Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.

Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala Intensywnej Terapii
Autor Wiadomość
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 13:59   Sala Intensywnej Terapii
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Owe pomieszczenia są częścią skrzydła A i są wyjątkowo oddalone od budynku klinki. Gdy do Pryzmatu sprowadzani są prawdziwi chirurdzy, to operują właśnie tutaj - główna klinika raczej nigdy nie przyjmowała pacjentów, którzy mieli wyjątkowo poważne obrażenia - takie osoby zjawiały się tutaj.
Z wyglądu nie odstaje od całego wystroju Pryzmatu, jednak wszystko tutaj jest śnieżnobiałe i bardzo, bardzo sterylne. Brak tutaj ozdób i wymyślnego wystroju, ten budynek przede wszystkim ma służyć, nie wyglądać. Nikt nieupoważniony nie ma tutaj wstępu.
_________________


 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 14:07   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Wszyscy zjawili się w Pryzmacie nad ranem i praktycznie każde z nich przeszło skomplikowaną operację. Ale żyli - nic nie było ważniejsze od tego, prawda? Teraz każdy z nich leżał w łóżku - wszystko zaczynało się od Lux Bloomfield, która leżała na podwójnym łóżku w ramionach agenta Caluma Hedgera. Martwego agenta Hedgera. Jednak nie chciała dać się rozdzielić. Sama Lux miała podłączoną kroplówkę i kilka innych maszyn, które miały na celu odczytywać jej parametry życiowe. Jej ciepła dłoń nadal trzymała martwą i sztywną dłoń Hedgera. Jego oczy były zamknięte, w ustach znajdowała się zaschnięta krew. Dziewczyna spała i wyglądała tak, jakby była martwa.
Następnie leżał Sahir Nailah, który również był podłączony do masy kabli, które ponoć miały podtrzymywać jego życie. Był przykryty białą jak śnieg kołdrą. Zresztą, samo jego ciało było idealnie białe. Wyglądał jak martwy. Zresztą, jak wszyscy tutaj, prawda? Ale żył. I budził się. Mógł w każdej chwili podać sobie dożylnie morfinę, która zapewne łagodziła gigantyczny ból, jaki chłopak mógł odczuwać.
Zaraz obok niego leżała Valerie. Wyglądała najżywiej z ich wszystkich, nadal spała. Była przykryta kołdrą, a skóra jej dłoni i twarzy miała leciutkie rumieńce. Spała smaczne jak niemowlę. Jej prawe oko było zakryte opatrunkiem, który był poprzyklejany białym lepcem w wielu miejscach. Nikt chyba się nie łudził, że jest na miejscu, prawda? Ale żyła. Nie było nic ważniejszego niż to. Również miała sporo kabli podłączonych do ciała. Kroplówka i inne rzeczy do pomiaru parametrów życiowych.
Żyli. Budzili się. Ale nie wszyscy.
_________________


 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 14:33   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wcale nie chciał się budzić.
Nie chciał wysadzić wszystkiego w powietrze całkowicie, zmusić Lux do używania adrenaliny, narażać życia agentów, nie chciał by Valerie straciła swoje oko. Nie chciał się budzić w świecie, w którym trzeba było stawiać czoła podjętym decyzjom, nad którymi nawet się nie zastanawiało - bo tak naprawdę co zrobił tam, w morzu kul, które spadały z każdej strony? Zadziałał instynktownie, tka jak zawsze - samobójca, który pragnął, by świat został pochłonięty przez płomienie, ale chyba tak naprawdę nie chciał tego świata całkowicie spalić tak jak spalił swoją matkę, babcię i w końcu własnego ojca na ostatniej misji z nim, nim istnienie Ligi zostało przekreślone.
Nie chciał, by jego życie było ratowane kosztem życia Caluma.
Naprawdę chciał tam umrzeć - wysadzić samego siebie, w tym był Raj, o którym mówił Czerwonej gdy lecieli helikopterem całą grupą - może oni ufali sobie wzajem, może przeszli razem wiele misji, wiedzieli czym jest smak własnej krwi i krwi wroga i wiedzieli, jak wiele znaczy życie - w przeciwieństwie do niego samego - tego przeklętego dziecka o równie białej skórze co otaczający go świat.
