Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Obecność.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-20, 21:48   Obecność.
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Kto: Ewangelina Cory i Sahir Nailah
Czas: Początek września
Miejsce: Pryzmat.

To jeszcze nie czas, niedobre miejsce - ciemność a w ciemności zupełna pustka, taki to szlak do mego królestwa - Anioł Stróż musiał się chyba wtedy zdrzemnąć, a może od początku go po prostu nie było - przy chłopaku, który od urodzenia był bardziej “kimś obok” niż po prostu “sobą” - w tych cieniach, gdzie nie zasiadała publiczność, płonęły ognie - płomienie, które nie były ciepłe i które przez pożeranie każdego surowca na swej drodze nie wydzielały ciepła wbrew prawom fizyki, wbrew wszelakiej logice, a jednak czujesz to, Drogi Czytelniku? - języki czerwieni smagają - zabierają i nie dają niczego w zamian, takie było prawo Piekła, wbrew wyobrażeniom śmiertelnych nie wypełnione po brzegi garnacami w których wrzało, czerwonymi, niewielkimi ludzikami, którzy dzierżyli trójzęby w śmiesznie małych łapkach - Piekło było właśnie tym, co objawiło się przed oczami - po prostu czernią, która nie miała żadnych granic - rozciągała się poza świadomość i poza możliwy do doświadczenia przez nas świat - w końcu ludzie od dawna powinni byli uświadomić sobie, że Diabeł nigdy nie był też potworem mierzącym cztery metry z rogami - uświadomcie sobie, że był tym, który Niósł Światło - i swego czasu był też ulubieńcem Boga. Mimo to, powiem wam szczerze - nie boję się tego miejsca ani miejsca “poniżej”, o ile jakiekolwiek jest - pewnie niżej się już nie da spaść, skoro doświadczyło się dna (i wraz z tym dnem katharsis spłynęło na spaczoną duszę pochłoniętą przez Otchłań) - nie boję się też Lucyfera, który gdzieś w tych Głębinach z ludzkich kości i kości anielskich utkał sobie tron, wczepiając weń czaszki jako symbol swego zwycięstwa - nie boję się też tego Boga, który niby tworząc Aniołów nie dał im wolnej woli, a jednak stracił kontrolę nad tymi niebiańskimi istotami i doprowadził do zrodzenia się Węża z cienia, którego przeklął i strącił na Ziemię, pozwalając mu zatruwać wszystko wokół siebie - Ja boję się właśnie tych potworów, w których ta trucizna kwitnie i sprawia, że z maleńkiego ziarna w sercu wyrasta potężne drzewo - jestem pewien, że wiesz, Czytelniku, o co dokładnie mi chodzi. Wystarczy spojrzeć w lustro.
Boję się ludzi.
Tego dnia sporo dzieciaków z Ligii w różnym wieku trafiło do Pryzmatu - sporo miało jeszcze trafić, sporo miało nigdy nie zobaczyć tego miejsca, odcinając się zupełnie od tego bajecznego domu dla PSI opływającego złotem - tutaj ponoć mieli zapominać o wszystkich krzywdach i zapominać o samych sobie, doskonały plac boju dla Snu i Życia - to drugie miało bardzo marne szanse, chyba rozumiecie, dlaczego? - i jednym z tych dzieciaków był czarnowłosy, dość wysoki chłopak o wyjątkowo łagodnych rysach - egzotyczny rys wysublimował szczękę, oczy otulone gęstą linią rzęs i drobny, niezadarty nos - wyjątkowo blady, o poznaczonym siniakami i bliznami ciele, w którego mięśniach osiadły wyryte latami ciężkich treningów żłobienia - przelewał się przez ręce, nieprzytomny i ogarnięty gorączką, przesiąknięty smrodem potu - wyciągnięty prosto z Akwarium do skrzydła szpitalnego Pryzmatu - żadnego dużego zagrożenia życia nie było - przynajmniej nie dla niego… co innego dla wszystkich wokół - przecież był Czerwonym - rzecz wiadoma od razu - tak jak od razu znane było jego imię i nazwisko - wszystko dzięki Nieśmiertelnikowi zawieszonemu na jego szyi, a właściwie dwóm - ale na tym drugim imię i nazwisko było zamazane.
Pierwsze dwa dni były spokojne - chłopak po prostu spał, skrajnie wyczerpany - dopiero trzeciego dnia pojawił się problem - problem, bo czarnowłosy otworzył swoje oczy.
Zatopiony w czerni, bez świadomości, co tak naprawdę się stało, gdzie teraz jest - rozchylał powieki bardzo powoli, by oczy przyzwyczaiły się do jasności dnia - wszystkie odgłosy i obrazy przychodziły w zrozumieniu po odbiorze wolniej, o wiele wolniej i nie sposób było je zrozumieć - dwa dni wędrówki w Niebie - tak nazwę tą głęboką Otchłań, w której się zanurzył.
Nazwałem ją Niebem, bo w Piekle przyszło mu się właśnie obudzić.
Zaschnięte gardło, zastałe mięśnie, kręcenie głowy i jej tętnienie - obrócił ją w lewo, by wypatrzeć kawałek świata poza sufitem - gdzie był..? W szpitalu Ligi?
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-11-27, 12:33   
   Multikonta: Brak


