Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Lądowisko
Autor Wiadomość
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-15, 21:36   Lądowisko
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Duży obszar na skraju akademii, gdzie znajdują się lądowiska dla śmigłowców. Na ziemi, namalowane białą farbą są gigantyczne litery "H", które oczywiście są "ogrodzone" kolejnymi, białymi kreskami. W pobliżu znajdują się też samochody, które umożliwiają szybsze dostanie się do środka bazy. Sam kompleks otoczony jest jedynie drutem kolczastym, a zaraz za nim ciągnie się spory las.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-15, 22:06   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

To, że ten ośrodek nie był przystosowany do PSI, było widoczne na pierwszy rzut oka - a może nie, może mieli tutaj odpowiedni sprzęt, skoro to organizowali, może każdy tutaj zaopatrzony był w biały szum, może mieli strzelców wyborowych gotowych wpakować w kulkę każdego PSI, który zacznie wariować? - mimo wszystko wyciągali ich z pilnie strzeżonego ośrodka, jeśli byli naprawdę nieprzygotowani to Sahir nie wiedział już czy są głupi, czy może… sprytni. Może źle ocenił Caluma, może za bardzo się rozluźnił - może to wszystko miało na celu założenie niewidzialnych cugli, które nie będą ciągane obcą ręką - twoja własna ręka będzie je ciągnąć, bo “przywiązanie”. Bo “wdzięczność”. Czarne oczy wychwytywały każdy szczegół, każdy szczególik, wypatrywały ślepych punktów, punktów słabszych i punktów silniejszych, szukając ewentualnego rozłożenia straży, sprawdzając teren, siłę ogrodzenia - kiedy wkraczał na takie miejsca jak to coś zawsze zaczynało go ciągnąć poza “bezpieczne” kraty - coś wołało jego ducha z cieni, takich kuszących, tak odprężających - w tej ciemności czekała obietnica wolności, czy nie tak? - tej, której obawiał się w czterech ścianach i której nie chciał - tak mu się wydawało.
Nikt Nailaha jeszcze o normalność nie oskarżył.
Wszystkie jego zmysły pracowały na najwyższych obrotach - zniknęła senność, zniknęła flegmatyczność - czarnowłosy wyprostował się, ale jego mięśnie nie były napięte - tylko złowrogie, ciemne jak sama noc oczy pochłaniały otoczenie, gdy nozdrza pracowały, gdy wdychał zapachy na zewnątrz - jak zwierze, które wpuszczono na zupełnie obcy teren i które musi ten teren bardzo dokładnie obejść, żeby znów móc powrócić do swego stanu pół snu, stanu oszczędzania energii, nie obawiając się, że zły człowiek zajdzie go od tyłu i uderzy w odsłonięty kark.
Powstrzymał to uczucie. To dziwne pragnienie, które zawsze na misjach przysparzało mu kłopotów, kiedy instynktownie za nim podążał - przynajmniej na razie zamierzał je zatrzymać. W zasięgu nie było żadnego “właściciela”, który mógłby trzymać jego smycz, więc na razie zamierzał tą smycz wręczyć Calumowi - i jak wiernemu psu wypadało - trwać przy jego nodze, czekając ze słodką niecierpliwością na komendę: bierz.
Ach, tak… to było chyba właśnie to pragnienie.
Pragnienie polowania, które drżało w piersi każdego dzikiego kota, który pamiętał smak polowań na sawannie.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Richard Gray
Syneczek Tatusia


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-15, 23:09   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Kiedy tylko wyszedł, zaczerpnął świeżego powietrza w płuca, i przeciągnął się. Nie lubił podróży, wydawały się mu nieproduktywne. Nie lubił też ciasnych, zamkniętych pomieszczeń. To nie była klaustrofobia, to było coś znacznie mniej poważnego. Czuł dyskomfort w takich miejscach, ale potrafił z tym żyć. Gdyby trzeba było pewnie mógłby spędzić tak kilka dni. Ale na szczęście nigdy nie musiał rezygnować z otwartej przestrzeni i świeżego powietrza.
Rozejrzał się po całym terenie. Oczywiście, nie spodziewał się niczego więcej. Jak jeszcze był małym wyrostkiem dane mu było zobaczyć kilka ośrodków szkoleniowych. Gdyby nie wybuch epidemii, pewnie zawitałby tu już wcześniej. Jednak wszystkie te problemy związane z zyskanymi mocami i całym Pryzmatem oddaliły tą chwilę. Ale teraz był tutaj, gdzie od dawna chciał się znaleźć. Surowe treningi były tym co naprawdę lubił. Oczywiście, kierował się zasadą "wymagaj od siebie nawet jak inni od ciebie nie wymagają" i w Pryzmacie nie oszczędzał sił na treningach, ale wiadome było, że nawet on pod przymusem był w stanie zrobić więcej. Podświadomie się ograniczał, by zbytnio się nie przemęczyć. Poza tym standardowe treningi stały się już nudne. Liczył na to, że tu nauczy się czegoś nowego. Że zostaną przed nim postawione większe wyzwania i większe wymagania którym mógłby próbować sprostać. Cóż, można go nazwać dziwnym dzieciakiem, ale każdy miał swoje hobby. Być może hobby to wzięło się z pragnienia zaimponowania ojcu, ale w tym momencie stało się częścią jego duszy, i nie wyobrażał sobie życia bez podejmowania nowych wyzwań i ciężkich treningów.
Skinął głową potwierdzając, że usłyszał słowa Caluma. -Gdzie odbędzie się to wprowadzenie? I czy poza nami będzie tu dużo osób? Ośrodek wydaje się być... Opustoszały. To będzie obóz tylko dla PSI? - Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Richard był być może bardziej zainteresowany tym wszystkim niż jego towarzysze, ale trudno się dziwić. W przeciwieństwie do innych znalazłby się tutaj nawet gdyby nie epidemia. Nawet, gdyby nie miał mocy, to z pewnością by tu trafił. W końcu to było coś, co zawsze pragnął robić. A raczej coś, w czym wierzył, że zdoła prześcignąć ojca. A jeśli zdołałby go prześcignąć, to z pewnością zasłużyłby sobie na jego szacunek. Mierzył w sam szczyt. Chciał być w ścisłej czołówce najważniejszych osób w państwie. Najlepszym z najlepszych w tej kategorii. Być może wtedy ojciec wreszcie wypowie słowa, na które Richard zawsze czekał. "Jestem z ciebie dumny, synu". "Jesteś prawdziwym Grey'em". "Godnie reprezentujesz naszą rodzinę". Żeby usłyszeć te słowa, musiał sobie na to zapracować. Właśnie teraz postawił pierwszy krok na tej długiej ścieżce, która prowadziła go do tego celu.
 
