Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Owce między wilki.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-10, 00:59   Owce między wilki.
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Kto: Toni Martin i Sahir Nailah
Czas: październik 2016r
Miejsce: Siedziba Pryzmatu

W ile czasu można było złożyć całkowicie rozłożoną broń? Najprostszą Berette? W ile czasu składało się ją w wieku 14 lat i w jakim czasie składana była ona teraz? Piętnaście sekund wybijało na zegarze stresujące tyknięcia - jedna, druga, trzecia - naliczały się jak grzechy na rachunku sumienia, który noszony był na plecach, a którego, na całe szczęście, nie widziały całe tłumy (w tych tłumach zbyt wielu było takich, co gotowi byli unieść jako pierwsi kamienie) - śmieszna sprawa, kto niewinny powinien rzucać pierwszy - a pierwsi rzucali ci najbardziej winni, których przewinienia zazwyczaj były o wiele dłuższe aniżeli te nasze, te własne, te drobniutkie, które właściwie zapisywało się małym druczkiem i które przechodziły dreszczami, wypominając każdą literkę, każdą kropeczkę nad "i" - coś takiego wydawało się widnieć na plecach Toni. Ciężar. Ta zwykła kartka była ciężarem, który trudno było unieść i nie wszyscy byli w stanie sobie z nim poradzić - gdyby to było takie proste, to dzieciaki w tym miejscu nie byłyby aż tak spierdolone - ha! - piszę: dzieciaki, a Sahir nie był niby o wiele lepszy - 20-latek, co się zowie, ale wiecie, jak to jest z mężczyznami? - ich dorosłość zawsze była tylko względna, pozostawali wiecznymi dziećmi i biedna płeć piękna musiała potem sobie z nimi radzić i ciągnąć za ich smycz, żeby czasami zanadto się nie rozwydrzali - to takie śmieszne przeciwieństwo, dwa zupełnie inne (przynajmniej w tym wędrującym poście) światy - Toni, drobna, jakby prosty powiew wiatru mógł ją przetrącić i Sahir - zupełnie spokojna Kostuchna, której odebrano kosę - nie musiała jej posiadać. Przecież w każdej chwili mogła swoją wolą przywołać coś o wiele straszniejszego niż kawałek metalu osadzony na drewnie. Pozory potrafią mylić i nie było żadnej pewności, że dedukcja chłopaka o kruczych włosach, które rozpadały się wokół jego twarzy miękkimi, prostymi kosmykami i częściowo opadały na czerń oczu (widziałaś kiedyś Otchłań, słodka Toni?), była po prostu błędna - zresztą ciężko tu nawet o dedukcji mówić - to była zwykła, czysta obserwacja, gdy broń została złożona, odblokowana - doskonale wpasowywała się w bladą dłoń (zamiast kosy, moi drodzy) - i w końcu odłożona na stolik - i kiedy oczy wróciły do stojącej na uboczu sali treningowej dziewczyny - co ona tutaj robiła? Zapałętała się przez przypadek, również trenowała? Szukała może po prostu kogoś? Migała mu już parę razy w ciągu tych dwóch miesięcy (może jednego? sam nie wiedział, ile czasu już siedział w Pryzmacie) i zawsze podążał za nią ten sam cień - nie jej własny, raczej ten cień rachunku sumienia - bardzo smutny cień. Nie żeby Sahir był empatyczny, wręcz przeciwnie... ale...
Nailah spojrzał na zatrzymany stoper - czas dopuszczalny.
Rozłożył pistolet i odłożył go na swoje miejsce, spoglądając na trenera, by unieść ręce - o, rączki mam tutaj, panie psorze, niczego nie kradnę! - i skierował się ku drobnej sylwetce.
- Owieczka zabłądziła w stado wilków? - Wśród PSI nie było owieczek - były tylko wilki - wilki, które szarpały swoje mięso, pożerały siebie wzajem, byle tylko przetrwać.
Przynajmniej w takim świecie żył Nailah, który zatrzymał się przed dziewczyną.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-10, 17:35   
   Multikonta: No chyba nikt


Czym dla Toni były treningi? Obowiązkiem? Przymusem? Trudno powiedzieć. Nie lubiła ich, to fakt. Nie potrafiła czuć się swobodnie, musząc korzystać ze swoich umiejętności. Niby żyła z nimi na co dzień i to nie od dziś, ale za każdym razem, gdy musiała ich użyć, czuła się, jakby nie była sobą.
Jednak treningi miała pewną dobrą stronę, jedyny powód, dla którego nie próbowała wykręcać się z nich, tłumacząc zwolnienie stanem zdrowia. Ludzie. I namiastka życia towarzyskiego. Często okazywały się jedyną okazją, by porozmawiać z kimś, kto nie jest kolejnym psychologiem. Nawet jeśli miało być to głupie "cześć", czy "na razie". Sama świadomość, że otacza ją grupa ludzi, w jakimś stopniu pomagała uciszyć - uparcie przypominającą o sobie -samotność.
Większości z dzieciaków Toni nawet nie znała, mogła się jedynie domyślać kim są i skąd. Członkowie pryzmatu, których jakimś cudem nawet nie kojarzyła? Grupy dzieciaków, nie należących do żadnych organizacji? A może ze sławnej Ligi Dzieci? Nie ukrywała, że ci ostatni strasznie ja interesowali. Na każdym kroku słuchała o maszynach do zabijania, jakie z nich zrobili i... nie potrafiła w to uwierzyć. Przecież, to dalej byli jej rówieśnicy. Czasem trochę starsi, trochę młodsi, ale dalej właściwe dzieci. Oczywiście, pewnie przeszły dużo więcej niż Toni i wszyscy członkowie pryzmatu razem wzięci. Ale czy na prawdę mogli być tacy straszni?
Przestała się nad tym zastanawiać, gdy zaczepił ją nieznajomy. Nie zastanawiała się, bo wystarczyło jedno spojrzenie na bladego chłopaka, by rozwiać jej wątpliwości. Mrok. Wystarczyło jedno słowo, by idealnie opisać jakie wrażenie sprawiał. I nie chodziło tylko o czarne włosy, nietypowe, zarówno w kształcie jak i kolorze - przynajmniej dla kogoś z ameryki - oczy, czy wcześniej wspomnianą cerę. Mulatka nie potrafiła określi, co to właściwie było, ale nie dało się tego przeoczyć.
Może to przez to pytanie? Niby zwykłe, ale przy tym przerażająco trafne. Czy nie tak czuła się Toni? Nawet przy członkach pryzmatu, zawsze wypadała gorzej, właściwie we wszystkim. Wtedy była jedynie najsłabszym ogniwem w stadzie owiec, dopiero teraz wpadła między wilki.
Miała ochotę uciec. Wybiec z sali i zaszyć się we własnym, bezpiecznym pokoju. I już nigdy z niego nie wyjść. A jednak tam stała. I zastanawiała się co odpowiedzieć. Przecież nie powie zwykłego "cześć". Chciała wymyślić coś równie tajemniczego jak jej rozmówca, ale jak zwykle nic nie przychodziło jej do głowy.
- Czarna owieczka nie wpasowuje się w stado. - palnęła. Dopiero gdy usłyszała własne słowa, zakryła usta dłonią, tłumiąc śmiech. Ojciec nie byłby dumny z rasistowskich żartów.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-10, 18:05   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Przerażające było to, jak chuda była ta dziewczyna - to już nie była zwykła szczupłość, wytrenowana latami sylwetka, którą zdobyć można było chociażby na treningach - ile tak naprawdę treningów robiono w pryzmacie? Od kiedy tutaj przybył hermetyczność grupy z Ligii była... użyłbym słowa: przerażająca, ale to wcale nie było przerażające: było całkowicie normalne, lepiej nie skażać dzieciaczków z Pryzmatu syfem, który wysuwał się spod tajemnych drzwi, które bardzo chcieli przed nimi ukryć, ale z jakiegoś powodu, nieznanego Sahirowi kompletnie, wciąż pozwalali im zaglądać - i pozwalali na takie spotkania, jak to - niby przypadkowe, niby obojętne - oh, niby kompletnie nic nie znaczące i nieistotne. Kolejna rzecz, którą napisać bym chciał: że w sumie ta chudość, która z oddali tak w oczy się nie rzucała, jej drobna sylwetka, chociaż nie była wiele niższa od Nailaha, który spoglądał na nią z góry (nawet nie chodziło o "górę" czysto fizyczną), że jej oczy, które tylko czekać, aż złapią pięć centymetrów więcej cieni fioletu pod powiekami, malując się w niewyspanie (dla niektórych koszmarami były sny - dla innych konieczność codziennego wybudzania się z tego snu), uniesione na niego, ciemne i duże, będące perłami dla jej pełnych ust, które kusiły swą namiętnością, proponowały sprawdzić ich miękkość, niepewne i niechętne do szybkiego odpowiedzenia, chociażby lakonicznego - że wszystko to sprawiało, że chciał być milszy, że w sumie podszedł tutaj, bo była sama (to nie wszyscy byli tu sami? Chyba nie... chyba każdy chciał tutaj spróbować żyć "normalnie") - chciałbym to napisać. Oto i napisałem. A Sahir? Sahir w ogóle się do tego życzenia nie odnosił.
Bliżej mu było do tego psa gończego, który wywęszył sarnę, za którą gonił jego właściciel ostatniego dnia.
Śmieszna sprawa, bo Toni w swej smukłości, wyciągniętej sylwetce, smukłych, długich nogach i dużych oczach naprawdę mogłaby być Sarną. Piękną, mistyczną istotą prosto z Europejskich lasów - Królową Boru.
