Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Lądowisko
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-16, 12:14   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Nie wiedziałeś, czy mogłeś to nazwać normalnym snem, tak jak zresztą nie wiedziałeś wielu innych rzeczy, nie starając się nawet pojąć i zrozumieć, pozwalając, by myśli mijały cię szerszym torem i nie zgniatały głowy, w której… chyba po prostu nie było dla nich miejsca, skoro była zajęta czernią płomieni nie wydających nawet trzaśnięcia, kiedy lizały powietrze, nie rosnąc, nie wspinając się, po prostu będąc, w takim stanie były najprostsze do kontrolowania. Dlatego ten sen wcale nie był zdrowy. Nie potrafiłeś nawet powiedzieć tak na dobrą sprawę co cię właściwie obudziło - jakieś trzaśnięcie, skrzypnięcie materaca, szelest pościeli? Wciąż przebrany w normalne ciuchy uniosłeś się ociężale na łóżku i skierowałeś nieprzytomne oczy na okno, pewien, że zobaczysz jak słońce zachodzi - lub ciemną, głuchą noc - okazało się jednak, że słońce dopiero wstawało, niewidoczne gołym okiem z tej strony budynku, ale szarość nieba przeradzała się w jaśniejszy błękit, podczas gdy mróz szczypał szyby, osiadając na nich i pozostawiał biały szron po swoim dotyku na gałęziach drzew i igłach chojaków porastających cały teren jak tylko daleko oko mogło sięgnąć - morze zieleni, taki właśnie sprawiał widok z lotu helikoptera, kiedy za pierwszym razem tutaj leciał - dzisiaj miał wrażenie, że kiedy wsiądzie jeszcze raz do tej latającej maszyny, historia odgrodzi się mocnym uderzeniem szczęki gilotyny, a czy był to problem? W końcu do tego nawykł - do mocnych uderzeń ostrzy o swój cel, do ciepła krwi, która parowała przy spotkaniu z tak zimną, zamarzniętą ziemią, która nie chciała jej wchłaniać, tworząc kałurze wokół miejsca, z którego wyciekała - i wsiąkała, ta krew, w ubrania, wsiąkała coraz bardziej - tak jak wsiąkała wszelka.
Nie było tutaj co dodawać, czego komentować - jednostka się nie liczyła, liczył się cel rządu - i liczyła się garść tych tabletek, które można było wziąć i zasnąć na wieki, nie musząc się już zupełnie niczym martwić - one liczyły się tym bardziej, o wiele łatwiej było zebrać wszystkie w dłonie i przeliczyć - jedna, druga, pięćdziesiąta… nie, nie, dzisiaj tylko jedna - ale to potem, nie teraz, teraz umysł nie wkraczał na tory zażywania lekarstw… nie wkraczał na żadne tory, dlatego można się ubrać i iść - dokąd, po co? - zbędne zadawanie pytań, na które nikt nie odpowie, więc równie dobrze można im pozwolić zatonąć w pustce, tak jak wszystkiemu innemu, spacerując w tym świecie poniżej, skąd Ziemia potrafiła być całkiem urokliwa, wiecie? - wszystko było kwestią perspektywy, dlatego czasami fotografowie stawali na głowach (całkiem dosłownie), żeby złapać najlepsze ujęcie, by uchwycić nasz świat takim, jak chciały go widzieć ich oczy - świat piękny i efemeryczny, nie mający nic wspólnego z roztrzaskaną rzeczywistością przybijającą gwoździe do trumien, ale to nic, to naprawdę w porządku, byli przecież też tacy, którzy nie chcieli osnuwać swoich oczu zmarzliną, tak jak Panienka Zima okrywała glebę, pomijali cudowne malunki mrozu na szybach, bo chcieli widzieć prawdę - czysta, najczystszą prawdę, która pokarze, jak życie naprawdę wyglądało..! I jak myślicie, ilu takich dożyło do dnia dzisiejszego?
Wyciszenie następywało wraz z postawieniem kluczowego pytania - jemu nie pozwolimy wygasnąć w mroku tak jak całej reszcie - ku pamięci tym, którzy Przybyli, Zobaczyli - i Przegrali.
Nailah otulił się szczelniej bluzą, wychodząc na mróz, zupełnie zapominając o tym, że powinien założyć na siebie kurtkę - zresztą wcale jej tak bardzo nie potrzebował, przecież był Czerwonym - poranny spacer był za bardzo kuszący, możliwość swobodnego wychodzenia bez żadnego nadzoru - nie mógł się tym nasycić, nacieszyć na swój sposób (wątpliwe, by pamiętał jeszcze, czym jest radość i jak ją odczuwać) jeszcze od czasu Pryzmatu, który dla mieszkających tam od lat dzieciaków był jak więzienie - dla niego był jak raj, w którym oczy ciągle szukały, zupełnie jak tutaj, przebłysków promieni słońca, wdzięcznie wyginających się na gałęzi, gderających mew - wszystkich oznak tego, że nie jest się zamkniętym w czterech ścianach - to było trochę jak pożegnanie, bardzo intymne, bardzo własne, pozostawiające melancholijny odcisk na niemal pozbawionej odczuć duszy - niemal, bo przecież potrafił nadal czuć.
Przecież tęsknił jak każdy człowiek.
Jego wzrok wyłapał helikopter, wyłapał go też słuch - nowy agent czy może ktoś, kto powracał właśnie z misji? Skierował swoje kroki ku lądowisku, wolne, donikąd się w końcu nie śpieszył - o wiele za bardzo blady nawet jak na siebie, z pogłębionymi cieniami pod oczami, które zawsze towarzyszyły jego urodzie, dziś były jak liźnięcia pędzla Śmierci, która kochała przesiadywać z Zimą w jej pałacu i pochłaniać wszelkie życie, a opatrunek na obitej twarzy wcale wiele więcej uroku mu nie dodawał - przynajmniej wydawało mu się, że przestał odczuwać ból.
Zadziwiające, że ich ścieżki znów się przecięły.
Rozpoznał ją z daleka - wydawała się zawsze większa, niż była w rzeczywistości, dopóki się do niej nie zbliżyło - jak wróbel wyczuwający niebezpieczeństwo stroszyła piórka - ale dzisiaj jej wyraźne kontury były rozmyte, niedokładne - to przez to, że to jego wizja się rozmywała, czy może przez to, że ta Królewna wcale nie pasowała do tego obrazu nagich, chłodnych drzew i wychodzonej trawy, na której odrośnięcie trzeba będzie czekać aż do wiosny?
Freya.
Może to zwyczajny sen lub halucynacje?
Ściągnął z siebie swoją bluzę i narzucił na jej ramiona - śmiesznie dużą na jej wątłym ciele.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-16, 13:14   
   Multikonta: Jake
[Cytuj]