 
Désirée St. Claire


20

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-18, 08:31   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Jeszcze na początku drogi do miejsca gdzie miała się rozpocząć ich zabawa/szkolenie rozmyślała nad różnymi sprawami, jednak potem zmożona zmęczeniem zasnęła. O dziwo nie dręczyły jej żadne senne koszmary, a wręcz można było uznać, że wszystko jest okej. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. To mogło wyglądać dziwnie gdy podczas drogi do środka transportu, każdy coś niósł tylko nie ona. Jednak jak sam Calum powiedział, jej rzeczy miały na nią czekać już w Ośrodku. W końcu nie miała ze sobą niczego, co mogłaby teraz nieść.
Przebudziła się na kilka, krótkich chwil przed lądowaniem. Tylko tyle wystarczyło jej, aby móc w pełni się rozbudzić, a co za tym idzie zacząć zbierać informacje na nowo. Naprawdę niektórych nawyków, nie da się jednak wykorzenić.
Gdy wysiadła jak zwykle zaczęła wodzić swym wzrokiem po terenie na, którym się znajdowali. Nie przypominał Pryzmatu, ale był jednak znacznie lepszy od warunków jakie oferowano w Obozie. Po prostu znajdował się pośrodku, ani zły, ani dobry. Oczywiście jeżeli chodzi o warunki widoczne na pierwszy rzut oka. Co będzie potem to się okaże. Poprawiła raz jeszcze włosy, jednocześnie słuchając ich dowódcy, ich zwierzchnika.
- Chciałam zapytać gdzie znajduje się mój pokój, moje miejsce – zapytała wprost.
Chociaż jak zawsze zachowała sporo taktu w swym pytaniu. Zdecydowanie minie jeszcze trochę czasu, zanim pozbędzie się nawyku cenzurowania swych pytań, tego dziwnego tonu głosu, jaki był w niem zawarty. Ale z tym nie da się niczego zrobić. Co się zaś tyczy pozostałych pytań, Richard już je zadał, a więc uznała za zbędne ponowne ich zadawanie. Spojrzała na Caluma po czym czekała na jego odpowiedź. Skoro i tak niedługo mieli się zjawić na tym wprowadzeniu, to wszystko wskazuje, że wkrótce ponownie się zobaczą po tym chwilowym rozdzieleniu.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-18, 13:31   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Szli przez wylany betonem plac, w stronę wejścia do budynku. Nie jechali na jakiś dalszy pas, więc samochód nie był im potrzebny. Calum uśmiechnął się, widząc wszystkie te emocje, które malowały się na ich twarzach. Pewnie to mieszanka wszystkiego, co można tylko było pomieszać. Składali się z trzech, zupełnie innych zlepków miejsc, uczuć i ludzi. Averly - obóz, Sahir - Liga i wreszcie Richard, syn właściciela Pryzmatu. Ale podobał się agentowi ten kontrast. Pewnie gdyby jednak nie przypadł mu do gustu, to nie zbudowałby takiej drużyny. Słysząc tonę pytań, jakimi jest zalewany, odpowiedział z uśmiechem:
- Spokojnie, spokojnie - uśmiechnął się, a po chwili dodał: - Zaraz się wszystkiego dowiecie. Ale... Wszyscy agenci są pewnie w swoich pokojach albo już na zebraniu. Stwierdziłem, że się stylowo spóźnimy o jakieś dziesięć minut. Nie macie nic przeciwko? Ah, co do ośrodka - chyba nie ma nic dziwnego w tym, że brak mu generatorów szumu na ścianach? Uważam, że to byłaby dla was obraza. Nie jesteście tutaj jakimiś zdobyczami, czy małpami które nie potrafią się zachować. Przede wszystkim widzimy w was ludzi, którzy chcą się kształcić i przyczynić do naprawy naszej ojczyzny - powiedział i pchnął plecami szklane drzwi. No i weszli. Ośrodek w środku wyglądał nieco inaczej, był nawet trochę bardziej naszpikowany technologią i wyglądał bardziej okazale. Mniej surowo. Calum poprowadził ich w stronę wielkiej sali, gdzie znajdywały się krzesła, stół z herbatą, kawą i jakimiś przekąskami i mały podest, na którym miało rozpocząć się prowadzenie.
- Oh, Averly, po wprowadzeniu pokażę Ci gdzie się zatrzymacie. O - odwrócił się Calum i lekko uniósł brew, dodając:
- Zapewne dyrektor Hunt się spóźnia. Widać, nie tylko on chciał tutaj zagrać stylowo. Chociaż nic was nie ominie. Możecie teraz pójść i pogadać z resztą agentów. - Calum uśmiechnął się i podszedł do stolika, gdzie wszyscy nalewali kawę lub herbatę. Zaczął cicho dyskutować z jakąś inną agentką, a ona zaczęła się do niego serdecznie uśmiechać. Dzieciaki zostały na moment same, ale po chwili ten spokój przerwało wejście kogoś na scenę. A ten ktoś - zapewne przez jego płeć - nie wyglądał jak dyrektor Hunt. Bardziej jak ktoś... Znajomy?
