Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Park Yellowstone
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-08-10, 15:56   Park Yellowstone [Cytuj]

Na terenie parku znajdują się słynne gejzery, gorące źródła, wulkany błotne, fumarole i wodospady. Park usytuowany jest na rozległym wulkanicznym płaskowyżu, który jest rozcięty głębokim wąwozem rzeki Yellowstone. Większość lasów pokrywających teren parku to lasy iglaste. Najpowszechniejszym drzewem w okolicy jest sosna wydmowa. Jest to niebezpieczna okolica obfitująca w wiele drapieżników. W wielu miejscach można znaleźć górskie strumienie jak i mniejsze wodospady. Są one przede wszystkim miejscem, w którym pojawiają się dzikie zwierzęta.
 
 
Declan O'Hara


Wysłany: 2016-08-16, 10:05   
   Multikonta: Natasha
[Cytuj]

Declan nie przemyślał zbytnio swojej sytuacji. Wykorzysta resztki sił na podróż która zaniosła go do parku Yellowstone. Z lekcji wiedział ile jest tutaj niebezpiecznych miejsc i drapieżników. Przynajmniej ludzie się tu nie zapuszczali. Dorośli byli teraz bardziej niebezpieczni niż misiek.
Chłopaczkowi zaburczało w brzuchu. Było to niezwykle bolesne, bardziej niż wcześniej. Przez kilka dni żywił się jagodami i rybami, które było naprawdę trudno złowić. Wybrał sobie złe miejsce. Las iglasty oferował mniej niż liściasty. Mógł tylko pomarzyć o owocach z drzewa.
Dec postanowił chwilę odpocząć. Położył się w ściółce leśnej. Jego ubrania były całe przepocone i brudne. Wziął sobie jakiś badyl i zaczął go strugać swoim scyzorykiem. Może wystruga z tego wędkę, albo coś równie przydatnego. Był zmęczony i głodny, ale nie panikował. Wiedział że może umrzeć w każdej chwili, ta myśl jakoś mu nie przeszkadzała. Jego oczy same się zamykały. Czy pora umierać? Declan już nie odpowiedział sobie na to pytanie, przestał odczuwać głód gdyż zasnął.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-08-16, 15:35   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Lou jak to ona już od dobrych kilku lat przemieszczała się po stanach. Teraz trafiła do dzikiego yellowstone. Może i było tu dosyć niebezpiecznie, ale przecież miała ogień. Żadne normalne zwierzę nie podejdzie do ognia. No może poza człowiekiem, właśnie dlatego wolała łazić po lasach. Tylko najpierw trzeba było porobić trochę zapasów, ukraść pare przydatnych rzeczy ze sklepu i na kilka tygodni mogła się spokojnie zaszyć w jednej z jaskiń z dostępem do gorących źródeł. Żyć nie umierać! Szła sobie spokojnie przez las szukając jaskini, którą już wcześniej kilka razy miała okazję odwiedzić, kiedy prawie że potknęła się o coś... Tym czymś było umorusane, śpiące dziecko. Kucnęła nad nim i tyknęła go w ramię, sprawdzając, czy zareaguje. Umarło mu się podczas rozwoju OMNI, czy tylko zasnął w nieodpowiednim miejscu?
-Hej, mały... Żyjesz?- Zawołała do niego półgłosem, starając się też, żeby go nie wystraszyć bardziej niż konieczne. Może i przed ogniem była chroniona, ale cholera jedna wie, jakim PSI był ten dzieciak, a nie chciała oberwać za dobre chęci.
 
 
Declan O'Hara


Wysłany: 2016-08-16, 15:47   
   Multikonta: Natasha
[Cytuj]

