Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Laboratorium
Autor Wiadomość
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-22, 17:50   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

Cóż, dziewczyna zdecydowanie źle trafiła. John zapewne nie był złym człowiekiem. Nie, zdecydowanie nie był złym człowiekiem. Był zwyczajnie niewrażliwy społecznie. Nie wierzył w uczucia, nie rozumiał też, czemu dziewczyna tak przeżywa. I co właściwie przeżywała. -Nie rozumiem o co ci chodzi. - Stwierdził całkowicie szczerze. -Tak, jestem tutaj, jestem zielonym. I co w związku z tym? Co takiego tutaj zobaczyłaś, że aż tak cię to przeraziło? - Zaczął chodzić dookoła niej szukając czegoś na poszczególnych stanowiskach. W sumie mógłby zapytać jOsie, ale nie chodziło mu w sumie o znalezienie czegoś konkretnego, tylko o sam proces poszukiwania, by zając czymś ręce. -Tak, byłaś w obozie. Ale teraz nie jesteś. Nie musisz się niczego obawiać, a już z pewnością nie powinnaś się obawiać mnie. Więc możesz mi zwyczajnie powiedzieć o co ci chodzi a może zdołam ci pomóc. Jeśli nie będziesz mówić o swoich problemach innym ludziom, nikt się ich nie domyśli. Życie nie jest takie miłe, ale to już powinnaś wiedzieć skoro siedziałaś w Obozie. - Starał się na nią nie patrzeć, bowiem samo patrzenie już go irytowało. Dziewczyna wyglądała tragicznie, aż samego Johna coś uciskało w środku. Ale wiedział też, że nie może z tym nic zrobić. Wychudzenie i rany były naturalne, z czasem rany się zagoją a ona wróci do normalnej wagi i zacznie przypominać człowieka. Może nawet całkiem ładnego człowieka, choć on sam się na tym nie znał. -Więc, co masz na myśli? Co się tutaj dzieje? - Wziął jakąś losową rzecz z biurka i obejrzał ją dokładnie, po czym wyrzucił za siebie, na jakąś kupę śmieci. Cóż, przyzwyczajenia z OWD. Tam w warsztacie zawsze tak odkładał rzeczy, które wydawały się mu całkowicie zbyteczne. -Sam jestem tu od kilku dni więc niewiele wiem o tym miejscu. - No, może oprócz tego wszystkiego czego dowiedział się wczorajszego wieczora. -Miło by było gdybyś podzieliła się tą nadmiarową wiedzą, żeby wiedzieć, czy powinienem obmyślać już plan ucieczki, czy skorzystać z dobrodziejstw wyposażenia tego miejsca. Widziałaś? Mają tu mikroskop elektronowy. - Pokazał kciukiem na sprzęt, całkowicie odbiegając od tematu. Nie był dobry w rozmowach z ludźmi, nie umiał dyskutować o ich problemach, nie potrafił być delikatny. Jeśli ktoś nie chciał o czymś mówić, John nie mógł mu pomóc. Jeśli ktoś o to nie poprosił, John nie potrafił zorientować się, że ktoś potrzebuje pomocy. I już z pewnością nie potrafił zachować się w obecności płaczącej dziewczyny. Taki już był John. Taka była cena jego geniuszu. -Masz tutaj tyle czasu ile potrzebujesz. - Stwierdził komentując jej ostatnie słowa. -Ale nie oczekuj, że ci pomogę, jeśli nie powiesz mi jaki masz problem. Nie będę tracić czasu na zgadywanie, co myślą ludzie. Zresztą większość z nich nie myśli o niczym ciekawym. Jeśli chcesz mi o czymś powiedzieć, to to zrób, a ja spróbuję ci pomóc.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 19:05   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Ty... Nic nie rozumiesz - powiedziała. No i oczywiście zdawała sobie sprawę, że tak najłatwiej jest powiedzieć i dać sobie spokój. Ale nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytanie. Jak można tego nie rozumieć? Przecież... Czy on kiedykolwiek widział na oczy obóz? Czy on kiedykolwiek był w obozie? Zna warunki, jakie tam panowały? W jednej chwili Kim poczuła się naprawdę bardzo samotna. Źle się tutaj czuła, otoczona dzieciakami, które nie potrafiły pojąć tego, co ją spotkało.
- To... Słuchaj. Ja pójdę - zadecydowała. Mimo iż John pojmował masę najnowszych technologii to z pewnością jego umysł nie pomieści tego, co dziewczyna mogła czuć. Przez co właściwie przeszła.
- Nie.. Nie wiem nic o tym miejscu. Jest mi obce... - wydukała, spoglądając na niego przez ramię. Naprawdę chciała stąd pójść, chociaż z drugiej strony John nie był aż taki zły. Oczywiście, nie rozumiał wielu rzeczy i zachowywał się jak straszny buc. Ale mimo to. Wiadomo... Możliwe, że był lepszy niż inne osoby, na które dziewczyna mogła tutaj trafić. Powiedziała:
- Czy ty... Słyszałeś o obozach? Wiesz, jak tam jest? - wydukała dziewczyna.
Cóż, pobyt Johna w laboratorium wiązał się z tym, że trzeba było również zająć się niektórymi zleceniami. Nie miał tutaj tak kompletnie wolnej ręki. Po chwili do laboratorium wkroczyło kilka osób, jednak gwiazdą poranka była czarnowłosa Niebieska, która ledwo utrzymywała się na wodzy. Kilkanaście minut minęło, od kiedy podano jej leki uspokajające, tak więc na całe szczęście nie śliniła się ani nic. Jednak nie miała sił na jakiekolwiek wyzwiska czy używanie mocy, by uprzykrzyć życie innych członków Pryzmatu.
- Przepraszam - odezwała się jedna z osób. Mieli na sobie kitle pielęgniarzy i pielęgniarek.
- Potrzebujemy jednej rzeczy od was. Chodzi o protezę nogi dla agentki. Przyprowadziliśmy ją, aby dało się pobrać wszystkie potrzebne wymiary - dodała kobieta i lekko pchnęła Lux, która siedziała na wózku. Spoglądała na każdego z niesamowitą pogardą.
- Przywieziono ją dziś rano. Czy... - I wtedy przez moment było zawahanie. Wiadomo, że Kim była z obozu, a John spędził tutaj już trochę czasu.