- Witajcie, nazywam się Hailey Moore, jestem jedną z agentek. Aby was nie niepokoić i nieco wyklarować sytuację, chciałabym tylko poinformować o tym, że dyrektor Hunt nieco się spóźni - Na jej twarzy przez cały czas malował się najcieplejszy uśmiech, jaki można było sobie wyobrazić, mówiła powoli, wyraźnie, zachowując wszystkie zasady poprawnej angielszczyzny - Tak więc bardzo proszę i apeluje o cierpliwość. Jeżeli jesteście głodni, to zawsze możecie udać się do małej kantyny, która znajduje się... - była znajoma. Szczególnie dla Sahira. Zbyt znajoma. Miała idealne blond włosy. I była... Kłamczuchą? - Tak więc bardzo się cieszę, że mogę powitać wszystkich przybyłych tutaj agentów Pryzmatu. Nie martwcie się, z pewnością zapewnimy wam wszystko to czego potrzebujecie i dołożymy wszelkich starań, żeby ten czas... - Po chwili wszystkim wciśnięto kieliszki z czymś, co było jak szampan. Toast? Na rozpoczęcie szkolenia? Widać, że CIA nieco zmieniło się z tej surowej organizacji, jaką było kiedyś na coś bardziej... Wystawnego. Chociaż może to blondynka wprowadzała taką atmosferę, a z przybyciem Hunt'a wszystko zmieni się na to, co było wcześniej. Surowa biel i szorstkie krawędzie.
- Za wasz rozwój, szkolenie i przyszłość Stanów Zjednoczonych! - Naomi Charlton, bo takie były jej prawdziwe personalia, uniosła kieliszek i z uśmiechem wzięła kilka łyków. Nikt jej nie znał. Dla reszty była agentką Moore. Ale nie dla Sahira.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-18, 14:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Szukaj, szukaj, Psie Wojny, a może znajdziesz, może wywęszysz - w półmroku wieczoru, który osłaniał świat, w spokoju okolic, który nie dostarczał do uszu żadnego hałasu - żadnego prócz szumu kołyszących się drzew próbujących wynucić kołysankę na dobranoc - poszukiwania te z góry skazane były na porażkę, w jakiejś części siebie dobrze to wiedziałeś - w tej drugiej jednak podejrzliwość nie chciała dać się zamieść pod dywan - chciał siedzieć prosto, przy stole, tak jak wszyscy domownicy mogli zasiadać - i spoglądała z wyższością na głupotę właściciela i organizatora bankietu, wysnuwając jawne kpiny. W końcu co to za pomysł, że prowadzili ich na stracenie? Pod szafot, do klatek o ostrych kolcach nie pozwalających nawet dotknąć krat - głupota, aha - wiesz o tym, wiesz doskonale - mimo to nadal szukałeś. Czego właściwie? Co próbowały wyłapać spokojne, czarne oczy, skoro niebezpieczeństwo nie uderzało w bramy tego miejsca? - właśnie tego zagrożenia, które mogło przysypiać w cieniach drzew, figur i ścian, którego gołym okiem nie dało się dostrzec. Jest aż za wiele uargumentowanych veto, by przestać myśleć w ten sposób, ale o myślenie tutaj w końcu nie chodziło - w czystym rozumowaniu wiedział, że gdyby chcieli ich się pozbyć, to nikt nie bawiłby się w takie uprzejmości - gdyby chcieli zmusić do posłuszeństwa było wiele więcej sposobów, niż pieszczenie się po dobroci - i przede wszystkim: nie prowadziliby ich bez białego szumu do miejsca, w którym... białego szumu również było brak - tak powstawała ta argumentacja kroczek po kroczku, bardzo spokojna i bardzo cicha, zrodzona na łonie równie spokojnego i cichego umysłu - ale zupełnie innym krokiem szło to zwierze, ta bestia, która przybrała ludzką skórę i dziwnym trafem potrafiła nawet chodzić na dwóch nogach i przemawiać ludzkim głosem, a którą kierował instynkt - i ona nie wpadła nawet na to, żeby zadać tak oczywiste i proste pytania, by uzyskać odpowiedzi, które zadał Richard. Tylko czy go w ogóle to interesowało? Słuchał jednym uchem - drugim jednak nie wypuszczał - za dobrze wiedział, że każde słowo to cenna informacja, którą powinno się zatrzymywać - powinno, bo z jego pamięcią było wyjątkowo... kapryśnie. Wyjątkowo źle.
Kiedy weszli do środka całkowicie instynktownie zwolnił i zmienił krok - na ten cichy, na ten, który bardzo cicho było w ogóle wyłapać - i równie instynktownie zaczął iść za ich plecami, przesuwając się pod ścianę, kiedy weszli do pomieszczenia wypełnionego innymi agentami - byle tylko nie być zbyt daleko swoich towarzyszy z Pryzmatu i Caluma - miał ich ciągle w polu widzenia... ale to pole zostało stracone, kiedy jego wzrok skupił się na kobiecie, która wkroczyła do środka.
Przyjął lampkę i uniósł ją do ust, kiedy nastąpił toast, ale nie wypił - jedynie zwilżył wargi, by dostosować się do tłumu - chyba tą maniakalną wiarę w wielki spiski odziedziczył po ojcu - jakkolwiek głupie by to nie było Nailah po prostu nie ufał - i wszystkim po równo, to nic osobistego - i wolał zakładać najgorsze opcje i możliwości - wtedy o wiele łatwiej było uniknąć rozczarowań.
Tak naprawdę to nie. Nie uniósł tej lampki, zamarł z nią w zupełnym bezruchu, wpatrując się wielkimi oczami w Naomi - kłamczucha, nie kłamczucha - Nailah był w stosunku niej jak mały psiak, który machał ogonkiem i skakał na wszystkie strony - w końcu była tą jedyną osobą, która głaskała po głowie, kiedy wykonało się "aport". Na szczęście Sahir nie miał ogona - i nie skakał na wszystkie strony - tylko stał i patrzył na nią w zdumieniu. Omamy? Siostra bliźniaczka? Może zbyt długa przerwa od środków uspakajających zaczęła go przyprawiać o halucynacje?
Zupełnie ciche, pełne nadziei oczekiwanie.
Tu jestem..!
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Richard Gray
Syneczek Tatusia


