Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Biura zarządu
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-09-18, 20:38   Biura zarządu [Cytuj]

Miejsca pracy osób, które zajmują się organizacją funkcjonowania całego kompleksu. Często tutaj spotykają się z agentami w celu przedyskutowania niektórych kwestii. Pokoje są przepełnione różnego rodzaju półkami i stojakami, które zaś uginają się pod ciężarem papierów. Oczywiście każdy ma też swoje biurko jak i nowoczesny komputer. Agenci (nie Psi) wyżsi rangą posiadają swoje własne biura.
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-10-22, 21:42   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Wszedł powolnym krokiem do gabinetu cały czas bijąc się z myślami. Chciał być przy siostrze najdłużej jak to tylko było możliwe, ale słowa ojca były święte. Musiał się tu stawić. Zastanawiał się tylko w jakim celu. Nastąpił jakiś wypadek przy pracy. Lynn została zraniona, i trafiła do szpitala. Jakiś obcy koleś który powinien już od jakiegoś czasu wąchać kwiatki od spodu zachowywał się jakby mógł rozkazywać synowi prezydenta. I sam ojciec zachowywał się dziwnie. Był jakby spięty i niespokojny. Czemu? Wypadki przy pracy się zdarzały. Dobrze o tym wiedział. Nie raz wracał do domu ze zdartym kolanem czy wybitym stawem. Ojciec nigdy nie był wtedy niespokojny i było to oczywiste - Richard ciężko trenował każdego dnia. W takiej sytuacji uniknięcie wypadku było niemożliwe. Z Lynn było podobnie. Dziewczyna ciężko pracowała, Layla zresztą też. Cały czas były zajęte swoimi sprawami i poświęcały im całe swoje serce. Uniknięcie wypadku było w tej sytuacji niemożliwe. A skoro się już wydarzyło, to ktoś bliski powinien siedzieć przy pomarańczowej i uspokajać ją dotykiem. Ona tak bardzo potrzebowała czyjejś obecności. Dlaczego w tak ważnym momencie nikt przy niej nie był? Gdzie do cholery podziała się Layla? Co się do cholery działo w tym pryzmacie? Odkąd przybyli agenci z Ligi zamieszanie było niemiłosierne. Przecież nigdy wcześniej nic takiego się nie wydarzyło. A może to właśnie ich wina? Może ktoś z Ligi zrobił coś jego siostrom? Jeśli tak, to kara będzie znacznie bardziej surowa niż zazwyczaj. I on miał zamiar tego dopilnować.
-Chciałeś mnie widzieć, ojcze. - Powiedział spokojnie uprzejmym, aczkolwiek stanowczym głosem. -Gdzie się podziała Layla? I co właściwie stało się Lynn? Dlaczego nikt przy niej nie siedzi? Ona potrzebuje czyjejś obecności bardziej niż kiedykolwiek. Ktoś powinien przy niej siedzieć. Wiem, że jesteś zajęty, ale jeśli zajdzie taka potrzeba będę przy niej dopóki nie wyzdrowieje. Agenci świetnie sobie radzą z treningami, więc mogę wziąć wolne na kilka dni, jeśli o to chodzi. - Bo przecież o to chodziło, prawda? Ojciec szukał osoby która mogłaby poświęcić swój wolny czas na posiedzenie przy Lynn. Może i był surowy i chłodny ale przecież kochał swoje dzieci i nie pozwoliłby, by stała się im krzywda, prawda? W takiej sytuacji szczególnie. Zapewne jego nerwowe zachowanie wynikało właśnie z choroby córki. Skoro ojciec był zajęty, on mógł się nią zająć. Nie widział przeciwwskazań.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-23, 14:22   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Posłuchaj, Richard - powiedział Gray i sytuacja przybrała wtedy zupełnie inny obrót. Przeważnie był "synu", Richard nieco rzadziej. Jednak teraz było to zupełne inne "Richard". Tak bardzo przepełnione emocjami, bólem i przerażeniem. On, głowa kraju autentycznie bał się. Ale taka była prawda, bo jak inaczej miał na to zareagować? Oczywiście, że mógł się sprzeciwić swoim doradcom i postąpić w inny sposób, ale była jedna rzecz, którą prezydent Gray kochał ponad wszystko. Władzę.
To złudne poczucie, że ma jakiś głos w tej jak i innych sprawach. Ale było to dla niego ważne, mimo wszystko. Wstydził się tego, oczywiście. Jednak ciężko było wyprzeć się tego, na co tak długo pracował. Spojrzał na swojego syna. Jedyną osobę w tym momencie, która nadal w niego wierzyła mimo wszystko. Lynn wiedziała. Layla znała prawdę od dawna. Został tylko on. Tylko czy powinien mówić mu o tym wszystkim i jednocześnie obarczać go odpowiedzialnością? Boże, tutaj nie chodziło zresztą o jakąkolwiek odpowiedzialność. Tutaj chodziło o to, że jeśli ktoś się dowie, że Richard wie... Niektóre sekrety powinny zostać sekretami dla bezpieczeństwa innych i dla lepszego snu. I zawsze jest mieć kogoś lepiej na sumieniu niż na karku. To było główne motto rodziny Gray.
Joseph spojrzał na swojego jedynego syna i zaczął mówić:
- Lynn otrzyma opiekę, której potrzebuje. A Ty jesteś potrzebny do innego zadania - pokwitował. I Richard wiedział już, że to ostatni czas kiedy będzie mógł wspomnieć Lynn w rozmowie. Chyba, że zacznie się buntować. A to nie ujdzie już płazem.
