Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala wykładowa
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-19, 17:47   Sala wykładowa
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Sporej wielkości sala, gdzie znajduje się mały podest i krzesła. W tyle jest stół, gdzie można nalać sobie czegoś do picia albo zjeść jakieś ciasto. Całość wygląda zupełnie normalnie i prosto. Ściany są puste. Nie ma tutaj żadnych zbędnych ozdób ani niczego w tym rodzaju. Wszystko wygląda surowo i jest pokryte białą lub szarą farbą. Brak okien.
_________________


 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-19, 18:43   
   Multikonta: xxxxxxxx


Tak zdecydowanie ich trio stanowiło ciekawą zbieraninę. Inne kolory, inne miejsca z, których przybyli. Naprawdę wiele rzeczy ich różniło od siebie, a jednak byli do siebie podobni. Podobne szczegóły, których na chwilę obecną nie było jednak zbyt wiele. Przeniosła swe spojrzenie na Caluma, gdy zwrócił się do niej.
- Dobrze nie ma problemu – odpowiedziała.
Gdy tylko powiedziała te słowa, natychmiast powróciła do przyglądania się miejscu w, którym się znaleźli. Surowe z zewnątrz, w środku nabrało zupełnie innego wyglądu. Brak generatorów białego szumu, uznała za duży plus w tym miejscu. No i w środku nie było tak surowo, oschle jak na zewnątrz a to się już ceni.
Gdy znaleźli się w Sali spojrzała z oszołomieniem na to co ich otaczało. W sumie była równie oszołomiona gdy wciśnięto jej kieliszek w dłoń. Jednak to nie było dobre wyjście, nie nawykła do tego zachowania więc choć trzymała szkło w dłoni to jednak nic nie piła. Naprawdę nie można było jej winić za to, znajdowało się tu tyle różnych osób. Tak wiele umysłów do , których mogła mieć dostęp, których wspomnienia, myśli ją przytłaczały. Jak zawsze minie pewien czas po, którym wszystko wróci do normy. A tak trzymała się Richard’a oraz Sahira, nie odstępując ich na krok. Nagle na scenie pojawił się jakiś mężczyzna, którego ona nie znała. Nic dziwnego w sumie nie znała tutaj nikogo, poza Sahirem, Richardem i Calumem. To naturalne, że się ich trzymała.
Spojrzała na Caluma gdy ten podszedł do nich, a jednak powiedział on coś tylko do Gray'a. Co się działo? Nie wiedziała jednak starała się zachować jak największą czujność.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-19, 19:12   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Zapomniał o boskim świecie (tym zbudowanym przez Diabła i o wiele bliższym również) - ludzie przesuwali się bokiem, lampy lśniły jakby ciemniej, przytłumione, dźwięki dochodziły zza kurtyny - zanurzył się pod wodę, mógł zignorować każdy odgłos wydany ponad jej taflą - nie słyszał tutaj w końcu nawet i bąbelków, które powinny powstawać, gdy ciało zanurzało się w głębiny - trwał w bezruchu sunąc razem z falami, bezwolnie im poddany - i dobrze, nic nie szkodzi - w naturze nic przecież zginąć nie mogło, więc i on tutaj nie zaginie - nawet jeśli w tym miejscu rządziła dżungla betonowa a nie ta tworzona przez wysokie pnie drzew i kołyszące się liście - zapomniał o Averly, zapomniał o Richardzie, zapomniał o Calumie i o tym, że znajdował się na zgoła obcym terenie - jego ciało pamiętało jednak, by oddychać i by nie zmiażdżyć trzymanej lampki w dłoni ani nie upuścić jej na podłogę - trzask szkła, rozlany trunek, pewnie nie najtańszy, zwróciłby pewnie minimalną uwagę, a tak? Pośród szumu rozmów, pośród sztucznych płócien uśmiechów nałożonych na twarze (może nawet było kilka prawdziwych?) obserwował kobietę, która z uśmiechu zrezygnowała, kiedy już ze sceny zeszła, a może tylko mu się wydawało - jego widok zasnuwały kolejne sylwetki wchodzące w ekran i nie pozwalały na prawidłowe oglądanie puszczanego filmu - pozostawało tkwić tutaj w bezruchu, zmroczonym, wyrwać się z zamroczenia i poznawać dalej, zapamiętywać zapachy, dźwięki i twarze, a może porozmawiać z towarzyszami..? Podejść albo nie podejść - bardzo prosta decyzja, podobno - w wachlarzu możliwości oferowanym przez życie Sahir jakoś żadnej nie rozpatrywał - po prostu odłożył lampkę na stolik i przesunął się do przodu, nie spuszczając Naomi z oczu, by w końcu zatrzymać się za jej plecami - w końcu tam powinno być miejsce Cienia. Problem w tym, że ten Cień był bardzo namacalny i bardzo łatwo było mu wyrządzić krzywdę - powstał pewnie z bajki o Piotrusiu Panie, w którym dzieciaki pomyliły magiczny pył wróżki z metaamfetaminą.
- Dzień dobry. - Tak, odezwać się, zaznaczyć swoją obecność - w końcu zabieranie głosu nie było takie straszne. Wręcz przeciwnie.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-19, 21:58   
   Multikonta: Alice, John