Znowu to samo, pomyślała Ewangelina krocząc pospiesznie w kierunku sali, w której zostali umieszczeni Nowi Pacjenci. Dostała wyraźny rozkaz od ordynatora. Zająć się nimi. Czyli sprawdzić w jakim są stanie, zapytać czy niczego im nie potrzeba, i nie tylko. Jej praca do ciężkich nie należała, przynajmniej w tym momencie, a mimo tego wolałaby być teraz w zupełnie innym miejscu, o innym czasie.
Idąc, wyjęła z kieszeni gumę do żucia i włożyła jeden listek do ust, po czym zaczęła żuć. Nie obchodziło jej, że nie wypada, przynajmniej w tych okolicznościach... właśnie. Wiedziała o tym ale nie stosowała się, czy może raczej zupełnie nie zdawała sobie sprawy? Znając Ewangelinę, bliższa prawdzie była ta pierwsza opcja. Lubiła zachowywać się niestosownie, dawało jej to jakąś niezdrową ekscytację oraz dziecięcą radość. Bo wiadomo, że chyba każdy ma w sobie coś z dziecka. Ulotne obrazy z przeszłości krążą nam w głowach nierzadko w sposób nieustanny. Zależy od osoby. U Ewangeliny – niestety – nie było to możliwe, przynajmniej nie w pełni, biorąc pod uwagę amnezję dysocjacyjną, na którą cierpi.
Po chwili znalazła się przed drzwiami. Nie była zbyt zachwycona faktem, że oto jej wędrówka dobiegła końca i teraz będzie musiała zrobić to, co do niej należy. Ale cóż, nie ma innego wyjścia. Nacisnęła klamkę i powoli otworzyła drzwi. Zaczęła rozglądać się wokół siebie. Pikotanie dochodzące z nowoczesnych monitorów oraz szum oddechu kogoś przez maskę tlenową. Do tego ten klimat... Ewangelina nie darzyła go sympatią, o ile można tego słowa użyć w odniesieniu do słowa "klimat". No ale nieważne.
Jej wzrok, nie wiadomo z jakiej racji, przeniósł się automatycznie na jednego z pacjentów, leżącego po lewej stronie, jak się wchodzi. Podeszła do niego i oceniła jego wygląd jednym spojrzeniem. Pewnie młody dorosły. Czarne włosy. Łagodne rysy twarzy oraz jej bladość. Jednak zanim do niego podeszła, wszystkim, po kolei, zmierzyła ciśnienie ciśnieniomierzem wziętym uprzednio z dyżurki pielęgniarskiej oraz zapisała dane w niewielkim notesiku.
Chłopak o czarnych włosach był ostatni. Kiedy zrobiła i jemu to, co zrobiła całej reszcie, pochyliła się nad jego łóżkiem.
- Widzę że jesteś przytomny – przywołała na swoje oblicze najbardziej paskudny uśmieszek, na jaki tylko było ją stać. - Dosyć tego dobrego, dosyć wylegiwania się, wstawaj z łóżka i do roboty! – nie obchodziło jej, że pacjent ewidentnie nie powinien wstawać, a odpoczywać ile się da, co było widać na pierwszy rzut oka. Po prostu nasza pielęgniarka korzystała z każdej okazji, kiedy ma szansę obrażenia kogokolwiek. Kiedy ma szansę trafić kogoś w czuły punkt. O, albo kiedy pokazać swoją bystrość (Ewangelina uważała się za istotę aż nazbyt inteligentną) oraz pewność siebie.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-27, 14:05   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Odgłosy z wolna wtaczały się do bębenków usznych wetkniętych w uszy, na których błąkały się pojedyncze kosmyki kruczych włosów - to pikanie maszyn, to czyjś oddech (może jego własny), to uderzenie serca… a nie, tego ostatniego nie było - tak jak i klatka piersiowa wydawała się w ogóle nie unosić, może już był martwy, może to naprawdę było takie proste - przepełnione mistycyzmem przekroczenie granicy między życiem a śmiercią - huh, może… Dopiero kiedy zmusił swoje ciało do nabrania wolnego, głębszego wdechu, a tlen zapiekł wręcz w płuca, wszystkie te “może” zostały zamazane z dziecinną łatwością - tak jak wprawiony malarz potrafi zakryć niedoskonałe pociągnięcie pędzlem kolejną płachtą farby - niepewność wraz z tym nie przemijała, tak jak i marazm, który ciążył na umyśle i rozwiotczał mięśnie, które chłopak uparcie starał się nawołać do posłuszeństwa, wymóc na nich działanie - niech słuchają jego woli, jak ludzie skłonni byli słuchać swoich bogów - chociaż tak na dobrą sprawę nigdy nie byli w stanie usłyszeć ich wołania. On również nie słyszał - słyszał za to coraz wyraźniej to pikanie w tle - subtelne, mające zginąć w ostatecznym rozrachunku, a jak na złość jego zmysły coraz bardziej się tego bodźca czepiały, wpuszczając pikanie coraz głębiej do obolałego umysłu - tam się rozgaszczały i zaczynały być jak szpilki dobijane jasnością ścian, kołdry, którą był nakryty, miękkiej poduszki pod swoją głową i zasłonką oddzielającą jedno łóżko od drugiego. Kroki Ewangeliny zupełnie w tym kontrolowanym przez świat zewnętrzny, a pogłębiany przez wewnętrzny, ginęły zbyt lekkie i kobiece, by miały szansę przebicia.
Sylwetka kobiety zawisnęła nad nim, przynosząc ze sobą chociaż kawałek cienia - przymrużył oczy, żeby zebrać ostrość obrazu i powiódł nimi ze ściany na wciąż zamazaną twarz - dopiero teraz usłyszał nowy dźwięk - skrobanie stalówki po kartce, szybkie i precyzyjne, bez długiego namyślania się nad tym, co miałoby zostać zanotowane - był dotyk, który te notatki poprzedzał, ale ledwo go wyczuwał - i charakterystyczne buczenie urządzenia do maszyny ciśnienia - a zaraz po tym były słowa. Zaraz po tym, gdy cień znów przysłonił rzeczywistość - dochodzące jakby zza szkła, oddalone, ale wciąż zrozumiałe słowa.
Chłopak skinął głową i podciągnął w górę ręce, by oprzeć się na łokciach - obraz zamazał się jeszcze bardziej kiedy uniósł się na przedramionach w górę i zgiął nogi, by wysunąć je powoli spod kołdry - podnosić się kawałek po kawałku, nawet jeśli obraz już był kompletnie niewyraźny i ostre zawroty wołały o pomstę do nieba - o pomstę do niego, by nie zbierał się tak odważnie, już na teraz, do podnoszenia się - ale Niebo milczało, zamilkło już w 2002 roku, zezwalając w ogóle na urodzenie się - i nie było niczego niepoprawnego w słowach pielęgniarki, w jej żądaniu - nie rozpoznawał głosu, ale to nie miało żadnego znaczenia - rozkaz to rozkaz - i należało go wykonać w trybie natychmiastowym.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-03, 13:40   
   Multikonta: Brak


