Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Atturi
Autor Wiadomość
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 01:37   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ale... Przecież ja to robię dla Ciebie - powiedziała, kiedy ten zaczął zbliżać się do drzwi. Po tym po prostu wstała i poszła do łazienki, a tam od razu weszła pod prysznic. Oczywiście nie było nic dziwnego w tym, że użyła kosmetyków chłopaka, o ile jakieś miał. Tak więc pewnie jej zapach będzie bardzo zbliżony do jego zapachu. Ale czym innym miała umyć swoje włosy?
Atturi w drzwiach spotkał Samanthe. Nie było to raczej niczym dziwnym.
- Witaj, Atturi. Przyszłam tylko skontrolować, czy wszystko w porządku. Cóż, cały dzień zajmowałam się resztą, więc nie miałam czasu przychodzić wcześniej. Zapewne nie powinnam przychodzić tak późno, jednak chciałam się tylko upewnić, czy wszystko w porządku. No i oczywiście zrobić ci kolacje - powiedziała kobieta i uśmiechnęła się. Skoro zrobiła mu śniadanie, to dlaczego miałaby zapomnieć o kolacji? Poza tym była mu cholernie wdzięczna za to, co dziś zrobił dla rannych. Bardzo im pomógł, tak więc musiała przyjść mu podziękować. Szczególnie, że...
- Słyszałam, że wyjeżdżasz jutro nad ranem. Jesteś pewien, że czujesz się wystarczająco dobrze? - zapytała, a po chwili dodała:- Mogę wejść więc?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 01:59   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Dziękuję. Potem ci się odwdzięczę. - Przesłał jej w myślach, zmierzając już do drzwi. Oczywiście nie miał nic przeciwko temu, by poszła wziąć u niego prysznic. Takie włosy, jak jego, wymagały kosmetyków. Dlatego mogła skorzystać z jego szmaponu i odżywki.
Wcale nie zdziwił sie widząc Samanthę. Prawdę mówiąc, kamień spadł mu z serca, gdy ją zobaczył. Już myślał, że coś jej się stało. Z drugiej strony, ta sytuacja nie była najprzyjemniejsza.
- Hej Samantho. Kolację mówisz. W sumie, to chętnie zjem... - Starał się wypaść naturalnie. Ostatecznie jednak wiedział, że ukrywanie prawdy jest bez sensu. Zabawne, czy byłaby z niego tak dumna, gdyby wiedziała, co potem zrobił z jedną z pacjentek?
- Czuję się całkiem nieźle. Dam radę wyruszyć w podróż. - Przy następnym pytaniu się zawachał, ale wolał przyznać się do wszystkiego, niż zostawić Val samą - Tak, oczywiście, wchodź
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 02:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Odwdzięczy? Nie mogła przez dłuższy czas zrozumieć za co, jednak stwierdziła, że dopiero po tym o tym porozmawiają. Jak na razie używała sobie jego kosmetyków, jakby była u siebie, aż wreszcie finalnie owinęła się w jego ręcznik, wytarła, a po tym zarzuciła na siebie jego szlafrok.
- Mam nadzieję, że dasz. Piszesz się na coś bardzo... Trudnego. Jednak wierzę, że jesteś w odpowiedniej formie - stwierdziła i weszła do środka, bo w końcu ją wpuścił. Starała się ignorować to, że chyba słyszy działający prysznic. Najzwyczajniej w świecie weszła do środka i zabrała się za przygotowywanie kolacji. Raczej zachowywała się tam jak u siebie - podobne jak o poranku. Tym razem jednak nie pytała na co ma ochotę i po prostu sama z siebie zrobiła tosty z serem z patelni. Gotując, powiedziała: - Mam nadzieję, że po tym wrócisz do Pryzmatu. Skoro będziesz czuł się lepiej, Donavan pewnie przydzieli Cię do jakichś zadań - powiedziała, podrzucając kanapkę na patelni, aby opiekła się z każdej strony.
- Być może będzie to pomaganie rannym. Całkiem nieźle poszło Ci dzisiaj rano, naprawdę. Sam personel był pod niemałym wrażeniem. Co prawda niektórzy nigdy się nie przekonają do takich rzeczy, ale to już ich sprawa. Takie metody naprawdę działają. Nikt nie może bardziej pomóc Psionikowi niż inny psionik - stwierdziła a następnie przełożyła kanapkę na talerz i podała chłopakowi. Po tym usiadła obok niego. Dla siebie zaparzyła tylko herbaty. Po chwili do pokoju weszła Valerie, ubrana w sam szlafrok. Bez żadnego przywitania usiadła od razu na krześle i zapytała:
- Czy dla mnie też będzie kanapka?
Samantha od razu spojrzała na nią, a po tym przeniosła wzrok na Atturiego. No... Ciężko było jej się w tej sytuacji jakoś sensownie zachować. Przecież nie mogła go osądzać o to wszystko - to jego życie. Jednak stan psychiczny Val pozostawiał wiele do życzenia i nawet ona o tym wiedziała. Jednak skoro Atturi wiedział... Po prostu nie mogła w żaden sposób mu tego zabronić, prawda?
