Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Sala Intensywnej Terapii
Autor Wiadomość
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-26, 21:37   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Ciężko sobie wyobrazić moment, kiedy ktoś wkrada się do twojego umysłu i po prostu w nim odzywa - niby wiesz, że jest obok, ale nie słyszysz go w swoich uszach, jego głos brzmi inaczej, przecina wszystkie myśli i obrazy, jakby był najważniejszy w tym kwartale, wyciszając wszystko wokół - nigdy nie było to nachalne do stopnia, w którym sprawiałoby to ból, było nieprzyjemne, a przynajmniej nie głos Atturi'ego, który przypominał kroplę uderzającą w taflę podziemnego jeziora, przecinając co prawda ciszę, która w niej trwała, ale nie w ten nieprzyjemny sposób. Właśnie, ciszę - bo w jego umyśle ta cisza, ciągnąca się jak smoła, oblepiająca wszystko wokół, wypełniająca tą krainę gęste gęstej czerni, trwała niemal non stop - formowanie się tam czegokolwiek zazwyczaj zabierało sporo czasu... zazwyczaj, bo nie zawsze. Dziś było po prostu... gorzej. Najgorzej. A jednak głos Evansa pozostał taki sam, skupiając wokół siebie krążenie tego maleńkiego skrawka ziemi, tej maleńkiej planety świata czarnowłosego, który z wolna dał się do niego przyciągnąć jak do obiecanego słońca, woląc mieć pewny punkt w tym wszechświecie niż gubić się w czarnej dziurze uniwersum.
Rozpoznał go.
Mętnie, niewyraźnie, tak jak mętny i niewyraźny był świat wokół, ale rozpoznał - nie był obcym i nieszczerym głosem tak jak głos tamtego lekarza, czy też pielęgniarza, który pojawił się wcześniej. Przeniósł spojrzenie na Pomarańczowego.
Ostatnie wydarzenia... co było "ostatnim wydarzeniem"? W jego głosie była to nieskończoność łącząca się na chwile płaczu Valerie, krzyku Lux, obwieszczenia śmierci Caluma, ale przecież to była tylko chwila. Wcześniej?
Płońcie.
Niech cały świat spłonie...
Ale teraz?
Chcę umrzeć...
Już dość.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-26, 23:24   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Kiedy zobaczył, jak ruszają się myśli Sahira, poczuł się niczym gepard. Wiedział że chłopak jest flagmatyczny, ale tym razem było to nadzwyczaj widoczne. Atturi od zawsze myślał szybko. Nie zmieniło się to nawet po wybudzeniu ze śpiączki. Myśli Fina, były w umyśle Czerwonego, niczym krzyki w jaskini. Donośne, wyraźne pośród całej tej ciszy. Blondyn szybko odkrył obecność Nailatha.
Od razu otrzymał kilka informacji. Lux. Tak to była ta stawiająca się dziewczyna, którą pamiętał ze wspomnień żołnierza. Nagle coś mu rozjaśniało w głowie, co stało się przeciągłym jękiem radości w umyśle Sahira. Atturi szybko go wyciszył i nasłuchiwał innych wspomnień chłopaka.
Czyżby wybuchł? Inaczej nie chciałby zobaczyć świata w ogniu. Przecież to Sahir, bardzo spokojny i flegmatyczny Psonik. Tykająca bomba, nad którą należało mieć kontrolę. Evans wiedział o tym, ale te myśli nie powędrowały do umysłu azjaty. Traktował go jako potencjalne zagrożenie, to prawda, ale nie traktował go jako złego człowieka. Sahir potrzebował profesjonalnej pomocy, to wszystko.
Wyczuł to. Wyczuł chęć śmierci. Jakże wielu ją przejawiało? Nigdy nie była niczym dobrym, zawsze mroziła krew w żyłach.
- Sahirze, musisz żyć. Zbyt wielu z nas zginęło, byś i ty do nich dołączał. - Przesłał mu do umysłu. - Potrzebujemy cię. Jesteś jednym z nas. - Atturi stracił już wielu przyjaciół. Tych, którzy mu ufali, ich wszystkich. Wiedział jedynie, że żyje Sahir i Val. No i jeszcze Lux, ale miał o niej niewiele wspomnień, a jej życia mógł się jedynie domyślać. Nie widział jej przecież.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-26, 23:55   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

To nie tak, że zawsze chciał umrzeć, chciał żyć bez większego powodu, dla samego faktu przeżycia, z instynktu, który był w nim silnie rozwinięty, a który nakazywał o to życie walczyć, gdy stawało się w obliczu zagrożenia, a mimo to czasami zdarzało mu się myśleć o tym, jakie proste byłoby założenie pętli na szyi, zażycie zbyt wielu leków, skoczenie ze zbyt wysokiego budynku (chyba nie aż tak łatwe, gdy twoim Przyjacielem był Ogień pełzający po żyłach i zatruwający umysł), lecz naprawdę się zabić? Niee... On po prostu żałował, że w ogóle się narodził. Wiele rzeczy w tym spotkaniu było "innych", ale chyba ich dwójka nadal była tymi samymi osobami, prawda? Po prostu spotkali się w takich a nie innych okolicznościach po dość długim czasie. Może zbyt długim.