- Mógłbyś się tym zająć? - zapytała go kobieta.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-22, 20:13   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Oczywiście, że nic nie rozumiem. - Mruknął John już lekko poddenerwowany. -A co ja ci cały czas powtarzam? Nie wiem o czym myślisz, nie jestem jakimś pomarańczowym żeby grzebać ci w głowie a nie mam zamiaru próbować się czegokolwiek domyślać na temat tego co zobaczyłaś. Jeśli mi nie powiesz, to nie zrozumiem. Uderzyłaś się w głowę? Czy naprawdę rozmawiam z zieloną? Zazwyczaj zieloni są inteligentni, a ty zachowujesz się jak jakiś pospolity niebieski czy tam czerwony. - Nie no bez przesady, próbuje jej na spokojnie wyjaśnić, że nie domyśli się o co jej chodzi jeśli tego nie powie, a ona nadal nie była w stanie w to uwierzyć. Rozumiał, że niektórzy ludzie myśleli powoli, ale zieloni zazwyczaj doganiali jego sposób myślenia. -Byłam w obozie, nie rozumiesz jak tam jest, nikt mnie nie rozumie... Co za pierdoły. - Spojrzał jej w oczy. -Myślisz, że miałaś najgorzej na świecie? Oczywiście, że wiem jak jest w obozach. Byłem tam kiedyś. Pełno zakazów, niemiłych ludzi, samotnych dzieciaków. Przynajmniej pierwszego dnia. Uciekłem stamtąd. Nie miałem zamiaru tam siedzieć. I wiesz co? Na zewnątrz nie jest tak pięknie jak myślisz. Włóczyłem się bez celu, walczyłem o przetrwanie. Ścigany przez rząd, przez łowców, przez ligę... Nie mogłem po prostu wejść sobie do sklepu, bo zaraz wzywano wojsko. I co z tego? Osiedliłem się w miejscu, w którym dzieciaki razem walczyły przetrwanie, licząc na to, że nie znajdzie nas rząd. Bez wygód, bez ciepłych posiłków, wszystko musieliśmy zdobyć sami. Osobiście wykonałem większość narzędzi, codziennie spędzałem mnóstwo czasu na naprawianiu wszystkiego, by ludziom żyło się lepiej. To nie było proste. Nikt z nas nie miał łatwo. Jesteśmy cholernymi mutantami. Straciłem mnóstwo ludzi, których lubiłem. Ale gdybym się zatrzymał bo jest kiepsko, to już dawno wąchałbym kwiatki od spodu, a mój umysł jest zbyt cenny, żeby w ten sposób go marnować. W tym czasie mogę zrobić wiele dobrych rzeczy. Każde życie jest cenne, twoje też, więc przestań do cholery się nad sobą użalać. Weź sprawy w swoje ręce, bo tracisz tylko czas stojąc w miejscu. Możesz nie mówić mi co widziałaś i jaki mam problem, mam to gdzieś. Ale jeśli masz zamiar nadal robić to coś ze swoją twarzą, to zejdź mi z oczu, to mnie rozprasza. A jeśli zechcesz mi powiedzieć, to może zdołam ci pomóc. Wybór należy do ciebie. Ale uszanuj to miejsce, w którym pracują ludzie inteligentni. Użyj głowy, jesteś cholerną zieloną, to nasza jedyna broń w tym parszywym świecie. - Machnął ręką mijając ją i podchodząc do wchodzących ludzi. -Proteza? jOsie, załatw mi części na stoisko numer trzy. - Powiedział do SI i kucnął przy Lux, jakby nie zauważając jej wzroku pełnego pogardy. -Jasne, zrobi się. Jaki kolor? Może być różowa? - Spojrzał na Lux. -Chyba nie. - Stwierdził wzruszając ramionami. Obejrzał dokładnie nogę. Ze stolika wziął jakieś narzędzie do wykonywania pomiarów, i wziął odpowiednie wymiary. -Możecie ją tu zostawić. - Stwierdził spokojnie. -Trochę to zajmie, bez sensu, żebyście na coś czekali. Zresztą nie lubię tłumów, będziecie mnie rozpraszać. - Podszedł do biurka na którym zostawił swój notes, i otworzył go na jakiejś czystej stronie, po czym zaczął wykonywać szkic protezy. Kiedyś już jakieś robił, za czasów OWD, ale teraz miał fajny sprzęt, więc mógł tą protezę trochę podrasować. Zwiększyć wytrzymałość i takie pierdoły. W czasie kiedy jOsie zbierała potrzebne rzeczy, a raczej wiedziała czego potrzeba, to on mógł zająć się zrobieniem projektu. SI rzeczywiście była nieocenioną pomocą. No a jeśli nie wiedziała co przynieść, to John szybko zrobił jej listę.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-22, 23:03   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Mg
- Nie mówię tutaj o czytaniu w myślach. Mam na myśli normalne, ludzkie sprawy, które ludzie potrafią ze sobą połączyć w logiczną całość. Byłeś tam jeden dzień? A ja kilka lat, więc nie sądzę, żebyś miał jakiekolwiek prawo do mówienia mi jak powinnam reagować, a jak nie - warknęła, a jej powieki lekko się zamknęły. Nie, cofnęła tamto. To pieprzony egoista, który teraz pracuje dla rządu, który potrafił wcisnąć go do klatki jak jakieś dzikie zwierze.
- Myślisz, że uważam, że na zewnątrz jest pięknie? Wolałabym być wszędzie indziej, tylko nie tam! - dodała po chwili. Miała dość wysłuchiwania jego gadaniny. Słyszała o tym, jak ciężko było walczyć o przetrwanie z innymi dzieciakami w obozie. Rzeczywiście. Przetrwanie w społeczności zawsze było takie ciężkie. Ale nie miała czasu ani sił, silić na niego swoje nerwy. I pewnie oni wszyscy tutaj tacy byli. Wybiegła z sali, gdy tylko wprowadzono do niej jakichś ludzi. Nie chciała mieć z nim żadnego kontaktu nigdy więcej. Nie chciała mieć kontaktu z nikim z Pryzmatu, to wredni, próżni ludzie, którzy myślą, że przeżyli prawdziwy koszmar, bo zabrakło im klucza francuskiego w magazynie. A ona? On stracił ludzi? To ona musiała patrzeć jak dzieci zapracowują się na śmierć w upale lub w zimnie. To jej przyjaciele umarli, a ona nie mogła z tym nic zrobić. Zostali zwyczajnie zamordowani rękami rządu, który teraz nagle zaczął interesować się całym tym pokoleniem, bo ujrzał w nim zysk. Ona nie będzie dłużej tego świadkiem. Gdy minęła wchodzących, jedna z sanitariuszek obejrzała się za nią, a następnie dodała do Johna:
- Co się stało?
Wiadomo, że obchodziło ich to, jak dzieciaki się tutaj czują. Możliwe, że takie różnice nie będą szczególnie łatwe do pogodzenia. Jednak teraz był ważniejszy problem. Ranni. I Ci, którym nie udało się przeżyć.
SI od razu wysłuchała go i zaczęła przygotowywać wspomniane stanowisko numer trzy. Oczywiście, chyba nie musiał zgadywać, że gdy tylko wspomni o takim kolorze, pogarda we wzroku Lux jeszcze bardziej się nasili. Ale ona nie była jakąś panią mroku czy coś w tym rodzaju. Wszystko jedno, jaka była proteza. Byleby mogła wrócić do walki i pomścić tych, których straciła. Dziewczyna grzecznie dała wykonać na sobie wszelkie pomiary, które były niezbędne. Mimo iż pokazywanie tego, co zostało z jej nogi nie było specjalnie... Przyjemne. Jedyna część, jaka z niej została, to była łydka - nawet jej kolana nie dało się uratować. Krępowało ją to, dlatego zawsze nosiła długie spodnie. No i swoją protezę, którą niestety straciła.
Po tym oczywiście cała jej obstawa wyszła, a Johna poinformowano o tym, by skontaktował się z lecznicą w razie jakichkolwiek złych objawów u dziewczyny. W końcu niedawno dość sporo przeżyła i nic nie wiadomo jak zareaguje, gdy tylko zejdą z niej leki uspokajające. Jednak powiadomiono go, o jakiejś specjalnej wersji lecznicy, nie tej normalnej. Gdy wszyscy wyszli, Lux nadal siedziała na wózku. Wpatrywała się w jakiś punkt, wyglądała jak cholerne warzywo. Do tej pory nie mogła pogodzić się z tym, co widziała wcześniej.
- Ile będę musiała na to czekać? - odezwała się wreszcie, dość słabym głosem. Wyciągnęła dłoń i pogładziła się po miejscu, w które wczoraj wstrzyknęła sobie płynną adrenalinę. Bolało jak miejsce po zastrzyku.
- Nosz kurwa... - syknęła do siebie, znajdując kolejne rany na swoim ciele, o których nie wiedziała jeszcze rano.
