Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.

Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Podziemne laboratorium
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-09-30, 20:16   Podziemne laboratorium
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Gigantyczny kompleks ukryty pod bazą Pryzmatu. Znajduje się tutaj masa różnego rodzaju korytarzy jak i pokoi. Oczywiście wszystko jest pierwszorzędnie zabezpieczone, żeby żaden dzieciak czy inny członek projektu nigdy nie dowiedział się o tym miejscu. Jedynie nieliczni mają tutaj wstęp. Co do wyglądu pomieszczeń - są one raczej najbardziej zaniedbanymi w całym Pryzmacie. Oczywiście korytarze i pokoje badawcze są w całkiem niezłym stanie, jednak więzienia i miejsca, gdzie przetrzymuje się dzieci nie wyglądają najlepiej. Oczywiście zapewniane im są osobne pokoje z małymi kuchniami, łazienką i innymi tego typu rzeczami. Jednak wyglądają one jak zwykłe, Amerykańskie mieszkania. W dodatku nie ma w nich okien, nie dochodzą tam promienie słoneczne, a jedyne światło pochodzi od rażących świetlówek.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-09-30, 20:20   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Sekcja mieszkalna nie wyglądała najgorzej. Zresztą Kerstin nawet nie pamiętała czegoś lepszego. Zawsze żyła w podziemiach Ligi, gdzie o jakiejkolwiek prywatności można było tylko i wyłącznie pomarzyć. A tutaj? Miała własny pokój, własną pościel, ubrania, szafkę na buty a nawet plakaty na ścianach. Miała jakąś swoją przestrzeń. Mogła nawet poprosić o coś specjalnego z góry - w większości przypadków to otrzymywała. Gitara, płyta ulubionego zespołu, jedzenie, słodycze. Wszystko było do jej dyspozycji. Jednak zawsze, każdego dnia przychodziła pora na eksperymenty. Wtedy też musiała opuścić swoją świątynie i znosić coś. Znaczy... Tak sądziła. Nigdy jeszcze tego nie doświadczyła na własnej skórze. Wiedziała tylko, że po to została tutaj sprowadzona. Zresztą, nie spędziła tutaj jakoś dużo czasu - może tydzień? Od kiedy Liga zaczęła być rozbijana, baza powoli stawała się pusta. Oto i odpowiedź, gdzie zniknęli niektórzy jej agenci. W tym Kerstin.
Spędzała teraz czas w swoim pokoju, jednak nie trwało to dziś szczególnie długo, gdyż przez głośniki w nim umieszczone rozległ się głos:
- Wyjście za dwie minuty. Przygotuj się, Kerstin.
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-09-30, 23:05   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Przyzwyczajona do życia w grupie nie czuła się za specjalnie szczęśliwie czy też pewnie lądując na tym odludziu w totalnej samotności. Co prawda otrzymała sporo udogodnień i nie było problemu, żeby dostać o co tylko się poprosiło, ale gdzieś pod skórą czuła, że będzie za to musiała słono zapłacić. Nie wiedziała tylko, czy może sobie na to pozwolić. Czy będzie ją na to stać? Izolacja nie wróżyła nic dobrego. W Lidze rarytasów nie było, ale... przynajmniej znała tamto miejsce. Wiedziała czego się od niej oczekuje. Każdy kolejny "wybawca" wydawał się prowadzić do kolejnego poziomu piekła. Czy miało ją spotkać coś jeszcze gorszego? Samotna, wystraszona, zrezygnowana. Czy smak poziomek był tego warty?
Kilka ostatnich dni przeżyła w napięciu. Co prawda po trzech dniach, gdy nic się nie wydarzyło zaczęła się łudzić nadzieją, że ta izolacja jest tylko dla bezpieczeństwa personelu czy kogokolwiek, kto ich zabrał z poprzedniego "domu". Teraz jednak dźwięk płynący z głośnika wywołał nieprzyjemne mrowienie na jej karku i przemaszerował przez plecy dziewczyny. Poczuła jak każdy mięsień grzbietu zaczyna się usztywniać jakby jakaś siła chciała zatrzymać ją w tym hermetycznym pomieszczeniu. Mechanizm "walcz lub uciekaj" nie zadziałał prawidłowo, bo stała tak wryta w zamarłej pozie, a krople zimnego potu sperliły jej czoło. Te dwie minuty wlokły się w nieskończoność.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-01, 14:28   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Po chwili do pokoju wkroczyło dwóch mężczyzn. Oboje byli ubrani w dziwne kombinezony, które zapewne miały ochronić ich przed ewentualnym nieposłuszeństwem ze strony obiektu badawczego. Nie pytali o pozwolenie nawet przez moment, jednak kiedy na głowie dziewczyny znalazła się dziwnego rodzaju opaska, poczuła ona dziwny ból głowy. Dobrze pamiętała to, co działo się po tym jak zaliczała bliższe spotkanie z białym szumem. To było coś podobnego, jednak nie aż tak bardzo drastyczne. Po prostu czuła dziwne mrowienie, ból głowy. Poczuła niemoc w kończynach i najzwyczajniej w świecie bezwładnie upadła na ziemie. Była jak szmaciana lalka, którą trzeba było nosić. Nie ma to jak kolejny wynalazek naukowców. Kerstin czuła, że mogła poruszać dłońmi, jednak było to niesamowicie trudne. Zupełnie nie mogła użyć żadnej ze zdolności Psi, jednak gdyby została z dziwną opaską sam na sam, to pewnie po kilku godzinach wyswobodziłaby się. Zupełnie tak, jak ucieka się z poluzowanych więzów. Jednak teraz było to trudne. Jej dłonie przypominały galaretę - gdy tylko próbowała ją podnieść, jej palce bezwładnie się zginały. Zaś gdy starała się poruszać palcami, traciła czucie w całej dłoni. Była jak te dziwne sznurkowe zabawki z drewna - naciskasz guzik i stają się sztywne. Puszczasz go i bezwładnie opadają.
Po chwili Kerstin została przywleczona do innego pomieszczenia. Praktycznie nic nie pamiętała z drogi, jaką przebyła - a raczej przez jaką ją przeciągnięto. Teraz jednak powoli odzyskiwała świadomość. Siedziała pod ścianą i była już całkowicie w pełni sił. Nie miała na sobie żadnych dziwnych mechanizmów. Stała w pustym, białym pomieszczeniu. Po chwili do jej uszu dobiegł mechaniczny głos, który przekazał jej następujący komunikat:
- Kerstin, jesteś gotowa?
No proszę, ktoś używał nawet jej imienia. Rzeczywiście ludzie tutaj naprawdę interesowali się tym, kim są obiekty testowe. Jednak mimo to nadal byli tylko królikami doświadczalnymi, prawda? Dziewczyna czuła się przez pierwsze minuty zupełnie normalnie, jednak po chwili... Dotarło do niej coś. Powoli zaczynała coraz ciężej oddychać - poziom tlenu w pomieszczeniu drastycznie zmniejszał się. Czuła, jak zaczyna brakować jej powietrza, jednak jeszcze nie wywołuje to całkowitego duszenia się. Po prostu odczuwa dziwny dyskomfort spowodowany tym, że nie może wziąć kolejnego oddechu. Powoli zaczyna to być jednak przerażające, a do jej mózgu zaczynają dochodzić informacje o tym, że jest w sytuacji zagrożenia życia. Jej umiejętności zaczynają wariować...
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-01, 21:45   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Dwóch mężczyzn. Poważnie? Dwóch dorosłych samców do jednej małej, bezbronnej dziewczynki? Przecież taka właśnie była - bezbronna. Zdezorientowana. I może przez to miała być niebezpieczna? Ale czy wobec tego, z jej zdolnościami ta dwójka to nie przypadkiem "trochę" za mało? Miało się okazać, że nie.
Co prawda spodziewała się, że ktoś po nią przyjdzie - w końcu głos dobiegający z głośnika nakazał jej się przygotować. Zrobiła to dość nieudolnie - wręcz - wcale. Po prostu stała w zamarłej pozie czekając na "koniec świata". Jej oczy przebiegły od stóp po głowy mężczyzn. Mózg zanotował ich dziwaczny ubiór, który nie wzbudzał zaufania - poczuła się jak jakaś skażona próbka. Właśnie tak - jak próbka, a nie jak człowiek. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła się wręcz nieludzko. Spanikowała. Chciała krzyczeć. Zapytać czy ona też dostanie taki kombinezon, skoro jest coś nie tak z otoczeniem, ale słowa zamarły w jej gardle i mogli jedynie usłyszeć przeciągłe:
- Eeeyyyyyy - modulowane od C1 do D2. Nona składana melodyjnie z liter dźwięk po dźwięku. Pewnie w tym całym zamieszaniu i niedowierzaniu, wszechogarniającym napięciu mięśni uwadze jej umknął moment, gdy opaska przytuliła dwa niesforne, "galopujące" kucyki bliżej ciała. Mięśnie przestały trzymać jej ciało w wygiętej, usztywnionej pozie przerażonego królika. Zaczęła odczuwać ich ból, ale chwilę później został on zamaskowany bólem głowy. Poczuła jak wszystko wiotczeje. Czuła się dziwnie. Niemalże jak wtedy, gdy się pomyliła i najadła się wilczą jagodą. Była jak bezwolna marionetka, z którą lalkarz mógłby zrobić co zechce i... chociaż gdzieś w środku Kerstin - przerażało ją to, to na zewnątrz ten dziwny stan wywoływał niezrozumiałe rozbawienie. Szmaciana lalka czuła mrowienie towarzyszące tej niemocy i to mrowienie wywoływało łaskotki. Ból głowy i wewnętrzny chichot, który wywoływał mdłości jak po przejażdżce na diabelskim młynie. Chciała powstrzymać grawitację, zadziałać na własną percepcję, ale najzwyczajniej nie mogła odnaleźć w sobie na to sił, jakby jakaś niewidzialna ręka poprzestawiała zapadki i popsuła cały mechanizm PSI wyszkolony przez lata spędzone w Lidze.
