• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Biura zarządu
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-15, 19:31   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Wyjeżdżacie na szkolenie - rzucił nowy przywódca Pryzmatu i powoli podniósł się ze stołka. Cóż, co miał jej innego powiedzieć? Dodał więc to, co zawsze wszystkim:
- Wszystkiego dowiesz się w trasie - powiedział i uniósł lewą brew, a następnie znowu poprawił swój garnitur. Pewne nawyki wiecznie się powtarzały - cierpiał na to i Henry i Harry Donavan. Ten drugi jednak non-stop poprawiał broń, którą miał przypiętą do pasa. Toni mogła teraz poczuć to, jak wszystko zmieniło się w Pryzmacie od czasu, kiedy przyszła tutaj Liga. Jednak, raczej, nie był to tylko wynik tego. Wszystkie czynniki, które zaskutkowały zmianami we władzy się na to składały. Może zmiana jednak nie była aż taka dobra?
- A teraz nie przedłużaj tego więcej i idź się spakować. Inni agenci będą na głównym placu, spotkasz się z nimi - dodał Donavan i usiadł na krześle, a następnie odwrócił się w kierunku ekranu, na którym zaczął coś oglądać. Jeśli Toni się temu przyglądała, to pewnie bez problemu wyróżniła sylwetki innych agentów Pryzmatu - takich jak Carter, chociażby. Ujęcia pokazywały jakieś sceny z walk.
Donavan był specyficzną osobą. Praktycznie wszystkie rzeczy, które kierował do innych osób miały formę "zrobisz to, pójdziesz tam". Nigdy nie było tam miejsca na proszę, albo czy mogłabyś. Nawet nie było miejsca na "czy mogłabyś się zamknąć", jeśli zwracał się do kogoś, kto zbyt dużo mówił. Zawsze było "zamknij się".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-13, 21:51   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Dlaczego właściwie została tu wezwana? Freya nie miała zielonego pojęcia. Zgodnie jednak z zasadą “nie wychylać się, póki to niekonieczne”, posłusznie podreptała do gabinetu Donovana.
Naprawdę, gdyby nie to, że trzeba było zachowywać pozory, nigdy w życiu nie wykonałaby jakiegokolwiek polecenia tego człowieka. Gardziła tego typu ludźmi - tchórzami tak wielkimi, że nawet do tego tchórzostwa bali się przyznać, ba, zgrywali wręcz niesamowicie odważnych. No ale cóż, czasem nawet ona potrafiła ugryźć się w język i zrobić co należało. Może to oznaczało, że sama też była tchórzem? Niee, chyba nie. Była po prostu sprytna. No, przynajmniej w swoim mniemaniu usprawiedliwiała to sprytem.
Kiedy już dotarła pod wyznaczone drzwi, zapukała i nie czekając nawet na specjalne zaproszenie, weszła do środka.
- Chciałeś mnie widzieć, wujku - powiedziała z najmilszym uśmiechem, na jaki było ją stać, choć doskonale wiedziała, że ich kontakty powinny być co najwyżej uprzejmie poprawne, bez miejsca na takie spoufalanie, na jakie sobie pozwalała.
Oj tak, może to jednak był jakiś tam dowód na to, że jednak nie była aż takim tchórzem? Zawsze lubiła nadwyrężać wyznaczane granice, pozwalając sobie na zdecydowanie więcej, niż oficjalnie mogła, ale nie robiąc jednocześnie niczego, co owe granice jawnie by przekraczało. Chociaż… no dobra, może to wcale nie była odwaga. Może to raczej jakiś wyjątkowy miks głupoty i przekonania o własnej nietykalności.
Wiecie, ojciec Freyi był w końcu zastępcą dyrektora CIA. Poważna i naprawdę istotna funkcja. Nazwisko Baldwin było doskonale wszystkim znane, może nie w całych Stanach, ale na pewno w całym CIA. A odkąd to właśnie ono, albo raczej wywodzący się z niego Donovanowie sprawowali władzę w Pryzmacie, Freya czuła się tu jakoś tak… pewniej. Niepokojąco wręcz pewnie, co prędzej czy później na pewno mogło ją zgubić.
_________________

x
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-14, 17:51   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Witaj, Freya - powiedział Harry i odłożył jakiś plik papierów na biurko. Wezwał ją nie bez przyczyny. Teraz, gdy już objął władzę w całym Pryzmacie mógł zrobić praktycznie wszystko. A jego strefa komfortu kończyła się tam, gdzie stała Freya. Była pomarańczowa, a to było coś, co go przerażało. O wiele bardziej wolał być z dala od niej, mimo iż wiedział, że jej ojciec zadowolony nie będzie. Chociaż... Przecież nie mógł usunąć jej tak jak Lynn. Wiadomo, Lynn miała swoje humorki, była niebezpieczna przez jakiś okres czasu. Potem jednak popełniła zbyt wiele błędów i z łatwością udało mu się wysadzić ją z siodła. Freya była inteligentną, przebiegłą żmiją. Tak przynajmniej jej wizerunek malował się w głowie Donavana. Chciał. Musiał się jej pozbyć bo wiedział, że każdy Pomarańczowy kiedyś wybuchnie i podzieli się swoimi wspomnieniami z kimś, z kim nie powinien. Możliwe, że Freya nawet teraz czytała w jego myślach. Przerażało go to. Brzydziło.