Poranek był wyjątkowo chłodny, a Freya jak zwykle tego nie przewidziała i mimo kurtki, którą miała na sobie, wciąż było jej zimno. Owinęła się więc rękoma, pocierając ramiona, żeby móc choć trochę się ogrzać.
Miała straszny mętlik w głowie. Zawsze chciała się wyrwać z Pryzmatu. Przez te sześć lat nie marzyła o niczym innym, jak tylko znaleźć się... Właściwie gdziekolwiek. I, nie, nie, nie mam tu na myśli żadnej spektakularnej ucieczki, czy czegokolwiek w ten deseń, chociaż to też nie raz rozważała. Chodzi mi raczej o zwykłe znalezienie się poza tym całym ośrodkiem, poza tą wyspą, tak chociaż na chwilę. Żeby nie czuła się jak w więzieniu.
Zabawne, bo kiedy w końcu to się stało, o niczym innym nie marzyła tak, jak o powrocie.
Pryzmat stał się dla niej pewnego rodzaju domem. Z resztą - to chyba normalne, w końcu tyle tam mieszkała... Nienawidziła tego miejsca, jasne, to się nie zmieniło. I zapewne nigdy nie zmieni. Ale... To było JEJ miejsce. Poza nim, nie miała niczego innego.
Kiedy więc tak stała, poczuła nagle coś na kształt tęsknoty. A co jeśli już tam nie wrócę?
I nagle zobaczyła coś. Albo raczej KOGOŚ. Kogoś, dzięki komu zupełnie przeszły jej na tą chwilę te wszystkie zmartwienia. Zabawne, że wystarczył do tego jeden człowiek, nie?
Kiedy chłopak stanął już przy niej, poczuła się lekko... Niepewnie? Ale w pozytywnym sensie, o ile niepewnie można się czuć w pozytywnym sensie. Posłała mu nieme "Dziękuję" za bluzę i po prostu gapiła się w jego oczy. Miała ochotę wtulić się w niego, przylgnąć do jego ciała i dać się otoczyć silnymi ramionami. Niesamowite, ale zawsze w jego towarzystwie czuła się tak... Bezpiecznie? Nawet nie wiem, czy to dobre słowo. Wiedziała jednak, że nie powinna chyba tak od razu się do niego przyklejać, fakt, że była bardzo skołowana, nie był żadnym usprawiedliwieniem... A może był.
A, jebać.
Przysunęła się do niego, kładąc głowę gdzieś na wysokości jego obojczyka, może trochę niżej.
Sahir.
Weszła w jego umysł, zostawiając tam tylko to jedno słowo, starając się jednocześnie włożyć w nie tyle ciepła, na ile tylko było ją stać.
Nie wiem, ile to trwało. Freya też nie miała pojęcia.
Kiedy już się od niego odsunęła, dopiero teraz zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu.
- Co oni ci zrobili... - wydusiła, nie wiedząc nawet, czy faktycznie zabrzmiało to jak pytanie.
Więc to tak miało wyglądać to szkolenie? Wiązanie i bicie po mordzie?
Patrzyła na niego z nieukrywaną już troską, z lekkim smutkiem. Ale jednocześnie była też wściekła. Wściekła na tego, kto mu to zrobił.
Freya może i był delikatna, može nie była silna i może nie potrafiła walczyć, przynajmniej nie fizycznie Ale… Była też trochę jak lwica. Nie pozwalała, by ktokolwiek tykał tych, na których jej zależy. A na Sahirze chyba jej zależało. Na pewno. Był teraz w pewnym sensie JEJ. Była więc gotowa wydrapać tętnicę każdemu, kto chociaż spróbuje go skrzywdzić. Jak widać - miała już na liście pierwszych kandydatów.
Owinęła się szczelniej jego bluzą.
Nie wiedziała już teraz, czy faktycznie chce, żeby ktoś po nią przyszedł. A co, jeśli zabiorą ją od Sahira? Teraz, jak już z powrotem go miała, nie zamierzała szybko się z nim rozstawać. Nie chciała.
W głowie miała masę pytań. Co to za szkolenie, jak długo ma potrwać, co tu właściwie robią, kiedy wrócą do Pryzmatu... I jeszcze więcej. Nie miała jednak ochoty na razie ich zadawać i psuć chwili. Chciała po prostu nacieszyć się Sahirem, tak długo, jak jeszcze mogła.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-16, 13:50   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Jej widok wcale nie sprawił, że świat stał się jaśniejszy, że nagle odpłynęły wszystkie troski - ta melancholia, to piętno, które się pojawiło, dobiło kolejną pieczątkę w potwierdzeniu braku realizmu zdarzenia, które miało właśnie miejsce - proste, dla większości ludzi całkowicie realne zdarzenie, dla nich tani chwyt wyjęty rodem z wielu filmów, w których główny bohater otula główną bohaterkę swoim ubraniem, żeby przestała drżeć, potem zapewnia, że wszystko będzie dobrze, bo będzie, chociaż niby on sam jeszcze o tym nie wie - my wiemy, My, Widzowie całego tego spektaklu siedzący przed ekranem - wszystkie wątki były na swój sposób banalne, dlatego tak łatwo było nam przewidzieć, że sam koniec będzie happy endem, niestety tutaj nikt takiej pewności nie miał - nie miała jej Ona, dziewczyna wyrwana ze świata, z którego zawsze wyrwać się chciała, a która teraz jedyne, czego pragnęła, to powrót do więzienia, którego ściany były przynajmniej znajome, nawet ciepłe, jeśli by się nad tym zastanowić - przynajmniej w tych czterech kątach, gdzie mieszkała przez te lata, mając tam swój kąt - widziała jeszcze tak mało, tak maleńko… i nie miał jej ten chłopak, który nawet nie pomyślał o żadnym “będzie dobrze” - scenariusz, który im dano, był wyjątkowo giętki i ciągnął się mozolnie, rozpływając w palcach, przez co ciężko było go złapać