- Cześć Valerie. Oczywiście, zrobię Ci kanapkę - dodała Samantha, nieco niepewnym głosem. Po tym odwróciła się i wróciła do aneksu kuchennego, żeby po kilku minutach wrócić z kanapką. Podała ją dziewczynie, a ta zaczęła pałaszować.
- Może zmienię ci później opatrunek, co? - zapytała dziewczyny, uśmiechając się do niej. Wiedziała, że trzeba ją traktować jak dziecko. Miała nadzieję, że Atturi też to wiedział. Jednak teraz wolała o tym nie gadać. Nie przy młodej.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 11:59   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

W sumie Valerie była u siebie. Przecież to jej ostatnia noc w ośrodku, a miała ją spędzić tutaj. Atturiemu zupełnie nie przeszkadzało, że korzystała z jego kosmetyków.
- Wiem że to trudne, ale zależy mi na nich. Podróż oczyszcza, a ta może być do tego najlepszą okazją. - Nie chciał zrywać kontaktów z przeszłością, ale chyba musiał. Chciał być z nimi tak długo, jak to możliwe. Zwłaszcza z Val. Usiadł w kuchni i już chciał coś powiedzieć, kiedy Samantha znów się odezwała, a on musiał na nowo zbierać się na odwagę.
- Będę musiał wrócić do Pryzmatu. I tak nie mam lepszych planów na przyszłość. Zostanie tu i pomaganie rannym byłoby satysfakcjonujące, ale mam nadzieję, że nie tylko na tym się skończy. W sumie to chciałbym zostać dyplomatą, albo kimś w tym stylu. - Wyjaśnił. Pochwała nie uczyniła go tak dumnym i nie połechtała tak ego, jak powinna. Atturi zebrał się w sobie.
- Samantho, muszę ci coś wyznać... - W tym momencie weszła Valerie. Evans popatrzył się na dziewczynę, a potem znów na Samanthę, by zobaczyć jej reakcję. Oj tak, wiedział doskonale że stan psychiczny Val pozostawia wiele do życzenia. Jednak wciąż chciał jej pomóc. Z drugiej strony, mężczyzna to mężczyzna. A Atturi był altruistą, który bardzo lubi pomagać ludziom i kobiety potrzebujące pomocy pociągały go bardziej, niż te niezależne. Dlatego właśnie bił się sam ze sobą, co powinien zrobić.
- Ja również sądzę, że należy zmienić opatrunek. - Powiedział dziewczynie z uśmiechem. - Może jednak najpierw wysuszysz włosy, co?
Czuł że ma z Samanthą do pogadania i chciał to załatwić jak najprędzej.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 15:25   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- To dobrze, że tak myślisz. Obyś sobie tam poradził, w razie czego nie próbuj na siłę pokazać im, że dasz radę. Jeżeli coś się stanie, z pewnością dostaniecie komunikatory do wezwania kogoś. Jeżeli albo ty albo ktoś inny poczuje się gorzej. Wiesz, co robić - powiedziała kobieta i uśmiechnęła się. Wiadomo, była dumna, że robi takie coś dla przyjaciół ale nie można stawiać swojego zdrowia na szali, nigdy. Chociaż... Wydaje jej się, że Atturi zaczyna powoli być prawdziwym okazem zdrowia.
- Słyszałam, że Judith planuje zabrać kilku Psioników do Białego Domu. Może całkiem nieźle byś się do tego nadawał, co? - zapytała z uśmiechem. Widziała go w tej roli, wiadomo. Jednak wysyłanie go do Białego Domu wydawało się... Przerażającą perspektywą. Ale to jego życie, prawda?
- Tak? - zapytała. No i oczywiście w tamtym momencie pojawiła się blondynka. Wiadomo, że będzie musiał się tłumaczyć. Ale to potem.
- Spokojnie, ja się tym zajmę - powiedziała pielęgniarka i mrugnęła do Atturiego, a następnie podeszła do siedzącej na krześle Val od tyłu i zaczęła suszyć i wycierać jej włosy przy użyciu ręcznika, a następnie zdjęła ze swoich długich włosów gumkę i związała nią włosy dziewczyny.
- No, już w porządku. Pokaż się, Val - powiedziała do niej i podała jej dłoń, by dziewczynka mogła wstać. Oczywiście wzięła ze sobą swoją kanapkę, bo była bardzo głodna. Samantha... Cóż, może nie potraktowała Atturiego zbyt dobrze, ale wolała, by chłopak nie widział tego, co zostało z oka Valerie. Tak więc posadziła ją tyłem do niego - w końcu jadł - i wyciągnęła z szafki apteczkę, zakładając na swoje dłonie ręce, posłała Atturiemu podejrzliwie spojrzenie. Po tym skierowała się już do Valerie:
- No dobrze, zobaczmy co my tutaj mamy... - zaczęła mówić, gdy zdejmowała stary opatrunek, a następnie umieściła go w tam, gdzie stare opatrunki się umieszcza.
Po tym zaczęła przemywać ranę i tak dalej... Valerie kilkukrotnie syknęła z bólu, bo zapewne niektóre ruchy w tamtych okolicach nie były specjalnie komfortowe.