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-18, 21:39   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Nie podobało mu się tutaj.
Bardzo nie podobało.
To wyglądało bardziej jak bankiet u jego ojca. Alkohol? Przekąski? Uroczyste wprowadzenie? Co to miało być? Przyjechali tu trenować czy chodziło tylko o to, by pokazać im jacy są ważni?
Richard nie chciał, żeby ktokolwiek mu pokazywał, że jest ważny. Nie chciał być ważny w ten sposób. To nie miało tak wyglądać. Nie chciał szacunku z powodu urodzenia czy tego, że był PSI. Chciał szacunku do swoich umiejętności. Chciał być najlepszy. Dlatego trenował, i dlatego tutaj przyjechał. Chciał treningu. Morderczego treningu który podniesie jego umiejętności. Dzięki któremu stanie się jeszcze lepszy. Nie chciał bankietów, nie chciał uroczystych powitań. To nic nie da. To nie zbliży go do jego celu. To nie sprawi, że ojciec zacznie go szanować.
Zacisnął pięść, i jeśli ktoś stał obok niego mógł zauważyć jego wściekłość. Jednak jego twarz nic nie wyrażała. Wręcz przeciwnie, uśmiechał się lekko, zwilżając usta szampanem. Wyglądało na to, że całą swoją złość skierował do pięści, tylko po to, by wyglądać reprezentacyjnie. Przecież nie mógł wyrazić swojego niezadowolenia otwarcie. Był synem prezydenta. Musiał się dobrze prezentować.
Czekał na to. Na surową biel i szorstkie krawędzie. Nie przyszedł tu się zabawić. Nie przyszedł tu na imprezę, nie przyszedł tu dobrze się prezentować. Przyszedł tu trenować. I jeśli ten trening nie spełni jego wymagań, jeśli nie będzie tak ciężki i surowy jak sobie to wyobrażał... To ciężko stwierdzić co się stanie. W końcu ktoś uparcie próbował zniszczyć jego marzenia. Od zawsze uważał, że CIA było prestiżową organizacją. Miejscem, które zapewni mu odpowiednie wyszkolenie, które zbliży go jeszcze bardziej do celu. A póki co wyglądało jak miejsce na pokaz. Wcale mu się to nie podobało.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-19, 17:52   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=4645#4645 idźcie tutaj tak btw.

Kobieta po chwili skończyła i zeszła ze sceny. W tym samym momencie wkroczył na nią Donavan i cały nastrój uroczystego bankietu prysł. Byli teraz na szkoleniu. Akademii. W tajnym ośrodku szkoleniowym CIA. Popatrzył z wrogością na blondynkę za to, że odwaliła całe to niepotrzebne przedstawienie. Jednak wiedział, że pewnie niektórzy może poczują się przez to lepiej. W końcu przepadali za Naomi bardziej niż za nim czy za innymi agentami.
- Dyrektor Hunt nadal się spóźnia, dlatego też zarządzam godzinę przerwy. Możecie pójść się rozpakować - powiedział mężczyzna i zszedł z podestu. I tyle, bo po co mieli ich tutaj trzymać, prawda?
Calum prześlizgnął się przez tłum i dorwał Richarda, który stał zniesmaczony. Dodał do niego, chociaż wiedział, że nie będzie to specjalnie dobrym pomysłem:
- Richard, mam do Ciebie prośbę. Możesz przejść gdzieś ze mną? Chcę, żebyś kogoś poznał - powiedział agent. 'Chcę, żebyś kogoś poznał' było bardzo powszechnym i często używanym zwrotem w życiu chłopaka. No cóż, takie życie, co mógł zrobić? Mógł posłuchać Caluma bądź zostać na swoim miejscu i nie zgrywać syna prezydenta.
Naomi, czy może Hailey zeszła z podestu i podeszła do stołu z kawą i herbatą. Praktycznie nie zauważyła Sahira w tłumie. Ciężko zresztą było coś takiego zrobić, szczególnie, że rząd musiał nieźle przeprać jej łeb, żeby wyszła na scenę i wznosiła za nich toasty. Jednak wiedziała, że mogą tutaj być agenci Ligi. Wiedziała, że doda im to otuchy. Tylko... Po prostu go nie zauważyła. Ze stresu. Zaczęła nalewać sobie herbaty, co Sahir mógł z łatwością zauważyć. Powinien coś do niej powiedzieć? Zagadać? Ciężko stwierdzić.