Declan śnił. Uciekał przed czymś. Skakał ze skały na skałe. Był w pięknych amerykańskich górach, nie mógł dokładnie określić gdzie. Czuł ryzyko, jednak nie mógł zaliczyć tego snu do koszmaru. Groziło mu niebezpieczeństwo, a pomimo tego był spokojny. Biegł dalej, wymijając kolejne przeszkody. Górska ścieżka doprowadziła go nad przepaść. Nie było ucieczki, znalazł się w pułapce. Mimo iż nie widział tego czegoś lub kogoś kto go gonił, czuj jego obecność. Nie zastanawiał sie nad tym, tylko skoczył w przepaść. Spadał, ale zanim jego ciało trafiło w ziemię usłyszał czyiś głos. Zadało pytanie czy żyje. No właśnie, żyje? Declan sam sobie zadawał to pytanie.
Chłopak otworzył lekko oczy. Pierwsze co do niego trafiły to promienie słoneczne, ile spał? Słońce zasłoniła mu pewna postać. Jakaś kobieta. Dec od razu pomyślał o dorosłych, które porywały dzieciaki. Nie wyglądała staro, ale pozory często mylą. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Zachowywał spokój, chociaż serce mu przyśpieszyło. Może powinien uciec?
-Tak ymm, kim jesteś?- Gdyby to była łowczyni, młody pewnie już by z nią tu nie rozmawiał. Zostałby złapany, albo zabity. Jednak dalej miał tą myśl że jego żywot może zakończyć się w każdej chwili.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-08-16, 16:40   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Dobrze. Dzieciak żył. Nie chciałaby, żeby się okazało, że znalazła świeżego trupa. Nie tak blisko jaskiń. Trup przyciągnąłby tu tylko stada padlinożerców, a tego jej do szczęścia nie było potrzeba.
- Lounarie. Jestem pirokinetyczką, więc nie musisz się bać, że jestem łowcą, czy kimś w tym stylu. Sama się przed nimi chowam.- Uprzedziła jego dalsze pytania, które kiedyś w końcu i tak by padły. Wolała już odstraszyć od siebie dzieciaka informacją o tym, że jest pirokinetyczką, czerwoną, czy jak inaczej nazwać jej moce władania nad ogniem. Jakoś większość ludzi, kiedy dowiadywała się o jej mocach, nagle zaczynała się od niej odsuwać. Wszyscy się bali, że straci kontrolę i spali ich wszystkich. A przecież kontrolowała się na tyle dobrze, żeby nie palić za sobą co chwilę lasów! Owszem, czasem coś się tam zaprószyło, ale zwykle wiedziała jak to odkręcić i zagasić ogień.
- To nie jest dobre miejsce na biwak. Jesteśmy tutaj na widoku, zwierzęta mogą podejść z każdej strony, nie mówiąc już o łowcach. Trochę dalej są opuszczone jaskinie, więc może się tam przejdziemy?- Zaproponowała młodemu spacer do jaskiń. Przecież nie musiał siedzieć z nią w jednej z nich, jeśli bał się jej mocy. Jaskiń było więcej, na pewno starczy miejsca nawet jeszcze dla kilku innych osób.
 
 
Declan O'Hara


Wysłany: 2016-08-16, 17:11   
   Multikonta: Natasha
[Cytuj]

Dec też się cieszył że żyje. Wolałby już zostać zabrany do obozu, niż żeby jego ciało gniło i zostało pożerane przez dzikie zwierzęta. Jednak nie mógł się tak łatwo poddać, szczególnie że sam zdecydował uciec. To była jego decyzja, a teraz ponosi konsekwencje. Dorosłe życie złapało go szybciej niż podejrzewał.
-Mam nadzieję że mnie nie okłamujesz.- uśmiechnął się lekko. Przy jego brudnym ubraniu, podkrążonych oczach i bladej skórze musiał wyglądać jak uśmiechający się żywy trup. Czuł się nie lepiej.
Czy mógł dziewczynie zaufać? A miał jakiś inny wybór? Jeśli go okłamuje i jest łowcą, to co go czeka nie może być gorsze od śmierci głodowej. Więc postanowione.
-Wiem, po prostu byłem zmęczony i tak jakoś...- wzruszył ramionami. Nie musiał się tłumaczyć, a jednak miał ochotę komuś opowiedzieć swoją historię. -Ta opcja wydaje się lepsza niż pożarcie przez dzikiego zwierzęcia, jestem za.- Declan wstał. Znowu to poczuł, olbrzymi głód i zmęczenie. Zakręciło mu się w głowie, więc podtrzymał się drzewa. Wlepił wzrok w ziemię czekając aż mu przejdzie. Nie chciał okazywać dziewczynie że jest słaby. Tak więc ruszył przed siebie, jakby nic mu nie było. Trochę chwiejnym ale szybkim krokiem podążył za dziewczyną.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-08-19, 19:58   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Dzieciak całkiem szybko jej zaufał. Było to trochę dla niej dziwne, sama by tak szybko nikomu nie zaufała, ale to ona. Ona już prawie 6 lat włóczy się po lasach. A dzieciak wyglądał na wykończonego. Zgodził się na przejście z nią do jaskiń, więc wstała i pokierowała ich dwójkę w odpowiednim kierunku. Nie uszło jej uwadze, że chłopak się zatacza, jednak musieli dostać się w miarę bezpieczne miejsce. Zatrzymała go przy wejściu do jaskini.
- Sprawdzę, czy jakieś zwierzę nie zrobiło tu sobie gniazda od mojej wizyty i rozpalę ognisko, ale lepiej, żebyś tutaj na mnie poczekał. Czasem moc wymyka mi się spod kontroli i płomienie lecą gdzie chcą. - To powiedziawszy zagłębiła się w jaskinię, która okazała się pusta. Ba, nawet chyba nikogo w niej nie było od jej ostatniej wizyty. Stosik suchego drzewa leżał tam, gdzie go zostawiła, więc szybko ustawiła odpowiednio drewno w miejscu na ognisko. W ręce trzymała jedną suchą gałąź, którą zaraz podpaliła wytwarzając w rękach płomień. Wsadziła palący się kij między ułożone drewno, żeby również zajęło się ogniem i wróciła do ukrytego wejścia do jaskini.
- Chodź do środka, jest bezpiecznie, ognisko już rozpalone. Jesteś głodny? - Zaprosiła go do środka i zapytała o nurtującą ją kwestię. Przecież dzieciak pewnie nie miał za bardzo jak zdobyć czegoś do zjedzenia. Ona miała o tyle łatwiej, że mogła udawać starszą niż jest w rzeczywistości i normalnie wejść do sklepu, żeby coś ukraść, albo kupić, o ile wcześniej udało jej się komuś podebrać portfel. Nawet miała sfałszowane dokumenty, tak dla własnego bezpieczeństwa, gdyby jednak ktoś chciał je kiedyś sprawdzić. Według tych dokumentów miała 22 lata, więc PSI nie mogła być, a i nie był to zbyt przesadzony wiek, żeby ktoś zaczął coś podejrzewać.
 