- Spokojnie, zaraz skończymy - powiedziała pielęgniarka, nadal zajmując się jej raną. Valerie oczywiście przez cały ten czas jadła kanapkę, a okruchy z niej spadały na szlafrok Atturiego, albo na podłogę. Gdy Samantha skończyła, zdjęła rękawiczki, schowała apteczkę a następnie umyła dłonie. Val cały czas siedziała tyłem do chłopaka, aż wreszcie Samantha ją przestawiła. Po tym miała zacząć się już rozmowa.
- A więc, co właściwie tutaj robisz Valerie? Atturi się Tobą opiekuje? - zapytała, na co dziewczynka jedynie pokiwała głową. Wiadomo, że Samantha wymagała wyjaśnień od Attruego. Na próżno próbowała wycisnąć coś z Valerie.
- Młoda, może zaprowadzimy Cię do łóżka, bo wyglądasz na senną? - zaproponowała Sam.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 17:04   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Postaram się. Ale jeżeli nie ja, to kto? - Westchnął - Czuję się za nich odpowiedzialny. Przecież tyle przeszli. Spotkały ich straszne rzeczy, kiedy ja spokojnie odpoczywałem tutaj. Poza tym, oni już nie są agentami. Moją rolą jest w razie potrzeby ryzykowanie własnym życiem - To on, jako członek rządowej organizacji paramilitarnej, miał obowiązek chronić życie obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Dlatego czuł się odpowiedzialny za życie każdego z nich.
- Biały Dom, kuszące miejsce. Judith jest odważniejsza niż Gray, nie będzie się ciągle tu ukrywać. Wiesz że Biały Dom był stylizowany na greckie świątynie, by zasygnalizować, że mieszka tam bóg? - USA potrzebowało dobrze wyszkolonych dzieciaków, będących bezpośrednimi pomocnikami pani prezydent. To pokazałoby, że cały problem z OMNI jest rozwiązywany i wszystko idzie w dobrym kierunku. Może nawet udałoby się stworzyć z tego status quo, gdyby ludzie zaczęli wydawać na świat więcej dzieci.
Dokończył jedzenie obserwując czynności Samanthy. Wcale mu nie przeszkadzała rana Valerie, widział ją już przecież.
- Dziękuję - Powiedział odsuwając się od stołu. Zebrał puste talerze i zaczął je zmywać. Wszystko, byle nie przysłuchiwać się sykom Val. Rozdzierały mu serce. Skończył, kiedy już Samantha odwróciła dziewczynę przodem do stołu. Nie odpowiedział na pierwsze pytanie, uznając że nie jest do niego skierowane.
- Może lepiej faktycznie chodź się położyć. - Podszedł do Czerwonej z uśmiechem i wyciągnął do niej dłoń.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 17:12   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Nie mów tak... Nie jesteś im nic winien i jestem pewna, że więcej zdziałasz wracając tutaj i pełniąc jakąś funkcję... - stwierdziła Sam, a po tym dodała: - Ale to Twoje życie, więc zrobisz z nim co chcesz. I tak będę i jestem z ciebie dumna, bo robisz spore postępy - powiedziała. Nie chciała by Atturi mówił takie rzeczy, szczególnie w towarzystwie Val. Ale wydawało się, że ona była zbyt bardzo pochłonięta swoją kanapką by wtrącić się do rozmowy.
- Nie słyszałam tej historii. Ale masz racje, Judith nie ma zamiaru się tutaj wiecznie ukrywać. Dobrze, że coś dla was robi - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Oo tak, Judith w porównaniu do Graya od razu stanęła po ich stronie. I dobrze, cieszyła się, że wszystko potoczyło się w ten sposób. U władzy powinni być ci, którzy na nią zasługują i potrafią wykorzystać. Wieczne ukrywanie się w Pryzmacie nie było niczym dobrym i wiadomo, że w końcu Graya musieli zdjąć.
- Chciałbyś pojechać do Białego Domu? - zapytała po chwili. Gdy chłopak już umył, poczuła się nieco niezręcznie. Ona powinna to robić, no ale cóż. Przecież nie będzie mu tego wypominała, prawda?
- Nie ma sprawy - dodała do niego, a następnie spojrzała na Valerie.
- Niee, nie chcę jeszcze iść - powiedziała Val, lekko się krzywiąc i splatając dłonie na wysokości klatki piersiowej. Wyglądała jak obrażona 10 latka, której mama zabroniła oglądać kreskówki. Samantha spojrzała na Atturiego i wzruszyła lekko ramionami. Przecież nie wezmą jej tam siłą, a Sam bardzo chciała pogadać z chłopakiem. Jednak czy wpływanie na jej umysł w tym momencie było stosowne?
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 20:22   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Wiesz, ja po prostu nie czuję się z tym w porządku. - Nie wiedział nawet co odpowiedzieć. Był trochę tym wszystkim przytłoczony. Oni wszyscy narażali swoje życie, a on nic nie zrobił. Poza tym, emocje dzisiejszego dnia dawały o sobie znać. Szczęście, z powodu odnalezienia przyjaciół. Gniew, kiedy dowiedział się, co stało się z Naomi. Melancholia pogrzebu. To, co wydarzyło się przed chwilą. Nawet dla niego było to zbyt wiele. A jeszcze pewnie sporo go czeka.
