Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Bufet
Autor Wiadomość
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-04, 20:04   
   Multikonta: Levi


Okazało się, że spotkał bardzo miłą lamę, która litując się nad nim i jego upośledzeniem, przyniosła mu butelkę. A jakby tego było mało, to jeszcze ją otworzyła! Tyle wygrać.
Chłopak od razu złapał za butelkę i wlał w siebie sporą ilość, krztusząc się przy tym. Wódka wciąż paliła jego przełyk, a raczej wywoływała przyjemne ciepło gdzieś w okolicach żołądka.
Ucieszył się jak małe dziecko, a jego twarz rozpromieniła się, wstał i z zaskoczenia objął Lou, co przypominało przytulasa?
- Dzięki… - od nadmiaru procentów, jego głos rozmywał się nieco, szybko wypuścił dziewczynę, a cała sytuacja mogła jej się wydać co najmniej dziwna. Joyce nie należał do osób o mocnej głowie. Dodać do tego jego problemy z osobowością i dostajemy mieszankę wybuchową. Ponury i zgorzkniały przed chwilą, nagle wydawał się pałać miłością do wszystkich wokół.
Stali więc w kole wzajemnej adoracji, a z każdą kroplą wypitego alkoholu, jego wyszczerz na twarzy stawał się bardziej promienisty, a nos – czerwony.
Jednak na widok Rudowłosej, zdębiał. Stanęła tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Uśmiech w jednej sekundzie znikł, a Joyce dostał szybki prysznic, który otrzeźwił wszystkie jego zmysły. Nie potrafił jednak wydusić z siebie słowa. Czy był na nią wściekły? Czy chciał ja skrzywdzić tak jak ona skrzywdziła jego? Zacisnął mocniej palce na butelce, a jego szczęka zazgrzytała cicho.
- Wszystko gotowe? - wycedził przez zaciśnięte zęby, powstrzymując się przed jakimkolwiek pochopnym działaniem.
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 20:17   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Joyce dostał wódkę i zaraz mu się trybiki poprzestawiały z "niech cały świat zginie marnie" na "jak ja wszystkich kocham" i ją przytulił. Zesztywniała trochę i spojrzała na niego zdziwiona, a kiedy tylko ją puścił to odsunęła się od niego. Nawet połowy wina jeszcze nie wypiła, a Abi już podrygiwała i chciała iść na parkiet. Spojrzała na nią, na wino. To drugie akurat odstawiła na stolik od bufetu i już chciała porwać Blondynę na parkiet, kiedy pojawiła się Ruda. Chyba już jej było lepiej, bo zaraz zaczęła mówić. Widziała, że udaje, jakby się co jakiś czas śmiała, więc dołączyła do pantomimy z uśmiechem i udawanymi chichotami.
- To ma związek z tym, o czym wcześniej mówiłaś? - Podpytała ją jeszcze. Nie miała zielonego pojęcia, co mogło być w piwnicy, ale na logikę biorąc - to tam musiały być te całe eksperymenty, więc skoro drzwi do piwnicy były otwarte, to nie wiadomo, co mogło stamtąd wyleźć. Zerknęła na Joyca z rezerwą, w razie gdyby chciał zaatakować Kelly, ale na razie się kontrolował, więc przeniosła spojrzenie na Abs.
- Chodźmy, zanim coś wylezie z tej piwnicy.-
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 21:11   
   Multikonta: Sierra


