Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Bufet
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-23, 01:40   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Dziewczyna nie wyglądała jak zdrowa na umyśle. Poły jej sukienki były umazane krwią, tworząc przy każdym jej chwiejnym kroku smugę ciemnoczerwonej cieczy na białej posadzce. Na policzkach miała rozmazaną krew, a chód przypominał raczej pijanego goryla niż dostojną damę. Musiała wszystkich ostrzec. Dokładała wszelkich starań, aby nie stracić nad sobą panowania, bo jej dusza już dawno się rozpadła, o ile w ogóle takową miała. Pociągała nosem. Płakała. Jeszcze chwilę temu szlochała jak ostatni słabeusz, a teraz miała misję.
Zawartość żołądka podniosła jej się do gardła, a w głowie zawirowało, przez co musiała się na moment zatrzymać, podpierając się jednego z drzew. Po chwili ruszyła jednak dalej, biegnąc i co kilka kroków teleportując się. Wykręcając kostki w obcasach tak mocno, że aż popiskiwała z bólu, ale zaciskała zęby.
A za nią powiewała jedynie zakrwawiona sukienka, jak peleryna przy superbohaterze.
Dopiero kiedy znalazła się na tarasie, przystanęła na moment, łapiąc głęboki oddech. Minęła Alice i Lynn, które gaworzyły przy barierce, ale nie zatrzymała się nawet na moment. Przelotem widziała Joyca, z którym skrzyżowała rozbiegane spojrzenie tylko na moment. Jedną, zaledwie jedną sekundę. W jej radosnych jak dotąd oczach nie było niczego, kompletnie niczego. Odwróciła głowę i weszła do środka.

Mijała stoliki w szalonym pędzie, przeklinając wszystko i wszystkich, że nawet nie mogła poskładać myśli w całość. Nie mogła użyć teleportacji, nie wiedziała jak się nazywa... Sukienka brudziła białą posadzkę idealnie wytaczając jej trasę, a większość spojrzeń padła właśnie na nią. Nie przejęła się. Musiała znaleźć Leliel. I udało się. Od razu odszukała ją wzrokiem i zaraz znalazła się za nią, kładąc dłoń na jej ramieniu. Nie obchodziło ją co Leliel zobaczy. Chciała jej pokazać jak ktoś odcina głowę jej... Liamowi.
W lesie. Nie patrzyła na Jeffa. Oddychała płytko i szybko, a jej źrenice były zwężone, chociaż w pomieszczeniu było ciemno. Wlepiała wzrok w plecy Leliel, która właśnie widziała wszystko, co chciała jej pokazać, a potem zamarła.
 
 
Jefferson Moonmaker


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-23, 01:57   
   Multikonta: James


Właśnie kończyli chyba najważniejszy interes w życiu Jeffa kiedy na salę wparowała Kelly cała we krwi. Nie zdążył nic powiedzieć bo Kelly już zdążyła położyć rękę na ramieniu Leliel.
-Matko boska Kelly co się stało.- patrzył na nią po chwili uświadamiając sobie, że mogła się teleportować. Podszedł szybko do Kelly ściągnął swoją marynarkę i zarzucił na jej ramiona.
-Wyprowadzę ją na zewnątrz i postaram się uspokoić- powiedział do Leliel kładąc rękę na ramieniu Kelly i pociągając ją lekko w stronę ogrodów. Coś było nie tak, i to bardzo nie tak, czyżby jakiś chory znak do tego, że ktoś próbował zaatakować Pandemonium? Nie ważne wszystko teraz było nie ważne dla Jeffa. Obiecał, że będą się sobą nawzajem opiekować i teraz postanowił dotrzymać danego słowa.
_________________
PRZED WYRUSZENIEM W DROGĘ NALEŻY ZEBRAĆ DRUŻYNĘ
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-23, 02:05   
   Multikonta: Levi


Wszedł powoli i niepewnie na salę, jakby obawiając się że ktoś może na niego naskoczyć w każdej chwili. Jednak, gdy po wejściu okazało się, że nikt nie czyha na jego życie, odetchnął z ulgą i wyprostował się. Próbując nie dać po sobie poznać niczego, co się wydarzyło na tarasie, podążał za śladami krwi na podłodze. Teraz był jeszcze bardziej zaciekawiony całą tą szopką.
Stanął na moment, gdy dostrzegł że Rudowłosa stała obok Leliel, zacisnął jednak zęby. Jego umysł wciąż był oczyszczony dzięki pomocy Szejna.
Stanął obok Leliel i spojrzał na nią z widocznym zainteresowaniem i czekając na jakieś wyjaśnienie.
Zlustrował jeszcze raz Kelly, która już stała w objęciach innego typka. Nie czuł zazdrości ani nic z tych rzeczy. Było mu w zasadzie obojętne z kim się prowadza, to był przecież tylko jeden numerek. Z racji tego, że myślał racjonalnie, odpychał od siebie jakiekolwiek myśli nie związane z tym, co się dzieje właśnie tu i teraz, aby nie dać Lel niepotrzebnego pretekstu to ataku skierowanego w jego osobę. Ona miała teraz większe zmartwienia.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-23, 12:33   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Leliel

Leliel zacisnęła usta. Była mocno spięta, co było widać na pierwszy rzut oka. Nie ukrywała tego nawet. Kelly pokazała jej coś, czego najbardziej się bała. Odetchnęła głośno i odstawiła kieliszek na bufetowy stół. Przelotem dotknęła ręki Jeffa. Mógł poczuć jak coś w jego umyśle się zmienia, jakby podświadomośc kazała mu robić to, co mówi Leliel.
- Zaczniemy drugą część balu. Jeff, przedstawisz swój pomysł i poprosisz Psioników o uwagę i pomoc w projekcie. Zaproś ich do środka. Ja znajdę Shane'a. - rzuciła rzeczowym tonem, jakby od tego miało zależeć ich życie. Teraz musiała tylko odnaleźć bruneta i oboje wspólnymi siłami musieli skłonić wszystkich do wejścia do budynku. Pozostawanie po za nim mogło okazać się niebezpieczne.
- Joyce, zawołaj Annę, niech się nią zajmie. - dopiero teraz zawiesiła oko na brunecie, po czym pospiesznie ruszyła między stolikami.