za rogi i przyciągnąć dzięki niemu scenarzystę, wykrzykując mu w twarz pytanie, o co tutaj kurwa tak naprawdę chodzi..?! - polować na scenarzystę nie mogła jednak Freya, zbyt zagubiona w miejscu i sytuacji, w której się znalazła, obdarta z możliwości powiedzenia prostego “nie”, bo nie miało ono żadnej wartości na wadze, której używali Donavanowie, i polować nie mógł też Sahir, nie dlatego, że nie miał ku temu możliwości, a dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie chciał, doskonale wiedząc, jaką dostanie odpowiedź - i wiedział też, że Freya nie chciałaby jej usłyszeć, nawet jeśli lepiej byłoby przedstawić realia od razu, z biegu, by uprzedzić ją, że dla PSI nie było, nie ma i nigdy nie będzie żadnej “przyszłości”. Nie mieli zupełnie niczego i Sahir doskonale wiedział, że nawet to, co starał się trzymać w swoich dłoniach, ten pozór własności własnego “ja”, jest zupełnie złudny, ponieważ bardzo łatwo z niego człowieka obedrzeć - wystarczyło… przestać traktować go jak człowieka. Nie byli już maleńkimi dziećmi, nad którymi dorośli by się rozczulali i dawali im fory tylko dlatego, że są… mali, bezbronni. Tylko że Sahir w ogóle o tym teraz nie myślał - kiedy kładł jej bluzę na ramiona, kiedy cofnął swoje ręce i skinął nieznacznie głową, wpatrując się w nią pustym wzrokiem, nie do końca nawet rozumiejąc, że on tutaj jest, że ona tutaj jest, że są w ośrodku CIA, nie myślał tak naprawdę o niczym - jego umysł był tak pusty i jednocześnie nieralny jak szron osiadły na ziemi i drzewach - wystarczyło go dotknąć ciepłą dłonią, by się rozpuścił i przestał zupełnie istnieć, udowadniając, że był tylko obłoczkiem ułudy kręcącym się obok nosa, a mimo to jego własne imię, wypowiedziane miękko i ciepło w jego głowie głosem, który wcale do niego nie należał, chociaż rozpuściło wierzchnią warstwę zmarzliny to nie spowodowało, że zniknął całkowicie, wręcz przeciwnie: poczuł swoje ciało, przez który przepłynął prąd ciepła, kiedy dziewczyna przylgnęła do niego, otulając go rękoma - odwzajemnił gest automatycznie, kierując wzrok na jej pachnące włosy - i to ciepło przepłynęło od razu na nią, rozganiając mróz dnia. Zamykając ich w jakiejś bezpiecznej kopule, do której nikt nie mógł się przedrzeć - kolejny mit, który można przeciąć najprostszym gestem.
Podobno psy wyczuwają, kiedy zbliża się ich koniec. Czy to z choroby, czy to z wypadku, czy to ze starości - czują to i szukają miejsca, w którym mogłyby spokojnie odejść, żegnając się ze swoimi właścicielami uprzednio - ciężko zauważyć jakąkolwiek zmianę, pies jak pies - zachowuje się chyba tak, jak zawsze - i dopiero, kiedy znajdzie się go konającego pod kwitnącym drzewem, pośród szumiących liści kołyszących go do snu, dociera do nas: no tak, przecież on nigdy..!
Sahir pokręcił wolno głową.
Nie pytaj. Nie szukaj. Nie warto wiedzieć - stało się, nie ważne.
Obojętne.
Psy bywały bardzo niewinne, dlatego trzeba je bardzo surowo karać.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-16, 17:18   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Kilku agentów zmierzało w stronę Freyi, jednak zostali przed tym gdzieś zawołani. Później chwilowa przerwa na papierosa i znowu powrót do służby. Podeszli do zakochanej parki nieco poddenerwowani, od razu jeden rzucił:
- Baldwin, dalej. Zabieraj łachy i idź się rozpakować. Wskażemy Ci twój pokój - powiedział i podszedł do niej, chwytając ją za ramie. Odciągnęli ją od chłopaka lekko i zaczęli iść w kierunku pokoi. Z pewnością nie chcieli, aby ta dwójka spotkała się ze sobą. Sahir miał już na Farmie niezbyt dobrą opinię, więc lepiej będzie zabrać młodą agentkę od niego. Nie chcieli więcej takich wybryków jak tamte. Wszystko miało już przejść gładko i wszyscy, w jednym szeregu mieli dostać odznaki. Sahir był uważany za jakiś uboczny skutek, produkt, który powstał w wyniku jakiejś reakcji ale nie jest zupełnie do niczego potrzebny. Nie wywalili go jeszcze tylko dlatego, że czekają na zeznania Caluma. A ten kompletnie ześwirował. Więc przez jakiś czas Czerwony będzie włóczył się przez ten teren i niepokoił innych agentów.
- Idziesz teraz do pokoju, z rana masz trening więc radzimy odpocząć. Potem nie będzie okazji. Żarcie dostaniesz o kolejnej pełnej godzinie - prychnął agent i wyszedł, zostawiając Freye w pokoju. Oczywiście Sahir świetnie widział gdzie ją zaprowadzili. Cóż, tamci agenci byli typowymi fanami farmy - czyli dziwnego zjawiska, które robiło z ludzi szczęśliwych, bo mogli szorować podłogi szczoteczką. Bo mogli żreć stare jedzenie i nazywać to "starymi dobrymi czasami". I chcieli wciągnąć w to innych. Oczywiście, że w świetle prawa panującego w akademii Freya mogła wyjść a nawet pójść do kafeterii czy na siłownie. Jednak wiadomo, że będą jej gadali takie rzeczy.
Chociaż... Może było to coś więcej niż tylko głupie gadanie?
Tak czy siak Freya była sama w pokoju, a Sahir widział dokąd ją zaprowadzono.
Powinien ruszyć w tamte tereny?

