Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Garaż
Autor Wiadomość
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-10-29, 13:28   Garaż
   Multikonta: Caroline


Oficjalne miejsce na zabójczo szybkie, cholendernie drogie służbowe autka.
 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-10-29, 13:32   
   Multikonta: Caroline


Westchnął ciężko kiedy zaczęła się wybudzać. Widocznie nie był obdarzony wyjątkową delikatnością. No ale w sumie... to ona się w niego wtuliła, a nie na odwrót. Chyba musiała być blisko spokrewniona z jakąś gadziną skoro lgnęła do ciepła jak każda jaszczura.
-Niee, wystarczy Liam - zaśmiał się słysząc jej pierwsze słowo po otworzeniu oczu chociaż jej reakcja była nieco obraźliwa. Obserwował jak dziewczyna leniwie wstaje i zbiera rzeczy z jego podłogi. Nie pozostało mu nic innego jak też zwlec leniwy tyłek z łóżka i zacząć szykować się do wyjazdu. Tak też zrobił i wyciągnął z szafki świeże ubrania i ręcznik.
-Uważaj na siebie - rzucił przez ramię i chwilę potem zniknął za drzwiami łazienki. Szybki prysznic, szybka wizyta w kuchni po prowiant i tak właściwie był gotowy więc ruszył do garażu z plecakiem przerzuconym przez prawe ramię. Kiedy wszedł do środka nie miał żadnych wątpliwości bo stał tu tylko jeden samochód. Od razu sprawdził czy kluczyki są w stacyjce, a potem zajrzał do schowka by zaczerpnąć szczegółowych informacji na temat misji.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




Wysłany: 2016-10-29, 15:15   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


/lenistwo

_MG_
Przy garażu stał mężczyzna, miał na oko osiemnaście lat, więc był jeszcze chłopcem. Kuśtykał na lewą nogę, a przy każdym stawianiu kroku, niósł się za nim odgłos nienaoliwionych zawiasów. Biedak nie miał oka, co zasłaniał piracką przepaską, a na jego twarzy było sporo blizn. Uśmiechnął się krzywo do Liama i zapukał w okno samochodu. Wziął się jakby znikąd.
- Poczekaj na towarzyszy. Macie pod maską sporą ilość mocy i nadajnik GPS. Jeżeli się zgubicie, pod kierownicą jest przycisk. Przyślemy po was kogoś. - wychrypiał głosem pięćdziesięciolatka, co mogłoby się wydawać conajmniej dziwne. Podszedł jeszcze bliżej i pociągnął wajchę obok nogi Liama o ile ten siedział w środku. Bagażnik w pokaźnym jeepie otworzył się.
- Zerknij. Macie tam broń, nie chciałbym, żeby się zgubiła. To wynalazki mojego życia. - uśmiechnął się szeroko, a blizna idąca przez policzek sprawiła, że uśmiech ten mógł przyprawiać o dreszcze.

_Kelly_

Nie spodziewała się, że wyruszy na misję bez większych protestów, ale czy miała jakiś wybór? Spakowała sporo rzeczy do plecaka, począwszy od butelki spirytusu, na kompasie kończąc. Plecak był ciężki, ale miała pewność, że nic na misji jej nie zaskoczy. Po szybkim pryszniu i śniadaniu, wyszła przed budynek Pandemonium z głośnym westchnieniem. Nie wiedziała czego ma się spodziewać i czy przypadkiem po raz ostatni nie dane jest jej ujrzeć olbrzymi gmach budynku. Ruszyła w stronę garażu, gdzie o dziwo w samochodzie siedział Liam, a obok niego stał jakiś przerażający gościu. Zatrzymała się w półkroku i zamarła na moment.
- Mamy jechać razem? - zmarszczyła brwi, zdziwiona i podeszła nieco bliżej. Mężczyzna uśmiechnął się do niej krzywo i skinął głową.
_________________




VOICE


OUTFIT


RELATIONS


NOTES


 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-10-29, 17:39   
   Multikonta: Caroline


