• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy luty 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -5°C, pada śnieg.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Każdy nowy może rozpocząć grę jako exagent Pryzmatu i zamieszkać na strzeżonym osiedlu należącym do rządu!

    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Toni Martin Poszukuje relacji z osobami z Syndykatu.
    -Hunter McAvoy Poszukuje osób do swojego własnego, prywatnego gangu.


  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Kafeteria
Autor Wiadomość
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-11-27, 23:23   Kafeteria
   Multikonta: Val, MG


Spore pomieszczenie wypełnione stołami i krzesłami. Przy jednej ścianie znajduje się bar, gdzie każdy może wziąć sobie takę i nałożyć na nią ulubione jedzenie. Wszystko tutaj, wbrew pozorom, jest bardzo dobrej jakości. Brak jednak tu kalorycznego i niezdrowego jedzenia. Wszystkim agentom przysługuje również podwieczorek, składający się z czegoś słodszego.
Brak tutaj jakichkolwiek dekoracji czy czegoś w tym rodzaju, wszystko wygląda bardzo surowo.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-11, 22:43   
   Multikonta: Val, MG


- Odizolowane pomieszczenie w kafeterii -

Willow siedziała na stole i piła kawę przez rurkę, która znajdowała się w plastikowym kubeczku.
- Ohyda - dodała i popatrzyła znowu na tę dziwną masę, którą przyszło jej dzierżyć w dłoniach. Siedzieli już w tej okropnej kafeterii od kilku godzin, bo nikt nie chciał ich wypuścić. W końcu nie mogli się pokazać ani nic. Byli dodatkowymi osobami Psi, nie należeli do treningu. Gdyby to wyszło na jaw, to raczej zirytowałoby resztę ekipy. Chciano, by poznali osoby, które będą za parę tygodni będą z nimi mieszkały. Poza tym mieli też jakiś wybór, chciano, by również przyczynili się do wybrania tych osób. Poznali już kilku agentów, takich jak Sahir - szczególnie Xavier - Toni, Averly. Kojarzyli ich mniej-więcej, ale głównie z kolorów i tego, jak przeszli egzaminy. Szczególnie te wszystkie papiery analizowała Willow, próbując wykalkulować najbardziej przydatnego kandydata. Po chwili odwróciła się do Xaviera, podeszła do niego z papierami i dodała:
- Pogadamy? - spytała, przechylając głowę w lewą stronę. Fabien w tym czasie leżał na jednej z ławek i kimał. Markowy fullcap zasłaniał jego twarz, w końcu musiał mieć chociaż odrobinę komfortu. Nigdy nie był jakoś specjalnie zaangażowany w te wszystkie sprawy. Przyjechał tutaj, bo musiał i już.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-12, 23:48   
   Multikonta: Alice, John


Kiwnął głową przyjmując pochwałę. OCzywiście, nie zadowolił wszystkich, ale nie mógł nic na to poradzić. Cóż, być może kiedyś przekona ich, że nie jest mutantem. Należało dać im trochę czasu, ale sądził, że kiedy już pokaże wszystkim swoje zdolności, i zostaną one powszechinie uznane, to podejście tej garstki niedowiarków się zmieni, i w końcu zaakceptują fakt, że jest zwyczajnym żołnierzem, tylko posiadającym większe możliwości, dzięki mocom PSI. Wysłuchał uważnie co ma do powiedzenia agent, po czym ukłonił się lekko, podziękował i skierował się do swojego pokoju.
Szybko przebrał się w odpowiednie ciuchy, po czym ruszył w stronę kafeterii. W sumie nie był pewien, czemu właściwie przybył tu ojciec. Raczej się nie stęsknił, jego ojciec nie był typem człowieka, który dałby się ponieść takim sentymentom. A to znaczyło, że coś się wydarzyło. Wydarzyło się coś, przez co spotkanie to nie mogło być odłożone do zakończenia obozu treningowego, ale musiało odbyć się właśnie teraz. Tylko co? Coś z Lynn albo Laylą? Być może. Nie chciał zakładać najgorszego, ale co innego miałby pomyśleć w tej sytuacji? W końcu jeśli chodziło o spotkania, to na większość chodziła któraś z jego sióstr. Rzadko zdarzało się, że musiał sam kogoś poznawać. Ojciec dobrze wiedział, że jesgo syn się do tego nie nadaje. Do rozmów z ważnymi ludźmi. Owszem, był kulturalny i uprzejmy, ale mimo wszystko nie był specjalnie dobrym rozmówcą. Dlatego nie spodziewał się, że miał poznać kogoś ważnego, szczególnie nie podczas obozu i nie w takim miejscu. Zapewne chodziło tu o coś innego... A może jednak chodziło właśnie o to? O to, żeby znów się komuś pokazał? Jeśli tak, to będzie bardzo niepocieszony. Szczególnie po tym, jak ojciec wysłał go na ten obóz. W końcu nie zrobiłby tego, gdyby były jakieś ważniejsze sprawy, prawda?
Stawił się w kafeterii szukając wzrokiem ojca bądź kogoś znajomego, kto wskazałby mu miejsce gdzie miał się udać.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-13, 10:15   
   Multikonta: Val, MG


Dwie kolejki: Richard, MG
Xavier, MG, Willow

Richard
Kolejne wydzielone pomieszczenie, specjalnie przygotowane na jakieś ważne spotkania. Teraz czekał przed nim jeden z pachołów ojca, którego zadaniem oczywiście było znalezienie Richarda. No i jest tutaj, idealnie ubrany i inne takie sprawy. Mężczyzna dość... dłuższym spojrzeniem ocenił to, czy wszystkie guziki są idealnie dopięte i czy na garniturze nie ma żadnego niepożądanego zagięcia. Wszystko okej. Na samym końcu mężczyzna kiwnął głową i przepuścił Richarda przez drzwi. Oczywiście musiał przejść ten dziwny egzamin, bo przecież spotykał się z ojcem. To było dość niekomfortowe.
- Richard - dodał Gray i uśmiechnął się lekko. Nie wstał. Nie przywitał go. Cały czas siedział na swoim miejscu i dzierżył w dłoni szklaneczkę whiskey. Wyglądał na lekko zmarnowanego, może zmęczonego. Kiwnął głową na chłopaka, by ten usiadł przed nim. Byli tam sami, przynajmniej jak na ten moment. Jednak ewidentnie przystawione do stołu krzesła i zastawa, którą mogłaby pochwalić się Królowa Elżbieta, zwiastowała to, że raczej na kogoś czekają. Gray miał kilka asów w rękawie. Jak zawsze.
- Dobrze Cię widzieć, synu. Chciałem zamienić z Tobą słówko - powiedział. Następnie do pomieszczenia weszła kobieta, ubrana w ciasną, elegancką sukienkę i biały fartuszek. Jej włosy były tak ciasno spięte w kok, że ciężko uwierzyć, że mogła oddychać a z jej oczu nie lały się łzy. Dolała ona Grayowi alkoholu do szklanki, a gdy chciała zrobić to samo z Richardem (a raczej wypełnić jego szkło pierwszy raz), prezydent kiwnął głową i ściągnął swoje stare, krzaczaste brwi. Wyszła.
- Jestem dumny z tego, jak idzie Ci podczas akademii. Jednak wysłanie Ciebie tutaj miało większy cel niż po prostu ćwiczonka - stwierdził, a następnie pociągnął łyka ze szklanki. Taka była prawda. Zawsze było coś większego, kryjącego się za czymś mniejszym. Richard powinien przywyknąć i już.
Gray czekał teraz na jego reakcje. Raczej nie było tam miejsca na rozmowę o siostrach. Były sprawy ważne i ważniejsze. Albo może takie, które chce się odkopywać i takie, o których lepiej... zapomnieć.
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-13, 22:28   
   Multikonta: brak


