Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Plac główny
Autor Wiadomość
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2016-11-16, 22:04   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Ten dzień nie przestawał Daniela zadziwiać.
PSI lord nie był jakimś małym, pryszczatym prawiczkiem. W ogóle nie był prawiczkiem, zacznijmy do tego. Jednak zawsze traktował stosunki jako coś intymnego i prywatnego. Można powiedzieć, że je idealizował i stawiał na piedestale. Nigdy w życiu nie sprowadzał czynności seksualnych do czegoś... takiego. Uważał, że sztuka kochania jest tym, co odróżnia ich od zwierząt. A Lux w tym momencie sprawiła, że poczuł się jak pies. Może dokładniejszym określeniem będzie kawał mięsa, który ona i Carter przerzucały między sobą.
Poczekał aż Carter odejdzie wraz ze swoim ojcem kawałek dalej i złapał dziewczynę za rękę, ściągając ją tym samym ze swojej nogi i kładąc na ławce obok.
Po chwili wypuścił jej dłoń z uścisku.
- To było niepotrzebne - powiedział poważnym, może nieco obrażonym tonem.
Nie podobało mu się zachowanie Lux. Tak na dobrą sprawę, to jej nie znał. A ona nie dość, że go pocałowała, po czym miała do niego o to pretensje, to jeszcze odwalała takie akcje na oczach Carter. I na oczach jej ojca.
Cholerni Amerykanie.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-16, 22:17   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

Toni słyszała jedynie urywki rozmów, a przy tym miała wrażenie, jakby oglądała brazylijską telenowele, od połowy odcinka. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi, więc nie mieszała się w ich sprawy. Jedynie się przyglądała, a z boku wyglądało to całkiem zabawnie.
Nie specjalnie przejmowała się "rozstaniem z pryzmatem". Niby wiedziała, że jeszcze zatęskni za jego luksusami, ale w tamtym momencie nie miała do tego głowy. O dziwo, bardziej interesowały ją kwestie praktyczne. Gdzie jadą? Jaka będzie pogoda? Czy spakowała wszystko co powinna? Ale to chyba lepsze, niż martwienie się na zapas.
Może tam, gdzie jadą, poukłada sobie w głowie wszystko, co stało się niedawno w pryzmacie? Z taką nadzieją myślała o wyjeździe, bo samo szkolenie raczej jej nie interesowało.
Instynktownie odwróciła się, gdy coś uderzyło w jej bark. W pierwszej chwili, ledwo powstrzymała się, by nie zacząć krzyczeć. Zabrzmi to brutalnie, ale miała wrażenie, jakby zobaczyła potwora. Skarciła się, za to, że w ogóle tak myśli. Nie powinna przecież oceniać ludzi po wyglądzie, sama zresztą tego nie lubiła. Dlatego wymusiła lekki uśmiech i odpowiedziała chłopakowi:
- Chyba tak. Ty... - chciała o coś jeszcze zapytać, ale przerwał jej atak kaszlu, spowodowany dymem papierosowym. - Przepraszam, chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. - Zakaszlała ponownie.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-16, 22:42   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Daniel
- A to, co ona zrobiła było Twoim zdaniem w porządku? - syknęła Lux i lekko zwęziła oczy. Uważała, że utarcie nosa tamtej zołzie było jak najbardziej w porządku. Pocałunek to było coś zupełnie innego - zrobiła to, żeby przestać krępować się jego towarzystwem i pokazać sobie, że nie ma się czego bać. A Danielowi chyba się podobało. Druga kwestia to była Carter i jej podłe zachowanie. Lux w życiu by sobie nie pozwoliła na obrażanie jej, gdy spędzała czas z innym facetem. A nie spędzała go wcale wiele. Ale pierwszy raz, kiedy od kilku lat, posiedziała z jakąś osobą przeciwnej płci więcej niż pięć minut i w dodatku w normalnym środowisku... I już była tą "drugą" dziewczyną? Tą niepotrzebną, która miała być swojego rodzaju zapełnieniem pustki? Ewidentnie Carter chciała się odegrać na Danielu poprzez Lux. Ale panna Bloomfield nie da sobie w kaszę dmuchać.
- Nie widziałeś tego? Naprawdę pozwoliłbyś jej się na mnie wyżywać? Nie wiem co jest między wami, ale nie mam zamiaru się w to mieszać. Żałuję, że wtedy sobie nie poszłam - dodała Lux i z miłą chęcią wstała z ławki, a następnie splotła dłonie na wysokości swoich piersi. Z lekkim trudem, rzecz jasna, ustała na swojej protezie nogi. Chciała stąd iść. I usiąść gdzieś. Najlepiej w cieniu i z dala od tych wszystkich idiotów. A jeszcze bardziej chciała zgłosić się do treningu, o którym jedynie słyszała. Może tam mogłaby znowu... Wrócić... Do tego dawnego świata, który jeszcze kiedyś chciała tak bardzo zostawić za sobą.