- Judith zrobi jeszcze wiele. To nie jest bierny prezydent. Musimy jednak pamiętać, że nie wiemy o niej wszystkiego. - Skąd mogli wiedzieć, ile pani prezydent ma za uszami. Znaczy, Atturi mógłby spróbować się dowiedzieć, ale nie wypadało czytać głowie państwa w myślach.
- W sumie to tak. Chciałbym być blisko Judith, kiedy będzie stawiać kolejne kroki jako prezydent. Przeczytałem wiele umysłów, moje rady mogą jej się przydać. - Chciał naprawdę poznać życie w polityce. Chciał pomóc odbudowywać kraj, a to była najlepsza okazja.
- Val, pora jest już późna. Może chociaż się połóż? Dam ci jakąś książkę do poczytania, co ty na to? - Nie wiedział, czy Valerie powinna czytać z jednym okiem, ale pomyślał że to może ją przekonać do położenia się. Nie chciał przecież zmuszać jej mocą. Pora faktycznie była późna, a już jutro wyruszają.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 20:38   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Ale nie masz naprawdę się czym przejmować. Nie jesteś niczyim dłużnikiem - powiedziała i pokiwała głową na boki, po tym westchnęła i dopiła swoją herbatę. Taka była prawda.
- Jednak czy warto grzebać jej w przeszłości, skoro stara się budować lepszą przyszłość? Atturi, każdy ma coś za uszami i tego nigdy się nie uniknie. Ważne, żeby w jakimś sensie skupić się na przyszłości. Chociaż ktoś mi kiedyś powiedział, że przeszłość nas zawsze dogoni - powiedziała i lekko zmarszczyła czoło. Nie no, nie żeby ona miała jakieś brudy pozostawione za sobą.
- Tak czy siak musimy być dobrej myśli. Sporo się zmieniło i jeszcze więcej może się zmienić. Cieszę się, że dzieci są wreszcie wolne. To chyba najważniejsza rzecz. Stworzyli dla nich różnego rodzaju miejsca w których mogą się skryć i normalnie żyć. Większa część rodziców... - Sam w tamtym momencie się skrzywiła i popatrzyła na Valerie jedzącą kanapkę, po tym westchnęła i przystąpiła z lewej nogi na prawą. Wiedziała, że... No cóż. Jednak lepiej nie mówić tego na głos.
- Nie wątpię. Przydasz jej się, jesteś inteligentny - stwierdziła. Co w sumie było zgodne z prawdą. Jednak żeby przeżyć w Białym Domu trzeba przede wszystkim być przebiegłym. Reszta nie ma większego znaczenia. Chciałby porozmawiać o tym z Atturim, ale wiedziała, że nie może wyprosić Valerie.
- Dobra, pójdę - powiedziała Valerie głosem pełnym smutku i ruszyła na górę, wcześniej wycierając sobie usta rękawem. Sam lekko się skrzywiła, a gdy dziewczyna wyszła już na górę i zamknęła się w pokoju chłopaka, dodała:
- Sama nie wiem czy to dobry pomysł. Jednak powinna się wyspać. Ale... Co ona tutaj właściwie robi? Wiesz, nie chcę wyjść na wścibską pielęgniarkę, bo to nie moja sprawa, jesteś dorosły. Jednak ona... - lekko się skrzywiła i podrapała po głowie, po tym dodała:
- Jeżeli chcesz, mogę już pójść.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 21:40   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Nie należy jej rozpamiętywać. Jednak przeszłość po każdego wyciągnie swoje łapska. Jeżeli ją poznamy, będziemy w stanie się przed nią ochronić - Czy tego właśnie chciał? Bronić Judith przed jej przeszłością. Miał takie zdolności. Pomarańcze byli tkaczami przeszłości. Gdyby zebrać odpowiednio wielu, mogliby zmienić historię. Chciał usunąć długi z przeszłości, które musiała spłacić. Sprawić, że ludzie zapomną o jej błędach i będą pamiętać tylko to, co zrobiła dobrze. Może to nie było do końca słuszne, ale robione w imię dobra kraju.
- Już powoli zaczynałem wątpić w bezpieczeństwo. - Wciąż w nie wątpił. Nie sądził, ze będą bezpieczni. Oczywiście do momentu, aż PSI nie będzie więcej niż normalnych ludzi. Wtedy mogą być względnie bezpieczni.
Zaskoczyło go, że Valerie tak łatwo zgodziła się pójść. Spodziewał się, że będzie się jeszcze opierać, nim pójdzie spać. Jednak jej głos... ugodził go gdzieś we wnętrzu. Znowu była przez niego smutna.
- Zaraz do ciebie przyjdę. - Rzucił do dziewczyny, po czym wrócił na krzesło.
- Nie musisz, jestem ci winien wyjaśnienia. - Odpowiedział i wskazał Samanthcie krzesło. - Sam nie wiem, czy to dobry pomysł. Po prostu, poszliśmy razem na pogrzeb i tak jakoś wyszło, że tu trafiliśmy. - Westchnął - Żadne z nas nie chciało być samo tej nocy, więc postanowiliśmy zostać. - To była w końcu ostatnia noc. Żadne nie chciało spędzać jej samo. Atturi wiedział, że potem tu wróci, a pokój znów będzie pusty. On znów będzie sam.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 22:02   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Niezłe spostrzeżenie - stwierdziła, sprzątając resztki po kolacji. W końcu został jeszcze jej kubek, prawda? Po tym podeszła i oparła się o blat, cały czas będąc zwróconą do Atturiego.