Leniwie uniósł wzrok kiedy ktoś zapukał w okno. Biedny weteran "wojenny" wyglądał jak siedem nieszczęść, aż Liam skrzywił się lekko na jego widok. Jeśli pobyt tutaj przyniesie aż takie uszczerbki na jego urodzie to przysięga, że wybije ich wszystkich.
Kiedy chłopaczek wspomniał coś o broni Liam zatarł ochoczo ręce. I ni stąd ni z owąd nagle obok pojawiła się Kelly. Ech, mógł się domyślić, że to ona będzie jego towarzyszem podróży.
-Taaa ale ja prowadzę - mruknął stanowczo. Nawet jeśli umiała prowadzić to wiedział bardzo dobrze, że jazda z kobietą to istna męczarnia. Wysiadł z samochodu porzucając papiery i podszedł do bagażnika. Wyjął z niego skrzynię pełną broni i uśmiechnął się szeroko na widok zawartości. Czuł się jak dzieciak w sklepie z cukierkami. Wziął najmniejszy pistolecik i schował sobie za pasek od spodni i jakąś kosę, którą umocował przy kostce. Następnie wyjął drugą skrzynię, z której wziął sobie karabin i rzucił go na tylne siedzenie tak, by mieć go na wyciągnięcie ręki. Była jeszcze trzecia skrzynia z białym szumem i innymi wynalazkami ale Liam wolał przetestować je później na jakimś odludziu tak żeby nie puścić bazy z dymem.
-Chcesz coś? - zerknął na rudą. Nie był pewien czy w ogóle potrafi się posługiwać jakąkolwiek bronią oprócz swoich mocy.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




Wysłany: 2016-10-29, 18:00   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


_MG i ja 8) _

Chłopak odsunął się od auta, ruszajac w stronę Kelly, aby zabrać jej rzeczy. Posłusznie oddała mu plecak. Miała tylko nadzieję, że nie pojedzie z nimi. Czuła przerażenie, kiedy tylko patrzyła na niego i miała nieodparte wrażenie, że facet nie jest normalny. Kiedy jej plecak znalazł się na tylnych siedzeniach, ona sama ruszyła w stronę auta, aby zajac miejsce na siedzeniu pasażera, zatrzymując się w połowie drogi.
- Rewolwer. - rzuciła krótko. To jedyna broń, która była mała, poręczna, ale miała ogromną siłę. Może i nie ustrzeli z niej lecącej wysoko kaczki, ale z bliska da radę trafić. Wciąż miała w głowie słowa Liama, który stwierdził, że moce nie zawsze ją uratują.
- Nie zapomnijcie, że oboje macie czipy. I... Powodzenia. - mężczyzna odsunął się od auta, aby w chwilę później zniknąć za budynkiem. Nie czuł się już potrzebny, odwalił kawał dobrej roboty pakując ich na misję i podrasowując trochę ten wóz terenowy. McCarthy zmarszczyła brwi. O swoim czipie wiedziała, ale co z czipem Liama? Nie zadawała wiecej pytań, zapewne był rano się po niego zgłosić. Potulnie jak baranek zajęła miejsce pasażera z niemałymi trudnościami. Samochód był wielki i samo wejście do niego musiało się wiązać z podskoczeniem na podnóżek. Chciała już ruszać, aby mieć za sobą przynajmniej pierwszy etap misji. Odczuła ulgę, że jadą sami.
- Według mapy musimy przepłynąć przez spory kawałek wody, a sama podróż zajmie nam kilka godzin. - mruknęła niezadowolona, trzymając w ręku mapę.
_________________




VOICE


OUTFIT


RELATIONS


NOTES


 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-10-29, 18:29   
   Multikonta: Caroline


Na koniec Liam też rzucił swój plecak na tylne siedzenie i usiadł na miejscu kierowcy. Spokojnie ustawił sobie lusterka, zapiął pasy i odpalił samochód. Drzwi do garażu były otwarte przez oszpeconego weterana więc mieli wolną drogę. Skoro czekała ich długa trasa to rozłożył się na siedzeniu tak wygodnie jak tylko potrafił.
-Gdzie dokładnie mam się na razie kierować? - próbował zerkać na mapę ale musiał uważać na drogę. Wolał normalnie mieć nawigację przed sobą i sam nawigować i kierować jednocześnie. Niestety miał tylko mapę i nie był w stanie ciągle zerkać jej przez ramię więc musiał zdać się na jej orientację.
-Jak to musimy przepłynąć przez spory kawałek wody? Promem? - zapytał zdziwiony marszcząc brwi. W sumie jak musiał to jakoś przepłynie też wpław. Martwiło go tylko kilka długich godzin w zamknięciu z Kelly. Bał się, że w końcu wyprowadzi go z równowagi i niechcący zabije ich oboje.
-A jest tam cokolwiek innego oprócz mapy? Jakieś szczegóły, wskazówki?
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




Wysłany: 2016-10-29, 19:12   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


