• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Główne biuro
Autor Wiadomość
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2016-12-22, 23:39   Główne biuro
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Szykownie urządzony pokój z różnymi, zabytkowymi meblami. Oczywiście został tak urządzony tylko po to, żeby pokazać wyższość czy coś w tym rodzaju. Wszystkie krzesła wyglądają tak, jakby ktoś ukradł je z jakiejś zabytkowej jadalni - to samo zresztą tyczy się stołów i reszty mebli. Co do wystroju, to na kilku szafkach stoją rzeźby z marmuru - przeważnie są pokryte sprayem i różnymi hasłami, głoszącymi nienawiść do rządu.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-23, 00:26   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Przez chwilę zastanawiała się, czy nie wziąć osoby, która stała za nią na zakładnika. Tylko czym by tej osobie pogroziła? Skręceniem karku? W stanie, w jakim była w tej chwili wyrządziłaby sobie więcej krzywdy niż komu innemu. Grzecznie dała się skuć, jednak znowu powtórzyła swoją prośbę o zajęcie się ranami Mono. Budynek wyglądał według niej kiepsko. Tak samo prowizoryczny mur. Kim oni byli? Bo na pandemonium to oni jej nie wyglądali, rząd raczej też nie, mieliby dużo lepsze budynki. Mimo to lufa przy głowie nie pozwalała jej się rozluźnić. Co prawda nie dziwiło jej to chłodne powitanie, u łowców nieznajomi też byli w podobny sposób przyjmowani.
Zadano jej pytanie i zmuszono do posadzenia tyłka na krześle. Chociaż tyle, przynajmniej przez chwile mogła odpocząć.
- Zabłądziłam. - Krótka, a jakże prawdziwa odpowiedź. Szczerze, to nawet nie wiedziała w którym kierunku cały czas podążała. Zirytował ją trochę fakt, że zerwał z jej kurtki triquetrę. Sama podsunęła ojcu pomysł, żeby to właśnie ten znak należał do łowców, a teraz ten imbecyl raczył go zdeptać. Siedziała jednak cicho, wiedziała że lepiej nie wkurzać ludzi u władzy, bo to się źle skończy. Ile razy widziała ojca wściekłego na podwładnych. Widziała co go rozjuszało coraz bardziej, a co sprawiało, że pozostawał we w miarę dobrym humorze.
- Jak mogę być szpiegiem, skoro łowcy zostali wymordowani przez rząd? - Odpowiedziała zmęczonym głosem, nie kontrolując nawet tego, że odpowiedziała pytaniem na pytanie. Z resztą rząd na pewno już zdążył się pochwalić, że łowcy zostali zgładzeni. W końcu kto by się tym nie szczycił?
- Co z moim psem?- Póki mogła dorzuciła drugie pytanie. Wiedziała, że pewnie to wkurzy rozmówcę, ale w tej chwili bardziej ją obchodziło to, co się działo z Mono. Tylko pies jej został po poprzednim życiu. Przyzwyczaiła się, że zawsze za nią chodził jak cień i chciała mieć go przy sobie jeszcze trochę dłużej. Nawet jeśli miało jej się oberwać za upierdliwe pytanie o niego.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 13:52   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Kenji cały czas patrzył na nią spode łba. Nie lubił jakoś specjalnie taksować wzrokiem nowych psioników, którzy mieli dołączyć do grupy. A raczej którzy mieli w niedługim czasie zostać poddani rytuałowi dołączenia. Szczerze to średnio obchodziło go wiele spraw - wiedział, że nikt w szeregach nie lubi nowych psioników i z pewnością gdyby zostawił ją na chwilę samą ze swoimi dzieciakami, to niewiele by z niej zostało. Ale taka już była zasada, każdy nowy Psi mógł wykluczyć kogoś ze starszej ekipy. A taka osoba wtedy zajmowała się głównie siedzeniem w bazie. Nikt nie chciał tak skończyć, nikt nie chciał być "nieprzydatny". Ale akurat Ann fascynowała go w jakimś stopniu. Członkini Łowców, ale chwila... Co?
- Wymordowani przez rząd, mówisz? - Kenji lekko podniósł głowę znad biurka i jakichś papierów, przeszedł obok niego i usiadł na nim, a następnie spojrzał na dziewczynę. Nie miał zamiaru puścić tego płazem. Czyli że grupa Rowana została rozbita? I to przez rząd, tak? Z jednej strony było to dość interesujące - Japonia nie wcieliła go do tego planu głównie przez to, że właśnie zdarzało im się współpracować z rządem. Czyli Ann powinna już teraz zawisnąć albo cokolwiek innego w ten deseń. Ale skoro zostali zdradzeni, to może jednak coś było na rzeczy?
- Mów wszystko co o tym wiesz. Kiedy to się stało? - zapytał jej. Po chwili doszło do niego pytanie o psa. Cóż...
- Zależy to od tego, co masz do powiedzenia - dodał. Zrozumiał, że będzie potrzebował twardych dowodów na to, że rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce. Tak więc po chwili dodał do Solinskyego jakąś rzecz, którą ciężko było usłyszeć. Zresztą, oboje nieco się zbliżyli, a Kenji powiedział to dość cicho. Po chwili Japończyk był już gotowy do wysłuchania tego, co miała mu do powiedzenia Annabeth.
_________________


 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-23, 18:00   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

O dziwo nie oberwało jej się za zadawanie pytań. Co oni tacy spokojni? Może to przez tę azjatycką krew? Azjaci chyba prawie zawsze byli spokojni. Tylko gapił się spode łba jakby mu co zrobiła, a ona tylko przylazła pod mury i nawet chciała się wycofać, ale jej nie pozwolili. W sumie dla niej lepiej, że nie był zbyt agresywny. Może się z nim jakoś dogada i ją puszczą razem z psem i chociaż oddadzą jej jeden z noży. O ile w ogóle jej biedny Mononoke przeżyje. Skoro facet nie wiedział o upadku łowców, to rząd chyba jeszcze nie zdążył się pochwalić swoim wyczynem. Czyli nie minęło znowu tak dużo czasu, pewnie kilka godzin. Chcą informacji, to co jej szkodzi im ją dać? W końcu i tak łowcom to już nie zaszkodzi. Rząd całkiem skutecznie większość z nich wymordował.
Widząc, że Azjata i ten drugi coś chcą do siebie szeptać na chwilę spróbowała wyostrzyć swoje zmysły. Ot, taka mała sztuczka zielonych, mogli sobie podsłuchiwać, kiedy chcieli, a ona wolała raczej wiedzieć, czy ma kombinować i próbować ucieczki, czy może jeszcze spokojnie posiedzieć na krześle, które w sumie było zbawieniem dla jej zmęczonego organizmu. Gdyby nie ta cała sytuacja to pewnie zwinęłaby się teraz gdzieś w kłębek i próbowała chociaż trochę się przespać.
- Mieliśmy wybrać się na misję szpiegowską do Pandemonium, kiedy rząd zaatakował główną bazę. Było to jakieś kilka, może kilkanaście godzin temu, nie wiem dokładnie ile, straciłam poczucie czasu w tym lesie. - Albo po prostu załamała się i jak gdyby nigdy nic szła wciąż przed siebie, nie zwracając na nic uwagi, ale tego mu przecież nie powie. W końcu udawała, że jej to nie ruszyło aż tak.
- Zaczął się ostrzał z jednej i drugiej strony. Walka była w miarę wyrównana, po jednej i drugiej stronie sporo osób było rannych, albo martwych, aż do akcji wkroczył czerwony razem z niebieską i wysadzili pojazdy w garażu. Wszystko się zawaliło, wątpię żeby dużo osób przeżyło coś takiego, skoro większa część bazy była pod ziemią. Mi udało się wyskoczyć przez okno garażu i zwiać, zanim to wszystko szlag trafił.- A na pewno wątpiła, żeby przeżył to jej ojciec, który prawdopodobnie siedział w centrum dowodzenia pod ziemią. Była prawie pewna, że przysypały go gruzy jego własnej bazy. W sumie, gdyby nie zareagowała odruchowo i nie wyskoczyła przez okno, to sama byłaby teraz skwarką przysypaną gruzem. Zastanawiała się, czy dodać co robiła dalej, ale po co to jemu? Pewnie mało co go obchodzi co robiła między znalezieniem się tu, a walką z rządem, z resztą łatwo się domyśleć, że zwiewała, żeby jej czasem nie dobili. Życie jej było jeszcze w miarę miłe, chociaż nie miała już nikogo, komu mogłaby bezgranicznie zaufać. Jeśli straci psa to już w ogóle zostanie sama.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Shirei Shinoda