Upiorny twór wynurzył się leniwie ze smoły, ubierając najpierw szarością barw, a potem w końcu przyodziewając kolory, zapach, nawet czucie, gdy na jego dłoni pojawił się ślad czerwonej, ciepłej krwi na jego dłoni trzymającej nóż wbity w brzuch Naomi i jej zdziwione oczy wbite w jego... Trzymał już w dłoni chłodny pistolet, wystarczyło strzelić. Nic nie czuł. Strzelił. Nie było żadnej radości. Żadnej satysfakcji. Był głęboki, złamany smutek i niedowierzanie. Wizja tak szybko zatracona, jak szybko znów nadeszła błoga ciemność, gdy się wyłączył, oddalając od bodźca słów Atturiego, teraz już jednak nie potrafił powiedzieć samemu sobie: obojętnie i zwyczajnie wyłączyć się zupełnie, poddając rozkazom. Po prostu nie potrafił. Potrzebują? Tak, oczywiście... zawsze potrzebowali. I tak kurewsko cholernie miał tego dość.
Chciał zginąć.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-27, 15:41   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Kolejne wspomnienie. Atturi otrzymał je nagle, niespodziewanie. Naomi. Mistrzyni. Podejrzewał, że nie żyje, ale to co zobaczył we wspomnieniach Sahira, wstrząsnęło nim do głębi. Choć raczej nie zaskoczyło go to, że zobaczył jej śmierć, ale to że ujrzał ją we wspomnieniach czerwonego. Chciałby w to nie wierzyć, uznać to za niemożliwe, ale nie mógł. Po Azjacie można było się wszystkiego spodziewać. Chciałby, by był to wytwór jakiegoś innego Pomarańczowego. Może właśnie tak było? Tak, właśnie. Był to wytwór Pomarańczowego, który potem usunął samego siebie ze wspomnień tej dwójki. To kłamstwo Kalevro. Jakiś szept odezwał się w głowie blondyna. Nie oszukuj się, to on ją zabił. Ukaż go za to. Tak, powinien go ukarać. Jakoś. Tylko jak? Dodać bolesne wspomnienia? Przecież śmierć będzie tylko nagrodą dla tego sukin...
Nie! Przecież to nie wina Sahira, że jest jaki jest. Nie mógł go za to ukarać. Przecież to jeden z nich, exLigowców. Musieli być sobie jak rodzina.
Evans wysunął się z myśli chłopaka w obawie przed samym sobą. Jeżeli zobaczy coś jeszcze, może stać się coś bardzo złego.
- Spokojnie. - Powiedział opanowanym głosem. - Idź spać Sahir, musisz odpocząć. Twój mózg również. Ja będę czuwał.
Atturi podszedł do komunikatora, zlokalizowanego w innej części pomieszczenia. Zrobił kilka wdechów, by się uspokoić i nacisnął przycisk.
- Sądzę, że skończyłem. Powinni być spokojni. Proszę jednak, pozwólcie mi z nimi zostać. Mogą mnie jeszcze potrzebować. - Przekazał pielęgniarkom i usiadł na krześle przy łóżkach (które podświadomie przysunął bliżej Val), czekając na pomoc medyczną.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 16:41   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Po chwili do pomieszczenia weszła oczywiście pomoc medyczna z samą Samanthą na czele. Spojrzała na Atturiego z dziwną dumą w oczach. Naprawdę była pod wrażeniem tego, czego on dokonał. To było dopiero coś, pomógł im. A na pewno pomógł Valerie, to było od razu widoczne. Dziewczyna spała teraz, podkładając sobie dłonie pod zdrowy policzek. Wyglądała jak mały aniołek.
Jedno łóżko nadal pozostało puste. Pielęgniarka podeszła do niego i zaczęła je ścielić. Oczywiście inne pielęgniarki podeszły do łóżek Valerie i Sahira, sprawdzając czy wszystkie parametry się zgadzają i tak dalej.
- Oczywiście, że możesz tutaj zostać - powiedziała Sam i uśmiechnęła się. Po tym dodała: - Pójdę do lecznicy, rozejrzę się też, czy gdzieś czasem nie ma Lux. Nie wiem czy powinna chodzić sama po Pryzmacie w takim stanie - powiedziała i wyszła z pomieszczenia. Długo jej nie było, więc mogło się zawsze coś stać.
