Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Wodospady Shoshone
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-08-10, 16:57   Wodospady Shoshone [Cytuj]

Miejsce to zwane jest Niagarą Zachodu (Niagara of the West). Do wodospadów wiedzie serpentyna na dół kanionu. Na samym dole jest parking oraz platforma widokowa, z której można podziwiać ogromny wodospad, kaskady opadającej w dół wody i tęcza tworzona przez załamujące się na kroplach promienie słoneczne. Na szczycie wodospadów powstała elektrownia, która lekko zaburza piękno krajobrazu. Po lewej stronie u podnóża kanionu wije się rzeka snake. Z platformy można przejść na szlak, który jest poprowadzony wzdłuż górnej krawędzi kanionu, skąd widoki są jeszcze piękniejsze. Niedaleko znajduje się również jezioro Dierkes, które jest typowym, amerykańskim miejscem na rodzinne pikniki. Teraz jest ono opustoszałe, a pomost z małą skocznią jest zaniedbany. Przechadzając się po okolicy można znaleźć wiele miejsc na kryjówki.
 
 
Wyatt Newell


Wysłany: 2016-08-19, 18:20   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

/początek/

Szum wodospadu słychać było już jakiś czas temu. Szli jednym ze szlaków turystycznych i sami nie wiedzieli gdzie mają się kierować. Wyatt miał na sobie jedynie jakiś stary plecak, w którym znajdowała się butelka z chłodną wodą, którą kilka kilometrów wcześniej, wybrał z rzeki. Nie miał jak zdobyć czystej wody i czasami miał problemy żołądkowe ale jakoś dawał radę. Niewielkie zatrucia zdarzały się kiedy prowadziło się koczowniczy tryb życia, szczególnie w świecie gdzie brud i nieczystości były wszędzie. Trudno było o czystą wodę.
Podobnie było z jedzeniem, było je coraz trudniej dostać. Na szczęście ich szczególne umiejętności, pozwalały na zdobycie jedzenia. Wyatt czasami przejmował kontrolę nad ludźmi aby dawali im jedzenie. Czasami wykorzystywał to w sklepie żeby zdobyć coś za darmo.
Ich życie nie było usłane płatkami róż. Newell uciekł z obozu rehabilitacyjnego kiedy połączono jego umysł z umysłem autystycznego kuzyna. W zasadzie to składał się z dwóch umysłów, które posiadały zupełnie odmienne wspomnienia. To przyprawiało o okropny ból głowy kiedy starał się za bardzo skupić na sobie i tym co przeżył. Kiedy chciał sobie przypomnieć jakąś sytuację, widział przed oczami dwie różne sceny. Podobały mu się za to umysły innych ludzi, były takie poukładane. W nim się jedynie znajdował chaos. Okropne uczucie.
- Mam nadzieję, że za niedługo będzie jakiś sklep. Zgłodniałem. - Stwierdził bez cienia emocji w głosie. Nie mógł się na to zdobyć, w końcu był trochę zmęczony.
 
 
Tyler Novakowsky


Wysłany: 2016-08-19, 19:20   
   Multikonta: Cillian
[Cytuj]

Nie tylko Wyatt miał w głowie jeden wielki chaos. Tyler również nie był tak do końca "normalny" obiektywnie rzecz biorąc. Myślał sobie czasem, że gdyby był po prostu zwykłym dzieciakiem, to ludzie by się nie czepiali, rodzice by żyli, a on mieszkałby z nimi w spokoju i szczęściu... nie było opcji, żeby teraz tak było. Rodzice zostali zabici i to w dodatku przez niego i jego dziwne moce. Nie potrzebował ich - już bez nich był nienormalny. Schizofrenia nie sprzyjała nawiązywaniu przyjaźni. Problem jednak jakby nie było sam się rozwiązywał, właśnie dzięki schizofrenii - nie potrzebował dzięki niej żadnych przyjaciół.
Mimo wszystko cieszył się, że ma Wyatta. Lubił przebywać w jego towarzystwie, lubił z nim rozmawiać. Czasem lubił oprzeć głowę o jego ramię, gdy siedzieli sobie przy ognisku i podgrzewali jakieś znalezione w sklepach bądź otrzymane od ludzi kiełbaski czy inne takie.
- Sklep, albo jakiś dom... cokolwiek. Chce mi się jeść i napiłbym się czegoś poza tą wodą z rzeki, czy skąd ty ją tam wziąłeś. - wywrócił lekko oczami i popatrzył na niego. Szli krok w krok, u swojego boku.
Nie tylko Wyatt był zmęczony, Ty również. Aż miał ochotę usiąść gdzieś, gdziekolwiek i przynajmniej wziąć kilka głębokich oddechów. Przydałaby się też jakaś kąpiel... Westchnął ciężko i spojrzał na chłopaka.
- Zrobimy przerwę?
_________________

Tyler Novakowsky



Wake me up before you go - go
 
 
Wyatt Newell


Wysłany: 2016-08-19, 19:34   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- Jakoś nie słyszałem żebyś miał lepszy pomysł. - Odparował trochę złośliwie. Pamiętał jak to jest być złośliwym, chociaż jego druga strona nie chciała tego. Czasami przeważał dawny Wyatt, który uwielbiał ranić innych ludzi, szczególnie matkę. Nawet nie wiedział, że to przez niego wpadła w alkoholizm i równie mocno nienawidziła syna co on ją. Jednak to było tak dawno, że Newell nie pamiętał tego. Nie pamiętał też dlatego, że to wspomnienie wykasowano. Nie mógł znać dawnego siebie aby nie być znowu tak agresywnym. Właśnie dlatego wczepiono mu też wspomnienia jego autystycznego kuzyna. Miało to go uspokoić i wzmocnić moce psychiczne. Właśnie to sprawiło, że najlepiej radził sobie z kontrolowaniem innych ludzi. Miał w sobie połączone zdolności swoje i kuzyna. Jego wola była silna kiedy kazał coś komuś zrobić. Trudno było się oprzeć ogromowi jego świadomości.
- Ale masz rację, już mnie brzuch od niej boli i mam chyba piasek między zębami. - Na potwierdzenie swoich słów, wydłubał spomiędzy zębów ziarenko piasku.
Wiedział o "problemie" jego towarzysza. W pewnym sensie za to go uwielbiał. Tyler był podobny do Wyatt'a i mogli zawsze wymienić się swoimi doświadczeniami. Newell opowiadał mu o tym jak to jest mieć rozdwojoną jaźń. Dowiadywał się w zamian czegoś o schizofrenii Tylera. Uzupełniali się w jakiś dziwny, pokręcony sposób. Więcej, Wyatt chyba czuł coś więcej do tego blondyna ale bał się do tego przyznać. Mimo wszystko uwielbiał w nim absolutnie wszystko. Czuł dziwne poruszenie serca kiedy tylko dotykał jego włosów jak ten opierał głowę o jego ramię. Kiedy razem patrzyli w ognisko.
- Możemy usiąść tam, pod tym drzewem. - Wskazał jedno z drzew będących w pobliżu szlaku. Z jednej strony nie chciał dać się złapać rządowi ale też nie chciał tracić z oczu ścieżki. Wolał nie być zaskoczonym nagle przez coś.
 