Toni
- Kenneth. Będę pewnie Twoim opiekunem, jak się zwiesz? - rzucił mężczyzna i wsunął sobie papierosa do ust, a następnie podał Toni dłoń. Śmierdział lekko alkoholem. No i oczywiście czuć było od niego tytoniowy dym. Jednak z drugiej strony widać było, że miał dość nieźle wyrzeźbioną sylwetkę. Tacy już byli agenci - gdy tylko mieli przepustkę, korzystali jak tylko mogli. A balowanie przez kilka dni w Pryzmacie było rzeczywiście przyjemną odskocznią. Miło, że poznał swoją podopieczną. Szkoda, że gdy był w takim stanie. Jednak postanowił nieco przebić lody i poudawać chwilę Caluma, który był tak ucieszony całą tą sytuacją, że Kenneth wyobrażał go sobie, zabawiającego się przed treningami.
- Jakiego jesteś koloru? - dodał. Cóż, obiecywał wiele razy, że przeglądnie spis agentów, którzy zostali mu przydzieleni. Ale praktycznie zawsze kończyło się na "zrobię to jutro". Taki był. Ale tylko gdy miał wolne.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




Wysłany: 2016-11-16, 23:31   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe Oleksow
[Cytuj]

To było, jak sen, rozmawiała twarzą w twarz ze swoim tatą. Nie dzieliła ich bariera internetu na szyfrowanym łączu. Stał obok niej i choć zachowywał chłodny profesjonalizm, to wiedziała, że tak samo jak ona cieszy się z tego spotkania.
- Czasu się nie cofnie, co najwyżej psychologowie w Pryzmacie mogą spróbować naprostować spaczenia, których nabawiły się w Lidze. - Tym stwierdzeniem chciała zakończyć dyskusję o Lidze, mieli za mało czasu, żeby zmarnować go na rozmowę o tej organizacji małych terrorystów. USA nie było idealne, wahało się na granicy wojny domowej, ale działania na szkodę ogólnego dobra nie była w stanie zrozumieć. Miała swoje ideały i do nich starała się dążyć. Kiedy szła obok swojego ojca, rzuciła krótkie, tęskne spojrzenie za Danielem, który właśnie złapał tę dziewczynę za rękę... Dalszego ciągu nie widziała, bo czym prędzej się odwróciła. Nie chciała widzieć, jak rozmawiał z Lux. Chciała, żeby znów patrzył na nią, jak na ósmy cud świata. Sama chciała móc na niego patrzeć, z głową na jego kolanach. Dałaby wszystko, żeby było jak dawniej.
- Daniel Manning, nie spotkałam bardziej utalentowanego czerwonego od niego... - Chciała, żeby pojechał z nią, może z dala od Lux, od Pryzmatu, będą w stanie się dogadać. Bardzo tego chciała, tylko jak miała to zrobić? Gdy starała się być miła, to on traktował to tak, jakby czegoś chciała... Znaczy chciała, ale tylko znów móc z nim normalnie porozmawiać. Cały czas pamiętała ich pierwszą rozmowę, gdy prawie się rozpłakała z tęsknoty za tatą. Teraz z powrotem miała ojca, ale Danny niby tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
- Nie byłabym taka pewna... - To, co stało się podczas symulacji udowodniło jej, że wcale nie wszystko jej się udawało. Nie zawsze radziła sobie z problemami, a przede wszystkim zlekceważyła wagę problemu jakim była Trzynastka. Zwyczajnie nie zdawała sobie sprawy, z tego jak niebezpieczna była ta dziewczyna. Drugi raz nie popełni tego błędu i zwyczajnie ją zlikwiduje.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-17, 15:58   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Toni Martin - przedstawiła się, ściskając jego dłoń.
Starała się nie okazywać niechęci, ale Kenneth wydawał się być odrzucający w każdy możliwy sposób. Od blizn na twarzy zaczynając, na smrodzie alkoholu i papierosów kończąc. Toni nienawidziła wszelkich używek. Nie potrafiła znaleźć ani jednego powodu, dla którego ludzi tak do nich ciągnęło. Może zmieniła by zdanie, gdyby kiedykolwiek napiła się alkoholu? Lub zapaliła papierosa?
Wcale nie podobało jej się to, kto będzie jej opiekunem. Czy podczas szkolenia nie powinni być pod opieką żołnierzy? A Kenneth bardziej przypominał jakiegoś gangstera.
- Żółta.
Skąd wiedział, że będzie jej opiekunem, jeśli nie wiedział nawet jak się nazywa?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-17, 22:02   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Carter
- Chciałbym żeby to było takie łatwe Carter. Kiedy raz zobaczy się pewnie rzeczy, ciężko o nich zapomnieć. Wiem coś o tym - miałem w swoich szeregach takich agentów - powiedział. Mógł być z nią przecież szczery już teraz. Była dorosła, więc nie trzeba było niczego opakowywać w ładny papier. Nie trzeba było owijać w bawełnę. Nareszcie. Zresztą, Carter dorosła już dawno. Był dumny że na kogoś takiego.
- Zastanowię się nad tym. Z tego co pamiętam, jedna Czerwona została już przydzielona do projektu. Może uda się ich zamienić - powiedział Henry i zaczął rozglądać się po placu, wciąż spacerując z córką. Mógł wziąć to pod uwagę, ale ostatni głos nie będzie należał do niego. Nie tym razem. Na moment stanął, popatrzył na Carter, jak na ósmy cud świata i dodał:
- Jesteś moją córką, Carter. Z pewnością sobie poradzisz. A teraz proszę... Pójdź po swoje rzeczy do pokoju i wróć tutaj. Dołączysz do Toni. My spotkamy się na pokładzie śmigłowca.

