Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Laboratorium
Autor Wiadomość
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-29, 14:55   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Dobra, spróbuj go namierzyć. - Mruknął do jOsie po czym przeniósł wzrok na Lux. -Być może zdołam zdobyć lokalizację twojego brata. Jeśli tego właśnie chcesz, powinnaś się do niego udać. Załatwię wam komunikatory, żebyście mogli porozumiewać się w razie czego. Do tego zrobię ci specjalny lokalizator, żebyś mogła namierzyć swojego brata. Nie wiem co jeszcze, ale postaram się wykombinować coś do jutra. Nie mogę wam obiecać, że wszystko się wam przyda, ani, że nie przyda się wam nic więcej, ale zrobię tyle, ile będę mógł żebyście mieli łatwiej. Poza tym jeden dzień to trochę mało czasu na stworzenie wszystkiego co przyjdzie mi do głowy. Ale nie sądzę, żeby wam zaszkodziły. - Przewrócił kilka kartek w notesie i szybko zaczął coś rozrysowywać. -Każdy z nas coś potrafi. Przynajmniej tak uważam. Nie może istnieć człowiek całkowicie bezużyteczny. Być może nie odkryłaś jeszcze tego, co potrafisz robić. Ważne jest to, żebyś potrafiła to wykorzystać, kiedy już to odnajdziesz. I nie ma sprawy. - Oderwał wzrok od notesu i spojrzał na Lux. -Sama widzisz, że rozmowa zawsze jest przyjemniejsza od walki. Daje więcej satysfakcji. Cywilizowani ludzie rozmawiają, zamiast walczyć bez sensu. Powinnaś to zapamiętać. Rozumiem, że czasem trzeba się bronić, ale zazwyczaj rozmowa wystarczy. - Uśmiechnął się i wrócił do zapisywania czegoś w notesie.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-29, 18:48   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Lux wyszła z pomieszczenia, wysłuchując ostatnich tekstów Johna. Naprawdę pozwoliło jej to nieco uwierzyć w to wszystko, zrozumieć parę rzeczy na nowo. Bo w końcu nikt nigdy nie powiedział jej tylu ważnych rzeczy, nikt nie poświęcił jej czasu na wytłumaczenie tego wszystkiego. Tego, jak działa świat. A teraz to wiedziała i trzeba to przyznać, było jej znacznie łatwiej. Bo przecież wszystko zmieniało się, gdy ktoś w jakimś dziwnym sensie zwalniał cię z obowiązku walki o podstawowe potrzeby. Ruszyła w stronę lecznicy. Chciała pogadać z resztą.
Poza tym nie mogła się doczekać przedstawienia tam tego pomysłu. Jedyne co powiedziała przed wyjściem to dziękuje, a to było jedne z największych dziękuje jakie Lux wypowiedziała w całym swoim życiu. Tak czy siak John został teraz sam. Mógł poświęcić ten czas na tworzenie nowych wynalazków.
A wtedy też odezwała się opóźniona SI, informując go o tym, że namierzenie tego czipa jest niemożliwe i że najprawdopodobniej uległ zniszczeniu. Chłopak wciąż miał dostęp do całej listy czipów osób z Ligi. Jednak widocznie niektóre z nich były nieaktywne.
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-30, 19:20   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Podtrzymał ją i poprowadził prosto do Labolatorium.
- Zaraz sobie przypomnisz, Zieloni się tym zajmą. - Powiedział do niej ciepło. Zdawał sobie sprawę, że ona może już tego nie pamiętać. Taka już po prostu była i nie trzeba było jej długo znać, by to stwierdzić.
Pozwalał jej swobodnie ściskać swoją dłoń. Zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie tylko to powstrzymuje ją od biegania po całym Pryzmacie w euforii. Ona natomiast nie pozwalała mu zbytnio odpłynąć w rozmyślania.
- Może chcesz w zamian jeszcze trzecie oko? Będziesz widzieć jeszcze więcej. - Zaśmiał się, kiedy mu powiedziała jak ciężko mieć jedno oko. Wiedział, że to musi być męczące, ale był dobrej myśli. Poza tym, udzielała mu się jej pogoda ducha.
- A nie wolałabyś, żebym poczekał z tobą? - Zapytał ją. Zapewne poradzi sobie bez problemu z nowym towarzystwem, ale on nie chciał tak szybko rozstawać się ze znajomymi z przeszłości.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-30, 22:37   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Nie mogę się doczekać! - powiedziała i zaczęła się dalej rozglądać. No tak. Gdyby jej nie trzymał, to dziewczyna raczej zaczęłaby biegać po wszystkich możliwych miejscach i rozglądać się. Brakowało jej Pryzmatu. Kwiatów. Mimo iż wszystko to powoli pochłaniała zima.
- Będę wyglądała jak kosmitka! - dodała oburzona Valerie, spoglądając na niego. Mimo całej tej krzywdy jaka została jej wyrządzona, na jej twarzy nadal pozostawała dziwna radość. Nadal była uśmiechnięta, radosna. Dziecinna. Taka jak zawsze. Wiadomo, że to wszystko było dla niej szokiem, ale jej charakter nie pozwalał jej długo przejmować się jakąś rzeczą. Z jednej strony było to zupełnie zrozumiałe, a nawet całkiem dobre.
- A chcesz tu posiedzieć? - spojrzała na niego Val z błyskiem w oku, po tym nieco podniosła się na palcach i dodała mu do uszka:
- Tutaj jest taki John... On lubi dużo gadać. Możesz posiedzieć, zrobi mu sie pewnie bardzo miło! - dodała radośnie. No, taka była prawda, czyż nie? Dziewczyna pociągnęła go za dłoń w głąb laboratorium, a następnie krzyknęła:
- Hej John! Jesteś tutaj? To ja Val i Atturi!

