Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Główny hol
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-09-18, 20:36   Główny hol [Cytuj]

Miejsce w którym często organizowane są różnego rodzaju zbiórki. Sam hol jest dość spory i wystawnie urządzony. Jest tutaj sporo filarów a na ścianach znajduje się masa zdjęć dawnych agentów jak i kadrów z budowy całego kompleksu. Na samym środku znajduje się spora ściana - jedną jej część zajmują agenci, którzy podczas pełnienia służby stracili życie. Druga część przeznaczona jest na zdjęcia ludzi, którzy wyjątkowo przysłużyli się organizacji.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-11, 18:48   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Jeden z agentów czekał na Bena od samego początku. Wiadomo, chłopak się nie spóźnił, mimo iż miał do odebrania kilka ważnych rzeczy z biur zarządu. Cóż, odznaka i tak dalej. Skończył szkolenie. Co prawda nie był jeszcze super agentem, ale było mu do tego tytułu coraz bliżej. Tak więc gdy tylko załatwił sprawy tam, udał się na główny hol.
- Benjamin - dodał jakiś agent i podszedł do niego poprawiając swój krawat. Następnie zlustrował go wzrokiem od stóp do głów, a następnie powiedział:
- Jesteś gotowy na dalszą część szkolenia? - zapytał.
Kojarzył tego agenta. Wiadomo, jeden ze szkoleniowców CIA. Pojawił się kilka razy na różnych zadaniach żeby ustawiać ludzi i mówić, co, kto, gdzie i jak ma robić. Było ich tutaj pełno, jak gołębi. Zawsze się do ciebie przyczepiali, jeżeli byłeś w niewłaściwym miejscu. Wiadomo - wykonują swoją pracę, jednak czasem wydaje się to strasznie irytujące.
Teraz jednak miał rozpocząć szkolenie. Jakiś nowy rozdział w życiu. W sumie nie będzie ono aż tak długie jak to wcześniejsze. Bardziej kilka lekcji z tego, jak się zachować i jak funkcjonować by nie stracić życia w następnych 24 godzinach. Bądź co bądź, Biały Dom nieco zmienił swój wizerunek. A on będzie musiał się do niego dostosować.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-11, 18:59   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

// pierwszy post ever <3

To dla Bena ważny dzień. Oficjalnie ukończył szkolenie i z jednej strony cieszył się, że ma ten etap za sobą. Z drugiej strony jednak martwił się, co będzie dalej i jakie wyzwania przed nim postawią. Wyślą do wojska? Nie chciał tego, ale nie mógł protestować. Nie zamierzał się narażać, a tym bardziej swojej rodziny. Żałował też, że gdziekolwiek teraz pójdzie, będzie rzadziej spotykał znajomych w projekcie. Przez te kilka lat zdążył się już przywiązać do tych mordek. Chyba nawet tych niezbyt lubianych będzie mu brakować. No ale nie rońmy łez, w końcu jeszcze nic nie wiadomo!
Na razie kończył załatwiać sprawy w biurze zarządu, odebrał swoją odznakę - która w jakimś sensie napawała go dumą. Może dlatego, że czuł się bardziej dorosły, a nawet doceniony? W każdym razie nie miał teraz czasu rozpływać się nad sobą. Od razu udał się do holu głównego. Gdy usłyszał swoje imię, jego głowa momentalnie odwróciła się w tym kierunku i ujrzał przed sobą agenta, którego już nieraz miał okazję widywać. Wiadomo, nie byli znajomkami, ale widywał go przy różnych okazjach i szkoleniach. Na tym z CIA strasznie się rządził, a może to tylko jemu się tak wydawało? Zachował jednak poważny wyraz twarzy, jak przystoi żołnierzowi.
- Tak - odpowiedział twardo, bo czy miał inne wyjście? Musiał się dostosować, słuchać rozkazów. Nie wiedział, jak to teraz będzie wyglądać. Co będzie musiał robić ani jak się zachowywać, więc chyba powinien być przygotowany na wszystko. Ważne, żeby nie okazać słabości i pokazać, że nadaje się do każdego zadania. Tylko czy mu się uda?
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-11, 19:42   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- To, co zobaczysz, nie będzie w żaden sposób miłe ani przystępne - rzucił agent, a następnie ruszyli w głąb holu. Cóż, ta część Pryzmatu robiła za swojego rodzaju wizytówkę. Tak, tutaj jesteśmy my - bogaci i piękni. Kryształowe żyrandole, marmur, lustrzana podłoga. Wszystko to mówiło tylko o tym, że tutaj liczą się pieniądze. Wszystko jest piękne i wystawne. Jednak nie zapominali o jednej rzeczy. A od przypominania służyła ściana na której wyryto lata działalności CIA jak i Pryzmatu. Na niektórych latach pojawiały się złote gwiazdki. Wiadomo, agenci, którzy oddali swoje życie za służbę. Jednak ostatnio zaczęły tam też widnieć kolorowe gwiazdki. Psionicy. Nikt nie chcę do nich dołączyć, jednak wszyscy o nich pamiętają. Wszyscy zamieniają się tylko w gwiazdkę na ścianie, która przebija się przez ten przepych i przypomina o tym, za co naprawdę tutaj walczą.
Weszli do jednej z sal w której było już kilka osób. Raczej było to mniej kameralne spotkanie. Mimo to wszyscy agenci mieli na sobie garnitury, muszki. Niektórzy krawaty. Siedzieli przy przystrojonych stołach, jednak nie była to jakaś uczta. Po prostu luźno rozmawiali. Nawet nie wszyscy siedzieli przy stole. Co do tego, co właściwie na nim było, to głównie jakieś luźne przysmaki. Ciasta, owoce. Alkohol.
Tak, zdążyli już polać. Tego nie dało się przyjąć na trzeźwo.