Gdyby jeszcze posiadał poczucie humoru, to na pewno by docenił (ja doceniłem bardzo), niestety za bardzo go nie posiadał - i nawet nie załapał, że chodziło o kolor skóry stojącej przed nim Sarenki - bo w końcu: tajemniczość? Nie oskarżałby o to samego siebie, ale on raczej... o bardzo mało rzeczy się oskarżał. Kocie lenistwo oblekło całą jego sylwetkę - co raczej nie odpowiadało realiom jego wyglądu. Oblekło go od wewnątrz - pokryło dokładnie każdą pojedynczą komórkę...
- Co jest takie śmieszne? - Nie było w tym pytaniu żadnego urazu, żadnego oburzenia, ani jadu, który mógłby wskazywać na to, że poczuł się dotknięty - zresztą i jego mina, zupełnie znudzona, nie drgnęła nawet w zmianie, która mogłaby zapalić czerwoną lampkę - nawet ton pozostał ten sam - mrukliwy, spokojny głos, który opisywało się mianem tych "przepalonych" lub "przepitych". Spojrzał w lewo i prawo, jakby zastanawiając się, czy czasem niczego nie przegapił, a potem spojrzał jeszcze na własną sylwetkę, unosząc dłonie, chyba spodziewając się, ze na czarnym topie ktoś maznął mu ku niepoznace różową farbą: "Cheer!".
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-10, 21:32   
   Multikonta: No chyba nikt


Tkwiła w tej okropnie niezręcznej sytuacji, czując jak chłopak, którego imienia nawet nie znała, lustruje wzrokiem każdy fragment jej twarzy, a właściwie to całego ciała. Wyjątkowo niekomfortowa sytuacja, zwłaszcza dla osoby z wiadomymi zaburzeniami. Tak nie na miejscu, że nawet osoba pokroju Toni - która woli chwilę się pomęczyć, byle nie wychodzić z bezpiecznej skorupy nie zwracania na siebie uwagi - poważnie zastanawiała się, czy nie kazać mu przestać. Tylko wtedy uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy, robi dokładnie to samo. Nawet nie będąc tego świadomą, wpatrywała się w wąskie oczy nieznajomego, wciąż próbując doszukać się w nich czegoś więcej niżeli czerń. Czegoś dobrego. Bo przecież musiały być w nich coś takiego. Zawsze było, wystarczyło spojrzeć wystarczająco głęboko.
Może jak zwykle była zbyt naiwna? Może w ogóle nie powinna rozmawiać z kimś, kto całym swoim jestestwem przypomina uosobienie szatana? Może po prostu przeczytała za dużo romansów o wampirach?
Jedno pytanie chłopaka i szybko przestała się śmiać. Zupełnie nieświadomie opuściła głowę, jakby chowając ją w ramionach. Pewnie gdyby nie jej ciemniejsza karnacja, z której nie wiedzieć czemu, nagle zachciało jej się żartować, zrobiła by się czerwona.
- Właściwie to nic. - mruknęła tak cicho, że pewnie nawet jej nie usłyszał. Toni ponownie poczuła, że najchętniej uciekła by z treningu i nigdy więcej nie spotkała nieznajomego. Wszystko przez jeden, wyjątkowo nieudany żart. Bo to nie tak, że nie chciała więcej go wiedzieć. Wręcz przeciwnie, niby usłyszała z jego ust jedynie dwa proste zdania, a jednak miała wrażenie, jakby zaistniała między nimi bardzo dziwna i trudna do określenie relacja. Dlaczego więc z jednej strony chciała z nim rozmawiać, a równocześnie nigdy go nie spotkać? To proste. Zwyczajnie bała się. Bała się odrzucenia, wyśmiania. Jak zawsze.
A jednak dalej nie ruszyła się nawet o krok.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-10, 23:24   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Niegrzeczne, niegrzeczne - wgapianie się w kogoś było niegrzeczne, ale jeszcze bardziej niegrzeczne było lustrowanie wzrokiem - z jego strony nie było to wcale wybitnie namolne, ot - leniwe - i naturalne, co jest ważne do podkreślenia, bo naturalnym wydawało się poznanie drugiej osoby z tej najbardziej powierzchownej strony - inna rzecz drzemała w tym, że Toni miała nad wyraz wyczuloną intuicję - i widziała, że czarnowłosy mimo matowego spojrzenie nie pobiera tylko zewnętrznych informacji - że każdy ruch w jego głowie układa równy, gładki schemat, który kawałeczek po kawałeczku zaczyna ją opisywać, a wraz z tym opisem daje prawdopodobieństwa jej ruchów, czy zachowań, by ewentualna nagła agresja nie mogła zadziwić - koniec końców i tak by zadziwiła, bo tacy w końcu byli ludzie - w większości: nieprzewidywalni - i właśnie to tak bodło, z tym, że ta "nieprzyjemność" w byciu obserwowanym była jednostronna. Zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna robi dokładnie to samo, co on, ale jemu to nie przeszkadzało - wszak wspomniałem: dlań było to całkowicie normalne, nie mieściło w sobie żadnych nieprawidłowości - prowadziło do poznania, w jego mniemaniu: raczej do poznania siebie wzajem jako przeciwników, ale brak poczucia zagrożenia z jej strony wysuwało się raczej... z lekceważenia. Z tego, że w jego oczach była tą mistyczną łanią, która ledwo dotyka kłosów zielonych traw, kiedy przesuwa się między grubymi pniami starych drzew, spomiędzy których listowi przesiąkają pojedyncze promienie światła dnia padające na jej grzbiet - na jej ciemne, dłuższe włosy, które odbijały złoty blask i nie pozwalały spojrzenia oderwać - zatrzymać go na jeszcze jeden, dwa ruchy łani - z zainteresowaniem, zupełnie ignorując to, że ona czuła się z tym bardzo niekomfortowo - w końcu wątpliwe, by sobie z tego sprawy nie zdawał, prawda?
Naiwność nie była zła - była piękny darem - ha! - darem, który przyciągał stworzenia, które powinny zostać w pomrokach nocy i nigdy się z nich nie wychylać - ale wychylały, wychylały..! Pełzły do takich, jak ona, ujmowane tym słabym blaskiem, który z siebie wyduszała tak jak wyduszała z siebie ostatnie tchnienia, kiedy oddech stawał się nagle zbyt ciężki, gdy zbyt wiele cieni zaczynało się otaczać - pewnie nie był jednym z pierwszych, pewnie nie był i ostatni, ale w ogóle na to nie zwracał uwagi - w końcu on był sobą samym - ona samą sobą, koniec końców - po prostu Toni Martin, nie żadna Sarenka - dlatego, co Ty na to? - wiesz coś o sobie? Ty sama o sobie samej. Opowiesz mi?
Chłopak uniósł na dziewczynę stojącą przed nim wzrok - dziewczynę-Łanię, anonimową, bez imienia i nazwiska - i wcale tego nazwiska i imienia nie potrzebował jak na razie, by jej osoba była całkiem wyrazista - pomimo strachu i nieśmiałości wyróżniająca się pośród wielu innych.
- Sahir. - Wyciągnął w jej kierunku dłoń - w końcu tak pani psycholog uczyła: odzywać się do innych, podawać im dłoń - to wcale nie tak, że jednym dotknięciem można kogoś zabić, skrzywdzić, prawda..?
Pani psycholog twierdziła, że nie.
Ona się bała - nie żeby to było dziwne.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-11, 13:30   
   Multikonta: No chyba nikt


W dalszym ciągu czuła na sobie przenikliwe spojrzenie, strasznych, czarnych oczu, w które nie miała odwagi ponownie spojrzeć, choć bardzo chciała. W tamtym momencie własne buty wydawały się bezpieczniejszym wyjściem, dla tchórzliwej Toni. Pytanie jak dużo na tym traciła. Co mogła wyczytać o nieznajomym, z samego jego wyglądu? Pewnie niemało. Ha! Może nawet dzięki temu zdążyła by w porę odejść, unikając rozczarowania. Tylko czy wszystko to, co wywnioskuje w wyglądu rozmówcy miało jakiekolwiek przełożenie na jego rzeczywisty charakter? Pewnie tak, w końcu wszystko co na zewnątrz było swoistą wizualizacją wnętrza.
A nóż w tym przypadku było inaczej?
Nie oceniaj książki po okładce. Banał, powtarzany przez dorosłych od najmłodszych lat życia, tak długo, że robi ci się niedobrze, gdy słyszysz go po raz kolejny. A jednak dalej wierzyła w jego prawdziwość. A może tylko chciała wierzyć?
Nieznajomy przedstawił się, ale dla Toni nie przestał być nieznajomym. Bo czym było imię? Słowem, określeniem, nazwą. Nawet w najmniejszym stopniu nie świadczącym o człowieku. Równie dobrze mogli by zamiast imion używać ciągów liczb. Nikt nie zauważyłby różnicy.
- Toni. - Uścisnęła jego dłoń, dokładając wszelkich starań, by przy tym nie kopnąć go prądem, choć pewnie i tak poczuł charakterystyczne mrowienie, spowodowane niewielkim ładunkiem prądu przechodzącym przez jego rękę. Może warto wspomnieć na początek jakimi umiejętnościami się dysponuje? - Żółta. - To, w przeciwieństwie do imienia, była całkiem przydatna wiadomość. Warto wiedzieć z kim ma się do czynienia.