Zacisnęła usta w uwadze przyglądając się mapie. Życie w OWD nauczyło ją korzystać z niej bezbłędnie, miała też dobrą orientację w terenie, więc nie martwiła się o to, że przyjdzie im się zgubić.
- Kieruj się na Idaho. - odpowiedziała mu wskazujac na jeden ze znaków. Nie miała pojęcia jak uda im się przepłynąć ten sory kawałek wody, który był oznaczony na mapie. Przeszukała ponownie schowek, w którym nie było praktycznie nic, oprócz kilku drobiazgów takich jak butelka wody, mała broń na strzałki usypiające, ów mapa i... Mały zwitek papieru.
- Mamy czekać na wiadomości, czyli musimy mieć telefony przy sobie. - wyjęła oprócz tego ze schowka ładowarkę USB. Pandemonium zadbało nawet o baterię w telefonach. Więc nie było wymówek. Rozłożyła sobie fotel tak, że niemalże leżała. Dopiero zapięła pasy i wychyliła się do plecaka, aby wyjąć z niego koc, którym się przykryła, ukłądajac trochę na boku. Była zmęczona jak diabli, mimo że przespała całą noc.
- Kiepski z ciebie materac. - mruknęła złośliwie.
_________________




VOICE


OUTFIT


RELATIONS


NOTES


 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-10-29, 22:10   
   Multikonta: Caroline


Liam raczej nie znał za dobrze terenów poza miastem. Jeśli się za nie zapuszczał to zawsze do jakichś lasów kiedy chciał pobyć sam. Ewentualnie z nawigacją. Za to kierowcą był całkiem niezłym bo nie raz musiał ruszyć w pogoń za którymś ze swoich celów albo uciekać jeśli sam był na celowniku. Jeździł bardzo szybko ale z pewnością i lekkością. Miał nadzieję, że Kelly to nie przeszkadzało i, że nie będzie zaraz panikowała, że się rozbiją bo miał wszystko pod kontrolą.
-Ok - mruknął skupiony i na rozwidleniu skręcił w prawo. W sumie wjeżdżali właśnie na trasę, która jest stosunkowo prosta i można po niej szybko jeździć. Idealnie. Kiedy wspomniała o telefonach wygrzebał swój z kieszeni i wyjął na deskę rozdzielczą. Będzie widział kiedy coś przyjdzie ale raczej i tak sam nie przeczyta. Uważał to za wysoce nieodpowiedzialne u kierowców.
Uniósł brew słysząc jej ostatnie zdanie. Znając ją kompletnie się nie spodziewał, że wróci do tego tematu. Zakładał, że będzie go unikać jak zawsze.
-Gdybym wiedział, że nim zostanę to ułożyłbym się wygodniej - zaśmiał się i spojrzał na nią przez chwilę. -Sama się przykleiłaś więc teraz nie narzekaj, na pewno było ci wygodnie i ciepło. Jesteś zmęczona bo to był cały dzień i noc pełne emocji i wrażeń - skwitował.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




Wysłany: 2016-10-30, 22:27   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


Zacisnęła jedną dłoń na pasie, który przebiegał przez jej klatkę piersiową i kawałek ramienia z racji tego, iż nie siedziała prosto, jakby to miało jej pomóc w stabilizacji. Droga była wyboista, przez co nie mogła nawet zobaczyć na mapie którą drogą dokładnie mają jechać. Nienawidziła Idaho i tego, jak bardzo górzystym był terenem.
- To tylko czterdzieści godzin jazdy. - mruknęła rozbawiona pod nosem. Zdąży się wyspać. Jakby nie mogli im dać pieprzonego helikoptera... Zaoszczędziliby na czasie i paliwie. Miała tylko nadzieję, ze nie będą musieli się nigdzie na dłużej zatrzymywać, to byłoby skrajnie niebezpieczne, biorąc pod uwagę nastawienie dorosłych, do młodych. Mlasnęła zniesmaczona pod nosem.
- Następnym razem, śpisz na kanapie. - to będą jakieś następne razy?! Zaśmiała się pod nosem cicho i rzuciła mapę na deskę rozdzielczą. Czeka ich prosta droga, jedną trasą, więc nie musiała się przejmować nawigowaniem. Upewniła się wcześniej, ze jadą na pewno w dorbym kierunku.
Wychyliwszy się przez okno, dostrzegła idącą poboczem postać. Zmarszczyła brwi i zapukała w szybę.
- Zatrzymaj się. - rozkazała bez namysłu. Nie mogli jej przecież zwyczajnie tak tutaj zostawić. Gdyby jej odmówił, uniosłaby samochód w powietrze (rzut), otworzyła drzwi i wyskoczyła z auta.