Cierpliwość cierpliwością, ale przydupas to już przesadzał, chyba naprawdę lubił balansować na krawędzi, a przy niej akurat nie powinien, bo w każdej chwili mogła przywołać sławetny kamień i pozbawić go jeszcze jakiejś części ciała. Gdyby to spoufalanie się nagłe z Lou trwało o sekundę dłużej, z pewnością zaliczyłby intensywne zbliżenie ze ścianą. Albo sufitem, nieważne, czymkolwiek twardym i potencjalnie śmiercionośnym. Mimo wszystko jakoś na razie nie chciało jej się robić przedstawienia, nie licząc tego, który miała zamiar uskutecznić na parkiecie z Lou. Nie tańczyła... w tym życiu to na stówę nie, a chciała mocno i dostrzegła, że towarzyszka nie odrzuciła jej propozycji, ba, już się podrywała do zawojowania imprezy. Ale - jasna sprawa, coś im przerwało. W pierwszej chwili nie rozpoznała tejże osóbki, tak bardzo rażącej w oczy swoim wyglądem na tle wytwornych kiecek i garniaków, ale gdy lampeczka się w główce zapaliła, z wrażenia otworzyła szerzej oczy i trochę tak zamarła.
- No raczej że musisz, i to sporo. - Kelly wstała z martwych, kto by pomyślał, że tak krótko jej to zajmie. Nie wyglądała jak psycholka z taniego horroru klasy B, pewnie przez to, że już nie była umazana we krwi, a wzrok miała jak najbardziej trzeźwy i zdeterminowany. Mimo to Abs zanotowała sobie w głowie, że czas przełączyć się na tryb stała czujność. A gdy usłyszała dalszą część wypowiedzi, to już w ogóle mózg jej się przeczyścił i zaczął stawiać malutkie kroczki w stronę myślenia co najmniej ździebko racjonalnego.
- Musimy, bo ty tak mówisz? Sorry, ale nie jestem pewna czy ci wierzyć po tej niezręcznej akcji w ogrodzie. I jeszcze się okazało, że ma z jej protegowaną konszachty, może nie do końca; najpewniej chodziło o to, co powiedziała na górze, w pokoju Lou. A czego ona cóż, wciąż nie wiedziała. Nie miała ochoty iść nigdzie w ciemno, dlatego warknęła:
- Z tym, czyli? Fajnie by było się w końcu dowiedzieć o co chodzi, Lou? - posłała jej pytające spojrzenie, bo co do prawdomówności i chęci wyjawienia kolejnych informacji przez Kelly to jednak ręki by sobie uciąć nie dała. Poza tym nie miała zamiaru zostawiać swoich przyjaciółek ani porzucać balu dla jakiejś brudnej roboty, bo na taką wskazywał strój byłej furiatki. Jasne, skopanie tyłków przeważnie bywało całkiem przyjemnym zajęciem, ale teraz nawet nie wiedziała, czy te cztery litery będą ludzkie. Po jej minie też widać było, że do tego pomysłu nie pała miłością, ale kto wie, może jak upewni się, że to nie pułapka, może nawet weźmie pod uwagę taką opcję, jak zejście do garażu. Kluczowe słowo: może.
Nie odstawiła butelki tak jak Lou, upiła po prostu łyczek w oczekiwaniu na dalszą część teatrzyku.
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-04, 21:30   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
 
Lounarie de Coudray



20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 22:10   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


z.t
 
 
Abigail Cain


dziewiętnastka

baby blue




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 22:46   
   Multikonta: Sierra


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
not gonna stop 'til i get my shot
relacje
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-04, 23:24   
   Multikonta: Levi


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-05, 02:10   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Co dalej? Dziewczyna niepewnie postawiła krok do przodu i chwyciła powoli za szyjkę butelki dumnie spoczywającej w jego dłoniach. Stała tak w kompletnym bezruchu, po prostu gapiąc się na niego. Nawet na moment nie oderwała wzroku od jego oczu, które mimo całego pojebania wszechświata wciąż były tymi samymi gałami, za które dałaby się pokroić. Jeszcze nie tak dawno, jeszcze chwilę temu... Teraz jednak nie mogła powstrzymać swoich uczuć i jedyne co czuła to... Rozczarowanie. Rozczarowanie jej Joycem. Tym, który był gotów wysadzić pół świata, bo taki miał kaprys. Tym, który ciskał granatami jak nic nie znaczącymi kamyczkami podniesionymi z ziemi. Tym, który zalewał wszystkich nieposkromioną lawiną niespójnych słów.
Teraz pozostał tylko psem. Merdającym ogonkiem, kulącym uszka, pieseczkiem swojej pani. Był na każde skinienie palcem, był... Nikim.
Powoli wysunęła butelkę z jego dłoni i dopiero teraz odwróciła wzrok. Po najdłuższej minucie wszechczasów.
- Ty idź do garażu, Shane będzie potrzebował pomocy. Ja się zajmę twoją dziewczyną. - zdecydowała, a przynajmniej tak sądziła. Zabije Leliel nawet jeżeli będzie musiała sama tutaj z nią zostać i zginąć. Czas uciekał, a rudej wywłoki jak nie było, tak nie było. Musiała coś knuć, musiała być w bezpiecznym miejscu... McCarthy zacisnęła usta i odłożyła butelkę na tackę jednej z bliźniaczek, chwytając przy okazji dwa drinki. Jednego podała Joycowi, a sama stuknęła rantem swojego o jego.
- To za cudowny koniec. - uniosła jeszcze szklaneczkę na wysokośc oczu i jednym haustem wypiła jej zawartość. Dopiero teraz cofnęła się o krok.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-05, 02:38   
   Multikonta: Levi