- Mam dla Ciebie niespodziankę - dodał z uśmiechem i podał jej nieco inny plik pieniędzy, a następnie uśmiechając się powiedział:
- Twój ojciec będzie z Ciebie dumny. Jestem tego pewny - powiedział.
Wezwanie na szkolenie do CIA. Zaadresowane do Freyi Baldwin. Czy mogło być coś lepszego, niż pozostawienie luksusowego Pryzmatu i pójście w szeregi CIA? Do zimnych, brudnych pokoi z zaciekami na ścianach?
- Jest tam Willow Delecroix. Przeżyła epidemię. Jeśli ukończysz szkolenie, to możliwe, że się spotkacie - powiedział, jako element samoobrony. Czasem wpadał w paranoje i wydawało mu się, że czuje na karku niewidoczne łapska Pomarańczowej, które próbują dobrać się do jego głowy. Wtedy on musiał stosować jakieś uniki, starać się ją odgonić niczym uporczywą muchę.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-14, 20:06   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

No chyba nie.
Freya roześmiała się lekko drwiąco. Miała szczerą nadzieję, że to był tylko jakiś głupi żart. Ona i szkolenie CIA? Dobre sobie.
Niestety, Donovan nie był kimś, kogo można było podejrzewać chociaż o cień poczucia humoru. Dlaczego więc chciał ją tam wysłać? Nie nadawała się przecież nawet w najmniejszym stopniu do zadań wymagających fizycznej zręczności, opuszczała niemal wszystkie treningi organizowane w Pryzmacie… I nagle CIA?
- CIA? To żart? - cóż, nie zaszkodziło spytać, nie? Wciąż miała na twarzy typowy dla niej uśmieszek, pomieszany z zaskoczeniem, albo wręcz niedowierzaniem.
Musiała jednak przyznać, że wzmianka o ojcu trafiła ją w… No po prostu trafiła. I zabolała. Jasne, że dziewczyna chciała, żeby kiedyś był z niej dumny. Nawet mimo tego, jak bardzo miała mu za złe, że nie odezwał się do niej ani razu od tych sześciu lat. Ale jednak nie miała najmniejszej ochoty na udział w jakimkolwiek szkoleniu. Przemilczała więc wzmiankę o ojcu, nie dając po sobie poznać, że ją to ruszyło.
- Willow? - w pierwszym momencie nie za bardzo skojarzyła, o kim mowa, ale po chwili... - Ach tak... - rzuciła tylko. Rudowłosa Francuzka. Hmm, tylko, czy to faktycznie miał być argument? - I to ma mnie przekonać? Osoba, której nie widziałam od lat? - czy Donovan serio był tak głupi, czy jedynie zdesperowany?
Jasne, Freya mogła sama to rozgryźć. Jednak, tak samo mocno, jak on brzydził się nią - ona brzydziła się nim. I jego umysłem. Nie miała ochoty na zetknięcie choćby ze skrawkiem jego myśli, wspomnień, czy czegokolwiek. Już nie mówiąc o tym, że nie miała nawet ochoty go dotknąć, a w końcu to było niezbędne do całej reszty.
Odłożyła na biurko wszystko, co jej wręczył.
- Dziękuję, ale nie skorzystam - powiedziała, darując sobie tym razem jakiekolwiek uśmiechy.
Skrzyżowała ręce na piersiach, wpatrując się przenikliwie w mężczyznę, jednocześnie nie uciekając się do jakichkolwiek mocy. Wiedziała, że sam wzrok też go przerazi.
Proszę bardzo. Zmuś mnie. Spróbuj.
A co, jeśli faktycznie spróbuje?
_________________

x
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-15, 00:14   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Czuł, jak jej cholerne niewidzialne ręce oplatają jego gardło i powoli podduszają go. Czemu on to powiedział? Czemu właściwie gadał o tej cholernej Willow, jakie miało to znaczenie? Ewidentnie świrował i miała na to wpływ właśnie Freya i jej cholerna obecność. Mimo iż tego nie robiła, to on i tak czuł jakby działo się co innego. Wmawiał sobie, że właśnie wnika w jego umysł i mówi te wszystkie dziwne, bezsensowne rzeczy. Świr, świr... Musiał się od tego uwolnić. Weź się w garść, Donavan. To zwykła nastolatka, prawda? Tego jednak było już za wiele.