- Niedługo przyjedzie tutaj dyrektor jednej z placówek CIA. Zajmie się rekrutacją Psioników z Pryzmatu do czynnej służby. Chciałbym, żebyś również tam się udał - powiedział. Cóż, zwyczajnie wybrał mniej niebezpieczną drogę dla swojego synka.
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-10-30, 02:48   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Przez chwilę milczał, mocno się wahając. Chciał pomóc siostrze. Kochał ją nad życie. Ale słowo ojca było świętością. No i od zawsze marzył o pracy w CIA. W końcu był żołnierzem do zadań specjalnych. Gdzie indziej miałby się udać?
Otworzył usta ale po chwili je zamknął. Ojciec kochał swoje córki. I nie pozwoliłby, żeby coś się im stało. Gdyby w to zwątpił, musiałby zwątpić w całą osobę ojca. We wszystko co zrobił. Lynn i Layla były bezpieczne, skoro ojciec tak mówił. A skoro były bezpieczne, to nie miał powodu by się nie zgodzić.
Richard nie był świadomy tego, co w rzeczywistości się wydarzyło. I być może miał się nigdy nie dowiedzieć. Ale zarówno jego siostra jak i jego ojciec próbowali go ochronić przed tą wiedzą. I zrobili to skutecznie, bowiem chłopak nie miał zamiaru się dopytywać. Wciąż bezgranicznie ufał ojcu i wierzył w jego słowa. No i jego siostra też nie dała mu większych powodów do niepokoju. Fakt, miała wypadek, ale to nie było nic poważnego, przynajmniej tak mu się wydawało.
Chłopak ukłonił się lekko. -Rozumiem. Przepraszam za moje zachowanie. Jestem wdzięczny za propozycję, i zrobię wszystko żeby nie zawieść twoich oczekiwań. - Powiedział pewnym głosem. Nie miał żadnych wątpliwości. Jedno słowo ojca wystarczyło, by się ich całkowicie wyzbył. -Jeśli to wszystko, to ruszę do swojego pokoju, żeby się przygotować. Gdzie i o której mam się stawić? - Zapytał jeszcze prostując się i spoglądając na ojca. Kiedy otrzymał odpowiedź, i jeśli żaden gest bądź słowo ojca nie nakazało mu tu zostać, to uprzejmie się żegnając wyszedł z biura. Rozważał skierowanie się do kliniki i pożegnanie się z siostrą, ale odtrącił tą myśl. W końcu była bezpieczna.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-30, 14:04   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Po prostu spakuj swoje rzeczy - dodał Gray i zaczął wpatrywać się w szybę. Piękny Pryzmat. Tak bardzo zniszczony i pozbawiony dalszego sensu. Bo... Co miał robić? Nadal miał budować ten pieprzony azyl dla dzieci? Który nigdy właściwie nim nie był? Otrzymał wiadomość od Corteza - jednego z agentów o treści dotyczącej Layli. Natychmiastowo schował swój pager do szuflady i trzasnął nią. Wziął głęboki oddech. Coś ewidentnie nie było w porządku, prawda?
- Bądź potem w sali dowodzenia - powiedział sucho i otworzył drzwi do swojego biura przyciskiem. Znaczyło to tylko jedno - wyjść. Nie było czasu na dyskusję ani nic takiego. Po prostu stało się to, co się stało i już. Koniec. Richard nie dowie się, że Layla jest kilka tysięcy kilometrów od domu i zapewne leży gdzieś w krzakach. Nie dowie się, że Lynn jest jeszcze dalej i potrzebuje natychmiastowej pomocy. Nie będzie wiedział o tak wielu rzeczach. Przykre, a za razem tak bardzo potrzebne do wykonania kolejnego zadania, jakie zostało przed nim postawione. Może jeszcze będzie miał jakąś nadzieję? Może sam ojciec podstawi mu ją pod nos?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-07, 22:23   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

-> Averly
- Witaj, Averly - dodał, spoglądając na nią. Wiedział, że kluczem do przejścia przez tą sytuacje jest właśnie to. Rozmowa zwykłego członka agencji z jego głową? Z pewnością zrobi to na młodej pomarańczowej spore wrażenie. A on bardzo teraz jej potrzebował. Zdrowej, czystej pomarańczy. Takiej, która nie jest skażona niczym, czym była skażona Lynn. Wiedział, że bez takiej agentki u swojego boku nie zdziała zbyt wiele, dlatego trzeba było szybko się tym zająć. Zająć się tym wszystkim.
- Pamiętam Cię, jak byłaś jeszcze bardzo młoda - powiedział, spoglądając na nią. Byli sami. A ona była kluczem do sukcesu. Czy ktokolwiek kiedykolwiek myślał, że jakikolwiek psionik o takich zdolnościach pozostanie niezauważony?
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-07, 23:11   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Prychnęła cicho pod nosem. Okej jej imię było zapewne w jakiś papierach jednak nie spodziewała się, że ktoś po nią od razu przyjdzie. A tutaj taka niespodzianka, dlatego też była w ten, a nie inny sposób nastawiona. Szła obok tych mężczyzn, a gdy usłyszała jak jeden z nich zwraca się do niej per młoda spiorunowała go lekko wzrokiem. Tego przydomku wybitnie nie cierpiała. Z czujnością i uwagą obserwowała przestrzeń w, której się znalazła. Taki miala już nawyk i tego się nie pozbędzie, chociaż czy w ogóle chciałaby się tego pozbyć. Zmarszczyła nieco brwi slysząc nazwisko. Z czymś jej się kojarzyło, okej wiedziała jak nazywa się ich prezydent, ale też takie samo nazwisko nosił przyjaciel jej rodziców. Zapewne zwykły zbieg okoliczności.