 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-23, 00:35   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Nie mam zamiaru próbować rozumieć, co przechodziłaś. Nie będę się też kłócił kto ma gorzej bo nie o to chodzi. Wszyscy przeszliśmy przez niezłe gówno. - Powiedział jeszcze podchodząc do niej i zbliżając swoją twarz do jej twarzy i zatrzymując ją, ściskając jej ramię. -Nie wiem co przechodziłaś. Nie wiem jak ciężko było. Nie wiem, czy miałem łatwiej czy trudniej. Ale na świecie są setki PSI którzy cierpieli każdego piepszonego dnia. Ale oni wszyscy ruszyli do przodu. Zamiast użalać się nad tym jak to miałaś źle, stań na nogi i spróbuj pomóc. Spraw, żeby inni tak nie cierpieli. Zacznij coś zmieniać. Zrób coś dobrego. Jeśli nie potrafisz zrobić tego dla całego świata, zrób to dla jednej osoby. Nie trać czasu na pierdoły. Użyj swoich umiejętności, by zmienić ten świat na lepsze. Schowaj nienawiść i żal do kieszeni, bo nigdy nie ruszysz do przodu. Nie ważne jak długo będziesz się użalać, to nie przywróci nikomu życia. To nie cofnie czasu. Ale możesz poświęcić ten czas, by nikt więcej nie przeżywał tego co ty. - Stwierdził i puścił ją dając jej szansę na ucieczkę. To czy to zrobiła było już mało istotne. Tak samo jak to, co zrobi z tym co powiedział John. On nie znał się na uczuciach, nie wiedział nic o takcie czy wyczuciu. Mówił co myślał, nie ubierał tego w ładne słówka. Cały czas widywał ludzi takich jak ona. Ludzi którzy walczyli o przetrwanie. Którzy cierpieli. Którzy tracili bliskich. Których żądza nienawiści pchała do przodu. I dobrze wiedział, że to nic nie zmienia. Że ci ludzie stali w miejscu. Nie ruszali się. Marnowali czas na użalanie się nad sobą. Czemu? To nic nie zmieniało. Nie ważne jak długo będzie płakać, to nie przywróci nikomu życia. Nie cofnie w ten sposób czasu.
John to dobrze wiedział. Można było powiedzieć, że jest bez uczuć, ale w rzeczywistości pamiętał o wszystkich których stracił. Pamiętał Abigail, która przepełniona nienawiścią ruszyła by zniszczyć Ligę. Pamiętał Kelly, która chcąc go chronić została ranna. Pamiętał Val, którą porzucił by ją chronić, choć być może w ten sposób bardziej ją skrzywdził. Pamiętał też wiele innych osób, które pojawiały się na jego drodze, by po chwili zniknąć. Mimo, że lubił te osoby, one nie koniecznie lubiły Johna. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest odpowiednim towarzyszem rozmów. Nie znał się na tym. Nie potrafił zrozumieć niektórych zachowań, nie potrafił zrozumieć uczuć. Widział, jak ludzie dziwnie się na niego patrzyli a potem znikali. Ale on się nie zatrzymywał. Ponieważ wiedział, że dzięki temu miał czas na parcie do przodu. Nie miał tak ograniczonych celów jak przetrwanie czy założenie rodziny. Chciał zmienić świat. Za pomocą swojego umysłu zmienić go na lepsze. By to osiągnąć, nigdy nie mógł się zatrzymać. Nawet na chwilę. Odrzucił uczucia które tylko by mu przeszkadzały, i pędził tak szybko jak tylko mógł, wykorzystując potęgę umysłu który otrzymał.
-Nie ważne. - Odpowiedział kobiecie. -Posprzeczaliśmy się. - W sumie była w tym prawda, choć być może nie cała. Ale John nie widział potrzeby tłumaczenia się przed tą kobietą. Póki był geniuszem, nie musiał tłumaczyć się ze swoich kontaktów z ludźmi. Mogli nie przysyłać nowej do Laboratorium.
Zaczął przygotowania, tworząc protezę zgodnie ze swoim planem. -Trochę. Niezbyt długo. - Mruknął jedynie. Chwilę milczał wkręcając odpowiedni śrubki. -Tak ci się spieszy? Nie jesteś raczej w stanie nigdzie chodzić, i nie mówię tutaj o braku nogi. Jesteś osłabiona, do tego zaaplikowali ci jakieś dziwne leki. Pewnie nie będziesz w stanie chodzić przynajmniej do jutra. Co tak właściwie się stało? Wyglądasz strasznie, jakbyś właśnie wróciła z jakiejś wojny. I to coś z twoimi oczami, jakbyś nawiązywała kontakt z innym wymiarem. - Cóż, John miał dobrą passę, właśnie załamał jedną dziewczynę, czas na drugą. Decyzja, żeby zostawiać Johna samego z dziewczyną w kiepskim stanie psychicznym, mimo że o to prosił, była wyjątkowo kiepską decyzją. Coś jakby znaleźć zakopany w lesie granat, i spróbować go rozwiercić wiertarką, żeby zobaczyć co jest w środku. Raczej nikt o zdrowych zmysłach nie powinien to robić, bo szansa, że stanie się coś złego, była dużo większa niż szansa, że stanie się coś dobrego.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 13:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Dziewczyna oczywiście nie słuchała jego wywodu - na tamtym dała sobie spokój i po prostu go zignorowała. Może nie było to najlepsze posunięcie, ale po prostu nie potrafiła znieść tych słów, które kierował do niej chłopak. To było zbyt wiele... Mówili im, że dzieci z Pryzmatu mogą być nieco inne, mogą mieć odmienne poglądy i tak dalej. Ale to, co się stało, przewyższyło zupełnie to, czego mogłaby oczekiwać. I nie chciała dłużej się w to angażować. Najchętniej uciekłaby z Pryzmatu, odeszła z niego i żyła gdzieś indziej. Może również znalazłaby jakąś społeczność? Kto wie. Po prostu chciała stąd zniknąć. Oczywiście, że było tutaj lepiej niż w obozie, ale... Nie mogła po prostu zignorować tego, że otaczają ją ludzie z takimi poglądami jak John. Porównywała ich w swojej głowie do Sił Specjalnych Psi. Oni jednak używali siły, a John używał tego samego, tylko w innej postaci.
Ludzie z lecznicy tylko pokiwali głowami i ruszyli. Być może w stronę tamtej dziewczyny, kto wie. Tak czy siak Lux została sama z Johnem. Oparła swój policzek na dłoni, a łokieć zaś o oparcie na ręce w wózku. Nie chciała spędzić tutaj jakoś specjalnie dużo czasu.
- Jezus... - syknęła tylko, słysząc jego gadaninę. Co prawda to określenie było u niej używane jedynie w sytuacji, w której chciałaby powiedzieć "kurwa mać" czy inne takie, ale wie, że na razie lepiej się zamknąć i nie pokazywać swojej agresywnej i wulgarnej strony. Nieco to przykre, że takie słowo odpowiada takiemu słowu, ale cóż. Lux Bloomfield. W całej swej okazałości.
- Ile Ty gadasz, to jakaś masakra - dodała po chwili, spoglądając na niego. Nie miała siły na tłumaczenie gdzie wczoraj była i co robiła. Nie chciała się tym z nikim dzielić, chociaż zapewne konieczne będzie spotkanie z Pryzmatowym psychologiem.
- Straciłam protezę i tyle - dodała, wzruszając ramionami. Nie miała zbytnio sił na tłumaczenie. Ani psychicznych, ani fizycznych. Jednak wiedziała, co mogłoby jej nieco poprawić humor.