Czemu wszystkie pomieszczenia w tym cholernym ośrodku muszą być takie szare i nijakie? Można popaść od tej monotonii w depresję. Xavier uważał, że gdyby dodano tutaj parę odcieni ostrego różu albo kanarkowej żółci to nikt na tym by nie ucierpiał, a przynajmniej miałby zawiesić na czym oko.
Tymczasem od paru bitych godzin przesiadywał w tej burej klitce i umierał z nudów. Siedział przy jednym ze stolików i opierając brodę na nadgarstku, obserwował ze znudzeniem ludzi w pomieszczeniu. Było to wyjątkowo nużące zajęcie. Jedzenie i picie nie było zbyt fascynującą czynnością, a to robiła większość osób zgromadzona w kafeterii.
Xavier też próbował spożyć bezsmakowy posiłek, ale stwierdził, że zdrowa żywność przypomina w smaku papier i darował sobie tą mizerną dawkę kalorii. W tej chwili bezmyślnie włożył hiper zdrowe zbożowe ciastko do zimnej herbaty i dziubał je łyżeczką.
Spojrzał z zazdrością na Fabiena, który pochrapywał na jednej z ławek. Ten chłopak miał zadziwiającą zdolność zasypiania w nawet najbardziej zatłoczonych i głośnych miejscach. Pewnie potrafiłby nawet sobie kimnąć na środku pola walki podczas ostrej wymiany ognia.
Oczywiście Xavier mógłby wykorzystać ten czas oczekiwania w bardziej produktywny sposób. Jednak nie był zbyt zaangażowany w sprawy Pryzmatu i zwykł wykazywać niefrasobliwość w stosunku do wydawanych mu rozkazów. Także i tym razem postanowił nie robić nic, co by okazało się pomocne dla organizacji. Bujał się jedynie na krześle i wpatrywał w rozmięknięte ciastko w herbacie. Wolną dłonią bawił się swoim breloczkiem z golden retriverem. Od jakiegoś czasu zastanawiał się, czy przemycenie psa do Pryzmatu byłoby dobrym pomysłem. Podejrzewał, że byłby to fatalny pomysł, niemniej ta idea zakiełkowała w jego głowie i wciąż uparcie o sobie przypominała.
Poczuł obecność Willow nad swoją osobą. Kątem oka dostrzegł też przerażająco wyglądające naręcze papierów, które trzymała. Westchnął przeciągle na ten widok i zdmuchnął ciemny pukiel włosów z czoła. Słysząc pytanie dziewczyny, wzruszył jedynie niemrawo ramionami.
- No cóż, nie mam wyboru - rzekł tonem męczennika.
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-14, 01:34   
   Multikonta: Alice, John


Nie okazał zirytowania, które poczuł, kiedy pachołek ojca zaczął dokładnie sprawdzać, czy aby na pewno Richard wyglądał dobrze. Tak, jakby miał się spotkać z... Prezydentem, a nie ojcem. No ale musiał się przecież do tego przyzwyczaić. Może nie chodziło wcale o te krytyczne wymagania na temat ubioru, a raczej o fakt, że ktoś nie wierzył, że Richard był w stanie ubrać się porządnie.
Wszedł do pomieszczenia, i ukłonił się lekko, tak jak zwykle, kiedy stawał przed ojcem. -Rozumiem. - Powiedział jedynie, na stwierdzenie, że ojciec chciał z nim porozmawiać. Zanalizował wzrokiem pomieszczenie i stół, stwierdzając, że jeszcze ktoś przyjdzie. Więc jednak spotkanie. Ale czemu? Czemu właśnie z nim? Co się działo z jego siostrami? Wyglądało na to, że nie był to czas ani miejsce na takie pytania. Usiał więc przy stole, na wskazanym miejscu. Przyjrzał się uważnie kobiecie, która dolewała ojcu alkoholu. Nigdy nie miał dość patrzenia na to, jak ci ludzie starali się, tylko po to, by mu zaimponować. Ten niesamowity szacunek który wzbudzał u każdego, ta niesamowita władza którą posiadał... To było naprawdę coś. Chciał kiedyś choć zbliżyć się do tego poziomu, by móc porozmawiać jak równy z równym, a nie jak ojciec z synem. Do tego momentu czekało go jeszcze trochę pracy.
-Dziękuję, ojcze. - Powiedział uprzejmie, słysząc pochwałę. -Staram się jak mogę, by godnie reprezentować nasze nazwisko. Muszę przyznać, że spodziewałem się większego wyzwania, ale być może to tylko rozgrzewka. - Uśmiechnął się lekko. Nie był pewien, czy wypadało tak mówić, ale nie mógł się oprzeć, słysząc słowa ojca, z których wynikało, że wysłanie go tu miało jakiś większy cel. Musiał więc pokazać, że nie obawia się nowych wyzwań. Starał się być cały czas opanowany, ale pochwała ojca mocno poprawiła mu humor i połechtała jego ego. Chwilę milczał, nim znów się odezwał. -Postaram się nie zawieść twojego zaufania, i wykonać zadanie które dla mnie przewidziałeś. Rozumiem, że jeszcze na kogoś czekamy? - Spojrzał wymownie na puste krzesła. -To trochę stresujące. Wygląda na to, że przygotowałeś jakieś ważne spotkanie, a ja nie jestem zbyt dobry w takich oficjalnych rozmowach. Nie chciałbym się ośmieszyć. - Uśmiechnął się wymownie. Nie był pewien, czy w ten sposób może "niechcący" zejść na temat swojej siostry, dlatego nie wspomniał jeszcze jej imienia, choć pewnie można było się domyśleć, że jego słowa miały brzmieć "zwykle to Lynn prowadziła takie rozmowy, ja nie mam w tym doświadczenia. Nie lepiej było wezwać ją?". Mimo to zdołał powstrzymać język, a stwierdzenie raczej nie powinno ujść za obraźliwe bądź nie na miejscu.
Fascynujące, jak wiele problemu mogła przynosić rozmowa z własnym ojcem. Należało odpowiednio się ubrać i uważnie dobierać słowa. Nie można było zapytać wprost o stan własnej siostry. To było... Upierdliwe. Ale oczywiście nie mógł tego okazać.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-14, 17:37   
   Multikonta: Val, MG