Przestąpiła na drugą nogę widząc, jak ów pacjent, do którego uprzednio nie odezwała się zbyt miłymi słowami ani miłym tonem, oparł się na łokciach. Przechyliła nieco głowę na bok, wciąż go obserwując. Bardzo chciała, by ten jakoś zareagował na jej słowa. W jakikolwiek ze sposobów, czy to słowem, czy to czynem (chociaż można uznać, że już zrobił to drugie, ale można mieć na ten temat różnorakie zdanie)... jednakże trzeba przyznać, że bardziej liczyła na ten pierwszy rodzaj reakcji. Chciałaby się z nim nieco podroczyć, w końcu to uwielbiała, czemu nie można się dziwić, zważywszy na jej charakter. Paskudny charakter, który rzadko sprawiał, że Ewangelina wykazywała choć odrobinę serca.
- No co tak milczysz? Odezwij się z łaski swojej! – nie wytrzymała. Tak, musiała to powiedzieć. Nie mogła dłużej czekać. Jednak pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie, czy chłopak o czarnych włosach, zdecydowanie od niej młodszy (chociaż ten, kto nie zna wieku Ewangeliny może polemizować, gdyż pielęgniarka nie wygląda raczej na swój wiek, wygląda na młodszą, niż w rzeczywistości) w ogóle jakkolwiek zareaguje. I kiedykolwiek. Chyba, że jego ruchy można wpisać na listę jego reakcji odnoszących się właśnie do słów Ewangeliny...
- Jak już mówiłam, masz wstać i się za coś wziąć, ty śmierdzący leniu! – uśmiechnęła się nieszczerze, pokazując rząd idealnie białych zębów.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-03, 14:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Odezwać się, powiedzieć coś - to przecież takie banalne... Wystarczy rozchylić wargi, ułożyć język w odpowiedni sposób i zmusić swoje struny głosowe do posłuszeństwa, z pewnością kosztowałoby to o wiele mniej energii niż odpowiadanie całym ciałem na rozkaz, który zmuszał do podniesienia się - i zajęcia czymś - a jednak w końcowym rozrachunku okazywało się to o wiele bardziej problematyczne. Skupić teraz myśli? Dopiero się klaryzowały, dopiero rodziły z bieli i jasności, gdy wypadły z objęć Morfeusza, wypchnięte z niego niemal siłą - organizmowi chyba już dość było wypoczynku, umysł nie mógł pozostawać w bezdennym Raju, w którym Czerń była słowem pierwszym i ostatnim - Bóg nie miał tam nic do dodania - wszak ponoć do Raju, po życie wieczne, trafić można dopiero, gdy będzie się mieć czyste sumienie i wybaczone grzechy - to nie dla niego... więc dla kogo? Ewangeliny, która pomagała ratować zdrowie takich jak on? Psioników?
- Tak jest... - Głęboki, miękki, mrukliwy głos chłopaka był cichy, dwa krótkie słowa zabrzmiały na wydechu pozbawione jakichkolwiek emocji, tak jak pozbawiona ich była twarz - no zgoda, wszystkich prócz lekkiego zdezorientowania przez zawroty głowy, kiedy już usiadł, nie unosząc nawet wzroku na pielęgniarkę. - Tak... jest. - Powtórzył i napiął mięśnie, zaciskając palce na skraju łóżka, by zmusić się do podniesienia - wstał - powoli - i zrobił krok do przodu - stojak na kroplówkę, do której był podłączony, zaskrzypiał cicho na kółkach, kiedy go pociągnął - ból w zgięciu prawej ręki zatrzymał go w miejscu i zmusił do przystanięcia i obrócenia, by zobaczyć, co go zakuło i co go tak naprawdę zatrzymało - lewą ręką, którą podparł się ramy łóżka, by nie stracić równowagi, sięgnął do wenflonu i jednym pociągnięciem wyrwał do z żyły - nieprzyjemny dreszcz przeszył jego ciało i spiął na drobny moment - chłopak w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie jest już w Lidze, że jest w obcym mu miejscu, że nie miał powinności traktować słów kobiety jako rozkazów - w jego świecie należało wrócić do codziennych obowiązków, skoro wydostał się z Akwarium.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-04, 13:17   
   Multikonta: Brak


Kiedy wstawał, nic nie mówiła, w ogóle nie reagowała. Zmieniło się to, kiedy zobaczyła, co ten wyprawia: pozbył się wenflonu wbitego uprzednio w jego ciało. Czym prędzej podeszła do niego, aż w ten oto sposób stali niezwykle blisko siebie. Zrobiła zamach ręką i dłonią tej samej kończyny uderzyła go w twarz.
- Kochaniutki – postarała się o sarkastyczny wydźwięk wypowiedzianego przez nią słowa oraz niemiły wyraz twarzy. - Naprawdę jesteś taki tępy czy tylko udajesz? – zaśmiała się nieprzyjemnie. - Nie możesz stąd wyjść. Czy do ciebie to nie dociera? Taki kretyn z ciebie? Wiesz, w swoim życiu spotkałam wielu idiotów i idiotek, ale ty jesteś jednostką wybitną. – zamrugała do niego zalotnie powiekami. Tak, to było zdecydowanie złośliwe posunięcie.
Szczerze powiedziawszy, Ewangelina jeszcze nigdy nie była w podobnej sytuacji... chyba. Może nawet i tak było, kiedyś, ale pielęgniarka nie zdawała sobie z tego sprawy. Tak, nie zdawała sobie z tego sprawy z dość oczywistego faktu. A ten fakt zwie się amnezją dysocjacyjną. A ten fakt zwie się grubym zeszytem który pomaga jej w codziennym funkcjonowaniu, a który pewnie pozostawiła w dyżurce pielęgniarskiej. Ale nie przejmowała się losem swego notatnika, przynajmniej jak na chwilę obecną. Teraz znalazła się w sytuacji, która ją cieszyła i bawiła. Dla niej to wszystko było po prostu... zabawne. Tak, dokładnie tak. Zabawne.
Wiedziała, co teraz powinna zrobić, jeśli nie chce by wyrzucono ją z pracy. Musi zachować się jak dojrzała, kompetentna pielęgniarka. Podeszła do pacjenta jeszcze bliżej, tak blisko że czarnowłosy mógł poczuć na swoim obliczu jej oddech (co działało również w drugą stronę) i wysunęła rękę.
Teraz wszystko działo się automatycznie:
Złapała go mocno za ramię i pociągnęła ze sobą.
- Teraz, kochaniutki, pójdziemy do dyżurki. Tam założę ci nowy wenflon...
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-04, 14:08   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Właściwie to miał już iść dalej, nie oglądając się za siebie, na pielęgniarkę - wrócić do swojego pokoju, wziąć prysznic, pewnie coś zjeść, czuł, że leciał z nóg i ledwo utrzymywał się w pionie - i stawić się na ćwiczeniach - bo na pewno nie na misji, Liga dbała, by za łatwo agenci PSI nie przepadali w terenie - i na pewno nikt by go nie puścił w takim stanie... nie, nie, nie na pewno: prawdopodobnie. Miał, oczywiście, że miał, tylko że stanowczy policzek powstrzymał go przed postawieniem chociaż jednego kroku w przód - najpierw stojaczek, metalowy, raczej niewielka przeszkoda, a teraz przeszkoda drobna, ale żywa - i to przeszkoda, która najwyraźniej była niezadowolona z tego, że spełniał jej żądania - pewnie, że nie, w końcu ona wcale nie oczekiwała, że popędzi i faktycznie zacznie coś robić, tylko że jej odpyskuje, że zacznie zaprzeczać, burzyć się i boczyć - przynajmniej jak większość nastolatków w wieku dojrzewania by zrobiła - on podobno już ten okres minął.
Skierował na kobietę znów swoje spojrzenie, zatrzymując się w miejscu - przynajmniej mógł już rozpoznać jej twarz - albo właśnie nie rozpoznać, kiedy zobaczył ją w pełnej okazałości - kim była? - nie zastanawiał się za bardzo nad tym - lekarka albo pielęgniarka, może jakiś naukowiec prowadzący badania nad PSI - przyzwyczaił się do tak wygiętych twarzy - niemal pełnych pogardy - tak samo jak przyzwyczaił się do twarzy przepełnionych strachem i uwagą, kiedy zbliżali się do niego jak do dzikiego zwierzęcia, który zaraz może ich ukąsić. Ten policzek, chociaż nie był wybitnie mocny, otrzeźwił go w jakiś sposób. Oderwał wzrok od pielęgniarki i rozglądnął się wokół, w ciszy przyjmując do świadomości słowa jej krytyki - uważał się za przygłupa, więc to chyba w porządku, czyż nie? - Ewangelina po prostu wypowiadała zwykły fakt, który słyszał już miliony razy - rozglądnął się i tak jak nie rozpoznał twarzy Ewangeliny, tak i nie rozpoznał tego miejsca. Tych łóżek, ścian i sufitu. Tej aparatury. To nie była Liga.
Kiedy się zbliżyła, przekraczając niewidzialną linię bezpieczeństwa, zareagował błyskawicznie, jeszcze mocniej rozbudzony - ona złapała go za ramię, a on wyciągnął rękę do jej gardła, zaciskając palce na jej szyi. Nie ruszył się.
Tylko tak naprawdę czy to cokolwiek zmieni..?
Powoli puścił i cofnął swoją rękę - potrząsnął głową i ruszył za nią do dyżurki, rozglądając się po drodze na boki. Nie powinien pytać. Powinien słuchać rozkazów. Ale to było chyba silniejsze od niego.
- Gdzie jestem?
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-07, 19:26   
   Multikonta: Brak