- Palisz? - zapytała, próbując podnieść się z wózka. Oczywiście, nie miała protezy, więc mogła jak jakiś zmutowany ptak z kreskówek skakać na jednej nodze. Jednak każdy jej ruch był pełen dziwnej, nienormalnej gracji. No tak, lewitacja. Co prawda nie była w stanie specjalnie dużo z siebie wykrzesać, ale nie chciała siedzieć na wózku i czuć się jak inwalida. Tak więc stanęła na jednej nodze, a rękami oparła się o stół. Zaczęła nieco ciężej oddychać, bo w końcu taki wysiłek nie był u niej jakoś specjalnie wskazany. Szczególnie po tym, co przeszła wczoraj w nocy i dziś rano. Mimo to taka już była. Odruchowo spróbowała sięgnąć do swojej kieszeni, próbując znaleźć papierosy. No tak. Pieprzone, szpitalne szmaty, które założyli jej gdy ją przynieśli. Pewnie skonfiskowali jej papierosy. Za które zresztą zapłaciła niemałą cenę kilka dni temu, w akademii CIA. Handel wymienny jeszcze nigdy chyba nie był tak rozwinięty.
- Kurwa... - syknęła.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-23, 14:33   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Straciłaś protezę? To nie jest jakiś wisiorek, który można zgubić. I nie przynieśli nawet uszkodzonej protezy. To oznacza, że została ona zniszczona w stopniu wystarczającym, by nie dało się jej naprawić. No ale jeśli nie chcesz mówić to nie, nie moja sprawa. - Wzruszył ramionami spawając jakiś kawałek metalu. Póki co nie bardzo przypominało to protezę. -Nikotyna? Jak chcesz się zabić to chyba łatwiej strzelić sobie w łeb, prawda? Nigdy nie zrozumiem ludzi którzy palą to świństwo. Dobrowolnie zażywają truciznę. I jeszcze są tego świadomi. Bez sensu. - Westchnął odkładając spawarkę i sprawdzając jeszcze raz wymiary. -Jesteś pewna, że powinnaś chodzić? Usiądź, odpocznij, nie nadwyrężaj tej zdrowej nogi. - Mruknął przykładając kolejny kawałek metalu do konstrukcji. -Poza tym leki jeszcze działają, więc prawdopodobnie ledwo jesteś w stanie używać mocy. Nie próbuj robić czegoś ponad swoje siły, nikomu tym nie zaimponujesz, a jedynie zaszkodzisz. Sobie i innym. - Zaczął przykręcać jakąś śrubę. Miał już w głowie całkiem niezły plan, jak zrobić protezę tak, by była wygodna i niesamowicie wytrzymała. No, może będzie trochę cięższa niż standardowe protezy, ale Lux powinna sobie poradzić.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 15:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
[+18]
Okej. Koniec zabawy.
- Tak, masz racje. Została rozjebana przez wrogów Rządu w drobny mak, w malutkie kawałeczki których składanie zajęłoby kurewsko wielką ilość czasu. Wyjebali mi ją w kosmos, przez co nie była już zdatna do użytku. Całe szczęście, że tylko moja proteza została rozpierdolona jakby była z plastiku, a nie cała ja, bo wtedy byś ze mną teraz nie gawędził. A skoro kurwa tutaj jestem, to czy jest coś ważniejszego niż ten jebany fakt, że żyje? - dodała, marszcząc czoło.
- Taa, to nie Twoja sprawa. To nie jest niczyja sprawa, bo wszyscy mają w dupie to, co się tam stało - przewróciła oczami i zacisnęła nieco mocniej dłonie na stole, żeby nie polecieć w tył.
- Rany, widać, że masz Zieloną makówkę. Chociaż raczej ta cała gadanina to skutek uboczny. Znam Zielonych, którzy nie mówią aż tak wiele. A nikotyna to raczej sprawa... No. Powiedz to samo 90% agentów i żołnierzy. Wszyscy palą. Nikogo to nie obchodzi - stwierdziła. Co było w sumie zgodne z prawdą. Ale czy oni się zastanawiali nad tym? Swoją drogą dlaczego Lux powinna? Raczej palacze ignorowali takie zaczepki, spływały po nich jak woda po kaczce.
- Daj spokój, wszystko ze mną okej. Nie jestem kaleką - dodała, a po chwili zerknęła na wózek, to co zostało z jej nogi i oczywiście przypomniała sobie, co właściwie wykonuje dla niej John.
- Przynajmniej nie czuje się jak kaleka. A to już coś - dodała.
- Nie próbuję nikomu zaimponować. No, chyba że sobie. Nie chcę żeby ktoś myślał, że ja mam zamiar spędzić w tej durnej klinice z innymi więcej czasu niż jest to wymagane. Oni wszyscy już dawno ześwirowali od tego, co widzieli wczoraj. Jak zrobisz mi protezę, to w ciągu dwóch godzin znowu znajdę się w akademii. Nie mam zamiaru odpuścić. Nie po tym, co widziałam. Nie po tym, kto został ranny i kto... Zginął. Więc... Po prosu to zrób. I tyle.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-24, 13:08   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Wesoło. - Stwierdził spokojnie, jakby nic sobie nie robiąc ze słów dziewczyny. -Dlatego uważam, że jesteście porąbani. Zabijacie dlatego, że nie chcecie zostać zabici. A oni robią to samo. O ile prościej byłoby gdybyście po prostu porozmawiali? Gdybyście nie próbowali się wzajemnie rozwalać? Jaki to ma sens? - Westchnął. Naprawdę, nie potrafił tego zrozumieć. Wszystkie wojny, walki, bitwy... To było bez sensu. Wystarczy tylko porozmawiać. Spróbować się dogadać. Pójść na jakieś kompromisy. -Ludzkość jest dopiero na początku rozwoju. Patrzyłaś kiedyś nocą na niebo? Te miliony gwiazd które na nim widzisz... To zaledwie mała część całego wszechświata. A my nie dotarliśmy nawet do jednej z nich. Wiesz dlaczego? Bo zamiast współpracować i spróbować tam dotrzeć, to konkurujecie ze sobą. Zabijacie się. Walczycie o bezsensowne, małostkowe rzeczy. Jak tak dalej pójdzie, to nim dotrzemy do gwiazd, nim zobaczymy je z bliska na własne oczy, to sami się powybijamy. A tam jest tyle do zobaczenia, tyle do odkrycia. Więcej, niż ktokolwiek z nas mógłby sobie wyobrazić. Nawet ja. - Oczywiście, że ostatnie zdanie brzmiało cholernie arogancko. Dlaczego miałoby tak nie brzmieć? John uważał się za lepszego od innych. No, w pewnym sensie. Doceniał życie innych ludzi, doceniał ich zdolności, marzenia i pragnienia. Ale zdawał sobie też sprawę, że ich mózgi były ograniczone. Przynajmniej w stosunku do jego mózgu. Potrafił zobaczyć więcej niż ktokolwiek. Nawet zieloni często nie byli w stanie dogonić jego toku rozumowania, a co dopiero inne kolory. -Skoro tak twierdzisz. - Mruknął, komentując wypowiedź o kalectwie. -Po prostu twierdzę, że nie powinnaś się wysilać. Cały ciężar twojego ciała jest skierowany do twojej nogi, a twoje zdolności używania mocy są mocno ograniczone przez leki które ci podali. Zaraz skończę protezę, dzięki czemu ciężar będzie mógł się rozłożyć w miarę równo. Wtedy będziesz mogła robić co sobie chcesz. Nawet wrócić się zabijać, w imię jakichś chorych ideałów. Pamiętaj tylko, że to nie wróci nikomu życia, a może jedynie odebrać twoje. Nie wiem, czy widzisz w tym jakiś sens. - Mówił z lekką niechęcią. Nie lubił żołnierzy, a Lux widocznie była żołnierzem. No ale przecież nie mógł jej zostawić w takiej sytuacji. -To twoje życie, i twoja sprawa jak je stracisz. Ale to nie powód, by odbierać życia innym.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-24, 16:45   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Mg
- Co? O czym Ty mówisz? - warknęła Lux, a następnie praktycznie spadła, bo jej dłonie ześlizgnęły się ze stołu. A więc kolejny fan takiego podchodzenia do zagrożenia. Lux miała ochotę rozsadzić mu łeb. Ale w porządku. Porozmawiają.