MG
Xavier
- Nie mów tak... - powiedziała Willow, spoglądając na niego lekko przerażona. Oczywiście musiała teraz wytłumaczyć swoje stanowisko. Czuła to. Nie mogła się wręcz temu oprzeć.
- Robimy to, bo to istotne. Nasza decyzja jest bardzo istotna. To będą ludzie, którzy... Będziemy z nimi pod jednym dachem - powiedziała i wzruszyła ramionami, jakby chciała przeprosić za to wszystko, co zgotował im rząd Stanów Zjednoczonych i organizacja zwana Pryzmatem. Rudowłosa przeszła kawałek i usiadła na stole, a następnie zaczęła rozdzielać akta, które wcześniej przeglądała. Zresztą, nie tylko ona...
- O Jezusku! - pisnęła i odsunęła się gwałtownie od kupy papierów. Zanim Xavier zaczął dopytywać, co się właściwie stało, dziewczyna powiedziała:
- To się... Klei? To... To ohydne... - zaczęła lamentować, jakby świat się zawalił albo ktoś zdążył umrzeć, po chwili jednak wszystko było o wiele bardziej... Klarowne.
- Nie, zostaw to! - warknął Fabien i zdjął czapkę z głowy. Rzucił ją na ziemie i podbiegł od razu do Willow, mijając Xaviera. Teraz pewnie miał być ten moment na tłumaczenia.
- Mówiłem, żebyś tego nie ruszała, głupia! To moje rzeczy! - dodał i zabrał wszystkie dokumenty, a następnie zamknął się w toalecie. Chyba jeszcze nigdy nie poruszał się aż tak szybko.
- Ja... Ja nie chciałam - dodała Willow i zerknęła na Xaviera, a następnie podeszła do niego i cały czas wpatrywała się w swoje dłonie.
- Dotknęłam tego. Rany... - powiedziała po chwili, kompletnie się załamując. Jednak była o wiele poważniejsza sprawa:
- Ale co my teraz zrobimy? Nie mamy jak przeglądnąć papierów. Rany... Jak możemy współpracować z takim kimś jak Fabien? Czy on ma jakieś problemy z dorastaniem? Nie mogę znieść, wciąż zachowuje się jak dziecko - powiedziała Willow i podeszła do małego aneksu kuchennego, gdzie przepłukała swoje dłonie, następnie twarz, usta i gardło. Była potem gotowa na dalsze rozmowy po tym szoku i traumie, którą zafundował jej młody francuz.
- Chcesz wniknąć w mój umysł? Mam tam wszystkie wspomnienia dotyczące tych ludzi - powiedziała, lekko się uśmiechając. Traktowała swoją głowę jak gigantyczną bazę danych. Jak przenośny, nieskończony dysk. Zaś Xavier był swojego rodzaju odbiornikiem. Podobał jej się ten układ.

MG
Richard
- Nie mów tak Richard. Jesteś moim synem - powiedział Gray i lekko się uśmiechnął. Tak. Czekali na kogoś. W sumie spodobał mu się ten ton, jakim posługiwał się jego syn. On zaś był oszczędny w słowach, ale to, co mówił Richard imponowało mu. Czyli jednak wychował go na mądrego człowieka, który będzie wiedział kiedy się odezwać a kiedy nie. I nie wpadnie, niczym Lynn czy Layla w nieodpowiednim momencie i nie zacznie się o wszystko wypytywać.
- Posłuchaj, Richard. Od tego zależy przede wszystkim los naszej rodziny - dodał Gray, a po tym nalano mu trochę alkoholu. Nie chciał się upić, oczywiście. Jednak rozmawianie o tym na trzeźwo nie będzie dobrym pomysłem. Tak bardzo nie chciał, by Richard wyczuł, że jest spięty. Że teraz musi poprosić go o coś tak istotnego. Zawsze chciał był spokojnym i opanowanym człowiekiem. Z pokerową twarzą. Ostatnio jednak szło mu coraz gorzej.
- Pryzmat zdecydował się powołać nowego przewodniczącego. Objął on kontrolę nad całym projektem, agentami. Niedługo kończy się moja kadencja. Wiesz o tym, prawda? - dodał po chwili mężczyzna i znowu zerknął na syna. Chciał wybadać jego reakcję i zobaczyć, co zrobi.
- Nie chcę, żebyś skończył jako kolejny agent. To nie jest praca dla Ciebie, Richard. Nie chcę dla Ciebie takiego życia. Przyszedłem tutaj złożyć Ci ofertę, jednak wydaje mi się że jesteś rozsądnym mężczyzną i ją zaakceptujesz. Pryzmat chciałby powołać kolejny oddział. Byłaby to część wojska. Zachowałbyś swoją pozycję nawet po skończeniu się mojej kadencji. Jesteś zainteresowany, czyż nie? - powiedział Gray i popatrzył na swojego jedynego dziedzica. Jedyne oczko w głowie. Ostatnią nadzieję, na jakiekolwiek wystawne życie rodziny. Przecież Donavan go zniszczył. Prawda? On jednak miał ostatniego asa w rękawie.
- Jednak nie będziecie w prawdziwym wojsku Stanów Zjednoczonych. Prywatne firmy wojskowe. Najemnicy. Mówi Ci to coś, synu?
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-15, 11:20   
   Multikonta: Alice, John


Ojciec dobrze wiedział, jak można kupić Richarda. Wystarczyło wspomnieć coś o honorze czy losie rodziny, i była praktycznie stuprocentowa pewność, że chłopak to zrobi. Szczególnie, jeśli mówił o tym ojciec. Dlatego Richard błyskawicznie się sprężył i zaczął słuchać.
Na wspomnienie o zmianie przewodniczącego nie zareagował. Nie rozumiał tego, nie potrafił pojąć jak można odwołać człowieka, który stworzył to miejsce i opiekował się nim świetnie, ale mimo to nie zareagował. Może zwyczajnie nie wiedział jak powinien zareagować, więc zamknął wszystko w sobie.
-Oczywiście. - Powiedział po chwili milczenia. Nigdy nie myślał o zostaniu najemnikiem. Wymarzył sobie karierę w wojsku państwowym, gdzie mógłby zyskać pozycję i szacunek. Czy jako najemnik też mógł to zyskać? Czy mógł zbliżyć się do pozycji ojca w ten sposób? Nie był pewien. Ale przecież nie mógł tak zwyczajnie odmówić. Nie mógł zawieść ojca. Szczególnie, jeśli od tego zależał los całej rodziny. -Więc, mam zostać najemnikiem, tak? Jeśli taka jest twoja wola, to z radością nim zostanę. I będę starał się godnie reprezentować naszą rodzinę. - Stwierdził spokojnie, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. To nic nie zmieniało. Nie on był tutaj od myślenia. Od myślenia były jego siostry, od myślenia był jego ojciec. Richard miał tylko i wyłącznie walczyć. To była jego rola w tym całym przedstawieniu, które niektórzy nazywali życiem. Nie przeszkadzało mu to, że jest tylko kukiełką. Nie przeszkadzało mu to, że ktoś wyznaczał mu rolę. Oczywiście, jeśli tym kimś był jego ojciec, bądź któraś z jego sióstr. Ufał im bowiem bezgranicznie, i wiedział, że będą oni podejmowali słuszne decyzje. A on... On nie umiał wybiegać myślami tak bardzo w przyszłość. Nie rozumiał wszystkich rzeczy, na których znały się jego siostry. Nie pojmował w pełni jak wielkie znaczenie ma to, że zostanie teraz najemnikiem, zamiast iść drogą, którą do tej pory kroczył. Ale nie musiał. Zaufanie do osób podejmujących te decyzje w pełni mu wystarczyło, żeby zgodzić się na to wszystko. Szczególnie, jeśli od tego zależał los jego rodziny.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-15, 13:24   
   Multikonta: Val, MG