- Nie jesteś stąd, prawda? - O co tak właściwie pytała? Czy był z Ligi? A może interesowały ją wyraźnie widoczne, azjatyckie korzenie Sahira? Sama nie wiedziała, jakiej odpowiedzi oczekuje.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-11, 16:32   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Czarne oczy, czarne oczy - Twoje oczy, kochana Łanio, z oddali wydawały się równie czarne - tylko że nie pochłaniały światła, a je odbijały - wdzięcznie i piękne, dużymi sylwetkami i przedmiotami, które napataczały się na pole twojego widzenia - z bliska tylko nabiertały swojego wyrazu, kiedy okazywało się, że tęczówka jest przecinana ciemniejszymi kreskami i ozdobiona plamkami, których pewnie można by było się nauczyć na pamięć, gdyby tylko wpatrywać się w nie wystarczająco - i gdyby to w ogóle było możliwe, a sam obiekt przyglądania się nie uciekał tym wzrokiem w lewo, prawo - nie, nie, jednak w dół - na czubek swoich butów, na których to ona teraz plamek i kurzu szukała. W królestwie zwierząt tak to właśnie wyglądało - słabsze osobniki opuszczały głowy i uszy, podkulały ogon i nie ośmielały patrzeć się silniejszemu osobnikowi w twarz - pytanie tylko, czym ta siła była - siłą fizyczną? Tą mentalną? Czy może chodziło tylko i wyłącznie o aurę, której naukowo istnienia nikt nie potwierdził - w świecie pełnym badań i eksperymentów trudno więc było wierzyć w jej bycie - a jednak jakoś tak się działo, że jedni peszyli bardziej, inni mniej - że jednym łatwo spoglądało się w oczy i odpowiadało spojrzeniem, a w oczy innych ciężko było spojrzeć.
Jeszcze by odpowiedzieli spojrzeniem.
Lekko nieprzyjemne, stawiające dęba włoski na karku uczucie przeskoczyło przez jego ciało, kiedy zetknął swoją dłoń z jej drobną (bardziej pasowała do trzymania ich nad klawiszami fortepianu i wydobywania łkających nut niż dzierżenia broni), ale nie odskoczył, nie zerwał kontaktu gwałtownie - równie flegmatycznym ruchem swoją rękę cofnął, chociaż poczucie zagrożenia drapało o spód czaszki i nakazywało odsunięcie się - nie zrobił tego tylko z powodu, który wydawał się tak wielki minusem: właśnie dlatego, że nie wyczuwał w niej "przeciwnika". Cała jej postawa, mowa ciała, która do niego trafiała, uciekające spojrzenie i nie podnoszący się głos - wszystko to głaskało go z włosem i sprawiało, że zdziczały kocur, który normalnie już prężyłby mięśnie w gotowości do obrony bądź ataku ciągle leżał na tym ciepłym, rozgrzanym piecu - i nawet jeśli coś posmyrało jego kłaki, to nie było to groźne na tyle, by od razu podejmował się stawania w najwyższej gotowości.
Chyba przedstawienie swojego koloru nie było takie złe, tak tragiczne, a jednak milczał - nigdy nie rozumiejąc, dlaczego to akurat czerwoni wzbudzali największe przerażenie, chociaż każda z barw potrafiła diabelnie skutecznie człowieka uszkodzić - chociażby taka Żółta - wystarczyło jedynie mocniejsze natężenie prądu - co takiego kryło się w pierwotnym ogniu, że wzbudzał taki lęk w umysłach..? Pomarańczowi wydawali się z jego perspektywy o wiele bardziej przerażający - moc, którą potrafisz zmienić wspomnienia, stworzyć z człowieka kukiełkę - mało to przykładów już widział..?
Pokręcił głową - otrząsając się z własnych myśli i odpowiadając jednocześnie na jej pytanie - nie, nie był... chociaż chyba już był? Był zewsząd - z miejsca "Nigdziebądź".
- Chyba już jestem. - Wbrew pierwszemu zaprzeczeniu, które odbyło się gestownie. Obrócił się do niej profilem, żeby spojrzeć na salę. Właśnie - bo o co tak naprawdę pytała Toni..? Sahir wziął to bardzo dosłownie, łopatologicznie - "nie jesteś stąd", innymi słowy: nie poznaję cię spośród wszystkich twarzy, z którymi się wychowywałam. - Przyjemne miejsce. Spokojne.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-12, 14:02   
   Multikonta: No chyba nikt


Nie dziwne, że nie traktował jej jako wyzwania, bo Toni wcale wyzwaniem nie była i być nie chciała. Co więcej, porównanie do łani okazało się w jej przypadku całkiem trafne. I nie chodziło wcale o fizyczne podobieństwo - o ile człowiek może w ogóle przypominać zwierzę - jak długie nogi czy sarnie oczy, a raczej o jej postawę. Tak, postawę, którą na każdym kroku epatowała niepewnością, jakby w każdej chwili gotowa była do ucieczki. Płochliwa - tak, to określenie idealnie ją opisywało - jak łania.
Za to postawa Sahira - przynajmniej jej zdaniem - prędzej przywodziła na myśl lwa, patrzącego na wszystko z góry, wiedząc, że nic nie jest w stanie mu zagrozić, niźli wilka, trzymającego się w stadzie, jak mogłoby sugerować jego pierwsze pytanie. Tylko czy Toni-łania nie powinna uciekać przed Sahirem-lwem? Gdyby naprawdę byli zwierzętami, do których tak chętnie się porównują, pewnie tak by się stało. Nigdy nie zbliżyli by się na taką odległość, za wyjątkiem sytuacji, w której łania okazała by się posiłkiem dla lwa. Jednego mogła być pewna. W naturze ta rozmowa nie miała prawa bytu.
A może był najzwyczajniejszym w świecie kotem, a płochliwa i ostrożna Toni przestraszyła się wielkiego cienia, jaki rzucał?
Jak dobrze, że nie są zwierzętami i nie musi się nad tym zastanawiać. Bo rządzi nią coś więcej niż instynkt, każący uciekać. Ludzka - a może także sarnia? - potrzeba kontaktów społecznych.
Och, czyli nie myliła się, zakładając, że nie jest z pryzmatu. Zastanawiało ją skąd przyszedł, czy może skąd go siłą przywleczono. Z ligi, czy z grupy błąkających się gdzieś po Stanach Zjednoczonych dzieciaków? Może z jakiejś innej organizacji, o której nawet nie miała pojęcia? Czy niegrzecznym było go o to wypytać?
- Tak, bardzo spokojne. - przytaknęła, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. - Czasem nawet nudne. - Nie żeby jej się tam nie podobało. Mogła mieć wszystko, o co tylko poprosiła. Żyła w luksusie, w przeciwieństwie do wielu innych psi. To snobistyczne, mieć wszystko i narzekać, zwłaszcza na nudę.
A może pryzmat wydawał się nudny tylko dla niej? Wiecznie zaczytanej, zamkniętej we własnych czterech ścianach. Może nie narzekała na nudę, a na samotność, po rozstaniu z rodzicami?
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-12, 22:13   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Płochliwa - tak - całkiem zgrabne słowo, swoją drogą, nie uważasz? - bardzo płynne, lekkie i dość szybko wypowiadane w swojej płynności, w swym zgrabnym połączeniu - tak jak i płochliwość była zgrabna sama w sobie, bo nie prezentowała panicznego strachu, czy też strachu samego w sobie - nie, to słowo prezentowało zerwanie się na najmniejszy szelest - podniesienie głowy, skupienie wzroku i wszystkich innych zmysłów tak, skąd dobiegł nas dźwięk, gdzie dojrzeliśmy skradający się cień - zerwanie się zaś w tym wypadku wcale nie oznaczało natychmiastowej ucieczki - jeśli bytność zagrożenia nie zostanie potwierdzona, wróci się do zajęć poprzednich, ale ciągle będzie się mieć w głowie, tam w zakamarkach, gdzie ledwo docierało światełko świadomości, że COŚ na pewno TAM musiało być. COŚ, czego nie uchwyciło spojrzenie ani słuch - aaa, włączał się syndrom pająka, znasz go może, Toni? Nawet jeśli masz arachnofobie, jeśli brzydzisz się czy lękasz tych ośmionożnych istot, to dopóki je widzisz, wszystko da się jeszcze poprawić, skontrolować, można zawołać kogoś o pomoc i wskazać palcem, gdzie zwierze się znajduje, by się go pozbyto i zapewniono ci spokój ducha. O wiele gorzej działo się, kiedy ten pająk nagle wsuwał się za łóżko. Wyjdzie? Nie wyjdzie? Co jeśli wyjdzie po drugiej stronie, albo zaraz pojawi się w tym samym miejscu? Nachyl się nad tym brzegiem i szukaj go teraz w cieniu, którego nie rozświetlał nawet ekran telefonu - nie znajdujesz go.
Na szczęście Sahir nie zamierzał wchodzić pod łóżko czy kryć się w jakimś zakurzonym kącie, żeby Toni poczuła się jeszcze bardziej niestabilnie. By jej spłoszony stan przerodził się w stan, w którym gula podchodziła z niepokoju do gardła - w końcu jak tak można znikać i stapiać się z cieniami..? I nie był też lwem, wilkiem czy kotem - bycie sobą, faktycznie brzmiało bardzo dumnie - bycie człowiekiem! - jeszcze dumniej! - kimże był jednak człowiek w obliczu tych dumnych zwierząt? Na pewno istotą rozumną, bardzo trafnie powiedziane - istotą, która nie będzie jedynie kierować się instynktem... a przynajmniej nie powinna, jeśli miała uchodzić za chociażby minimalnie cywilizowaną.
- Nudne? - Skierował na dziewczynę znowu spojrzenie - zdziwione to chyba trochę za dużo powiedziane - w ogóle mówienie o przejawach emocji na jego facjacie było zazwyczaj na wyrost - ta kropelka zainteresowania po prostu przesunęła się w jego głosie i spojrzeniu, jak zachęta do powiedzenia czegoś więcej, niż tylko proste "tak" - ale samemu chłopakowi tak krótka odpowiedź by całkowicie wystarczyła - chłopakowi, ha..! Niby już mężczyźnie - chociaż jeśli miałbym mierzyć to bardziej prywatnymi miarami, to zdecydowanie powstrzymałbym się od używania tak wielkiego słowa. Równie wielkiego i dumnego, co słowo "człowiek".