- Obawiam się, że to nie propozycja panienko Baldwin - powiedział i wcisnął jakiś guzik pod stołem. Przeważnie montowało się je w jakichś antykwariatach czy u jubilera. Donavan miał jednak prywatny, wzywający swoją obstawę. Kiedy cokolwiek mogło mu się stać, kiedy obawiał się o swoje życie... A ostatnio dość często to się zdarzało. Był teraz w pełni władzy, często musiał gadać z tymi cholernymi, nieznośnymi dzieciakami. Przycisk wydawał się przydatny. Tym razem jednak wolał zostać sam, dlatego przyjął Freye tak, a nie inaczej. Próbował przezwyciężyć swoje lęki. Jednak nie podołał.
Agenci weszli do pomieszczenia szybkim krokiem, jednak widząc, że Donavan nie leży postrzelony ani nie jest podduszany - przynajmniej fizycznie - przestali się aż tak napinać i stanęli obok niego.
- Panowie odprowadzą Cię do Twojego pokoju, gdzie weźmiesz swoje rzeczy. Następnie wsiądziesz do śmigłowca i grzecznie polecisz w najgorsze zadupie Stanów Zjednoczonych - rzekł Donavan, a to, co on powiedział stawało się prawdą nadzwyczajnie szybko ostatnimi czasy. Brak dyskusji. Chciał jeszcze dodać kilka obelg, bo ego nieco mu skakało, gdy wszędzie znajdowali się jego ludzie. Mogli zastrzelić Freye bądź wycelować w nią narzędzie do Białego Szumu w każdej sekundzie.
- Pamiętam swoją akademię. Może jak ją skończysz, to wyrośniesz na ludzi.
Nie bał się. Chyba już brakowało mu Lynn i poniżania jej. Na szczęście była kolejna pomarańczowa. I na szczęście szybko się stąd ulotni.
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-15, 01:31   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Donovan potrafił być naprawdę przekomiczny. Freya doskonale wiedziała, że się boi. Wpatrywała się więc w niego coraz bardziej intensywnie, starając się nawet nie mrugać, nie robiąc jednak kompletnie nic ze swoją mocą.
Oho, wiedziałam, że tak będzie.
Kiedy do pokoju weszli strażnicy, dziewczyna mimowolnie parsknęła krótkim śmiechem. No tak, dorosły facet nie jest w stanie bez obstawy porozmawiać z nastolatką. Mimo wszystko, poczuła się przez to trochę mniej pewnie. Hmm, co teraz?
Opcji było wiele. I wszystkie były kuszące. Mogła użyć mocy i kazać Donovanowi odwołać strażników i całą tą szopkę. Mogła zabronić strażnikom na zrobienie jakiegokolwiek ruchu. Mogła najpierw ich unieruchomić, a później wyczyścić im umysły. Mogła podmienić tylko to wspomnienie i sprawić, by Donovan zapomniał o tym durnym pomyśle. Mogła kazać strażnikom zabić Donovana. Mogła kazać natychmiast zabić się całej piątce mężczyzn. Mogła...
A, gówno prawda. Tak na prawdę nic nie mogła. Czegokolwiek by nie zrobiła - wydałoby się. A to oznaczałoby karę. Cholera wie jaką. Nie chciała za nic w świecie wracać do opaski, ale była doskonale świadoma, że opaska w rzeczywistości była jedną z delikatniejszych rzeczy, jakie ktokolwiek mógłby jej zrobić.
Zatem mogła jedynie uciec się do słownych przepychanek.
- Niech tylko mój ojciec się o tym dowie... - warknęła.
Jakby nie patrzeć, Donovan był niżej w hierarchii CIA, pan Baldwin powinien więc budzić u niego jakikolwiek respekt. Z drugiej jednak strony… Mężczyzna od sześciu lat ani razu nie odezwał się do córki. Były jakiekolwiek szanse, że cokolwiek by zrobił w jej sprawie?
Freya wciąż stała na swoim miejscu.
Proszę bardzo. Niech mnie odprowadzą. Polecam jednak bezdotykowo.
_________________

x
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-15, 14:44   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

- Będzie dumny, kochanieńka - rzucił Donavan i odsunął się. Oczywiście, że niby nie chciał oglądać tego popisu agresji i inne takie. Wolał przenieść wzrok na spokojnie przemijającą przyrodę Pryzmatu, która powoli ustępowała chłodnej zimie. Kwiaty już dawno przekwitły a drzewa zgubiły swoje liście... Mimo to wydawało się nadal być ciepło. A nawet upalnie. Chmury przysłaniały słońce, które swoim blaskiem oblewało biuro Donavana, który z szyderczym uśmiechem - oczywiście odwrócony tyłem - kiwnął lekko głową.