Dwie kolejki:
Rich, MG
Sahir, MG
Ave może się dołączyć w każdej chwili. Tylko dajcie odpis w tamtym temacie, proszę.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Kyle Lewis
Quartermaster


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-21, 00:32   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Chłopak nie potrafił swoją mimiką zdradzić, że robi jeszcze coś oprócz przedstawiania się. Bo przecież normalną rzeczą jest, że Zieloni czasem się zawieszają i odlatują w świat swojej graniczącej z autyzmem inteligencji. A poza tym, to i tak miał bogaty zestaw min, o czym wkrótce przekonają się jego nowi znajomi. Co do samych informacji: słowo dupek odnośnie do Donovana pasowało idealnie. Gdyby Kyle miał wskazać osobę, którą chętnie zobaczyłby martwą. Niekoniecznie z jego ręki, bo mimo tego wciąż nie był z tych którzy czuli potrzebę zabijania. Niestety, większość PSI nie miała z tym problemu i może był to jeden z powodów przez który się ich obawiano? Bezwzględność w połączeniu z nadludzką mocą były równaniem zagłady.
- Spoko. - wzruszył tylko ramionami, po czym podążył z resztą do śmigłowca. Pierwszy raz leciał czymkolwiek! Siłą woli powstrzymywał się przed okazaniem niepohamowanej ekscytacji rozrywającej go od środka. Usiadł na rozkładanym siedzeniu wewnątrz i przykleił twarz do szyby. Podczas lotu oglądał widoki, a korzystając z tego że nikt za bardzo nie zwracał uwagi na jego twarz, wściekle google'ował wszystkie dostępne mu informacje na temat CIA, oraz tego modelu helikoptera. Zanim wylądowali wiedział praktycznie wszystko z ogólnodostępnych źródeł.
Lądowisko i sama "farma" wyglądała jak każda inna baza wojskowa. Nic ciekawego. Kyle wysiadł ze śmigłowca i poprawił torbę na ramieniu.
_________________
Ekwipunek: Egzoramię z tarczą magnetyczną, smartfon, kable, infosoczewka
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-23, 19:36   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Chodź, młody. Nie ma na co czekać - rzucił Kenneth i ruszył razem z chłopakiem w stronę głównego budynku. Cóż, ewidentnie było już po ptakach, ale raczej agenta to specjalnie nie obchodziło. Wiadomo, że był ich opiekunem i te sprawy, no ale... Jezu, ile zaangażowania miał wcisnąć w to? Przewrócił oczami i dodał smętnym głosem:
- No to się spóźniliśmy na wstęp. Masz mi to za złe? - dodał do niego, gdy dotarli już do budynku. Agenci, którzy uczestniczyli we wprowadzeniu zaczęli powoli opuszczać salę, więc nie było raczej żadnego sensu, żeby tam wchodzić. Niektórzy z nich omijali wyraźnie mężczyznę szerokim łukiem. Inni zaś zbijali z nim piątki i inne takie. Kenneth za każdym razem mówił tą samą kwestię:
- To mój podopieczny Kyle. Mam jeszcze dwie laski.
No prosty przekaz, prawda? Zresztą, Kenneth nawet nie połapał się żeby sprawdzić torbę Kyle'a w poszukiwaniu czegokolwiek nielegalnego. Alee, na co u to było? Mężczyzna zwrócił się po chwili do niego i dodał:
- Wygląda na to, że musisz po prostu zmiatać do swojego pokoju. Chyba się nie gniewasz, co? - powiedział i schował dłonie do kieszeni.
- Rozpakuj się i te sprawy. Rano macie pierwszą część szkolenia. Fajno, co? - dodał i zarzucił brwiami. Ken był prostym agentem, jak każą mu wstać to wstaje, jak biegać to biega. No i tyle, bo co może być bardziej skomplikowanego w byciu agentem CIA? Może było to tylko coś w rodzaju przykrywki? Cholera wie, tak czy siak Kyle może teraz udać się do swojego pokoju, a jutro rano stawić na odprawie.

Okej, to tak - możesz założyć sobie tutaj w bazie pokój. Na razie będziesz tam sam, Carter i Toni gdzieś tam zostały (leniuchy). W nagrodę, możesz tam zacząć i gra będzie przeniesiona do retrospekcji. A tam odpowiem na wszystkie Twoje pytania, które zadasz w soczewce (odnośnie fabuły, co tylko chcesz i co soczewka "mogłaby" wiedzieć). Została zaprojektowana przez wiadomo kogo, więc możesz zdobyć sporo ciekawej wiedzy.
Gdyby Toni/Carter dołączyły to napiszcie tutaj, pokieruje was dalej.
Podsumowując:
- Na razie Twoja gra przechodzi do retrospekcji, jeśli będziesz chciał odegrać to, co zasugerowałam. (Napisz mi tylko link na PW)
- Za moment wstawię post odnośnie szkolenia rano i to będzie Twoja gra fabularna (inne gry agentów na szkoleniu też będą w retro)
- Carter/Toni, dołączając do gry macie napisać tutaj, ja potem was pokieruje i jakoś wyjaśnie to, co się stało xD
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




Wysłany: 2016-11-24, 07:57   
   Multikonta: Kira K.; Xanthe Oleksow
[Cytuj]

Lot nie należał do najciekawszych, poza tym... Obserwowanie, jak ziemia oddala się w zaskakująco szybkim tempie nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu Carter. Ktoś teraz pewnie zacząłby się śmiać z niej, w końcu Niebieska z lękiem wysokości... Brzmiało to nieco absurdalnie.
Dlatego niemal zaraz po starcie Carter zasnęła, tak po prostu. Zresztą w większości środków lokomocji zasypiała zaraz po znalezieniu się w środku pojazdu.