Dłuższą chwilę stał z wyrazem twarzy wskazującym na upośledzenie umysłowe, oddał butelkę, przyjął szklankę i wzniósł toast, lecz nie wypił ani kropelki. Jego nieobecność wydawała się tak oczywista, że gdyby obok spadł meteoryt, pewnie by go przeoczył i dalej stał zamroczony przez własny umysł.
- Ja… Ja ją zabiję. - jak niepewne siebie dziecko występujące na środku klasy, wpatrywał się w swoje stopy.
Tak, to prawda. Był nikim. Obdarty z resztek własnego jestestwa, pozostawał pustą skorupą bez uczuć. Przez tak długi czas wodziła go za nos. Kierowała nim wedle swoich zachcianek. Zmieniała, pozbywając go resztek godności. Od tak dawna nie podjął żadnej decyzji, która nie byłaby podjęta właśnie przez nią. Uzależniła go od siebie jak narkotyk. Narkotyk od którego był tylko jeden rodzaj odwyku.
- Zostaje. - odparł spokojnie, wpatrując się w nią. Nigdy nie miał w życiu żadnego celu. Teraz był gotowy na śmierć. Nie zostało mu nic, o co mógłby walczyć, pełzając po tym marnym świecie. Była jednak jedna rzecz, którą chciał jeszcze zrobić.
- Zostaję z Tobą i razem się nią zajmiemy. - brzmiał w pełni poważnie, nagła zmiana o dziewięćdziesiąt stopni. Był pewny swego, myślał trzeźwo, a przede wszystkim nie dbał o to czy wyjdzie z tego cało. Jeżeli musiałby poświęcić swoje istnienie, by uwolnić świat od tej zdradzieckiej szmaty, z którą przez ułamek sekundy chciał założyć normalną rodzinę, zrobi to. Lub umrze próbując.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-05, 17:46   
   Multikonta: Val, MG


Tylko gdzie był ten zasrany garaż? Ludzie zaczęli wychodzić i opuszczać całą tą imprezę, znikać jej z oczu. Chyba była o wiele za bardzo wytrącona z równowagi, żeby od razu wstać i pójść za nimi. Zresztą skąd miała wiedzieć czy oni idą w to samo miejsce? Nie wiedziała co ma robić i czuła się w tym zagubiona jak nigdy wcześniej. Całe Pandemonium wydawało się jej być dziwnie przerażające. Po chwili wstała i widząc Leilel, podeszła do niej i drżącym głosem zapytała:
- Chyba się zgubiłam, um... Ja dostałam od kogoś wiadomość i nie wiem czy to... Wolałabym, żebyś o tym wiedziała - stwierdziła. A co, jak to jakiś podstęp albo coś w tym rodzaju? Cholera. To wcale nie była Leilel. Tak czy siak była to jakaś ruda głowa, która raczej niespecjalnie mogła jej pomóc.
- Umm... przepraszam - Lynn cofnęła się nieco, gdy rudowłosa się do niej odwróciła, po tym dodała: - Ja... Szukam kogoś podobnego do Ciebie. Przepraszam.
Oczywiście dziewczyna zignorowała Joyce'a. Nie znała go i wiedziała, że to trochę niemiłe tak się wciskać w czyjąś rozmowę, ale jeśli coś miało być na rzeczy, to ona wolała żeby ktoś o tym wiedział.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-05, 19:19   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Zabije ją? Cóż za zmiana, przecież miał tyle okazji ku temu, ale wciąż się powstrzymywał. Nie sądziła, że dzisiaj coś się zmieni. Wyglądał na zadowolonego z jej towarzystwa przy głównym stole. Może się pomyliła? Może to wszystko to jeden wielki przekręt i on właśnie w ten sposób teraz współpracuje z Leliel? Chce zdobyć jej zaufanie, a podczas walki wbić jej nóż w plecy? Dziewczyna zacisnęła usta i z cholewki buta wyjęła składany nóż. Należał chyba do samego Shane'a, bo był duży, a na pozłacanej rękojeści wyryte były jego inicjały. W każdym razie... Rudowłosa nie używała ostrzy, więc na pewno nie należał do niej.
- To w razie Białego Szumu. - wcisnęła mu narzędzie niedoszłej zbrodni w dłoń, w której jeszcze chwilę spoczywała butelka z alkoholem.
- Muszę iść ją znaleźć. Postaraj się, żeby każdy wyszedł do garażu. - z tymi słowami już miała się oddalić, kiedy za jej plecami jakby z nikąd zobaczyła jakąś brunetkę. Równie zagubioną co ona na początku. McCarthy wysiliła się na szczery uśmiech.
- To wiadomość ode mnie. Joyce zaprowadzi cię do garażu, dobrze? - rzuciła krótkie spojrzenie brunetowi. Ona nie miała czasu na zapędzanie zbłąkanych owieczek do zagrody. Miała poważniejsze zadanie, które wymagało od niej skupienia. Nie mogła się rozkojarzać nieznajomymi, choć nie ukrywała, że najchętniej sama zaprowadziłaby nieznajomą na miejsce zbiórki. Wolała, aby każdy wyszedł stąd w jednym kawałku.