/Rzu: 9 (telekineza, powodzenie)
ZTx2 do>
http://caledonia.cba.pl/viewtopic.php?t=537
_________________




VOICE


OUTFIT


RELATIONS


NOTES


 
 
Connor Peyne
Monument


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-08, 15:36   
   Multikonta: -


Wrócił stary Joyce! To stwierdzenie przeszyło jego umysł, gdy tylko usłyszał pierwsze słowa wypowiedziane przez czerwonego. Postanowił, że zakończy pokaz swoich umiejętności i rzucił nim o ziemię. Może wstrząs obudzi go na stałe. Taką miał nadzieję. Szukał odpowiedzi na te nagłe przebłyski, jednak nic sensownego nie przychodziło mu do głowy.
Gdy tylko oswobodził swojego opiekuna i odczytał smsa od Leliel, jego towarzysz zdążył już prawie pokojowo unieruchomić nowych rekrutów. Musiał przyznać, że jego oko było naprawdę celne. Pewnie trenował tę umiejętność dość długo. Na początku przestraszył się, że ich pozabijał. Było to w jego stylu. Szybka rozpierucha i po ptokach. Okazało się jednak, że w jego strzelbie były strzałki usypiające... Na całe szczęście!
Uśmiechnął się pod nosem, a następnie skierował wzrok na opadajacego na kolana Joyca. Zaraz potem widział już tylko pustą skorupę, jaką jego rozmówca był kilka sekund przed tym całym aktem biernego okrucieństwa.
- Przed chwilą strzeliłeś do nich pociskami usypiającymi...- zaśmiał się, a następnie ruszył wolnym krokiem w kierunku ofiar. Za pomocą telekinezy przetransportował jednego po drugim do samochodu.
Potem była już tylko podróż powrotna. Zleciała bardzo szybko. Jechał nad wymiar żwawo. Chciał jak najszybciej wrócić do domu i mieć to zdarzenie za sobą. Jakie szczęście, że nie musiał już martwić się o powodzenie misji. Teraz miał to wszystko w dupie. Odstawić ich, zdać raport i iść odpocząć- tylko tego aktualnie potrzebował. Chwilę spokoju i ciepłe łóżeczko!
Po dojechaniu do budynku starego sierocińca wysiadł z samochodu, po czym wyciągnął po kolei ciała swoich zdobyczy. Najpierw chłopak, potem dziewczyny. Trzeba będzie wymyślić jakiś plan, w który z łatwością uwierzą... Ewentualnie Leliel mogłaby namieszać w ich wspomnieniach, aby myśleli, że przyszli do nich dobrowolnie...
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-08, 16:33   
   Multikonta: Admin


Siedząc przy swoim biurku zajowała się przygotowaniami do balu, jaki zamierzała zorganizować. Rozesłała nawet wszystkim specjalne SMSy, miała nadzieję, że odrobina rozrywki zrekompensuje trudy misji, na jakie ich posłała. Zadowolona ze swojego planu, właśnie projektowała swój strój, kiedy to ktoś zapukał do jej pokoju i oznajmił, iż Connor z Joycem już wrócili. Świetnie. Leliel właśnie dostała w swoje ręce córeczkę prezydenta, a przy okazji dwóch zupełnie przypadkowych PSI. Każda para rąk się liczy. Skinęła do mężczyzny głową, na znak iż wie już wszystko co konieczne i powoli ruszyła do garażu, aby powitać swoich ludzi. Droga zajęła jej kilka chwil, doszła na miejsce akurat w momencie, kiedy dwóch facetów zabierało nieprzytomnych do środka. Mieli ich ulokować w wolnych pokojach i nadzorować, na wypadek gdyby któreś z nich się obudziło.
- Brawo Connor, jak tak dalej pójdzie być może zajmiesz miejsce Joyca. - zaklaskała w dłonie delikatnie. Był to pokaz, teatralnie stawiała kroki, tak samo aktorsko zaklaskała i z miną pokerzysty podeszła do niego.
- Joyce sprawiał jakieś problemy? - zapytała ciszej, zupełnie ignorując fakt, że czerwony siedzi w samochodzie, który stoi tuż obok nich.
 
