• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Stolik #4
Autor Wiadomość
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-14, 13:16   Stolik #4
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Okrągła Sala, w której zazwyczaj stały same puste ławy zamieniła się teraz w przepięknie wystrojoną salę, godną powitania największych szych naszego kraju. Sporo małych, okrągłych stolików, nakrytych śnieżnobiałymi obrusami z idealnie wypolerowaną zastawą. Na każdym talerzu stała mała tabliczka z imieniem i nazwiskiem. Najwyraźniej wszyscy zostali już przydzieleni do stołów. Na sali panował półmrok, oświetlany przez liczne światełka, które znajdowały się umieszczone pod sufitem i na stolikach w okół bukietów stojących na środku stołów. Jedynym wyróżniającym się akcentem w przeważającej bieli byłą czerwień. Czerwone serwetki, czerwone róże, czerwony parkiet, czerwone okrycia na krzesła, które idealnie kontrastowały z bielą w okół.

/ możecie się swobodnie przemieszczać między tematami. Na pierwszy post w tych lokacjach daję wam 24h, po tym czasie brak postu równa się wykluczeniem z eventu i przymusową rozgrywką z MG.

// Charlie
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-19, 19:17   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry

Charlie szalenie zadowolony z zatrzymania u nich Lynn wszedł na salę jak do siebie do pokoju. Ręce wbite w garniturowe spodnie, nonszalancki krok i szeroki wyszczerz. Tak, to na pewno był on w dobrym nastroju. Po za tym czekała go popijawa z najlepszymi, czego mógł chcieć od życia więcej? Ktoś miał przyprowadzić Lynn na salę, gdyby jednak sama nie trafiła. On nie miał czasu na zbędne ceregiele, nie chciał wejść tutaj z nią za rączkę, to totalnie nie w jego stylu. Pomachał Annie, która siedziała przy stoliku z Leliel, ale na rudą nawet nie zerknął. Zwyczajnie znudziło mu się patrzenie na jej sztuczny do granic możliwości ryj. Uśmiechała się, a w głowie planowała już kolejne tortury dla swoich "podopiecznych". Ominął ją spojrzeniem i zasiadł przy stoliku, chciaż czuł jejw zrok na swoich plecach...
Pozostało mu czekać na córeczkę prezydenta i drugą towarzyszkę. Z braku lepszego zajęcia zaczepił Lilian, aby ta przyniosła mu trochę szkockiej. Na trzeźwo na pewno tutaj nie wysiedzi.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-19, 22:01   
   Multikonta: Val, MG


Lynn jakoś udało się trafić na sale. Z pewnością nie było to łatwe, ale wreszcie znalazła kogoś, kto pomógł jej znaleźć miejsce w którym miała się zjawić.
Jak się czuja? No niezbyt dobrze. Oczywiście, że gdzieś tam w tyle głowy wciąż siedziały jej myśli dotyczące ucieczki i tego, że być może ktoś na nią czeka. Choć z drugiej stroni... Czuła się dziwnie znajomo, naprawdę. Przecież tak wiele razy musiała zjawić się w takim właśnie miejscu i uśmiechać do ludzi. Wszystko to wydawało się jej dziwnie znajome, tak więc nie wkroczyła na sale jak zbity pies, ale jak prawdziwa córka prezydenta. No może nie do końca obecnego prezydenta, ale wkroczyła dumna jak Lynn Gray za dawnych czasów. Idealnym krokiem ruszyła w stronę stolika, przy którym siedział chłopak. Wnioskowała, że skoro on tam siedział, to było to też jej miejsce. Gdy zbliżyła się, od razu wywęszyła swoje miejsce oznakowane karteczką. Na obcasach poruszała się niezwykle dobrze. Chociaż były chyba o wiele wyższe niż te, w których chodziła dawniej. Zajęła swoje miejsce obok chłopaka i lekko się uśmiechnęła. Po tym dodała:
- Ładny wystrój.
Zmierzyła dość surowym wzrokiem jego dłoń, w której dzierżył szklankę alkoholu. Nie przepadała za nim.
Pachniała jeszcze lepiej niż wtedy, gdy wyszła z łazienki. Wiedziała, że skoro miała pojawić się na takim przyjęciu, to powinna wyszorować się dwa razy dalej. Zapach lasu i sosen pod którymi tyle leżała przestał się już wokół niej unosić, ustępując jakimś jaśminowym perfumom.
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-19, 23:08   
   Multikonta: John, Nathan