- Nowy rekrut, huh? - zapytała jakaś agentka. Nie widział jej twarzy ani niczego takiego. Jednak odwróciła się do niego i popatrzyła wielkimi, niebieskimi oczami. Jej włosy wyglądały sztucznie. Należały do niej?
- Jacqueline. Ale możesz mówić mi Jackie - dodała i wystawiła dłoń. Po chwili jakiś inny agent dodał:
- Nie rób sobie jaj, nie mamy na to czasu - powiedział i spojrzał na resztę. Zapewne skoro tak powiedział, to lepiej było przejść do konkretów.
- Siadaj młody. A to, co tutaj zobaczysz zostaw dla siebie. Pora na wykład - powiedział.
Dziewczyna oczywiście pokazała mu siedzenie zaraz obok siebie. Jednak czy był sens mieszać się w coś teraz, gdy był ważniejsze rzeczy?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-11, 23:42   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Kiwnął głową do agenta, potwierdzając tym samym, że rozumie. Nie żeby nie mógł się doczekać, bo obawiał się tego, co może zobaczyć i jakiej wiedzy będą próbowali go nauczyć. Nie chciał zgadywać, ale słowa mężczyzny dały mu trochę do myślenia. Ruszył za nim bez słowa, z wysoko podniesioną głową. Potrafił doskonale stwarzać pozory, a teraz chciał pokazać, że jest gotowy na kolejne szkolenie i nie wymięknie.
Zacisnął dłonie w pięści, widząc kolorowe gwiazdki poległych Psioników. Nic tutaj nie było pewne, dlatego Ben robił, co do niego należało i nie sprzeciwiał się władzy. Oczywiście, czuł się jak marionetka, która nie może nic zrobić bez pozwolenia, ale pogodził się z tym. Przynajmniej na razie.
Gdy tylko weszli do sali, Sibley bacznie obserwował otoczenie. Nie było to duże spotkanie, więc chłopak nieco odetchnął z ulgą. Im mniej osób, tym chyba mniej stresu. Przynajmniej w teorii. Na pierwszy rzut oka dostrzegł, że wszyscy są elegancko ubrani. Nie wiedział, dlaczego... ale wyglądało to na jakąś kameralną imprezę, gdzie luźno rozmawiali i pili alkohol. Nie żeby miał coś przeciwko, bo niewiele go to obchodziło. Zresztą nawet gdyby, to raczej nie miał prawa zwrócić im uwagi. Nie chciał się narażać już pierwszego dnia po ukończeniu szkolenia.
Wtedy odezwała się kobieta, więc mimowolnie zerknął w jej kierunku. Nie dostrzegł twarzy, przynajmniej nie od razu. Za chwilę jednak się odwróciła i Ben spojrzał w jej niebieskie tęczówki. Jej włosy faktycznie wyglądały na sztuczne, ale nie zajmował się tym długo. W końcu co go to może obchodzić?
- Benjamin, ale możesz mi mówić Ben - powiedział, podając jej rękę i krótko ściskając. Nawet się lekko uśmiechnął! Był zestresowany, ale jednak kultura osobista jest ważna. Tylko kiedy odezwał się mężczyzna, znów zesztywniał i zwrócił na niego swój wzrok.
- Zaczynajmy - zgodził się i usiadł obok kobiety, która wskazała mu miejsce. Agent kazał mu usiąść, więc tak zrobił... chyba nie ma większej różnicy gdzie? Ewentualnie się przesiądzie, jeśli będzie im przeszkadzać. Spojrzał z uwagą na mężczyznę, czekając na ten cały wykład.
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-12, 18:11   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- W porządku - rzucił mężczyzna i spojrzał na blondynkę.Wiedział, że nie są to jej naturalnie włosy, ale chyba nikt na tym etapie naturalności nie lubił. Oni wszyscy używali fałszywych danych osobowych i przebierali w paszportach jak w rękawiczkach. Chyba wszyscy woleli zachować swojego rodzaju anonimowość gdy mówiło się o takich sprawach. Nie były lekkie.
Zanim wszystko jeszcze się zaczęło, dziewczyna pociągnęła za swoją perukę i ściągnęła ją. A po tym dodała:
- Delilah. Lubię się zgrywać - powiedziała.
Nikt tutaj nie miał jej za złe tego, że przeszkodziła w szkoleniu. Wszyscy wręcz polubili ją, gdy wyszła z Lecznicy posklejana jak frankenstein i ledwo potrafiła powiedzieć jak się nazywa. Mimo to, że wyrządził jej to rząd, zaczęła służyć pod Judith Donavan. Nienawiść do jej męża jakoś tak je połączyła i Deli była nawet znośną osobą. Chciała chronić kogoś, kto - jej zdaniem - pomógł jej. Chociaż trochę. Jednak nie widziała siebie w roli dyplomatki w żadnym ze swoich wcieleń. Dlatego stwierdziła, że przejdzie to szkolenie.
- Możemy zacząć - stwierdził agent i wyciągnął na środek sali tablicę. Była to dość spora tablica po której można było pisać kredą. Wysunął ją na kółkach z rogu.
- Pierwsza i najważniejsza zasada. Jeżeli ktoś nie należy do waszej misji - nie ufacie mu. Nikt tam nie ma zamiaru wam popuścić, a od kiedy do Białego Domu wkroczycie wy, nikt już nie będzie się nad wami litował - stwierdził. Cóż, ciężko było jakoś to wszystko opisać żeby było zrozumiałe. Bali się tego. Jak na to zareagują. Jednak Delilah wydawała się spokojna jak zawsze. Cóż, takie wychowanie.
- W Białym Domu nie ma już dziennikarzy. Świat nie wie, co tam się dzieje. Ludzie, politycy starają się ustanawiać jakieś zasady. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Jeżeli coś komuś nie pasuje, posuwa się do nieco innych środków. Cóż, jest tam wielu szpiegów - powiedział, a następnie poluzował nieco swój krawat.