Stał tak przyglądając się swojemu kieliszkowi, kiedy z zamyślenia wyrwał go Calum. No tak, to zdanie słyszał już tyle razy, że zareagował wręcz instynktownie. Skinął głową i wydusił coś w stylu "jasne", po czym odłożył kieliszek i ruszył za mężczyzną. Obrócił się jeszcze do Averly, uśmiechając się delikatnie. Nie chciał jej tak zostawiać, ale nie wiedział, czy powinien brać ją ze sobą. Nie miał w końcu pojęcia, kogo w zasadzie miał poznać, nie wiedział więc, czy na miejscu będzie branie ze sobą dziewczyny, której ten ktoś widocznie nie chciał poznawać. Nie miał więc wyboru, choć wiedział, że dziewczyna będzie się czuć niezręcznie, gdy zostanie tu sama. Ale cóż miał poradzić? Jako syn prezydenta miał pewne obowiązki, i nie mógł zapomnieć o kulturze i dobrym wychowaniu. Nawet jeśli nie chciał być oceniany przez pryzmat (hehe) swojego pochodzenia, lecz na podstawie własnych czynów i umiejętności, nie mógł przecież zanegować tego kim był. A był synem prezydenta. A skoro syn prezydenta pojawił się w tym ośrodku, z pewnością ktoś zechce go poznać. Wielokrotnie tego doświadczał, i teraz nie mogło być inaczej. Miał tylko nadzieję, że Dyrektor Hunt przypomina bardziej Donavana (swoją drogą, skąd on się tu wziął? Nie był przypadkiem w Pryzmacie? A może to był ten jego słynny bliźniak?) niż tamtą kobietę. O ile nie przepadał za samym Donavanem, o tyle wiedział, że trening wymaga surowości i zasad, a nie bankietów i zabawy.
Spojrzał na Caluma, zastanawiając się, czy zostanie poinformowany o tym, kogo właściwie ma poznać. Jeśli nie otrzymał tej informacji, to absolutnie nie zadawał żadnych pytań. Jego ciekawość nie mogła przysłonić dobrych manier. Zaraz się dowie, prawda?
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-20, 15:48   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Calum, Rich i Averly
Calum pociągnął Richarda i Averly w kierunku jakiegoś mężczyzny w garniturze.
- Spójrz tylko, Sam. Poznaj mój odział - Richard Gray i Averly Sheridan. Niebieski i Pomarańczowa. Pewnie słyszałeś, czym dysponują - przedstawił dzieciaki jednemu ze swoich najlepszych przyjaciół. Pewnie Richard liczył na jakąś szychę z wyższych sfer i że Calum zacznie się chwalić, ze ma synalka prezydenta w oddziale.
- Dzieciaki, poznajcie mojego przyjaciela Samuela Reysona, jest szkoleniowcem. Jestem przekonany, że będziecie mogli zawsze na niego liczyć - uśmiechnął się Calum i spojrzał na przyjaciela. Trochę było mu głupio, że Sahir gdzieś tam zniknął w odmętach sali. Też chciał, żeby poznał jego przyjaciela, ale nie mógł poświęcić zbyt wiele czasu na bieganie i wypatrywanie go. Możliwe, że wyszedł się przewietrzyć albo po prostu ktoś zajął go rozmową. Agent miał cichą nadzieję, że chodzi o to drugie.
- Świetnie jest was tutaj gościć - uśmiechnął się Samuel i wystawił dłoń do każdego, po kolei, od płci pięknej rozpoczynając. Facet był nieźle sympatyczny, mimo iż z twarzy początkowo wyglądał jak mieszanina Duke Nukem i Rambo. Nic dziwnego - praktycznie każdy szkoleniowiec tak wyglądał. On jednak - głównie przez jego głos i szeroki uśmiech - był całkiem przyjemny.
- Pewnie, że. Możecie liczyć na mnie. Rzecz jasna podczas szkoleń wygląda to inaczej, ale po chętnie spotkam się na burbon w kantynie - dodał mężczyzna i podrzucił brwiami, spoglądając na Caluma
- Nie wolno im tutaj pić, Sammy. Nawet mi nie wolno - wzruszył ramionami i roześmiał się. Atmosfera naprawdę zrobiła się o wiele bardziej przyjemna, gdy Hailey zeszła ze sceny. Pewnie niepotrzebnie wprowadziła nastrój typowego bankietu. A teraz było o wiele lepiej. Bardziej swojsko, przyjacielsko. Oczywiście, że Sammy czy Calum byli mili dla pisoników. Jednak to wiadome, że podczas trwania szkoleń i ćwiczeń muszą pozostać zupełnie bezstronni. Bez znaczenia było to, jak bardzo ich lubili. To była niepisana zasada farmy.