Odkąd wyruszyły z pustyni, Alice powoli wpadała w coraz lepszy humor. Cieszyło ją to, że ma przy sobie swoje dziewczyny. Że żyją, że mają się dobrze. Martwiła się o Rose i o Bambi, ale musiała trzymać to co miała.
Gwałtowny spadek dobrego humoru nastąpił pod OWD, kiedy Abs się załamała... A ona nie mogła z tym nic zrobić. Spojrzenia Abs przepełnione złością i nienawiścią bolało. Fakt, że nie mogła jej pomóc, bolał. Cierpiała. A mimo to musiała się uśmiechać. Bo odzyskała Bambi, bo musiała być silna, by znów nie stracić tego co miała.
Pandemonium... Pomogło. Ciepła woda, posiłki, bezpieczeństwo, własne, wygodne łóżko... Świetne warunki, żeby wypocząć. Nie była w niebezpieczeństwie, po raz pierwsze od dawna nie musiała walczyć o przetrwanie. Nie musiała bić się z myślami.
Zatopiła się w książkach. Uwielbiała czytać kiedy była mała, ale odkąd wybuchła epidemia nie miała do tego zbyt dużo okazji. Teraz mogła to robić bez obaw. Trochę też pozwiedzała, choć nie rozmawiała zbyt dużo z ludźmi. Jej humor naprawdę zaczął się poprawiać. Ale wciąż był problem. Problem z myślami.
Zawiodła. I wiedziała to dobrze. Summer miała rację. Zniszczyła życie wielu osobom, by móc uratować przyjaciółki. A teraz? Została jej tylko Bambi i Abs... A wzroku Abs nie mogła dłużej znieść. Kiedy tylko na nią patrzyła, czuła, jakby tysiące igieł wbijało się jej w serce. Bolało. Potwornie bolało. Ale co miała zrobić, co miała powiedzieć? Nie umiała jej pomóc. Czuła się winna. Abs cierpiała przez nią. Co mogła w tej sytuacji zrobić?
Czuła się nieswojo w tej sukience. Czuła się nieswojo w ładnej fryzurze, w biżuterii... Czuła się nieswojo tak się perfumując. Nigdy tego nie robiła. Wychowała się w sierocińcu, nie miała takich wygód. A potem wybuchła epidemia, i nim zdążyła nacieszyć się młodością, musiała walczyć o przetrwanie. W Lidze też nie oferowano takich ubrań. Buty na obcasach były niewygodne, dziwnie uciskały, nie potrafiła wręcz zrozumieć czemu ktokolwiek miałby w tym chodzić. Sukienka, choć bardzo wygodna, to utrudniała ruchy, a biżuteria była zupełnie zbytecznym dodatkiem. Ale mimo to nałożyła to wszytko, chcąc zobaczyć jak to jest. Jak to jest czuć się ładną. Kiedy w sierocińcu czytała książki o księżniczkach, zawsze wyobrażała sobie siebie w takiej sukience. Nawet postanowiła, że kiedy dorośnie i odejdzie z sierocińca kupi sobie taką. Teraz mogła spełnić te marzenia. Ale czuła się... Dziwnie. Choć nie mogła powiedzieć, że nie była zadowolona. Może była zbyt skrępowana.
Z lekkim smutkiem stwierdziła, że musi usiąść obok nieznanych osób. Wolałaby siedzieć przy Bambi, ale chyba nie było jej to pisane. No cóż, pozostawało mieć nadzieję, że to będą mili ludzie.
Odgarnęła włosy, które wchodziły jej w oczy, starając się, by nie zepsuć przy tym pięknie zakręconych loków. Wyszukała wzrokiem głos, który ją wołał, i uśmiechnęła się do Bambi, najładniej jak umiała. -Pięknie wyglądasz! - Odkrzyknęła i pomachała do niej śmiejąc się radośnie. Takie wieczory jak ten były po to, by zapomnieć. Dlatego uciekła wzrokiem od Abs, zanim zdążyła o niej pomyśleć. Odrzuciła też myśl o tym, że Summer, Marc i Rose mogły nie mieć tyle szczęścia, i wciąż walczą o przetrwanie. Czuła, że to by było zwyczajnie nieuczciwe, gdyby nie korzystała z dobroci tego, co miała. Nie powinna się zamartwiać. Dziewczyny były silne i zdolne, na pewno dadzą sobie radę. A zamartwianie się nic nie da.
Powoli, starając się nie wywrócić (w końcu pierwszy raz chodziła w butach na obcasach), podeszła do swojego stolika. Wyglądało na to, że dwa pozostałe miejsca były już zajęte. -Cześć. - Powiedziała spokojnie, uśmiechając się delikatnie. -Jestem Alice. Miło mi was poznać. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić... - Przyłapała się, na używaniu zwyczajowego, lekko twardego aczkolwiek spokojnego tonu, jakim przywykła mówić przed misjami, by uspokoić resztę grupy. Musiała się tego oduczyć.
Z oczywistych względów nie podała nikomu ręki. Zwyczajnie usiadła na swoim miejscu i zmierzyła wzrokiem salę, zwracając uwagę na dekoracje. W jej wzroku widać było ciekawość. W końcu po raz pierwszy była na takim balu. Nie wiedziała, jak powinna się zachować. Ale podobał się jej wystrój.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-20, 14:49   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Charlie

Charlie wlepiał spojrenie w każdego, kto przekroczył chociaż próg sali. To zupełnie tak, jakby na kogoś czekał, albo zwyczajnie nudził się tutaj. Nie lubił siedzieć w miejscu, najchętniej zjadłby coś, popił szklaneczką jeszcze jednej szkockiej i zajął się czymś bardziej kreatywnym niż ślęczeniem tutaj samemu przy stoliku. Cóż... Nie musiał długo czekać, bo pojawiła się i córeczka prezydenta, i nowa pomarańczowa, o której już słyszał od Shane'a. Właściwie to Charlie był jak męska wersja Megan. Wiedział wszystko i o wszystkich. Jak na niewychowanego przystało, nawet nie podsunął swoim towarzyszkom krzeseł, tylko siedział sobie dalej jak pan i władca. Całe życie spędził na tułaniu się po świecie, nie wiedział więc czym jest dobre wychowanie, mimo iż Anna robiła mu za matkę... Ona nie miała czasu na nauczenie go chociażby podstaw, namiastki tego co powinien dżentelmen.
Powitał Lynn szerokim uśmiechem i zmierzył ją spojrzeniem, chciałby dodać, ze ładnie wygląda, ale powstrzymał się. Mogłaby to odebrać jako słaby podryw czy coś równie głupiego. Nawet Alice się odezwała, co Charlie skwitował lekkim wyprostowaniem się i odstawieniem szklanki.
- Charlie. Nie musisz się nas bać, czy coś. Nie będę wam za bardzo przeszkadzał. - wzruszył ramionami. Wiedział, że baby lubią sobie potrajkotać o pierdołach, więc postanowił, że stwierdzenie oczywistej rzeczy jaką było "nie będę przeszkadzał" było tutaj jak najbardziej na miejscu.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-20, 15:06   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Leliel