Kolejka: John, Atturi
_________________


 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-31, 11:25   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Val? - Zapytał John podnosząc się z miejsca i zbliżając się do wchodzącej dwójki. Podszedł do nich i nachylił się nad jej twarzą z zamyśloną miną. -Jezu, wyglądasz okropnie. Jak z jakiegoś horroru. - Wyprostował się i spojrzał w głąb laboratorium. -jOsie? Sprawdź mi czy któryś z zielonych nie zrobił środka przyspieszającego gojenie się ran. Kiedyś coś takiego robiłem, ale działało raczej średnio, może masz coś lepszego. - Spojrzał znów na Val. -Miałaś wrócić do laboratorium i czekać tu na mnie. Widzisz co się dzieje jak mnie nie słuchasz? - Westchnął. -Dobra, to co was tutaj sprowadza poza tym, że ona ma zmasakrowaną twarz? - Spojrzał na drugiego chłopaka. W sumie go nie znał. Ale ciężko mu było stwierdzić, czy chciał to zmieniać. Wiedział natomiast, że ma też inne rzeczy do roboty, i jeśli chodziło o jakieś głupoty to nie miał specjalnie czasu. Szczególnie, że Lux chciała, żeby skończył wynalazki do jutra. Nawet jeszcze nie miał do końca pomysłu, co mogło się im przydać. A czas uciekał. Choć mimo to jeszcze ich nie wygonił. Być może gdzieś w głębi czuł się odpowiedzialny za to, co stało się Val. Miał się nią zająć, ochronić. A wyszło zupełnie odwrotnie. To ona stała tutaj ranna, a on w pełni sił wyszedł z podziemia. Oczywiście, sam John nigdy by tego nie przyznał. Nie chodziło nawet o błędną decyzję, a raczej o poczucie winy. Przecież geniusz taki jak on nie mógł mieć poczucia winy, prawda? -Streszczajcie się, mam zamówienia które muszę zrealizować do rana, jeśli to nie jest coś pilnego wolałbym to przełożyć na jutro.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 11:53   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Dziewczynka spojrzała na niego pełna nadziei. Chciała już się rzucić mu w ramiona czy coś takiego, bo przecież tak bardzo długo go nie widziała. No i byli w jakimś sensie kompanami, więc wiadomo, że dziewczynka trochę tęskniła. Ale gdy od razu usłyszała wzmiankę o horrorze, stanęła i zrobiła smutną minkę. Zagryzła usta i lekko opuściła głowę, dodając po chwili łamliwym głosem: - Ale... Ale to nie moja wina... - wydukała.
jOsie od razu zabrała się do pracy, gdy tylko John wydał jej polecenie. Od razu zaczęła przeszukiwać bazę danych, a następnie przybliżyła mu pasujące do zapytania wyniki:
- W naszym laboratorium doszło do stworzenia specjalnej masy przyśpieszającej działanie białych krwinek. Przez to różnego rodzaju rany, uszkodzenia kości jak i blizny goiły się w bardzo szybkim tempie. Do tego jednak trzeba było zanurzyć w całości swoje ciało bądź daną kończynę. Niestety nie stworzono niczego innego, ponieważ ten materiał wydawał się wystarczający na potrzeby Pryzmatu.
Na tym skończył się wywód. Czyli raczej nic ciekawego.
- Ale! - zaczęła Val, buntując się jak małe dziecko. - Ja chciałam wrócić, ale to było tak, że ja, że ja, czekałam pod drzwiami bo Ty nie przychodziłeś, a potem przyszli żołnierze jacyś i mnie zaatakowali a potem wzięli mnie gdzieś, a potem znowu gdzie indziej, a potem znowu tutaj trafiłam ale już bez oka... To... To nie moja wina! Ja chciałam Cię słuchać tak bardzo! Przepraszam! - zaczęła lamentować, przykładając dłonie do twarzy. No tak. Płakała, a jaka mogła być inna reakcja?
- Proszę, wybacz mi! Nie chciałam żeby tak to wyszło... - dalej piszczała dziewczynka, a następnie objęła Atturiego, chcąc uchronić się od kolejnych niemiłych słów. Jakby to miało jej pomóc.

Atturi, John
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-31, 13:06   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Atturi został wciągnięty do królestwa Johna, nim zdołał cokolwiek odpowiedzieć. Labolatorium wyglądało dla niego typowo, jak każde inne.
- Hej John... - Powiedział, ale nim zdołał się przedstawić, zielony rozpoczął swój trajkot. Choć Atturi nie miał nic przeciwko ludziom, którzy mówili dużo, to kiedy usłyszał chamską gadkę Johna, nóż otworzył mu się w kieszeni. Ati wiedział doskonale, jak delikatna jest Valerie. Była małą kruszynką, którą należało się opiekować, a nie ganić za rzeczy, na które nie miała wpływu. Straciła oko, czy nie była to wystarczająca kara?
Evans otulił Val.
- Przestań! Nie widzisz że ją to rani? Nie miała na to żadnego wpływu. To ona straciła oko, a nie ty. - Zareagował trochę zbyt emocjonalnie, ale obecność Val go do tego pobudziła. Widząc ją, po prostu nie mógł inaczej.
Zielony mógł odczuć, jak coś odciąga go od wytykania Czerwonej błędów. Czyżby Pomarańcz użył na nim swoich mocy?