Na spaniu upłynęła jej cała podróż, zresztą w helikopterach nie bardzo da się rozmawiać, ze względu na szum wirników. Obudziła się dłuższą chwilę po lądowaniu, rozejrzała się dookoła, ale widziała jedynie płytę lądowiska i budynki ośrodka szkoleniowego. Nic ciekawego. Rozpięła pasy i wyskoczyła na zewnątrz. Miała dość helikopterów i latania na jakiś czas...
- To co będziemy robić? - Przeciągnęła się kilka razy, spanie w latającej puszce jednak nie jest najwygodniejsze, więc trochę zdrętwiały jej mięśnie. W zasadzie to Carter mogłaby pewnie zasnąć w każdym miejscu.
- Toni, chodź! - Zawołała "koleżankę", fajnie byłoby pogadać z kimś znajomym. Tylko nie wiedziała, czy może Toni określić jako koleżankę. W sumie spotkały się raz i to w niefajnych okolicznościach treningu.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-04, 21:00   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

Pierwszy raz od dawna czuła się tak zadowolona z siebie. Udało jej się. Może nie tak dobrze, jak mogło by, by jednak przez nieuwagę uruchomiła alarm, ale jednak wydostała się. Sama. Bez żadnej pomocy. Nie spanikowała w ciemności, nie zrezygnowała. To chyba całkiem niezły powód do dumy, nie?
Gdy wyszła, a właściwie wybiegła z domu, poczuła się, jakby ledwo co uniknęła uduszenia, a teraz wreszcie mogła wziąć głęboki wdech. Dalej miała w sobie ogromne pokłady energii, ale nie takie jak wcześniej, denerwujące, nie pozwalające na chwilę się uspokoić, proszące się, by coś z nimi zrobić. Teraz towarzyszyła jej euforia, sprawiająca, że czuła przyjemne ciepło w podbrzuszu.
- Dziękuję. - wyszczerzyła się, gdy pochwalił ją jeden z agentów. Głupio przyznać, ale zawsze była łasa na pochwały i komplementy.
Normalnie pewnie by się speszyła, gdy proszono ją by "zamieniła słówko". Zaczęła by podejrzewać, że coś zrobiła źle i zaraz dostanie reprymendę. Teraz jednak nawet o tym nie pomyślała. Całkowicie zatopiona w swoich myślach, podążyła za Calumem. To chyba nic złego, być zadowolonym z siebie? Ostatnio działo się tyle złych rzeczy, dzisiejszy sukces był miłą odmianą.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-04, 21:56   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ot, chciałem pogadać - rzucił agent i schował obie dłonie do kieszeni. Nie była to jakaś formalna gadka, po prostu chciał spędzić z nią chwilę czasu. Gdzieś tam w głębi czuł, że dziewczyna potrzebuje czyjejś pomocy. A on zawsze był do tego chętny.
- Jak się właściwie czujesz tutaj, w akademii? Wiem, że pewnie niektóre rzeczy sprawiają Ci trochę problemów - zaczął. Chciał jej pomóc, oczywiście, że taki był jego główny cel. Na moment zatrzymał się i spojrzał na nią. Pewnie zaraz, jak odpowie, pójdą dalej. Ale w tamtym momencie Calum chciał w stu procentach usłyszeć jej odpowiedź i zaobserwować całą mimikę twarzy dziewczyny. Była ładna, pewnie że tak. Była też dość młoda.
- Jeśli nie będziesz chciała o tym opowiadać, to oczywiście zrozumiem. Nie przyszedłem tutaj naciskać na jakieś zwierzenia - dopowiedział po krótkiej chwili i rozejrzał się. Błoto nadal zalegało na różnych pagórkach, otaczających akademię. Było popołudnie, jednak słońce, mimo iż było w jednym z wyższych punktów na niebie, zalegało gdzieś daleko za chmurami. Ponury dzień, typowy dla tego miejsca.
- Wiem, że jesteś w grupie Kennetha. Jednak zdaję sobie sprawę, że ten gość raczej nie jest specjalnie odpowiednim opiekunem, nie sądzisz? - powiedział. Zgodnie z prawdą, czyż nie? No bez jaj, jak ma się czuć tutaj ktoś taki jak Toni, skoro jej głównym opiekunem jest lump, który ledwo potrafi upilnować siebie. Wiedział, że dziewczyna potrzebuje tutaj jakiegoś oparcia. Kogoś, kto jej może pomóc. A on właśnie był taką osobą.
- Gdyby potrafił zapanować nad sobą, to byłby to cud - dodał, lekko rozbawiony.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-05, 17:28   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Może być. - Chwilowo miała dobry humor i wydawała się zapomnieć o poranny treningu. Wrzeszczący szkoleniowcy odeszli w zapomnienie, przynajmniej na chwilę. Jedynie obite kolano co jakiś czas o sobie przypominało. - Jestem trochę zmęczona, ale poza tym wszystko OK.
Ona także się zatrzymała. Czuła, że powinna coś jeszcze powiedzieć, podzielić się tym, co ją gryzie. Powinna, ale czy na pewno chciała? Nawet niespecjalnie znała Caluma. Czy na pewno był dobrą osoby, by się wyżalić?
- Rano było dość ciężko... - powiedziała w końcu. Nie wyglądało na to, by zamierała coś jeszcze dodać, ale równocześnie jakby miała coś jeszcze do powiedzenia. Trochę jakby czekała, aż Calum zapyta o coś jeszcze.
- Rozmawiałam z nim, jeszcze w pryzmacie. - Zawahała się. Czy na pewno powinna skarżyć się na Kennetha jego, jakby nie patrzeć, koledze z pracy? Poza tym, poczuła się trochę jak konfitura, skarżąca za byle co. - Śmierdział alkoholem i papierosami.
Zaśmiała się, bardziej z grzeczności niż faktycznego rozbawienia. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że cała ta rozmowa nie powinna mieć miejsca. Nie miała wcale żadnych podstaw, by tak myśleć, ale opiekun obgadujący - choć to może nieodpowiednie słowo - innego opiekuna, wydawał się być co najmniej dziwny.
A może przesadzała, a Calum po prostu martwił się o swoich podopiecznych? W końcu był całkiem... miły. Zwłaszcza w porównaniu do innych szkoleniowców.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-05, 19:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Masz teraz chwilę na odpoczynek. Jeżeli wolałabyś się przespać, lub coś w tym rodzaju, zawsze mogę odprowadzić Cię do pokoju - dodał agent i zerknął na Toni. Oczywiście, że wolał spędzić z nią trochę czasu, porozmawiać i te sprawy. Jednak naciskanie na to nie było niczym dobrym i jeśli dziewczyna wolałaby porobić coś innego, to uszanuje to. Wiadome.