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-23, 22:05   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Wiadomości o złapaniu jednego z kolorów nie były takie znowu rzadkie, jeśli możemy tutaj mówić o częstości wydarzeń przy organizacji, której narodziny nie sięgały nawet roku. Wiele się działo w tym świecie, w tym kraju, któremu zapadał się grunt pod nogami, a lśniąca na szczycie pani prezydent próbowała przekonać, że jest dobrze, że PSI są dobrzy, że trzeba ich wspierać, a nie się ich pozbywać, co, rzecz jasna, nie było za bardzo Japonii na rękę - odkąd ta panienka zaczęła kręcić się wokół stołka jakieś poruszenie w tym kraju sprawiło, że wygrzebał się z popiołu pokrywającego glebę, nieśmiało bo nieśmiało, powolutku jak każda roślina, która dopiero wychyliła swój łepek, pierwsze dwa zielone listki, z ziarna dawno temu zasianego, wokół którego nie było ludzi z odpowiednich potencjałem, by go wznieść. Niedobrze. Trzeba te roślinki zadeptać, dopóki były wciąż słabe i chwiały się na swoich niepewnych łodyżkach, wyplewić je z korzeniami, póki nie miały ich zapuszczonych zbyt głęboko w tej skażonej ziemi, która kiedyś przyniosła jego ojczyźnie tyle złego...
Wiecie jak to jest z Azjatami? Zamarza dla nich czas - ich twarze nie starzeją się, wyglądają ciągle tak młodo... ale kiedy przekroczą magiczną linię starzeją się w mgnieniu oka. Ten konkretny Azjata, który wszedł do głównego biura akurat stary nie był, ale ciężko było określić jego wiek - z pewnością nie zaliczał się do grupy nastolatków z wciąż dziecięcymi twarzami - jego spojrzenie czarnych, skośnych oczu, na które opadały krótko przycięte, krucze kosmyki, nie nosiły od dawna znamienia niewinności - widziały wiele, jeszcze więcej przyjdzie mu zobaczyć. Nie wszedł w słowo Annabeth, która najwyraźniej musiała się srogo tłumaczyć z tego, dlaczego tutaj w ogóle jest - przynajmniej tak wywnioskował z końcówki wypowiedzi, kiedy wsunął się cicho do pomieszczenia, przeciągając stoickim, powłóczystym spojrzeniem po jej twarzy - to było jedno z tych spojrzeń, które wydawało się przenikać przez wierzchnią, zakładaną przez każdego warstwę i odczytywać to, co nie koniecznie chciało się ujawniać. O czym nie chciało się mówić otwarcie. Przesunął po niej jedynie wzrokiem, by skierować go Kenji'ego.
- Powinienem pytać? - Odezwał się po japońsku. - Nowa do grupy?
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 22:39   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Ann mogła oczywiście usłyszeć, że Kenji powiedzial mu, żeby po kogoś poszedł Cóż, zresztą po chwili wszystko się wyjaśniło, bo do środka wkroczył Shirei. Japończyk zdążył wysłuchać tego, co miała mu do powiedzenia dziewczyna jeszcze przed wejściem jego kompana, którego wezwał Solinsky. I dobrze, nie będzie nic z góry wiedział, co nieco poprawi wiarygodność. Nie to, że mu nie ufał - jako przywódca musiał sprawdzać wszystkich i wszędzie. Na każdym kroku musiał mieć jakąś pewność. Jedynie to mogło przynieść sukces ich misji, to było niewątpliwe.
- Coś w ten deseń - odparł, również w ojczystym języku. Cóż, tak było o wiele łatwiej. Wiele osób tutaj powoli podłapało język - szczególnie Zieloni. Oczywiście, niektórzy znali go już wcześniej, dlatego też zostali wcieleni do tego całego planu. Po chwili mężczyzna odpowiedział, znowu po Japońsku:
- Chcę byś ją przejrzał od środka. Ostatnie wspomnienia. Nie jestem pewien, czy nie jest szpiegiem - powiedział, zgodnie zresztą z prawdą. Chłopak często był wykorzystywany do rzeczy tego typu. Kenji wiedział, że może mu ufać - w końcu jest tutaj by przyczynić się do sukcesu całej tej misji, tak więc wiadomo było, że nie będzie go okłamywał. Podał mu jedynie krzesło, które stało nieopodal, by mógł usiąść.
_________________


 
 
Kira Krios


21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-23, 22:45   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

