Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Klinika
Autor Wiadomość
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-20, 12:32   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Widziała strach w oczach nowo przybyłych, niezbyt mile widzianych "gości" tego miejsca, w tym właśnie, teraźniejszym czasie. Była z tego faktu niezwykle z siebie zadowolona, myśląc, że to przez jej groźby, co raczej mijało się z prawdą. Niektórzy odchodzili, niektórzy zostali. Ewangelina była coraz bardziej wściekła, pomagając koleżankom po fachu w ogarnięciu tego całego zamieszania. W końcu owe zamieszanie przerwało naciśnięcie klamki kogoś z zewnątrz, aż w końcu do pomieszczenia wtargnął mężczyzna. Jakieś przeczucie mówiło Ewangelinie, że zna tego człowieka, ale coś, pewnie jej schorzenie nie pozwalało jej sobie przypomnieć, kim ten w istocie jest. Po raz któryś z kolei przeklęła swoją chorobę, a w przeszłości, trzeba to wiedzieć, była wściekła z tego powodu wiele, naprawdę wiele razy, ale Ewangelina raczej tego nie pamięta, z dość oczywistego względu.
Tak czy owak, jego warknięcie całkowicie pozbawiło ją opanowania. Przełknęła głośno ślinę i wpatrywała się w niego ze strachem w oczach, strachem tak podobnym do tego, jaki widziała wcześniej w oczach dzieci. Mamy kolejną absurdalną sytuację: Ewangelina się boi? Ewangelina się obawia? Dziwne, to nie należało do jej charakteru. A jednak, nie była niezniszczalna. W końcu ona również jest człowiekiem. Tak, jak inni. Tak, jak ci wszyscy, zgromadzeni w pomieszczeniu.
W końcu, po jakimś czasie, Ewangelina odzyskała język w gębie i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- My tępe? Polecam najpierw samemu przyznać się do swoich negatywnych cech, zanim pan będzie je przypisywał innym. – początkowo była z siebie zadowolona, ale podniecenie, że chociaż częściowo pokonała słownie tego człowieka, ulotniło się z niej dość szybko. Zrozumiała, że ten oto człowiek jest kimś ważnym, a co za tym idzie – pewnie wpływowym. Idąc drogą dedukcji, mógł postarać się o wywalenie jej z pracy. - Ja... przepraszam. Wymsknęło mi się. – pochyliła głowę, co miało sugerować skruchę oraz być w jakimś tam sensie lekkim ukłonem. Ewangelina znowu pokazała zupełnie inną stronę samej siebie, bardzo rzadko wychodzącą na światło dzienne, przykrytą jej paskudnym charakterem.
- Owszem, ja. – odchrząknęła - Właściwie dlaczego miały zostać w tamtej sali?
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 18:11   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Nikt nie będzie się tak do mnie odnosił - syknął Donavan, a w jednej sekundzie znaleźli się agenci, którzy od razu zbliżyli się do Ewangeliny. Raczej jej dni były już policzone, bo niektóre sytuacje nie są możliwe do naprostowania. Wiadomo jak to wygląda, prawda? Odwracając się do niej tyłem, bo nie lubił oglądać przemocy, usłyszał rzecz jasna jej przeprosiny.
- A jakie to ma znaczenie w tym momencie, panno Cory? - warknął znowu, spoglądając na nią zza ramienia. Poprawił swój krawat, a następnie schował dłonie do kieszeni garnituru. Coś chodziło mu po głowie. Nie dawało spokoju.
- Przecież wyraźnie wydałem rozkaz. Nie potrafi pani wykonać prostych poleceń? Nie mam pojęcia, czy to ten patafian Gray panią tutaj zatrudnił, ale nie mam zamiaru trzymać tutaj personelu pokroju pani - dodał, marszcząc czoło.
Każda walka z Donavanem na jego 'polu' była walką przegraną. I zapewne nie trzeba było nawet zaczynać, by o tym wiedzieć. Mężczyzna jednak stwierdził, że zna miejsce, gdzie kobieta będzie idealnie pasowała. Zaśmiał się pod nosem i dodał:
- Ale wie pani co? Jestem dobrym człowiekiem - stwierdził, stając już przed nią. Skoro był takim wspaniały, to będzie z nią rozmawiał na równi. Patrząc jej prosto w oczy.
- Nie chcę, aby te biedne dzieci musiały męczyć się tutaj z kimś takim jak pani. Ale wiesz co, Cory? Nie wyrzucę Cię na zbity pysk, jak zrobiłby to nie powiem kto - dodał, wyjmując dłonie z kieszeni.
- Jest pewno miejsce, w którym będziesz czuła się świetnie, jestem tego pewien. Tam będziesz mogła stosować takie metody, jakie tylko chcesz - powiedział, uśmiechając się szyderczo.
- Pokażcie jej to miejsce - powiedział do agentów, a następnie wyszedł.
Mężczyźni od razu podeszli do kobiety. Oczywiście nie było miejsca na jakieś szarpaniny, grzecznie powiedzieli tylko:
- Pójdzie pani z nami, jeśli nie chce mieć pani więcej problemów.
Musiała iść. Teraz. Nie było mowy o...
- Wszystkie rzeczy, jakie będą pani potrzebne są już na miejscu. W tym mundur.
Czyli wszystko jasne. Pozostawała tylko jedna kwestia - jej notatnika. Ewidentnie nie chcieli puścić jej po żadne rzeczy. Mogła zawsze zacząć się wyrywać czy uciekać - tylko jak mogłoby się to skończyć?
 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 19:19   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- Doprawdy? – uniosła nieznacznie lewą brew do góry, co miało sugerować zdziwienie i zaskoczenie. - Nie pamiętam, by ktokolwiek dał jakiekolwiek rozkazy. Po prostu zostałam mianowana na kogoś, kto tu wszystkiego będzie pilnować, kogoś, kto będzie dawał rozkazy. To tyle. – chciała jeszcze dodać coś w stylu "to tyle, a może aż tyle?", ale uznawszy że sobie daruje, już nic więcej w tej kwestii nie dodała.