 
Declan O'Hara


Wysłany: 2016-08-21, 20:11   
   Multikonta: Natasha
[Cytuj]

Declan sam by się sobie dziwił że jest taki ufny, gdyby nie to potworne zmęczenie. Co jakiś czas zastanawiał się czy tak się czują umierający z głodu, czy to jeszcze nie ten stopień. Miał nadzieję że jeszcze nie umiera, chociaż świadomość że może być gorzej też nie była zbyt fajna. Chłopak więc musiał zaufać Lou, bo inaczej czekała go śmierć.
Chłopiec szedł powoli, wzrok miał wlepiony w ziemię. Szli w ciszy, bo nie chciał tracić energii na odzywaniu się. Poza tym nie mógł się odpowiednio skupić by łączyć zdania.
W końcu doszli. Declan wysłuchał dziewczyny po czym spojrzał na nią lekko przerażonym wzrokiem. W sumie, to czego miał się spodziewać? Przynajmniej ma pewność że nie kłamie, i że jest PSI. -Słodko- odpowiedział na wzmiankę o utracie kontroli. Czy tylko jego moc była taka niegroźna i przyjazna? A może to zależało od nastawienia? Cóż, za dużo zastanawiania się jak na obecną chwilę.
O'Hara grzecznie czekał przed jaskinią. Powoli robiło mu się zimno. Przysypiał na stojący, zastanawiając się ile to jeszcze potrwa. Pewnie nie stał tam długo, ale minuty strasznie mu się dłużyły. Ucieszył się na wieść że może wejść do środka.
Czy jest głodny? Nie, przecież żywi się powietrzem i energią słoneczną.
-Tak, dzięki.- Powiedział i usiadł przy ognisku. Włożył ręce do swojej bluzy, starając się jak najlepiej opatulić. Siedząc tak, trochę przysypiał, chociaż starał się tego nie okazywać. Tak więc co chwila gdy opadało mu głowa dzielnie podnosił ją do góry. Cisza tylko pomagała w zaśnięciu, tak więc starał się podtrzymywać rozmowę jak tylko mógł.
-Nie przedstawiłem się, jestem Declan.- Teraz mógł jej częściowo ufać. Na tyle, by znała jego imię. W końcu on zna jej, jeśli oczywiście mówiła prawdę.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2016-09-01, 19:26   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Wszystko było inne niż zapamiętała. Niebo było jakieś takie bardziej niebieskie, puste drogi trochę bardziej opustoszałe, a dzika przyroda była jeszcze bardziej dziksza. Kiedyś wydawało jej się, że w każdym domu mieszka jakaś rodzina, że trawa jest zawsze krótka i że na zewnątrz nie jest tak zimno. No bo było strasznie zimno, aż jej się robiła gęsia skórka, której nigdy nie miała w laboratorium. Trochę marzła, ale za bardzo nie miała co na siebie włożyć, więc chyba już tak musiało być. Mogła najwyżej otulić się ramionami, ale to za bardzo nie pomagało i było trochę bez sensu, więc już dawno przestała tak robić. Jej moce też się średnio przydały, kiedy prąd przepływał przez jej ciało nie robiło jej się ani odrobinę cieplej.
Była też trochę głodna. Rano zjadła całą paczkę ciasteczek i teraz nie miała już co jeść, a do tego nigdzie w okolicy nie widziała nic do jedzenia. Były tu same drzewa iglaste, a ona doskonale wiedziała, że nie rosną na nich żadne owoce. Przeczytała to kiedyś w atlasie, wtedy jeszcze potrafiła czytać. Nawet to lubiła, przynajmniej bardziej niż puzzle. Nigdy jej się nie wydawało że czytanie jest takie przydatne, dopiero kiedy słowa zaczęły dla niej wyglądać jak niezrozumiałe ciągi znaków zmieniła zdanie. Aż sama się zdziwiła jak za tym tęskni, jeszcze bardziej niż nawet za mówieniem.
O dziwo, mówienie było dużo mniej przydatne niż czytanie. Na przykład: w ciągu całego ostatniego dnia w ogóle nie potrzebowała mówić, nawet jednego słowa, a teraz bardzo potrzebowała przeczytać i to całą tablicę. Stała przed nią i próbowała rozszyfrować o co chodzi, chociaż literki wirowały, mnożyły się i kurczyły, i za nic w świecie nie chciały się ułożyć w cokolwiek, co chociaż by przypominało słowa. A to była tylko pierwsza linijka! Cała tablica była pełna liter, które ją przytłaczały.
W końcu zrezygnowana opuściła wzrok. Nie ważne jak się starała i tak nie mogła nic wyczytać, z resztą już się chyba do tego przyzwyczaiła. Wydawało jej się że takie tablice są przy rezerwatach, ale nie była pewna - już nie pamiętała, czy była kiedykolwiek w jakimkolwiek rezerwacie. Z resztą, w rezerwatach raczej nie było ciastek ani kurtek, a to ich teraz najbardziej potrzebowała. Na szczęście udało jej się zobaczyć malutką drewnianą chatkę z blatem i wybitą szybą - wydawało jej się, że w takich chatkach sprzedawano pamiątki. Znaczy w takich chatkach, tyle że bez wybitej szyby. W sensie z szybą, ale nie wybitą. No, wiecie o co chodzi.
Dla zabawy puściła lekki impuls elektryczny w ścianę. To było śmieszne uczucie jak drewno za żadną cenę nie chciało przyjąć prądu i wszystko jej oddawało. Zrobiła tak jeszcze raz a potem weszła do środka. Był tam straszny bałagan, chyba pani która sprzedawała tam pamiątki za bardzo nie lubiła sprzątać. Tak czy siak, żółta nabałaganiła jeszcze trochę, bo chciała znaleźć coś ciepłego i coś do jedzenia, ale nie chciało jej się odkładać rzeczy na miejsce. Niestety, nie znalazła niczego, czego szukała, ale za to znalazła pocztówki z gejzerami, żubrami i niedźwiedziami. Teraz przynajmniej wiedziała że jest w rezerwacie i nawet pamiętała w którym - Yellowstone.
 