- Jeśli wolisz, to mogę przenieść Cię do mojej grupy. Nie przepadam za metodami Kennetha. Moim zdaniem demotywuje agentów, przez co nie są zaangażowani w to, co robią - powiedział Calum a po tym od razu ugryzł się w język, schował dłonie do kieszeni a jego wzrok utkwił gdzieś tam daleko za murami budynków akademii.
- Jednak sporo mu tutaj zawdzięczamy. Brał udział w dość istotnej misji, jednak potem nieco... Zapomniał się? - wyznał Toni agent. Nie był to łatwy temat, jednak skoro zaczęli już temat Kennetha, no i Toni zaczynała lekko się otwierać, to czemu on miałby milczeć?
- Służba wielokrotnie zmienia ludzi. Miałem nadzieje, że sytuacja z Psi wyjdzie mu na dobre, ale jednak nadal nie potrafi się pozbierać. Wybacz, to była w jakimś sensie moja decyzja - przydzielenie ludzi do grup. Ale nie mogę patrzeć na to, jak bardzo los jego rekrutów jest mu obojętny. Potrzebujecie wsparcia, wszyscy - dodał, zgodnie z prawdą. Po tym znowu jego wzrok utkwił w mulatce. Wyglądał bardzo poważnie, ewidentnie mówił coś prosto z serca. Może i zwierzanie się rekrutom to nie jest to, co powinien robić, ale uważał, że Toni ma prawo o tym wiedzieć. Nie chciał żeby z drugiej strony miała coś za złe Kennethowi bądź jemu.
- Mam nadzieję, że to rozumiesz. Przeniesienie będzie Twoją decyzją.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-06, 19:46   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. - W jej tonie czuć było brak przekonania. Niby nie kryła, że Kenneth raczej jej do siebie nie przekonał przy pierwszym spotkani, ale nie wiedzieć czemu, nie potrafiła od tak podjąć decyzji o zmianie opiekuna. - Właściwie to nie miałam z nim jeszcze żadnego treningu, nie wiem, czy powinnam decydować tak pochopnie.
Co takiego mógł zrobić Kenneth? W jej głowie pojawiła się kilka czarnych scenariuszy, choć żaden z nich nie miał nawet najmniejszych podstaw. Wiedziała tylko, że stało się "coś" i chyba nie powinna pytać co. A nawet jeśli by zapytała - raczej nie uzyskała by odpowiedzi. I tak miała wrażenie, że usłyszała już więcej, niż powinna.
- Czy to, w czyjej jestem grupie, ma wpływ na rodzaj treningów i ich poziom trudności? - Zabrzmiało to strasznie oficjalnie, jakby właśnie próbowała ustalić warunki jakiejś ważnej umowy. - Nawet nie wiem, kto jest w jakiej grupie. - zaśmiała się po chwili, nie chcąc wyjść na nienaturalnie poważną.
Dlaczego właściwie miała taki problem z podjęciem decyzji? Przecież od pierwszego spotkania ze swoim "opiekunem" spodziewała się, jak beznadziejny będzie każdy trening prowadzony przez kogoś takiego. Odrzucał ją chyba od każdym względem. Nie był też dla niej żadnym autorytetem, głównie przez używki, którymi śmierdział na kilometr. Dlaczego nie mogła tak po prostu zgodzić się na przeniesienie do grupy Caluma? Przecież powinna się cieszyć.
- Nie jestem pewna, ale jeśli uważasz, że tak będzie lepiej... - Głośno wypościła powietrze. - To zgoda. Przenieś mnie do swojej grupy.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-06, 20:03   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Cieszę się, że nie jesteś taka jak inni. Pewnie każda inna osoba od razu chciałaby się go pozbyć, zmienić go. Miło, że nie oceniasz ludzi aż tak z góry. Kenneth może wydaje się być raczej... Niezbyt odpowiedni do tej roli, ale również zasługuje na szanse. Zupełnie jak każdy w życiu, nie, Toni? - zapytał Calum i rzucił jej spojrzenie. Był dość zamyślony przez większą część tej rozmowy.
- Nie, raczej nie ma na to wpływu. Wszyscy trenujecie razem, w jednej grupie. Jednak on ma za zadanie pomóc wam przystosować się do tej sytuacji. Jednak jak widać, w tej kwestii nie idzie mu szczególnie dobrze, więc postanowiłem do Ciebie zagadać. Uznałem, że potrzebujesz rozmowy z kimś, więc, ha. Oto i jestem - agent roześmiał się, a potem opuścił lekko głowę. Kosmyki przykryły jego oczy, więc po chwili musiał dmuchnąć w górę, żeby mógł cokolwiek zobaczyć.
- Nie ma to znaczenia, jak widzisz. Możesz nawet gadać ze mną o wszystkim, albo pytać mnie o różne rzeczy. Swoją drogą, to ja nawet nie wiem gdzie teraz siedzi Kenneth. A gdyby ktoś go potrzebował. Ugh - zaśmiał się znowu.
- W porządku, Toni. Chętnie przyjmę Cię to swojego "oddziału". Kenneth z pewnością nie będzie miał mi tego za złe. Nie myśl, że to jakaś zła decyzja. To po prostu Twoja sprawa, tylko i wyłącznie. Ja sądzę, że będzie Ci tutaj lepiej, dlatego też Ci to zaproponowałem - uśmiechnął się.
No, skoro chciała być w jego grupie to jego plan został zrealizowany. Dobra robota, Hedger.
- Hej, a tak właściwie - zastanawiałaś się co chciałabyś robić po akademii?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-10, 18:03   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Tak, każdy zasługuje na szansę. - mruknęła, bardziej do siebie, niż do Caluma. Wydawać by się mogło, że patrzyła na jakiś obiekt w oddali, skupiając się tylko i wyłączenie na nim. Albo jakby na chwilę zniknęła, natopiona w swoich myślach. Dopiero głos Calum ściągnął ją z powrotem na ziemię.
Kiwała tylko głową, jak ten pies w samochodzie, bo co właściwie mogła by powiedzieć? Miała problem z rozmawianiem ze swoimi rówieśnikami, a co dopiero z pełnoprawnym agentem CIA - do tego pewnie sporo od niej starszym. Poza tym, Calum wydawał się być... fajny? I to chyba najbardziej ją onieśmielało.
- Więc, jaki będzie następny trening? I kiedy? - Starała się zejść na "bezpieczne" tematy. W końcu teraz był jej opiekunem, chyba o takich właśnie rzeczach powinni rozmawiać.
Niby takie zwykłe pytanie, czy miała jakieś plany, a dla Toni wydawało się jakieś takie... dziwne? Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Całym jej życiem był pryzmat i w jej głowie mimowolnie wytworzyła się wizja, że tak zostanie już zawsze.
- To co mi karzą. - wzruszyła ramionami.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




