Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Tor przeszkód w lesie
Autor Wiadomość
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-23, 20:23   Tor przeszkód w lesie
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Event 2016-11-23. Potem usunę ten tekst, zostawię tylko opis lokacji -

Agenci zajęli swoje miejsca o dokładnie 5.30. Pobudka raczej nie trwała długo, bo nie było czasu na żaden prysznic czy śniadanko. Agenci na czczo zostali wyprowadzeni w las, gdzie przygotowano dla nich tor przeszkód. Jest on w samym środku lasu, otoczony drzewami i różnymi takimi. Wszystkie przeszkody zbudowane są z drewna i wyglądają na dość wysłużone - z pewnością sporo agentów musiało tutaj wcześniej ćwiczyć. Jest dość wilgotno, więc w niektórych miejscach pojawiło się błoto. Trawa jest jeszcze mokra, więc łatwo się poślizgnąć i zrobić sobie krzywdę. To samo zresztą tyczy się przeszkód - również są śliskie i raczej nieprzyjemne.
- Agenci - zaczął jeden ze szkoleniowców - chyba nie muszę mówić, po co tutaj jesteście? Każdy z was ma za zadanie pokonać tor przeszkód. Ten rytuał będzie powtarzał się każdego dnia rano, więc wreszcie dojdziecie do prawdziwej wprawy. Jedyne, czego od was wymagam, to uwagi. I prędkości - bo na tej podstawie będziecie oceniani. Jakieś pytania? - skończył i stanął w jednym miejscu i zaczął przyglądać się nowym rekrutom.
- Wiem, że są tutaj agenci Psi - dodał, a to brzmiało jak jakieś wyróżnienie - wciąż możecie użytkować swoje moce, to chyba logiczne. Pokażcie, że naprawdę wiecie jak użyć ich w poszczególnych sytuacjach. Przedstawiam teraz plan toru:
Przeszkoda pierwsza, opony - chyba najbardziej podstawowa. Wysoko unosimy nogi, śpieszymy się, a za razem uważamy, by się nie poślizgnąć i wciąż trafiać w opony. Niebiescy - przelecenie się nie liczy. Przeszkoda zostanie zaliczona, jeśli wasza stopa znajdzie się w oponie.
Druga nie jest wcale trudna, czołganie się. Przechodzicie pod drutem kolczastym - jeśli nie schylicie się wystarczająco, jeśli cokolwiek was rozproszy - może się to skończyć głęboką raną w okolicach głowy. A, tutaj stosujemy naturalne metody leczenia. Nie ma kąpieli.
Kolejną zaś jest wspinaczka. Wasze dłonie i nogi mają dotykać ścianki, przechodzicie najszybciej jak umiecie, a następnie zeskakujecie z góry. Nie ma żadnych lin - jeśli spadniecie, wasza sprawa.
Ostatnią przeszkodą są zwykłe barierki. Przechodzicie pod nimi lub nad nimi - jeśli wybieracie pierwszą wersję, polecam wykonać ślizg - nie zmarnujecie wtedy dużej ilości czasu na podnoszenie się, czołganie i inne takie. Pamiętajcie, że liczy się czas w jakim pokonacie tor. Ostatnia przeszkoda to pozioma drabina, łapiecie się i przechodzicie przez przepaść łapiąc się raz jedną dłonią, raz drugą. Jeśli jesteście kiepscy w podciąganiu, to może sprawić wam to kłopoty. Przez całą drogę będą towarzyszyć wam trenerzy, którzy ocenią, czy popełniacie błędy. Oszukanie trzy razy kończy się wylotem z toru. Możecie się spychać, unieruchamiać. Chyba nie ma na co czekać? Gotowi? No to start.