MG
- Cieszę się, że jesteś rozsądny - powiedział Gray. Chwilę zastanawiał się, jak właściwie mógł pomyśleć, że ta akcja mogła nie wypalić. Przecież to jego syn. Jest rozsądny? Chyba tak, skoro wykonuje każdy rozkaz i jeśli ma o coś nie pytać, to nie pyta. Zawsze, jeśli chodzi o zaufanie to stawia na pierwszym miejscu jego. Czy to nie wspaniałe?
- Tak, jak Cię wychowałem - dodał, rozpierała go wręcz duma. Spojrzał na niego tym wzrokiem, który Richard tak bardzo uwielbiał. Widział w jego oczach to wszystko, co zawsze chciał widzieć. Ojciec rzeczywiście był dumny z tego, kim Richard był. Czy to nie wspaniałe? A teraz będzie mógł znowu walczyć. Napychać się tymi pustymi ideałami jak honor czy rodzina. Czy Gray miał honor? Nie do końca, próbując kopać dołki pod Donavanem.
- Z początku będziecie służyć pod Pryzmatem. Jednak po zakończeniu mojej kadencji, przeniesiemy to. Będziemy prywatną firmą. Jednak nie możesz o tym nikomu powiedzieć. Wrócisz do domu, Richard. Do matki - powiedział.
Czy miał honor? A czy honorowe było pozostawienie Layli w środku buszu? Usunięcie Lynn z Pryzmatu? Co prawda uratował jej życie, jednak czy on, jako prezydent i ojciec mógł jakoś temu zapobiec? Mógł. Ale pożarł go strach.
- Zaraz chciałbym żebyś poznał osobę, która przedstawi Ci spis osób, które chciałbym rekrutować - powiedział i kiwnął głową, a następnie do pokoju wszedł inny mężczyzna. Zajął on miejsce i uśmiechnął się lekko do Richarda.
- Witaj, Ruchard. Pamiętam Cię jako dziecko - stwierdził. Oczywiście była to prawda. Mężczyzna dość dobrze pamiętał go jeszcze jako małego szkraba. A teraz? Miał być jego doradcą. Czasy się zmieniają.
- Przejdźmy do rzeczy, Spencer - dodał surowo Gray i zmierzył go wzrokiem, ściągając swoje krzaczaste brwi. Nie mieli czasu na durne pogawędki. Niech od razu każdy przejdzie do sedna. To ułatwi całą sprawę.
- Ah tak. Mam tutaj teczkę zawierającą potencjalnych kandydatów. Ty, Richardzie, również możesz proponować swoich - powiedział mężczyzna nazwany Spencerem i podał chłopakowi wypchaną teczkę.
Kto tam się znajdował? Sahir Nailah, Lux Bloomfield. Na razie tyle potencjalnych kandydatów.
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-15, 21:33   
   Multikonta: brak


- Uhmmm - skomentował oszczędnie Xavier, słysząc wywód Willow. - Skoro tak mówisz - przyznał pokojowym (choć niezbyt przekonującym) tonem. Nie rozumiał stanowiska swojej przyjaciółki i wcale nie zamierzał go zrozumieć, jednak wiedział, że wyjaśnianie jej, dlaczego tak naprawdę jest w Przymacie byłoby zbyt skomplikowane. Problem w tym, że on sam też sam wiedział, dlaczego tutaj jest. Czasami łudził się, że to wszystko robi tylko po to, by kiedyś móc żyć tak, jak normalny człowiek, razem ze swoją (ostatnią) rodziną w postaci swojego dziadka. Ale w inne dni - te mroczniejsze dni - cichy głosik w jego głowie szeptał mu, że jest tu, ponieważ lubi to robić. Podświadomie coś w nim pragnie tego poczucia, że ma władzę nad innymi ludźmi. Ludźmi, których Przyzmat ofiaruje mu, by mógł ''trenować'' na nich swe umiejętności.

Xavier znów zwrócił wzrok na Willow, która ponownie zanurzyła się w stosie papierów. Nie bez powodu ochrzcił ją per ''Panną Dziwaczką'' już po ich pierwszym spotkaniu. Od razu to, co rzuciło mu się w oczy, to fakt, że dziewczyna przesadnie emocjonalnie reagowała na otaczającą ją rzeczywistość. Szczególnie na to, jak zwracali się do niej inni ludzie. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że ma zespół Aspergera. Niemniej Xavier nie miał specjalnie rozwiniętej empatii, więc nie do końca potrafił pojąć skomplikowane tajniki międzyludzkich relacji. Stąd też jego niezbyt taktowna (a za to mocno złośliwa) skłonność do nadawania ludziom zabawnych (według niego) przydomków.
Teraz z tą samą obojętnością, z którą obserwował wnętrze kafeterii, przyglądał się też scenie, która wydarzyła się pomiędzy Willow i Fabienem. Ich koleżka urządził niemałe przedstawienie, zachowując się jak typowy, rozkapryszony nastolatek. Tymczasem panna Delecroix wydawała się niezmiernie przejęta reakcją Fabiena, jakby dostała naganę od samego prezydenta USA. Xavier wygiął w łuk jedną brew, odprowadzając spojrzeniem Fabiena, po czym przeciągnął się leniwe i ziewnął szeroko (i niezbyt kulturalnie).
- Daj sobie spokój - mruknął, choć wiedział, że to i tak nie uspokoi roztrzęsionej Willow - Chłop przechodzi okres dojrzewania i jest chwiejny emocjonalnie. Pewnie znowu nie udało mu się złamać hasła do konta jakiejś seksownej laski i teraz parę dni będzie to przeżywać. - mimo że mówił spokojnym, wręcz zblazowanym tonem, to Willow wciąż wydawała się niespokojna.
- Chryste, wyluzuj. To tylko papiery. I oczywiście, że Fabien ma problemy z dorastaniem, ale nikt z nas nie jest jego niańką, więc proponuję, żeby go olać.
To mówiąc, uśmiechnął się szeroko i przysiągł sobie w duchu, że jeśli przyłapie Fabiena kolejny raz na urządzaniu tego typu scen, to zrobi mu małe pranie mózgu i nie będzie zwracać uwagi na to, że są ''drużyną''. Nie był specjalnie wyrozumiałym człowiekiem. Mimo że pozornie sprawiał wrażenie opanowanego, to w rzeczywistości był mocno skłonny to wybuchowych czynów i zdecydowanie nie był zbyt stabilnym człowiekiem. A pochopne używanie swoich umiejętności w przypływie negatywnych emocji dobitnie o tym świadczyło.
Kiedy Willow wspomniała o tym, by zajrzał do jej umysłu, Xavier wyprostował się na krześle, delikatnie się ożywiając. Nie, żeby mu przyjemność sprawiał fakt, że będzie mógł zajrzeć do jej głowy. To wcale nie tak, że lubił sobie przeglądać mózgi innych dla czystej rozrywki... No dobrze, nie oszukujmy się. Lubił to. Nawet jeśli to dotyczyło Willow. Poza tym, czy nie zaproponowała mu tego sama? Nie robił niczego wbrew jej woli.
- Okej - starał się nadać swojemu głosowi spokojny i profesjonalny ton - Jeśli sobie tego życzysz.
Przechylił lekko głowę, wpatrując się w twarz Willow. Widział wciąż ślad burzliwych emocji, które jeszcze przed chwilą nią targały.
- A teraz rozluźnij się - nakazał, wbijając w nią spojrzenie ciemnych oczu. Oczywiście żadne ''rozluźnianie się'' nie było wymagane, ale to brzmiało bardziej cool.