zt - zróbcie tutaj pokój Freyi w tym dziale. Kolejka: Sahir, Freya, MG (opcjonalnie :szatan: )
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-12-20, 20:29   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

- Zabawnego? - Uniosła jedną brew, spoglądając na Caluma. - Mogę poznać jakieś szczegóły?
CIA i coś "zabawnego"? Zabawnego dla niej, czy dla agentów? Niestety, druga opicia wydawała się być odrobinę bardziej prawdopodobna. Ale może jednak tym razem będą łagodniejsi dla psioników? Może chcieli tylko tak ich przestraszyć na początek, żeby później nie robili nic głupiego?
Kolejny trening, właściwie jeden po drugim? Niby trochę się zmęczyła, poza tym nigdy za treningami nie przepadała. Ale z drugiej strony... dalej miała w sobie tę przyjemną dawkę energii i motywacji. Zresztą, Hej! Jeśli już jest w tym całym ośrodku, to może dobrym pomysłem będzie trochę się przyłożyć i nie być wreszcie "tą najgorszą"?
- Jeśli to dla ciebie nie problem... - rzuciła, odwracając głowę. Zupełnie jakby zgoda na dodatkowy trening była czymś, czego należy się wstydzić.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 18:35   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Uwierz. Będzie całkiem przyjemnie - stwierdził z uśmiechem. Po chwili jednak spojrzał na zegarek i dodał:
- Wiesz co, młoda? Może lepiej będzie jak od razu udasz się w miejsce "zabawy". Mam kilka spraw do załatwienia. Jednak obiecuję, że trening odbędzie się. Mam na myśli nasz wspólny - zarządził Calum. Pewnie, że było mu głupio. Z jednej strony chciał ją jeszcze trochę bajerować, a taki wspólny trening był do tego najlepszą okazją. Od jakiegoś czasu praktycznie wszystkie dziewczyny, które miał pod swoimi skrzydłami ignorowały go. A on bardzo lubił spędzać czas w kobiecym towarzystwie. Dziwnie go to relaksowało.
- Kafeteria. Tylko ta większa. Staw się tam po prostu, a ktoś przedstawi Ci to, co masz zrobić - powiedział. Doszli znowu do kolejnej części ogrodzenia, tak więc nie było specjalnie daleko do miejsca, w które kazał iść jej Calum. On sam szedł w inną stronę, tak więc pasowało się pożegnać i ruszyć.
- Do zobaczenia, Toni - uśmiechnął się i szarmancko ucałował ją w dłoń. No, wiadomo, że był jej przełożonym, ale dobry humor tak bardzo mu dopisywał, że ciężko było się powstrzymać i nie robić takich numerów.

to tu: http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6249#6249
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-25, 21:03   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

