Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Piwnice
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 16:30   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Rudowłosa lekko się skrzywiła, spoglądając na pomarańczowego. Że co? Ona i zazdrość? Bardzo zabawne.
- Ja i zazdrość? - stwierdziła, a po chwili dodała: - Nie musisz ośmieszać mnie przy nowych rekrutach, Shrei.
Raczej nie była Scarlett, która w każdym chłopaku - mimo tego, co przeszła - widziała potencjalnego kochanka. Jamie raczej do wszystkiego podchodziła z chłodnym dystansem. Czas, który tutaj spędziła i ogrom ludzi, których skrzywiła, skutecznie przeprał jej mózg i nie widziała niczego poza ruchomymi celami w swoim otoczeniu. Chyba, że nosili oni znamię Syndykatu - wtedy byli celami chociaż trochę mniej niż inni. Była chłodna. Jakby pozbawiona uczuć i innych tego typu rzeczy. Ale to wychodziło jej tylko na dobre. Przynajmniej pochwalał do Kenji. Nie potrzebował niczego innego niż żywej broni, a ona tym właśnie była.
- Zostawię to więc dla Kenjiego - syknęła Jamie i lekko się odsunęła, robiąc miejsce dla Japończyka. A ten zaczął uważnie słuchać tego, co ma do powiedzenia jego młody podopieczny, zupełnie ignorując humor w jakim była Jamie. A co go to obchodziło, co stało się tutaj przed chwilą?
- Interesujący kąsek - rzucił zaraz po wysłuchaniu całego tego wywodu.
- Czerwona - dodał do Scarlett po chwili - oddaj naszym Zielonym rzeczy Kiry, które pozbierałaś na zewnątrz. Niech to sprawdzą. Potem wyślemy patrole, które będą przemierzały teren. Gdyby był tutaj jakiś ogon - nieważne jaki - mają być martwi. Wszyscy co do jednego - powiedział, jak to w naturze Kenjiego było, władczym tonem. Po tym zwrócił się już bezpośrednio do Kiry.
- To nie jest propozycja, ostrzegam. Masz okazję dołączyć do nas i stawić czoło rządowi. To, co oferujemy, to bezpieczeństwo, jedzenie i inne rzeczy, niezbędne do przetrwania. Naszym celem jest obalenie rządu, potem stąd spadamy. Będziesz jednak musiała stanąć wraz z nami, ramie w ramie i walczyć z władzą. Nie będziesz przyjmowała już żadnych zleceń od nikogo innego. Będziesz służyła dla nas i tylko dla nas. Będziesz wykonywała nasze rozkazy, a jeżeli kiedykolwiek, ktokolwiek wyższy rangą, spotka się z Twoją odmową - będzie miał pełne prawo do zabicia Ciebie. Takie samo prawo mam teraz ja, jeśli usłyszę odmowę - powiedział, a następnie wyjął nóż, który zawsze nosił w kaburze udowej.
- Jeżeli nasza misja się powiedzie, wyprowadzą nas z ruiny tego chorego kraju i zamieszkamy gdzieś, gdzie nikt nie będzie musiał walczyć z władzą, która ośmieliła się więzić swoich obywateli. A teraz chcę usłyszeć Twoją odpowiedź. I powtarzam - to nie jest żadna propozycja. Albo w to wchodzisz, albo giniesz. Nie ma żadnych dodatkowych punktów tej umowy, nie możesz stawiać żadnych warunków. I uwierz, jeżeli zaczniesz cokolwiek kręcić po dołączeniu, nie będzie wesoło. Przez to, co wcześniej zrobiłaś z moimi ludźmi, nie mam zamiaru stosować żadnej taryfy ulgowej. Przez kilka następnych tygodni będziesz obserwowana i z góry Cię o tym informuje - dodał po chwili, a następnie spojrzał na nią, mówiąc:
- Wchodzisz w to?

Kira, Shi.
_________________


 
 
Kira Krios



21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 17:52   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Ze spokojem wpatrywała się w przywódcę Syndykatu. Nie dziwiła się okresowi próbnemu. Z drugiej jednak strony mógł zadbać, żeby jego ludzie wiedzieli, jak obronić się przed Pomarańczowymi. W końcu poza ich bazą takich, jak ona trochę chodziło i nie każdy był po ich stronie.

Warunki, jakie postawił były logiczne, ale i dość ograniczające. Jedynym wyjściem z sytuacji wydawało się, jak najszybsza wspinaczka ku lepszemu miejscu w hierarchii, co niewątpliwie i tak miała zamiar zrobić.
- Dobrze, wchodzę w to. - Miała swoje powody, żeby postawić się rządowi. Na razie wydawało się, że szczerze mieli zamiar walczyć z władzą oraz dotrzymać obietnicy nowego miejsca zamieszkania. Uwierzyła, może nie bezwarunkowo, ale postanowiła im zaufać.
 