/zt
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-05, 20:14   
   Multikonta: Levi


On już nie miał wolnej woli. Od teraz robił to, co mu rozkażą. Chciał to raz na zawsze skończyć i to był ten dzień, w którym pozbędzie się Rudej Szmaty. Tym razem się nie zawaha…
Być może to tylko czcze gadanie, być może znów zmięknie, gdy ta na niego spojrzy… Ale teraz nie był sam. Miał Kelly… To znów była jego Kelly… Ta z lecznicy, ta z fortu…
Bez słowa, przyjął nóż, nie przyglądając mu się zbytnio. Schował go za pasek spodni, aby mieć do niego łatwy dostęp.
Kątem oka dostrzegł zbliżającą się dziewczynę, a jej słowa wprawiły go w osłupienie. Serce mu się ścisnęło i podeszło wręcz do samego gardła. Czuł jakby miał je za moment zwymiotować. Czyżby ona stała za nimi? Powoli obejrzał się przez ramię i wypuścił zatrzymane wcześniej w płucach powietrze.
Czy to znaczy, że nie był gotowy? Co jeśli naprawdę stałaby za nimi? Czy potrafiłby wbić jej nóż prosto w serce?
Potrząsną głową. Dasz radę! powtarzał głosik, który chyba po raz pierwszy był dla niego… miły?
- Chodźmy… – zwrócił się do nieznajomej, która prawie przyprawiła go o zawał.
Zatrzymał się jednak i złapał Kelly za rękę, spojrzał głęboko w oczy. Był śmiertelnie poważny - Uważaj na siebie… I poczekaj na mnie…
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-06, 02:54   
   Multikonta: Val, MG


Przecież wiadome, że była nieco zbyt skołowana żeby przysłuchiwać się czyjejkolwiek rozmowie. Jednak wiadome było też to, że atmosfera panująca między nimi wydawała się dziwna, podejrzana. Lynn wolała nie wnikać w czyjeś kłótnie, to wiadome. Jednak mimowolnie widziała broń za paskiem chłopaka. Okej, zignoruj to Lynn. Nic się nie dzieje. Zaraz będziesz bezpieczna. Dziewczyna pokiwała więc głową i lekko zmarszczyła czoło. Nie umiała długo ukrywać tego, że autentycznie jest przerażona i boi się o własne życie. Jednak cóż innego miała zrobić, jak nie pójść z obcym jej facetem na miejsce jakiejś cholernej zbiórki? Czym właściwie była? Tego nie wie nikt.
- Coś się dzieje? - zapytała, słysząc wzmianki o uważaniu na siebie. Coś musiało być na rzeczy i wiadome było, że ona wolała jednak wiedzieć czy coś im grozi. Nieważne, że słodka niewiedza wydawała się być bardziej... Przyjemna.
- Jest jakieś niebezpieczeństwo? - zapytała pomarańczowa i szeroko otworzyła oczy.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-06, 13:06   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry – Leliel


Leliel zjawiła się jakby z nikąd. Stanęła tuż za Lynn i ułożyła swoją trupią dłoń na jej ramieniu. Nie użyła jednak mocy, tylko uśmiechnęła się, jakby chciała dodać jej otuchy.
- Czy wszystko w porządku? Większość Psioników zniknęła, co się dzieje? - czy tylko udawała, że nie wie nic o całym zamieszaniu czy może rzeczywiście nie zdawała sobie sprawy, że to wszystko to jedna wielka konspiracja i zaraz wszyscy zginą? Schody. Te, które prowadziły do piwnic... Było tam chyba jakieś zamieszanie, bo krzyki były głośniejsze od samej muzyki. Leliel uśmiechnęła się szeroko.
- Pragnę przedstawić wam drugą część balu, ale widownia się skurczyła. - zacisnęła palce na ramieniu Lynn mocniej, a ta mogła poczuć jak jej mózg staje się okropnie ciężki, a jedyne czego pragnie to usunąć wspomnienia brunetowi.
- On próbuje cię zabić. Powinnaś coś z tym zrobić. - usłyszała w swojej głowie, a chęć mordu rosła z minuty na minutę. Nie mogła się temu opierać. W końcu nie potrafiła ogarnąć włąsnego umysłu, a co dopiero odbijać ataki pomarańczy, która była silniejsza od niej.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-06, 15:30   
   Multikonta: Val, MG