Nie tego się spodziewała. Zdecydowanie nie. Co prawda ów pacjent mógł zrobić wszystko, doprawdy wszystko, ale... próbować ją udusić?! Spojrzała na niego z przerażeniem w oczach, patrzyła się w ten sam sposób również wtedy, gdy dwudziestolatek zwolnił uścisk swoich palców na jej szyi, aż w końcu puścił. Jej spojrzenie nie zmieniło się jeszcze przez jakiś czas, a kiedy powiedziała mu, że idą do dyżurki, przerażenie pozostało. Ale wolała tego po sobie nie pokazywać. Wstydziła się swojego przerażenia. A przecież w swoim mniemaniu uchodziła za osobę nieustraszoną... najwidoczniej się myliła, jednak wolała by inni sądzili, że nie ma rzeczy, które mogłyby ją w jakikolwiek sposób przerazić.
W końcu ruszyli w kierunku dyżurki. Szli i szli (dyżurka była znacznie oddzielona od sali zajmowanej uprzednio przez chłopaka, gdyż została umieszczona na jednym końcu korytarza, a pokój pacjenta na drugim krańcu), a po jakimś czasie czarnowłosy odezwał się. Spojrzała na niego rzeczowo, już bez przerażenia.
- Jesteś w swoim największym koszmarze. – chciała go przestraszyć, chociaż troszeczkę. Widok strachu na obliczach innych było jedną z tych rzeczy, które przyprawiały ją o błogi stan. Miała zamiar przyglądać mu się przez dłuższy czas, lecz zauważyła, że stoją już przed dyżurką. Otworzyła drzwi, kazała mu wejść do środka i zająć miejsce na specjalnym, jednoosobowym fotelu na kółkach, który stał specjalnie dla pacjentów którym ma się pobrać krew. Zamknęła za sobą.
Teraz na twarzy Ewangeliny nie było nawet śladu po przerażeniu. W sumie, nie było go widać już od jakiegoś czasu, ale teraz nawet nie można było pomyśleć, co wcześniej czuła.
- Teraz założę ci nowy wenflon... – powiedziała nawet nie sprawdzając, czy ten spełnił jej polecenie zajęcia obrotowego krzesła. Podeszła do szafki i z szuflady wyjęła wszystko, co będzie jej potrzebne do tego, po co w ogóle tu przyszli. Po co przyprowadziła tutaj czarnowłosego. Wyjęła i położyła przykładowo płyn do dezynfekcji, świeży wenflon, waciki... oraz parę gumowych rękawiczek, które z wprawą nałożyła na swoje drobne dłonie. Tak, jej ręce do potężnych zdecydowanie nie należały. Odwróciła się powoli, by sprawdzić czy pacjent siedzi tam, gdzie miał usiąść...
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-07, 20:20   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Wpatrywał się pustymi, podkrążonymi oczami w jej twarz jak zwierzę - drapieżnik, który zamiera w bezruchu, gdy wybrał już ofiarę pośród całego bożego stadka, gdy trzymał palce na jej gardle - tylko jedna dłoń, ale przecież wystarczyła - była jak stalowe kleszcze, które nie puszczą tak długo, jak długo się ich nie zerwie - drobna kobieta wypadała nagle tak bezbronnie, tak krucho, tak... niewieścio - nie było w tym jednak przecież niczego złego, tak jak nie było niczego złego w przerażeniu, które pochłonął w czerni spojrzenia, sycąc się tym strachem jak dobrą whiskey, której szklankę przed nalaniem trunku należy ochłodzić i dopiero wtedy można rozkoszować się całym bukietem smaku - magiczna broń, która pozwala kontrolować ludzi z pewnością, że kiedyś się zbuntują i odpłacą pięknym za nadobne, ten właśnie strach, tak pierwotny, mieszający w najbardziej prymitywnych, ludzkich odruchach, kiedy chciało się od niego uciec - a to przecież był zaledwie początek, zaledwie maleńkie ziarenko strachu, które upadło w glebę myśli Ewangeliny, chowając się pod nią z pewnością, że chociaż go nie widać, to może zostać pielęgnowane dalej - i z małego ziarenka, którego niemal nie widać, może urodzić się roślina, z której wyrośnie krzew, potem drzewo - im większe tym bardziej problematyczne do wyrwania, żeby je jednak wyrwać trzeba być gotowym na to, że niczym rosiczka - mogło porządnie pogryźć... a przecież tego też się ludzie w większości bali, czyż nie? Bali się bólu.
Chwila została przełamana z taką samą łatwością, z jaką na Pierwszej Wojnie Światowej przełamywało się nieśmiertelniki - kolejny zabity moment do kolekcji, dlatego nie warto się było do nich przywiązywać - dobre czy złe - wszystkie przechodziły w historię, której wspomnienia prędzej czy później stawały się coraz bardziej mgliste - i każdy mógł je zapamiętywać na swój własny sposób.
W Koszmarze..? Jeśli to był najgorszy z możliwych koszmarów, to Nailah chyba wolałby się nie budzić - nie dopytywał jednak więcej, przynajmniej nie w tym momencie - szukał oczami jakiś napisów, jakiś wskazówek co do tego, gdzie rzeczywiście mógłby się znajdować - strach, które Ewangelina oczekiwała, nie musnął nawet jego sylwetki, nie odbił się nawet od niego - to była w końcu niemal jak próba puszczenia dymu w gęstą mgłę... nie, żeby było niemożliwe, bo chłopak bał się wielu rzeczy - ale z pewnością nie bał się takiego koszmaru.
Wszedł do dyżurki za kobietą, która zamknęła za nimi drzwi - to pomieszczenie również doczekało się swoich oględzin z jego strony - jak to bywało w skrzydłach szpitalnych - miejsce, które nie zachęcało do tego, by spędzać tu więcej czasu, aniżeli się powinno - i usiadł bez najmniejszego narzekania na wskazanym miejscu - z pielęgniarkami i lekarzami się nie dyskutuje - nie było o czym - o wiele lepiej przecież wiedzieli, co jest dobre dla pacjenta, żeby ten mógł wrócić do swojego codziennego życia.
Teraz dopiero, jak w spowolnionym tempie, docierało do niego, że pierwsze słowa pielęgniarki były najzwyczajniejszym w świecie fejkiem - miał pewnie leżeć w łóżku i ani drgnąć, bo żadnej roboty zapewne nie było. Przebiegł wzrokiem po sylwetce kobiety, szukając plakietki, która prezentowałaby jej imię i nazwisko, ewentualnie wskazówki, gdzie właściwie pracowała, bo wyposażenie tego miejsca robiło wrażenie.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-10, 18:20   
   Multikonta: Brak