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-31, 14:57   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

Rani? Czemu? Czy powiedział coś nie tak? John nigdy nie rozumiał ludzi, którzy przeżywali szczerą prawdę. A prawda była taka, że w laboratorium Val byłaby bezpieczna. Ale wolała zostać przy drzwiach. Bez widocznego powodu. Gdyby od początku go słuchała, to nic by się nie wydarzyło. To nie było obwinianie, to nie był krzyk, to nie były wyrzuty. On tylko mówił. Więc o co im chodziło? Chyba nigdy nie zrozumie ludzi. Ale mimo to poczuł, że nie powinien dalej wnikać w temat. Być może wyczerpał już temat całkowicie. -Oceń jej rany. Mogę użyć tej masy? Musiałbym zanurzyć jej głowę, nie będzie to utrudniać oddychania? - Zapytał jOsie. W końcu nie miał pewności co do tego jak działa ta masa, a jOsie powinna mieć w bazie jakieś dane na temat działania. No i miała połączenie z jego soczewką, więc nie powinno być problemu z przeanalizowaniem jej ran. Problemem był tak naprawdę brak oka. -Jestem w stanie stworzyć protezę oka, nawet z użyciem kamerki mógłbym zrobić sztuczne oko umożliwiające widzenie. Nie byłoby tak dokładne jak prawdziwe, miałoby sporo wad, ale powinny być neutralizowane przez mózg, jak już się przyzwyczai. Problemem jest podpięcie takiego oka. Nigdy nie słyszałem o operacji przeszczepu oka. Teoretycznie jest to możliwe, i jestem w stanie sobie wyobrazić jak ta operacja mogłaby wyglądać, ale to nie jest coś prostego. Taka operacja niesie za sobą ogromne ryzyko, a ja nie mam zamiaru tak ryzykować czyimś życiem. Potrzeba by było jakiegoś doskonałego chirurga, najlepiej zielonego który poświęcił sporo czasu na naukę medycyny, ale nie znam nikogo takiego. Gdyby podczas operacji coś poszło nie tak, można by spodziewać się nawet najgorszego. Jedyne co mogę zrobić to stworzyć protezę, która zapobiegnie zmniejszeniu się oczodołu. Gdyby się zapadł, przeszczep były niemożliwy, dlatego póki co to najlepsza opcja. A jeśli masa wykorzystywana w pryzmacie jest dobra, to nie będzie widać, że miała wypadek. Jej oko będzie wyglądać jak prawdziwe. Z tym, że nie będzie na nie widzieć. - Westchnął. -Nie spodziewałem się, że to kiedyś powiem, ale stworzenie działającego oka od zera i podłączenie go do jej głowy tak, by działało tak jak prawdziwe przerasta nawet moje możliwości. Nigdy nie skupiałem się na medycynie, znam tylko absolutne podstawy do ratowania życia. Być może pokusiłbym się o jakąś operację o małym ryzyku, na przykład wycięcie wyrostka ale operacja na mózgu to coś kilkaset razy bardziej skomplikowanego. Biorąc pod uwagę to, że pocisk przeszedł przez jej głowę, to cudem jest fakt, że jeszcze żyje. Cuda mają to do siebie, że zdarzają się rzadko. Nie będę próbować nadużyć tego szczęścia.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-31, 17:32   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
jOsie od razu odezwała się na kolejne zapytanie:
- Do prawidłowego działania masy trzeba zanurzyć całe ciało w niej. Nie można jej w żaden sposób nałożyć na ranę - powiedziała SI. Prawdopodobieństwo tego, że maź zadziała jedynie po nałożeniu było równe zeru. Wiadomo, trzeba było umieścić całe ciało - a w tym przypadku nawet głowę dziewczyny - w wydzielinie, a następnie odczekać kilka godzin. Z pewnością udusiłaby się.
Gdy John coś mówił, Valerie raczej nie patrzyła na niego, ale cały czas słuchała jego wywodu, wtulona w Atturiego. Słysząc to całe gadanie wyłapywała oczywiście tylko słowa pokroju "nie". Trudno. Czyli nie było dla niej żadnego lekarstwa. Z jednej strony napawało ją to smutkiem, a z drugiej sama nie wiedziała czy jest to rzeczywiście coś wartego smutku. Przecież... To tylko oko, prawda?
jOsie po chwili przesłała Johnowi różne inne informacje odnośnie mazi. Nigdy nikt nie próbował nią leczyć ran w tamtych okolicach, bo po prostu nie działało. Nałożenie mazi jak kremu było niemożliwe. Do prawidłowego jej działania, przynajmniej cała kończyna musiała zostać umieszczona w wannie a następnie pozostawiona tam na kilka godzin. Maź regenerowała wszystkie rany jak i złamania. Oczywiście nie dałoby rady wytworzyć np. nowej kończyny po utracie jej wcześniejszej. Jedyne co to robiło, to sklepiało ze sobą kości jak i skórę. Nawet, gdy były jej dość spore ubytki - np. przy poparzeniach. Ale wyhodowanie nowego oka raczej nie wchodziło w grę, a przynajmniej prawdopodobieństwo było bardzo niskie. Oczywiście wykluczając fakt tego, że gdyby umieściło się czyjąś głowę w czymś takim, to skończyłoby się to zwykłym uduszeniem.
- Czyli nic prócz tego już się nie da zrobić? - zapytała, spoglądając na Johna. Nie czuła wobec niego żalu, nie była to przecież w żadnym stopniu jego wina. To ona została wtedy tam, dlatego ją zabrali.
- Kurwa jebana mać - powiedziała. Zupełnie tak jak nawijała wcześniej Lux, gdy odbierano jej ciało Caluma. Dziewczyna lubiła podpatrywać słowa, szczególnie te bardzo proste jak przekleństwa. Zapewne musiałaby spędzić całe lata z Johnem, żeby udało jej się zapamiętać jakieś jego słówka.
