Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Lay me down.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-12, 21:54   Lay me down.
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Kto: Sahir Nailah i Freya Baldwin
Czas: 30 września 2022
Miejsce: Pryzmat.



Przychodził czas, w którym leżenie na dnie rzeki i pozwolenie, by jej fale sunęły z twoim własnym truchłem, stawało się niemożliwe - zbyt wiele było meandrów, zakrętów, o które się ocieraliśmy - bolały wtedy ramiona, przetarta ostrym piaskiem skóra, który wydawał się miękki tak długo, jak długo dotykało się go lekko i spodnią częścią stóp - okazywało się, że dno nie składa się tylko z tego piasku - na tym dnie osiadały skarby człowieczeństwa - stara opona, którą ktoś wrzucił do wody, dawno temu przebita, połamane szkło, które przemieszczało się ciągle w dół od butelki piwa i szeleszczące, przygniecione opakowanie po czipsach przygniecione szarym, gładkim kamieniem, który z nurtem spłynął aż z gór - prawdopodobnie pokonał o wiele dłuższą drogę, niż ty poonasz kiedykolwiek, w końcu oto jesteśmy My - Odmieńcy - dumne dzieci, których duma została dawno przebita, jak tamtej opony, parę razy rozbita, jak tamtej butelki i jeszcze parę razy obrobiona z wnętrzności - wypruli nasze flaki i wywiesili je na sznurach, uśmiechając się wciąż pięknie i czule - witajcie w świecie dorosłych, w których My nadal byliśmy dzieciakami, chociaż sunęliśmy tuz obok nich, kiedy oni szli brzegiem po chodniku, wpatrzeni uważnie w punkty przed sobą, wiedząc, co mają zrobić, wiedząc, co CHCĄ robić, tylko bez oszukiwania się - niektórych sytuacja dotknęła równie mocno, niszcząc spokojne plany na przyszłość - gdyby nie to, że właśnie ci, których OMNI zniszczyło, nie byli niczemu nam winni, pewnie powiedziałbym: dobrze im tak, ale nie powiem nic - w końcu ciężko mówić, gdy trwa się zatopionym pod szumiącą taflą, chociaż już nie długo - bo przecież wszystko od tego się zaczęło, że nastąpiła epoka, w której wypadałoby się wynurzyć - wypadałoby, stety czy niestety, nie oznaczało jednak, że na pewno się to zrobi. Ja tego nie zrobiłem.
Jeśli było coś rzadszego w tym świecie od spotkania Pomarańczowych całych i zdrowych, którym całe to OMNI nie siadło na łeb, którzy nadal żyli i mieli się nieźle, to chyba spotkanie Czerwonego, który dożył dwudziestego roku życia - chociaż może tutaj to wcale nie było takie niesamowite - może, bo Sahir jak dotąd żadnego czerwonego nie spotkał pośród mieszanki zieleni i błękitu - nie byli tutaj znaczeni jak bydło, jak w obozach, nikt nie nosił specjalnych ubrań, które świadczyłyby o ich kolorze, nikt ich nie dzielił na skrzydła - tak jak nikt nie naciskał na to, że dziewczyny z chłopcami nie mogą mieć styczności - podobno tak właśnie było w Obozach - pół Japończyk pozwalał, by wszystkie informacje dotyczące tego miejsca przepływały przez niego tak samo gładko, jak każdy dźwięk przecinał wodę - niewyraźne, chociaż niby się je rejestrowało - nie poddawało się ich analizie i nie zadręczało, by zatrzymać je na dłużej - ot, po prostu były - i samo ich bycie było wystarczającym dowodem ich istnienia, nie zagłębiając się w bardziej naukowe czy filozoficzne dumania nad tym, dlaczego, jak, skąd i po co - ten czas, czas w Pryzmacie, był jak bardzo głęboki sen - jedyne, co przebijało się przez tą skorupę, to rosnący gniew z powodu zastoju, który rósł niby w nim, ale jednak gdzieś obok, łagodzony treningami, w których soczysty wycisk pozwalał na zapomnienie nawet o tym, jak ma się na imię - i Nailah na te treningi uczęszczał bardzo regularnie. Zwłaszcza, że jako były agent Ligi Pryzmat postarał się, by czasami sam niektóre treningi prowadził. Doprawdy - był chyba jedynym trenerem w swoim rodzaju.
Wiecznie milczał.
Coś jednak w jego aurze, może w jego spojrzeniu, które przypominało bardziej spojrzenie wilka niż normalnego człowieka, sprawiało, że jakoś trenujące pod nim dzieciaczki z Pryzmatu zbytnio się nie buntowały - może to też kwestia tego, że treningi nie były zbytnio… przymusowe, tak na dobrą sprawę.
Przynajmniej na tym pierwszym treningu tak było, który odbył się właśnie tego dnia.
A może to kwestia tego, że dzieciaków z Ligi ogólnie się bano.
Bano się też Czerwonych.
Czarnowłosy wsunął ręce w rękawy czarnej bluzy, wychodząc na zewnątrz, na taras, z którego widać było ocean - chłodne, wrześniowe powietrze zalęgało się we wszystkich kątach pełną parą - mimo to wciąż było przyjemnie, kiedy słońce chowało się z wolna za choryzont, a dziki wiatr nie targał sylwetką, starając się wydrzeć siłą duszę z trzewi - złota jesień, chciałoby się powiedzieć - złota jesień obrazka w malowanym świecie, przez który naprawdę ciężko było uwierzyć w to, że trwa się właśnie w jawie, a nie w przedłużających się, magicznych marach, które rozpłyną się niczym dym nikotynowy, jeśli tylko uszczypnie się w policzek - ta bezpłciowość czasu, który przeplatał się przez sylwetki wszystkich w Pryzmacie, była kojąca w jakimś stopniu - pozwalała słowom: “obojętnie” swobodnie osiadać na całym ciele, godnie prezentując postawę tu-mi-wisizmu.
Samotna wyspa z samotnym ośrodkiem, a w niej wcale nie bardziej samotni ludzie.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-12, 23:40   
   Multikonta: Jake


Ostatnimi czasy Freya miała się coraz lepiej. To całe zamieszanie, wcielenie do Pryzmatu dzieciaków z Ligi (o ile dzieciakami można było ich nazwać), odsunięcie od władzy pana prezydenta (każdy głupi wiedział, że w końcu tak się stanie), wkroczenie do ośrodka agentów CIA… Chyba tego było jej trzeba - impulsu, dzięki któremu znowu poczuła się pewniej. I, nie, nie chodziło wcale o jej ojca, o jego relacje z Donovanami, czy jakiekolwiek wynikające z tego możliwości. No dobra, przynajmniej oficjalnie nie o to chodziło. Sęk w tym, że w końcu dostała nowe pole do działania. I jak najbardziej zamierzała to wykorzystać. I zmienić parę rzeczy.
Pierwszą zmianą było to, że kompletnie zaczęła olewać treningi... Wiem, wiem, mało rozsądnie - snuła wielkie plany, a ich realizację zaczęła od odpuszczenia sobie czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w ich realizacji. Ale, ale, dziewczyna w swoim mniemaniu kompletnie tego nie potrzebowała. Im lepiej poznawała swoje Pomarańczowe zdolności i im lepiej sobie z nimi radziła, tym częściej bagatelizowała jakąkolwiek użyteczność sprawności fizycznej. Albo inaczej - doskonale wiedziała, że sama nie musiała niczego umieć - zawsze mogła skorzystać z cudzych rąk, nóg, mięśni, generalnie - z cudzego ciała. I właśnie dzisiaj wypatrzyła sobie idealne do takiego wykorzystywania ciało (...wink, wink).
Dzisiejszy trening miał być prowadzony przez jakiegoś Czerwonego z Ligi. Freya niespecjalnie była zainteresowana tym, co właściwie miało się tam dziać, co mieli trenować, w jaki sposób, jak długo - w końcu i tak nie zamierzała czegokolwiek tam robić. W zasadzie chciała tylko skorzystać z okazji, żeby przyjrzeć się nowym zdobyczom Pryzmatu, no a gdzie można byłoby zrobić to lepiej, niż na prowadzonych przez nich zajęciach?
Rozsiadła się wygodnie pod ścianą, zerkając na prowadzącego i ciesząc się z faktu, że kompletnie ją ignorował. Pierwsze wrażenie robił wręcz piorunujące. Oczywiście, jako potencjalny kandydat na mięśnie Freyi. W końcu tylko o tym tu mówimy. I zdecydowanie tylko o tym myślała dziewczyna. Ekhem. No w każdym razie - kiedy już rozpoczął trening, okazał się jakiś taki… Mało żywy. To znaczy, jasne, doskonale wiedział, co robi i był w pewnym sensie na tyle charyzmatyczny, że nikt mu się nie sprzeciwiał, ale raczej nie nadawał się na przywódcę. Ha! Był za to wręcz idealny, aby to nim rządzić.
Dlatego, kiedy tylko całość dobiegła końca (a uwierzcie, było to śmiertelnie nudne), dziewczyna podążyła za Czerwonym, z jednej strony zachowując odpowiedni odstęp, żeby nie było, że go śledzi, a z drugiej - doskonale zdając sobie sprawę z tego, że mógł być zupełnie świadomy, że za nim idzie. W końcu nie mógł być aż tak nierozgarnięty, nie?
Swoją drogą, ciekawe, jak właściwie udało mu się przetrwać? Nawet tu, w Pryzmacie, wiadome bylo, że Czerwoni na wolności właściwie nie istnieli, podobnie jak Pomarańczowi z resztą - w końcu prawie każdy dzieciak, który nie trafił do Pryzmatu, trafiał do Obozu. A one były dość dokładnie czyszczone z tych dwóch kolorków.
Freya wyszła na taras za czarnowłosym, zatrzymując się jednak przy samych drzwiach. Nie chciała wyjść w końcu na tą creepy stalkerkę czającą się zaraz za plecami. Po chwili jednak ruszyła w stronę chłopaka, tym razem wyraźnie już zaznaczając swoją obecność.
- No, no, kto by się spodziewał, że maszynki do zabijania też lubią podziwiać widoki - powiedziała lekko zaczepnym tonem, początkowo też wpatrując się w ocean, po chwili jednak zerkając na chłopaka, w oczekiwaniu na reakcję.
Właściwe miała gdzieś to, że, jako Czerwony, mógł zachować się bardzo nieprzewidywalnie. Kompletnie nie przejmowała się jakimkolwiek zagrożeniem. Nie, że była tak odważna, czy coś, nie była też chyba głupia, po prostu ostatnimi czasy znów poczuła się pewnie. Na tyle pewnie, że kompletnie nie przejmowała się żadnym potencjalnym zagrożeniem, chociaż jednocześnie starała się zachowywać pozory.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Freya Baldwin 2016-12-13, 00:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-13, 00:02   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Szedł przez korytarze i nikt nie wchodził mu w drogę - szedł i osoby automatycznie cofały się na boki - i na nie również uwagi nie zwracał - tak jak nie zwracał uwagi na tamtą dziewczynę, która starała z boku przez cały czas treningu i jedyne co robiła, to się przyglądała - nic więcej - nie podeszła, nie odezwała się, nie wykazała żadnych chęci, by dołączyć - a jednak stała i obserwowała - blondwłosa, drobna sylwetka wyrysowana na tle szarej, nudnej ściany, odcinająca się od niej mocnym, stanowczym cieniem, który był jej tarczą i mieczem zarazem, nie pozwalając się stopić z tą nudną codziennością, która pożerała od środka, zabijając myśli, zabijając kreatywność - i tak dwa zupełnie różne światy zamknęły się w czynnościach zupełnie im sprzecznych - ona w pozorach nieistnienia, gdy się przyglądała i on w pozorach istnienia, kiedy niemal bez żadnego słowa prowadził dalszy instruktaż - więcej od niego mówiły brzęczące nieśmiertelniki, gdy obijały się o siebie wzajem - cichy szyfr, niemy poemat, będący wykrzesać z siebie całą opowieść życia, jeśli tylko potrafiło się słuchać - i obserwować ich ruch na wyrzeźbionej klatce piersiowej okrytej czarnym materiałem topu, jaki miał na sobie - i teraz ona, ta Sprzeczna, kroczyła za nim - nie czuł jej oddechu na karku - była lekka jak łabędzi puch, jak muśnięcie motylich skrzydeł na mulistej tafli tej rzeki, której pozwalał się porywać - heh, Nimfa, co pochyla się nad topielcem dawno obrośniętym w rośliny słodkowodne, o pustych, czarnych oczach, w których niemal nie sposób było odróżnić tęczówkę od źrenicy, jeśli nie podeszło się wystarczająco blisko - jeśli wystarczająco mocno się nie nachyliło…
Mężczyzna sięgnął dłonią do nieśmiertelników i schował je pod top, gdy już założył na siebie bluzę - drzwi na taras nie zamknęły się jednak za nim od razu - ktoś się przez nie prześlizgnął - ktoś na tyle lekki i smukły, że kroki tego istnienia nie wydawały z siebie cięższych odgłosów - przesunął się tylko na bok, by nie tarasować przejścia, dosłownie o krok, nie zerkając nawet w kierunku blondwłosej nimfy, co wywołała w końcu na tafli poruszenie - okręgi rozeszły się na boki, naruszając spokój, słodkością tchnienia szepcząc do ucha: zbudź się - końcowo jednak ani ton głosu nie był słodki, ani słowa, które wydobyły się z dziewczęcej gardzieli.
Sahir bardzo powoli skierował atramentowe spojrzenie w jej stronę - przynajmniej miała pewność, że została dosłyszana - nie było to jednak spojrzenie przyjemne, ale nie było też wrogie - nieludzkie, ot co - działające jak ogień, bo zamiast przeszywać na wskroś, zapraszał do tego, by zostać pochłoniętym. By wyciągnąć doń dłoń i sprawdzić, czy na skórze dłoni pojawią się bolesne bąble, jeśli tylko wsunie się ją w kuszące płomienie - wszak były takie spokojne, wszak były takie statyczne… - jak coś, co dawało ciepło i światło, mogło szkodzić? Coś… niby dobrego. Sęk w tym, że jego oczy nie zawierały ani grama tego ciepła i światła - heban ognia jedynie pochłaniał, ale ponoć ludzi łączył jeden, niewątpliwie prawdziwy fakt - ludzie kochali Zakazane Owoce, bez względu na to, jak bardzo przychodziło się im przy nich sparzyć.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni i oderwał od niewiasty wzrok, kiedy bez żadnego skrępowania przejechał spojrzeniem po jej sylwetce z góry na dół, by wrócić nim do falującej wody.
- Widok jak widok. - Mrukliwy, głęboki głos, równie rozleniwiony i obojętny, co całe jego jestestwo.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-13, 01:23   
   Multikonta: Jake