 
Tyler Novakowsky


Wysłany: 2016-08-19, 21:24   
   Multikonta: Cillian
[Cytuj]

Parsknął śmiechem, wcale nie urażony, gdy usłyszał jego komentarz. Owszem, mógł mieć lepszy pomysł i wtedy nie miałby prawa narzekać, ale go nie miał. O wodę nie tak łatwo.
- Musielibyśmy znaleźć gospodarstwo i bieżącą wodą. Tylko też... nosić tak ze sobą nie wiadomo ile wody nie możemy, bo będziemy szli wieki. - wzruszył lekko ramionami i ruszył w stronę wskazanego przez chłopaka drzewa. Odłożył tam swój plecaczek, w którym miał butelkę wody i pomacał się po kieszeni, sprawdzając, czy jego ukochany składany nóż jest na miejscu. Był, na szczęście. Czułby się bez niego zupełnie bezbronny. Jakby był sam jeden w wielkim świecie pełnym złych ludzi...
W sumie prawie tak było, ale na szczęście nie był sam - miał Wyatta. Na niego mógł liczyć. Zawsze, w każdej sytuacji. Dobrze było mieć przyjaciela.
- Ale wyruszymy niedługo, nie? Nie chce iść po ciemku. Wolałbym znaleźć jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli się przespać. - rozejrzał się dookoła, szukając jakiejś opuszczonej szopy, komórki, domku... czegokolwiek, gdzie będzie można spędzić noc. Nadawałaby się właściwie również jakaś jaskinia, a tutaj, w pobliżu wodospadów, było takich masa. To dobrze. - Szum wody... Cudowny. Pięknie tu. - stwierdził, siadając przy drzewie i opierając się o pień plecami.
_________________

Tyler Novakowsky



Wake me up before you go - go
 
 
Wyatt Newell


Wysłany: 2016-08-19, 21:58   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- W sumie, mogę zaryzykować i przejąć kontrolę nad kimś ale nie lubię tego robić. To znaczy lubię... uh... znowu mnie głowa boli - zderzenie dwóch świadomości tak na niego działało. Stary Wyatt uwielbiał kontrolować umysły ale jego kuzyn nie znosił tego. Robił to tylko wtedy kiedy stawało się to koniecznością. Miał przebłyski obcych myśli, autystyczny chłopak inaczej postrzegał pewne sprawy. Wyatt zdawał się to rozumieć w pewnym sensie.
- Tak, też wolałbym spać mając nad głową jakiś sufit. Nawet teraz cały czas czuję odsłonięty. - Newell spojrzał nieco zmartwiony na przyjaciela. Zawsze podziwiał to jak bardzo ciekawe są jego włosy. W końcu nie zawsze można było spotkać człowieka o takim kolorze. Miał je niemalże białe i całkiem ładnie wyglądały w tym świetne. Inną sprawa było to, że przez te jego włosy trudno było się czasami ukrywać. Wyatt miał łatwiej, w końcu w lesie trudniej było dostrzec czerń.
- Co? Ah... tak, oczywiście. Pięknie. - Jego wzrok stał się nieco pusty. To był jeden z tych momentów kiedy Wyatt starał się wniknąć do własnego umysłu i zrozumieć kim jest. Miał wrażenie, że każde wspomnienie było wczepione, z każdą chwilą, dniem, miesiącem odnosił wrażenie pewnego rodzaju odseparowania od tego co miał w głowie. Nie czuł się Wyattem i nie czuł się jego kuzynem. To tak jakby poprzez łączenie dwóch różnych wspomnień, tworzył się całkiem nowy człowiek. Wyatta, tego obecnego, można by było porównać do małego dziecka, które jest jeszcze w brzuchu matki. Był dość rozwinięty ale nie był w stanie do końca sam funkcjonować. Dobrze, że szybko poznał Tylera. Bez niego i jego zdolności, pewnie nie przeżyłby ani dnia dłużej. Dzięki niemu zaczął rozumieć samego siebie. W końcu od finalnej fazy projektu minął już rok.
Po tym jak usiadł obok Tylera, położył głowę na jego ramieniu i postanowił przymknąć nieco oczy. Nie chciał spać, po prostu było mu na tyle przyjemnie, że postanowił odpocząć.
- Nie chcę już uciekać, nawet sam nie wiem przed czym.
 
 
Tyler Novakowsky


Wysłany: 2016-08-19, 23:23   
   Multikonta: Cillian
[Cytuj]

Tak, właśnie o to chodziło Tylerowi - na powietrzu czuł się dobrze, ale był odsłonięty, a odsłonięty, to prawie nagi. Wolałby spać niekoniecznie na miękkim podłożu, ale przynajmniej pod jakimś dachem. Może być dziurawy, to też nie problem. Tylko żeby nie było to pod gwiazdami, tego nie lubił, już pomijając to, że byli na wszystko sto razy bardziej narażeni - po prostu było wtedy piekielnie zimno.
Tyler był nieco zaskoczony, gdy Newell usiadł obok niego i oparł głowę o jego ramię, ale nie dał tego po sobie poznać. Również zamknął oczy i uśmiechnął się pod nosem, spokojny i szczęśliwy. Objął chłopaka ramieniem, przyciągając jeszcze bardziej do siebie, nie otwierając nawet oczu. Rozleniwił się. Dobrze mu było, a ostatnio jakoś rzadko kiedy czuł taki kojący spokój.
- Lubię się do Ciebie tulić. - wyznał cicho. Teraz to pewnie obudziło się w nim to dziecko, którym czasami bywał przez swoją schizofrenię. Akurat tych objawów nie lubił, ale głównie dlatego, że ich nie zauważał i nie dało się kompletnie nic z tym zrobić. Przychodziły nie wiadomo jak i kiedy... i nie było na to żadnego sposobu. A dziecinny Tyler zachowywał się... dziecinnie. Na szczęście teraz to było tylko krótkie wyznanie, bo gdy spojrzał na Newella patrzył normalnie i przede wszystkim przytomnie.
- Przestaniemy kiedyś uciekać? - zapytał szeptem.
_________________

Tyler Novakowsky



Wake me up before you go - go
 
 
Wyatt Newell


Wysłany: 2016-08-20, 11:04   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Nieco dziwnie poczuł się słysząc wyznanie Tylera. Nie chodziło wcale o to, że czuł się przez to niekomfortowo, rozumiał co czuł w tej chwili jego przyjaciel ale sam bał się tego typu wyznań. Jego autystyczna natura sprawiała, że nie rozumiał pewnych emocji tak jak inni. Wprawdzie umysł został oczyszczony z autyzmu w chwili przeniesienia ale nadal coś mu z tego pozostało. Trudno wyplenić coś co stanowiło przez długi czas część osobowości danego człowieka. Mimo wszystko Wyatt wiedział, że czuje do Tylera coś więcej niż tylko przyjaźń. Znali się już trochę czasu, lubili się i to bardzo. Czasami Newell rzucał mu jakieś złośliwości ale Tyler zawsze reagował uśmiechem. Czasami miał go dość ale wiedział, że nie będzie w stanie bez niego żyć. W końcu blondyn w pewien sposób zdefiniował to, kim jest teraz Wyatt.
- Nie wiem. Nie umiem przewidywać przyszłości - odparł jedynie i otworzył oczy. Spojrzał na niebo, które widać było pomiędzy koronami drzew. Wiedział, że potencjał do przewidywania przyszłości ma ale Projekt sprawił, że jego umiejętności skupiły się w największym stopniu na wpływaniu na umysły innych ludzi. Bez problemu przejął kontrolę nad tymi dwoma naukowcami, którzy czuwali nad jego stanem. Nie wiedział czy jeszcze żyją, uciekł zanim zdołał się o tym przekonać.
- Jeszcze nie umiem ale wkrótce się tego nauczę. - Dodał aby nieco pocieszyć Tylera chociaż nie wiedział czy mu się to uda. Nie rozumiał ludzi.
- Musimy ćwiczyć nasze umiejętności, wtedy nikt nam nie stanie na drodze. Czy to Rząd czy te rozwydrzone dzieciaki z ligi.
 