Wiedziała, że wszystkiemu winna jest tak cholerna opaska, ale im bardziej starała się unieść dłonie i ściągnąć z głowy to paskudztwo - efekt jest starań był bardziej mizerny. A może to tylko subiektywne odczucie i nie miało znaczenia jak bardzo się stara?
Tak bardzo skupiła się na własnych doznaniach, że niemal nie zauważyła, że została przetransportowana do innego miejsca. Pomieszczenie to wydało jej się sanatoryjnie sterylne i przez to jeszcze bardziej przerażające niż wszelkie dotychczasowe przypuszczenia na temat tego miejsca. Kombinezony i białe ściany - to nie mogło się dobrze kojarzyć.
Gotowa do czego? - nie powiedziała tego na głos - wyjawił to jej wyraz twarzy. Ona sama zdobyła się jedynie na ledwie słyszalny, anemiczny bełkot:
- Że co? - któremu towarzyszył ruch ramion. Gdyby wiedziała, że mówią o niej per "obiekt testowy" - pewnie w popłochu biegłaby przed siebie jak taran i pokonała wszystkie ściany - nawet jeśli miałaby to zrobić jedynie w swojej wyobraźni. Opaska zniknęła. Zimna podłoga, na której siedziała poza woalem bólu dawała wyraźnie odczuć swój chłód. Kerstin niepewnie wstała, jakby obawiała się jeszcze czy jej galaretowate nogi utrzymają ciężar jej ciała. Nie runęła jednak jak kłoda, co znaczyło, że wszystko zaczyna wracać do normy.
Nie, nie dotarło do niej jeszcze, że ktoś woła ją po imieniu. Że przywłaszczył sobie prawo do używania jej imienia, chociaż mu na to nie pozwoliła. Przecież ten przywilej zarezerwowany jest dla ludzi, którym się ufa. A ona nie ufała mężczyznom w kombinezonach ani głosowi bez twarzy, który wwiercał się w jej umysł wprost z głośnika.
Po chwili zaczęła odczuwać trudności w oddychaniu. Ta chwila normalności prysła jak mydlana bańka. Świadomość zaczynała powoli odpływać dając o sobie znać instynktom. Tym najważniejszym - instynktom przetrwania. Kerstin nerwowo zaczęła rozglądać się za drzwiami, by pobiec w ich kierunku i szarpać nerwowo klamkę. Jeśli ta nie chciała puścić pod jej szamotaniną użyła widzenia przez ściany, żeby rozejrzeć się po pomieszczeniu, do którego się wybierała oceniając czy będzie tam bezpiecznie, a następnie za pomocą telekinezy - ułożyłaby zapadki zamka tak, by go otworzyć, jeśli był on mechaniczny. W końcu jako dziecko Ligi - potrafiła panować nad swoimi zdolnościami, a przynajmniej dopóki nie znalazła się w sytuacji totalnie patowej. Na razie - chwilę przed śmiercią poprzez uduszenie zaczynała myśleć jasno i działać tak, jak została wyszkolona. Do końca racjonalnie - dopóki zbyt wysokie stężenie CO2 nie powali jej na ziemię.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-01, 23:00   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Klamka ani drgnęła. Bo w sumie jaki sens miałyby te badania, gdyby dziewczyna w decydującej chwili miała sobie wyjść z pomieszczenia w którym odbywały się testy? Drzwi były zamknięte, a powietrza wydawało się być coraz mniej. Szybsze oddechy sprawiały, że ręce dziewczyny drżały, a ona autentycznie obawiała się o swoje życie. Oczywiście wiedziała gdzieś tam w środku, że to tylko i wyłącznie test, ale... Nie mogła tego opanować, bo to był jak pieprzony instynkt, który kazał jej się z tamtego pomieszczenia jak najszybciej wymeldować. Czuła, jak krew w żyłach zaczyna szybciej krążyć, a ona jest... Silniejsza? Szybka analiza sytuacji. Od razu zauważyła kilka sylwetek, które były w kilku innych pokojach, przyłączonych do tego. Nie byli niebezpieczni. Nie mieli broni. Nadzwyczajnie szybka analiza. Od razu udało jej się poukładać zapadki, co zapewne w zupełnie innych warunkach byłoby praktycznie niemożliwe. Ale teraz ona w całej sobie czuła, jak moc w niej buzuje. A jej niewidzialne "dłonie" w postaci telekinezy, jeszcze nigdy nie były tak precyzyjne jak teraz. Mogłaby rozebrać przy ich pomocy zegarek albo zrobić operację chirurgiczną. To było wręcz przerażające... Dziewczyna, gdy tylko drzwi się przed nią otworzyły, od razu upadła na ziemię, biorąc gigantyczny oddech. Oczywiście gdy tylko naukowcy zorientowali się, że dziewczyna robi coś takiego - wyłączyli cały mechanizm w pokoju. Gdy obiekt testowy znalazł się poza pomieszczeniem testów, od razu go otoczyli. Kerstin nie mogła niczego zrobić, chociaż nadal czuła jak adrenalina w niej buzuje. Powoli jednak poziom jej opadał, ale... Ona nadal mogła użyć czegoś. Miała czas na ostatnie działanie... Nie myślała wtedy zupełnie racjonalnie - mogła porozsadzać im głowy. Była niebezpiecznym zwierzęciem wypuszczonym z klatki. Zwierzęciem, które w tamtej chwili czuło się zagrożone - nawet, jeśli był to tylko test - i miało przed sobą swoich oprawców - nawet, jeśli nie robili tego w złych zamiarach. Wiadomo, nikt nie chciał jej skrzywdzić - chodziło tylko o próbę wyzwolenia jej pierwotnych instynktów, połączonych z zabójczą mocą Psi. Co z tego wyszło? Wyjątkowo wybuchowa mieszanka.
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-02, 00:20   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Nie spodziewała się tego, że klamka puści przy pierwszym dotyku, ale co jeśli ucieczka od śmierci byłaby tak prosta, a ona zajęta kombinatoryką wykluczyłaby te najbardziej oczywiste rozwiązania i przez to poległa? Byłaby to głupia śmierć i nikomu nie potrzebna, a już przynajmniej nie potrzebna jej. Musiała spróbować nawet, jeśli nie wierzyła w sukces. Wiedziała, że ostatecznie nic jej nie zrobią? Być może powinna, ale... Nikt z nią nie porozmawiał, nikt jej niczego nie wyjaśnił. Pozostawiono ją sam na sam z własną samotnością, z własnymi myślami i własnymi demonami, które w ciszy, samotności i niewiedzy osiągały gigantyczne rozmiary, truły umysł i nie działały na nią dobrze. A potem kazano wykonywać instrukcje bezpłciowego głosu. Żądała, by traktowano ją po ludzku.
Widzenie przez ściany pozwoliło jej szybko i dość dokładnie ocenić sytuację, w której przyjdzie jej się znaleźć. W jej położeniu pewnie i szwadron uzbrojonych komandosów nie byłby w stanie zatrzymać jej w tej beztlenowej bańce, którą z każdą chwilą stawał się ten pokój. Nie miała wyboru.
Nie zastanawiała się, co mogłaby jeszcze zrobić za pomocą nabytych mocy i rozwijanych umiejętności - nie było na to czasu ani odpowiedniego towarzystwa. Impet z jakim wparowała do kolejnego pomieszczenia powalił ją na podłogę. Tutaj nie brakowało tlenu. Nikt nie zabierał jej tego życiodajnego tchnienia. Padła niemalże na podłogę - powstrzymywały ją przed ostatecznym upadkiem wyciągnięte ręce, na których podtrzymywała ciężar swojego ciała. Jej błękitne oczy zaświeciły się obłędnym płomieniem i lodowatym spojrzeniem zmierzyła wszystkich, którzy znajdowali się w tym pomieszczeniu. W tym bezpiecznym pomieszczeniu, z którego ją obserwowali. Jej spojrzenie miało w sobie dzikość zranionego zwierzęcia. Kerstin usiłowała wyłapać tego, kto był odpowiedzialny za to zdarzenie, by wdrukować w swoją pamięć jego podobiznę i wyeliminować go przy nadarzającej się okazji. Oceniła, że raczej nie ma szans na pokonanie przeciwników i ucieczkę. Wysoki poziom adrenaliny zaciemniał umysł i chociaż był pomocny przy takich błyskawicznych akcjach wymagających podejmowania decyzji w locie - na dłuższą metę potrafił zmęczyć.
Faktycznie, nie myślała wtedy racjonalnie i działała instynktownie.
- Co tu się odpierdala? - wycedziła przez zęby tocząc jednocześnie pianę z ust, w których odbywała się nadprodukcja śliny. Była wściekła, zdezorientowana i potrafiłaby zabić, gdyby tylko w pobliżu znajdowało się jakieś odpowiednie narzędzie. Jej szalony wzrok skanował otoczenie za jakąś podręczną sztachetą, metalową rurką czy innym przedmiotem, którym można by byo zadać ból, lub nawet zabić. I gdy tylko znalazła coś takiego i udało jej się zlokalizować najważniejszą osobę w tym zespole - ruszyła na nią z tym narzędziem (albo i nawet z gołymi rękami, jeśli nic przydatnego nie znalazła i na najbliższą osobę, jeśli nie znalazła lidera) torując sobie drogę - z użyciem telekinezy przestawiając w miarę możliwości i mocy przedmioty i ludzi znajdujących się na jej drodze, byle by sobie ją utorować i przejąć kontrolę nad sytuacją.
- Ty! - zwróciła się do niego grożąc użyciem swojej zdobyczy, a ślina skapywała na podłogę. Kerstin nie mówiła - ona wręcz ryczała wściekle.
- Co tu się odpierdala? - zapytała ponownie, tym razem osobowo, dzięki czemu mogła otrzymać odpowiedź. Była gotowa do ataku, gdyby ktoś chciał jej w czymkolwiek przeszkodzić. Rozglądała się za drzwiami - czymś, co pozwoli jej obrać jakąś drogę ucieczki w następnej kolejności. W końcu było ich tu dużo... zbyt dużo, by pozostać.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-02, 19:44   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