- Należy szukać sprzymierzeńców, co robi Judith - dodał po chwili, a następnie kontynuował - Wiadomo, że będziemy musieli chronić ją jak i jej interesy. Słuchajcie, to nie jest zwykłe miejsce, jak pamiętacie to z tego co było wcześniej. Ostatnio... - zaczął mężczyzna i nakleił na tablice za pomocą magnesów kilka zdjęć mężczyzn w garniturach, następnie dodał:
- Dwóch polityków zostało ostatnio otrutych na terenie Białego Domu. Jeden powiesił się w łazience - powiedział, a następnie pod trójką zdjęć przywiesił zdjęcia z sekcji zwłok jak i z momentu, w którym właściwie je znaleźli. Mężczyźni mieli krew w okolicach ust, nosa. Oczywiście ci otruci. Wszystkie zdjęcia jednak były obrzydliwie odrażające. Nawet Delilah lekko się skrzywiła.
- To codzienność. Pytania? - zapytał, dla rozładowania atmosfery.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-13, 01:13   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Ben chyba musiał zacząć się przyzwyczajać do całej tej otoczki tajemnicy. Jemu chyba brakowało trochę umiejętności do przybierania innej tożsamości, niż własną. Ale chyba to kwestia nauki, także nic straconego.
No i gdyby wiedział, że dziewczyna podaje mu fałszywie imię pewnie odpłaciłby jej tym samym. Nie miał się co gniewać i doskonale o tym wiedział, dlatego uśmiechnął się z rozbawieniem, kiedy podała mu prawdziwe imię. Jej różowe włosy od razu przykuły uwagę, ale zdecydowanie bardziej było jej w nich do twarzy. Hm, może on powinien zainwestować w taki sprzęt? Peruka, sztuczne wąsy, bokobrody, jakieś okulary. I nikt by go nie poznał.
- W takim razie, skąd wiem, że teraz mówisz prawdę? - zapytał z błyskiem w oku i odwrócił się do mężczyzny, który wydawać by się mogło, że dowodził. A przynajmniej prowadził to spotkanie, ale to też o czymś świadczy.
Jego wzrok jeszcze na moment zatrzymał się na stole, a przez myśl przeszło pytanie, czy przypadkiem nie będą próbowali go częstować alkoholem. Czy miałby coś przeciwko? Pewnie nie, ale chyba wyszedłby mało profesjonalnie, dlatego prawdopodobnie by odmówił.
Obserwował agenta, który wyciągnął na środek tablicę. No, to teraz go zaciekawili. Dlatego nie przegapił ani jednego słowa wypowiedzianego przez mężczyznę. Nawet tego o Białym Domu. Ale że co? To nie pójdzie do wojska? Nie będzie musiał zabijać i przyjaźnić się z własnym karabinem? Z jednej strony poczuł ulgę, ale z drugiej zastanawiał się, co dokładniej będzie musiał robić i jak się zachowywać. Wyglądało na to, że wystarczyło posłuchać i się dowie.
Kiwnął głową odrobinę niepewnie, gdy usłyszał żeby nikomu nie ufać. Nawet nie musieli tego mówić, bo z reguły nie był zbyt łatwowiernym dzieciakiem. Lubił myśleć, że niełatwo go oszukać, chociaż wiadomo, że bywali tacy, którzy mieli swoje sposoby. Im dalej w las, tym bardziej był zaskoczony. Ale nie tylko, bo również wyróżniony i w pewnym sensie... dumny. On, będzie agentem chroniącym panią prezydent. Niesamowite!
No i tutaj zaczynały się schody, bo przez krótką chwilę myślał, że będzie to przyjemna praca. A kiedy agent powiesił zdjęcia mężczyzn z sekcji zwłok, Ben powstrzymał jakikolwiek odruch, który nakazywałby odwrócić wzrok. Jedynie przymknął na dwie sekundy powieki, by chociaż spróbować się przyzwyczaić do tego widoku. Podniósł nieśmiało rękę, kiedy przyszedł czas na pytania. Cóż, jedno miał.
- Co robimy z osobą, którą podejrzewamy o szpiegostwo albo jakiekolwiek złe zamiary względem Judith?
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-13, 01:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Na pytanie chłopaka ogólnie w pomieszczeniu atmosfera nieco się rozluźniła. Kilka osób zaśmiało się pod nosem, a w tym Delilah. Uniosła szklankę z jakimś trunkiem i cicho się śmiejąc wzięła kilka łyków. Czyli wiadomo, że takie pytania wzbudzały generalny śmiech. Wiadomo, agent wprowadzający mógł być kretem, ale w takim razie najlepiej posłuchać jego rad dotyczących ogólnej sytuacji w Białym Domu, szczególnie tej popartej jakimiś faktami, które potem będzie można sprawdzić. No i zastosowanie się do tego a potem staranie się przeżyć jak najwięcej czasu. Ale ogólnie wyglądało na to, że musiał go słuchać. Czy był dobrym gościem, czy złym - bez znaczenia. W sumie prawdziwą ścieżkę twojego życia obiera ta osoba, która cię wprowadza. Zawsze może wyszkolić się na kolejnego kreta. Tak to działało.
Jednak Judith dbała o swoich nowych rekrutów i posyłała tylko zaufanych ludzi. Przynajmniej tak mogło jej się wydawać. Nigdy nic nie jest pewne i nawet uczą tego ludzie na szkoleniach, którzy również nie są do końca "pewni". Tak już działał krąg CIA. Trzeba było słuchać własnych osądów i idei, o ile było się na tyle "otwartym" by je pojąć i skonfrontować ze światem. A to należało do najtrudniejszych zadań w tej pracy, bo za przewinienia można było wylecieć. Albo zginąć.
Szczerze to wszyscy czekali aż Ben sam się poczęstuje. No przecież został zaproszony, może więc korzystać ze wszystkich dobrodziejstw tej cudownej imprezy. Począwszy od alkoholu, a na Delilah kończąc. Oczywiście nikt tego ostatniego specjalnie nie będzie mówił głośno. Z wiadomych przyczyn. Różowa uśmiechnęła się do Bena i puściła oczko, a następnie przesunęła w jego stronę szklankę, a po tym wskazała na wszechobecne butelki różnych alkoholi. Wódki raczej nie będzie z tego pił, ale bourbon z colą to niezły pomysł.