| z kliniki w bazie projektu |


W końcu znalazła się sama w śmigłowcu... a raczej powinno się powiedzieć, że w pewnej jego części. Oczywiście, nie zastosowała się do polecenia zapięcia pasów. Spojrzała się na nich (w sensie na tych, którzy jej o tym powiedzieli) tylko jadowitym spojrzeniem, który należał do jej ulubionych min, dlatego uciekała się do niej dość często.
Siedziała, czekała. Co innego jej pozostało? Na dodatek była załamana. Jak ona ma sobie niby poradzić bez zeszytu? Teraz jeszcze bardziej niż to było kiedykolwiek w przeszłości przeklinała swoją dolegliwość.
Po jakimś czasie drzwi do kabiny, w której została umieszczona otworzyły się a Ewangelina została wyprowadzona ze śmigłowca.
- Łapy przy sobie! – odganiała się od przybyłych po nią agentów jak od zgrai much, mimo, że ci najwyraźniej nie chcieli i najwidoczniej nie zamierzali jej pomagać w wyjściu z wnętrza śmigłowca. Spojrzała na nich uważnie, oceniając, że oni są nieco inni niż agenci, którzy tak niedawno temu wyprowadzili ją z kliniki, w której pracowała, w której swoje ostatnie minuty spędziła na zarządzaniu nad losami umieszczonych tam dzieciaków. Mogła się oczywiście mylić. Może w całości, może nie w pełni, a może w całości miała rację. Kto to wie...
Na pytanie pewnej kobiety, która najwidoczniej była zatrudniona w tej samej profesji co inni tutejsi ludzie, zaśmiała się głośno.
- Nie mam. Nie pozwolono mi nic zabrać. Przybyłam nawet bez czegoś, bez czego nie potrafię normalnie funkcjonować. – westchnęła głęboko, co teoretycznie miało wskazywać na smutek, którego jednak raczej nie odczuwała. Czuła raczej gniew, który w poprzedniej odsłonie był jedynie strachem. - Ale wy tego nie zrozumiecie. Coś czuję, że mam znowu do czynienia z kimś o inteligencji poniżej przeciętnej... – zrozumiała swój błąd. Jeśli będzie się tak do nich odzywać, obrażając ich, to cóż, jej szanse na normalne życie mogą zostać całkowicie skreślone. Dlatego już po chwili poprawiła się. - ...ale nie mogę być tego pewna.
Dopiero teraz zaczęła rozglądać się po lądowisku, na którym stali. Te było dość obszerne, ogrodzone drutem kolczastym, a na podłożu stało również kilka samochodów.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-25, 22:34   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Agentów nieco zdziwił fakt, że ona od razu się wydarła, mimo iż nie byli wcale dla niej niemili czy coś z tych rzeczy. Ale no cóż, musieli jakoś to przeboleć. Mimo to nie zamierzali zrezygnować z czegoś takiego, jedna z agentek dodała:
- Tak? O matko... Bardzo mi przykro, że tak panią potraktowano. Może będę mogła jakoś pomóc? Co to takiego było? Leki? - zapytała. Przeważnie w takich sytuacjach chodziło o leki albo jakieś pamiątki... Nie. To zwykle były medykamenty. Bo co innego mogło być aż tak ważne, co utrudniało funkcjonowanie? Dziewczyna nieco się tym przejęła, bo w końcu Ewangelina przybyła tutaj po to, by ich szyć w razie jakichś urazów. A tutaj taka sytuacja. Oby nie odbiło się to na zdrowiu jakiegoś agenta czy coś w ten deseń.
- Nie rozumiem, dlaczego pani tak mówi? W Pryzmacie pracują różne, a mogę nawet powiedzieć, że bardzo różne osoby. Nie wszyscy są uprzejmi, ale chyba nie musi pani reagować na nas aż z takim uprzedzeniem? Nie zamierzamy utrudniać tutaj pani życia, jedyne czego oczekujemy, to pomocy medycznej - odpowiedział jakiś inny agent. No bo taka była prawda. Nie lubili takich osób, ale przecież nie mieli żadnego wpływu na to, kogo tutaj przysyłają. Wiadomo, już na start w Lecznicy nie było specjalnie dużo osób, którzy każdego dnia cieszyli się życiem. Ale byli znośni, zawsze coś odburkiwali na zadawane pytania i generalnie wykonywali swoją robotę. A tutaj? Nie lubili chamskich odzywek, bo to już było lekkie przegięcie.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-26, 16:59   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Najwidoczniej się myliła. Najwidoczniej ci agenci naprawdę są inni od tamtych, którzy zabrali ją z kliniki i wpakowali do śmigłowca. To jednak nie zmieniało jednego. Jej chęci obrażania innych, w tym tych tutaj agentów.
- Tak – odchrząknęła – Tak właśnie było. I nie, nie chodzi mi o leki. O coś pozornie mniej ważnego, ale dla mnie mającego znaczenie o wiele większe, niż mogłoby się wydawać. – uśmiechnęła się krzywo. Teraz nie było miejsca ani czasu, żeby pokazywać możliwości swojego ciętego języka. Głównie przez to, że jeżeli będzie niemiła, ci ludzie pewnie nie będą chcieli jej pomóc. - O stary, wysłużony zeszyt.
Powiedziała jej że choruje na amnezję, że każdego poranka budzi się jakby z nowym kontem, a szansę na normalne funkcjonowanie daje jej prowadzenie dziennika, w którym ma opisane wszystko, dziennika, który prowadzony jest przez nią nieustannie. Wyjaśniła oczywiście również, co przez to rozumie. Kończąc swój (niezbyt długi, Ewangelina mówiła zwięźle, bez owijania w bawełnę, tak, przedstawiła same fakty) wywód, patrzyła się na swoją rozmówczynię, niezwykle ciekawa, jak ta zareaguje. Wiedziała, że najpierw musi przede wszystkim obserwować mimikę jej twarzy, wiedząc, że ta zdradza więcej niż ogromny potok słów.
Początkowo myślała, żeby zlekceważyć uwagi odnośnie tego, jak Ewangelina się do nich odzywa. Jednak po paru sekundach, które ofiarowała sobie na ułożenie w głowie własnej wypowiedzi, odpowiedziała.
- Będę dla was miła, o ile i wy okażecie mi szacunek. – przejechała ponownie wzrokiem po twarzach wszystkich obecnych, aż w końcu uznała, że doda coś jeszcze. - A tak z innej beczki, nie zdziwcie się jak następnego poranka obudzę się, nie wiedząc kim jestem, gdzie jestem i co tu robię. – podobnie jak to było gdy była umieszczana w śmigłowcu, jej twarz ukazywała powagę i szczerość. Czyli coś, co w przypadku Ewangeliny nie jest raczej codziennością.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-26, 19:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Z jednej strony ciężko było to uwierzyć, jednak z drugiej wiadomo - zapewne Ewangelina prowadziła dziennik, pamiętnik czy coś innego w tym rodzaju. Ludzie lubią zapisywać swoje wspomnienia i inne takie rzeczy, a szczególnie w takich czasach jak te. Teraz akurat łatwo było coś zapomnieć, w natłoku nowych rzeczy. Agenci pokiwali do siebie głowami, dodając:
- Czy możemy wiedzieć gdzie on był? Może uda się komuś, to będzie podróżował między ośrodkami go przynieść? Nie wiemy niestety kiedy to nastąpi... - powiedziała jednak agentka i założyła kosmyk włosów za ucho. Było im naprawdę żal kobiety, jednak żaden z nich nie mógł opuścić bazy bez pozwolenia ani nic w tym rodzaju. No cóż, takie przepisy i oni nie mieli zupełnie nic do gadania. Po chwili jednak cała sytuacja była wyjaśniona.
- Amne...Amnezja? - powiedziała agentka i szeroko otworzyła oczy. Przecież to zupełnie się nie trzymało kupy. Jak ta kobieta radziła sobie z codziennym życiem? No tak. Zeszyt. Jednak... Cholera, to wszystko zupełnie nie mieściło jej się w głowie.
- Ja przepraszam bardzo... - Odezwała się po chwili dziewczyna, a po nieco dłuższej dodała: - Będę musiała to zgłosić do innego departamentu... Przecież to... Naprawdę przepraszam - wydukała, a następnie ruszyła w inną stronę. Kogo oni tutaj wysłali? Jak kobiecie chorej na amnezje można było powierzyć coś takiego? Wiadomo, teraz, jeśli to będzie naprawdę poważne, to przecież... Zapewne wyląduje na bruku. Zwolnienie z pracy w Pryzmacie czy ogólnie, w rządowych placówkach, wiązało się z zupełnym usunięciem stąd. Raczej nikogo z Pryzmatu nie będzie obchodziło to, że być może Ewangelina będzie musiała wyprowadzić się z tego miejsca i zamieszkać gdzieś poza nim. Tylko co wtedy będzie? Jeśli nie ma rodziny, to wyląduje na ulicy. Ale... Życie ludzi. Chociaż może jeszcze dało się jej jakoś pomóc? Przeraziła ich ta jej przemowa, a nawet to co dodała potem. Agenci stanęli w miejscu, dodając:
- Bardzo panią przepraszamy, ale musimy tu poczekać na... Rozwój sytuacji.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Vanessa Owens