W pomieszczeniu panowało gigantyczne zamieszanie. Wielu naukowców opuściło swoje miejsca pracy i zaczęło bezskutecznie szukać wyjścia z budynku. Wiadomo - są takie momenty, w których wysiada nawet pamięć o planie ewakuacyjnym. A przecież był tyle razy przerabiany. No cóż... Nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń, chociaż w dużym stopniu ciężko było się czegokolwiek spodziewać. Zamykanie lwa w klatce i drażnienie go raczej nie przyniesie bezpiecznych rezultatów. Liczyli się z tym budując laboratorium - przecież mieli masę zabezpieczeń, masę innych pomieszczeń, które byłyby bardziej odpowiednie do tego badania. No, ale zawiedli. W końcu można też ich usprawiedliwić tym, że nigdy nie mieli do czynienia z Psi. Nie w takim sensie. Zanim cokolwiek się stało i jakakolwiek część protokołu bezpieczeństwa została zastosowana, Kerstin udało się przejść przez kawałek laboratorium, siejąc zamęt i zniszczenie. Krzesła, stoły, kubki po kawie. Wszystko, co tylko torowało jej drogę, od razu znalazło swoje miejsce na ścianach i w rogach pokoju. Kilku naukowców oberwało latającymi przedmiotami i upadli na ziemie. Gdy Kerstin dopięła swego i zbliżyła się do jednego z naukowców w innym kitlu niż reszta, skończyła się zabawa. Oczywiście wypowiedziała ostatnie słowa, a zaraz po tym w całym pomieszczeniu rozległ się Biały Szum, kompletnie obezwładniając dziewczynę. Leżała teraz na podłodze, skręcając się z bólu. Z jej nosa zaczęła płynąć czerwona krew. Czuła drgawki przechodzące przez całe jej ciało, a śniadanie, które zjadła wcześniej praktycznie podchodziło jej do przełyku. A wtedy pojawił się on. Nie wyglądał wyjątkowo dobrze - miał sporo bandaży na swoim ciele, jego prawa ręka była zawieszona na temblaku. No proszę. Harry Donavan we własnej osobie. Kerstin nie usłyszała już niestety rozmowy, jaką prowadził z "debilami" i "bezmózgami" - jak to ich nazwał - ponieważ została niczym wór ziemniaków wtargana na nosze i przeniesiona do innego pokoju. Nic nie pamiętała z drogi.

Ocknęła się dopiero w sporym pokoju przypominającym salę gimnastyczną uniwersytetu. U góry były spore okna - lub coś, co przypominało okna - przez które można było wiedzieć osoby znajdujące się w tamtych pokojach. Na samym dole podłoga i ściany wyłożone były dziwnym tworzywem. Pamiętała je - tego samego używano w Lidze podczas treningów. Wykładano tym każdy, najmniejszy element. Nie dawało się tego podpalić ani nic z tym zrobić. Jednak pomieszczenie nie było zupełnie puste. Znajdowały się tam meble, różnego rodzaju sprzęty. Przypominało to małe wysypisko śmieci. Poza tym było pusto. Nawet nie było żadnych drzwi. Żadnej możliwości ucieczki.
Kerstin nie czuła się najlepiej. Krew, która wcześniej płynęła z jej nosa zaschła na ustach i w kilku miejscach na twarzy. Czuła pot na swoim czole, który posklejał kosmyki jej włosów. Ból w kościach był nie do zniesienia. W końcu chwilę musiała leżeć sparaliżowana, prawda? Odbiło się to na jej stanie zdrowia - czuła się jak przeciągnięta przez magiel. Jednak widocznie dzisiejsze badania się jeszcze nie skończyły. A ona czuła złość, która wręcz napędzała ją do dalszego działania. Gdzieś tam w odmętach myśli i wspomnień widziała go. Harry Donavan we własnej osobie. Pamiętała go z Ligi. Zawsze nie pasował do jej standardów i pojawił się na krótko przez jej rozbiciem. Zapewne maczał w tym palce, chociaż Kerstin nie miała na to dowodów. W jakimś sensie to on przyczynił się do przeniesienia jej tutaj. A teraz znowu zobaczyła jego parszywą mordę. A teraz usłyszała jego parszywy głos.
- Witaj agentko Karjan, chociaż nie sądzę, żebyś nadal mogła się tak nazywać. Nie służysz już dla nikogo. Chyba, że dla mnie - podsumował. Niestety nie było go w tym pomieszczeniu. Nie było w nim nikogo. Nie mogła go zobaczyć, a jego głos jeszcze przez długi czas roznosił się echem w jej głowie.
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-03, 17:47   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Gdyby wściekłość na to, co jej robili nie przysłaniała jej oglądu sytuacji pewnie z dziką satysfakcją przyglądała by się spustoszeniu, które siała wśród laborantów i pomieszczeń należących do Pryzmatu. To co z nią zrobili odebrała jak personalny atak i zamknęło to wszelkie drogi do nawiązania kontaktu czy współpracy z tą dziewczyną.
Zanim Biały Szum ją obezwładnił miała swoje "pięć minut" na ekspresję. Nie, nie pokazała im w sumie całej palety umiejętności. Działała raczej chaotycznie. Pozbawiona nadziei. Powoli zaczynała czuć się jak ktoś, kto utracił wszystko... a tacy ludzie byli zdolni do wszystkiego. Na razie jednak ta świadomość do niej nie docierała. Nowe miejsce, nowa organizacja i jej nieznane metody trochę ją dezorientowały. Nie miała jakiejś konkretnej misji, jasno nakreślonego celu więc... nie potrafiła jeszcze działać. Bez jasnego "od do" ciężko jej było działać, podejmować właściwe decyzje i to była jej największa słabość. Na razie jej postępowaniem kierowała nienawiść, ślepa furia - a to nigdy nie byli dobrzy doradcy - chociaż niewątpliwie udało jej się wystraszyć badaczy. Uderzenie Białego Szumu bolało jakby oberwała elektrycznym pastuchem w tył głowy lub w podbrzusze powodując, że zwinęła się w kłębek. Zapach żelaza, posmak krwi w ustach... Nienawidziła tego. Zawsze, gdy kończyły się argumenty - wkraczał do akcji argument siły. Łzy bólu i bezsilności potoczyły się po jej policzku. Przez rosę łez dostrzegła Harrego a potem wszystko odpłynęło.