No ładnie, skuli ją, a jeszcze popieścili prądem. Szkoda, że ten byczek nie ogarnął, że słyszy jego myśli. Laleczka? O miernej kondycji? Jeszcze pokaże mu na, co ją stać. W końcu nie była byle kim, miała doświadczenie w walce z rządem, a chyba tego właśnie potrzebowali.
Podczas drogi do gabinetu starała się, jak najwięcej dowiedzieć się o ludziach, którzy ją "eskortowali". Chciała też dowiedzieć się, co zrobią z Caimem. Nie chciała stracić tego psiska, wystarczająco dużo wycierpiał z rąk "zwykłych" ludzi. Chciała, żeby przy niej miał lepiej. W tym momencie był jedyną istotą, którą chciała chronić.
Zaczęła przeglądać myśli chłopaka, który ją skuł. Chciała dotrzeć do jego imienia, jeśli ani razu nie pojawiło się w jego myślach, to przeniosła się na inne osoby, aż je znalazła. Informacje są bezcenne, a jeśli dzięki temu będzie mogła udowodnić swoją wartość, to czemu nie?
- Tripp, rozkuj mnie. - Uwielbiała to połączenie, uwielbiała wymuszać na innych swoją wolę i jednocześnie przemawiać im w myślach. To uczucie skonfundowania widoczne na ich twarzach, to było upajające. Zwróciła się do chłopaka, który ją skuł po imieniu, chciała mieć pewność, że jej nie odmówi. Rzadko kto jej odmawiał, chciała wpłynąć na niego, żeby uwolnił ją od tych niewygodnych kajdanek.
W pomieszczeniu, do którego ją doprowadzili znajdowały się jeszcze trzy inne osoby. Brązowowłosa dziewczyna oraz dwóch Azjatów. Tak na oko chyba pochodzili z Japonii. No na pewno padły jakieś słowa po japońsku. Automatycznie przestawiła się na ten język, choć nie przepadała za jego wydźwiękiem. Posłuchałaby porządnej muzyki...
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-23, 23:08   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Ciężko było dorwać się do jakichś konkretnych informacji. Ot, wczorajsze śniadanie, patrole. Co do psiaka, nie mieli jakichś specjalnych planów. Woleli zostawić to górze, jednak mogła wyczytać że miał zostać wrzucony do tego drugiego kundla i tyle. Poza tym byli organizacją, określającą siebie jako Syndykat. Byli prawdziwymi wrogami rządu, chcieli po prostu go rozbić. Tripp prowadził dziewczynę przez dość długi czas, aż wreszcie doszli do korytarza przy biurze. Chłopak rzeczywiście zaczął czuć się dość dziwnie i nie wiedząc czemu, stanął i zaczął rozkuwać dziewczynę. Mieli już wchodzić do biura, Scarlett nawet otworzyła drzwi. Jednak cóż... Chłopak powoli zajął się rozkuwaniem kajdanek, aż Craig stanął i spojrzał na niego:
- Co Ty odpier... - cóż, na szczęście byli inni, którzy reagowali znacznie szybciej, Jamie od razu wzięła dziewczynę w obroty i przycisnęła ją do ściany. Wiedziała, co się święci. Przecież już to powtarzali.
- Ty suko! - warknęła, wyciągając rękę do przodu i cały czas trzymając dziewczynę na telekinezy. Scarlett po chwili podeszła, również zdając sobie sprawę co to za sytuacja, wyciągnęła swoją broń i wycelowała w Kirę.
- Jeszcze jedna taka akcja, a rozjebie Ci ten lalkowy ryj - warknęła. Craig podszedł do Trippa i podniósł go z ziemi. Na szczęście dziewczyna straciła nad nim kontrolę, przez co był zupełnie wolny. Jednak teraz nie było raczej czasu na tłumaczenie mu, żeby pilnował swojej głowy, bo może się to źle skończyć.
Po chwili czarnoskóry mężczyzna zbliżył się lekko do Kiry i dodał:
- Nie mam zamiaru bawić się w Twoje durne gierki. Koniec tego dobrego - dodał, a po chwili krzyknął jeszcze do niebieskiej:
- Zamknij drzwi. Teraz.
Jamie wykonała jego polecenie w jednej sekundzie, przez co można było użyć zabawki, którą Craig tak dumnie trzymał w rękach. Odpalił Biały Szum, który działał jedynie na Pomarańczowych. Wtedy też Kira upadła na ziemie. Taak... To był ten mocny. Nie ten, którego używał Pryzmat czy inne luksusowe hotele. To był prawdziwy Biały Szum, który ją sparaliżował. Dziewczyna czuła, jak dźwięk niemalże rozrywa bębenki w jej uszach. Czuła, jak z jej nosa zaczyna lać się krew. Zresztą, nawet reszta dzieciaków nie czuła się najlepiej, a dźwięk był dla nich wyjątkowo irytujący. Craig wsunął emitor w tylną kieszeń spodni Jamie, dodając:
- Weźcie ją do piwnicy. Potem zamienię z nią słówko - dodał na koniec. Dzieciaki wiedziały co robić, Jamie wzięła Kirę za nogi, zaś Scarlett za dłonie. Oczywiście, Niebieska nieco pomogła telekinezą, przez co znacznie łatwiej było przenieść ją tam, gdzie wskazał Craig.

Kira zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6507#6507
_________________


 
 