Sahir
Naomi odwróciła się i widząc chłopaka, którego ewidentnie powinna kojarzyć z Ligi, wręcz zamarła. Ciche wspomnienie o ich spotkaniu, o tym jak wiele spędzał czasu z nią i innymi Ligowymi szkoleniowcami przysłaniała wizja potwornych tortur przez które przeszła po tym, jak ona, Hayden Axford i dwóch agentów Ligi zostało schwytanych na pustyni w stanie Nowy Meksyk. Koszmar cały czas przysłaniał jakiekolwiek pozytywne wspomnienia związane z tym, w co się wpakowała. Myśl o tym, że jeśli kiedykolwiek wyda się co się stało, to Hayden zapewne nie dożyje następnego świtu. Naomi przełknęła ślinę, która praktycznie zaklinowała się w jej przełyku wywołując chwilowy kaszel. Patrzyła na Sahira jak na kogoś, kogo posłali tutaj, byleby ją zniszczyć. Byle pękła i poprosiła o pomoc. W końcu była tutaj zakładniczką. Nie była sobą i nawet Sahir to widział. Już nie pachniała jak kwiat jaśminu, które bardzo często chowała do swojego stanika gdy jeszcze była w Lidze. Była jak model z widocznym defektem, pusta skorupa, rzeźba która jest tutaj tylko po to, by była. Rząd chyba polubił tą agentkę. Nawet za bardzo. Po chwili dziewczyna odezwała się, znowu nakładając na twarz zużyty uśmiech, którego tak często tutaj używa.
- Witaj - wyszczerzyła się i lekko opuściła głowę, żeby była ona na równi z głową Sahira. Gest, który wykonuje się, gdy rozmawia się z małymi dziećmi albo głaska psy.
- Czy mogę Ci jakoś pomóc? - zapytała po chwili, wpatrując się swoimi gigantycznymi, niebieskimi ślepiami w chłopaka.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-20, 16:16   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Strach.
Płatki nozdrzy czarnowłosego poruszyły się, zadrżały, jakby wyczuwał ten strach w powietrzu - mięśnie lekko się napięły, uważne, czarne oczy odbijające w swej pustce sylwetkę kobiety wbijały w kobietę, jakby została właśnie naznaczona markiem, który pozwalał na bezkarne rzucenie się do jej szyi - bo tyko tyle wystarczyło - wysunąć się do przodu i rozszarpać gardziel, by czerwona krew wylała się na bladą, poznaczoną bliznami skórę chłopaka, by wsiąknęła w czarny materiał jego ubrania - jedno sprawne przekręcenie rąk i kark zostałby przetrącony, to aż takie banalne - albo jedna myśl, by wszystko zatopiło się w kojącym cieple ognia, co pieścił biel skóry niczym najdroższa sercu kochanka - trochę jak w tych grach strzelankowych, wiecie? - ten moment, kiedy wyciągasz pistolet i monitor najeżdża ci na twój cel, oznaczając go czerwonym symbolem - to właśnie on, zabij go, unicestwij - nie ważne, że to nie miało sensu - przecież nawet tą postać lubiłeś, przecież nawet dobrze czytało ci się dialogi przez tych ostatnich parę części - nie zastanawiasz się, czy to MA sens - masz takie zadanie, więc je wykonujesz - bardzo proste, prawda? - nie musisz się przeciążać myśleniem, gdybaniem, zastanawianiem... po prostu zabij. Tak właśnie rosło coś, co było niewidoczne gołym okiem. Co drapieżnika napędzało do działania i zapraszało koszmary do wysuwania się spod łóżka, które, mama obiecywała - miało być bezpieczne - a ofiarę nęciło do wycofania się.
Te niebieskie oczy zawsze go czarowały - teraz ze sztucznym uśmiechem i pustką, chowanym głęboko przerażeniem, były szklanymi oczyma pięknej lalki - zabytkowym wspomnieniem o tym, że kiedyś mieszkała tam dusza - teraz co mieszkało? - zaszczuta reszta rozpadającej się na kawałki przyszłości. Gdzie ta słodka woń jaśminu? Zniknęła razem z prawdziwym imieniem i nazwiskiem pani psycholog - zniknęła, gdy pojawiły się nowe ciuszki i naszywki, które agenci przylepili do jej ciała, zabierając dawne dni.
Pokręcił lekko głową na znak zaprzeczenia, nie zrywając kontaktu wzrokowego.
Toni powiedziała kiedyś, że wszystko w życiu sprowadzić się da do strachu albo wygody.
- A ja Pani? - Takie banalne i proste pytanie...
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-11-20, 16:40   
   Multikonta: Admin


Sahir
- Nie, nie skąd. Ja tutaj jestem od pomocy.
Teraz już kobieta totalnie przybrała twarz robota, który został zaprogramowany przez rząd. Mówiła o wiele bardziej swobodnie i nawet nie musiała jakoś specjalnie udawać. Lekko się uśmiechnęła widząc to, jak chłopak wpatruje się w jej oczy. Przypominał jej się Hayden i jego posiniaczone plecy, rozcięty policzek i śliwa pod okiem. I nadzieja na to, że dożyje kolejnych dni i kiedyś uda im się uciec daleko od tego chorego kraju, chorego świata.
- Więc? Jak podoba Ci się na tak zwanej "farmie"? Wybacz za opóźnienia, ale dyrektor Hunt musiał zostać na dłużej w Pryzmacie - powiedziała i przystąpiła z prawej nogi na lewą, a następnie znowu dodała, starając się podtrzymać rozmowę na najbardziej neutralnym torze na jakim się dało:
- Cieszę się, że przyprowadzono tutaj psioników! Z pewnością wniesiecie sporo dobrego do oddziału Caluma. To dobry facet. Zaopiekuje się wami.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-20, 17:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Przez chwilę wcale nie odbierał takiego wrażenia. Tylko przez chwilę.
Nie wycofała się, nie okazała dalszego strachu, całkowicie się rozluźniła - a może była po prostu tak dobrą aktorką? - sprawiając, że Sahir od razu za nią podążył - nawet jeśli było to udawane, zgrywane, to kogo to obchodziło? - pewnie Nailaha, który gdzieś tam w zakamarkach swojego umysłu zawsze brał na to poprawkę, ale ta poprawka niczego zupełnie nie wnosiła to rzeczywistości - była swoistym zapasem, by móc powiedzieć w pewnym momencie: "a nie mówiłem?".
Kiedy zadała strategiczne pytanie przypomniała od razu Sahirowi, że nie byli tutaj sami - wynurzył się z tej wody, pod którą na parę chwil się zamknął, by rozejrzeć się wokół, szukając od razu swoich towarzyszy, z którymi tutaj przybył, ale nigdzie ich nie widział - niedobrze - nie powinien zostawiać swojego właściciela samego, nawet jeśli ten za żadnego "właściciela" się nie uważał.
- Nie wiem. - Odpowiedział wprost, wracając w końcu do niej spojrzeniem. - Mam dużo czasu. - Bardzo dużo - całe życie, by siedzieć i czekać z nadzieją, że w końcu będzie można wyjść na zewnątrz i... Dlatego nie przeszkadzało mu czekanie, w żadnym wypadku - przynajmniej była to dobra możliwość do oswojenia się z osobami wokół. - Dlaczego "farma"? - Ciekawiło go to jakoś. To słowo brzmiało... źle. Nawet jeśli nie był to priorytet rzeczy, o które mógł ją pytać w niepewności, dlaczego zniknęła tak nagle... i czemu pojawiła się pod nowym nazwiskiem. I przede wszystkim: co robiła do tej pory - pewnie ktoś normalny pytałby raczej o te rzeczy. - Pani nie będzie się opiekować?
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-20, 18:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