 
Tyler Novakowsky


Wysłany: 2016-08-20, 12:14   
   Multikonta: Cillian
[Cytuj]

Tyler był czasem takim dużym dzieckiem, nie tylko przez chorobę, ale też przez swój delikatny charakter. Oczywiście, schizofrenia miała na to duży wpływ - często nie rozumiał pewnych rzeczy, nagle cały świat wydawał mu się być stanowczo za dużo i całkowicie abstrakcyjny, jednak... miał Wyatta. To może się wydawać dziwne, że czuli się w swoim towarzystwie tak dobrze, pomimo schizofrenii i rozdwojenia jaźni. A może wcale nie takie dziwne, może właśnie o to w tym wszystkim chodziło? To, co powinno ich podzielić, łączyło ich jeszcze bardziej. Dopełniali się w jakiś pokręcony sposób.
Wyatt nie rozumiał ludzi, Tyler również ich nie rozumiał, a mimo to tak dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Problem polegał na tym, że Tyler nie potrafił zdefiniować miłości, więc nie wiedział nawet, że to, co czuje do swojego przyjaciela nie jest tylko przyjaźnią. Przyjaźni zresztą też nie umiałby zdefiniować. Wiedział za to, że lubi Wyatta i że chłopak jest dobrym towarzyszem podróży. Więcej nie trzeba.
Po chwili wahania, gdy usłyszał to, co mówi Wyatt, skupił wzrok na jakiejś kępce kwiatków i korzystając ze swoich zdolności wyrwał je z podłoża. Przyleciały do niego posłusznie i ułożyły się na kolanach Wyatta, odprowadzone spojrzeniem, żeby przypadkiem nie upadły gdzieś po drodze. Czasem nie trzeba słów, żeby coś przekazać. To, co zrobił teraz, było jednoznaczne ze słowem "dziękuję".
_________________

Tyler Novakowsky



Wake me up before you go - go
 
 
Wyatt Newell


Wysłany: 2016-08-20, 14:19   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Ze spokojem patrzył na umiejętności Tylera. Trochę żałował, że nie posiadał podobnych zdolności. Czasami miał przebłyski osób, które ciskały piorunami, albo kontrolowały ogień. Czasami widział ludzi, którzy w kilka sekund potrafili zbudować coś z praktycznie niczego. A to podobno Wyatt i jemu podobni stanowili tych najniebezpieczniejszych. Nie mógł się temu dziwić, czasami widział co potrafi zdziałać Pomarańczowy z człowiekiem. Widział jak jeden z agentów, niewiele starszy od niego, zrobił papkę z umysłu jednego dzieciaka. Stworzył zwyczajną roślinę, która nie była w stanie wypowiedzieć słowa. Podobno ten los był gorszy od śmierci.
Podążał swym spojrzeniem za kwiatami, które wylądowały na jego kolanach. Nie ruszał ich jeszcze, chciał coś sprawdzić. Trochę czasu minęło odkąd dotykał kogoś swoim umysłem. Trochę stęsknił się za tym uczuciem kiedy mógł czytać myśli. Chciał spróbować to zrobić. Jedynym obiektem, na którym mógłby to przećwiczyć, był Tyler.
Utkwił swój wzrok w jego oczach. Ułożył dłonie na jego policzkach ale palcami dotknął skroni blondyna. Tak było mu najłatwiej czytać w myślach. Teoretycznie mógł to zrobić w jakikolwiek inny sposób. Mógł dotknąć jakiejkolwiek części ciała chłopaka a mógł sięgnąć do jego umysłu. Zastanawiające było to, że mógł przejąć nad kimś kontrolę jedynie dzięki sile woli ale do czytania czyiś myśli, musiał utrzymywać kontakt fizyczny.
- Mogę? - Wolał się spytać zanim wniknie myślami w jego umysł. Czytanie w myślach pozwalało na dogłębne poznanie danego człowieka. Miał wtedy dostęp do wszystkiego co zawierało się w świadomości "ofiary".
 
 
Tyler Novakowsky


Wysłany: 2016-08-23, 00:01   
   Multikonta: Cillian
[Cytuj]

Tyler podświadomie czuł, że Wyatt zamierza wtargnąć do jego umysłu, ale ufał mu na tyle, żeby pozwolić mu na to bez mrugnięcia okiem. Nie miał przed nim tajemnic. Poza tym Wyattowi czasami już zdarzało się czytać w jego myślach - Ty nigdy nie protestował.
Uśmiechnął się do niego delikatnie, gdy ten spytał, czy może. To było takie słodkie i kochane, że aż Tyler poczuł niewyjaśnioną potrzebę, by się do niego przytulić. Stwierdził jednak, że zrobi to później. Na razie patrzył posłusznie w oczy Wyatta, prawie nie mrugając. Jedną dłoń trzymał na jego dłoni (na prawym policzku Tylera), a drugą głaskał go machinalnie po udzie.
Podobały mu się podróże z Newellem. Był dobrym kompanem, choć nie do końca się rozumieli, wiadomo. Jeden ze schizofrenią, drugi z rozdwojeniem jaźni... Obaj sporo przeszli. Dwa bardzo ciężkie przypadki. Ale nic tak nie zbliża ludzi, jak problemy. A teraz, po kilku miesiącach wspólnych podróży, Tyler nie wyobrażał sobie, że mogłoby zabraknąć pomarańczowego. Nie, i już.
- Możesz. - odpowiedział w końcu cicho, kiwając jeszcze głową na potwierdzenie swoich słów. Pocałował go delikatnie w czoło (czasami go brało na takie czułe gesty) i znów odsunął się, by spojrzeć mu w oczy.
_________________

Tyler Novakowsky



Wake me up before you go - go
 
 
Lucis Ferre


18

Niosący Światło




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-01, 01:31   
   Multikonta: Sahcio, Shirei
[Cytuj]

