Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Laboratorium
Autor Wiadomość
Layla Gray


17

zielona




Wysłany: 2016-09-20, 20:06   Laboratorium
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Duże pomieszczenie, gdzie również są drzwi do wielu mniejszych. Znajduje się tutaj masa stołów ze sprzętem do różnych rzeczy. Przede wszystkim laboratorium dzieli się na część, gdzie produkowane są rzeczy elektryczne, ponadto jest też kolejna część do testów sprzętu. Oczywiście znajduje się też tutaj część, gdzie przygotowywane i testowane są różnego rodzaju preparaty chemiczne. Główne pomieszczenie zawiera w sobie gigantyczne, przeszklone drzwi z wyjściem na taras i mniejszy ogród do relaksu. Na ścianach jest masa tablic korkowych - oczywiście wiszą one w miejscach, które nie są zajęte przez sporej wielkości okna. W rogach są ozdobne filary, a przy suficie wisi kilka kryształowych żyrandoli. Jednak i tak głównym źródłem światła są lampki na wyginanych kablach. Niektóre kable mają nawet kilka metrów długości.
 
 
Layla Gray


17

zielona




Wysłany: 2016-09-20, 20:18   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Layla spędzała praktycznie cały dzisiejszy dzień w laboratorium. Sam miał być dzisiejszym testerem. Kojarzyła go, jednak nie na tyle, żeby jakoś zagłębiać się w tą relację. Ot, był kolejną osobą z bazy, która pomagała jej testować chore wynalazki, których była twórcą. Wiele osób z którymi pracowała rozpłynęły się w powietrzu. Po prostu przestali pewnego dnia przychodzić i zrezygnowali z tej posadki. Nie irytowało jej to jednak. Dobrze wiedziała, że nie wszyscy zniosą tyle, ile ona wymaga. A teraz był Sam. Dopiero zaczynali dzień pracy, tak więc oczekiwała na niego już na miejscu. Widząc, że przechodzi przez główne drzwi, naciągnęła strzałę na cięciwę i lekko zmrużyła oczy. Siedziała sobie na jednym ze stołów, nawet nie wstała wykonując tą czynność. Mierząc do chłopaka, powiedziała:
- Spóźniłeś się.
Chociaż trochę mijało się to z prawdą, jednak... No, musiała jakoś przetestować swój nowy wynalazek, prawda? Oblizała usta i powoli wypuściła strzałę z dłoni, która poleciała w stronę chłopaka i zatrzymała się w jego gardle. Ale on jednak nic nie poczuł, a żadna z powłok skórnych jego ciała nie została przerwana. Mimo to coś, co wyglądało jak strzała przenikała jego ciało.
Layla była po prostu ciekawa tego, jak na to zareaguje. W końcu był jej nowym pomagierem. Musiała go przetestować.
 
 
Sam O'Hood


Wysłany: 2016-09-20, 20:46   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Sam nie był jakimś szczególnym członkiem Pryzmatu. Ot chłopaczyna, którego ojciec zapłacił dużą sumę za jego bezpieczeństwo. Zdawał sobie sprawę ze swojego położenia i też szczególnie się nie wychylał. Mieszkał, czasem pojawiał się na treningach, a jego ulubionym miejscem było laboratorium. Nie była jakimś geniuszem. Wręcz przeciwnie jego talentem było ładowanie telefonu w parę sekund. Ale lubił sobie tam posiedzieć i poudawać, że potrafi coś robić. No i przy okazji mógł przetestować zabawki geniuszy. Jak na razie go nie zabili, więc chyba szło im nie najgorzej.
Dzisiejszy dzień miał spędzić z Laylą, córeczką szefa. Nie robiło to na nim szczególnego wrażenia. Cóż może był po prostu takim typem człowieka. Parę minut po ustalonej godzinie przeszedł przez drzwi. Za nim jeszcze dobrze znalazł się w pomieszczeniu rzucił do towarzyszki.
- Cześć księżniczko, co masz dla dzi... - urwał w połowie zadań. Właśnie w jego stronę leci strzała. Zaraz czy ta strzała trafiła w niego? Nie.. przecież nic nie czuł. Ale strzała w nim tkwiła i tylko częściowo czuł się z tym niekomfortowo. W tej drugiej części czuł się jak w domu.
- Mam nadzieję, że się dobrze bawisz - mruknął, nie wiedząc za bardzo co zrobić.
 
 
Layla Gray


17

zielona




Wysłany: 2016-09-20, 21:20   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

- To strzała hologramowa. Po sukcesie jaki spotkał inne hologramowe rzeczy, postanowiłam się pobawić tym dalej - dziewczyna zeskoczyła ze stołu i podeszła bliżej, "wyciągając" strzałę z jego szyi. Choć bardziej po prostu pomachała dłonią, kilkukrotnie przechodząc przez nią palcami. Strzała rozpłynęła się w powietrzu - hologram przestał istnieć. Lay' dodała:
- Nie mają jakiegoś większego zastosowania. Działają na zasadzie naszych czipów lokalizacyjnych. Na tej samej częstotliwości. Można powiedzieć, że to właśnie przez to zatrzymują się na naszym ciele a nie lecą dalej. Chcesz, to se spróbuj - dodała, skrócając "sobie" jak na córkę prezydenta przystało, następnie ruszyła dalej w głąb swojego królestwa, przeskakując przez jeden ze stołów. A raczej przesuwając się po nim. Wreszcie trafiła w sam środek tego całego wariatkowa. Z początku wyciągnęła jeden hełm, dodając do swojego nowego pomocnika:
- Mam kilka rzeczy, zaczniemy od tego.
Podała mu przedmiot, a raczej zaczęła się męczyć z wciskaniem go na głowę chłopaka. No dajcie spokój, miała pytać o zgodę? Hełm jednak dziwnie nie chciał wejść, mimo iż nie był zbyt mały. Jakby broniło go jakieś pole siłowe, czy coś w tym rodzaju. Po chwili odezwał się mechaniczny głos z wnętrza pomieszczenia:
- Laylo, czy chcesz wyłączyć zabezpieczenie Twojego hełmu?
Dziewczyna ewidentnie się poirytowała i odpowiedziała obrażonym głosem do... Głosu.
- Josie, tak...Tak! Oczywiście, że tak, przecież musimy to przetestować na kimś innym. Durny system. Zakłada pieprzone zabezpieczenia na wszystkich moich rzeczach.
Oj tak... Layla miała obsesję na punkcie swoich rzeczy. Jeśli włożyła coś na głowę i identyfikowała tą rzecz jako swoją - nikt inny nie miał prawa zakładać tego na siebie. System operacyjny jOSie skrupulatnie zabezpieczał elektroniczne rzeczy. O inne musiała dbać sama. Wreszcie hełm wszedł na głowę chłopaka i mogli rozpocząć testy. Przysłaniał jedno oko. Sam od razu mógł zerknąć przez soczewkę. Powodowała gigantyczne przybliżenie wszystkiego.
- I jak? Jak to działa na tobie? - zapytała. W końcu, ktoś kto miał wyostrzone zmysły nie mógł ich wyostrzyć jeszcze bardziej.