Gdyby Xavier był romantykiem i poetą, to przyrównałby przetrząsanie umysłu innego człowieka do czytania bardzo grubej i zawiłej książki. Albo do spaceru po starym i zarośniętym ogrodzie, pełnym chaszczy i zawiłych ścieżek. Ale Xavier nie był jednym, ani drugim. Był natomiast realistą i cynikiem. I jemu umysł ludzki kojarzył się z przepastnym wysypiskiem śmieci, w którym musi grzebać się aż po łokcie. I po kolana też. Musiał przedrzeć się przez niepotrzebne wspomnienia, przesegregować zbędne myśli, odrzucić to, co uważał za odpady i znaleźć cenne, głęboko ukryte informacje.
Głowa Willow też przypominała taki piętrzący się stos śmieci (rzecz jasna nigdy jej tego nie powiedział, bo zapewne to porównanie by ją nie zachwyciło). Niemniej był to umysł, który bardzo dobrze znał, bo wnikał w niego już kolejny raz, dlatego czuł się w nim dość... komfortowo. Był na swój sposób umysł wyjątkowy. Z pozoru wydawał się nieco chaotyczny i pełen sprzecznych emocji, ale Xavier widział w tym chaosie pewien porządek. Wiedział, że Willow godzinami uwielbia rozmyślać, analizować i porządkować informacje. To ułatwiało mu ''pracę'' i znalezienie tego, czego szukał. Teraz sięgnął do myśli, które znajdowały się tuż na powierzchni umysłu Willow, gdy przed kwadransem dziewczyna przeglądała papiery, zapamiętując to, co w nich się znajdowało. Były to świeże wspomnienia i myśli, nieprzykryte jeszcze mgłą zapomnienia. Miał nadzieję, że uda mu się je wydobyć i odczytać.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-15, 23:46   
   Multikonta: Val, MG


- Ale... Po prostu to chore - powiedziała Willow, jeszcze na sekundę wracając do tej akcji. No tak, Fabien musiał coś odwalić, a ruda jak zawsze brała to do siebie, jakby zawalił się świat. Wiedziała, że irytuje to ludzi wokół niej ale... co ona mogła?
- Musimy coś z tym zrobić, bo... Co, jeśli ktoś zobaczy co on zrobił z tymi zdjęciami? Przecież to brak szacunku. Te dzieci... My będziemy z nimi pracować, a on zachowuje się... - zaczęła mówić, gestykulując rękami. Po chwili jednak się uspokoiła, usiadła znowu na stole - bo musiała wstać żeby wygłosić przemówienie - i zaczęła coraz spokojniej oddychać. Problemem było to, że dziewczyna pamiętała większość rzeczy tego typu. Nie potrafiła przecież sortować swojej głowy i wywalać z niej zbędnych rzeczy - było to niemożliwe, chyba, że jakiś życzliwy Pomarańczowy usunie z jej głowy widok Fabiena, który znowu został przyłapany na zabawianiu się z samym sobą. Ale nie miała nigdy odwagi zapytać o to kogoś - bo przecież wtedy to będzie w jego głowie. Będzie musiała już żyć z tym do samego końca.
Okej, uspokoiła się. Wzięła głębszy oddech i odwróciła się w stronę Xaviera. Teraz ważniejsze było zajęcie się tym, czym mieli zająć się od początku. Willow podeszła do chłopaka i usiadła naprzeciwko niego, a następnie podała mu obie ręce, które stwarzały o wiele mocniejszą więź. Uśmiechnęła się, a po chwili zamknęła oczy, udostępniając mu wejście w odmęty swojego umysłu.
Gdyby Willow miała określić swój umysł, z pewnością opisałaby go jako swojego rodzaju posortowaną bazę danych. Bibliotekę, gdzie każda książka zawierająca wspomnienie miała swoje miejsce na wysokich półkach. Przecież jej umysł zawsze działał tak szybko, a przechowywał tak bardzo gigantyczną ilość informacji. To oczywiste, że musiało być to posortowane. Jednak nie dla niej.
Z początku mogło to Xaviera zmęczyć, przekopywanie tych wszystkich wspomnień, które ruda uważała, że chowa daleko i pozostawia niedostępne. Zawsze musiał przejść przez jej cudne wyobrażenia ich paryskiego domu, jakiegoś chłopaka z dzieciństwa i rodziców. I kaczek, pływających po spokojnej tafli jeziora.
Po chwili dojrzał te najbardziej istotne informacje, które miał wydobyć. Twarz kilku agentów, na początku pojawiła się jakaś Żółta mulatka o imieniu Toni Martin. To jej zdjęcie w większości poklejone było... Wiadomo czym. I to Willow tak dobrze zapamiętała. Głównie obserwowała dziewczynę podczas treningu - ciężko radziła sobie w sytuacjach gdzie wymagana była dobra kondycja. Jednak zadanie z podkładaniem pluskw nie było najgorsze. Najważniejsze było to, że była ona strasznie niepozorna. No i radziła sobie z zamkami elektrycznymi.
Potem kolejna wizja, pojawiła się Averly Sheridan, która była Pomarańczową. Wykorzystywała swoje umiejętności w większości sytuacji, co dawało jej sporą przewagę. Kolejna niepozorna dziewczyna. No i Pomarańczowa - najlepszy materiał na szpiega.
Była tam też Carter Hunt i Freya - tą drugą znała. Do wspomnienia z przeglądania jej akt, dołączone było wspomnienie wspólnych zabaw jeszcze przed wybuchem epidemii. Ta pierwsza? Tylko informacje o tym, że jest córką dyrektora CIA i że chyba nieźle sobie radzi, bo to Niebieska. Do każdej osoby oczywiście był dołączony gigantyczny plik wspomnień, które zawierały w sobie dane odnośnie ich parametrów życiowych, dziwnych wykresów i innych rzeczy tego typu. Wiadomo, że musiała to zapamiętać, prawda? W końcu to Willow. Po chwili Willow otworzyła oczy, cały czas trzymając chłopaka za dłonie. Mógł nadal do woli przeglądać jej wspomnienia. Ona jednak się odezwała:
- Co myślisz? Jakieś sugestie? Kogo najlepiej będzie wybrać?
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-15, 23:58   
   Multikonta: Alice, John


Richard był w rzeczywistości bardzo prostym człowiekiem. W jego głowie nie płynęło zbyt dużo myśli, nie zastanawiał się także nad każdym wypowiadanym słowem. Zdawał sobie sprawę, że jego siostry od zawsze były mądrzejsze. Nie mógł temu zaprzeczyć, nie mógł tego zmienić. Musiał więc spróbować czegoś innego. Odpowiedzią okazała się walka. To było jedyne, w czym mógł pokonać siostry. To był jedyny sposób by zbliżyć się do ojca, by zdobyć jego uznanie. A teraz je zdobył. Ja mógłby nie być szczęśliwy? Musiał podążać dalej tą ścieżką, ścieżką, dzięki której zdobywał dostęp do szacunku własnego ojca. To co robił rzeczywiście przynosiło efekty.
Ojciec był dla niego wzorem do naśladowania. Kimś perfekcyjnym, kimś pozbawionym wad. Być może, gdyby wiedział, co tak naprawdę zaszło pomiędzy nim a Lynn i Laylą, ten szacunek by zmalał. Ale w sumie to właśnie dlatego Lynn nie przekazała mu tej wiedzy. Dbała o niego. Wiedziała, że ojciec jest w jego oczach perfekcyjny. Że to właśnie on pchnie go do dalszego rozwoju. Wiedziała, że kiedy ten szacunek zniknie, zniknie także Richard. Właśnie dlatego chłopak żył wciąż w błogiej nieświadomości. On, który chciał chronić siostry, w rzeczywistości sam został przez nie ochroniony. I właśnie dlatego mógł się cieszyć. Jednak czy to było dobre? Czy rzeczywiście wciąż powinien żyć w swoim świecie? Prędzej czy później wszystko się wyda. A wtedy zniknie obecny Richard. Czy będzie w stanie poradzić sobie z utratą swojego największego idola?
To nie był czas odpowiedzi. Richard bowiem wciąż wierzył w swój własny świat. -Rozumiem. To tajemnica. Bez obaw ojcze, nie powiem o tym nikomu. - Powiedział spokojnie. I wtedy wszedł mężczyzna. Richard wstał, i lekko się ukłonił, okazując mu swój szacunek. Usiadł dopiero, kiedy mężczyzna zajął swoje miejsce.
Wziął do rąk teczkę. Spojrzał na nazwiska. -Nie. - Powiedział po chwili zastanowienia. -Obecnie nikt nie przychodzi mi do głowy. Jeśli zobaczę kogoś ciekawego, z pewnością dam panu znać. - Stwierdził kulturalnie oddając mu teczkę, oczywiście po uprzednim jej przewertowaniu. -Więc, co właściwie mam robić? Na czym będzie polegać... Moje zadanie? - Spojrzał na Spencera pytającym wzrokiem.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-16, 00:31   
   Multikonta: MG, Willow, Lux