Shirei Shinoda


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-23, 23:17   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Fakt, że większość mieszkańców USA jednak Japońskiego nie znała, zwłaszcza nowi, tacy jak ta niewiasta, ułatwiał życie - oczywiście sam Shirei mógł zwrócić się do przywódcy poprzez rozmowę w myślach, ale nie robił tego - tak samo jak nie czytał jego myśli - z szacunku i oczywistego zaufania, w końcu hierarchia w Japonii była rzeczą świętą i nietykalną (tak długo, jak nie było się podstępnym Lisem, który wkradał się do domu, kiedy myśliwy nie patrzył), tak i Shirei ją respektował nawet poza granicami swojego ojczystego kraju. Poznał już ludzi tutaj zanim wybuchła epidemia na tyle, by wiedzieć, że ich mentalność porażająco się wręcz różni - filozofia, kultura, postrzeganie rzeczywistości, a jednak mimo różnicy jak dzień i noc między nimi każdy zawierał w sobie jeden wspólny pierwiastek - byli ludźmi. Jakby nie starać się wypierać to trzeba było przyznać, że większość Japonii zachłysnęła się tym, co Zachód ma do przekazania zaczynając od najbardziej banalnych rzeczy typu McDonald, przechodząc przez sztukę i na technologii kończąc.
Wąż wyciągnął dłoń w kierunku oferowanego mu krzesła i przyciągnął je sobie bliżej, by usiąść wygodnie przed niewiastą, kierując znów na nią swoje spojrzenie, tym razem spojrzenie poświęcone tylko dla niej, nie będące kwestią przypadku, że przyciągnęła oczy jako pierwsza, kiedy wszedł do środka, zwykłą przeszkodą. Specyfika jej urody w ogóle nie przypadła mu do gustu - rys twarzy szlachetnego szpadla, który Europa tak ceniła, spore usta, jasne, błędne wręcz oczy, które bez zaglądania do jej umysłu mówiły: nie poddam się! - oczy, które również bardzo wiele widziały, ale które nie buchały ogniem, przez co traciły na ostatnim punkcie, w którym można by ją było uznać za pociągającą - jedynie jej zgrabny nos i włosy, które po umyciu i rozczesaniu z pewnością pięknie by się prezentowały, nadrabiały punktami - ha! - zupełnie jakby przyglądał jej się tylko po to, by wycenić jej piękno.
Oj była piękna. Z pewnością bardzo wielu mężczyzn oglądało się za jej wdziękami i umięśnionym, wyćwiczonym do walki ciałem.
Pomarańczowy wsunął się do jej umysłu boleśnie i precyzyjnie jak żyletka, chociaż zupełnie inny był jego dotyk na jej skroni (delikatny), celując w samo epicentrum jej obecnych myśli, odczuł jednak opór - nie ten, który ludzie czasami próbują stawiać uciekając myślami gdzieś w bok, ten był bardziej fizyczny, jakby ktoś postawił przed nim ścianę, którą trzeba staranować, by przedostać się na drugą stronę, wyczuwał jednak, że ta ściana wcale nie była tak stabilna, jakie robiła wrażenie - przybrała się w potężne piórka, ale była krucha, wybrakowana w wielu miejscach... i dlatego zamiast delikatnie szukać i próbować ją ominąć, osłabić, po prostu na nią naparł po odpowiednim "opukaniu" i przepychankach, które nastąpiły między Zielonym i Pomarańczowym - stety czy niestety: krótkich. Dziewczyna była wykończona.
Złapał się ostatnich wspomnień, ostatnich myśli i przeglądał je kawałek po kawałku, poznając historię ostatnich godzin, która została tutaj wypowiedziana, ale on jej nie usłyszał - cóż, teraz dostawał relację z pierwszej ręki - nie śpieszył się, bo w końcu pośpiech był niewskazany tam, gdzie można było zrobić coś dobrze, ale zatrzymał jedynie na ostatnich paru dniach przy upewnieniu, że na pewno zajrzał dość głęboko, by upewnić się, że nie miała nigdy żadnych "pozytywnych" kontaktów z rządem.
Ach... zabili jej ojca, jak więc miałaby czuć jakiekolwiek pozytywne emocje względem ich?
Kiedy skończył puścił jej skroń, przejeżdżając kciukiem po twardej skroni pozbawionej blizn, na której skóra była całkiem miękka - i przyjemnie gładka.
- Jest czysta. - Zapewnił w ojczystym języku nie odrywając od niewiasty oczu.
Po spojrzeniu na jej wnętrze stała się o wiele bardziej atrakcyjna, ale tak, jak atrakcyjna może być sztuka - ni mniej ni więcej.
I wtedy drzwi się otworzyły i na korytarzu zrobiło się zamieszanie.
Shirei od razu poderwał się z krzesła, ale nie ruszył w kierunku korytarza, zamierając na chwilę w bezruchu ze wzrokiem wbitym w drzwi, które równie szybko, jak zostały otworzone, zostały też zamknięte.
- Była obecna w masakrze, o której wspominali w wiadomościach. - Kiedy sytuacja została opanowana, Japończyk jak gdyby nigdy nic zwrócił się do rodaka, przekazując mu w skrócie, dlaczego jest czysta.
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-24, 00:22   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Słyszała polecenie wydane do osoby, która zaraz wyszła z pomieszczenia. Miała złe przeczucia co do tego, ale przecież nie zacznie się rzucać tylko przez przeczucie. Tym bardziej, że i tak zaraz osoba, po którą posłano, przyszła do pomieszczenia. Zaczęli coś między sobą świergotać w obcym jej języku. Aż miała przez chwilę ochotę pogadać do nich po irlandzku, ciekawe jakie miny by mieli. No, ale nie było jej to dane. Kiedy chłopak usiadł naprzeciwko niej i zaczął oceniać ją wzrokiem, odpowiedziała mu chłodnym, acz w pewnym sensie upartym spojrzeniem. Nie miała najmniejszego zamiaru zbyt łatwo pozwolić mu na cokolwiek. Zdążyła się domyślić, że jest pomarańczowym, więc szykowała resztki swoich sił na to, żeby go zablokować. Chociaż przez chwilę, chociażby symbolicznie stawić opór przed nieproszonym gościem w jej umyśle. Pamiętała treningi z Isabelle, czy może raczej Caroline. Użyła wszystkich sztuczek, których się nauczyła podczas treningów z nią, ale to i tak było na nic. Czuła jak chłopak agresywnie włazi z buciorami do jej umysłu. Stanowiło to kontrast z tym, że dotykał jej skroni delikatnie, jakby chciał ją zwieść samym dotykiem i powiedzieć "Nie opieraj się, to nie będzie boleć". Ona jednak była zbyt uparta. Uparta na tyle, że chociaż przez chwilę udało jej się odpierać jego atak. W końcu zburzył kruche mury wokół jej umysłu i zaczął w nim grzebać. Ją za to rozbolała głowa, a z nosa zaczęła powoli sączyć się krew. Efekt używania mocy przy wykończonym wędrówką organizmie. Dalej próbowała co jakiś czas przeszkadzać chłopakowi, kiedy przeglądał jej wspomnienia, jednak z marnym skutkiem. Ona sama jako tako nie miała żadnych relacji z rządem. To jej ojciec z nimi negocjował. I to negocjował tak, że teraz leżał martwy gdzieś pod gruzami.
Shirei mógł zobaczyć jej trening z pomarańczową, to jak recytowała durny wiersz, kiedy Caro udało się przebić przez jej blokady. Mógł zobaczyć jak wypełniała swoje obowiązki jako głównodowodząca oddziału PSI i łowców. Jak pomagała swojemu ojcu wypełniać jakieś papiery i prowadzić księgowość łowców. Widział również jak odwiedza Dymitrija w obskurnych izolatkach. Jak postanawia nie wypuszczać go z nich. A potem. Potem widział po kolei każdą sekundę walki z rządem. Wszystko to, co próbowała zepchnąć w głąb umysłu, żeby nie załamać się do końca. Nie chciała tego oglądać po raz kolejny. Widziała jak celuje do psioniczki. Jak po raz kolejny pozbawia ją oka oraz możliwości udziału w walce. Po raz kolejny widziała towarzyszy broni, którym wydawała rozkazy. Potem ostrzał, który ukróciła granatem błyskowym. A później już tylko ucieczka, zranienie jednego z żołnierzy rządu i niekończący się bieg przez las zabarwiony rozpaczą zmieszaną ze skrajnym smutkiem, które to w tej mieszance skutkowały prawie że obezwładnieniem. Mógł to wszystko poczuć, jeśli dokładnie przeglądał wspomnienia aż do jej przybycia pod ich bramy. Cały czas szła przed siebie przez las, pogrążając się w rozpaczy, nie zwracając na nic uwagi dopóki nie trafiła na mur. A potem już chyba wiadomo co się stało. Zranili jej ukochanego psa, a ją samą przytargali do biura. W każdym razie po tej całej akcji z atakiem na łowców nie darzyła rządu zbyt ciepłymi uczuciami, więc w sumie wpasowywała się w wymagania syndykatu, o czym sama zielona nie wiedziała.
Chłopak skończył przeglądać jej myśli i dalej wpatrywał się w jej oczy. Tym razem już mógł zauważyć, że jest wściekła. A kiedy była wściekła jej oczy zmieniały się. Wyrazem przypominały ogień, ale nie taki, który mógłby sparzyć, czy pochłonąć i zamienić kogoś w popiół. Nie, to był ogień, który mógł zmrozić czyjąś duszę na wskroś. Wzrok, który gdyby mógł to zmieniłby osobę rażoną nim w lodową rzeźbę, niczym spojrzenie bazyliszka zamieniające innych w kamienie. Zwykle to spojrzenie przerażało łowców, którzy jej podpadli. Wiedzieli, że może i ma większą ochronę przez to, że jest córką O'Sullivana, ale również wiedzieli, że sama potrafiłaby skopać im zadki, jeśli tylko by chciała. Ich kontakt wzrokowy przerwało zamieszanie na korytarzu. Delikatnie obróciła pulsującą bólem głowę w kierunku drzwi, które na chwilę się otworzyły, a potem z nieprzyjemnym hukiem zamknęły się. Dalej świergotali po ichniemu. To również zaczynało ją irytować i tylko napędzało jej lodowate spojrzenie. Wiedziała jedno - musieli gadać o niej, skoro ją przed chwilą sprawdzali. Za to skoro skupili się na rozmowie, to spróbowała poprawić się trochę na siedzeniu. Ręce skute za plecami zaczynały jej przeszkadzać i domagać się zmiany położenia, więc próbowała coś z tym zrobić w miarę swoich możliwości. Gdyby miała tylko jakiś drucik pod ręką to już dawno próbowałaby majstrować przy zamkach i uwolnić się z tych przeklętych kajdanek.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Shirei Shinoda