18

Niebieski




Wysłany: 2016-12-26, 23:56   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

//nie wiem, czy to dobry temat xD

Może i nie wzbudzał jakichś złych emocji, ale sam fakt przebywania w tym cholernym miejscu napawał ją odrzuceniem. Dlaczego to musiały być one? No tak. Dlatego, że postanowiła napyskować do jakiegoś głupiego i niewyżytego żołnierza. Niestety, przypłaciła za to… można powiedzieć, że przypłaciła za to życiem. Dodatkowo zabiła Lilian, która naprawdę to przeżywała. Miała racje, Vanessa mogła okłamywać siebie i ją, ale dużych szans to one nie miały.
Wyobraziła sobie tych wszystkich ludzi walczących o odznakę i już miała ochotę stamtąd uciec. Oni musieli ich zjeść! Po prostu nie było szans, żeby tak głupie dziewczyny cokolwiek tam zdziałały. Najlepiej dla wszystkich byłoby odesłać je do Pryzmatu. Pani Donovan powinna się za nimi wstawić, a nie patrzeć na gościa i czekać aż ten wybierze najgorsze możliwe rozwiązanie. Wolałaby wysprzątać cały budynek Projektu. Wszystko poszło nie tak… zwykłe warsztaty zakończyły się ich śmiercią. Bo jak inaczej to nazwać?
W trakcie pakowania swoich rzeczy… cóż, zachowała stoicki spokój. Nie krzyczała, nie broniła się i nie uciekała. Nie zamierzała walczyć o coś, czego wywalczyć nie mogła. Powoli zaczynała godzić się z myślą, że nigdy się stamtąd nie wydostanie. A nawet jeśli to jako skończona idiotka. Nikt nie miał do niej szacunku. A już szczególnie w takim miejscu…
Niemniej jednak nie zamierzała zaglądać do otrzymanej koperty.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 00:13   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
przeskok do następnego dnia

Kolejny dzień w akademii nastał, tak więc już w okolicach godziny piątek trzydzieści rozpoczęła się codzienna pobudka i wyciągnie agentów na trening. Jednak zwykle agenci sami wiedzieli o tym, o której godzinie mają zwlec się z łóżka i pójść na poranne ćwiczenia. Jednak Vanessa ewidentnie tego nie wiedziała i najzwyczajniej w świecie zaspała. Bo kto miał jej powiedzieć o której godzinie ma wstać? A ona sama zresztą wolała pewnie nie pytać.
Tak więc w okolicach szóstej, do drzwi panny Owens zaczął dobijać się ktoś, dość agresywnie waląc w główne drzwi. Gdy tylko dziewczyna otworzyła i o ile otworzyła, usłyszała dość długi wywód o szacunku, o tym jak ważne jest szkolenie, dyscyplina i punktualność. A zakończył się on słowami:
- Ubieraj się! Będziesz robiła kółka wokół budynku - warknął agent. Ewidentnie był nieźle zdenerwowany tym, że dziewczyna tak olała sobie przepisy, o których nie miała pewnie najmniejszego pojęcia. Ale kogo tutaj winić?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Vanessa Owens