 
Shirei Shinoda



21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 18:42   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

- Nie ośmieliłbym się. - On i ośmieszanie kogoś? Nie, skądże... Przecież był bardzo miły i uprzejmy! Zwyczajnie, ze swym uprzejmym uśmiechem na twarzy, płacił pięknym za nadobne, z tym, że jego nie bardzo ruszały takie teksty, a ją jak widać to ubodło.
Chwilowo niestety Jamie i jej nastrój musiały pójść w odstawkę, kiedy rozpoczął się jego monolog dotyczący głównego ich obiektu zainteresowania, przynajmniej jeśli chodziło o daną chwilę.
Shirei zrobił dwa kroki w bok, odwracając wzrok od dowódcy, by wbić go w dziewczyny, którym wydawane były rozkazy, ale bez większej refleksji, nadal słuchając otoczenia i będąc jego świadomym, ale jednocześnie starając się na chwilę obecną nieznacznie odciąć, skoro nie był potrzebny. Nijak nie zdziwił go fakt, że dla Kenji'ego okazała się interesującą zdobyczą, tak i według niego dziewczę było godne uwagi, jedynym problemem mogło być to, że przez ostatni czas była sama dla siebie szefem, ludzie bardzo łatwo przyzwyczajali się do luksusów, za to o wiele ciężej było się od nic odzwyczaić. Nie odszedł jeszcze tylko dlatego, że wypadałoby na dziewczę narzucić to, co narzucał na wszystkich nowych - Przysięgę, której nie dało się tak łatwo złamać i pozbyć, mającą chronić Syndykat przed najgorszą z ludzkich cech - ich zdradliwością, nie ważne, czym była ona powodowana.
Zawrócił i czekał na wyrok Kenji'ego, nim przybliżył się do Pomarańczowej i wyciągnął znów dłoń do jej skroni, by wypowiedzieć słowa Przysięgi, korzystając ze zdolności wpływania.
"Będziesz wierna Syndykatowi. Będziesz spełniać rozkazy dowódców Syndykatu. I nigdy nie zdradzisz położenia kryjówki Syndykatu, jego członków oraz działań przez niego prowadzonych i informacji przezeń zbieranych. Jesteś członkiem Syndykatu. I będziesz nią do końca swoich dni."
Obrobienie dwóch osób w ciągu dnia było męczące - pożeranie ich wspomnień, odczuć i myśli - ułatwieniem był fakt, że u Kiry, prócz początków, nie było dalej żadnych bolesnych przeżyć, na tyle mocnych i świeżych jak u Annabeth z wybuchem bazy łowców - i nie było to zmęczenie fizyczne, a psychiczne, wymagające ułożenia sobie w umyśle wszystkich danych.
Odsunął się od dziewczyny, robiąc miejsce Kenji'emu, by dopełnił formalności.
Ech, ciekawe co robił Jake...
_________________
Nobody prays unless they lose a son
Don't believe in God till a war's to be won
I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 19:17   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- A więc blood in - rzucił, spoglądając po chwilli na Shirei. On już znał całą tą zabawę. Poczekał jedynie chwile, aż chłopak skończy robić to, co miał. Po tym kiwnął na niego głową, aby zasugerować mu by wyrwał Kirze jedną dłoń i wystawił. W tym samym czasie Kenji podrzucił sztylet i chwycił go w inny sposób - taki, który pozwoliłby mu bez żadnych problemów wbić się w skórę dłoni dziewczyny, a następnie wyciąć na niej duży znak X. Tak też zrobił, gdy wiedział, że dłoń dziewczyny trzymana jest wystarczająco mocno, by dziewczyna nie zrobiła sobie żadnej innej krzywdy. Wbił ostrze w delikatną skórę dłoni dziewczyny, a następnie zaczął wycinać jedno ramie znaku, po chwili oderwał nóż i wbił go drugi raz w innym miejscu. Stworzył tym samym dwie, krzyżujące się linie. Po tym rzucił nóż na ziemie, który oczywiście odbił się od niej kilka razy, kapiąc na boki krwią dziewczyny. Jamie podniosła go od razu i szybko się wycofała, by dalej przyglądać się temu, co robi ich przywódca. Następnie Japończyk ścisnął dość mocno dłoń dziewczyny, zginając ją w pięść. Przez to krew dość równomiernie rozlała się po jej dłoni. Następnie rozchylił ją o odbił na papierze, gdzie była rozpisana umowa.
Po tym cofnął się, zabierając z sobą papier. To był koniec, bo cóż więcej mógł chcieć? Dodał jedynie:
- Shirei, zabierzcie ją do lecznicy. Niech tam Annabeth skończy to, co zacząłem - dodał, odbierając nóż od dziewczyny.
Oczywiście przed całym tym przedstawieniem, Kira została rozkuta i tak dalej. Teraz mogła już iść tam o własnych siłach.