zt.
 
 
Bina Tsukushi


18 lat

Zielona




Wysłany: 2016-10-15, 19:56   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Siedziała w laboratorium od bitych trzech godzin. To stukała w klawiaturę przenośnego komputera, to spacerowała wzdłuż oszklonych drzwi podziwiając niewielki ogródek, w którym znała i rozpoznawała najmniejszy okruszek piasku.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, nie zauważając, że pozostała w nim całkiem sama. Nieczęsty widok dawał Binie możliwość na stuprocentowe skupienie uwagi na pracy. Związawszy włosy w wysoki kucyk, zmieniła stanowisko pracy, przysuwając się bliżej wyjścia do ogrodu i odwracając plecami do całego laboratorium. Tylko ona, komputer i ona, o!
Jednostajne uderzanie palców w klawisze odbijał się echem od sterylnie czystych ścian. Właściwie to nie zajmowała się niczym szczególnie ważnym, realizowała jedynie własne wymysły i pobudki, pracowała nad programem, który miał być także zaawansowaną sztuczną inteligencją, kimś niemalże na poziomie człowieka. Jak jej szło? Amator powiedziałby, że jest niesamowita. Profesjonalista uśmiechnąłby się pobłażliwie. Klikała, próbując pomrukiwać pod nosem L'enfant prodigue Debussy'ego.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-10-15, 20:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- MG -
Podczas pracy Biny, oczywiście raz na jakiś czas odzywała się obecna w laboratorium sztuczna inteligencja o uroczej nazwie jOsie. System operacyjny był stworzony przez córkę prezydenta i towarzyszył pracownikom laboratorium przez cały czas. Już nawet nie tylko komentując ich poczynania, ale i często doradzając w różnych decyzjach. Jednak nie było nic złego w tworzeniu czegoś swojego i nawet jOsie zdawała sobie z tego sprawę, buszując wirtualnymi łapami w plikach Biny. Powiedziała tylko do niej swym mechanicznym głosem:
- W jednym z twoich obliczeń jest błąd, Bino - a ekran jej komputera po chwili zalał się informacjami o danej pomyłce, która była wręcz mikroskopijna na tle całej pracy, jaką wykonała dziewczyna. Cóż, Zieloni.
Po chwili do pomieszczenia wkroczyło kilka osób, które Bina dobrze znała ze świetlicy, a za nimi szła młoda dziewczyna. Od razu zwrócili się do agentki Tsukushi, przeszkadzając jej zapewne w pracy.
- Mamy do Ciebie pewną prośbę - zwróciła się jedna z kobiet i wzięła dziewczynę na bok sali, gdzie mogły porozmawiać prywatnie.
- Mamy tutaj jedną z dziewczynek z Ligi. Jest młoda. Czerwona. Będzie potrzebowała kogoś, kto zaopiekuje się nią w bazie. Chyba niezbyt rozumie to, co się teraz stało - powiedziała, lekko speszona całą sytuacją. Ale tak właśnie było. Dziewczyna nie odzywała się do innych, nie krzyczała, nie wyzywała. Nawet nie zadawała pytań po tym, jak przedstawiono jej ogólną wizję Pryzmatu. Po tym, jak rozdzielono ją i nie mogła już dużej przebywać z resztą Ligi, kompletnie zamknęła się w sobie. To właśnie kobieta wytłumaczyła Binie, biorąc ją na stronę. Gdy wróciły, oczywiście młoda agentka została postawiona przed faktem dokonanym - Valerie, Czerwona, 17 lat, Liga Dzieci. Prawdopodobnie ma jakieś zaburzenia na tle psychicznym. I miała zostać pod opieką Biny. Gdy blondynka została postawiona przed swoją nową koleżanką, wydusiła z siebie tylko:
- Cześć...
_________________


 
 