Jego myśli nie sięgały tak daleko do konsekwencji czynów i nie sięgały tak daleko, by wiedzieć, że ktoś przypłacił życiem tą akcję w bazie Łowców - ktoś, kto go nienawidził - ktoś, do kogo się podczepił, szukając tego banalnego gestu, który tylko Naomi dla niego miała - gestu wyciągniętej dłoni, która gładziła włosy i była jak najpiękniejsze z kłamstw zapewniające, że wszystko mogło być dobrze - jego piękne słowa, w które nie wierzył, ale chciał uwierzyć, że zaczął panować czas, w którym można było pójść własną drogą - może to co zrobił i te decyzje, które podjął przez ostatnie dni, miały być właśnie tym pierwszym krokiem w tą stronę? - i papieros, który palił, a którego dym unosił się w ciemną noc, podpalona dłonią, której Calum wcale się nie obawiał - a przecież powinien, przecież winien się bać... Jego gniew, żal, ciężar jego serca i zapewnienie: nie, czemu miałbym się bać? Czemu miałbym cię nie lubić? Słowa: Czy to naprawdę konieczne..? pośród ponurej czerni rozległych podziemi. Głupie, co nie?
Przecież niczego o tym człowieku tak naprawdę nie wiedział i wcale go nie znał.
Wpatrywał się otumanionymi bólem i zmęczeniem oczami w splecione ze sobą ciała Lux i Caluma, nawet jeszcze nie rozumiejąc, że jedno z nich jest martwe.
Bolało.
Bolało do stopnia, w którym zachowanie przytomności nie było zbyt miłe.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-12-22, 14:43   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

[+18]
MG
- Nie, nie! Zostawcie go, odejdźcie kurwa mać! - zaczęła szarpać się Lux, mimo nieco spowolnionych reakcji i słabego głosu. Ale będzie walczyć tak samo, jak walczyła poprzedniej nocy. Teraz jednak była o wiele bardziej świadoma tego wszystkiego, tak więc krzyczała, wyrywała się. A przekleństwa, jej przemęczonym głosem brzmiały wręcz komicznie.
- Rozjebie wasz wszystkich, rozpierdolę was! Wszyscy będziecie kurwa mać martwi! Zostawcie go, nie zabierajcie go do kurwy nędzy! - krzyczała wciąż, mimo iż była tak bardzo słaba. Cały czas szarpała ciało martwego agenta, którego chciano zabrać do kostnicy. Wiadomo, że nie mógł tutaj być. To, że pozwolono właściwie go tutaj wprowadzić wcześniej było dość... Naciągane. Musieli nieźle się starać, by przerzucić ciało martwego agenta do takiej sali. Ale Lux nie zamierzała pokazać jakiejkolwiek wdzięczności. Najchętniej podusiłaby ich wszystkich.
- Wszystkich was porozpierdalam! Nie macie jebanego prawa by żyć, pieprzone śmiecie! Zajebie całe wasze rodziny! - groziła agentom, aż wreszcie ktoś mądry wcisnął jej strzykawkę w okolice szyi, przez co powoli zaczynała się uspokajać. Mimo to nadal tworzyła wiązanki przekleństw, tylko szeptem. Coraz bardziej cichym, aż wreszcie odpłynęła w niespokojny sen, mimo iż tak długo próbowała się przed tym obronić. Obudziła tym samym Valerie, która zaczęła nerwowo dotykać się po twarzy, a z jej jednego oka zaczęły płynąć łzy.
- Prze, prze, prze przepraszam...Co...Co się sta...stało? - zapytała piskliwym głosem dziesięciolatki. Jak jej to wyjaśnić? To było dobre pytanie. Do sali weszło kilku sanitariuszy. Od razu zajęli się Valerie, próbując ją utrzymać przy łóżku. Unieruchomiono jej ręce, które cały czas błądziły w okolice oczu. Nie mogła przy tym kombinować, mogło się to skończyć zakażeniem.
- Jak się pan czuje, agencie Nailah? - zapytał jeden z sanitariuszy, który podszedł do Sahira. Bądź co bądź, był on najbardziej spokojnym pacjentem w tej sali.
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 15:55   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Zabierają go..? Czemu Lux tak głośno krzyczała, żeby go nie zabierali i dlaczego chcieli go zabierać, dokąd..? Niech tak nie krzyczy, obudzi go, obudzi Caluma, który tak spokojnie spał - z takim spokojnym, dobrym wyrazem twarzy, zupełnie innym niż ten, który zapamiętał u niego ostatnim razem - nie, nie przed helikopterem - tamten moment był tak samo mglisty jak wszystko to co działo się potem - jedynym wyraźnym punktem w pamięci była pomarańcz płomieni pochłaniająca wszystko wokół
Nie zabierajcie go... - Chciał powtórzyć za Lux, ale słowa nie wydostały się z jego ust - de ja vu? - tak samo było, gdy obudził się w Pryzmacie po raz pierwszy, nie bardzo wiedząc, gdzie jest, nie rozpoznając miejsca, nie rozpoznając zupełnie twarzy wokół siebie i zapytał potem - Gdzie jest Eryk..?