Zauważyła z zadowoleniem malującym się na jej obliczu, że pacjent usiadł tam, gdzie mu kazała. Czyli: na obrotowym krześle niedaleko szuflady z której Ewangelina wyjęła wszystkie potrzebne jej przedmioty do tego, żeby założyć dwudziestolatkowi (pielęgniarka nie wiedziała jednak, ile ten ma lat, mimo że mogła to łatwo sprawdzić, ale coś sprawiało, że nie chciało jej się tego robić. Może zwyczajne lenistwo? Może był jakiś inny czynnik?) wenflon. Potem to wszystko położyła na blacie, żeby – co było dość oczywiste – mieć pod ręką to, czego akurat będzie potrzebowała. Chciała dać pacjentowi chwilę na przyzwyczajenie się do siedziska (od kiedy jest taka wspaniałomyślna? Dziwne, naprawdę dziwne), a w trakcie tej kilkusekundowej przerwy ułożyła starannie cały dobytek szuflady, przynajmniej ten, który zawierał to, co potrzebowała do tego, co zaraz zrobi, w idealnym porządku, w równych, równoległych do siebie rzędach. W końcu, niezwykle z siebie zadowolona, podeszła do niego z szerokim uśmiechem, który z całą pewnością do szczerych nie należał, a pacjent mógł to zauważyć, jednak mogło być zupełnie odwrotnie. Jednym ruchem ręki sięgnęła do blatu, chwyciła wenflon, otworzyła go i już miała przykładać igłę do zgięcia prawej ręki, gdy nagle przypomniała sobie, że najpierw powinna wychwycić żyłę. Dlatego odłożyła wenflon na pierwotne miejsce i zaczęła macać skórę rąk czarnowłosego palcem wskazującym jednej z dłoni. "Której dłoni", pewnie zapytacie. Gdyby ktoś ją o to zapytał, warknęłaby niemiłym tonem coś niegrzecznego i na pewno obraźliwego. Ale nie było nikogo, kto mógłby się tak odezwać. Ostatecznością był ów pacjent, któremu Ewangelina już niebawem przekłuje żyłę. Ten jednak nie zada chyba tak niepotrzebnego pytania, chociaż, z drugiej strony, wszystko mogło się zdarzyć. Tak, życie to pasmo niespodzianek.
Powoli zaczynała tracić cierpliwość, gdyż na przegubie lewej ręki nie mogła znaleźć idealnej żyły, nie znalazła jej również na drugiej ręce. Podniosła nieco głowę i odezwała się do niego.
- Masz strasznie cienkie te żyły. I ledwo wyczuwalne. – teraz patrzyła się na niego ze satysfakcją w oczach wiedząc, że to, co teraz zrobi, zaboli go o wiele mocniej. Tak, chodzi o wierzch dłoni, konkretnie to lewej, gdzie znalazła odpowiednią żyłę. Była szczęśliwa, że zada mu więcej bólu. - No to kujemy dłoń.
Ponownie zagarnęła wenflon, już odpieczętowany i z wyjętą igłą i przyłożyła do skóry dłoni. Robiła to powoli, nie spiesząc się, by czasem nie popełnić jakiegoś błędu.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-10, 23:58   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Był zmęczony - wraz z tym, jak coraz więcej świata wkraczała do jego umysłu, jak zaczął odbierać bodźce, chociaż jeszcze zdarzenia przeszłości wciąż były niewyraźne, stawał się coraz bardziej wykończony - tym badaniem otoczenia, niby krótką, ale długą przechadzką, niepewnością tego, gdzie jest - i czy czasem nie ma majaków, czy nadal nie leży w Akwarium pół żywy, pod wpływem jakiś dziwnych środków narkotyzujących - czy może to głód, pragnienie wywołuje jakieś omamy, czy to sen? - koszmar, jak to powiedziała Ewangelina - imię ładnie napisane na plakietce na jej piersi - koszmar najgorszy z możliwych, podobno, gdzie można zmuszać do stawania na baczność i potem opieprzać za to, że się wstało - przedziwne, krzywe zwierciadło świata i życia - skoro zaś to jest sen, to czy nie można czasem robić tego, co się zechce? - najpierw trzeba posiąść świadomość, że to nie jest jawa, a to wcale łatwo nie przychodziło - i nie przyszło też do czarnowłosego, chociaż rozważał taką możliwość, ale nie na poważnie - ot przepłynęła rzeką myśli i rozbiła o meandry, nie poszukiwana przez nikogo, to powinno wystarczyć - nie miał zamiary szczypać się w policzki, testować czegokolwiek - to była rzeczywistość, lepiej nie tracić czasu na nadmierne próby udowodnienia tego samemu sobie - nawet jeśli się obudzi, to przynajmniej nie będzie czego żałować, skoro nie popełni się żadnej głupoty.
Śledził jej ruchy, kiedy badała jego rękę, poszukując żyły - te, na przekór losu, rzeczywiście lubiły uciekać przy skrajnym przemęczeniu organizmu - był głodny, było mu zimno, czuł się zmęczony - ale nie pisnął ani słowem na ten temat, milczał wciąż i bezustannie - nawet biorąc pod uwagę jego umięśnienie, taka to złośliwość rzeczy martwych, a on nie był wcale też skory do kwestionowania jej czynów i słów - chyba lepiej, że były cienkie, tak w sumie? - brzmiało jak coś, w co ciężej trafić i co ciężej uszkodzić, nie żeby jego usłanemu bliznami ciału już cokolwiek mogło zaszkodzić w kwestii ozdobników, albo żeby nożowi robiło różnicę, kiedy ciął, gdzie akurat pojedyncze żyłki się pochowały.
Jak każde dziecko tak i Nailah nie lubił igieł, jednak w przeciwieństwie do dzieciaków autorom współczesnym nie bał się ich tylko dlatego, że były igłami - nie lubił ich, bo to właśnie przez nie do organizmu wstrzykiwane były przeróżne świństwa, które mieszały w głowie - był chyba jednak zbyt zmęczony, żeby nie było mu to obojętne w tym momencie... chociaż nieprzyjemny ból nadal pozostawał bólem.
- Gdzie jest agent Eryk? - Skoro kobieta nie chciała mu powiedzieć, gdzie się znajdował, to może chociaż powie mu, gdzie przebywał jeden z agentów Ligi? Zawsze przecież kręcił się w pobliżu, zawsze był gdzieś "obok".
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-17, 14:58   
   Multikonta: Brak