- Eliminujemy. Znaczy, jak masz czysty cel. Jak widzisz, że to naprawdę jest już sytuacja awaryjna - działasz. Jak jest bezpośrednie zagrożenie - zaczął tłumaczyć, gestykulując rękami - Znaczy jak widzisz, że ktoś komuś coś nasypał do drinka - zabierasz go i usuwasz. Twoim głównym zadaniem jest działanie po cichu. Nikt ma nie wiedzieć, że jesteś tutaj by ją chronić. Będziesz miał partnerkę. Delilah - w tym momencie różowa wyszczerzyła się i chlusnęła jeszcze więcej. Widocznie to zadanie wymagało niezłego rauszu.
- Będziecie udawać gości. To zależy jeszcze od wszystkiego. Ale wiadomo, że macie mieć cały czas na oku jedną osobę - Judith - jak i po trochę jej doradców, czyli resztę. Ale wiadomo, jak ktoś wyciąga broń, rzuca się na nią - co jest mało prawdopodobne - macie przystąpić do natychmiastowego działania. Jednak starajcie się nie wszczynać burd, bo to spali wasze mordy. Zrozumiano? Mogę przejść dalej? - zapytał agent, szykując się do wyciągania zapewne kolejnych sekcji zwłok i ohydnych obrazków.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-13, 03:17   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Kiedy każdy zaśmiał się pod nosem (lub nie) na jego pytanie, Ben poczuł się... głupio. Poczuł się jakby na niewłaściwym miejscu. Naprawdę tylko on nie wiedział takich rzeczy? Wszyscy tutaj wydawali się w jakimś stopniu doświadczeni, a może to on wyjątkowo nie odnajdywał się w sytuacji? Nie chciał wyjść na nowicjusza... którym właściwie był, ale czy nie lepiej, żeby znał odpowiedzi na nurtujące go pytania, niż potem popełniał błędy? Wyśmiewanie chyba nie jest dobrym czynnikiem zachęcającym, chociaż pewnie nikt go tu nie będzie próbował nakłaniać do tej pracy. Ma wykonać zadanie i koniec. No i to też nie tak, że jawnie się z niego śmiali, chyba po prostu jego pytanie wydało im się... zabawne.
Na razie Ben zdawał się na swoich przełożonych, nie bardzo wsłuchując się w "swój własny osąd". Wolał działać słuchając rozkazów, chociaż czy nie byłoby fajnie mieć możliwość podejmowania samodzielnych decyzji?
Tak więc po geście dziewczyny faktycznie nalał sobie do szklanki bourbonu z colą, żeby za bardzo nie odstawać od reszty. Musiał nabrać trochę pewności siebie, bo póki co był chyba za bardzo spięty. Ben kiwał głową, dając mężczyźnie znać, że rozumie jego słowa. Czyli jego umiejętności mogą okazać się przydatne w takim miejscu, choć musi być bardzo dyskretny. Chyba przede wszystkim o to chodzi. To w teorii nie było trudne.... chronić Judith i jej sprzymierzeńców po cichu. O ile się da. Tylko trzeba będzie mieć oczy dookoła głowy.
- Gości? Czyich gości, Judith? Jak długo tam zostaniemy? - zadawał pytania, bo miał wrażenie, że mogą gdzieś umknąć w jego głowie, a potem będzie za późno. Chciał wiedzieć jak najwięcej, żeby jak najdokładniej wykonywać swoje zadanie. Ucieszył się, że Delilah jest jego partnerką. Wydawała się chyba najbardziej wyluzowana i w porządku, choć tak naprawdę nie wiedział, czy to naprawdę ona, czy taką udaje. W każdym razie dobrze mieć jakiekolwiek wsparcie w misji. Po odpowiedzi na jego pytania, agent oczywiście mógł przejść dalej. Póki co, Ben nie miał innych wątpliwości. Postanowił nie przejmować się resztą agentów, którzy mogliby wyśmiewać jego nawet najgłupsze pytania. Musiał wiedzieć wszystko przed rozpoczęciem.
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-13, 13:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Tak. Będzie tam miała również kilku Psioników, którzy pełnią rolę... Dyplomatów - dodał agent i pogładził się po podbródku, na którym był lekki zarost. Taka była prawda - będzie trzeba chronić też swoich.
- To ich najbardziej trzeba będzie chronić. Zresztą, sami będziecie musieli chronić też siebie. To wiadome, już z góry możemy założyć to, że największy, najbardziej czerwony iks będzie znajdował się na waszych głowach - powiedział agent. No tak... To oni będą głównym celem, oczywiście jak ktoś się zorientuje że oni również są psionikami. To zawsze na nich wszyscy będą spoglądać i ich próbować... Wyeliminować. Oczy dookoła głowy są nawet bardziej niż wskazane.
- Nie będziecie tam bezpieczni - powiedział po chwili, znowu, jakby ktoś jeszcze tego nie wywnioskował.
- I jedyne co możecie zrobić, to chronić siebie jak i innych. Nie możemy dopuścić do tego, że jakikolwiek Psionik poniesie śmierć lub dozna większego uszczerbku na zdrowiu. To będzie wiązało się wtedy z poważnymi konsekwencjami. Wiadomo, pierwsza i najbardziej oczywista - nie możemy tracić ludzi. Druga, nieco mniej - kampania Judith poniesie gigantyczne straty gdy ktoś się dowie, że w Białym Domu otruto psionika. Wbrew pozorom, można to miejsce porównać do cholernego mrowiska. Przychodzisz - wszyscy chcą cię wyeliminować. Wkładasz kij, co już dawno ktoś powinien zrobić - wiadomo... To nie jest w żaden sposób milusia sytuacja. To gorsze niż front - stwierdził i wzruszył ramionami. Chciał im to jak najlepiej przekazać, jednak nie było to specjalnie łatwe. Cóż, pewnych rzeczy trzeba się nauczyć. Przekonać się o nich na własnej skórze.