-----------
Jako iż nie będzie mnie przez następne dwa, trzy dni - zostawiam was z eventem. Każdy z was daje tutaj jeden post - wszyscy z akademii - macie na to czas mojego urlopu (czyli do 2-3 dni, jeśli wrócę wcześniej, to zasady się nieco zmienią). Macie w tym czasie pokonać cały tor przeszkód, a następnie zostaniecie ocenieni na podstawie kreatywności, jaką włożyliście w post (opisy użycia umiejętności, stosowanie ich. Tyczy się to nawet pomarańczowych/zielonych ). Dostaniecie punkty, no i oczywiście standardowe punkty za udział w evencie. Jak ukończycie tor, to zobaczymy co będzie dalej, ale najprawdopodobniej podzielę was w grupy (Kolejki Mg) i jeszcze pogramy tutaj.
A, to wasza gra fabularna. Może dołączyć tutaj każdy członek akademii, możecie ze sobą rozmawiać/biec obok siebie - z pewnością będzie to miało wpływ potem, na moją podziałkę. Wszystkie inne gry fabularne ( w pokojach itd. jeśli takowe macie, zostaną przeniesione do retrospekcji - tylko napiszcie mi o tym na Pw)
Powodzenia.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-23, 22:34   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Wciąż było dość ciemno - w końcu był listopad - kiedy stawili się na woniącej wilgocią miejscu zbiórki - zapach jesieni, która na dobre zagościła już na Ziemi - chłód przyjemnie orzeźwiał, a nowy teren pobudzał i zmuszał zmysły do badania go i zapoznawania się z nim.
Jeden zapłon nie wystarczyłby, by rozniecić tutaj ogień - wszystko było wilgotne, jak to w listopadzie bywało - natura przygotowywała się do nadejścia Panienki Zimy, która swoją piękną suknią okryje ogołocone z liści gałęzie i te, których igły wciąż się trzymały, chcąc przystroić się w biel, która upodobniłaby je do choinek z dziecięcych marzeń - ziemia była również wilgotna, ale ściółka leśna ułatwiała wędrówkę do celu - dopiero tutaj, spoglądając na tor przeszkód, robiło się… powiedziałbym: pod górkę, ale w sumie całkiem normalnie. Ćwiczenia jak ćwiczenia - gdyby były prowadzone na równy asfalcie albo w ciepełku domowego zacisza pewnie nie byłyby wtedy ćwiczeniami dla wyspecjalizowanych agentów.
Im cięższy krok, tym bardziej noga będzie się zatapiać w błocie - im bardziej będzie się zatapiać w błocie, tym więcej energii będzie wymagało poruszanie się - i tym bardziej zacznie się zwalniać - można się oczywiście przemieszczać tylko po trawie - tej mokrej, na której łatwo wywinąć orła - umysł Nailaha kieurnkował się na tryb jak największego oszczędzania energii, tylko ten rozkaz z tyłu głowy ciągle kłuł - pokonać tor przeszkód jak najszybciej - tylko co to właściwie znaczy “jak najszybciej”? - pewnie odpowiedź była banalna: zwyczajnie: być pierwszym… tylko że w Nailahu było tyle ducha rywalizacji ile w amebie libido. Poza tym - używać mocy? Aaach to dopiero był ból tyłka… Próba wysuszenia toru przeszkód w trybie instant raczej by nie przeszła - zeżarłoby to mnóstwo energii, pewnie i tak by nie podołał - i miliardy lat świetlnych - żeby w ogóle skupić moc i żeby nie wymknęła się spod kontroli - bo niestety nie tylko ziemia była mokra - wszystko pewnie było wilgotne - i to wspinanie się na skałę może się okazać bardziej tricky, niż wyglądało z oddali. A wymknęłaby. Sahir ssał wielką, murzyńską pałę, kiedy przychodziło do operowania zdolnościami PSI.
Na pewno nie opłacało się biec z samego tyłu - tor będzie zbyt wydeptany, trawa wyślizgana, zmieszana z ziemią - na początku też słabo. Nie żeby jakoś specjalnie nad tym dumał. W końcu to były fakty, które rzucały się w oczy od razu. Zresztą trening to trening - codzienny wysiłek fizyczny był złem koniecznym do utrzymania kondycji - i tak naturalny w życiu Nailaha jak oddychanie, zupełnie wymykał się z ram “lubię” czy “nie lubię”.
Nailah kucnął i ściągnął buty - jakkolwiek dziwne by to nie było - droga była w końcu często uczęszczana, “wydeptana” i na pewno nikt tam szkła nie rozrzucał - a jak rozrzucał to trudno, najwyżej sobie tą nogę rozwali, do wesela się zagoi - teren wydawał się czysty, a tak będzie… prościej.
Kiedy tylko słowo “start” zostało wypowiedziane, ciało czarnowłosego poruszyło się właściwie samo - wystartował do przodu nieszczególnie się jednak śpiesząc - nie sprintem, nie, nie - cenniejszym ponad pędem była równowaga i odpowiednie rozłożenie sił na cały bieg.
Pierwsza przeszkoda, jaką były opony - kolana wysoko, żeby nie ześlizgnąć się na żadnej z nich - coś, co powinno wymagać rozciągnięcia się, tak na dobrą sprawę - co groziło nabyciem kontuzji - zresztą większość rzeczy tutaj groziło kontuzją, jeśli było się nieuważnym - powolne rozpędzanie się i nabieranie rozpędu, o to chodziło - jeśli zrywało się jak zebra na sawannie, za którą startowały lwice, to owszem - miało się szanse na dobry początek - a co z końcem? - i przy okazji miało się też spore szanse na złapanie kolki. Więcej, mocniej, szybciej - granica lubić i nie lubić zaczynała się klaryzować i przechodzić na: lubię - nawet jeśli nie była to prawdziwa gonitwa, na której krańcu uciekałaby prawdziwa ofiara, nadal było to lepsze od zimowego snu i zupełnego bezruchu, w którym się nurzało. Trzeba złapać odpowiedni rytm oddechu - przez nozdrza - znów: żeby nie złapać kolki - równy oddech był połową sukcesu, wiedzieliście o tym?
Nailah skorzystał z umiejętności, która pozwalała mu dotykiem podpalać - żebym tym sposobem ziemia, po której sobie dreptał w miejscu, w którym na nią nadepnął, była sucha - tylko powierzchownie, no ba - ale zawsze to sprawiało, że nie ślizgał się jak porąbany - dzięki temu mógł bez problemu przyśpieszyć i dobiec do drugiej przeszkody, która wymagała zanurkowania w dół i przeciśnięciu się pod ostrymi jak diabli kolcami szczerzącymi swoje kły na miękkie skóry nieuważnych dzieciaków - tutaj pośpiech był wskazany na tyle, na ile faktycznie przylgnęło się do ziemi - drobne istotki miały tutaj zadanie prostsze - ale o tym, że inni tutaj również biegli, można było łatwo zapomnieć, kiedy skupiało się wyłącznie na zrobieniu swojego - i nie, nie chodziło tutaj wciąż o tryb “oszczędzania energii” - teraz wręcz przeciwnie - chodziło o to, by jak najwięcej się zmordować - bo tylko tak można było przełamywać swoje własne granice i sięgać po więcej. Ziemia nie pachniała przyjemnie - nigdy nie miała pachnieć - ale pachniała o wiele, wiele lepiej niż tamten pokój przydzielony im przez CSI - i lepiej niż wnętrze samego budynku - trawa załaskotała w dłonie, chłód uderzył od razu w ciało, kiedy tylko przylgnął do gleby, ale było to jak szept, że jest się na właściwym miejscu - tu, gdzie brud przyczepiał się do skóry i udowadniał, że wciąż jesteś rzeczywisty - i gdzie pot zaczynał go ścierać krystalicznymi kroplami ze skóry, wsiąkając w koszulkę i spodnie - przesunął najpierw tułów, podciągając się na umięśnionych ramionach, ale nie odważył się nieść od razu i obejrzeć za siebie - jeszcze dalej, kawałek, drugi - wciąż dotykiem suszył ziemię pod sobą, żeby ani ręce ani stopy nie grzęzły mu w błocie i nie ślizgały się na trawie - dopiero kiedy miał pewność, że wysunął się tułowiem spod kolczatki obejrzał się, by ocenić odległość i mógł już podeprzeć się kolanami, by wyjść całemu na bezpieczną przestrzeń, opierając się kolanami na suchej ziemi rzecz jasna - wtedy dopiero mógł wstać i pobiec dalej - równym rytmem - nie oglądając się za siebie i nie zwracając uwagi na resztę brygady tak długo, jak nikt nie chciał mu wejść w paradę - chyba niewielu chciałoby zostać sfajczonym, tak swoją drogą - i tak samo Nailah nie chciałby zostać miotnięty przez Niebieskiego czy sparaliżowany przez żadną Żółtą - ot robił swoje i nikomu nie przeszkadzał - i z całą pewnością z nikim nie próbował rywalizować. Z nikim poza samym sobą. W końcu był mniej ambitny w stosunku do świata niż ta nieszczęsna ameba wspomniana już wcześniej.
Dobiegł do trzeciej przeszkody - skała, równie wilgotna co wszystko inne - Nailah wskoczył na nią niemal jak małpka, przywierając do niej i szukając od razu pewnego i mocnego podparcia - skała nie wyglądała na taką, która miałaby się osuwać pod palcami - jego palce też nie ślizgały się na ostrych nawierzchniach, ale - ha, no właśnie… zbyt gwałtowne i szybkie podciąganie się mogło zagwarantować uszczerbek na zdrowiu, a przecież nie o to w tym wszystkim chodziło, czyż nie? - wybierał drogę automatycznie, podświadomie - jak zawsze kierowany instynktem bardziej niż ludzką myślą - metr po metrze - szybciej! - wykorzystując całą siłę swoich mięśni, której powinno być wystarczająco na ostatnią przeszkodę i dobiegnięcie do “mety” - tutaj mógł spokojnie wymęczyć ramiona i podciągać się na nich - bez większego problemu - płynnie i prędko - bo ostatnia przeszkoda będzie wymagała już mocy nóg.
Wciągnął się na górę i ruszył w kierunku barierek - nie wybrał drogi pod nimi - wybrał drogę nad nimi - ufał swojemu zmysłowi równowagi na tyle, by się na to zdobyć i wkroczyć na barierkę - najważniejsze to się nie zatrzymywać, nie stracić pędu, tylko dać się ponieść siłą ciążenia w tempie, w jakim się zaczęło - gdyby tylko się zawahał - straciłby równowagę - a wślizg dołem i tak zabierał czas na podniesienie się - raz, dwa, trzy - serce tak przyjemnie waliło w klatce piersiowej - śmieszna sprawa, bo zawsze wydawało mu się, że nie bije wcale - tak samo ciche jak i cicha była osoba, w której biło - raczej trudno go oskarżać o jakąkolwiek kreatywność w używaniu zdolności - pokusił się o tą jedną jedyną, bo miał pewność, że nic nie wybuchnie przy takim stopniu wilgoci i była jedyną, którą rzeczywiście w miarę “opanował” - bo musiał, nie miał wyboru, takie było życzenie Ligi - zresztą, kreatywność… naprawdę był raczej typem, który trzymał w ręce maczugę i szedł na polowanie zdobyć mięso do jaskini, jeśli tylko ktoś mu oczywiście powiedział, jak ma na to polowanie iść.
Dobiegł spowrotem do mety, ale żeby się faktycznie porządnie zmachać chyba musiałby przebiec tak jeszcze... ze trzy razy.
Byłoby optymalnie.
Byłoby, gdyby to był tylko trening siłowy - a nie był - konieczność używania umiejętności i skupiania się na niej cały czas prowadziła niemal do zawrotów głowy - moment, kiedy znikał cel i dobiegało się do mety, kiedy trzeba było się zatrzymać, był najgorszy - wtedy nagle trzeba było dealować ze wszystkimi skutkami ubocznymi działań, które się przedsięwzięło.
Czarnowłosy obejrzał się na wszystkich biorących udział w tym treningu, wypatrując znajomych twarzy i poznając równocześnie nowe - przede wszystkim szukał Richarda i Averly, chociaż niby nie było ku temu powodu - zastanawiając się, czy trzymali się razem i pomagali sobie wzajem. Schylił się po swoje buty i skarpetki - założył je, rzecz jasna - by odejść lekko na bok i pokusić się jeszcze o rozciąganie - mimo wszystko czuł gorąc mięśni, które natychmiast zostały zmuszone do pełnego wysiłku bez żadnego przygotowania, wolał zapobiec ewentualnemu zakwasowi, jaki już mógł się szykować - no a poza tym… dzięki ruchowi nie było już zimno. Ach, zapomniałbym - oczywiście na mecie przestał już celowo wypalać pod sobą podłoża - w końcu nie chciał zjarać swoich butów - i zimno ziemi uderzyło w niego po raz kolejny - tak jak i zimno powietrza, które smagnęło go po szyi - to był kolejny powód, by pozostać w ruchu - przynajmniej częściowy - jaki zapewniał dłuższe utrzymanie się temperatury ciała na wyższym poziomie.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



Ostatnio zmieniony przez Sahir Nailah 2016-11-26, 00:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Désirée St. Claire