 
Connor Peyne
Monument


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-08, 16:53   
   Multikonta: -


Uśmiechnął się na jej widok. Teraz miał tylko nadzieję, że da już spokój z karą Joyca i przywróci go do stanu używalności. Co jak co, ale teraz nie był do niczego przydatny, zwłaszcza gdy nie pamiętał co działo się 5 minut wcześniej.
Spojrzał prosto w jej oczy, odwrócił się w stronę swojego opiekuna, po czym skierował wzrok ponownie na jej oblicze.
- Było dość... Interesująco. Co chwile zapominał co ma robić, kim jestem ja i kim jest on sam. Trzeba coś z tym zrobić. Byliśmy blisko zdemaskowania, ale udało mu się ocknąć i wszystkich uspać strzałkami. Chciałem to załatwić bardziej pokojowo... Ale wiesz jaki on jest...- odpowiedział na jej pytanie na tyle obszernie, na ile umiał.
Podszedł do niej bliżej.
- Proszę... Napraw go. Stary Joyce to wrzód na tyłku, ale to co się z nim dzieje jest jeszcze gorsze...
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-08, 17:33   
   Multikonta: Admin


Kiwała głową, słuchając jego słów z powagą i skupieniem wymalowanym na twarzy. Joyce musiał odpokutować za to, co zrobił, nie mógł też sprawiać większych problemów. Gdyby cóka prezydenta ucierpiała, gdyby tylko spadł jej z głowy jeden włos, skończyłoby się o wiele gorzej, a wiadomo jak Joyce działa kiedy jest "normalny". Leliel jednak nie wypowiedziała swoich słów na głos, miała też swoje powody, aby karać Joyca za swoje zachowanie, ale były one natury... prywatnej.
- Dopóki nie odzyska pełni sił, będzie musiał zostać bez swoich wspomnień. Dla dobra nas wszystkich, nie chcemy przecież mieć go na sumieniu. - wyjaśniła ze stoickim spokojem, lustrując Connora spojrzeniem. Machnęła ręką w stronę dwóch postawnych facetów, którzy zdążyli już wnieść uprowadzonych do środka. W mgnieniu oka znaleźli się u boku Leliel.
- Zabierzcie Joyca do jego pokoju. Zajrzę do niego później. - rzuciła zwięźle. Wyciągnęli Joyca z samochodu i jeżeli się nie szamotał, odprowadzili go do jego pokoju, a jeżeli stawiał się i szarpał, podali mu zastrzyk ze środkami uspokajającymi.
- Nie możemy sobie pozwolić na utratę życia żadnego z nas. Skoro Joyce nie jest w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa i zadbać o siebie, musimy to robić za niego. Cieszę się, że wam się udało. Życzysz sobie czegoś? - uśmiechnęła się do niego ciepło, jakby w ogóle Joyca tu nie było, a Connor był głównym obiektem jej zainteresowania.
 
 
Connor Peyne
Monument


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-09, 17:39   
   Multikonta: -


Tak bardzo chciał rozumieć jej tok myślenia. Na prawdę starał się to wszystko ogarnąć. Chcąc postawić go na nogi krzywdziła go jeszcze bardziej. On przecież mógł tam zginąć. Gdyby Connor jakimś cudem nie podołał zadaniu, już nie widzieli by tego popaprańca w Pandemonium. Błąkałby się gdzieś po lesie, ciekawe czy jeszcze by oddychał. Ale nie ma co gdybać. Było tylko tu i teraz. Dotarli bezpiecznie na miejsce, co miało być zrobione zostało zrobione. Well done Connor.
- Niczego na razie nie potrzebuję. Dziękuję za troskę...- powiedział spoglądając głęboko w jej oczy. Chciałby czasem umieć czytać w myślach. Wiedziałby wtedy czy to co tutaj robi nie jest częścią jakiegoś większego planu. To na co się zgodził już było ambitne, ale tutaj udział brały chyba jeszcze inne gierki, o których to nie miał pojęcia.
- Pójdę wziąć prysznic, jeśli nie masz nic przeciwko...
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-09, 18:09   
   Multikonta: Admin


Pokiwała głową. I ruszyła z nim ramię w ramię w stronę drzwi wejściowych Pandemonium. Zamierzała poszukać Joyca i naprawić to, co zepsuła. Da mu jednak chwilę dla siebie, we własnym pokoju, może obejdzie się bez większych szkód. Miała trochę na głowie i wiedziała, że zwrócenie Joycowi wspomnień, będzie wymagać od niej stałej wzmożonej kontroli nad ośrodkiem.
- Oczywiście. Zgłoś się później do pokoju nowego jeśli możesz. - z tymi słowami zniknęła w swoim gabinecie, gdzie spędzała większość czasu na papierologią i sprawami organizacyjnymi. Wbrew pozorom była bardzo zajętą kobietą. Już dawno przestała liczyć na Shane'a i Joyca, który za nic nie nadawał się do papierkowej roboty i nadzoru nad piwnicą. Wzdychając ciężko, zamknęła za sobą drzwi, rzucając Connorowi jeszcze jeden uśmiech przez szparę w drzwiach. Miała nadzieję, że chociaż on jej nie zawiedzie.