Bina Tsukushi


18 lat

Zielona




Wysłany: 2016-10-19, 00:19   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Niektórzy, to znaczy przesadni perfekcjoniści, irytowali się, kiedy jOsie wtrącała swoje trzy grosze w ich poczynania. Bina z jednej strony to rozumiała, ktoś godzinami ślęczał nad problemem, który w jednej sekundzie został oceniony przez sztuczną inteligencję jako pełen błędów i luk, z drugiej była całkowitą zwolenniczką jOsie - kiedy ta dokładnie pokazała jej, w którym miejscu popełniła błąd, Azjatka szybko zabrała się za poprawianie go, unikając rozczarowania po pozornym skończeniu wszystkiego i kilku kolejnych godzin na szukaniu owego błędu.
W tej samej chwili ktoś wszedł do laboratorium, Bina nie zdołała wciągnąć się jeszcze w twórczy wir, więc nie miała problemu z usłyszeniem kroków nowo wchodzących. Odwróciła się w kierunku wejścia, dostrzegając grupkę osób znanych ze świetlicy i jedną obcą buzię, skrytą za plecami innych, od razu zapamiętując rysy dziewczyny (a raczej ich część)
Zmarszczyła brwi, wsłuchując się w słowa kobiety.
Miała zostać niańką? Dla Czerwonej? Czy naprawdę wyglądała na osobę na tyle kompetentną i sprawną w relacjach międzyludzkich, że miała zajmować się dziewczyną po przejściach, wróć, niestabilną dziewczyną po przejściach? I to z Ligi? W jej głowie roiło się od gwałtownych emocji - była zdenerwowana, przestraszona, zirytowana, zdezorientowana i niepewna jednocześnie, jednak na jej twarzy nadal znajdował się zwykły, nieco senny i twardy równocześnie wyraz twarzy.
Oczywiście, że najchętniej po prostu by odmówiła, jednak coś podpowiadało jej, że to nie była zwykła prośba, więc i brak zgody nie zostałby ot tak zaakceptowany. Warga jej drgnęła, spięła się nieco i kiwnęła głową na znak, iż wszystko zrozumiała i jest gotowa.
"Cześć..."
Jeszcze raz zerknęła na uroczą blondynkę, mniej więcej w tym samym wieku i o podobnym wzroście. Bez trudu mogły patrzeć sobie w oczy. Bina skorzystała z okazji, czego zaraz pożałowała, kiedy jej wyobraźnia zaczęła płatać jej figle. Nie może być tak źle. Nie będzie źle.
- Cześć - odpowiedziała, posyłając pozostałym agentom wymowne spojrzenie - Możecie nas zostawić, damy sobie radę.
Odprowadziła grupę wzrokiem, by za chwilę utkwić spojrzenie w Valerie.
- Mam na imię Bina. Witam w moim drugim domu. - przestąpiła z nogi na nogę, przecież ona była tak fatalna w rozpoczynaniu rozmów - Jestem Zielona. Jak widać. - próbowała zainicjować rozmowę, a informacja o potencjalnie złym stanie dziewczyny wcale nie pomagała, nie wiedziała, co powinna mówić, a czego lepiej unikać. - Słuchaj, nie będę na ciebie naciskać. Jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania, nie krępuj się. - serca jej waliło, wyraz twarzy się nie zmieniał - Mogę cię oprowadzić, pokazać gdzie co jest, doradzić czy porozmawiać. - to ostatnie wypowiedziała nieco ciszej, sądziła, że żadna z nich i tak nie będzie specjalnie nalegać na ostatnią opcję.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-10-19, 19:37   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Wooaah! Tyle rzeczy, tyle ciekawych rzeczy. Ciekawe jak działają te lampki, które są rozsiane po całym laboratorium? Albo próbowała sobie wyobrazić jak to wspaniale jest móc pracować, a potem wyjść do ogrodu. Sam budynek i jego wnętrze sprawiały, że Valerie aż nie mogła mrugać. W życiu nie widziała czegoś aż tak ładnego. W dodatku teraz to miał być jej nowy dom. Nie mogła uwierzyć w to, no naprawdę. Kiedy jednak jej towarzystwo odeszło, zostawiając ją samą z Biną, nieco się podłamała. W jej brzuchu zaczęło coś wirować, przyprawiając ją o dziwne kłucie. Zerknęła na Zieloną, lekko przysłaniając sobie pół twarzy kosmykiem blond włosów. Lubiła Zielonych, ale tylko Summer. Wszyscy inni śmiali się z niej, że niby jest lepszym kolorem, a nie potrafi nawet powiedzieć bezbłędnie alfabetu. Nic nie potrafi, nawet podstawowych rzeczy. Powiedzieli jej, że jedynie stworzono ją jako mięso armatnie. I co miała na to powiedzieć? Była bezużyteczna w innych dziedzinach prócz... Nie, nawet w walce była kiepska, szczególnie, gdy nie potrafiła opanować płomieni wypływających jej spod dłoni.
- Ale o czym. O czym porozmawiać? - zapytała Valerie i przestąpiła z lewej nogi na prawą, bo ta prawa nieco się zmęczyła. O czym miały rozmawiać?
- O czym z tobą gadać, skoro wiesz wszystko, prawda? Moja przyjaciółka była Zielona.
No właśnie. Była. Chociaż... Może istnieje jakiś sposób, który mógłby zadziałać na Zieloną. Szczególnie, jeśli zaprojektuje go druga Zielona. Tylko jak miała ją zapytać, czy pomoże jej odzyskać przyjaciółkę?
_________________


 
 