Dobrym człowiekiem?, Ewangelina nieomal nie parsknęła śmiechem, ale, całe szczęście, nie doszło do tego. Całe szczęście, że nie było widać niczego podejrzanego na jej obliczu, niczego co mogłoby zdradzić, o czym teraz myśli. Tak, wątpiła w jego dobroć, nie myśląc, że najmniej miłe słowa i najgorsza postawa niekoniecznie muszą pokazywać, że ktoś jest zły. Równie dobrze mógł być kimś dobrym, ale pielęgniarka nie mogła o tym wiedzieć. Skąd, skoro nawet nie kojarzy tego człowieka?
Słysząc jego kolejne słowa, oczy Ewangeliny z każdą kolejną sekundą stawały się coraz większe. Nie miała pojęcia, co takiego planuje ów człowiek, ale podejrzewała, że ma wobec niej niecne zamiary. Kiedy wyszedł, została otoczona, początkowo popchnęła jednego z agentów, chciała tak zrobić z innymi, ale uznawszy że nie ma szans (po pierwsze, ich było więcej, po drugie, ona była kobietą, a oni mężczyznami) darowała sobie. Spojrzała tylko na jednego z nich, na tego po jej prawej stronie, robiąc niewinne oczka, westchnęła głęboko i otworzyła usta.
- Dobrze, spokojnie. Pójdę tam, gdzie mi karzecie. Wiem, że gdybym zrobiła inaczej, pewnie zostalibyście zwolnieni, a tego nie chcę, pewnie to jedyna praca, jaką możecie mieć, bo takich nieudaczników i tępaków jak wy nie chcą na pewno nigdzie indziej. – mimo oczywistego przekazu w ostatnim wypowiedzianym przez nią na chwilę obecną zdaniu, nie przestała się na niego patrzeć tak niewinnie. Następnie tym spojrzeniem przejechała po twarzach innych agentów. - Pójdziemy, dobrze, tylko pozwólcie mi coś zabrać z dyżurki. Tylko jedną rzecz! Błagam... – miała na myśli oczywiście swój zeszyt, bez którego trudno jej żyć z dolegliwością, jej dolegliwością.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 19:26   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Donavan nie mógł tego już dłużej słuchać. Skoro powiedział, gdzie mają być dzieciaki, to tam mają być. Jakiekolwiek kłótnie z pielęgniarką wydawały mu sie zupełnie bezużyteczne. Jedyną rzeczą, jaka była istotna to fakt tego, że Ewangelina złamała jego reguły i w dodatku przeciwstawiła mu się. I za to miała ponieść karę. Nikt nie odpowiedział na jej zaczepki. Po prostu nie będzie pracowała więcej w Pryzmacie i tyle. Nikt tutaj nie chciał takich osób, szczególnie teraz, gdy wielka panienka Donavan zabrała się za odbudowywanie rządu i tego wszystkiego. Nikt tutaj nie będzie tak traktował psioników, o nie. I nie, teraz nikt nie pójdzie jej na rękę. Skoro ona się tak zachowuje, to czemu ktoś ma łamać polecenia i pozwolić jej coś zabrać? Żołnierze raczej wyobrażali to sobie jako ulubiony wisiorek czy szczęśliwa para butów. Nikt tutaj nie myślał, że Ewangelina może mieć mały sekrecik i że kluczem do jej normalnego funkcjonowania jest ten notes. Ewidentnie nikt nie pójdzie jej na rękę. Mężczyzna jedynie pchnął ją za ramie, a następnie syknął:
- Nikogo to nie obchodzi, ruchy!
Popchano ją w stronę drzwi, a następnie wyprowadzono z lecznicy. Oczywiście dzieciaki, które stały już nieco dalej, zaczęły oglądać się za tym wszystkim. Niektórzy pogwizdywali, ewidentnie zadowoleni z takiego obrotu spraw. Nie wiedzieli dokąd Ewangelina zostaje zabrana ani nic takiego. Ale skoro nie miała zbyt pogodnego wyrazu twarzy, a żołnierze wyglądali na zdenerwowanych, to pewnie nie było to nic przyjemnego.
Powoli kierowali się w stronę lotniska, gdzie kobieta miała zostać wpakowana do śmigłowca, a następnie przetransportowana do akademii CIA. Tam będzie mogła pluć jadem na kogo będzie chciała. Nikogo nie obchodziło to, jak traktuje się agentów tam. Zresztą, wydawało się, że oni całkiem lubią taką swojską atmosferę. Przynajmniej mają co opowiadać innym po ukończeniu służby. Wreszcie doszli do lądowiska, gdzie zaprowadzono Ewangeline do śmigłowca.
- Powodzenia - syknął żołnierz, krzywiąc się. Raczej to nie było miłe pozdrowienie.
_________________


 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-23, 20:38   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Dopiero teraz zrozumiała, że wszystko skończone. I nie chodzi o to, że gdzieś będą ją transportować, w inne, zapewne zupełnie nieznane jej miejsce. To nie było aż tak straszne z porównaniem z tym, że została pozbawiona zeszytu. I od tej pory nie będzie miała w nim oparcia. Rany, co ona zrobi, gdy rano, po obudzeniu się, ponownie straci pamięć? Ta wizja była przerażająca. I to nawet bardzo.
No ale nie miała wyjścia. Ze strachem wyraźnie malującym się na jej trzydziestoletniej (chociaż wygląda na młodszą) twarzy, szła tam, gdzie ją kierowano. Tak, strachem. Teraz nawet nie myślała nad tym, jak wygląda. Nie martwiła się tym, że ów strach widać u niej w promieniu wielu metrów, tak, teraz jest inaczej niż zazwyczaj gdy odczuwała ów stan. Zazwyczaj? Tak. Bo zazwyczaj starała się nie pokazywać po sobie tego uczucia. Chciała zawsze wyglądać na zadowoloną. Niezniszczalną. Opanowaną. Na kogoś, kto nigdy niczego się nie boi. Ale teraz nawet się tym nie przejmowała, ba, nie myślała o tym w ten sposób.
Kiedy została wpakowana do śmigłowca, spojrzała z jeszcze większą dawką strachu na mężczyznę który się do niej odezwał. Spojrzawszy na niego, zabrała głos.
- Tylko nie zdziwcie się, jak następnego poranka obudzę się nie wiedząc, kim jestem. – powiedziała jak najbardziej poważnie, dając się umieścić w śmigłowcu.