Wiedział, gdzie jest. Tylko nie bardzo wiedział, dokąd właściwie idzie. Pospolite życzenie każdego PSI - pójść do mamusi i tatusia? Tylko że zamiast iść do nich siedział w starej budzie, która kiedyś musiała być jakąś kawiarenką, która zaspokajała potrzeby miejscowych, ukrywając się przed SSP, które nawet go już nie goniło - nie miało po co, jak usłyszał w swojej drogiej MP3 w radiu: Obozy zostały zamknięte i teraz PSIonicy mieli być mile widzianymi gośćmi wśród ludzi, mieli... mieli... mieli być ludźmi. Bajka. Zwykła bujda na kółkach, dlatego Lampie jakoś nie śpieszył się z wychodzeniem z tego wygodnego schronienia, do którego wywędrował, nie bardzo przejmując się tym, gdzie dalej nogi go poniosą, a był pewien, że nie zostanie tutaj na dłużej, tak jak w żadnym miejscu nie zagrzewał miejsca, nawet jeśli było tu całkiem wygodnie - ta pseudo-kawiarenka miała trochę zapasów, chociaż była opuszczona to wojna PSI nie zdążyła jej zmieść z powierzchni ziemi - nikt nie wybił w niej okien, nie wyważył drzwi - stała jak stała, a dzięki swoim zdolnościom był w stanie nawet ruszyć akumulator, przez co we wnętrzu mógł mieć światło kiedy tylko zechciał i co najważniejsze - ogrzewanie. Nie dziwił się, że kolorki się tutaj nie zapuszczały, przeżycie tutaj było ciężkie przez niskie temperatury - latem to jeszcze, ale teraz, zimą? I jednocześnie dlatego było tutaj bezpiecznie. Chociaż nie, wróć, naprawdę zamierzał stąd odchodzić? Uciekać dalej? Nie miał siły. Nie zależało mu. Usadzony w kącie z butelką piwa obok siebie jedyne czego chciał to... zdechnąć. Zamknąć oczy i więcej się nie obudzić. Nie chciał nigdzie uciekać. Ta ucieczka o którą na początku tak bardzo się starał i którą pielęgnował straciła jakikolwiek sens, kiedy nie miało się dokąd uciekać, prawda? Walczyć o własne życie? Po co? Przecież to życie i tak nie miało żadnej wartości... Och jakże emowo się zrobiło, boj się Boga, droga Lampko..! Weź lepiej golnij sobie kolejnego łyka, będzie spoko... zaduś to fajkami i udawaj, że jest naprawdę zajebiście. Że to nie tak, że brakuje sił w rękach, że kurwa do tej pory przeżyłeś pierdolonym cudem i pierdolonym cudem znalazłeś to zadupie i tą budę. Nie tak. Nie tak, nie tak, nie tak...
Żarówka w pomieszczeniu zamigała niepewnie i zaraz znów zapłonęła normalnie. Żółty podniósł się - wysoki chłopak, chorobliwie wręcz chudy, jakby miał przewrócić się od dmuchnięcia wiatru, otulił się szczelniej bluzą i założył na siebie podwędzoną kurtkę, żeby wyjść na zewnątrz - mroźny wieczór czasami potrafił sprzyjać spacerom... i z całą pewnością sprzyjało trzeźwieniu, bo chłopak miał wrażenie, że ten alkohol zaczął mu za bardzo uderzać do głowy, chociaż była to tylko jedna butelka piwa. To pewnie już starość, co zrobisz... pukała do twoich drzwi tak samo, jak jeszcze niedawno pukała do nich policja Obozu, chociaż pewnie nawet za bardzo cię nie gonili - tyle ciepłych barw im wtedy pouciekało, że niby czemu mieliby ścigać akurat ciebie..? Gdyby jakiś żółty nie pociągnął cię za ramię to nawet byś tam został, w tym mroku, w rozbitym autobusie czując jak prąd przechodzi po twoim ciele w zbyt dużych ilościach, domagając się uwolnienia - po co, na co, dlaczego..? Dlaczego tamci żółci nie mogli po prostu dać się zabić, skoro to było oczywiste, że nie czeka ich żadna przyszłość? Taaa, takie pierdolenie, ale odwagi żeby samemu się zajebać to ty nie miałeś, heh... za bardzo przerażało to, co czaiło się po drugiej stronie, wizja pustki, kompletnego rozpłynięcia się... chłopak mocniej zacisnął palce na swoich ramionach. Nie chciał się rozpływać, a jednak wciąż ciężko to było nazwać wolą przeżycia. Zamknął za sobą drzwi, żeby zimno nie wykradało ciepła ze środka i zszedł po dwóch drewnianych schodkach, ostrożnie, żeby się nie poślizgnąć, na plażę.
 
 
Gigi Axley


21 lat

Niebieska




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-01, 05:48   
   Multikonta: Freya, Jake
[Cytuj]

Gigi od początku wszystko robiła samotnie. Samotnie żyła w obozie, samotnie uciekła z Ligi, samotnie się przemieszczała… I nie miała najmniejszej ochoty tego zmieniać. Jasne, w grupie może i było bezpieczniej, może i w pewnym sensie nawet lepiej - w końcu łatwiej byłoby coś wówczas obrabować, gdziekolwiek się włamać, czy chociażby zdobyć pożywienie, albo zapewnić sobie bezpieczny nocleg. Dziewczyna jednak utrzymywała, że nie potrzebuje jakiegokolwiek towarzystwa, nawet mimo tego, że niefartownie wylądowała na północy Stanów, w samym środku zimy, bez jakiegokolwiek plany, czy chociażby miejsca, gdzie może się zatrzymać. To, jakim cudem tak skończyła, jest raczej materiałem na osobną opowieść, nie było nad czym się teraz rozwodzić. Wiedziała, że z tym też sobie poradzi - w końcu nie raz dawała radę w gorszych sytuacjach. Kij z tym, że na razie nie miała pojęcia, jak to zrobi.
Ubrana w grubą kurtkę, którą podwędziła, jak tylko znalazła się w tym cholernym Stanie, skórzane spodnie, ukradzione jeszcze wcześniej i wysokie, wojskowe buty - te akurat były pamiątką z czasów Ligi, przedzierała się przez śnieg. To znaczy, okej, okej, może trochę przesadzam i nie było się tak naprawdę przez co przedzierać, ale trochę tego śniegu było.
Próbowała obmyślić jakikolwiek plan - cokolwiek, co pozwoli jej chociaż chwilowo przeżyć w tych warunkach. Jedynym plusem był fakt, że nie musiała obawiać się ataków znikąd - żaden Psionik nie był chyba na tyle głupi, żeby zapuszczać się tutaj o tej porze roku. To znaczy, ekhem, żaden nie był chyba tak brawurowo odważny…
No niestety moi drodzy - jedyną opcją na w miarę komfortowe przeżycie tutaj, albo raczej w ogóle na jakiekolwiek przeżycie tutaj teraz, w samym środku zimy, było bycie Czerwonym, albo Żółtym, jedni w końcu wytwarzali ogień i ciepło, a drudzy prąd. No, w grę wchodziło też posiadanie jednego z nich u swojego boku. No a niestety - mimo wielu zalet i umiejętności, a nawet tych wszystkich prawie-magicznych zdolności, których Gigi nauczyła się jeszcze od swojej matki - nie miała ona najmniejszych szans, żeby wyczarować sobie znikąd towarzysza o odpowiednim kolorze. No a poza tym - wcale nie chciała towarzystwa, tak? To było już chyba wyraźnie ustalone.
Idąc więc bezcelowo przed siebie, rozglądała się za czymkolwiek, gdzie mogła przenocować - no bo w końcu to, że nie była Czerwona, nie oznaczało, że się nie ogrzeje - w plecaku miała całkiem sporą ilość przydatnych przedmiocików, miała też jeszcze trochę jedzenia, coś do picia - zapowiadała się więc całkiem miła noc. Jedyne czego potrzebowała, to jakiś dach nad głową, serio - jakikolwiek.
Nagle gwałtownie się zatrzymała.
Zauważyła przed sobą postać, na oko mężczyznę, chociaż z tej odległości jeszcze trudno było jej to ocenić - sylwetka była na tyle drobna, że równocześnie mogła to być po prostu bardzo wysoka kobieta.
Gigi zaczęła układać sobie w głowie plan tego, co ma powiedzieć, w końcu zawsze można było dojść do porozumienia, wystarczyły odpowiednie umiejętności negocjacyjne. Albo, jebać negocjacje - wyjęła z kabury pistolet, aby dodać sobie kilka punkcików do daru przekonywania. Oczywiście, nie zamierzała do niego strzelać, ale mimo wszytko to mógł zobaczyć od razu,,a o fakcie, że mogła rozwalić mu czaszkę musiałaby poinformować.
Kiedy był już na tyle blisko, że miała pewność, że zostanie usłyszana, zawołała do niego:
- Ej, ty! - krzyknęła, czekając na reakcję. Pospiesznie narzuciła na siebie też barierę ochronną, w razie, gdyby próbował ją zaatakować. Upewniła się też, że na pewno dostrzeże spluwę w jej dłoni.
Jedynym niefartownym elementem było to, że, tak na oko, był od niej jakieś trzydzieści centymetrów wyższy, co ujmowało jej znacznie punkcików do groźności i możliwości zastraszenia na wejściu.
_________________
...
 