- Ty naprawdę nie wiesz, co stało się wczoraj w nocy? Tak, dla Twojej informacji rozmawialiśmy. Wiesz, kim są łowcy, prawda? Łapali Psioników, sprzedawali ich tutaj, do obozów albo komukolwiek, kto zapłaci więcej. I wiesz co? Mieli zostać ułaskawieni, za współpracę z Prezydentem Grayem. Psionicy mieli zostać ściągnięci tutaj, a oni mieli być wolni za wszystkie krzywdy, jakie wyrządzili. I wiesz co się stało? Przyszliśmy do nich, pod ich bazę i wiesz co powiedzieliśmy? Wyjdźcie, oddajcie broń, a nikomu nic się nie stanie. A będziecie uniewinnieni, wasze dzieci będą w dobrych rękach, a wy będziecie wolni, jednak nie będziecie mogli dłużej prowadzić działalności. Stałam obok agenta Caluma Hedgera, gdy to mówił i mimo iż uważają mnie tutaj za pojebaną sadystkę, to gdzieś w głębi wierzyłam, że oddadzą tą jebaną broń i wszystko będzie dobrze. I wiesz, co się kurwa stało? - warknęła Lux, lekko się podnosząc z ziemi.
- Ta Czerwona, mała Blondynka. Ma rozjebaną twarz, bo zestrzelili ją ze snajperki. Ledwo uszła z życiem, bo się poruszyła. Taka była ich reakcja na pokojowe rozwiązanie. Myślisz, że to dobrze? Myślisz, że my chcieliśmy walczyć? Że ja chciałam stracić Caluma? Myślisz, że tamta młoda chciała stracić pół twarzy? Myślisz, że chcieliśmy walczyć, naprawdę? To, co mnie zmieniło, to wieczne, jebane walki, bo nikt nie odda swojego interesu po dobroci. Nikt. W tym świecie nie ma miejsca na pokojowe rozwiązania, nie teraz, nie dziś i nie jutro. Jak wyciągniesz do kogoś dłoń, to on prędzej wyciągnie w Twoją stronę pięść. Gdybyś musiał wyjść na front, to byś się o tym przekonał. Myślisz, że ja chciałam? - powiedziała, a jej wzrok kipiał nienawiścią. Miała dość. Naprawdę.
- Jezus... Myślisz, że ja kiedykolwiek chciałam walczyć, do kurwy nędzy? Całe swoje życie musiałam spędzić na obronie, bo jedyne co ludzie ze mną robili, to wpakowywali mnie do więzień, bili i krzywdzili. Nigdy, nigdy nie chciałam skrzywdzić nikogo. Myślisz, że czemu kurwa nie mam nogi? Bo się z kimś biłam? Nie. Rozsadziła mi ją druga niebieska, bo nie panowała nad sobą.
- Chcę wybić ich wszystkich. By nikt inny nie musiał. I żeby tacy ludzie jak Ty mogli tutaj siedzieć i zastanawiać się nad tym, co jest na niebie.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-25, 14:40   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

Zawiesił się, kiedy usłyszał o rannej czerwonej. Val? To było możliwe? Została ranna... Czy to przez to, że ją zostawił? Ta myśl wwiercała mu się w głowę, aż na chwilę przerwał pracę. Jednak po kilku sekundach uspokoił myśli, i wrócił do skręcania protezy. -Przemoc rodzi przemoc. - Powiedział po chwili milczenia. -W każdym świecie jest miejsce na pokojowe rozwiązania. Gdyby ludzie zaczęli myśleć nad konsekwencjami wszystko by się zmieniło. Ale wy zabijacie ich, oni zabijają was. - Spojrzał na Lux. -Rząd zrobił wiele złego. - Stwierdził. -Zamykał nas w obozach, ścigał nas, wysłał na nas Łowców. Naprawdę sądziliście, że to tak działa? Oddajcie nam wszystkich PSI a odejdziecie wolno? Nie. Wiesz czemu? Bo PSI nienawidzą rządu. Mają do tego pełne prawo. Rząd robi z nas żołnierzy. Najemników. Morderców. A jeszcze kilka tygodni temu zamykał nas w obozach. Ta nienawiść, choć niepotrzebna, jest całkowicie uzasadniona. I jeśli chcieliście zabrać ze sobą PSI, to nic dziwnego, że ci nie chcieli iść. Szczególnie, jeśli na negocjacje przynosicie broń. Co to za negocjacje? Poddajcie się albo zginiecie. Zróbcie co wam każemy, albo was pozabijamy. To nie jest negocnacja. To jest ultimatum. - Wrócił wzrokiem do protezy, poprawiając jakieś drobne szczegóły. -Ludzie chcą być wolni. Szczególnie PSI, którzy musieli uciekać przez wiele lat. Walczyć o przetrwanie. A rząd chce nas na własność. - Westchnął. -Wiem, że świat nie jest taki prosty. Gdyby wszyscy usiedli i porozmawiali, na spokojnie, bez broni... Gdyby poszli na jakieś kompromisy, gdyby zaczęli słuchać zamiast narzucać swoje zdanie innym... Wszystko by się zmieniło. Ale tak nie będzie. Ponieważ ludzie myślą tak jak ty. Ponieważ wierzą, że albo zabijamy, albo jesteśmy zabijani. Ponieważ ten świat podążył w tym kierunku, nie da się zmienić myślenia wszystkich ludzi. Ale znajdę sposób. Zatrzymam tą całą przemoc. Potrafię to zrobić. Jestem geniuszem. Potrzebuję tylko czasu. Dlatego postaraj się do tego czasu nikogo nie zabić... Albo przynajmniej zabić jak najmniej osób. - Wstał z miejsca. -Połóż się, podepnę protezę. - Wydawało się, że John nie patrzy jej w oczy. Jak zwykle, ciężko było jednak stwierdzić o czym dokładnie myśli.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-25, 22:56   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- To co? Mieliśmy im dać kwiaty za postrzelenie tamtej laski, czy co? Co mieliśmy zrobić Twoim zdaniem, gdy prawie zabili jedną z naszych, gdy my wystawiliśmy do nich dłoń jako pierwsi? - dodała niebieska.
- Może następnym razem skoczysz z nami na front i dogadasz się z naszymi rywalami? Mam tylko nadzieję, że będę wtedy obok Ciebie aby rozciągnąć tarczę i ochronić Cię przed kulami, bo nie mam zamiaru tracić więcej osób i oglądać śmierci - powiedziała i pokiwała na boki głową. John nic dla niej nie znaczył, bo go nie znała. Ale męczył ją ten ogrom strat, Ci wszyscy ludzie, Boże... Dlaczego oni muszą umierać? I dlaczego ona zawsze musi stawać do walki? Mogła odpocząć, ale... Ale co by to dało? Gdyby nie była świadkiem walk, to ktoś inny by był. To ktoś inny by umarł. A ona tak długo czekała na swoją kolej, by umrzeć.
- Zróbcie co wam każemy? Przecież my nie chcieliśmy ich pozamykać. Jedyne, co chcieliśmy to zrobić coś, by przestali łapać psioników i sprzedawać ich. Ludzie, którzy tam byli, to w większości byli pieprzeni jeńcy. Znaleźliby tutaj schronienie, nie musieliby walczyć... A Ty? Dlaczego tak chętnie pracujesz tutaj, skoro rząd jest taki zły?