Wszyscy zebrali się na sali, nawet Joyce zaszczycił ich swoją obecnością, chociaż sama Leliel zaczynała wątpić w jego przybycie. Uśmiechnęła się do niego radośnie i znów rzuciła okiem na wszystkich zgromadzonych. Ich stolik znajdował się na samej scenie i w odróżnieniu od całej reszty nie był on okrągły, a podłużny, a każde z nich siedziało twarzą do tłumu. Chwyciła dłoń Joyca, który to pomógł jej wstać i unosząc w górę kryształowy kieliszek, zastukała w niego nożykiem. Muzyka ucichła, światła przygasły, a reflektor został zwrócony tuż na nich. Na Joyca po prawicy Leliel, Annę po lewej. Brakowało tu tylko Shane'a, który jednak odmówił zajęcia stolika wraz z nimi. Była mu wdzięczna za wysiłek, który włożył w Pandemonium, chciała podziękować, jednakże nie był chyba tym specjalnie pocieszony.
Cisza na sali zdawała się być jak w grobie, a ciemność porównywalna do krypty, w której palą się tylko gdzieniegdzie znicze. Leliel przywdziała na swoją szczupłą twarz jeden z uśmiechów, który kończył się jednak gdzieś na oczach. One wciąż pozostawały puste jak wydmuszki jajek, jednak zgromadzeni na sali nie mogli tego widzieć. Siedziała zbyt daleko...
- Chciałabym was wszystkich powitać w ten cudowny wieczór. Będziemy się bawić do białego rana i świętować przybycie nowego roku, choć może wielu z was nie wie, że mamy dziś sylwestra. Szczęśliwi czasu nie liczą. - zaśmiała się nerwowo, odkładając nóż na stół obok swojego talerza i ścisnęła Joyca delikatnie za rękę. Stał u jej boku, a Anna przyglądała się temu wszystkiemu ze zdziwieniem. Nie ukrywała go nawet. Mimo to, co jakiś czas uśmiechała się i zerkała na tłum, kiedy patrzenie na ten teatrzyk już ją męczyło.
- Wielu z nas poległo w walce, którą nieustannie toczymy. Wznieśmy za nich toast. Pamiętamy o ich poświęceniu dla lepszego jutra. - Sarah i Lilian szybko okrążyły salę, podając każdemu kieliszek z szampanem i z uśmiechem przemieszczał się między stolikami z dużą tacą przygotowanych napoi. Leliel za ten czas wzniosła w górę swoje naczynie i pochyliła głowę, smutniejąc na chwilę. Kiedy wszyscy zgromadzeni powtórzyli po niej ten gest, znów wyprostowała się jak struna i przeniosła spojrzenie na Joyca, uśmiechając się do niego łagodnie.
- Ten rok był dla nas bardzo owocny. Zieloni w swoich laboratoriach pracowali nad wieloma wynalazkami, dzięki którym niektórzy z was wciąż są z nami cali i zdrowi. - przeniosła spojrzenie na Williego, który wprowadził na salę mały wózek pielęgniarski. Za nim na scenę weszła młoda kobieta, na pewno była PSI. Jednak widać było jak bardzo jest przerażona, a uśmiech był mocno wymuszony. Zupełnie jakby ktoś kazał jej szczerzyć zęby, przykładając lufę do pleców. Dygnęła uprzejmie w stronę tłumów, lecz nie mogła nikogo zobaczyć, bo światło reflektora skutecznie ją oślepiało.
- Maść zielonych. To od niej zaczniemy. Posmarowane nią rany goją się w ciągu dnia, bądź dwóch i nie zostają po tym żadne blizny. Jest wspaniałym sposobem na poparzenia, rany postrzałowe, zadraśnięcia czy nawet reakcje uczuleniowe. - Willy robił swego rodzaju pokaz, unosząc w górę słoiczek z białą mazią, która przypominała wazelinę. Leliel wzięła głęboki oddech, z zamiarem kontynuowania swojej przemowy. Nie chciała zanudzać wszystkich zebranych, więc najlepszym sposobem byłoby skrócenie tego wszystkiego i kontynuowanie imprezy, jednak miała jeszcze kilka rzeczy do pokazania.
-Wypełniacz złamań. Wystarczy wprowadzić igłę w złamanie i wstrzyknąć to cudo. Zieloni nazwali to cementem, ale to chyba zbyt niepoważna nazwa. - Leliel uśmiechnęła się i puściła dłoń Joyca, pozwalając mu usiąść, a sama podeszła do nieznajomej dziewczyny i na jej chudym ramieniu ułożyła dłoń, zerkając w jej przerażone oczy, jakby dając znak, że może mówić.
-Umarłam już siedem razy. - nieznajoma podniosła wzrok na publiczność, mrużąc przy tym oczy, aby uchronić wzrok przed drażniącym światłem. Jej głos był dwa raz cichszy i mniej donośny, przez co wielu z gości pewnie nawet nie usłyszało co powiedziała. Leliel skinęła do Williego, a ten zabrał wszystkie wynalazki wraz z dziewczyną.
- Najważniejszym odkryciem jest nieśmiertelność. Mamy moc, która może nam się przydać do wielu rzeczy. Jeżeli znajdziemy dla siebie odpowiednie, żyjące ciało, możemy przestać martwić się o życie. Pomarańczowy wyczyści dla nas nowy dom, zabierze w swojej głowie wasze wspomnienia i możemy bez końca kontynuować swój żywot. Wszystko jednak wymaga ofiar, bez tego nie mozemy się obejść. Miranda, którą tutaj widzieliście jest jedyną osobą, na której wykonano przenoszenie pamięci na inny żywy organizm. Nie zamierzamy tego powtarzać, jednak chcieliśmy, abyście wiedzieli jak bardzo niepokonani jesteśmy i uwierzyli w to, że uda nam się stworzyć lepszy świat. Musimy tylko w to uwierzyć i współpracować, a każdy padnie przed nami na kolana. Wielu z was ma własne powody, aby walczyć. Ja wam w tym pomogę. Odzyskacie spokój ducha i będziecie mogli żyć jak ludzie, nie wyrzutki społeczeństwa. Bez ciągłej walki, bez strachu o jutro. - Leliel wróciła na swoje miejsce i znów uniosła kieliszek w górę, upijając z niego łyk. Ma dla nich jeszcze kilka niespodzianek, jednak nie może pokazać wszystkiego na raz. Nie chciała zakończyć imprezy, bo wiedziała, że nie wszystkim PSI spodobają się rzeczy, nad którymi pracują podziemia.
- Pozostaje mi życzyć wam udanej zabawy i zaprosić na drugą część balu już po północy. - tymi słowami zakończyła swój wywód. Światła znów się zapaliły, a przed każdym z zebranych pojawił się talerz z jedzeniem. Leliel siedząc sztywno jak posąg, zerkała na każdego w oczekiwaniu na reakcję, jednak na nikim nie zatrzymywała wzroku na dłużej.
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-21, 01:06   
   Multikonta: John, Nathan