/Leliel zt./ Jeff zt. Pokieruję cię co masz robić na gadu.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-23, 12:58   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Stała jak zaczarowana, z szeroko otwartymi oczami, które przypominały spojrzenie zwierzyny, która właśnie zobaczyła lufę myśliwego. (bez podtekstów xD)
- Tam... - wysapała jedynie, nie potrafiąc pozbierać myśli. To wszystko działo się tak szybko, że nim zdążyła dodać cokolwiek Jeff już stał przy niej, a Leliel wydawała rozkazy. Miała wrażenie, że zaraz rozsypie się na kawałki. Ból psychiczny był gorszy niż ten fizyczny. stała tak, nie odzywając się już, zapatrzona w swoje własne dłonie umorusane krwią. Swoją, jego... To wszystko przestało mieć znaczenie. Zakrwawiona sukienka, to przyjęcie, Leliel, Jeff, Jocyce. Wszystko. Poczuła się pusta w środku, jakby każde uczucie i każda myśl przepadała i miała już nigdy nie wrócić.
Zabij ich. - przerażona obejrzała się za ramię. To znowu on. Zacisnęła palce na połach marynarki Jeffa, brudząc ją przy tym. Stała tak obejmując się ramionami, chwiejąc się na prawo i lewo. I kiedy w końcu się ruszyła, chwyciłą jedynie za kieliszek z tacki Lilian, która wydawała się nawet nie przejmować całym zamieszaniem. Ludzie w Pandemonium chyba przywykli do takich widoków.
Nie patrząc na nikogo ani na nic, ruszyła w stronę swojego stolika, gdzie usiadła, wlepiając puste spojrzenie w talerz i czekając na to co nieuniknione.

/ Kelly zt.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-23, 13:32   
   Multikonta: Levi


Stał i trzymając ręce w kieszeni przyglądał się całemu zajściu. I oczywiście jak zwykle, nikt nie chciał mu nic powiedzieć. Czasami chciał być pomarańczowym. Nie musiałby wtedy o nic nikogo pytać, a i tak wiedziałby wszystko. Wtedy pewnie byłby jeszcze bardziej pojebany. Nie potrafił radzić sobie z własnymi myślami, a co dopiero z głosami w głowie innych ludzi.
Jednak nawet jego inteligencja potrafiła ogarnąć, że coś jest nie tak. Przyglądał się roztrzęsionej Rudowłosej, kawałek po kawałku lustrując jej zakrwawioną sukienkę.
Z zamyślenia wyrwał go głos Leliel, którego postanowił nie ignorować.
Odszukał Annę i tym samym powolnym krokiem, nie spieszyło mu się przecież, podszedł do niej.

/zt
 
 
Shane Redfield



21 lat

Pomarańcz




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-28, 00:08   
   Multikonta: Kelly, Cookie, MG


Czy Shane cokolwiek wiedział o całym zajściu na zewnątrz? Oczywiście, że tak. Charlie nie mógł się powstrzymać i pierwszą osobą, do której przybiegł był brunet. Musiał wszystko mu wyśpiewać. Znalazł sobie chyba wolnego słuchacza i teraz stał przy Redfield'zie i trajkotał jak panienka na plotach u przyjaciółki gestykulując żywo. Shane stał podpierajac ścianę i z uniesioną brwią, przytakiwał raz na jakiś czas, jakby dając mu znać, że słucha. W rzeczywistości skupiał się na czymś zupełnie innym, popijajac sobie swoją szkocką.
Po skończonej opowieści o roztrzaskaniej ręce Foley'a Charlie skinął jeszcze głową i pobiegł do Anny, która rzuciła mu jedynie porozumiewawcze spojrzenie. Potrzebowała omówić z nim kilka spraw odnośnie "nowej ręki" dla Joyca.
Shane został na swoim miejscu, kontemplując chyba nad sensem swojego istnienia, bo wlepiał puste spojrzenie w scenę, na której pojawił się jakiś gościu. Widział go już wcześniej z Kelly, ale nie mógł sobie przypomnieć jego imienia.

/sorcia, że którko, ale nie mam o czym lać wody. :troll:
 
 
Jefferson Moonmaker


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-28, 01:19   
   Multikonta: James


MG

Magia sceny działa w ten sposób, że stojąc na niej wykręca ci żołądek w nieprzyjemny sposób. Nawet, jeżeli nie widzisz ludzi to i tak podświadomość robi swoje. Włożył prawą rękę do kieszeni by przybrać postawę bardziej wyluzowanego. Wypuścił cicho powietrze z płuc odczekując aż wszyscy zwrócą na niego uwagę i dopiero wtedy zaczął mówić.
-Czym jest sieć?- zadał pytanie retoryczne i mimo że nie mógł dojrzeć sylwetek przez te cholerną lampę która grzała niemiłosiernie to i tak na pewno na kogoś spojrzenie jego błękitnych oczu spadło.
-Nieskończona studnia informacji, informacji które można zdobyć w prosty bądź trudny sposób. Nieskończony wszechświat gigabajtów danych. Żyjąc tu jednocześnie każdy z was żyje w bazach danych z których da się wyciągnąć każdą informację.- Kiedy znów się zatrzymał w przemowie akurat koło sceny przechodziła dziewczyna która roznosiła drinki. Schylił się i sięgnął w ostatniej chwili po czym znów wyprostował się
-Twoje i wasze zdrowie.- podniósł kieliszek lekko do góry po czym upił nieco z niego.
-Ale wracając do tematu. Bazy danych mają informacje nie tylko na każdego z was. Mają informacje na temat planów, aktualnych badań, działania militarne, wszystko, co rząd czy inna organizacja chciałaby ukryć przed naszymi oczami. I tu pojawiam się ja wraz z moim mentorem. Zbieramy od kilku lat informacje i przekazujemy je dalej, za opłatą. Jesteśmy handlarzami cienia, którzy już kilkoro takim jak wy ułatwili zniknięcie, zmienienie tożsamości, wymazanie z akt poszukiwanych i ściganych. Między innymi z takich akt ja zniknąłem kiedy to zaczeli robić łapanki, na nas, na ludzi z niezwykłymi umiejętnościami, rzekłbym talentami które otrzymaliśmy z woli niebios…- uśmiechnął się zadziornie znów patrząc rzucając spojrzenie na zainteresowanych.
-lub innego boga czy jakkolwiek byście tego nie nazwali, przekleństwo? Dar? To da się wykorzystać, ja wykorzystałem i zamierzam pójść o krok dalej.- Pociągnął nieco głębszy łyk.
-Zwą mnie Jefferson Moonmaker, jestem zielonym a specjalizuje się w hakerstwie. Zniknąłem dzięki pomocy Nanobyte, mojego mentora z świata wirtualnego i wraz znim zamierzam stworzyć grupę działającą pod skrzydłami Pandemonium, ale o tym opowie mój, przyjaciel i mentor- rozłożył ręce chcąc zwrócić uwagę na wejście do Sali.