20

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-25, 21:28   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Pobudzka o 5.30? Dla niej nic nadzwyczajnego, była do tego przyzwyczajona. Do tego, że nie wzięła prysznica i nie zjadła śniadania również. Naprawdę pobyty w Obozach były prawdziwą szkołą życia, która uczyła ich przetrwania w najgorszych warunkach. Gdy wstała i ubrała się ruszyła na zbiórkę, a następnie obserwowała teren po, którym się poruszali. Tor przeszkód, wilgotność, rzeczy muszą być mokrę.
Spojrzała na trenera, który zaczął przemawiać. Słuchała go z uwagą, wiedziała, że musi być jak najbardziej skoncentrowana. On ich zachęcał do używania mocy. No proszę, a więc zapowiada się ciekawie. Była w stanie to zrobić, jak najbardziej była. W sumie nie było tak źle, a przynajmniej tak to odbierała. Dodatkowo przecież mogła wpływać na ich umysły, a przynajmniej postara się to zrobić. Gdy dotarł do ostatniego elementu swej przemowy, dotarło do niej, że kazał im rywalizować ze sobą. Czy była do tego zdolna? Zdecydowanie była i wiedziała, że będzie używała swego daru właśnie w takim celu.
Spojrzała raz jeszcze na wszystkie przeszkody, w końcu musiała je ocenić całkowicie realnie. Spojrzała również na inne osoby. Agenci byli całkiem ciekawym, kuszącym kąskiem do zabawy z darem. I na nich go wypróbuje? Nie mogłaby tego zrobić Richard'owi i Sahir'owi. Jakoś do tej akcji nie paliła się zbytnio. Gdy tylko usłyszała komendę start, ruszyła przed siebie biegnąc ku oponom. Zdecydowanie długie nogi robiły swoje, mogła robić długie kroki, a jednak pamiętała o tym, że każda opona musi zostać dotknięta przez stopę. Nie miała pewności czy tak będzie, dlatego równocześnie przy pokonywaniu przeszkód, skierowała swoją umiejętność na osobę, która obserwowała ten etap Zawsze dotykam stopą opon, zawsze. Przebiegała ta przeszkodą, biegła jak najszybciej potrafiła. Motywowała się tym, że ucieka, ucieka przed agentami, którzy byli w Obozie. A taka motywacja robi swoje. Gdy tylko dotarła do drutu kolczastego, natychmiast rzuciła się na ziemię czołgając do przodu. Nie była panienką, która dbała o swój wygląd. Jeżeli nawet na twarzy będzie miała błoto to przeżyje. Poruszała rękoma do przodu, przesuwała swe nogi do przodu. Chciała jak najszybciej pokonać ten element, bała się drutu kolczastego, który unosił się nad nią. Ścianka, wspinaczka. Ta właśnie przeszkoda jawiła się przed nią. Spojrzała za siebie, aby móc spojrzeć na agentów, którzy pokonywali przeszkody za nią i przed nią. Okej skoro chcieli się zabawić, zachęcali ich do użycia swych umiejętności to, to dostaną. Wniknęła do umysłu dwóch z nich wysyłając polecenie tego, aby się przewrócili, stracili swój dobry czas. Tego , który był przed nią zamierzała potraktować czymś zupełnie innym. Paraliż. Dotyk, jej dotyk , którego powinien się bać. Nie wiedziała na ile jej się to udało, biegła przed siebie. Umiejętności związane z psychiką były niezwykłe, a ona była tego świadoma.
Wysyłała te polecenia, a jednocześnie pokonywała ściankę podciągając się co rusz do góry. Szybko, jak najszybciej jak gdyby od tego zależało jej życie. Gdy zeskoczyła na ziemię, podbiegła do drabinek. Wybrała opcję wślizgu, szczupłość naprawdę było sporą zaletą, a ona miała już wprawę w tym, aby wślizgiwać się pod różne rzeczy. Jednego była pewna, gdy wróci do pokoju, przyda jej się długi prysznic. Nie wiedziała jak da sobie radę z drabinką, była już nieco zmęczona po poprzednich przeszkodach, ale starała się i tą pokonać.Spojrzała na to, jak jest ona zbudowana po chwili przymknęła oczy. Jeden, dwa wdechy i do góry. To jest najłatwiejsza przeszkoda, da radę ją pokonać. Chociaż fakt, że musiała używać raz jednej , a raz drugiej ręki nie był zbyt przyjemny.
Nie wiedziała jak dobiegła do mety, dopiero gdy opadła na nią schyliła głowę w dół. Zaczynała się boleć, ale nie mogła nic na to poradzić. Dopiero z chwilą dotarcia do finiszu przestała używać swego daru. Nie wpływała na obserwujących, nie nakazywała im, aby nie dostrzegali jej błędów. Chociaż i tak nie miała pojęcia na ile wszystko wyszło. Spojrzała na Sahira pokazując mu uniesiony kciuk do góry.
- Dobry byłeś – powiedziała zmęczonym tonem głosu.
Ostatnio zmieniony przez Désirée St. Claire 2016-11-26, 10:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Richard Gray
Syneczek Tatusia


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-26, 00:45   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Tak jak się spodziewał, obudził się już o 5tej. W końcu był do tego przyzwyczajony. Ku jego radości, nie musiał budzić nikogo ze swoich znajomych. Po szybkiej rozgrzewce ruszył na tor przeszkód, gdzie wysłuchał tego, co miał do powiedzenia szkoleniowiec. Tak naprawdę nie musiał tego słuchać - samo spojrzenie na tor dało mu pojęcie tego, co miał zrobić. Na dobrą sprawę były to podstawowe ćwiczenia, i zapewne wiele osób mogło sobie z tym nie poradzić, ale kto jak kto ale Richard, który trenował od dziecka, jeszcze przed wybuchem epidemii. No i także po niej nie zaniedbywał treningów fizycznych, i podobne ćwiczenia wykonywał każdego dnia. Oczywiście, zwykle starał się nie robić tego na czas, stawiał bowiem na precyzję, ale wciąż chcąc nie chcąc wykonywał te ćwiczenia coraz szybciej i szybciej. Dlatego nie sądził, żeby miało mu to sprawić jakikolwiek problem. Nie chciał z nikim specjalnie rywalizować, ale powinien dotrzeć w pierwszej trójce, i to nie używając mocy. W końcu w przeciwieństwie do większości z nich był w tym całkiem nieźle wprawiony, a skoro brały w tym udział osoby które nie były PSI, to dla sprawiedliwości nie powinien używać zdolności nienabytych ciężkim treningiem. Znaczy oczywiście, używanie mocy także wymagało treningu, ale nie chciał słyszeć komentarzy na temat tego, że wygrywa tylko i wyłącznie dlatego, że jest PSI.
Kiedy usłyszał komendę start, ruszył praktycznie błyskawicznie, nie zastanawiając się nad tym co robi. Całkowicie mechanicznie podbiegł do opon, i szybko zaczął pokonywać przeszkodę. Starając się, by przypadkowo nie pominąć żadnej opony, i żeby nie oberwać od kogoś kulą ognia czy polem siłowym, albo i zwykłą dłonią, korzystał z mocy, dokładniej z pola siłowego, tylko i wyłącznie jak groziło mu uderzenie innego Psi. W przypadku osób, które próbowały go popchnąć czy zepchnąć, powinny wystarczyć zwykłe uniki.
Czołganie się powinno pójść lepiej, gdyż nie było wielkiego pola do manewrów. Wbrew pozorom to dobrze - w końcu skoro nie było jak się ruszyć, to nie dało się też zaatakować i przeszkodzić innym. Skoro Richard od początku zamierzał tylko się bronić, a nikogo nie atakować, to taka sytuacja była mu na rękę. A mimo to nie tracił uwagi, by w razie czego osłonić się polem.
Wspinaczka była chyba polem, w którym radził sobie najlepiej. Nie chodziło tu jedynie o możliwość lewitacji, ale Richard zwyczajnie lubił się wspinać. Mógł wtedy wykorzystać pełnię sił rąk, nóg, a także swój refleks i zdolność podejmowania decyzji. To tutaj powinien wyprzedzić tych, którzy jakimś cudem znaleźli się przed nim. Starał się przechodzić w pewnej odległości od innych, i cały czas był gotowy do osłonięcia się polem. Kiedy znalazł się na górze, żeby zeskoczyć, po raz pierwszy wspomógł się lewitacją, by łagodniej opaść na ziemię, i nie tracić czasu i pędu. Wziął rozpęd i wykonał długi ślizg pod barierkami, po czym wyskoczył, by złapać się barierek. Skupił całą siłę w ramionach, nie wspomagając się lewitacją czy czymkolwiek, i całkowicie mechanicznie, wprawnymi ruchami i wyćwiczonymi chwytami, przeszedł nad przepaścią.
Zwolnił dopiero kiedy dotarł do mety. Do tego czasu wykonywał wszystko jak najszybciej potrafił, starając się nie stracić przy tym na dokładności i uważając, by się nie pomylić. Nawet jeśli nie dotarł jako pierwszy, ani w pierwsze trójce, jeśli zdołał się załapać do tej lepszej połowy, a przy tym nie dał innym powodu, by posądzili go o oszukiwanie, czy stwierdzili, że wygrał tylko dlatego, że ma moce, to był zadowolony. Chciał być doceniony za swoje zdolności.
Pierwsze na co zwrócił uwagę, to na osoby które dotarły przed nim, o ile oczywiście jakieś były. Dopiero po chwili przeniósł wzrok na swoich towarzyszy, uśmiechając się do nich. -Wszystko gra? - Zapytał spokojnie. On się zbytnio nie zmęczył. W sumie Calum miał rację - dla kogoś takiego jak Richard, który od dziecka trenował by zostać kiedyś żołnierzem, ten obóz będzie w większości powtórzeniem, a taki tor przeszkód był z pewnością tylko rozgrzewką. -Dobrze wam poszło.
 