/ztx2
 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-11-22, 10:42   
   Multikonta: Caroline


Na kolejny atak, który już nie byłby "oddaniem" za jego na pewno już by odpowiedział ale raz i porządnie tak żeby Joyce nie marnował już więcej jego czasu. Liam poczekał aż obaj się ubrali i w końcu ruszyli do zbrojowni. W dupie miał dowodzenie, niech sobie robią co chcą, on tylko chciał uratować Kelly i bał się, że nie ma na to zbyt wiele czasu. W zbrojowni czuł się jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Miał już swoje kochane nożyki więc skupił się raczej na broni palnej. Na dalszy dystans wybrał Barrettę M82, uznaną za najskuteczniejszą broń snajperską wszechczasów i dobrał do niej pięć magazynków pocisków 12,7 mm i celownik noktowizyjny na zmianę. Na broń krótką wybrał CZ 75 kaliber 9mm, oczywiście przekopał pół zbrojowni szukając tego z pierwszej, niezawodnej generacji. Do zwykłego pistoletu dobrał tłumik i tym razem dziesięć magazynków na broń. Nie wiadomo na co musieli być przygotowani... ale zabaweczki jeszcze większego kalibru sobie odpuścił. Kiedy jego towarzysze też się dozbroili razem pomaszerowali do garażu, gdzie aż własnym oczom nie uwierzył...
-BESTYJKA! - krzyknął i rzucił się z przytulasem na maskę swojego samochodu. Kompletnie zapomniał, że wpisał ją na swoją listę życzeń kiedy się tu urządzał. A już myślał jak odbić ją z garażu łowców...
W końcu podniósł się do pozycji pionowej i z poważną miną popatrzył na Connora, który miał prowadzić. Bestia była szybka ale w życiu nie da jej w cudze ręce, na pewno nie pod wpływem zastrzyku.
-I tak nią jedziemy... jeśli za bardzo kręci ci się w głowie to dostałem dla ciebie adrenalinę - wygrzebał z kieszeni i wyciągnął w jego stronę dłoń ze strzykawką.
 
 
Joyce Foley
jednoręki smok szczęścia


21 lat

czerwony




Wysłany: 2016-11-22, 21:29   
   Multikonta: MG, Levi


Decyzję było całkiem łatwo podjąć, gorzej było gdy trzeba było przejść do praktyki. Joyce zdążył się ogarnąć chwilę wcześniej niż Connor. Gotowy do drogi stał tuż przy progu swojego pokoju i pusto spoglądał w kierunku korytarza. Ona wie! – rozbrzmiewało mu w głowie, a to tylko potęgowało paraliżujący go strach przed wyjściem z pokoju. Ona wie! Nie uciekniesz! I tak cię znajdzie! Głosy w głowie nie dawały za wygraną. Nie. To nie były tylko głosy w jego głowie. Chłopak zaczął rozglądać się po pokoju jak opętany. Ona wie! wypowiedział spokojnie Joyce siedzący na łóżku. I nie odpuści! dodał zaraz za swoim poprzednikiem, Joyce siedzący w ciemnym kącie pokoju.
Chłopak przerzucał wzrok z jednego na drugiego. Z perspektywy stojącego obok Liama, musiał wyglądać jak szaleniec, gapiąc się w pustą przestrzeń. Odwrócił się prędko na pięcie i znów wlepiał wzrok w próg. Zamknijcie się obaj! – syknął cicho pod nosem, co mogło być niedosłyszalne dla innych.
Dopiero przybycie Connora troszkę go otrząsnęło. Ci dwaj, którzy szeptali mu do ucha na chwilę obecną znikli, co Joyce potwierdził to szybkim zerknięciem przez ramię i odetchnął cicho.

Czym prędzej ruszyli na dół, do zbrojowni. Nie trzeba było się specjalnie przyglądać, aby dostrzec rozkojarzenie, które nim targało. Co chwila oglądał się za siebie. Paranoicznie sprawdzał, czy nikt nie czai się za rogiem.
Świat był niebezpieczny. Zwłaszcza, gdy wszystko i wszyscy chcą cię zabić! Dowodzenie? Jakie dowodzenie? Ja tu chcę przeżyć. Chcę uniknąć jej spojrzenia. Spojrzenia, które potrafi z ciebie wyciągnąć wszystko, co zapragnie. Wyssie to z ciebie jak wampir. A potem zostawi na pewną śmierć!
Chłopak wyglądał jak jedna wielka paranoja. Od ostatniego czasu jego urojenia nabrały na sile. Czego się obawiał? W zasadzie to wszystkiego: ludzi, światła, ścian, podłogi, nawet powietrze zdawało się być podejrzane. Jednak najbardziej w tej chwili obawiał się spotkania z Leliel, Ubzdurał sobie bowiem, że cała ta akcja z bohaterstwem, to zwykły fake. Propaganda mająca na celu uśpienie ich czujności. Nic z tych rzeczy! Joyce już to dawno przejrzał! Nie da się podejść w tak dziecinny sposób! Teraz trzeba było tylko znaleźć prawdę. A ona mogła być wszędzie.