MG-Nanobyte


Jeff wysłał do niego smsa. Kości zostały rzucone, czas organizacji został zakończony teraz należało jedynie działać. „Nigdy w tył zawsze do przodu”. W momencie, kiedy Jeff skończył postać w długim płaszczu właśnie przechodziła przez próg sali głównej. Cóż za zgranie w czasie niemalże idealne. Nie zatrzymywał się szedł dalej w kierunku sceny a przez to, że przez chwilę nastała cisza było słychać kroki ciężkich butów wojskowych. Postać weszła po stopniach i stanęła na scenie najpierw witając się z Jeffem jak z przyjacielem. Następnie odwrócił się do ludzi, którzy patrzyli na scenę i dopiero teraz można było zauważyć, iż postać ma na sobie maskę, która przypominała wyglądem ni to czaszkę ni to twarz kostuchy z horrorów klasy b. Postać przyłożyła palec do miejsca gdzie miała znajdować się żuchwa. Kiedy opuścił rękę zaczął mówić a jego głos był nieco zniekształcony jednak w miły dla ucha sposób z bardzo ciepłą barwą tonu głosu.
-Witajcie, jak już pewnie wiecie jestem Nanobyte. Wiecie także o naszych planach, chcemy zachęcić wszystkich z was, którzy jesteście chętni dokopać ludziom, którzy myślą, że jesteśmy podrasą, ludziom, którzy wykorzystują nas do walki, szkoląc do kolejnej wojny. Nasza grupa ma za cel pomagać innym psionikom w znikaniu, ma na celu wykrywanie niechcianych poczynań i działanie w taki sposób, by zapobiegać wydarzeniom, które miały miejsce z przed lat. Nasza grupa ma gromadzić i sprzedawać informacje, pomagać, gdy któreś z nas potrzebuje takiej pomocy. „Znam każdy twój sekret, podczas gdy ty błądzisz w ciemnościach.”- głos był miarowy, ale przyjemny do dla ucha i nieco hipnotyzujący.
-To motto ma brzmieć w uszach naszych wrogów jak najgorsze przekleństwo! Te słowa staną się podstawą do obalania rządów! Te słowa będą miały znaczenie tylko, jeżeli każda chętna osoba spróbuje z nami współpracować, bo to tylko dzięki osobą, które pomogą nam w osiągnięciu celu uda się stanąć na szczycie zwanym zwycięstwo. Każdy u nas znajdzie zajęcie. Zieloni, Pomarańczowi, Niebiescy czy Czerwoni każdy z was jest potrzebny przy projekcie, dlatego jeżeli jesteście chodź trochę zainteresowani zapraszam do rozmowy czy to z Phantomem czy to ze mną gdyż zostanę tu jeszcze przez jakiś czas.- kiedy skończył mówić znów przyłożył palec do tego samego miejsca co wcześniej po czym jak by spojrzał w kierunku Jeffa i razem zeszli ze sceny zatrzymując się kawałek od niej by porozmawiać miedzy sobą.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-28, 14:39   
   Multikonta: Sierra