 
Kyle Lewis
Quartermaster


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-26, 03:21   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

ZIEEEEEEEEEEEEEW. Jeśli należałoby wybrać osobę najbardziej zaspaną ze wszystkich, to pewnie byłby to właśnie Kyle. Po pierwsze: lubił długo spać. Po drugie: przez ostatnie trzy miesiące spał naprawdę mało, a najdłuższy sen jaki udało mu się złapać to narkoza zafundowana przez Łowców. Dlatego nikogo, kto by to wiedział, nie powinien dziwić widok ziewającego co chwilę chłopaka w okularach, naciągającego wełnianą czapkę na mocno potargane kudły. Niestety, nikt nie znał powodu dla którego Q wyglądał i zachowywał się w ten sposób. A zapewne i tak nikogo by to nie obchodziło.
Chłopak powłóczył nogami wraz z resztą grupy agentów prosto do lasu. Nie trudno było zgadnąć, kto z pośród nich jest PSI. Jeśli wyglądałeś na mniej niż 25, to na pewno byłeś zmutowanym dzieciakiem. W końcu, stanęli przed celem tej małej wycieczki. Tor przeszkód wyglądał całkiem okazale, ale w gruncie nie był niczym specjalnym dla kogoś kto był przyzwyczajony żyć na szlaku i uciekać przed Łowcami. Kyle zaliczał się do tej kategorii. Nie można jednak powiedzieć, aby był wysportowany niczym sportowiec, był raczej przeciętny. Rozumem nadrabiał fizyczne zaległości. Tak miało być również tym razem.
Spokojnie wysłuchał całej instrukcji prowadzącego ćwiczenie, dokładnie zapamiętując jak prawidłowo przejść każdą przeszkodę. Q intensywnie oglądał tor zapamiętując możliwe newralgiczne momenty: podmokłą ziemię, za nisko opuszczony drut, mokry szczebelek drabinki. Miał już plan, na to jak wykorzystać swoje zdolności do maksimum. Gdyby był innym kolorem, po prostu strzeliłby w coś ogniem, albo zrobił inną głupotę która byłaby spektakularna, ale mało efektywna. Tutaj mógł pokazać ogromne możliwości subtelnych zdolności Zielonych. Z pewnością nie będzie pierwszy na linii mety, ale na pewno jego przebiegnięcie będzie perfekcyjne.
Tuż przed rozpoczęciem biegu Q rozejrzał się szybko po agentach i wybrał jedną osobę. Był nim ciemnowłosy chłopak, na pewno PSI ponieważ wyglądał młodo na tle innych, nieoceniona jOsie podsunęła mu tylko informację że patrzy na Richarda Graya, syna prezydenta Stanów Zjednoczonych. Kyle gwizdnąłby z wrażenia, gdyby miał czas, zamiast tego stanął za Richem i zaczął mu się uważnie przyglądać. Każdy ruch podczas rozgrzewki, który wykonał Gray został powtórzony przez Q. Każde poruszenie barku, machnięcie ręką, czy ugięcie kolan. Po kilku sekundach takiej "kalibracji", Kyle był w stanie idealnie skopiować ruchy Richarda.
START! Syn prezydenta ruszył z kopyta, a wraz z nim jego "cień". Pierwszą przeszkodę, opony, wykonali biegnąc obok siebie. Lewis nie obawiał się innych agentów próbujących go zepchnąć albo potraktować jakąś zdolnością - zawierzył refleksowi chłopaka którego kopiował. Obaj byli tego samego wzrostu i tych samych proporcji ciała, dlatego opony nie stanowiły żadnego problemu. Kyle pamiętał, że czwarta po lewej stronie jest lekko wyłamana i należy uważać kiedy wyjmuje się z niej nogę, inaczej można utknąć, dlatego nie stracił żadnej cennej sekundy szarpiąc się z zepsutą gumą. Kolejną barierą był drut kolczasty. Czołganie się mogło być najtrudniejsze, ponieważ nie będzie widział całej sylwetki Graya, ale jak się okazało w trakcie pokonywania przeszkody, te same proporcje pozwoliły Kyle'owi zachować tempo swojego "pierwowzoru", a dzięki wcześniejszej obserwacji uchylił się przed zbyt nisko opuszczonym przęsłem drutu. Dalej, podczas wspinaczki nie mógł powtórzyć lewitacji Graya, dlatego tylko zeskoczył i przeturlał się dosyć niezgrabnie ujmując sobie tym samym kilka sekund. Na szczęście nie stracił z oczu Richarda, bo Q nie byłby w stanie z powrotem zacząć kopiować jego ruchów przy tempie jakie narzucił syn prezydenta. Kyle był ewidentnie mniej wysportowany od swojego "pierwowzoru", dlatego dyszał głośno, był cały spocony i tylko siłą woli utrzymywał się w bliskiej odległości od Graya. Kolejną przeszkodą były barierki, pod którymi prześlizgnął się, a następnie wybił łapiąc się poprzeczek zmęczonymi rękami. Raz, dwa, raz, dwa, Kyle ledwo czuł dłonie, więc z ulgą przyjął twardą glebę pod nogami i z równie wielką ulgą zauważył, że Gray zwalnia. Zgodnie z planem kopiował każdy ruch, dlatego skopiował również zwalnianie ku uciesze swojego zamęczonego do granic możliwości ciała.
W końcu dobiegli do mety. Najpierw Rich, potem Q. Zielony na chwiejnych nogach zbliżył się do trójki PSI. Dziewczynę kojarzył z leczniczej kąpieli, a chłopaka z azjatyckimi korzeniami nie kojarzył. Za to Richa znał już jak własną kieszeń.
- Heeeeee, ziomek, ale Ty masz parę... - wysapał opierając w zmęczeniu dłonie na kolanach. - Dobrze, że dałem radę utrzymać tempo bo nie zaliczyłbym tak perfekcyjnego biegu. Dzięki. - klepnął przyjacielsko Richarda w ramię. Zawsze chciał dotknąć kogoś z samego szczytu władzy. - Jestem Kyle... - wziął przerwę na oddech - ...możecie mi mówić Q.
_________________
Ekwipunek: Egzoramię z tarczą magnetyczną, smartfon, kable, infosoczewka
 
 
Valerie Cadle
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2016-11-26, 14:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Sahir
Chłopak czuł wręcz zimno płynące z ziemi. W końcu cała trawa była pokryta chłodną rosą, a zresztą ogólnie teraz było zimno. Mimo iż był on czerwony, to i tak poczuł dyskomfort w bieganiu w ten sposób. Ale trudno, to był jego wybór. Potem zaczął jednak stosować swój trik i zostawiać zaraz za sobą suche kawałki ziemi. Trenerzy zauważyli to i nic dziwnego, że pokiwali głowami. A nawet wyszło to Sahirowi dość nieźle, więc nic tylko pogratulować.

Wszyscy
Fakt tego, że chwilami na torze pojawiały się suche plamy jednie poprawił czas niektórych zawodników

Otarcia na jego stopach jednak nie były jakoś specjalnie przyjemne. No bez jaj, ile można? Miał już na stopach wszystko - począwszy od ziemi a na jakichś dziwnych robalach kończąc. Pijawki? Możliwe, jednak on musiał iść dalej, wciąż przed siebie. Wspinając się po skałkach nabawił się jeszcze większej ilości otarć, bo to, w zetknięciu z delikatną ludzką skórą nie było niestety kaszmirem. Gdy dotarł na metę po prostu ktoś machnął ręką zapisując jego czas. Nie było miejsca na gratulacje.

Averly
Averly z niespodziewaną łatwością manewrowała swoimi umiejętnościami. Miała dziś farta albo była serio bardzo skupiona. Facet, którego zadaniem było obserwowanie jej treningu non stop kiwał głową, bo tak mu kazała. Zaliczył jej pierwsze ćwiczenie, a kilku agentów obserwujących trening z tyło zaśmiało się, świetnie zdając sobie sprawę z tego, co właściwie się stało. I dobrze, mieli wykorzystywać swoje moce i tyle - cóż więcej mogła zrobić Averly? Ciekawe tylko czy koledzy z pracy powiadomią szkoleniowca, że jego łeb został zahipnotyzowany przez pomarańczową, bo facet był tak pochłonięty obserwacją, że nawet nie zorientował się, że coś się stało. Zresztą wydawało mu się, że jedynym oszustwem jakiego można się dopuścić na tej przeszkodzie to przelot niebieskich. Nic bardziej mylnego. Oczywiście podczas treningu było też kilku zwykłych, ludzkich agentów którzy usilnie próbowali dostać się w szeregi CIA. To bardzo przykre, że przez całe szkolenie będą dostawali w dupę od Psi. Tym razem także. Dwóch agentów przewróciło się, zbliżając się do przeszkody z drutem kolczastym i upadło, nabijając swoją twarz prosto na kolce.

Wszyscy
Cała grupa usłyszała przeraźliwy krzyk i po chwili dwóch agentów, którzy biegli razem z innymi i przewrócili się na drut kolczasty zostali usunięci z toru. Ich twarze wyglądały okropnie - jeden z nich ewidentnie stracił jedno oko, które bezwładnie wypływało z oczodołu. Po chwili na miejscu znalazła się ekipa ratunkowa, która zajęła się poszkodowanym.

Averly
Dziewczyna nie zobaczyła żadnych owacji na stojąco, nikt się tym nie przejął. Albo nie chciał się przejąć. Możliwe, że wiedzieli, że posyłanie zwykłych agentów wraz z tymi Psi nie będzie dobrym pomysłem. Pomarańczowi zawsze byli niebezpieczni, ale cóż można było w tym celu zrobić? Byli też niesamowicie przydatni i skuteczni. Zaraz po tym trafiła swoim dotykiem innego agenta, który zwinął się w kulkę niczym porażony prądem i bezwładnie leżał na ziemi, tworząc dodatkową przeszkodę dla reszty. To była w końcu prawdziwa walka i Averly wiedziała o tym. Po tym przywitano ją na mecie i zapisano jej czas. Następnie trzeba było poczekać na resztę agentów.