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-24, 02:29   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Ten ogień, błękitno-biały, który spokojnymi muśnięciami wysuwał się ku niemu był przerażający jak zresztą każdy ogień - potrafił parzyć, spalać, spopielać do punktu, w którym nic z człowieka nie pozostawało, bo nawet popiół został rozdmuchiwany przez wiatr i rozmywał się w codzienności, mieszając z drobinkami piasku i kurzu, których wszędzie było pełno, jednak przerażenie nie wykwitło cudnym kwiatem we wnętrzu Węża tak jak gniew rozrósł się cudnymi płatkami w Annabeth - bo tak miała przecież na imię - Annabeth O'Sullivan, dziewczyna, która straciła całą rodzinę wraz z tym, jak odebrano jej Łowców - czy nie tak właśnie to wyglądało..? To, co oferowały jej oczy, bardziej przyciągało, dodając jej powabu, ale i ostrzegając przed istnieniem, które nie zawahałoby się użyć noża, gdyby tylko to ostrze posiadało - wyglądałaby przecież dumnie z bronią w swoich zdartych treningami dłoniach, które teraz zaciśnięte były w kajdankach, uniemożliwiając jej większe ruchy - właściwie jakiekolwiek ruchy. Taaak, zdecydowanie ten ogień cudownie oświetlał jej martwe oczy, jak u dzikiej klaczy, którą po prostu trzeba mocno spiąć ostrogami, żeby przestała tak wierzgać i poddała się tej dłoni na jej twarzy, która mogła zapewnić słodkie kłamstwo o tym, że "wszystko będzie dobrze". PSIonicy w tym kraju chyba dawno przestali w to wierzyć - tacy jak ona, chodzące bronie, które przerażały, posiadając większe możliwości od przeciętnego człowieka, prześcigając ich na bardzo wielu polach. Był jakiś haczyk? Zawsze musiał być. W przyrodzie w końcu nic nie ginęło.
Kiedy zamieszanie za drzwiami zostało uspokojone, mógł wrócić do zdawania sprawozdania z tego, co zobaczył w jej myślach, to nawet nie tak, że potwierdzenie, że nie pracuje z rządem nie wystarczyło, w końcu w tym świecie jeśli było coś cenniejszego od pieniądza, to była to informacja - na przykład o tym, że ojciec ten małej współpracował z rządem, albo przynajmniej wszedł z nim w kontakt, o ile dobrze zrozumiał tamten fragment. Więc co poszło nie tak? Co się nie udało, że Łowcy podjęli walkę z CIA, które proponowało im ugodę? Było jeszcze sporo pytań, na które dziewczyna po prostu nie miała odpowiedzi, bo niby skąd miałaby je mieć..?
Jego dłoń odnalazła oparcie krzesła. Przesunął po nim palcami i zatrzymał się na krańcu, odciągając wzrok od drzwi, by skierować oczy na dowódcę tego bajzlu, by kontynuować opis całej akcji.
- Jej ojciec miał kontakt z rządem. Nie wiem jaki, dziewczyna też nie wie, sama stała od tego z daleka. Pomagała ojcu prowadzić Łowców. Jest wyszkoloną Zieloną. Była na miejscu, kiedy CIA okrążyło budynek, oferując ugodowe warunki w zamian za poddanie się. Przejęła dowodzenia na zewnątrz, oddając strzał z karabinu wyborowego w stronę jednego z PSI od CIA, co doprowadziło do wymiany ognia. Zielona przerwała go granatem błyskowym. Była wewnętrznie pozbawiona żądzy mordu. - Nawet strzał, który oddała, był celowo chybiony. Czemu? Czemu po prostu nie wyeliminowała przeciwników? - Łowcy zostali skazani na klęskę, kiedy Czerwony z Niebieskim wysadzili wszystko w powietrze. Dziewczyna zdołała się uratować z katastrofy, raniąc po drodze jednego z agentów uciekła i uciekała przez las aż do tej chwili. - Nie zdawał tego sprawozdania po to, by Kenji wzruszył się dramatyczną historią - opowiadał bardzo zwięźle po to, by wiedział, do czego rząd najwyraźniej był aktualnie zdolny, by pozbyć się swoich wrogów.
Shirei spojrzał znów na dziewczynę - owszem, ten brak komfortu był zauważalny, ale tak naprawdę co ich obu to obchodziło? - ich, znaczy Shirei i Kenji'ego - pewne sprawy musiały zostać wykonane, ciężko by było uwierzyć, że ktokolwiek teraz nie sprawdzał ludzi wokół siebie - chociażby u Łowców. Łapał jej spojrzenie. Wpatrywał się w jej oczy niezmąconą głębią czerni, ale to znowu też przecież nie tak, że wszyscy tu byli potworami bez serca... prawda?
- Annabeth. - Wymówił miękko jej imię - bardzo miękko w przeciwieństwie do ostrego języka japońskiego - głosem głębokim i stoickim, wsuwającym się w uszy mimo cichego tonu - i bardzo wyraźnie słyszalnego mimo jego nie podnoszenia. - Nie lepiej zachować gniew i energię na swoich wrogów, miast szukać na siłę dodatkowych? - To już powiedział po angielsku - i to bez większej skazy języka, rzecz jasna akcent nadal nie był idealny, ale z całą pewnością jak na Azjatę - godny podziwu w płynności i miękkości.
Kombinowała.
Nie musiał czytać w jej myślach, by widzieć to w ruchu jej mięśni, błądzeniu zmęczonych oczu - i to pewnie kombinowała z umysłem ustawionym na najwyższe trybiki.
Problem polegał na tym, że gdy człowiek był zły, dość rzadko myślał trzeźwo.
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-24, 10:53   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Kenji był pod wrażeniem tego, co właśnie powiedział mu młody. Cóż, to był ktoś, kogo właśnie tutaj potrzebowano - zawsze używano mocy chłopaka, by wydobyć z przesłuchiwanych jak najwięcej. To było bardzo istotne, bo w końcu ich misja była bardzo poufna. Zanim kogokolwiek w nią wprowadzili, musieli sprawdzić tą osobę dwa razy. A teraz wyglądało na to, że Annabeth nie jest wcale żadnym niebezpiecznym szpiegiem. Skoro rząd rozbił jej paczkę, podpalił budynki i tak dalej, to z pewnością nie poleci do nich przy pierwszej możliwej okazji.
- W porządku. Annabeth - dodał Kenji, przesuwając się lekko w ich stronę. Oparł się o biurko a następnie splótł swoje ręce. Po chwili spojrzał na Shirei, dodając po chwili po Japońsku:
- Rekrutujemy ją.
A to wiązało się z szeregiem różnych rzeczy. Po pierwsze Ann będzie musiała złożyć swojego rodzaju przysięgę. Odnośnie słuchania rozkazów, poufności. Będzie musiała w każdej chwili stawić się na wezwanie i być gotowa do walki z rządem. Kiedy tylko będzie to potrzebne. Tutaj nie ma miejsca na jakąkolwiek litość. Będzie mogła wybrać to, albo cóż... Zginąć. I on sam ma zamiar wykonać egzekucję, jeśli dziewczyna się nie zgodzi. Tutaj nie ma trzeciej drogi, albo jesteś z nimi, albo jesteś martwy. I Kenji bardzo dobrze o tym wiedział. Przecież przez kilka tygodni funkcjonowania organizacji pozbawił życia tylu Psioników... Ale wiedział też, że to konieczne. Spojrzał znowu na Annabeth. Była całkiem niezłym kąskiem, który rzeczywiście mógłby wzbogacić ich szeregi. Pytanie tylko, czy będzie w stanie być lepsza od Ruth albo Layli.
- Więc potrafisz walczyć? - zapytał Japończyk tak dla pewności. Oczywiście zwracając się do dziewczyny, mówił po Angielsku. Nie miał z tym żadnych problemów.
Jeżeli się zgodzi, to zapewne będzie trzeba zrobić jej tatuaż. Wszyscy tutaj je mają i znaczą one przynależność do organizacji. Karki, okolice obojczyków, ramiona. Zależy gdzie dana osoba będzie mogła mieć tatuaż.
- Zadam Ci teraz bardzo ważne pytanie, Zielona - rzucił po chwili Kenji i podszedł do niej. - Chodzi tutaj o przyłączenie się do nas. I nie nazwałbym tego propozycją. Jeśli oczekujesz szczerości i chcesz wiedzieć, na czym stoisz, to ja Ci to zaraz wyjaśnię. Wyrażasz zgodę, albo giniesz. Jeśli się zgodzisz, dołączysz do nas. Mamy tutaj ściany, jedzenie, bezpieczeństwo i bieżącą wodę. Będziesz jednak musiała stanąć wraz z nami, ramie w ramie i walczyć z władzą, która była w stanie zrobić to Twojej rodzinie. Daję Ci szanse zemsty, jeśli ją przyjmiesz - będziesz miała okazję pomścić swoich przyjaciół, rodzinę - powiedział. To był początek, jednak wszystko to, co najważniejsze zawierało się na końcu.
- Jeżeli uda nam się dopiąć swego, wyprowadzą nas z ruiny tego chorego kraju. Dostaliśmy całkiem ciekawą ofertę i jeżeli nasza misja się powiedzie, będziemy najlepiej ustawionymi Amerykanami w tym bagnie. I to poza granicami - stwierdził, a następnie wyjął nóż z kabury udowej i wbił go w stół, dodając do dziewczyny:
- Chcę usłyszeć Twoją decyzję, Zielona - zapytał, a po chwili przypomniał sobie słowa Craiga, które chyba całkiem nieźle pasowały do tego, co tworzyła społeczność.
- Blood in, or blood out? - syknął lekko rozbawiony. Akurat to zdanie wypowiadał perfekcyjnie, jak zupełnie normalny Amerykanin, a raczej Afroamerykanin, który właśnie przyjmował nową osobę do gangu. Cóż, byli mieszanką kultur. Więc uczyli się od siebie.