Zbiegła ze schodów jak błyskawica i o ile nóg udało jej się nie złamać, o tyle niestety jeden pantofelek ześlizgnął się jej z nogi jak cholernemu kopciuszkowi. Przejęła się tym mniej więcej wcale, szybko przywróciła go na należne mu miejsce i nie tracąc więcej czasu już z progu zaczęła wypatrywać w tłumie znajome sylwetki. Stuart mógł poczekać, jej dziewczyny były na pierwszym miejscu. Bambi jak siedziała, tak siedziała, tym razem jednak zaaferowana bardziej jakimś rudym chłopakiem, niż jedzeniem. Chyba go kojarzyła - na początku balu towarzyszył Lou. Może i wydawał się nieco podejrzany - kto w tej zgrai szaleńców się taki nie wydawał? uznała jednak, że nie może co chwila popadać w paranoje i że w razie czego jej wyszczekany ratlerek sobie poradzi. Dosłownie sekundy później jej wzrok przykuła Alice, tym razem grzecznie gnijąca przy stoliku, dalej w towarzystwie tej brunetki. Mogło to Abs denerwować, jednak o ile pomarańczka była bezpieczna, o tyle ich relacje nie powinny jej interesować. Prawda?
Dobra, skończyła z mamusiowaniem, przynajmniej na parę godzin. Zaczęła sunąć w stronę bufetu, widocznie w jej przypadku głód rósł w prost proporcjonalnie do ilości rozgrywających się wydarzeń. No, i chętnie też by się napiła. Te elementarne potrzeby nie przysłoniły jednak jej prawdziwej misji: wciąż rozglądała się dyskretnie i nieco mniej dyskretnie za Simonową buźką. Jeśli dobrze pamiętała, ostatnio widziała go właśnie tu, przy szwedzkim stole, może wciąż tu tkwił?
O jak miło, jej przypuszczenia okazały się prawdą. Miała nadzieje, że nie tylko te i nie zmuszała się do pogawędki z nim na darmo.
Zanim jednak ruszyła na rzeź, zaopatrzyła się w kilka słodkich przekąsek - jak ona je uwielbiała! - i zalała sobie do syta kielich czymś, co uznała za alkohol, bo śmierdział niemożebnie. Z takim ekwipunkiem podreptała w jego stronę, starając się wyglądać jak najbardziej niepozornie i niewinnie.
- Szampańska zabawa, co nie? - Nie chciała walić prosto z mostu i go oskarżać, wolała uśpić jego czujność. Najlepiej by było, gdyby się spił, wtedy z pewnością rozwiązałby mu się język i informacje same by do niej wpadły. To w sumie była jakaś myśl. Przystawiła kieliszka do ust, udając, że wypija potężny łyk, naprawdę połykając zaledwie kropelki. Zamierzała robić tak często i gęsto, a nuż się złapie i dołączy do jej (niezbyt) pijańskiego koła.
Oparła się o ścianę obok, coby uprzyjemnić sobie stanie na szpilach. Gdy tylko usłyszała z głośników kolejny hicior, jej nóżka samoistnie zaczęła podrygiwać. Ale dzielnie się wstrzymała przed wejściem na parkiet i zrobieniu tam gorączki sobotniej nocy, w dużej mierze przez to, że jakiś koleś wlazł na scenę z zamiarem zrobienia... czegoś, najpewniej wygłoszenia kolejnej uroczej mówki.
- To ma być ta druga część balu? - zapytała, lekko zniesmaczona. I rzeczywiście, chwilę później koleś zaczął przemawiać, przemawiać, przemawiać... Zajęło mu to zdecydowanie zbyt dużo czasu; a ona myślała, że to Leliel miała gadane. Gdy skończył, zdążyła opróżnić półtora kieliszka, cholera, trochę się zagalopowała. Słuchała wprawdzie, ale lśniące szkło w jej dłoni wydawało się taakie fascynujące... Zrozumiała o co mniej więcej chodzi i przejęła się tym znacznie mniej, niż przedstawieniem szefowej tego przybytku dla ułomnych. Musiałaby nad tym myśleć, a miała już i tak wystarczająco do tego powodów, po co więc dokładać sobie kolejnych? Poroztrząsa te wszystkie ważne, moralne i nie aspekty tych zagadnień, co do tego nie było wątpliwości - ale jutro. Zerknęła ukradkiem na Shawna, próbując wyłapać jego nastawienie do hakerskich zagrywek. Po czym uśmiechnęła się i powiedziała:
- E tam, liczyłam na coś ciekawszego. Jakieś kontaktowanie się ze złymi duchami czy krwawe orgie... - z jej tonu, jak i wyrazu twarzy nie wynikało absolutnie nic, czy mówiła na serio, czy nie, wiedziała tylko ona. Upiła nie-wielki łyczek, ignorując coraz głośniejsze szumienie w głowie.
- Tak przy okazji, zabawiłam się w niańkę i przypilnowałam swoje lepsze dwie trzecie. Szkoda tylko, że nie dowiedziałam się z czym miałam walczyć.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2016-12-31, 05:13   
   Multikonta: Joyce, Joy


Mistrz Gry – Sarah lub Lilian


Obsługa uwijała się jak mrówki. Bliźniaczki latały po Sali z tacami w dłoniach, które opróżniane były w zaledwie chwilę, a to zmuszało kelnerki do ponownego ich uzupełnienia. Dzisiejszego wieczoru alkohol był czymś, czego nie mogło zabraknąć. Lał się hektolitrami. Wyglądało to trochę jakby goście byli podświadomie zmuszani do upicia się. Nie oszukujmy się, ale w dzisiejszych czasach, dzieciaki nie miały wielu okazji do imprezowania.
Zdawało się jednak, że niektórzy nie zwracali uwagi na nawał pracy i „specjalnie” dokładali coś od siebie. Tłuczące się szkło, kłótnie albo inne dramy. Nad wszystkim musiały czuwać bliźniaczki. W milczeniu, bez słowa skargi wykonywały swoje obowiązki. Takie już były.
Tak jak i teraz, jedna z nich przydreptała do stojącego przy bufecie Shanea.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - zwróciła się do niego najgrzeczniej jak potrafiła. Kiwnięciem głowy wyraziła skruchę z konieczności przerwania tej jakże fascynującej rozmowy.
- Panienka Leliel prosi o Pana pomoc. - ton jej głosu był bardzo spokojny. Przekazawszy, co miała przekazać, wyruszyła z napojami z powrotem na salę.
Shane z pewnością wiedział, że powinien wypełnić tę „prośbę”. Powzdychał coś pod nosem, przeprosił swoją towarzyszkę i niechętnie, ale wyszedł z głównego pomieszczenia, wymieniając jeszcze szklankę na pełną.