 
Evan Russell


Wysłany: 2016-09-01, 21:53   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Park Yellowstone, czyli to miejsce tak tłumnie odwiedzane przez turystów i wszelkiej maści naukowców. Chyba nie było człowieka, który nie słyszał ani raz w swoim życiu o tym miejscu. To pewnie dlatego w tajemniczym szyfrze ustalono miejsce zbiórki właśnie tutaj, aby nikt nie miał wątpliwości co do tego, gdzie powinien się stawić. Z drugiej strony Evan słyszał teorie, że wybuch jednego z gejzerów może być równoznaczny z końcem świata, a przynajmniej z wielkim, światowym kataklizmem. Nie, to nie są żarty, mówimy o tykającej bombie, która kiedyś w końcu wybuchnie! Chłopak wychylił się zza krzaków, ostrożnie lustrując okolice. Nie zauważył absolutnie nikogo, jedynie jakiś podejrzany ruch w jednym z niewielkich budynków. Miał tylko nadzieje, że nie zwiastowało to żadnej pułapki czy ataku wygłodniałego niedźwiedzia. Być może powinien się wrócić do reszty ekipy zanim będzie za późno? Albo... może powinien ich chociaż poinformować o swoim odkryciu? Z drugiej jednak strony jeżeli miało wydarzyć się coś złego to wolał, aby objęło to jak najmniejszą liczbę osób. Taki był z niego szlachetny człowiek.
Ostatecznie jednak przemógł się i opuścił krzaczaste schronienie, niepewnie zmierzając w kierunku głównej bramy, stale mając na uwadze obecność jakiejś postaci w sklepiku z pamiątkami. Wolał nie używać na nikim swoich mocy, przypominając sobie masakrę jaka rozegrała się tego pamiętnego, "pierwszego" dnia. Wyglądało to, jakby wewnątrz pomieszczenia coś wybuchło i rozczłonkowało wszystko i wszystkich. Ostała się jedynie jedna ławka i dwójka ludzi - on i nauczycielka. A także późniejszy mundurowy, który przywalił mu kolbą. Pomasował się po skroni na myśl o tym uderzeniu i zatrzymał się nieopodal budynku w bezpiecznej odległości.
 
 
April Lisbon


19 lat

zielona




Wysłany: 2016-09-01, 22:54   
   Multikonta: Hayley
[Cytuj]

Sceptyczna ale i ciekawa. Te cztery słowa doskonale opisywały odczucia April od kiedy udało jej się odszyfrować tajemniczy kod. Nie ważne jak mocno by się starała jej podświadomość nazywana przez nią Bobem nie pozwalała jej do końca uwierzyć szczerość zawartych słów. Ostatnie sześć lat pokazało jej że ludzie rzadko robią coś co nie przyniesie im korzyści. Oczywiście istniały wyjątki od reguły, jednak czy zaliczała się do nich chęć pomocy przy wydostaniu się z kraju grupie dzieciaków z mocami. Lisbon nie potrafiła stwierdzić kto zdecydowałby się tak zaryzykować tylko z troski o Psi.
Ciekawość jednak przeważyła nad sceptycyzmem i w ustalony dzień, dziewczyna wymknęła się od przyjaciół kierując się na miejsce spotkania. Jej nie pewność co do całego tego spotkania, sprawiła, że April nie powiedziała im o swoich planach. Oczywiście jeśli okazałoby się że intencje „przyjaciół z wiadomości” są szczere, April uparłaby się żeby po nich pójść. Do diabła z Kanadą, Lisbon nie zostawiłaby swoich towarzyszy podróży od tak.
Z przyzwyczajenia starała się nie rzucać oczy, nawet gdy już dotarła na miejsce. Przez jakiś czas ukrywała się w cieniach drzew wyglądając czegoś podejrzanego. Wejście do parku Yellowstone było opustoszałe, co nie poprawiało toku jej myśli. Wydawało jej się, że widziała jakiś ruch w pobliskiej chatce, jednak nie miała zbyt wiele czasu by się przyjrzeć, ponieważ jej oczom ukazała się całkiem znana sylwetka, która sprawiła że Lisbon zdecydowała się zrobić własny ruch. Podeszła do niego nadal nie chcąc przyciągać do siebie uwagi w razie, gdyby w lesie kryły się czyjeś obserwujące oczy.
-Evan, co ty tu robisz?- Zapytała, gdy już wyszła z cieni drzew i znalazła się obok chłopaka. Miała lekką ochotę by pacnąć go przez głowę, za to że zachował się nie racjonalnie i się tu zjawił nikomu o tym nie mówiąc. Chociaż tak naprawdę, nie mogła go winić jeśli zachowała się tak samo.
_________________