Shi/Kira
_________________


 
 
Shirei Shinoda



21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 21:46   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Początki były zawsze ciężkie, zwłaszcza tutaj, gdzie nie przejmowano się ludzkimi tragediami, a każdy ból i cierpienie uszlachetniał, dodając blizn wojownikom, którzy mogli potem pochwalić się nimi na polach walki - tutaj szacunek zyskiwało się w dziesięciu procentach za swoją przeszłość u Kenji'ego i Shirei, która w ogóle decydowała o tym, że jakikolwiek początek się tutaj zyska, a nie że miejsce aktualnego spoczynku będzie miejscem wręczenia biletu do spoczynku wiecznego, a w pozostałych 90 za czyny, które musiały się piętrzyć srodze, by w ogóle zaistnieć - a i tak nie można było liczyć na to, że gdy na polu walki zostanie się rannym, to ktokolwiek się za tobą obejrzy. Brutalnie? Dlatego w tych progach mieli trwać jedynie najlepsi dzięki mistycznej selekcji naturalnej, którą podejmowała ta betonowa dżungla. Nikt nie szukał słabych, którzy opóźnialiby zespół.
Wyciągnął do Kiry dłoń, by sięgnąć po jej nadgarstek - w jego ruchach nie było mocy i gwałtowności, która drzemała w ruchach Kenji'ego - byli jak skała i trawa, którzy trwając obok siebie tworzyli zgraną harmonię mimo swojej odmienności, jak dotąd się to sprawdzało - i przytrzymał z siłą należną mężczyźnie, by Japończyk mógł postawić pierwsze znamię na ciele Koreanki.
Pakty z Diabłem zawsze dzieją się szybciej, niżbyśmy sobie tego życzyli, kiedy już wypowiemy pierwsze, chwalebne "tak".
Wykonał połowiczny ukłon odczekując aż wszyscy wyjdą i zostawią ich samych, nim odwrócił się znów do niewiasty.
- Niezmiernie miło mi spotkać barwę pomarańczy w naszych progach. - Wyciągnął zapraszająco dłoń, wskazując jej kierunek, nim sam ruszył w stronę drzwi.- Chwilę przed tobą trafiła do nas barwa Zielona, również niewiasta.
_________________
Nobody prays unless they lose a son
Don't believe in God till a war's to be won
I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old
 
 
Kira Krios



21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-28, 22:50   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Już miała za sobą ciężki początek, nawet dwa, trzeci nie zrobił już na niej wrażenia. Co prawda nie lubiła oglądać własnej krwi i miała nadzieję, że ten Japończyk jednak wie, co robi i nie przetnie jej żadnego ważnego ścięgna...
Plus ta przysięga wymuszona przez umiejętności pomarańczowego. Właściwie była w stanie to zrozumieć. W końcu sama miała podobne zdolności. Przymus jest lepszy od ślepego zaufania, że ktoś nie postanowi zdradzić, ponieważ miał w tym jakąś osobistą korzyść.
Spojrzała na swoją dłoń, może i znalazła się w grupie "sojuszników", ale stare nawyki zwyciężyły. Zdrową ręką ściągnęła bluzę, którą owinęła ranę tak, żeby krew wsiąkała w bawełnę zamiast ściekała na posadzki. Pod bluzą natomiast miała skórzany top, który kończył się nad pępkiem. Cóż, Kira wiedziała jak podkreślić piękno kobiecego ciała. Było też jasne, dlaczego ochrona "agenta FBI" tak chętnie ją przepuściła.
- Dziękuję za uprzejme powitanie. W Syndykacie jest więcej "mind controlerów"? - Skierowała się w kierunku drzwi wskazanych jej przez Shirei'a. Jak na razie tylko on swoim zachowaniem zasługiwał na sympatię, no może jeszcze Craig. Jednak na pewno nie polubiła Ruth i miała zamiar trzymać się od niej, jak najdalej, zanim każe jej zjeść własne odchody lub coś w tym rodzaju.
- Zielona? Zapowiada się ciekawie. - Lubiła zielonych, nie byli tacy zwyczajni w porównaniu do zwykłych ludzi lub innych psi. Z myśli zielonych nauczyła się więcej, niż z książek, jakie miała w szkole.
 
 
Shirei Shinoda



21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-28, 23:16   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Kąciki jego warg nieznacznie drgnęły ku górze w minimalnie rozbawionym uśmieszku.
- Do twojego pojawienia się byłem jedyny. - Właściwie od początku, gdy tylko Syndykat zyskał miano Syndykatu, gdy tylko pomyślano, by go założyć - miał w tym uczestniczyć, miał sprawić, by wspomniane "ślepe zaufanie" przestało być ślepym - rzecz jasna to narzucenie swojej woli na kogoś innego nie było wciąż stu procentowym pewnikiem, że zdrada nie powstanie, nie było ono w stanie kontrolować myśli i odczuć, ale w końcu nie to było najważniejsze, tak czy siak każdy, kto się tutaj pojawiał był z początku "pod okiem" kogoś z góry, by mieć pewność, że nic złego się w okolicach nowej osóbki nie dzieje i że dziać się nie będzie, tuta w końcu bardziej zależało im wszystkim na zachowaniu poufności informacji, więc na tych danych, których po prostu nie będą mogli zdradzić nie ważne, jak bardzo by chcieli... chyba że stanie im na drodze inny Pomarańczowy, ale tych, tak samo jak Czerwonych, było ponoć bardzo, bardzo niewielu. Przynajmniej wnioskując z informacji, według których byli oni regularnie likwidowani przez Obozy, które zostały w ostatnich dniach rozwiązane. Jeśli jakieś dzieciaki nawiały i nie trafiły pod opiekę rządu ani do Pryzmatu, to może warto by było przeszukać tamte tereny..? Działanie zrobiło się teraz bardziej niebezpieczne, właściwie usadowienie PSI na bardziej 'statycznej' pozycji w społeczeństwie potencjalnie zmniejszało bezprawie panujące na zadupiach tego kraju poza granicami wielkich miast, przynajmniej taka była teoria, skoro PSI nie musieli się dalej ukrywać, a co będzie w praktyce czas dopiero pokarze.
Japończyk nie okazał większego zainteresowania kobiecym ciałem, które zostało obnażone, jego oko nawet nie drgnęło, by skierować się na kuszące fragmenty skóry - kulturalnie, jak gdyby nigdy nic, po prostu prowadził ją dalej korytarzem, prowadząc schodami na parter budynku.
- Uprzejmym powitaniem bym tego jednakowoż nie nazwał. - Przepuścił ją przez drzwi lecznicy, otwierając je przed niewiastą. - Cieszę się, że posiadasz świadomość, że jest to konieczność. - Spodziewał się zastać Zieloną na terenie tego, co wspaniałomyślnie można nazwać skrzydłem szpitalnym, ale niewiasty już tutaj nie było - szybko się z nią uwinęli. - Panienka Annabeth najwyraźniej się z nami minęła. - Zakomunikował, pewien, że Pomarańczowa domyśli się, iż mówi o Zielonej.
Pomarańczowy zastukał parę razy w metalową rurę sprzętu, gdy poprowadził Kirę w stronę punktu tatuażu, by zakomunikować swoją obecność.