Oj tak, nieśmiertelniki z pewnością miały do opowiedzenia jakąś historię, czy co tam tylko zechcesz, ciężko jednak było skupić się na jakiś blaszkach, kiedy obijały się o siebie na TAKIM ciele. No bo czego by nie mówić - czarnowłosy był bardzo atrakcyjny. Nie chodziło już nawet o samą sylwetkę idealnie wręcz wyrzeźbioną, pokrytą licznymi bliznami, które w niczym jej nie ujmowały, wręcz przeciwnie. Najistotniejsza była chyba jego twarz. Bardzo męska i delikatna za razem - dawało to niesamowity efekt. No i te oczy… Smutne, nawet bardzo, trochę jak u zbitego pieska, który kulił się widząc jakąkolwiek podniesioną nad sobą rękę, nawet jeśli ta chciała go tylko pogłaskać. Taa, te najsmutniejsze ślepia zawsze były najbardziej pociągające.
Chociaż teraz nie miało to żadnego znaczenia. Nawet, gdyby był kompletnie nieatrakcyjny, Freya i tak by za nim poszła. W końcu chciała się tylko przekonać, czy może jej się do czegoś przydać. Jego wygląd był zupełnie nieistotny. Naprawdę.
Ekhem. Jasne...
Wracając do rzeczy - dziewczynie ciężko było znieść jego wzrok. Był dziwny. Bardzo dziwny. Ale, o dziwo, niekoniecznie w złym sensie. Pewnie dlatego, że ciągle można było dostrzec w nim cień tego psiego smutku. Chociaż, kto wie, może to były tylko jej urojenia i tak naprawdę spojrzenie było kompletnie puste. W każdym razie - poczuła ulgę, kiedy jednak wrócił do patrzenia w przestrzeń.
Słysząc jego słowa, pokręciła głową.
- Uważaj, żebyś mi się tu za bardzo nie rozgadał - powiedziała, z lekko drwiącym uśmiechem, po czym również odwróciła wzrok.
Ale tak naprawdę nie miała na myśli nic złego. To znaczy - chyba nie miała, w końcu to była Freya. Generalnie rzecz biorąc, milczący ludzie dzielili się na dwa typy - nudnych i intrygujących. Ci pierwsi byli kompletną stratą czasu, serio, no i niestety - stanowili większość. Drudzy natomiast - potrafili być naprawdę niesamowici. Niestety, wymagali czasu, ogromnych ilości czasu, którego niestety ludzie często nie chcieli im poświęcać, błędnie zaliczając ich do niewartej uwagi grupy pierwszej. Gdzie kwalifikował się czarnowłosy? Dziewczyna nie miała pojęcia. Ale szczerze? Kompletnie jej to nie obchodziło, w końcu nie planowała wchodzić z nim w żadną znajomość. Przynajmniej taki był pierwotny plan.
Widok na ocean może i był godny podziwiania, ale cisza zaczynała za bardzo jej ciążyć.
Chyba nie ma co oczekiwać jakiejś inicjatywy.
Przewróciła oczami i ponownie odwróciła się w stronę chłopaka.
- Freya - powiedziała, wyciągając do niego dłoń.
Ale, ale, zanim to zrobiła, pozwoliła sobie wkraść się w jego umysł, aby mieć pewność, że nie ucierpi na tym. W końcu był Czerwony, jeden jego dotyk mógł się skończyć dla niej śmiercią, a biorąc pod uwagę, że był też... dziwny, ryzyko było większe.
Nie wolno ci używać mocy.
Wiecie, przezorny zawsze ubezpieczony.
Właśnie dlatego uważała, że Pomarańczowi byli najlepszym kolorem. Jasne, może i nie miała jakiś niesamowicie widowiskowych mocy, ale... w tym sęk. Mogła niepostrzeżenie zrobić tak wiele, o wiele więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Pomarańcz dawał niesamowitą władzę.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-13, 09:41   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Nie odwracał od niej spojrzenia dlatego, że nie była interesująca - w swojej sylwetce, w swojej postawie - we wszystkim, co prezentować mogło ludzkie ciało przyciągała w ten bardzo nie negatywny sposób - przyciągała bardzo ludzko - a Nailah chyba zatrzymywał się dłużej chyba tylko na tych, od których wyczuwał strach, jak drapieżnik, którego prowadzi jedynie czysty instynkt, wypatrujący ofiary w tłumie - piszę “chyba”, bo koniec końców nie podchodził i nie zaczepiał nikogo - okrył się płaszczem samotności, który nie sprawiał, że był niewidzialy - nie dało się go przegapić na korytarzu, nie dało przejść zupełnie obojętnie - możę to kwestia tej pieśni snutej przez nieśmiertelniki, może wrażenie, że kiedy był blisko, kropla atramentu uderzała w taflę czystej wody i rozpływała się w jej wnętrzu, pochłaniając wszystko, co czyste, a to wcale nie było ciężkie, nie nie - było po prostu “nienormalne” w każdym swoim wymiarze, zupełnie tak samo, jak nienormalna była czerń płomieni, zaś Freya nie miała w sobie nawet maleńkiego grama strachu - wyraźna, ale jednocześnie delikatna, stanowiła towarzystwo, które mogło “być”, tak samo jako mógł być świat tak długo, jak długo nie wkraczał zbytnio w pole jego widzenia, jak długo nie wpychal się do myśli, a w oczach Freyi było właśnie to, co również na nią nie pozwalało patrzeć zupełnie obojętnie, więc i przechodzić bez żadnego zerknięcia bokiem również nie - w końcu już pochyliła się nad taflą rzeki, może teraz poraz, żeby sięgnąć po jej paluszki? - zapraszam, dotknij tej mulistej wody - pobrudź się atramentem odkrywając, że wcale nie jest niebieski - gęsta woda, chociaż przejrzysta, chociaż zachowująca się jak każda inna, pięknie pobrudziłaby jej cienką, gładką skórę, dlatego też lepiej było dłużej na nią nie spoglądać. Ta kobieta wymagała uwagi - a on podświadomie nadal chciał trwać we śnie i nie poświęcać uwagi nikomu i niczemu wokół siebie.
Więc milczał.
Dla niej była to cisza, dla niego była to melodia tworzona przez wiatr, szum fal i odległe rozmowy grupki dzieciaków, której nie dało się z tej odległości nawet zrozumieć - muzyka natury i człowieka, którą przecinał na wskroś wrzask kołujących mew o białych piórach, które czasem gubiły i które fale wyrzucały na brzeg, wplatając je w jeszcze nie do końca poznaną przez Nailaha codzienność, jaka panowała w tych murach, którą on przetracał codziennie na tym samym - trening, posiłek, wpatrywanie się w przestrzeń, trening, posiłek, sen…
Rozkaz wpełznął do jego umysłu zupełnie niezauważenie, zupełnie niepostrzeżenie, kiedy znów odrywał spojrzenie od widoku, by skierować go na Freyę, ale nim te oczy wylądowały na jej twarzy, zostały skierowane na wyciągniętą dłoń - to niby bardzo proste, prawda? - zwykły gest na powitanie, wystarczy wyciąnąć swoją dłoń i dotknąć jej drobnych palców, które pomimo swojej kruchości wydawały się bardziej stabilne i realne niż ten ocean z zachodzącym słońcem - jej dłoń była dłonią, która przecinała rzekę i czekała na to, aż gest zostanie odwzajemniony. I w końcu został. Wyciągnął swoją rękę na spotkanie jej i nawiązał kontakt wzrokowy - z nią, z tymi dużymi oczami osadzonymi w owalnej twarzy pomiędzy zgrabnym noskiem zjeżdżającym na kuszące usta - kwestia intencji, wiecie, o co mi chodzi? - nie wyczuwał od niej złych intencji, nie wyczuwał też jednak żadnych dobrych - to, co siedziało w jej głowie, było dla niego jedną niewiadomą - pojawiała się tutaj jednak inna kwestia, która sprawiła, że czarnowłosy mocniej zacisnął dłonie na jej dłoni, pozwalając jej odczuć maleńki ułamek swojej siły, zamykając ją w uścisku, z którego siłą by się nie wyrwała, chociaż nadal nie takim, by zrobić jej krzywdę - to coś, co w jej spojrzeniu przyciągało uwagę, coś, co wydawało się niemożliwe do złamania. Coś, co wynosiło ją na piedestał Wzwyż, chociaż wcale nie była od niego wyższa. Znał to uczucie doskonale - i jakoś zazwyczaj mu nie przeszkadzało… teraz chyba nawet też to tak naprawdę nie to przeszkadzało, a fakt, że wyrywanie się z mułu własnej rzeki wcale nie było przyjemne - wszystkie stawy i kości trwały w zastoju przez zbyt długi czas, by teraz móc działać swobodnie na każde wezwanie.
Wszak razem z nim budził się jego czerwony Przyjaciel, który gorącem płomieni lizał wnętrzności.
- Nie rób tego. - Nie chciał się wybudzać - a jego wewnętrzny instynkt wrzucił jej aktualną postawę na ring opisany słowami: wyzwanie.
Wyzwanie do zaznaczenia, kto jest przywódcą stada. I nie żeby on pretendował do tego tytułu, skądże! Był w końcu zbyt leniwy! Nie pretendował też jednak do tego, by w ogóle w jakimkolwiek "stadzie" się znajdować.
- Sahir.
Puścił jej dłoń.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-13, 15:06   
   Multikonta: Jake