Dlatego Nailah był po prostu Kotem.
Jak długo trzeba żyć w jednym miejscu i jak niewiele można mieć do zrobienia, by mówić, posiadając tak niesamowite zdolności: nudno tutaj? - coś nowego, coś niespotykanego, z czym może nie tyle, co nigdy nie miał do czynienia (wiecie, że ze słowem: nuda) - po prostu sam nigdy tej ostoi nie doświadczył. I jakoś z rówieśnikami również nigdy nie było mowy o powiedzeniu: nudno tu, w kontekście: znam to miejsce już tak dobrze i tak długo tutaj mieszkałem, że zwyczajnie ten spokój zaczynał chwilami przeszkadzać.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-13, 01:11   
   Multikonta: No chyba nikt


Kim był i czemu miała wrażenie, jakby czytał z niej jak z otwartej księgi? Może podawanie mu dłoni okazało się nieodpowiedzialne, gdyż ten zdążył już zajrzeć w głąb jej umysłu? W końcu nie miała pewności, czy aby na pewno nie został zakwalifikowany jako pomarańczowy. Nie żeby miała coś przeciwko nim, nie uważała żadnego koloru za bardziej niebezpieczny od innych - każdy, bez wyjątku, odpowiednio użyty był udogodnieniem, a równocześnie morderczą bronią.
I tu wracamy do początku tegoż spotkania, bo to właśnie był powód, przez który Toni nienawidziła swoich umiejętności, a tym samym korzystania z nich na treningach. Większość ludzi, gdy pierwszy raz trzyma broń w rękach, zaczyna się trząść. Ze strachu, czasem podekscytowania. Świadomość posiadania sposobności, by w dowolnej chwili zabić przypadkową osobę, wyzwala w ludziach skrajne emocje. A psioniki żyły z tą świadomością bez przerwy. Widmo umiejętności nie do opanowania towarzyszyło im bez przerwy, ciągnęło się za nimi jak cień, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Jak niektóre z dzieci mogły traktować to jako dar? Czyż nie był to rodzaj zezwierzęcenia? Zduszenia w sobie empatii i sumienia, na rzecz pierwotnych instynktów? W końcu człowieczeństwo to nie tylko przeciwstawne kciuki. Tym, co różniło ich od szympansów nie była wcale umiejętność używania sztuców, a emocje. Ludzie emocje, jak współczucie, o którym coraz częściej zapominano.
Tylko co mogła wiedzieć naiwna siedemnastolatka, zamknięta w luksusowym ośrodku, jak ta roszpunka w wieży? Skąd miała wiedzieć, co dzieje się na zewnątrz? Skąd miała wiedzieć, że jest się bezwzględnym, lub martwym? Żyła w oderwaniu od rzeczywistości, nie wiedziała.
Przytaknęła, spoglądając nagle na Sahira, zupełnie jakby na moment zapomniała o strachu i przypomniała sobie, gdy znów zobaczyła to ,czego się boi. Natychmiast odwróciła wzrok. Tym razem zamiast oglądać swoje buty, obserwowała co dzieje się na sali treningowej. Choć "obserwowała" to za duże słowo. Wbiła wzrok szeroko otwartych, sarnich oczu w losowo wybrany punkt, znów zatapiając się we własnych myślach.
- Wiesz, tu zawsze jest wolne. Właściwie nigdy nic nie musisz, za to możesz co tylko chcesz, dopóki nie wymaga to opuszczenia złotej klatki. Pewnie brzmi to strasznie snobistycznie, ale poczucie bezpieczeństwa i wszechobecnej nudy, sprawiają, że czujesz, jakbyś w ogóle nie żył. - Dalej wpatrywała się w wybrany punkcik, jeden z ruchomych celi, teraz stojący bezczynnie w rogu pomieszczenia.
- Powiedziałam to na głos? - zapytała, zupełnie jakby oczekiwała poważnej odpowiedzi. Sama już nie wiedziała, tylko sobie rozmyślała na temat egzystencji (tak, egzystencji, nie życia) w pryzmacie, czy narzekała nowo poznanej osobie, na przymus mieszkania w raju.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-13, 01:44   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Przetrwanie na polu walki to nie tylko umiejętność władania bronią - właściwie możesz władać nią całkiem przeciętnie (wszystkie te miecze, karabiny, noże i łuki), jeśli potrafisz robić coś, czego wyuczyć się w większym stopniu nie dało - albo to masz w sobie, albo tego nie masz, zupełnie jak umiejętności Psi - zdolność odczytywania. Musisz wiedzieć, kiedy na odpowiednią akcję odpowiedzieć taką a taką reakcją - kiedy wkroczyć, kiedy się zatrzymać, kiedy się wychylać, a kiedy pozostawać w defensywie - i przede wszystkim: być zdolnym do odczytywania na bieżąco, nie tylko na początku walki, a walką mogło być wszystko - to, co działo się poza bezpiecznymi (och, czy aby na pewno takimi bezpiecznymi?) murami Pryzmatu, to co działo się podczas Drugiej Wojny Światowej i to, co działo się tutaj - ta rozmowa - to była walka tylko na samym początku, tak naprawdę, bo Sahir zanim podszedł do Toni widział podartą, białą flagę kolibiącą się pośród chmur zebranych nad jej osobą - przyjął tą kapitulację, ale nie oznaczało to, że wycena została przerwana, w końcu w tym tkwił cały sekret - bądź gotów na wszystko, bądź zgiń. Są chodzącymi broniami, które nie potrzebują wcale ostrza w ręku, by siać spustoszenie - ale spokojnie, to już zostało przecież ustalone - uznałem to za dar - tą aurę, którą roztoczyła wokół siebie Toni, sprawiając, że wyciszenie przy kimś przestało być niemożliwą do osiągnięcia mrzonką. Byli tymi osobami z widmem, ale niektórzy nie dzierżyli go na plecach, tak jak dzierżyłaś go Ty, Sarenko - ciężkie to brzmię, ja wiem - i bardzo trudno skakać i unosić wysoko, dumnie głowę, kierować oczy ku słońcu widzianemu tylko przez szyby i wpięte w nie kraty - i jeszcze ciężej odnaleźć swoje miejsce w wielkim świecie, gdy ten świat zostawał ograniczony do czterech ścian - i wielu korytarzy, które je tworzyły, ciągnąc się i ciągnąc w swej monotonii... Niektórzy zamiast nosić to widmo - stawali się nim - przestawała być to nawet symbiozą - i ciężko ocenić, czy to raczej oni pochłaniali potwora - czy może to ten potwór pochłaniał ich, sprawiając, że przywilej uczuć, tych wielkosłownych emocji, oddalał się poza zasięg ich rąk.
Dla Nailaha nawet tak prosta rozmowa jak ta wydawała się czymś na pewien sposób niezwykłym.
Tutaj - w tym "chyba-niby-domu", gdzie życie było zawsze nudne i wolne - naprawdę? - nie zauważył tego - treningi, misje, wyraźne oddzielenie "my" - "oni" - niewidzialna ściana, która nie powinna pozwolić zbliżyć mu się na taką odległość do Toni - uniósł aż wzrok na trenera, który nie zwracał na nich obecnie większej uwagi, przyglądając się innym - więc rozmowa nie została odgórnie przeklęta - chyba że przez samego Boga, jak myślisz? Głupota, wiem - Boga przecież tu nie było... - wydłubał sobie oczy, odciął uszy, wyrwał nozdrza - nie czuję, nie słyszę, nie widzę - bardzo wygodne, by potem mówić: to wszystko po to, by testować waszą lojalność..! - rzekł tym, których stawiano przed prostymi wyborami: zabij lub zostań zabity. I tym, którzy czekali na jeden przebłysk jaśniejszej gwiazdy w najwyższej komnacie najwyższej wieży, być może zastanawiając się, jak by to było, gdyby rycerz na białym koniu podjechał pod okienko i wyciągnął rękę, by uciec, by odbiec - by oddalić się od więzienia, które trzymało w swoich szponach i nie chciało wypuścić. Wzrok odwrócił, kiedy Toni znów swoim spojrzeniem uciekła - ciekawe te buty..? - i powiódł nawet za torem jej patrzenia, kiedy upewnił się, że nie robi czegoś zakazanego - ale jakkolwiek nie starałby się zakotwiczyć otchłani oczu, nie był w stanie dostrzec tego, co ona widziała. A może był..? Jak hologramy na ścianie przewijał się ten obraz jej samej wolno przechadzającej się korytarzami pełnymi dzieciaków - dzień za dniem, od wtorku do wtorku - tak mijał jej tydzień - zawsze tak samo smutny, nigdy dostatecznie pełen wrażeń, ciepła i miłości. Pusty. Wypełniony strachem. Strachem przed samą sobą. Czy tak to było, droga Toni?
- Nie żyjesz? - Znów nie była to kpina - banalność pytania, ha... i jego oszczędność słów, chociaż nie robił tego celowo. I nie, żeby był jakiś niedorozwinięty. Miał chyba po prostu podobny problem do Toni, tylko że nieco innego rodzaju - nie wynikało to z nieśmiałości - zwyczajnie był lekko dysfunkcyjny społecznie. Odbił oczami na prawo w zastanowieniu, kiedy zadała to pytanie, po czym wrócił do jej twarzy i kiwnął głową - bardzo poważnie odpowiadając na bardzo poważne pytanie - chociaż nie było jej tutaj przez drobną chwilę - pewnie powędrowała wraz z prądem pełzającym po jej skórze po torze dawnych dni, gdzie światło dawno zagasło, rozświetlając je chociaż na chwilę błyskawicą - to nic się nie zmieniło - tylko parę słów, bardzo cennych słów, wychynęło z kobiecych ust. - Brzmi... smutno. - Smutno, nie snobistycznie.