Ocknęła się w zupełnie innym miejscu. Miała wrażenie jakby błądziła po labiryncie, który o losowej porze za pstryknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia drożność ścieżek i tym sposobem więzi ją coraz bliżej swojego serca, skąd nie ma już ucieczki. Była coraz bardziej osłabiona i zdezorientowana. Zacisnęła ręce w pięści, ale czuła bezsilność. Rozejrzała się ostrożnie. W jakiś sposób kolejne pomieszczenie jej koszmaru wyglądało znajomo i o dziwo - w jakiś sposób znalazła w tym ukojenie. I tylko te sprzęty znajdujące się wewnątrz burzyły ideał sali treningowej. Były jak fałszywy dźwięk w dobrze znanej melodii. Aż Kerstin lekko się skrzywiła.
Czuła się zmęczona, obolała, obklejona i brudna. Do tego rozgorączkowana złością i bezradnością. Nadal odczuwała mdłości. Otarła pot z czoła i skrzywiła się jeszcze bardziej. Dłoń przesuwająca się po twarzy zabrała ze sobą ślady krwi rozmazują jeszcze przed chwilą zaschłe ślady po użyciu "broni" na jej twarzy.
Rzuciła na niego nienawistne spojrzenie - resztką sił ukazując mu pogardę.
- A co - jesteś księciem tego pożal się boże wysypiska? - tak, to było żałosne z jej strony. Żałosne i słabe. Dała mu tym samym w jakiś sposób przewagę. Na jego zdradę nie potrzebowała żadnych innych dowodów. Wystarczyło, że tu był i jego położenie było całkiem odmienne od jej. Jej nikt niczego nie wytłumaczył - on miał tu posłuch. Nie trzeba było być superinteligentną osobą, by wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Usiadła i zaczęła rozmasowywać obolałe mięśnie. Pomyślała sobie, że jest żałosna, skoro rozmawia z głosem w swojej głowie i postanowiła już więcej się do niego nie odzywać. Chociaż pewnie znajdą sposoby, by ją zmusić do tego, by tańczyła jak jej zagrają. Chciała, żeby ten dzień się już skończył, ale jej wzrok powędrował w stronę mebli. Ten stosik ją niepokoił. Bała się, że gdzieś tam w cieniu poza jej wzrokiem czai się jakieś zagrożenie. Dlaczego tak ją testowali? Co chcieli przez to osiągnąć? I od jak dawna to planowali?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-03, 23:43   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Gdyby tylko tego... - tutaj pojawił się śmiech. No tak, z pewnością rozbawiła go głupia uwaga Kerstin. Bawiło go to, że była jego personalną zabawką, z którą mógł zrobić co mu się tylko podobało. Był zadowolony z tego, że nie błagała go jeszcze o życie. Przez to mógł się nad nią jeszcze trochę poznęcać i posłuchać tego, jak udaje silną panienkę. No cóż, zabawa powoli przestawała być jedynie zabawą. Pora zacząć wypełniać obowiązki, które powierzył mu prezydent Gray. Harry dodał do mikrofonu:
- Powiedz mi, Kerstin... Czy czujesz się już zagrożona? - dodał. Po chwili oczywiście dalej kontynuował swój wywód:
- Bo widzisz. Naszym celem jest to, żebyś się tak czuła. Chcemy sprawdzić jak wiele jesteś w stanie wytrzymać i jak bardzo mogą pomóc Ci w tym Twoje umiejętności. Ale nie martw się... Nieważne jak bardzo jesteś przywiązana do tego, że chronią Cię. Możemy Ci je w każdej chwili odebrać...
A to było przerażające. Dziewczyna dobrze wiedziała, że w wielu przypadkach tarcza, która wytwarzała się wokół niej była... Ratunkiem? Wielokrotnie zdarzyło się, że dziwna bariera pojawiła się w przypadku jakiegoś zagrożenia. Otoczyła ją i sprawiła, że była odporna na pociski i inne tego typu rzeczy. A teraz... Testowali to? W dodatku mogli jej to w każdej chwili odebrać. No tak. Opaska na głowę, Biały Szum...
- Ale widzisz, Kerstin. Pierw chciałbym, żebyś mnie znienawidziła - powiedział, kipiąc wręcz pewnością siebie. Cóż, nie był do końca normalny gadając takie rzeczy do jednej z agentek Pryzmatu. Chociaż średnio można było ją za nią uważać. Zapewne nazwisko Karjan nigdy nie figurowało w spisach agentów tej organizacji, a po migracji z Ligi Dzieci dziwnie... Zaginęło... Co za szkoda, że Kerstin Kajran w rzeczywistości nie istnieje. Nikt nie wie o tym, że jest tutaj zamknięta i przeprowadzane są na niej testy. No, z wyjątkiem kilku osób. Ale to i tak małe szanse na ratunek. A teraz w dodatku rozmawia z tym chorym psycholem, który czerpie nieprawdopodobną radość ze znęcania się nad Psi.
- Mam dla Ciebie niespodziankę.
Po chwili do sali wparowało coś w rodzaju robota. Było ich kilku. Z początku wyglądało to jak swojego rodzaju dron - w końcu wejście do sali było na samej górze. Cóż, trzeba to przyznać, że Pryzmat budował genialne roboty. Poruszały się w mgnieniu oka i potrafiły zrobić tak wiele rzeczy... Nic dziwnego, córka prezydenta należała do Zielonych. Nadludzki umysł w połączeniu z nieskończonymi funduszami na badania zaowocował znacznym rozwojem sztucznej inteligencji i robotyki. Było to trochę przerażające - szczególnie patrząc na to, że kraj jest praktycznie w rozsypce. A tutaj jest miejsce, gdzie buduje się robociki, które potrafią podawać tacę z winem. Albo torturować niewinne dzieci.
- Jeśli je zniszczysz, to nie ujdzie Ci to na sucho. Poddaj się...
Mogła zrobić co tylko chciała.
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-04, 22:23   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Nie skomentowała. Mógł być nwet królem całego universum. Była jedynie wściekła na siebie, że nie dała mu do wiwatu i powiedziała czegoś, co mogłoby mu pójść w pięty. Warga jej drgała. Starała się opanować tą złość, ale przychodziło jej to z trudem. Chłopak upajał się dalej swoją władzą nad nią.
Milczała. Nie odpowiedziała na jego pytanie. Czy czuła się zagrożona? Oczywiście, że była przerażona jak cholera. Każda komórka jej ciała mówiła jej, że nie wyjdzie z tego cało, że przebadają jej każdą umiejętność, każdą reakcję aż ostatecznie nie będzie im już w stanie dać żadnego materiału badawczego - stanie się zbędna i się jej pozbędą. Samotna, zabłąkana łza zakręciła się w jej oku i potoczyła wzdłuż twarzy, zakręciła się na linii żuchwy i zakończyła swoją podróż na jej czarnych jeansach. Tak, Kerstin nieświadomie grała w jego grę. Resztką sił starała się być twarda. Ale ciężko być twardzielem, gdy brakuje nadziei. Obecność Harrego sprawiała, że traciła pewność siebie. Łatwiej zagrać kogoś innego, gdy nie ma w pobliżu osoby, która cię zna. Teraz była tego pewna - Harry przyszedł by ich poznać, by potem tą wiedzę wykorzystać do tych chorych badań.
- Więc skończmy tą śmieszną szopkę i po prostu mnie zabij, tchórzu. - głos jej się nieznacznie łamał. Była już zmęczona, a przecież to nie było wszystko co dla niej przygotowali. Przecież nie była to organizacja zrzeszająca psychopatów, po spotkaniu z którymi jedyne o co się modlisz - to śmierć. Pryzmat tworzyli między innymi ludzie jak ona. Nie pojmowała zatem dlaczego traktują ją w ten sposób.
- Jesteś głupi. Nienawidzę cię od pierwszego wejrzenia. - w słownych potyczkach nie była za dobra. Miała dziecinne odzywki, do tego szczęka jej drżała, gardło się zaciskało, a słowa zdawały się w nim grzęznąć. Nie każdy wyraz wypowiadała wyraźnie. Złość blokowała lotność jej umysłu i sposób wysławiania się. Z resztą gdy dostajesz jeden prezent od losu - to zabiera on ci w zamian coś innego.
Oczy Kerstin przybrały wielkość jednocentówki. Jakie poddaj się? Przecież ona jeszcze z nimi nie walczyła. Nawet nie zaczęła i... nawet miała zamiar się poddać, ale gdy jej zagroził. Nie, nie mogła sobie odmówić tej przyjemności, by zrobić mu na złość. Postanowiła się zabawić. Wbrew wszelkiej logice - jego uczestnictwo w tym eksperymencie zaczynało jej pomagać. Do tej pory zrezygnowana, bez celu w życiu, poddająca się losowi i sytuacji, która zdawała się być bez wyjścia Kerstin odkryła cel swojej misji. Dopaść i zlikwidować Harrego Donavana. Gdy ta myśl zakorzeniła się w jej mózgu - uśmiechnęła się lekko do siebie. A raczej - jej nowo narodzone, mroczne alter ego uśmiechnęło się do biednej, obolałej Kerstin. Skupiła się na swoich telekinetycznych umiejętnościach, aby przechwycić drony i zmienić trajektorię ich lotu - porozbijać je o siebie. Widok zniszczonych zabawek napawałby ją dumą. Nawet, gdyby zareagowali, coś zdołałaby zniszczyć. Stanowiło by to źródło jej satysfakcji. I chyba nic na tym świecie nie było jej w stanie powstrzymać, przed podjęciem kolejnej próby. Niszcz, mdlej, powtórz.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-05, 16:57   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