Gdzie zabieracie Caluma?
Czarnowłosy powoli obrócił głowę w kierunku, z którego dobiegł go obcy głos - spokojny, męski, dość miły dla ucha głos, który przecinał się przez płacz Valerie i smętne powtarzanie przekleństw pod nosem przez Lux - tak, to żadna ze znajomych twarzy, ale przynajmniej teraz twarze znajomych miał po swojej prawej i lewej - jak wciśnięty w krzywe zwierciadło, przypięty pineską do tablicy korkowej, śmiesznie nie pasujący do kolorowych figurek, które pomalowano ręką dziecka - widać było białe przebłyski, w niektórych miejscach kolory były bardziej wyraźne, w innych niemal całkowicie blade - dwójka dziewcząt, którym przyszło przeżyć coś okropnego.
I On.
Spokojny jak zawsze.
Czarna, pozwijana kartka, po której ktoś jeździł kredką na tyle mocno, że pozamazywał wszelakie kreski i słowa, które mogłyby go określać.
Przełknął z trudem ślinę w gardle, której było brak - całe usta i gardło miał nieprzyjemnie zaschnięte, a każdy oddech sprawiał ból, uciskając gdzieś w dole - nawet nie uniósł głowy, by spojrzeć, dlaczego właściwie tak bardzo boli... Cierpienie - jedyny dowód na to, że wciąż się żyło.
O co ten człowiek pytał..? I kim właściwie był..?
Ostrożnie skinął głową, jakby w potwierdzeniu, że dobrze - o ile w ogóle można się dobrze czuć będąc... w takim stanie.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 17:18   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Skur... Skurwysyny... - parsknęła Lux, będąc praktycznie w pełni sparaliżowaną. Z jednego kącika jej ust spływało kilka kropel śliny. Powinna przestać mówić, bo inaczej cała się oślini. Byli już teraz tylko w trójkę na łóżkach. Lux, Sahir i Valerie. Trzy osoby, które wczoraj doprowadziły do... Zwycięstwa? A może do wielkiej porażki? Po chwili ktoś przyszedł i włączył telewizor w sali. Kilka osób z personelu medycznego zaczęło oglądać transmisję.
- Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - powiedziała Judith Donavan. Zaraz po tym zaczęła wymieniać żołnierzy, którzy zginęli podczas akcji. Wśród nich znalazł się oczywiście Calum Hedger. Lux jednak nie mogła tego dłużej słuchać. Uniosła dłoń i bardzo, bardzo słabą ilością mocy, którą udało jej się wykrzesać, udało jej się odpiąć jeden z zawiasów na których wisiał plazmowy telewizor. Od razu ktoś z personelu podbiegł i złapał go, byleby nie dopuścić do zepsucia. Poza tym nie chcieli też, aby ktoś przerwał przemowę, która była emitowana. Stwierdzili, że nie jest to specjalnie dobre miejsce dla niebieskiej, dlatego też pomogli jej przenieść się na wózek inwalidzki.
Wciąż brakowało protezy jej nogi - nikt nie zdążył żadnej dorwać. Chyba wiadomo, gdzie zostanie teraz zabrana. Lux milczała przez cały ten czas i nawet zniosła fakt tego, że musiała siedzieć na tym cholernym... czymś. Tak czy siak wyprowadzono ją. Może to i lepiej?
Valerie nadal była zszokowana tym, co się stało. Zaczęła lamentować i płakać, zerkając co chwila na Sahira. Aż wreszcie powiedziała do niego łamliwym głosem:
- Co, co się stało? Co mi się stało... Spójrz... Ja... - nie mogła zupełnie się wyrazić. Przez cały ten czas który spędziła tutaj, chyba nigdy nie odezwała się tyle razy w jednej chwili. Była wręcz przerażona. I oczywiście, wiedziała, że Sahir nie czuje się najlepiej. Ale przecież... Przecież to było straszne. On musiał zwrócić teraz na niego uwagę. Musiał z nią porozmawiać i powiedzieć czy widzi to, co się stało. Czy to jest... Czy to jest realne.
- Sahir! - pisnęła. Wciąż próbowano ją uspokoić, jednak wszystko to było na marne. Jak miała być spokojna?
_________________


 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 17:47   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Źle.