Annabeth, Sahir ( XD)
_________________


 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2016-12-24, 16:55   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Sam kontrakt z rządem polegał na nietykalności łowców i na tym, że nie będą wtrącać się w ich sprawy w zamian za wyłapywanie psioników będących na wolności. Ann jako tako, gdzieś tam, kiedyś o tym słyszała, ale nie było to dla niej na tyle ważne, żeby jakoś mocniej zwrócić uwagę na te słowa, toteż zatarły się gdzieś w jej pamięci, a Shirei widać nie wlazł do jej głowy na tyle głęboko, żeby to wydobyć.
Sama Ann była miękka jeśli chodziło o zabicie kogoś. Okaleczenie jeszcze jakoś u niej przeszło, ale nie nadawała się do dobijania swoich przeciwników. prędzej poraniłaby ich, żeby nie stanowili zagrożenia, a potem jeszcze przylazłaby z apteczką i ich opatrzyła. Pod pewnymi względami miękka klucha, jednak kiedy nie było innej możliwości, to robiła co do niej należało i co uważała za dobre względem "jej" ludzi. Kod czerwony oznaczał atak. Wrogie zamiary i był równocześnie rozkazem do zaczęcia ostrzału ostrzegawczego. Mogła co prawda strzelać po nogach, ale wtedy nie wyeliminowałaby chociaż jednej psioniczki z walki. W ogólnym rozrachunku nic im to nie dało, ale sam jej zamiar był jasny chyba dla każdego.
Póki byli zajęci gadaniem ona odleciała gdzieś myślami wpatrując się w jeden punkt gdzieś na ścianie. I tak nie rozumiała, co gadają, to po co miała słuchać tego ich świergotania? Tym bardziej, że była cholernie zmęczona i mogłaby zasnąć, chociażby i na tym krześle. Tylko dyskomfort spowodowany skutymi z tyłu rękami sprawiał, że nie wpadła jeszcze w objęcia Morfeusza. Dopiero zmiana intonacji słów i wypowiedzenie jej imienia wyrwało ją z zamyślenia. Przeniosła na niego spojrzenie. Skoro czytał w jej myślach musiał również wiedzieć jak bardzo nie cierpiała, gdy ktoś robił jej to bez pozwolenia. Do tego była zmęczona, więc łatwo wpadała w gniew. Nie szukała nowych wrogów, rząd jej wystarczył jako wróg, ale też nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. Powiedzmy sobie szczerze, jak odpocznie i przemyśli tę sytuację to przejdzie jej chęć mordu. Z resztą i tak nawet gdyby miała pod ręką nóż to nie zamordowałaby ich. Co najwyżej poraniłaby ich tak, aby dali jej stąd zwiać i tyle. Nie odpowiedziała na jego pytanie. Nie chciała wchodzić w tej chwili w dyskusje, była na to zbyt zmęczona. Czuła się jak przeżuta i wypluta.
Przeniosła wzrok na drugiego japończyka. Co on takie oczywiste pytania daje? Przecież miała na sobie cholerny mundur dowódcy oddziału łowców. Jak dla niej odpowiedź na to pytanie była jasna.
- Oczywiście, że umiem.- Odpowiedziała spokojnie. Sztuk walki uczyła się jeszcze nawet zanim zaczęła się epidemia. W końcu jako córka mafioza musiała sobie jakoś radzić, gdyby chciano jej zrobić cokolwiek złego. Tym sposobem nauczyła się sporo z elementów walki z każdego stylu walki, który jej ojciec uznał za dobry dla niej.
Wysłuchała tego, co mówił do niej Kenji. Nie potrzebowała wiele czasu, żeby wszystko przeanalizować, nawet pomimo tego, że była wykończona. Sama nie da rady. Nie, kiedy rząd pewnie w jakiś sposób będzie ścigał osoby, którym udało się uciec, albo jakimś cudem były poza bazą w chwili jej zniszczenia. Trafili w punkt, którego nie mogła tak po prostu zignorować. Chcieli doprowadzić do ruiny rząd, a skoro tak, to nie miała nic przeciwko, żeby do nich dołączyć. Tym bardziej, że sama chciała zobaczyć, jak upadają. No i dodatkowo była możliwość wyjechania z tego kraju i zaczęcia życia gdziekolwiek indziej, gdzie mogłaby udawać normalną osobę i mogłaby spróbować normalnie żyć.
- Blood in. - Powiedziała akcentując to dokładnie tak samo, jak kitajec. Uroki zielonych, dosyć szybko potrafią ogarnąć różne akcenty i nauczyć się czegokolwiek.
– "You have my sword." - Wyrwał jej się dodatkowo do tego cytat z władcy pierścienia. Stary film, ale jak nie miało się co robić między treningami, to można było coś obejrzeć w sali rekreacyjnej. A jako zielona zapamiętywała praktycznie wszystko, więc jej umysł, pokrętnymi drogami dopasował to zdanie do sytuacji, a zmęczenie sprawiło, że nie utrzymała tego tylko dla siebie. W każdym razie chyba można było zrozumieć przesłanie, które to niosło. Zgadzała się na dołączenie do nich.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Shirei Shinoda