Uścisk dłoni chłopaka był zdecydowanie zbyt mocny, przynajmniej przez chwilę. Może właśnie tak próbował zaznaczyć swoją pozycję? Freya jednak bardziej niż jego siłą, zajęta była bitwą z własnymi myślami. Teraz, kiedy kontakt fizyczny został już nawiązany, dziewczyna miała dostęp do wszystkie, właściwie miała dostęp do całego niego. Ale nie zrobiła nic. W momencie, kiedy przejrzałaby cały jego umysł, skończyłaby się cała zabawa, no a przecież nie chcieliśmy się spieszyć, prawda?
Jedyne, co wciąż robiła, to podtrzymywała zakaz używania mocy. Co jak co, ale ludziom nie można było ufać. Tak z zasady. Bo każdy prędzej czy później w końcu coś odpierdalał. O dajmy na to - jej ojciec. Kochany tatuś, który zawsze traktował swoją córeczkę jak królewnę, nagle z dnia na dzień wysłał ją tutaj, na tą pierdoloną wyspę, odciętą od reszty świata i... Tyle go widziała.
Nie zrozumcie mnie źle, Freya doskonale wiedziała, dlaczego się tu znalazła. W pewnym sensie może i to rozumiała. Ale nie o to chodziło, nie o to miała do niego pretensje. Sęk w tym, że nigdy się do niej nie odezwał. Jasne, inni rodzice też nie kontaktowali się z dziećmi, ale różnica polegała na tym, że on mógł. Miał wszystkie niezbędne kontakty, miał możliwości, znał odpowiednich ludzi... A mimo wszystko nigdy z tego nie skorzystał. Nawet teraz, kiedy Pryzmat praktycznie znajdował się w rękach CIA. Cóż, widać był takim samym tchórzem jak ci cali Donovanowie.
Jeszcze nie tak dawno Freya też była tchórzem. Oj tak, panicznie wręcz bała się powrotu do noszenia opaski. Dwa lata takiego stanu to i tak było za wiele. Dlatego chodziła niemal jak w zegarku. Dopóki nie uświadomiła sobie, że to nie ona powinna się bać. Zawieszona na prawym nadgarstku korona przypominała jej, że zawsze była królewną. No a naturalnym było, że z królewny stawano się królową, dumną i potężną, a nie jakimś przerażonym dziewczątkiem.
Oj tak, blondyneczka miała wielkie plany. Równie piękne, co niebezpieczne. I w tym wszystkim miała tylko jeden problem. Nie dostrzegała różnicy kiędzy pretendowaniem do bycia szanowanym przywódcą a niezrównoważonym dyktatorem.
Słysząc słowa Sahira uniosła tylko brwi.
Zrobię co tylko zechcę.
Freya dopilnowała, aby to zdanie wyraźnie rozbrzmiało w głowie Sahira, uśmiechając się przy tym, niby uroczo, ale nie do końca. Jasne, mogła po prostu powiedzieć to słownie, no ale... Lubiła zaznaczać swoją pozycję. No a dzięki temu, że miała dostęp do głowy niemal każdego człowieka, już na wejściu klasyfikowała się ponad innymi. Przynajmniej w swojej opinii.
- Sahir - powtórzyła, dla lepszego utrwalenia sobie tego imienia. Niestety, rzadko zapamiętywała je za pierwszym razem, z resztą, dowodem na to jest fakt, że chłopak z pewnością przedstawił się na początku treningu, czy tam został przedstawiony, Freya jednak kompletnie nie pamiętała, jak się nazywa.
Kiedy już puścił jej dłoń, odeszła kilka kroków i oparła się rękoma o barierkę tarasu, tak, że aktualnie stała tyłem do chłopaka.
Czego by nie mówić - widok był przepiękny. Ocean zawsze wyglądał tak… magicznie. Nie ważne, czy spokojny, czy wzburzony, niezależnie od pory roku - zawsze miał w sobie coś, co sprawiało, że chciało się patrzeć. Albo raczej - że Freya chciała. Zawsze czuła się przy tym taka wolna. No o ile wolnym można być w więzieniu.
Odwróciła się z powrotem twarzą do czarnowłosego.
- No więc? - skrzyżowała ręce na piersiach, wlepiając wzrok w chłopaka.
No więc... co? Chyba sama nie wiedziała, jak chciała dokończyć to pytanie. No ale skoro nie miała co liczyć na jego zaangażowanie, trzeba było zacząć od banałów.
- Jak ci się tu podoba? - dokończyła, a kąciki ust mimowolnie powędrowały jej w górę. Taa, czasem nawet ona potrafiła śmiać się z siebie, a błyskotliwość tego pytania zdecydowanie zasługiwała na wyśmianie.
I chociaż sama potraktowała to lekko żartobliwie - odpowiedzi oczekiwała jak najbardziej poważnej. Wlepiła więc w Sahir wzrok w stylu “doceń, że pytam, a nie grzebię ci w głowie” i czekała na cokolwiek.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-13, 15:50   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Tu chyba nie chodziło o dominowanie - w jego głowie nigdy nie o to chodziło - w jego głowie pojawiał się problem o wiele bardziej złożony, mający swoje odbicie tak daleko, jak daleko sięgała historia schowanych teraz pod materiałem topu nieśmertelników - jeśli ktoś błyska swoimi ślepiami, jeśli je unosi i nie boi się uśmiechać, jeśli wyciąga swoją dłoń i przy tym nie waha nawet przez drobną chwilę, panosząc się ze swoim “ja”, przez co rozpychał bezpieczne granice prywatnego świata obcym elementem (rozpychał samym sobą, moi drodzy), to było jak wysłanie sygnału, który przecinał niebo piętnem błyskawicy - nie następował po niej grzmot, jeszcze nie - burza była wciąż daleko, ale już widać ją było na kruczym firmamencie, ostrzegając przed tym, że może w końcu nadejść - choć może dziś się poszczęści i minie nas bokiem, a rankiem nie będzie trzeba sprzątać ogródka z tony śmieci, reperować dachu po wichurze i cierpieć na brak prądu..? - sygnału, który mówił: sprawdzam cię. Chcę być wyżej, więc sprawdzę, czy ty będziesz niżej. Zamknięcie drzwi na cztery spusty, zamknięcie okiennic, zasłonięcie kotar i zejście do piwnicy, do której nie dochodziły żadne dźwięki, byłoby najbardziej prostym i logicznym wyjściem w tej sytuacji, by nie dawać się wciągać w bzdurne dyskusje i bójki, problem w tym, że kiedy te już pojawiały się na horyzoncie, gdy już błyskawica uderzała wraz ze swym dudnieniem, wstrząsając ziemią i rwąc gałęzie drzew, Sahir po prostu nie potrafił się oprzeć - chyba jak każdy zresztą pies przyparty do ściany - gdy nie ma się już gdzie cofać, pozostawało skakać w przód - prosto na odsłonięte gardła tych, którzy pod tą ścianę zapędzili.
Powieka Sahira nawet nie drgnęła, kiedy twórczyni całego tego chaosu wirującego nad jego bezpiecznym szkłem odgradzającym od rzeczywistości, przesiąknęła swym przyjemnym dla ucha głosem do jego rzeczywistości - ale przy tym wcale nie próbowała się w nim rozpychać - wycofała się wraz z tym, jak wycofana została ręka, wraz ze sobą zabierając burzę mającą obwieścić wojnę - z bębnów wojennych ściągnięto już nawet kurz, na szczęście nie zdążono ich wytoczyć - niebezpieczna - oto, jakiego słowa można było użyć, opisując tą drobną, chudą kobietkę o smukłych nogach. Kobietkę bardzo pociągającą fizycznie.
Pomarańczowa.
Jedyny kolor, którego Nailah naprawdę się bał. Oczywiście wszystkie barwy wzbudzały respekt - tak naprawdę ciężko było powiedzieć, przeciwko jakiej barwie najlepiej stanąć w szranki - ale pomarańczowi… pomarańczowi byli mu w stanie odbierać ostatnią rzecz, która należała naprawdę do niego, jedną jedyną - czyli samego siebie - i dlatego nie potrafił na nich w pełni reagować tak, jak na wszystkie inne kolory - a mimo to jego spojrzenie i twarzy pozostawały niezmiennie takie same - wzrok tylko nabrał jeden gram więcej uwagi, kiedy Freya się cofnęła, prezentując swoje tylne gabaryty, po których wzrok czarnowłosego również przejechał spojrzeniem, zupełnie bezwstydnie, doprawdy, nim znów wrócił oczyma na jej twarz, kiedy wyczuł na sobie jej spojrzenie.
Tu… a to tu to znaczy gdzie właściwie? Spojrzał znów na ocean, przesunął wzrokiem po plaży, po stolikach na tarasie kawiarni, które widniały w lekkiej oddali, gdzie siedziała grupka dzieciaków, po zwiniętych parasolach i drzewach pozbywających się resztek liści, które może jeszcze w październiku były złoto-czerwone - teraz były po prostu ususzone i proszące o to, by silniejszy podmuch wiatru w końcu strącił je z cienkich gałęzi… albo czekały na tą burzę. Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się to pęknięcie, które dziewczyna wywołała na szkle odgradzającym go od życia i przez które przesiąkło do wnętrza coś, co ciężarem osiadło na dnie jego brzucha. To coś bolało na swój sposób - a im więcej tego połykał, orientując się, że szyba nie wytrzyma naporu wody, tym bardziej zapierające dech w piersiach było - na szczęście wciąż przytłumione, na szczęście nadal dostatecznie niepewne, by naprawdę zabrakło tlenu. A jednak odetchnął głębiej.
- Nie... wiem. - Tu... tu... tu - na tej wyspie - w tym śnie, w którym wszystko było nierealne - w małym przylądku raju, którego jedynym bólem byłaby samotność, gdyby nie fakt, że do samotności już przywykł - napływ myśli, konieczność udzielenia odpowiedzi, wzięcia udziału w konwersacji - wszystko to wymagało skupienia, uporządkowania... a ty wcale nie chciałeś się skupiać i tego porządkować. Wrażenie było naprawdę takie, jakbyś zmarł w tamtym Akwarium - nadszedł spokojniejszy czas, mój Boże. - Chyba podoba. - Jak w raju mogłoby się nie podobać? Ta senność, to wegetowanie w tych murach... tylko sens zupełnie rozpadł się pod palcami jak dawno uschnięta, przestarzała choinka.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-13, 23:03   
   Multikonta: Jake


No, jedno jest pewne - gdyby myśli Sahira były równie pokrętne i metaforyczne, co przemyślenia jego narratora, kompletnie nie musiałby się obawiać ataku ze strony Pomarańczowych. No a już na pewno nie ze strony Freyi - móżdżek dziewczyny wyparowałby po pierwszym zdaniu. Ale na szczęście Nailah sprawiał wrażenie o wiele mniej skomplikowanego. Przynajmniej pod względem formułowania wypowiedzi. Uff.
Nie ważne, o co chodziło chodziło czarnowłosemu, czy chciał dominować, czy nie. Ważne było, że dziewczyna z pewnością zdominowana zostać nie chciała. I na pewno by na to nie pozwoliła. W sumie - ciekawe. Ta cała chęć posiadania kontroli wynikała nie tyle z samego zamiłowania do władzy, czy czegokolwiek w ten deseń, choć oczywiście to też był istotny element, ale w dużym stopniu wiązała się ze strachem. Ze strachem przed byciem tą uległą. No bo to właśnie to była ta bardziej wymagająca pozycja, niebezpieczna, narażająca na czasem wręcz zbyt duże obnażenie emocjonalne, czy tam wewnętrzne - jak zwał, tak zwał. A już na pewno było to trudniejsze dla osób takich jak Freya, które nie potrafiły tak po prostu bezczynnie się komuś poddać.
Za to kompletnie trudne nie było dla niej przyznanie się do swojego kolorku. Taa, niektórzy potrafili z tego robić wielkie tajemnice. A ona, cóż, była wręcz dumna z tego Pomarańczu, informowała więc ludzi o tym, kiedy tylko mogła. A jeszcze większą frajdę dawało jej to, kiedy uświadomione osoby nagle stawały się bardziej… Wycofane? Zdystansowane? Przestraszone? No w każdym razie - ten kolor często robił wrażenie. I słusznie.
Ale niestety - Sahir ani drgnął. Blondynka nie dała po sobie poznać, że tak naprawdę oczekiwała choć minimalnej reakcji - w końcu niepozostawanie obojętnym dla ludzi zawsze było przyjemnie łechtające dla ego. No ale dobra. Trudno. Nie tym razem.
Taa, jasne. Już widzę odpuszczającą tak po prostu Freyę. Nie, nie, nie. Skoro nie dostała niczego w ten sposób - dostanie to w inny. Byle tylko wzbudzić... Cokolwiek.
Słysząc jego odpowiedź, przewróciła oczami.
Wow.
Wow, panie Nailah, cztery słowa, niemal na raz. No, no, chyba idziemy na rekord, co?