Sięgnęła po kieliszek, głównie odruchowo, uśmiechając się do kelnerek i dziękując uprzejmie. -Bać się? - Zapytała spoglądając ze zdziwieniem na Charliego. -Czemu miałabym się was bać? - Zmierzyła go wzrokiem. -Nie wyglądasz na osobę, która chciałaby mnie zabić bez większego powodu. - Stwierdziła kierując wzrok na kieliszek. -Nie sądzę, że ściągaliście nas tu po to tylko, żeby nas teraz pozabijać. To byłoby nielogiczne. - Uśmiechnęła się lekko. Po tym wszystkim co przeszła, chyba już nigdy nie będzie się niczego bać. Największy koszmar na świecie miała już za sobą. Teraz musiało być już tylko lepiej. Straciła dom, straciła przyjaciółki. Uciekła od śmierci i zniszczyła umysł niewinnego człowieka, który dał jej dom. Zniszczyła wszystko w co kiedykolwiek wierzyła. I zobaczyła nienawiść w oczach najlepszej przyjaciółki. Co gorszego mogłoby ją teraz spotkać? Nawet śmierć nie wydawała się być taka straszna. -To raczej ja powinnam powiedzieć te słowa. - Mruknęła cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Chciałaby powiedzieć, że nie powinni się jej bać, że nic im nie zrobi, ale sama nie była co do tego przekonana. Nie wiedziała, czy jej moce przypadkiem nie wymkną się spod kontroli, z powodu tego całego syfu w jej duszy. Mogło być tak, że namiesza komuś w głowie zupełnie przypadkiem.
Spojrzała na księżniczkę, jak zwykła nazywać Leilel. W sumie nie wiedziała czemu, ale kiedy pierwszy raz ją zobaczyła, wydawało się jej że patrzy na prawdziwą księżniczkę. No cóż, może tylko ona tak to widziała.
Przemowa zaczęła się całkiem normalnie. Wręcz nudno. Brzmiała tak strasznie typowo, że Alice wydawało się, że jeśli księżniczka skończyłaby ją w tym momencie, to byłaby w stanie bez problemu ją dokończyć. Wielkie dokonania, brak strachu, polegli w walce... Typowe gadanie. Nic szczególnego, nic ciekawego. Zamiast słuchać, wolała przyglądać się dekoracjom, a przede wszystkim gościom. To było dla niej zupełnie niespotykane, jak scena z jednego ze snów w dzieciństwie. Musiała się nawet lekko uszczypnąć, żeby mieć pewność, że nie obudzi się zaraz w jakichś łachmanach na ulicy czy w sierocińcu. A jednak była tutaj, wśród pięknie wystrojonych ludzi. I ona sama też była pięknie wystrojona. Mimo, że wychowała się w sierocińcu, że przez większość życia uciekała i walczyła, że była poszukiwaną PSI, że była pomarańczowa... Dotarła tutaj. Brzmiało jak sen, prawda? Gdyby jeszcze ten ból gdzieś w głębi zniknął, pomyślałaby, że jest w niebie. W sumie to dobrze, że cierpiała. Inaczej pomyślałaby, że umarła i trafiła do nieba. Na szczęście nie wszystko było takie piękne. I choć próbowała zapomnieć o tym, jaki świat bywa okrutny, to księżniczka musiała jej o tym przypomnieć.
"Umarłam siedem razy". Te słowa wyrwały ją z zamyślenia i zmusiły do słuchania. To było coś nowego, wcześniej nie słyszała czegoś takiego. Nieśmiertelność?
"Jeśli znajdziemy sobie odpowiednie ciało"... Przeszły ją ciarki. Potężne ciarki, przypominające jej o czymś, o czym nigdy nie chciała myśleć. Nikt nie musiał kończyć tych słów, nikt nie musiał tego wyjaśniać. Odkąd pierwszy raz zajrzała komuś do głowy, odkąd pierwszy raz przeszukała czyjś umysł, ziarno niepokoju zostało zasiane gdzieś w jej umyśle. Gdzieś, gdzie starała się ukryć tą szaloną myśl przed samą sobą.
Oczywiście, że wiedziała. Jak mogła nie wiedzieć. Przeczesała umysły wielu osób, wiedziała, że to jest możliwe. Ale nie chciała tego przyznać przed samą sobą. I nigdy nikomu o tym nie powiedziała. Nawet Cassiemu, który w końcu też był pomarańczowy. Który w końcu też powinien to zrozumieć.
Umysły ludzkie przypominały dyski. Przeczesywanie wspomnień było jak przeglądanie kolejnych plików na czyimś komputerze. I nawet jeśli ktoś nie zdawał sobie z tego sprawy, w jego umyśle były pliki, wspomnienia o których się nie pamiętało, a które wywarły wpływ na takie a nie inne cechy charakteru. Wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, tragiczne wydarzenia, traumy... Nawet bajki czytane na dobranoc... Wszystko to było w umyśle. I wszystko to można było usunąć i wgrać na nowo. Można było zakorzenić w czyimś umyśle myśl, która wykształciłaby taką a nie inną cechę charakteru. W przeciwieństwie do wciskania na siłę pewnych wspomnień, taka subtelna zmiana pozostawała niewykrywalna, a dobrze zrobiona, była niezwykle skuteczna. Kiedy pierwszy raz zobaczyła czyjeś wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, wspomnienie o którym ta osoba nie mogła pamiętać, w głowie Alice pojawiła się myśl. Myśl, która mówiła, że można "zgrać" czyjąś osobę do nowego ciała.
Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie chciała się zastanawiać. A teraz usłyszała, że to jest możliwe. I uświadomiła sobie, że od zawsze o tym wiedziała, choć nie zdawała sobie z tego sprawy.
Mało brakowało, a upuściłaby kieliszek. -Co...! - Zaczęła podniesionym głosem. Może zbyt podniesionym. Prawdopodobnie teraz wiele oczu skierowało się w jej stronę, bo było ją słychać przy pobliskich stolikach.
Chciała krzyknąć. Powiedzieć, że to szaleństwo. Że to głupota. Że to nieludzkie. Że to... Zgrywanie jednego umysłu do innego ciała... Czyszczenie pojemnika... To było okrucieństwo. By uratować jedną osobę, marnowało się życie innej. Te wszystkie wspomnienia, marzenia, pragnienia... Pamięć o bliskich, o rodzinie, o miłostkach... Wszystko to ginęło. Te cenne rzeczy znikały, ponieważ ktoś zamarzył sobie życia wiecznego. Tak nie mogło być. Wszystkie umysły były cenne. Ona, jako pomarańczowa, rozumiała to lepiej niż ktokolwiek. Nie można było tak po prostu tego usunąć. Nie mieli do tego prawa. To było straszniejsze niż śmierć. To było wymazanie egzystencji. To było wymazanie osoby. To jak powiedzenie, że ona nigdy nie istniała... Ponieważ nie była cenna.
Już miała powiedzieć to co miała na myśli. Już miała ochrzanić księżniczkę. Już miała zniszczyć to wszystko w cholerę, miała wyjść, miała uciec... Ale napotkała wzrokiem Abs i Bambi.
Jej najdroższe przyjaciółki. Najcenniejsze osoby na świecie. Jedyne, co jej zostało. Nawet Abs, która patrzyła na nią z nienawiścią... Była jej przyjaciółką... Kochała je. Kochała je nad życie. I one... One były tu bezpieczne. Były tu szczęśliwe. Miały tu swój dom, swoje miejsce na ziemi. I były powiązane z Alice. Jeśli ona by coś zrobiła, to z pewnością winę poniosłyby także one. Odpowiedzialność zbiorowa. A nawet jeśli nie... To chciała przy nich być do końca. By móc je chronić. By móc w razie czego zasłonić je własnym ciałem.
Nie podobało się jej to. Nawet bardzo. Nienawidziła zarówno osób, które to wymyśliły, jak i tych, które się na to godziły. Ale... Bambi i Abs potrzebowały domu. Potrzebowały bezpieczeństwa. Potrzebowały ciepłych posiłków. Zasługiwały na to. I żeby im to zapewnić, żeby nie musiały więcej cierpieć, żeby nie musiały znów uciekać... Zrobi wszystko. Nawet jeśli oznaczało to zamknięcie w sobie wszystkiego, co ją dręczyło.
Dlatego właśnie skuliła się lekko, wydukała coś przepraszającym głosem, po czym usiadła na swoim krześle odkładając na bok pełny kieliszek. Cały dobry nastrój gdzieś prysł, a ona zatopiła się we własnych myślach.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 17:55   
   Multikonta: Val, MG