Do Freyi podeszło kilku mężczyzn i wcisnęli jej na głowę opaskę, zanim dziewczyna nawet zdążyła się zorientować. No tak. SSP. Oni zawsze wiedzieli jak radzić sobie z tymi cholernymi Psi. Jednak jeśli dziewczyna próbowała cokolwiek zrobić, to od razu polecieli po całości, stosując biały szum - ten najgorszy, ten paraliżujący...
Jednak jeśli dziewczyna uprzejmie ukłoniła swoją główkę przed wyższością, jaką stanowił Donavan, to na jej skroni znalazła się opaska. O nie, jednak nie ta sama. Ta wyglądała jak zwykła obroża dla psa, jednak założona na głowę. Nikt teraz już nie będzie stosował prześlicznej, modnej opaski. Harry po chwili odwrócił się i rzucił do niej:
- Będziesz grzeczna i przestaniesz? - warknął i następnie machnął dłonią na żołnierzy, którzy zaczęli wyprowadzać ją w stronę jej pokoju. A jemu cały czas wydawało się, że Freya buszuje w jego głowie. Ulga nadeszła dopiero, gdy miała na głowę naciągniętą opaskę. Albo gdy już zupełnie wyszła z jego biura i zniknęła z pola widzenia. Wtedy on, mógł znowu obserwować cudowny widok ze swojego okna i marzyć o tym, że już nigdy nie wpadnie na żadnego pomarańczowego. Pozostawał jeszcze jeden. Tylko jak go wykluczyć?

W sekcji mieszkalnej zrób swój pokój i daj tam post. Chyba, że masz zamiar coś tutaj jeszcze robić, to odegraj tutaj ^^
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 13:56   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Vanessa była przerażona. Dopiero docierały do niej okropne fakty; mogła dostać o wiele gorszą robotę. Wątpiła, że wyślą ją do wojska, ale… wszystko było możliwe. Złośliwość była rzeczą ludzką i w takich sytuacjach naprawdę działała. Szczególnie, że do Ośrodka Szkoleniowego została wysłana za karę, która karą być nie miała. Niemniej jednak zapamiętali ją jako tą złą, pyskatą sukę. Tak określił ją ten niewyżyty żołnierz? Prawdopodobnie.
Różnica była taka, że do gabinetu lidera szła bez Lilian. Zrobiło jej się jakoś smutno i jednocześnie pusto. Nie chciała wierzyć, że zostawiła ją w tamtym okropnym miejscu. Cały czas tworzyła najmroczniejsze scenariusze. Nie mogła ponownie opuścić tego miejsca! Nie sądziła, że kiedykolwiek pokocha Pryzmat na tyle, że nie będzie chciała go opuścić. Może to była chęć przetrwania? W wojsku nie miała żadnych szans. Ugh! Dobra! Czas odwiedzić tego cholernego lidera. Donovan, Vanessa nadchodzi.
Ostatnio zmieniony przez Vanessa Owens 2016-12-31, 16:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 14:28   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Gdy tylko dziewczyna przekroczyła próg tak znajomego biura Donavana, zobaczyła w nim kogoś zupełnie innego. Rudowłosa Judith Gray siedziała na jego dużym, wypasionym krześle i wypełniała jakieś dokumenty leżące przed nią na biurku. Wyglądała bardzo spokojnie, zresztą, w tle leciała muzyka klasyczna, więc czego się można było spodziewać? Kobieta lekko uniosła głowę i popatrzyła na dziewczynę, a następnie lekko się uśmiechnęła. Chyba nie było tutaj niczego, czego można się bać, prawda? Judith przecież nie pośle jej do wojska, zresztą. Miała farta, że nie trafiła tutaj na Donavana.
- Witaj... Czy mogłabym Ci jakoś pomóc? - zapytała kobieta i wstała od biurka, podchodząc do dziewczyny. Tak. To była pani prezydent, która właśnie wstała gdy do pomieszczenia weszła Vanessa,a nawet uśmiechnęła się do niej i zapytała czy może coś zrobić, by ta poczuła się lepiej. To wszystko z jednej strony było miłe, zaś z drugiej bardzo podejrzane.
- Niestety pan Donavan wyszedł, jestem teraz na... Zastępstwie. Jeżeli przychodzisz z jakąś sprawą, przedstaw mi ją. Dał mi pełne prawo do decydowania o członkach Pryzmatu, więc jeżeli jest to coś istotnego, możemy załatwić to w tym momencie. Bez obaw.