We've already cheated death so many times.
If we’re going to die, why not cheat it again tonight?
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-09-01, 23:35   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Cóż, skoro Declan był głodny, to dała mu paczkę ciasteczek zbożowych. Posiedzieli tak chwile, chłopak usnął w miarę najedzony, a Lou nosiło. Wstała więc cicho, wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy typu nóż oraz bluza. Za duża o kilka rozmiarów, ale dla niej było ważne, że ciepła. Zostawiła resztę swoich rzeczy w jaskini, a sama poszła na spacer. Dotarła w ten sposób do bramy i sklepiku z pamiątkami. Zanim wyszła z krzaków, zauważyła kilka osób, więc została w nich, starając się ukryć przed wzrokiem nieznajomych, w czym przeszkadzały jej płomienno rude włosy. Wolała się chwilowo nie wychyla, bo nie wiedziała z kim ma do czynienia i czemu do cholery jest tu tyle ludzi. Zwykle na nikogo się tu nie natykała, ale widać szczęście przestało jej sprzyjać i teraz musi się martwić o nieznajomych.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-09-01, 23:49   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Świt zbliżał się wielkimi krokami. W okolicy zaczęło się pojawiać więcej dzieci PSI, które ściągnęła tajemnicza wiadomość. Słońce już prawie całkiem wyszło zza widnokręgu, kiedy cała grupa mogła usłyszeć nadjeżdżający pojazd. Po chwili mogli go również zobaczyć. Był to spory samochód wojskowy w ciemnozielonym kolorze. Pojazd powoli wtoczył się na plac koło bramy i zatrzymał, a z jego wnętrza wysiadły dwie osoby. Dobrze zbudowany mężczyzna, oraz drobna, wyglądająca na miłą kobieta. Spojrzeli oni na dzieciaki, które się tutaj zebrały.
- Dzień dobry. – Odezwała się kobieta. Miała ona miły dla ucha ton głosu. Była średniego wzrostu blondynką o błękitnych oczach. Mężczyzna zaś był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o zielonych oczach i z kilkudniowym zarostem.
– To chyba wszyscy chętni na przeprawę do Kanady, więc wskakujcie do samochodu, przewieziemy was bezpiecznie przez granicę. Mój przyjaciel jest w jednostce SSP, która ją patroluje, więc nas przepuści- Dodał mężczyzna, siląc się na miły ton. Było słychać, że jest raczej przyzwyczajony do wydawania rozkazów, a nie do proszenia o zrobienie czegoś. Jednocześnie obie osoby obserwowały całą grupę, starając się wychwycić, czy któreś z dzieci nie zareaguje na ich widok agresją.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2016-09-02, 18:32   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Kiedy usłyszała czyjś głos, to już wiedziała, że coś jest nie tak. Szybko (i cicho!) kucnęła, tak żeby absolutnie nikt nie mógł jej zobaczyć, no chyba że podejdzie pod samą chatkę i pod samo wybite okno. Poczekała chwilkę, tak żeby mieć pewność, że nikt nie zwróci na nią uwagi i nawet jak ją trochę zobaczył, to uzna że mu się przywidziało. Wiedziała jak się chować, wcześniej dość często to robiła. Z resztą, gdyby tego nie potrafiła, to nigdy w życiu by z nikąd nie uciekła i ciągle siedziałaby w laboratorium. Aż ją ciarki przeszły na samą myśl. Może nie była zbyt długo wolna, ale nie miała zamiaru dać się znowu złapać i zamknąć w jakimś miejscu.
Dlatego tak powoli i ostrożnie leciutko się podniosła i zerknęła przez to okno. Wydawali się być dorośli, ale nie całkiem starzy. Właściwie to żółta nie była pewna czy powinni mieć moce czy nie. Wiedziała że dzieci które mają więcej niż dziesięć lat je mają, ale nie wiedziała co się potem dzieje. Może kiedy stawałeś się dorosłym wszystkie twoje moce znikały? Na wszelki wypadek wolała się trochę bardziej schować, nie chciała ryzykować. Wszyscy dorośli jakich znała nie mieli mocy i byli okropni, chociaż niektórzy próbowali to ukrywać. W razie czego przygotowała się do wysadzania wszystkiego, wywoływania piorunów i kopania prądem. Nie da się znowu złapać i to za żadne skarby świata.
Z jakiegoś powodu zaczęło się tu pojawiać coraz więcej i więcej osób, na dodatek dzieci, nie miała pojęcia dlaczego. Może to była jakaś wycieczka szkolna? Tyle że nikt nie organizował wycieczek szkolnych w środku nocy i w ogóle sam pomysł wycieczki szkolnej wydawał jej się być jakiś taki dziwny. W końcu to co zapamiętała jakoś w ogóle nie pasowało do tego co widziała.
Chętnie by kogoś o to zapytała, ale nie miała za bardzo jak to zrobić. Z resztą, nie za bardzo chciała się pokazywać tym dorosłym na oczy, w końcu nie wiedziała czy laboratorium jej nie szuka i czy kogoś za nią nie wysłało. Bezpieczniej było cicho obserwować i wszystko uważnie słuchać.
Słyszała takie słowa jak "wiadomość", "Kanada" czy "SSP". Co do tego ostatniego, to nie miała pojęcia o co chodzi, ale reszta brzmiała, jakby ktoś przesłał wiadomość, że chce ich wywieźć do Kanady. Tylko po co? I czemu te wszystkie dzieci się cieszyły, skoro w Kanadzie było jeszcze zimniej?
Nagle usłyszała silnik, chyba samochodu. Doskonale wiedziała, że z łatwością mogłaby go wysadzić, ale była strasznie ciekawa o co chodzi. Z resztą, nie miała się o co martwić, skoro siedziała schowana i miała swoje moce. Jakby coś tylko miałoby się dziać - bum. Ale i tak na wszelki wypadek troszkę lepiej się schowała i zaczęła nasłuchiwać.
Po chwili, z samochodu wysiadła dwójka ludzi. Najpierw odezwała się jakaś kobieta, prawie na pewno dorosła - niedobrze. Potem odezwał się jakiś mężczyzna. Od razu stwierdziła, że go nie lubi. Mówił coś o przejeździe do Kanady i o tym całym SSP, że patrolują granica. To SSP to była jakaś straż graniczna? Tylko czemu mieliby być tacy ważni, że wszyscy o nich mówili? Cały czas jej się wydawało, że ci SSP to ci źli. Jakoś straż graniczna nie wydawała jej się być zła, może raczej ten facet. Naprawdę nie wyglądał na kogoś, kto chce zabrać innych na wycieczkę. Z resztą, dawno temu, jeszcze w innym życiu, kiedy miała rodziców, to oni mówili jej, żeby nie wsiadała do samochodu z jakimiś podejrzanymi ludźmi których nie zna. Ten wydawał się być bardzo podejrzany. Lekko wyjrzała przez okno i już zaczęła szykować się do wybuchnięcia samochodu. Jeśli ktoś dorosły zrobi coś, co jej się nie spodoba, ona od razu użyje mocy. W końcu się już przygotowała.
 