Miała nadzieję, że ten zastanowi się nad jej słowami i zainteresuje się, rozmyślając, o czym ona w ogóle mówi. A jeżeli nie... to cóż, będzie miała problem. Większy niż wszystkie inne problemy. Straszniejszy od świadomości, że nie wie, gdzie ją zabierają...
Co z nią będzie?!
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 21:20   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Co ona właściwie powiedziała? No cóż, na to raczej nikt nie zwrócił uwagi. Bez wątpienia uważali ją za jakąś chorą psychicznie kobietę, ale... To nie było coś w rodzaju "tak, wiemy że masz problemy psychiczne", ale bardziej coś w rodzaju obelgi. Często nazywa się ludzi "cholernymi psycholami" nawet, jeśli nie ma to zbyt wiele wspólnego z decyzją lekarzy. Nikt zresztą nie wierzył w to, że jakiś głupi notes może być aż tak istotny w czyimś funkcjonowaniu. No i z pewnością będzie to miało opłakane skutki, ale... No cóż. Kto mógł wiedzieć? A taka gadanina-groźba wypowiedziana w gniewie o niczym poważnym przecież nie świadczy. Tak czy siak rozdział zamknięty, Ewangelina została wpakowana do śmigłowca, gdzie było kilka foteli, mały stolik i tak dalej. Jednak była tam sama. Oczywiście dostała kilka poleceń odnośnie zapięcia pasów, a jeśli nie zrobiła tego wcześniej, to dość nieźle musiało nią zarzucić w kabinie. Tak czy siak po chwili wszystko wystartowało i przez cały lot było dość spokojnie. Nie trwał on specjalnie długo, co mogło znaczyć tyle, że nie jest to aż tak daleko jak mogłoby się wydawać. Gdy wylądowali, od razu po Ewangeline przyszli jacyś agenci, raczej mniej ważni. Mieli ją zaprowadzić do Lecznicy.
- W porządku, weź jej bagaże i idziemy. Nie ma co przeciągać - dodał jeden z agentów. Nie wyglądali wrednie, jak tamci, którzy zostali w Pryzmacie - cóż, paradoks na paradoksie. Tutaj byli milsi ludzie niż tam. Przynajmniej dla siebie.
- Gdzie są pani bagaże? - zapytała jedna z agentek. Była autentycznie zdziwiona.

zt. ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6250#6250
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-30, 18:31   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Czy był dziewczynie wdzięczny za pomoc? Gdyby nie był, to by nie dziękował, kwestia męskiej dumy mieściła się w tych kieszeniach, w których pomaganie sobie wzajem stawało się całkowicie naturalną rzeczą w drodze walki o przetrwanie, w której nie przebierało się w środkach a ci, którzy nadmiernie unosili się honorem, zazwyczaj bardzo szybko odpadali - jak we wszystkim tak i tutaj była bardzo misterna granica pomiędzy głupotą a cechą, z którą musimy się borykać. Dlatego też nawet nie pisnął, że poradzi sobie sam z wózkiem, albo co gorsza że w sumie to przejdzie sam w kierunku lecznicy i niech nikt go w ogóle nie tyka! Było spoko. Nawet bardzo spoko, nawet jeśli jego mózg ciągle darł karty zdarzeń i napotkanych osób z ostatnich dni, a pomiędzy którymi błąkała się gdzieś Lux, cała i zdrowa, prowadząca właśnie jego wózek jakby nigdy nic, jakby... to co się stało wcale nie było jego winą.
Rozsunął lekko ręce, kiedy młoda niewiasta stanęła przed nim i rozpinała powoli guziki kozuli, nawet nie wiedział, kto go w to wszystko ubrał i kiedy, jego pamięć kompletnie nie wyłapywała takich niuansów - od tamtego momentu przebłysku, po błękit nieba (podczas gdy trwała noc) trwała czerń - migoczące obrazy zlewały się w jedne i ból przysłaniał wszystko. Obudził się już tutaj, w momencie, kiedy dni nie sposób było od siebie odróżnić, nie wspominając nawet o godzinach.
Zsunął z siebie koszulę i spodnie i podniósł się z wózka, by sięgnąć do opatrunku i powoli go odwinąć, sprawdzając stan swojego własnego, poznaczonego bliznami ciała z tym, że on na sobie znamion tortur nie miał - równie nieskrępowany nagością, zarówno jej ciała jak i swojego, wszedł powoli do wanny, czując jak ciepło przyjemnie przesuwa się po ciele - nawet powietrze wydawało się tutaj... bardziej czyste. Rześkie. Przynajmniej te nakumulowane w ekspresowym tempie emocje zaczęły z niego spływać, pozostawiając niemalże błogi spokój.
- Kiedy ma być pogrzeb? - Zadał w końcu to pytanie.
Wiadomo, o kogo pytał.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 18:41   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Lux nie czuła się specjalnie dobrze w tym temacie. Zanurzyła się po samą głowę w kąpieli i niezbyt chciało jej się rozmawiać o tym, co było. Ale pewnie Sahir też chciał wiedzieć. Z jednej strony miło, że pytał. Lux była zadowolona, że ta śmierć nie będzie jedyne kolejną śmiercią. Wiedziała, że wiele osób szanowało Caluma. A ona chciała być teraz przy nich, bo w każdym była jakaś cząstka jego. A tak bardzo teraz tęskniła. Jej usta zwęziły się w cieniutką linię. Następnie dziewczyna dodała, odwracając wzrok:
- Po ceremonii rozdania odznak - dodała, a następnie zanurzyła się w wannie. Chciała zbytnio wypływać. Tam wszystko wydawało się takie inne. Dziewczyna otworzyła oczy pod dziwną, mętną wodą, a następnie zaczęła poruszać dłońmi w spowolnionym tempie. Widziała, jak jej długie czarne włosy przylegają do jej ciała i kręcą się wraz z nim. Po chwili dziewczyna wynurzyła się, leżąc na brzuchu i oparła swoją twarz na dłoniach, które również wynurzyła. Splotła je i zerknęła na Sahira. Masa pewnie niedługo zacznie tężeć, więc lepiej być na powierzchni.