Kyle Lewis


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-12, 15:21   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Przytaknął, kiedy kobieta przydzieliła go do laboratorium. Właściwie to chyba nie powinno się tak nazywać skoro mieli warsztat, prawda? Ale to tylko wewnętrzna gadka zielonego, nie ma zbytnio się czym przejmować. Z mieszanymi uczuciami ruszył za drugą kobietą w kitlu. Z jednej strony nie mógł się doczekać rządowych zabawek, na których będzie mógł położyć łapy. Z drugiej, jaki był haczyk? Będzie musiał pracować tu jak niewolnik? Już mieli wyjść z kliniki, kiedy nagle zauważył w kącie jakąś dziewczynę. Płakała, wręcz zanosiła się płaczem, a ktoś z obsługi medycznej pocieszał ją. Kyle był dosyć empatyczną osobą, a że na dodatek był w nowym miejscu, którego jeszcze nie znał i nie ufał ludziom z tego miejsca, więc zatrzymał się natychmiast. Obserwował przez chwilę tę scenę zastanawiając się co mogło się stać. Czy to normalne? Czy jego też to czeka prędzej czy później. Nie mógł zwlekać dłużej, dlatego ruszył znowu za swoją przewodniczką.
Kilka chwil później, mając wciąż w pamięci obraz płaczącej dziewczyny, stał w składziku z ubraniami. Kyle'owi brakowało zapachu czystej, fabrycznie zapakowanej odzieży. Żadnego brudu, smrodu potu i dziur. Już wcześniej, kiedy mógł założyć zwykłe "pryzmatowe" ciuchy czuł się niesamowicie wdzięczny, nie ludziom z Pryzmatu, ale losowi że sprezentował mu możliwość ubrania się jak człowiek. Po kilku miesiącach na szlaku, który prowadził z Oregonu, przez Kolorado, a celem był Meksyk, Kyle nauczył się doceniać małe rzeczy. Nie nosił się ekstrawagancko, więc wziął tylko bieliznę i skarpetki na zmianę, t-shirty, dwie bluzy, kurtkę, czapkę zimową i zegarek elektroniczny. Potrzebował też okularów, bo jego para została u Łowców, ale tym zbytnio się nie przejmował. Kiedy był gotowy, kobieta odezwała się po raz pierwszy, a on tylko uniósł brew. Jezu, co za pierdolenie. Przygoda? Jak na razie to wyglądało jak obóz pracy, ale na zdecydowanie lepszych warunkach. Nie pozwolą mu przecież wyjść na zewnątrz tak po prostu.
- Zależy jakie są warunki naszej współpracy. Jak na razie to miejsce jest lepsze niż szlak, zimno i konieczność zdobywania sobie jedzenia. - wzruszył ramionami i ruszył do laboratorium z torbą pełną nowych ubrań. Drzwi otworzyły się, mógł zapoznać się ze swoim nowym królestwem. Pierwsze wrażenie: mnóstwo nowinek i fajnych gadżetów do prowadzenia badań, ale jego interesowała warsztatowa część, więc dopiero kiedy się w niej znalazł to szczęka mu opadła (Nie tylko z powodu bałaganu, którego nie znosił). Tyle nowinek technicznych i narzędzi, które mógł wykorzystać do swoich wynalazków. Cholernie nie mógł się doczekać, aby się tym wszystkim pobawić, jego mózg już tworzył milion pięćset nowych pomysłów na naprawdę imponujące rzeczy, które mógłby osiągnąć z tym zapleczem.
- Mam taki zamiar. - odpowiedział kobiecie rzucając torbę na podłogę. Podchodził do każdego sprzętu, szczegółowo oglądał, wszystko musiał dokładnie zbadać, ale w końcu nie mógł nie zapytać o konkrety:
- No dobra, jakie są warunki? Co ja mam tutaj robić? Potrzebuję wyjaśnień.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-12, 23:25   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Ciężko tutaj mówić o warunkach, chłopcze. Wiem, że wy - Zieloni bardzo lubicie myszkować w laboratorium. Dlatego po prostu damy Ci je do Twojej dyspozycji. Oczywiście, możesz robić masę bezsensownych rzeczy, ale jaki to będzie miało sens na dłuższą metę? Pokaż, że jesteś wartościowym kąskiem, to z pewnością Pryzmat Ci się za to odpłaci. Potrzebujemy nowoczesnych technologii, są dla nas bardzo ważne. Broń, zabezpieczenia. Wszystko, co mogłoby się przydać. Dawniej zajmowała się tym córka Prezydenta, jednak zrezygnowała - powiedziała kobieta, oprowadzając chłopaka po laboratorium. W jednym momencie chłopak mógł zauważyć, że pod jednym ze stołów ktoś siedzi. Od razu usłyszał jej oddech i ciepło, które od niej biło. Kobieta nie miała wyostrzonych zmysłów, więc nie zwróciła nawet uwagi i dalej przez kilka dobrych minut mówiła o tym, jakie wynalazki byłyby korzystne i jakie wartości wyznaje Pryzmat. Dają się Psi rozwijać. Chociaż tyle, prawda? Oczywiście, że praca Kyle będzie kontrolowana. Ciekawe tylko w jak dużym stopniu.
- Tak jak mówiłam. Twoje zadanie to wynalazki. Broń, szpiegowskie cudeńka. Głównie w takich rzeczach gustujemy. Jeśli przejdzie to testy to możliwe, że zainteresują się tym inne wydziały. Czy masz jakieś pytania? Na ten moment będziesz pracował sam. Później jednak pewnie dołączą do Ciebie inni Zieloni. Cóż, jeśli nie masz pytań, to pozwól, że się oddale - powiedziała kobieta i jeśli Kyle jej nie zatrzymał, to pewnie ruszyła w swoją stronę.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-13, 00:20   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG(NIE MAM SIŁY SIĘ JUŻ PRZELOGOWYWAĆ)
Z placu ->
Carter i John powoli minęli wejście do laboratorium. Jedyne, co udało im się zaobserwować to to, że nie byli tutaj sami. W środku był już Kyle - inny zielony i jakaś kobieta. Widząc Johna uśmiechnęła się i pomachała dłonią, a następne zaczęła dalej słuchać tego, co mówi Kyle. Cóż, wiedziała, że będzie miała tutaj kolejnego zielonego, więc po prostu zaprosiła go dłonią, aby dołączył. W końcu będzie mógł podyskutować z drugim zielonym i zmierzyć się tym, co wiedzą. Jednak... Czuł coś jeszcze w tym pomieszczeniu. Dziwne ciepło płynące spod jednego stołu. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś zapomniał wyłączyć palnika czy coś w tym rodzaju.
Kobieta, widząc, że przyszedł tutaj z towarzyszką nie wyglądała na specjalnie uradowaną. Ale cóż miała począć?

Okej, możecie dołączyć do Kyle, jeśli chcecie. Jeśli nawiąże się między wami rozmowa/interakcja, to kolejka wygląda tak, że jesteście tutaj w trójkę + MG. Pomachanie się nie liczy - musicie po prostu podejść do siebie i zacząć coś robić wspólnie. Nie jest to wymagane - możecie zbadać źródło ciepła (równie dobrze może zrobić to Kyle) albo po prostu pomyszkować. Na razie mamy dwie kolejki:

John, Carter (dowolnie), MG
Kyle, MG.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-11-13, 00:39   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Nie, nie byłem w Lidze. Kiedyś trafiłem do obozu, ale kazali mi siedzieć w miejscu, więc wyszedłem. Liga zrobiła zamieszanie czy coś, więc skorzystałem z okazji, zniszczyłem im system i ruszyłem przed siebie. Potem poznałem pewną kobietę, która założyła Obóz Wolnych Dzieci. Tam spędziłem większość czasu... Ahh... Nie miałem tyle sprzętu co tutaj. Większość zrobiłem sam. Nie było takich luksusów, póki sam czegoś nie wykonałem to tego zwyczajnie nie było. Dobre czasy. Ograniczone zasoby i dużo do zrobienia. Naprawdę, dużo do zrobienia. W takich warunkach pomysły same się tworzą. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć co należało usprawnić. Miałem ręce pełne roboty. No ale jedna dziewczyna namówiła mnie na wyprawę, by odbić dzieciaki PSI z łap Łowców. Na nasze nieszczęście, w obozie był zdrajca, więc sami trafiliśmy do piwnicy tych półmózgów. Potem z jakiegoś powodu zamiast do obozu trafiłem tutaj. Może mają jakieś plany odnośnie mnie. Nie wiem. Nie ważne. - Wzruszył ramionami. Niezwykłe, że jedno pytanie tak rozwiązało mu język. W końcu powiedział prawie całą historię swojego życia. -A ty? Jesteś tu od początku? - Zapytał nie zwracając uwagi na machającą mu kobietę i kierując się prosto do szafy. Choć chciał tylko dorobić sobie drugą kartę, to niecodzienne zjawisko trochę go zafascynowało. No cóż, przecież kartą mógł zająć się później. Obejrzał szafę uważnie. -Jak coś, to osłoń mnie tarczą czy coś. Po dzisiejszym dniu możemy się spodziewać bomby. No ale jeśli to tak zostawimy, to źle skończymy, nie? - Wzruszył ramionami uśmiechając się, po czym otworzył szafę. Oczywiście, jeśli mógł. Jeśli była zamknięta, to użył jakiegoś leżącego w pobliżu przedmiotu by wyłamać zamek. Zamek takiej szafki nie powinien być wytrzymały, a mu nie chciało się szukać klucza. Na otwieraniu zamków wytrychem też się nie znał. No ale wiedział jak zrobić prowizoryczną dźwignię, która pozwoliłaby przy jego ograniczonej sile, bez większych problemów wyłamać zamek. No ale może szafka nie była zamknięta? Kiedy otworzył odruchowo cofnął się kilka kroków spodziewając się wybuchu.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-11-13, 00:59   
   Multikonta: Kira K.; Lola Rodriguez
[Cytuj]

Carter uśmiechnęła się, gdy wyobraziła sobie Johna jak pełen zapału biega po całym tym OWD, by skonstruować kolejną niezbędną mu do czegoś rzecz. Z jakiegoś powodu wydało jej się to niezwykle urocze, przynajmniej miał jakąś pasję związaną ze swoimi umiejętnościami. Był geniuszem i lubił bawić się elektroniką. Ona, co najwyżej spędzała czas na łóżku gapiąc się na lewitujące w kółko rzeczy, niczym małe dziecko wpatrujące się w karuzelę wiszącą nad łóżeczkiem.
- Tak, jestem w Pryzmacie od początku. Jak większość dzieciaków z PSI znalazłam się tutaj dzięki koneksjom rodziny. - W końcu nikogo nie obchodziły normalne dzieci, które żyły w normalnych rodzinach, które nie liczyły się w biznesie lub polityce, bądź też w show biznesie, i tak dalej.
- Przynajmniej nauczyłeś się przydatnych rzeczy w tym swoim obozie. Nabyłeś przydatne umiejętności, z pewnością lepiej poradziłbyś sobie w terenie ode mnie. - Nie ma to, jak solidna dawka komplementów. Pewnie nawet nie musiała ich prawić Johnowi, który przerastał ją inteligencją. Carter nie była głupia, ale przy zielonych wypadała średnio.
Podeszła za Johnem do podejrzanie ciepłej szafy. Nie bardzo miała ochotę ją otwierać, ale skoro już zgodziła się tutaj przyjść... Zgodnie z prośbą chłopaka otoczyła ich dwójkę barierą, która miała ochronić ich przed odłamkami, które mogły postać podczas wybuchu potencjalnej bomby. Właściwie niezbyt by się zdziwiła, gdyby faktycznie coś wybuchło. Zwłaszcza że ta kobieta nie wyglądała na specjalnie zachwyconą wizytą Carter.
 
 
Kyle Lewis


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-13, 01:39   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- Wynalazki... - zatrzymał się jakby na chwilę w swojej wypowiedzi. Broń, sprzęty szpiegowskie... Wyobraźnia ogromnego nerda ruszyła galopem przypominając sobie jakie super sprzęty miał James Bond, albo Tony Stark. Z możliwościami tego laboratorium spokojnie mógłby stworzyć przynajmniej połowę tego co kiedyś widział na kartach komiksów. Spełnienie marzeń! I praktycznie za nic! Tylko za to, że będzie to robił. To miejsce zyskało ogromnego plusa, co z tego że może pakuje się w coś naprawdę gównianego. Mógł. Tworzyć. Ile chciał, bez ograniczeń.
- To wszystko, dziękuję. - wypowiedzenie ostatniego słowa zagłuszyły otwierane drzwi. Do laboratorium wparowały dwie kolejne osoby. Na oko Kyle'a mnie więcej w jego wieku. Normalnie, pewnie by się do nich odezwał, przedstawił, cokolwiek. Ale chłopak (nota bene cholernie podobny do Harry'ego Pottera) od razu podszedł do szafki pod stołem, którą Kyle również zauważył i chciał zbadać, kiedy kobieta wyjdzie. Lewis nie miał zamiaru stać z boku i przyglądać się, szczególnie kiedy usłyszał słowo bomba. Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach. Po raz kolejny w przeciągu ostatniego tygodnia jego życie było zagrożone. Nieprzyjemne uczucie, do którego już zdążył się przyzwyczaić ścisnęło mu żołądek. Widząc, że chłopak może potrzebować pomocy z zamkiem (jeśli takowy był), albo potrzebować narzędzi do rozbrojenia bomby (w czym może pomóc) Kyle złapał za skrzynkę wypełnioną sprzętem i podszedł do dwójki przy szafie.
- Cześć. - przyklęknął za dziewczyną i wyciągnął rękę w stronę Johna. W dłoni trzymał klucz imbusowy nr. 17, którego można byłoby użyć jako dźwigni. Drugą dłonią szukał w skrzynce reszty narzędzi przydatnych przy rozbrojeniu bomby, czyli tak naprawdę wszelkiego sprzętu potrzebnego do rozpruwania urządzeń elektronicznych.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-13, 01:42   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Bu! - pisnęła Val, która siedziała w szafie. Podczas otwierania jej. John zapewne mógł poczuć, że była nieco ciepła. Zbyt ciepła. No w końcu to metal - nagrzewał się dość szybko, a Val siedziała tutaj praktycznie cały dzień. W końcu wybuchy i krzyki nie były tym, co chciała słyszeć, a Laboratorium było jedynym miejscem, które znała. Cóż, niestety jej opiekunka gdzieś zniknęła. Mimo to i tak lubiła tutaj przychodzić i chować się w różnych miejscach. Ale taki był już Pryzmat - nikt nie miał nic przeciwko, nikt jej nie wyganiał ani nic z tych rzeczy. Przynajmniej póki władza należała do Graya. Co będzie teraz? Ciężko stwierdzić. Tak czy siak spędzała tutaj większość czasu, a teraz przyszło tutaj więcej osób. Więc bezpieczniej było się ukryć i przeczekać najazd nieznajomych twarzy. Carter i John byli jej obcy, jak zresztą wszyscy tutaj. Popatrzyła na nich wielkimi oczami i wyszła z szafy, a następnie wzruszyła ramionami i schowała dłonie do kieszeni sporej bluzy.
- Schowałam się tutaj przed chwilą - podsumowała sytuację. Pewnie kobieta, która wprowadza Kyle'a nie będzie zadowolona z jej obecności tutaj. Ale cóż Val mogła począć, że taki miała już nawyk?
Kyle, który po chwili podszedł, również był jej zupełnie obcy. No cóż, od dłuższego czasu była tutaj otoczona obcymi Psi.