MG
Richard
- Na początku sprowadzimy ich wszystkich w jedno miejsce. Przedstawimy całą sytuację i damy im się z tym pogodzić. Nie będzie żadnej dyskusji. Bierzemy wszystkich - powiedział Spencer a następnie nalano mu alkoholu, zamoczył w nim usta i zaczął opowiadać dalej:
- Przetransportujemy ich do bazy. Mówię ich, bo przecież nie będziesz spędzał całego czasu z tymi dzikusami. Oni będą jak zamknięte w klatkach zwierzęta, które dopiero w czasie szkolenia będzie trzeba złamać. Tak, jak łamie się ujeżdżane konie. Chyba rozumiesz młody człowieku, prawda? - powiedział Spencer, zarzucając brwiami. Nie patyczkował się z tym, to wiadome. Zresztą, dlaczego miałby to robić? Wiedział, że syn Graya zrozumie co ma na myśli.
- Gdy przejdą szkolenie, a raczej poddadzą się temu, co chcemy z nimi zrobić... Będą po prostu wysyłani na pierwszą linię frontu. Z pewnością jakieś państwa zainteresują się czymś takim. Może to złamać kilka praw, ale w końcu... Liczą się pieniądze, prawda?
Wtedy też wtrącił się Gray, który wszystkiemu się przysłuchiwał. Z dużą dawką dystansu. Zwykle tłumacząc coś swojemu pierworodnemu używał innych słów. Nieco bardziej zrozumiałych... Po prostu innych. Dlatego teraz był w lekkim szoku i sam z siebie wypełnił szklankę Spencera, żeby ten chociaż na moment przestał kłapać tą buzią. Wtrącił się:
- W porządku, Spencer. Pierw zajmiemy się sytuacją w kraju. Później pomyślimy nad wysłaniem naszego oddziału gdzieś indziej. Przestępczość wciąż jest bardzo wysoka - stwierdził, spoglądając na Richarda. W sumie to był ciekawy jak zareaguje na to wszystko.
_________________


 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-16, 10:33   
   Multikonta: Alice, John


Słuchał wszystkiego w ciszy, z opuszczonym wzrokiem. Przez chwilę zdawało się, że zupełnie nie docierały do niego żadne słowa. Ale słuchał. Słyszał każde pojedyncze słowo wypowiadane przez Specnera. I nie mógł uwierzyć. Nie mógł uwierzyć w to, że te słowa rzeczywiście padły. -Przepraszam... - Powiedział po chwili łamiącym się głosem. -Ale nie bardzo rozumiem. Oni... Nie znam ich, ale są takimi samymi ludźmi jak ja czy pan. To nie są zwierzęta. - Podniósł głowę spoglądając mu w oczy. Starał się ważyć słowa, ale nie potrafił panować nad emocjami tak, jak jego siostry. Nie chciał się narażać na gniew ojca, ale nie potrafił się powstrzymać. -Nie może pan porównywać ich do zwierząt, nie ma prawa ich pan tak traktować. Jeśli nie chcą iść, nie powinien ich pan zmuszać. Jestem pewien, że zrozumieją. Że pójdą z panem. Być może nie wszyscy, ale nie potrzebujemy osób, którym nie zależy na tym co robią. Ja... Nie mogę się na to zgodzić. Na takie warunki... Nie chcę być traktowany inaczej, tylko dlatego, że jestem synem mojego ojca. - Zamilkł na chwilę, próbując się opanować. W tym celu z całej siły zacisnął pięści i zaczął uspokajać oddech. -To było nie na miejscu, przepraszam. Przepraszam, za moją śmiałość. - Powiedział po chwili, po czym pochylił głowę.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-16, 17:03   
   Multikonta: Val, MG


MG
Richard
Prezydent Gray i Spencer wysłuchali tego, co miał do powiedzenia Richard w kompletnej ciszy. To była wręcz przerażająca cisza, trwała nawet chwilkę po tym, jak ten skończył swoją przemowę. Wtedy był czas na reakcję, jednak przez chwile wciąż nie było wiadomo, czy wyśmieją go, czy może jednak zrozumieją. A może każą po prostu wstać i wyjść, bo Gray odbierze to jako wielką obrazę rodziny? Po chwili tatuś jednak się odezwał, przed tym jednak spojrzał raz na swojego towarzysza, a raz na syna. Powiedział:
- Spencer... Przecież wiesz, że... To jeszcze może inaczej wyglądać. Rich ma w jakimś sensie racje. Będą żołnierzami - stwierdził Gray, nieco łamiącym głosem. Wiadomo, że chciał przekonać Spencera by ten pomógł mu to załatwić. Wiadomo, że chciał mieć jakieś źródło zarobku i wiadomo, że zrobi wszystko byleby nie rezygnować z wystawnego życia. Nawet sprowadzi sens życia kilku Psi do kompletnego zera. Ale jednak posłał swojemu synowi spojrzenie pokroju "nie martw się, to nie będzie tak wyglądało", a po tym umilkł i przenosząc wzrok na ścianę, wziął nieco większego łyka alkoholu.
- Richard, nie spodziewałem się tego po Tobie - wystrzelił Spencer, po chwili dodając: - Lepiej żeby to zrozumieli, bo znaleźć psioników tego pokroju to nie jest wcale nic prostego. Zresztą, będą musieli. I mam nadzieję Richard, że nie zawiedziesz mnie i w odpowiednim momencie powiesz im, gdzie ich miejsce. Gdzie tutaj jakikolwiek interes kraju? Te dzieci chcą czystej anarchii... To jest dobre Twoim zdaniem, Richard? Musimy postawić je do pionu. Ci ludzie nie mieli normalnego dzieciństwa ani czasu by zrozumieć, co jest ważne - stwierdził i również się napił.
- Popierasz mnie? - dodał po chwili, ściągając brwi. Oczywiście Gray również popatrzył na niego wzrokiem pokroju "zgódź się, to bardziej niż ważne".
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-17, 15:30   
   Multikonta: Alice, John


Richard uniósł głowę dopiero, kiedy odezwał się jego ojciec. Spojrzał na Spencera, starając się wyglądać na opanowanego. -Po prostu uważam, że jeśli ktoś nie przyszedł do wojska z własnej woli, to nie może być dobrym żołnierzem. Jeśli mam z kimś walczyć ramię w ramię, chciałbym wierzyć, że nie strzeli mi w plecy. Ludzie nie są zwierzęta, nie można ich wytresować. Należy ich przekonać, że to co robią jest dobre. Jeden żołnierz wierzący w to o co walczy, jest bardziej wartościowy niż setka takich, którzy do tej walki zostali zmuszeni. To jest moje zdanie. - Stwierdził patrząc mu w oczy. -Ale nie musi się pan martwić. Wiem, co jest ważne. Może nie jestem tak inteligentny jak moje siostry, ale kocham ten kraj, i jeśli będzie trzeba to oddam za niego życie. I postaram się, by oni też to zrozumieli. - Kątem oka spojrzał na ojca, starając się zobaczyć jego reakcję na wspomnienie o siostrach. Wiedział, że nie może zadać tego pytania wprost, ale mimo to się martwił. Chciał wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Że nic im się nie stało, że żyją, że mają się dobrze... Że będzie mógł je jeszcze kiedyś spotkać. -Rozumiem pański punkt widzenia, i nie mam zamiaru się z panem kłócić. Wiem, kto jest ważniejszy. To pan jest tu dowódcą, zrobię co pan każe. Mam tylko nadzieję, że rozumie pan mój punkt widzenia, i weźmie to pan pod uwagę. Proszę wybaczyć moją śmiałość. Jestem gotów by wykonać swoje zadanie. Jakiekolwiek by ono nie było. Wolałbym jednak ufać ludziom z którym walczę. - Stwierdził, ponownie lekko się kłaniając.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-17, 17:47   
   Multikonta: Val, MG