Nie rozumiała. Nie rozumiała tego zupełnie, naprawdę. Może i John miał racje, a to sprawiało tylko to, że naprawdę chciała się wycofać i złożyć broń. I odejść stąd, osiedlić się gdzieś i mieć dosyć walk. Ale... Wtedy czułaby utratę honoru, o który tak walczyła przez te wszystkie lata. Lata ucieczki, obrony. Miałaby się teraz poddać? Teraz, gdy straciła Caluma?
Lux podniosła się nieco na stole, a następnie położyła się na nim, wyciągając w stronę chłopaka to, co zostało z jej nogi. Nie lubiła używać słowa "kikut". Zawsze myślała o tej części "to, co zostało". Leżała tak przez jakiś moment i w jednej sekundzie z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Ona... Ją to naprawdę bolało. To, co robiła. A teraz jeszcze John, który tak jakby uświadomił jej, że to właśnie jej wina. To ona zabijała, a skoro przemoc rodzi przemoc, to tak, jakby ona zabiła tego biednego agenta.
- Ja... Jezus, ja już nie mogę dłużej - pisnęła i docisnęła dłonie do swoich oczu.
- Kurwa, co jeśli Ty masz racje? To przecież jest, przerażające. Do czego to wszystko prowadzi? Nie wiem czy chcę być tego częścią kiedykolwiek w przyszłości. Ale... Gdzie miałabym pójść?
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-26, 12:46   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Pracuję dla nich ponieważ dają mi to, czego potrzebuję. Zresztą, nigdy nie zrobiłem nic, co mogłoby kogokolwiek skrzywdzić. - Powiedział cicho podchodząc do niej i przygotowując odpowiednie narzędzia. -Chcesz odpowiedzi? - Zapytał spokojnie, nie zwracając uwagi na jej łzy. No cóż, cały John. -Skąd pomysł, że mógłbym ci ich udzielić? Używam głowy, by pomagać ludziom. I niezależnie od sytuacji, nigdy nikogo nie zabiję. Nawet, jeśli sam miałbym zginąć. Nie jestem żołnierzem, jestem naukowcem. Ale ty jesteś inna. Jesteś żołnierzem. Każą ci walczyć. Jeśli odmówisz, poniesiesz konsekwencje. Może powinnaś uciec? Zaszyć się gdzieś, gdzie nikt nie będzie cię szukać? Ale jak by to wyglądało wobec tych, którzy już oddali swoje życia? Może powinnaś walczyć, ale zamiast zabijać, zwyczajnie rozbrajać lub unieruchamiać przeciwników? Może zamiast atakować powinnaś bronić swoich bliskich? Może powinnaś przekazywać wszystkim innym żołnierzom moje słowa? Że przemoc rodzi przemoc. Żeby przestali zabijać. Starać się rozwiązać wszystko pokojowo? Nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem żołnierzem. Nie wiem jak wygląda wasze życie, bo nigdy nie zamierzałem być jednym z was. Gdybyś była naukowcem, sprawa wyglądałaby inaczej. - Zaczął "podłączać" protezę. -Musisz znaleźć swoją drogę. Nie mogę ci w tym pomóc. Spróbuj ocalić tyle osób ile możesz, przy jak najmniejszej liczbie ofiar. Spróbuj unikać przemocy tak długo jak to tylko możliwe. Używać jej tylko w ostateczności. Nie mogę ci powiedzieć jak to zrobić, bo nigdy nie byłem w twojej sytuacji. - Podłączył protezę. -Ważne jest to, że masz świadomość tego, że przemoc jest zła. To pierwszy krok do zmiany. Jeśli wszyscy to zrozumieją, świat stanie się lepszym miejscem. Spróbuj wstać, zobacz jak się sprawuje. Jeśli coś jest nie tak, wciąż mogę to poprawić. - Przysiadł na jednym z biurek przyglądając się protezie Lux, prawdopodobnie zastanawiając się, czy wszystko działa tak jak powinno.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 13:10   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Dziewczyna zsunęła się ze stołu i zaczęła próbować stanąć na protezie. Wszystko wydawało jej się w porządku, ale oczywiście ostatnie zdanie należało do Johna i tego, jak on to oceni. To było teraz bardzo istotne.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć - rzuciła po chwili Lux, stojąc już na własnej... Nodze. Co prawda John z początku wiedział może co mówi, jednak potem zaczął się raczej plątać w swoich poglądach. Ale to nie było jakoś specjalnie ważne dla Lux. Jedyne co usłyszała to informacje o tym, że powinna znaleźć sobie jakieś... Schronienie?
- Prezydent Donavan powiedziała, że możemy opuścić Pryzmat jeżeli tylko chcemy - powiedziała Lux, cytując wczorajszą przemowę kobiety. Oczywiście, niektórzy mogli opuścić Pryzmat, szczególnie jeśli udało im się odbębnić swoją służbę dla kraju. Ci, których Donavan zdążył jeszcze wrzucić do armii będą musieli przysłużyć się, nim pozwoli im odejść wolno. Jednak Lux mogła iść. To samo dotyczyło kilku innych osób. Co, jeśli gdzieś tam w ruinach państwa jest jej rodzina? Co, jeśli potrzebują pomocy albo szukają jej?
- Odejdę jutro nad ranem. Chciałbyś pójść ze mną? - zapytała. Jednak chyba bardziej z desperacji. Nie chciała iść sama, jednak nie znała jeszcze zdania innych osób. Może oni, gdy dojdą już do siebie będą chcieli wyruszyć wraz z nią?
- Znajdę moją rodzinę. Nie mam zamiaru znowu... Walczyć... - powiedziała Niebieska i popatrzyła na Johna. Wcześniej naprawdę gadał sensownie, teraz w sumie w jakimś małym stopniu też. Skoro był zielonym, w dodatku naukowcem. I tak bardzo pewnym swoich przekonań i wiary. Chciała znać jego zdanie, naprawdę.
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-26, 22:42   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Odejść? Ja? Nie, dziękuję. Nie mogę sobie odpuścić takich możliwości. Tutaj zmienię dużo więcej. - Powiedział oglądając nogę, po czym jeszcze coś wyregulował w mechanizmie. -To dobra decyzja. Ruszaj. Skoro masz bliskich, to powinnaś ich chronić. Szczególnie w takich czasach. - Stwierdził podnosząc się i dając jej znak żeby kawałek przeszła. Uśmiechnął się zadowolony ze swojego dzieła i spojrzał na Lux. -Każde życie jest cenne. Nawet, jeśli to życie twoich przeciwników. Czasem nie można uniknąć walki, jednak w większości przypadków da się wszystko załatwić pokojowo. Pamiętaj o tym, tam w świecie. I uważaj na protezę. Jest znacznie bardziej wytrzymała niż zwykłe, przez to jest też trochę cięższa. Musisz się przyzwyczaić, ale powinna ci posłużyć wiele lat. Chyba że znów ci ją ktoś rozwali. No ale nie będę miał jak ci tego naprawić, skoro będziesz daleko. A nie sądzę żebyś znalazła kogoś, kto naprawi to równie dobrze co ja. - Wzruszył ramionami sięgając po swój notes. -Jeśli możesz, to znajdź kogoś kto też zechce z tobą odejść. Razem zawsze raźniej. Samemu kiepsko się podróżuje. - Uśmiechnął się wesoło zaczynając coś rysować w notesie. Wyglądało to trochę tak, jakby sam to znał z własnego doświadczenia. W sumie John był typem osoby która nie przyciągała do siebie ludzi, więc raczej oczywiste było, że od zawsze podróżował sam. Jednak nie wyglądało na to, że specjalnie się tym przejmował. No, w końcu to był John. -Obiecuję, że zmienię ten świat. Jeszcze nie wiem jak, ale go zmienię. W końcu jestem geniuszem. - Stwierdził nie odwracając wzroku od notesu.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 23:54   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Mg
- W porządku... Jasne. Nie musisz wcale odchodzić. Może uda mi się znaleźć kogoś innego. Jestem przekonana, że wiele osób tutaj ma swoje... Rodziny.