Po kilku minutach obudziła się Valerie i popatrzyła na Atturiego, który siedział na krześle pomiędzy jej łóżkiem a Sahira. Bez skrępowania wystawiła w jego stronę dłoń, a następnie przesunęła się tak, by położyć głowę na jego kolanach. Cóż, taka już była. Duży dzieciak.
Wyglądało na to, że Sahir zaczynał czuć się nieco lepiej. To było dość dziwne, jednak metody leczenia jakie stosował Pryzmat działały w zaskakująco szybkim czasie. Poza tym był on psionikiem - ich regeneracja była znacznie przyśpieszona. No i to, połączone z Pryzmatowymi metodami dały tyle, że ból który czuł w okolicach brzucha był całkiem znośny. Jednak najważniejszym pytaniem było to, czy chłopak psychicznie czuł się chociaż odrobinę lepiej.

Atturi/Sahir.
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-27, 17:15   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Uśmiechnął się, podbudowany dumą, którą zobaczył w oczach Samanthy. Udało mu się pomóc przynajmniej jednemu z nich, a to i tak był sukces.
- Dobrze, powodzenia w poszukiwaniach. - Powiedział Sam i oparł się o krzesło. Był trochę zmęczony tym wszystkim. Zapadał już nawet powoli w lekką drzemkę, gdy zobaczył, że Val się obudziła. Nieobecność Sam nie była jeszcze długa, więc Atturi się tym nie przejął. Przysunął się bliżej do łóżka dziewczyny, by było jej wygodniej trzymać głowę na jego kolanach. Była cieplejsza od normalnego człowieka, co jest typowe dla Czerwonych. Położył dłoń na jej ramieniu i zaczął delikatnie ją głaskać.
- A teraz co? Powinienem opowiedzieć ci bajkę? - Zaśmiał się lekko i spojrzał na Sahira. Wciąż nie mógł wyrzucić z pamięci tego jednego wspomnienia o śmierci Naomi.
- Może ty też chcesz posłuchać? - Zapytał go. Miał nadzieję, że oboje czują się dobrze. W końcu po to tu był, prawda?
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-27, 21:30   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Nie potrafiłby usnąć, nie tak po prostu, nawet gdy wycieńczony organizm ciągnął go w dół, a jednak kiedy Pomarańczowy wycofał się z jego umysłu, gdy się odsunął, oddając przestrzeń i poczucie odcięcia od świata, które bardzo mu pasowało, osunął się w świat Niżej, przymykając powieki, odlatując w taki sam półsen, w którym niby zachowywał świadomość otoczenia, a jednak na tyle niewyraźny, że ledwo go rejestrował. I dobrze. Nie potrzebował i nie chciał się kontaktować z nikim. Minuty mijały - stracił poczucie czasu już poprzedniego dnia, gdy przebudził się rankiem wymemłany, teraz czas nie mijał, czas stał w miejscu jak muł zebrany przy rzece i jedyne, co można było z nim zrobić, to zanurzyć się w jego bagnie, albo przejść obok, zupełnie obojętnie - wybrał opcję drugą, nie pojmując mijających godzin czy różnicy między dniem a nocą.
Czy ufał Atturiemu na tyle, by naprawdę po prostu zasnąć i nie przejmować się światem?
Nie sądził, żeby Atturi mu wybaczył. Nie sądził, żeby ktokolwiek mu wybaczył. Był błędnym tworzywem eksperymentu pod tytułem "ludzka broń" i jedyne, co robił dobrze, to przynoszenie klęski.
Zupełnie jak Czarny Kot.
Wybudził się dopiero gdy ktoś zaczął się kręcić w pobliżu jego łóżka - do kroków dołączył potem głos Pomarańczowego, już bardziej wyraźny i zrozumiały, chociaż nie rozbrzmiewał prosto w jego głowie. Skinął głową potwierdzająco. Skoro wszyscy wokół sprzedawali dobre bajki, to czemu nie posłuchać jednego z najmądrzejszych osób, jakie spotkał na swojej drodze?
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 21:41   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ooo tak! - pisnęła Val i wtuliła się w kolana chłopaka. To było dość zabawne, w końcu miała ileś lat a nadal zachowywała się jak dzieciak. Ale zresztą, czy jakikolwiek dzieciak teraz miał szansę, by rzeczywiście mieć dzieciństwo? Raczej niezbyt, tak więc Val przeżywała to teraz. I nie wstydziła się tego, zresztą większość ludzi którzy ją otaczali, wiedziało, że tak dziewczyna odreagowuje to wszystko. A bajka była rzeczywiście świetnym pomysłem, tylko był jeden problem.