/NPC, Shane zt
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-31, 14:03   
   Multikonta: Sierra


No i cały misterny plan poszedł się chędożyć. Znikąd pojawiła się mała kelnereczka, tym razem bardziej w roli gołębia pocztowego, przekazała, co przekazać miała i Shane tak po prostu pobiegł do swojej rudowłosej pańci. Oczywiście nie raczył odpowiedzieć właściwie na cokolwiek, co powiodło Abs ku konkluzji, że może dzisiaj był dzień nie odzywania się do blond dzikusek. To by tłumaczyło nawet zajście w ogrodach! Nie spodobało jej się to. Tak się stara, żeby względnie powrócić do czasów swojej świetności, a ci wszyscy pandziarze jej to utrudniali. Dobra. Tak się chcą bawić, to podejmie wyzwanie. Jeszcze zatęsknią za jej uroczym głosem.
Spiorunowała wzrokiem oddalającą się parę, bo co innego mogła zrobić, po czym łapczywie dopiła drinka. Straciła rachubę, który to, mimo że tak naprawdę dużo ich nie wypiła. Na pewno nie więcej niż pięć, tak. Pamiętała, że przyszła tu w konkretnym celu... który, cóż, właśnie spierdolił. I stała tak sobie przy ścianie, z pustym kieliszkiem w dłoni, nie wiedząc co zrobić. Nie cierpiała tego, nie było nic gorszego, niż poczucie bezsilności i bezcelowości. Po prostu musiała mieć przed sobą jasno określony punkt, w stronę którego mogłaby iść, inaczej się gubiła. A skutki jej błądzenia bywały opłakane.
Jakaś żaróweczka zapaliła jej się w główce, słabo bo słabo, ale jednak. Spojrzała ukradkiem w stronę pewnego stolika, po chwili odwracając wzrok, bezsensownie zraniona. Bambi z rudym kolegą postanowiła dołączyć do Alice i jej towarzyszki i teraz siedzieli sobie tam, w czteroosobowym kółeczku adoracji i chyba nawet dobrze się bawili. Chętnie by do nich podbiła, ale wiedziała, że w tym swoim lekko podchmielonym nastroju może być nieprzyjemna bardziej, niż zazwyczaj. A zepsucie im miłej chwili nie było jej marzeniem, i tak przez ostatnie dni wystarczająco krwi napsuła. Chciała pogadać z Alice... ale widocznie wymagała zbyt wiele.
Nie mogąc znieść tej lichoty, przylewitowała sobie pełen porządnie śmierdzący kieliszek, a gdy opróżniła go do dna, zrobiła to samo z następnym. Nie czuła się pijana, a trochę by chciała. Tak to właśnie bywało, gdy stała w miejscu, zamiast obrać kurs na jakiś kierunek. A dziś miała sposobność, żeby rozochocić swojego demona i stać się alkoholiczką. Cóż... Nie patrząc na nic konkretnego zamieniła się w słup soli i po prostu pochłaniała kolejne drinki.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-31, 22:55   
   Multikonta: Levi


Jak zbłąkana duszyczka wędrował slalomem między stolikami. Zupełnie nie pasował do otoczenia. Siwa bluza dresowa wyróżniała się na tle garniturów i sukienek, w które przyodziani byli inni uczestnicy imprezy. Prowizoryczny temblak, wykonany z białej, trójkątnej chusty, zawieszony był na jego szyi. Spięta agrafkami w odpowiednich miejscach, maskowała nieobecność dłoni. Chłopak dał jej wolną rękę, więc pożegnali się na zawsze. Z tego powodu biedaczyna był bardzo zrozpaczony i postanowił utopić smutki rozstania w alkoholu. Jednak biednemu zawsze wiatr w oczy. Nawet egoistyczna siostra nie chciała pomóc. Upiła się i poszła, a to chodzące nieszczęście nie mogło nawet butelki samo otworzyć. Krążył więc po Sali, z wódką w ręku, szukając jakiejś dobrej duszyczki, która podałaby mu pomocną dłoń.
Tak znalazł dziewczynę stojącą samotnie w bufecie. Czy ją znał? Pewnie nie, chociaż może? Kto by się tym przejmował. Chodziło tu tylko o alkohol, a nie zawieranie przyjaźni czy inne pierdoły.
- Otworzysz? - wyciągnął wyprostowaną w łokciu rękę, a w dłoni trzymał butelkę. Spytał nawet w miarę grzecznie, a przynajmniej jak na niego.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-02, 12:10   
   Multikonta: Sierra


Patrzyła w bliżej nieokreślony punkt, kątem oka chłonąc kolorowe światła i nieskordynowane ruchy zabawowiczów. Upijała mechanicznie łyczek drinka i właściwie nie bardzo myślała o czymkolwiek, takie tam chwilowe zamrożenie mózgu. Tak bardzo zajęta była swoją wymagającą niesłychanych umiejętności robotą, że dopiero po chwili uświadomiła sobie, że ktoś do niej podszedł. Tak, z pewnością do niej, a nie do bufetu, bo raczej bez sensu miałby pytać ciasteczka i drinki, czy mu otworzą... co właściwie? Wyciągał ku niej swoją łapkę z zakręconą butelką, najwyraźniej to było przyczyną całej sytuacji. Miała mu powiedzieć, żeby spadał, ale pomiędzy pomyśleniem o tym, a otworzeniem ust i uzewnętrznieniem tego pomysłu przeniosła wzrok na jego twarz. Znała go, chociaż tylko z widzenia. Na ich pierwszym małym randez vous był nieco bardziej powykrzywiany, skory do jęków i taki trochę nieżwawy. I z pewnością lepiej ubrany.
- Przydupas. - Ups, chyba powiedziała to na głos. Może nie skojarzy, że to było do niego. A nawet jeśli... w sumie nie bardzo ją to obchodziło.
Miło z jego strony, że nie wykitował po jej bohaterskiej akcji. Ciekawe, co z rąsią. Powoli spojrzała na temblak i zmarszczyła lekko brwi. Coś się jej nie zgadzało, była przecież na miejscu i widziała, jak to wyglądało, z rąsi powinna zostać mu sałatka, a nie złamanie. Po co tak oszukiwać? Powinien cieszyć się, że stracił tylko kończynę, a nie coś tak małostkowego, jak na przykład życie.
- Eh, niezręczna sytuacja. - Chyba przejęła od niego nawyk proszenia się o śmierć. Nie, żeby chciała go urazić, nie mocniej niż normalnie. Po prostu... chyba jednak wypite promile dawały o sobie znać.
- No, może nie aż tak jak w ogrodzie. Już myślałam, że wy tak, rozumiesz, po prostu lubicie na ostro, ale chyba nikt nie lubi miażdżenia tego i owego. A może i lubisz i jesteś cholernym masochistą. Jesteś? - Uniosła pytająco jedną brew, po chwili wzruszając ramionami i kontynuując: - Pytam bo nie wiem, może nie powinnam przerywać tych igraszek. Tak, tak, to ja byłam twoim rycerzem na białym koniu, tak jakoś wyszło. - Nie, wcale nie powiedziała tego, żeby usłyszeć w odpowiedzi jakieś małe "dzięki" czy coś. Przypomniała sobie nagle o butelce i przelewitowała ją do swojej łapki. Zrobiła użytek z drugiej i własnymi siłami ją odkręciła. Jednak nie zwróciła mu jej, może z przekory, a może po prostu o tym zapomniała. Była w znacznie lepszym nastroju niż chwilę temu. Albo nie tyle co lepszym, a weselszym. Nawet rzuconą w niebyt przysięgę złamała, tą o nie gadaniu do innych. Tak to wyszło: miała rozwiązać język Shaunowi, rozwiązała sobie.
- Hej - szepnęła, po czym nachyliła się do niego z konspiracyjnym uśmieszkiem. - Widziałam, jakie masz branie. Nie martw się, nawet bez...no wiesz, nawet wtedy pewnie będą cię otaczały tabuny fanów. - Przejawiła jakieś ludzkie uczucia i spróbowała go pocieszyć, ale w jej głowie brzmiało to zdecydowanie lepiej. Otworzyła szerzej oczy, przypominając sobie, że ona tu gadu gadu, a nawet nie znają swoich imion, co ona tak, z kulturką na bakier? Ukłoniła się lekko i nieco chwiejne - szpilki powoli zaczynały jej ciążyć - po czym mruknęła:
- Cain, miło mi. Ty to...?
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-02, 18:01   
   Multikonta: Levi