18

Niebieski




Wysłany: 2016-12-27, 00:34   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Vanessa nie miała ochoty na sen. Wierciła się bardzo długi czas, myślała o swoim Pryzmatowym pokoju, usiłowała przypomnieć sobie najmilsze wspomnienia stamtąd. Kiedy dowiedziała się o możliwości opuszczenia Ośrodka… po prostu coś do niej uderzyło. Ona i Lilian były uratowane! Najchętniej spędziłaby całą noc siedząc w miejscu i czekając na nadejście dnia. Chciała ich wszystkich powiadomić o możliwości opuszczenia tego okropnego miejsca. Niestety, nie wytrwała. Zmęczenie wzięło górę, a ona zasnęła mniej więcej o trzeciej nad ranem. Nic dziwnego, że nie wstała o odpowiedniej porze(zresztą, nawet gdyby chciała to nie wiedziałaby, bo nie przeczytała otrzymanego listu). Zbudziły ją odgłosy uderzania w drzwi… gdyby nie to, że osoba dobijająca się do drzwi była bardzo niecierpliwa, zapewne wstałaby i otworzyła je bez żadnych problemów. Niestety… po chwili do środka wparował agent.
Jego wywód był niesamowicie nudny, więc Vanessa właściwie nie słuchała. Po prostu wpatrywała się w niego z lekkim przerażeniem w oczach. Niemniej jednak nie zamierzała posłuchać jego rozkazu. Kółka wokół budynku? O nie. Szala się przelała! Wiedziała, że to czas na opuszczenie ośrodka.
- Nie – odpowiedziała z kamiennym wyrazem twarzy. Zacisnęła zęby wpatrując się w niego bardzo, ale to bardzo obojętnie. Jakby wcale nie działał na nią ten cholernie przerażający krzyk. Jakby nie mógł jej niczego zrobić. W sumie to nie mógł, ale sam fakt przebywania przed taką osobą był dość… niezręczny? Trochę przerażający. – Ja naprawdę nie chcę tutaj być. I nie będę – dodała jakby zahipnotyzowana. Postanowiła przypomnieć mu o jej prawie opuszczenia ośrodka! Jak? Najzwyczajniej w świecie. – Pani Donovan powiedziała, że pobyt w ośrodku nie jest koniecznością, a ja tego posłucham. Chcę stąd odejść – tyle wystarczyło, prawda? Nie mógł jej tam trzymać! Donovan tak powiedziała, a Donovan miała racje. Chociaż tłumaczenie dziewczyny brzmiało raczej jak tłumaczenie dziecka to wyraz jej twarzy był dość... surowy.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 14:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Agent nie był tym zbytnio zadowolony. No tak. Wcale nie musiała tutaj przebywać, jednak musiała gdzieś zrobić "coś" dla swojego kraju w zamian za pomoc, schronienie i te sprawy. Co prawda wcale nie musiało być to przejście akademii i pójście na jakąś misję, ale mogło. Jednak skoro ona odmówiła, to nie było tutaj nic do gadania. Co prawda była tutaj wysłana za karę przez Donavana, jednak przepisy nieco się zmieniły w tym czasie i wcale nie musiała tutaj być. Mężczyzna, który przyszedł tutaj po nią jedynie zmierzył jej sylwetkę surowym wzrokiem i warknął:
- Zabieraj swoje graty - wycedził, a następnie odwrócił się do niej tyłem, wykonując jakiś telefon. Wspomniał tam o przygotowaniu transportu dla dziewczyny, a następnie znowu wrócił do niej, dodając:
- Zabieraj się stąd. Wrócisz do Pryzmatu, a co będzie tam potem z Tobą - tego nie wie nikt - dodał, wskazując dziewczynie wejście do helikoptera.
Ale moment.
Gdzie była Lilian? Może dziewczyna powinna jej poszukać i też powiedzieć o całej tej sytuacji? Jednak chyba lepiej było nie denerwować agenta i posłuchać go. Zabrać swoje rzeczy i wrócić do Pryzmatu. Może Lilian już tam była? Takie coś również przecież mogło mieć miejsce, prawda?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Vanessa Owens


18

Niebieski




Wysłany: 2016-12-27, 15:57   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Chciała się uśmiechnąć, ale z drugiej strony nie zamierzała robić tego w jego obecności. Naprawdę wracała do swojego „ukochanego” Pryzmatu? Kto by pomyślał, że będzie się z tego powodu tak bardzo cieszyć. Mimo, że w ośrodku przebywała bardzo krótko to i tak zdążyła go znienawidzić. Postanowiła, że zabierze się do pakowania… Lilian. Lilian mogła o tym wszystkim nie wiedzieć! Vanessa poczuła obowiązek powiadomienia dziewczyny o zaistniałej sytuacji.
- A Lilian? – wypaliła zanim cokolwiek innego przyszło jej do głowy. Po chwili pokręciła głową i wróciła do swojego dawnego wyrazu twarzy. Czy powinna wrócić do Pryzmatu bez osoby, którą w to wszystko wpakowała? Lilian była taka roztrzęsiona, że mogła tego wszystkiego nie rozumieć. Może dalej myślała, że wszystko to zwykły obowiązek. W takich sytuacjach łatwo zgubić rozsądek. – Przybyłam tutaj z taką drobną blondynką. Miała na imię Lilian… kojarzy pan ją? – musiała wiedzieć, co z nią nie tak. Jeśli jednak ten nie chciał udzielić jej odpowiedzi, zdecydowała się spakować, ubrać i odnaleźć Lilian. Nie zajmowała się tym jakoś długo; przygotowali jej transport, a nie mogła tego wszystkiego nadużywać. Jeszcze rozkazaliby jej zostać bez możliwości rozmowy z panią Donovan. Najlepiej było spróbować i powiadomić o tym blondynkę…
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 16:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
A dlaczego miałby jej pójść na rękę? Im więcej agentów straci przez durne rozporządzenie, tym gorzej. Więc chyba wiadomo, że...
- Nie, nie widziałem jej, a teraz pakuj się do śmigłowca w trybie natychmiastowym - burknął jedynie i wskazał jej drogę. No i tyle, przecież dlaczego miałby zrobić to dla niej i spróbować odnaleźć tą drugą dziewczynę? Może poszedł ją obudzić inny agent albo coś tego rodzaju. Jak znała swoje prawa, to pewnie usłyszy to samo co ten facet, a jak nie, to trudno - przejdzie szkolenie. Taka już była kolej rzeczy,a on nie miał zamiaru propagować tego. Lepiej było zdusić to w zarodku. Popchnął lekko dziewczynę w stronę helikoptera, dodając dość zdenerwowanym tonem:
- Właź tam, albo nie polecisz. Masz na to dziesięć sekund, ja nie mam zamiaru bawić się w jakąś niańkę - dodał agent.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Vanessa Owens