Kolejka:
John, carter, Kyle, ja
Jeśli ktoś chce opuścić to miejsce, niech po prostu wyjdzie (i da mi znać! mam robotę dla większości - Carter i Kyle, ale nigdzie mi się nie śpieszy. )
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-11-13, 03:24   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Eh, myślałem, że jednak bomba. - John był widocznie zawiedziony. Oddał chłopakowi klucz, po czym wyprostował się i otrzepał kolana. -Rzeczywiście, zrobił się niezły bajzel, więc zamknięcie się w szafie zdaje się być dobrym pomysłem. Ale jak długo chciałaś tam siedzieć? - Zapytał oglądając ją uważnie. Ot, zwykła dziewczyna. Nic szczególnie ciekawego. -No dobra, mniejsza. - Stwierdził kierując się do jakiegoś stanowiska. -Jest tu gdzieś jakiś mikroskop elektronowy? Zawsze chciałem się pobawić tym cacuszkiem, ale w OWD nie mieli takich luksusów. Jeśli nie zadowolę się jakimś zwykłym, elektronicznym... Albo elektronowym... W ostateczności optycznym. O, to mi się przyda... I to. - Bez skrępowania zabierał kolejne rzeczy z półek. Laikowi mogłoby się wydawać, że to losowe przedmioty które wyglądem podpasowały zielonemu. W sumie ktoś kto nie znał jego zamiarów też mógłby tak pomyśleć. Ale jeśli wziąć pod uwagę fakt, że John wciąż miał przy sobie kartę elektroniczną... Właśnie. Mając taki sprzęt jak w tym świetnym laboratorium podrobienie karty było tylko formalnością. Chciał też spróbować odtworzyć swoją Ultrasondę, która zaginęła w rękach Łowców. Z obecnymi tutaj materiałami i dostępem do ogromnej bazy danych mógł stworzyć coś co było jeszcze skuteczniejsze niż prototyp stworzony w wręcz polowych warunkach w niewielkim laboratorium w OWD. Miał w głowie cały schemat, ale zrobienie tego zajmie mu dobre kilka godzin, ale czy ktoś go poganiał? Mógł wsadzić tam odpowiedni kod, dzięki czemu były w stanie otwierać większość drzwi w Przyzmacie. A być może nawet wszystkie, jeśli uda mu się shakować ich systemy. -Wracając do naszej rozmowy, nie byłem typem osoby która wyrusza na misje. Nie lubię pracy w terenie, laboratoria zdecydowanie bardziej mi odpowiadają. Nie umiem też się bić. Nauka walki to bezpodstawna strata czasu. Ale coś wiem o przetrwaniu, i podejrzewam, że nie miałbym problemu w przeżyciu na zewnątrz... Ale to byłoby upierdliwe, nie uważasz? Czemu miałbym porzucać tak bogato wyposażone laboratorium? Fakt, trochę to nudne jeśli nie musisz samemu wszystkiego wykonywać, ale za to masz więcej czasu i możliwości by bawić się w bardziej zaawansowane projekty. - Mówił nie przerywając wybierania kolejnych przedmiotów i przenoszenia ich na jedno ze stanowisk. Czasem zdarzało się, że coś odrzucał, i w większości przypadków można to było potraktować dosłownie, gdyż nie kłopotał się w odkładanie ich na miejsce. -W OWD było... Dobrze. Nikt nie narzekał, wszyscy się dzielili i wspólne walczyli o przetrwanie. Każdy dawał z siebie ile mógł. Ale byliśmy uwięzieni, mimo wszystko. W świecie w którym ściga cię rząd i Łowcy nie jest łatwo przeżyć na wolności. Liga dawała dom i bezpieczeństwo, ale w zamian stawałaś się ich niewolnicą. Z tego co słyszałem... Przyjmowali tylko przydatnych. Tylko silnych. A w zasadzie nie przyjmowali, tylko porywali. Mam... Miałem kiedyś... Znajomą, która postanowiła zniszczyć Ligę od środka. Jeśli już coś, to ona miała zdolności pozwalające przetrwać w terenie. Jak i cała Liga. Liga była armią tworzoną do walki z rządem. Wychowywano tam morderców. Świat tam na zewnątrz nie jest taki kolorowy, dlatego rozumiem, że można mieć uprzedzenia. Ale osoby takie jak Trzynastka... Takie osoby są nie do uratowania. One nie chcą myśleć. Ludziom którzy nie chcą myśleć nie można pomóc. - Przez cały swój monolog nawet raz nie spojrzał na Carter, Kayle'a czy na tamtą dziewczynę chowającą się w szafie. Zdawałoby się, że mówi do siebie, i może rzeczywiście tak było. -Poza tym byli jeszcze Łowcy. No ale sama rozumiesz, polowanie na innych PSI jest jak dla mnie trochę... Głupie. Zresztą, sama koncepcja Łowców jest głupia, jeśli tak o tym pomyśleć. Jeszcze Liga miała jakiś sens, przynajmniej na początku. No a ostatnio w sieci pojawiła się informacja o jakimś ośrodku dla PSI, ale ich reklama brzmi jak zaproszenie do sekty. Wygląda na to, że OWD i Pryzmat to najlepsze miejsca do życia. Przy czym w OWD jest zdrajca, i nie zdziwiłbym się, gdyby już wszystkich sprzedał, więc raczej nie kusi mnie perspektywa wracania tam. - Wzruszył ramionami. -Ciesz się, że tak dobrze trafiłaś. Inni nie mieli tyle szczęścia. Dzięki temu jesteś taka... Czysta. Spożytkuj to dobrze i zamiast bawić się w bezsensowną przemoc zastanów się, jak możesz pomóc ludziom.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-11-13, 14:03   
   Multikonta: Kira K.; Lola Rodriguez
[Cytuj]