Sam nie mógł uwierzyć, że wrócił na ten pieprzony bal. O ile sam powrót nie był najgorszy, to jego misterny plan poszedł w pizdu. Miał posiedzieć w kącie, upić się w samotności i nie zwracać na siebie uwagi, z nikim nie rozmawiać i skończyć nieprzytomny gdzieś pod stołem. Jednak gdyby zawsze, wszystko szło po naszej myśli, to… Nie, lepiej sobie nie wyobrażać jakby wyglądał świat stworzony przez Joyca. Sodoma i Gomora przy tym to turystyczne wioseczki.
Chłopak nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, wręcz przeciwnie. Samym spojrzeniem wyrażał niechęć do samego przebywania z dziewczyną, a co dopiero rozmowy z nią. Z uniesioną nieznacznie brwią słuchał jej irytującej gadki i jak kretyn trzymał butelkę, z nadzieją że może jednak się nad nim zlituje. A ona mówiła… i mówiła… i mówiła… W zasadzie to już na samym początku jej wywodu, wyłączył się i myślał tylko o procentach, które miał w siebie wlać. Upić się i zapomnieć…
Ze słów, które wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim, wyłapał jedynie coś o tym, że to ona powstrzymała Kelly przed dobiciem go. Miał może jeszcze za to dziękować? Trzeba było pozwolić jej skończyć co zaczęła. Joyce nigdy nie prosił się o możliwość przebywania na tym świecie. Tyle okazji, tyle nieudanych prób by umrzeć. Ktoś na górze uwziął się na niego i skazał na wieczną tułaczkę po tym padole łez.
Ukrywanie zabandażowanego kikuta według Joyca było bardzo dobrym pomysłem, na pewno lepszym niż wejście na sale i wymachiwanie nim na prawo i lewo, żeby wszyscy mogli zobaczyć sensację. Chłopak wciąż się z tym nie pogodził i sytuacja była dla niego naprawdę trudna do zniesienia. Nie bez powodu łaknął zapomnienia w płynie.
Smutne oczka zaświeciły się na moment, w końcu, otwarta butelka tylko czekała aby w końcu ktoś wypił jej zawartość. Los jednak dalej śmiał mu się prosto w twarz. Na jego twarz zstępowała złość. Jego nozdrza delikatnie się rozszerzyły. Zrezygnowany w końcu złapał z tacy przechodzącej kelnerki, pierwszą lepszą szklankę i opróżnił jej zawartość na raz, na koniec wypuszczając głośno powietrze.
Co więcej, nie dość że nie odzyskał wódki, to niebieska dalej nawijała coś od rzeczy. Jakim cudem ludzie potrafią tak dużo mówić? Przy innych Joyce zdawał się być jak niemowa. Przez większość czasu posługiwał się zaledwie kilkoma wyrazami, które składał w równoważniki zdań.
- Wódka. - odparł, gdy tylko chociaż na chwilkę umilkła. Tak się złożyło, że zabrzmiało to jak odpowiedź na pytanie o imię. A to pech.
- Pijesz albo oddaj. – warknął. Abs, która jeszcze go nie znała, nie miała prawa zauważyć, że alkohol zaczynał na niego działać, stawał się milszy, a za chwilę zacznie być weselszy.
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-02, 18:25   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Dowlokła się w końcu na dół i wlazła na salę rozglądając się w sumie za jedyną znaną jej tutaj osobą, czyli Abi. Coś, gdzieś jej mignęła między ludźmi, gdzieś koło bufetu, więc po prostu zaczęła się tam przepychać, a jak ktoś miał o to wąty to tylko posyłała mordercze spojrzenie i szła dalej. Musiała powiedzieć Abi, czego się dowiedziała, albo spić się tak, żeby chwilowo o tym nie myśleć i móc dalej bawić się na tym przeklętym balu. Dotarła akurat jak Abi otworzyła jakąś butelkę, więc uznała to za znak od niebios, że ma się spić. Zabrała blondynie wódkę i zaraz przyssała się do butelki. Ciecz paliła jej przełyk i sprawiła, że oczy jej zaszły łzami, ale to chyba dobrze. Po chwili oderwała się na chwilę od butelki.
- Sorry, na trzeźwo mam już dosyć. - I zaraz usłyszała, że przydupas chce koniecznie butelkę. Załączył jej się tryb wrednej wiewióry i nie podała mu butelki. Ba, perfidnie znowu przyssała się do niej i piła, póki jej gardło nie zaczęło wołać o pomstę do nieba. Widać wolała sama wypić niż oddać butelkę rannemu. Znajdzie sobie inną, albo wyżuli wykręcając się tym, że musi zapić smutek po stracie ręki.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-02, 18:58   
   Multikonta: Sierra