_________________


 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 16:10   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Ta kobieta była dziwnie miła. Jej słowa brzmiały – przynajmniej według Vanessy – sztucznie i podejrzanie. Przesadnie miła. O tak. Te dwa słowa zawirowały w jej głowie na kilka lub nawet kilkanaście sekund. Dlaczego wszystko było takie skomplikowane? Cóż, musiała mówić. Wiedziała tyle, że nie mogła sprawiać wrażenia zdenerwowanej. Mimo okoliczności, Owens uważała ją za potwora. Mniejszego niż Donovana, ale jednak potwora...
- Mam na imię Vanessa. Dopiero co wróciłam z Ośrodka Szkoleniowego – wytłumaczyła i przełknęła ślinę. Na chwilę przymknęła także powieki, by zaraz potem ponownie je otworzyć. Bez obaw? Wiedziała, że będzie się obawiać. Doskonale wiedziała. – Wiem, że muszę się czymś zająć. Czy mogłaby pani zaproponować mi… – nie wiedziała dokładnie, czy może ją o cokolwiek prosić. Chciała jakąś bezpieczną pracę niewymagającą wysiłku fizycznego. Dodatkowo zamierzała poprosić ją o informacje o Lilian, która prawdopodobnie została w Ośrodku. – Jakąś spokojną pracę, którą w jakiś sposób przysłużę się PRYZMATOWI? Wiem, że wymagam wiele, ale naprawdę nie nadaję się do prac fizycznych – stwierdziła ze wzruszeniem ramion.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 18:29   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
- Ale to zupełnie zrozumiałe - dodała do niej głosem pod tytułem "wiem co czujesz" wraz z dołączoną specjalną miną. - Wiem jak to jest i nie martw się. Pewnie gdyby był tutaj mój mąż, to posłałby Cię do lecznicy łatać rannych. Ale wiesz? Ja mam coś dla Ciebie i wydaje mi się, że będziesz zadowolona - powiedziała, a następnie podeszła do jednej z teczek i wyciągnęła kilka papierów. Dodała:
- Przyda mi się do tego ktoś tak młody, jak Ty. Jakiego właściwie jesteś koloru? Nie ma to większego znaczenia, oczywiście. Ale dobrze będzie to wiedzieć - po tym pokazała dziewczynie kartę, a następnie powiedziała:
- Widzisz. Ostatnio chodził mi po głowie pewien pomysł. Chciałabym reaktywować gazetę, która byłaby wydawana w całym kraju. Pewnie nie będzie to specjalnie łatwe zadanie, jednak chcę, by obywatele wiedzieli co się dzieje. W dodatku drukarnie będą miały nowe miejsca pracy do obsadzenia. Powoli chciałabym przywrócić krajowi wszystkie cechy, jakie utracił. Byłoby dobrze, gdybyś się do tego przyczyniła. To raczej łatwa praca. Redagowałabyś artykuły i była moją pomocnicą w różnych kwestiach. Cóż, nie znam Cię, ale wyglądasz na kogoś kompetentnego jak i raczej przyjaznego. Naprawdę, przykro mi, że mój mąż wolał wysłać Cię do akademii. Nie każdy jest dobrym żołnierzem walcząc z karabinem. Do niektórych pasuje po prostu pióro. Pisałaś kiedyś coś?
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 19:17   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Z każdym kolejnym wypowiadanym słowem, Vanessa zaczynała coraz szerzej się uśmiechać. Naprawdę proponowała jej taką robotę? Czego chcieć więcej? Po prostu nie wytrzymała.
- Och, to idealne zajęcie dla mnie! – wyrzuciła trochę zbyt energicznie. Po prostu nagle wrócił jej cały humor! Prowadzenie gazetki nie mogło być jakimś strasznie trudnym zadaniem, a poza tym… powinni podsuwać jej wszelkie informacje. Samo ich redagowanie powinno być bardzo łatwe. Uczyła się trochę o tym w szkole, głupie zadania z napisaniem artykułu do gazety. Po prostu super! – Z przyjemnością przyjmę taką pracę. W przeszłości nie zajmowałam się pisaniem, ale jakoś sobie poradzę! – stwierdziła, po czym pokiwała głową. Dopiero po chwili przypomniała sobie o Lilian i wiedziała, że musi to z siebie wyrzucić. Kobieta sprawiała wrażenie sztucznie sympatycznej… miała nadzieję, że się na to zgodzi. – Pamięta pani dziewczynę, z którą tutaj przybyłam? Miała na imię Lilian, też Niebieska. Została wysłana do Ośrodka Szkoleniowego, ale nie zdążyłam się z nią zobaczyć. Mogłaby pani dowiedzieć co się z nią dzieje i przekazać, że może wrócić do ośrodka? Byłabym wdzięczna – stwierdziła. Może zbyt szybko zeszła na inny temat, ale wolała załatwić wszystko od razu. Dopiero potem przejść do jej nowej roboty! Bo zakładała, że przyjęto ją na sto procent. Kto by pomyślał, że ktokolwiek wręczy jej tak łatwą pracę? No po prostu pokochała Pryzmat i stojącą przed nią kobietę.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-01, 14:38   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
- Cieszę się, że podzielasz moje zdanie i że przyjmiesz moją ofertę - dodała, a następnie odwróciła się i zaczęła szukać czegoś w szufladzie. No cóż, niedługo miała pójść i załatwić kilka dość istotnych spraw. W sumie Vanessa mogła jej się do tego przydać. W końcu zapewne będzie to dość historyczne wydarzenie zapamiętane przez naprawdę dużą liczę osób. A ona idealnie tam pasowała. Cóż, Judith sięgnęła więc po dwie czarne wstążki i wyciągnęła je.