- Jak długo... Cóż, wasza służba będzie się ciągnęła przez następne kilka tygodni. I będzie trwała całą dobę - dodał.
Delilah lekko się skrzywiła i przewróciła oczami, wzięła swoją szklankę i wypiła jej zawartość na raz, po tym wstała i stanęła obok agenta. A następnie powiedziała:
- Istnieje wiele sposobów... Wiele możliwości, wiele dróg jakie stosują ludziska z Białego Domu. Począwszy od zwykłych piguł dosypywanych do drinków. Nie pijemy niczego, co nie zostało przyrządzone przy nas. Pilnujemy drinków naszych znajomków. Jeżeli ktoś nalewa sobie z tej samej butelki, a następnie to pije - jest to bezpieczne dla nas. Nie zamawiamy od barmanów, którzy przygotowują coś na boku albo nie na naszym widoku. Zawsze, zanim skołujemy drinka, patrzymy czy ktoś inny pokusił się o takiego samego od tej samej osoby. Nigdzie nie chodzimy sami, zawsze we dwójkę lub więcej. Cóż, również nie pozwalamy wychodzić komukolwiek samemu. Śpimy w dwójkę w pokojach. Jak ktoś musi siusiu, budzi drugą osobę. Kapujecie? Nigdzie nie chodzicie sami, zawsze z kimś. Zawsze obserwujecie zachowanie innych ludzi z którymi pracujecie. Jeżeli ktoś się do nich niebezpiecznie zbliża, zastawcie mu drogę. Nie używamy umiejętności bez potrzeby - to powiedziała już bezpośrednio do Bena.
- Podczas jazdy, nie bawimy się w wyścigałki. Jeżeli mamy ogon, staramy się puścić go przodem. Jedzenie. Nie jemy, póki ktoś inny nie zacznie jeść tego samego obok nas. Picie, które nam podają - moczycie wargi, nic więcej. Jak chcecie się nachlać, to idziecie do siebie z własną wódką, winem czy innym chujstwem, które zatrute nie będzie. Obserwacja otoczenia. Najważniejszy punkt. Oczy tu, oczy tam. Nie możecie pozwolić by ktokolwiek pozostał bez "kontroli". Wszystkie podejrzane ruchy zgłaszacie do starszych kolegów jak jesteście cipami i nie wiecie co zrobić. W ostateczności staracie się wyprowadzić ochranianą osobę poza budynek, jednak nie wychodzicie na duże przestrzenie. Kurde, jakieś pytania? Za dużo? - zapytała Delilah.
A więc... Była kimś więcej niż tylko agentką. Czyli Ben był jedynym Psionikiem-rekrutem.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2017-01-14, 16:02   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Daniel miał za sobą "ochotnicze" szkolenie w CIA. Nigdy w życiu z własnej woli nie zgłosiłby się do niczego, co wymagało od niego używania swoich "zdolności", jednak w tej sprawie nie miał zbyt dużego wyboru. Najwyraźniej czerwoni byli słodkim rarytasem wśród PSI.
Nie podobało mu się to, co musiał tam robić. Nie napędzało go to dumą ani nie sprawiało, że patrzył na siebie bardziej przychylnym okiem. Czuł do siebie jeszcze większą odrazę niż wcześniej.
Grzecznie zapukał do wskazanych mu drzwi i czekał, aż usłyszy, że może wejść do środka. Mimo wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło, wciąż miał w głowie maniery, które wpoiła mu matka. Był lordem, do jasnej cholery. Całował kobiety w rękę na powitanie, do starszych zwracał się z szacunkiem i używał widelca do sałatek.
Gdy wreszcie usłyszał coś, co mogło sugerować, że jest w środku mile widziany, otworzył drzwi i nieśmiałym, ale opanowanym krokiem wszedł do głównego holu.
- Dzień dobry - przywitał się, ogarniając wszystkich zebranym krótkim spojrzeniem. - Daniel Manning, kazano mi się tutaj zgłosić.
Był z siebie wyjątkowo zadowolony. Głos mu się nie załamał, choć w środku miał ochotę krzyczeć i płakać.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-16, 22:04   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Drzwi - rzucił mężczyzna, który wcześniej tłumaczył do jakiegoś pachoła siedzącego w tyle sali. Pewnie on również był rekrutem, tylko wyszło tak, że siedział w tyle sali. A wiadomo, że jak jakiś student siedział przy drzwiach, to spadał na niego obowiązek otwierania. Młody facet podszedł i pociągnął za klamkę. Widząc Daniela, od razu przepuścił go przez drzwi bez słowa.
- A więc pan Manning również jest tutaj ochotnikiem? Poznajcie się więc - rzucił agent i spojrzał na niego. Zmierzył go wręcz wzrokiem i westchnął, a następnie dodał: - Czyli mamy więcej psioników w drużynie - powiedział, jakby było to jakimś przekleństwem. Cóż, zapewne z punktu widzenia powodzenia całej sprawy było to całkiem korzystne, jednak nikomu się nie chciało szkolić mutantów. Szczególnie, jeśli oni tego nie chcieli. No ale skoro Daniel łaskawie zdał akademie a nawet zjawił się tutaj, to mężczyzna go wpuści. A nawet wytrenuje i wyśle do gniazda żmij. Bo takie były procedury.
- Siadaj i słuchaj. Przegapiłeś pierwszą część - dodał.
Dziewczyna o różowych włosach cicho się zaśmiała, a następnie uśmiechnęła się do Benjamina. Odwróciła się do niego i dodała:
- Jestem Delilah. A to Ben. Miło mi cię... Poznać - dodała i podała mu dłoń. Jeżeli ją chwycił, to Deli przesłała mu kilka nieprzyjemnych obrazków z sekcji zwłok, jakie pokazywano im wcześniej.