Spojrzała na mężczyznę tuż po tym gdy przekroczyła próg gabinetu. I dopiero wtedy znalazła się w szoku, pamiętała tą twarz. Znała ją i kojarzyła.
- Wujek? – zapytała niepewnym tonem głosu.
Okej może to był tylko mężczyzna podobny do pewnej osoby, którą traktowała jak wujka. Nikt nie powiedział, że tak nie musi być. Stała w pewnej odległości od niego, pewne zachowania nigdy jednak nie opuszczą człowieka.
- Przepraszam za me wcześniejsze pytanie, jednak pamiętam pana... – zaczęła.
Chwila skupienia, podróż w umysle, mapa powiązan, którą stworzyła na swój własny użytek. Przymknięcie powiek, a następnie ich otworzenie.
- ...to było podczas przyjęcia bożo narodzeniowego, tak. – szepnęła.
Czasami jej własne zdolności ją przerażały, ale teraz była im wdzięczna. Spojrzała z niemym pytaniem w swych oczach skierowanym do niego. Chciała wiedzieć co ona tu robi.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-08, 19:06   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Miło Cie widzieć w jednym kawałku. Szczególnie tutaj - powiedział i uśmiechnął się. No tak, nic dziwnego, że go ledwo co pamiętała. Przecież była młoda, a on najlepiej i tak kojarzył jej rodziców i ich wspólne interesy. Zresztą, miał tak wielu przyjaciół, że czasem nie rozróżniał czyje dzieci do kogo należą. Jednak widniejące na liście ostatnich dzieci, które zakwalifikowano jako Pomarańczowe nazwisko "Sheridan" mówiło wszystko. I wtedy zaczął przypominać sobie całą tą historię, którą razem dzielili. Pewnie chciał, żeby mu zaufała.
- Pryzmat będzie dla Ciebie wspaniałym domem. Jestem tego pewien - powiedział i uśmiechnął się lekko. Mimo ostatnich wydarzeń, na jego twarzy czasami pojawiało się coś, co można było potraktować jako uśmiech. Teraz jednak o wiele częściej wypadało stosować jego inną wersję. Tę wyuczoną przez lata zajmowania tego cudownego stanowiska.
- Wiem, że nie było Ci łatwo przez ostatnie lata. Jednak wciąż nie rozumiem, dlaczego Twoi rodzice nie chcieli od samego początku mojej pomocy. Nie ufali mi? - powiedział Gray. Zresztą, skąd niby Averly miała wiedzieć, co zrobili jej rodzice? Znalazła się w obozie tak czy siak. Przeżyła. Skąd miała się dowiedzieć, czy Gray im coś oferował, czy też nie? Cała ta sytuacja była dość pokręcona.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-08, 20:00   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

- Ja również cieszę się z tego, że jestem w jednym kawałku – odrzekła.
No cóż po ukończeniu jedenastego roku życia, tuż po swym ozdrowieniu zaczęła się ukrywać. Wspomnienia z czasu przed tym momentem chociaż obecnie jawiły się mało przejrzyjście, to potem na pewno staną się bardziej wyraziste. Tak jej rodzice byli bogatymi, wpływowymi osobami, które niewątpliwie należały do elity, a ona była ich jedyną córką, jedynym dzieckiemm, które chcieli chronić za wszelką cenę.
- Ja również mam taką nadzieję – powiedziała.
Wszyscy, wszyscy przeżyli w swym życiu coś co po prostu wpłynęło na nich diametralnie. Zmieniło ich niekiedy nie do poznania, a czasami tylko częściowo. Spoglądała uważnie na mężczyznę analizując wszelakie słowa, które wypowiedział.
- To prawda nie było mi łatwo przez ostatnie lata. Jednak co do tego co się tyczy mych rodziców. Nie mi jest oceniać ich postępowanie i decyzje. Jestem jednak pewna, że obydwoje udzieliliby odpowiedzi gdyby ich zapytano – dodała.
Nie wiedziała niczego co tyczyło się spraw załatwianych przez jej rodziców. Uznali, że tak będzie bezpieczniej, a ona tego nie dociekała. W tej chwili chciała tylko jednego, chciała ich zobaczyć. Przymknęła powoli oczy, by znów je otworzyć. Nawyk, który pozostał jej z początku używania daru. Obecnie nie cierpiała na takie bóle głowy jak wtedy gdy wnikała do umysłów, jednak przymknięcie oczu pozwoliło jej bardzo szybko ogarnąć wszystko, uporządkować.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-08, 20:06   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wolne złego początki, wolne złego początki - bo podobno każdy nowy początek jest pozytywną nazwą dla bolesnego końca - a tutaj nie dość, że było wolno (strategicznie wolno, krok po kroku, krok po kroku, jak wlokły się wskazówki minutowe tego zegara, który wisiał w jednej z sal Projektu), czas ciągnął się jak guma przyklejona do spodu buta i nie chciała zejść, dopóki jej nie potrącaliśmy intensywnie jakimś kijkiem - bo tknąć to dłonią, chociażby krańcem palce? - to się nie godzi, to się nie godzi... - to jeszcze było źle - nie bierzcie tego do serca, w tym świecie wszystko było złe (Wielki, Zły Świat) i tak dopasowane, by stawało się odbiciami krzywego zwierciadła, gdzie próbowano dzieciaki i nastolatków do czegoś nakłonić, jakoś zmienić - nie zawsze komendy okazywały się takie proste do realizowania - ale na pewno były to jakieś początki - jakieś pierwsze kroki (z ciągnącą się gumą na bucie) ku... nowemu? - nowe nie zawsze znaczyło lepsze, lepsze nie zawsze znaczyło bardziej bezpieczne - i wiecie co? Sahir jakoś zlewał to zimnym moczem. Pewne dlatego się nie śpieszył, pewnie dlatego jego świat był mały i wcale nie taki zły - farby, które kiedyś zdobiły ściany, poobłaziły dawno temu i sam Bóg nawet o nich zapomniał (może o nim?), ale przynajmniej panował względny spokój i nikt tu nie czaił się na każdym rogu ze strzykawką w łapie wypełnioną po brzegi przelewającymi się Alprazolamem - można było wędrować dłużącymi się, wyciszonymi korytarzami - najlepszy sposób na spędzenie popołudnia - i dać się ponieść swoim nogom, zamiast próbować złapać bodźce przesuwające się pomiędzy neuronami, dokąd ja tak właściwie chcę dojść..? - tutaj zaczynała się ta właśnie gorsza strona: Nailah niestety musiał wiedzieć, dokąd chce iść, bo miał całkiem jasny i klarowny cel.