Każdy przeżywa swoje własne tragedie - i każda tragedia może być tak samo mocno wyniszczająca i pogłębiająca dół kopany pod naszymi stopami.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-13, 15:21   
   Multikonta: No chyba nikt


Aura, jaka towarzyszyła tej wymianie zdać, przybierała coraz to dziwniejszy wyraz. Gdyby była czymś realnym, co można wyczuć jednym z pięciu zmysłów, a nie tylko tym szóstym - którego istnienia nikt jeszcze nie potwierdził - pewnie wyglądała by jak gęsta mgła, otaczająca wszystko w okół, nie pozwalając zobaczyć nic na odległość większą niż wyciągnięta ręka. Dokładnie tak czuła się Toni. Jakby błądziła w mgle. A przecież dalej była to jedynie zwykłe rozmowa. Powierzchowna wymiana zdań.
A może nie taka powierzchowna? W końcu Toni, w jakiś sposób zachęcona tą właśnie - w gruncie rzeczy nie istniejącą - mgłą, nadającą wszystkiemu mistyczny wydźwięk, właśnie podzieliła się z nowo poznanym Sahirem, jednym ze swoich przemyśleń. Zupełnie, jakby znała go od lat.
Na pytanie chłopaka wzruszyła jedynie ramionami. Jakby sama nie wiedziała, lub było jej to obojętne.
- Nie powinnam się żalić, wiele dzieciaków marzy o takim życiu. - Coś jakby sprowadziło ją na ziemię, do normalności. Znów starała się uważać na słowy, by nie zrazić do siebie Sahira, a myśli pozostawały jedynie myślami, nigdy nie wypowiedzianymi na głos.
A było ich całkiem sporo. Wstyd się przyznać, ale większość z nich kręciła się dookoła jej rozmówcy. Zwykle próbujemy zakwalifikować każdego, kogo poznamy w jakieś ramy. Przyporządkować w jedne kategorii. Toni podświadomie chciała zrobić to samo z Sahirem. Szybko jednak zorientowała się, że to nie możliwe. Niczym nie przypominał ani rozpuszczonych dzieciaków w pryzmatu (do których między innymi zaliczała się Toni), ani zbuntowanych maszyn do zabijania, jak opisywano im agentów ligi. Właściwie, trudno było powiedzieć o nim cokolwiek, może poza tym, że był oszczędny w słowach.
Może dlatego tak ją intrygował?
- Jak ci się podoba w pryzmacie? - zapytała, odrobinę sztucznie. Nie chciała, by rozmowa już się kończyła, więc łapała się wszystkiego, by ją podtrzymać. Nawet w ten banalny sposób, z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-13, 16:56   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Mgła była bardzo dobrym porównaniem - tylko że nie była to ta mgła, która była ciężka i zamykała płuca, nie pozwalając powietrzu dostać się do powietrza, nie odmawiała tlenu i nie przesiąkała do ubrań, by przynieść chłód i nieprzyjemną wilgoć - przesiąkała gdzieś głębiej, gęsta jak mleko, unosząc do innych rzeczywistości - innych i zarazem tych najbardziej im bliskich - bo ich własnych światów, pozwalając zajrzeć w swoje myśli i przedstawić ich kilka tej osobie... nowo poznanej. Której imię, nazwisko i kolor powinien stanowić o tym, kim tak naprawdę są - a stanowiło? Toni nie przypominała piorunów, którymi władała - i nie przypominała tego prądu, który chętnie przechodził na drugie ciało, jeśli tylko go dotknąłeś - nie błyskała nagle i gwałtownie, by sparaliżować i porazić, nie znikała w ułamku sekundy, pozostawiając po sobie tylko głuchy huk i oślepienie w drugiej sekundzie - mimo to ciężko powiedzieć, że to bielmo burzy do niej nie pasowało - bielmo... złoto! Białe złoto, szlachetne, wytworzone ludzką dłonią i zamykane w gablotkach, noszone na palcach, by piękniło się w oczach, zachwycając kunsztem wykucia - i co dalej, hm..? Piękna biżuteria miała sobie po prostu spokojnie trwać - życie było ekskluzywnym towarem, którego nie sprzedawali tylko za bycie "ślicznym".
Czarnowłosy nie potraktował jej słów jako żalenia się, chociaż może powinien - on zwyczajnie nie wyceniał czyich smutków popularnym stwierdzeniem "bo inni mają gorzej" - co kogo obchodzą inni? - śmierć małego kotka może być dla jednej osoby tak samo ciężkim przeżyciem co śmierć matki dla innej i nikt nie powinien posiadać prawa do powiedzenia: "nie rycz nad tym kotem, bo temu zmarła matka!" - niech ryczy, niech mówi, niech odczuwa - przynajmniej ten smutek, żal w głębi nas samych, był dowodem na to, że jeszcze się tutaj jest - zdecydowanie to lepsze, niż trwanie w nudnym bezruchu, o którym wspomniała Toni, gdzie każdy dzień zlewał się z następnym. Nie wiedział też, co ma powiedzieć o marzeniach - kolejny z towarów rzadko dostępnych - marzenia są chyba po to, by je mieć, bo kiedy je spełniamy, przestają być tymi eterycznymi "marzeniami" - zaczynają być przyziemnymi celami, które niewiele mają z bajecznym śnieniem. Kolejnym punktem było to, że nie wszyscy też posiadali możliwość wypowiadania, luźnego wypowiadania, wszystkich swoich myśli - to nie tak prosta sprawa, wbrew pozorom - mówić o czymś szczerze, nie obawiając się, jak na to zareagują inni. Tak jak tutaj - myśli pozostawały myślami i tylko nimi - zamknięte w szkatułce, okryte długimi włosami dziewczyny opływającymi jej plecy, niepoznane i niedostępne dla nikogo poza nią samą - przynajmniej tak długo, jak długo żaden Pomarańczowy się do niej nie zechce dobrać i siłą zabrać jej sekrety.
Trochę nie wiedział, co odpowiedzieć, bo i nie wiedział, co o tym myśleć - zdanie przyjęte, zaakceptowane, ale z którym jakoś nie do końca się zgadzał. Coś tu umykało. Coś jego wzrokowi, jego umysłowi, umykało.
- Skoro ty o takim nie marzysz... co czemu przejmujesz się innymi? - O, to mu nie pasowało. To mu właśnie nie pasowało w tym niby krótkim zdaniu - to bezpieczne wyminięcie się jej z tematu, to uogólnienie, stwierdzenie za ogół - ale to nie ogół Nailaha interesował, bo to nie do tego ćwiczącego tłumu podszedł. Jeszcze raz, jeszcze jeden raz może udałoby się unieść tą mgłę... ale to chyba nie jest wcale takie łatwe do osiągnięcia.
Wzruszył lekko ramionami i znów spojrzał na salę - no... przyjemne miejsce, bo spokojne. A może to on po prostu się uspokoił?
- Jest... jak na wybiegu. - Jak na wybiegu dla psów - jak pies, którego spuścili ze smyczy i wyciągnęli z kojca, pozwalając mu wreszcie zrobić parę kroków. Samemu. Wciąż jednak obroża i wysoka siatka przypominała, że wolność wcale nie nadeszła - tylko kojec zmienił się na większy.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-15, 18:26   
   Multikonta: No chyba nikt


I gęsta jak mleko, choć wcale nie istniejąca, mgła została rozwiana. Rozgoniona przez Toni i jej skrajnie wręcz uprzejme, normalne zachowanie. Może bała się, że w niej zabłądzi? Jednak, starając się na siłę nie zrazić do siebie chłopaka, miała wrażenie, jakby osiągała przeciwny skutek. Zerwała nic porozumienia między nimi.
Czuła się trochę jak plastikowa lalka, z narysowany uśmiechem i w idealnie dobranym ubraniu. Cały czas uprzejma, uważająca na to, co mówi. Znała to. Często taką udawała. Zwykle podczas rozmów z psychologami. Przed wejściem do gabinetu przyklejała sobie do twarzy sztuczny uśmiech, a przed lekarzem odgrywała oskarową rolę szczęśliwej nastolatki. Później mogła spokojnie płakać w poduszkę, samemu, w swoim pokoju. Wcale nie lubiła tej - wspomnianej wcześniej - plastikowej, lalki udawać. Równocześnie jednak gdzieś tam, powtarzała sama sobie, że nikt przecież nie chciał by nawet poznać prawdziwej, naturalnej jej.
Zmarszczyła brwi, robiąc przy tym dziwną minę. Teraz to ona nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Bo... Powinniśmy się przejmować innymi ludźmi? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Bez przekonaniu w głosie, to mało powiedziane. - Zawsze mi to powtarzano. Że trzeba być dobrym człowiekiem.
- Ale chyba masz rację. - dodała po chwili, cichutko, bardziej do siebie, niż do niego.
Wybieg dla psów, dość dosadne określanie. Toni zwykle używała zwrotu "złota klatka", ale w sumie na jedno wychodziło. Byli zamknięci. Nieistotnie jak to nazwali. Ale z drugiej strony, przecież nie żyło się tam jakoś źle? W końcu, nie ważne jak bardzo chciała by zobaczyć jak wygląda wolność, wiedziała, że sama nie przetrwała by jednego dnia bez opieki.