- Um, nie. Jestem tutaj tylko szkoleniowcem - odparła Naomi tak, jak nauczono ją wcześniej. Była tutaj jedynie swojego rodzaju ozdobą, do całego tego cyrku. Nie pełniła żadnej ważniejszej roli niż przychodzenie, uśmiechanie się i rozmowa z tymi, którzy najbardziej tego potrzebują. Ponoć wszystko to miało zamykać się w słowie 'szkoleniowiec'.
- Jednak zawsze możesz zwrócić się do mnie, jeśli potrzebujesz pomocy bądź rady - uśmiechnęła się i splotła swoje ręce na wysokości piersi. Po chwili cicho się zaśmiała i dodała:
- Farma to taki slang, coś w tym rodzaju - dodała, a słowo "farma" i "slang" zachowywały się w jej ustach tak dziwnie, jakby nigdy ich nie używała. No i nie używała. Zawsze zwracała się do każdego poprawną angielszczyzną, ale nauczono ją, że mówienie w ten sposób sprawia, że jest bardziej akceptowalna. Nie było to zupełnie w jej typie. Ale ponoć agenci bardziej lubią to sformułowanie.
- W sumie nikt nie wie, skąd się to wzięło. Ale tak określamy to miejsce, wszyscy. My, znaczy się agenci.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-20, 19:24   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Nie podobało mu się coś tutaj, coś było nie tak, coś było nie na swoim miejscu (och bardzo wiele rzeczy, drogi Sahirze, tylko twoja zdolność pojmowania ludzi nie sięgała tak daleko, by dokładnie szukać, co takiego brakowało) - poprzestawiane fragmenty grały na krańcu nosa i możesz mi uwierzyć, drogi Czytelniku, że czarnowłosy widział je bardzo wyraźnie - te odziane w czerń symbole śmiejące się w twarz, że nie rozumie, że wiele go ominęło - jakby te dwa, trzy miesiące w Pryzmacie były po prostu błędem - jakby Pryzmat był błędem i w końcu - jakby to on sam był jednym wielkim Błędem, który powinien zostać wymazany, albo chociaż zamieciony pod dywan - na pewno nie powinien pojawiać się pod jasnymi lampami nowoczesnego ośrodka szkoleniowego, stawać przed osobą, którą bardzo cenił - kiedyś i... chyba dzisiaj też - sęk w tym, że nie do końca poznawał tą osobę przed nim stojącą, przemawiającą do niego, uśmiechającą się - nadal była żywa, był pewien, że gdyby jej dotknął, byłaby bardzo realna - miękka, jak zawsze - skrywająca pod swoim ubraniem i skórą blizny własnego serca, które chciała zszywać u innych.
Uspokoił się całkowicie - rozbudzony drapieżnik zasnął ponownie pozostawiając chłopaka samemu sobie - takiego, chyba, całkowicie normalnego i coraz bardziej pochłoniętego mówiącą do niego niewiastą - chwila przypomnienia o bożym świecie i po chwili znów o nim zapomniał - może nawet uderzyła go sentymentalność - te wspomnienia związane z Naomi i Ligą.
- Tylko? - Tylko czy aż? I szkoleniowcem, czyli... szkoliła czy była szkolona? Jakoś to słowo "tylko" najbardziej przykuło jego uwagę. Brzmiało... smutno. Skinął głową na jej następne słowa, chociaż chyba nie powinien się stawiać na spotkania w większym gronie gdzie można było słuchać wszystkich wokół i jej samej - i po prostu obserwować, wyciągając wnioski i ucząc się tego, co kobieta miała do przekazania.
My, agenci. - jakie mocne podkreślenie... jakby bardziej chciała do tego przekonać samą siebie niż Sahira.
- Powinienem udawać, że Pani nie znam? - Może i tory jego rozumowania nie były zbyt poprawne, ale podobno też kto szuka ten błądzi - a kto pyta ten ma szanse się odnaleźć. Próbował to wszystko ułożyć, dopasować do siebie, znaleźć sens - skłamałbym gdybym napisał, że było łatwo - w końcu miał wrażenie, że ma przed sobą zupełnie obcą osobę - a jednak jej oczy, jej wyginające się ku górze usta, jej delikatne dłonie i wijące się na barkach włosy - wszystko pozostało takie samo.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-21, 14:41   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