Wezwanie, by stawić się "tam u góry" (proszę tego nie brać dosłownie) przyszło prościutko pod nos czarnowłosego, który chcąc nie chcąc musiał zwlec się z łóżka (nie bardzo musiał - sęk w tym, że człowiek musi bardzo niewiele rzeczy...) i na wezwanie się stawić - dlatego też wylądował w miejscu, za którym nie przepadał - nie że zaraz nie lubił - po prostu nie przepadał - wszystko tutaj, od równych ścian, wypolerowanych podłóg i eleganckich drzwi z metalowymi tabliczkami, przesiąknięte było wonią papierów - tych świeżych i tych starych - po których przesuwały się przepocone i te czyste dłonie, pachnące mydłem, które codziennie rano było uzupełniane w dozownikach w łazienkach - te zapachy wraz z morderczą ciszą przechodziły przez skórę i wkradały się prosto do tych myśli, nie pozwalając już na błogą samowolkę po prostu dania się powieść nogą przed siebie - przed siebie, znaczy gdzie? Ha... chyba w tamtą ścianę, żeby wgnieść sobie w nią nos, złamać go i pójść do pielęgniarki, dając samemu sobie pretekst, żeby jednak znajdować się gdzie indziej. Lecz przecież musiał. Bardzo lubię to słowo.
Muszę.
Czarnowłosy zatrzymał się na korytarzu przed jednym z gabinetów, rozglądając się wokół - cisza i spokój, spokój i cisza - Ja w tym wszystkim mocno ugruntowywało się w rozmywającej chwili. Ubrany jak najbardziej zwykle - czarny t-shirt, czarna, o rozmiar za duża, rozpięta bluza z kapturem, czarne dżinsy i trampki - szał mody, doprawdy... ale nic to, tak to jest, jak się przegapia ostatnie wydanie Top Model.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-09, 22:15   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Averly
- Cieszę się, że Cię tutaj przeniosłem Averly. Ciężko m uwierzyć, że Twoja rodzina tyle dla Ciebie zrobiła. Boże. Gdybym tylko wiedział... - Gray na moment się zamyślił, potarł dłonią o podbródek dodając:
- Wiem, że jeszcze minie sporo czasu zanim się tutaj...
W tamtym momencie w jednej z krótkofalówek, która najwyraźniej leżała w szufladzie rozległ się głos:
- Mamy ucieczkę w sektorze piątym. Cortez, potrzebujemy ludzi, do cholery jasnej!
Zapomniał ją wyłączyć no tak. Zresztą i tak mało kiedy się odzywała, gdyż ta jedna linia była pozostawiona dla naprawdę ważnych spraw. A teraz taka zapewne się zdarzyła. Gray wcisnął jakiś guzik na innej krótkofalówce i dodał:
- Co się tam dzieje, do jasnej cholery? - rzucił mężczyzna, a następnie schował znowu przyrząd do komunikacji. Na moment wyrwało go to z równowagi. I tak siedział już na szpilkach, a po swoim ostatnim przekręcie fakt tego, że wszyscy się dowiedzą był już tylko kwestią czasu. A to go przerażało. Każdy, pojedynczy moment w którym coś szło źle przyprawiał go o ból głowy. Miał już tego dość. Kochał władzę, ale... Ale czy to mogło go przerosnąć?
Spojrzał na Averly i dodał:
- Przepraszam Cię. Ciężko jest wprowadzić porządek w tak wielkim kompleksie. Posłuchaj, Averly. Chciałbym mieć do Ciebie prośbę. Propozycję. Propozycję lepszego życia i lepszych perspektyw na przyszłość - powiedział i oparł się prawą ręką o blat biurka. To oczywiste, że ukryje, że nie są to jego rozkazy, prawda?
- Chciałbym, żebyś pojechała na szkolenie. Rozumiem, że musisz odpocząć, jednak sytuacja jest bardzo napięta. Potrzebujemy rozpocząć szkolenie tak szybko, jak jest to tylko możliwe. Będzie to dla Ciebie okazja na rozwój. Uwierz mi Averly, to wszystko jest robione w dobrej sprawie. Będziesz miała wszystko, czego tylko Ci potrzeb - powiedział, patrząc prosto na dziewczynę.
Wszystko, czego potrzeba. Jaka jest tylko cena...?