- Gratulacje ukończenia akademii - powiedziała, mając na myśli szkolenie. Niestety, Sahir nie miał okazji dostać jeszcze swojej książeczki i odznaki. Podobnie zresztą jak Lux.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-30, 19:02   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Lepiej wedzieć i porozmawiać o czymś szybciej, pytać teraz, nim przeciągać pytanie w czasie i w końcu być ze wszystkim na ostatnią chwilę... albo w ogóle nie być, bo się spóźniło. Czy było mu smutno, kiedy usłyszał... co? Nawet nie datę, ale to nie szkodzi, nie oczekiwał podania konkretnych cyferek, żadnej dokładności co do godziny, taka odpowiedź była wystarczająco satysfakcjonująca, by skinął głową, swoim zwyczajem zamierając w niemal kompletnym bezruchu, kiedy już usiadł, opierając się o brzeg, z oczyma wbitymi przed siebie, chociaż niemal oczywistym było, że wcale nie dostrzega tych przedmiotów, mebli, tej ściany, na które spoglądał, bo to nie one skupiały na sobie jego uwagę. Nie był smutny. Nie teraz. Chyba dlatego, że Calum wydawał się być tym typem człowieka, którzy marzyli o tym, by umrzeć na służbie, oddać swoje życie dla jakiegoś wyższego celu, a nie umrzeć ze starości z wrażeniem, że osiągnęło się niewystarczająco wiele... ale może to też dlatego, że w jego krwi płynęła krew samurajów, dla których śmierć nie była wcale karą i nie była powodem do smutku - smutkiem jedyni okazywało się brak szacunku wobec tego, kto odszedł. A Calum odszedł jak prawdziwy wojownik.
Przeniósł leniwe, wilcze spojrzenie na Lux.
- Chyba nie ma czego gratulować.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:28   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Masz racje - dodała, a następnie odwróciła głowę. Nie chciała tutaj być tak w rzeczywistości. Chciała, by chłopak poczuł się lepiej, ale... Ale nie chciała tutaj być. Dlaczego tutaj z nim przyszła? Pewnie, że nie chciała go puszczać samego. Zadawała sobie to głupie pytanie przez cały czas, i ciągle, ciągle wszystko to się powtarzało. Te same odpowiedzi, które jednak niespecjalnie łączyły się w szczególną całość. Niestety. Nie były dla niej w żadnym stopniu wystarczające. Czuła wstręt. Do siebie, do Sahira.
- Nie ma czego gratulować. Pewnie i tak zabijesz kolejnych ludzi. Nie ma w tym niczego fajnego - syknęła. Oczywiście, nie miała na myśli ani Naomi, ani nikogo takiego, bo nie wiedziała o nich. Chyba, że o jednym. Ale powiedziano jej to dopiero niedawno.
- Wszyscy którzy zdadzą szkolenie będą musieli zabijać. Przykro mi na to nawet patrzeć - dodała po chwili, a następnie znowu chciała się zanurzyć, ale maź, która tężała na jej ciele jej to uniemożliwiała.
- Calum poświęcił dla Ciebie życie - powiedziała, kładąc głowę na posadzce i spoglądając gdzieś tam w dal, po tym wzięła głębszy oddech i dodała po chwili znowu:
- Wolał, żebym uratowała Ciebie a nie jego.
Musiała to komuś powiedzieć. Mimo iż wiedziała, jak ciężkie mogą być te słowa.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:46   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Co do tego jednego się zgadzali ze sobą w pełni, bo on tutaj również nie chciał być, a przynajmniej nie z nią - wolałby zostać sam, całkowicie sam i zaszyć się w bezpiecznej ciszy i pół cieniach, do których nie dochodziłby ludzki wzrok i ludzkie oko, gdzie, mówiąc wielkimi, poetyckimi słowami, można było biegać z wilkami - innymi słowy podążać z watahą własnych myśli do ciemnych puszczy, gdzie ledwo docierały promienie księżyca, ale był tutaj i zatrzymywał się w tym czasie i przestrzeni, dzieląc je z dziewczyną, nawet nie na siłę, jej towarzystwo mu nie przeszkadzało, co jednak nie znaczyło, że było bardzo upragnione, chociaż oczywiście doceniał całą jej pomoc i to, że została, chociaż pewnie jego towarzystwo nie było jej zbyt miłe, przynajmniej tak przypuszczał... i mógł mieć tą pewność, kiedy wypowie swoje ostatnie słowa, ale wszystko po kolei, powolutku.
Odwrócił wzrok od dziewczyny, kiedy wypowiedziała celne słowa, ale czy bolały w tym punkcie, w tym momencie wypalenia? Chyba nie do końca - były jak wąż, który wije się pod skórą i prześlizgiwał przez dziurę w wątrobie, ale jej nie niszczył - przebudził się i poruszył tym, co już dawno zostało żywcem wyżłobione, więc nic nowego, nie sprawił bólu, który nie zostałby poznany i nie sprawił go mocno, by był większym dyskomfortem. Niczego nie odpowiedział na jej słowa, wypowiedziała prawdę, z którą nie zamierzał się kłócić, nawet mu to do głowy nie przyszło, której nie zaprzeczał, nie wymagała też ona żadnego przytaknięcia. Jak to z prawdą bywało - po prostu istniała.
Dopiero te następne słowa były poruszające. Poruszające? Zgniatające, tak. Zgniatające swoim pierdolonym ciężarem, tężejące gniewem i obrzydzeniem do samego siebie. Temperatura ciała Nailaha podniosła się o paręnaście stopni, jego spojrzenie wbite ciągle w ten sam punkt stężało, jakoś o wiele ciężej było przełknąć ślinę w gardle, w którym nagle zrobiło się sucho i uspokoić mocniej uderzające serce, ból płynący z brzucha przez mocne napięcie mięśni również niczego nie ułatwiało, ale poza tym nic się nie działo. Ogień się nie pojawiał i jego temperatura również zaczynała wracać do normy.
Czy był wdzięczny?
Hahha..!