 
Lucis Ferre


18

Niosący Światło




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-01, 13:24   
   Multikonta: Sahcio, Shirei
[Cytuj]

O, lepiej sam bym tego nie ujął! To właściwie JAK się oboje tutaj znaleźli to faktycznie temat do osobnej opowieści - wiecie, coś z rodzaju historyjek, które są w ramach powiedzonka, gdy ktoś już pyta: eech, długo by opowiadać... bo najzwyczajniej w świecie nie bardzo masz ochotę na opowiadanie tej nudnej podróży, ale jak już będziesz dziadkiem z wnukami na kolanach, to możesz snuć tą opowieść i pozwalać jej się błąkać między wierszami, bo przestawało być ważne, ile realizmu oddasz - ubarwić ją to nie grzech! - dodać parę smaczków, żeby wnukom lepiej się słuchało, a jej prawdomówność? Dajcie spokój, kto niby na starość będzie was z tego rozliczać... zresztą: i tak nikt wam nie uwierzy, że do tej starości dożyliście. I potem będzie: aaach, wieeciee dziaatki, ja to jak byłem młody, to w pewną bezchmurną noc, gdy wodziłem oczami po rozgwieżdżonym milionami pereł niebie, poczułem dziwne drapanie na karku, jakby ktoś intensywnie się we mnie wpatrywał... i serio, żadne dziecko nie zapyta, czy naprawdę je czułeś - no zgoda, może zapyta, ale ty będziesz na tyle przekonujący, że od razu powiesz: peeewnie! - i na tym dyskusja się skończy, chociaż w realiach wcale żadnego drapania nie było - alkohol lekko już przyćmiewał umysł, zresztą nigdy nie byłeś geniuszem badania otoczenia, za bardzo wszystko było ci obojętne... zajdą od tyłu, strzelą w plecy? Niech strzelają. Przynajmniej wyświadczą ci pierdoloną przysługę. Opowieść kręciła się dalej - niby się nie odwracałeś, bo wtedy przeciwnik wiedziałby, że zdajesz sobie sprawę z jego obecności, więc shhh..! Niech ten przeciwnik wykona pierwszy ruch. I wykonał. Lampka podskoczył w miejscu i obrócił się gwałtownie w kierunku dziewczyny, czując natychmiast mocniejsze uderzenie serca, które podeszło mu do gardła - oto był jeszcze lepszy sposób na otrzeźwienie niż mroźne powietrze i jednocześnie genialny pomysł na rozgrzanie się - adrenalina. Życzenie śmierci swoją drogą, ale reakcji organizmu nie dało się oszukać - jednak nie było mu wszystko tak do końca obojętne, skoro nadal miał ochotę spierdalać aż się kurzy, gdy tylko zobaczył czyjąś sylwetkę z wycelowaną w niego bronią... i cóż, zamiast faktycznie spierdalać czy coś w tym stylu po prostu natychmiastowo podniósł ręce do góry. Serio. Kapitulacja w jednej sekundzie. Zrobił to kompletnie odruchowo zanim w ogóle zdążył się zastanowić nad tym co robi.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co wyrabia i z mało inteligentnym wyrazem twarzy lekko zgiął ręce, jakby chciał je opuścić... ale jednak sobie to opuszczanie ich darował.
- Um... JA, JA! - Eeem... ej ona? No... tak nie bardzo wiedział, co powiedzieć, to było pierwsze co przyszło mu w sumie do głowy. Gadanie po szwabsku zawsze spoko. Słyszał to parę razy u kolegów z... celi obok. To powiedział. Żeby nie tkwili w tej dziwacznej, nieprzyjemnej ciszy, żeby powiedzieć cokolwiek, grać na czasie... nie wiem, cokolwiek!
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2017-02-04, 19:23   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Wiatr wył między pokrytymi śniegiem i lodem drzewami wzbijając w powietrze migoczące chmury śniegu. Cała okolica wydawała się opustoszała, poza dwójką, która spotkała się na szlaku. Niebo przecięła błyskawica, a zaraz za nią ciszę przeszył grom. Dla żółtego burza mogłaby być nawet przyjemna, gdyby nie nadciągający wraz z nią wir białych płatków. Tak moi mili, nadciąga do was burza śnieżna, a co z nią zrobicie, to już w sumie tylko wasza sprawa. Schowacie się razem, czy osobno? Lucis na pewno miał całkiem miłą kryjówkę, ale co z Gigi? Dziewczyna musiała albo zmusić chłopaka do pomocy, albo zdać się na siebie i szybko znaleźć jakieś schronienie, w którym nie zamarznie przy -19stopniach na zewnątrz. Bo tyle było na termometrach, ale w rzeczywistości wydawało się nawet, że jest jeszcze zimniej. Temperatura odczuwalna była na pewno o wiele niższa niż ta, którą wskazywały termometry.
 
 
Gigi Axley


21 lat

Niebieska




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-07, 01:35   
   Multikonta: Freya, Jake
[Cytuj]

Gdyby nie to, że Gigi była nauczona, żeby nie dać się zwieść i nie rozpraszać zachowaniem wroga, pod żadnym pozorem nie opuszczając broni i nie pozwalając się zdezorientować, zapewne byłoby wręcz słychać świst opadających witek, spowodowanych reakcją chłopaka.
- Nie wydurniaj się - odpowiedziała szorstko, w ogóle nie rozbawiona jego potencjalnie zabawnym zachowaniem. - Jeden fałszywy ruch, a rozwalę ci łeb nawet bez tego - dodała, chowając broń z powrotem do kabury. Cały czas nie spuszczała wzroku z intruza - chociaż bardziej trafne byłoby tutaj określanie jej takim mianem - i jednocześnie ciągle podtrzymywała tarczę, dla własnego bezpieczeństwa ofc - nie ufała ludziom, kompletnie nikomu nie ufała a taki półgłówek mógł być potencjalnie jeszcze bardziej niebezpieczny,,niż zdrowy na umyśle człowiek. To znaczy - nie żeby zakładała, że ten był chory, czy że cokolwiek było z nim nie tak pod względem medycznym, chociaż dałaby sobie rękę uciąć, że brakowało mu piątej klepki. Albo był zwyczajnie głupi - jedno z dwóch.
Nie był to jednak czas ani miejsce na luźne pogawędki i dociekanie, co mu dolegało. Dziewczyna powoli podeszła bliżej, przyglądając mu się dokładniej.
- Nie masz przy sobie żadnych zapasów - zaczęła. - Nie wyglądasz na przemęczonego, czy przemarzniętego, czyli musisz mieć niedaleko jakieś niezłe schronienie - dodała. - Nie ma opcji żebyś trzymał się tak dobrze po jakieś tułaczce przez te zaspy - kontynuowała swoją ocenę sytuacji, podchodząc jeszcze bliżej. Jej nozdrza od razu uderzył dość ostry zapach. - Piłeś - stwierdziła, krzywiąc się lekko. - Więc albo jesteś tu zupełnie sam i jesteś totalnym debilem, że pozwalasz sobie na chlanie w takich warunkach, albo jesteś z całą bandą debili, która wysyła pijanego faceta na wartę w takich warunkach - dodała.
No, szczerze mówiąc, wątpiła, że był tu sam, chociaż to na tą opcję zdecydowanie bardziej liczyła - zdecydowanie łatwiej byłoby jej w końcu obezwładnić jednego dzieciaka, niż całą resztę, zwłaszcza, że nie wiedziała, jaki ma kolorek i jakiego koloru mogą być jego potencjalni towarzysze. Taa, bo co do tego, że był Psionikiem nie miała wątpliwości - nie było opcji, żeby był starszy od niej, z kolei na młodszego, niż jedenaście lat też zdecydowanie nie wyglądał, no a skoro więc był w przedziale wiekowym tych, którzy załapali się na OMNI i nie był martwy, to zdecydowanie musiał mieć jakieś zdolności.
Mniej więcej w tym momencie Gigi usłyszała grzmot i zobaczyła zaczynającą się śnieżycę. Ze względu na wciąż rozciąganą wokół siebie barierę nie poczuła tego bezpośrednio, odczuła jednak silny podmuch wiatru uderzający w jej tarczę i jednocześnie minimalnie ją osłabiający - w normalnych warunkach pewnie nawet by tego nie odnotowała, jednak teraz, kiedy była nieźle przemarznięta i dość głodna - musiała w końcu oszczędzać racje żywnościowe, którymi jeszcze dysponowała - była na tyle osłabiona, że każde uderzenie w barierę było dla niej jeszcze mocniej wycieńczające.
- Cholera jasna - mruknęła, bardziej do siebie, rozglądając się po niebie. Nie zapowiadało się najlepiej. Miała naprawdę niewiele czasu na znalezienie jakiegokolwiek schronienia.
_________________
...
 