- Zawsze mogło być gorzej. Dużo gorzej. - skwitowała swoje przemyślenia, i w sumie, to na tym mogła by zakończyć. Ale nie zakończyła. Zupełnie nieświadoma, skąd Sahir przybył do pryzmatu, dodała: - Dzieciaki z ligi musiały wykonywać rozkazy z góry, a przy tym niewiele z tego miały. Gdy o tym pomyśle, ciesze się, że jestem w lidze.
To, czy powiedziała o kilka słów a dużo i uraziła tym chłopaka, czy też puścił to mimo uszu, co wcale nie byłoby takie dziwne, - przynajmniej z jego strony - miało okazać się dopiero za chwilę.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-15, 19:19   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Brak przekonania we własne słowa, brak przekonania w swoją głowę, która kazała powiedzieć coś właśnie takiego, a nie innego, czy może to brak przekonania o tym właśnie, że ktokolwiek przysłowiowo ją “zrozumie”? Że nie będzie go obchodziło odgórne co powinno się robić, co powinno się mówić, a to, co by zrobiła i powiedziała właśnie Toni - ona jedna i jedyna, ha! - unikalna nawet w swoim podejściu “zrobię i powiem to, czego większość by ode mnie oczekiwała” - tak to jakoś było, że zazwyczaj lepiej słuchało się tego, co chcieliśmy usłyszeć, nawet jeśli w kącikach naszych jaźni wiedzieliśmy, że prawda wygląda zgoła inaczej - co z tego? W końcu ludzie kochali oszukiwać wszystkich wokół - lubili też jednak oszukiwać samych siebie, a potem? Potem tępili wszystkich wokół, że kłamią i są hipokrytami. Bardzo sprytne.
Czarnowłosy wzruszył ramionami - i też nie było w nim żadnego przekonania, nie było jednak też przejęcia, że coś takiego zostało wypowiedziane i że Toni w sumie nie do końca zgadzała się sama ze sobą - czym była tak naprawdę dobroć wobec innych ludzie sami ustalali - każdy z osobna i bez wyjątku - czasami tylko należało się dopasować do pojęcia tej “dobroci” czy “zła” przez innych, żeby nie stracić głowy, potem spojrzeć na prawo, które miało traktować o tym, co się powinno a czego nie powinno, ale koniec końców ogrom wolnej woli, jaka pozostawała w podejmowaniu decyzji w interakcjach z innymi był porażający - i otwierał mapę, po której można było swobodnie podróżować palcem, zachwycając się kolejnymi wypukłościami, zmianami klimatów, ciepłem i zimnem, jakie następować potrafiły jeden po drugim. Lecz nie tutaj i nie dziś. Wędrówka, jaką podjęła ta dwójka, była raczej łagodna, przynajmniej od strony czarnowłosego, bo od jej wyczuwał, czy też raczej - widział w jej oczach - falowanie nastroju w nizinach braku wiary w samą siebie. Nie miał jednak dla niej tutaj żadnych mądrych słów, żadnego przekonywania, że powinna mówić za siebie, nie za innych, nie - w jego spojrzeniu nie było żadnej wyceny, było jak biała kartka, na której Toni sama zapisuje swoje słowa, nawet jeśli tak na dobrą sprawę druga strona była już wymalowana jej twarzą, która była uzupełniana w szczegóły wraz z każdym następnym jej ruchem i jego interpretowaniem jej - mimo wszystko była to strona, którą łatwo zamazać i narysować od nowa. Taka możliwość, by stworzyć samego siebie w oczach innej osoby - jak malowanie autoportretu.
- Przejmujesz się? - We wszystkim, co mógł powiedzieć, zapytał właśnie o to, jak upiorny scyzoryk wędrując coraz głębiej i głębiej…Wciąż o tym samym, wciąż drążąc “ją”, nie “wszystkich ludzi”. Nie żeby chciał ją dręczyć celowo. Chciał z nią tylko porozmawiać. Tak po prostu.
Spojrzał na nią z nową dozą zainteresowania, kiedy wspomniała o Lidze - ale z pewnością bardzo daleko było mu do bycia “urażonym”. Właściwie to co on teraz mógł o Lidze myśleć..? Kiedy już przestała istnieć… w ogóle nie czuł, jakby przestała. Jakby z dnia na dzień ktoś miał przyjść i zatargać go tam spowrotem za włosy…
Sięgnął do swojej szyi i powędrował po łańcuszku pod koszulkę, by wyciągnąć spod niej nieśmiertelniki i brzdęknąć nim przed Toni.
“Liga Dzieci, Sahir Nailah, Czerwony”.
- Ja jestem z Ligii. - Pokazał na siebie wolną dłonią. - Tęsknię za nią. Psycholog nazwała to “syndromem żołnierza”.
Równie dobrze mógłby mówić o wczorajszej herbacie.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-16, 23:06   
   Multikonta: No chyba nikt


Toni można by opisać jednym, prostym zdaniem. Nie chciała konfliktów. Nigdy nie była typem silnej, walecznej osoby, broniącej swoich poglądów z zażartej dyskusji. Przekładało się to właściwie na wszystko. Tak samo zachowywała się podczas sparingów, właściwie cały czas. I nie oznacza to wcale, że nie ma własnych poglądów. Po prostu nie przepadała za głośnym mówieniem o nich. Bo po co? Wolała wysłuchać drugiej osoby, przyznać jej rację, jeśli się zgadzała, lub nie mówić nic, jeśli miała odmienne zdanie. I tyle. Bez kłótni, bez problemów.
Wcale nie potrzebowała mądrych słów, by uwierzyć w siebie i zacząć głośno mówić, to co myśli. Przerabiała już mądre słowa, sentencje, powtarzanie sobie przed lustrem jaka jest super i inne idiotyzmy, wymyślone przez psychologów. A dalej była, jaka była. Może tego po prostu nie dało się zmienić? Albo ona wcale tego nie chciała? Ta nieśmiałość, niepewność każdego ruchu była przecież częścią jej charakteru, gdyby ją zmieniła, cała jej osobowość, jak upadające domino, zmieniła by się nie do poznania. Na gorsze, na lepsze? Nie wiadomo. Ale jak każdy człowiek - Toni bała się zmian.
- Chyba każdy się przejmuje. - Gdy zapytał czemu się przejmuje, odpowiedziała wymijająco, posługując się tym, co powinna powiedzieć. Teraz formą pytania zmusił ją, bo powiedziała co siedzi jej w głowie. Nie było już możliwości zrobienia uniku. Sprytnie. - Ty nie?
Wcale by jej nie zdziwiło, gdyby odpowiedzią było "nie". Zawsze myślała, że wszystkim w jakimś stopniu zależy na akceptacji społeczeństwa, a tym samym, dopasowywaniu się do niego. Na tej płaszczyźnie nic się u niej nie zmieniło. Po prostu Sahir nie był wszyscy.
- Wow. - wyrwało jej się, gdy zobaczyła nieśmiertelnik.
Czerwony. Z ligi. To robiło wrażenie. Nie bała się samego koloru, do jakiego go zakwalifikowano, bo przecież ogień był tak samo niebezpieczny i momentami trudny do opanowania, co telekineza, czy prąd którym dysponowała Toni. Właściwie to żółci i czerwoni nie różnili się tak bardzo. Obydwa te kolory posługiwały się energią, tylko w odrobinę innej postaci.
Za to liga wzbudzała... respekt? Chyba tak można nazwać mieszankę strachu i podziwu, jaki dziewczyna odczuwała, względem agentów tejże organizacji. Choć Sahir był pierwszym agentem, jakiego poznała osobiście. Jedynie słyszała o nich na każdym kroku. "Maszyny do zabijania". Tak zwykle ich nazywano. I pewnie - jak w każdej plotce - było w tym ziarno prawdy. Tylko Sahir nie wydawał się mieć w sobie ani jednego, malutkiego ziarna mordercy. Może w tej kwestii też nie był wszyscy?
- Naprawdę za tym tęsknisz? - zapytała, jakby chcą się upewnić, że naprawdę to powiedział. Za czym można tęsknić w tak okropnym miejscu? A może nie taki wilk straszny, jak go malują? - Jak tam właściwie było? Jeśli mogę spytać...
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-17, 00:29   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Uczył się na błędach i wyciągał z nich wnioski - obserwował i wyciągał wnioski - słuchał i wyciągał wnioski - wszystko się sprowadzało właściwie do tego samego: do wniosków, których jednak nie można było nazwać "oceną" z bardzo prostego powodu: żeby coś "oceniać" trzeba o tym myśleć w kategoriach "zły" czy "dobry", a te dwa pojęcia w jego głowie istniały jedynie formalnie - słyszał je wielokrotnie, widział je wielokrotnie, czytał o nich parę razy - miliony wykładów na temat tego, co było lepsze a co gorsze, co było grzechem a co świętością - ale czym byłaby Śmierć, gdyby kogokolwiek oceniała? Czym byłaby Czerń, która gubi w sobie wszystkie barwy, złączając je w jedno, a jednak nikt nie nazywał jej brudną? I tak kim byłaby Toni, gdyby wyzbyła się swojej bezkonfliktowości? Możemy spekulować, szukać, zastanawiać się, bo to można zawsze, i te spekulacje wcale nie byłyby bezsensowne - w końcu dzięki nim powstawały wielkie wynalazki, dzięki nim można było dokonać jednak jakichś zmian, poprawić coś w sobie lub wokół siebie na lepsze. Możemy ze spekulacji wyciągnąć ich esencję. Wniosek. Potem ten wniosek wycenić, zdecydować, czy jest dobry czy zły i przyswoić go, odrzucić, lub wzruszyć ramionami, uznając, że jest nam obojętny, neutralny. Jak dobrze wiemy świat nie dzielił się jednak na Czerń i Biel - tak i Sahir nie pojmując ani dobra ani zła nie był "neutralny" - w końcu był tylko, mówiąc wielkimi słowami, człowiekiem - i nic co ludzkie obce mu nie było - hehe, prócz tego statusu quo.