Lynn jak to Lynn, chęci do dyskusji z nowo poznaną Alice nie miała zbyt wiele. Wiadomo, gdzieś tam w głębi czuła, że powinna z nią pogawędzić, żeby miły nastrój utrzymał się na dłużej. Dawne nawyki wygrały. Jak zawsze.
- Nazywam się Lynn Gray. Miło mi cię poznać, Alice -powiedziała dziewczyna i lekko się uśmiechnęła. W jej ustach brzmiało to tak naturalnie, choć ona sama kompletnie nie była pewna, czy powinna to mówić czy nie. Oczywiście, nie chodziło tutaj o fakt jej nazwiska i nieprzyjemności z nim związanych. Tutaj chodziło o to, co wmówiła jej Leilel i czego... Wolała się trzymać. Skoro rudowłosa jest tutaj powszechnie szanowana - co można wywnioskować z jej miejsca - to lepiej stosować się do jej sugestii. Tak przynajmniej wywnioskowała Pomarańczowa.
- Naturalnie - dodała, słysząc o dobrej zabawie. Nie wiedziała co właściwie powinna mówić ani jak się zachowywać. Ale jakiś wewnętrzny duch wciąż jej powtarzał - o dziwo nie teksty o śmierci i ucieczce - że powinna się uśmiechać i przytakiwać. Tak więc robiła.
- Ależ nie przeszkadzasz nam, Charlie - dodała do chłopaka.
A potem na scenie pojawiła się wcześniej wspomniana rudowłosa. Sylwester? Już? Lynn zupełnie straciła jakiekolwiek poczucie czasu będąc tutaj. Może coś w tym jest, że szczęśliwi czasu nie liczą. Przez moment zaczęła jednak myśleć o świętach. Co z jej rodziną? O ile jakąś miała. Niezbyt wierzyła Leilel w historie o prezydencie.
Walka? Chyba zbyt krótko tutaj jest, żeby coś o tym wiedzieć. Mimo to oczywiście uniosła szklankę i papugowała ruchy reszty. Najlepiej będzie wtopić się w tłum i niech nikt jej nie zagaduje. To najlepsze wyjście.
Skądś już słyszała o wynalazku z maścią, jednak nie była w stanie połączyć tego z niczym konkretnym. Słuchała tak wystąpienia Leilel, aż wreszcie doszło do sedna. Nie... Nieśmiertelność? Tak jak zwykle Lynn potrafiła przeboleć gadaninę jej ojca i inne tego typu rzeczy, tak teraz jakaś jej wewnętrzna część nie mogła tego znieść. Szeroko otworzyła oczy. W jakie miejsce ona trafiła? Czym są osoby, które ją otaczają? Później nawet nie wsłuchała się w rozmowę Alice. Lekko drżącą dłonią wypiła kilka łyków szampana, a następnie odstawiła go. Zaczęła drżeć, a następnie lekko odsunęła się na krześle. Chciała wyjść. Przewietrzyć się, chociaż na moment.
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-21, 17:58   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Leliel

Leliel z radością zauważyła na sobie wzrok kilku osób, które o dziwo wciąż się uśmiechały. Odwzajemniła każdy z nawet najmniejszych przejawów radości i kończąc już swój posiłek, choć niezawiele zjadła, odwróciła się w kierunku Joyca szeptając coś do niego cicho. Zgromadzeni nie mogli usłyszeć co mówiła, ponieważ w chwilę po jej przemówieniu rozbrzmiała muzyka, która zachęcała wszystkich do tańca. Być może pokolenie PSI nie było najlepszymi tancerzami, ani uczestnikami takich przyjęć, ale z całą pewnością odrobina "normalności" im się przyda. Po chwili Leliel wstała od stołu i ruszyła w kierunku stolików, aby zamienić kilka słów z gośćmi.

/Możecie teraz zaczepić Leliel temacie jej stolika jeżeli chcecie.
Zostawiam was samych. Na drugą część balu was porwę po kilku(nastu) postach. Wszystko zależy od waszej aktywności - ile uda wam się zrobić. Możecie pić, jeść, tańczyć, przemieszczać się między tematami, ale każdy przejaw agresji, bądź używanie mocy w niekontrolowany sposób będzie miało swoje skutki. Pamiętajcie, że czytam każdy post. 8)
Utwór co by was rozruszać:
https://www.youtube.com/watch?v=qeMFqkcPYcg
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-21, 18:06   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Leliel, Charlie

Po krótkiej wymianie zdań z doktorem Harrisem i kilku uprzejmości z Shane'm, Leliel skierowała swój wzrok w stronę stolika córki prezydenta, największego śmieszka w całym Pandemonium i pomarańczowej Alice, z którą wcześniej zamieniła zaledwie kilka słów. Sunęła w ich stronę z uśmiechem na ustach. Była szalenie ciekawa o czym dyskutują jej goście... Szczególnie ci najważniejsi. Kiedy dotarła do stołu, dygnęła lekko i odgarnęła włosy z twarzy.
- Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. - grzeczny, ciepły ton jakoś dziwnie do niej pasował, pomimo poważnego wyrazu twarzy. Jej wzrok nie spoczął na żadnym z nich na dłużej, żeby nie poczuli się osaczeni, ale chwilę niezręcznej ciszy przerwał zaraz Charlie, który wciąż pozostawął rozwalony na krześle jak w fotelu albo na badaniu ginekologicznym.
- Te, Leliel... A jakby cię tak zabić i znaleźć ci ciało z większymi cyckami i ciaśniejszą? - zadrwił z rudej, szczerząc się przy tym głupio. Wierzcie lub nie... Gdyby spojrzenie potrafiło zabijać, Charlie leżałby już martwy pod stołem. Niebieski najwyraźniej nie widział w Leliel zagrożenia, tym bardziej, że to ona musiała tutaj grać dobrego gospodarza, a on gdyby chciał, mógłby ją zmieść z powierzchni ziemi pstryknięciem palca, więc wzruszył tylko ramionami i upił łyka szampana z kieliszka, którym wznosił toast.
- Wypijmy za lepszą twarz dla naszej szefowej. - jego spojrzenie powędrowało w stronę Alice. Mrugnął do niej porozumiewawczo, jakby chciał pokazać, że Leliel wcale nienależy się bać... Ani jej super-tajnych-hiper eksperymentów.