Sahir
Agenci przesuwali się z drogi chłopaka. Przecież był czerwonym, prawda? Dobrze wiedzieli, że jakikolwiek ruch może skończyć się oparzeniami drugiego, bądź też jeszcze gorszego stopnia. Możliwe, że żaden czerwony nigdy nie zrobił tego nawet jeśli jakiś agent potraktował go źle. Ale zawsze lepiej było dmuchać na zimne i szanować odmieńców, bo zawsze mogli zrobić ci krzywdę. Nawet przez przypadek. Ale na całe nieszczęście zawsze zdarzał się ten ktoś, kto zachowuje się inaczej. Wyznaje inną religię i inne poglądy kierują jego (często marnym) życiem. Donavan odwrócił się przodem do przeszklonych drzwi, za którymi stał Sahir.
Czerwony mógł go kojarzyć jako ten, kto kręcił się najbardziej przy Lidze podczas jej rozbijania. O matko, Donavan nawet się nie krył z tym, że to była jego część roboty. Ponoć miał brata, jednak nie dało się ich praktycznie rozróżnić. Oboje więc kryli się pod tym mrocznym pseudonimem. Mężczyzna popatrzył na chłopaka, po chwili, gdy inni agenci otworzyli przed nim drzwi, dodał:
- Wejdź tutaj. Mamy do pogadania - powiedział bez żadnych słów wstępu. Przynajmniej on nie owijał niczego w bawełnę - w przeciwności do Graya. Przecież mutanty są tutaj na naszej łasce, więc powinny wykonywać nasze rozkazy, czyż nie?
Donavan popatrzył na niego z góry, kiedy ten znalazł się już w środku. Zaczął swoją mowę:
- Zostałeś wcielony do projektu. Gratulacje. Spakuj swoje rzeczy i bądź na placu głównym przed zmrokiem. Wszystkie informacje dostaniesz w trakcie podróży. Chyba nie ma tutaj nic więcej do gadania, prawda?
Wszyscy musieli ciężko cierpieć przez to, że wiecznie byli przerzucani jak worki ziemniaków. Z jednego miejsca do drugiego. Taka osoba jak Czerwony czy Pomarańczowy nigdzie nie zagrzewali miejsca na więcej niż kilka tygodni. Nigdy nie mogli znaleźć dla siebie odpowiedniego domu, miejsca, gdzie mogliby się skryć. Czy był to plus? Minus? Ciężko stwierdzić. Zawsze mieli kogoś nad sobą, kto mówił im, co mają robić. Mimo iż oni mieli w swoim wnętrzu drzemiący ogień, to ludzie i tak rozkazywali im, grożąc emitorami białego szumu. Wolność w czasach Psi opiera się tylko na wyborze miejsca, w którym będzie się słuchało czyichś poleceń. A czasem nawet jego brak.
Donavan uśmiechnął się lekko, a po chwili zobaczył biegających po korytarzu żołnierzy. Zapewne coś się działo. W innym sektorze. Rzucił do czerwonego:
- Zejdź mi z oczu, dzieciaku.
Po tym odwrócił się i zaczął przywoływać na ekran nagrania z kamer z jednej sal. Praktycznie żadne z nich nie działało. Kamery były zniszczone.

Kolejka:
1. Sahir, MG
2. Averly, MG
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-09, 23:55   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

To było całkiem miłe z ich strony, takie bardzo kulturalne! - i miałoby to nawet wiele sensu, gdyby był ciężarną niewiastą, albo starym dziadkiem chodzącym o lasce - ale nie był, jego kondycja miała się całkiem dobrze, o ile nie mówić: rewelacyjnie - uroki posiadania ojczyma-wojskowego (uroki bycia workiem kartofli w Pryzmacie) - nie czepiajmy się jednak szczegółów, pozostanę przy opcji, że ci wszyscy pracownicy Pryzmatu byli po prostu milusi - do porzygu, do zadławienia się fałszywą uprzejmością, ukradkowym uciekaniem wystraszonymi oczami, prześlizgiwaniem się z cieniami rogów korytarza - oni wiedzieli na czym stoją, Sahir wiedział na czym stoi - takim sposobem wszyscy byli szczęśliwi i można było (w przypadku czarnowłosego) poczuć się jak Simba w drugiej części Króla Lwa - wiecie, idziesz środkiem drogi, a tworzy ją nie wydeptany szlak, a mur z kłaniających się żyraf - śmieszne o tyle, że bardzo wątpliwe, by jakakolwiek żyrafa uznała lwa, którego mogłaby zgnieść kopytem, za króla zwierząt i schylała do niego głowę, żeby ten się dobrał do jej gardzieli, ale nieistotne, w końcu już wspominałem, że czepianie się szczegółów jest pfe.
Look na prawo, look na lewo - wszędzie coś, wszędzie ludzie, wszędzie kręcenie się, robota - i kompletny brak jakiegokolwiek zainteresowania, a tym bardziej zaangażowania na facjacie Nailaha - mógłby stanowić statuę prezentującą "jak nie należy przychodzić do pracy" - nie to, żeby był nieuczesany czy w pidżamie, bardziej chodziło o aurę, jaka wokół niego się roztaczała - jakby jakiś czarny blob przysiadł mu na ramieniu i zaczynał negować istnienie jakiejkolwiek energii na tej Ziemi, a wraz z nią chęci do czegokolwiek. Mam jedną nazwę na taki stan, pewnie ją kojarzycie: tu-mi-wisizm. Bardzo proszę tak właśnie tą statuę podpisać.
Czarne oczyska, w których ciężko było rozróżnić granicę między tęczówką a źrenicą, dopóki nie podeszło się wystarczająco blisko (zapraszam, panie Donavan, przecież jest pan wystarczająco dzielny!), zatrzymały się na sylwetce, która stanęła w drzwiach (odgłos ich uchylania był w ciszy korytarza wystarczająco wyraźny, by zwrócić na niego uwagę) - taak, kojarzył go, mniej więcej? - Chyba troszeczkę mniej niż więcej - wystarczająco, by być świadomym jego złej sławy, z której najwyraźniej był bardzo dumny - i chwała mu za to! - najważniejsze to w końcu robić w życiu to, co się lubi.