Nareszcie.
Nareszcie jej się udało.
Żyła na wierzchu prawej dłoni okazała się być tą idealną. Ewangelina powoli wsunęła w nią igłę, ba, można nawet powiedzieć że bardzo powoli. Całkiem możliwe, że chłopakowi ów czas płynął w nieskończoność, bo w mniemaniu Ewangeliny tak właśnie było, jednak trzeba przyznać że nie było u niej to aż tak odczuwalne, gdyż była zajęta. Do tego zajęcia trzeba mieć sprawną rękę i dobre oko, a panna Cory, jak na pielęgniarkę przystało, miała obydwie te pozytywne cechy. Musiała mieć. Gdyby było inaczej, co by tu robiła? Nauczono ją tego na studiach, dokładnie to na praktykach, których co prawda, z dość oczywistego względu, nie pamięta, ale wprawa została. Całe szczęście, inaczej nie mogłaby wykonywać zawodu.
Skończywszy, niezwykle z siebie zadowolona przykleiła plastrem skórę chłopaka, okrążając nim cały wenflon, głównie skrzydełka, które rozpłaszczyła, by można było dobrze zakleić narzędzie z igłą. Następnie sięgnęła ponownie do szuflady (zapomniała o jednej rzeczy, ale lepiej nie przypisywać temu zapomnieniu objaw amnezji dysocjacyjnej na którą cierpi, to było zwyczajne, ludzkie zapomnienie, które wśród człowieczeństwa jest raczej normą) i wyciągnęła specjalny, siatkowany bandaż, ucięła na pewnej długości i, ponownie odnosząc się do ostrożności i precyzji, założyła na dłoń chłopaka, w miejscu gdzie znajdował się wenflon.
- No to gotow... – nie zdążyła dokończyć, gdyż pacjent przerwał jej w pół zdania. Spojrzała na niego, nie wiedząc co odpowiedzieć. No bo nie wiedziała, kim jest ten cały Eryk. Agent Eryk, konkretyzując, a jak to wysłowił się czarnowłosy. Pewnie winić za to trzeba jej schorzenie, pewnie można za to winić również, albo tylko, fakt, że Ewangelina nigdy nie słyszała o kimś takim.
- A co od niego chcesz? – warknęła.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-18, 15:52   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


To było drażniące - i oczywiście im dłużej trwało, tym tak naprawdę bardziej przeszkadzało, zwłaszcza, że musiał siedzieć w zupełnym bezruchu, bo jeśli tylko jego ręka by drgnęła, mogłoby się to całkiem nieprzyjemnie skończyć - proszę, jak bardzo zaangażowana panna Ewangelina była w swoją pracę, jak oddana, jaka dokładna..! - pewnie gdyby nie była, nie pracowałaby w tak… zrąbanym i prestiżowym miejscu jednocześnie - jakby na to nie patrzeć dopóki nie pojawili się tutaj agenci z Ligi to było to miejsce dla samych bogatych dzieciaczków, których rodzice płacili spore sumy na to, by ich pociechy miały w miarę godne, kontrolowane życie - kontrolowane, no jasne! - PSI w dzisiejszych czasach mogli być tylko albo wyrzutkami albo pod kontrolą… czyjąś kontrolą - kontrolą szeroko rozumianą, ot co.
W miejscu, w którym strzelałby jakiekolwiek miny albo grymasy świadczące o tym, że sytuacja, w której się znajdował, była niekomfortowa, pojawiało się jednak zbyt wiele “ale”, żeby rzeczywiście jego mimika jakkolwiek się zmieniła - największym z nich było imię, które padło z jego ust - osoba, o którą zapytał, a która przecież… no właśnie, co się z nim stało? Te wspomnienia do niego powracały, jeden po drugim - a im bardziej powracały, tym więcej ognia zaczynało krążyć w jego żyłach.
- Gdzie on jest? - Powtórzył, ale ostrzej, już bez formalności, mocniejszym głosem, wbijając w pielęgniarkę wilcze ślepia - jak zawsze panika mieszała się z gniewem i ciężko było stwierdzić, którego było więcej, które dominowało, chociaż dominowało raczej wciąż zmęczenie i odrętwienie. Łóżka! Może był w którymś ze szpitalnych łóżek? A może zupełnie nic mu się nie stało..? Może był gdzieś... gdzieś?
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-20, 11:45   
   Multikonta: Brak


Powoli zaczynała sprzątać ten zakątek dyżurki (nie należała ona bowiem do najmniejszych), w którym się znajdowali. Konkretyzując, to, czego nie zużyła ułożyła ponownie, w pełnej dokładności, w szufladzie, a już po chwili, po kilkusekundowej przerwie w czasie której z jej ust dało się słyszeć głębokie westchnięcie, podeszła do zlewu, zmoczyła kawałek ręcznika papierowego którego rolka stała właśnie w tym miejscu. A potem swe kroki skierowała ponownie w to miejsce, gdzie znajdował się pacjent i dokładnie, z najwyższą precyzją umyła blat szafki, do której należała owa szuflada z przedmiotami których używała podczas zakładania wenflonu. Robiąc to, nie zwracała uwagi na czarnowłosego. Była zbyt zajęta? A może chciała mu pokazać swoje lekceważenie względem niego? Znając Ewangelinę, bliżej prawdy, szczerze powiedziawszy, była ta druga opcja. Ale niekoniecznie.
Zdążyła akurat skończyć, gdy chłopak nagle zabrał głos. Ponownie. Na dodatek, co było dość oczywiste, było to pytanie nawiązujące do jego poprzedniego pytania. Słysząc go, stanęła jak na baczność i z racji że to pytanie wytrącało ją z równowagi, wzięła głęboki wdech, wydech, po czym wyrzuciła kawałek ręcznika papierowego do kosza i podeszła do dwudziestolatka. Okrążyła zajmowany przez niego, obrotowy fotel na kółkach i przykucnęła tuż przed nim, i uśmiechnęła się do niego, ponownie ze sporawą dawką jadu. Zanim jednak zabrała głos, zastanawiała się dłuższą chwilę, co powinna powiedzieć. Przyznać się, że go nie pamięta? Może udawać, że wie, o kogo chodzi? W końcu wpadła na pomysł, co powiedzieć.
- Kochaniutki, wątpię że jakikolwiek agent chciałby z tobą obcować. – była z siebie dumna, że użyła tak górnolotnego wyrażenia – Z takim tępakiem? Wykluczone. Skarbie ty moje, teraz jesteś w szpitalu i pytanie o jakieś osoby nie należy do twoich praw.
Na dodatek ton głosu, jakiego chłopak użył wkurzył Ewangelinę jeszcze bardziej, co jeszcze bardziej nakręcało ją do bycia niemiłą.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-20, 12:58   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Ona sprzątała, on wciąż siedział - chyba tylko w jego umyśle wszystko się tak rozciągało, rozlewało, jak guma do żucia, która przykleiła się do butów i żeby ją ściągnąć z podeszwy trzeba by było jakiegoś mocnego patyka, który nie złamie się przy pierwszej próbie ściągnięcia złośliwej rzeczy martwej, by więcej nie przyczepiała buta do chodnika - ale tutaj żadnego kija nie było. Kiedy lekko potrząsnął głową, starając się jak najmocniej gubić sen na ramionach, ten wracał bez żadnych przeszkód - sen? - sen to złe określenie - to było wycieńczenie, przecież wokół tego wszystko się kręciło - te ostatnie dni na misji, ostatnie dni w Lidze - zaczynasz sobie przypominać, co? Nie samą Ligę, tam już wszystko było zamglone, ale to, co działo się bezpośrednio przed tym, zanim do Ligi cię zaciągnięto.
Czuł niepokój - bardzo realny niepokój, który natychmiast pobudzał rozdrażnienie - zabawa zaczynała się dziać tak jak na filmach akcji, kiedy główna bohaterka miała przed sobą bombę, która odmierzała czas do swojego wybuchu, ale ten czas był jakby nieskończony, bo to nie minuty miały decydować o tym, kiedy wybuchnie, a dotyk - jakoś zaś trzeba było ją rozbroić, nie wiadomo, czy byle podmuch wiatru nie sprawi, że eksploduje - tylko że Ewangelina zdawała się tego w ogóle nie dostrzegać - kto wie, może to dlatego, że była przyzwyczajona do dzieciaków z Pryzmatu, które były bardziej... oswojone? Ucywilizowane? Czy ja wiem? Te dzieciaki tutaj miały czasami syndrom wrażenia nietykalności przez to, że ich rodzice byli ważni/bogaci, ale chyba żadne dziecko celowo nie chciało nikogo krzywdzić, prawda?
Nie wiem, czy pierwszy był ogień, który przesunął się po podłodze i owinął wokół Ewangeliny, odcinając ją, czy w jego oczach - węgielki z czerni wynurzyły się równie szybko, co pojawiły się płomienie, rozświetlając pomieszczenie ciepłą łuną, jak ufny wąż owijając się wokół stołka, na którym siedział Nailah - ten ogień przecież zawsze w tej czerni był, zawsze tam drzemał, jak dzikie zwierze w swym zimowym śnie - po prostu nie był dla świata zewnętrznego zauważalny.
- Gdzie on jest?! - Powtórzył warknięciem, nachylając się w kierunku kobiety.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-23, 18:00   
   Multikonta: Brak