Szczerze powiedziawszy nie chciała specjalnie ograniczać swojej pomocnicy tylko do pisania nudnych artykułów. Teraz chodziło tutaj o coś znacznie większego. Zresztą, taka osoba zawsze jej się przyda jak i będzie całkiem niezłą zagrywką w budowaniu jej nowego, lepszego świata przyjaznego dla Psioników. A teraz w dodatku miała taką u swojego boku. Oczywiście - nie bała się jej zdolności ani niczego w tym rodzaju. Ufała jej. Tak, jak umiała zaufać innym, takim jak ona. Wierzyła, że to jest główny krok do wielkich rzeczy.
- Oczywiście. Spróbuję, chociaż... - zaczęła mówić, wyciągając wstążki i umieszczając je pierw na swojej piersi, a zaraz po chwili wbiła szpilkę w ubranie Vanessy. Cały czas mówiła: - Nie wiem czy znajdzie się tutaj dla niej coś do zrobienia. Bardzo mi przykro, ale po prostu... Widzisz, Vanesso. Gdybyś zastała tutaj Donavana, a nie mnie, to cała ta sytuacja zakończyłaby się pewnie inaczej. Mogę jej to przekazać, ale wolałabym również powiedzieć, że nie wiem czy będzie tutaj miejsce do wykonywania czegoś prostego i lekkiego - powiedziała.
- Potrzebuję teraz Twojej pomocy. Chciałabym, żebyś poszła ze mną na uroczystość wręczenia odznak. Niedługo później odbędzie się pogrzeb jednego z naszych agentów. Przykro mi, że musisz uczestniczyć w tym, ale Twoja rola nie będzie opierała się jedynie na przyjemnych rzeczach. Czy jesteś gotowa? Potrzebujesz jakichś ubrań? - zapytała dziewczynę, spoglądając w co właściwie jest teraz ubrana.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-02, 13:50   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Jak to? Lilian miałaby dostać cięższą od niej robotę? To chyba lepiej, żeby została w Ośrodku Szkoleniowym. To wredne, ale Vanessa cieszyła się, że to ona odwiedziła ją(Donovan) jako pierwsza. Gdyby zrobiła to Lilian, zapewne musiałaby pójść do wojska lub ośrodka. To byłoby naprawdę głupie posunięcie. Ale Lilian?! Owens czuła się podle. Czy mogła nazwać się jej przyjaciółką?
- Och… – chciała protestować. Ale nie potrafiła przeciwstawić się kobiecie, która dała jej do zrozumienia, że niczego ciekawego z Lilian nie zrobią. Była słaba, co pewnie zauważyła podczas rozmowy z jej mężem, Donovanem. Vanessa przestała się uśmiechać i wyprostowała się nie spuszczając wzroku z jej pracodawczyni. – Proszę spróbować. Tyle wystarczy – stwierdziła szybko i wysłuchała następnych słów kobiety. Dobrze, że podtrzymywała rozmowę i powiadamiała ją o jakichś ważnych akcjach. Miała nadzieję, że tak będzie postępować zawsze i wszędzie, bo jakoś nie uśmiechało jej się budzić niespodziewanie o piątej nad ranem. Dobijanie się do drzwi i te sprawy… może się myliła, a może nie.
- Ubranie wizytowe mam, proszę o chwilę czasu, muszę się przebrać – uśmiechnęła się lekko. – Chyba nie wypada iść na pogrzeb w takim ubraniu – wskazała na swoje sportowe wdzianko. Może i nie znała tego agenta, ale w takich sytuacjach powinna ubrać się w coś czarnego albo chociaż oficjalnego. Nie zamierzała zrobić wiochy! – Przynajmniej na pogrzeb, bo nie wiem jak to jest z wręczeniem odznak
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-02, 14:33   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
- Ależ nie, masz racje - powiedziała Donavan i znowu posłała Vanessie uśmiech. Wiadomo, że nie był to specjalnie wesoły dzień, ale kobieta starała się zachować jakieś pozory tego, że miała całą tą sytuację w garści. Wiadomo, żal z tego powodu że zmarło tyle osób nadal był, ale nie mogła dać się mu w całości poskromić. Musiała trzeźwo myśleć by jakoś wybrnąć z tych trudnych momentów.