[z/t x2-> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6658#6658 ]
_________________
Nobody prays unless they lose a son
Don't believe in God till a war's to be won
I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old
 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 15:08   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Nowy dzień, nowe możliwości. Nathan już dawno zapomniał o misji, podczas której udało mu się zabawić tak jak lubił. A mimo to dobry humor cały czas mu dopisywał. W sumie rzadko kiedy tak nie było. Zazwyczaj kiedy widziało się Nathana był pogodny i uśmiechnięty, czasem zwyczajnie bardziej podekscytowany, jeśli dane mu było kogoś torturować bądź brutalnie zabić. Jeśli ktoś go lepiej znał, mógł od razu poznać, czy Nathan dziś się "zabawił" czy też nie. Tego dnia niestety nie dane mu było doświadczyć rozkoszy krwi wrogów spływającej po jego pięściach, w zamian koło południa ruszył do sali treningowej, gdzie rozruszał trochę swoje mięśnie. W przeciwieństwie do PSI nie miał specjalnych zdolności, i jedyne na czym mógł polegać to własne mięśnie, musiał więc o nie dbać, szczególnie, jeśli chciał zarządzać Bractwem - grupą która w założeniu miała skupiać najsilniejszych PSI. Nie chciał przecież by jego podwładni byli w stanie z łatwością go zabić. Jeśli by tak było, nie mógłby wzbudzić ich szacunku i Bractwo szybko wymknęłoby się spod kontroli.
Ale to nie dlatego Nathan wciąż trenował. Nie był on osobą, która myślała aż tak do przodu. On po prostu to lubił. Lubił doprowadzać się do granic wytrzymałości. W ten sposób mógł poczuć, że naprawdę żyje. Nie trenował dlatego, że miał opiekować się Bractwem. Miał opiekować się Bractwem bo trenował. Bo był silniejszy od innych dorosłych. Bo był pozbawiony skrupułów i wyrzutów sumienia. Tylko on mógł opanować grupę zabójców z supermocami.
Po treningu wziął szybki prysznic i udał się na spotkanie z Kenjim. Był już wieczór, więc trochę mu zeszło w sali treningowej. Mięśnie pulsowały lekkim, przyjemnym bólem, a on cały czas czuł, jak serce bije mu szybciej, przez niedawny wysiłek fizyczny. Można by powiedzieć, że przez męczący trening był osłąbiony, ale być może było wręcz przeciwnie. Był doskonale rozgrzany, a ból był tylko efektem ubocznym.
Zszedł na dół i zaczął wzrokiem wyszukiwać swojego kompana i szefa w jednej osobie.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-22, 16:57   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Kenji stał przy czymś w rodzaju małych piwniczek. Przeważnie służyły one do trzymania nowych przed rytuałem wprowadzenia. Ale mało kto wiedział, co znajduje się za kolejnymi drzwiami. A to było teraz jednym z celów ich spotkania. Japończyk, widząc swojego przyjaciela, uniósł dłoń i wyrzucił papierosa gdzieś na ziemie. Kogo zresztą obchodziło to, co jest tam na ziemi? Jeden papieros wśród wybitych zębów i plam krwi nie zrobi większej różnicy. No, tak więc witamy w Syndykacie.
- Cześć, stary - dodał, a następnie przywitali się poprzez zbicie dłoni i klepnięcie w plecy. Ot, takie typowe, męskie powitanie. Kąciki ust Kenjiego lekko się uniosły na myśl o tym, co właśnie idą oglądać. Wiedział, że Nate się ucieszy.
- Dobra, chodź Nate. Nie ma co przedłużać. Mam ci do pokazania kilka rzeczy które mogą przyciągnąć twoją uwagę - stwierdził, podciągając rękawy kurtki. Skierowali się w korytarz, który był dość ciemny. Tamta strona, gdzie były piwniczki, oświetlana była małymi okienkami u góry przy suficie. Nie byli jeszcze tak do końca pod ziemią, ale korytarz powoli "obniżał" się, tak więc robiło się ciemno. Kenji wyciągnął więc swoje zippo i odpalił, a następnie zaczął iść przed siebie. Doszli wreszcie do czegoś w rodzaju drzwi, a przynajmniej kiedyś to mogło być drzwiami. Mężczyzna odwrócił się do kompana i podał mu zapalniczkę, która dawała cenne światło. Sam zaś przesunął spory kawał blachy i przeszedł przez otwór w ścianie. Chciał puścić Nathana pierwszego, ale wolał nie. No i odebrał od niego zapalniczkę.
- Dopiero niedawno zająłem się tymi rejonami. Niektóre rzeczy trzeba będzie jeszcze zmienić, ale będzie całkiem dobrze. Zobaczysz - dodał, idąc cały czas przed siebie. Korytarz wydawał ciągnąć się w nieskończoność.
_________________