- Nie martw się, teraz jest już w porządku. W końcu... Tak myślę. Ciężko mi stwierdzić to na stówę, bo nie jestem Psionikiem. Ale wiesz... Jestem tutaj. Wydaje się być całkiem w porządku. Oby było tak również na zewnątrz. Chociaż... Nie wiem w jaki stan może wprawić was to, co zastaniecie po drugiej stronie. Tutaj wszystko jest kolorowe, ale poza Pryzmatem ludzie jeszcze głodują, szczególnie w mniejszych miastach. Większa część domów jest zniszczona, ludzie są martwi. Przecież... To straszne, zobaczyć swój własny dom w ruinie, pusty - powiedziała Sam i przyłożyła dłoń do skroni. To naprawdę musiały być ciężkie widoki. Trochę robiło jej się szkoda całej tej ekipy, bo przecież jedyne co mogą zastać, to gruz. Nawet nie wiedzą dokąd idą. Chociaż Lux zapewne po prostu chciała wyjść, bez większego celu. Ale mogła iść po prostu sama, bez wplątywania to innych i wciskania im do głów tego wszystkiego o rodzinach. Po chwili weszli na tą drugą rozmowę. Sam oczywiście usiadła, lekko się skrzywiła, dodając:
- To naprawdę... Nie powinno mnie to interesować, Atturi, wiesz o tym. Jednak Valerie... Po prostu sam wiesz, jak jest. Nie chcę brzmieć w żaden sposób źle, naprawdę. Wiem też jaki jesteś i wiem, że lubisz rozmawiać z dziewczynami. Jednak Valerie... Po prostu rozumiesz. Nie lepiej to zostawić? Położyć się na kanapie, rano ją odprowadzić i sobie odpuścić? Wiem, że to brzmi głupio, ale się po prostu nią opiekowałam kiedy tutaj przyjechała - powiedziała i zmarszczyła czoło.
- To, co ta dziewczynka przeszła będąc w Oddziale. Widzisz, wszyscy musieliście zabijać, ale byliście w jakimś sensie tego świadomi. Tego, że robicie złe rzeczy. Ona zupełnie nie rozumie takich spraw.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-08, 23:25   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Samantho, widzieliśmy to na własne oczy. Byliśmy w Lidze. - Uśmiechnął się do niej Atturi. Przecież za to walczyli. Za głodnych, za PSI, za nowy dzień. Ale wszystko się posypało. LD została zniszczona przez samą siebie, a oni dołączyli do tego pastelowego Pryzmatu. Atturi jednak nie bał się zobaczyć swojego domu rodzinnego w ruinie. Przynajmniej podczas tej wędrówki. Głównie dlatego, że jest on w Finlandii. Niby byli dziadkowie, ale oni pewnie już nie żyją. Jeżeli jednak żyją, to nie była pora, by ich odwiedzać. Może kiedy indziej.
- Wiem jak jest. Jednak nie mogę tego zostawić. Zrozum, za parę dni pewnie się rozstaniemy. Możliwe, że więcej już nigdy się nie zobaczymy. Czy wobec tego, nie mogę dziś położyć się koło niej? Zaciągnąć zapachem jej włosów i cieszyć się, że nie jestem sam? Przecież potem to wszystko straci znaczenie. Znów będę się zastanawiał, co ja tu w ogóle robię, kiedy przecież powinienem planować studia gdzieś w Helsinkach, albo Turku. - Często się nad tym zastanawiał. Czemu los wyrzucił go właśnie tutaj, w USA, kiedy zaczynała się ta cała epidemia? Czemu to on przeżył, kiedy tylu innych zginęło?
- Zdaję sobie z tego sprawę. Mało osób w życiu zginęło z mojej ręki. Stosunkowo, oczywiście. W porównaniu do nich, niewielu. Widziałem jednak śmierć oczyma zabójcy o wiele częściej, niż każde z nich. - Wyznał Sam. Przekleństwem jest bycie Pomarańczowym. - Przejrzałem jej wspomnienia. Nie pamięta prawie nic sprzed epidemii. Ktoś namieszał jej w głowie. Możliwe... bardzo możliwe że działo się tam coś strasznego. W każdym razie, nie pamięta prawie nic poza płomieniami, poza ogniem. - Samantha mogła dostrzec łzy w jego oczach. Tak bardzo współczuł Czerwonej tego wszystkiego. Sam miał luki w pamięci i wiedział, jakie to straszne. - Kto ma jej więc pokazać, że istnieje też dobro? Czy każdy z nas nie powinien? Staram się jej pomóc, ale chyba mi to nie wychodzi. - Spuścił wzrok - Jestem do dupy
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 23:59   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Wiem, przepraszam... Po prostu Jezus, tak bardzo się różnicie. Wy wszyscy. Ty, Sahir, Valerie. To wszystko jak zupełnie inne światy, jakbyście wcale nie byli w tamtym bagnie razem. Przez to ciężko jest mi jakoś to... Poukładać? - powiedziała. Valerie i Sahir byli w jakimś sensie jednością. Oboje byli dziwnie zamknięci, jakby odcięci od zewnętrznych bodźców, przeżywali wszystko wewnętrznie. Oczywiście Val mówiła, nawet bardzo dużo. Ale wszystkie słowa, które wypowiadała były dziwnie puste, pozbawione sensu. Brak logicznego myślenia, krótka pamięć. Wolała nie myśleć, co jej tam zrobili, przez co musiała przejść i co właściwie sprawiło, że tak się zachowuje mimo swojego wieku.