 
April Lisbon


19 lat

zielona




Wysłany: 2016-09-04, 17:55   
   Multikonta: Hayley
[Cytuj]

Przed wejściem do parku zaczęło się zbierać coraz więcej ludzi, przez co jej rozmowa z Evanem skończyła się jeszcze przed jej rozpoczęciem. April starała się trzymać na uboczu, nie mając zbyt wielkiej ochoty na pogawędki. Powodem mogło być uczucie dziwnej niezręczności spowodowane przebywaniem w większej grupie ludzi. Dziewczyna przywykła do towarzystwa swoich kompanów, jednak oprócz nich w ciągu ostatnich trzech lat nie spotkała wielu ludzi. Innym powodem mogła być ekscytacja niektórych ze PSI, która gryzła się z odczuwanymi przez nią wątpliwościami.
Gdy nadszedł świt a jej cierpliwość prawie się wyczerpała, do jej uszu doszedł dźwięk silnika. Po chwili jej oczom ukazał się samochód wojskowy. Wojskowy? Odezwał się głos w jej głowie. Cicho siedź Bob. To nic nie znaczy. Teraz ulice pełne są pozostawionych samochodów, zapewne nawet i wojskowych. Wybrali ten bo jest wystarczająco duży by przewieść większą ilość dzieciaków. To ma sens prawda? Niestety odpowiedzi nie dostała. W końcu rozmawiała z samą sobą, więc jeśli ona nie była pewna to nie mogła sobie odpowiedzieć.
Obserwowała dokładnie parę, która wysiadła z samochodu, próbując ich rozgryźć. Kiedy mężczyzna od razu kazał im wsiadać do samochodu, przez chwilę na twarzy Lisbon można było dostrzec zdziwienie. Obietnica prostej przeprawy do Kanady kusiła, a ona sama oddała by wiele by skończyć z wiecznym uciekaniem i może zjeść naleśniki z syropem klonowym, jednak jej umysł nie przyjmował prostych rozwiązań. Nie pozwolił jej też zachować milczenia.
-Tak po prostu?- Zapytała nie wychylając się spośród grupy, chociaż nie łudziła się że dzięki temu para dorosłych jej nie zauważy. Zbyt dokładnie im się przyglądali.- Wsiąść do samochodu i wysiąść w Kanadzie, dzięki wam i strażnikowi na granicy. Czyli przekroczenie granicy wcale nie jest tak trudne jak mówią? - Powiedziała spokojnym tonem z lekko zauważalna ironią w głosie. Podobno darowanemu koniowi nie zagląda się się w zęby, ale skąd można wiedzieć czy to aby nie koń trojański. Chyba nie można ją winić za nieufność w stosunku do dorosłych. - Dlaczego w ogóle chcecie nam pomóc?- To było pytanie które kręciło się po jej głowie od dłuższego czasu. Stała twardo na swoim miejscu, chociaż miała ochotę zacząć się wycofywać, chwycić Evana i odejść. W jej głowie pojawiało się coraz więcej czarnych myśli.
_________________

