzmacie. Te dzieciaki były po prostu głupie, przesiąknięte czymś, czego nie potrafiły nikomu przekazać, bo same się tego bały. A potem wysłano je na szkolenie do CIA z innymi albo wcielono do laboratorium. Albo zostawiono, żeby trochę się zaaklimatyzowały. I wtedy zobaczył to.
Żołnierz, który pałaszował swoją grillowaną kanapkę miał we wspomnieniach coś, co wydawało się znajome Evansowi. Blondynka, jej długie loki oplatały czyjąś dłoń. A raczej ta dłoń oplatała te loki. Kobieta przyciśnięta do ziemi i przesłuchiwana przez kolejne osoby. A on miał ją wprowadzać i wyprowadzać. Wiadomo, że była to Naomi Charlton i Atturi nie miał najmniejszego problemu z rozpoznaniem jej. Więcej wspomnień z Ligi nie było. Nędzne szczury, nic więcej.
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-16, 23:54   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

A więc tak ich traktowali. Jak szczury, jak zło. Nie można było mieć o to do nich żalu, pewnie wielu ich znajomych ucierpiało w wyniku działań Ligii. Gdyby tylko Atturi mógł, nigdy by nie przystąpił do żadnej ze stron. Jednak był zmuszony.
Niebieskiej nie rozpoznał. Znaczy, kojarzył ją, ale jakby przez mgłę. Wszystkie wspomnienia o niej jakby uciekły. To mogło znaczyć, że było tam coś istotnego względem niej. I coś strasznego.
Czerwony, który się nie odzywał. Czyżby Sahir? Jego kojarzył całkiem nieźle. Miała nadzieję, że nie sprowadziło go to do śmierci.
Potem zobaczył Naomi. Nie zapomniał o niej. Była dla wielu, jak matka. Akurat nie dla niego, ale dla wielu. Poczuł się rozdarty. Prawie nerwy mu puściły widząc, jak torturują tą wspaniałą kobietę. Usunął się z ich umysłów. Może powinien rozkazać im się zabić? Nie, nie zrobił tego, tylko zerwał się z fotela. Zbyt szybko. Poczuł osłabienie i upadł na podłoże, czekając, aż mięśnie znów się ściągnął. Jasno zasygnalizował tym swoją obecność.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-17, 00:10   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Osz kurwa! - warknął żołnierz widząc, że pomarańczowy fiknął kozła - przynajmniej tak określił to w swojej głowie i zapewne Atturi dowiedziałby się o tym, gdyby miał siłę i chęci poczytać w jego głowie. Od razu dwójka żołnierzy oderwała się od jakiegoś bezalkoholowego piwa, aby pomóc Psionikowi w potrzebie. Oczywiście, że się brzydzili - jak każdy inny, kto został powołany tutaj przez Donavana. To on wpajał im do głów jakieś niestworzone historie o pomarańczowych i lepiej nie dotykać nikogo, bo jeszcze dowie się z kim zdradzało się żonę w 2014. Tak czy siak mężczyźni ruszyli i kucnęli przy chłopaku, próbując go ocucić. Jeden z nich zaczął lekko klepać w jego policzek, drugi zaś uniósł jego nogi do góry, bo przypadkowo usłyszał na jakichś zajęciach z pierwszej pomocy o tym triku. Oczywiście słysząc krzyki, po chwili znalazła się tutaj kelnerka, która od razu przyniosła szklankę wody, a po chwili zaczęła wzywać ludzi z lecznicy. Nie wyglądało to najlepiej. Atturi jednak widział wszystko jak w jakimś spowolnionym filmie.
- Hej... Wszystko okej? - zaczęła mówić do niego kelnerka. Położono go na kanapie, gdzie było o wiele wygodniej i lepiej. Wszystko teraz zależało tylko od stanu Pomarańczowego.
- Wszystko dobrze? - powtórzyła dziewczyna, a za chwilę dodała: - Za moment będzie tutaj ekipa z lecznicy. Zajmą się Tobą, więc nic się nie martw... Hej, słyszysz mnie?
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-17, 11:48   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Atturi nie zamierzał czytać dalej ich myśli. Widział tam już dosyć. Nie miał siły. Niby nie stało się nic specjalnego, jedynie skurcz mięśni, ale porcja emocji spotęgowała skutek. Evans nie miał siły, ani fizycznej, ani psychicznej, by wstać. Przecież mężczyźni nie musieli mu pomagać. Poleżałby chwilkę, a potem grzecznie udał się do lecznicy. Nie, to było kłamstwo i Fin o tym wiedział. Ukrył by się gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie. Musiał to wszystko przemyśleć.
Kiedy podeszła do niego kelnerka, postarał się odpowiedzieć.
- Tak. - To było jedyne, co udało mu się wydusić. Resztę postanowił przesłać jej w myślach.
- Nie wygląda to dobrze. Zbyt emocjonalnie zareagowałem. - Wyjaśnił przepraszająco, używając zdolności. Teraz mógł tylko czekać na ekipę, która zabierze go do lecznicy.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-17, 18:05   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Kelnerka skrzywiła się. Nie mogła w to uwierzyć. To było wręcz podejrzane, że przez cały ten czas pracy w tym miejscu, nikt nigdy nie zrobił jej tego. Czasem widziała unoszące się kubki czy płonące palce. Ale nikt, do cholery, nigdy nie wniknął w jej myśli. Czując obcą myśl w swojej głowie, szeroko otworzyła oczy i przerażona wręcz cofnęła się, przykładając twarz do czoła. Ogarnęły jaj drgawki, a żołnierze od razu się tym zainteresowali.
- Wszystko z panią w porządku? - dodał jeden z nich i podszedł bliżej. Pewnie mogli się zorientować, co tam się stało, jednak woleli na razie nie reagować. Po prostu każdy z nich lekko odsunął się od chłopaka. Jednak tak czy siak po chwili...
- Cholera jasna! - warknął jeden z nich, słysząc wezwanie w słuchawce bluetooth, którą trzymał w uchu.
- Młody, lecimy! - krzyknął do drugiego agenta i zaczął przygotowywać generator białego szumu, który miał przypięty do paska. Ewidentnie coś się stało - musieli dostać jakieś wezwanie, bo w ciągu minuty oboje zawinęli swoje manatki i wybiegli z tarasu, kierując się w stronę podziemi. Kobieta nie mogła zupełnie pojąć tego, co właśnie się stało. Cały czas ciężko było jej uwierzyć w to, że ktoś właśnie wsunął jej do głowy czyjąś myśl. Pewnie zdawała sobie sprawę, że Pomarańczowy mógł mieć przez to kłopoty, ale na całe szczęście żołnierze musieli pilnie wyjść. Dziewczyna wstała i nadal lekko roztrzęsiona podeszła bliżej i powiedziała:
- Ja przepraszam... Za... za moment będą tutaj ludzie z lecznicy - wydusiła z siebie i spojrzała na zegarek, a następnie znowu na chłopaka. Dodała:
- Jesteśmy sami. Możesz... Powiedzieć. Co... Co się stało?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9