Rudowłosa za wszelką cenę starała się ignorować zaczepki Charliego. Pokręciła głową z politowaniem i zabrała mu z rąk kieliszek, odstawiając go na blat.
- Sugeruję dziewczęta, abyście dosiadły się do kogoś... Bardziej obeznanego z kulturą. - Leliel miała wciąż tą samą minę, jakby każda zaczepka Charliego w ogóle nie robiła na niej wrażenia.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 18:59   
   Multikonta: Val, MG


Lynn wciąż próbowała się wyrwać, jednak stół, krzesło plus duża ilość stresu i drżące dłonie okazały się niezłą przeszkodą do pokonania. Ewidentnie noga jej krzesła zahaczyła o nogę krzesła Alice, przez co dziewczyna nie mogła odsunąć swojego. A było to konieczne do opuszczenia stołu. Lynn dodała:
- P...Prz... Przepraszam Alice - dodała, ocierając pot z czoła.
Właściwie... Co jeśli to ona jest takim pustym ciałem? Co, jeśli ktoś odebrał jej wszystkie wspomnienia, albo co jeśli Leilel przekazała jej jakieś cudze? Wszystko wydawało się jej teraz coraz bardziej podejrzane. W końcu obudzenie się na łóżku w pokoju, w którym siedziała rudowłosa było... Dziwne, prawda? Wszystko nie łączyło się w jakąś większą całość na pierwszy rzut oka. Jednak Lynn czuła, że udałoby się jej jakoś połączyć te wszystkie puzzle, gdyby miała więcej czasu i dostęp do świeżego powietrza. A potem podeszła do nich rudowłosa, co jeszcze bardziej przeraziło Pomarańczową. Przestała się na moment wiercić i usiadła, a następnie uśmiechnęła się lekko słysząc przywódczynię całego tego miejsca. Pokiwała kilka razy głową a następnie zignorowała żarty chłopaka. Pewnie gdyby była sobą, to tylko skrzywiłaby się i wzięła stronę Leilel.
A potem usłyszała sugestię rudowłosej.
- Prz...Przepraszam. Muszę wyjść na momencik - dodała. To była dobra okazja.
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-21, 20:44   
   Multikonta: John, Nathan


Nie odpowiedziała od razu, kierując swój wzrok na księżniczkę. Spojrzała w jej oczy, starając się zobaczyć tam choć krztynę wyrzutów sumienia. Ale nie zobaczyła. -Nie jest tak źle. - Powiedziała dziwnie spokojnie wymuszając całkiem niezły uśmiech. Cóż, dobrze udawała, choć trochę zapomniała jak to robić. -No i nie przeszkadza mi jego brak kultury. - To akurat było zgodne z prawdą. Choć żart był masakrycznie niesmaczny i całkowicie nie na miejscu, to nie przeszkadzał jej brak kultury, wręcz przeciwnie, była do niego przyzwyczajona. Dla niej świat nie był taki dobry jak dla niektórych. Wzniosła jednak toast i zamoczyła usta w alkoholu. Nie lubiła tego, choć kilka razy kosztowała, podczas swojego epizodu w gangach. Alkohol rozwiązywał język, a ona nie mogła pozwolić, by język się jej rozwiązał. Przynajmniej wtedy. Teraz w sumie też. Dlatego wypiła ledwo małego łyczka, tak, by widać było, że coś upiła, ale wciąż sporo zostało.
Spojrzała na Lynn, która dziwnie się zachowywała. Bardzo dziwnie. Cała zbladła, i wyglądała na przerażoną tym co usłyszała. Jeszcze bardziej przerażoną niż Alice. I widocznie kiepsko sobie z tym radziła.
To była córka prezydenta. Alice wiedziała o tym odkąd usłyszała to nazwisko. I przez chwilę, przez drobną chwilę, poczuła do niej nienawiść. Nienawiść do tego, że była córką swojego ojca. Że przez jej ojca musiały walczyć o przeżycie cały ten czas. Że przez jej ojca cały ten syf. Wtedy odwróciła wzrok wiedząc, że nie powinna się zbytnio wychylać. Ale teraz? Teraz, kiedy spojrzała na nią... Widziała tylko przerażoną dziewczynę. Dziewczynę, która widocznie dużo gorzej znosiła okrucieństwo tego świata.
Poczuła, że jej krzesło blokowało drogę ucieczki Lynn. Dlatego szybko odsunęła się, i sama wstała z miejsca. -Ja też pójdę się przejść. - Stwierdziła spokojnie odstawiając kieliszek. -Wybaczcie. - Spojrzała na Lynn i uśmiechnęła się delikatnie, i ruszyła za dziewczyną. Przecież nie mogła zostawić jej samej. Zdecydowanie, Alice miała zbyt dobre serce. Aż dziw, że nie zostało zniszczone przez ten okrutny świat.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-21, 22:46   
   Multikonta: Val, MG


Gdy została wyswobodzona, od razu ruszyła w kierunku wyjścia z sali. Po prostu mniej zatłoczone miejsce - tylko o to chodziło. Mimo wcześniejszej gracji i pewności siebie, to teraz jej kroki nie były takie do końca udane. Chwiała się na nogach i o mało nie potknęła. Jednak jakimś cudem doszła do końca sali i ruszyła w stronę dworu. Padło na taras. Nie spodziewała się, że ktoś idzie zaraz za nią. Zresztą, chyba była zbyt zestresowana, by to wykryć.

zt. -http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6284#6284
tam jest dalsza część posta
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2016-12-21, 23:27   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie


Mistrz Gry - Leliel, Charlie

Leliel skinęła głową obu pomarańczowym, po czym zwyczajnie ignorując Charliego, odeszła od stołu zostawiając go samego. Czy z nim było coś nie tak, że każdy od niego uciekał? Charlie biorąc kolejną szklaneczkę trundku wstał od stolika i ruszył w kierunku Shane'a. Z nim może uda mu się zamienić kilka sensownych zdań, znaim popadnie w jakąś paranoję, że jest trędowaty i każdy od niego czym prędzej ucieka.