- Ja nie wiem. Może masz racje? Naprawdę, nie wiem. Boję się jak Valerie może to wszystko odebrać i tyle, bo pracowałam z nią. Nigdy bym nie wyobraziła sobie jej w takiej sytuacji, ale skoro myślisz, że wiesz co robisz, to... Ciągnij to. Wiesz, że ci ufam. W ostateczności zawsze możesz... Nie, to głupie. Po prostu zrób tak, żeby zapamiętała cię jako kogoś dobrego. Żeby nie tęskniła tak, jak tęskni za Oddziałem Zero. Wiesz... Ona nie mówi, ale. Po prostu to skomplikowane - stwierdziła i zmarszczyła czoło, odwracając wzrok gdzieś tam na ścianę.
- Jezus, Atturi... - wymamrotała znowu. Przerażało ją to wszystko bardziej, niż była sobie w stanie to wyobrazić. - Wiem to. Wiem to wszystko. Po prostu jesteś takim dobrym człowiekiem, takim spokojnym i opanowanym. Ciężko wyobrazić sobie, że przeżyłeś tak wiele. I to wszystko jakoś w Tobie umilkło. I nie jesteś ani zły, ani... Pełen agresji - powiedziała, mając na myśli Lux. Oni wszyscy byli... Dziwni.
- Jak to? Sugerujesz, że to wszystko, to robota kogoś Pomarańczowego? - po chwili Samantha się podniosła. To w jakimś sensie zmieniało postać rzeczy. - Kto mógł jej to zrobić, przecież to straszne - wymamrotała i skrzywiła się. - Może... Dałbyś radę jakoś to nie wiem... Naprostować? Może to zmieniłoby... Wszystko. Gdyby Valerie przez to przeszła, jakoś miała te wspomnienia. Wszystko mogłoby się zmienić - powiedziała Sam. Chociaż to była przerażająca wizja. Wątpiła, żeby ktokolwiek z przełożonych wyraził na to zgodę.
- Nie... Nie mów tak. Jeżeli ona Cię lubi, toleruje, to spędź z nią tą noc. Bądź dla niej dobry. Spróbuj coś w niej zmienić. Nie jesteś do dupy. Po prostu to nie jest wcale łatwe zadanie. I wiem o tym. Po prostu spróbuj. Słuchaj... Ja już pójdę. Pójdź do niej. To poprawi Ci nastrój.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-09, 01:03   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Różni ludzie różnie reagują na przeżycia, ale to przecież wiesz. Im mocniejsze przeżycia, tym większe różnice - Były to oczywistości, ale przecież stąd się brały różnice między nimi. Był chyba tylko jeden element, który czynił sytuację bardziej skomplikowaną. Atturi wiedział, że tam gdzie powinien mieć najmocniejsze wspomnienia, ma dziurę. Evans przeżył wiele żywotów. Wiele razy widział, jak rozpoczyna naukę. Wiele razy całował się po raz pierwszy. Wiele razy widział, jak umierają jego rodzice. Był przy narodzinach swojego dziecka. Sam nawet rodził parę razy. Parę razy czuł, jak nadchodzi koniec. Wiele razy zabijał po raz pierwszy. Ale nie były to jego wspomnienia, przynajmniej nie wszystkie. Jak może zachować się ktoś, kto przeżył tyle?
- Również się boję. Boję się o nią. Wiesz, że ona dusi w sobie to wszystko. Musi jednak pogodzić się ze stratą i iść dalej. Ktoś musi wypełnić jej tęsknotę. Jeżeli coś poszłoby nie tak... nie nie zrobię przecież tej głupoty. To byłoby nieuczciwe. - Popatrzył się na Samanthę. Sam nie wiedział, co powinien.
- Tak, to dziwne. Po tym wszystkim powinienem być nieczuły, prawda? A jednak jestem tym, kim jestem. Każdy pomarańczowy powinien być wariatem. A jednak nie każdy nim jest. - Czasami czuł się lekko szalony, ale nigdy nie było to nic szczególnego. Nikt nie zabrał go przecież do psychiatry i nie zabijał ze szczególnym umiłowaniem tego, ani okrucieństwem. Starał się unikać zła.
- Straszne, ale bardzo możliwe. Niestety, nie znałem jej przed epidemią. Może umiałbym to naprawić, gdybym spotkał kogoś kto znał ją za młodu. Aktualnie jestem w stanie jedynie dać jen sztuczne wspomnienia, ale to żadne wyjście. Mogę uzupełnić braki w wychowaniu emocjonalnym, ale wolę nie podejmować tej decyzji sam. Nie chcę też robić tego dzisiaj. - Uzupełnienie jej braków autentycznymi wspomnieniami nie byłoby złe, ale wstawienie jej podrobionych było czymś godnym potępienia. Nie chciał naruszać jej umysłu. Poza tym, czy jej autentyczne wspomnienia byłyby lepsze? Po tym, co widział... nie nie nie, przecież to była fałszywka, zostawiona przez jakiegoś Pomarańcza. W to przynajmniej wierzył.