We've already cheated death so many times.
If we’re going to die, why not cheat it again tonight?
Ostatnio zmieniony przez April Lisbon 2016-09-05, 12:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-09-04, 21:29   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry
[Cytuj]

Lounarie widząc coraz większy tłum wyszła z krzaków i zaczęła się rozglądać. Nie bardzo wiedziała, co się tu dzieje, więc poszukała jakichś osób, które wyglądały na rozgarnięte i zapytała je o to. Wyjazd do Kanady? Może i nie było tam obozów i SSP, ale przecież to nie mogło być takie proste. Coś jej tu nie grało, ale co ona się będzie. Poczeka i posłucha, co mają do powiedzenia, może ją jakoś przekonają, że to nie jest pułapka. A jeśli jednak okaże się, że ta wiadomość miała na celu ściągnąć w jedno miejsce PSI, żeby ich wyłapać, to zaznają piekła jeszcze zanim umrą. Nie miała zamiaru pozwolić od tak na porwanie do obozu. Ogniem powinna dać radę się obronić, jednak i tak stanęła bliżej jakichś krzaków. Zawsze mogłaby w nie wskoczyć, gdyby coś poszło nie po jej myśli.
Czuła narastające podniecenie wśród PSI. Słońce powoli zaczynało wychodzić zza horyzonty, kiedy usłyszała w końcu silnik samochodu. I to nie byle jakiego, bo wojskowego. Spięła się trochę na ten widok, jednak reszta ludzi, jakby nie zwróciła uwagi na ten mały szczegół. A przynajmniej tak wydawało się rudowłosej.
Po przemówieniu mężczyzny ktoś się jednak odezwał ze swoimi wątpliwościami. Czyli jednak nie wszyscy byli tak entuzjastycznie nastawieni do tego przedsięwzięcia.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-09-04, 22:33   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Kilka dzieciaków zdążyło się ruszyć do wozu, zatrzymały się jednak, kiedy z tłumu dobiegł je głos April. Trochę ich otrzeźwiła i zmusiła do przemyślenia swojej decyzji. Dzieciaki zaczęły się rozglądać, poszukując osoby, która zaczęła wygłaszać swoje wątpliwości.
- Jest trudne, jeśli nie ma się kontaktów gdzie trzeba i nie ma się jak przekupić odpowiednich osób. My wiemy do kogo trzeba podejść, kto da się przekupić, w którym miejscu jest słabsza ochrona na granicy. Ot, szczegóły, które pozornie nie są ważne, a jednak ułatwiają przemyt ludzi za granicę. Już kilkadziesiąt osób udało nam się tak przemycić. - Odpowiedział spokojnie mężczyzna. Przecież nie da się sprowokować byle nastolatce. Ważny był w tej chwili spokój i logiczna rozmowa, nie ma co się śpieszyć. Patrole SSP zostały już dawno przekupione, żeby dzisiaj nie kręciły się po okolicy, więc mieli czas. Mogli go wykorzystać na przekonywanie dzieciaków, żeby pojechały z nimi.
- Mieliśmy dzieci, które też dotknęło OMNI. Umarły przy wyzwalaniu obozów. Im nie możemy już pomóc, więc może chociaż wam będziemy mogli podać pomocną dłoń. - Tym razem odezwała się kobieta. W jej głosie słychać było autentyczny smutek, kiedy wspomniała o dzieciach. Już prawie pogodziła się ze swoją stratą.
_____________________________

Kolejka: Jane > April > Evan > Lounarie > Mistrz Gry
Na odpisy macie 24h od ostatniego posta w temacie.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2016-09-04, 23:59   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Im dłużej słuchała, tym mniej z tego rozumiała. Czemu przekraczanie granic miałoby być trudne? Czy chodziło o wizę? Chyba jakoś nigdy nie było szczególnych problemów ze zdobyciem wizy do Kanady. I w ogóle co to za pomysł, żeby dawać ludziom łapówki. To jej się bardzo nie spodobało. Przecież każdy wiedział, że nie powinno się dawać łapówek, w końcu to karalne! A już w ogóle nie podobało jej się to, że ten mężczyzna załatwiał sobie wizę dzięki znajomościom - w końcu to było strasznie niesprawiedliwe. O ile to była wiza, w końcu mówił coś o przemycie ludzi, a nie trzeba się przemycać, jak ma się wizę.
Bardzo jej się to nie podobało. Przemyt kojarzył jej się z nielegalnymi imigrantami z Meksyku. Raz nawet przeczytała, że sporo takich imigrantów musi oddać wszystko, żeby zapłacić za przejazd albo w ogóle ginie w trakcie przejazdu. Chciała to wykrzyczeć tym głupim dzieciakom, ale za bardzo nie miała jak. W tym momencie, to chyba jednak bardziej wolałaby mówić niż czytać.
Im dłużej się nad tym wszystkim zastanawiała, tym mniej wierzyła tym dorosłym. Była zupełnie pewna, że to nie skończy się dobrze.
 