 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 18:01   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Podał rękę Kenjiemu, uśmiechając się wesoło. -Nigdy tu nie byłem. - Odrzekł zgodnie z prawdą. -Gdzie zmierzamy? Do jakiejś sekretnej komnaty? Komnaty tajemnic? - Ciężko było stwierdzić czy żartował czy pytał poważnie. -Mam nadzieję, że to jest warte zobaczenia. Ciągasz mnie po jakichś korytarzach. Jeszcze się przeziębię. - Mruknął świecąc sobie zapalniczką mężczyzny. Jednak po chwili był zmuszony ją oddać. Nawet nie zdołał się nacieszyć tym drobnym światłem. -Daleko to... Coś co chcesz mi pokazać? Nie żebym miał inne rzeczy do roboty, w sumie całkiem się nudzę, ale widzę lepsze formy spędzania wolnego czasu niż szwendanie się po starych korytarzach z jakimś kolesiem. Co innego gdybyś był dziewczyną, wtedy to mogłoby być nawet ekscytujące. - Zaśmiał się z własnego żartu... Choć w sumie ciężko było to nazwać żartem. Cóż, nie pozostało mu jednak nic innego jak podążać za Kenjim i liczyć na to, że to co miał zobaczyć będzie warte poświęcenia czasu. Nie miał zamiaru kwestionować jego poleceń, nawet jeśli trochę na nie narzekał, to i tak wykonywał je bez wahania. Przynajmniej póki co.
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-22, 19:29   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