 
Lucis Ferre


18

Niosący Światło




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-07, 02:24   
   Multikonta: Sahcio, Shirei
[Cytuj]

Skoro Gigi była nauczona, by nie dać się zwieść pozorom, to czego był w sumie nauczony Lampa? A na przykład tego, żeby nie sikać pod wiatr, nauczył się na własnych błędach serio, i wcale nie była to jedna z nauk, z której w sumie byłby jakoś bardzo dumny... ale przypowiastka jak przypowiastka, lepiej ględzić niż siedzieć w głuchej ciszy, skoro już towarzystwo się trafiało... chociaż akurat kiedy ktoś mierzy do ciebie bronią, lepiej ogólnie nic nie mówić, tak dla własnego dobra, w końcu... cholera wie, co druga strona chce usłyszeć, no nie? I jego zachowanie w sumie nie miało być zabawne, raczej, e... nie wiedział co powiedzieć. Ale pierwszy szok i naturalny strach spłynął po jego mięśniach, dlatego między innymi chciał opuścić ręce, utrzymał je w powietrzu tylko zdrowy rozsądek.
- Ej, ale język niemiecki to ty szanuj! - Doprawdy, co za dziewucha! Jak ona tak mogła tak... tak..! Że niby że jak mówi po niemiecku to od razu żarciki, tak?! O nie, nie, tak to nie będą się bawić..! Znaczy chyba będą, bo mimo wszystko groźba wydawała się całkowicie konkretna i dziewczyna też nie wyglądała na taką, która chciałaby sobie pośmieszkować czy pogawędzić na tym upierdliwie lodowatym powietrzu, w sumie czemu nie, gwiazdy takie piękne, wiater taki silny, włosy tak bardzo tańczą na wietrze wow, Pieseł by szanował. Mógłby opuścić ręce i nawet wytknąć jej tą obelgę paluchem, ale aż takim hardcorem nie był. Nie żeby jeszcze przed chwilą jakże emo i samotniczo nie rozkminiał życia i śmierci i w ogóle... teraz zdecydowanie był czas i miejsce na pogawędki! Serio, serio! No bo przecież nie na rozkminy, nie? Chociaż oboje się obczajai z daleka i robili to, kiedy Gigi tą odległość zrobiła... chociaż kiedy ona zrobiła pierwszy krok, Lucis o krok się cofnął. - Sorry, żartowałem. - Powiedział od razu po tym jednym kroku spoglądając na Gigi znacząco z lekko uniesioną brwią. W sumie nie żartował, zrobił to bardziej z odruchu i nerwów. Nie lubił naruszania przestrzeni osobistej, a to naruszanie zdecydowanie zaczynało się od... pięćdziesięciu kroków. Cholera, przed chwilą mówiła, że ma być bezśmieszkowo, a on chyba jednak zaśmieszkował... To naprawdę z nerwów! I to złamał dwa zakazy w jednym, bo zrobił też krok w tył! RUSZYŁ SIĘ! Przynajmniej dziewczyna nie użyła umiejętności... a on też miał ochotę to zrobić. Czuł, jak energia przepływa przez jego ciało, zresztą wyczuwał wyładowania atmosferyczne przetaczające się przez chmury, które tylko pobudzały dodatkowo - jakiś alkohol? Już zapomniał, że w ogóle go pił, skupiony na randomowej loszce przechwalającej się tym, że może mu rozwalić łeb, tsss. - Nie rozwalaj mi głowy, jest całkiem ładna. - Zdecydował się ładnie poprosić, może a nóż widelec taki mocny argument ją nakłoni do tego, by być jednak łagodniejsza..?
- Mam. - Zapewnił ją i to z taką pewnością siebie..! Poziom testostronu aż prawie skoczył powyżej zera. Prawie. - Gumę do żucia w kieszeni spodni. - No... był szczery. Okej, może jednak po jego wypowiedziach dało się wyczuć, że jest lekko pijany. Przynajmniej nie miał zbyt wielu hamulców. - Czekaj..! - Uniósł jednego palca, wysuwając jedną niesioną dłoń w przód, by zakomunikować, że znów chce wnieść poprawkę. - A nie, jednak nie, spoko. Myślałem, że kichnę. Możesz kontynuować... albo nie, czekaj! - Nie no kurwa, debilem! - Hej! To było kurwa niemiłe! - Zreflektował dopiero po chwili, opuszczając ręce, żeby spojrzeć z lekko ściągniętymi brwiami na dziewczynę. - Ty rasistko! Że niby blond włosy to od razu głupi, hę? - Skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
Wtedy uderzył pierwszy piorun.
Przyjemne dreszcze przeszyły ciało Żółtego, którego duch niemal wzlatywał pod wzbierające na niebie chmury - płynęły niby leniwie po granatowym niebie, by zaraz pochłonąć lśniące diamenty, przynosząc ze sobą zimną wichurę i śnieg, burzący dotychczasowy spokój - Lucis oderwał wzrok od ciemnowłosej niewiasty i wzniósł błękitne oczy ku wzburzonemu Niebu, które przemawiało do niego swoim pomrukiem, wołając, wzywając - nienazwana siła unosiła wszystkie komórki jego ciała, przecinała je na wskroś nie czyniąc żadnej krzywdy - upominała się po prostu o swe dziedzictwo zapisane w genach, przebudzone tym, co wszyscy nazywali przekleństwem. Więc może jednak krzywdę czyniła? W końcu jak dotąd Grom przyniósł jedynie grozę i ból. Do oderwania wzroku od chmur zmusił go mocny, lodowaty podmuch wiatru, który uderzył w jego oczy niesionym ze sobą śniegiem. Chłopak nie bardzo oglądając się na gigi ruszył w kierunku swojego maleńkiego przytułku... przynajmniej nie oglądnął się na nią w pierwszych krokach.
- Chodź! - Zawołał i machnął ręką - dobiegł do domku i schował się do niego, zamykając za nimi drzwi, które od razu zasunął na zamek.
 