Nie.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 23:03   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Nic nie odpowiesz, co? - dodała Lux, a następnie spojrzała na niego. Była ewidentnie wkurwiona, że się nie odzywał. Chciała słyszeć jego słowa. Chciała, by ją pocieszył, by powiedział, że jest jej tak bardzo wdzięczny, że uratowała jakiegoś losowego czerwonego typa, a nie faceta, którego serio zdążyła polubić a nawet coś więcej. Ale oczywiście, zawsze lepiej było siedzieć cicho i zupełnie nic nie mówić. Tak było przede wszystkim łatwiej. Prościej. Ale ona chciała odpowiedzi, oczywiście że tak.
- Słuchaj, Nailah. To nie tak, że jestem zła. Ale liczę na chociaż jakieś jedno słowo. Które sprawi, że nie będę żałowała decyzji, która została za mnie podjęta - powiedziała. Możliwe, że nie chciała tak brzmieć, no ale... Wszystko to działo się samo, a ona, mimo iż nie chciała już walczyć i pluć jadem w każdego, chciała poczuć się lepiej. Z tym, że uratowała prawdopodobnie narcystycznego dupka, który chce, by każdy mu współczuł. By żalił się nad tą biedną, depresyjną kupą gówna. Spojrzała na niego jak naprawdę na kogoś, kogo się... Niezbyt lubi.
- Kurwa, powiesz coś, dupku? Czy będziesz nadal milczał? - syknęła.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-30, 23:21   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Nie wybuchnąć, nie wybuchnąć, spokojniej, ciszej, chłodniej - tylko jak, gdy Lux wcale nie dążyła do ciszy? Najlepiej spróbować się przewartościować, oszukać, że to wcale nie tak, że gdybyś miał wybór, to wybrałbyś Caluma, nie potrzebując nawet dwóch sekund zastanowienia, albo że tak naprawdę to w sumie Lux zachowała się super, wow, taka dzielna i taka mądra, wow wow! - nie, to wszystko było bujdą, którą niby powinieneś wcisnąć gdzieś w to wielkie gówno, by ona chociaż poczuła się lepiej, ale w tym momencie chciałeś ją obwinić za tą śmierć, przynajmniej częściowo - w końcu... ona dokonała swojego wyboru. Mogła wcale nie posłuchać Caluma i po prostu go uratować, w końcu Calum miał do kogo wracać, miał do czego wracać i miał osoby, które teraz za nim tęsknią. I to nie tak, że Sahir nikogo nie miał. W jego oczach Calum był... po prostu ważny. Tak bardzo ważny, że... chociaż gdyby był na miejscu Lux czy nie postąpiłby tak samo? Postąpiłby. To była ostatni wola Caluma, jego rozkaz, a rozkaz jest przecież świętością, tylko wiecie jak to jest, kiedy emocje uderzają do głowy - raczej nikt nie myśli racjonalnie.
"Kochanie... możemy po prostu spalić świat."
- Zamknij się. - Odezwał się... ale po japońsku. Och tak, wciąż pamiętał ten język od swoje matki, co prawda nie perfekcyjnie, ale... coś tam pamiętał. Jak chociażby to krótkie zdanie. Chwila ciszy, proszę, tylko chwila ciszy, żeby zebrać myśli, siebie... cokolwiek, by ogień nie wypłynął!
To się musiało tak skończyć, ta rozmowa musiała mieć taki przebieg... przecież to było więcej niż oczywiste.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 23:46   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Co? Cholera, to właściwie było po angielsku? - powiedziała, mierząc go surowo wzrokiem. No pewnie. Niech jeszcze mówi do niej w jego ojczystym języku i ignoruje to wszystko, co właśnie się stało, ale Lux nie miała zamiaru dać za wygraną. W obu wannach znajdowała się ciecz, która już dawno stężała, trzymając ich w swoich szponach. Lux odwróciła lekko głowę i spojrzała na Sahira, dodając:
- Odezwij się, dupku. Masz zamiar teraz milczeć? Po tym, co się stało? Myślisz, że mi jest kurwa łatwo? - syknęła, a następnie otworzyła oczy nieco szerzej. Była pełna gniewu. Nieskierowanej w nic konkretnego agresji.
Po chwili jakaś część wydzieliny w której był Sahir uległa pęknięciu. Było to jak zwykłe pęknięcie, tak, jak pęka tafla jeziora po której chodzi ktoś, kto nie do końca powinien. Dziewczyna oczywiście zrobiła to za pomocą umiejętności. Nie chciała przechodzić w żaden sposób dalej, ale jej gniew był nie do opanowania. Dlatego też stało się to, co się stało.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 00:14   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Tak, jasne, powinien się komunikować, powinien mówić, powinien coś robić, Atturi i Naomi próbowali go do tego skłonić, podczas gdy on uparcie wolał milczeć, zwłaszcza w chwilach takich jak ta, kiedy gniew był naprawdę bardzo ciężki do opanowania i kiedy miał marne szanse na to, żeby zmaleć, bo temat drążył się i drążył, bo Lux wymagała od niego jakiejś reakcji, a on miał dla niej tylko jedną reakcję: ogień, bo ogień... bardzo skutecznie zakańczał wszystkie problemy.
Przekrzywił głowę na prawe i lewe ramię - fakt, że ugrzązł tutaj dolał oliwy do ognia, bezruch i wrażenie całkowitej niemocy zawsze porażały jego instynkt wyjący, by zrobić wszystko, aby się wydostać, mimo wszystko nie tego się spodziewał - musiał lekko rozruszać kark, wyrwać się chociaż minimalnie z bezruchu, by utwierdzić się w przekonaniu, że tą głowę wciąż ma i że chociaż nią może swobodnie ruszać - ha! - szyją, bo myślenie szło o wiele bardziej opornie.
Rozmowa była po prostu cholernie trudna. Zawsze. Wszędzie. To nie tak, że kiedyś był wygadany, jeszcze przed samym OMNI, po prostu Liga sprawiła, że w pewnym momencie całkowicie przestał się odzywać, ale to wiele nie zmieniało - milczenie faktycznie było łatwiejsze, kiedyś było to dla jego pieprzonego, egoistycznego, lepszego samopoczucia, aż odkrył, że to przestało być tylko widzi-mi-się - zmieniło się w poważny problem komunikacji... właściwie chyba nigdy do końca widzi-mi-się to nie było, on to sobie tak tłumaczył, i też kłamstwem było to, że on to odkrył - przy tym problemie fakt, że Lux się źle czuła z tym, co się stało... czy w ogóle go to obchodziło? Musiałby w końcu walczyć z samym sobą, złamać samego siebie - a mógł ją po prostu zignorować i milczeć. Tak bardzo skupiał się na kontrolowaniu płomieni, że dodawanie do tego słów było wyzwaniem ponad miarę.