- Jaka tam tajemnica... Wszyscy znają podziemia, ale do tej części. Pokażę ci twoje... Kwatery. Nazywaj to jak chcesz - stwierdził, idąc dalej przed siebie. Uśmiechnął się lekko słysząc jego komentarze było to całkiem zabawne, zważywszy na to, że...
- Pewnie spędzisz tutaj sporo czasu przez następne dni. Więc się lepiej przyzwyczaj. Raczej nie jest tutaj jakoś przerażająco zimno. Znaczy... - cóż, przypomniał sobie, że on raczej jest przyzwyczajony do mrozu.
- Przyzwyczaisz się - podsumował. Było to całkiem proste podsumowanie, bo zawsze było tak, że jak było coś w tym rodzaju, to trzeba było do tego po prostu przywyknąć. No cóż, witamy w Syndykacie.
- To dość istotne, stary - stwierdził, popychając drzwi przy użyciu barku. Nieco irytował go ten brak cierpliwości ze strony przyjaciela. To, co tutaj miało być było dość istotne. Wreszcie jednak doszli do głównego pomieszczenia. Po tym jak zeszli jeszcze trochę w dól. A tutaj zaczynała się prawdziwa zabawa.
- To schron przeciwatomowy - powiedział Kenji, jakby było to coś czego nie da się zauważyć na pierwszy rzut oka. Po chwili mężczyzna podszedł do jakiejś ściany i zerwał z niej jakąś starą tekturę. Znak Ligi Dzieci był wymalowany na całej powierzchni ściany.
- Nasza baza jest kawałek od schronu, którego dawniej używała Liga. Rząd splądrował całe to miejsce. Zabrali wszystko i miał pójść do całkowitego zniszczenia. Ale pewnie wypadły im ważniejsze sprawy do zrobienia - stwierdził i zaczął iść dalej w głąb. Winda. Kenji podszedł do ściany, ściągnął z czegoś pokrywę zabezpieczającą i używając trochę siły, przeciągnął jakąś wajchę. Światło nad nimi zaczęło się palić.
- Zapraszam - stwierdził i pięścią lekko uderzył przycisk windy. Następnie weszli do środka.
- To stary schron Ligi. Jest cały dla Bractwa. Jedyne o co cię teraz proszę to o podanie określonych wymagań. Czego tutaj potrzebujesz. Jakich mebli. Jakiej elektroniki. Wszystko, czego chcesz. Całe trzy poziomy są twoje. Bractwa, znaczy się. Chcesz zwiedzić? Znaczy... I tak musimy to zwiedzić. Niektóre rzeczy ponoć zostały na swoich miejscach, także całkiem miło będzie zobaczyć to, czego nie zabrał rząd. Poza tym musimy obgadać parę spraw. Nie masz nic przeciw? - zapytał.
Całe to miejsce było... brudne. Zakurzone. Śmierdziało tam trochę wilgocią, a zanim weszli do windy, jakiś mały szczur przeciął im drogę. Trzeba pewnie będzie nieco dopieścić tę siedzibę.
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 22:13   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Wow, stary. - Westchnął wyrażając własny zachwyt i rozglądając się dookoła. Było pełno kurzu, ściany wyglądały jakby się miały zaraz zawalić, brak było sprzętu... Prawdziwy, stary bunkier. Uwielbiał takie miejsca. Kiedyś, jak był młodszy, melinowali się w takich zakamarkach z kumplami, by kryć tu fanty i chować się przed policją. Wracały wspomnienia. Zupełnie nie przeszkadzał mu kurz i ogólny syf, czy brak sprzętu. Wręcz przeciwnie, nadawało to temu miejscu swój własny, lekko przerażający klimat. -Ah, tak jasne. - Mruknął tylko na wspomnienie o sprzęcie. -Będę musiał przejść się, przemyśleć i zaplanować. Jak już będę miał jakiś wyraźniejszy obraz dam ci znać. - Stwierdził jedynie wchodząc do windy i opierając się o ścianę. -To upierdliwa robota. Nigdy nie lubiłem planować baz. Wolałem przychodzić na gotowe. Ale faktycznie, będę potrzebował paru rzeczy... Zrobię rozpiskę i podrzucę ci ją za jakieś dwa dni. Sory, ale szybciej nie da rady. Wiesz, że nie jestem najlepszy w te klocki. - Prawdopodobnie po prostu połączy ze sobą kilka z baz które widział podczas swoich wycieczek po kraju. Wprowadzi takie czy inne sprzęty treningowe, no i oczywiście jakieś sprzęty do tortur. Jakieś skromne pokoje, i miejsce, gdzie będzie mógł przetrzymywać więźniów - w końcu jeśli chciał trenować dzieciaki na zabójców, potrzebował jakichś celów. Miał już nawet jakiś drobny, niewyraźny zarys, ale będzie musiał o tym pomyśleć na osobności. Kenji trochę go rozpraszał. Zresztą, rozpraszało go wszystko, co się ruszało. Jeśli już miał myśleć, wolał to robić na osobności, kiedy nikogo nie było w pobliżu. -Co? - Wyrwał się z zamyślenia na temat tego jaki sprzęt do treningu będzie potrzebny. Dlatego właśnie nie lubił myśleć kiedy był z kimś. Nie potrafił się skupić na dwóch rzeczach na raz. Myślenie i rozmowa były tak odrębne, że nie łatwo było połączyć te dwie rzeczy. Podziwiał ludzi, którzy posiedli tą umiejętność. -Ah. - Mruknął wydobywając z pamięci krótkotrwałej słowa przyjaciela. -Jasne, nie ma sprawy. Musimy coś obgadać, pewnie, że tak. Nie, nie mam nic przeciwko. Już mówiłem, nie mam nic lepszego do roboty. - Choć tego nie lubił, to rozumiał, że czasem nie można uniknąć planowania. Szczególnie, jeśli miał prowadzić większą organizację. Znaczy, większą. Ciężko było to nazwać dużą organizacją, bo prawdopodobnie prowadził liczniejsze gangi, jednak to miało być coś zupełnie innego. Przynajmniej w założeniu. -Więc, co musimy obgadać? - Zapytał.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-22, 22:33   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

- Świetnie - powiedział lider. Zaczęli powoli chodzić po schronie. Zaczynając od najniższego piętra. Wiadomo, tam były głównie magazyny. sławne akwarium i tak dalej. Cóż, zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy było prawdziwą wycieczką. Niestety teraz, kiedy oni przejmą cały ten dobytek, raczej USA nie zrobi sobie tutaj turystycznej atrakcji. A szkoda.
- Nie ma sprawy. Sam bym to zrobił, ale nie do końca wiem czego ci trzeba. Tutaj będą mieszkały dzieciaki. I ty też. Będą pokoje, łóżka i tak dalej. Sala treningowa. Nie chcę żeby ludzie z Bractwa wychodzili od razu ze schronu i spotykali się z innymi. Na początek trzeba będzie jakoś to... Oddzielić. Póki nie przejdą jakiejś inicjacji. Nie będą na takim poziomie, że będą srali po gaciach na myśl o opowiadaniu o tym, co tutaj widzieli. Rozumiesz. Może to zaszkodzić naszym interesom - dodał. Po tym zaczęli chodzić. Widział, że Nathan nie może się skupić, więc zamknął się na moment. Ale musieli obgadać. Obgadać pewne Sprawy przed duże Es. Doszli do końca podziemi i przed nimi rozciągało się sławne Akwarium.
- Jeszcze działa. Próbowałem ostatnio - dodał. W sumie nie wiedział czy powinien być z tego jakoś szczególnie dumny czy może raczej nie. Ale słynne Ligowe więzienie nadal mogło więzić. Nieźle.
- Sprawę Bractwa. Ile potrzebujesz ludzi. Od czego zaczynamy? - zapytał. W końcu powierzył to największemu pojebowi jakiego znał. Był pewien, że to właśnie on będzie dobrą osobą do wyszkolenia sobie armii wiernych żywych broni. Jak wyszkolić mordercę? Miał nadzieję, że Nate zna odpowiedź na to pytanie.
- Powiedzmy ściągniemy tutaj parę osób. Od czego zaczniesz? Nie będą chcieli współpracować. Posłużysz się Pomarańczowymi? - zapytał. Musiał zadać mu jeszcze wiele, wiele pytań nim przejdą do innych rzeczy.
- Co z treningami? Jakieś określone plany?
_________________