Daniel/Ben
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-17, 02:22   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Kiwnął głową, bo rozumiał i nawet cieszył się, że na miejscu będzie więcej psioników. Kwestia ochrony była oczywista, choć wiedział, że nie będzie to łatwe i trzeba będzie mieć oczy dookoła głowy. No i fakt, że będą musieli działać pod przykrywką też nieco komplikował. Ben oczywiście postara się z całych sił, żeby wszystko się udało, bo konsekwencje - jak tu usłyszał - mogłyby być tragiczne.
A kolejną informacją, którą zakodował sobie w głowie to "nie będziecie tam bezpieczni". Nie będzie mógł się odprężyć ani na chwilę, co w sumie sprawiało, że coraz mniej podobało mu się to wszystko. Jak miał niby chronić innych i siebie, bez ujawniania żadnych informacji o sobie? Zadanie wydawało się wręcz niemożliwe. Przynajmniej na tym etapie. Obecni agenci nie ułatwiali mu tego, ale nie mógł się skarżyć.
No i świetnie, praca całodobowa przez kilka tygodni, czyli nawet spać nie będzie mógł spokojnie. Ale wtedy głos zabrała Delilah, więc Benjamin spojrzał na nią i słuchał równie uważnie, co przed chwilą mężczyzny. Zwłaszcza że mówiła o ważnych kwestiach, które chłopak odnotowywał skrupulatnie w głowie. Nie pić nic podejrzanego, trzymać się w grupie, nie wychylać się bez potrzeby, obserwować sytuację, nie używać mocy bez potrzeby... dużo do zapamiętania, choć większość dość oczywistych przy takiej misji rzeczy. Chłopak pokręcił głową, bo nie miał aktualnie żadnych pytań. Dziewczyna mówiła o wielu rzeczach naraz, ale zrozumiał.
I wtedy ktoś im przeszkodził w spotkaniu. W drzwiach pojawił się chłopak, na którego wszyscy aktualnie zwrócili swoją uwagę. Obserwował przez chwilę krótkie zamieszanie, ale szybko zrozumiał, że Daniel dołącza do misji i Ben nie będzie jedynym Psionikiem, czyli generalnie pozytywnie to odebrał. Choć nie wiadomo, czy pozwolą im działać razem, czy może rozdzielą. Odwzajemnił uśmiech różowowłosej i krótko pomachał na przywitanie nowemu rekrutowi. Czekał aż go wprowadzą w to, co już do tej pory powiedzieli, by zacząć dalszą część.
A ostatecznie Benjamin stwierdził, że w tym momencie powinien nieco się rozluźnić. Chyba najważniejsze, że nie idzie do wojska, czego tak nie chciał. Misja wydawała się ciekawa, choć szalenie odpowiedzialna i niebezpieczna. Ale po to tutaj są i stąd to całe spotkanie i szkolenie w jednym. Bourbon również mógł mieć coś wspólnego z tym rozluźnieniem, ale ciii.
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2017-01-17, 16:41   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Daniel znał na pamięć, co wypada, a co nie i doskonale wiedział, że gdy kobieta wyciąga do ciebie rękę, to pozostawienie jej zawieszonej w próżni byłoby wyjątkowo dupkowatym ruchem z jego strony. Dlatego ją dotknął, czego już po chwili bardzo żałował.
Odsunął się od dziewczyny jak oparzony, a przez kilka kolejnych sekund w jego głowie wciąż tkwiły obrazy, które mu pokazała. Po co? Chciała go nastraszyć? Nie było takiej potrzeby, już bez tego cholernie się bał. Jeśli chcieli w ten sposób odcedzić mięczaków od prawdziwych twardzieli, to wystarczyło zapytać - Daniel bardzo chętnie by im wyjaśnił, do której grupy należy.
- Mi również - powiedział tonem sugerującym, że nie była to do końca prawda.
Uśmiechnął się jednak serdecznie do Benjamina, który wyglądał na całkiem przyzwoitego ziomka. Pozory jednak mogły mylić, a Daniel wolał uniknąć powtórki ze spotkania z Lux.
Chociaż Ben raczej go za krocze łapać nie będzie.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-17, 18:32   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Delilah uniosła szkło i wypiła resztkę alkoholu. Cóż, oczywiście nie była to jakoś mocno zakrapiana impreza. Po prostu rozmawiali i pili sobie. Raczej było to takiego typu szkolenie, że jak chcesz, to się czegoś nauczysz. A jak nie, to po prosu się spijesz a potem najprawdopodobniej umrzesz. Ale taka zawsze była kolej rzeczy w szeregach CIA i wszyscy o tym zdecydowanie wiedzieli. Problem był jeden. Spóźniony Daniel.
- Wstawaj, Ben - rzucił agent i przeciągnął się. Wyciągnął swoje dłonie, splótł palce i nieprzyjemnie nimi strzelił, a następnie nieco poluzował swój krawat i sięgnął po szklankę pełną łiskacza. No tak, raczej nie miał już nastroju na opowiadanie. Szczególnie, że jak teraz zacznie przedstawiać dalsze części, jeszcze bardziej drastyczniejsze, to raczej nie wyjdzie to na dobre nowemu. Mężczyzna dodał po chwili:
- Przedstawisz nowemu to, co ostatnio prezentowałem. Ja i Delilah. Dasz radę, młody? - zaproponował mu i podciągnął rękawy. Cóż... To całkiem niezły pomysł na zaprezentowanie tego, co właściwie zrozumiał z poprzedniego wykładu. A to, co zrozumiał będzie w dużym stopniu wiązało się z najbliższymi dniami. Jeżeli nie przyswoił odpowiedniej wiedzy, to raczej nie ma co liczyć, że obudzi się za kilka dni w pełni sił. Delilah uśmiechnęła się, schowała znowu nos w szklance.