sahir
- A... Ależ skąd - powiedziała i zmarszczyła czoło, a następnie już miała wygłosić jakąś mowę odnośnie tego, czego nauczyli ją tutaj. A raczej co wyryli wręcz na jej mózgownicy. Miała wiele wyjaśnień, które mogłaby zastosować w tym momencie. Wiele wyjść, którymi mogłaby uciec. Przecież zawsze wystarczyło po prostu odwrócić się i odejść, albo tłumaczyć, że to pomyłka i te sprawy. Ale nie teraz.
- Jeśli nie chcesz sprawić mi problemów, to tak - powiedziała już zupełnie normalnym głosem Naomi Charlton, która była wręcz przerażona całą tą sytuacją. Przez ten jeden ułamek sekundy wyglądała tak naturalnie, tak... Tak samo jak w Lidze Dzieci. Już dawno nie mówiła nikomu prawdy, więc ten moment sprawił, że w jej brzuchu wszystko zaczęło wirować, wywołując bolesne ukłucia. Boże, co mogą zrobić jej i jej narzeczonemu, jeśli dowiedzą się, co wyprawia? Przyłożyła sobie palec do ust i zrobiła się blada jak ściana. Chciało jej się wręcz wymiotować, jednak nie chciała zwracać niczyjej uwagi. Posłała tylko spojrzenie kilku agentom, którzy podeszli do niej i zaczęli coś lamentować. Sahir stał i oglądał to przedstawienie, które ewidentnie było wyreżyserowane.
- Boże, przepraszam. Źle się poczułam - dodała panna Charlton aka Moore i spojrzała na agentów, a następnie im podziękowała i powiedziała do Sahira:
- Przykro mi, ale... Ja muszę iść się położyć - powiedziała i została odprowadzona przez jednego agenta, drugi zaś stanął obok Czerwonego i dodał:
- Biedna agentka Moore. Wydaje mi się, że coś ukrywa. A Ty? No bez jaj, laski bez przyczyny nie rzygają. Coś musi być na rzeczy. A Ty, ee... Jesteś tu nowy, co?
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-21, 15:18   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Wszystkie słowa, które plątały się na krańcu jej języka, zamierały w czasie i przestrzeni - zamierały w tym jego małym świecie, którego ściany nagle popękały i tan "mały" zamienił się w ten "wielki" - bardzo ciężki do ogarnięcia, gdy czuło się przywiązanym do bezpiecznych czterech ścian, poza którymi nigdy nie wychodziło się bez konkretnego celu przysłaniającego całą resztę rzeczywistości - spoglądała na niego tak, jakby tym spojrzeniem chciała wszystko to powiedzieć - przedstawić bardzo wyraźnie jemu i sobie samej, wyłożyć po kolei - kolejności jednak zabrakło - tak jak zabrakło mocy, by każde z tych słów wyartykułować, ułożyć w spójną i logiczną całość - tak wiele do powiedzenia zamieniło się w nie mam nic do powiedzenia, zwieńczone koroną zmarszczek pomiędzy ściągniętymi brwiami na czole kobiety.
Zrobiło mu się najzwyczajniej w świecie przykro.
Uradowany szczeniak machający ogonem na prawo i lewo, czekający, aż dobra Pani rzuci mu piłeczkę spoglądał czarnymi ślepiami na odgrywającą się scenę, w której nie miał uczestniczyć - bardzo dobrze zrozumiał dane mu polecenie, więc już się nie poruszył - i przestał szczekać, próbując nawiązać kontakt - w końcu dobra Pani powiedziała: jeśli nie chcesz sprawić mi problemów... - nie chciał. A może powinno być mu to obojętne? W końcu, znacie tą prawdę bardzo dobrze - wszyscy się zmieniamy - a kiedy w tej zmianie nie uczestniczymy, po powrocie zastajemy tylko obce osoby, których poznajemy tylko twarze - a jednak Sahir wciąż widział w niej TĄ Naomi. Mdłymi, starymi prześwitami... to już chyba i tak nie miało znaczenia.
Skinął mężczyźnie głową w odpowiedzi, kierując na niego nieprzyjemne spojrzenie.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-21, 17:15   
   Multikonta: xxxxxxxx


W pewien sposób była wdzięczna Calumowi, że jednak zabrał ją z nimi, a dzięki czemu nie została sama. Nie czułaby się dobrze, gdyby nagle nikogo przy niej nie było. A tak chwilę później spoglądała na mężczyznę w garniturze, który został im przedstawiony. Uśmiechnęła się uprzejmie gdy została przedstawiona
- Miło mi pana poznać, panie Reyson – powiedziała do niego.
Zdecydowanie wiedziała jak się zachować, pamiętała dobre wychowanie pomimo pobytu w Obozie i teraz również go używała. Spoglądała na wszystkich mężczyzn, obserwując ich bacznie, a jednocześnie zwracała uwagę na to co się dzieje dookoła. Dla niej było to idealną nauką, zdobywałła wiedzę, którą potem będzie mogła wykorzystać. Podała dłoń Samuel'owi. Z tego co zdążyła tutaj zaobserwować większość znajdujących się tu osób, wyglądem przypominała osoby z, którymi nie chciałoby się zadrzeć, a co gorsza spotkać w ciemnej uliczce gdy jest się samemu. A jednak ten był inny, może to przez uśmiech czy też dzięki miłemu głosu? Nie wiadomo.
- Ja mogę pić herbatę – odpowiedziała.
Nawet gdyby mogła to wątpliwe, aby wybrała alkohol. Zbyt dobrze pamiętała jakie powoduje u niej uczucie, niekiedy otępienie, a w większości przypadków coś w rodzaju braku kontroli nad darem. Słyszała wtedy wszystko i wszystkich, co nie było najmilszą rzeczą. Okej od czasu, do czasu piłaby
alkohol temu nie mogła zaprzeczyć jednak nie miałoby to miejsca codziennie, co to, to nie.
-
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-21, 19:30   
   Multikonta: Alice, John