Rozchylił lekko wargi, ale żaden dźwięk nie wydostał się z jego gardła - zamiast jego głosu charakterystyczny dźwięk pęknięcia przeciął sekundę ciszy między nimi, wymuszając na czarnowłosym wzdrygnięcie.
- Spełniłaś... ostatnie życzenie... swojego dowódcy. Dla takich jak on śmierć na polu walki to błogosławieństwo. - Mówił bardzo powoli, właściwie słowo po słowie, jakby wypowiedzenie nawet jednej literki kosztowało go zbyt wiele w ściśniętym gardle. - Ja... wolałbym... żebyś go ocaliła. - czy o tym naprawdę myślał? Zmuszał się, żeby o tym myśleć. Desperacko chwytał wszystkiego, byle tylko nie zwalać całej winy na barki tej biednej dziewczyny, która wystarczająco wiele złego w swoim życiu doświadczyła i która chciała jedynie mieć pewność, że nie popełniła błędu. Ale tego zapewnienia Nailah nie zamierzał jej dawać. Nie było tutaj "prawowitej" decyzji. Była tylko ta, w której ona zawsze będzie się zastanawiać, czy dobrze zrobiła i w której już zawsze, do końca swoich dni, będzie pewnie po prostu tęsknić, wspominając twarz Caluma i w której on sam będzie dźwigał na barkach ciężar czyjegoś życia. Oni oboje będą go dźwigać. To nie było coś, co może połączyć ludzi.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 01:11   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

- Jakie błogosławieństwo? Ten człowiek zginął tylko dlatego, że musiałeś zabawić się w bohatera. Myślisz, że on chciał zginąć w ten sposób? Myślał, że chciał... Jak Ty kurwa możesz - syknęła, odwracając znowu wzrok. Naprawdę on myślał, że Calum chciał tego? Wiadomo, że w ostatnich chwilach wolał już poświęcić swoje życie, które pewnie i tak było już trudne do odratowania komuś innemu. Ale... Ona była tak bardzo, bardzo zła, że do tego doszło. Nie mogła się z tym pogodzić, było to trudniejsze niż jej się zdawało. Szczególnie teraz, gdy nie miała w pobliżu Johna walącego masę motywacyjnych tekstów, a idiotę, dla którego poświęciła kogoś, kogo kochała. Ale nadal męczyło ją to pytanie. Jak on mógł tak powiedzieć? Chciała teraz wyjść z tej wanny, rozsadzić mu łeb i tyle. Ale wiedziała, że będzie jeszcze musiała z nim wyruszyć w drogę i tak dalej. Nie chciała robić sobie wrogów, ale szczerze nienawidziła Nailaha. I nie do końca wiedziała jak długo uda jej się to ukryć. Wzięła głębszy oddech a następnie schowała twarz w dłoniach. Chciała ukryć tą całą niemoc, którą obdarował ją John. Nie mogła już nikogo krzywdzić. Więc była bezsilna wobec swojej krzywdy. Jak zawsze, bo przemoc i tak niewiele dawała spokoju.
- Taa... Jasne - dodała po chwili, po tym powiedziała: - Nigdy więcej go już nie zobaczę. Ale jego wyraz twarzy, gdy leżał ze mną w klinice będzie już do końca życia kojarzył mi się z Twoją osobą i zapewne żadne słowa tego nie zmienią.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 01:31   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Był słaby w mówieniu, jeszcze bardziej słaby w pocieszaniu,ale teraz, gdy Calum już zginął, rozckliwianie się nad tym, co by było gdyby, nie miało najmniejszego sensu - zginął, nie było go, to czego chciał, pragnął, o czym marzył - wszystko to przepadło wraz z życiem, które oddał. Co zmieni płakanie? Co zmieni zastanawianie się nad tym, czy tego chciał czy nie chciał? Nic. Pierdolone, wielkie nic. Nie wiedział, jakimi torami wędrowały myśli Lx i nawet nad tym ni dumał, zbyt skupiony na samym sobie, mając dla niej tylko tych parę słów, chociaż może powinien jej wyrzucić prawdę w twarz, rzucić mięsem tak, jak ona rzuciła, wiedział jednak też, że jeśli to zrobi, to puszczą jego nerwy - i jej też mogły puścić. Tylko od kiedy to niby on był tą osobą, która zważa na konsekwencje ewentualnych skoków? Mocne zmieszanie... coś trzymało go w miejscu, sprawiało, że ciągle miał wzrok wbity w jeden punkt i ściskał wewnętrzne lejce kontroli tak mocno, że aż piana toczyła się z ust i krew leciała z ich kącików.
- Mogę. - Odpowiedział już spokojniejszym, bardziej zdystansowanym głosem. Oj tak, mógł mówić, co mu się podoba! Zawsze, teraz, czemu niby nie? Skoro tak bardzo chciała pogawędki, oto jest. - Twoje gadanie stawia go tylko w żałosnym świetle. - Wolał to sobie tak w głowie ustawić, widzieć go jako bohatera, tego jedynego w swoim rodzaju... nawet jeśli nienawidził go teraz równie mocno, co Lux. W tej jednej chwili. Podczas tej jednej rozmowy. Nienawidził ich. - Mam to gdzieś, Niebieska. Mam to naprawdę gdzieś...