Wszystko szło dobrze i sprawnie. Ewangelina posprzątała po sobie, w tym wytarła blat ręcznikiem papierowym, który po chwili wylądował w koszu. Odpowiednim koszu, ma się rozumieć, gdyż każde miejsce na śmieci było przeznaczone na inny rodzaj odpadków, a nasza pielęgniarka musiała przestrzegać zasad (chociaż tych najważniejszych, bo wiadomo że jej charakter często źle wpływał na słownictwo, do którego się stosowała, a niegrzeczne odzywki nie powinny należeć do przyzwyczajeń pielęgniarki. No dobra, pielęgniarka mogła od czasu do czasu być niemiła, ale musiałaby mieć jakiś powód ku temu... a Ewangelina odzywała się w ten sposób przy prawie każdej nadarzającej się okazji), jeśli nie chciała zostać wywalona z tej roboty.
Zdjęła jeszcze tylko gumowe rękawiczki, po czym i one wylądowały odpowiednim koszu. Jak już wspominaliśmy (tyle że używając innych słów), segregacja przede wszystkim. Westchnęła głęboko, spojrzała przelotnie na pacjenta, a wtedy stało się coś zdecydowanie nieoczekiwanego.
Została otoczona przez ogień. Tak, ogień. Z jakiej racji ten się tutaj pojawił, nie miała pojęcia. Ale to nie jest odpowiednia chwila na zastanawianie się nad tym czy też na inne, tego typu refleksje. Musiała go jakoś ogarnąć! W sensie że ugasić. Już traciła nadzieję, że wyjdzie z tego cało, aż nagle zauważyła że co prawda płomienie okrążyły ją, ale nie w zupełnej całości, ale znalazła się malutka przerwa, przez którą mogła przejść. Niewielka, ale jednak, więc całe szczęście Ewangelina zdecydowanie nie należała do osób z nadwagą. Był to jej wielki plus, przynajmniej teraz.
Przeszła i podbiegła szybciutko do szybki w ścianie, w której znajdowała się gaśnica. Młotkiem zawieszonym obok zbiła ją, sięgnęła po przedmiot do gaszenia pożarów i czym prędzej go użyła. Zaskoczyła samą siebie, że miała w tym wprawę. Prawie tak dobrą, jak przy wkłuwaniu igły w ciała pacjentów. Pomyślała, że pewnie w przeszłości, którą rzecz jasna zapomniała, robiła to wiele razy. Stąd taka sprawna ręka do używania gaśnicy.
Skończywszy, westchnęła głęboko i odstawiła gaśnicę na miejsce, mając nadzieję że przez brak szyby ta raczej nie wyleci z wnęki w ścianie. Podeszła powoli do pacjenta, nawet nie myśląc, że to, co się tu zadziało to przez czarnowłosego. Ponownie przykucnęła przy nim, tym razem kładąc dłoń na jego prawym kolanie i zaczęła go tam pieszczotliwie głaskać. Chyba każdy, kto zna dobrze Ewangelinę, wie, jakie miała intencje, robiąc to.
- Powtarzasz się, wiesz? Nie dowiesz się, gdzie on jest, bo już ci coś powiedziałam, ale najwyżej do ciebie nic nie dociera. – mówiąc to, nie zaniechała czynności własnej dłoni, położonej na jego kolanie. Po wypowiedzeniu tych słów, robiła to jeszcze przez paręnaście sekund, po czym przestała.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-25, 13:06   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Życie w świecie niewiedzy czasami pomagało, nie konieczni zawsze tej stronie, która miała być poszkodowana.
Ogień nie był potężny - pojawił się zupełnie znikąd, pełzając po podłodze, ale był wiotki, niewielki, mimo to płomienie i tak sięgały niemal do połowy ud kobiety, kiedy wstała, a wszystko to dlatego, że jeden Czerwony się zdenerwował, nie ważne było, czy faktycznie miał do tego prawo, słuchając zupełnie zbywających odpowiedzi pielęgniarki, czy też nie miał. W jego oczach wyglądała na kobietę, która posiadała wiedzę, która mogła mu udzielić wszystkich informacji, a wszystko przez to, że się ani na moment nie zawahała, nie okazała niepewności, doskonale grając swoją rolę zorientowanej i ważnej, bo takie również wywierała wrażenie, jakby była o wiele ważniejszą osobą na o wiele ważniejszej pozycji, wprawiając chłopaka w błąd, przez co domagał się informacji, których ona udzielić mu nie mogła.
Płomień to płomień - nie musiał być potężny by poczuć na ciele jego żar.
Czarnowłosy poczuł, jak po jego nosie toczy się stróżka krwi i ból głowy rozsadza go od środka - jego stan nadal był daleki do idealnych, nawet lekki użycie mocy było niewskazane. Ewangelina zareagowała natychmiast, miast panikować - rzuciła się po gaśnicę i odpaliła ją, zalewając pomieszczenie bielą, orzeźwiającą, otrzeźwiającą bielą, która wymusiła na chłopaku zebranie swoich myśli i odłączenie się od ognia, po którym nie został nawet ślad na podłodze, jakby wszystko to naprawdę było wytworem wyobraźni.
Szczęście w nieszczęściu - szczęście dla niego, bo gdyby Ewangelina wezwała ochronę, nie byłoby już tak kolorowo.
Zaczerpnął głębszego tchu, czując, że znowu rozmywa mu się obraz przed oczami, gdy kobieta uklęknęła przed nim i położyła dłoń na jego kolanie.
Czuł, że chyba zaczyna przechylać się w bok.
Tracił przytomność.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-26, 16:29   
   Multikonta: Brak