 
Gigi Axley


21 lat

Niebieska




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-09, 01:59   
   Multikonta: Freya, Jake
[Cytuj]

Serio? SERIO?
No, większość ludzi pewnie poczułaby się rozbawiona “błyskotliwymi” odpowiedziami chłopaka. Gigi natomiast była tylko coraz bardziej poirytowana. Może i jej poczucie humoru było zbyt wymagające, a może po prostu w ogóle go nie miała, w każdym razie - początkowa niechęć do blondyna tylko wzrastała.
- To nie czas na głupie żarty - powiedziała szorstko.
Kompletnie nie była teraz w nastroju na coś takiego. No dobra - nigdy nie była. Ale teraz była przemarznięta, głodna, niewyspana i dodatkowo wkurwiona samym pobytem tutaj, na który sama się skazała, swoim nieogarnięceiem. Albo raczej głupotą. I totalnym debilizmem.
No ale co zrobić, teraz nie było za bardzo odwrotu. To znaczy, jasne, był, w końcu do tego zmierzała, do wydostania się z tego mroźnego Stanu - ale wiedziała, że będzie to o wiele bardziej czasochłonne i wymagające, niż było dostanie się tutaj.
Zastanawiała się, co właściwie zrobić z faktem, że wpadła na tego chłopaka. Jakiekolwiek obrabowanie go nie wchodziło w grę - tak, JAKIMŚ CUDEM, w mniemaniu Gigi, guma do żucia nie była godnym ekwipunkiem, który mogłaby przejąć i wykorzystać w późniejszym czasie. Pozostawało więc wykorzystanie jego bazy noclegowej. Tam na pewno musiał mieć coś wartego uwagi - w końcu nikt nie przeżyłby tutaj bez odpowiedniego przygotowania. No ale był jeden minus - nie było opcji, żeby blondyn był tutaj sam. No a niestety, z racji, że nie była Pomarańczowa, nie mogła się czegokolwiek dowiedzieć inaczej, niż wprost od niego, ewentualnie przekonując się na własnej skórze. Fakt, że nie wiedziała, ilu może ich być łącznie i jakie mają kolorki, zdecydowanie zniechęcał do podjęcia jakiejkolwiek próby konfrontacji. Ech, czyżby jednak czekała ją dalsza wędrówka?
Z drugiej jednak strony… Jaka normalna grupa zapuszczałaby się w te rejony o tej porze roku? Więc może jednak faktycznie był albo sam, albo z bandą równie “sprytnych” i “inteligentnych” ludzi? Cholera, albo wręcz przeciwnie - może byli bandą jakiś wykokszonych Psioników, którym żadne warunki niestraszne, no a blondyn się po prostu dobrze maskował ze swoim prawdziwym obliczem? …Nie, nie ma szans. Tekst o gumie do żucia i kichaniu… Nikt nie potrafiłby się aż tak dobrze ukrywać ze swoim rozumem.
Niestety nie było jej dane podjąć jakiejkolwiek konkretnej decyzji - burza śnieżna, która pojawiła się tak nagle i z taką siłą, uniemożliwiła przemyślenie czegokolwiek. Trzeba było działać szybko.
O dziwo, to właśnie blondwłosy towarzysz zadziałał szybciej i ruszył w stronę pobliskiej chatki, zanim Gigi zdążyła cokolwiek zrobić. Zaskakujące było też to, że zamiast po prostu zamknąć się w jej wnętrzu, zawołał dziewczynę, aby też się schowała. Oczywiście, nie trzeba jej było dwa razy powtarzać - duma dumą, ale jakakolwiek podróż w tych warunkach odpadała - Gigi mogła więc wybrać albo pewną śmierć w zamieci, albo zaryzykować potencjalną śmiercią z rąk Psioników, przed którymi miała przecież szansę się obronić.
- Dzięki - mruknęła, wchodząc do środka. - Zwinę się, jak tylko pogoda trochę się unormuje - dodała pospiesznie.
Kiedy chłopak zamykał drzwi, rozejrzała się dookoła. Hmm, chatka, albo raczej co, co prawdopodobnie było kiedyś kawiarnią, nie wyglądało na zamieszkałe. Nie, żeby rozbijanie obozu wiązało się od razu z nie wiadomo jakim zagospodarowaniem miejsca, ale to, co widziała, zdecydowanie nie wskazywało na to, że ktokolwiek tu obozowała tak “na poważnie”. No i, co najważniejsze - nikogo tu nie było.
- A gdzie reszta? - spytała, wciąż przekonana, że chłopak nie zatrzymał się tutaj sam.
_________________
...
 
 
Lucis Ferre


18

Niosący Światło




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-09, 02:32   
   Multikonta: Sahcio, Shirei
[Cytuj]