Z... Zabić? Nie mogła zrozumieć tego, co właściwie nakazało jej tak pomyśleć, przecież on chciał jej pomóc, chciał ją bezpiecznie wyprowadzić... Ale skąd? Gdzie ona właściwie była, kim była i co tutaj robiła? Zupełnie tak, jakby wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich kilku godzinach było zupełnie nieważne, uleciało jak papierowy łabędź w płomieniach. Lynn nieco szerzej otworzyła oczy, jednak wiadome było, że to raczej nie córka Graya spogląda na świat, a rudowłosa dziewczyna która stała zaraz za nią. Lynn nigdy nie była w żaden sposób szkolona do walki, więc niezbyt wiedziała co ma zrobić, ale chwila, przecież to wcale nie była ona. Wiedziała co ma zrobić. Wyciągnęła dłoń w stronę Joycea i ani przez chwilę się nie wahając, podeszła do niego i chwyciła go za gardło. Mógł się opierać przez kilka sekund, jednak po upływie tego czasu umysł Pomarańczowej Lynn ogarnął umysł Joycea, a w rzeczywistości to i tak była Leilel. Nie mógł się opierać, bo dziewczyna w zupełności pozbawiła go jakiegokolwiek sprzeciwu. Jego ciało ogarnął paraliż, jednak przez cały czas w jakimś sensie był świadomy tego, co się dzieje. Dziewczyna nie do końca wiedziała w jaki sposób ma się bronić, ale zdawała sobie sprawę z tego, jak unieszkodliwia się ludzi w Pryzmacie. Jej pomarańczowe zdolności zupełnie oszalały i zapewne w jakiś sposób przywróciły jej część wspomnień. W końcu już to kiedyś przeżyła, niekoniecznie w taki sposób, ale przecież. Jej ojciec... To on pozbawił jej wspomnień, podał jej leki, wywołał amnezję a następnie wyrzucił poza granice jej domu. Bo była niebezpieczeństwem. Bo wiedziała zbyt dużo. I wiedziała też to, że to jest jedyna skuteczna droga do pozbycia się kogoś. Tylko tym razem stanie się to już na zawsze. Cały czas podduszając Joycea powoli wyciągnęła z niego wszystkie wspomnienia, które zaczęły odlatywać i zanikać. Zaczął zapominać wszystko i stawać się jedynie marną kukiełką w rękach Lynn, która nie znała nawet imienia swojego, swoich rodziców ani miejsca pochodzenia. Zapomniał wszystko, wszystkie historie które tutaj przeżył stały się tylko nieodwracalną pustką, której nikt, nigdy nie będzie mógł wypełnić.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-06, 22:17   
   Multikonta: Levi


Wypuścił Kelly, ale podążał za nią spojrzeniem aż w końcu zniknęła. Westchnął cicho. Gdzieś w głębi miał nadzieję, że McCarthy nie wpadnie na żaden „genialny” pomysł, który skończy się jej zgonem lub gorzej. Podrapał się z tyłu szyi, próbując zebrać myśli. Oni też nie powinni zabawić tutaj zbyt długo. Musiał odprowadzić nieznajomą i posłusznie wrócić.
- Wszystko jest pod ko… - urwał, gdy obrócił się w jej stronę. Zamarł. Serce wyrywało mu się z piersi i z pewnością nie był to skutek uboczny miłości. Przełknął głośno ślinę. Uspokój się!
W oddali słyszał krzyki dobiegające z tego samego kierunku, w którym udała się Rudowłosa. Joyce odruchowo spojrzał w stronę ogromnych drzwi wejściowych do Sali, obecnie otwartych na roścież. Nie dostrzegł jednak nic, jedynie wrzaski przebijały się przez muzykę, którą mógłby ktoś w końcu wyłączyć. Co jak co, ale nie mam ochoty umierać w rytmie Ma-ia hiiiiii Ma-ia huuuuuu Ma-ia hoooooo Mia haha...
- Drugą część? - spytał zaciskając gardło, z nieukrywanym przerażeniem. Wiedział, co trzymała w piwnicy. Ale czy naprawdę była aż tak szalona żeby wypuszczać TO na wolność? Napuszczać to na członków własnej organizacji? Czy ona zawsze była tak pojebana czy do reszty jej odbiło po zerwaniu?
Obserwował ją i lekko drżącą dłoń trzymał na tyle blisko by wyciągnąć nóż. Dasz radę! – powtarzał w myślach.
Znów popełnił podstawowy błąd, przy niej nigdy nie potrafił myśleć wystarczająco trzeźwo. Skupiając się na Leliel, zignorował Lynn, która w tym czasie ulegała kontroli Rudej Szmaty. Gdy się zorientował było już za późno, jej delikatna dłoń zaciskała się na jego szyi.
Próbował się bronić, uciekać, jednak nic nie przynosiło skutku. Wątła budowa, spożyty alkohol i zażyte leki przeciwbólowe, działały na korzyść zahipnotyzowanej brunetki.
Poczuł nieprzyjemne i jakże dobrze znane mrowienie gdzieś z tyłu głowy. Ogarniał go lęk, a jednocześnie uchodziła z niego jakakolwiek wola walki. Czyli to tutaj miał dokonać żywota... Był na to gotowy. Pogodził się już ze swoim losem.
Z każdą sekundą żegnał się z kolejnymi wspomnieniami. Dom rodzinny, zabawa w fort, dzieciństwo – obrazy znikały naprzemiennie, jak pocięty film: sceny usuwane były raz z początku, raz z końca taśmy. Nieruchomo poddawał się temu, co nieuchronne. Wkrótce zapomniał jak się nazywa, gdzie jest i…
NIE! – wrzasnęło coś w jego głowie, coś co mogła usłyszeć nawet podduszająca go Pomarańczowa. Przeniósł na nią nieobecny dotąd wzrok, a w jego oczach mogła dostrzec psychola, którym kiedyś był.
Nie kontrolując swoich odruchów odepchnął ją od siebie. Dziewczyna wywróciła się, a on sam w niemocy padł na kolana, łapczywie łapiąc powietrze do płuc.
Czuł tę dotkliwą pustkę w głowie. Głucha ciemność, a przez nią przedzierała się czerwień krwi, która zalewała jego umysł.
Nie wiedział kim jest. Nie wiedział gdzie jest i dlaczego tu jest.
Nie wszystko jednak było stracone.
Dyszał ciężko, a wzrok wbijał w ziemię. Chichotał, cichy śmiech przeradzał się w coraz głośniejszy, psychodeliczny rechot.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-07, 10:41   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry – Leliel