- Pójdź się przebrać więc a następnie dołącz do mnie tutaj, w porządku? - powiedziała do Vanessy, szykując znowu jakieś dokumenty. Wiadomo, że miała z góry napisaną mowę, chociaż pewnie podobnie jak zawsze wszystko będzie bardziej... Spontaniczne. Wbrew pozorom Judith była w tym całkiem niezła.
Oczekiwała na Vanesse tyle, ile było to konieczne - w końcu wiedziała, że dziewczyna z pewnością szanuje to, że im się śpieszy. Trochę nie wypada spóźnić się na tak ważne uroczystości. Wiadomo, że wolała by Niebieska była tak samo jak ona - ubrana w czarny strój. Gdy dziewczyna przyszła, Judith powiedziała:
- W porządku. Plan całego wydarzenia wygląda następująco. Zaczynamy od pogrzebu - zostanie wygłoszona mowa a następnie ciało agenta jak i żołnierzy zostanie przeniesione na cmentarz poza granicami Pryzmatu - wiadomo, że zostanie pochowany tam, gdzie leży jego rodzina. W między czasie odbędą się też przemowy. Następnie przejdziemy do kolejnej części, czyli rozdania odznak. Co do reszty - chciałabym, żebyś sporządziła artykuł o tym. Oczywiście będziesz mogła się oddalać i rozmawiać z ludźmi - im więcej osób poznasz, tym lepiej. Ponadto pamiętaj, jesteś moją asystentką i tak też przedstawiaj się ludziom. Jesteś gotowa?
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-02, 18:24   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Z labolatorium do biur zarządu nie prowadziła daleka droga, a mimo to Ati mocno trzymał rękę Val, żeby mu nie uciekła. Może jednak chodziło o coś innego...
Doszli do drzwi biura. Atturi poprawił koszulkę i zaczął żałować, że ubrał się tak mało elegancko. Powinien przynajmniej przyjść w koszuli, w końcu to pani prezydent.
Zapukał trzy razy do drzwi Zarządu, mając nadzieję, że ktoś mu odpowie. Nie ośmieliłby się tam wejść bez pytania. Popatrzył na Val, mając nadzieję, że zachowa trochę powagi. Nie miał chyba zbytnio na co liczyć, ale trudno. Chyba jej zależało na tym, cy Atturi udał się razem z nimi w podróż.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:42   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG WSZYSCY, CZYLI VANESSA TEŻ

Judith po chwili spostrzegła się, że ktoś zapukał do drzwi. Oczywiście bezzwłocznie otworzyła i widząc Valerie i Attriego lekko się uśmiechnęła. Cóż, była zadziwiona tym, że ludzie szukając jej szli do biura Donavana. Chociaż gdzie indziej mogłaby być? No właśnie.
Wpuściła ich do środka i dodała do Vanessy: - Zaraz wrócimy do sprawy wyjścia.
Oczywiście wtedy już dziewczyna była przebrana. No i Judith nie kazała jej wyjść ani nic z tych rzeczy, mogła uczestniczyć w rozmowie bez żadnego problemu. Rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do Atturiego i Valerie, dodając: - W czym mogę wam pomóc? - zapytała. Oczywiście jak zawsze - dość miłym i uprzejmym głosem. Valerie wolała się oczywiście pierwsza nie odzywać i po prostu stała obok chłopaka, cały czas ściskając jego dłoń. Na jej oku oczywiście nadal znajdował się opatrunek, który założono wcześniej w klinice. Jednak mimo wszystko nie wyglądało to najlepiej - wiadomo jak może wyglądać opatrunek założony centralnie na oku.

Atturi, Vanessa - taka kolejka.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-03, 07:56   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Skinieniem głowy podziękował za otwarcie przed nimi drzwi. To w końcu, jak się domyślał, była Pani Prezydent i to on powinien przed nią drzwi otwierać. Wszedł do pokoju, w którym już była jakaś dziewczyna. Ruchem głowy przywitał i ją, po czym spojrzał na panią Donavan.
- Dzień dobry. Jestem agenta Atturi Evans, a moja towarzyszka to agentka Valerie Cadle. - Przedstawił ich oboje, wciąż ściskając mocno dłoń Val. Było mu to potrzebne, bo trochę się stresował. Jeżeli rozmowa pójdzie nie tak, to mogą się już więcej nie zobaczyć i Czerwona powinna być tego świadoma.