Toni & Carter
Następnie Henry, ruszył jeszcze wraz z Carter w stronę Toni, a następnie zmierzył Kenneth'a srogim spojrzeniem. Był dobrym agentem. Jednak wiadomo, tak jak każdy podczas przepustki, pozwalał sobie na znacznie więcej niż powinien. Henry dobrze wiedział, że gdy tylko przekroczy próg akademii, wszystko będzie tak samo jak dawniej. Jednak nie byłby sobą, gdyby...
- Weź prysznic, Hopkins - powiedział i ściągnął brwi. Agent popatrzył tylko na Toni i dodał po chwili:
- Zaraz wrócę - powiedział i ruszył, aby wykonać polecenie, które zostało mu dane. Cóż, rozkazów słuchał się jak nigdy nikt. Po chwili mężczyzna zwrócił się do Toni:
- Musisz mi to wybaczyć, młoda damo. Zwykle zachowuje się inaczej - powiedział zgodnie z prawdą. Co za scena, dyrektor CIA mówi coś takiego do nowej agentki. Toni pewnie zresztą nie wiedziała nawet kim jest. Ale cóż, musiał dbać o jakiś wizerunek miejsca, do którego ich zabierają. A teraz miał na to świetną okazję. Zaraz po tym popatrzył na Carter i powiedział, że może już pójść po swoje rzeczy. On zaczeka tutaj wraz z Toni.