- Będę dla niej jak najlepszy. Może faktycznie powinienem wracać. Ty rówież powinnaś się położyć. Dobranoc Samantho. Nie zamartwiaj się tym. - Pożegnał pielengniarkę i pognał na górę. Zaraz po wejściu przez drzwi zrzucił koszulkę. Ukazał swoją historię w postaci blizn. Usiadł na brzegu łóżka, w którym leżała Val.
- Hej, śpisz?
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-09, 01:18   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Wiem... Wiem o tym - pokiwała głową dziewczyna i wzięła głębszy oddech, a następnie przejechała dłońmi po swojej twarzy. To był jeden z tych cięższych dni, bez wątpienia. Jeszcze ta cała rozmowa, sytuacja z Val. Pogrzeb... To było zbyt wiele.
- Ale Atturi, ona nawet nie zdaje sobie sprawy czym jest to, co robi. Wiadomo, że jest to dla niej złe, ale... Ona tego nie wie. Zachowuje się tak, bo wydaje jej się, że tak jest w porządku. Rozmawiałam z nią o tym. Zupełnie nie wiedziała o co mi chodzi - powiedziała Sam i zaczęła wpatrywać się znowu w jakiś punkt. Była zamyślona i to bardzo.
- Nie mam pojęcia jak pomarańczowi sobie z tym radzą, naprawdę. Podziwiam cię, bo to, do czego potrafi doprowadzić ktoś z tym kolorem... To straszne. Ale nikt nie wie, że najgorszą rzeczą to właśnie być pomarańczowym - stwierdziła i przeniosła swoje długie włosy na lewe ramie.
- Nie chcę Cię do niczego zmuszać, Atturi. Jeśli to zrobisz, to będzie to Twoja decyzja. Wiedz jednak, że... Może to jej pomóc. Znaczy wiesz, nie wiem. Pewnie żaden psycholog jeszcze nie zdążył zbadać takich wpływów na ludzki umysł. Nie wiemy czym to się może skończyć, ale chyba zawsze można to odkręcić... Nie. Ja przepraszam. To po prostu wykracza poza jakiekolwiek... Nie mam zamiaru cię tym więcej obarczać. Zbyt dużo myślę. Wszystko wydaje się takie... Dziwne. Dziwnie proste. A przecież to jest człowiek. Żywa istota. Po tym, co dziś zrobiłeś rano zaczęłam o tym myśleć. Teraz jednak wiem, że to zupełnie niemoralne. Powinnam iść - powiedziała, znowu łapiąc się za skroń. Jezu, skąd jej przychodziły do głowy te wszystkie pomysły? To było nienormalne.
- Jasne. Nie martw się o mnie. Spotkamy się rano, zanim wyruszysz. Dobranoc - powiedziała Sam, pożegnała się z nim i wyszła. To nawet dla niej było zbyt wiele.
Valerie leżała na lewym boku, odwracając się tyłem do drzwi. Zdjęła szlafrok chłopaka i spała zupełnie bez ubrań. No i wyglądało na to, że cóż... Była pogrążona we śnie. Nic dziwnego, ten dzień był dla niej dość trudny. Jednak cały czas, na jej twarzy pojawiał się dziwny grymas, jakby był to ból. Koszmary? Możliwe. Zdarzały się. Kiedy jednak Atturi przyszedł i odezwał się do niej, zerknęła na niego zaspana i przetarła oko dłonią. Po chwili chciała zrobić to samo z drugim, jednak... Wiadomo.
- Hej - powiedziała, spoglądając na niego.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-09, 01:54   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Nie wiem, czy znam sposób, by ją nauczyć, że zabijanie jest złe. Ten, który kasował jej pamięć, dał Lidzę ją z praktycznie czystą kartą. To po prostu mnie przeraża, jak ktoś mógł zrobić coś takiego? - Cała ta sytuacja była przerażająca. Przerastała go zdecydowanie. Gdyby znał całą prawdę, pewnie przerażałaby go bardziej...
- Zazdroszczę ci, Samantho. Nie musisz nosić tego brzemienia, które my nosimy. Zawsze będziemy mutantami - Powiedział jej szczerze, choć zdawał sobie sprawę, że sytuacja się zmieni. Prawda była taka, że jej gatunek stał na krawędzi zagłady. Nadchodziła nowa rasa, której był pionierem. Rasa PSI.
- Nie myślmy już o tym. Nie powinniśmy tego robić i koniec. Nie roztrząsajmy tego tematu. - Nie chciał zmieniać pamięci Valerie. Nie miał takiego prawa. Jej wspomnienia ktoś już wystarczająco naruszył. Zastanawiało go tylko kto. Kto grzebał w jej głowie i usunął jej większość dzieciństwa? Czemu to zrobił?
Wyglądała tak delikatnie. Choć była przykryta kołdrą, on wiedział, że pod spodem kryje się piękne, porcelanowe ciało.