Richard
Nic nie było dziwnego w tym, że Richard dotarł na miejsce z najlepszym czasem i oczywiście jako pierwszy. W końcu trenował to, od zawsze. Nic dziwnego nie było również w tym, że przez cały czas wszyscy szkoleniowcy niesamowicie zachwycali się tym, co wyczynia młody potomek Gray'a. W dodatku nie musiał specjalnie używać umiejętności do tego wszystkiego. Cały czas tylko kiwano głowami i uśmiechano się. I tak do porzygu. Syn prezydenta przebiegł przez przeszkodę, syn prezydenta zrobił to czy tamto. Rich znał to bardzo dobrze i bardziej podchodziło to pod coś irytującego niż coś, z czego mógłby być dumny. Ale w końcu nigdy nie wyrzeknie się tego kim jest i nigdy nie będzie oceniany przez pryzmat (hehe) tego, co rzeczywiście potrafi. Powinien się do tego przyzwyczaić już lata temu. Czy kiedyś się skończy podlizywanie się Grayowi? Może wtedy, gdy straci stołek, jego syn będzie tylko zwykłym rekrutem. No, oby.
Agenci do których podszedł nie byli specjalnie uradowani. Jeden z nich lekko się cofnął, gdy Rich do niego podszedł. W końcu był Psi.
- Nie widzisz, Gray, co się stało? - syknął jeden z rekrutów i wskazał na zespół ratowników.

Kyle
Agenci zaczęli się śmiać - Ci, którzy niezbyt chcieli przypodobać się Richardowi. Inni, Ci którzy bezpodstawnie wciąż lizali mu tyłek byli w kompletnym szoku i zaczęli wręcz wygadywać do innych jakieś rzeczy, że Q powinien zostać zdyskwalifikowany. A Zielony całkiem nieźle to słyszał i moglo go to rozbawić. Tak czy siak jego plan powiódł się w stu procentach i dotarł za Richardem, mając jedynie kilka setnych różnicy. Był przez cały czas jak jego cholerny cień, wciąż małpując ruchy. W końcu coś takiego z takim łbem nie było żadnym wyczynem. I sprawiedliwie zostało to uznane a nawet pochwalone przez trenerów. No przecież to było genialne, prawda? Na całe szczęście gdy chłopak dotarł na metę, zadyszka złapała go wtedy. Był tylko lekko zmęczony. Ale jaki miał czas! Gdy już miał chwilę, żeby się porozglądać, widział twarze agentów - tych pierwszych - którzy ewidentnie byli pod wrażeniem jego pomysłu. Jednak coś stało się, gdy wzrok Kyle'a utkwił w Richardzie. Usłyszał komunikat od jOsie, który zupełnie nie brzmiał tak, jak jej zwykłe komunikaty. Przesyłała je bezpośrednio do jego głowy - nie był to żaden dźwięk, zresztą Kyle i tak słuchawki żadnej nie miał. Komunikat nie był specjalnie skomplikowany i brzmiał jak głos, który znikąd pojawił się gdzieś tam pomiędzy myślami. Brzmiał on "Richard..."
Tak, jakby ktoś - SI - zobaczył coś ważnego? Głos ten był tak przepełniony emocjami i tęsknotą, że nie dało się tego opisać słowami. Zadziwiające.

Wszyscy
Zanim agent zostanie pozbierany do kliniki, rekruci mają chwilę czasu dla siebie, co potwierdził jeden ze szkoleniowców, mówiąc:
- Rozgrzejcie się, zaraz kolejna część...

Kolejki:
Averly, Sahir MG

Richard, Kyle, MG
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-26, 15:14   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Więc polała się pierwsza krew - cholera wie jak, cholera wie, dlaczego - chłopak spoglądał, jak czerwona ciecz rozpływa się wokół, a ekipa sprzątająca po prostu wynosi poszkodowanych - widok nieprzyjemny... widok zupełnie normalny - może dlatego na jego twarzy nie pojawił się nawet gram obrzydzenia, zdumienia czy czegoś podobnego - byli otoczeni PSI, tutaj wszystko mogło się dziać - w dodatku w lesie... po którym lepiej boso nie biegać - tak na przyszłość. Cokolwiek tutaj żyło, chyba lubiło podskubywać cudze nogi, phi. Niemiło. Pewnie ten trening będzie codziennością, więc trzeba się zaopatrzyć w buty, które nie będą ślizgać się po powierzchni - bo nawet spoglądając na konsekwencje, gdyby wystartował w trampkach, to wyrżnąłby już na oponach... Bolało, tak, bolało kiedy zakładał skarpetki, tracąc od razu zainteresowanie tamtą sceną - nie jego sprawa, niedobrze jest wtykać nos tam, gdzie cię nie chcą - i bolało, kiedy wciągał tenisówki, ale ból nie był zły - ból udowadniał, że żyjesz i sprawiał, że można było sprawdzać się na całkiem innym polu - tym psychicznym, gdy pojawiało się pytanie: ile dam radę wytrzymać, zanim padnę na pysk?
Oj dużo. W końcu to nie tak, że stracił nogę i nie był w stanie już dalej iść.
Zamrugał parę razy, spoglądając na Averly - dość intensywnie, większość by powiedziała, że dość niemiło - wyłapując ją, kiedy dotarła do mety i zatrzymała się właściwie tuż obok niego, pokazując kciuk w górę - nie odpowiedział od razu - jego oddech był już w zupełnej normie - podszedł ten jeden krok w jej kierunku, zastanawiając się, czy to jest ten moment, w którym podaje się komuś przysłowiową "dłoń" - ech, relacje międzyludzkie takie skomplikowane...
- Jestem żołnierzem. To nie był problem. - Zdawał sobie w końcu sprawę, jak łopatologicznie się czasem wypowiadał, że miał problemy z mimiką i okazywaniem uczuć, ale jakoś tego nie wymagano za bardzo podczas treningów. Nie był w końcu typem inwigilatora.
Ha... wciąż ta obawa przed Pomarańczowymi... a jednak wyciągnął do niej dłoń - trochę jak małpka - skoro ona przy ich pierwszym spotkaniu tak zrobiła, to mogła mieć teraz niemal pewność, że on będzie tą dłoń do niej wyciągał za każdym razem. - Tobie też dobrze poszło. - Nie ważne było, jakich metod się używa, ważne było, że osiągało się to, co osiągnąć się chciało. Ona dotarła do mety walcząc ze swoją własną kondycją fizyczną na swój sposób. Sprytem.
Cóż, Nailah zawsze uważał się raczej za bezmózga.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Désirée St. Claire


20

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-26, 18:54   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Nie wiedziała co się nią dzieje, po prostu biegła przed siebie jednocześnie starając się być skupioną na używaniu swego daru. Nie miała pewności jakie efekty osiągnie działała na żywioł. Zorientowanie się kto ma być jej osoba obserwującą nie było zbyt trudne, a potem wystarczyło się na nie skupić. Okej wiedziała, że wśród nich znajdują się również normalni agenci, którzy tak jak oni walczą o przetrwanie. Jednak czuła swego rodzaju awersje do nich, biorąc jej świeże wspomnienia z Obozu pod uwagę.
Jedynym odgłosem, który usłyszała był ten, że ktoś upadł. Nie oglądała się za siebie, wiedziała, że musi biec do przodu przed siebie i tak też robiła. Jednak gdy usłyszała dochodzący zza niej przeraźliwy krzyk, coś ją zaniepokoiło jednak nie odwracała się z obawy co tam zobaczy. Posyłanie zwykłych agentów z PSI nie było dobrym pomysłem, zwłaszcza, że niektórzy Psi nie mieli zbyt dobrych wspomnien związanych z agentami, tak jak ona. Taka była prawda, ona była niebezpieczna tak jak pozostali Pomarańczowi, ale walczyła o swe życie. Ono było ważne dla niej, ważni byli jej przyjaciele. Spojrzała na Sahira
- Dzięki – powiedziała.
Podała mu swą dłoń, a następnie zerknęła tam gdzie leżeli agenci przez nią znokautowani. Nie był to miły widok, ale jednak tak musiało być.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-26, 20:39   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Sahir i Averly
Rannych nadal wynoszono, chłopak, który został poszkodowany w wyniku tego, co zrobiła Averly krzyczał tak, jakby obdzierano go ze skóry. W końcu jakoś trzeba było go zabrać do kliniki, prawda? Zatamować krew i te sprawy. Jednak wiadomo, ze ból który temu towarzyszył był ogromny. Jeden z agentów spojrzał na Averly i tylko dodał dość niemiłym głosem:
- Dostaliście polecenie treningu, to trenujcie! - warknął i znowu się obrócił. Zapewne kierowane to było i do Sahira i do Averly. Zresztą, powinni wrócić do rozgrzewki bo zaraz będzie czekało ich kolejne zadanie. Calum stał niedaleko całego tego pobojowiska i nawet nie podszedł do pomarańczowej żeby ją pocieszyć czy co. Wiedział, że właśnie to była dla niej cenna lekcja przetrwania, że będzie musiała oglądać takie rzeczy przez dłuższy czas. Miała trzymać się z innymi Psi. I już, to był główny cel. Teraz jednak celem była kolejna rozgrzewka, ciekawe co miałoby być następne.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-26, 21:05   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