Kolejka dowolna
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-18, 14:55   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Dzień dobry... - przywitała się, gdy podeszła do niej Carter, z jakimś mężczyzną. Toni widziała go po raz pierwszy, ale niebieska wydawała się dobrze go znać.
Ulżyło jej, gdy Kenneth sobie poszedł. Nawet bardzo. Wcale jej się nie podobało, że to on miał być jej opiekunem, podczas szkolenia. Przed treningami też będzie pił? I jarał fajki w przerwach? Odrzucało ją wszystko, co miało związek z jakimikolwiek używkami.
Nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć, gdy zwrócił się do niej mężczyzna, który przyszedł z Carter. Nie znała go. Nie wiedziała kim jest, ani o co właściwie mu chodzi.
- Dobrze... - wyjąkała, nie bardzo wiedząc po co.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-18, 23:42   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Mężczyzna stanął obok niej. Cóż, przecież i tak musiał poczekać na to, aż wróci Carter jak i reszta agentów. A to dłużyło się wręcz w nieskończoność. Ale ponoć stanie i lampienie się na Toni nie było jakoś specjalnie uprzejme. Powiedział więc:
- Niedługo już będziemy w drodze - dodał, poprawiając garnitur i spoglądając gdzieś tam w dal. Nie chciał stać tak bez słowa, chociaż wiedział, że swoją obecnością krępuje dziewczynę. Wypatrywał gdzieś tam na placu Carter bądź agenta, jednak oni wciąż nie przychodzili, sprawiając wrażenie tej cholernej, krępującej ciszy. Po chwili Henry znów odezwał się do dziewczyny:
- Jak się z tym czujesz? - dodał i wypatrzył Kennetha, który szedł w ich stronę. Wyglądał już znacznie lepiej - jego ubrania nie były aż tak bardzo pogniecione. Na ramieniu miał plecak zapewne ze swoim dobytkiem. Teraz wyglądał bardziej jak jakiś dzieciak z domu dziecka, któremu udało się spotkać kogoś, kto go ubrał. No i pachniał o wiele lepiej. Jednak na jego twarzy wciąż gościł jedynie dziwny smutek i pustka.
- Nareszcie jesteś - syknął i zmierzył go wzrokiem. Jednak nie skomentował jakoś tego, jak chłopak wyglądał. Było już o wiele lepiej. Jednak Henry wymagał czegoś jeszcze.
- Wybacz, za wcześniej - dodał do Toni Kenneth. Był jej to winny.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2016-11-19, 15:19   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Daniel bardzo nie radził sobie w takich sytuacjach.
- Nie twierdzę, że Carter zachowała się dobrze - powiedział trochę zmęczonym tonem. Nie miał wcale ochoty na kłótnie, szczególnie już takie, które dotyczyły jego byłej dziewczyny i jego... em, nowej koleżanki? Ciężko było to nazwać, jednak pocałunek, który przed chwilą miał miejsce wcale nie upraszczał ich relacji.
- Możemy po prostu o tym nie rozmawiać?
Daniel był wyjątkowo naiwny. Taki tekst nigdy nie działał na Carter, wręcz przeciwnie, kłócili się wtedy jeszcze bardziej. Pod koniec związku, to właściwie nie robili nic innego niż kłócenie się. Manning był już tym zmęczony.
Bezwiednie powędrował spojrzeniem za Carter, która rozmawiała z ojcem. Jej włosy jak zwykle miały jakiś śmieszny, kompletnie nienaturalny kolor. Pamiętał, że kiedyś to w niej uwielbiał. Teraz starał się nie zwracać na to uwagi.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-19, 17:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Wszystko mi jedno - rzuciła Lux i znowu spojrzała na niego z wyrzutem. Faceci zawsze kojarzyli jej się z czymś... Więcej niż tylko stekiem emocji, bzdur i chęci znalezienia dla siebie miejsca. Pamięta do tej pory jak wielu facetów poznała i jak bardzo inaczej ich odbierała. Do tej pory w jej głowie siedzi moment, w którym jeden z pomarańczowych obronił ją przez jakimś SSP. A teraz? Daniel jest czymś, co ona musi chronić. Czymś niesamowicie delikatnym ale i interesującym. Nie wiedziała jak długo będzie przeżywała tę dziwną fascynacje oraz właściwie jak to będzie dalej wyglądało. Nigdy się przecież z tym nie spotkała.
- Nie rób tak więcej i już - dodała i usiadła, próbując cały czas nie patrzeć mu w oczy. Ona też nie była dobra w takich sytuacjach, ale niektóre rzeczy wydawały jej się... Normalne? Chociażby takie, jak stawanie w czyjejś obronie. Tak czy siak została, sama nie wiedziała dlaczego. Pewnie będzie to ciężki kawałek chleba, ale lepsze to niż nic.
- Lubisz mnie? - powiedziała i wreszcie na niego spojrzała. Od zawsze była bardzo prosta w słowach. Bo po co mówić wszystko naokoło? Ten moment jednak nie trwał specjalnie długo, bo po dziedzińcu zaczął krążyć Donavan, a po chwili wskazał na Daniela. Nic dziwnego, że kilku żołnierzy podeszło do niego, a jeden z nich dodał:
- Agent Manning?
Lux od razu zauważyła tego cholernego idiotę, którego tak bardzo nienawidziła. Była gotowa bronić Daniela, bo była pewna, że miłą wizyta to nie będzie.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




Wysłany: 2016-11-19, 17:58   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe Oleksow
[Cytuj]

Była poważna i widać to było w jej spojrzeniu. Widziała, co zrobiła Trzynastka i to bez mrugnięcia okiem. Rozumiała, że w stosunku do ludzi z symulacji można było pozwolić sobie na pewne... odstępstwa od normalnego myślenia, ale nie sądziła, żeby to był pierwszy przypadek takiego zachowania u tej dziewczyny.
- Rozumiem, chyba wiem o co ci chodzi. - Nigdy nie zapomni tego, jak Trzynaście zabiła tamtych ludzi. Carter już nie chodziło o to, że zabiła, ale o sposób w jaki to zrobiła. Kiedy tylko zamykała oczy, pod powiekami widziała, to co zostało z tych żołnierzy. Była przerażona i jednocześnie pod wrażeniem umiejętności dziewczyny z Ligii. Nie chciała jej więcej spotkać
- Dzięki tato. - Nadzieja... to właśnie czuła, gdy usłyszała słowa ojca. Domyślała się, że dobór agentów nie zależał tylko od niego, ale miała nadzieję, że uda się wkręcić Daniela w szkolenie. Może da radę pogodzić się z nim.
Wysłuchała następnych słów swojego taty i uśmiechnęła się. Miło, że w nią wierzył, gdy ona sama właśnie traciła pewność siebie. Skinęła głową, gdy usłyszała polecenie spakowania się i pognała do pokoju.
Spod łóżka wyciągnęła walizkę, do której zaczęła pakować ubrania. Nie żadne sukienki, a praktyczne ubrania, jak na przykład trzy pary spodni moro od amerykańskiego munduru, czy czarne podkoszulki. Na dodatek do walizki poleciała biała farba do włosów, miała dość różowego, ale ostatnio nie miała okazji się przefarbować. Miała zamiar zrobić to po dotarciu na miejsce.
Kiedy skończyła pakować wszystkie niezbędne rzeczy oraz trochę tych zbędnych, zastanawiała się, jak duże szanse ma Daniel na dołączenie do szkolenia. I nad tym, jak długo to szkolenie potrwa. Dlatego wyciągnęła kartkę na, której napisała wszystko to, czego nie potrafiła powiedzieć mu w twarz. O tym, jak bardzo jej zależy, o tym jak bardzo jest jej przykro i przede wszystkim napisała, że go kocha. Bo tak właśnie było, był jej pierwszą miłością, która nadal trwała i dlatego tak bardzo ranił ją widok Daniela rozmawiającego z Lux. List schowała do koperty i wsunęła pod drzwi Daniela. Może nie był to najpiękniej napisany list, ale zrobiła to od serca. Chciała, żeby wiedział, co czuje.