Osoba, która stała przed jego łóżkiem, chyba straciła nim zainteresowanie, kiedy tylko ktoś postanowił włączyć telewizor i specyficzny blask zalał pomieszczenie - kolory świateł grały na ścianie, ale chyba mocniej grały w jego wyobraźni - kojarzył mu się z domem, z czasem, kiedy był mały i siedział w swoim pokoju, na łóżku, zmęczony, w półcieniach które były mu najbliższą rzeczą, a za drzwiami, które miały w sobie mleczną szybę, ojciec z matką oglądali wieczorami telewizję. Do tych blasków dołączał głos - uprzejmy, treściwy, podawał suche informacje - na przykład o tym że ta misja została zakończona sukcesem - bo to był sukces, prawda? - mieli rozgromić Łowców, zrobili to... tylko że lista zmarłych rozciągała się - padały nazwiska, których Sahir nie znał... wszystkich prócz jednego.
Serce zaczęło mocniej uderzać w jego klatce piersiowej - biło szybko, zbyt szybko, przez co zmuszało do czerpania większej ilości tlenu - bolało, bardzo bolało... Jakie to było uczucie, kiedy ktoś poświęcał swoje życie za twoje - to, którego się nie ceniło? - Czerwony jeszcze tego nie wiedział - na razie jego umysł odbierał nazwiska kolejnych poległych - niby nic go nie obchodziły - ofiary konieczne na każdej wojnie... niby. A jednak bolało.
Odwrócił głowę w kierunku Valerie, kiedy usłyszał jej głos wypowiadający jego imię, kiedy już Lux została przeniesiona na wózek i rozchylił wargi, przyglądając się jej - to też bolało - czemu akurat ona, a nie on? Czemu On przeżył, a nie Calum?
Co było nie tak z Bogiem, że miał takie poprane wizje na świat?!
Jego wargi poruszyły się w bezgłośnym "przepraszam", trudnym nawet do bezgłośnego wypowiedzenia, które przecież nie zmieniało zupełnie niczego - nie naprawiało tego, że dziewczę straciło oko, stanu Lux, ani nie przywracało życia zmarłym - a szkoda... podobno było takim magicznym i cenionym słowem, to proste: przepraszam.
Przepraszam, że cię nie ochroniłem.
I wszystkich tych agentów.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-22, 18:26   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

-Ja.. Ja... - dziewczyna nadal była tak bardzo zestresowana. Popatrzyła na niego tym jednym, lewym okiem, które jej zostało i przyłożyła sobie dwie rączki do ust. Nie mogła powiedzieć słowa. Po prostu to wszystko ją o przerosło. I to bardzo, bardzo przerosło. Nie potrafiła ułożyć żadnego, logicznie brzmiącego zdania. Ponadto czuła się wręcz fatalnie. Zresztą, jak może się ktoś czuć po tym, co przeszła Valerie? I jak może się czuć Sahir? To zresztą też było dość problematyczne.
- Co Ci się stało Sahir... - powiedziała, spoglądając na jego stan. Chciała z nim porozmawiać, tak bardzo. Chciała, by ktoś ją zapewniał, że wszystko będzie okej, że nie ma się czego bać. Psionicy dość szybko regenerowali się po ciężkich urazach. Ale wiadomo przecież, że Sahir mógł odczuwać ból. Szczególnie podczas mówienia. Gdy tylko próbował coś powiedzieć, a nawet wtedy, gdy poznał prawdę, od razu podeszli do niego sanitariusze i zajęli się jego stanem, podając jakieś leki uspokajające. W końcu cała ich... Już dwójka, była pod całodobowym okiem lekarzy. Tak musiało być. Jednak ilość czasu spędzona tutaj z nim, przerażała Valerie. Ona musiała z kimś porozmawiać.
- Gdzie... Gdzie jest Summer... - pisnęła i schowała twarz w dłoniach. Znowu płakała. Jak miała to wszystko... Ona zupełnie nic nie rozumiała. Chciała po prostu przytulić się do kogoś z oddziału zero. Jeszcze nigdy nie było jej tutaj aż tak źle.
- Dlaczego taki jesteś?! - warknęła wreszcie do Sahira. Miała mu za złe to, że nie poświęca jej teraz czasu.
_________________


 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 19:24   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Chciał jej odpowiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafił - tak jak nie potrafił poruszyć ręką, by wyciągnąć ją w jej kierunku, tą samą, którą ona trzymała kiedy szli do helikoptera, kiedy wychodzili z korytarzy budynku, idąc w kierunku placu - jego ręka lekko drgnęła, tylko tyle, tak jak był w stanie poruszyć tylko bezgłośnie ustami, nie wydając z siebie żadnego dźwięku, nawet najmniejszego tchnienia - nie mógł, bo kiedy tylko próbował jego wnętrzności wywracały się do góry nogami i przecinały teraźniejszość ostrą pręgą strzeloną z bicza.