- Co teraz zrobimy, Atti? - zapytała chłopaka. Zdrobniła jego imię!
- Może John mnie tutaj przypilnuje a Ty pójdziesz do pani Judith?

Atti, John
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-01, 06:52   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Cała ta masa miała dla niego jasne działanie. Problem z zanurzeniem głowy wydawał się jednak dość irracjonalny.
- Nie dałoby się podpiąć jakieś rurki, albo maski, pomagającej Val oddychać? - Zapytał Johna i jOsie. W końcu, to rana musiała być zanurzona, a nie usta.
Zasmuciła go wieść, że nie ma możliwości, by Valerie dostała w najbliższym czasie działającą protezę. Rozumiał jednak, że jest to skomplikowana operacja a nie chciałby, by ryzykowała życie dla oka. Skinął Zielonemu głową, na znak że rozumie.
Wciąż pozwalał jej się wtulać, napawając się przyjemnym ciepłem jej ciała. Te wieści raczej jej nie pocieszały, ale nie sądził, że Valerie będzie z tego powodu bardzo smutna.
Pokiwał głową, słysząc używany przez nią język. Towarzystwo Lux xchyba jej nie pomagało.
- Jeżeli tylko zechcesz. Wiesz, jeżeli Johnowi nie będą potrzebne wymiary na protezę, to możesz pójść ze mną. - Bardzo lubił jej towarzystwo, ale Zielonemu mogła być jeszcze potrzebna. Ati spojrzał na chłopaka pytającym wzrokiem.
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-01, 15:51   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-jOsie, wykonaj symulację. Zanurzenie jej głowy w mazi. Jej usta i nos zakryte maską tlenową czerpiącą powietrze z zewnątrz. Jakie jest prawdopodobieństwo przeżycia i wyleczenia rany? - Zapytał spokojnie. Dla SI zrobienie takiej symulacji na podstawie posiadanych danych powinno być pestką. Samo czytanie na temat mazi nie dawało mu pełnego obrazu tego, jak to wygląda. Ale jak to możliwe, że nikt nigdy nie próbował za jej pomocą leczyć ran głowy? Być może istniało jakieś istotne ryzyko, którego nie eliminowała nawet maska tlenowa.
Wzruszył ramionami słysząc pytanie Val. -Nie wiem. Prawdopodobnie się da, i jestem w stanie wyobrazić sobie lekarzy, którzy przywracają ci wzrok. - Przez myśl przebiegł mu ojciec, który prawdopodobnie byłby w stanie wykonać taką operację. Jeśli tak o tym pomyśleć, to jeśli znów nawiązałby z nim kontakt, być może staliby się świetnym duetem. John byłby w stanie tworzyć zaawansowane protezy, a ojciec mógłby je "podpinać" do ludzi. Ale nie miał zamiaru dzwonić do tego człowieka ani jakkolwiek się z nim kontaktować. Ojciec dla niego nie istniał, nigdy. Tak samo jak matka, był tylko wielkim słowem które tak naprawdę nic nie znaczyło. Nie byli w stanie nawet ochronić go przed trafieniem do obozu. Ciężko było nazwać rodzicami osoby, które widywało się kilka razy w roku. -Ale ja tego nie potrafię. Wybacz.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-01, 21:23   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

jOsie odpowiedziała na pytanie Atturiego: - Maska zasłoniłaby twarz pacjenta, co uniemożliwiłoby prawidłowe działanie cieczy - powiedziała swoim normalnym, dość sympatycznym głosem. Po tym odpowiedziała zgodnie z zapytaniem Johna, przesyłając mu nawet do soczewki wizualizację całego eksperymentu.
- Prawdopodobieństwo przeżycia jest bardzo wysokie - powiedziała, podając oczywiście dokładne prawdopodobieństwo. Oczywiście pewnie jedynie John mógł coś z tego zrozumieć. Po tym zaczęła dalej mówić: - Zaś prawdopodobieństwo wyleczenia rany jest praktycznie równe zero. Kończyna, która ulegała naprawieniu musiała być w całości umieszczona w cieczy - nie mogła mieć żadnych części ubrań, protez ani niczego z tych rzeczy. Tak więc rurki jak i zasłonienie kawałka ciała uniemożliwi prawidłowe działanie. Poza tym ciecz nie pozwoli stworzyć nowego oka. Co do sklepiania się rany - istnienie prawdopodobieństwo, że się sklepi, jednak należy pamiętać, że nie jest to pożądany wynik. W miejscu oczodołu powinno znajdować się oko, tak więc może to działać nieprawidłowo - powiedziała jOsie, zgodnie oczywiście z prawdą. Było o wiele większe prawdopodobieństwo takiej operacji, gdyby John miał sztab Zielonych chirurgów na każde swoje wezwanie. Wtedy byłaby to precyzyjna robota i może nawet to wszystko by zadziałało. Jednak maź z pewnością nie wyleczy tego tak, jak chcieliby tego tutaj wszyscy. Przede wszystkim sprawdzała się z ranami na ciele, ewentualnie w okolicach szyi. Jednak głowa, a szczególnie okolice oczu nie wchodziły w grę.
- To smutne - powiedziała Valerie, a następnie pokiwała głową. Czyli nici z tego wszystkiego. No trudno. Dziewczynka zerknęła na Atturiego, dodając: - Ja... - po tym przeniosła wzrok na Johna, pytając: - Mogę z nim iść? - zupełnie tak, jak gdyby chłopak był za nią odpowiedzialny.