- No, w sumie to jestem ciekawa. Dawaj - dodała i kiwnęła głową.

Ben, Daniel
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-18, 00:36   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Ben również zbyt szybko nie zamierzał oceniać chłopaka, który przed chwilą przyszedł jako nowy rekrut. To co na wierzchu nie zawsze odzwierciedlało środek, a błędnie wyciągnięte wnioski mogą mieć poważne konsekwencje. Dlatego postanowił dać sobie trochę czasu i zobaczyć, jak to będzie. Mimo to, odwzajemnił jego uśmiech równie serdecznie. Póki co nie miał powodów, by zachowywać się inaczej względem niego.
Kiedy kazano mu wstać, najpierw spojrzał się niepewnie. Chciał się upewnić, że agent nie robi sobie z niego żartów, ale ton i zachowanie wskazywały na powagę, więc podniósł się z miejsca, uprzednio dokończając trunek ze szklanki.
- Tak - odpowiedział dosyć pewnym głosem. I stanął na miejscu, skąd wcześniej mówił do nich mężczyzna. Milczał przez pierwsze kilkanaście sekund, próbując zebrać myśli i poukładać w głowie, od czego zacząć, co dokładniej powiedzieć itd.
Kiedy Delilah się zgodziła, to był jego czas żeby zacząć. A tak na marginesie, to zauważył, że dziewczyna nie rozstaje się ze swoją szklanką i zaczął się zastanawiać, czy kryje się za tym jakiś poważniejszy problem alkoholowy, czy po prostu ma dzień.
- Nie mam pojęcia, czy wiesz cokolwiek... dlatego powiem mniej więcej wszystko, co tu usłyszałem - zwrócił się konkretnie do Daniela, bo reszta agentów była już na tyle poinformowana, więc chyba nie było sensu mówić do nich. - Generalnie będziemy ochroniarzami w Białym Domu. Naszym zadaniem jest chronić panią prezydent, jej doradców psioników i właściwie wszystkich, którzy są jej przychylni.
Zaczął delikatnie, zerkając na Daniela, czy łapie wszystko, czy będzie musiał się poprawiać albo dopowiadać. Może powinien być bardziej czytelny dla chłopaka? Albo dobra, powie co ma powiedzieć, najwyżej potem da mu chwilę na zadawanie pytań, tak jak to zrobiono z nim. Z jego zachowania wywnioskował, że zobaczył już straszne obrazki trupów, które im zaserwowano. Także tę część ominął.
- Zasady są proste. Nikomu nie ufamy, nie przyjmujemy żadnych posiłków ani napojów, których sami nie przyrządziliśmy albo nie widzieliśmy ich przyrządzania. Przy oficjalnych spotkaniach w napojach moczymy jedynie usta, a jedzenie jemu dopiero kiedy osoby wokół nas spróbują i przeżyją - mówił dość wolno i starał się, żeby wszystko było zrozumiałe. Nie chciał wprowadzić nowo przybyłego w błąd. - Trzymamy się w parach lub większych grupach, NIGDZIE nie chodzimy samemu, nawet do toalety. Nie możemy używać swoich mocy ani zdradzać swoich tożsamości, bo działamy pod przykrywką zwykłych gości Judith.
Zatrzymał się na chwilę i przeanalizował, co już powiedział, a co jeszcze zostało do przekazania. Chciał być rzetelny i puścić dalej wszystko, co sam usłyszał. W końcu nie chciałby mieć na sumieniu jego śmierci.
- Musimy mieć oczy dookoła głowy, to praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, przez kilka tygodni. Trzeba stale obserwować otoczenie, czy ktoś nie próbuje otruć naszych, czy nie idzie do nich ze złymi zamiarami. Działamy dyskretnie i niwelujemy takie ataki przez zastawienie drogi, przypadkowe wylanie trucizny - mówił i mówił, miał wrażenie, że jego głos jest już nudny dla agentów, w tym dla nowego. - Naszym zadaniem jest wyłapywać wszystkie podejrzane akcje, działanie w ukryciu. "Zagrożenie" eliminujemy tylko bez obecności świadków. Ach i jeszcze kwestia jazdy autem. Nie wolno się ścigać, jeździmy jak dziadki i pozwalamy się wyprzedzać. To... chyba wszystko, co do tej pory ustaliliśmy.
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2017-01-18, 22:43   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Chłopak kiwał głową, próbując zapamiętać wszystkie nowe informacje. Żałował, że nie jest zielonym, wtedy nie miałby z tym żadnego problemu. Właściwie, to całe życie żałował, że nie jest zielony. Nie musiałby się martwić o swoje niebezpieczne i destruktywne zdolności, którymi krzywdzi ludzi na każdym kroku. Czasami czuł się jak ta lesbijska księżniczka z bajki Disneya - Elsa czy jak jej tam było.
Pokiwał głową, gdy zdawało mu się, że Ben skończył już mówić.
Misja w Białym Domu nie brzmiała miło i przyjemnie, chociaż część, w której nie będzie mógł używać zdolności była dla niego sporym pocieszeniem.
- Rozumiem - powiedział przelatując wszystkich zebranych tutaj wzrokiem. Zatrzymał się na chwilę na dziewczynie, która wcześniej podała mu rękę. Nie zrobiła na nim najlepszego pierwszego wrażenia i wolał trzymać się od niej z daleka.
- Mam rozumieć, że nie dostaniemy też żadnych broni? - spytał.
Jeśli mają udawać zwykłych gości, to chodzenie z pistoletem za pazuchą tylko wzbudzi podejrzenia.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




Wysłany: 2017-01-18, 22:57   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Pytanie wyrwało się z tłumu jak ktoś wypchnięty przed szereg podczas apelu szkolnego. Raczej takie pytania był traktowane tak samo, jak te wcześniejsze, które zadał Ben. Deli się zaśmiała i dolała sobie alkoholu, ktoś tam inny się uśmiechnął a jeszcze inny parsknął. Norma.