MG
Richard
Spencer wyszczerzył się. Dodał po chwili dodał do młodego Graya, nadal uśmiechając się. No, albo starając się myśleć pozytywnie.
- Oh, Richard. Ależ to właśnie jest dokładnie to, co myślę. Cieszę się, że się ze mną zgadzasz - powiedział i otworzył złotą papierośnicę, następnie wyciągnął z niej cygaro. Zaczął je powoli podpalać, skupiając przez cały czas wzrok na płomieniu.
- Właśnie dlatego Cię potrzebuje, synu. To Ty przekonasz ich że to, za co walczą jest rozsądne i warte walki. Wierzysz w to, prawda? Mam nadzieję, że Twoja wiara będzie wystarczająco silna, by przekonać do tego również ich - powiedział i znowu się uśmiechnął. Taka była prawda, po to był Richard. Miło, że zaczął mówić o całej tej wierze. Oby oni również uwierzyli. Bo jak nie, to może być kiepsko.
Gray wciąż zachował kamienną, pokerową twarz. Nie chciał rozmawiać ani o Lynn, ani o Layli. Wiedział, że pewnie będzie musiał porozmawiać o tym z synem, ale... Jeszcze nie teraz. On jeszcze nie rozumie tego wszystkiego i z pewnością nie będzie za tym, czego jego ojciec musiał się dopuścić. By utrzymać obie dziewczyny przy życiu.
- W porządku, Richard - wypalił w końcu prezydent Gray i kiwnął głową. Do sali weszły dwie osoby, które nakryły do stołu. Jednak wyszło na to, że dostawiono jeszcze jedno krzesło jak i zastawę. Czyli spodziewano się kogoś jeszcze.
- Dziękuję Ci za przybycie, Spencer - powiedział Gray, następnie poniósł się i podał mu rękę. Po tym zerknął na syna, nakazując mu wzrokiem zrobić to samo.
Gdy Spencer pożegnał się z rodziną prezydencką, Gray z synem znowu zostali sami. Jednak wciąż znajdowało się tam jedno, puste nakrycie. Jednak przed wprowadzeniem kolejnej osoby, Richard musi coś wiedzieć.
- Odwiedzi nas matka - powiedział surowym głosem. Nie lubił jej odwiedzin. Fakt tego, jak się zachowywała przez ostatnie lata sprawiał, że czuł się okropnie.
- Nie czuje się jednak najlepiej. Musi przyjmować leki - powiedział prosto z mostu ojciec. Nie wiedział jak ma to inaczej wytłumaczyć, bardziej zrozumiale i przystępnie? Jak miał to powiedzieć? Po prostu jego matka kompletnie załamała się po zniknięciu Lynn i Layli. Najbardziej chciała, by wszyscy, cała rodzina wróciła do Pryzmatu i żyła tak, jak wcześniej.
Therese Gray była silną kobietą. Jednak to wszystko ją zniszczyło.
- Czy masz coś przeciwko, synu? - zapytał. Nie wiedział czemu.
 
 
Xavier Levitt


19

Pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-18, 22:05   
   Multikonta: brak


Nie rozumiał, dlaczego Willow po raz kolejny przejmowała się Fabienem. On już przyzwyczaił się do jego wybuchów złości i huśtawki nastrojów. Tak szczerze, to i tak Xavier uważał, że bądź co bądź, to Fabien jest jednak bardziej stabilny psychicznie niż on sam. Ale oczywiście tego nie mówił głośno. Był na tyle sprytny, że nie pokazywał swoich eee, odchyłów całemu światu. Tymczasem Fabien wręcz afiszował się z tym, że jest, nie ukrywajmy, ale po prostu rozwydrzonym nastolatkiem.
- Zaraz mu przejdzie - zapewnił, nieudolnie pocieszając Willow. Pocieszanie nie było tym, co umiał najlepiej. Ani tym, co lubił robić. Szczerze, to był w tym beznadziejny - Teraz sobie popłacze i pozłości się w kąciku, a później wróci tutaj i będzie znów sypał żarcikami z rękawa. A nawet jeśli ktoś by zauważył jego fochy, to przecież on za to odpowie, a nie my.
To mówiąc, młody Levitt wzruszył ramionami, wyraźnie pokazując, że nie przejmuje się specjalnie tą sytuacją. Żywił przekonanie, że nawet jeśli coś poszłoby nie tak, to on umiałby się ze wszystkiego wykręcić. Przecież był w tym specjalistą, prawda? W oszukiwaniu, manipulowaniu i wciskaniu kitu. To cały on.
Kiedy Willow przed nim usiadła, zacisnął delikatnie długie palce na jej drobnych dłoniach, szybko skupiając się na jej umyśle, który był przepastną otchłanią pełną informacji. Nie był fanem cielesnego kontaktu z innymi ludźmi, niemniej wiedział, że fizyczny kontakt zawsze ułatwia Pomarańczowym osiągnięcie swojego celu.
Jak zawsze dostrzegł strzępki wspomnień Willow. Te kaczki pływające uroczo po jeziorku zawsze niepomiernie go bawiły. To niesamowite, że ludzki umysł zapamiętuje tak nieistotne szczegóły z życia. Przekonał się, że prawie każdy człowiek ma takie dziwaczne wspomnienie, jakiś detal, który zakorzenił się nieproszony w jego głowie.
Xavier starał się wychwycić i zapamiętać twarze i imiona osób, które widział w pamięci Willow. Toni Martin, Averly Sheridan, Carter Hunt i Freya. W sumie prawie same suche fakty, więcej danych i wykresów niż jakiś użytecznych informacji na temat potencjalnych kandydatów. Tak jakby czyjaś waga miała mu pomóc ocenić, jaki dana osoba ma charakter i jak sprawdzi się na misji. Osobiście uważał, że tylko gdyby spotkał te dzieciaki twarzą w twarz, to byłby w stanie stwierdzić, kim tak naprawdę są. Och, a najlepiej byłoby, gdyby mógł przetrząsnąć ich mózgi.
- Hmmm - Xavier odchrząknął, po czym puścił dłonie Willow i zaplótł ręce na piersi. Wrócił do bujania się na krześle, przybierając na twarz ważną minę. Nawet jeśli nie umiał przeanalizować poprawnie informacji, które zobaczył, to przynajmniej starał się wyglądać na profesjonalistę. Postanowił, że poprze wybór tych, którzy najbardziej mu odpowiadali. Czyli nie mogli w żaden sposób mu zagrozić, w ten czy inny sposób. Nie chciał też mieć do czynienia z kolejnym upierdliwym dzieciakiem pokroju Fabiena.
- Ta Żółta mogła by okazać się pomocna - rzekł - Nie wygląda na żeńską wersję Supermana, ale ma inne atuty. Jej umiejętności mogą okazać się nieocenione, gdy przyjdzie znów kogoś szpiegować.
Zamilkł na chwilę, myśląc o innych kandydatach. Na jego bladej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Ta Pomarańczowa wydawała się dosyć silna mimo swojego niepozornego wyglądu. Sam fakt, że ktoś miałby równie dużą władzę, co on, był niepokojący. Postanowił więc po prostu pominąć ją milczeniem.
- Ta Hunt wydaje się dosyć ogarnięta, ale córeczka dyrektora FBI? Tacy to lubią sobie rządzić - prychnął pod nosem, a w jego głosie zabrzmiał sceptycyzm - Nie jestem przekonany.
Po chwili jego krzesło z cichym stukotem opadło na podłogę i Xavier pochylił się lekko w stronę Willow, przechylając z zaciekawieniem głowę. Zmrużył lekko oczy.
- Freya. Dosyć nietypowe imię - powiedział powoli, akcentując każde słowo - Znasz ją? Wyczułem, że tak. - tutaj zamilkł, robiąc efektywną pauzę, która miała zachęcić Willow do uchylenia rąbka tajemnicy. Oczywiście mógł znów przetrząsnąć jej wspomnienia. No, w sumie jeśli nie odpowie na jego pytanie, to pewnie to zrobi. Na razie gapił się tylko uprzejmie na swoją rozmówczynię niczym ciekawiony kot.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-18, 23:29   
   Multikonta: Val, MG