_________________


 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-02, 13:07   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Rozumiem. - Mruknął spokojnie John. -jOsie, przygotuj mi... - Zaczął wymieniać listę materiałów potrzebną do stworzenia protezy oka. Nie będzie to specjalnie pomocne, i Val nadal będzie wyglądać strasznie, ale przynajmniej nie zapadnie się oczodół, dzięki czemu kiedyś ktoś lepszy w chirurgii od niego będzie mógł ją "naprawić". -Zaczekaj, wezmę wymiary. - Mruknął przysuwając się do Val z jakimś narzędziem. Wziął wymiary, biorąc poprawkę na rany twarzy, tak, by móc stworzyć protezę, która nie będzie wypadać. -Możemy dać ci przepaskę na oko.- Mruknął odpowiadając na jej pytanie. Powstrzymał się przed powiedzeniem, że przynajmniej nie będzie tak tragicznie wyglądać. To było dziwne uczucie, nigdy wcześniej nie powstrzymał się przed powiedzeniem czegoś, wychodził bowiem z założenia, że lepiej być całkowicie szczerym. No i nie widział nic złego w mówieniu komuś prawdy. To tak jakby ktoś powiedział Johnowi że dużo gada. Czy mógł się za to obrazić? To była czysta prawda. A mimo to przemilczał własne słowa. Nie zastanawiał się nad tym dlaczego. Skoro taką decyzję podjął jego mózg, to musiała być ona słuszna - to w końcu był mózg geniusza a analizowanie działania własnej głowy nie miało zbytnio sensu. Mógłby wtedy wpaść w jakąś dziwną rekurencję myślową, i straciłby niepotrzebnie kupę czasu, który przecież był cenny. -Zrobię ci protezę, która zapobiegnie zapadnięciu się oczodołu. W przyszłości jeśli spotkasz kogoś odpowiedniego, będzie możliwe przywrócenie ci pełni sprawności. Prawdopodobieństwo jest małe, ale nie zerowe. Gdybym nie zrobił ci protezy, po kilku tygodniach prawdopodobieństwo spadłoby do zera. Tak czy siak jedyne co mogę zrobić, to zostawić ci nadzieję. Przykro mi. - Było mu autentycznie przykro, że nie mógł jej pomóc. W końcu całkiem ją polubił. A nawet jeśli nie, to lubił pomagać ludziom. Wbrew wszelkim pozorom sprawiało mu to przyjemność. Jaki byłby cel w byciu geniuszem, jeśli nie mógłby pomóc ludziom?
Wziął wymiary i usiadł przy biurku czekając na materiały od jOsie. W tym czasie padło kolejne bezsensowne pytanie. Spojrzał ze zdziwieniem na Val. -Co, pytasz mnie? - Zapytał. Wyglądało na to, że tak. -Jasne, jesteś przecież wolną kobietą. Nie jesteś w żaden sposób moją własnością. Po prostu wróć tu za jakąś godzinkę, to dam ci protezę i pokażę, jak ją pielęgnować by posłużyła ci na wiele lat. I uważaj na siebie, bo jak stracisz drugie oko, to zrobi się bardzo nieprzyjemnie. - Spojrzał na Atturiego. -Postaraj się nie władować jej w kłopoty. - Stwierdził jedynie i zabrał się do pracy. Czuł się trochę jak w OWD. Tam też ludzie przychodzili i odchodzili. Niektórych z nich nigdy więcej nie zobaczył. Być może tak właśnie miało być z Val. Pojawiła się w jego życiu tylko na chwilę, by zaraz zniknąć na zawsze. Nie przejmował się tym. Był geniuszem. Nie mógł się zatrzymać w miejscu z tak głupiego powodu jak strata kogoś. Każdy miał swój własny rozum, każdy miał jakiś cel. Nie mógł zatrzymywać ludzi na siłę. Zresztą, nawet tego nie chciał. Jedyne czego potrzebował w życiu to własny mózg i miejsce, w którym mógłby go wykorzystać. Nic więcej.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-02, 16:34   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Czy naprawdę, mała maseczka na usta i nos, taka do inhalacji, aż tak bardzo przeszkadzała przy ranie oczodołu? Tak naprawdę, nie dotykałaby rany. Atturi stwierdził jednak, że skoro specjaliści tak mówią, to nie będzie sprzeczał. Dla niego, Val nie wyglądała aż tak tragicznie. Nikt, kto ją spotka, nie pomyli jej z kimś innym. Choć już teraz było to niemożliwe.
- To chyba wszystko. - Powiedział do Johna i SI. Ciężko mu było myśleć o jOsie inaczej niż o człowieku. Faktycznie, udało im się wykonać ją nadzwyczaj dobrze. Zapewne bez problemu przeszłaby test nieszczęsnego Turnera.
- Chodź, Valerie. Nie przeszkadzajmy im w pracy. - Powiedział do Czerwonej i złapał ją za rękę. Bez tego, zapewne by ją zgubił gdzieś w budynku.
- Dzięki i na razie. Przyjemnej roboty. - Uśmiechnął się i wyszedł z Labolatorium razem z Val, zdejmując z Johna ograniczenia na bycie zbyt szczerym. Miał jeszcze sporo do roboty. Musiał pogadać z Judith i sprawdzić, czy z Samanthą wszystko w porządku. Nie, nie wyleciała mu jeszcze z głowy.