- Pamiętasz właściwie jakąś? Ja wszystkie już zapomniałam - dodała. Idealne pokwitowanie tego, co stało się w ich życiu. Łatwo było zapomnieć te wszystkie historie, którymi faszerowano ich kiedyś, prawda? Książki, opowieści. Wszystko rozmywało się i wypadało z ich pamięci praktycznie bezpowrotnie.
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 11:17   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Blondynowi ciężko byłoby nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że Sahir jest ludzką bronią. Czerwony był skrajnie niebezpieczny i należało mieć go pod kontrolą. Bez przerwy. Jednak był też człowiekiem. Dlatego właśnie Atturi nie był w stanie powiedzieć, że Sahir powinien zginąć. W końcu, nie był swoim błędem.
I wcale nie miał się za mądrego.
Chyba wszyscy byli zainteresowani jego bajkami.
- Chyba jeszcze jakieś pamiętam. - Nie wszystkie opowiadane mu przez matkę historie wyleciały z jego głowy. Pamiętał jeszcze fińskie baśnie, które im opowiadała. Ile by dał, by opowiedziała jeszcze jedną?
- Ale najcenniejsze bajki to te, które tworzy się opowiadając. Te, które tworzy się specjalnie dla kogoś. - Przeczesał włosy Val. Były takie przyjemne w dotyku. To była jedna z takich bajek. Która powstaje specjalnie dla nich.
- Więc, dawno dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma lasami, była sobie wioska. Jej mieszkańcy byli pogodni i szczęśliwi. Żyli w dostatku. - Chyba tak się powinno zaczynać bajki. Evans nigdy nie miał okazji opowiadać żadnej. - Było tam również wiele dzieci i młodzieńców. Wszyscy prowadzili beztroskie życie, nie martwiąc się jutrem. Marzyli o tym, że spędzą tak wieczność. - Tu zrobił krótką pauzę. - Jednak nic nie trwa wiecznie, tym bardziej rzeczy dobre. Pewnej zimowej nocy, kiedy wszyscy już spali, do wioski zakradli się bandyci. Rozpylili oni w powietrzu zarazę, która szybko opętała każdego mieszkańca wioski i szybko opuścili domostwa. Każdy mieszkaniec zachorował i większość zginęła... - Przystanął, pozwalając słuchaczom przemyśleć to, co opowiedział.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 12:39   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Mądrość nigdy nie płynęła od tych, którzy w zadufaniu twierdzili, że wiedzą wszystko, że są najmądrzejsi - ach, Atturi był przecież wciąż młody, młodszy od Nailaha, a jednak w porównaniu do innych psychologów, których spotkał na swojej drodze, mądrych taktyków, na których spoglądał wilczymi oczami, było tak niewiele osób, o których pomyślałby w takich kategoriach, w jakich myślał o Atturim. Wciąż i uparcie będę to nazywać zwierzęcym instynktem, bo te teorie nie miały w jego umyśle własnych słów, nie były stworzone z konkretnych zdań, nie miał wielkich opinii o świecie oprócz tego, że świat był do dupy - to tak samo, jak Valerie od pierwszego momentu wydawała się tym szczeniakiem, którego trzeba przygarnąć pod miękki ogon i przytulić do brzucha, by oddać jej nieco swojego ciepła i uchronić ją przed złem tego świata czy odczucia wobec Toni, która była tą owieczką, przy której trzeba ostrożnie stąpać, by jej nie spłoszyć i obnażać kły na tych, którzy płoszyć by ją chcieli. A Freya? Freya... należała do zupełnie innej kategorii. Zajmowała przestrzeń jego umysłu,chyba tą najważniejszą i wybudzała tą resztkę człowieczeństwa, którą schronił wpychając wgłąb tego bagna, by nie stać się kompletnie bezrozumną maszyną.
Cóż, traktowali go jak maszynę wolną od emocji, ale Boże, przysięgam, że wszystko, co robił to czuł. Było jednak kilka takich osób, którzy traktowali go inaczej.
Marnie skończyli.
Dobrze, że wciąż parę osób jest i trwa.
Ta bajka wcale nie była nawiązaniem do OMNI, ani trochę.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 12:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Co za pierdolenie - podsumowała Valerie, wtulając się w kolana chłopaka jeszcze mocniej. Tak... Lux zapewne nie miała specjalnie dobrego wpływu na dziewczynę i nic dziwnego, że Valerie zaczęła powtarzać wszystkie te przekleństwa, które wypowiadała wcześniej Bloomfield. I to bez żadnego wstydu! Leciała po prostu po bandzie, jakby były to jakieś normalne stwierdzenia a nic wulgarnego. Bajka była taka sobie, szczególnie, że wiadomo do czego nawiązywała. A przez to wzbudziła w dziewczynie aż tak bardzo skrajne emocje. Pewnie gdyby nie Lux, to Val powiedziałaby coś w stylu "smutna ta bajka". Ale jednak wolała pójść w te najgorsze słowa, których nauczyła ją Niebieska podczas tego... Krótkiego okresu czasu.