Richard, jak na syna prezydenta przystało, ukłonił się lekko po czym uścisnął dłoń mężczyzny. -Jestem Richard. Miło mi Pana poznać. W razie problemów z pewnością się do Pana zgłoszę. - Stwierdził uprzejmym aczkolwiek zdecydowanym głosem. Pod tym względem bardzo przypominał ojca, a raczej trzeba by było powiedzieć, że bardzo chciał przypominać ojca. Zawsze podziwiał ten ton głosu nie znoszący sprzeciwu, przed którym ludzie drżeli. Potrafił powiedzieć coś uprzejmie, aczkolwiek tak stanowczo, że nikt nie chciał się z nim kłócić. Oczywiście, Richard tak nie potrafił. A może brak mu było pozycji, dzięki której mógłby wzbudzać większy szacunek? Tak czy inaczej, nawet jeśli daleko mu było do ojca, wciąż potrafił wyrażać się dyplomatycznie choć zdecydowanie. To jedna z cech którą musiał zdobyć, w końcu nie raz na bankietach rozmawiał z ważnymi ludźmi, a nie chciał narobić ojcu problemów. Nawet jeśli kogoś nie lubił, albo jeśli chciał skończyć rozmowę, potrafił się wywinąć wystarczająco uprzejmie, by nie uznać jego zachowania za nietakt.
Uśmiechnął się lekko na "żart" o piciu alkoholu. -Być może innym razem. - Powiedział spokojnie, jakby był święcie przekonany, że jeszcze się kiedyś zobaczą. W innym miejscu, w innych okolicznościach. Bo tak było... Znaczy, Richard sądził, że tak będzie. W końcu to był ktoś z CIA, i to prawdopodobnie ktoś ważny, a skoro on sam wybrał taką a nie inną drogę, to z pewnością będzie miał jeszcze styczność z tą agencją, a więc i z tym człowiekiem. Więc być może, kiedy spotkają się w innych okolicznościach dane im będzie się napić. -Przepraszam, że pytam, i proszę nie odpowiadać jeśli to tajemnica, ale od jakiegoś czasu próbuję się dowiedzieć, na czym będzie polegać nasze szkolenie. Jestem trochę podekscytowany, więc jeśli mógłby Pan coś zdradzić, albo chociaż dać jakąś wskazówkę, byłbym wdzięczny. - Powiedział uprzejmym tonem, w którym zabrzmiała nutka ciekawości. Być może zdoła wyciągnąć jakieś informacje na temat tego szkolenia... A jeśli nie, to przecież nie zaszkodzi mu samo zapytanie.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-21, 20:20   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


Richard, Averly
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo do Richarda i już miał zacząć mówić kiedy nagle na scenę ktoś wszedł.

Wszyscy
Cała sala wręcz zamarła i zaczęła w pośpiechu odstawiać szkła z alkoholem, podając je kelnerkom, które pospiesznie zbierały to wszystko, chcąc niemalże zatuszować dowody zbrodni. Dyrektor Hunt powoli wkroczył na podniesienie, czekając wręcz aż cała sala zacznie wyglądać tak, jak sala na farmie wyglądać powinna. Czyli czysto i przejrzyście. Calum dodał do Richarda i Averly, widząc całą tą sytuację:
- Zajmijcie miejsca na przodzie. Pójdę znaleźć Sahira - dodał i wskazał im kilka rozkładanych krzeseł tuż na samym początku. On sam zaszył się w tłumie i po chwili dotarł do Sahira. Widząc, jak oddala się od niego Naomi, a raczej Hailey, skrzywił się lekko i dodał do chłopaka, ciągnąć go za ramie na bok:
- Uwierz, niektóre rzeczy powinny zostać tak, jak inni tego chcą - powiedział cicho, a następnie znowu wmieszali się w tłum byleby tylko dojść do krzeseł na początku, tam agent poradził Czerwonemu:
- Zajmij miejsce przy reszcie. Spotkamy się po mowie powitalnej - powiedział i ruszył w stronę swoich znajomych, czyli reszty agentów tego samego szczebla. Gdy wszyscy już rozsiedli się na swoich miejscach i przestali rozmawiać, Hunt złapał mikrofon i zmarszczył lekko czoło. Chociaż przez moment cała ta akademia wyglądała tak, jak miała wyglądać od samego początku. Miał za złe sobie to, że się spóźnił. No ale cóż, sytuacja w Pryzmacie nie pozwoliła nawet reszcie agentów być na czas. Donavan i jego brak zegarka i nieumiejętne rozplanowanie czasu. Trudno, już po ptakach.
- Dzień dobry, panie i panowie. Devon McCarthy, dyrektor działu operacyjnego w Waszyngtonie. Witam w ośrodku szkoleniowym CIA potocznie zwanym farmą - na podest wszedł mężczyzna, który stanął zaraz obok Hunt'a. Widocznie to w jego rękach było główne przedstawienie wszystkiego. Zaś ten drugi był jedynie głównym... No właśnie?
- Oto i starszy instruktor, Henry Hunt - i wtedy przejął głos, mimo iż wcześniej stał na scenie, powiedział:
- Dzień dobry. Mam dla was ważne pytanie. Czemu tutaj jesteście? Dlaczego? Nie, raczej nie dla forsy. Taki funkcjonariusz jak pan McCarthy zarabia 75 tysięcy dolarów amerykańskich rocznie. Raczej nie starczy na porządny wóz sportowy. Dla sławy? Głośno bywa jedynie o naszych wpadkach, o sukcesach nie. To nasze motto. Tak, ratujesz świat i trafiasz do zatęchłej piwnicy w Waszyngtonie, gdzie karmią Cię ciastkami i lemoniadą. Medal? Nie dają Ci go. Zostanie on Ci jedynie pokazany. Zatem ani forsa, ani sława was tutaj nie ściągnęła. Osobiście uważam, że trafiliśmy tutaj, bo wierzymy. W dobro i zło, wybieramy dobro. Wierzymy w dobre i czyste ręce. Wybieramy czyste. Nasza sprawa jest słuszna i jest nią przywrócenie dawnej świetności naszej ojczyźnie. Posuniemy się do wszystkiego, co będzie konieczne aby to osiągnąć. Tutaj, na tzw. "farmie" nauczycie się jak tego dokonać. Nasi wrogowie są wszędzie, czają się. Ale dlatego jesteśmy tu. Właśnie przeszliście na drugą stronę lustra. Widzicie więcej. I zapewne już nigdy się to nie zmieni. A to, co widzicie i słyszycie nie jest takie, jakie wam się wydaje - zakończył Hunt i zszedł z podestu. Wygłosił taką samą mowę jak jego przełożony, gdy on rozpoczynał służbę. Powiedzmy, że jest to swojego rodzaju... Tradycja? Po tym głos znowu przejął ten pierwszy i zaczął mówić:
- Witamy na farmie. Witamy wszystkich nowych rekrutów, a szczególnie agentów Psi, którzy goszczą tutaj pierwszy raz w całej historii. Pobudka rozpocznie się jutro o godzinie 5:30, wtedy też otrzymacie wasz plan dnia na następne tygodnie. A teraz zajmijcie swoje pokoje. Ich rozkład jest wywieszony na tablicy informacyjnej. Pomyślnego szkolenia - zakończył mężczyzna i zszedł. Zaraz po tym ludzie zaczęli wstawać i opuszczać pomieszczenie. Calum od razu podszedł do dzieciaków i dodał do nich:
- Słuchajcie, zaprowadzę was do waszego lokum. W porządku? Jak wam się podoba? Najlepiej połóżcie się od razu do łóżka, żeby na jutro być wypoczętymi.