Toni posłuszna była z natury. I to wcale nie dlatego, że lubiła mieć kogoś nad sobą, kto powie jej, co dokładnie ma robić. W gruncie rzeczy miała już serdecznie dość poleceń typu "idź do gabinetu" "spakuj się, wyjeżdżasz". Zupełnie jakby była jakimś przedmiotem, który można przerzucać z kąta w kąt. Zwyczajnie nie miała siły, ani ochoty na walczenie z czymś, co i tak będzie musiała zrobić.
Dlatego nawet nie próbowała protestować, gdy właściwie od razu po przyjeździe do ośrodki szkoleniowego, wysłano ją na tor przeszkód. Choć dała by wiele, by napić się herbaty, siedząc pod ciepłym kocem. Słuchała opisu poszczególnych przeszkód jak półprzytomna. Właściwie, nawet nie była by w stanie ich wymienić. Nawet na sygnał do startu zareagowała z małym opóźnieniem. Ale jednak pobiegła.
No właśnie... ruszyła, ale wcale nie sprintem. Właściwie, gdyby spojrzał na nią ktoś z boku, wyglądało by to, jakby biegła ledwo co truchtem. Dla Toni nie było to wcale takie proste. Jej kondycja... właściwie nie istniała. Zero mięśni, zero wytrzymałości. Ważne, że biegła, swoim żółwim tempem, ale biegła.
Pierwsza przeszkoda, opony. To nie może przecież być takie trudne, nie? Zwolniła jeszcze bardziej. Już nie biegła, trudno było to nazwać nawet szybkim marszem. Po prostu przechodziła przez opony, uważając by o którąś się nie potknąć. I w tamtym momencie miała zupełnie gdzieś, czy jest ostatnia, czy zaraz na nią nawrzeszczy, bo za wolno. Była zmęczona. Tak cholernie zmęczone, że będzie to cud, jeśli w ogóle ukończy tor przeszkód. Do tego zaczęło kręcić jej się w głowie. Może powinna jednak zjeść rogalika, którego dostała od pielęgniarki? Nieważne. Biegła dalej, do kolejnych przeszkód.
Padła na ziemię, by przeczołgać się pod drutem kolczastym. Lewy policzek właściwie przyciskała do ziemi, bojąc się, że może zahaczyć kręconymi włosami o drut i utknąć. Wcale a wcale nie śpieszyło jej się do końca. Zwalniała, czując jak z każdą minutą traci coraz więcej energii.
Wstała, otrzepała ubranie i oparła dłonie na kolanach, próbując złapać oddech. Nawet w swoim ślimaczym tempie szybko się męczyła. Kilka głębszych wdechów i pobiegła dalej, w stronę ścianki wspinaczkowej.
Nie widziała nawet cienia szansy, na przejście tej przeszkody, gdy stawiała pierwszy krok. A później następny. I następny. Ślizgając się co chwila, bardzo powoli znajdowała się coraz wyżej i wyżej.
- Kurwa mać! - jęknęła pod nosem, gdy jej noga kolejny raz ześlizgnęła się ze skałki, na której ją oparła. Tym razem na dodatek uderzyła kolanem o ścianę, dość mocno. Nigdy nie przeklinała. Wystarczy na nią spojrzeć, by wiedzieć, że to nie w jej stylu. Teraz nawet nie zrobiła tego celowo. Była zwyczajnie wściekła. Wściekła na wszystko, co dzieje się dookoła niej, na to, że musi być na tym cholernym treningu. A jeszcze tydzień temu trudno było wyprowadzić ją z równowagi... Toni nie przypuszczała nawet, że może tak się zmienić w ciągu kilku dni.
Obolała, wściekła, a weszła ledwo na połowę wysokości ścianki. Zbyt szybko załapała się kolejnej skałki. Mokre i śliska jak reszta, wyślizgnęła się z dłoni Toni, która momentalnie zachwiała się i upadła na ziemię. Cała obolała, nawet nie próbowała się podnieść. Z daleka musiała wyglądać na nieprzytomną, ale wcale taka nie była. Dokładnie widziała co dzieje się dookoła niej.
Może ktoś zainteresuje się stanem jej zdrowia i pozwoli zejść z toru?
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-26, 21:15   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Podciągnął ją do góry, by stanęła o własnych nogach, prosto, patrząc przed siebie - lub na to dzieło, którego dokonała - przerażające, prawda? Przerażające, że jedna drobna dziewczyna, która wciąż powinna chodzić do szkoły i plotkować o chłopakach zastanawiając się, na co pójść jutro do kina, była w stanie dokonać czegoś takiego bez większego wysiłku właściwie - chociaż może włożyła w to bardzo dużo swojej energii, Nailah nie wiedział - i w najbliższym czasie nie będzie raczej dane mu się dowiedzieć, bo pytania o to zdarzenie nawet nie zakręciły się na granicy jego świadomości.
Czarnowłosy spojrzał na agenta, który przeszedł obok z wyraźnie zepsutym humorem - tak, tutaj właśnie kończyła się cała ta wspaniała, bajkowa otoczka wycieczki - huh, taak, możliwość spędzenia życia lepiej, co? - możliwość robienia tego, co się chce - to nie było smutne, przestało też być jednak śmieszne - ach, możliwość odpyskowania przecież kusiła - umysł już się stroszył, już pojawiało się ostrzegawcze warknięcie - wiązanki mogły lecieć jednak tylko w myślach - doświadczenie lat w końcu nauczyło, że takie pyskowanie nie dość, że nie było opłacalne, to jeszcze ze względu na brak tej opłacalności - nie miało zwyczajnie sensu. Strzępienie sobie języka? - po co, na co, dla kogo? Tylko po to, żeby sobie chwilowo ulżyć? Żaden też z niego rycerz, żeby stawać w obronie niewiast, zwłaszcza, że to było tylko powtórzenie polecenia - a tego, jak już zostało powiedziane, lepiej nie powtarzać po raz drugi - trzeci raz był już jak deathwish. Nie odezwał się już tylko cofnął rękę, skupiając wzrok znów na twarzy Averly - nie było na niej żalu za grzechy, nie było zwątpienia, wręcz przeciwnie - Obóz ją zahartował - tak się stało, bo ona tego chciała - bo chciała zawalczyć o swoje miejsce i udowodnić swoją wartość w tym stadzie. Agenci nie musieli tego mówić. Nic do nich nie musieli mówić - Sahir naprawdę wolał, kiedy milczeli - kiedy cały świat milczał... Cisza pozwalała na chwilę uwierzyć w wolność.
- Szanuję twoją walkę. - Oderwał od niej spojrzenie i pochylił się, by powrócić do rozciągania... a raczej chciał powrócić do rozciągania, kiedy zobaczył jedną z ostatnich osób na torze, nawet nie na ostatniej, a na przedostatniej przeszkodzie - dokończył skłon i bardzo powoli się wyprostował.
Znał przecież tą sylwetkę.
Jakoś tak wystartował szybciej niż pomyślał, nie oglądając się nawet na agentów - podbiegł do Toni i kucnął przed nią, przechylając głowę na bok i przypatrując się jej - większość przeszkód tym razem po prostu ominął - i w końcu tyknął ją w ramię palcem, jak dziecko, które sprawdza, czy jego ulubiony psiak żyje.
- Pomogę ci. - Raczej trudno to było uznać za pytanie... ale chyba nie było też stwierdzeniem. Podniósł spojrzenie na agentów - niemal jak lwica gotowa bronić swego gówniaka. Niemal. Bo ani on nie był lwicą, ani Toni nie była jego córką.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-27, 01:27   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Toni
- Co ty robisz do pierdolonej cholery, Martin! - warknął jeden ze szkoleniowców widząc jej ślimacze tępo. Widocznie tutaj nie było ono jakoś specjalnie akceptowane. A wręcz poniżające. Jednak agenci Psi byli zbyt cenni, żeby jakoś szczególnie przebierać wśród nich. Skoro Toni została zakwalifikowana do niego, a raczej przymuszona, to nie było innego wyjścia niż zrobienie z niej super agentki kosztem wszystkiego. Jak to zniesie? Cholera wie, jedno było wiadome - to jedyna droga i nie ma już odwrotu, skoro się tutaj znalazła. Szkoleniowiec znowu ruszył w jej stronę, widząc, że zatrzymała się na moment aby się otrzepać.
- Pieprzona księżniczka się znalazła - warknął mężczyzna i dodał po chwili głośniej:
- RUCHY, Martin! Tutaj nie ma miejsca na takie rzeczy.
Calum przyglądał się całej sytuacji z daleka - nie miał zbytnio kontaktu z Toni, jednak kojarzył ją z Pryzmatu. Wiedział, że będzie na szkoleniu, a teraz nawet widział ją w akcji. To nie był przyjemny widok. Wiadomo, że chciał jej jakoś pomóc, bo ewidentnie nie wyglądała najlepiej. Jednak nie mógł. Był to dla niej test wytrzymałości i musiała go przejść. Przejdzie jeszcze masę takich testów i nic nie można z tym zrobić. Jedynie przyglądać się i...
- Dasz radę, Toni! - powiedział głośniej, przebijając się przez krzyki szkoleniowców. Dla niej była to zupełnie obca osoba, która dziwnie wierzyła w to, że ukończy tor. Miło.
Gdy spadła ze ścianki, Calum niestety nie miał zbyt dużego pola do popisu. Podeszło do niej kilku szkoleniowców i jeden trącił ją ręką, sprawdzając czy jest właściwie przytomna. Kiwali tylko głową na boki i dodawali coś pod nosem.
- Wstawaj, rekrucie, kurwa mać - syknął agent, trzymając Toni za podbródek.