- Może opowiesz nam drugą? - zapytała po chwili dziewczyna, spoglądając na niego wielkimi oczami. Po tym zerknęła na Sahira, wyciągnęła dłoń i pchnęła go kilka razy w ramie, a następnie dodała:
- Chyba on też czuje się już trochę lepiej. Co nie, Sahir?
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 18:43   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Oczywistym było, że bajka inspirowana była epidemią OMNI. Atturi pomyślał, że może warto byłoby opowiedzieć o tym bajkę. Mylił się. No ale nigdy nie opowiadał bajek.
- Nawet dobrze nie zacząłem historii, a ty już chcesz drugą? - Zaśmiał się. Tak, był bardzo kiepskim gawędziarzem. - To dlatego, że jestem tak kiepski, czy tak dobry? - Wiedział, że to pierwsze. Popatrzył się w jej oko. Jeszcze chwilę temu było pełne smutku i strachu, teraz była wesoła. Taka, jaką ją zapamiętał. Radosna i pełna energii, gotowa mierzyć się z każdą przeciwnością losu.
Idąc za jej przykładem spojrzał na Sahira. Faktycznie wyglądał trochę lepiej niż wtedy, kiedy Evans wszedł do sali.
- Właśnie, jak się czujesz Sahirze? - Zapytał go Atturi. Azjata nie musiał odpowiadać i chyba o tym wiedział. Wystarczyła myśl.
Fin powoli zaczynał się niepokoić o Samanthę. Wyszła już jakiś czas temu i powinna już wrócić. Przypomniał sobie o zwęglonych ciałach. Co jeżeli jej też się coś stało? Pryzmat nie był już tak bezpiecznym miejscem, jakim był na początku.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 20:15   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wpatrywał się w sufit bez żadnego słowa, po prostu słuchając - bajka jak bajka, jakoś nie zależało mu bardzo na tym, by usłyszeć jej zakończenie, ale też nie zależało, by została ona zakończona.
Wraz z poprawą stanu zdrowia przyszła poprawa stanu psychicznego, czyli powrót do normy, przynajmniej... mniej więcej. Zrobił to, co robił zawsze, o instynkt - zamiótł wszystko pod dywan i zakopał wszelakie pragnienia, łącznie z pragnieniem śmierci - nie istotne, jak sobie sobie z tym radził, ważne, że radził, tak?
Skinął głową na pytanie Valerie, nawet na nią nie spoglądnąwszy.
- Bardzo dobrze. - Odpowiedział z automatu, mechanicznie. Chciał zapytać o to, kiedy będzie mógł stąd wyjść, ale skąd niby Atturi czy też Valerie mogliby o tym wiedzieć? A mimo to zapytał, tylko nie na głos. Zapytał w swoich myślach licząc na to, że Pomarańczowy kręcił się gdzieś w pobliżu jego jaźni.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 20:50   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Sama nie wiem, ale coś kazało mi to tak podsumować. Możesz opowiedzieć drugą, jeśli tylko chcesz - powiedziała radośnie blondynka. Tak. Zapomniała już o większości przeżyć z wczorajszej nocy. Taka już była Valerie i zapewne nikomu to nie przeszkadzało. Szybko wypadało jej z głowy wszystko to, co działo się wcześniej. Ale to chyba raczej dobrze, prawda?
- Już Ci lepiej? - zapytała po chwili Valerie, spoglądając na niego. Cieszyła się gdzieś tam w duchu, że już było z nim o wiele lepiej. No i że właściwie cokolwiek powiedział, bo wcześniej niezbyt był chętny do jakichkolwiek rozmów. Dziewczyna miała nadzieje, że niedługo uda im się stąd wyrwać i wszystko będzie już... Normalne? Chociaż chyba w słowniku Val nie było takiego słowa. Zawsze, wszystko było dziwne, inne, działy się różne rzeczy. Jednak Czerwona na całe szczęście nie zdawała sobie nawet z tego wszystkiego sprawy. Nigdy nie myślała zbyt długo nad swoim położeniem ani nad tym, do czego mogłaby dążyć.
Jednak chciała stąd wyjść, chociażby po to, żeby pobiegać po głównym placu i łapać motyle.
_________________


 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 22:44   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

- Wiesz, ta bajka jest dla ciebie i to od ciebie zależy, czy mam ją kończyć. - Powiedział do Valerie. Sam również nie wiedział, czy chce kończyć tę bajkę. Czyż nie bylą to historia bez końca?