Odpisujecie tutaj, następnie mój odpis znajdzie się w temacie z waszym mieszkaniem. Prześlę wam link na PW i wstawię go tutaj.
Tam będziecie mogli grać tak długo, jak będziecie chcieli ale ja - jako MG - wychodzę. Wasz temat, jeśli będziecie mieli czas i chęci, zostanie przeniesiony do retrospekcji (chodzi o moment pierwszej nocy). Po prostu napiszcie do mnie na PW - potrzebujecie minimalnie dwóch osób, aby utrzymać grę. Co do reszty, to teraz będą jeszcze z dwie kolejki (ta tutaj i jedna w mieszkaniu) i robimy przeskok czasu do następnego dnia. Gdyby ktoś się zgubił, to na GG jestem otwarta. Dziś/jutro, zależy od Carter Toni i Kyle'a, dołączą oni do was i będziecie mogli grać retrospekcje między sobą w akademii.
_________________


 
 
Averly Sheridan


20

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-21, 20:36   
   Multikonta: xxxxxxxx


Nie wiedziała co się dzieje, nagle nastój zmienił się ze swobodnego na taki, gdzie wszystko powinno tykać jak w zegarku. Ewidentnie było coś nie tak, a co to było dowiedziała się już po chwili gdy usłyszała głos ich opiekuna. Skinęła mu pośpiesznie głową, po czym skierowała się do przodu, aby zająć sobie miejsce.
- Richard co się dzieję? – zapytała szybko Niebieskiego.
Po chwili wyprostowała się, aby w razie potrzeby mieć wszystko na widoku. Sam fakt, że siedzieli całkowicie z przodu bynajmniej jej nie uspokajał. Wprost przeciwnie, czuła się jak gdyby była zwierzęciem na wybiegu. Z przodu była całkowicie widoczna, denerwowała się choć starała się jednak tego nie okazywać. Spojrzała na dyrektora , obserwując mężczynę gdy ten złapał mikrofon, chcąc coś powiedzieć.
Po chwili gdy obok niego pojawił się inny mężczyzna. Nie wiedziała kim jest, ani jaką ma w tym rolę. Na dobrą sprawę nie wiedziała niczego. Pozostawało jej obserwowanie w ciszy. Słysząc co mówią o dobrze, mimowolnie odczuła strach emanujący ze wspomnień. Ona aż za dobrze pamiętała jakie są Obozy, które dobrem wcale nie emanują. Nic z tego.
Akurat w jej przypadku mogła poznać całkowitą prawdę, w końcu była Pomarańczowa, posiadała dostępy do umysłów innych ludzi, a co za tym idzie widziała również to co inni chcieli ukryć. Uciążliwe, ale za to jakie przydatnę.
Gdy to wszystko się zakończyło, rozejrzała się wokół siebie. Czekała, aż Calum po nich przyjdzie i jak widać niewiele czasu jej brakowało.
- Nie potrafię wyrazić swych słów – odrzekła.
Jej opinia mogła być zarówno negatywna jak i pozytywna.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-11-22, 00:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis


Zmiana powinna być dla niego tak samo szybko wyczuwalna, w końcu była oczywista, jak dla Averly - nie była - to był chyba powrót pod taflę wody, tym razem nie było przyjemnie - otumaniało w bardziej negatywny sposób, niedopuszczalny dla nakręcanych maszyn - miały tykać tak, jak je zaprojektowano, nie inaczej - błędy się likwidowało, wadliwe egzemplarze skazywało się na Shawshank - osoba, która zatrzymała się przy nim, przesunęła się razem z poruszonym tłumem, który zmienił swój sposób bycia, nastawienie, który wytworzył napięcie, któremu automatycznie chciało się poddać - psychologia tłumu, oj tak, Naomi mogłaby coś nam o tym opowiedzieć, jaka szkoda, że źle się poczuła - i został sam - paradoksalnie sam jak palec - pośród poruszających się i przesuwających fal kolejnych nieznajomych osób...
Stop.
Nie usłyszał ani nie zauważył Caluma dopóki ten nie dotknął jego ramienia - reakcja zwrotna była natychmiastowa - czarnowłosy złapał rękę mężczyzny i... gotów był go po prostu przerzucić przez swoje plecy, bez żadnego zastanowienia - cofnął lekko nogę w tył, napiął mięśnie, wyczuł oparcie ciała agenta na swoim - ale wraz z dotykiem pojawiły się słowa. Znajomy głos, który otrzeźwił czarnowłosego chłopaka.
Huh?
Puścił Caluma i odwrócił się do niego przodem, byle zerwać kontakt fizyczny - chwała Bogu, że do niczego nie doszło, dopiero byłoby ciekawie - pierwsza afera Nailaha w nowym "domu", no co mogłoby pójść nie tak? Nastroszony i najeżony jak jeżozwierz (zwany dalej po prostu niewiastą podczas okresu) skinął głową - na szczęście jego najeżenie nie trwało paru dni - raczej parę sekund po których się ogarnął.
- Przyjąłem. - Nie potrzebował słuchać rozkazu dwa razy - raz wystarczył - konieczność powtórzenia go drugi raz... czy nie równało się to czasem z izolatką? A tam na pewno nie chciał trafiać - co z tego, że takowa pewnie tu nie istniała - przewrażliwienie, ot co. Poszedł za Calumem i takim sposobem dołączył do zagubionego stada, od którego się, powiedzmy: przypadkowo, odłączył - spojrzał na Richarda i Averly, która szukała wsparcia i pomocy u drugiego chłopaka - nic dziwnego, sprawiał wrażenie, no wiecie: porządnego materiału - pokładanie w nim nadziei i oczekiwań było naturalnym, zwierzęcym wręcz instynktem u tych, którzy nie urodzili się, by przewodzić, a Richard, cholera wie, czy świadomie, czy nie, ale wytwarzał wokół siebie aurę spokojnego, kalkulacyjnego przewodzenia. Jednocześnie jednak jego aura była lekka jak piórko - a piórka, jak wiadomo, bardzo łatwo złamać, jeśli odpowiednio mocno zaciśnie się rękę.
Ich drugą właściwością było zaś to, że zazwyczaj dość łatwo było wrócić im do pierwotnego stanu - jednak zagięcie nadal pozostawało w miejscu poprzedniego złamania.
Usiadł na swoim miejscu i skierował oczy na... ludzi - posypały się nazwiska, których Nailah i tak nie zapamięta - co najwyżej zapamięta twarze, żeby wiedzieć, że to są ci przywódcy tego stada, którym schodzi się z drogi, jeśli nie chce się doprowadzić do nieprzyjemnych sytuacji - i mówili. Mówili o rzeczach mądrych, pewnie wzniosłych... rzeczach, które Sahir słuchał z zainteresowaniem - nawet jeśli to zainteresowanie nijak nie odmalowywało się na jego obojętnej twarzy - ale ta przemowa go... nie usatysfakcjonowała. Jej środek go nie usatysfakcjonował. Chociaż słowo "satysfakcja" (czy raczej jej brak) nie było chyba słowem najlepiej dobranym.
Dobro, zło? Rzeczy tak samo względne i niemożliwe do pojęcia przez jego umysł jak prawda czy kłamstwo.
Nie zrozumcie mnie źle - tacy jak on nie potrafili "bronić". Tacy jak on potrafią tylko ginąć i zabijać w imię ludzi. Ni mniej ni więcej.
Podniósł się za dwiema papużkami, odrywając w końcu wzrok od sceny, gdy Calum dał przysłowiowy znak do wymarszu.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-22, 22:50   
   Multikonta: Alice, John


-To proste. Wrócił szef. Koniec bankietu. - Mruknął, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę wesołości. Tak, ta atmosfera bardziej mu odpowiadała. Rygor, choć nie przesadny. Ten człowiek zdecydowanie nadawał się na szefa. Widać było, że wzbudza szacunek, i nie jest osobą która chodzi na jakiekolwiek kompromisy.
Co do przemowy, to nie zachwyciła go zbyt bardzo. On sam doskonale zdawał sobie sprawę z powodów, dla których tu przybył. Nie dla sławy i chwały, i z pewnością nie dla pieniędzy. Przybył tu by stać się najlepszy. By stać się człowiekiem, z którego jego ojciec mógłby być dumny. Stać się osobą, która mogłaby obronić swoich bliskich, niezależnie od stopnia zagrożenia. Nie potrzebował do tego wspaniałych przemów o tych dobrych i tych złych. Doskonale wiedział, że nie ma czegoś takiego jak "dobro" i "zło". Nie było "bieli" i "czerni". Były różne odcienie szarości. Ale na wojnie były dwie grupy. "My" i "oni". Nic więcej, nic mniej.
Zanotował w pamięci godzinę pobudki. Nie było to nic nowego, bywał na obozach na których wstawało się o 5tej. Kwestia przyzwyczajenia, choć pewnie nie wszyscy będą w stanie podołać.
W myślach stwierdził, że wstanie o 5tej, żeby móc się porządnie rozbudzić, i w razie potrzeby obudzić znajomych. -Ciężko stwierdzić, skoro jeszcze nie zaczęliśmy. - Odpowiedział na pytanie mężczyzny. -Zobaczymy na czym będą polegać treningi. - Stwierdził kierując się za nim do kwatery.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-11-23, 23:27   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


[Przenoszę waszą grę do retrospekcji]
LINK: http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=4772#4772
_________________


 
 
Carter Hunt


20 lat

Niebieski




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-06, 23:29   
   Multikonta: Kira K.; Lola Rodriguez


/z pokoju

Nie wysłuchała audycji z pogrzebu. Calum zginął, a ona nie mogła już nic na to poradzić. Oczywiście było jej przykro, ale najbardziej było jej żal Toni. W końcu ona znała lepiej agenta od niej i chyba byli całkiem blisko. Naprawdę jej współczuła.
Usiadła, jak najdalej od początku sali. Jakoś nie nastawiała się optymistycznie, co do kończenia szkolenia. Pewnie zostanie tutaj wieki. Mogła odmówić. Tutaj z każdym dniem miała wrażenie, że się do tego zwyczajnie nie nadaje.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,191 sekundy. Zapytań do SQL: 10