 
April Lisbon


19 lat

zielona




Wysłany: 2016-09-05, 14:22   
   Multikonta: Hayley
[Cytuj]

April nie zależała do osób, które chętnie wyróżniają się spośród tłumów. Zazwyczaj wolała nie zwracać na siebie zbędnej uwagi, pozostając w dającym jej swobodę cieniu. A jednak nie potrafiła nie wyrazić swoich wątpliwości, szczególnie że niektóre z zebranych dzieci, zdawały się o nich w ogóle nie myśleć. Nie wiedziała jak oni, ale ona nie zamierzała znowu wrócić do obozu, w razie gdyby była to pułapka.
Jej umysł pracował na pełnych obrotach chcąc poskładać wszystko w całość. Nie ufała nieznajomym ale próbowała zrozumieć ich i ich zamiary. Słysząc odpowiedź mężczyzny, pochyliła głowę na bok w lekkim zamyśleniu.
-Kilkadziesiąt osób, godne podziwu.- Powiedziała równie spokojnym głosem co mężczyzna, zerkając przez chwilę na wojskowy samochód.- Jednak zastanawia mnie źródło waszych funduszy. Trzeba się postarać by mieć środki by przekupić kogoś, a co dopiero kilkakrotnie. Szczególnie że przewozi się PSI, którzy są podobno całkiem „dochodowym surowcem”.- Możliwe że April powinna jednak się nie odzywać, jednak ta już się nakręciła.- Chociaż jakby nad tym pomyśleć, to przecież przekupując SPP nie musieliście wspominać o tym co przewozicie. Nie zmienia to faktu że musicie dysponować całkiem sporą sumą czegoś wartościowego. - Ugryzła się w język, nie chcąc wychodzić zbyt daleko ze swoimi hipotezami. Westchnęła lekko spoglądając na innych PSI. -Naprawdę tylko ja mam jakieś wątpliwości do to całej tej sytuacji?- Mogła by przez długi czas opowiadać o własnych niepokojach, ale nie sądziła aby ktoś miał ochotę tak długo ją słuchać. Jakoś trudno było jej uwierzyć, że PSI, którzy jeszcze niedawno unikali jak ognia dorosłym teraz zamierzali im bezgranicznie zaufać. A może to ona popadała w paranoje?
-Współczuje straty.- Powiedziała słysząc ból i smutek w głosie kobiety. April jak to April współczuła kobiecie, chociaż i teraz nie mogła pozbyć się swojej nieufność.
_________________

We've already cheated death so many times.
If we’re going to die, why not cheat it again tonight?
 
 
Evan Russell


Wysłany: 2016-09-05, 21:39   
   Multikonta: -
[Cytuj]

April była chyba ostatnią osobą, jaką spodziewałby się tutaj spotkać. Traktował ją jako swego rodzaju starszą siostrę, której nigdy nie miał, a także jako kogoś w rodzaju opiekuna grupy. Była dla niego tym głosem dobra i rozsądku w drużynie, więc co takiego ją podkusiło żeby tu przyjść? Być może właśnie to samo, co zmęczonego ciągłym uciekaniem Evana, i o ile podobało mu się przemierzanie stanów paczką znajomych, o tyle regularne szukanie zapasów i martwienie się o stan zdrowia ludzi wyniszczały psychikę. Przydałaby się odrobina przerwy.
Uważnie przyglądał się dwójce dorosłych, słuchając dokładnie każdego ich słowa. Już dawno nie bał się tak swoich decyzji jak dzisiejszego dnia. Owszem, to mogła być pułapka, ale równie dobrze mogli mieć przed sobą jedyną szansę na normalne życie. Pytanie tylko, czy wszyscy mieli odwagę aby zaryzykować? Serce zabiło mu mocniej, kiedy April zaczynała podawać w wątpliwość ich słowa. A być może to właśnie było takie proste, jak mówią? Położył dłoń na ramieniu April, spoglądając na nią pełnym zdecydowania wzrokiem.
- April, daj spokój, znasz plotki o Kanadzie. Jeśli mówią prawdę, może to być koniec nieustannych wędrówek. Zobaczymy na miejscu co i jak, i wtedy ewentualnie sprowadzimy resztę grupy. Już raz to podobno zrobili. A poza tym... - w tym momencie przysunął się bliżej, ściszając ton głosu niemal do szeptu - ...nie poradzą sobie ze wszystkimi gdyby kłamali. Zaufaj mi. - uśmiechnął się do dziewczyny. Brakowało jeszcze słów "obronię cie", ale przypomniał sobie, że bardzo nie lubiła traktowania jej jak osobę bezsilną. Evan był już gotowy do podróży, jedynym powodem dla którego nie wsiadł jeszcze do pojazdu była April. Byli w końcu drużyną i albo pojadą tam razem, albo oboje wrócą do swoich i zapomną o całej sytuacji.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,096 sekundy. Zapytań do SQL: 11