 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 18:32   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Nawet jeśli nie mogą rozmawiać z ludźmi, to muszę wychodzić z nimi w teren. Nauka zabijania jest niczym, jeśli nie łączy się jej z prawdziwymi misjami. Muszę mieć jak ich sprawdzić. - Stwierdził spokojnie. Zafascynował się akwarium. Te uniwersalne narzędzie tortur o którym kiedyś słyszał... Wyglądało wspaniale. Ciekawe jak wiele osób tu zginęło. Uśmiechnął się do siebie na myśl o tym, co mogło się tu dziać, i jak mógłby wypróbować to pomieszczenie, ale z zamyślenia wyrwał go głos Kenjiego. Spojrzał więc na niego i chwilę się zastanowił. -Nie ważne ile osób sprowadzisz. Tyle ile będziesz chciał. Ile będziesz gotów... Poświęcić. Nie obiecuję, że pierwsza... Partia wyjdzie doskonała. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, nigdy nie trenowałem psychopatów. Nigdy nie uczyłem ludzi zabijania. Wszyscy których znałem albo to umieli, albo zostawiali to mi. To nie jest tak, że skoro umiem zabijać, to wiem jak nauczyć tego innych. Z tym jest jak z oddychaniem. Jesteś w stanie mi wyjaśnić jak oddychać? Możesz przedstawić mi teorię, ale muszę wypróbować to w praktyce. Dlatego będę potrzebować ofiar. Kobiety, dzieci, starcy, czy mężczyźni w kwiecie wieku... Nie ważne. Potrzebuje ludzi, ludzi którzy powinni zniknąć z naszego świata. Na nich dzieciaki będą testować zabijanie i torturowanie. - Przejechał palcem po ścianie akwarium. -Mów sobie co chcesz, ale bez treningu fizycznego się nie obędzie. Muszę zrobić z nich silnych, niestrudzonych żołnierzy, żeby byli w stanie zabić każdego, nawet nie używając mocy. Nie znam się na mocach PSI, więc sami będą musieli odkryć jak najskuteczniej stosować moc by zabijać innych. Stworzę dla nich specjalny trening, który będą wykonywać codziennie, aż porzygają się ze zmęczenia. Najgorsze wyniki będą codziennie karane. Na przykład za pomocą tego. - Pokazał na akwarium i uśmiechnął się lekko. -Nic tak nie podbudowuje morałów jak świadomość, że jeśli będziesz najgorszy, czekają cię tortury. - Stwierdził nie patrząc na Kenjiego. -Nie muszą nawiązywać tutaj przyjaźni, to tylko przeszkadza. Przede wszystkim muszą stać się potężni. Jeśli będą mieli żywe ofiary, nauczą się zabijać bez skrupułów. Jakiekolwiek okazanie wyrzutów sumienia czy wahania, będzie karane torturami. W ten sposób trenuje się zwierzęta. W końcu zakodują sobie w głowie, że zabijanie jest czymś dobrym. Czymś przyjemnym. Będą w stanie zabić własną matkę. - Przyjrzał się jakiejś plamie krwi na podłodze. Przez dłuższą chwilę milczał. -Nie będę używał jakichś pomarańczowych. Nie o to chodzi. Nie chcę im grzebać w głowie. Chcę zmienić ich sposób myślenia. Wtedy nikt nie będzie w stanie ich powstrzymać. Dodatkowo, tortury sprawią, że zaczną się uodparniać na ból. Tą odporność też muszę w nich wyrobić. Nauczę ich też jak skutecznie szybko i przyjemnie zabić wroga. Wrażliwe miejsca na ciele człowieka, jak w nie uderzyć. Będę nagradzać kreatywne zabijanie. Zmuszę ich do walki między sobą, za powstrzymywanie się będą kary. Żeby przeżyć będą musieli walczyć. Będą musieli być gotowi do zabicia swojego przeciwnika, niezależnie od tego czy to ich wróg, przyjaciel czy brat. Czasem będę aktywować biały szum, żeby nauczyć ich szybko otrząsać się z szoku. Wpadłem na to podczas naszej misji. Tamta dziewczyna otrząsnęła się w miarę szybko, ale na polu walki to zbyt długo. Muszą nauczyć się podnosić od razu. Może z czasem nauczą się jak stać na nogach pomimo białego szumu. To zwiększy ich szanse na przeżycie. Zobaczymy. Nie wiem jak to zadziała. Już mówiłem, nigdy nie myślałem o tym, jak wyszkolić kogoś by czuł to samo co ja. Ale spróbuję. Uprzedzam tylko, że pierwsza partia będzie testowa. Musisz być gotowy na to, że mogą nie przeżyć treningu. Że mogę o czymś zapomnieć. Że czegoś im nie pokażę. - Wzruszył ramionami. -Mam też kilka innych pomysłów, ale nie będę cię zadręczać szczegółami. - Stwierdził, wciąż na niego nie patrząc. Jednak Kenji mógł zauważyć, że z Nathana aż bije zadowolenie. I to ten rodzaj zadowolenia, którego zwykli ludzie nie okazywali. Zadowolenie płynące z zadawania cierpienia innym. -Prawdopodobnie większość będę wymyślał na bieżąco. Jeśli zobaczę, jak się adaptują, a na misjach sprawdzę, czego im brakuje, będę mógł trenować takie czy inne rzeczy. Nie mogę powiedzieć nic więcej. Brak mi doświadczenia w tej kwestii.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-23, 23:56   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Wiadomo, że będziesz. Będą musieli wiedzieć jak to jest radzić sobie w terenie. To jedna z najbardziej istotnych rzeczy - stwierdził i pokiwał głową. Schował dłonie do kieszeni i znowu zaczął się rozglądać po tym miejscu. Było tutaj spokojnie. Zbyt spokojnie.