Bardzo grzecznie i posłusznie, bez żadnego słówka (ponoć mieli do pogadania, może powinien jednak wysilić się na uprzejmości? Hehehe. Nie.) wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi i rozglądając się po pomieszczeniu w końcu zakończył wędrówkę ocząt na sylwetce mężczyzny, który wyrobił się faktycznie szybko i treściwie.
Wystarczająco treściwie, by podnieść o kilka stopni tolerancję Nailaha.
Czarnowłosy uniósł rękę, bardzo powoli, bez gwałtownych ruchów, zaciśniętą w pięść i zaraz do niej uniósł drugą, by zacząć kręcić dłonią przy małym palcu kółka, jakby odkręcał jakąś korbkę - i wraz z tym kręceniem się unosił środkowy palec.
Soczyste pozdrowienia.
Tak naprawdę nic takiego się nie stało.
Jak stał z kompletnie znudzoną miną, sugerującą lekkie mam wyjebongo, tak stał - a te dłonie, które powinny się unieść, zostały tylko zaciśnięte mocniej w kieszeni bluzy - tylko tyle i aż tyle.
Zerknął jeszcze tylko na kamery, a tak żeby wiedzieć, które korytarze lepiej ominąć, kiedy będzie szedł się pakować, zanim wyszedł z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
Zamieszanie? Jak duże, na jaką skalę? Ciężko powiedzieć, ile mogli mieć kamer i czy nie działały tylko te, na które był aktualnie widok (monitory zapewne przełączały się między nimi) - jeśli byłoby poważne, to pewnie aż tak spokojnie by tu nie było...
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-10, 18:16   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Sahir
Miał po prostu wykonać swoją robotę. Spakować rzeczy i zjawić się w jakimś konkretnym miejscu. A Donavan wręcz uwielbiał, gdy mutanty nie gadały zbyt dużo. Był szczególnym fanem takich osób jak Sahir. Wiedział, że go nienawidzą. Wiedział, że gdyby byli sami, to pewnie wyglądałby teraz jak dobrze usmażony stek. Ale tak nie było. Donavan miał wiecznie obstawę. Był bezpieczny i z tą świadomością zarządzał całym tym burdelem. Gdy chłopak wyszedł, ten jeszcze przez kilka minut wpatrywał się w ekrany. Oczywiście zaraz po tym wysłał żołnierzy w odpowiednie sektory. Pryzmat był na tyle duży, że nie groziło im wielkie niebezpieczeństwo. Jednak lepiej zatkać uszy, czyż nie?
A tego Sahir pewnie nie zrobił, co chwila słychać było dźwięk podobny do tego w nowy rok kilka sekund po północy. Tylko tutaj, zamiast fajerwerków słychać było wystrzały z broni palnej. Żołnierze krzątali się po korytarzach, co lekko utrudniało przejście. Jednak Sahir miał jeden cel - pójść do pokoju i wziąć swoje rzeczy. Po tym stawić się w wyznaczonym miejscu. Trudne? Może lepiej zainteresować się tą sytuacją? Chociaż czy pakowanie się w kłopoty bądź pomoc organizacji, która wyraźnie miała jakieś problemy miała... Sens? Co właściwie oni dla niego zrobili, prócz odebrania domu i wprowadzenia do luksusowego apartamentu.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-10, 18:27   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Fakt, uszu nie zatkał - za bardzo był zajęty zaciskania tych dłoni w kieszeni bluzy - na szczęście kiedy oddalił się od przeklętego korytarza, od przeklętych drzwi i jeszcze bardziej przeklętego Donavana, powoli jego mięśnie zaczęły się rozluźniać - trucizna przestawała skakać po żyłach, swoiste paliwo, które tylko czeka, żeby dać mu jedną iskierkę - jedną malutką... której tak naprawdę czarnowłosy nie chciał. Co by dobrego przyniósł wybuch? Niekontrolowany szał, inferno, które zalałoby pokoik, ten korytarz, te szklane drzwi - i pożarło żywcem tych, co tam byli? Zakładając, że to by się w ogóle udało i nie dostałby wcześniej kulki w łeb. Potem dostałby na pewno.
Zatrzymał się na chwilę, unosząc głowę - niczego stąd nie dostrzegał - korytarz, korytarze - więcej pustych ścian i jeszcze więcej pustych zakrętów, które niczego nie zmienią, które do niczego nie doprowadzą - rozkaz był banalny, a kiedy zmalał gniew odezwał się rozsądek - albo raczej jego "tu-mi-wisizm", który właśnie sprawił, że nie poszedł w kierunku dźwięku wystrzałów. Czy go to obchodziło? Kurde, a kogo by nie zainteresowały przypadkowe strzały?
Zgoda - jego.
Niech sobie giną, strzelają się, robią co im się żywnie podoba - Sahir podreptał w kierunku swojego pokoju, żeby się spakować i stawić na wezwanie w wyznaczonym miejscu.
To w końcu nie tak, że był wszechmocny.
Jedna kula wystarczyła, żeby umarł tak jak każdy normalny człowiek - zadziwiające, prawda?
Że takie potwory również broczyły czerwienią krwi.
[z/t]
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-11, 15:35   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Spoglądała na mężczyznę nie spuszczając z niego wzroku ani na sekundę. Naprawdę niektórych przyzwyczajeń nie da się pozbyć, one zawsze są w nas. Chociażby głęboko ukryte i zakorzenione, ale jednak są w nas.