//zt x2
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 02:59   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

Lux nie miała zbyt łatwiej nocy. Większą część spędziła na smętnym siedzeniu na oknie, paleniu papierosów i tak dalej. Nie sięgnęła na całe szczęście ani po alkohol, ani po coś gorszego. Nie miała odwagi się skrzywdzić po tym wszystkim, mimo iż dawniej było to na porządku dziennym. Z samego rana, jeszcze dobrze nie wyszło słońce, ona była pod prysznicem i zmywała z siebie smród papierosów, które zwykle palił agent Hedger. Po jakimś czasie była zaraz przy wejściu do laboratorium. Przekraczając jego wrota nie czuła się specjalnie dobrze. Jednak wiedziała, że to od Johna zależy to, jak wiele czasu spędzi w tym cholernym Pryzmacie. A nie chciała siedzieć tutaj ani minuty dłużej, tak więc weszła do laboratorium i krzyknęła:
- John? Jesteś tutaj?
Cóż. Pewnie spał, albo go nie było.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-06, 12:47   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Tutaj! - Głos Johna dochodził z jednego z rogów laboratorium, dokładniej tego, który zawalony był wszelkiej maści gratami. Dlatego na pierwszy rzut oka nie było go widać. John siedział po turecku tuż obok górki śmieci (a może i nie śmieci, ciężko stwierdzić) i wyciągał kolejne sprzęty. Czasem odrzucał je na bok, czasem najpierw coś odkręcił/oderwał/wyjął po czym odrzucał na bok, czasem całość kładł za siebie, tworząc dużo mniejszy stosik jakichś rzeczy, o których przeznaczeniu mógłby pewnie wiedzieć tylko zielony. -Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty, wody, soku? Mam nadzieję, że nie, bo nic nie mam. Zapytałem z grzeczności. Tak pisali w tej książce. - Pokazał kciukiem na leżącą na jakimś biurku książkę dobrych manier. -Strasznie głupia. Większość rzeczy nie ma sensu. - Wzruszył ramionami. John chyba postanowił się nauczyć jak być miłym i nie powodować wybuchu płaczu u każdej napotkanej dziewczyny, ale widocznie nawet on miał rzeczy, których nauka zwyczajnie mu nie szła. -Po co mam ci proponować coś do picia jeśli i tak nic nie mam? Wtedy ty odmawiasz, a w ten sposób tracimy kilkanaście cennych sekund które moglibyśmy spożytkować na rozmowę o czymś ciekawszym. - Spojrzał na jedno z urządzeń po czym odrzucił je z powrotem na większą kupę złomu po czym podniósł się. -Właśnie wyciągałem rzeczy z nieużywanych slasz nieudanych projektów innych zielonych. Zmarnowali parę dobrych rzeczy, które mogę przecież wykorzystać mądrzej. A! - Podszedł do książki, przewertował kilka kartek, przeczytał jakieś zdanie, po czym podszedł do Lux i wyciągnął rękę. -Miło cię widzieć. - Powiedział całkowicie wymuszonym i nieprzekonującym tonem. Do tego jego ręka była umazana w dziwnym smarze, prawdopodobnie z urządzeń które właśnie rozbierał. -Więc, o co chodzi? - Wyglądało na to, że nie bardzo wiedział po co właściwie do niego przyszła.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 13:07   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

- Boże... Ale z Ciebie dupek. Tak się nie mówi do innych - zmarszczyła czoło i popatrzyła na niego z lekkim politowaniem. Okej, z jednej strony - skąd ona znała takie zagadnienia jak "tak nie wypada" czy "tak się nie mówi do innych". To było pierwsze dziwactwo, bo przecież taka osoba ja Lux nigdy nie znała dobrych manier i zapewne nigdy już nie pozna. Ale chyba były jakieś takie utarte schematy jak nie wspominanie czegoś takiego, że pyta się z grzeczności. No cóż.
Druga sprawa - niee, pewnie że nie była na niego zła. Z jednej strony jego pytanie było całkiem zabawne i sprawiło, że nawet jej humor nieco się poprawił. Chociaż raczej była tak zmęczona i zdołowana całą tą sytuacją, że uśmiechnęłaby się nawet na widok małego kociaka, byleby uwolniło ją to choć na moment od przytłaczających myśli i bólu spowodowanego całą tą sytuacją.
- Czytasz książkę o byciu miłym? - zdziwiła się Lux i podeszła bliżej, a następnie usiadła obok niego, wcześniej zginając swoją protezę i ustawiając ją w jakiejś dogodnej pozycji, która nie będzie jej przeszkadzała. No nieźle. Prawdziwy geniusz.
- Ale skoro nie masz herbaty czy czegoś z tych rzeczy, to tego nie proponuj. Przecież dobrze wiesz, że nie przyszłam tutaj się napić, prawda? - stwierdziła po chwili.
- Znalazłeś coś ciekawe... - Oh i wtedy właśnie podał jej dłoń, ta oczywiście też mu podała, nadal spoglądając na niego jak na kompletnego dziwoląga. Ah, Zieloni. Pewnie coś takiego jak normy nie miały dla nich racji bytu. No ale czemu miałaby ich o to winić? Było to nawet dość zabawne.