Jej odpowiedź właśnie taka była - ta odpowiedź Toni - ani dobra, ani zła, ani neutralna - imająca się od wcielenia ją w jakieś ramy, przez co ciężko było stwierdzić, czy zadowalała - wywołała nawet u Sahira ruch, bo jak dotąd wydawał się trwać jak rzeźba w całkowitym bezruchu - niby potwierdziła, że przejmuje, ale znów nie powiedziała tego wprost - nie chodziło o to, że chciał to powiedzenie wprost na niej wymusić, nie wpadł na to nawet - po prostu musiał się wysilić, by przekalkulować "co artysta miał na myśli". Artystka w tym wypadu - nawet jeśli dla ludzi "normalnych" byłoby to oczywiste - dla niego tylko proste "nie" lub "tak" było oczywiste, a jak dobrze wiemy nawet te proste słowa ludzie lubili komplikować tylko dzięki swojemu tonowi wypowiedzi czy mimice.
Pokręcił powoli głową w geście zaprzeczenia bez żadnego zastanowienia, bez żadnego poczucia winy w oczach czy też niepoprawności swojego myślenia. Powiedziałaś mu, że to dlatego, że tak ci mówili, tak cię uczyli - wmawiano ci, że po prostu trzeba się przejmować, czy może sama wysnułaś taki wniosek ze słów, że dla innych trzeba być dobrym? - po co ci to mówili i dlaczego nie zostało to zatracone, dlaczego ciągle "chciałaś", żyjąc w miejscu, które przywoływało twoje własne demony wokół ciebie, które nie było nawet minimalnym przybliżeniem do życia, jakie chciałaś prowadzić? Właściwie jakie chciałaś? Ja wiem - wszystko można nam wmówić, jeśli tylko ma się odpowiednio charyzmatyczną osobę przy sobie - lub wystarczająco słaby charakter - i tak jednemu dziecku powiedzieli, że ma być dobre dla ludzi i ono dla ludzi dobre się stało. Drugiemu powiedzieli, że ma być grzeczny i ono był grzeczne. Temu trzeciemu powiedzieli, że jest potworem. Potworem się stał.
- Myślałem, że to strach. - Ten strach był wyczuwalny - przynajmniej na początku - bo teraz zaczął zanikać - strach, który chłonął wszystkimi swoimi komórkami, ale pomimo wielu zachowań, które bardziej upodabniały go do zwierzęcia niż człowieka - człowiekiem pozostawał i jej strach nie zapraszał go do polowania, nie budził rządzy krwi... a może to było coś zupełnie innego? Coś danego tylko jej - coś pachnącego lawendą i promieniami porannego słońca. Przejmowanie się a strach - jak daleko stało jedno od drugiego? Jak widać potrafiły być bardzo blisko.
Ciekawa była. Ta Toni. Coraz bardziej i bardziej ciekawa - zaczęła być tym błędnym ognikiem na bagnach, który prowadził wędrującego zamiast prosto w moczary, to bezpieczną drogą prosto przed siebie - przez krzewy róż, których kolce nie sięgały nóg, przez wysokie trzciny, które przyjemnie łaskotały obnażone ręce i jasne kałuże, w których woda była krystalicznie czysta i odbijały promienie księżycowego światła - w świat taki jak ten po prostu ciągnęło - nawet jeśli drzwi tak naprawdę były pozamykane, bo Toni otwierać ich zwyczajnie nie chciała - nie szkodzi, nic na siłę, czarnowłosy nie chciał być tutaj nieproszonym intruzem - przecież jego krok był dostatecznie lekki, by niczego nie zniszczyć - może tylko pozostawały na ziemi wypalone ślady kocich łap, których Żółta się nie bała. Skomentowała je prostym, spektakularnym "wow".
Nieśmiertelniki - dwa - drugi opatrzony rządem cyfr - stuknęły o siebie, kiedy czarnowłosy wsunął je spowrotem za koszulkę - dwa zabytki historyczne, które cholera wie, ile czasu na jego szyi wisiały - ale wyglądały tak, jakby przeszły obie wojny światowe. Porysowane i zmatowiałe dawno temu.
Kiwnął głową, chociaż nie był przekonany, czy to na pewno tęsknota - w pewnym sensie nienawidził tamtego miejsca... a jednak gdyby mógł wrócić pobiegłby bez wahania. Jak na dobrego psa przystało. Tylko jak tam tak naprawdę było..? Co się działo, ile dorosłych zmarło na jego oczach, ile za jego plecami? Ile zmarło dzieciaków, które nie potrafiły się przystosować? Sahir nie wiedział od czego zacząć i na czym skończyć - zaczynać od początku końca czy może od końca początku? Czy może w ogóle nie zaczynać? Jak tam było... - bardzo ciężko było to ująć w paru słowach.
Więc - jak tam było..?
Chyba po prostu: jak w domu.
- Jak na tresurze. - Chyba tak na dobrą sprawę każdy przeżywał Ligę inaczej - w zależności od tego, jak się spisywał, co robił, pod kim pracował - bo w Lidze było sporo tych "dobrych ludzi". Niestety sporo nie oznaczało "większość". Uniósł głowę do góry, wspominając obrazy migające przed oczami - aaa... wszystko zlewało się niemal w jedną, nic nie znaczącą plamę.
Dom. Zapamiętany z woni wódki i papierosów, zamieniony na woń potu i krwi. Spojrzał znów na Toni.
- Ciągle gdzieś jeździliśmy. Nie nudziłabyś się tam. - Mówił to naprawdę tak, jakby nie było w tym niczego złego, niczego przerażającego - jakby wspominał właściwie klasowe wycieczki, na które przecież niemal wszyscy chętnie jeździli. - To nie tak, że lubiłem to miejsce. - To było chyba dość istotne do nakreślenia, tak mu do głowy przyszło.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-17, 19:56   
   Multikonta: No chyba nikt


Można by powiedzieć, że w pewnym pokręconym sensie, we wszystkim co ich różniło, byli do siebie podobni. Żadnego z nich nie dało się określić za pomocą przyjętych określeń, wbić w ramy odgórnie przyjętej normy. Co prawa, z dwóch, zupełnie różnych powodów. Ale jednak. Toni stawała na rzęsach, by przypasować się we wszystkie możliwe normy. Dobrze wiedziała, że to niemożliwe. Bo jak coś mogło być równocześnie białe i czarne? A jednak się nie poddawała. Zupełnie nieświadomie - wymyślała wymijające odpowiedzi, byle nie wyrazić się zanadto jasno. Właśnie jak artystka. Malowała obraz siebie tak, by każdy zobaczył w nim to, co chce. Słaba z niej była malarka, bo zamiast arcydzieła, które spodoba się każdemu, od zwykłego przechodni, po krytyka sztuki, wciąż wychodziła jej wielka, szara plama nijakości.
Za to Sahir - w oczach dziewczyny - był zupełnym jej przeciwieństwem. Wcale nie próbował, ani wpasować się w normę, ani jej unikać. Może nawet nie zdawał sobie sprawy z takich kwalifikacji? Zwyczajnie omijał wszystko, co typowe. Bez specjalnego zastanawiania się nad tym. Dlatego Toni ani troszkę nie zdziwiła jego uboga w słowa, a zarazem wyraźnie naturalne, odpowiedź.
- Wiesz, właściwie każdą emocję można w pewnym sensie sprowadzić do strachu, bądź wygody. - rzuciła, równie naturalnie. Jakby było to coś oczywistego. - Zwykle jednak do tego pierwszego.
Znów mówiła cicho, prawie niesłyszalnie. Chciała podzielić się z kimś choć częścią swoich przemyśleń. Tych naprawdę jej, nad którymi spędzała nieprzespane noce, o których myślała płacząc w poduszkę. Sporo się tego nazbierało. Zwykle, jedynym jej wiernym i lojalnym słuchaczem był pamiętnik, trzymany pod łóżkiem. Teraz, nie wiedzieć czemu, uznała, że może nowo poznany chłopak sprawdzi się lepiej niż kilka kartek. Ale gdzieś tam dalej miała w sobie to ziarno niepewności, niepozwalające patrzeć w oczy swojemu rozmówcy.
Już wiedziała, że chce się... wygadać? Otworzyć? Ale jeszcze nie wiedziała jak.
- Co jest na drugim? - zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język. Chodziło oczywiście o nieśmiertelnik, który mignął jej gdzieś przed oczami. Co poradzić, że znajdował się dokładnie na wysokości jej wzroku.
W pryzmacie nie mieli niczego takiego. Żadnych nieśmiertelników, czy nawet bransoletek. Nic, co można by zauważyć gołym okiem, bez grzebania pod skórą. Nikt w końcu nie wiedział, czy nie są zaczipowani. Trochę jak pies, któremu pozwalano biegać bez obroży. Mogli czuć się wolni. A jednak gdyby tylko gdzieś się zgubili, odnalezienie ich było czystą formalnością.
- To raczej nie miejsce dla mnie... - zmierzyła się wzrokiem, po czym spojrzała na Sahira. Tym nie unikała patrzenia w oczy. Trochę jakby chciała mu pokazać, że jest dokładnym przeciwieństwem, wszystkiego, co mogło się z ligą choćby kojarzyć. - Chyba nie przeżyłabym poza pryzmatem.
Zdawała sobie sprawę ze swoich słabości i z tego, jak dużo ich ma. Wiedziała, że gdyby teraz musiała radzić sobie sama, gdzieś w lidzie, albo po prostu na ulicy, pewnie długo by nie pożyła. Nigdy też nie zastanawiała się, jak to by było, gdyby trafiła do ligi? Może wcale nie była by martwa, a stała by się mordercą?