Wesoły nawet człowiek był z tego Lampki, ot co, a ta go od razu, że niby debil, że niespełna rozumu, ha..! Tak jak ona żałowała, że nie jest Pomarańczową, tak on chyba dobrze, że Pomarańczką nie był, bo poczułby się doprawdy bardzo urażony..! Zgoda, żartuję. Naprawdę trzeba było się natrudzić, żeby blondyna urazić. Istniały pewne granice, których trzeba było tutaj przestrzegać, jak na przykład zasada pierwsza, żeby niemiecki szanować, a druga, bardzo ważna, proszę uważać, potem będzie kartkóweczka, na pewno wszyscy się cieszą (pewno, że cieszą, kiedy miało się tak spierdolone dzieciństwo problemy z kartkówką z matmy to wręcz marzenie) - druga to szanowanie żarcików, bo humor był tutaj na poziomie, znaczy... poważne sprawy. Bo przecież nikt się nie śmiał, blondynowi też chyba do śmiechu nie było - okej, było mu daleko do strachu, bo w sumie dość ciężko brać na całkiem poważnie dziewczynkę... taką uroczą, o, małą... bladą, zirytowaną, przemęczoną i do tego PSI. Jeszcze raz: że jak, że trudno ją brać na poważnie..? W końcu nerwy trochę trzymały, sprawiały, że język się plątał, dodatkowo ten alkohol, który wypił, khem, rozumiecie, wymówki..! To zjechanie na jej cycki to też wynik tego stresu, który został na niego nałożony. No co, ona go obczajała ze wszystkich stron, a on niby nie mógł? Kuźwa, kiedy on ostatni raz widział kobietę?! Szczerze wątpił, czy z jego orientacją seksualną jest wszystko okej, mógł to sprawdzić, hehehe... Ale to sprawdzenie wcale nie sięgało do punktu, w którym miałby ją łapać za tyłek, a potem mówić: "uuups..! Auto translator wiesz jak jest...", na całe wszech szczęście, bo mimo wszystko brunetka chętnie rozwaliłaby mu tą głowę, którą uważał za całkiem urodziwą przy ryjach typów z Thurmond, zwłaszcza dorosłych - bez urazy, ale PI chyba mieli coś w genach, że byli nie dość, że kurwa lepsi, to jeszcze ładniejsi. No dzieci-cuda! Bóg jak stworzył człowieka od razu wiedział, że to zjebane, to pomyślał se: A! Jebne se niż demograficzny, niech przetrwają tylko najfajniejsze dzieciaki i jeszcze jebnę im trochę własnych mocy, niech zabiją trochę starszych, porządek sam się zrobi! No i zrobił, staremu dziadowi się udało, owacje na stojąco.
- Wcale nie żartuję, moja głowa jest naprawdę ładna. - No co ona... nie widzi?! Był najlepszą dupą na dzielni, ha! Okej, może wysoko ostawiony kołnierz i plątające się kosmyki włosów plus ciemność, którą można przyrównywać tylko do murzyńskiego miejsca, do którego światło nie sięga, utrudniały jej to rozpoznanie, ale nadal powinna wiedzieć. I widzieć. No chyba że krytykowała co innego, nazywając to żarcikiem, ale przecie już mówiłem: toć był śmiertelnie poważny! To też widać! No może trochę nie widać. Zresztą na dalszą pogawędkę chwilowo i tak zabrakło im czasu, bo przepędziła ich burza, na szczęście Lampa tak łatwo takich urazów nie zapominał, oj nie..! Krytyka jego poważnych słów, tsss... zero szacunku do płci brzydszej, doprawdy. - HA! - Lucis obrócił się do niej i wystrzelił w jej stronę palucha, podpierając się drugą ręką o biodro. - Zwykł podziękowania tu nie wystarczą! - Brzmiało co najmniej jak zapowiedź: zapłacisz własnym ciałem. Ale to był Lampa. Jak zostało wcześniej przyuważone: to chyba niemożliwe, żeby ktoś inteligentny maskował się aż tak dobrze za maską idioty... prawda? - Obraziłaś moje żarciki nazywając je głupimi! A ja nawet nie zacząłem żartować, co za przegryw. - Opuścił palucha i odgarnął z twarzy włosy, zaczesując je jednym ruchem do tyłu, które zresztą sporo urosły - w obozach golono ich wszystkich, by nie było wesz, dopiero potem ściągnął kurtkę i powiesił ją na wieszaku stojącym przy jednym ze stolików. - Mierzy do mnie najpierw z broni, a potem że to ja niby żartuję... - Mruczał dalej niby sam do siebie pod nosem, ale wcale nie było to ani ciche, ani dyskretne. - Takie zabawki są niebezpieczne, ty sadystko! - Znów wycelował w nią palucha ostrzegawczo, a raczej machnął nim tylko w powietrzu. Jak na swoje słowa i marudzenie nie wydawał się nawet minimalnie spięty. Skierował się za barek, za którym wcześniej siedział, ściągając buty w miejscu, gdzie stała wycieraczka, nim wszedł do wnętrza, pochylając się, by podnieść swoje piwo i postawić je na blacie, nurkując do szafek, by wyjąć kolejną butelkę i posunąć ją w kierunku dziewczyny nawet nie pytając w sumie, czy ma ochotę. - To w ramach rekompensaty za narażanie mojego czułego serca na zawał. - No... wystarczyło mu nasłuchać się różnych opowieści od dzieciaków zgarnianych "z terenu", by nie zechcieć teraz napić się z kimś piwa, wreszcie nie samemu! Kiedy on w ogóle zamienił z kimś jakiekolwiek słowo..? - A nie ma. - Pociągnął łyk piwa z butelki i oparł się łokciami o blat, spoglądając na dziewczynę. - Jestem tutaj sam. - Głupota, jasne... w końcu Gigi mogła być każdym. Wykorzystywanie PSI do łapania innych PSI nie było żadną nowością. - Więc zanim mnie wybebeszysz, rozwalisz mi łeb i okradniesz napij się chociaż ze mną piwa, takie... - pokiwał głową na boki - przedśmiertne życzenie.
 
 
Gigi Axley


21 lat

Niebieska




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-02-09, 18:15   
   Multikonta: Freya, Jake
[Cytuj]

Słysząc zapewnienie, że zwykłe podziękowania tu nie wystarczą, Gigi momentalnie się spięła. To wszystko coraz mniej się jej podobało, sposób bycia chłopaka coraz mniej jej się podobał, zwłaszcza jego gadka. Kompletnie nie wiedziała, czego właściwie może się po nim spodziewać i z każdą chwilą było jej to coraz mniej na rękę - czuła się niemal zaniepokojona.
No, całe szczęście, że gapienie się na cycki umknęło jej uwadze - wówczas czaszka chłopaka już dawno byłaby uszkodzona. Strasznie nie podobało jej się takie podejście do kobiet i postrzeganie ich jedynie przez pryzmat ciała. Nie, żeby była jakąś radykalną feministką, która tylko narzeka, jacy to faceci są źli i uważa wagę za zniewalający symbol patriarchatu, ale na jakiekolwiek przedmiotowe traktowanie nie zamierzała sobie pozwalać. No a poza tym… Nie ma co ukrywać, że Gigi, nie dość, że była dość płaska, to jeszcze w tak grubej, puchowej kurtce dostrzeżenie chociażby zarysu jej cycków było niemal awykonalne, Lucis więc nie bardzo miał na co się pogapić.
- No już bez przesady, nie maż się tak, panie wielce urażony - powiedziała przesadnie podniosłym tonem i zaczęła rozbierać. To znaczy - przez rozbierać, mam na myśli ściąganie plecaka, kurtki i rękawiczek. Nic poza tym! Czapki i szalika i tak nie miała.
Pozbywszy się wierzchniego odzienia, stwierdziła jednak, że powinna chyba skorzystać z okazji, że jest w suchym, ciepłym pomieszczeniu i wysuszyć też buty, jednak zanim zdążyła o to zapytać, lekko zamurowała ją odpowiedź chłopaka.
- Serio jesteś sam? Jakim cudem niby wciąż żyjesz? - zapytała. No, nie żeby powątpiewała w umiejętności Lampki, nie - ona wcale w nie nie wierzyła, chociaż znała go zaledwie kilka minut. Hmm, może więc jednak jeszcze ją zaskoczy?
Chociaż, z drugiej strony, skoro ona trafiła tu przypadkiem, to może on też w jakiś sposób zbłądził? Albo raczej, zważywszy na jego poczucie humoru, doszedł do wniosku, że będzie zabawnie pomieszkać na północy… Ech, na razie dziewczyna nie zamierzała w to wnikać.
Widząc skierowaną w jej stronę butelkę, tylko prychnęła pogardliwie.
- Zwariowałeś? - zapytała retorycznie. - Nie ma takiej opcji - dodała, kręcąc głową.
Nie, żeby była jakąś totalnie antyalkoholową abstynentką, zdarzało jej się coś wypić, jednak nie pochwalała takiego totalnego braku rozsądku i chlania w takich warunkach. Wystarczyło, że Lampka był już pijany, przynajmniej jedno z nich musiało zachować trzeźwe zmysły, na wypadek… Eee, no właśnie, czego? Byli na totalnym pustkowiu, z dala od ludzi, a na zewnątrz szalała burza śnieżna. Nie było opcji, żeby ktokolwiek ich zaatakował, na pewno nie w takich warunkach... Ugh, nie. Nie ma mowy. Nic jej nie przekona.
Ignorując więc po części chłopaka, usiadła na jakiś krześle przy stole i zaczęła grzebać w plecaku.
Hmm, nie było dobrze. Zostały jej już tylko trzy konserwy, jedna zajebiście sucha bułka i dwie zupki chińskie, które jadała na sucho, nie miała w końcu innej możliwości.
Ech, no nic. Wyjęła tą bułkę, próbując ugryźć kawałek, co wcale nie było takie łatwe. Nie miała jednak za bardzo wyboru, o ile kradzież wchodziła w grę, to prosić o jedzenie nie zamierzała. No a poza tym - skąd miała mieć pewność, że to, co dostanie, nie byłoby, nie wiem, chociażby zatrute? Albo zwyczajnie niezdatne do jedzenia? Blondyn wyglądał w końcu na takiego, co dla żartu nakarmiłby ją kocią karmą.
Trudno, dzisiaj się jeszcze przemęczy, a jutro z samego rana podwędzi mu jakieś zapasy, jak już będzie się zwijać.
_________________
...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,131 sekundy. Zapytań do SQL: 9