Telewizor ciągle grał w tle po marnej próbie uciszenia go, ale chociaż przestano wymieniać nazwiska zmarłych, z których każdy miał pewnie rodzinę, może dzieci, może żonę albo kochającą dziewczynę, a co niektórzy nawet matkę i ojca, którzy myśleli już o Wigilii i o tym, jak miło będzie znów spotkać się razem - chociaż na ten jeden dzień, a nawet jeśli nie mieli już rodziny, to pewnie mieli przyjaciół - ludzi, którzy na nich liczyli, wspierali ich i sami byli przez nich wspierani.
Valerie kiedyś też takich miała, a teraz?
Gdzie Summer i cały oddział?
Jego serce znów zaczęło uderzać wolniej, wszystko zatapiało się w rozmytym mirażu obrazów, paskudnej szramie Valerie, która miała przecież tak delikatną, łagodną urodę, sprawiając, że wyglądała jak młodsza siostra, w blasku z telewizora i niemych ludziach, którzy przesuwali się przez salę, a ich kroki niknęły w zlewającym się w jedno głosie z wiadomości. Przesunął spojrzeniem z Valerie na sufit nad sobą, zapadając w pozorne, błogie nieistnienie, gdzie wszystko znów wydawało się stawać obojętne i zbyt odległe, by sama myśl trafiała gdzieś głębiej, ocierając się o serce - były jak obce obiekty, zbyt dalekie, by po nie sięgać.
Chyba Morfeusz znów wyciągał po niego swoje ramiona.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-23, 14:37   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Zdziwił go kierunek, w którym się udali. Czy lecznica nie była w skrzydle C? Oczywiście że była, bywał tam w końcu wiele razy. Szli jednak do Skrzydła A, co wydawało mu się nienaturalne, ale nie zamierzał się sprzeczać. Sprawdzanie identyfiktorów nie było przyjemnym przeżyciem. Cały zas musiał trzymać nerwy na wodzy, a sprawdzanie dłużyło się i dłużyło.
- Sahir, Val? - Krzyknął Atturi wchodząc do sali i widząc dwójkę czerwonych. Oczy prawie mu załzawiły. Wreszcie ich widział. Od obudzenia nie widział praktycznie niekogo z Ligii. A tu nagle ta dwójka. Podszedł najpierw do Val, która zdawała się być bardziej skora do współpracy.
- Nie martw się o to. - Posłał myśl w kierunku Samanthy i skupił się na Czerwonej.
- Co się stało? Czemu tu jesteście? - Zapytał ją, nie chcąc póki co wchodzić w jej myśli. To było bardziej kulturalne, niż natychmiastowe przeszukiwanie jej myśli.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 15:32   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Val wcale nie była jakoś specjalnie skora do współpracy. Widziała Atturiego, ale jedyne, co była w stanie zrobić, to wyrywać się nadal lekarzom, którzy starali się ją wciąż uspokoić. Kątem oka zobaczyła go, jednak to wszystko... To wszystko było zbyt szybkie, zbyt stresujące by mogła zareagować w jakikolwiek inny sposób niż ten. Samantha widziała to, jak Valerie nie może się uspokoić, jak wyrywa się, płacze i krzyczy. Nie mogła zupełne pogodzić się z tym, co się stało. To było zdecydowanie ponad jej siły. Znowu zaczęła płakać i nawet nie zwróciła uwagi na pytanie, które zadał jej chłopak. Albo się wyrywała, chcąc wyjść z łóżka, albo kuliła w mały kłębek. Jedyne czego tutaj brakowało, to rozlewu płomieni. Ale wydawać by się mogło, że dziewczyna... Że coś jest nie tak. Skoro do tej pory ich nie użyła, to na jakieś 99% miała z tym jakiś problem. Jednak czy teraz był czas na roztrząsanie tego czemu Valerie jeszcze nie zieje ogniem? Ważniejsze było to, by ją uspokoić.
- Atturi... - dodała Samantha, kładąc mu dłoń na ramieniu. Po tym dodała:
- Ja nie wiem czy to... Czy to dobry pomysł... - powiedziała, a po tym wszyscy popatrzyli po sobie. Kilku pielęgniarzy dodało:
- Weźmiemy ją stąd. Ona musi się uspokoić...

Kolejka:
Atturi, Sahir, Val
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-23, 19:23   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Więc jednak nie była tak skora do rozmowy, jakby tego chciał. Jej zachowanie świadczyło raczej o bardzo wielkiej rozpaczy. Brak płomieni sugerował natomiast, że stało się coś strasznego. Przełknął ślinę To niemożliwe
- Wiem co robię. - Odpowiedział Samancie Lekarze mogli twierdzić różne rzeczy, ale prawda była taka, że Valerie można było uspokoić. Wystarczyło trochę retoryki, siły woli i szczypty magii. Atturi skupił się na dziewczynie i użył Wpływania.