- Otóż widzi pani, moi przyjaciele po wykonanej misji otrzymali przepustkę na powrót do domów. Ja nie przysłużyłem się jeszcze temu państwu, więc nie dostałem takiego zezwolenia, co oczywiście rozumiem. - Wyjaśnił z grubsza sytuację Judith. - Z resztą, ja i tak nie mam gdzie wracać. Chciałem jedynie móc ich odprowadzić tam, gdzie chcą się udać. To wszystko. - Nie zależało mu póki co na tej swobodzie, którą otrzyma reszta. Może później, z czasem założy rodzinę, ale czuł się jeszcze na to zbyt młody.
 
 
Vanessa Owens


17

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-03, 15:07   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Vanessa naprawdę nie lubiła przebieranek. Niemniej jednak musiała się poświęcić i ubrać w czarną – o ile można to tak nazwać – sukienkę. Musiała pasować do bezbarwnej(jeśli chodzi o ciuchy) pani prezydent. Zresztą, okoliczności krzyczały, że nie powinna pojawiać się w stroju sportowym. Niekulturalne! Skoro dostała fuchę asystentki to broń boże nie mogła jej zdradzić.
Już otwierała usta, by wypowiedzieć kolejne słowa, gdy do pomieszczenia wparowała dwójka młodych agentów. Vanessa uśmiechnęła się do nich sztucznie, ale nie odezwała się ani słowem. Cierpliwie wysłuchała wszystkich wypowiadanych słów i… powrót do domów? Nie ma gdzie wracać? Atturi wzbudzał w Owens dziwne emocje. Tak bardzo chciała wrócić do domu, że nie brała pod uwagę łączących ją z rodzicami relacji. Może najlepiej było zostać w Pryzmacie? Cóż, póki co nie miała żadnego wyboru. Mogła tylko obserwować dziewczynę – jak zakładała – bez oka i towarzyszącego jej Atturiego.
Póki co stała jak słup soli i nie odzywała się żadnym słowem.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-04, 17:41   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Judith lekko uniosła wargi, które uformowały się w uśmiech. Ach, no tak. To wciąż byli agenci. Nie przepadała jakoś szczególnie za określeniami tego typu, no ale cóż. Donavan ich w to wprowadził i wszyscy już byli agentami i tak pewnie zostanie na wieki. Chciała coś z tym zrobić ale wiedziała, że to będzie jak walka z wiatrakami.
- Witaj Attruri, Val - dodała, a następnie wysłuchała tego, co miał on do powiedzenia. Wiedziała, świetnie wiedziała, że Donavan potrzebował agentów. Ale jednak musiała to na nim wymusić bo wiedziała, że te dzieci po prostu na to zasługują. Skoro ma to być wolny świat dla Psioników to wszyscy muszą być równi sobie. Jednak jeżeli Pryzmat dał im już schronienie albo ma im dać, to musieli coś zrobić. Musieli być swojego rodzaju bohaterami, którzy przyczynią się do rozwoju tego kraju i uda im się w jakimś sensie wywalczyć dla siebie i innych lepszy świat. Uśmiechnęła się. Znowu. Całkiem urocza propozycja.
- Nie widzę nic przeciwko, naprawdę. To co robisz jest naprawdę wspaniałym czynem. Z pewnością będzie im raźniej, gdy pomożesz im w wędrówce. Tylko proszę, uważaj na swoje zdrowie a po odprowadzeniu przyjaciół powiadom nas. Wyślę kogoś po Ciebie, byś nie musiał wracać o własnych siłach. Słyszałam, że z Twoim zdrowiem jeszcze nie jest najlepiej - powiedziała i uśmiechnęła się. Oczywiście zaopatrzy Atturiego i resztę nie tylko w komunikatory ale inne rzeczy, które będą mogły ułatwić im tę podróż. Cieszyła się, że jej plan wchodzi w życie. Naprawdę.
- Vanesso, prawda, że to bardzo miłe? Sama widzisz, tak jak mówiłam. To jeden z przykładów tego, że naprawdę jest jakaś możliwość normalnego życia. Ty też będziesz mogła odejść kiedyś, wiesz o tym, prawda? - dodała do niej Judith, następnie znowu zwróciła się do Atturiego:
- Mam nadzieję, że zostaniecie na pogrzebie? Jeżeli tak, to proszę, udajcie się na plac i oczekujcie tam mnie jak i mojej asystentki Vanessy Owens. Niedługo przybędziemy i uroczystości zostaną rozpoczęte. Jutro nad ranem przygotuję dla was prowiant i będziecie mogli opuścić kompleks. Jeszcze raz dziękuję Ci Atturi, że chcesz odprowadzić przyjaciół - powiedziała Judith. Po tym zwróciła się do Vanessy:
- Dobrze wyglądasz, naprawdę. Cieszę się, że szanujesz moje polecenia. Możemy ruszać, myślę, że wszystko może się już rozpocząć.

Atturi, Van. Po tym poście wychodzimy.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,094 sekundy. Zapytań do SQL: 10