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-24, 21:29   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Powiedzmy, że to nie było takie aż dziwne - to, że Łowcy mieli układy z rządem, rzecz jasna - w końcu byli grupą przestępczą, dobrze zorganizowaną, której nikt jakoś do tej pory od rządami Gray'a nie przyskrzynili, coś było na rzeczy, coś wcale nie mocno ukrywanego, śmierdziało z daleka dla wszystkich, którzy w ogóle mieli o nich pojęcie - a pojęcie mieli wszyscy ci, którzy nie próbowali udawać, że PSI i tragedii USA nie ma, a codzienność względnie toczy się bez zmian, nie wymagając od wszystkich wokół dostosowania się, tak żyło się przeciętnym mieszkańcom po prostu wygodniej - sam ogólnik informacji nie był więc zadziwiający, nie stanowił żadnego news'a - newsem było to, że była ona córką osoby, który Łowców prowadził i trzymał ich za mordy oraz to, dlaczego akurat teraz postanowili Łowców się pozbyć. Prawdopodobnie kwestia zmiany władzy, to akurat oczywiste, ale bardziej chodziło o pragnienie pokazania się, zaistnienia: "wejdę na tron, więc wejdę na niego z rozmachem" i trzeba panience Donavan przyznać, weszła bardzo mocno. Bez skojarzeń. Jego myśli zostały "zaaferowane" tą wiadomością - musnął temat tych układów i przesunął się po nich powierzchownie - nie dość głęboko, by dotrzeć do pewnych danych, niestety, rzecz jasna, błąd, ale może kiedyś dziewczyna sama zechce się podzielić informacjami... o ile w ogóle zechce dołączyć do Łowców.
Skinął głową nieznacznie, akceptując tą decyzję, której słowa, wypowiedziane na głos, były czystą formalnością - fakt, że zostanie zrekrutowana, był oczywisty kiedy tylko się tutaj pojawiła, teraz został potwierdzony pieczęcią stworzoną ze słów Shirei, lecz wyprodukowaną przez wnętrze coraz bardziej odpływającej kobiety, zmęczonej przeżyciami... które przez chwilę, w której siedział w jej głowie, dzielił z nią samą. To zmęczenie, tą niepewność, tą złość, tą świadomość, że jej dom został zrównany z ziemią - pozyskiwanie informacji z czyjejś głowy było obosiecznym ostrzem i należało być zawsze przygotowanym na konsekwencje buszowania w czymś wnętrzu. Być może inni Pomarańczowi odczuwali to inaczej, nie wiedział - jego wiedza ograniczała się do teorii i tego, co sam opanował, mając 6 lat, by trenować w ciszy i spokoju, z daleka od tej szarej rzeczywistości, w której żyli mieszkańcy Ameryki - a przynajmniej PSI.
Przechylił lekko głowę na ramię odbierając jej spojrzenie - kolejna rzecz, za którą ją polubił- jej spojrzenie mówiło wszystko. Kiedy była obojętna, zła, zmęczona, miała wyrzuty - wyrzuty do niego - nie była jednocześnie całkowicie oczywista, po prostu jej oczy nie potrafiły kłamać, jeśli chodziło o emocje. Raczej próżno było szukać w nim poczucia winy czy też ewentualnych przeprosin za to wtargnięcie bez pytania - w końcu po co miał pytać, skoro obojętnie czy by się zgodziła czy nie, musiałby zrobić to co miał do zrobienia? I nie robił tego nawet z ciężkim sercem, nie - nie bardzo to lubił, to zawsze było wiele obrazów i odczuć, bardzo często niechcianych, czasami zwyczajnie nudnych, ale w takich wypadkach niemal dobrze się bawił, w zależności od tego, czy ktoś wpadł mu w oko, czy też nie.
Kąciki warg czarnowłosego nieznacznie uniosły się ku górze na ułamek sekundy, kiedy usłyszał jej tekst wyjęty rodem z Władcy Pierścienia - świetnie, w sumie pasowała na elfkę, nazwijmy ją: Nimrodel.
Dźwięk ostrza wbijanego w stół nadal dźwięczał w uszach.
Cholerni szpanerzy.
Shirei znów wyciągnął dłoń do skroni dziewczyny, tym razem jednak nie przeglądał jej myśli, jej wspomnień, nawet się do nich nie zbliżał - tym razem wciągnął ją w otchłań swoich oczu i objął czernią wszechświata, odbierając na parę sekund świat realny.
"Będziesz wierna Syndykatowi. Będziesz spełniać rozkazy dowódców Syndykatu. I nigdy nie zdradzisz położenia kryjówki Syndykatu, jego członków oraz działań przez niego prowadzonych i informacji przezeń zbieranych. Jesteś członkiem Syndykatu. I będziesz nią do końca swoich dni." - Przysięga wypowiadana przez niego słownie, ale słowa nie były tak wyraźne jak jego głos w jej własnej głowie - w tej wytworzonej pustce, w której była tylko ona sama - ona i jego głos, wydający jej polecenie za pomocą zdolności wpływania.
Bardzo wygodne.
Bardzo pomocne.
Wycofał się z jej umysłu i jego dłoń przejechała po jej skroni w dół, do policzka, by kciukiem zetrzeć stróżkę krwi spod jej nosa, rozmazując ją na skórze - łagodny dotyk został zerwany.
- Witaj w Syndykacie, Annabeth. - Ładne imię.
Ładny początek.
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-25, 11:29   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Przejdźmy więc do rzeczy - syknął Kenji, co miało znaczyć tyle, żeby jego młodsza wersja na moment odsunęła się od Ann.
- Shirei, zejdź na dół. Sprawdź, czy wszystko na dole w porządku - dodał po japońsku do chłopaka i wyciągnął znowu swój sztylet. Po chwili wrócił do biurka, a z niego wyjął umowę. Wszyscy raczej wiedzieli już co to ma oznaczać, tak więc nawet Solinsky podszedł nieco bliżej i strzelił dłońmi. Polak podszedł bliżej Annabeth i rozpiął jej kajdanki, a następnie złapał za jedną z jej dłoni i wystawił w stronę Kenjiego, który podrzucił nóż w górę i złapał go pod odpowiednim kątem. Wszystko działo się wystarczająco szybko, żeby nie pozwalało na jakąkolwiek reakcje. Zresztą, dziewczyna była trzymana przez dorosłego mężczyznę, a w dodatku... Kto by się spodziewał, co zamierzają zrobić? Kenji błyskawicznie wbił nóż w prawą dłoń Annabeth, a następnie przeciągnął ostrze przez jej długość, a po chwili zrobił to samo w drugim kierunku, tworząc swojego rodzaju "X". Następnie zacisnął jej dłoń, która pokryła się krwią od środka. Sięgnął po umowę, a Solinsky przycisnął jej dłoń, odciskając jej krwawy ślad na czymś w rodzaju umowy. A po tym ją puścili. Nie było niczego więcej, na koniec Polak powiedział jedynie:
- Zejdź na dół do lecznicy. Tam dokończą resztę. I jest tam też twój pies.

Shi zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6546#6546
Ann zt ->http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6548#6548
_________________


 
 
Mike Nemo


37 lat

Biały




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-08, 12:55   
   Multikonta: Atturi i Tommy
[Cytuj]