- Spokojnie, Valerie - Powiedział, a ona mogła poczuć, jak coś mówi jej jasno, że ma się go posłuchać. Było to stanowcze, lecz nieinwazyjne. Nie mogła się jednak sprzeciwić. Kiedy już ochłonęła, Evans uśmiechnął się do niej.
- Hej, jestem Atturi Evans, pamiętasz mnie? - Uśmiechnął się do niej szczerze. Nie zamierzał póki co wpływać do jej umysłu.
- Co się stało? Czemu się tak zachowywałaś? - Zapytał zmartwiony niczym starszy brat. Z tego co pamiętał, była młodsza od niego.
- Uwierzcie we mnie. - Spojrzał się na Samanthę niebieskimi oczyma. Nie doceniła go, ani jego umiejętności. Nie miał jej tego za złe, w końcu nie widziała go jeszcze w akcji.

/rzut 9
http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6485#6485
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 21:05   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Valerie po chwili nieco się uspokoiła. Zupełnie tak, jakby ktoś wyjął drzazgę, która tak bardzo przeszkadzała jej w funkcjonowaniu z jakiegoś miejsca w jej ciele. Spojrzała na chłopaka, tym jednym okiem jakie jej zostało i lekko rozchyliła usta. Już chciała coś powiedzieć, ale na moment zamilkła. Przechyliła lekko głowę w lewą stronę, jakby się nad czymś zastanawiała. Po chwili jednak powiedziała:
- Tak... Pamiętam - stwierdziła. Skądś go kojarzyła, zresztą, znała wiele osób z Ligi. Było bardzo prawdopodobne, że kiedyś trenowała z nim albo siedziała obok niego przy stole. Jednak wiadomo, że Valerie raczej była kimś, kto szybko wyrzucał z głowy wiele wspomnień. Ale pamiętała go. I to było jedyną rzeczą, która się wtedy liczyła. Lekko się po chwili uśmiechnęła, dodając:
- Ja... Straciłam oko. Nie wiem jak pogodzę się z taką stratą - stwierdziła, opuszczając lekko głowę. Co więcej miała powiedzieć? Przecież to był główny powód tego, że tak bardzo panikowała i płakała. To przez to, nic innego. Nie wszyscy potrafią tak godzić się z uszczerbkami na zdrowiu, a już na pewno nie Valerie. Oczywiście, odniosła masę kontuzji podczas pobytu w Lidze Dzieci, ale... Nigdy nie straciła żadnej kończyny ani niczego takiego. A teraz? Była przerażona...
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-24, 10:40   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Tak, faktycznie. To że straciła ok było zauważalne, ale Atturi sądził, że bez problemu można jej wszczepić protezę. Sztuczne oko może nie było tym samym, co naturalne, ale zawsze było. Martwił się raczej o jej moce PSI. Tego nie dało się zastąpić. On sam również odniósł wiele kontuzji w ciągu swojego życia, ale najpoważniejsza była niedawna śpiączka. Miał komplet kończyn.
- Spokojnie, zapewne znajdzie się dla ciebie proteza. Czego to ci Zieloni nie wymyślą. - Postarał się ją pocieszyć z uśmiechem. Jego pytanie był jednak nieco inne, a on oczekiwał nieco innej odpowiedzi.
- Chciałem raczej się dowiedzieć, czemu straciłaś oko? - Powiedział całkiem poważnie. Był spokojny i starał się budować obraz osoby, której można zaufać. Nie wybuchał, ani niczego nie wymuszał. Mimo tego, szczegóły rozbijania Łowców wciąż były dla niego tajemnicą. Jej perspektywa była tajemnicą pewnie również dla reszty. Położył swoją dłoń na jej dłoni, by odczuła, że jest z nią. Musiała poczuć że jest przy niej.
- Dajcie mi chwilkę na porozmawianie z nią. - Przesłał myśl Samancie, ale wiedział, że i oni chcą ją przesłuchać. Poza tym, był jeszcze Sahir, któremu również trzeba było pomóc.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-24, 11:07   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Pro... Proteza? Ja już nigdy nie zobaczę nic, Atturi! Ja nie chcę tego... Moja twarz, ona... Jest zniszczona... Ja jestem taka zniszczona - powiedziała. Chciała wybuchnąć płaczem, ale coś ją przed tym broniło - zapewne wciąż działał Atturi. Nie pozwalał jej ponownie wybuchnąć, wpaść w histerię.