Stała tam szczerząc się jak strzyga do swojej ofiary. Cofnęła się o krok, później o jeszcze jeden i korzystając z okazji, że Lynn działa za nią. Miała okazję uciec. Nie mogła pozwolić, aby Joyce ją zabił. Nie on, nie miłość jej życia. Wiedziała już dawno, ile błędów popełniła. Zrobiła nawet rachunek sumienia. Obiecała, że wszystko będzie jak dawniej. Władza przesłoniła jej jasność umysłu, zrzucając nań woalę ciemności, w której sama się zatraciła.
- Możemy zacząć wszystko od nowa... - szeptała, kręcąc przecząco głową, a w jej oczach pojawiły się łzy, które prawdopodobnie były szczere. Zerknęła na Lynn, która wciąż w amoku próbowała atakować Joyca. Zabij go. Tylko to mogła usłyszeć w swojej głowie. Ostatnie tęskne spojrzenie na Joyca, ostatni oddech. Byli teraz jak w kiepskim dramacie. Ona była Julią. Jeżeli mają tutaj umrzeć, to oboje.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-07, 10:50   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Musiała się pospieszyć. W jej rękach spoczywał los Leliel. Tak przynajmniej czuła, bo nigdzie nie mogła znaleźć rudowłosej. Patrzenie przez ściany było szalenie przydatną umiejętnością. Nie musiała wchodzić do żadnego pomieszczenia, aby wiedzieć czy ktoś jest w środku. Odwiedziła nawet lecznicę, która wyglądała jak po przejściu huraganu. Anna z Charlie'm najwyraźniej bardzo się spieszyli. Większość leków i kilka podręcznych sprzętów medycznych zniknęło, a to oznaczało że oboje udali się już do autobusu. Kelly odetchnęła z ulgą. Zabrała to, po co tutaj przyszła i teleportowała się na górę.

Nie mogła nic zrobić. Widziała jak Lynn odbiera wspomnienia Joyca. Poznała ten wyraz twarzy. Pustka, ciemność, zdezorientowanie. Twarz Lynn nie przypominała niczego. Nie potrafiła rozpoznać w niej żadnego uczucia i choć Kelly nie znała osobiście brunetki... Mogła z całym przekonaniem stwierdzić, że to nie ona. To Leliel, która właśnie cofała się, jakby planując już w głowie ucieczkę. Nie zaatakuje Joyca bezpośrednio. Zrobi to jej rękoma, albo nakaże mu zabić ją... Przez chwilę nie potrafiła pozbierać myśli, jednak to, co stało się później było jej decyzją, której jeszcze może pożałować.

Strzałka z adrenaliną poleciała w stronę Joyca, jednak zamiast w ramię jak planowała Kelly, dostał w szyję. Dziewczyna nigdy nie była dobrym strzelcem...

/ Joyce +3 do rzutu kośćmi. Adrenalina, ale i brak wspomnień...
Jeżeli chcesz atakować, musisz rzucać.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2017-01-07, 12:33   
   Multikonta: Val, MG