- Tak moi rodzice wiele dla mnie zrobili – odrzekła.
Od zawsze była oszczędna w słowach, wiedziała, że łatwo powiedzieć coś czego potem będzie się żałowało lub co może nam potem przynieść zgubę. A tak? Tak wypowiadała w niewielu słowach to co można by było ubrać w znacznie większą ich ilość. Ale po co? I tak zawsze osiągnie się ten sam efekt. I do jej uszu doleciał głos rozlegający się z krótkofalówki, szybko zlokalizowała miejsce jej ukrycia. Z uwagą choć niezwykle dyskretnie obserwowała co się następnie wydarzy. Spoglądała na to jak prezydent sięga po inną krótkofalówkę, a następnie zadaje krótkie pytanie w odpowiedzi na to co obydwoje usłyszeli. Szybka zmiana mimiki na jego twarzy nie umknęła jej uwadzę, jednak gdy tylko ponownie do niej przemówił natychmiast skoncentrowała na nim swą uwagę. Jak gdyby niczego innego nie robiła od momentu znalezienia się w tym gabinecie.
- Jak rozumiem ta propozycja łączyłaby się z tym kim jestem zapewne, do jakiej grupy mnie zaklasyfikowano? – zapytała.
No cóż wbrew pozorom naprawdę szybko łączyła fakty, a w dodatku była nadzwyczaj mądra co też pomagało jej w wielu sprawach. A zresztą w tym jednym przypadku nie trzeba byłoby być alfą i omegą, aby wiedzieć z czym się łączy wspomniana wcześniej propozycja. Wysłuchała z uwagą jego słów, analizowała je po kolei. Pojedynczo i rozważnie. Wystarczyło tylko podjąć decyzję. Czy zdecyduje się pracować dla nich, stać się ich marionetką? Nawet jeżeli teraz powie tak, to przecież nie da im gwarancji, że zawsze tak będzie. Potrafiła grać w razie potrzeby, a teraz wyraźnie wiedziała, że zgodzi się na to co jej proponowano.
- Dobrze zgodzę się…jednak przed wyjazdem chciałabym móc zobaczyć swych rodziców,chociażby porozmawiać z nimi przez telefon czy w inny sposób. O ile oczywiście jest to możliwe – powiedziała niepewnie.
Chciała tylko tego jednego, nie wiedziała czy to dostanie? Jednak taka motywacja byłaby dla niej ogromną siłą napędową do działań na rzecz Pryzmatu. Prawda?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-11, 20:44   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Nie do końca rozumiem Twoje pytanie, młoda damo. Zostaniesz rozdzielona do grup wraz z innymi członkami akademii. O to się nie martw - dodał Gray i zaczął wpatrywać się w jakiś punkt głęboko za nią. Cóż, ciężko było mu się skupić na rozmowie, kiedy wokół tyle się działo. Może to nie było do końca dobre, ale chciał jak najszybciej wysłać Averly tam, gdzie powinna się znaleźć, a następnie przejść do wykonywania swoich obowiązków.
- Twoje bagaże zostaną dosłane do akademii. Zaopatrzyliśmy Cię w to, co będzie najpotrzebniejsze - powiedział, mając na myśli zestaw ubrań, podstawowe artykuły do pielęgnacji ciała, tampony i inne takie. Cóż, raczej pluszowy miś czy konsola do gier nie będzie jej potrzebna na szkoleniu, czyż nie? A swoich rzeczy nie miała. Pytanie, jakie zadała oczywiście nie zostało zignorowane. Tylko... Tworzyło mnóstwo, różnych komplikacji. Z pewnością jej rodzice nie będą zadowoleni z obrotu tej sytuacji. Jednak trzeba było jakoś to rozegrać, prawda?
- Oczywiście, Averly. Gdy dotrzesz na miejsce, będziesz mogła poprowadzić z nimi wideorozmowę. Musimy ich po prostu odnaleźć - skłamał Gray. Wiedział, gdzie są. Po prostu trzeba było ich nastawić.
- Masz jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie, to proszę, udaj się na główny plac. Będą tam na Ciebie czekali agenci.
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-11, 20:59   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

- Dobrze teraz rozumiem wszystko. Przepraszam za to nieporozumienie – odpowiedziała ze szczerością w głosie.
No cóż nie drążyła dłużej tego tematu. Uznała, że nie czas i nie miejsce na tego typu dyskusje. A po za tym im szybciej opuści ten gabinet tym lepiej dla niej. Przez cały czas gdy mężczyzna wpatrywał się w jakiś punkt za nią, ona milczała. Nie zadawała pytań, nie mówiła o niczym. Milczenie jest złotem, ta zasada bywała prawdziwa i jakże skuteczna w wielu przypadkach, w wielu różnych okolicznościach o czym sama przekonywała się nie raz.
- A więc zadbano o mnie ponad miarę. Dziękuję. – rzekła.
Na dobrą sprawę chciała poprosić o kilka rzeczy, ale postanowiła wypowiedzieć swą prośbę tuż przed opuszczeniem tego miejsca. Dlaczego? Po prostu tak, a nie inaczej. Nie chciała wdawać się w niepotrzebną dyskusję, a i tak na miejscu by się przekonała czy jej prośba odniosła jakiś pozytywny efekt czy też została całkowicie zaliczona do negatywnych działań. W tym jednym aspekcie na pewno jego myśli biegły prawidłowym tokiem rozumowania. Jej rodzice byliby niezadowoleni z tej sytuacji,…mało powiedziane. Oni nie chcieliby raczej przyjąć tego do wiadomości. No ale cóż póki ona nie jest tego świadoma, póty lepiej.