- Ja... Walczyłam. A potem... Nie wiem, nie pamiętam. Ale Lux, ona tak bardzo krzyczała. Chyba ktoś umarł. Wszyscy musieliśmy walczyć przeciwko tym ludziom, co chcieli łapać innych. A potem... Nie wiem. To było właśnie tak, dostaliśmy... Powiedzieli co mamy robić, ale nie wiem co było dalej - zaczęła lamentować Valerie. Wiadomo, że niezbyt pamiętała to wszystko - w końcu zaraz na początku walki dostała i straciła przytomność. Być może Sahir będzie wiedział coś więcej na ten temat? Kto wie.
Samantha nie miała zamiaru przeszkadzać chłopakowi. Po chwili po prostu wyszła z sali, bo wiedziała, że najważniejsze jest teraz to, co będzie z Valerie i Sahirem. Możliwe nawet, że jej obecność ich krępuje i woleliby porozmawiać sam na sam z Atturim. To zupełnie zrozumiałe. Pielęgniarka wyszła więc, a za nią ruszył cały personel. W razie czego stan czerwonych był w rękach Atturiego. Wiadome było, że gdyby coś im się stało - będzie musiał wezwać pielęgniarki odpowiednio szybko.
- Tak bardzo się boje... - wydukała Valerie. - To mnie przeraża, Atturi. Ten świat jest taki... Okrutny - powiedziała Val. To było dziwne. Mówiła tak, jakby ktoś odjął jej pół osobowości. Jakby potrafiła zupełnie normalnie wyrażać swoje uczucia. To przez Atturiego. Zapewne gdyby go nie było, już dawno płakałaby. Bo takie tematy zawsze były dla niej trudne, więc wolała milczeć. Proste.
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-24, 12:41   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Rzucił na nią jeszcze raz okiem. Faktycznie, miała zniszczona twarz, ale byli w Pryzmacie. Val musiał przestać myśleć tak, jak to miało miejsce w Lidze.
- Nie doceniasz tutejszej technologii. Jeszcze otrzymasz sztuczne, widzące wszystko oko. Z twarzą też nie jest aż tak źle. - Najbardziej zniszczona była chyba w środku.
Wysłuchał jej historii, nie przerywając. Faktycznie, mogła wiele nie pamiętać, to się zdarzało, kiedy działało dużo adrenaliny. Pamiętało się wszystko, jakby klatki wycięte z filmu. Jej pamięć mogła mieć wiele luk, których on nie wypełni.
- Wiem Valerie. Ja też się boję. - Delikatnie ją objął uważając na jej prawą stronę. Może było to dla niego trochę zbyt poufałe, ale Val wydawała się tego potrzebować.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży. - Zwolnił blokadę nałożoną na jej emocje, pozwalając jej swobodnie płakać, ale nie histeryzować. Poza tym, przesunął się lekko po jej myślach, szukając wspomnień z ostatnich kilku dni. To nie tak, że jej nie ufał, ale zawsze mogła coś przypadkowo ominąć. Nie powinna zauważyć jego obecności w swoim umyśle.
- Teraz odpocznij. - Zasugerował. Teraz powinna iść już spać. Nie używał jeszcze wpływania. Jeżeli nie chciała spać, nie zmuszał jej.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-24, 16:35   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Dziewczyna pokiwała jedynie głową. Jednak nie do końca wierzyła w to, co chłopak jej powiedział. Cały czas wydawało jej się, że tutaj jest to samo, co w Lidze. Że jeśli coś straciła, to już tego nigdy nie odzyska. Zupełnie tak samo, jak Lux. Przecież ona straciła nogę i do tej pory nikt jej nie pomógł. Po chwili z oczu dziewczyny zaczęły cieknąć łzy, a ona powoli położyła się na zdrowym policzku i pociągnęła kilka razy nosem. Jej pamięć była bardzo, bardzo prosta do przeanalizowania. Wiele wspomnień było wyrzuconych gdzieś tam, na tył jej głowy. Nie wspominała zbyt często rzeczy, które zdarzyły się dawno, dawno temu. Co do ostatnich wspomnień, to przede wszystkim było tam to, co stało się w nocy. Pamiętała wyjście z bazy, to, jak ją zabrali do śmigłowca i uzbroili. Była tam również Lux i Sahir. Wszyscy byli gotowi do walki. Niedługo po tym jakiś agent krzyczał do Łowców, by złożyli broń, a po tym całe wspomnienia się urwały. Czyli pewnie wtedy dostała. Pamiętała swój sen, który przyśnił jej się gdy spała w lecznicy. Było tam tylko wspomnienie jej rodziny. Tego, jak zginęli w pożarze. Ten sen powtarzał się wiele, wiele razy.