Lux. Ona chyba nigdy nie była tak zagubiona jak właśnie w tym momencie. To było dość dziwne, że rzeczą, która złamała młodą dziewczynę było właśnie coś takiego. Zwykła rozmowa, nie żadne Akwarium, nie wojna. Po prostu rozmowa z kimś, kto za najlepsze rozwiązania uznaje te, które nie są siłowe. Nikt nigdy nie rozmawiał z nią o świecie w ten sposób, nawet Calum. On wolał walczyć, wolał ginąć na froncie, bez myślenia o ludziach którzy mogliby go kochać. I bez myślenia o ludziach, którzy mogą kochać jego przeciwników. Wojna to wojna, i taką samą postawę przyjęto również w armii. Walka. I tyle, na tym kończyło się wszystko. Trzeba było zginąć za kraj w którym się urodziło i zapewne nawet jej martwy brat zrobiłby to samo. Westchnęła a następnie przetarła oczy i czoło. To była męcząca pogawędka.
- Taaa. Geniusz. Lubisz się wymądrzać - dodała, jednak nieco... Zaczepliwie? Po chwili powiedziała jednak coś zupełnie uważnie.
- Nie spodziewałam się, że czyjeś... Nie wiem, głupie pierdolenie? Pewnie tak bym to nazwała, gdybym nie była w takim stanie... Może rzeczywiście tak bardzo zmienić mój punkt widzenia - stwierdziła niebieska. Cóż, trzeba to przyznać, Lux, nie dość, że była zupełnie rozbita psychicznie po utracie Caluma, to w dodatku była na różnych lekach. A to nieco wymiotło z niej całą tą agresywną stronę. Pewnie gdyby była tutaj zupełnie sobą, to zignorowałaby słowa Johna, nawet ich nie słuchając. Nie lubiła, gdy ktoś ją pouczał. Ale w sumie nie wiedziała, że rozmowa z kimś rzeczywiście może jej pomóc.
- Chciałabym zabrać ze sobą inne osoby z frontu. Tą czerwoną. Ona nie wyglądała na szczęśliwą z tego, że wpakowano ją tam. Może jeszcze ten czerwony chłopak? Naprawdę. Chciałabym odejść z nimi, znaleźć naszych bliskich. Wrócić do normalności. Tak jak obiecywała to ta... Donavan - stwierdziła.
- Byłoby świetnie, gdybyś go zmienił John. Ja... Boże. Ile lat trwa epidemia? - powiedziała Lux, przecierając twarz dłonią - sześciu? Pięciu? Tyle lat ile trwa, uciekam, ukrywam się, walczę. Wiesz ile razy nazwano mnie "zbyt agresywną"? A to wszystko tylko i wyłącznie przez to, że nikt nigdy nie poświęcił ani minuty na moje wychowanie. Na zmienienie osoby, którą byłam. Wszyscy wiecznie stosowali kary... Ja... Ja Ci nie przeszkadzam teraz? - zapytała po chwili. Cóż pewnie nieco krępowałoby ją to, gdyby powiedział, że tak. Ale ona chciała spędzić z kimś chwilę czasu, ot. Pogadać zamiast trenować i mordować się.
- Boże... Naprawdę, nie mogę uwierzyć w to, że cała ta sytuacja wczoraj miała miejsce. Przecież to takie... Nie wiem, straszne? Dopiero nad ranem dowiedziałam się, że Calum nie żyje. Ludzie z lecznicy przynieśli nas na jednych noszach. Leżałam z nim aż do rana. A on był martwy. Wyobrażasz to sobie, John?
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-27, 12:57   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Wymądrzać? Nie, to czysta prawda. Jestem geniuszem. - Stwierdził spokojnie. -Najlepszym dowodem na to jest to, że w przeciwieństwie do ciebie od początku postrzegałem świat w ten sposób. Nie potrzebowałem do tego nikogo kto musiałby mi to uświadamiać. Ale to nic, nie liczy się to kto ci to uświadomił ani kiedy. Liczy się tylko sama świadomość. - Nie wydawało się, że chciał ją jakoś obrazić. John nie był taką osobą. Choć lubił podkreślać swoją wyższość nad innymi. -Cieszę się, że udało mi się za pomocą tego... Głupiego pierdolenia jak ty to nazywasz, zmienić twój punkt widzenia. - Podniósł głowę znad notesu. -Zabierz ich. - Stwierdził. -Va.. Tą czerwoną. I tego kolesia. Jeśli będą chcieli z tobą iść, to odejdź z nimi. Zobaczysz, że kiedy przestaniesz zabijać, twoje życie stanie się... Lepsze. Ciekawsze. Milsze. Weselsze. Ponieważ zaczniesz doceniać wartość ludzkiego życia. - Uśmiechnął się. Przez chwilę milczał, wsłuchując się w jej słowa. -Nie, nie przeszkadzasz. Mam podzielną uwagę. Ale to, że chcesz się zmienić, wiele znaczy. Nienawidzę osób, które zabijają i nie widzą w tym nic złego. Ale ty to rozumiesz. Dzięki temu zyskujesz mój szacunek. - Zaśmiał się, cały czas szkicując coś w notesie. -Ludzie giną. Takie jest życie. Widziałem wiele umierających osób. Wiele śmierci i przemocy. Ważne jest to, żeby się nie zatrzymywać. Ale też nie zapominać o poległych. Wyciągać wnioski ze swoich błędów. To właśnie sprawia, że jesteśmy inteligentni. Ponieważ potrafimy użyć naszego doświadczenia, by nie popełniać tych samych błędów. Jeśli pytasz o to, czy wyobrażam sobie czyjąś śmierć, to tak. Codziennie. Zamykam oczy i widzę osoby które straciłem. Nie wiem co się z nimi dzieje, jednak zakładam najgorsze. Prawdopodobnie wszystkie są już martwe. Ale to nie powód, bym miał się zatrzymać. Jest tyle do zrobienia. - Przyjrzał się swojemu rysunkowi. Coś zmazał i zaczął poprawiać. Mimo jego słów można było odnieść wrażenie, że Lux mu przeszkadza. No ale przecież John nie znał się na ludzkich uczuciach, czemu więc miałby skłamać?
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 15:00   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Jasne. Rozumiem. Tak mi się przynajmniej zdaje. Niektórzy mają geniuszowanie w genach. Na szczęście nie przychodzi to raczej z intelektem Zielonych. Znałam ich sporo i wszyscy nastawiali się na strzelanie i inne takie. Ale tak to już jest. Chociaż jesteś Ty, który wykorzystuje swoje zdolności w dobry sposób - powiedziała Lux. - Umm... Wiesz, to nie takie głupie pierdolenie. Tak bym to pewnie nazwała. Normalnie bywam nieco mniej otwarta na nowe znajomości i nowe spojrzenie na świat. To pewnie skutek uboczny mojego charakteru i wychowania w takich warunkach. A to, że teraz tego słucham to skutek uboczny leków. I całej tej... sytuacji. Chociaż nie wiem czy można to nazwać skutkiem ubocznym. Może powinnam brać jakieś leki częściej, bo jestem po nich spokojniejsza - stwierdziła po chwili. - Dzięki. Z pewnością spróbuję ich wziąć ze sobą. To dobrzy ludzie, przynajmniej tak mi się zdaje. W jakimś sensie widzę w ich samą siebie. Też są przerażeni i też robili to wszystko, bo tak im kazano. To przerażające, naprawdę - powiedziała po chwili. Val? Może Zielony ją zna? Co prawda ona sama niezbyt pamięta jej imię. Na polu walki każdy jest tylko kolorem. Mimo to Lux kojarzyła ją z Akwarium w Lidze Dzieci. Ale nawet wtedy nie zapytała jej o imię. Czerwona jej wystarczyło.