Nie chciała tego, ale to co ona teraz chce było postawione na najdalszym miejscu w hierarchii. Przecież nie dało się w żaden sposób zachować trzeźwości umysłu, kiedy wpływa na ciebie Pomarańczowy. I ona chyba wiedziała o tym najlepiej. Uniosła głowę i popatrzyła na Joyca. Cały czas oddychała bardzo niemiarowo, była przerażona jednak wiadomo... Nie czuła tego praktycznie w ogóle, a kiedy Leilel wydała jej kolejne polecenie zupełnie już się nie bała i była gotowa przystąpić do ataku. Czuła pewność siebie, bo wiedziała, że się uda. Znowu gwałtowanie zbliżyła się w stronę Joyca, a że stali niedaleko ściany to przycisnęła go do niej. Od razu przyłożyła mu swój łokieć do gardła, aby go unieruchomić, a kiedy już to zrobiła, nadała na niego paraliż aby nie mógł się ruszyć. Stał sztywno i jedyne co mógł zrobić to spoglądać na swojego małego oprawcę.
Zabij go. Wiedziała już co zrobi. Przecież mogła wyciągać ze swojej głowy wspomnienia. Oczywiście, że było to trudne. Tak, jakby jej dłoń grzęzła w dawnych wspomnieniach przechowywanych w jej głowie. Jakby nie mogła jej wyjąć, ale kiedy już wyjęła.
Layla. Jej emocje, uczucia. Pamiętała, kiedy weszła jej do głowy jeszcze wtedy, gdy wyprowadzali ją z Pryzmatu. Pamiętała wszystkie te przerażające wizje, wszystkie myśli które krążyły po głowie jej ukochanej siostry i nakłaniały ją do samobójstwa. Teraz po prostu przekazała Joycowi wszystkie te okropne wspomnienia, wplatając tam tylko jego osobę. To on chciał się zabić. To on miał depresję. To on najbardziej bał się tego...
Teraz jesteś sam. - powiedziała do niego telepatycznie Lynn wiedząc, że to zadziała. Skoro ma teraz w głowie wspomnienia Layli. A Lynn dobrze wiedziała co popchnie do samobójstwa jej siostrę. Nie masz już nikogo. Jesteś zupełnie sam. Wszyscy bliscy Ci ludzie, przyjaciele. Wszyscy odeszli zostawiając Ciebie samego.
Po chwili brunetka sięgnęła po nóż, który Joyce miał za pasem i wsadziła mu w dłoń, a następnie położyła na jego dłoni swoją, zaciskając jego palce na rączce noża.
Chcesz umrzeć, chcesz się zabić. Masz już tego dosyć, bo jesteś nikim. Jesteś zawsze na przegranej pozycji i nie ma znaczenia, co zrobisz. Twoje życie już zawsze będzie tak wyglądało, zawsze będzie puste. Są osoby, których nie da się już zastąpić - mówiła cały czas, wplatając kolejne wspomnienia z głowy swojej siostry do głowy Joyca. Czuł to, czuł, że stracił wszystkich, wszyscy, których kiedykolwiek kochał i którzy zapewniali mu spokój, odeszli. Nie żyją. Czy on właściwie powinien kontynuować swój żywot? Czuł nieograniczony niczym smutek, żal. Ból, którego nie mógł w żaden sposób zrozumieć, starać się od niego odsunąć. To po prostu było silniejsze od niego, tak samo jak było wtedy silniejsze od Layli. Zielona nigdy nie czuła się dobrze będąc sobą, zawsze była samotna. Pozostawiona na pastwę losu i teraz Joyce przeżywał to samo.
- Po prostu się zabij, przecież to rozwiąże wszystkie Twoje problemy - powiedziała Lynn, już na głos. Wyciągnęła nóż i przyłożyła do jego gardła, a następnie przejechała nim w dół - jednak jedynie ostrzem. Rozciął on jego ubrania i pozostawił czerwoną smugę krwi.
- Nie czujesz ulgi? Przecież można to tak łatwo zakończyć - powiedziała.
Cały czas mówiła przedziwnym tonem, z dziwnym akcentem. Wiadomo, że to nie była ona i że była jedynie durną marionetką w całej tej grze. A teraz wydawało jej się, że dopięła swego.
- No zabij się, idioto. Nie masz innego wyjścia. Tak słabi ludzie jak ty są skazani jedynie na to - powiedziała, a następnie przyłożyła nóż do jego podbródka, dokładnie pod. Jeden ruch i Joyce mógł być martwy.
Była pewna, że kiedy odejdzie, to chłopak się po prostu zabije. Przecież nie miał teraz żadnej woli walki, w jego wspomnieniach nie było niczego, co mogłoby wskazywać na jakiekolwiek odejście od tego, co włożyła mu tam Lynn. Przecież Layla nigdy nie miała woli walki. Ona zawsze jedyne co chciała, to po prostu zginąć. Zabić się, a jeszcze lepiej przy wszystkich, by zgarnąć jak największą ilość atencji. Niech wszyscy wiedzą, że ginie. Niech wiedzą, że cierpi i ze jedyną rzeczą, która może ją od tego uchronić jest śmierć, nie bliscy. A teraz Joyce czuł identycznie to samo. Pragnął śmierci jak jeszcze niczego.
Tylko jedna rzecz umknęła Lynn dotycząca swojej siostry. Wydawało jej się, że chciała się zabić. Ale w rzeczywistości ona chciała tylko pokazywać innym, że cierpi. Kaleczyć się a potem topić w swojej krwi w wannie. Ale zawsze pragnęła zadzwonić w porę po służbę, by ktoś ją wyciągnął i udzielił pomocy.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-07, 15:15   
   Multikonta: Levi