- Cieszę się. - Uśmiechnął się do Sahira. Zdecydowanie było mu lepiej. W końcu się odezwał, a to już jakiś sukces. Atturi odczytał jednak jego myśli i sprawdził też myśli Val. Tak jak się spodziewał, oboje chcieli już stąd wyjść. Rozumiał ich doskonale, on sam do niedawna musiał siedzieć w Lecznicy. On jednak mógł już chodzić swobodnie po całym ośrodku.
Nie wiedział, jak długo potrwa leczenie tak poważnych ran, jak te im zadane. Równie dobrze mogą tu siedzieć przez rok, czego oczywiście im nie życzył. W pobliżu nie było jednak Samanthy, by ją o to spytać, a Ati nie zamierzał tak łatwo pozbywać się tej jakże przyjemnej grzałki, jaką była Valerie.
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 22:58   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Nic dziwnego, że Atturi chciał opowiadać Valerie bajki, nawet jeśli nie miał do tego talentu i dziewczyna mu to jawnie wytknęła - ta mała perełka była sama jak motyl, który przysiadał na parę chwil z tą różnicą, że od motyla była o wiele bardziej głośna i umiała o parę przekleństw za dużo (Lux pewnie i tak bury nie dostanie, w końcu głupio kogoś ochrzaniać za to, że wyraża się brzydko przy... nastolatce, nawet jeśli Czerwona wcale mentalnie do nastolatki nie pasowała). Valerie już wydawała się zapomnieć o swojej tragedii, o tym, że nie ma oka, rozsiewając wokół siebie ciepło o wiele bardziej wartościowe od tego fizycznego - było to ciepło mentalne, łagodne światło, do którego chciało się przylgnąć i zostać razem z nią... albo razem z nią ganiać te motyle, o których właśnie zamarzyła. Nic dziwnego, że przyciągnęła w końcu nawet wbity w sufit, beznamiętny wzrok Nailaha, który padł na tą dwójką wyrwaną z bajki - oj tak, niepotrzebne były żadne opowieści, w jego oczach oni sami byli jak opowieść, nawet jeśli opowieść tragiczna ze swym makabrycznym środkiem i niepewnym ciągiem, jeszcze bardziej niepewnym końcem, o to martwić się będą, gdy ta przyszłość nadejdzie, na razie... mogło być miło - oni byli mili - i przyjemnie się na nich spoglądało. Tylko tyle czy aż tyle?
- Przepraszam. - Odezwał się po dłuższej chwili milczenia zachrypniętym głosem, wpatrując się w Atturiego. - Chciałem jej pomóc. Chciała być wolna. - Dokończył w myślach.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 23:08   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Ale chyba wszyscy wiemy jak się kończy - stwierdziła Val, unosząc lewą brew. Przecież to wszystko było już dawno opowiedziane, prawda?
- Możesz po prostu wymyślić jakąś inną? - zapytała. Jej rodzina zawsze wymyślała dla niej masę bajek. Ale przeważnie były one o wiele weselsze. No i nie nawiązywały do żadnych tragedii. Val wydawało się, że to rozumie.
- Za co Ty przepraszasz, gościu? - zapytała się nagle Nailaha, robiąc tą swoją urocza, zdziwioną minę. Cóż, nie do końca zdawała sobie sprawę, że może to brzmieć dość nieuprzejmie, prawda? Ale cóż, kto zwróciłby uwagę Valerie. Przebywanie w szeregach wojska czy agentów nigdy nie wyjdzie jej raczej na dobre. Powinna cofnąć się do jakichś młodych lat i dostać szansę zrozumienia tego całego świata jeszcze raz.
Po chwili cisza została przerwana i do pomieszczenia weszła Lux. Nie wyglądała już aż tak tragicznie jak wcześniej. Widocznie świeże powietrze zrobiło jej na dobrze i zapewne minęła się też z Samantą. No i wróciła bez wózka, a to już było coś. Jednak najważniejszą rzeczą było to, że miała na sobie nową, czarną protezę. Było ją teraz widać w całej okazałości, mimo iż zawsze dziewczyna maskowała ją pod spodniami. Teraz jednak miała na sobie jedynie piżamę z lecznicy - koszulę nocną. Jej włosy były delikatnie rozwiane a wyraz twarzy spokojny jak nigdy.
Skądś kojarzyła Atturiego. Może jakiś przelotny epizod w Lidze? Lux większą część swojego pobytu tam spędziła w Akwarium, albo torturowana przez Donavana. Jednak mógł jej gdzieś mignąć.