- Na pewno wszyscy ci mówią, że jesteś świetnym towarzyszem rozmów - powiedziała z lekko drwiącym uśmieszkiem na ustach, próbując wciąż ciągnąć tą pogawędkę. POGAWĘDKĘ, kurwa.
Po chwili jednak znów odwróciła się twarzą do oceanu. Może i było to lekko nieuprzejme z jej strony, ale wpatrywanie się w chłopaka było… dziwnie męczące. Ale nie w złym sensie, nie, nie. Po prostu, czuło się jakieś takie, nie wiem, może napięcie, może coś innego. No było trochę dziwnie. Ale przynajmniej Sahir znów miał możliwość pogapić się na jej tyłek, po którym tak intensywnie przejechał wzrokiem poprzednim razem o czym dziewczyna na szczęście jednak nie - wiedziała. Chociaż, gdyby wiedziała - chyba i tak nie byłaby tym wzburzona.
- A może ty się mnie po prostu boisz? - spytała zaczepnym tonem, ponownie zwracając się w jego stronę.
Tym razem nie poprzestała jednak tylko na odwróceniu się, nie. Zrobiła też kilka kroków w stronę chłopaka, podchodząc niebezpiecznie wręcz blisko. A wszystko po to, żeby się podroczyć.
Dzieliło ich teraz, bo ja wiem... Jakieś 15 centymetrów? Nie mam pojęcia, wybaczcie, ponoć wszystkie kobiety mają problem z takim ocenianiem odległości. No w każdym razie, nie było to za wiele przestrzeni, zdecydowanie nie powinno to już być komfortowe.
Dlatego Freya czekała. Na jakąkolwiek reakcję, nie ważne,,czy dobrą, czy złą. W końcu od początku chciała wzbudzić w nim... Cokolwiek.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-13, 23:42   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Z myślami Sahira - z tym, co działo się w jego głowie - było chyba jeszcze gorzej niż z tym, co działo się pod palcami artysty klikającego uparcie w tą jebaną klawiaturę, żeby wykrzesać z niej cały emocjonalny miraż objawiający się wszem i wobec - albo żeby na przykład napisać jakąś bzdurę o tym, że widzieli uschnięte liście z krańca października, jakby byli już w listopadzie, chociaż byli dopiero we wrześniu (na szczęście AŻ TAK w jego głowie źle nie było - źle było w tym wypadku w głowie autora, który pisał posta z samego rana… ugh, aż trzeba było się wytłumaczyć…) - wszystko przez to, że chociaż obdarte były z metafor, to były bardzo ciężkie - jak toczące się w amoku, bez ładu i składu, głazy, które nie wydawały nawet szmeru przenikając przez czarną, mulistą ziemię w tej hebanowej mgle - ociężałe, bardzo powolne i bardzo skryte - kruczek pojawiał się tam, gdzie chciało się cokolwiek znaleźć, cokolwiek z niego wydobyć - a tu nic - zupełna pustka, jakby zaglądało się do wnętrza pierdolonego robota, a nie istoty żywej - zwykła kukła, która, chyba już użyłem tego bardzo trafnego słowa - po prostu wegetuje. Aż chciałoby się napisać, że znając Freyę (ale chwila, jakie “znając”?), nie bardzo spodobałby się jej taki stan rzeczy - tak jak chyba nie bardzo podobało jej się to, że mimo wszystko to ona musiała trzymać ster inicjatywy i starać się wykrzesać coś więcej z “towarzysza rozmów” (wielkie słowa, nie?) - i udawało jej się to, jak widać! - cztery słowa w dwóch zdaniach to zawsze więcej niż jego poprzednie… wypociny - nie żeby coś, wyraźnie czarnowłosy nie tyle nie miał ochoty przerywać ciszy, co nie widział takiej potrzeby - bo w końcu czy treściwe odpowiedzi nie były tymi najlepszymi? Całe życie go uczyli, że tak - i właściwie na tym “tak” powinien poprzestać - słowo “nie” było już przywilejem, na które niewielu mogło sobie pozwolić.
Głębszy oddech.
Już drugi.
Rysy na szkle - jedna, druga… to już chyba dziesiąta - słychać było trzask, nacisk wody wzbierał na sile - niedługo ta kryształowa trumna będzie zupełnie niezdatna do użytku, już zresztą chyba była - przecież przeciekała do niej ta woda, która czyniła z ciebie topielca - prędzej czy później pojemnik musiał się wypełnić po brzegi, ale jeszcze nie teraz - i chyba to było, koniec końców, najgorsze - bo woda w końcu nieźle radziła sobie z odgradzaniem od “powierzchni” - kiedy zaś jej nie było, wszystko było bardziej wyraźnie… szkło się kruszyło i ubywało czegoś wraz z każdą kroplą przybytku zimnej cieczy wkradającej się do prywatności strużkami kropel.
- Wręcz przeciwnie. - Nie załapał ironii? I tego, że było to pytanie retoryczne? - całkiem prawdopodobne, znając jego możliwości, tylko o wiele ciężej było to stwierdzić od strony zewnętrznej, kiedy miało się do czynienia z niezmiennie leniwym głosem i zupełnie obojętną twarzą, na której chyba jednak kuto kiedyś jakieś emocje - tylko dawno zapomniała, jak te emocje wyglądały i wiedza o nich została zakopana gdzieś na dnie piasków tego królestwa.
Tym razem ona nie poprzestała na odwróceniu się, a on wcześniej jednak poprzestał na samym spoglądaniu na jej sylwetkę - już nie na jej zgrabny tyłek, a na szyję i ramiona osłonięte przez miękkie włosy opadające na jej plecy, przynajmniej na miękkie wyglądały - ona się zbliżała, a on się nie oddalał - nie oddawał jej pola w grze, którą ustawiła, sprawdzając, jak pionki będą na niej tańczyć, kiedy ona naciśnie sobie ten klawiszek - droga wolna, mogła oglądać jednego z pionków od każdej ze stron z mizerną gwarancją, że on się przy tym nie ruszy i nie wypowie żadnego słowa sprzeciwu - chociaż ta druga gwarancja była bardzo względna - w końcu już raz ją ostrzegł.
Zignorowała ostrzeżenie.
Jego ręka wystrzeliła do przodu zupełnie automatycznie, zaciskając się palcami na jej gardle.
Przetrącenie karku zajmuje pół sekundy. Krócej, niż wydawanie komendy przez Pomarańczowego. - Smutna prawda, która zaszelściła w powietrzu, ale nie została wypowiedziana na głos - ale to samo tyczyło się właściwie wszystkich kolorów - z jakiegoś powodu jednak to oni byli zniewoleni, a nie ludzie pozbawieni mocy.
Więc czy Nailah się bał?
Nie.
I znów nawet nie mrugnął.
Czy pusty gest można uznać za wzbudzenie… czegokolwiek?
Nie lubił mówić, a przynajmniej nie zawsze. Lubił prowadzić rozmowy, przynajmniej tak mu się wydawało, do tego zachęcała Naomi, ale mówienie wymagało od niego zbyt dużo energii, było zbyt nużące - i niezwykle frustrujące, kiedy tak często nie potrafił nazwać emocji, nie potrafił ubrać w słowa tego, co ociężale kręciło się po jego głowie - może to była kwestia praktyki, a może tego, że już zawsze będzie miał takie problemy w konwersacjach, mniejsze czy większe, opierając się na tym, jak bardzo wszelakie dyskusje były mu wypierane z głowy przez kilka ostatnich lat.
Wystarczyło, by ta dłoń nie była wyciągniętymi palcami, by złapać jej szyję - wystarczyłoby, by ta dłoń była pięścią, która zmiażdżyłaby jej krtań. Nie potrzeba było wysiłku wyciągać aż do przetrącania karku - ale ona pewnie o tym nie wiedziała.
A on miał ochotę zacisnąć te place mocniej.
I mocniej.
Mocniej…
Cofnął powoli swoją rękę.
- Prawdopodobnie jestem za głupi... by prowadzić rozmowy. - Kpił sobie? No akurat nie. - Nie chce mi się myśleć... - Myślenie wymagało za dużo energii, za dużo... Myślenie bolało.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-14, 09:19   
   Multikonta: Jake