- Nie chciałem cię budzić. - Powiedział z lekkimi wyrzutami sumienia - Jak sie czujesz? - Zapytał zatroskany. W końcu mieli bardzo męczący dzień.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-09, 02:01   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Samantha szła do swojego pokoju z myślą o tym wszystkim. O Val i o tym, co ktoś jej zrobił. Ciężko było jej to pojąć, a jeszcze gorsze było to, że nie będzie miała okazji już się z nią zobaczyć. No i prawdopodobnie dziewczynka przeżyję szok, gdy zobaczy swój rodzinny dom. Znaczy, nie, żeby coś przypuszczała. Ona wręcz czuła, że będzie tak, jak myśli. A to przerażało ją jeszcze bardziej. Nie chciała dłużej gadać z Atturim o tym wszystkim. Miał rację. Nie miała nic więcej do powiedzenia, bo cóż mogłaby powiedzieć? To była tylko i wyłącznie jego decyzja.
Valerie odwróciła się w jego stronę i podciągnęła znowu nogi, a następnie oparła na nich podbródek. Okryła się kołdrą w całości, więc tylko wystawała jej głowa. Raczej gdy Atturi będzie chciał się tutaj położyć, to będzie miał mały problem z brakiem kołdry.
- Ale już mnie obudziłeś - powiedziała i lekko się uśmiechnęła. Zawsze była głupkowato radosna. Nawet po przebudzeniu z jakiegoś durnego koszmaru. Po kolejnym pytaniu lekko się zdziwiła. Przecież wszystko było okej.
- Normalnie, a Ty? - zapytała. No bo jak miała się czuć? Wszystko było okej, a do braku oka zdążyła się chyba przyzwyczaić. Zresztą, Val nigdy nic nie dolegało i musiałoby być naprawdę bardzo źle, żeby zaczęła na coś bardzo narzekać. Taka już była.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-09, 02:14   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Valerie zdecydowanie nie ułatwiła mu decyzji o pójściu spać. Teraz będzie musiał zdobyć jakoś kołdrę.
- Niestety obudziłem - Uśmiechnął się do niej. Może to lepiej, że porzuciła jakieś głupie koszmary. Tylko o czym mogły one być? Przecież Val bała się tak niewielu rzeczy.
- Nawet dobrze. Samantha życzy ci dobrej nocy. - Nie powiedziała tego wprost, ale pewnie nie miałaby nic przeciwko temu małemu kłamstewku.
- Wybacz, że cię tak zostawiliśmy. Przybyłem najszybciej, jak się dało - Starał się jakoś wytłumaczyć z tej csłej sytuacji. Musieli jednak o tum porozmawiać. To przeżycir było bardzo... oczyszczające.
- Pewnie już wogóle nie chce ci się spać, prawda? - W sumie to bardziej stwierdził, niż zapytał.
 
 
Valerie Świeca
prawie jak pirat!


18

Czerwona




Wysłany: 2017-01-09, 02:19   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i nieco bardziej obwiązała się kołdrą, po tym dodała:
- Obudziłeś - powtórzyła praktycznie to samo, co on jej powiedział. No ale takie były fakty. Wyrwał ją ze snu.
- Samantha to tamta dziewczyna? - zapytała, oczywiście zupełnie zapominając o jakichkolwiek życzeniach dobrej nocy. Kojarzyła Samanthę, ale raczej nie z imienia. Bardziej jako "ona" "ja" i tak dalej. Pewnie przedstawiła jej się imieniem i nazwiskiem, ale zawsze zwracała się do niej bezosobowo. Nie wiedziała dlaczego.
- Nic się nie stało. Nawet nie wiem kiedy to się stało, bo cały czas spałam - wyznała Val i położyła się, nadal będąc okryta całą tą kołdrą. Mimowolnie ziewnęła. Po chwili chłopak zapytał ją o sen. Dziewczyna wzruszyła ramionami i dodała: - Ja mogę usnąć, a Ty? - powiedziała zgodnie z prawdą. Wiadomo, że ją wybudził, ale ponowny sen nie był czymś, bo mogłoby sprawić jej problem.
_________________

I walk through the valley of the shadow of death.
I fear no evil because I'm blind to it all.
My mind and my gun they comfort me,
because I know I'll kill my enemies when they come.
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




Wysłany: 2017-01-09, 02:35   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Tak, to jest Samantha - Stwierdził Atturi. No tak, Czerwona mogła nie zwrócić na to uwagi. Przecież nikt nie mógł jej tego zabronić.
Tak jak myślał, nie gniewała się. To by było nie w jej stylu, by trzymać do kogoś urazę. Taka już była i to miało w sobie swój urok.
- Muszę najpierw spróbować. Powiedział i energicznie podnósł kołdrę, by pod nią wleźć. Przez krótki moment jego oczy spoczęly na porcelanowych pośladkach, jednak potem wszystko przykryła kołdra.
- Mamy tylko jedno łóżko - Wyjaśnił - Nie będziesz mieć nic przeciwko, jeżeli jeżeli zrobię tak? - Zapytał i objął ją w talii, przyciając do siebie. Tak, teraz było zdecydowanie cieplej w tę zimną noc.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,162 sekundy. Zapytań do SQL: 9