- Możecie wyjść? - dodała do personelu medycznego, który po chwili wyszedł. Wcześniej też wyszedł na życzenie kogoś innego, więc nie było w tym niczego dziwnego. Najdziwniejszą rzeczą w tym wszystkim było to, że Lux zapytała "możecie", a nie zwróciła się bezpośrednio do nich, mówiąc "wypad" czy coś innego, pasującego do jej charakterku.
- Musimy pogadać o czymś istotnym - powiedziała i usiadła na swoim łóżku, a następnie zaczęła nieco bliżej oglądać swoją protezę.
- Możemy wyjść z Pryzmatu za zgodą Judith Donavan. Czy... Ktoś chciałby spotkać.... Swoją rodzinę ponownie?
Pytanie jeszcze długo mogło rozbrzmiewać w uszach wszystkich tutaj zgromadzonych Psioników. Ale tym razem nie było to żadnego rodzaju kłamstwo.
_________________


 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-28, 23:57   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wiemy? Każda bajka, nawet najbardziej piękna, nie ważne, jak długo by trwała, kończy się śmiercią - a wszystko dlatego, że na Ziemi każda z nich musiała się skończyć klęską... o ile za klęskę uznaje się zakończenie życia, bo ponoć istnieją rzeczy o wiele gorsze od śmierci - i to była akurat święta prawda, w innym wypadku nie byłoby tylu chętnych, by z tym życiem się pożegnać. Nikt nie wiedział, jak bajka się skończy, nawet ten, który te bajki snuł, kiedy wymyślał je na poczekaniu i żyły własnym rytmem, rozwijając się wraz z tym, jak rozwijały się jego słowa i zdania, ale ta filozofia uciekała o wiele za daleko dziecięcego umysłu Valerie, który po prostu domagał się opowieści, dlaczego miałaby się nad ich bytami rozckliwiać, skoro żadna tak na dobrą sprawę się jeszcze nie rozwinęła?
"Nie ważne." Przesunęło się przez jego myśli, ale nie wypowiedział już tego na głos, odrywając wzrok od Atturiego - nie było potrzeby spoglądania na niego, badania reakcji, nie przez aż tak długi czas, ta pierwsza i pierwotna wystarczyła, reszta była kwestią jego własnego formowania muru w głowie i przywoływania samego siebie do porządku, mimo to nie chciał powiedzieć, że to kolejny sztuczny uśmiech, które traktowało się już tak, jak zawsze traktowane były słowa - to pociski, ostre pociski, którymi było się ostrzeliwanym, trzeba było więc uzbroić się w pancerną skórę i nie przejmować wgnieceniami, które powstawały w skorupach - ta tragedia wcale nie była prywatną, nie była jedyną w swoim rodzaju, ha! - Sahir nie taktował tego nawet jako tragedii - był to akt tak samo naturalny, jak oddychanie, a nikt jeszcze nie uznał, że oddychanie jest złem, na które jesteśmy skazani i dlatego jesteśmy nieszczęśliwi, chociaż czasami faktycznie nam szkodzi - w końcu amerykańscy naukowcy potwierdzili, że sto procent ludzi wdychających tlen umiera. Tragedią była utrata oka Valerie i to, co Atturi zepchnął w głąb swego umysłu - wiadomość o stracie kogoś bardzo mu bliskiego.
Cisza, która zapadła, chyba powinna kuć w uszy, on ją lubił, chociaż nie mogę powiedzieć, że lubił bardziej od gwaru - był nią bardziej... oswojony - ale ta cisza nie trwała zbyt długo, bo parę chwil później przyszła Lux - wyglądała całkiem nieźle, chociaż nadal pozostawała bladość lica i jakaś pochmurność, która się wokół niej uzbierała, a może to tylko zwodnicze przeczucie? Tak czy siak skupiła na sobie uwagę czarnowłosego, zwłaszcza, kiedy poprosiła większość osób tutaj przebywających o opuszczenie pomieszczenia. Czemu? Po co? Zwłaszcza, że odezwała się tak... grzecznie, zupełnie jak nie Lux, która niedawno rzucała kurwami na prawo i lewo.
Jeszcze bardziej się zrobiło, gdy odprowadzana wzrokiem Nailaha usiadła spokojnie na łóżku, na którym jeszcze chwilę temu leżała i stwierdziła prorocze "musimy porozmawiać".
Rzeczywiście.
Musieli... pogadać.
Sahir nie bardzo wiedział, czy Lux sobie żartuje czy może kpi, bo jakoś opcja "mówi to na poważnie" zupełnie nie uderzała w jego świadomość, odbijała się od miękkiej matrycy i wracała do punktu wyjścia, którym była ona sama. Spotkać z rodziną? Tak po prostu? Nie, nie... czekaj, wróć, do tego nawet jego umysł nie dotarł.
WYJŚĆ?