Freya się bała.
Ba, była wręcz przerażona. W momencie, kiedy Sahir złapał ją za szyję, cała poprzednia część tej dziwnej rozmowy jakby wyparowała, liczył się tylko ten moment - moment, w którym wystarczył właściwie jeden sprawniejszy ruch nadgarstka, żeby odebrać dziewczynie życie. Ale czy ona tak na dobrą sprawę o tym wiedziała? I czy właśnie tego się bała?
Śmierć była w końcu nieodzowną częścią każdej egzystencji. I jedynym pewnikiem, w końcu wszystko, prędzej czy później do niej zmierzało. Czy zatem strach przed śmiercią nie oznaczał jednocześnie strachu przed życiem? No bo skoro boisz się celu, to niby jak możesz nie bać się całej wędrówki do niego?
Bla bla bla. Taa, teoria teorią, a teraz powiedzcie to wszystko drobnej dziewczynie, stojącej naprzeciwko niemal dwumetrowego mężczyzny, którego palce zaciskają się na jej gardle. "LOL, ziomek, nie ma się czego bać, śmierć jest częścią życia, jak cię zabije, to cię zabije, to cię zabije, na cholerę drążyć, skoro i tak umrzesz".
… No chyba nie.
Freya się bała. I to tak konkretnie. Czuła wręcz, jak serce niepokojąco wręcz jej przyspieszyło, oddech zrobił się dziwnie płytki, a wszystkie mięśnie automatycznie się napięły. I tak duże już oczy zrobiły się jeszcze większe, a z twarzy na moment zniknął ten lekko irytujący, pewny siebie uśmiech. Chociaż, zaryzykowałabym stwierdzeniem, że ta zmiana mimiki wynikała jednak bardziej z zaskoczenia. No bo, kurwa, chyba nikt się nie spodziewa, że przy luźnej pogawędce na tarasie może nagle zostać uduszony. Prawie uduszony. Oj, no dobra - nie spodziewa się, że jego towarzysz nagle zaciśnie mu palce na szyi.
Ale mimo wszystko, nie był to zły strach.
Nie był to ten rodzaj strachu, który odczuwała pierwszego dnia objawienia się zdolności, kiedy była wręcz panicznie przerażona. Nie był to też ten sam strach, który czuła przed powrotem do noszenia opaski, ten w pewnym sensie paraliżujący wręcz.
Był to strach... Dziwnie ekscytujący. Podniecający? Chyba nie. Ale mimo wszystko coś w tym sprawiało, że Freya wcale nie chciała się bronić, czy wyrywać z tego uścisku. Chciała... Po prostu czekać, sprawdzić, jak całość się rozwinie. Stała tak, patrząc w oczy Sahira, już bez cienia emocji, które w pierwszej chwili przesunęły się przez jej buźkę, pozwalając, by wywołana tym wszystkim adrenalina po prostu rozpływała się po jej ciele. Chociaż kompletnie tego nie planowała, jej moc automatycznie wślizgnęła się w umysł Sahira. Nie, nie, nie wydawała żadnych rozkazów, całość trwała chyba zbyt krótko, żeby w ogóle mogła to rozważyć. Zamiast tego prześlizgnęła się jedynie przez myśli chłopaka, zatrzymując się dłużej na jednym słowie. "Mocniej." A mimo to wciąż nie zaczęła się bronić.
- Łał - wydusiła tylko, kiedy dłoń czarnowłosego się już cofnęła. Chyba naprawdę była pod wrażeniem, nawet jeśli dla niego było ty tylko pusty gest.
Hmm... Może Freya była po prostu trochę jebnięta?
Kiedy tylko otrząsnęła się z chwilowego szoku, jej dłonie automatycznie powędrowały do szyi, do miejsc, w którym wciąż czuła palce Nailaha - mimo, że jego uścisk nie był na tyle mocny, żeby zrobić jej krzywdę, to zdecydowanie był wyraźnie odczuwalny. Aż zbyt wyraźnie.
- Ok, załapałam, nie boisz się - powiedziała, robiąc jeden krok w tył, żeby zwiększyć dystans między sobą i chłopakiem.
Dopiero teraz zaczęło do niej docierać, że właściwie przed chwilą mogła zginąć. Ale wciąż żyła, więc... Chyba było spoko, nie? Znaczy... Stabilnie. Czy jakoś tak. No, na pewno nie martwo w każdym razie.
- Nie jesteś głupi - powiedziała, słysząc jego słowa. - Głupcy nigdy nie zdają sobie z tego sprawy i paplają bez sensu - dodała. Jej głos nie był już jednak tak bardzo pewny siebie, właściwie, to wciąż był lekko roztrzęsiony, chociaż to dość sprawnie udawało jej się maskować.
Tym razem darowała już sobie jakiekolwiek podziwianie widoków. Nie spuszczała nawet na chwilę wzroku z Sahira. Dotychczasowe, lekko drwiące podejście do jego osoby, ustąpiło miejsca niespodziewanie silnemu zaintrygowaniu, przemieszanemu z jakimś dziwnym respektem.
Hmm, no i pomyśleć, że wystarczyło zacisnąć na chwilę palce na delikatnej szyjce naszej królewny.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-14, 10:19   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Widział ten strach - chociaż bardziej niż go widział - wyczuwał go - tak jak lwy wyczuwają strach antylopy, kiedy ta zda sobie wreszcie sprawę z jego obecności - ta antylopa zawsze wie, kiedy powinna się bać i kiedy obecność wielkiego kota powinna zmusić ją do ucieczki - wiedziała, jak odróżnić leżenie drapieżnika na miękkiej trawie, który odpoczywał w cieniu, od jego wpatrywania się w jej sylwetkę w poszukiwaniu słabych punktów, w których mógłby zatopić swoje kły i rozszarpać ją na strzępy - i tak samo lew wyczuwał, kiedy ona odczuwała chociażby niepokój - po czym? - przecież jej ruchy tak na dobrą sprawę wcale zbytnio się nie zmieniały, przecież nie chodziło nawet o to, co czaiło się w jej oczach - podobno zapach wokół istot się zmieniał wraz z emocjami… ale Sahir nie miał wyczulonych zmysłów Zielonych, by odbierać to w ten sposób - suma wszystkich maleńkich błysków źrenic, napięcia mięśni, bezruch, charakterystyczny sposób wpatrywania się w oprawcę bądź unikania jego spojrzenia - im więcej tych bodźców było i im jawniejszy był strach, tym bardziej zachęcało to lwa, żeby ruszył w pogoń - i wstawał… a antylopa rzucała się do ucieczki. I dobrze. Gdyby nie uciekała, lew prawdopodobnie by jej nie gonił - cała zabawa polegała na gonieniu się - na adrenalinie i emocjach opartych na pościgu, w którym goniło się nie za samą antylopą, a za jej strachem, który budził podniecenie im bardziej ona była paraliżowana przeklętym przerażeniem - i w tym wypadku również Nailah nie był wiele lepszy od dzikiego kota na sawannie - tego, który pamięta wszystkie te uczucia towarzące polowaniom i który, chociaż urodził się w niewoli, doskonale wie, jak należy polować i jak przyjemne to potrafi być - dlatego nie mógł oderwać od Freyi wzroku - i może to właśnie dlatego chwila trwała i trwała, zdając przemieniać się na całą wieczność, zanim jego umysł drgnął w swoich podstawach i nakazał mu cofnięcie tej ręki - blondwłosa Nimfa przed nim stojąca nie była w końcu celem polowania - nie? - więc czym było to mrowienie, to ześlizgnięcie się ciężaru z brzucha, jakby żarłoczny Ogień został czymś właśnie zaspokojony? - w końcu jakkolwiek by nie próbować zaprzeczać to było przyjemne na swój sposób i pobudzające nie ze względu na sam gest, nie nie - ze względu na to, co przemknęło w samym wnętrzu Freyi - coś, czego Nailah nie potrafił nazwać, opisać, określić, coś, co sprawiło, że Freya wcale nie chciała uciekać - chciała stać w miejscu, jakby jej oczy szeptały: więcej zupełnie podświadomie, poza udziałem jej własnego umysłu w tym wszystkim.
Intrygujące.
Spojrzał na swoją dłoń, która wciąż wisiała w powietrzu, chociaż już nie wyciągnięta w kierunku Freyi i obrócił ją wnętrzem w kierunku twarzy, lekko zgiąwszy palce - “łał” brzmiało jak całkiem pozytywna reakcja, właściwie chyba nią było, tylko Sahir nie bardzo rozumiał, co w tym takiego… niesamowitego? Co właściwie się wydarzyło, że zasłużyło na krótkie słowo “łał”, właściwie to chyba nawet nie do końca słowo - chyba jak zwykle wszystko poszło do przodu, podczas gdy on stał ciągle gdzieś z tyłu i nie ogarniał, że właściwie wszystko wokół niego się poruszyło.
Skoro była jebnięta to chyba powinni się dogadać.
Opuścił dłoń i uniósł spojrzenie na rozmówczynię.
Jak jej to właściwie wyjaśnić, jak jej to opisać? Bo tak naprawdę sę bał, ale to nie był tak po prostu strach - pracował między wszystkimi kolorami i po prostu widział i wiedział, do czego są zdolni - tak jak i walczył przeciwko przeróżnym kolorom - człowiek mógł się bać ich podświadomie, bo “mogą zrobić krzywdę”, ale kiedy zaczynał widzieć, czego tak naprawdę potrafią dokonać i zaczynało się to odczuwać na własnej skórze, zaczynał nagle do tego podchodzić zupełnie inaczej - na przykład to, jak niby bezbronni Niebiescy, których zawsze traktowano na równi z Zielonymi, potrafią wysadzić komuś czaszkę, albo jak żółci potrafią wszystkich usmażyć wokół siebie za pomocą błyskawic, albo jak pomarańcz potrafi przejąć kontrolę nad grupką ludzi i nakazać im po prostu strzelić sobie w twarz.
- Nie boję się Boga. Boję się ludzi. - Nie wiedział, jak jej to lepiej przekazać, bo też w końcu nie chodziło o to, że przyrównywał kolory do Boga, nie, nie - zwłaszcza, że w Boga nie wierzył, nie miał w każdym razie jakoś okazji, żeby nad jego istnieniem się rozwodzić - chodziło o postawienie na miejsce boga zjawisk paranormalnych, sił wyższych, tych wszystkich mocy, które potrafiły zdziałać tak wiele i tak jak potrafiły szkodzić tak i potrafiły pomagać - i to nie ich, koniec końców, się bał. Bał się właśnie tych ludzi, którzy nimi potrafili zabić… chociaż wciąż nie było to słusznie precyzyjne, słowo “strach” było o wiele za mocne.
- A… to miłe. - Obwieścił po usłyszeniu jej słów, unosząc oczy nieco ponad jej głowę w zastanowieniu - naprawdę zaczynała go od tego myślenia boleć głowa, jakby wszystko, przed czym się wzbraniał, chciało go zaatakować w tym momencie, naprzeć na niego, dojść do głosu po zbyt długiej ciszy. Bo jej słowa były w jakiś sposób miłe - zaprzeczające, że był kretynem… ale ojciec mówił mu, że jest głupi. Więc kłamał? Przecież był głupi przy tych wszystkich mądrych, myślących osobach. Freya wydawała się być mądra. - Pewnie gdyby wiedzieli, że są głupi, milczeliby. - Czy to nie tak właśnie szło?
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-14, 16:03   
   Multikonta: Jake