MG
Xav
Fabien po chwili wyszedł z toalety. Działo się to w tym samym momencie, w którym Xavier buszował po wspomnieniach Willow. Młody stanął przed nimi i dodał:
- A ty co? To wygląda obleśnie, przestańcie - powiedział i zmierzył ich wzrokiem. Następnie dość niespokojnie zaczął chodzić po pokoju, co nieco rozpraszało Willow - nigdy nie przepadała za takimi dźwiękami, szczególnie, jeśli działo się to wtedy, gdy jej oczy były zamknięte. Co, jeśli był zaraz za nią? Co, jeśli zaraz zrobi coś głupiego albo właśnie przedrzeźnia ją, stojąc za jej plecami? Takie właśnie myśli przeszły przez głowę rudowłosej, pokazując się wręcz przed Xavierem i nękając go, niczym jakaś irytująca mucha. Po chwili dziewczyna jednak się uspokoiła, co pozwoliło mu na dalsze buszowanie w umyśle. Gdy skończyli, Willow wysłuchała go grzecznie, kiwając co kilka sekund głową, a po tym dodała:
- Myślę podobnie. Co do Toni jak i Carter - powiedziała dziewczyna. Zawsze o wiele bardziej wolała używać imion, to było po prostu bardziej... Miłe? Chciała wyjść na życzliwą osobę, dlatego też tak robiła.
- Freya to też dobra partia. Nie mogę się doczekać, aż znowu... Hej! Buszowałeś w mojej głowie! - powiedziała dziewczyna i podniosła się na krześle. Skrzywiła się lekko. Po chwili jednak uspokoiła się.
Wolała nie pomijać sprawy pomarańczowej Averly. Zwróciła na nią uwagę od samego początku. Przecież to był ktoś, kto a) słuchał rozkazów i wykonywał je. Cechował się sprytem i tak dalej. No i b) była pomarańczową - mniejsze ryzyko wydania się informacji, że są Psi. Aż zdziwiła się, a może nawet częściowo zawiodła na Xavierze, że o niej nie wspomniał.
- Podoba mi się propozycja tej pomarańczowej dziewczyny. Averly Sheridan. Przecież to idealna kandydatka do naszej grupy. Wszyscy mamy wiesz... Takie... Umiejętności, które niełatwo da się wykryć. Ona będzie idealna do naszego trio - powiedziała z uśmiechem. Po chwili dodała, spoglądając ukradkiem na Fabiena:
- I jest pewnie normalniejsza od tego... Masturbatora - stwierdziła. A on oczywiście to usłyszał.
- Ty idiotko! - warknął i zacisnął dłonie w pięści, już chciał ruszyć na nią do ataku, jednak ona również wstała i wystawiła w jego stronę dłonie.
Lubili się, to oczywiste. Jednak po prostu czasem dochodziło do takich sytuacji i tyle. Ciężko było ich opanować, bo byli jeszcze młodzi. A Fabien był dzieciakiem.
- Uspokoisz się wreszcie? - dodała rudowłosa, marszcząc czoło, po tym opuściła dłonie - przed nim - i spokojnie usiadła na krześle. Oczywiście chłopak po chwili również opuścił ręce, bo przecież skoro ona pierwsza odpuściła, to on nie mógł "zaatakować" jej po tym fakcie. Splótł ręce na wysokości klatki piersiowej i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Dodał po chwili:
- Jeny, po prostu mi się tu nudzi strasznie. Pójdę się przejść, dobra? Chyba nie macie nic przeciwko, co?
- Nie możemy stąd wychodzić, nie rozumiesz? - powiedziała Willow. Zawsze w jakimś sensie musiała być tutaj "mamą" i pilnować Fabiena. No i oczywiście przeżywać wszystkie jego dziwne wpadki i zachowania. Czuła się za niego odpowiedzialna, ale taki już miała charakter.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Richard Gray


20

Niebieski




Wysłany: 2016-12-19, 13:19   
   Multikonta: Alice, John


Nie był zbytnio zadowolony. Chciał dowiedzieć się czegoś o siostrach. Ale ojciec widocznie nie chciał poruszać tego tematu. Richard nie miał zamiaru naciskać, a już na pewno nie na ojca.
Pożegnał się z Spencerem, uśmiechając się delikatnie. Zbytnio go nie polubił... Nie, bądźmy szczerzy. Wcale go nie lubił. Wolałby się z nim nigdy więcej nie spotkać. Ale dowódca nie był do lubienia. Dowódca był do rozkazywania. A on był do słuchania tych rozkazów. Nic więcej, nic mniej. Dla honoru własnej rodziny byłby w stanie znieść dużo więcej, niż słuchanie kogoś, kogo nie lubił.
Spojrzał na ojca, kiedy ten wspomniał o matce. -Coś się jej stało? To coś poważnego? - Zapytał nie kryjąc zdziwienia i przejęcia. To była w końcu jego matka. Oczywiście, że się martwił. Tak samo jak o swoje siostry. Fakt, że o siostrach nie miał żadnych informacji, a matka widocznie czuła się nie najlepiej... Czemu wszystko zaczęło się psuć? Co się działo? Nie rozumiał... Ale chciał wiedzieć. Wiedzieć co się dzieje. To coraz bardziej zaczęło przypominać jakiś cholerny spisek wymierzony w Grayów. Choroba Lynn o której nic nie wiedział, zniknięcie Layli, choroba matki... Do tego ojciec tracił kontrolę nad pryzmatem... A Richard w tej sytuacji miał zostać najemnikiem. Nie rozumiał. Nie rozumiał sytuacji, w której się znalazł. Od zawsze pragnął jedynie bezpieczeństwa i szczęścia rodziny, oraz szacunku ojca. Nic więcej. A teraz, kiedy szacunek ojca był już na wyciągnięcie ręki, zaczęły się problemy z rodziną. Czemu wszystko musiało być takie trudne?
Młody Gray nie był jednak osobą, która tak łatwo się poddawała. Był święcie przekonany, że zdoła wszystko naprawić jeśli tylko będzie wystarczająco ciężko pracować. Wierzył w ojca, wierzył, że jego siostry były bezpieczne w pryzmacie. Wierzył też, że choroba matki nie była niczym poważnym. Że to tylko przejściowe problemy. Że musiał po prostu robić to co do niego należało, a wszystko samo się ułoży. Musiał więc po prostu słuchać ojca.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,181 sekundy. Zapytań do SQL: 9