Wyjść bez żadnej misji, bez żadnego celu... tak po prostu? Celem miało być spotkanie z rodziną, no tak, ale w końcu to jakoś... jakoś... że co?
Skinął głową, wpatrując się cielęcym spojrzeniem w Niebieską.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Atturi Evans


20

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-29, 00:43   
   Multikonta: Tommy, Mike
[Cytuj]

Atturi zawsze odczuwał potrzebę opieki nad ludźmi, która nasiliła się po wybudzeniu. Val jednak powodowała, że potrzeba ta się nasilała. Czerwona po prostu wywoływała u ludzi takie niespodziewane uczucie. Evans patrzył w jej oko.
- Więc, jak według ciebie powinna się skończyć? - Zapytał dziewczynę. Dla niego, ta historia mogła się nie kończyć. Przecież nie wszystkis historie kończą się śmiercią. Czasem śmierć, to jedynie nowy początek.
- Rozumiem - Powiedział Sahirowi. Nie był w stanie jeszcze mu wybaczyć. Jeszcze nie.
Kiedy już chciał zacząć opowiadać nową historię, do sali bezpardonowo wparowała Lux. Pamiętał ją, jak przez mgłę, ale zdecydowanie pamiętał. Powiedziała nagle swoją kwestię, która zawisła w powietrzu. Nagle Atturi przerwał ciszę śmiechem.
- Rząd chce mi załatwić lot do Finlandii? Proszę, jacy się nagle zrobili hojni. - Wiedział, że to trochę niekulturalne, ale nie mógł się powstrzymać. Zobaczyć swoją rodzinę? Była za daleko, a Evans nie wiedział nawet, czy żyją. W końcu opamiętał się i przestał śmiać.
- Wystarczy mi, że wyślę do nich wiadomość. Jeżeli tam przybędę, mogą być zagrożeni. - Wyjaśnił krótko. Jego siostra mogła mieć już dzieci, a on nie chciał ich zarazić OMNI. Nie wiedział, czy Finlandia się uchowała przed epidemią.
- Chętnie jednak z wami pojadę, jeżeli tylko zechcecie mnie zabrać. - Powiedział do trójki.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-29, 01:02   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Wyjść... Ale jak to wyjść? - zainteresowała się Valerie, a w jej oczach wręcz zapaliły się maleńkie iskierki. Wyjść. Znaleźć rodzinę. Znaleźć Summer i oddział zero. Tylko gdzie mogli być? To była dopiero niezła zagadka. Dziewczyna zignorowała nawet pytania chłopaka o historyjkę. Teraz cały jej umysł zakrywała tylko duża myśl o wyjściu z tego miejsca i odszukaniu znajomych. Nic nie było ważniejsze niż to.
- Wyjść. Po prostu - powiedziała Lux po chwili, unosząc lewą brew. Po tym popatrzyła na chłopaka, a następnie dodała:
- Nie wiem czy to wchodzi w grę. Wiem, że my... W sensie... Wiesz, no. Nasza trójka. Mogłaby iść. Każdy psionik musi przysłużyć się dla kraju - powiedziała, a następnie poczuła niesamowity chłód gdzieś w okolicach serca. Cóż. Każdy musi oddać coś, jakąś część siebie dla tego cholernego państwa. A potem może być wolny.
- Chciałabym zabrać każdego, kto tylko chciałby iść. Porozmawiać z Judith. Wyruszyć, gdy wszyscy będziemy gotowi. Nie oglądać się więcej za siebie, nie widzieć bólu. Utraty... Po prostu zapomnieć o tym co tutaj widzieliśmy, znaleźć nasze rodziny i starać się żyć. Normalnie - powiedziała Niebieska. Czuła dziwny, wewnętrzny spokój. Jakby wreszcie ktoś zdjął z niej obowiązek walki za kraj i śmierci właśnie dla niego. Jakby naprawdę poczuła pierwszy raz w swoim życiu ulgę, jakiś skrawek bezpiecznej przystani. Czuła, że nie musi więcej uciekać i się bać.
- Czy jeśli... Poczujecie się lepiej. Chcielibyście ruszyć ze mną? - powiedziała, a swoje pytanie kierowała również do Atturiego.
- Może uda mi się pogadać z Judith. Może pozwoli również Tobie ruszyć? Potrzebujemy Cię. Potrzebujemy ludzi. Im nas więcej tym lepiej. Będziemy musieli jakoś trafić do różnych miejsc w USA.
- Ja! Ja jestem gotowa! - powiedziała Valerie i podniosła się z kolan Pomarańczowego. Mogła już ruszyć. Nawet w szpitalnej piżamie.
Kolejka Dowolna
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,096 sekundy. Zapytań do SQL: 10