- Hmm...
Tym razem to Freya poczuła się za głupia. Nie boi się Boga? Chociaż bardzo chciała myśleć inaczej, w końcu, czemu nie, nie miała nic przeciwko porównywaniu Pomarańczu do czegoś tak potężnego, to niestety gdzieś tam miała wrażenie,,że nie do końca o to Sahirowi chodziło.
Z resztą, ona też nie wierzyła w Boga. To znaczy… No właśnie, nie potrafiła nawet dokładnie określić się w tej sprawie. Jasne, kiedyś byłoby to łatwiejsze, mogłaby po prostu opierać się na tym, że nie można wierzyć w jakieś nadnaturalne brednie. Ale teraz… Cóż, taki argument brzmiałby słabo w ustach czytającej w myślach dziewczyny.
Mimo uwielbienia dla swoich mocy, czasem łapała się na zastanawianiu się, czy nie lepiej byłoby jej bez nich. Wiecie, mimo wszystko Pomarańcz był chyba najtrudniejszy do opanowania, do używania, do samego posiadania nawet. No bo, jasne, zajebista sprawa, można zrobić z człowiekiem dosłownie wszystko. Od rzeczy banalnych, jak przejrzenie jego wspomnień czy myśli, do naprawdę mocnych - w końcu, mając takie umiejętności, można było każdego zabić jego własnymi rękoma, albo wyczyścić mu całkowicie umysł, czy też wymienić go na zupełnie nowy.
Taa, posiadanie takiej mocy niosło za sobą wiele odpowiedzialności, wymagało rozsądku i dużych pokładów samodyscypliny i opanowania - zbyt niezrównoważony Pomarańczowy mógł przynieść w zasadzie większe szkody, niż na przykład równie niezrównoważony Czerwony. Jasne, ten drugi mógł zrobić totalny rozpierdol i pozabijać wszystkich, niczym żywa bomba atomowa, ale czy śmierć zawsze była najgorszym, co może człowieka spotkać?
No i było coś jeszcze. Problem trochę innego pokroju. To wszystko, co nazwałam na początku "banalnym". Jasne, dla "atakowanego" może i było to najmniej szkodliwe i odczuwalne. Ale co z samym "atakującym"? Wyobraźcie sobie, że codziennie wbijacie się w czyjś umysł, może nawet nie jeden. Że słuchacie cudzych myśli, oglądacie ich wspomnienia, przeżywacie je, czujecie ich emocje. Jak długo można było tak żyć bez szkody dla siebie? Po pewnym czasie to wszystko zaczynało się mieszać. Ich myśli, emocje, wspomnienia w pewnym sensie stawały się też wasze. To wszystko, co na początku było tak kuszące, intrygujące, te wszystkie możliwości - po pewnym czasie zaczynało przytłaczać. Ciężko w tym wszystkim było odnaleźć samego siebie, odsiać się od tych wszystkich obcych umysłów. Jasne, niby wystarczyło przestać i nie dotykać ludzi, nie grzebać im w głowach. Problem w tym, że jak już człowiek zaczął, to za bardzo się w to wciągał, żeby skończyć ot tak. Tracił siebie na rzecz zyskania innych.
I Freya zdecydowanie miała z tym problem.
Znów cofnęła się trochę, aby móc oprzeć się o barierkę, tym razem pozostając zwróconą twarzą do chłopaka. Mając wciąż skrzyżowane ręce, potarła dłońmi swoje ramiona, żeby troszkę się ogrzać, bo dopiero, jak emocje z niej lekko opadły, zdała sobie sprawę, że jest jej zimno. Hmm, krótki rękaw zdecydowanie nie był dobrym wyborem na posiadówki na tarasie pod koniec września. Nie dość, że pogoda robiła się coraz bardziej jesienna, to dodatkowo bliskość oceanu też robiła swoje - nad wodą zawsze jest bardziej zimno i wietrznie.
Słysząc słowa chłopaka, zaśmiała się, ale tak serdecznie i w pewnym sensie ciepło, co jak na nią było bardzo nietypowe. Tak Sahciu, właśnie przed chwilą dokładnie to powiedziałam.
- Pewnie tak - pokiwała z uznaniem głową, wciąż się uśmiechając.
Nie wiedzieć czemu, to ostatnie zdanie wydało jej się jakoś tak... Ujmujące. Jakby Sahir nieporadnie starał się jednak podtrzymać tą rozmowę, chociaż faktycznie kompletnie mu to nie szło. To dopiero było... Miłe. Po prostu miłe.
No,no, tylko nie rozczulaj się nad tym za bardzo. W końcu facet przed chwilą próbował cię udusić.
Cholera, może właśnie dlatego było to tym bardziej rozczulające?
- Wiesz, jeśli masz taki problem z mówieniem i składaniem myśli, możesz po prostu łapać mnie za rękę - a ja zajmę się całą resztą. Niestety końcowki tego zdanie nie było już dane usłyszeć chłopakowi.
Kto by się spodziewał, że Freya tak szybko z pogardy przejdzie do życzliwości? Chociaż z drugiej strony, to chyba właśnie to, o czym mówiłam wcześniej - spędzając tyle czasu w głowach innych, nawet ona sama nie wiedziała już, jaka tak naprawdę jest "prawdziwa" Freya. Przez to ciężko było stwierdzić, czy zaraz znów jej nie odwali. A może to też zasługa Sahira? I tego, że “zdał” test? Hahaha jeśli tak, to wychodziłoby na to, że najlepszym sposobem na poskromienie kobiety jest podduszenie jej na samym wstępie.
Cóż, niezależnie od tego, który powód był tym dobrym, nasuwał się tylko jeden wniosek - Freya faktycznie była trochę jebnięta. Może nawet trochę bardzo. Ale może właśnie dzięki temu faktycznie się polubią?
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-14, 17:32   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Rzecz prosta - wysławianie się - wręcz banalna: mówienie, jeszcze bardziej banalna niż pisanie czy czytanie, bo przecież mówić umiał każdy, a jednak jemu szło to tak opornie, jakby dopiero co się tego uczył - to wcale nie było łatwe, nie było przyjemne, kiedy należało włożyć cały wysiłek, by korbki w umyśle się ruszały, zwłaszcza, kiedy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że większość ludzi wokół niego to po prostu śmieszyło - jego sposób mówienia, jego nędzne próby wypowiadania się, podawanie twierdzeń, lub po prostu za ciężka była cisza, która go otaczała - cisza i ta dziwna obojętność, gdy w jego martwych oczach nigdy nie lśniły przebłyski emocji - potrafiły jedynie poruszyć wą ciemnością, kiedy pochłaniały w Otchłań lub zapłonąć ogniem, kiedy kończył się kalendarz życia tych wokół niego - kiedy prawdziwy ogień szalał zewsząd - i płomienie jako jedyne potrafiły ocieplić o spojrzenie, chociaż mimo koloru wcale cieplejsze się wtedy nie wydawały - dobrali się przecież - dwóch jebniętych, których poruszały rzeczy, jakie nie powinny poruszać… dzieciaków? - w jej wypadku jeeszcze, naciąganie, można było tak powiedzieć - w końcu wciąż była nastolatką, a w jego? - w wieku 20 lat powinien był całkowicie samowystarczalny, samo stanowić o sobie, mieć już wystarczająco doświadczenia, by przetrwać w tym świecie - ale on doskonale wiedział, że by nie przetrwał - błądząc we mgle potrafił iść tylko tam, gdzie ktoś mu kazał - i nie potrafił podjąć samodzielnej decyzji, która wpłynęłaby na niego… jego życie nie było wcale życiem “jego własnym” - zawsze było w rękach kogoś innego - tak samo jak wszystkie pobrzmiewające słowa i myśli - zatracił zdolność do tej samodzielności chyba dawno temu, a może po prostu nigdy jej nie posiadał - jak tutaj więc rozmawiać o Bogu, droga Freyo? - Ty ze swoim pociągiem do wolności, niezależności, z wrażeniem, że twoja moc może wynieść cię gdzieś do świata wyżej, a mimo to zatracona pomiędzy myślami i emocjami, które atakowały cię przez lata nim nauczyłaś się nad tym wszystkim panować - bardzo niesprawiedliwe, prawda? Ze sprawiedliwością było jak z Bogiem - mówiono o nim, czytano o niej, tłumaczono sobie i podawano jej definicje - i jedyne, co można było z nią robić, to wierzyć w jej istnienie, bo doświadczenie jej na własnej skórze było zwyczajnie niemożliwe.
- Moce nie czynią krzywdy. Ludzie ją czynią. - Próbował wyjaśniać dalej, kiedy wydała z siebie ten odgłos zamyślenia - i gdy dostrzegał jej zamyślenie, jakby próbowała dogłębnie analizować jego słowa, zachęcając wręcz, by rozjaśnić temat, skoro nie machnęła na to ręką i nie stwierdziła: a pierdole to, skoro gada od rzeczy - to zawsze było zachęcające - moment, kiedy ludzie cię nie wyśmiewali, nie machali ręką, albo nie kazali ci się zamknąć, tylko starali się zrozumieć, pojąć i przełożyć jakoś na swój bardziej “ludzki” alfabet.
Nigdy nie wiedział, jak wielkim ciężarem musi być przeglądanie ludzkich myśli, wspomnień i emocji, kiedy się tego nie chciało robić - nigdy się nawet nad tym nie zastanawiał - jedyne, co znał od Pomarańczowych, to ich bezbłędna, przerażająca zdolność do tworzenia sobie kukiełek - i tego właśnie najbardziej się obawiał w ich mocy - zostania kukiełką, bo chociaż życie miał jakie miał i był, jakie był, to była w końcu ostatnia “jego” rzecz, której mu nie mogli odebrać - ta ostatnia, maleńka wola, w której mógł snuć bardzo ciche i nieśmiałe myśli o tym, co ewentualnie mógłby lub chciałby zrobić, nawet jeśli te niby codzienne myśli miały być tylko marzeniami i być zadeptywane przez jego własne buty, przywołując do porządku i przypominając, że nie powinien o tym myśleć - kiedyś chyba miał więcej takich życzeń, dziś? Dzisiaj ograniczały się do takich podstaw, które wciąż były marzeniami, jak to spełnione w tym momencie - wyjście na zewnątrz, gdzie nikt nie wyceluje ci lufy w potylicę, nakazując powrót do wnętrza tego idyllicznie pięknego więzienia. Może gdyby więcej rozmawiał z ludźmi wokół siebie wiedziałby, jak bardzo bolesne to było - i jaki ciężar stanowiło, ale czy to by cokolwiek zmieniło? Większość dzieciaków dźwigała swoją przeszłość na barkach… więc czy spojrzałby na nią inaczej wiedząc, jak jej własny dar ją skrzywdził?
Na pewno spoglądał na nią inaczej teraz - kiedy odpuściła - kiedy test został “Zdany” i przestała go wystawiać na dalsze próby - przez to się uspokoił, jego wnętrzności przestały się zwijać - to nie był strach, walka z tym, by nie uciekać - to była walka z tym, by tych palców nie zacisnąć z całej sił na jej gardzieli i nie spoglądać, jak życie ucieka z jej oczu - nic osobistego, naprawdę… to tak samo nie osobiste jak rozkaz Freyi, który nie pozwalał używać mocy - tylko kobieta jeszcze nie wiedziała, że Nailah rzadko korzystał ze swoich mocy - zawsze opierał się tylko na sprawności fizycznej. I to, jakie miała teraz spojrzenie - i to, jak miękka stała się jej aura i jej obecność - wciąż nie należała do tych osób bezbronnych, tych delikatnych - przypominała osobę żywcem wyjętą z Ligi, którą wykuto w szlachetnym metalu, zahartowano, przez co jej osoba była ciągle tak samo wyraźna i mocno postawiona na ziemi pomimo swojej delikatności i lekkości - ale może wyglądała tak właśnie dlatego, że nigdy nie widziała rozpłaszczanych na murach czaszek, z których wylewał się mózg i krew, pustych oczu pokazujących białko i czarnych dziur po nożu w podbrzuszu, z których wypływały flaki. Może wtedy byłaby zupełnie inną dziewczyną i nie potrafiłaby się tak uśmiechać - tak uroczo.
Nie odpowiedział od razu, bo znów się zamyślił - bo zaczął zastanawiać się nad tym, co powiedziała, spoglądając w przestrzeń ponad nią, jakby spoglądanie na nią sprawiało, że nie do końca był w stanie się skupić na tym, co miał we wnętrzu czaszki - to mogło być takie proste, taka rozmowa? - rozmowa prowadzona w zupełnej ciszy… a mimo to, że nie odpowiedział od razu, wyciągnął w jej kierunku rękę właściwie od razu, bez żadnego zastanowienia - z naiwnością wręcz przedszkolaka - tym razem nie tak szybko i gwałtownie i tym razem nie sięgał do jej szyi - tym razem była to dłoń wyciągnięta tak, jak wyciąga się ją na podanie dłoni.
Lubię rozmawiać. Naomi mówiła, że mogę rozmawiać. Rozmawiać z ludźmi. Mogę? - Jego myśli były ciężkie - bardzo ciężkie - każda była jak mętny potwór wyłaniający się z czarnej sadzy, z wolna przetaczający, przybierający kształty maskarady - te pojedyncze myśli i ta ponura pustka poza nimi, w której nie było żadnych barw, żadnego koloru, jakby ktoś dawno, dawno temu wpuścił tutaj czerń atramentu i ten wraz z wpuszczeniem go pochłonął wszystko, co było kiedyś czyste i bardziej indywidualne.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-14, 19:29   
   Multikonta: Jake