/Leliel, Charlie zt.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-27, 00:22   
   Multikonta: Val, MG


- Ale... Nie wiem. Ciężko mi, bo nie wiem na co właściwie powinnam się przygotować. Wyglądałaś raczej na zszokowaną. Wiesz czego się obawiam? Ja sama nie wiem kim byłam kiedyś, mówię tutaj o charakterze i takich sprawach. Co, jeśli zawiodę ludzi których tutaj poznałam, bo moje wspomnienia tak bardzo mnie... Nie wiem, zmienią? Ciężko mi jakoś to opisać. To dziwna sprawa - powiedziała dziewczyna, cały czas podążając za Alice.
- Ja... Um. Nigdy chyba nie przejmowałam się jakąkolwiek różnicą klas. O ile mogę tak właściwie mówić, mając głowę pustą jak wydmuszka. Wiesz... Czasem mi sie wydaje, że mam jakieś takie... Dziwne przyzwyczajenia. Potrafię jeść używając tej wielkiej zastawy, chodzę w szpilkach. Wiem, że kiedyś to wszystko przeżyłam, że byłam na balu i dlatego nie powoduje to u mnie skrępowania. Może to pokrywa się z tym co mówiłaś i rzeczywiście jestem. Byłam. Córką prezydenta, bo skądś już to wszystko znam. Ale wiesz... Mam też takie przeczucie, że nawet gdybym miała swoje wspomnienia to i tak bym z Tobą rozmawiała, Alice. Jesteś naprawdę wspaniałą, uczynną osobą. Naprawdę, dziękuję, że ze mną rozmawiasz - powiedziała dziewczyna i lekko się uśmiechnęła. Była jej za to wdzięczna, naprawdę.
- Pewnie masz racje - dodała. W końcu żyła. Czy liczyło się cokolwiek więcej?
- Dzięki. Też chętnie Cię poznam. No, możliwe, że będziesz moją pierwszą przyjaciółką. Dosłownie - powiedziała. Cóż, w jakimś sensie było to podwójną prawdą. W końcu obecnie dziewczyna nie pamiętała nikogo. Ale z drugiej strony... słowo przyjaciel wydawało jej się obce. Znała wiele osób - była o tym przekonana. Jednak czy mogła kogoś nazwać przyjacielem? To była dopiero zagadka.
- W porządku. Chodźmy się bawić. Co proponujesz? - dodała Lynn z uśmiechem.
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 12:37   
   Multikonta: John, Nathan


-Nie ma znaczenia kim byłaś kiedyś. Liczy się tylko to, kim jesteś teraz. - Stwierdziła. -Być może i kiedyś byłaś kimś innym, ale to nie ma znaczenia, skoro teraz jesteś sobą. - Uśmiechnęła się do niej ciepło. -Dzięki. To wiele dla mnie znaczy. - Wspaniałą osobą? Ona? Nie, wcale nie. Nie była taka wspaniała jak się Lynn wydawało. Nie była w stanie nawet zatrzymać przy sobie najbliższych przyjaciółek. Nie była w stanie ich ochronić. Nie była w stanie pomóc Abs. A swoim egoizmem wyrządziła ogromne krzywdy wielu dzieciakom. -Choć nie masz racji. - Jej głos był ledwo słyszalny w całym tym gwarze. Być może nawet nie dotarł do Lynn.
Rozejrzała się po sali. -Ktoś nie miał nam czegoś powiedzieć? - Zapytała spoglądając na Bambi, która widocznie całkiem nieźle się bawiła. Z kolei Abs wcale nie było na sali. Nie mogła się zdecydować, czy to dobrze czy źle. Z jednej strony chciała mieć pewność, że nic jej nie jest, ale z drugiej patrzenie na nią sprawiało jej ból. -Wydawało mi się, że ktoś nas tutaj wołał. - Stwierdziła, ale nie mogła zlokalizować nikogo, kto chciałby przemawiać. Może zmienił zdanie czy coś. -Możesz zaszaleć na parkiecie. Być może umiesz tańczyć. - Stwierdziła uśmiechając się do niej. -Ja ledwo chodzę w tych butach, nie wspominając, że nigdy nie tańczyłam. - Wzruszyła ramionami siadając przy stole. W sumie chętnie by coś zjadła. Szczególnie, że było tu sporo rzeczy wyglądających na smaczne, których nigdy w życiu nie próbowała.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-27, 15:16   
   Multikonta: Val, MG


- Parkiet? To chyba nie dla mnie - powiedziała lekko zszokowana. Sama przecież by nie tańczyła, to zrozumiałe. Jednak gdyby ktoś ją poprosił, to wszystko byłoby zupełnie inaczej. Lynn wolała już zignorować to, co Alice mówiła wcześniej. Wiedziała, że każdy zawsze ma niższą samoocenę. Ona sama zawdzięczała sporo pomarańczowej, ale wolała już siedzieć cicho niż znowu jej to tłumaczyć. Lynn zaczęła rozglądać się po sali w poszukiwaniu Charliego. Skoro miała tutaj zostać przez dłuższy czas, to zawsze mogła się z kimś nieco bliżej zapoznać, prawda? Jednak chyba jak na razie lepiej będzie zostać na swoim miejscu, być może chłopak po prostu zjawi się tutaj za jakiś czas. Tak więc pomarańczowa nieco wygodniej rozsiadła się na krześle i zaczęła obserwować całe towarzystwo, które było na sali. Miała dziwne wrażenie, że coś jest na rzeczy, jednak nie chciała na razie się odzywać.
 
 
Jefferson Moonmaker


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-12-28, 01:20   
   Multikonta: James


MG

Magia sceny działa w ten sposób, że stojąc na niej wykręca ci żołądek w nieprzyjemny sposób. Nawet, jeżeli nie widzisz ludzi to i tak podświadomość robi swoje. Włożył prawą rękę do kieszeni by przybrać postawę bardziej wyluzowanego. Wypuścił cicho powietrze z płuc odczekując aż wszyscy zwrócą na niego uwagę i dopiero wtedy zaczął mówić.
-Czym jest sieć?- zadał pytanie retoryczne i mimo że nie mógł dojrzeć sylwetek przez te cholerną lampę która grzała niemiłosiernie to i tak na pewno na kogoś spojrzenie jego błękitnych oczu spadło.
-Nieskończona studnia informacji, informacji które można zdobyć w prosty bądź trudny sposób. Nieskończony wszechświat gigabajtów danych. Żyjąc tu jednocześnie każdy z was żyje w bazach danych z których da się wyciągnąć każdą informację.- Kiedy znów się zatrzymał w przemowie akurat koło sceny przechodziła dziewczyna która roznosiła drinki. Schylił się i sięgnął w ostatniej chwili po czym znów wyprostował się
-Twoje i wasze zdrowie.- podniósł kieliszek lekko do góry po czym upił nieco z niego.
-Ale wracając do tematu. Bazy danych mają informacje nie tylko na każdego z was. Mają informacje na temat planów, aktualnych badań, działania militarne, wszystko, co rząd czy inna organizacja chciałaby ukryć przed naszymi oczami. I tu pojawiam się ja wraz z moim mentorem. Zbieramy od kilku lat informacje i przekazujemy je dalej, za opłatą. Jesteśmy handlarzami cienia, którzy już kilkoro takim jak wy ułatwili zniknięcie, zmienienie tożsamości, wymazanie z akt poszukiwanych i ściganych. Między innymi z takich akt ja zniknąłem kiedy to zaczeli robić łapanki, na nas, na ludzi z niezwykłymi umiejętnościami, rzekłbym talentami które otrzymaliśmy z woli niebios…- uśmiechnął się zadziornie znów patrząc rzucając spojrzenie na zainteresowanych.
-lub innego boga czy jakkolwiek byście tego nie nazwali, przekleństwo? Dar? To da się wykorzystać, ja wykorzystałem i zamierzam pójść o krok dalej.- Pociągnął nieco głębszy łyk.
-Zwą mnie Jefferson Moonmaker, jestem zielonym a specjalizuje się w hakerstwie. Zniknąłem dzięki pomocy Nanobyte, mojego mentora z świata wirtualnego i wraz znim zamierzam stworzyć grupę działającą pod skrzydłami Pandemonium, ale o tym opowie mój, przyjaciel i mentor- rozłożył ręce chcąc zwrócić uwagę na wejście do Sali.