Wysłany: 2016-12-11, 17:37   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

- Pewnie jutro wieczorem. Planujemy coś zabawnego - dodał Calum i uśmiechnął się. Taka była prawda, bo mieli całkiem interesujący pomysł. Jednak wcześniej czekało ich coś jeszcze.
- No, ale na razie chciałbym, żebyś odpoczęła. Dziś chyba już na dziś starczy Ci wrażeń? - dodał Calum i schował dłonie do kieszeni. Powoli zaczęli zmierzać w stronę ogrodzenia, a jak tylko się do niego zbliżyli, to mężczyzna zawrócił i zaczął iść dalej, w kolejną stronę. Nie było tutaj zbyt wielu miejsc do spacerów, więc musieli raczej improwizować.
- W sumie. Może chciałabyś się poduczyć kilku rzeczy? Chętnie pokażę Ci to i owo. Inni pewnie też będą mieli dodatkowe treningi. A ja akurat mam teraz trochę wolnego czasu - dodał i odwrócił się w jej stronę. Z pewnością trening z kimś, kto nie będzie na nią krzyczał i jej obrażał będzie całkiem miłą odmianą. No i chciał jej pomóc, więc miał nadzieję, że wyrazi na to zgodę. Wiadomo, że jej umiejętności opierają się przede wszystkim na prądzie, jednak małe zajęcia z samoobrony z pewnością jej pomogą.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-16, 11:39   
   Multikonta: Jake
[Cytuj]

Freya nawet nie zauważyła, kiedy minęła jej cała podróż. Nie zauważyła też nawet, w którym konkretnie momencie zdjęli jej opaskę. Gdy tylko zapakowali ją do śmigłowca, zdała sobie sprawę, że to faktycznie nie był żart. Naprawdę leciała na to całe szkolenie. Naprawdę leciała na pierdolone szkolenie w CIA. Wyobrażacie to sobie? Przecież ona nawet prostego kursu z samoobrony nie byłaby w stanie zaliczyć, a co dopiero czegoś takiego. Ech...
Wszystko stało się jeszcze bardziej realne, kiedy już wysiadła z tego helikoptera. Albo raczej, kiedy wyrzucili ją z niego niemal, jak psa. Przeszła kilka kroków po betonowej posadzce. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie jest. Nie wiedziała, co robić. Faktycznie ktoś po nią przyjdzie? A co, jeśli Donovana aż za bardzo poniosło, co jeśli zamiast szkolenia, postanowił wywalić ją na jakieś pustkowie? Bała się. To znaczy - chyba się bała.
Grr, dziewczyna sama już nie wiedziała, co czuje. Strach mieszał się ze złością, ze smutkiem, z jakąś taką dziwną niepewnością.
Wszystko pogarszał fakt, że CIA kojarzyło jej się tylko z jednym. Z ojcem. Kto wie, jeśli to faktycznie szkolenie, to może będzie miała okazję go zobaczyć? Może nawet z nim porozmawiać? Tylko co wtedy? Miałaby rzucić mu się w ramiona, wytulić i zachowywać, jakby te sześć lat nigdy nie miało miejsca, jakby od czasu ich ostatniej rozmowy minęło, nie wiem, góra kilka dni? Szczerze mówiąc, właśnie tak czasem się czuła. Jakby ta rozłąka trwała tylko moment. A jednocześnie miała wrażenie, że upłynęła już cała wieczność. Co więc powinna zrobić, jeśli go spotka? W końcu była wściekła, że ją tak zostawił. Ale jemu chyba potrafiłaby wybaczyć. Tak, zdecydowanie by wybaczyła. W końcu to jej ojciec. Kochała go, a on kochał ją. I wciąż kocha. No, przynajmniej taką nadzieję miała Freya.
Rozejrzała się dookoła, w oddali dostrzegając dwie sylwetki. Nie wyglądali jednak jakby przyszli tu po nią, nie ruszyła więc się w ich kierunku. Ale przynajmniej lekko odetchnęła z ulgą - skoro byli tu ludzi, to nie mogło to być żadne pustkowie.
Cierpliwie więc czekała. Hmm, zupełnie jak nie-Freya, nie?
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 10