Wróciła na plac, gdzie jej ojciec rozmawiał z Toni, a do Daniela podszedł Donovan z obstawą. Przestraszyła się, o co mogło chodzić? Wpakował się w jakieś kłopoty? Oby nie... Stanęła między swoim tatą, a Danielem właściwie nie wiedząc, co zrobić. W końcu ruszyła w kierunku swojego taty, cały czas oglądając się przez ramię. Jeśli Donovan miał zamiar coś zrobić, to i tak powinna mieć czas, żeby znaleźć się obok nich. Oni byli tylko ludźmi, więc nie dorównywali jej prędkością. Nie mieli szans, żeby dorównać.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-19, 18:06   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Toni i Carter - łączę wasze gry
Donavan po chwili odszedł od chłopaka, a zostali tam tylko żołnierze. Nic, co mogłoby niepokoić Carter. Po prostu rozmawiali. Gdy tylko dyrektor Hunt zobaczył swoją córkę, machnął dłonią i spojrzał na nią, po chwili dodając:
- Musimy jeszcze spotkać się z jedną osobą. Niedługo tutaj będzie, mam taką nadzieję.
Nareszcie przyszła jego córka. Teraz mógł w spokoju odejść nieco dalej i zostawić dziewczyny, żeby porozmawiały sobie wspólnie. Poza tym miał do wykonania kilka telefonów, więc dodał tylko:
- Carter, Toni. Poczekajcie tutaj na Kyle'a - to ostatni członek waszego zespołu. Kenneth was wtedy zabierze to akademii. Tam się spotkamy. Do zobaczenia - powiedział i odszedł w kierunku lotniska. Cóż, nie było tutaj miejsca na jakieś ckliwe pożegnania, prawda? Po prostu ruszył w swoją stronę, wyjmując telefon i wykręcając jakiś numer.
Kenneth spojrzał na Carter i dodał:
- Usiądź z nami, chwilę tutaj pewnie poczekamy.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Kyle Lewis
Quartermaster


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-19, 19:20   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Soczewka komunikacyjna była niesamowita, Kyle w drodze z laboratorium na plac bawił się nią nieustannie. Google'ował wszystko na temat Pryzmatu nie znajdując praktycznie nic, sprawdzał każdą aplikację po kolei, wypytywał jOsie o trzecią enigmatyczną osobę. Niestety SI nie chciała udzielić konkretnej odpowiedzi, a Lewis nie zdecydował się napisać do "numeru 3" jak go określił w myślach. Do Johna też nie pisał, nie chciał zawracać mu niepotrzebnie głowę. Jeśli dowie się czegoś nowego, albo będzie chciał się czegoś dowiedzieć, to na pewno go zapyta. Tymczasem w końcu wywlókł się na plac.
Stało na nim całkiem sporo osób: jacyś żołnierze, facet w garniturze który wcześniej skrzywdził Valerie rozmawiający z jakąś parą, dwie dziewczyny, oraz inny mężczyzna siedzący razem z nimi. Dziewczyny miały torby, więc pewnie one też jechały na szkolenie. Kyle poprawił okulary, wyciągnął ze swojej torby bawełnianą czapkę i ruszył w ich stronę. Zimny listopad był jego najmniej ulubioną porą roku. Szaro, brzydko, plucha, a ubrany był tylko w dosyć cienką bluzę z kapturem, dżinsy i trampki. Zdecydowanie za lekko jak na tę aurę.
- Cześć, wygląda na to że jadę z wami. Jestem Kyle, albo Q. - chłopak uśmiechnął się niepewnie do zgromadzonych wkładając ręce do kieszeni. Gdyby był tu jakiś pomarańczowy, od razu zorientowałby się, że Kyle udaje dobry humor. Wciąż nie mógł przestać myśleć, o prawdzie jaką może odkryć John i o tym jak została potraktowana Valerie. Nie mogąc dać sobie spokoju, napisał wiadomość do jOsie: "Kim jest mężczyzna w garniturze, który odwiedził nas w laboratorium?".
- To co to za szkolenie? - zwrócił się do zebranych uderzając raczej w tony zaniepokojenia niż podekscytowania. Gdyby nie egzoramię, które miał ukryte w torbie, pewnie byłby cholernie przestraszony, teraz przynajmniej czuł się jakby miał chociaż część kontroli.
_________________
Ekwipunek: Egzoramię z tarczą magnetyczną, smartfon, kable, infosoczewka
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-20, 16:03   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG (Kyle, Cart, Toni)
Najlepszą częścią soczewki było to, że nikt nawet się nie orientował że Kyle jej używał. Chociaż pewnie dało się wywnioskować, że coś jest inaczej, jeśli chłopak zdradzał się zbyt bardzo mimiką swojej twarzy. Tak czy siak trafił właśnie na plac, gdzie siedziały dziewczyny i jakiś chłopak. jOsie raczej nie korzystała w tym przypadku z jakiejś internetowej bazy danych. Bardziej czerpała informacje ze swoich własnych doświadczeń i tego, co wprowadziła do niej Layla. Wiec bez problemu wysłała Kyle'owi wiadomość, że jest to Harry Donavan, były wojskowy, przyjaciel Graya i jego wysoki doradca. Pojawiły się też informacje o tym, że jego misją było rozbicie Ligi Dzieci i że spędził w niej sporo czasu. Więcej konkretnych informacji raczej nie było, ale jeśli wierzyć temu, że Layli udało się stworzyć SI z własnymi uczuciami, to jOsie dodała słowo "dupek". Chociaż mógł to być osąd wprowadzony przez Zieloną. Tak czy siak - trafny. Kenneth podniósł się i dodał do Q:
- Jestem Kenneth, wasz opiekun agent. Szkolenie będzie w CIA, na powszechnie znanej farmie. Ot, posługiwanie się różnymi rzeczami, praca w terenie. Bla, bla - powiedział agent i wstał, zarzucając sobie torbę na ramie.
- Skoro jesteśmy w komplecie, to chyba możemy się zbierać? - zaproponował i ruszył w kierunku lotniska znajdującego się w Pryzmacie. A następnie - jeśli nikt nie miał nic przeciwko - zaprowadził wszystkich do śmigłowca, który zabrał ich na lotnisko w akademii.
Toni, Carter i Kyle z/t -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?t=580 KOLEJKA TAM DOWOLNA
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Daniel Manning Jr.
PSI Lord