Tydzień po spotkaniu w lecznicy zorganizowano obrady w Syndykacie. Oczywiście, Mike został zaproszony. Zaproszenia natomiast nie dawało możliwości odmowy. Mężczyzny nie cieszyło specjalnie to, że musi odrywać się od pracy. Odkąd poznał Annabeth, jakoś wszystko zaczęło iść szybciej. Praca zawsze idzie szybciej, jeżeli ktoś ci w niej pomaga.
Mike wszedł do głównego biura nagle, bez pukania, podtrzymując drzwi dla Ann. Pozwolił im się zamknąć, dopiero kiedy już weszła. Nigdy nie lubił tego sztucznego pokoju, wyglądającego jak muzeum gastronomi. Zdecydowanie pod tym względem wolał CIA. Wolał prosty, wojskowy styl, nie odciągający uwagi. Trudno, musiał się przemęczyć.
- Wzywaliście mnie. - Powiedział do zebranych.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 15:00   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Na jednym miejscu siedział Craig, a zaraz obok niego siedział Tripp. Oczywiście nie mogło tam brakować Jamie, która ze swoim pogardliwym wzrokiem wpatrywała się w okno. Cała reszta nadal była na swoim wyprawach (Wiem, że można to dziwnie odebrać, ale po prostu musimy czekać na wyniki zwiadów, żeby coś ustalać większego - a poza tym nie wiadomo, czy wszyscy wrócą), tak więc na razie trzeba było zaplanować kilka najbliższych skoków. Jak i ogólny plan.
- Yo - rzucił Craig do wchodzącej gromadki. Nie no, im ich więcej tym lepiej, tak więc nie narzekał. Pewnie Kenji niezbyt pozwoliłby brać udział w obradach wszystkim psionikom, on jednak nie miał z tym żadnych przeszkód. W końcu misja zobowiązywała - musieli się spotkać i obgadać wszystko. Więc kiedy wszyscy weszli do pokoju i zajęli miejsca przy stole w drugiej części pomieszczenia - a stół ten nie wyglądał specjalnie dobrze, bo był stołem z mebli ogrodowych plus kilka różniących się od siebie krzeseł, widocznie Kenji wolał skupić się na wystroju tamtej części - Craig zajął miejsce lidera i wyciągnął jakąś mapę, dodając:
- Robimy skok. Wszyscy w tym samym momencie - stwierdził, a potem powiedział: - Już wyjaśniam. Nasza ulubienica, JD, stwierdziła że w trenie jest tak w chuj bezpiecznie, także możemy to wykorzystać. Już nawet nie mówię, że Cissy, Kenji i reszta ich grup, wracając do siebie mają zrobić kilka skoków. Teraz chodzi o nas. My zrobimy kurwa największy. Dostaliśmy namiar na coś takiego jak "Dom Pomocy Psi" czy chujwie jak ktoś to nazwał. Polega to na tym, że ludziska zbierają się tam i wiodą cudowne życie, ogarniając się po kurwa obozach, żyjąc u tych samych, którzy ich tam wjebali. Także wiadomo, bardzo prawe wobec obozowych niedobitków. Ale ja mam lepszy pomysł. Podgrzejemy tam atmosferę i puścimy z dymem cały budynek. Zakładam, że nasi ukochani czerwoni, których tutaj kurwa nie ma, bo siedzą w klatkach, bo złapaliśmy ich kilka dni wcześniej, powypalają ładne rączki na ciałach ludzi, którzy zginą w pożarze. Nie mamy zamiaru dłużej się bunkrować. Niech wiedzą, że kurwa bezpiecznie nie jest. Mamy zasiać w nich strach, nic więcej. A dzieciaki, biedne, przestraszone dzieciaki ze szlaków zgarnie Cissy, Kenji i tak dalej. Będą kurwa łapać je masowo jak wściekłe psy, którym ktoś rzucił kość i będą biegły w tamtym kierunku - powiedział Craig i nikt już nie miał wątpliwości, że lepiej radzi sobie w strzelaniu do ludzi i dzieci, niż w planowaniu taktyk.
- Kenji wyraził zgodę. Tylko musimy zgrać to w czasie z ich drogą powrotną - powiedział po chwili. Jamie się to wyraźnie niezbyt spodobało, ale nie odzywała się. Bardziej chodziło o sposób, w jaki to przedstawił niż to, że plan w sumie nie jest aż taki zły. Oni się zaczają, inni zrobią co innego...

Kolejka dowolna
_________________


 
 
Kira Krios


21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-08, 17:12   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Do pomieszczenia weszła zaraz za Mikiem i Ann. Nie bardzo miała ochotę gdziekolwiek iść, ale mus to mus. Znowu nie mogła decydować za siebie, a chciała też dobrze wypaść w oczach innych członków Syndykatu. Okres próbny i te sprawy, skoro zrobiła złe pierwsze wrażenie, to przynajmniej dalej będzie się starać.
Wysłuchała planu Craiga, kilku rzeczy nie zrozumiała ze względu na sposób, w jaki to tłumaczył. Jednak i bez tego wyłapała kilka luk, które mogły zaważyć na całości zadania. Przede wszystkim trudno będzie skoordynować skok z powrotem tamtej grupy. Plus zakładali, że w ośrodku dla PSI nikt nie będzie się bronił, a to spory błąd, bo mogą źle skalkulować siły jakie wyślą do wykonania zadania.
Trzymała jednak gębę na kłódkę, bo przecież nikt nie lubi jak się go poucza.
No i bardziej skupiła się na usłyszanym znajomym imieniu. Jednak głupotą byłoby zakładać, że chodzi o tę samą Cissy. W końcu jakaś inna dziewczyna też mogła mieć tak na imię.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-09, 15:58   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Minął tydzień, Mike zdążył je oprowadzić i sprawić, że Ann się do niego przyczepiła i jak miała czas to przyłaziła po wyręczać go w pracy. Szła teraz za Mikem na jakieś obrady. Nie bardzo widziała sens tego, żeby wszyscy byli na obradach, no ale skoro tak chcieli to nie będzie się przecież rzucać. Zawsze dobrze było wiedzieć co i jak.
- Cześć. - Przywitała się z obecnymi w pomieszczeniu, kiedy już przekroczyła drzwi, które przytrzymał dla niej Mike. Miło z jego strony. Usiadła na jednym z wolnych miejsc i spokojnie wysłuchała co tam Craig miał do powiedzenia. Nie nauczyła się jeszcze siedzenia cicho, więc odezwała się jak skończył mówić.
- Zgranie tego w czasie będzie trudne, ale nie niemożliwe. - Już by kalkulowała kiedy mniej więcej musieliby uderzyć, ale nie miała wszystkich danych. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie wywiało resztę. Co do rozpierdolu w samym budynku - cóż za bardzo im nie pomoże, skoro jest zielona, ale będą mieli wsparcie medyczne, jak i snajpera skitranego gdzieś w okolicy. jak trzeba będzie to postrzela przez okna, czy coś. W każdym razie plan może trochę źle przedstawiony, ale nie był jakiś zły.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Mike Nemo


37 lat

Biały




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:14   
   Multikonta: Atturi i Tommy
[Cytuj]

Mike był całkiem niezły w zbieraniu informacji. Dlatego wiedza o tym, że istnieje jakiś raj dla PSI go nie zaskoczyła. Tak szczerze mówiąc, to słyszał już całkiem sporo o niejakim Pryzmacie. Tyle że ostatnio był to tylko raj dla elity, PSI z niższych warstw nie miały tam wstępu. Czy naprawdę Judith tyle zmieniła? Tak, to było w jej stylu. Zawsze miała miękkie serce. Mike aż żałował, że teraz do łóżka wchodzi jej jakiś zgred, którego mogła bez problemu pomylić z bratem. No ale trudno. Braciszków Donavan nie lubił nigdy.
Wybuchowy plan Criaga różnił się zupełnie od własnych pomysłów. Chciał raczej ogłosić istnienie Syndykatu za pomocą radia i doprawić go kilkoma małymi wybuchami. Siać strach powoli. Kiedy dzieci zaczną się bać, uciekną w jedno miejsce. Tam będą już ich szpiedzy. A kiedy ofiar będzie dość dużo, to on da im taki koncert, którego nie zapomną. No ale, to były tylko jego pomysły, a reszta zarządców wolała chyba wybuchy i dużo ognia.
- Cóż, kwestię zgrania pozostawię wam. Mogę wam załatwić takie nagłośnienie, że Czewonym w Europie ciuchy staną w płomieniach. - Nie wiedział, czy powinien brać udział w tej akcji. Wolał przygotować Biały Szum, którego tamtejsze dzieciaki nie zapomną. Może uda mu się oszczędzić im trochę cierpień.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 9