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 03:14   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

Popatrzyła na niego. W żadnym razie nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Jak... Z jakiej racji on mógł się wypowiadać o kimś, kogo kochała w ten sposób? Nie mogła tego pojąć, zupełnie. A nawet zaszło to dalej, nie chciała tego dłużej słuchać. Nadal czuła na sobie ciężar słów Johna. Ale świat... Świat był chyba zbyt okrutny by wyciągnąć z nich wnioski i rzeczywiście przestać... Krzywdzić? Tylko, że to ona była teraz w tym miejscu. To ona słyszała tak przykrych rzeczy o kimś, kogo kochała. Kto dał jej jakąkolwiek namiastkę schronienia, ciepła. Czuła, jak narasta w niej cholerny gniew i wie, że nie rozwiąże tego słowami. Bo również zdaje sobie sprawę z tego, że żaden potok słów, żadna rozmowa nie oddadzą jej Caluma. I mówienie o tym, staranie się dogadać, wyjaśnić sytuacje nie sprawi, że wyrzuci z siebie całą tą nienawiść. Cały gniew, który miała w sobie od tego momentu w którym ktoś rozkazał jej uciekać i zrobić te wszystkie rzeczy. Już od tamtego momentu narastała w niej nienawiść nieskierowana w nic. Po prostu nienawidziła ludzi, nie musiała nawet ich znać. Aż wreszcie cudowna rozmowa z Johnem zmieniła jej punkt widzenia. Teraz potrafiła pałać agresją tylko do ludzi, którzy ją skrzywdzili. Tacy jak Sahir. Luxie bez większego problemu przebiła się przez ciecz, wcześniej rozbijając ją za pomocą niszczenia. Wyszła z wanny, jedynie w samej bieliźnie i stanęła przed Sahirem. Blizny wydawały się goić, jednak ewidentnie nie wszystkie.
- Ty dupku - syknęła, a po chwili dodała: - Nigdy nie spotkałam tak niewdzięcznej osoby jak Ty.
Co było w jakimś sensie prawdą. Kim Sahir musiał być, żeby po całej tej sytuacji mówić, że nic go to nie interesuje? Jak bardzo chory człowiek musiał siedzieć pod tą warstwą? Jak bardzo obojętny na cierpienie, pozbawiony uczuć? Jak bardzo trzeba było być przesiąkniętym nienawiścią, narcyzmem i samozachwytem? Ja i moje zabójstwo Naomi Charlton. Ja i Calum, który poświęcił dla mnie życie. Ja i moja obojętność wobec świata i ludzi, kończąca się jedynie na ruchaniu przyjaciółki, którą w dodatku skrzywdziłem. No pewnie, nie mogła tak myśleć. Nie znała szczegółów. Ale chętnie ubrałaby swoje myśli w te wszystkie urocze fakty, które przydarzyły się Sahirowi w życiu. Może wtedy rozumiałaby jak bardzo egoistyczną osobą trzeba być, żeby w jednym momencie zamordować czyjąś ukochaną, a w kolejnym bzykać się ze swoją. A w jeszcze innym pałać obojętnością wobec kogoś, kto uratował ci życie. Ale Lux tego nie wiedziała. Jednak nie potrzebowała tego, by wyciągnąć dłoń, a następnie powoli dociskać maź otaczającą Sahira do jego płuc, jego szyi, krtani. Dusił się, jak gdyby pozbawiono go możliwości swobodnego wzięcia oddechu. Jakby nagle coś ciężkiego usiadło mu na klatce piersiowej.
- Nigdy nie waż się tak do mnie mówić, śmieciu, rozumiesz? Nie wiem za kogo masz mnie, ten świat, Caluma i resztę, ale wiedz, że nie jesteś tutaj pieprzonym pępkiem świata. Uratowałam Cię, bo tak kazał mi Calum. I zrobiłabym to znowu, gdyby żył, był tutaj i powiedział to znowu - powiedziała, a następnie nieco ścieśniła niewidzialny uścisk, w którym trzymała chłopaka w wannie.
- Jak chce Ci się umierać, to idź powiesić się na najbliższym skwerze - syknęła po chwili znowu, a następnie dodała: - I nie chodź na tego rodzaju akcje, jak masz zapędy samobójcze, bo przez Ciebie giną tylko ludzie. Ludzie, którzy mogą teraz tutaj chodzić i żyć, wraz z nami. I wiesz co? Nie mam zamiaru brać ze sobą kogoś takiego jak Ty. Jesteś tylko dupkiem, który nie potrafi docenić ludzkiego życia, ba, nawet swojego. Byłbyś tylko utrapieniem i prędzej czy później doprowadziłbyś do czyjejś śmierci. Bo każdy zawsze ratowałby Ciebie - zacisnęła mocno pięść, cały czas patrząc na niego. Prosto w jego oczy.
- A nie zasługujesz na to w żadnym wypadku - dodała, a następnie skończyła i puściła go, o ile można to tak określić. Następnie wzięła pierwszy lepszy szlafrok i wyszła. Nadal obklejona stałymi kawałki dziwnej cieczy, która stężała na niej.

Lux z/t.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 11:15   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Właściwie to nic z tego nie było prawdą. Może oprócz tego, że faktycznie nie potrafił docenić ludzkiego życia.
Lux była aktualnie równie narcystyczna, niewdzięczna i pełna nienawiść jak on. Chyba nawet i bardziej niż on. Wielka Lux Bloomfield chciała pocieszenia i dobrego słowa, ha! Gówno nie dobre słowo.
Zamordowała Caluma. Nie ma dla niej dobrych słów.
Kiedy emocje opadły, a echo tej jednostronnej rozmowy odbijało się od ścian, mimo wszystko wiedział, że wcale jej nie nienawidzi. Nie potrafiłby. Tak samo jak nie potrafiłby nienawidzić Caluma, którego życie niemal namacalnie, pchnięte dłonią Lux, kwitło w jego wnętrzu i tak ja było piękne, tak i wprawiające w przerażenie - wiedział, co Niebieska miała na myśli, mówiąc, że nie chce żałować, on... chyba też nie chciał, a raczej: nie chciał, żeby Calum tego żałował. Bo kim była dla niego Lux? Nikim. Zupełnie przypadkową osoba, która po prostu spełniła rozkaz dowódcy. I żeby mówić, że był żałosny? Oczywiście, że tak nie uważał, to było ostatnie słowo, jakim by Caluma opisał... tak samo jak wcale nie było mu obojętne to, że jego obraz wypaczał teraz ostatnie wspomnienie o tamtym człowieku, które powinno być czyste, klarowne, pełne ciepła - to chciał jej przekazać, jak zwykle nieumiejętnie - w końcu dobrymi chęciami Piekło brukowano.