Po krótkiej, aczkolwiek mega wykańczającej psychicznie, drodze znaleźli się na dole. Chłopak rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było. Dziwne... – szepnął mu ktoś do ucha.
- Czekajcie – odezwał się w końcu pod drzwiami do zbrojowni. Ogólnie było to miejsce, do którego pełny dostęp ma tylko on i Leliel. Inni korzystali tylko z „przedsionka”, gdzie mogli wybierać broń. Na samo wejście do środka potrzebne było pozwolenie od któregoś z nich, czego zazwyczaj pilnował strażnik, który tym razem gdzieś zniknął. . Dziwne...
Chłopak poczekał, aż jego towarzysze znajdą się co najmniej dwa kroki za nim i tak aby nie widzieli otworzył drzwi. Wejście miało kilka zabezpieczeń, o których wiedzieli tylko właściciele klucza. Szybko i dyskretnie się z nimi uwinął. Po czym wpuścił ich do środka.
Sam sięgnął po niewielką torbę, która wisiała na samym końcu pomieszczenia. Miał tam już zapakowanych parę zabawek. Takich, które były już wcześniej przygotowane przez zielonych. Joyce często bawił się w testowanie broni w terenie. Przecież to idealne zadanie dla psychopaty, nie? Dodatkowo miał tam jeszcze parę granatów, sztyletów, zapasowe magazynki i broń, którą standardowo zabierał. Zawiesił jeszcze na ramieniu niewielki, ale precyzyjny karabinek snajperski.
I już był gotowy do drogi. Poczekał na resztę, albo to oni czekali na niego. Jeden kij i tak musiał na koniec wszystko zamknąć. Lepiej żeby nikt się nie zorientował, że tu byli i że zrobili tak pokaźne zapasy.
Ona wie! Nie…- szepnął sam do siebie Joyce. Chłopacy mogli się jedynie przyglądać jego dziwnemu zachowaniu, nie wiedząc, co się tak naprawdę z nim dzieje.

Chwilę później byli już w garażu, gdzie chłopak z rozbawieniem przyglądał się reakcji Liama na jego autko, które wyglądało całkiem przyzwoicie. Osobiście nigdy nie dałby prowadzić takiego cacka komukolwiek, a zwłaszcza komuś pod wpływem leków. Co prawda psychotropy, które dostał Connor zwalały z nóg, jednak adrenalina w takiej dawce, w jakiej miał dostać, zmniejszała skutki uboczne tego pierwszego. Jeśli chłopak je weźmie, będzie czuł się pobudzony, ale nie straci nad sobą kontroli, tak jak to było z Joycem wcześniej. Musiał być przecież w stanie dowieźć ich na miejsce.
 
 
Connor Peyne
Monument


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-23, 12:16   
   Multikonta: -


Zbrojownia była miejscem, które zawsze cieszyło jego oczy swoją rozmaitością i rozmachem. Mogli dostać tu naprawdę wszystko czego dusza zapragnie, jednak on nigdy nie rozglądał się za broniami, które swoim zaawansowaniem mogły prześcignąć niektóre samochody w garażu Pandemonium. Tym razem nie miał za dużo czasu, aby wybrać sobie coś odpowiedniego, więc wzrokiem odszukał torbę z poprzedniej misji i sprawdził, czy wszystko co w niej było znajduje się na swoim miejscu. O dziwo tak było. Po prędce dobrał jeszcze dodatkowego glocka, kilka magazynków do niego, a także jakiś fajnie wyglądający karabin, a także jak to w poprzednim wypadku zapasowe magazynki i naboje. Był gotowy do drogi, dlatego ruszył od razu za Joycem i Liamem, którzy wyglądali jakby szykowali się na prawdziwą wojnę. Rudzielec uśmiechnął się pod nosem. Ta dziewczyna musi wiele znaczyć dla obydwóch delikwentów.
Gdy zobaczył reakcję chłopaka Kelly w garażu, z niedowierzania stanął jak wryty. Z czego tu się cieszyć? Samochód jak samochód, znając ich i tak szybko go rozjebią na drobny mak.
- Wstrzyknij mi tę adrenalinę i jedźmy. Im dłużej się ociągamy, tym dłużej Kelly jest sama w lesie, a Leliel ma czas do wymyślenia dla nas nowych misji. Spodziewam się, że niedługo będzie chciała mnie gdzieś wysłać, albo czymś zająć, ponieważ od jakiegoś czasu miałem wolne...- powiedział pewny siebie wkładając swoją torbę do bagażnika. Oczywiście jeden gnat znalazł się przy jego pasie. Nigdy nie wiadomo co ich w drodze spotka. Zaraz potem siedział już za kierownicą auta i ustawiał siedzenia pod swoje wymiary. Wygoda przede wszystkim, i tak zaraz przyjdzie mu tarzać się w ściółce leśnej...
 