Kolejna kolejka: Toni, MG
 
 
Désirée St. Claire


20

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-27, 05:38   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Słyszała ten krzyk, nawet gdyby tego nie chciała i tak by go słyszała. Wiedziała, że nie będzie go potrafiła zapomnieć przez długi czas. Starała się nie patrzeć na nich, omijała wzrokiem. Tylko ona jedna wiedziała ile za to wszystko przyjdzie jej zapłacić. Nikt kto nie był Pomarańczowy nie wiedział z czym się takie coś co teraz miało miejsce łączy. Psychika jest skomplikowana, ale wspomnienia pozostają w niej praktycznie na zawsze. Spojrzała na agenta, który zwrócił się do nich tak niemiłym tonem. Gdyby mogła jego również by załatwiła, ale wiedziała, że to nie byłoby jednak zbyt mile widziane.
Z wdzięcznością przyjęła dłoń Sahira, gdy ten ją podciągnął do góry, aby mogła wstać na własnych nogach. Jednak nie była przygotowana na ten widok, który ujrzała. Jej twarz stała się biała, blada. Ale zdołała utrzymać równowagę, potrafiła świetnie udawać, ukrywać swe prawdziwe emocje.Bez trudu ukryła to jak to co miało miejsce wstrząsnęło nią. Nikt nie wiedział co przeżyła ona i inni w Obozie, tam mieli piekło na ziemi. Nikt nie zobaczy już ran jakie miała na ciele, a było ich wiele. Jednak te w psychice jeszcze długo się nie zagoją. Tak była zahartowana, była gotowa walczyć ale nie tylko o sobie. Wiedziała, że będzie też walczyć o pozostałych Psi, o Sahira, Richarda, Kylea i tą dziewczynę, która pokonywała tor przeszkód.
- Dziękuję – szepnęła.
Czy będą się jej bać? Nie wiedziała tego, bała się odpowiedzi. Po chwili zabrała się do ćwiczeń,rozciągała swe ciało, aby móc je wzmocnić.
 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-27, 10:36   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

Zwykle, gdy ktoś na nią krzyczał, po prostu zaczynała płakać. Nienawidziła wyzwisk, przekleństw, na długo zapamiętywała każdy epitet, którym ją nazwano. Zresztą, naprawdę rzadko zdarzało się, by w pryzmacie ktokolwiek tak się zachowywał. Teraz każde zdanie wypowiedziane przez szkoleniowców budziło jedynie jej wściekłość. Nawet na chwile nie zrobiło jej się przykro, za to w myślach obrzucała trenerów wiązankami wszystkich przekleństw, jakie kiedykolwiek poznała. Bo przecież nikt nie miał prawa tak jej traktować, nie miał prawa traktować tak jakiegokolwiek dzieciaka!
Na szczęście resztka zdrowego rozsądku kazała jej gryźć się w język i wykonywać polecania. Nie ważne jak bardzo nie chciała.
Poczuła jak ktoś dźgnął ją placem, jakby sprawdzając czy żyje. I to dwa razy. Pozbyła się też złudzeń co do całego tego treningu, gdy po prostu kazano jej wstać i biec dalej. Nikt nie pytał jak się czuje, czy niczego sobie nie skręciła. Co ich to obchodziło.
Gwałtownie szarpnęła głową, jakby chciała strzepnąć muchę siedzącą jej na nosie. No prawie, bo tak na prawdę chciała wyrwać podbródek z ręki jednego ze szkoleniowców. Wtedy, właściwie przez przypadek, zauważyła zauważyła jedną przyjazną twarz, w całym tym zbiegowisku. Sahir. Nie wiedzieć czemu, większość jej negatywnych emocji zniknęła. Przynajmniej na chwilę.
- Dzięki. - mruknęła, wstając z pomocą chłopaka. Uśmiechnęła się blado.
Zachowywała się, jakby w ogóle nie widziała co najmniej kilku szkoleniowców stojących gdzieś nad nią. Niech sobie patrzą. Gdzieś miała ich wszystkich. Dalej miała tor przeszkód do przejścia, a pewnie nie wypuszczą jej z niego, aż wreszcie go nie ukończy.
Ścianka wspinaczkowa, podejście drugie. Miejmy nadzieję - ostatnie. Przy tym nie mogła już liczyć na pomoc Sahira, ale sama jego obecność dodała jej... otuchy? Trochę się uspokoiła, zyskała pewności, jakoś tak od razu łatwiej jej poszło. Dalej nie był to pewnie poziom zadowalający dla trenerów z CIA, ale Toni była z siebie dumna, gdy udało jej się wejść na samą górę. Od razu zeskoczyła ze ścianki, spadając na czworaka. Najgorsze już za nią, tak myślała. Bo płotki, do których właśnie dobiegła, nie mogły być takie trudne, nie? Żółta do najniższych nie należała, więc uznała, że łatwiej będzie jej przejść górą. Przejść, bo trudno to nazwać przeskoczeniem. Podparła się jedną ręką o płotek i zwyczajnie przerzuciła nogi na druga stronę. Następnie zrobiła tak samo z następnym płotkiem, i następnym, aż do końca. Ledwo łapała oddech, dobiegając do ostatniej przeszkody, która poszła jej wyjątkowo - jak na nią - sprawnie. Złapała się pierwszej poręczy, odrobinę rozhuśtała i sprawnie przekładała jedną dłoń, za drugą. Byle jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie. Zaraz potem była na mecie.
Wreszcie mogła się zatrzymać, oprzeć dłonie na kolanach i złapać oddech. Rozglądając się przy tym za kimś znajomym.
 
 
Richard Gray
Syneczek Tatusia


20

Niebieski




Wysłany: 2016-11-27, 17:17   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Jednak dotarł pierwszy. Jedyne co musiał teraz zrobić, to utrzymać tą pozycję do końca szkolenia. Musiał być przynajmniej w trójce najlepszych, żeby mieć szanse na kolejne, bardziej zaawansowane szkolenie, a kto wie, może nawet dostanie propozycję pracy? W końcu po coś robili te szkolenia, a jeśli nie po to, by znaleźć szczególnie utalentowanych, to nie miał pojęcia czemu to robili. Zresztą, musiał godnie reprezentować ojca.
-Co się stało? - Zapytał spoglądając na ratowników. Nie skupiał się na tym, co się działo za nim. Skupiał się na tych przed nim, i tych obok niego. Nawet nie zauważył, że nastąpił jakiś wypadek, nic więc dziwnego, że specjalnie się nie przejął. -Jakieś kłopoty? - Spojrzał na chłopaka który się cofnął. Czemu się cofnął? Czemu się go obawiał? Nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Znaczy, wiele osób zwracało się do niego z szacunkiem, ale nikt przed nim nie uciekał, wręcz przeciwnie. Dlatego ten niestandardowy widok trochę nim wstrząsnął, ale z grzeczności nie chciał pytać wprost. Skierował wzrok na Kylego, który dobiegł tuż za nim. -Dzięki, tobie też dobrze poszło. - Stwierdził podając mu rękę. -Jestem Richard.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-27, 23:24   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Toni
- E tam, wszystko z nią ok - dodał szkoleniowiec, gdy dziewczyna machnęła gwałtownie głową. Trening trwał dalej, nic nie wskóra takimi akcjami i starano jej się to pokazać na każdym kroku. Udało jej się to wreszcie wykonać, mimo iż fakt tego jak jej to wyszło pozostawiał szkoleniowcom wiele do życzenia. Gdy Toni miała chociaż chwilę wolnego czasu, od razu ktoś do niej podszedł i warknął.
- Co Ty sobie myślisz paniusiu, że to jest plac zabaw?! - krzyknął szkoleniowiec i zmierzył ją surowo wzrokiem. Tak to już zawsze było, musiała dać z siebie wszystko bez względu na to czy się tutaj dobrze czuje czy też nie. Wszystko było już z góry ustalone dawno temu przed jej przybyciem tutaj. A ona nie miała już nic do gadania. Mężczyzna ewidentnie był nieźle zdenerwowany jej postawą i jeśli w następnych minutach nie da z siebie jeszcze więcej, to skończy się to znacznie gorzej. A jej kondycja nie miała tutaj żadnego znaczenia. Nie dla nich.
- Rozgrzewka, już - dodał mężczyzna, nakazując Toni dalej ćwiczyć. W końcu czekało ich kolejne zadanie już niebawem.

Averly i Sahir i Toni mogą teraz napisać kolejkę, bo nie mam dla nich nic więcej. Możecie sobie pogadać, poćwiczyć, albo:

Wszyscy
- Zbierajcie się na śniadanie! - wrzasnął jeden ze szkoleniowców, gdy już do końca pozbierali ledwo-żywego agenta. Niestety nie wyglądało to najlepiej, to znaczy jego stan nie wyglądał. Z pewnością zostanie na jakiś czas usunięty z akademii, o ile nie na zawsze. Przecież zostanie agentem CIA z jednym okiem praktycznie byłoby cudem. Nie był on wyjątkowo potrzebny tutaj, patrząc na te wszystkie dzieciaki Psi i innych, ludzkich agentów. Po prostu dało się go zastąpić jak każdego. No, z wyjątkiem dzieciaków Psi. One były tutaj najważniejszym puntem.
- Jak ktoś woli zostać i poćwiczyć, to zostańcie na torze. Doniesiemy wam tutaj przekąski - dodał kolejny agent, który ruszył już w kierunku stołówki.
- Kolejna zbiórka o 10:00.