Wieszanie się było jednak złym pomysłem. Ogień. Nie ufał mu i dobrze wiedział, że nie pozwoliłby dokończyć dzieła, ale... idea była niezła. Przynajmniej przestałby narażać wszystkich wokół i unieszczęśliwiać. Chyba udało mu się chociaż przez chwilę uszczęśliwić Toni. I Freyę. To było całkiem miłe, czas spędzony z nimi. Tak jak ten początek w CIA. Jak pogawędka na plaży. Jak gonitwy z braćmi i Abigail w wieku 13 lat. Ich chyba też uszczęśliwił, ale wtedy wiele rzeczy wyglądało inaczej. Wydawało mu się, że nie powinien się przejmować tym echem w tych ścianach, które wciąż się wokół rozlegało, ale to uczucie, że jest Lux coś winny, nie przemijało... chociaż może to było uczucie, że jest coś winny Calumowi, albo że to kwestia tego, że... śmierć osoby, którą podziwiali, ich łączyła - niestety w tym negatywnym sensie. Cokolwiek to było, nie było miłe, ale nie wprawiało go w smutek czy złość. Wydawało mu się, że po raz pierwszy od wielu lat mógł wreszcie klarownie myśleć, jakby ktoś rozburzył tamę blokującą rzekę, która przez brak dopływu wody ze strumienia stała się maleńkim potokiem obrośniętym dzikimi krzewami. I kiedy tak myślał teraz o wszystkich twarzach wokół siebie i o poświęconych życiach zdawał sobie sprawę z tego, że życie zawsze było najcięższym z wyzwań przeznaczonych dla najbardziej odważnych. Chciał żyć. Dla ojca. Dla matki. Dla wszystkich osób, które odeszły, a o których pamiętał już tylko on. Dla Caluma... chciał żyć kiedyś. Teraz tylko jego umysł gładko układał zakończenie.
Wrócił do swojego pokoju po umyciu się i ubraniu, pedantycznie czystego, w którym nie było żadnej, najmniejszej nawet rzeczy na wierzchu, a wszystko w szafkach złożono w perfekcyjną kosteczkę. Jedyne, co wyróżniało ten pokój od wszystkich innych to wielki rysunek tygrysa na ścianie, który szczerzył kły, prężył swoje mięśnie, na małą dziewczynkę ufnie wyciągającą do niego ręce, taką ucieszoną, uśmiechniętą, z przymkniętymi oczami... i tylko wyobraźni obserwatora pozostał następny ruch narysowanego ołówkiem kota, na którego wielkim pysku dziewczę niemal opierało już swoje maleńki rączki. Usiadł przy biurku i wciągnął z szuflady zeszyt z długopisem, zupełnie pusty, z wyraźnymi oznakami wyrwanych kartek - jak na taki gruby zeszyt kartek było stanowczo za mało. Wyrwał kolejną.
Lubił rysować. Kochał rysować. Bał się rysować.
Niebieski tusz kreślił kolejne linie przez dobrą godzinę, nawet i więcej, nie potrzebował do tego pamięci fotograficznej Zielonych, jego pamięć co do drogich twarzy była ostra i jaskrawa, wyrazista jak na żadnym ekranie, a kiedy skończył obrócił kartkę na drugą stronę i napisał:
"Przepraszam.
Calum był niesamowitym człowiekiem."

Zgiął kartkę na jej zagięciu, pozostawiając napis na górze - wyszedł, by znaleźć pokój Lux i wsunąć ją pod jej drzwi, nim wrócił do własnego kąta. Wszedł do pokoju, usiadł na łóżku i złapał prześcieradło w dłonie, wpatrując się w nie.
"Już czas..?"
"Na nas na pewno, Przyjacielu."

Na kartce narysowany był portret Caluma.
[z/t]
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 15:25   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Kiedy woźny wyszedł, dziewczyna zaczęła obmyślać plan działania. To było wręcz aż zbyt oczywiste, że sama symulacja nie wystarczy. Zamierzała wykorzystać moment, kiedy lekarz będzie oglądał jej ranę i chcąc nie chcąc ją dotykał, aby wniknąć w jego wspomnienia i wrzucić tam takie, przez które będzie wręcz kazał wysłać ją do Pryzmatu. Wiecie, jakaś wizja mocno rozbabranej rany, czy coś. Jasne, zakładała, że to też może się nie udać - nie dość, że boląca głowa utrudniała skupienie, to dodatkowo Freya nie była po prostu jakoś wybitnie dobra w używaniu tej umiejętności. Dlatego miała też alternatywną opcję. Wystarczyło po prostu poprosić o możliwość wyjścia do toalety, po drodze zdobyć jakiś kamień, albo coś w tym stylu... Ugh. Samo myślenie o tym, co musiałaby zrobić bolało. Ale była na to gotowa. Albo przynajmniej usilnie próbowała sobie to wmówić.
Nie przewidziała jednak trzeciego przebiegu wydarzeń.
"Przeniesiemy panią do Pryzmatu, panienko Baldwin. Najbliższym helikopterem. Proszę położyć się na noszach, ktoś zaniesie panią do helikoptera."
I... Już? Serio? Poszło aż tak łatwo?
Dziewczyna nie protestując i nawet nie odzywając się ani słowem, od razu wykonała polecenia. Cholera, szybko, bo jeszcze się rozmyślą.
Droga do Pryzmatu minęła jej zaskakująco szybko. Ciężko było jej stwierdzić, czy to helikoptery przewożące rannych były szybsze, czy po prostu tak nie mogła się doczekać powrotu tam, że nawet trasa wydawała jej się teraz krótsza.
Zabawne. Gdyby chociaż kilka dni wcześniej ktoś jej powiedział, że będzie się cieszyła z powrotu do tego miejsca, ba, że wręcz rozpaczliwie będzie chciała tam wrócić, to z pewnością by go wyśmiała. Ale teraz nie pragnęła niczego tak, jak zamknięcia się znowu w murach projektu. Może i było to więzienie, ale... Przynajmniej było jej tu dobrze.
No i był tu Sahir.
Przynajmniej miała taką nadzieję.
_________________

x
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,197 sekundy. Zapytań do SQL: 10