Jakim cudem facet, który tyle przeszedł, tyle widział, tylu ludzi zabił, który wyglądał jakby mógł zmiażdżyć dosłownie każdego jednym ruchem ręki, no a dodatkowo był jeszcze Czerwony - jakim cudem wewnątrz był tak… Delikatny? Tak, to chyba dobre słowo. Była w nim jakaś tak niepewność, może trochę smutku i właśnie ta delikatność.
- Masz rację - powiedziała, uśmiechając się miękko. - Widzisz? Wcale nie jesteś za głupi na mówienie. Wręcz przeciwnie - dodała, równie serdecznym i ciepłym tonem. Ale czy aby na pewno szczerze?
Co jak co, ale dziewczyna zdecydowanie nie była głupia. Doskonale wiedziała, jak omamiać ludzi bez uciekania się do jakichkolwiek mocy. Kto wie, może to dlatego wybrał ją Pomarańcz? Może to faktycznie tak działało? Ci sprytni, potrafiący oddziaływać na ludzi stawali się Pomarańczowi, ci wyjątkowo zdolni, wiadomo, dostawali Zielone moce, ci najbardziej emocjonalni stawali się Czerwoni i Niebiescy - Czerwony był dla tych niespokojnych, nieważne, czy zewnętrznie czy wewnętrznie, a Niebieski - dla bardziej stonowanych, uporządkowanych. No i jeszcze Żółty. Eee... Może dostawały go te wszystkie dzieciaki, które miały skłonności do wpychania gwoździ do gniazdek elektrycznych w dzieciństwie? Nie no, kompletnie nie mam pomysłu na Żółć... Poza gwoździami w gniazdkach do głowy przychodzi mi tylko Pikachu. Jakieś inne propozycje?
Wracając do tematu - zastanawiacie się pewnie, co miałam na myśli poprzez to omamianie. Widzicie, żeby zapewnić sobie pewnego rodzaju władzę nad człowiekiem, wcale nie musicie mieć dostępu do jego mózgu. Wystarczy… No właśnie, co? Sprawić, żeby się was bali i robili wszystko ze strachu? Sprawić, żeby was pokochali i byli na każde zawołanie ze względu na jakieś tam uczucia? Meh, to wszystko wymaga zbyt dużego wręcz zaangażowania z waszej strony, poza tym - zawsze jest ryzyko, że będą kompletnie odporni na wasze starania. Ale jest inny sposób, moim zdaniem, o wiele łatwiejszy. Wystarczy, żeby dzięki wam czuli się wyjątkowi. Jasne, to też wymaga zaangażowania, trzeba bowiem odkryć, czego danemu człowiekowi brakuje, ale jak już to odkryjecie... Wystarczy zapełnić lukę. Dajcie mu to, za czym najbardziej tęskni, albo po prostu to, czego nie dał mu nikt inny, a będzie wasz. Po odpowiednim czasie za nic nie zechce wypuścić was ze swojego życia. No a wtedy pójdzie już lekko. Serio, patent działa w jakiś osiemdziesięciu pięciu procentach przypadków, no bo wiadomo - nic nie jest aż tak dobre, żeby zawsze działać na wszystkich. Taki plan ma tylko jeden minus. Albo raczej - jeden słaby punkt. Mianowicie, musicie uważać, bo oswajając kogoś ze sobą, oswajacie też samych siebie z nim. I po czasie może się okazać, że wpadliście równie mocno. Zwłaszcza, jeśli sami też potrzebowaliście tego, co próbowaliście mu dać jako wabik. A wtedy - przejebane. Albo i nie. Ponoć są przypadki, gdzie właśnie z tak zjebanego planu zrodziło się coś pięknego (wink wink).
No ale czy Sahir powinien się tego obawiać? W końcu Freya była dość leniwą niewiastą, nigdy za bardzo się nie wysilała, więc czy naprawdę zadawałaby sobie jakikolwiek trud, mogąc zrobić to wszystko w kilka sekund, wbijając się po prostu do jego głowy? Może jednak była to szczera pochwała? Tego nawet ja nie wiem. Chociaż powinnam, nie?
Wiem jednak, że z jakiegoś powodu nie chciała zbyt gwałtownie wchodzić w umysł czarnowłosego. Może dlatego, że aż tak ją zaintrygował? A może raczej rozczulał? Nie chciała robić z niego marionetki, nie chciała niczego narzucać. Chciała, żeby po prostu był Sahirem.
Kompletnie nie spodziewała się jednak, że bez wahania zgodzi się na jej propozycję. Kiedy wyciągnął rękę, ona również to zrobiła. Teraz, kiedy nie była już tak zwinięta, zrobiło jej się jeszcze chłodniej, zamiast jednak się tym przejmować, chwyciła oburącz jego dłoń i pozwoliła sobie wejść w jego myśli. Hmm, miał zaskakująco ciepłą skórę, ale to chyba cecha każdego Czerwonego, nie?
Pośród tego wszystkiego, co w nim było, próbowała wyłapać słowa,,które mógł chcieć jej przekazać. Wiecie, taka rozmowa była dla niej trudna. Jasne, ona potrafiła przekazać telepatycznie dokładnie to, co chciała, on jednak nie był Pomarańczowy, mógł więc jedynie próbować składać w głowie zdania i czekać, aż Freya wyłapie je spośród wszystkich innych obrazów i słów znajdujących się tam w tej samej chwili.
Naomi? Posłała do niego do słowo. Oczywiście, że możesz rozmawiać. Dodała delikatnie.
Niesamowite, nie robiła nic ponad to, co właściwie obiecała. Żadnego grzebania we wspomnieniach, żadnego zmuszania do czegokolwiek. Nawet niepowiązane z "rozmową" myśli starała się omijać. Hmm, niesamowite, jak na Freyę. Uszanowała jego prywatność. A w zamian na to liczyła, że on nie spali jej żywcem, bo o dziwo zakazu używania mocy również nie wydała.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-14, 20:15   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Ludzie byli chyba z natury chujami - przynajmniej w tym świecie. Mieszkając tutaj, żyjąc na planecie “Ziemia”, a tym bardziej będąc jednym z PSI powinieneś żyć i myśleć jako egoista - wtedy nikt cię nie skrzywdzi, ty raczej też nikogo nie skrzywdzisz, no bo przecież ta ziemia składała się praktycznie tylko z takich ludzi - z tych, którzy nie kłopotali się zamartwianiem o innych, skoro najważniejsze było obronienie własnej dupy - i w tym świecie, w tym wątku, znów wracamy do tak ważnej sprawy, jaką była konieczność ustawienia pewnej “hierarchii” - do niektórych rzeczywiście trzeba było podchodzić z siłą - zaznaczyć swoją pozycję już na starcie i wtedy oni ulegali - tak jak ulegały psy, kiedy czuły silnego, zdecydowanego człowieka - przewracały się na grzbiet i były po prostu posłuszne, akceptując dominację kogoś innego - na Sahira to nie działało, przynajmniej nie w przypadku jego rówieśników, a tym bardziej nie młodszych (to chyba jakaś naleciałość tej jego Japońskiej kwi - popranie filozofii) - kiedy podchodziło się do niego tak, jak podeszła Freya, on akceptował wyzwanie i jeżył natychmiast futro, obnażając swoje kły - uważaj! - mówiły lśniące zębiska - jestem duży i groźny! - i ostrzegawczy warkot zawsze leciał jako pierwszy - dobrze się czuł i pozwalał zbliżyć tylko tym, którzy “ulegali”, albo chociaż tym, którzy nie próbowali przejąć kontroli - i to wszystko było złudne jak to, że powietrze jest czyste - bo wystarczyło potem być miłym, chociaż przez chwilę i właściwie czarnowłosy potrafił ustawić się tak, jak ktoś tego zapragnął, doprawdy bez wykładania większego zapasu energii (tak długo, jak w ogóle dawało się wytrzymać jego dziwaczne towarzystwo) - i cóż, może Freya właśnie była jedną z tych osób, które pięknie się uśmiechają i robią słodkie minki tylko po to, żeby jednak dostać to, czego chciały - czyli kontrolę, tylko tą sprytniejszą lisią drogą - i tak właśnie trwali obok siebie - Lis i Wilk - Lis, który zawsze potrafił zdobyć pożywienie, bo dzięki sprytowi wykradał farmerom króliki i kury, i Wilk, który gonił godzinami po pustym lesie w poszukiwaniu sarny, która zapełniłaby jego pusty brzuch - łączyło ich to, że wciąż mieszkali pod tymi samymi drzewami - i farmer do obu gotów był strzelić, jeśli tylko ujrzałby ich na robieniu rzeczy, których robić nie powinni. Gdzie w tym wszystkim była prawda i gdzie sens, skoro Nailah zdawał sobie sprawę z ludzkiego okrucieństwa? - i z tego, jak łatwo było sączyć kłamstwa do uszu, nawet gdy te były zasłonięte - jestem pewien, że również usłyszałaś ich niepokojąco wiele, droga Freyo - ano drzemał tam, gdzie nie miało to dla niego większego znaczenia, bo chociaż w jego umyśle pozostanie jedna kropelka dobrego wspomnienia, o które pewnie zatroszczy się czas, by pozostało jeszcze milszym, rozmywając się w konturach i dodając wszystkim barwom pastelowości ujęcia.
Z kolorkami wśród PSI to prawie jak kolorki w Harrym Potterze - do Slytherinu trafiają ci przebiegli, do Krukonów ci mądrzy a do Gryfonów ci odważni. Do Huffelpuffa trafiają wszyscy pozostali. Może kolor żółty był po prostu jakiś przeklęty? Albo faktycznie o wszystkim zadecydował Pikaczu - przynajmniej plus jest taki, że jak na Pokemona był całkiem inteligentnym stworzonkiem, nawet jeśli… przypałowym. Dość dosłownie, jeśli miał okazję walnąć piorunem.
Nie spoglądał na nią - spoglądał wciąż w przestrzeń ponad jej ramieniem, skupiając się jeszcze bardziej - na swoich myślach, na obrazach, na tej przepaści, do której nie chciał zaglądać przez ostatni miesiąc - niby wybudził się z krótkiej śpiączki, a jednak spał dalej - w końcu to miejsce było jak sen - zresztą ta rozmowa wydawała się równie nierealna, co tylko uspakajało i zapewniało, że szeroko pojęcie zło mija ten czas i miejsce szerokim łukiem - nie, nie, aż tak naiwny nie był - czekał na moment, kiedy wszystko zostanie przecięte na pół, spalone, spopielone - kiedy jego życie zostanie znów rzucone na tor krwi - słodko pachnącej, kuszącej krwi - tam, gdzie śmierć była obdzierana ze wszelkich ram poetyckości.
Wyciągnął ze swoich myśli jej obraz, jej twarz, jej łagodny uśmiech, ciepło, które od niej biło, jej spojrzenie podobne do tego, którym matka obdarza swoje dziecko z czułością, której brak było w ich świecie - chociaż może tutaj, w Pryzmacie, ta czułość była bardziej dostępna? - ta, ciekawe od kogo, chyba tylko od dzieciaków dla dzieciaków - była kolorem - jedynym kolorem w całej tej czerni, który czynił z niej niemal słońce w tej nieprzyjemnej mazi - i jedynym ciepłem, które się pojawiło, łączącym się z chęcią… z chęcią. Z jakimiś dziwnie stłumionymi emocjami pragnienia pokładania w niej wiary, nadziei, pragnienia bycia docenianym przez nią i chwalonym i jednocześnie spełniania tych życzeń, o których ona sobie zamarzy - obiekt podziwu - ale wciąż w ramach, które nie sprawiały, że w głowie czarnowłosego widziana była jako “kobieta” - wciąż była to perspektywa podobna do tej na linii syn-matka. Słowo określające ją nie było jednak “matka” - było to jak podpis do całego tego efemerycznego obrazu opisujące ją jako “psycholog”. Tak po prostu. Zastępcza matka, która była psychologiem Ligi.
I dopiero wtedy skierował na nią swoje oczy, kiedy obraz wyciągnięty z odmętów otchłani była kompletna, kiedy zebrał to, co chciał zebrać, żeby jej pokazać, przekazać - i w tym wszystkim nie było nawet grama próby ukrycia czegokolwiek - tak jak prosto mówił, tak i na pewien sposób… prosto myślał ze swoim przekazem - bo ciężko było jego umysł określić miarą “prostoty” - w tym bagnie w końcu kiedyś, dawno temu, musiało być coś więcej… te potwory, które teraz przybierały formę myśli, na czymś musiały wyrosnąć - więc chyba już można mówić o zaufaniu wielkimi słowami… cóż, tutaj też polegał na instynkcie. Nie ignorował jej, Freyi, jako potencjalnej przeciwniczki - w jego głowie wciąż tkwiła uwaga dotycząca początku tego spotkania - ale nie wyczuwał w niej złych intencji. Tylko tyle i aż tyle.
Myśli, które były kształtowane, miały bardziej charakter odczuć, przestały przybierać formę oczywistą, mówioną… były jak tchnienia wiatru, jak szelest liści, który omiatał sylwetkę sumą swoich bodźców - jedyny w swoim rodzaju - zrozumiały tylko dla Freyi - i tym razem kończyło się znakiem zapytania, gdy rozmywający się obraz jakby zapytał ją, czy ma kogoś takiego. Czy ma swoją Naomi.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-14, 22:26   
   Multikonta: Jake