Okej, teraz tak.
Averly Toni Sahir - możecie zostać tutaj bądź przejść na stołówkę (na dole link), zdecydujcie sobie w postach albo na Pw - od was zależy. Jeśli chcecie tutaj poodgrywać sobie śniadanie na łonie natury i te sprawy ze szczerą rozmową, chętnie wam pozwolę a nawet przeniosę tę grę do retrospekcji, żebyście mogli sobie spokojnie pograć coś luźniejszego. (Kolejka dowolna)

Kyle, Richard - na razie czekam na Kyle'a, zobaczymy co się tam wydarzy i wtedy napiszę co z wami, ale pewnie to samo będzie was obowiązywało.

Jeśli ktoś się pogubił albo nie wie co odpisać/gdzie odpisać, niech pisze do mnie na GG.

Kafeteria: [http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=5061#5061]

Możecie się porozdzielać bądź nie, w każdym przypadku będziecie mieli 'z kim grać'.
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-11-28, 00:24   
   Multikonta: Śmierć, Shirei
[Cytuj]

Złapał z Toni kontakt wzrokowy, kiedy tylko podniosła głowę i jej wzrok zbłądził w końcu na jego twarz, umykając z tych wysokich sylwetek sterczących nad nią - tak, wstawaj, żołnierzu, przecież nie przybyłaś tutaj na wakacje - wymknęłaś się wreszcie z miejsca, w którym wegetacja podtrzymywała życie, ale nie pozwalała na rozwinięcie się - nie uważasz, że chłodne powietrze poranka, czerpane do głębi płuc, boleśnie wręcz kujące, jest o wiele słodsze niż czyste powietrze Pryzmatu? - woń gleby, trawy i drzew, które opatulały to miejsce zielono-brunatnym murem - z większości pospadały już liście, przykrywając glebę kolorowym kocem. Słowa nie były potrzebne - płynęły już z ust, które nie pytały o to, jak dziewczyna się czuje, nie proponowały - rozkazywały: masz wstać, niczego nie mów, o niczym nie myśl - rób po prostu to, co ci nakazywano, ni mniej ni więcej - tak jak reszta miała to robić. Podam ci tylko na chwilę dłoń, żebyś mogła się podnieść - w końcu płomień ognia całkiem nieźle wabił do siebie prócz niegroźnych ciem wszelkie drapieżniki zamieszkujące tą ciemną dolinę.
Pomógł jej wstać i skinął głową - zachęcająco - odsunął rękę od jej sylwetki i usunął się na bok, by mogła biec - dalej nie mógł jej pomagać, to znaczy, ha! - pewnie mógł - ale ten pomysł nawet nie przebiegł mu przez głowę - nie gdy zobaczył jej oczy, które stworzyły na swej powierzchni skorupkę, pewnie wciąż łatwą do złamania, ale jednak skorupkę - dostała tutaj szansę na przeobrażenie, te wewnętrzne i zewnętrzne, szansę na stanie się wilkiem wśród wilków z owieczki, która zostałaby pożarta w pierwszym rzucie. Zresztą oboje zdaje się, że nie chcieli dostać reprymendy.
Nailah nie miał żadnego powodu, żeby w Toni nie wierzyć.
Wrócił do Averly i rozciągania się, zerkając co chwila jak Władczyni Piorunów szoruje po śliskiej ziemi, żeby dobrnąć do mety z nową motywacją - może faktycznie czasami wystarczy zobaczyć kogoś znajomego? - mieć pewność, że nie jest całkowicie samym w całkowicie nowym miejscu. Ciekawe od ilu lat dziewczyna nie opuszczała Pryzmatu…
Zostanie tutaj nie wchodziło w grę - trzeba się umyć, porządnie zjeść - i musiał opatrzyć nogi, żeby otarcia się nie rozbabrały. Wychylił się tylko za Toni - i znalazł ją wśród rozchodzących się agentów - można by powiedzieć: przywoływał ją spojrzeniem. Serio - niepotrzebne były do tego zdolności pomarańczowych, jak to niektórzy mówią… kwestia tego, jaką wydziela się aurę. Brzmi dziwnie tak długo, jak długo nie okazuje się, że intencje naprawdę mogą zostać odczytane i nadane z łatwością tylko za pomocą odpowiednio intensywnej “myśli”. Chyba wypadałoby przedstawić sobie dwie niewiasty, czyż nie..? Chyba że Averly zamierzała umknąć. Czarnowłosy skierował na nią czarne oczy - jak zawsze - nie wyrażające zupełnie żadnej emocji - a jednak… jakby ją pytał.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Toni Martin
Sierotka Marysia


18 lat

Złota




Wysłany: 2016-11-28, 11:10   
   Multikonta: Faye
[Cytuj]

Milczenie, gdy szkoleniowiec wrzeszczy tuż nad nią, poganiając ją, wcale nie było takie proste. Zacisnęła usta w wąską kreskę, byle nie powiedzieć czegoś, czego później będzie żałować. Oczy jej się zaszkliły. I to wcale nie dlatego, że ktoś na nią krzyczał, czy bezczelnie nazywał "paniusią". Prawie rozpłakała się ze wściekłości i bezradności. Odwróciła głowę, by szkoleniowiec nic nie zauważył.
Uspokoiła się trochę dopiero, gdy ktoś zwołał zbiórkę na śniadanie. Tam chyba nie karzą jej ćwiczyć, nie? Szkoleniowiec dał jej spokój, więc spokojnie mogła rozejrzeć się za kimś, kto też wybierał się na śniadanie. Szybko natrafiła na spojrzenie Sahira, jakby zapraszające, by podeszła.
Zawahała się, gdy zobaczyła, że była z nim jakaś dziewczyna, której Toni nie widziała nigdy wcześniej. Dla Toni każda rozmowa z kimś nieznajomym była stresująca, a teraz dodatkowo miała zaczerwienione oczy, mokre od potu czoło i brudne ubranie, co raczej nie dodaje pewności siebie. Sahir jednak dalej był jedyną znajomą osobą, a żółta nie chciała znów wszędzie chodzić sama. Więc jednak do nich podeszła.
- Idziecie na śniadanie? - rzuciła, uśmiechając się lekko.
 
 
Kyle Lewis
Quartermaster


17

Zielony




Wysłany: 2016-11-28, 16:27   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Wciąż czuł się cholernie zmęczony, ale siły zaczynały już do niego wracać. Udało mu się nawet wyprostować i pokazać oba środkowe palce agencikom wykrzykującym coś o dyskwalifikacji. Zrobił to z szerokim uśmiechem. Niby jak według nich miał wykorzystać swoje zdolności do przebiegnięcia tego toru? Był tylko i aż geniuszem, nie umiał strzelać ogniem czy błyskawicami z rąk, nie potrafił lewitować. Bez pamięci mięśniowej dobiegłby na końcu, albo odpadł jak dziewczyna, którą w widział wcześniej płaczącą w lecznicy. Dzięki soczewce wiedział jak ma na imię, oraz znał jej kolor ale to wszystko. Musiał poznać resztę oddziału, bo spodziewał się że Pryzmat utworzy z nich jednostkę bojową. Nie było innego wytłumaczenia. Uścisnął mocno dłoń Richarda, odhaczając zapoznanie się z prawdopodobnie przyszłym kapitanem drużyny. Kyle byłby bardzo zdziwiony, jeśli CIA nie weźmie syna prezydenta na dowódcę.
- Twoja zasługa. - uciął temat toru i przeszedł do kolejnego - Dołączymy do reszty? Mam ochotę coś zjeść. - kiszki grały mu marsza Radetzky'ego.
_________________
Ekwipunek: Egzoramię z tarczą magnetyczną, smartfon, kable, infosoczewka
 
 
Désirée St. Claire


20

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-28, 18:08   
   Multikonta: xxxxxxxx
[Cytuj]

Skłon. Przysiad. Skręt. Ćwiczenia różnego rodzaju, które pozwoliły jej rozciągnąć własne ciało. Wiedziała do czego jest zdolna, a musiała nadrobnić czas, który spędziła w Obozie. W końcu teraz miała do tego najlepszą okazję. Obserwowała również inne osoby, które znajdowały się na tym terenie. Nawyki, ach te nawyki, których nie sposób się pozbyć. Właśnie wykonywała kolejne ćwiczenie gdy dotarł do niej krzyk oznajmiający, że pora na śniadanie. Wyprostowała się spoglądając na szkoleniowca, który to wykrzyczał. Jeszcze mogła dostrzec agenta, który w końcu został zabrany. To co mu się stało było jej dziełem, ale starała się odrzucić to od siebie. Naprawdę nie wiedziała, że będzie tak drastycznie, ale wiedziała również coś innego: albo oni, albo my (Psi). Z dwojga złego, dwóch opcji gotowa była na jeszcze gorsze rzeczy względem zwykłych ludzi niż to co obecnie zrobiła.
Spojrzała na Sahira, który wrócił do niej gdy tylko pomógł tej dziewczynie. Obserwowała jego zachowanie, to jak usiłuje przywołać do nich dziewczynę. Po chwili zauważyła, że tym razem spojrzenie zostało skierowane na nią.
- Nie ucieknę ci i chętnię ją poznam – dodała.
I tak zdecydowanie chciała iść na śniadanie. Po chwili zauważyła, że wspomniana osoba podeszła do nich, aby już kilka sekund później zapytac o to czy idą na śniadanie.
- Zdecydowanie tak...Averly – rzekła.
Wyciągnęła ku niej swą dłoń, aby się przywitać. Nie zrobi jej na pewno nic złego.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,128 sekundy. Zapytań do SQL: 12