19

czerwony




Wysłany: 2016-11-20, 21:21   
   Multikonta: A. Carey, D. Wosley
[Cytuj]

Daniel przeciągał moment odpowiedzi w nieskończoność. Czy ją lubił? Manning był urodzonym romantykiem, który zawsze był gotowy zakochać się od pierwszego wejrzenia. Tym razem jednak podchodził do tego z nieco większym dystansem. Nie mógł powiedzieć, że Lux nie lubił czy że go nie zaintrygowała. Jednak było zbyt wcześnie, aby cokolwiek mógł powiedzieć.
Całe szczęście, że tą absurdalną rozmowę przerwała im grupa żołnierzy. Chociaż z drugiej strony Daniel wolałby się dalej kłócić z Lux niż mieć przejebane u żołnierzy.
- Tak, coś się stało? - zapytał siląc się na normalny ton głosu. Nie przypominał sobie, żeby ostatnio zrobił coś, czym zasłużyłby sobie na wojskową ingerencję.
_________________


I got guns in my head
And they won't go
Spirits in my head
And they won't go
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-21, 14:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Danny
- Pójdziesz w takim razie z nami - dodał żołnierz, odkreślając na liście trzymanej w dłoni jakieś nazwisko. Bo tym oni właśnie byli - nazwiskami i kolorami na liście, która wyszła spod pióra Donavana. Niczym więcej.
- Szkolenie w CIA rozpoczyna się za kilka godzin - powiedział kolejny, chcąc nieco wyklarować sytuację, szczególnie widząc wyraz twarzy panienki Bloomfield.
- Zostałeś do niego zakwalifikowany, w końcu jesteś czerwonym. Nie chcemy tutaj kłopotów, po prostu pójdź do swojego apartamentu po rzeczy, a następnie staw się na placu.
Lux gotowała się wręcz słysząc te cholerne brednie. Nie wyobrażała sobie Daniela w całym tym cyrku, który miał się odbyć na farmie. Chciała mu w jakiś sposób pomóc, w końcu... Nie, nic jej nie wisiał. Ale chciała być dobrą osobą, a poza tym chciała jechać.
- Nigdzie nie ruszy się bez mojej osoby - warknęła, a jej włosy zaczęły wręcz się unosić pod wpływem telekinezy. Nie puści go nigdzie samego i kropka. Nawet jakby miała rozsadzić tych żołnierzy niczym Alannah. Nie i już. Chciała w jakimś sensie o niego dbać.
- Jadę z nim - zmarszczyła czoło i spojrzała na Daniela, który miał właśnie dokonać decyzji. Chociaż bardziej został postawiony przed faktem dokonanym. Czyż nie?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2017-01-08, 19:30   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Potraktował słowa Lux bardzo poważnie, zresztą chyba wszystkie słowa traktował "poważnie", niektórym poświęcał po prostu więcej uwagi niż innym, jedne przelatywały bokiem bardziej obojętne, inne trafiały prosto w cel, jak pociski wystrzelone z karabinu snajperskiego. Tak i Nailah bardzo poważnie potraktował to, że nigdzie się nie wybiera i jakoś nawet nie było mu z tego powodu szczególnie żal... chyba, biorąc pod uwagę, że snuł się jak Lunatyk po Pryzmacie bez większego powodu czy celu. Przynajmniej w końcu cokolwiek zjadł i stawił się na kolejnej kąpieli, rana już właściwie nie bolała, ba! - nie było już po niej nawet śladu, jakby tamto zdarzenie nie miało miejsca, a chyba... szkoda. Blizny to nie było coś, co szpeciło, przynajmniej nie w jego mniemaniu - każda miała przypominać o błędach, które pojawiły się w podjętych decyzjach, a ich brak było niemal jak zmycie tego błędu - groziło tym, że zupełnie się o nim zapomni i za bardzo rozluźni w najmniej odpowiednim momencie.
Jego wędrówka zakończyła się na placu, na którym znajdowała się nieczynna aktualne fontanna - kolejne miejsce, które musi wyglądać iście bajecznie wiosną i latem, a które teraz umierało w szarości, bo nawet śnieg nie raczył na dłużej zajrzeć do Pryzmatu. Tym razem przynajmniej nie wyskoczył w samym t-shircie, ale nadal ciężko było jego ubiór nazwać "wyjściowym" - ot miał na sobie czarną bluzę z kapturem zakładaną przez głowę, wielka mi ochrona przed zimnem - tylko że przecież Czerwoni w większości tej ochrony przed zimnem nie potrzebowali. Czarnowłosy rozejrzał się po niemal pustym miejscu, smętnie pustym można by rzec zważywszy na cudowną (Polską?) zimę - nic dziwnego, że nikomu nie śpieszyło się do przesiadywania na tutejszych ławeczkach i marzenia o kwitnących grządkach przy depresyjnie szarym niebie, ale Nailah sobie klapnął, a co mu tam, nie będzie sobie przecież żałował - doskonale wręcz wpasowywał się w końcu w ten zimowy klimat.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-08, 21:29   