Freya wyłapywała wspomnienia dotyczące Naomi z ciągle rosnącym uczuciem zazdrości i z czymś na kształt smutku. To znaczy, żeby nie było wątpliwości - cudownie, że Sahir miał kogoś takiego. No ale... Co tu dużo mówić - Freya nie miała. W zasadzie - Freya nikogo nie miała.
Chociaż nigdy nie miała najmniejszych problemów ze znalezieniem sobie towarzystwa, czy to przed epidemią, czy to tu - w Pryzmacie, to jednak zawsze była tak wewnętrznie samotna. Nie miała żadnych przyjaciół, ba! Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że nie miała nawet znajomych którzy tak naprawdę by ją lubili. No ale, czy jest się czemu dziwić? Z charakterkiem Freyi ciężko było o szczerą, pozytywną relację, nikt w końcu nie zniósłby tego na dłuższą metę. W takim przypadku były więc chyba dwa wyjścia - zaakceptować fakt, że jest się zjebanym i próbować cokolwiek zmienić, albo wmówić sobie, że jest się zajebistym, a cała reszta populacji jest zjebana. Cóż, opcja pierwsza była zdecydowanie bardziej wymagająca, a wspominałam już chyba, że Freya jest leniwa, nie?
Ale wracając do sedna - dziewczyna nie tylko nie miała przyjaciół - nie miała też swojej Naomi. No bo kto niby miałby nią być? Niania? Taa, dobry żart. Kobieta szczerze nie znosiła dziewczynki, oczywiście z wzajemnością. Ponoć była jedną z najlepszych w swojej profesji, a jej podejście do dzieci było okropne. Chociaż... może to zasługa Freyi? W tamtych czasach była tak rozpuszczonym bachorem, że chyba nikt nie miał do niej cierpliwości, nawet profesjonalnie wyszkolone niańki. No dobra, idźmy dalej. Matka? Hmm, blondynka nigdy nie miała matki. To znaczy, jasne, ktoś ją musiał urodzić, nie? Ale dziewczyna nigdy jej nie poznała, ponoć kobieta zmarła zaraz przy porodzie, a ojciec nigdy nawet nie pozwolił jej odwiedzić jej grobu, nie wspominając już nawet o pokazaniu jej jakichkolwiek zdjęć, czy opowiedzeniu historii. Ot, zachowywał się, jakby kobieta nigdy nie istniała, a Freya, choć początkowo domagała się informacji, po jakimś czasie zaakceptowała fakt, że nie ma i nigdy nie miała matki.
No i na tym kończyły się jej możliwości. No chyba, że "Naomi" mogła być też facetem. Ale wtedy, hmm, wtedy chyba też nie miała z kogo wybierać. No bo jak, któryś z wujków Donovanów? Hahaha, wizja tak absurdalna, że chyba nawet nie ma co się rozpisywać. A może jej ojciec? Hmm... Tu sprawa była o wiele bardziej skomplikowana. No bo kiedyś, tak, kiedyś zdecydowanie był dla niej kimś takim. Kimś najważniejszym, kto się nią opiekował, kto o nią dbał. Mimo, że i tak często nie było go w domu, to nie było to akurat najistotniejsze, potrafił wiele nadrobić w te nieliczne dni, kiedy już się widywali dłużej. Freya była jego małą królewną. Ale teraz... Teraz było inaczej. Dziewczyna nie miała z nim kontaktu od jakiś sześciu lat. Dobrze wiedziała, że gdyby tylko chciał, mógłby nawet się z nią spotkać, albo chociaż porozmawiać chwilę. Ale nie. Ani razu tego nie zrobił. Ani razu od pierdolonych sześciu lat. Miała mu to za złe. Była wręcz wściekła na niego. Ale jednocześnie była też smutna. I tęskniła. Cholernie tęskniła i miała szczerą nadzieję, że on też jeszcze trochę tęsknił. Ale czy to w ogóle możliwe? Skoro niemal wyrzekł się swojego dziecka, to niby jak miał tęsknić?
Chyba właśnie dlatego Freya nie rozstawała się z bransoletką, którą od niego dostała. Srebrna korona swobodnie wisiała na jej nadgarstku, poruszana lekkim powiewem wiatru, który sprawiał, że Freyi przez moment robiło się jeszcze zimniej - próbowała wówczas skupić się na cieple dłoni Sahira.
Słysząc, albo raczej widząc w głowie jego pytanie, pokręciła jedynie głową. Wciąż się przy tym uśmiechała, ale było to połączone z jakimś takim dziwnym smutkiem.
Chciałabym mieć Naomi.
Wysłała to jedno zdanie w głąb myśli Sahira. Zabawne, normalnie pewnie by tego nie powiedziała, na pewno nie obcemu niemal facetowi, ale jakoś... Tak było łatwiej. Zwłaszcza, że pierwszy raz z kimś tak rozmawiała. Jasne, komunikowała się już wcześniej z innym pomarańczowym za pomocą telepatii, ale nigdy nie prowadziła czegoś na kształt rozmowy z innym kolorkiem.
Uwaga.
Ostrzegła Sahira, zechciała bowiem pokazać mu swojego ojca, wspomnienia swojego ojca, jako jej dawnej "Naomi". Nie przemyślała jednak jednej rzeczy.
Pokazując chłopakowi te wszystkie wspomnienia, podała mu je tak, jak zazwyczaj dostawała je ona - wszystkie na raz, masę obrazów, z których należało wyłapywać poszczególne sceny. Zapomniała jednak o tym, że Nailah, nie będąc Pomarańczowym,,nie miał doświadczenia w tym całym wyłapywaniu. Dla niego była to tylko przytłaczająca mieszanka zbyt wielu obrazów, które zlewały się w jakieś niepokojące kształty i z dużą siłą napierały na oczy i umysł jednocześnie. Mógł poczuć się tak, jak ona czuła się za pierwszym razem. Mógł poczuć się... Zatakowany.
_________________
 
 
Sahir Nailah
Black Cat.


21

Czerwień




Wysłany: 2016-12-14, 23:02   
   Multikonta: Śmierć, Shirei


Wyłapywała, ale bardzo skutecznie panowała nad swoimi zdolnościami, nie pozwalając, żeby ta zazdrość popłynęła w jego kierunku - gdyby się pojawiła, zapewne by przestał, wycofałby to, co tak pieczołowicie starał się jej pokazać, żeby odpowiedzieć na jej pytanie - kobieta, która była bardzo istotną osobą w jego życiu, chyba można tak powiedzieć? - dzięki której zupełnie nie ześwirował i potrafił jeszcze podejmować jakieś marne podstawy komunikacji - która sprawiła, że znów zaczął mówić - chociaż teraz, po szoku utraty domu, jej, ojca - teraz znów miał wrażenie, że cofnął się do jakiegoś ułomnego punktu, z którego nie było wyjścia - i co? - i mógł powiedzieć to samo, co mogła powiedzieć Fray: jestem sama, My jesteśmy sami, droga Lisico, nie mamy nikogo i ja nie mam nic, a ty coś posiadasz, tak na wyłączność, poza samą sobą? - jedyna, co nam pozostało, to biżuteria po swoich ojcach, zabawna sprawa - kropla do kropelki łączyły się dwa kompletnie różne od siebie światy w rozmowie…nie wiem, chyba nie było lepszej nazwy dla tego, co właśnie działo się między nimi, gdy stali tak naprzeciwko siebie - ona drobna i drżąca z zmian i on, wysoki i umięśniony, ze swoją dłonią między jej palcami, które zrodzone zostały do tego, by trzymać pędzel, a nie drugą dłoń, która była chodzącą bronią równie skuteczną co ostrze noża i równie splamiona krwią, której już po prostu nie było widać, tak wiele razy została zmyta… pozostało po niej tylko wspomnienie, jedno z tych bardzo wielu, do których dziewczyna miała dostęp, Sahir o tym bardzo dobrze wiedział, ale do których nie zaglądała - wiedział też bardzo dobrze, że nawet gdyby zajrzała, to nie zdawałby sobie z tego sprawy, tak samo jak nie zdawał sobie sprawy z tego, co właśnie czuła, chociaż ona mogła doskonale poczuć teraz każde drgnięcie w jego umyśle, chociaż jego umysł, w przeciwieństwie do umysłu przeciętnego człowieka, był… całkowicie spokojny. Cichy niczym bezksiężycowa noc, w której nie odzywają się nawet cykady, w której milczą wilki nie nawołując do polowania, chociaż one ciągle gdzieś tam były, poukrywane za pagórkami, schowane przed wzrokiem - nie przelatywały przez tą czerń przypadkowe myśli, nie rodziła się żadna ocena jej osoby, nie pojawiały się żadne emocje - było tylko oczekiwanie wyrastające ponad pojęcie “cierpliwości” - wydawało się, że mógł tak czekać całą nieskończoność, nie przejmując się mijającym ich czasem, światem i tym, co w ogóle mogą pomyśleć inni - niby beznadziejnie ufny i delikatny, a jednak zupełnie beznamiętny i obojętny na krzywdzące słowa i opinie. Zabawne, bo jakoś chłopak nie podejrzewał, że dziewczyna miała aż takie problemy z nawiązywaniem znajomości - chociaż może powinien? Pomarańczowi byli niesamowici - ale tak jak byli niesamowici tak i przerażający w swojej niesamowitości dla wszystkich kolorów - taka też była Czerwień - ludzie bali się tego, czego nie rozumieli, a ciężko było zrozumieć to, jak działa zdolność przekopywania czyjegoś umysłu i podporządkowania go pod swoje komando - równie ciężkie było pogodzenie tej zdolności z samym sobą - i próba uwierzenia w ludzi, że jednak nie wszyscy są takimi skurwielami, jakby na to wskazywały początkowe, przypadkowe odczyty umysłów, zanim zdolność ta została opanowana - tylko że Sahir nie myślał tymi kategoriami - przynajmniej nie teraz, bo w końcu… nie wiedział. Żył w swojej błogiej nieświadomości - w swojej Czerni, która była oddalona od świata o mile.
Palce Czerwonego nieco mocniej zacisnęły się na jej dłoni nie w geście agresji, nie w niepokoju czy strachu - w jakimś geście… otuchy? Czarna maź odsunęła się nieco od niej, zupełnie jakby teraz mogła fizycznie umiejscowić się na czymś bardziej stabilnym i lekkim zarazem - nie miało to niczego wspólnego ze współczuciem, bo to odczucie nawet nie liznęło wnętrza Nailaha. To była jakaś zachęta. Do czego? Po co? Zachęta i uspokojenie, które osiadało nad miękkim brzegiem tej rzeki, w której ciągle spał w swej szklanej trumnie, a teraz wychodziło na to, że sam spogląda na ten nurt z Freyą u boku - i nie było w tym niczego przerażającego. Przynajmniej jak na razie.
To było jak robienie jej miejsca i zachęta do tego, by stworzyła swoją Naomi. Jak powiedzenie: zobacz, tu jest dla ciebie miejsce, jest też miejsce dla twojej Naomi - wszystko symboliczne… i zapewne gdyby Sahir nie skupiał całego swojego umysłu na przekazie i na tym, by Freya mogła wszystko odczytać i zrozumieć, to przetrzebienie jego umysłu byłoby… ciężką broszką.
Nie bardzo wiedział, czego spodziewać się po jej “uwaga”.
Gwałtowny napływ obrazów, odczuć i dźwięków w barwach zaatakowała jego mętny, zawieszony w przestrzeni świat i uderzyła z siłą gongu - chłopak się cofnął - szybko i gwałtownie - parę kroków w tył, oszołomiony kompletnie, z tępo wbitym spojrzeniem w przestrzeń - cofnął się instynktownie, nie wiedząc nawet, co robi, zamierając w kompletnym bezruchu, gdy jego umysł starał się jakkolwiek przetworzyć obce wspomnienia bijące w mury jego “ja” - wilk znów błysnął kłami i zjeżył swoje futro, ale nie mógł się ruszyć - bo tak naprawdę nie postawił nawet jednego kroku, nie mógł pod wpływem czaru Pomarańczowej - to postawienie kroku odbyło się gdzieś w kącie jego woli i zaraz zostało zgniecione i zmiażdżone obrazami.
Bo...li…
Nie potrafił się odnaleźć w tym przekazie, rozpoznać twarzy i osób.
_________________



Do you feel the hunger.
Does it howl inside?
Does it terrify you?
Or do you feel alive?



 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-16, 00:50   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Zamykam
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,143 sekundy. Zapytań do SQL: 10