Pryzmat wydawał się być idealnie do niej dopasowany, jako jedynie miejsce na ziemi, w którym mogła czuć się bezpiecznie, będąc dalej tą samą, wrażliwą Toni. Właśnie teraz, pierwszy raz pomyślała, że to ona przez te sześć lat przesiąknęła pryzmatem, co do ostatniej komórki ciała. Nie była słaba psychicznie od zawsze, z charakteru. Była słaba psychicznie, bo w pryzmacie pozwolono jej taką być.
- Nie lubiłeś ligi, ale za nią tęsknisz? To coś w rodzaju przyzwyczajenia? - W jej tonie nie czuć było krzty złośliwości. Wcale nie chciała mu wytknąć sprzeczności, czy czegoś takiego. Chciała zrozumieć. Naprawdę zrozumieć, co siedzi w głowie byłemu agentowi.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-17, 20:26   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Różnice, które jednocześnie łączyły, łączenie, które jednocześnie oddzielało - to wcale nie było tak głupie i bezsensowne, jak mogłoby się na pierwszym rzucie wydawać, zwłaszcza nie w stosunku do ludzi, ich myśli i cech charakteru - nie wszystkie można było opisać jednym słowem, ująć w szablony i wcisnąć w schematy ogólno przyjęte, o których można czytać w książkach - gdyby tak było rola psychologa byłaby zupełnie zbędna - dawaliby dzieciakom książki i kazali się z niego uczyć, tak jak dawali do ręki nóż i kazali uczyć się zabijać, żeby same sobie pomagały, żeby były całkowicie samodzielne, nikt nie marnowałby pieniędzy na psychiatrów i psychologów - wszystko, co ludzkie, było zwyczajnie zbyt skomplikowane - ale to nic, nie szkodzi, dzięki temu świat ciągle był ciekawy i potrafiliśmy się nim cieszyć, nawet jeśli potem niektórych czekały spotkania sam na sam ze sobą, do którego dodawało się przesiąkniętą wonią szamponu do włosów poduszki i dziennika, który miał już zapisanych wiele stron - i ciągle czekał, by zapełnić je wszystkie, pochłaniając bardzo chętnie każdą z myśli - zdecydowanie łatwiej było napisać coś w skrytości cieni własnego pokoju, niż rozchylić wargi i pozwolić słowom płynąć - przynajmniej tak było łatwo dla Toni. Dla Sahira obie czynności były równie trudne, ale mogę zapewnić, że już łatwiej było mu mówić do kogoś - a przynajmniej do takiej Toni i tych nielicznych osób, które sprawiały, że chciał ich słuchać i chciał im odpowiadać z bardzo prostych względów - w prostocie czerni, którą się otaczał, nie miał szans znaleźć w niej tego, co chciał, na zawołanie - ale potrafił tego szukać, kiedy ktoś pytał - nawet jeśli czasami kosztowało to nieco więcej wysiłku, niż powinno. W pewnym sensie Toni miała identycznie, czyż nie? - tylko że ona nie siedziała w pustce ze spokojem czekając na komendy, a nakrywała swoje "ja" warstwami płócien - każde na inną okazję, każde dla innej twarzy! - nawet jeśli była kiepską malarką, to pewnie całkiem nieźle wychodziło jej bycie taką wśród "innych' - wśród tych osób, które może i spoglądały na tą nieśmiałą Łanię - spoglądanie nie zawsze równało się z dostrzeganiem.
- Ooo... - Kiwnął parę razy ledwie zauważalnie głową, rozszerzając nieco mocniej powieki w automatycznej reakcji uznania dla jej słów - mógłbym się wręcz pokusić o stwierdzenie, że tą prostą i krótką myślą Toni mu zaimponowała, bo całkowicie zgadzało się to z jego doświadczeniami, a raczej: z obserwacjami innych ludzi, bo z własnych doświadczeń... ach, no cóż... bardzo łatwo zapomnieć o czasach, kiedy było się jeszcze dzieciakiem, gdy przez sześć lat spacerowało się po piekle - ubrała w słowa tak łatwo, szybko i zgrabnie to, co widział, ale czego nigdy by nie nazwał - jednocześnie pobudzała do sprawdzania, czy naprawdę tak jest, zachęcała niemal do robienia eksperymentów, czy naprawdę ta teoria ma miejsce bytu w rzeczywistości, skoro wtapia się w przeszłość. - Teraz czujesz wygodę. - Można by się było wykłócać, czy to było stwierdzenie czy jednak pytanie, ale brzmiało bardziej jak stwierdzenie - zwłaszcza, że nie było w nim wahania przed wypowiedzeniem tego. Widział. CZUŁ. Nawet jeśli nie czuł własnych uczuć - czuł jej uczucia - tak jak każde zwierze potrafi odbierać emocje człowieka - już się nie bała, zadziwiające, zwłaszcza, że większość, nawet PSI, zwyczajnie umykali przed dzieciakami z Ligi, zwłaszcza Czerwonymi - ale zdziwienie wcale nie dominowało jego uczuć - właściwie w ogóle go nie było, poza krótkim stwierdzeniem, że to dość... spoko, mówiąc wprost.
- Należy do mojego ojca. - Lepiej by było powiedzieć: należał. Ale tak to jest z nieśmiertelnikami, że są jak dusza - wieczne - nawet jeśli umrzesz i odejdziesz z tego świata, nawet gdy ten nieśmiertelnik zdejmą z twojej szyi i przełamią, to ten kawałek metalu zawsze będzie twój. W końcu wypisano na nim twoje imię, nazwisko i te cyferki, które mają cię identyfikować, gdy już umrzesz - nie ważne, czy na polu bitwy, czy w swoim własnym, przytulnym domu.
Przeżycie czy nie przeżycie... nie wyobrażał sobie życia poza tymi murami. W ogóle: poza murami - gdzieś, gdzie nie było presji naciskającej na kark i obietnicy adrenaliny krążącej w żyłach - gdyby nie treningi tutaj pewnie by ześwirował - powoli stapiał się z aurą tego miejsca, ale nie myślał o jakichkolwiek ucieczkach, o tym, że mógłby sobie gdzieś ułożyć życie - nawet nie wpadł na pomysł, żeby tak pomyśleć.
- Zjedliby cię. Strach jest napędem polowania. - Tak, tak, okazała ten strach w pełnej krasie - w końcu to właśnie ten strach ją do niej przyciągnął. Czy raczej - jakaś słabość, która okładała jej plecy ciężarem. Wzruszył lekko ramionami w odpowiedzi na jej następne pytanie.
Miała naprawdę piękne oczy. Oczy, w które chciało się spoglądać i pozwalać, by czarowały - tak nieśmiało - i by gładziły tak, jak rozmówcy się to podoba.
Podobno cicha woda brzegi rwie. Ta może je porwać całkiem nieźle - w końcu była władczynią piorunów.
- Była domem. Nawet jeśli złym.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Toni Martin
Chwilowo bezdomna


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-26, 22:58   
   Multikonta: No chyba nikt


Czy można kogoś poznać po kilkunastu minutach rozmowy? Zapewne nie. Toni wcale nie czuła, jakby znała Sahira. Nie miała tego dziwnego wrażenie, o którym tak często wspominają w książkach, jakby znała go od zawsze. Wręcz przeciwnie. Trochę jakby błądziła w ciemności, trzymając w rękach jedyną świeczkę, wyglądającą jakby zaraz miała zgasnąć, ale jednak nieprzerwanie świecącą bladym światłem. Szukała w tej ciemności właśnie Sahira, jego charakteru, emocji. Wieczność by nie starczyła, by odszukać wszystkie informacje, jakie chcemy poznać.
Kilkanaście minut było jednak wystarczającym czasem by kogoś polubić. I nie musiała ani przez chwile się zastanawiać, czy to prawda, czy tylko chwilowe wrażenie. Bo to właśnie sympatia była tą świeczką.
- Jest ciepło, bezpiecznie, nie mam żadnego wyraźnego powodu by się bać, więc chyba tak. - odpowiedziała, choć nie sądziła, by było to pytanie.
Nie kłamała, a równocześnie nie mówiła całej prawdy. Nie miała powodów by się bać, ale pewien zalążek strachu nigdy jej nie opuszczał. Rósł, malał, w zależności od okoliczności. Najmniejszy sygnał zagorzenia wprawiał, że ten budził się, karząc jej uciekać. Czy nie na tym polega ostrożność?
- Uh, chyba nie powinnam pytać. - Temat rodziców wśród psioników zwykle był dość drażliwy, dla Toni także. Większość członków pryzmatu bardzo tęskniła za rodzinami, a i tak byli w lepszej sytuacji niż inne dzieciaki. Nie mogli spotykać się z rodzicami, mieli za to świadomość, że oni gdzieś tam są, cali i zdrowi. Agenci ligi nie mieli żadnej gwarancji, na nic.
Kiwnęła głową, zgadzając się z chłopakiem i trochę spochmurniała. Potwierdził jej przypuszczenia, nic dziwnego. Po prostu Toni po cichu liczyła, że jednak zaprzeczy. Powie, że dała by sobie radę. To głupie, mówić coś, oczekując konkretnej odpowiedzi. W gruncie rzeczy chciała, by ktoś podbudował jej ego. Żółta wiedziała, że nie powinna myśleć w taki sposób. Czasem jednak nie sposób nad tym panować.
- Chyba rozumiem. - Ponownie pokiwała głową. - To zupełnie odwrotnie niż pryzmat.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,148 sekundy. Zapytań do SQL: 10