A dlaczego miałby ją zabijać? Czym byłoby to w porównaniu do tego, czego dokonał, żeby ją tutaj sprowadzić? Śmierć Kerstin z pewnością nie dostarczy ani próbek badawczych ani żadnej rozrywki. A tego przecież nie chciał, prawda? On przede wszystkim chciał się wyżyć. Chciał w jakimś sposób dokonać zemsty na wszystkich Psi, które kiedykolwiek ośmieliły się skrzywdzić jego bądź jego ludzi. Przeżywał dokładnie to samo co jego brat i w identyczny sposób próbował to wyładować. W sumie to całkiem działało.
- Przecież dobrze wiesz po co tutaj jesteś - rzucił do niej, a zaraz po chwili na monitorach w sali wyżej pojawiła się twarz dziewczyny. Cóż - cała ekipa badawcza widziała to, do czego doprowadza cały ten chory projekt. To był jak cholerny paradoks - z jednej strony niektórzy z naukowców mieli dzieci. Jeśli przeżyły apokalipsę, to znajdowały swoje miejsce w Pryzmacie i zapewne nigdy się nie dowiedzą, że ich ojcowie i matki znęcają się nad innymi dziećmi. Po prostu - były lepsze dzieci jak i te gorsze. Wszystko zależało od tego, po której stronie barykady się... Urodzisz?
Kerstin bez większego problemu złapała drony swoimi kinetycznymi zdolnościami. Oczywiście zaraz po tym, oba radośnie rozbiły się o siebie, a ich szczątki spadły na ziemie i rozniosły się po całej sali. Cóż, a to właśnie było to, na co czekał Donavan. Dobrze wiedział, że jest tam bezpieczny - nic nie może mu zrobić, będąc za szybą. A teraz pora na prawdziwy test, bo w końcu po to ten pokój został stworzony. Po chwili w sali pojawiło się więcej dronów, aż jeden z nich strzelił czymś wprost do Kerstin. Oczywiście nie był to pocisk czy cokolwiek niebezpiecznego, dziewczyna poczuła jednak maleńką igłę wbijającą się w jej szyję. Wyglądało to jak jedna z rzutek - przedmiot używany do gry o tej samej nazwie. Maleńka strzykawka, po umieszczeniu swej zawartości w ciele dziewczyny opadła na ziemie.
A ona poczuła się tak, jakby ktoś wstrzyknął jej jakiś narkotyk. Z początku czuła dziwny niepokój - adrenalina zaczęła działać. Dziewczyna po chwili przestała czuć ból, zupełnie. Nawet po tym wszystkim co stało się we wcześniejszym pomieszczeniu. Nie czuła swoich dłoni w ten sam sposób - oczywiście, nadal potrafiła nimi manewrować. Jednak dopiero teraz zdała sobie sprawę, że w rzeczywistości są one nieskończone - oczywiście mowa tutaj o jej zdolnościach telekinetycznych. Mogła podnieść teraz wszystko bez większego wysiłku. Jednak był jeden mankament, Kerstin czuła, że nie panuje nad całą potęgą, jaką dała jej strzykawka. Czuła, że musi zacząć używać swoich zdolności, by bronić się przed czymś, czego w sumie nie ma. Nie wiedziała co i gdzie stwarza zagrożenie, ale była wręcz pewna, że dotyczy ono jej. Wiedziała, że zaraz coś jej się stanie, że musi się bronić, walczyć by przeżyć. Oczywiście w rzeczywistości nic jej nie groziło. Efekt podwyższonej adrenaliny działał na nią idealnie. Tylko... Co właściwie zrobiła?