 
Liam Carpenter
I'm Batman.


20

Czerwony




Wysłany: 2016-11-23, 12:49   
   Multikonta: Caroline


Zdzwiony spoglądał na Joyca kiedy mamrotal coś sam do siebie. Najwyraźniej kłócił się ze swoim drugim, wewnętrznym JA. Ake spokojnie, Carpenter był przygotowany na taką sytuację i zaraz da mu coś na rozluźnienie.
Kiedy odlepił się od swojej bestyjki podszedł do Connora i zaaplikował mu adrenalinę. Miał nadzieje, że to pomoże w dowiezieniu ich żywych. W końcu jak rudzielec był gotowy do drogi usiadł z przodu na miejscu pasażera. Oczywiście w jednym ze służbowych aut, nie w jego cudeńku. Szybko wygrzebał w schowku pilot do drzwi garażowych i te stanęły dla nich otworem. W końcu mogli ruszyć. Chwilę po starcie Liam wygrzebał ze swojego plecaka zawiniętą torebkę foliową, bletki i młynek. Minutę później miał w ręku perfekcyjnie skręconego jointa. Zadowolony z siebie schował cały osprzęt do plecaka i w końcu rozpalił. Zaciągnął się trzema solidnymi buchami i podał skręta Joycowi do tyłu.
-To pomoże ci się zrelaksować - z całkiem przekonującym uśmiechem skinął głową żeby go ośmielić. Chociaż podejrzewał, że wcale nie musi go namawiać.
 
 
Joyce Foley
jednoręki smok szczęścia


21 lat

czerwony




Wysłany: 2016-11-23, 20:13   
   Multikonta: MG, Levi


Podążając za swoimi towarzyszami wsiadł do samochodu. Nie głosząc żadnego słowa sprzeciwu wpakował się na tylnie siedzenie. Przesunął się na środek kanapy i podciągnął nogi, brodę opierając na kolanach. Wyglądał trochę jak przestraszone dziecko, którego rodzice kłócą się i grożą rozwodem w pokoju obok. Próbując nie myśleć o Leliel, uciekał myślami w głąb własnego umysłu. I to tak daleko, że nie było z nim praktycznie kontaktu. W zasadzie było mu w tej chwili wszystko jedno, czy by siedział w swoim kąciku samotności, czy tutaj z nimi. Efekt i tak był podobny. Tak to może się chociaż do czegoś przyda, ale pewnie nie, będąc w takim stanie.
Podniósł wzrok i zobaczył wyciągniętą w swoją stronę dłoń Liama.
- Zrelaksować? – spytał lekko zdziwiony, głosem jakby został wyrwany z jakiegoś transu.
- Jestem zrelaksowany. Nie muszę się relaksować. Wszystko jest w porządku. Nie? No przecież widać, ze nic mi nie jest. – wypowiedział praktycznie na jednym wydechu, a brzmiało to tak, jakby już był naćpany. Jednak pokrzepiające spojrzenie chłopaka chyba go przekonało. Joyce dobrze wiedział, że nic nie jest w porządku. Ona wie… Po tym natychmiast wyciągnął dłoń po jointa.
Zaciągnął się mocno i zakrztusił się, wykasłując z płuc biały dym. Ale nie zważając na to, zaciągnął się znowu i znowu. Nie dając sobie praktycznie szans na poczucie czegokolwiek. Spalił go jakby był to zwykły papieros. Jednak gdy tylko skończył, szybko przekonał się w jak wielkim błędzie był. Joyce nigdy wcześniej nie próbował żadnych narkotyków. Żadnych. Po wyjściu ze szpitala unikał czegokolwiek, co mogło przypominać w jakiś sposób leki.
Oh, jak wiele stracił.
Nagle czas się zatrzymał. Wszystko spowolniło, a Joyce oparł się o siedzenie, głowę odchylił do tyłu i powoli wypuścił dym z ostatniego bucha, którego wziął. Ogarnęła go taka dziwna euforia.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,128 sekundy. Zapytań do SQL: 9