_________________


 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-25, 17:05   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Tak jak się spodziewał, nie znalazł w jej myślach wiele więcej, nad to, co mu powiedziała. Była szczera, choć Atturi nie spodziewał się niczego innego. Widział jej wspomnienie, z czasu walki. Widział też ten jej nieszczęsny sen. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zmodyfikować go lekko, albo w ogóle nie usunąć, by nie sprawiał bólu. Zdecydował jednak nie ingerować zbytnio w jej wspomnienia. Kiedy się położyła, pogłaskał ją delikatnie po ramieniu.
- Jestem tutaj. Odezwij się, jeżeli będziesz czegoś potrzebować. - Uśmiechnął się i przeszedł w pobliże Sahira. Wydawał się spać. Atturi popatrzył na niego.
- Pobudka Sahir, to ja Atturi. Pamiętasz mnie? Chciałem z tobą porozmawiać. - Powiedział lekko go szturchając.


*w oczekiwaniu na Sahira*
/Val
Ostatnio zmieniony przez Valerie Cadle 2016-12-25, 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-26, 12:05   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Nie spał. Wpadł w dziwny stan pół-nieistnienia, w którym zanurzał się coraz bardziej, gdzie tonął coraz mocniej. Rozprężenie nie było wcale złe - zamierały tam myśli, ginęły odczucia, ale nie chciały zginąć wszystkie - przynajmniej morfina w pełni uśmierzała ból, który powoli zaczynał znów zaćmiewać jego myśli. Drzemka? Pół-sen? Cokolwiek to było sprawiało, że nadal pozostawał względnie świadomy swojego otoczenia - słyszał znajomy głos, którego teraz nie potrafił dopasować do twarzy, słyszał głos Valerie, ale nie był pewien nawet, o czym rozmawiają, nawet gdy próbował się skupić na słowach - były jak miód, gęsty, który nabrany na łyżkę spływa w dół i ciągnie się, niemożliwy do przerwania - kiedy próbowało się go przerwać, pochwycić, zlepiały się tylko dłonie. Miód nadal płynął.
Nailah zawsze miał specyficzną urodę przez swoje Azjatyckie korzenie - jego skóra miała ten specyficzny odcień żółci, ale dziś była niemal całkowicie biała, na której rysowały się linie żył, a cienie pod oczami, które zawsze podkreślały jego czarne oczy, pogłębiły się do paskudnego stopnia, postarzając chłopaka o dobrych paręnaście lat - nagi, okryty specjalną folią, by nie tracił temperatury ciała - i jak zawsze jedyne co miał, to nieśmiertelniki, które były w stanie wytrzymać nienormalne wręcz temperatury. To, że przeżył, było cudem.
Cudem, którego nie przewidział.
Rozchylił powieki, kiedy usłyszał swoje imię i nabrał nieco głębszego wdechu - teraz już mógł po odpowiedniej dawce przeciwbólowych. Atturi. Pamiętasz. Pamiętasz? Kto to? Rozmawiać? Po co?
Obrócił powoli głowę w kierunku Pomarańczowego, nim znów spojrzał na łóżko, gdzie leżała jeszcze chwilę temu Lux z Calumem, a które teraz było zupełnie puste, by zaraz spojrzeć znów na Valerie.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Atturi Evans
Błędny strzelec


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-26, 21:06   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Sahir żył. Ta wiadomość wywołała u Atiego ciche westchnienie ulgi. Nigdy nie stracił pacjenta i nie chciał by to dziś był ten pierwszy raz. Czerwony wydawał się jakiś taki nieobecny. Ogólnie wyglądał słabo, jakby już jedną nogą był po drugiej stronie. Wzrok wydawał się tylko to potwierdzać. Jego reakcje były takie ospałe. Atturi położył dłoń na jego czole i od razu to wyczuł. Ból. Tłumiony, jakby zalany smołą, ale obecny. Evans początkowo nie wiedział co robić. Nie sądził, że chłopak zareaguje na normalną zaczepkę. Po chwili nabrał powietrza, jakby zanurzał się w basenie i zanurkował w umysł azjaty.
- To tylko ja, Atturi Evans. Nie panikuj. - Powiedział, będąc już w umyśle Sahira. Pokazał mu, a raczej zwrócił jego uwagę, kilka wspomnień, dotyczących swojej osoby, by ten przypomniał sobie dokładnie, kim jest fin.
- Chciałem sprawdzić, jak się czujesz i co pamiętasz z ostatnich wydarzeń. Pozwolisz mi na to? Jeżeli chcesz mi coś powiedzieć, pomyśl o tym. Odczytam to. - Poinformował go.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,117 sekundy. Zapytań do SQL: 11