Carter cofnęła się o krok, gdy z szafki wyszła dziewczyna. Pryzmat chyba schodził na psy, skoro pozwalał PSI tak po prostu włazić, gdzie chcą. Poza tym w horrorach najbardziej nie cierpiała jumping scarów, czyli momentów gdzie coś właśnie wyskakuje i dlatego to jest straszne.
Kiedy John zaczął panoszyć się po laboratorium stwierdziła, że poza słuchaniem jego monologów i przytakiwaniem właściwie nie ma tutaj nic do roboty.
- Mhmm, rozumiem. - Właściwie nie miała nic do dodania, zresztą sama zauważyła, że John raczej woli skupić się na myśleniu i znajdowaniu różnych technicznych rozwiązań, niż działać w terenie. Carter zaczęła się rozglądać po laboratorium, ignorując kompletnie niezadowolone spojrzenie kobiety, która prawdopodobnie nim zarządzała.
- Skoro agenci Ligii trafili tutaj, to chyba jej się udało... - Naprawdę nie miała pojęcia, jak miała z nim rozmawiać. Mówił za dużo, czasem zbyt szybko i kilka razy zgubiła się w jego wywodzie. Głównie, dlatego że jednocześnie patrzyła, co robi i wyłączała się na chwilę z rozmowy, gdy zastanawiała się po co mu te wszystkie rzeczy.
- Nie mam zamiaru stać się taka, jak Trzynastka. Jeśli tak się stanie, to skończę ze sobą sama. - Była bardzo stanowcza, nie chciała stać się bestią, jak ta dziewczyna. Zabijanie nie satysfakcjonowało Carter, nie chciała tego robić. Rozumiała, że czasem nie będzie miała innego wyboru, ale nie widziała potrzeby w bezsensownym masakrowaniu innych.
- Jasne, jeśli się nie pogniewasz to zostawię cię z tym całym sprzętem i tak na nic ci się nie przydam. - Była obiektywna, nie znała się na robocie laboratoryjnej, dlatego pożegnała się z Johnem. Resztę w sumie zignorowała, by wyjść z laboratorium i więcej naukowcom oraz zielonym nie przeszkadzać.

zt.
 
 
Kyle Lewis


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-13, 16:49   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Odetchnął głęboko, gdy okazało się że zamiast bomby w szafce była dziewczyna. Czerwona, skoro nagrzała szafkę tak mocno. Zresztą co by tu dużo o niej mówić, Kyle jednoznacznie mógł stwierdzić że była to ładna dziewczyna. Dlatego z miną "not bad" odebrał klucz od drugiego chłopaka, który sądząc po tym jak się mądrzył, był Zielonym. Wow, myślałem że to ja dużo gadam, pomyślał do siebie wyprostowując się. Facet w swoim słowotoku wspomniał o bajzlu, na co Kyle od razu zaczął łączyć fakty. Chowanie się w szafie, bajzel, bomba. Musiało coś się stać, możliwe że ktoś nawet zaatakował rządowy ośrodek. Świrów nie brakowało: Łowcy, na pewno resztki tej całej Ligi Dzieci. Lewis odłożył skrzynkę z narzędziami na najbliższe stanowisko i nogą przyciągnął do siebie torbę ze swoimi rzeczami.
Obserwował i słuchał Johna. Jezu, ile ten koleś nawijał. Jak jakiś kaznodzieja. Kyle zaczął głupkowato się chichrać, kiedy zorientował się że właśnie poznał całą historię życia tego kolesia w jednym jego monologu. Poczekał grzecznie, aż ten skończy, a gdy to się w końcu stało odprowadził wzrokiem dziewczynę, która właśnie wyszła totalnie ignorując całą resztę. Notatka dla siebie - ludzie tutaj są dziwni. Zupełnie jakby byli uszkodzeni.
- To skoro nastała już chwila ciszy, to cześć, jestem Kyle, możecie mówić mi Q i jestem tu nowy. A wy jesteście? - podał rękę dziewczynie, która stała obok niego. Nie fatygował się do drugiego chłopaka, bo gość stał daleko. Spodziewał się za to kolejnego kazania z jego ust. Dlatego w swoim stylu, nadał mu już pseudonim - Kaznodzieja. Nie miał zamiaru jednak stać bezczynnie i wysłuchiwać tej zapewne długiej opowieści. Skoro już tu był, miał tyle narzędzi i materiałów pod ręką, a ktoś zaatakował ośrodek to warto byłoby mieć się czym bronić, czy teraz, czy w przyszłości. Kyle tak jak John, złapał za części które walały się tutaj wszędzie, znalazł akumulator litowo-polimerowy o wysokiej pojemności, zaczął konstruować obwód elektryczny z układem zabezpieczającym przed przeładowaniem. Kolejnym celem był elektromagnes z nadprzewodnikiem wysokotemperaturowym. Wszystkie te niesamowitości miał pod ręką. Oczy świeciły mu się jak w amoku mogąc tworzyć bez obawy o to, że zabraknie mu energii, narzędzi, albo części. W tym tempie i ze wszystkim pod ręką, za jakąś godzinę powinien skończyć urządzenie, które mogło uratować mu w pewnym momencie życie.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-13, 19:03   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Nie wiem. Czasem zdarza mi się długo siedzieć w jednym miejscu, a co? - powiedziała Valerie i usiadła na stole, pod którym wcześniej udało jej się schować.
- Dlaczego szukacie tutaj jakichś bomb, nie rozumiem - mimo to, blondynka zaczęła podążać za Johnem, bacznie obserwując to co robi. Po co mu te wszystkie rzeczy? Kradnie je, czy co? Zawsze jak ktoś tutaj był, to używał systemu operacyjnego, który od razu podawał wszystkie rzeczy. Tylko wyglądało na to, że nie był aktywny. Val postanowiła go aktywować.
- Czeeeeeeeeeeść jOsieee! - krzyknęła, będąc blisko ucha biednego Johna, a po chwili sztuczny, wygenerowany komputerowo głos odezwał się:
- Witaj, czy mogę Ci w czymś pomóc?
System operacyjny był wytworzony przez córkę Prezydenta już jakiś czas temu, jednak od kiedy zniknęła z laboratorium, nigdy nie aktywował się sam. Nigdy nie był tak pomocy, jak dawniej. Zupełnie tak, jakby Layla ze swoim odejściem zabrała jakąś jego część. Teraz zawsze trzeba go było aktywować samemu. Mało kto o tym wiedział - szczególnie nowi. Ona jednak nauczyła się tego już dawno temu, jak zaczęła przychodzić do laboratorium na początku.
- O raju, o czym Ty właściwie gadasz? - powiedziała Val, wyłapując jakieś pojedyncze słowa z całego tego monologu. Pewnie, że go słuchała, ale docierały do niej jakieś małe strzępki, takie jak "Liga". No i wtedy przypomniała sobie o swoich przyjaciołach i o tym wszystkim, o czym prawie udało jej się zapomnieć. Spojrzała na Johna i dodała:
- Co wiesz o Lidze? - spojrzała na John'a, a po tym na Carter. Ona też gadała jakieś rzeczy, które w jakimś małym stopniu wydawały się dla niej znajome. Po chwili z jej pamięci wyparował wcześniejszy monolog, a na jego miejsce wszedł Kyle i jego dłoń.
- Hej, jestem Valerie - powiedziała i również odprowadziła wzrokiem Carter. Hej, ona też tutaj ot tak wlazła!
Po chwili Zieloni rozdzielili się, a Valerie nie wiedziała z którym właściwie ma pójść, więc stała w miejscu i tylko krzyknęła do obydwu:
- Co robicie?!