I znowu, jak do ściany. Ale tym razem się już nie przejęła, bo trochę się tego spodziewała. Typowe, że zawsze wszystko szło nie po jej myśli. Ale z każdą chwilą traciła jakby zainteresowanie tymi wszystkimi rzucanymi zewsząd kłodami. Użalanie się było bezsensowne, tyle czasu na to straciła, po co marnować go jeszcze więcej? Po prostu... jest młoda, ma szansę się bawić, to z niej skorzysta. Po to wszak przyszła na ten porąbany bal. A jej plan odnośnie podsłuchania tego i owego nie był jeszcze kompletnie zaprzepaszczony. Znaczy musiała zmienić naprędce jego pierwotny wygląd ze względu na wypijany łapczywie kieliszek za kieliszkiem, nawet już tak bardzo nie śmierdzący. Ale wciąż istniała szansa na rozwiązanie języków kilku imprezowiczom. Z drugiej strony - jeżeli wychleje jeszcze trochę, z dużą dozą prawdopodobieństwa jutro nie będzie tych niechcący wydobytych na światło dzienne informacji pamiętać.
To ją trochę otrzeźwiło. Nie wytrzeźwiała nagle - do tego musiałaby być wszak pijana, a przecież tylko czuła się jakoś tak weselej, pewniej i strzępiła język na lewo i prawo, ale nie gadała więcej bzdur, niż normalnie. To z pewnością nie ona z ich dwójki była tą dziwną. Przynajmniej stosowała się do niepisanej netykiety, a nie warczała na wszystkich dookoła i wyskakiwała z randomowymi nazwami alkoholi. Po chwili jednak wyartykułował z gardła kolejne, bardziej sensowne dźwięki, w odpowiedzi na które spojrzała na niego, jakby w dzieciństwie gryzł świeżo pomalowane pręty łóżeczka.
- A jeśli wypiję i nie oddam? To co mi zrobisz? - Igranie z ogniem było takie przyjemne! Już prawie zapomniała, jak to jest być swoją najlepszą, najbardziej irytującą wersją. Poza tym była całkowicie miła, przecież nawet uprzedziła go o swoich zamiarach - naprawdę miała ochotę tak zrobić. Tyle że ktoś jej przerwał i zanim się zorientowała, brutalnie odebrana butelka wpadła w ręce nowo przybyłej niewiasty. O...
- Kogo ja tu widzę. Znudzona opieką nad potworkiem? Obudziła się? - Pewnie nie, to by miało sens - Lou stwierdziła, że nie chce już się nudzić przy łóżku śpiącej królewny i pognała zrobić jedną z najsłuszniejszych, najrozsądniejszych rzeczy, jaką można by w tej sytuacji zrobić. Chociaż kto wie, może chodziło o coś innego. Skupiła na niej całą swoją uwagę i obrzuciła intensywnym, pytającym spojrzeniem. Gdy przestała żłopać wódkę, przelewitowała ją raz jeszcze do siebie, coby być konsekwentną w swoich postanowieniach, wypiła... naprawdę mało, bo napój był obrzydliwy, i tak po prostu trzymała butelkę, zupełnie zapominając o stojącym naprzeciwko przydupasie.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-03, 00:17   
   Multikonta: Levi


Biedny Joyce. Nikt go nie lubił i nikt nie chciał mu pomóc w czymś tak banalnym, jak upicie się. Pan Jednarąsia nie potrafił nawet butelki sam otworzyć, a dziewczyny bawiły się z nim w Głupiego Jasia, ale zamiast piłki to podawały między sobą coś cenniejszego i w tym momencie tak bardzo pożądanego przez kalekiego chłopaka. W końcu zrezygnował. Podskakiwanie między nimi jak piesek za kawałkiem mięsa nie było tego warte. Wystarczyło, że jedna go tak traktowała. A o szmacie wilku mówiąc, nie było jej tu. Foley rozejrzał się po całej Sali, nie znalazł Rudowłosej. Pewnie pieprzyła się gdzieś w kącie. Skwitował w myślach i westchnął.
Smutnymi oczętami, ale to takimi że serce się kraje spojrzał najpierw na Abigail, a następnie na Lou, by następnie ze spuszczoną głową, zwyczajnie się od nich oddalić. Ta głupia zabawa wcale go nie bawiła. Nie odszedł jednak za daleko, a posadził swoje cztery litery na sofie, znajdującej się tuż obok bufetu. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Jeśli wszystkie smutki i żale tego świata miałyby namacalną postać, byłby to właśnie Joyce. Taka biedaczyna, co potnie się łyżeczką. A przynajmniej w tej chwili tak wyglądał. Ustalmy, że dziś nie był jego dzień.
Siedział tam sam, taki forever alone, który nawet napić się nie mógł.
Może chociaż któraś z dziewczyn się nad nim zlituje?
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-03, 00:32   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