MG-Nanobyte


Jeff wysłał do niego smsa. Kości zostały rzucone, czas organizacji został zakończony teraz należało jedynie działać. „Nigdy w tył zawsze do przodu”. W momencie, kiedy Jeff skończył postać w długim płaszczu właśnie przechodziła przez próg sali głównej. Cóż za zgranie w czasie niemalże idealne. Nie zatrzymywał się szedł dalej w kierunku sceny a przez to, że przez chwilę nastała cisza było słychać kroki ciężkich butów wojskowych. Postać weszła po stopniach i stanęła na scenie najpierw witając się z Jeffem jak z przyjacielem. Następnie odwrócił się do ludzi, którzy patrzyli na scenę i dopiero teraz można było zauważyć, iż postać ma na sobie maskę, która przypominała wyglądem ni to czaszkę ni to twarz kostuchy z horrorów klasy b. Postać przyłożyła palec do miejsca gdzie miała znajdować się żuchwa. Kiedy opuścił rękę zaczął mówić a jego głos był nieco zniekształcony jednak w miły dla ucha sposób z bardzo ciepłą barwą tonu głosu.
-Witajcie, jak już pewnie wiecie jestem Nanobyte. Wiecie także o naszych planach, chcemy zachęcić wszystkich z was, którzy jesteście chętni dokopać ludziom, którzy myślą, że jesteśmy podrasą, ludziom, którzy wykorzystują nas do walki, szkoląc do kolejnej wojny. Nasza grupa ma za cel pomagać innym psionikom w znikaniu, ma na celu wykrywanie niechcianych poczynań i działanie w taki sposób, by zapobiegać wydarzeniom, które miały miejsce z przed lat. Nasza grupa ma gromadzić i sprzedawać informacje, pomagać, gdy któreś z nas potrzebuje takiej pomocy. „Znam każdy twój sekret, podczas gdy ty błądzisz w ciemnościach.”- głos był miarowy, ale przyjemny do dla ucha i nieco hipnotyzujący.
-To motto ma brzmieć w uszach naszych wrogów jak najgorsze przekleństwo! Te słowa staną się podstawą do obalania rządów! Te słowa będą miały znaczenie tylko, jeżeli każda chętna osoba spróbuje z nami współpracować, bo to tylko dzięki osobą, które pomogą nam w osiągnięciu celu uda się stanąć na szczycie zwanym zwycięstwo. Każdy u nas znajdzie zajęcie. Zieloni, Pomarańczowi, Niebiescy czy Czerwoni każdy z was jest potrzebny przy projekcie, dlatego jeżeli jesteście chodź trochę zainteresowani zapraszam do rozmowy czy to z Phantomem czy to ze mną gdyż zostanę tu jeszcze przez jakiś czas.- kiedy skończył mówić znów przyłożył palec do tego samego miejsca co wcześniej po czym jak by spojrzał w kierunku Jeffa i razem zeszli ze sceny zatrzymując się kawałek od niej by porozmawiać miedzy sobą.
_________________
PRZED WYRUSZENIEM W DROGĘ NALEŻY ZEBRAĆ DRUŻYNĘ
 
 
Alice Young


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 13:46   
   Multikonta: John, Nathan


Przemowy przestała słuchać jakoś tak w połowie. Za dużo słów. Im więcej słów, tym więcej kłamstw. Tym więcej niejasności. Z tego potoku słów zrozumiała tylko, że jest grupa, która chce pomagać zniknąć PSI. Ale czemu? Co to zmieniało? Nadal będą ich szukać. Niezależnie od tego, co powie jakaś organizacja. To, że nigdy nie mieli Alice w swojej bazie danych nie znaczyło, że nie musiała uciekać. Musiała. Tak czy inaczej musiała walczyć o przetrwanie. W tym świecie nie liczyła się jakaś sieć, liczyło się tylko przetrwanie. Biały szum działał na wszystkich, a Łowcy łapali każdego PSI, bez znaczenia czy mieli o nim jakieś informacje czy nie. I co to właściwie znaczyło "pomóc zniknąć"? Oni sami musieli uciekać przed rządem. Chować się w jakimś starym sierocińcu.
Westchnęła nakładając sobie jakiejś dziwnie wyglądającej sałatki, po czym spróbowała małego kęsa. W sumie było całkiem niezłe. Ale może to przez Ligę. Po Lidze każda potrawa wydawałaby się niezła.
Kiedy facet skończył przemowę dziewczyna westchnęła z widoczną ulgą.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-28, 21:31   
   Multikonta: Val, MG


Lynn słuchała przemowy bardzo długo, praktycznie do końca. Jednak zaczynała czuć się coraz gorzej, bo to wszystko tak bardzo łączyło się z jej pochodzeniem, że aż przerażało ją to gdzie trafiła. Zawsze wiedziała, że rodzina jest dla niej ważna. Po prostu czuła to w kościach. A teraz nagle wyszło na jaw, że jest córką tak złego człowieka jakim jest Gray. To on doprowadził do tego wszystkiego i w każdym miejscu tutaj ludzie chcą doprowadzić do jego śmierci. Bała się tego. Jedynie chwyciła się za brzuch i opuściła lekko głowę. Po chwili dodała do Alice:
- Myślisz, że kochałam swojego ojca? - zapytała jej, spoglądając prosto w oczy. Pomarańczowa chyba musiała to wiedzieć, skoro przeczesała jej głowę aż tak dokładnie. To pytanie było bardzo, ale to bardzo trudne. I za jednym zamachem znaczyło dla Lynn bardzo, bardzo dużo.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,106 sekundy. Zapytań do SQL: 10