jOsie oczywiście się aktywowała i była w stanie pomóc im ze wszystkim, z czym tylko mogli potrzebować pomocy. Mogła podawać im różne rzeczy, być kalkulatorem czy innym przyrządem, który z pewnością mógł pomóc im w konstruowaniu swoich maszyn. Jej umysł oczywiście nie działał tak, jak umysł Zielonego, ale widać było, że Layla dołożyła wszelkich starań, by było widać, że zostało to skonstruowane przez geniusza. Cóż. Mieli trochę czasu na stworzenie tego, co chcieli.



Kolejka: John, Kyle, Val/MG
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-11-13, 20:31   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Jasne. Cześć. - Nie wydawał się zbytnio przejmować odejściem dziewczyny, bo zainteresował się systemem zainstalowanym w laboratorium. -SI? - Spojrzał na jOsie po czym machnął ręką. -Odejdź, nie ufam SI. Nie kiedy chodzi o wynalazki. - Stwierdził spoglądając na drugiego chłopaka. -John. - Powiedział tylko, nie widząc potrzeby by mówić więcej, w końcu przed chwilą prawdopodobnie słyszał całą rozmowę z Carter. A raczej monolog. Przeniósł wzrok na Val. -Niezbyt wiele. Porywali PSI i robili z nich broń, żeby móc obalić rząd. Wygląda na to, że coś im nie wyszło. Cóż, nie moja sprawa. - Stwierdził wzruszając ramionami. -Chcesz zobaczyć? Chodź. Tylko zachowaj dyskrecję. - Uśmiechnął się do niej wesoło. Wyglądało na to, że jest w dobrym humorze. Poza tym łatwiej mu się pracowało, kiedy miał do kogo mówić. Zebrał potrzebne rzeczy i przystąpił do pracy. Najpierw chciał zanalizować kartę dostępu którą... Pożyczył. Chciał odtworzyć czip elektromagnetyczny znajdujący się wewnątrz karty, jednak nie chcąc przy okazji jej uszkodzić. Po to miał różne rodzaje promieniowania i całkiem dobry mikroskop elektronowy. Dzięki temu odtworzenie karty powinno być proste. -Kiedyś w OWD z dwóch długopisów i części wyciągniętych z zepsutych telefonów i kilku innych elektrycznych urządzeń zrobiłem przedmiot dzięki któremu mogłem wysyłać impulsy elektromagnetyczne i analizować strukturę przedmiotów i substancji. Niestety, zginęło z resztą przedmiotów w plecaku który zabrali Łowcy. Ale to była prowizorka, z dostępem do tutejszej bazy danych i całego tego sprzętu powinienem bez problemu móc zrobić wersję poprawioną. Dużo bardziej niezawodną i z większą bazą danych... - Oraz pozwalającą na otwieranie większej liczby zamków elektromagnetycznych, w tym też i tych na terenie Pryzmatu. Ultrasonda, bo tak nazwał swoje urządzenie było niezwykle przydatne podczas pracy w terenie. Choć oczywiście nie dawało takich dokładnych wyników jak testy w laboratorium, ale korzystało na mobilności. No i możliwość otwierania zamków elektrycznych była niezastąpiona. Kiedyś zajęło mu wiele tygodni stworzenie i zoptymalizowanie tego przedmiotu, ale teraz, kiedy miał dostęp do takiego laboratorium a Ultrasondę już raz wykonał, powinien się uwinąć w kilka godzin. Spojrzał kątem oka na dziewczynę, zastanawiając się czy podejdzie właśnie do niego. Jeśli nie, to będzie gadać sam do siebie... Albo do tego SI. Choć nie bardzo temu ufał. Jeśli władze Pryzmatu domyśliłyby się, że wkłada do Ultrasondy dane z karty dostępu którą dostał od tamtego faceta, mógłby mieć kłopoty. Choć teraz raczej nikt się tym nie zajmował, to wolał nie ryzykować.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,202 sekundy. Zapytań do SQL: 9