Tak. Właśnie tak. Ewangelina sprawnie ugasiła pożar. Była z siebie zadowolona, że zareagowała właściwie i dość szybko. Nie zauważyła stróżki krwi. To oczywiście mogło jej się pojawić przed oczami, inaczej było z bólem głowy pacjenta, no bo... skąd niby miała wiedzieć, co się z nim dzieje, o ile jej o tym nie powiedział? A nawet, gdyby wiedziała, gdyby się dowiedziała, raczej nie dałaby mu żadnej tableki przeciwbólowej. Po pierwsze, szkoda jej było leków, by je "marnować" (mimo, że szklana szafka umiejscowiona tuż przy stole, do którego pielęgniarki zasiadały gdy musiały, przykładowo, uzupełnić jakieś dokumenty, zawierała na swoich półkach wiele opakowań medykamentów), po drugie, wolała, żeby cierpiał. Tak, cierpiał, i marzyła o tym. Lubiła, jak inni cierpią, a jeszcze większą satysfakcję daje jej świadomość, że tak właśnie jest, a niestety, nie była tego świadoma.
Na razie. Chociaż wszystko może się zdarzyć.
Po całym zamieszaniu Ewangelina, o czym już mówiliśmy ukucnęła przed pacjentem i zaczzęła go miziać po kolanie. Odpowiedziawszy na jego pytanie, zauważyła, że z czarnowłosym coś się dzieje. Wyglądał niezwykle blado, jakby zaraz miał zemdleć, aż w końcu jego ciało zaczynało się przechylać w bok. Pielęgniarka początkowo przeraziła się, ale po kilku głębszych wdechach i wydechach odzyskała niewielką część pewności siebie, a owa pewność siebie z każdą narastającą minutą stawała się coraz większa. Czym prędzej złapała go i zawiesiwszy sobie na ramieniu jego rękę, z wielkim trudem uniosła go z fotela i równie ciężko było go umieścić na kozetce. W końcu Ewangelina, wyczerpana, ułożyła tylko równo jego ciało na leżance. Nie mogła uwierzyć, że jej się udało. Przez chwilę pomyślała, że wypadałoby zwołać lekarza, jednak uznawszy że czeka ją z tym chłopakiem jeszcze wiele "przygód", zaniechała tych planów, a co dopiero wcielenia tego pomysłu w życie...
Ukucnęła przy kozetce, przy miejscu, gdzie umieściła głowę pacjenta i popukała go palcem.
- Halo, śpiąca królewno! Wstajemy!
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-27, 22:00   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Dźwiganie niemal 90kg żywej masy dla drobnej niewiasty nie mogło być ani łatwe ani przyjemne, tak samo jak i nieprzyjemne musiało być złapanie jej za gardło oraz poczęstowanie minimalną dawką ognia, której szybko się wymknęła, trzeba jednak dać pannie Cory medal za wytrwałość, zwłaszcza za to, że nie rzygnowała ze swojej możliwości odegrania się i pokazania, że to ona jedna jest tutaj górą - ano była, trzeba przyznać, bo nawet to 80kg żywej masy niewiele mogło przeciwko niej zdziałać czy też buntować się, kiedy słaniał się na nogach i ciało odmawiało mu jakiegokolwiek posłuszeństwa, ledwo umysł próbował nadrabiać i jakoś łączyć wątki, aby całkowicie nie zagubił się w tej popapranej sytuacji.
Wyłapał moment, w którym ręce kobiety wysunęły się w jego kierunku i nie upadł zupełnie - podparł się o nią i spróbował zachować równowagę, ale jego błędnik zupełnie się rozjechał, tak jak znów obraz stracił swoją wyrazistość i rozmył w swych barwach, pozwalając zapomnieć o czymś takim jak ostrość widoku. Mimo to podparł się jakoś o własnych nogach, ale i ta koniec końców zwiesił niemal całym ciężarem ciała na Ewangelinie, wcale nie ułatwiając jej zadania - nie to, żeby miał jakieś... nieczyste intencje, raczej ciężko było kogoś w takim stanie posądzać o ich czystość czy nieczystość - poratował się tonący tym, co mu dali, nawet jeśli była to ostra żyletka. Ewangelina chyba nią była. Żyletką, która szukała czułych punktów, by w nie uderzać i ciąć, obserwując cierpienie, chociaż o dziwo wybrała sobie zawód, który wymagał ratowania i pomagania, ha..!
Chwila braku kontaktu rozciągnęła się.
Nie dotarło do niego za bardzo, co kobieta mówiła, ale docierało do niego pukanie jej palca w jego twarz, upierdliwe i przeszkadzające, ale jednocześnie skutecznie zapobiegające zapadaniu w jakikolwiek sen. Nawet nie był pewien, czy stracił na chwilę tą przytomność, czy jednak jakieś pozory jej zachował.
_________________



He said
"Take me down to Hell
Because i think i' had fit in well"
You see - His life was full of sins.



 
 
Ewangelina Cory
Człowiek demolka


31 lat

Pielęgniarka



Wysłany: 2016-12-31, 13:06   
   Multikonta: Brak


- Halo, śpiąca królewno! Wstajemy!
A ona jak kucała przy nim, tak kucała. Ciągle pukając go palcem, oczywiście robiła to cały czas i najwidoczniej nie miała zamiaru przestać. Wkrótce potem zauważyła, że ten odzyskuje przytomność, z czego niemało się ucieszyła. To oznaczało, że nie będzie chyba musiała wzywać pomocy lekarskiej, bo trzeba przyznać, że przez jakiś czas myślała, żeby właśnie w ten sposób załatwić sprawę. Dziwne, ale tak właśnie było. Takie były myśli Ewangeliny. Trudno uwierzyć, że chciała wezwać lekarza, przecież wiemy, że nasza pielęgniarka wolała zostać z pacjentem sam na sam w nadziei, że wydarzy się coś ciekawego. Jednak najwidoczniej nic tego nie zapowiadało. Czarnowłosy leżał na leżance i najwidoczniej zaczynał powoli odzyskiwać przytomność.
Jeszcze trochę poleżał, a Ewangelina uznała, że skoro wypełniła swoje zadanie, dzięki czemu w ciele chłopaka został umieszczony nowy wenflon, może go odesłać do sali. Spojrzała na niego ponownie i pomyślała, że ten nie jest jeszcze w stanie stanąć i o własnych siłach pójść do łóżka. Mogła go przewieść na wózku, i przez chwilę rzeczywiście myślała żeby tak zrobić, lecz finalnie postanowiła poczekać, aż ten wydobrzeje.
Sekundy przemieniały się w minuty, a minuty wkrótce przeobraziły się w pół godziny. Przez ten czas Ewangelina była zajęta przeglądaniem swojego zeszytu, dziwiąc się, ile rzeczy zapomniała... W końcu pacjent najwidoczniej stał się jeszcze bardziej przytomny, więc Ewangelina stanęła nad nim, i założywszy ręce na piersi, stanęła w lekkim rozkroku.
- No no, nasza śpiąca królewna się obudziła. Niechaj śpiąca królewna pójdzie teraz za mną, do sali naszej królewny. – zachęciła go do wstania szybkim ruchem ręki, po czym ruszyła w stronę wyjścia z dyżurki. A Sahir za nią.

Z/t x2
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,186 sekundy. Zapytań do SQL: 10