   Multikonta: Jake
[Cytuj]

No, po spędzeniu nocy w końcu w swoim łóżku, Freya nareszcie czuła się wypoczęta. Co jak co, ale to, na czym musiała spać w szpitalu w akademii, było, delikatnie mówiąc, tragiczne. Miała jednak nadzieję, że już tam nie wróci - skoro Donovan jeszcze jej nie odesłał, to była nadzieja, nie? W teorii miała przecież tylko wyleczyć ranę - a ta wyglądała już o wiele lepiej. Znaczy, wiadomo, żeby nie została żadna blizna, przydałoby się pewnie jeszcze raz wykąpać w tej magicznej substancji. Ale, najważniejsze, że przynajmniej już nie bolała. No a przynajmniej nie tak mocno i nie była pokryta typowymi dla poparzenia bąblami. Freya mogła bez najmniejszego problemu chodzić, zakładać obcisłe ubrania, czy nawet dotykać tego biodra - bez obaw, że przeszyje ją znów ten koszmarny ból.
Wybierając się na poranny spacerek, ubrała się naprawdę ciepło. Po wczorajszym wyjściu w szlafroku nie miała ochoty na powtórkę i kolejne przemarznięcie.
Nie, żeby lubiła też tak wczesne wstawanie i w ogóle ruszanie się z pokoju o tej porze. Nie, nie, to też poniekąd było związane z Donovanem. Widzicie, założyła, że im dalej od swojego pokoju będzie i im rzadziej będzie w nim teraz przebywać, tym mniejsze szanse, że wujaszek szybko ją dorwie i odeśle z powrotem do tego jebanego CIA. Okej, okej, nie wymęczyli jej tam tak, żeby mogła narzekać - w zasadzie nie była na ani jednym szkoleniu, ale to co tam przeżyła zdecydowanie jej wystarczyło. Tak, sama była tym zdziwiona, ale aktualnie jej plan był taki, żeby nawet nie myśleć o jakimkolwiek opuszczaniu Pryzmatu.
No więc, chodząc tak bez celu, dostrzegła w oddali znajomą sylwetkę. Chłopak był co prawda odwrócony tyłem, ale od razu go rozpoznała. No bo niby kto inny siedziałby na placu w taką pogodę w samej bluzie?
Chociaż wczoraj spędzili razem niemal cały dzień, dziewczyna i tak bardzo się ucieszyła na jego widok, w pewnym sensie zdążyła się już stęsknić. No a poza tym, po wszystkim, czego dowiedziała się wczoraj, po prostu chciała być przy nim. I chciała go wspierać, jak tylko mogła.
Najciszej jak to możliwe, podeszła do niego od tyłu i objęła go za szyję, nie odzywając się. Hmm, nie przemyślała tego dobrze, ale pozostawało liczyć na to, że albo jednak ją usłyszał, albo nie przynajmniej się nie wystraszył i nie odbierze tego jako jakiegoś ataku, przed którym trzeba się bronić. Albo co gorsza - nie zejdzie na jakiś zawał, w końcu niespodziewane przytulasy potrafią nieźle podnieść tętno.
_________________
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 21:53   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Judith szła akurat głównym placem, szykując się do pewnych rzeczy. W sumie to chciała też zobaczyć, czy wszyscy są gotowi do wyjazdu i przekazać im kluczyki do samochodu. Widząc jakieś dwie sylwetki podeszła do nich i z uśmiechem dodała:
- Witaj, Freyo, Sahirze - powiedziała Judith, poprawiając rękawiczki na swoich dłoniach. Spojrzała na nich, po tym dodała do Sahira:
- Jak się dziś czujesz, Sahirze? W sumie... Chyba powinnam waszą dwójkę o to zapytać - stwierdziła, a po chwili zwróciła się rzecz jasna do Freyi:
- Mam nadzieję, że czujesz się lepiej. Skoro kąpiel nie była ci wczoraj potrzebna - zerknęła na nią i puściła jej konspiracyjne oczko, a następnie dodała nieco ciszej, zarzucając brwiami: - Nic się nie martw, naprostowałam sprawę i nikt nie będzie cię za tamto szukał - powiedziała i założyła kosmyk rudziutkich włosów za ucho. Cóż, była ciekawa jak właściwie sytuacja z wyjazdem się poukładała. Nie widziała tutaj reszty osób, a wiedziała, że wyjeżdża również Valerie, Atturi jak i Lux. Miała cichą nadzieję, że zjawią się tutaj w porę i będzie mogła ich pożegnać.
- Freyo, jak już pożegnasz się z Sahirem, chciałabym zamienić z tobą słówko, jeśli nie masz nic przeciwko. Niedługo wyjeżdżam i chciałabym złożyć Ci pewną propozycję. Mam nadzieję, że nie odmówisz. Wiem, że nie chcesz jechać do akademii i nie martw się, nie pozwolę aby mój durny szwagier czy mąż zrobili coś wbrew Twojej woli - powiedziała i znowu posłała jej uśmiech. Cóż, słowo "dureń" w jej ustach brzmiało uroczo.