Szaleństwo… Nieskładne myśli rozsadzały mu czaszkę od wewnątrz. Płomienie i krew – do tego sprowadzało się wszystko, co pozostało w jego głowie, a śmiech psychopaty był reakcją na całą sytuację. W tej jednej chwili, gdy udało mu się uwolnić umysł spod wpływu Pomarańczowej, był jak psychopata, żądny śmierci swojej małej oprawczyni, oczyma wyobraźni widział już jak skąpany w jej krwi, tańczy nad jej martwym ciałem.
Poczuł ukłucie i odruchowo złapał się za szyję. Wyjął strzałkę, lecz nie dane mu było się jej przyjrzeć. Dociśnięty do ściany przez Szatynkę, znów nie mógł się ruszyć. Paraliż w całości ogarnął jego ciało. Znów to samo. Niewidzialna dłoń zaciskała palce na mózgu chłopaka, wyciskając z niego niewielką resztkę tego, czego nie zdążyła zabrać wcześniej.
Jesteś nikim… Nic nie znaczącym atomem we wszechświecie… Jesteś ciężarem, który ciągnie wszystkich za sobą wprost na same dno… Nikt cię nie potrzebuje… Nie masz nikogo…
Kierowany przez dziewczynę, zacisnął palce na nożu. Wbijał puste, pozbawione sensu istnienia spojrzenie w lśniące ostrze. Zrób to… – szeptał głosik, a chłopak czuł jak zanurza się w wielkiej głębi beznadziejności z której nie ma ucieczki. Ciemność i smutek…
Delikatne nacięcie, a sprawiało tyle ulgi. Krew powoli spływała po jego skórze. To było tak bardzo znajome, tak kojące. ZRÓB TO!
Drżącą dłonią trzymał nóż na gardle. ZRÓB TO! Dociskał go mocniej, a krople krwi brudziły siwą bluzę. Jeden moment… Jedna chwila… Zakończ to tu i teraz! Nie masz po co walczyć! Poddaj się! To już koniec…
Drżał… ze strachu? …z żalu? Oddychał coraz szybciej i mniej miarowo. Roztrzęsiony, opuszczony, niechciany… Ciemne plamy zasłaniały prawie całe pole widzenia.
To koniec…
Zamknął oczy, nóż wypadł mu z dłoni, głowa bezwładnie odleciała do tyłu. Przez moment wyglądał jakby stracił przytomność. Resztka świadomości, umysłu nienależącego do niego, odpłynęła. Pozostało tylko ciało z buzującą w żyłach adrenaliną.
Mogę przysiąc, że jego oczy zaświeciły się na czerwono, ukazując piekielne ognie. Spojrzał na stojącą przed nim Lynn, a jego twarz nie wyrażała zupełnie nic. Z ust, jak podczas erupcji wulkanu wypłynął strumień ognia.
Joyce zrobił krok od ściany. Był jak maszyna. Chodzący miotacz płomieni, nad którym już nikt nie zapanuje. Zaprogramowany na totalne zniszczenie, obierał cel za celem. Siał chaos, kule ognia demolowały pomieszczenie, niszcząc wszystko, co napotkały na swej drodze.
Na pierwszy ogień poszła sukienka Szatynki, która znajdowała się najbliżej Jednorękiej maszyny zagłady. Płomienie szybko trawiły delikatną tkaninę najpierw przypalając skórę dziewczyny, by po chwili zająć się i nią, następnie jej włosy zaczęły się topić jak skóra i jedwab niczym wosk świecy, stając się niczym więcej jak ludzkich rozmiarów pochodnią, umierającą w męczarniach. Świąd palonego ciała, podrażniał nozdrza, ale jej krzyki nikły w szumie szalejącego ognia.
Jak terminator obrócił twarz w stronę Leliel, wyciągnął dłoń, zamykając ją w kręgu śmierci. Coraz wyższa temperatura powoli gotowała ją od środka, powodując, że jej skóra pokrywała się bąblami. Musiała wiedzieć, że to już koniec. Nie miała szans na ucieczkę. Temperatura płomieni zwiększała się z sekundy na sekundę. Wkrótce jej martwe, topiące się ciało upadło na ziemię i zniknęło, pochłonięte przez płomienie.
Rudowłosa stojąca przy samym wyjściu była w nieco lepszym położeniu, Joyce nie zarejestrował jej przybycia, by przeżyć wystarczyło uciec, unikając pożaru, który szybko obejmował całą salę i pomieszczenia do niej przylegające, a przez powybijane szyby przenosił się na zewnątrz, zajmując zmrożoną ziemię.
Nie wiedział co robi. Siał zniszczenie. Konstrukcja pomału nie wytrzymywała temperatury, kawałki gruzu osypywały się i znikały w płomieniach, a kule co chwila wystrzeliwane z jego dłoni rozwalały ściany, zamieniając budynek w gruzowisko.
W samym środku tego piekła znajdował się on. Stał chwiejnie i wył, jak wilk do księżyca. Niczym ostatni żyjący smok rzewnie wydawał z siebie ostatnie niszczycielskie płomienie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,113 sekundy. Zapytań do SQL: 9