- Jejku... To straszne, że nie znam ich imion. Praktycznie ich nie zapamiętuje, każdy sygnuje się jedynie głupim kolorkiem. Właściwie... Jak Ty się nazywasz? Ja jestem Lux. Bloomfield - powiedziała nieco wstydliwym głosem. Boże, co za durnowate imię.
- Boże... Wiesz. Miałam kiedyś brata. A teraz ledwo pamiętam jego imię. Czy... Mógłbyś coś dla mnie sprawdzić? - zapytała, zakładając kosmyk czarnych jak smoła włosów za ucho.
- Szacunek? Dzięki. Ty też masz mój szacunek - odpowiedziała mu. Szanowała go. Naprawdę.
- Myślisz, że każdy ma "tyle do zrobienia"? Szczerze, to dziś rano wydawało mi się, że to będzie mój ostatni dzień. Zawsze myślałam, że jest chyba jakiś limit ludzi, których możesz stracić w swoim życiu. Wydawało mi się, że jak stracę jeszcze jego. Osobę, której w jakimś stopniu zaufałam, to moje życie się już zakończy. Ale jednak wstałam dziś. Przyszłam tutaj i wszystko się odmieniło. Ciekawa jestem ile jeszcze niespodzianek może zafundować mi cały ten cholerny świat.
- W sumie, chciałabym o coś zapytać. Jesteś Zielonym. Mógłbyś zrobić, albo... Dać mi coś na podróż? Nie wiem. Chcę coś, co mi pomoże. Jakieś przydatne rzeczy, dzięki którym może być mi łatwiej. Zrobiłbyś coś dla mnie i dla reszty? Wiesz... Dla tych czerwonych
_________________


 
 
John White


19

Zieleń




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-28, 13:46   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Ja? Jestem John. - Powiedział spokojnie spoglądając na nią. Lux? Dziwne imię. No ale nie wnikał. Różni ludzie mieli różne dziwne imiona. To czasem była kwestia rodziców, którzy nazywali swoje dzieci jak im się podobało. Zresztą, słyszał już dziwniejsze imiona. -jOsie? Masz dostęp do bazy danych Lux Bloomfield? Jakieś informacje na temat jej brata? - Zapytał SI siedzącą w jego soczewce. Być może mogła coś wyszperać. W prawdzie John mógł to zrobić sam, ale skoro mógł wykorzystać do tego SI i nie tracić na to czasu to czemu nie. On z kolei mógł robić coś czego SI nie potrafiła. Wymyślać wynalazki i je tworzyć. Sztuczna inteligencja była tylko sztuczną inteligencją i w przeciwieństwie do człowieka nie była kreatywna. Nie potrafiła stworzyć niczego nowego, potrafiła tylko wykorzystać to co już stworzone zostało. Albo to poprawić na podstawie posiadanej wiedzy. A takie dostanie się do bazy danych nie było chyba zbyt skomplikowane. W końcu odczytała coś o Val, prawda?
Spojrzał na nią ponownie, kiedy zapytała, czy każdy ma tyle do zrobienia. -Nie wierzę w takie głupoty jak przeznaczenie kierujące naszym życiem. Ale mimo to żyjemy. Po coś się urodziliśmy. I to my nadajemy temu sens. Po prostu uważam, że skoro urodziłem się z takim umysłem, powinienem to wykorzystać. Zamiast czekać na to co przyniesie los wolę wziąć sprawy we własne ręce. I uważam, że ty też to potrafisz. Że jest coś, co tylko ty możesz zrobić. Że możesz pozostawić po sobie jakiś ślad własnej egzystencji. Żeby pamięć o tobie przetrwała. - Odwrócił wzrok. -Świat jest... Dziwny. Nie ważne jak wiele osób umrze, świat się nie zatrzyma. Kolejny ranek nadejdzie, nawet jeśli będziesz myślała, że nie. I nikt z nas nie wie, co przyniesie jutrzejszy dzień. Czy to nie jest piękne? Świadomość, że nie wiesz, czego możemy się spodziewać po następnym poranku. Dlatego uważam, że życie jest wspaniałe. Ponieważ nawet jeśli dziś ktoś jest wcieleniem zła, jutro może zmienić sposób myślenia. I zrobić coś dobrego. I choć trochę zmienić ten świat na lepsze. Skoro nie potrafimy przewidzieć, co przyniesie następny dzień, jakie mamy prawo zabierać życie komukolwiek? Kto nam dał prawo do decydowania kto ma żyć a kto umrzeć? Gdybyśmy znali przyszłość, być może moglibyśmy o tym decydować. A jednak jej nie znamy. - Uśmiechnął się lekko. -Jeśli chcesz, to przygotuję wam coś, co będzie mogło wam pomóc w podróży. Nic nie obiecuję, ale spróbuję zrobić jak najwięcej. Przyjdźcie jutro, przed odejściem. Oczywiście, jeśli się zgodzą. Pewnie będę tu od rana.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 15:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
SI po chwili przybliżyła jakieś informacje o bracie dziewczyny, przesyłając je do soczewki Johna. Głównie były to informacje o tym, że chłopak był w Lidze Dzieci a następnie został przeniesiony do Pryzmatu. Pomarańczowy. Nie mówił. Raczej nie było więcej informacji o nim samym. Nie było żadnego dopisku o tym, gdzie chłopak znajduje się teraz ani czy właściwie żyje. Wyglądało na to, że albo rozpłynął się w powietrzu, albo nikt nie zaktualizował informacji. W końcu jOsie nie mogła zrobić czegoś sama, prawda? Jednak zaproponowała Johnowi próbę namierzenia jego nadajnika. Ahh, Liga Dzieci i czipowanie jej członków jak cholerne psy. Zresztą, sama Lux posiadała swój czip w odpowiednim miejscu. Ją też mógł sobie namierzać wedle uznania.
- Wydaje mi się, że nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego talentu czy czegoś w ten deseń. Albo to wszystko jakoś się wypaliło przez ostatnie lata. Zawsze jedyne co potrafiłam, to się bić. To chyba nie jest coś, z czego powinnam być dumna, co? - zapytała.
- Przerażająca myśl. W jakimś stopniu, rzecz jasna - słuchała go tak i nie do końca wszystko rozumiała, jednak finalnie po prostu wzruszyła lekko ramionami i zaczęła wpatrywać się w jakiś punkt. Bez wątpienia mówił o niej. No i miał jakąś rację, oczywiście że miał. Jednak z drugiej strony... Fakt tego, że zawsze nadejdzie kolejny poranek, mimo iż było to zupełnie normalne zjawisko, sprawiał, że czuła się nieswojo.
- Dzięki. Co właściwie mógłbyś nam... Zaoferować? - zapytała z lekkim uśmiechem, po tym jednak dodała:
- Nie będę Ci dłużej przeszkadzała. Wpadnę jutro z samego rana, o ile cały ten plan się powiedzie. Dzięki za... Rozmowę. I to wszystko co powiedziałeś - dodała po chwili. Była mu naprawdę wdzięczna za to, że poświęcił jej ten czas i mogli sobie porozmawiać. Chyba nikt nie poświęcił jej aż tyle.
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,266 sekundy. Zapytań do SQL: 10