- Dostaniecie broń krótką - odezwał się ktoś w końcu. Następnie główny agent wyszedł z tłumu i stanął obok Bena, następnie lekko się do niego uśmiechnął i dodał:
- No, młody przedstawił to całkiem nieźle. Ewidentnie darował sobie niektóre nasze szczególiki, ale chyba sprawa jest zrozumiała, prawda, Danielu? - zapytał go. Musiał się upewnić, że chłopak rozumie całą tą przedstawioną mu sytuacje. Musiało to być dla niego dość skomplikowane, bo właśnie zaczynał coś zupełnie nowego. Coś, co pewnie na długo pozostanie w jego głowie i będzie wracało jako koszmar senny. Bo przecież kto normalny jako ochotnik zapuszcza się do gniazda węży i próbuje chronić w nim tylko jednego osobnika, bo niby jest ważniejszy? Wiadomo, że cała ta akcja miała sporo moralnych "ale". No, ale... Są tutaj. Dzięki Judith. Musieli coś dla niej zrobić i to właśnie było tym czymś.
- Pytania. Zadawajcie pytania. Siadaj, Ben. Nalejcie sobie czegoś - zaczął mówić agent lekko zdenerwowanym głosem. Martwił się o następne dni. To chyba było zupełnie zrozumiałe, prawda?
- Nie będziecie mieli więcej okazji pytać, więc zróbcie to teraz zanim Delilah zaleje się w trupa - stwierdził, spoglądając na pomarańczową.

/Notka MG: Nie żartuje
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Benjamin Sibley


18 lat

niebieski




Wysłany: 2017-01-19, 02:38   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

W sumie jego też interesowało, czy będą mieli jakąś broń dla bezpieczeństwa. Oczywiście nie będą mogli nią szpanować, a raczej najskrzętniej ukrywać, ale zawsze to coś do zadziałania w razie potrzeby. I w głębi duszy ucieszył się, że jednak dostaną. I wcale nie zareagował na pytanie tak, jak inni. Tylko że oni znali już odpowiedzi, a ta dwójka młodzieńców dopiero wszystkiego się uczyła.
- Dzięki - mruknął do agenta, który stanął obok niego. Starał się powiedzieć wszystko i oczywiście dość zrozumiale, choć zdawał sobie sprawę, że to spory zakres wiedzy, jak na pierwsze takie spotkanie. Nie mieli jednak czasu na narzekanie, bo zostaną w tyle, dlatego uśmiechnął się do Daniela, który zdawał się jak na razie łapać.
Kiedy usłyszał komendę, od razu poszedł na wcześniej zajmowane krzesełko i nalał sobie tego, co wcześniej jednocześnie pytając gestem Manninga, czy życzy sobie tego samego. Ben musiał uważać, bo nie chciał się przecież upić. Nie był przyzwyczajony do alkoholu, dlatego nawet małe dawki mogły na niego podziałać, a chciał mieć w miarę trzeźwy umysł, by wszystko zapamiętać.
Ale właśnie, pytania. Zaczął się zastanawiać nad najważniejszymi, ale póki co większość zdawała się jasna. Faktycznie Delilah piła coraz więcej i zaczynał się o nią martwić, żeby nie miała kaca następnego dnia. Poza tym jej wiedza okazywała się przydatna, także szkoda, gdyby nie była w stanie im więcej powiedzieć. Postanowił jakoś zadziałać i wyciągnął rękę, sprawiając tym samem (o ile się uda), że szklanka dziewczyny wyleciała jej z rąk i poszybowała prosto w jego dłoń. Uśmiechnął się do niej szeroko, by potraktowała to jak niewinny psikus, który jednak sugeruje, żeby ograniczyła picie. Miał nadzieję, że jej tym nie zdenerwuje, bo kto wie co tam potrafiła.
- Mamy z góry przydzielonego partnera, tak? Z którym śpimy i chodzimy? Wiemy już kto to? - zapytał, bo jednak ciekawość wzięła górę i zastanawiał się, z kim będzie dzielił pokój i spędzał większość czasu w Białym Domu.


// nie wiedziałam, czy mam rzucać kostką, czy po prostu zostawić decyzje MG z ta telekineza:D
_________________
I feel
something so right
Doing the wrong thing
[mru]
- Ben Sibley -
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2017-01-19, 22:08   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Trochę speszyła go reakcja tłumu na jego pytanie. Wcale nie uważał, że było ono głupie czy zabawne - przecież był to normalny, zdrowy tok rozumowania. Będą wysłani na misję podczas której używanie mocy jest bardzo ograniczone. Chyba logiczna była w tym momencie troska o jakąś inną formę zabezpieczenia.
Nie chciał narazić się na kolejny wybuch śmiechu, więc nalał sobie alkoholu do szklanki i niechętnie usiadł z nim obok Bena. Daniel nie był wielkim fanem alkoholu. W Pryzmacie nie było go dużo, a zanim tam trafił był zbyt młody, żeby próbować. Zresztą, co to miała być za taktyka - chcą go upić, a potem wysłać w teren?
- Co mamy zrobić w momencie, gdy ktoś odkryje naszą tożsamość? - zapytał lekko niepewnym głosem. Trochę bał się odpowiedzi.
Wszyscy tutaj sprawiali wrażenie, że wiedzą co robią albo że przynajmniej czują się komfortowo z zaistniałą sytuacją. Chyba tylko Daniel czuł się jak rybka wyjęta z wody. Nie chciał tu być, nie chciał bawić się w tajnego agenta. Jego głupie marzenia, o robieniu czegoś więcej prysły w momencie, gdy żołnierze zgarnęli go z głównego placu w Pryzmacie. Tęsknił za farbami, za malowaniem, nawet trochę za Carter, z którą ostatnio było bardzo ciężko się dogadać.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,217 sekundy. Zapytań do SQL: 9