___
Musisz użyć minimalnie pięciu, dowolnych umiejętności na post. Bez kostki. Miłej zabawy!
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-05, 22:43   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Dlaczego miałby ją zabijać? A czy ludzie tacy jak on potrzebowali do tego jakiegoś powodu? Nie dane jej było poznać mechanizmów działania jego chorej logiki. I nie czuła jakiejś specjalnej potrzeby wczucia się w jego położenie. Poznanie motywów pewnie mogłoby być pomocne dla określenia sposobu w jaki będzie działał, ale... nie miała ochoty ani umiejętności by babrać się w jego psychice. Kerstin sprzed pięciu minut pozwoliłaby zrobić ze sobą wszystko, byle by ten ból odszedł. W ciągu tych kilku minut tak wiele uległo zmianie. W tym czasie nie analizowała laborantów, nie zastanawiała się dlaczego to robią. To nie było dla niej ważne. Ważne, że dopuszczali się tych niegodnych człowieka czynów. Czy to jeszcze były ludzkie odruchy? Ta ciekawość w stylu 3-latka: "a jak skręcę kark kaczuszce i go potem przywiążę wstążeczką do drewienka, żeby się nie majtał to czy kaczuszka zacznie się poruszać?" Właśnie tak się poczuła w ciągu tych pięciu minut - jak kaczuszka, na której szyi zaciskały się rączki Harrego. Radość z powodu zniszczenia dronów nie zdążyła się w niej rozlać i rozgościć, gdy pojawiły się kolejne modele. Zachęcona łatwością z jaką je strąciła - ponownie używając telekinezy starała się zapanować nad rosnącym stadkiem. Starała się uformować je w jakąś formację inną od typu rój i gdy już zamierzała się, by skierować te niszczycielskie maszynki tam - skąd przyleciały - została trafiona rzutką darta. A więc nie zgarnęła ich wszystkich? Nie miała zbyt wiele czasu na popadanie w stan irytacji. Schyliła się po narzędzie ataku i zaczęła przyglądać się temu przedmiotowi. Dość szybko jednak poczuła działanie wstrzykniętego środka. Serce zaczęło walić jak młotem... i ból odszedł. Straciło kontakt ze swoim ciałem, ale nie z własnymi umiejętnościami. Stan zagrożenia wprawił je wszystkie w stan gotowości. Mimowolnie zaczęła lewitować, co lubiło jej się przytrafiać, gdy traciła czucie w kończynach. Środek zaczął działać. Tak, długotrwały stan zagrożenia sprawił, że przypomniała sobie o miejscu, w którym czuła się zawsze bezpieczna. O miejscu, w którym to ona była pamią i władczynią. O miejscu, które wymykało się nawet spod panowania grawitacji. Unosząc się tak nad ziemią dzięki kontroli grawitacji sprawiła, że cały pokój został wyizolowany z tego miejsca. Zmiana grawitacji uniosła te wszystkie "śmieci" nienależne do sali treningowej... meble. Kerstin poprzez swoje telekinetyczne umiejętności odwracała je w przestrzeni. Przypominały trochę bezładnie dryfujące przedmioty porzucone przez astronautów dryfując w przestrzeni tego pomieszczenia jak w próżni. Meble wydawały się być tak lekkie. Pchnięte siłą telekinezy zdawały się pływać po sali. Dopóki Kerstin nie ustaliła swojej własnej grawitacji. Meble poukładane w "płynnej" przestrzeni, poodwracane właściwie - miękko osiadły na suficie, który teraz stał się podłogą. Kerstin postawiła na niej powoli jeden i kolejne kroki. Jej drony w szyku bojowym typu strzała dzięki telekinezie oddalały się od niej, dopóki coś jej nie wystraszyło śmiertelnie i nie postawiło przed nią barierę, która miała ją chronić. Skuliła się w sobie i przestała przez chwilę kontrolować maszyny. Przycisnęła ręce do uszu, jakby to Szum jej to robił, ale to była tylko paranoja. Spojrzała dyskretnie przez ściany i szybkim krokiem niemal przebiegając przez sufit dotarła do drzwi, przez które zamierzała opuścić tą salę. Czy były otwarte? Czy udało jej się wyjść?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-06, 17:28   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Kontrola grawitacji zadziałała jedynie w pomieszczeniu, w którym przebywała. Tak więc przez jakiś czas, cały ten śmietnik przygotowany właśnie na takie okazje zaczął lewitować razem z dziewczyną. Naukowcy nie mogli praktycznie uwierzyć w to, co widzą. Kilkoro z nich od razu znalazło się przy oknie i zaczęli obserwować poczynania dziewczyny. Ich badania przynosiły pożądany efekt, jednak wszystko będzie na swoim miejscu dopiero wtedy, gdy Kerstin nauczy się nad tym panować. Taki w końcu był główny cel badań, prawda? Gdy wszyscy spostrzegli, że nagle z dziewczyną jest coś nie tak, od razu zaczęli między sobą dyskutować, co można było zaobserwować przez szybę. Byli zestresowani tym, że po takim widowisku jaki urządziła, coś jest ewidentnie nie tak. Zaczęli rozważać bezpieczeństwo tej metody, jednak to wszystko zakończył Donavan, nie naciskając przycisku, który miałby uratować Kerstin i wypuścić ją z tego cholernego pokoju. Przyglądał się temu, jak zareaguje. Ciekawiło go to.
A dziewczyna cierpiała. Dyskretne spoglądanie przez ściany nie było wcale tak dyskretne. W jednej chwili przed oczami Kerstin pojawili się wszyscy naukowcy, którzy zajmowali miejsce w osobnych pokojach. Ale to nie wszystko. Dobrze pamiętała używanie tej umiejętności - mogła widzieć coś tylko za ścianą, przy której stała. Dym razem jednak stało się coś zaskakującego. O ile dobrze znała swoje możliwości, to ten widok autentycznie ją przeraził. Przez kilka sekund widziała wszystkich. Cały kompleks podziemny, oddzielony masą ścian. Widziała inne osoby, które były jasnymi punktami w całym tym pierdolonym labiryncie. Widziała jasne sylwetki naukowców w kitlach jak i inne dzieci Psi, które leżą, cierpią, wymiotują. Poznawała to po ich pozach. Widziała ich wszystkich. Poczuła nagle, że nie jest tutaj sama. Że ten koszmar nie jest tylko jej koszmarem - nie cierpi w samotności. Zdawała sobie sprawę z ich obecności, a to ją przerażało. Ogrom tego projektu... To był prawdziwy gwóźdź do trumny. Ale energia i adrenalina wcale nie przestały działać. Kerstin nadal nie czuła swojego ciała. Zbierało jej się powoli na wymioty od używania tych wszystkich umiejętności. Szczególnie, że zdawała sobie sprawę, że jest na wyczerpaniu - a mimo to jej ciało nadal chciało rzucać polami siłowymi na prawo i lewo. Powoli zaczynała czuć końcówki palców u swoich stóp. Czuła ból w kościach i zmęczenie. Zaś druga połowa jej ciała nadal była gotowa by działać. Chciała rozwalać, niszczyć, obronić się przed tym uczuciem, które ją spotkało. Jednak zapłaci wysoką cenę za to. Za tą chorą paranoję, którą zgotowali jej naukowcy. Widząc wyraz twarzy dziewczyny, Donavan pokwitował to słowami:
- Nikt Ci nie pomoże, Karjan...
 
 
Kerstin Karjan


17

niebieski




Wysłany: 2016-10-08, 22:49   
   Multikonta: null
[Cytuj]

Zajęta swoją "walką" zdawała się nie zwracać uwagi na to, że przenikliwe oczy badaczy śledzą jej każdy ruch.
Szczur posłusznie wcinał podsuwany serek i biegał jak oszalały w labiryncie własnych dążeń do wyzwolenia.
Ciekawość Donavana była naprawdę niezdrowa. Gdyby była tak drobiazgowa i potrafiła znaleźć czas na analizę jego zachowania - mogła by dojść do przerażających wniosków. Nie miała na to czasu ani możliwości, bo uwagę jej przykuł efekt użycia umiejętności. Aż rozdziawiła usta z niedowierzania. Nie spodziewała się takiego widoku. Cała placówka jak na dłoni - wystarczyło dobrze się przyjrzeć plątaninie korytarzy i to wszystko zapamiętać, by uciec. Dawna Kerstin, ta z obozu - uciekając uwolniłaby wszystkie cierpiące dzieciaki - ta obecna - starała się zapamiętać ten obraz, który ukazał się jej oczom, by wykorzystać zaistniałą okoliczność tylko i wyłącznie dla siebie... kiedy już będzie gotowa. Oczywiście nie taka była jej pierwsza myśl - bo ta pierwsza - wyzwoliła system obronny niebieskich. Ale druga - bardziej świadoma myśl. Myśl, która ją dręczyła odkąd została schwytana. Obsesyjna myśl, by się stąd wydostać.
I o ile instynkt samozachowawczy podpowiadał "musisz czmychać stąd jak najprędzej i to SAMA", o tyle ludzka przyzwoitość, która nie była jej obca - ścisnęła jej powieki wyżymając z nich łzy. NIE BYŁA SAMA i to z jednej strony przywołały posmak goryczy rozlewający się w ustach, a z drugiej - wlało trochę otuchy w tą rozpaczliwie potrzebującą jej chociażby rąbka filigranową postać. Nadzieja, otucha i współdzielony ból stanowiły impulsy bombardujące jej świadomość. Za każdym razem jednak kolejny "wybuch" powodował kolejne nawroty przerażenia.
Powracające stany lękowe, brak kontaktu z własnym ciałem i nadużywanie mocy - sprawiało, że zdawała sobie sprawę z tego, że długo nie pociągnie na takich obrotach, ale nie potrafiła zwolnić, zaprzestać praktyk. Treść żołądka powoli zaczynała podpełzać do przełyku, ale ona zdawała się tego nie czuć. Jakby straciła kontakt ze swoim ciałem w wyniku jakiejś poważniejszej awarii, a nie lekkich zakłóceń.
Miotała się trochę jak ptak w klatce. Donavan nie dość, że nie zamierzał tego przerwać, to jeszcze czerpał jakąś dziką satysfakcję z jej pognębiania.
- Mój Bóg mi pomoże. - odpowiedziała bez namysłu Kerstin. Jej udręczony, wręcz chrypliwy głos rozległ się w pomieszczeniu mącąc ciszę.
- On pomaga tym, którzy pomagają sobie. - wymamrotała i skupiając się całą swoją siłą umysłu na stosem mebli starała się je z całą siłą puścić w kierunku drzwi, by je wyważyć. Miała ogląd budynku, zapamiętała plany, chciała stąd uciec i zaszyć się gdzieś w najmroczniejszych zakamarkach wszechświata, gdzie nikt nie będzie szukać. Rzucenie się na Donavana było by nierozsądne, chociaż miała przez chwilę taki pomysł. Szybko jednak zdławiła go w zarodku. Chciała przejść przez te drzwi, co potrzebne jej było, by ułożyć plan: zdobyć klucz otwierający inne pomieszczenia używając do tego telekinezy. W ramach dywersji i odwrócenia uwagi - Kerstin przekraczając tamte progi użyłaby właściwej umiejętności każdego niebieskiego. Następnie planowała zaburzyć nieco grawitacji, by odciągnąć ich zza zasięgu, co do czego miała mieszane uczucia. Potem wystarczyło uciekać aż wyjdzie się zza zasięgu. Chyba, że tak jak Kerstin kręciło ci się w głowie i nie będziesz potrzebować jakiegoś medyka.
Tarcza zniknęła, ale gdy otarła skronie dostrzegła i poczuła jak krew wąską stróżką biegnie raniąc ją najdotkliwiej. Znów poczuła mniejszą zależność od własnego ciała, które zaczęło się unosić Czy to środek tak na nią działał czy to miejsce?
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-10, 18:26   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