Freya, Sahir
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2017-01-08, 22:26   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Tak, tym razem ją słyszał - mimo wszystko po wczorajszym dniu spędzonym razem czuł się... lepiej? o ile w ogóle o jakimkolwiek "lepiej" można faktycznie mówić, albo o jakimkolwiek stanie. Więc słyszał, bo całkowicie nie tkwił w nicości, odcinając się od świata, który go przerastał - Freya się wsunęła na jego planetę i uchyliła spowrotem zatrzaśnięte na cztery spusty drzwi, mógł więc odbierać chociaż część bodźców, które płynęły z rzeczywistości... a mimo to ciężko było powiedzieć, żeby zareagował pozytywnie, przynajmniej w pierwszym momencie, gdy nie do końca spodziewał się... niespodziewanego, jeśli wiecie, o co mi chodzi - zadziałały wyuczone odruchy - lekko się odchylił i wyciągnął ręce, gotów przerzucić wroga przez swoje plecy przed siebie... ale nie, nie ma takiej potrzeby, przecież to tylko Freya. To AŻ Freya. Dlatego znów się wyprostował i rozluźnił mięśnie, oglądając lekko na siebie - od razu poczuł jej przyjemny zapach, ciepło jej ciała. Na szczęście żadnego zawału serca nie było, ale lekki poczucie ciepła na nim..? A i owszem. Zanim jednak zdążył się odezwać pojawiła się Judith - zdążył tylko wyciągnąć w kierunku dziewczyny dłoń i przeć ją na jej przedramieniu, by została tak jeszcze chwilę, może dwie..? - kiedy kobieta pojawiła się przy nich - ach, wiecie, nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak wiele czasu czasami mu potrzeba, żeby w ogóle cokolwiek z siebie wydukał.
Odwrócił głowę od Freyi i spojrzał na panią prezydent, wstając na równe nogi na baczność, kompletnie automatycznie.
- Dzień dobry. - W końcu, jakby na to nie patrzeć, była to obecna głowa państwa, należało jej okazać szacunek. - Dobrze, dziękuję za troskę. - Obejrzał się na Freyę, rozluźniając, kiedy to do niej kobieta się zwróciła. - Nigdzie nie jadę, pani prezydent. - Krótko, treściwie, jak na żołnierza przystało. Dlaczego? Bo nie zasługiwał. Przyczynił się do śmierci agentów. Powinni go ściąć na miejscu.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,141 sekundy. Zapytań do SQL: 9