- Przyszłam po rzeczy na wyprawę... - stwierdziła.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-07, 01:20   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Nie? Tak było w tej książce. - Stwierdził zdziwiony spoglądając na okładkę. -Tak czułem, że to straszne głupoty. - Mruknął wzruszając ramionami. Nie wyglądał jakby zbytnio się tym przejmował, jak to John. -Faktycznie, podejrzewałem, że to jakieś głupie. - Westchnął kiedy Lux powiedziała mu, że nie powinien zadawać tego pytania. -Choć wyraźnie napisali, że jeśli ktoś do nas przyjdzie, powinniśmy zaproponować mu coś do picia. Ale to laboratorium, skąd mam wziąć herbatę? jOsie? Mamy tu jakiś czajnik? Taki zwykły, który nie będzie strzelać laserami jak się go włączy? - Zapytał w głąb pomieszczenia, gdzie zazwyczaj przebywała SI. -A z resztą, nie ważne. - Machnął ręką. W końcu Lux i tak nie chciała się niczego napić, więc nie było powodu kombinować. -Rzeczy na wyprawę... Wyprawę... Ah! No tak. Idziesz sama? Tamci nie chcieli iść z tobą? - Zapytał spoglądając jej przez ramię, czy przypadkiem nikt się tam nie ukrył. -Dobra, coś zrobiłem... Czekaj... - Podszedł do jednego z biurek i wyciągnął spod niego pudło, w którym wcześniej przetrzymywał rzeczy, które przygotował na jej wyprawę. -Więc tak, cztery zestawy komunikacji bezprzewodowej, całkowicie bezpieczna, ze zmienianą częstotliwością, zdolna do wykasowania własnego oprogramowania za pomocą jednego przełącznika. Nawet jak ktoś to przechwyci to nie będzie w stanie was posdłuchać czy namierzyć. Poza tym przeskakuje częstotliwości tak szybko, że nikt nie zdoła się do was podpiąć. Bateria wytrzymuje na jakieś 100 godzin używania, potem trzeba ją naładować. Fajnie by było mieć kogoś żółtego, to byłoby łatwiej. - Podał jej urządzonka przypominające małe mp4 z przypiętymi na stałe słuchawkami. -To są stare dobre okulary multiwizyjne. Tym przełączasz kolejne ustawienia. Będziesz w stanie widzieć w różnych pasmach widoczności, więc ciemność nie będzie dla ciebie przeszkodą. - Podał jej coś, co wyglądało jak trochę przygrube okulary przeciwsłoneczne z wystającymi kabelkami. -Tutaj mam coś nowego. - Podał jej urządzenie przypominające przygruby śrubokręt z bardzo cienką końcówką. -Wsadzasz to do dziurki na klucz i naciskasz ten guzik. Powinno rozwalić większość zamków, chyba że będą specjalnie włączone. Wadą jest to, że tak rozwalonego zamka już raczej nie da się użyć, no ale może ci się przydać. Co jeszcze... O. Cztery pistolety usypiające. Wyglądają jak zwykłe pistolety, ale są dużo cichsze i zamiast zabijać wstrzykują środek usypiający. Niestety, ograniczona liczba naboi, po dziesięciu strzałach musisz załadować nowy magazynek. Zrobiłem ich kilka, ale jak ci się skończą, to tu masz sposób przygotowania, powinnaś sobie poradzić. A, no i to. - Wyciągnął jakiś prosty wisiorek. -Jeśli coś pójdzie nie tak, to naciśniesz w kryształ. Do jOsie zostanie wysłany sygnał SOS, a ja spróbuję ci wtedy jakoś pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba. No i poza tym DX250 - przykładasz do urządzenia elektrycznego, naciskasz przycisk, potężny sygnał przepala instalację, po trzech użyciach wymaga naładowania. Przepis na białą bombę dymną i kilka gotowych, dym znacznie gęstszy niż normalne bomby, ale dostosowany do okularów multiwizyjnych, więc mając je nałożone nie stracisz całkowicie widoczności. No i peleryna-niewidka, wygląda jak brzydki czarny pognieciony koc, ale jeśli się nim przykryjesz to żadne urządzenia typu noktowizor czy czujnik ciepła nie będą w stanie cię wykryć. Są dwa, każdy zdolny do ukrycia do trzech osób. No i plecak. Nie ma żadnych specjalnych funkcji. Pozwoli ci przenieść rzeczy które ci dałem. Chciałem wbudować do niego silniki odrzutowe żebyś mogła latać, ale zużywały kupę mocy i miejsca, i plecak przestałby spełniać swoją funkcję pozwalając na jedynie jakieś dwie minuty lotu. No i nie byłem w stanie zrobić sterowania, więc prawdopodobnie wzniosłabyś się w powietrze, spadła i zabiła, więc wolałem dać ci zwykły plecak. To wszystko co udało mi się zrobić. Sporo z tego po prostu odtworzyłem ze swoich starych projektów i trochę ulepszyłem, ale nie miałem jak sprawdzić w terenie ich skuteczności, więc raczej nie ufaj im bezgranicznie. Nie odpowiadam za żadne niespodziewane wybuchy. - Wzruszył ramionami pakując wszystkie rzeczy do plecaka i podając go Lux. -Więc, powodzenia w wyprawie. Mam nadzieję, że odnajdziesz to czego szukasz.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-07, 01:35   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

- Można tak powiedzieć. W sumie to trochę takie pierdolenie. Poza tym Jezu, jak nie umiesz być miły, to nie bądź. I nie czytaj durnych książek - powiedziała Lux i wytrąciła mu lekturkę z dłoni przy użyciu telekinezy. Po tym odezwała się jOsie, mówiąc: - Tak, posiadamy tutaj system do podgrzewania wody. Chciałbyś się czegoś napić, John? - zapytała jOsie, na co Lux oczywiście musiała złośliwie odpowiedzieć: - Twój robocik wydaje się być milszy niż ty. Kto by pomyślał. Potem na szczęście przeszli do ważniejszych spraw, a John anulował ostatnie polecenie. Także zajęli się ważniejszymi rzeczami. Lux powiedziała:
- Sama nie wiem, rozeszli się wczoraj. Może się ze mną zbiorą i pójdą. Byłoby fajnie. Jak nie, to wyruszę sama - stwierdziła.
- Dzięki - powiedziała, po tym zaczęła oglądać cudeńko, które jej dał. Zapytała: - Nie mamy żółtego... Ale może coś się znajdzie. Da się komunikować z Tobą? - zapytała. Tak dla pewności. Zawsze dobrze jest mieć Zielonego w pogotowiu.