18

Niebieski




Wysłany: 2016-12-27, 17:38   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Przez chwilę wpatrywała się w niego nie mogąc uwierzyć w to co wygaduje. A raczej mogąc, ale nie chcąc. Podziałało na nią dopiero ostrzeżenie i słowa o niańce.
- Dobra – odpowiedziała z pogardą. Następnie ruszyła w kierunku helikoptera, w którego stronę agent ją przed chwilą popchnął. Trochę było jej szkoda Lilian, miała nadzieję, że poleciała do Pryzmatu i robiła coś ciekawego. Nadzieja matką głupich… Vanessa czuła się źle opuszczając koleżankę. Po prostu w głębi duszy czuła, że ona tak naprawdę zostanie w ośrodku. Będzie jej szukać… okaże się, że Owens poleciała bez pożegnania. Nie chciała być tą najgorszą! Ale musiała… Weszła do helikoptera i po prostu czekała. Czekała, bo nie pozostało jej nic innego.
 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-27, 18:33   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Ucieszyła się, słysząc że ci ludzie naprawdę zainteresowali się jej problemem. Rzadko kto i rzadko kiedy ktokolwiek okazywał zainteresowanie jej amnezją i kłopotami, jakie przez nią ma, codzienne budząc się, nie pamiętając nic. Kompletnie nic, chociaż wiemy już że są pewne fakty, które Ewangelina pamięta nieustannie... Niestety, było ich mało, naprawdę niewiele.
- Gdzie go zostawiłam? – podrapała się za uchem. - Chyba... lecznica. W Pryzmacie. Ta, w której wcześniej pracowałam. Dyżurka pielęgniarska. Szafka po lewo od kozetki, jak się wchodzi. Tam... tam położyłam swoje rzeczy. W dużej, czarnej torbie... powinien być zeszyt. Brązowa, styrana okładka. Duży zeszyt. Tak. Duży. I zniszczony... z wetkniętym długopisem... – wypowiedziała to wszystko jednym tchem. Dlatego po wyduszeniu ostatniego słowa, od razu wypuściła powietrze z płuc.
Obserwowała dziwne zachowanie pani agentki, która jako pierwsza okazała jej życzliwość od chwili, w której się tu pojawiła. Tak, od momentu w którym opuściła pokład śmigłowca. Patrzyła, jak odchodzi w inną stronę, a Ewangelina przyglądała się z przechyloną na bok głową, jak ta wykonuje krok za krokiem, oddalając się od naszej wrednej pielęgniareczki.
Zwróciła się do tych, którzy zostali. Opanowawszy się po tak długim wywodzie jednym tchem, postanowiła odnieść się do poprzednich ich słów.
- Nie wiecie, kiedy to nastąpi, tak? – zlustrowała ich morderczym spojrzeniem. - Wiedźcie, że ja go musz... – nie udało jej się dokończyć, gdyż przerwali jej w pół zdania, prosząc o cierpliwość. No, może nie użyli tego właśnie słowa, no ale chodziło im mniej więcej (chyba) o to samo.
Pokiwała grzecznie głową. Ile czasu będzie musiała jeszcze grać dobrą siostrę, uprzejmą i tak dalej? Nie miała pojęcia. Nie miała również pojęcia, co może ją czekać, jeśli wiadomość o jej amnezji rozejdzie się dalej...
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 19:05   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG Ewangelina
Agenci stali jeszcze przez kilkanaście minut na mrozie. Nie było oczywiście śniegu, jednak był to grudzień i cała ta pogoda dawała im się we znaki. Poza tym wiał dość mocny wiatr, co nie było specjalnie przyjemne, więc czekanie jeszcze bardziej się przedłużało. Agentka po chwili wróciła, za razem z nią przyszło kilka innych osób. Raczej już od początku wiadomo było, że ta rozmowa która czeka kobietę nie będzie specjalnie przyjemna. Jednak trzeba było się przygotować na to, że kiedyś musiała nastąpić, prawda? Gdy wreszcie podeszli do kobiety, powiedziano jej tylko tyle:
- Zapraszam panią.
Mężczyzna w garniturze zaczął prowadzić Ewangelinę ścieżką, a po krótkiej chwili doszli już na betonowy chodnik, który oplatał wszystkie budynki w akademii. Niezbyt wiedziała dokąd szli, bo przecież zupełnie nie znała tego miejsca. Nikt nie odpowiadał na żadne pytania, o ile jakiekolwiek właściwie zadała. To już nie należało do ich zadań i lepiej było się zupełnie nie wtrącać.
Po kilku minutach znaleźli się przed dużym budynkiem, którego architektura znacznie odbiegała od reszty. Było to Centrum Badań Psychologicznych - tak przynajmniej głosiła tabliczka, która była przyczepiona niedaleko drzwi. Tam też stara ekipa się rozeszła, zostawiając Ewangelinę z kilkoma osobami. Wszyscy byli w białych kitlach i nie wyglądali na specjalnie zadowolonych z jej przybycia.
- Zapraszam panią - powtórzyła wcześniejszą kwestię innego faceta, jedna z pielęgniarek i zaczęła prowadzić kobietę w stronę jakiegoś pomieszczenia w budynku.
zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=5584#5584
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-12-29, 19:46   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG Vanessa
Helikopter zabrał ją prosto do siedziby Pryzmatu. Co prawda nie trwało już to tak długo jak wcześniej, ale bardzo często było tak, że droga powrotna wydawała się o wiele krótsza niż ta początkowa. Tak tez było w tym przypadku. Poza tym dziewczyna nie miała z kim gadać, a cała sytuacja wydawała się być o wiele bardziej unormowana, lepsza. Nie było tego samego stresu co wcześniej, a to pozwalało dziewczynie nawet się minimalnie zrelaksować. Po jakimś czasie jednak znowu wylądowała. Tym razem jednak w Pryzmacie. Wszystko wydawało się być tutaj takie samo jak wcześniej. Nic się nie zmieniło. Po chwili dziewczyna została wyprowadzona ze śmigłowca, a jej włosy zaczął rozwiewać wiatr. Jeszcze niedawno była tutaj z Lilian. Głupia sytuacja.
- Staw się w biurze Donavana. Może Ci przyzna coś. Nie obiecuję jednak, że będzie to lepsze niż akademia CIA - powiedział jakiś agent. No tak. Mogła trafić do wojska czy gdzieś tam. Co mogło być oczywiście gorsze. Jednak robiła to na własne ryzyko, prawda?
Tak czy siak najlepiej będzie spotkać się z przywódca Pryzmatu.

zt http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=5846#5846
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,101 sekundy. Zapytań do SQL: 10