- Głupia dziewucha - rzucił Donavan. Szczerze to wciąż, od kiedy tylko zaczął robić te chore eksperymenty, spodziewał się łkania, wołania o pomoc. A te dzieciaki wciąż udawały silne, próbowały się bronić i wojować. A jego to nudziło. I to cholernie. Chciał widzieć cierpienie, chciał doprowadzić ich wszystkich na samą krawędź. Tak daleko jak to tylko możliwe. I wiedział, że wreszcie do tego dojdzie. Przynajmniej teraz był tego pewien.
- Weźcie ją stąd. Tak, wiecie gdzie - rzucił do innych naukowców i schował dłonie do kieszeni szytej na miarę marynarki. Grupa naukowców nie była z tego powodu zadowolona, jednak cóż mieli począć? Co zrobić? Mężczyzna zaczął się oddalać od drzwi, słysząc za sobą huk. Oczywiście, że będzie próbowała zniszczyć pomieszczenie i całe to podziemne laboratorium. Ale ono było przygotowane na właśnie takie okazje. Jedyne do czego doprowadziła, do to westchnięcia Donavana przyśpieszenia jego kroku. Oczywiście nie udało jej się przebić - raczej ze strony naukowców spotkała ją urocza niespodzianka. Było to coś, czego nie dało się porównać do niczego innego. Jak strzał w skrzydło ptaka, który dopiero nauczył się latać. Kerstin czuła, jak coś przytrzymuje ją i dociska do ziemi. Wszystko w jednej chwili stało się starym, filmem. Każda kolejna scena była jak klatka. Dziewczyna otwiera szeroko oczy, spogląda na swoje ręce. Wszystko opada na ziemie, wraz z nią. Leży właśnie na zimnej podłodze, czując jej chłód w każdym centymetrze swojego ciała. Czuje, jak powoli z jej nosa kapią kolejne krople krwi. Wpadają jej do ust i czuje jej gorzki smak. Wokół niej zbierają się naukowcy. Widocznie nie jest już nikim niebezpiecznym. Jest zwykłym mutantem, który w dodatku nie potrafi się poruszać. Jak ryba wyjęta z wody.
Biały Szum.
Była tak bardzo nabuzowana, że nawet do niej nie dotarł. Mimo iż była to jego pierwotna wersja, to nie paraliżowała dziewczyny w stu procentach. Czuła, że nie może się ruszyć, użyć umiejętności. Czuła, jak jej niebieska siła ją wypełnia i próbuje wyjść. Ale nie może. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś trzymał ją za ramiona pod wodą. Dusiła się sama w sobie, jej ciało było jej więzieniem. Chciała coś zrobić ale nie mogła. Jej nogi były wypełnione watą. Jej noc krwawił, a z ust kapała ślina. Nie miała władzy nad swoim ciałem. Widziała i czuła to, jak ją przenoszą w jakieś miejsce, a ona jest bezbronna. Wciąż i wciąż, a ta siła nadal w niej narastała. Ale nie mogła w żaden sposób uciec. Ból w jej kończynach jak i kłucie gdzieś głęboko w jej głowie wydawały się nie do zniesienia. To było tak, jak gdyby była zupełnie przytomna podczas operacji na otwartym mózgu. Wyobrażała sobie jak wiertła powoli szatkują jej mózg...

A potem poczuła chłód płynący od podłogi na której leżała. Słyszała kaszel, płacz. Oddechy innych, ciche rozmowy. Nie była sama. A to nie był jej pokój. Moc, jaką posiadła nadal ją wypełniała, a ona nadal nie mogła nic zrobić. No tak. Biały Szum, jednak tym razem inna odmiana. Nie paraliżował jej - z wyjątkiem jej zdolności Psi. Mogła się poruszać, rozmawiać. Jedyne co, to cholernie bolała ją głowa. To tak, jak gdyby ktoś w jej głowie wiercił w chodniku. Ale było to bezgłośne. A mimo to i tak bolała ją głowa. Gdzie ona była? Nie mogła... Nie mogła ruszyć dłońmi. Czuła, jak są one skrępowane w czymś, co wyglądało zupełnie jak kaftan bezpieczeństwa. Gdzie ją zamknęli? W psychiatryku? Po chwili zorientowała się, że leży obok drugiej dziewczyny. Jej różowe włosy przyklejają się do mokrej posadzki.
zt -> http://caledonia.cba.pl/viewtopic.php?p=2746#2746
Odpisz już tam!
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-12, 20:55   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Nie, nie o to mi chodziło. - Mruknął zawiedziony, że SI go nie rozumie. -Miałem raczej na myśli, czy wszystko z nią w porządku. Teraz. Czy ją złapali czy wróciła do laboratorium. - Z boku głupio to pewnie wyglądało, jakby John mówił do siebie... Czyli jak przez 80% czasu. Choć SI twierdziła, że są tu sami, to jednak on ufał tylko i wyłącznie temu co widział. Na przykład tej śmiesznej mapie, którą miał przed oczami. Oczywiście szybko nałożył dwa obrazy, zaktualizował mapę w soczewce o podpisy, choć już zapamiętał wszystkie pomieszczenia, a następnie poprosił jOsie, żeby zaktualizowała swoją bazę danych i zaszyfrowała. Teraz musiał tylko zdecydować się, gdzie ruszyć. Sale badań brzmiały ciekawie, jednak on osobiście wolał najpierw udać się do archiwum. Nie wiedział czego może spodziewać się po tamtych salach, i wolał przygotować się mentalnie na ten widok. Archiwum było więc całkiem niezłą opcją - powinien tam znaleźć dane o wszystkich eksperymentach przeprowadzanych w tym miejscu. No i mógł dowiedzieć się czegoś ciekawego, i zaktualizować bazę danych jOsie, w razie jakby kolejny zielony musiał kontynuować to, co on zaczął. Choć miał nadzieję, że sam zdoła to skończyć.
Ruszył więc w stronę archiwów, cały czas uważając na to, by nikt go nie zauważył. W końcu to było trochę dziwne, że w najlepiej strzeżonym miejscu w pryzmacie nie było żadnych strażników. To wyglądało jak jakaś sprytna pułapka, ale zaszedł już za daleko by móc się wycofać. No i zawiódł Val... Choć biorąc pod uwagę to, co powiedziała jOsie, to może i dobrze, że jej tu nie zabierał. Spalone ciała mogłyby na nią negatywnie wpłynąć. -Kto cię stworzył, jOsie? - Zapytał po chwili, by zabić jakoś czas. -Mam na myśli... Kto był twoim twórcą? Jako SI cały czas się uczysz, ale ktoś musiał cię stworzyć, prawda? Możesz to powiedzieć? Czy twoje usta wciąż milczą jak grób?
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-12, 22:05   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
SI działała tak, jak zaprojektowała ją Layla. Pytanie brzmiało, czy Zielona kiedykolwiek wprowadziła do systemu takie zapytanie jak to. Czy kiedyś chciało jej się pytać o samopoczucie kogoś innego? Wiadomo, jak nieco bardziej naprostował swoje zapytanie, to wiedziała co odpowiedzieć.
- Valerie Cadle otrzymała w Lidze Dzieci czip namierzający, znajdujący się w karku - powiedziała jOsie, demonstrując na widoku poprzez soczewkę mniej lub bardziej dokładny rysunek, przedstawiający czip znajdujący się w ciele dziewczynki. Gdy SI skończyła swój wywód o tym, co siedzi w karku Czerwonej, zapytała:
- Namierzyć?
Wszystko wydawało się banalnie proste, prawda? W drodze do Archiwum, jOsie powiedziała:
- Jestem tworem Layli Gray. Zaprojektowała mnie, stworzyła a następnie zaprogramowała - nie miała zbyt dużo do opowiedzenia o sobie. Oczywiście, mogła zacząć podawać wszystkie parametry, które zawierała, jednak czy było to istotne? Po przejściu przez masę algorytmów, SI doszła do wniosku, że nie za bardzo.
- A kto Ciebie stworzył, John? - dodała po chwili SI, aby również zabić trochę czasu. Zapewne miała na myśli jego rodziców, o ile właściwie jOsie "myślała". Pewnie mogła sprawdzić to w bazie danych, ale powoli udawało jej się "podłapać" jakieś ludzkie zachowania. Mimo to, brzmiała obco wymawiając takie zdania jak wcześniej. Podobnie jak jej twórczyni zresztą. Powoli znaleźli się w okolicach archiwum. Spore pomieszczenie, wyraźnie zabezpieczone jakimiś solidnymi drzwiami. Znajdywała się przy nich cała masa zabezpieczeń, takich jak skaner siatkówki oka, bla, bla. Wszystko to miało za zadanie rozpoznanie danego naukowca, który pracował w tym sektorze i miał do niego wstęp. Z jednej strony napawało to niepokojem. Jakieś problemy, które pewnie zabiorą trochę czasu. Chociaż... Chronione pomieszczenie. Nieco większa szansa na to, że pozostało coś więcej niż góra spalonych ciał.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
John White
I'd call you genius, except I'm in the room.