- Potworek obudził się, pogadał i zasnął. - Skwitowała pytanie Absi. Czuła na sobie spojrzenie Abs, więc tylko dyskretnie wzrokiem wskazała na przydupasa. Przy nim chyba lepiej nic nie mówić, tym bardziej, że prawie go nie znały. pomijając to, że same ledwo co się znały, ale jakoś tak bardziej ufała Abi niż drugiemu czerwonemu. Widząc jednak minę jakby ktoś serce wyrwał jednorękiemu i po nim poskakał w szpilkach, zlitowała się.
- Zaraz wracam. - Mruknęła i poszła na poszukiwanie alkoholu. Zwinęła z jakiegoś pustego stołu dwa wina i wódkę i wróciła do kącika nieszczęścia. Podała Abi jedno z win.
- Masz na zapas. Później Ci powiem, czego się od rudego potworka dowiedziałam. - Powiedziała i ruszyła do osoby, przez którą poszła polować na pełne butelki. Odkręciła wódkę i podała ją lamie Joycowi.
- No już, masz póki się nie rozmyśliłam. - Zawołała do niego. Niech już sobie lepiej poprawi ten humor alkoholem, bo jeszcze z tego weltschmerzu weźmie i spali ten budynek, a ona raczej zbyt szybko sobie nie pobiega w tych butach, żeby kogokolwiek ratować. Sama również otworzyła sobie wino i zaczęła ja popijać.
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-03, 14:00   
   Multikonta: Sierra


Hoho, jednak Lou ucięła sobie pogawędkę z rudą rozrabiaką! A więc szybko wszystko wracało na stare tory, Abs nie musiała się rozpijać na lewo prawo, teraz miała już rybkę, którą mogłaby złowić. I zamierzała, o tak. Podekscytowana jak bachorek w sklepie z zabawkami spojrzała na towarzyszkę, czekając na więcej informacji. Ale się nie doczekała, i słusznie, bo to powinno być zastrzeżone tylko dla ich uszu, a nie dla tych przydupasowych. Niby odszedł kawałek, jak kątem oka zauważyła, ale i tak był w pobliżu i całkiem rozsądne wydawało się powstrzymanie się przed wypaplaniem tego kalibru sprawy. Chociaż...może jako była-prawa ręka Leliel coś wiedział, znał te trupy misternie poupychane w szafach. Ale nie chciał nic mówić, nie odpowiadał nawet na jej zaloty. Alkohol, tak, trzeba mu go podać w trybie natychmiastowym, to może do północy stanie się bardziej skłonny do zwierzeń.
Lou być może pomyślała o tym samym, a może po prostu była dobrą duszyczką, w każdym razie postanowiła podać mu upragnioną i wyczekiwaną wódkę. Abs jak na rozkaz odwróciła się w stronę bufetu i przelewitowała w stronę chłopaczyny kolejną, również oczywiście odkręconą. Po czym kiwnęła głową, zadowolona, że ten plan na razie szedł jak po maśle. Po chwili zawiesiła spojrzenie na Lou, która wracając w znajome, ścienne rejony wcisnęła Cain winko do ręki. I stała tak przez chwilę jak największa sierota, w obu łapkach ściskając alkohol i czuła się trochę tak, jak w dzieciństwie. Wypiła kilka małych łyczków, a potem uznała, że wystarczy. Naprawdę bardzo bardzo chciała dowiedzieć się, co Kelly wyjawiła, a kompletnie ubzdryngolona miała na to relatywnie małe szanse.
Co nie znaczy, że powiedzenie sobie "stop" cokolwiek zmieniło. Piła dalej, ale mechanicznie i w momentach, które umykały jej świadomości. Stare nawyki się odezwały i tyle. Ale nie, wciąż nic jej nie było, czuła się świetnie!
- Taaa - mruknęła do Lou; mimo że prawie zdychała z niecierpliwości, nie potrafiła być tym zirytowana. Nie bardzo wiedziała co powiedzieć, nie bardzo też miała czas - przerwa między popijanymi chlustami była naprawdę niewielka. Gdzieś w tle leciała muzyczka, ale dopiero teraz mocniej się nią przejęła. Zaczęła podrygiwać, trochę jakby miała dreszcze - nie ma bata, jak poczuła ten specyficzny zew, to już nie odpuści. Chciała przetańczyć chociaż jedną piosenkę! Najlepiej to kilka, ale to już wyjdzie w praniu. Potem mogą wrócić - albo i nie, hehe - do spraw ważniejszych. Spojrzała z szerokim, dziwnym uśmiechem na Lou i powiedziała:
- Dawaj, pij szybciej, bo zaraz cię na parkiet wyciągnę i zrobimy tam widowisko stulecia. - Miotając się jak opętane, tak. Będzie fajnie.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-04, 19:32   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Minęło zaledwie kilka chwil, a ona z ogromną migreną obudziła się... W czyimś pokoju. W głowie pustka, w gardle sucho. Dopiero kiedy zerknęła w lustro przypomniała sobie co właściwie się stało. Pospiesznie popędziła do swojego pokoju tylko po to, aby doprowadzić się do stanu, który wskazywałby na "całkowicie normalną". Jedyne co pozostało po balowej kreacji to ból stóp i odciski od wysokich butów. Wszystko było zaplanowane, a ona sama wydawała się być teraz spokojna jakby przez dziesięć godzin z rzędu medytowała. (...)Przekroczyła próg sali i poczuła się jak brzydkie kaczątko. Już bez makijażu, w niedbałym koczku, w (przypominających wojskowe) buciorach i wygodnej grubej bluzie. Odnalazła wzrokiem swoją rudą wybawczynię. Pora spłacić swój dług wobec tej trójki. Pospiesznie podeszła do zgromadzonych, łapiąc jeszcze za drinka od Sarah albo Lilian.
- Muszę wam coś powiedzieć. - odparła bez ceregieli, omijajac spojrzeniem Joyca. Spodziewała się ataku z jego strony i jakoś niespecjalnie by była zdziwiona.
- Piwnica jest otwarta, a wy musicie wyjść. W garażu czeka Shane, zabierze was... W bezpieczne miejsce. - mówiła cicho i co chwila udawała szalenie rozbawioną, jakby tylko przyszła tutaj na ploteczki. Chyba była dobrą aktorką i pewnie gdyby nie spoglądała co chwila za ramię, wyglądałaby całkiem naturalnie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,191 sekundy. Zapytań do SQL: 9