- O kurwa. A to całkiem fajne - powiedziała. Nie wiedziała raczej co to takiego termowizja, ale skoro ma widzieć w nocy to całkiem przydatne. Nic więcej się nie liczyło. Wszystkie wynalazki, które dał jej John, pakowała do plecaka który ze sobą przyniosła. Po tym zupełnie straciła rachubę tego wszystkiego. Jednak widząc, że John ma też dla niej plecak, wyrzuciła swój i przełożyła resztę rzeczy do tego od chłopaka. Podobało jej się to wszystko - z pewnością się przyda. Cieszyła się, że John to wszystko dla niej wykonał. Rzeczywiście chciał jej pomóc, a cel, który sobie obrała wcale nie był specjalnie łatwy. Odszukanie swojej jak i rodzin innych mogło być bardziej skomplikowane niż jej się to wydawało. No ale cóż...
- Ja... Dzięki, kurde. Sama nie wiem co powiedzieć, ale chyba dzięki będzie najlepszą rzeczą - stwierdziła i odłożyła na moment plecak, a następnie podciągnęła rękawy koszuli i lekko się skrzywiła. No, moment. Mieli się żegnać, tak? Zdążyła go polubić. Nieco zmienił jej pogląd na świat, a wiadomo, że takich ludzi zapamiętuje się dwa razy bardziej. Wiedziała, że pewnie on ma tyle spraw na głowie, że nawet nie wie jak bardzo jest to dla niej ważne. Mimo wszystko zrobiła to i przechyliła się błyskawicznie w jego stronę, a następnie przytuliła go na pożegnanie. Obejmując go tak, powiedziała: - Dzięki za to, co dla mnie zrobiłeś. Eee... To naprawdę. Więcej niż myślisz, no wiesz. Te wynalazki. To tam... Nic takiego. Znaczy wiem, że dużo pracy w to włożyłeś, ale dzięki że wtedy ze mną pogadałeś. To nie był dla mnie łatwy poranek, a teraz chociaż wiem, że mogę coś zmienić. E... Nie jestem dobra w pierdoleniu takich głupot za bardzo. Ale po prostu no dzięki - powiedziała i odsunęła się, a następnie wzruszyła ramionami. Nie chciała jeszcze iść.
- jOsie, może zrobisz nam coś do picia? - zapytała. Na co SI zaczynała oczywiście wykonywać rozkaz, dopóki szef laboratorium go nie przerwie.
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-07, 12:46   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Jeśli będziesz w zasięgu to tak. Im dalej tym mniejsza szansa. - Wzruszył ramionami. -Takie są koszty niewykrywalności. - Spojrzał na książkę która poleciała gdzieś tam, ale zbytnio się nie przejął. I tak była głupia. Większość rzeczy nie miała sensu, a nawet jeśli jakiś miała, to on go nie widział. Po porostu zaczął się zastanawiać, czemu ludzie zachowują się tak a nie inaczej. Nigdy tego nie rozumiał. Myślał, że jakaś dobra książka pomoże mu to załapać, ale widać się mylił. No ale to i tak nie miało znaczenia.
Tak czy inaczej znów został zaskoczony czymś, czego nigdy nie był w stanie zrozumieć. Lux go przytuliła. Nie pamiętał, czy kiedykolwiek ktoś go przytulił, ale nigdy nie rozumiał fascynacji tym gestem. Nie miał pojęcia co zrobić z rękoma, więc zwyczajnie rozłożył je na boki starając się nie dotykać dziewczyny. Czemu właściwie to zrobiła? było to dla niego niejasne. Dostał zlecenie, zrobił to o co go prosiła. Nie znali się zbyt dobrze, a on powiedział po prostu co myśli. Nie widział sensu w podziękowaniach czy pożegnaniach - nie byli ze sobą aż tak blisko, przynajmniej jego zdaniem. Lux była tylko kolejną osobą na jego ścieżce, która zresztą zaraz miała zniknąć, być może na zawsze.
Ciało dziewczyny było dziwnie ciepłe. Być może to był pierwszy raz kiedy ktoś okazał mu tyle czułości. Nie rozumiał więc tego, co się właśnie działo ani jaki był tego sens. Wydawało się, że tylko tracili czas, ale było to tak dziwnie... Przyjemne. Nie miało żadnego celu, ani żadnych widocznych efektów, ale mimo to było przyjemne. Ciekawe uczucie. Może to stąd ta fascynacja niektórych ludzi tym gestem? -Nie masz mi za co dziękować. - Powiedział po chwili zgodnie z prawdą. -Nie zrobiłem nic takiego. Gdybyś nie miała tego w sobie, moje słowa nigdy by do ciebie nie dotarły. Spotkałem na swojej drodze wiele osób, do których nie przemawiały racjonalne argumenty. To tylko twoja zasługa, że byłaś w stanie ich wysłuchać i zastanowić się nad sensem tego wszystkiego. Więc nie rozumiem, czemu mi dziękujesz. - Odsunął się o krok kiedy dziewczyna go puściła. -Ah, tak. Jednak cię oszukałem, to wina mojej niewiedzy. Nie wiedziałem, że mamy tu takie luksusy... - W OWD przyzwyczaił się do tego, że warsztat był tylko miejscem pracy. Nie było tu czasu na jedzenie czy picie. Jeśli chciało się jeść czy pić trzeba było iść na stołówkę. Dlatego nawet nie pomyślał o tym, że w laboratorium mogą być takie wygody jak ciepły napój.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,097 sekundy. Zapytań do SQL: 9