19

Zieleń




pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png owd-male http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-12, 23:25   
   Multikonta: Alice, Nathan
[Cytuj]

-Jeśli byłabyś tak miła, i umiałabyś zrobić to bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń, to byłbym wdzięczny jakbyś naniosła mi ją na mapę Pryzmatu. - Powiedział spokojnie idąc dalej. Kiedy usłyszał pytanie, zawahał się. -Mnie? - Zapytał, lekko zdziwiony. Nikt nigdy nie pytał go o pochodzenie. Fakt, że pierwszą osobą która o to zapytała była SI stworzona przez innego PSI... W sumie nie wiedział co o tym myśleć. To dobrze czy źle? Nie traktował jOsie jak robota, ale nie traktował jej też jak człowieka. Choć zdążył ją polubić, to mimo wszystko nie była żywą istotą. -Dobre pytanie. Kto właściwie mnie stworzył? - Sięgnął pamięcią wstecz, do tamtej dwójki, którą kiedyś nazywał rodzicami. Choć bardziej pasowało określenie rodziciele. Do kobiety która go urodziła, i mężczyzny, który ją zapłodnił. To oni dali mu życie - i za to mieli jego szacunek. Ale tylko za to. Poza tym nie zrobili nic. -Mam rodziców... Kiedyś miałem. Pewnie wciąż żyją. Być może nawet chcieli się ze mną spotkać, kiedy dowiedzieli się, że tu jestem. Ale nie obchodzi mnie to. - Uśmiechnął się, podchodząc do drzwi. -Stworzył mnie ten świat. Ten świat, pełen tajemnic, pełen zagadek, pełen rzeczy które można odkryć. Świat który pragnę zmienić. W końcu nie jestem zwykłym człowiekiem. - Przejrzał wszystkie zabezpieczenia, ale nie wyglądało na to, że będzie miał z tym jakiekolwiek problemy. Naukowca nie było co szukać, pewnie i tak był zwęglony, ale jego niezawodny haktool nareszcie mógł sprawdzić się w prawdziwej akcji. Wystarczyło tylko obejść zabezpieczenia, włamać się do systemu, podmienić siatkówkę na swoją, złamać prosty, kilku cyfrowy kod... Chwilę mu to zajmie, ale nie sądził, że spędzi na tym zbyt dużo czasu. Zresztą wreszcie mógł zabrać się za to, co robił najlepiej. -Wiesz gdzie ona teraz jest? Layla. To ona jest tą tajemniczą osobą, która mnie tu zaprowadziła, prawda? To ona jest posiadaczką ostatniej soczewki. To ona ją stworzyła. Więc... Gdzie teraz się znajduje? Co się z nią stało? - Nie spodziewał się odpowiedzi, ale pragnął ją spotkać. Zobaczyć osobę, która to wszystko zaplanowała. Zapytać, czemu to zrobiła. Szczególnie, że była to córka prezydenta. Córka prezydenta nie powinna tak zniknąć, prawda?
John mimo wszystko nie tracił czujności. W archiwum mogły być nie tylko informacje i osoby potrzebujące pomocy, ale także osoby, które mogłyby go wydać. Nie chciał się nadziać, i nawet jeśli przez to hakowanie zajmie mu więcej czasu, zadbał, by przez możliwie jak najdłuższy okres czasu nikt nie zorientował się, że ktoś tu grzebał. A jak już się ktoś zorientuje, to niech cała wina spadnie na tamtych, którzy się tu włamali i zrobili cały ten budel. W końcu musiał wrócić i przeprosić Val.
_________________
To the rational mind, nothing is inexplicable; only unexplained.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-13, 10:32   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG.
- Oczywiście, John - dodała SI i na mapie, prócz nazw pomieszczeń i tak dalej, znalazł się mały migający punkcik, który symbolizował Czerwoną. O dziwo, nadal siedziała pod drzwiami, które prowadziły do wejścia do laboratorium. Nie powinna tam przebywać, oczywiście że nie. Zapewne nadal siedziała jak mała, obrażona dziewczynka. Jednak co John miał z tym zrobić?
- Twój ojciec był znanym lekarzem - wygłosiła SI. Było to zapisane na kartach jego akt, a skoro John wysłał takie polecenie, to to mu powiedziała. Później zamieniła się w słuch. No i nie odezwała się więcej, bo raczej nie widziała powodu. Zresztą, miała podobne zachowane do większości ludzi, kiedy to John wygłaszał swoje przemowy. Mimo iż ona to wymusiła. No trudno.
Haktool okazał się bardzo przydatny. Dzięki niemu, John miał bezpośredni dostęp do bazy. Mógł już nie tylko podmienić jedną z siatkówek. Oczywiście udało się to, ale... Była też baza danych osób, które mały tutaj wstęp. Ich imiona, nazwiska, siatkówki, zdjęcia. Wszystko to, co było potrzebne. Czy było to interesujące? Wszyscy, zamieszani w ten syf.
- Te usta milczą jak grób - odpowiedziała na wszystkie jego pytania. Cóż, dziwne, że została zaprojektowana właśnie żeby mówić tę sentencję. Ale pytaniem o użytkownika soczewki musiał to wywołać. Nie było innego wyjścia.
Archiwum. Pustka, brak żywej duszy. Jedyne co się tam znajdowało, to masa szafek i półek, gdzie były zapiski, akta i tak dalej. Miał teraz do tego dostęp, może powinien się zamknąć i przeszukać te wszystkie dane? To przynajmniej wyjaśniło, dlaczego nie miał do tego dostępu wcześniej. Wszystko było na papierze bądź na nagraniach. A to wszystko fizycznie znajdowało się tutaj. Teraz mógł rzucić okiem na wszystko, tylko pewnie trochę czasu zajmie mu wyciągnięcie wszystkiego, przeczytanie i umieszczenie na swoim miejscu. Tak czy siak był na swoim. Osiągnął to, co chciał. Komnata tajemnic została otwarta i już.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,146 sekundy. Zapytań do SQL: 9