- Nie, nie mam żadnych pytań. Jednak jeżeli mogłabym o coś prosić. Chodzi o to, że gdyby była taka możliwość prosiłabym o jakąś książkę, coś do malowania na bloku i muzykę. Pozwala mi to zebrać swe myśli w jedno, skoncentrować się na jak najwyższym poziomie. – powiedziała do niego w odpowiedzi na jego pytanie.
Taka była prawda, zanim trafiła do obozu właśnie dzięki tym rzeczom potrafiła wpływać na swój umysł. Uspokajała się , koncentrowała, a co za tym idzie sama siebie szkoliła. Sięgnęła już ku klamce w drzwiach.
- Dziękuję raz jeszcze panie prezydencie Gray – rzekła.
Po czym opuściła gabinet.

/zt
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-11-14, 17:06   
   Multikonta: Rosemary
[Cytuj]

Toni często gubiła się w korytarzach pryzmatu. Chciała trafić w jakieś miejscy, a trafiała na drugi koniec kompleksu. Ale nie tym razem. Właściwie kilka minut po wyjściu z kliniki, stała przed drzwiami odpowiedniego pokoju.
Zapukała, bo raczej nie wypadało wchodzić do cudzego gabinetu jak do siebie, ale nie czekała aż ktoś jej otworzy. Uchyliła drzwi, wychylając się delikatnie. Głownie dlatego, że ciekawość wzięła górę nad dobrym wychowaniem ,każącym jej raczej poczekać na zaproszenie, niż po prostu zaglądać do środka. Ale Toni koniecznie już, teraz, w tym momencie, musiała przecież dowiedzieć się z kim właściwie będzie rozmawiać. I o czym.
- Przepraszam...?
Jakby nie mogła poczekać jeszcze chwili.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-14, 18:54   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- O. Jest i żółta. Wejdź - powiedział Donavan, przeglądając kolejne papiery. Było to biuro Graya, jednak o dziwo to nie jego Toni tam zastała. Mimo iż tabliczka wyraźnie wskazywała na to, że owe cztery ściany są jego własnością.
Donavan obrócił się na pięcie i uniósł brwi, mierząc Toni srogim spojrzeniem. Chuda. No cóż, taka już była, prawda? Co mogła na to poradzić? Jeszcze kilka godzin temu zaserwował jej strzał w okolice nerki, a teraz stoi przed nim i rozmawia z nim. Dzisiejsza technologia jaką ma w sobie Pryzmat jest wręcz przerażająca. Ale skoro już udało jej się wyślizgnąć z tego stanu, to jest raczej zbyt cenna, żeby zostawić ją w bazie. Teraz, w bazie zostaną tylko najmłodsi, najbardziej wpływowi i zieloni, którzy będą konstruować różne rzeczy. Takie było nowe zalecenie i każdy, kto się do niego nie zastosował miał ponieść karę. Reszta osób powinna udać się na szkolenie - szczególnie, jeśli brali udział w symulacji. A wybryki Toni nawet spodobały się Donavanowi, więc dlaczego miał zostawić Toni tutaj?
- Już Ci lepiej? - powiedział, a następnie poprawił swój garnitur - a konkretniej marynarkę, pod którą chowała się kabura na szelkach. Teraz już była niewidoczna.
- Mam dla Ciebie zadanie. Spakujesz najpotrzebniejsze rzeczy i spotkasz się z resztą agentów na placu. Co ty na to? - powiedział, nie licząc nawet na jakąkolwiek odpowiedź. Chociaż z drugiej strony... Chciał zobaczyć, jak Toni - niczym lwica - będzie walczyła o informacje dotyczące powodu takiego rozkazu. Chciał widzieć ją rozwścieczoną. Złą. Chciał ją sprowokować. Albo wywołać strach.
- Głucha jesteś, żółta? - dodał po chwili, patrząc na nią z pogardą.
 
 
Toni Martin


18 lat

Złota




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-11-15, 16:23   
   Multikonta: Rosemary
[Cytuj]

Niepewnie weszła do pomieszczenia, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Nie wchodziła jednak w głąb pomieszczenia, jakby w każdej chwili gotów była zacząć uciekać.
-Tak, już lepiej. - mruknęła, wbijając wzrok w podłogę.
Ręce - w których dalej trzymała rogalika od pielęgniarki - splotła za plecami i zaczęła wykonywać dziwne ruchy dłońmi. Kręciła kółka, splatała na różne sposoby. Był to swojego rodzaju tik nerwowy, na które pewnie nie zwróciła by uwagi, gdyby nie szeleszcząca torebka.
- Co takiego? - wyrwało jej się, choć wiedziała, że nie powinna się tak odzywać. Zwłaszcza do osób na ważnych stokach, jak Donavan. - To znaczy... Dlaczego mam się pakować? Będziemy gdzieś wyjeżdżać? - dodała grzeczniej.
Wzdrygnęła się i spojrzała na Donavana, jakby nie wierząc, że jej się nie przesłyszało. To jak ją traktował, zwracając się, jakby była śmieciem, nad którym miał pełną władzę, budziło w Toni pewien bunt. Przez wszystkie lata, jakie spędziła w pryzmacie nikt, nigdy nie odezwał się do niej w taki sposób. Jakby nie mógł być zwyczajnie... milszy? Przecież wtedy nie robiła by żadnego problemu ze spakowania się, czy wyjazdu. Wystarczyło by, gdyby powiedział jej o co chodzi.
- Na imię mam Toni, nie żółta. - Zabrzmiało to dużo ostrzej, niż planowała. - I chciała bym się dowiedzieć o co chodzi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,153 sekundy. Zapytań do SQL: 9