- Coś da się wymyślić. Znaczy, wiesz... Szukanie takich ludzi nie będzie wcale takie trudne. Wracając jednak, rozumiem po trochę to, co masz na myśli. Sporo będzie trzeba po prostu przetestować. Spoko. Da się to wszystko rozwiązać - stwierdził. Tak. Cały czas gadali tutaj o ludzkim życiu i istnieniu wielu osób, które przekroczą próg tej windy tak samo jak teraz oni. Ale były rzeczy ważne i ważniejsze. Były życia bardziej istotne i te mniej istotne. I już raczej wszyscy do tego po prostu przywykli.
W sumie imponowało mu to, że nie chciał używać pomarańczowych. Co prawda dyskutował o tym już z Shierim, ale chyba raczej pozostawi ten temat otwarty. Może sam spróbuje się tak zabawić? Kto to tam wie. Wszystko było dopiero przed nim i trzeba było testować różne drogi. Nathan wiadomo, że miał po trochę racje. O wiele lepiej jeżeli ktoś będzie się tak zachowywał sam z siebie. Sztuczni psychopaci na posyłkach Pomarańczowych mogą nie być dobrym pomysłem. Ale jednak nie należy ich tak z góry skreślać. Wiadomo, pozostawi Nathanowi wolną rękę w tej sprawie, ale sam nie poprzestanie. Był ciekawy. Zbyt bardzo.
- W porządku - dodał tylko. Pokiwał głową i tak dalej. Musiał sobie dopiero to wszystko poukładać w głowie. Znaczy, wiadomo. Wszystko to co powiedział Nathan było niezmiernie ważne i mężczyzna tylko imponował mu podejściem do tej sprawy. Było to przecież właśnie to, czego potrzebował. Nie mógł sobie znaleźć do tego lepszej osoby. Był tylko ciekawy jak te dzieciaki to zniosą. Raczej wolał nie zaczynać tematu o tym, co będzie jak nikt nie da rady tego przeżyć. Ale to już będzie leżało w interesie Nathana. Wiadomo, że żeby system działał jak należy nie może przynosić zbyt wielkich strat. Poczeka na pierwszą partię. A potem na kolejną i jeszcze jedną. Mówią, że do trzech razy sztuka. No a w tym momencie będzie próbował też czegoś innego. Zobaczymy, kto okaże się lepszy. Ale to był temat na późniejsze rozmowy. Wydawało się, że wszystko co było do przegadania zostało przegadane. Kenji znał jego plany. Pokładał w nich też spore nadzieje. Ostatnią kwestią było jednak...
- Psionicy - dodał. Wtem usłyszał sygnał z krótkofalówki. Kryjówka Ligi działała całkiem nieźle. Znaczy, wiadomo, że było to dziwne. Ale mimo iż byli pod ziemią, sygnały docierały tutaj jak należy.
- Oho. Zbieramy się - dodał, a następnie opuścił rękawy i ruszył w stronę windy.
- Pora się zabawić. Spodoba Ci się - powiedział, a następnie wcisnął przycisk. Mogłoby się wydawać, że przejazd trwał w nieskończoność, ale tak nie było. Mieszanina ekscytacji i czegoś innego wypełniła ich żyły. Gdy tylko wyszli ze schronu, przeszli w inną mańkę tak, że wyszli nieco szybciej. Od razu pobiegli do jednego z samochodów. Nathan mógł prowadzić, bo wiadomo, że robił to lepiej.
- Który sektor, Tripp? - rzucił do krótkofalówki lord dowódca. Po chwili oboje usłyszeli jakieś cyfry i litery. Wiadomo, że Nathan wiedział, gdzie jechać.

zt http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=8601#8601
_________________


 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-02, 23:49   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

Cookie nie stawiała oporu, nie widziała takiej potrzeby. Czuła z jednej strony, że pakuje się w paszcze lwa, ale z drugiej musiała to zrobić dla swoich ludzi. Dla Leviego, na którym przecież tak bardzo w pewien pokręcony sposób jej zależy. Dla Praviego, który był jego bratem... Mieli też przecież tą nową, która pojechała z Lewuskiem. Cookie drobiła w miejscu jak kurczak, stukając wysokimi obcasami o posadzkę. Ba! Zdjęła nawet swoją puchatą czapkę z głowy, bo nagle zrobiło jej się gorąco. Bynajmniej nie na widok "szefa". Może kiedyś, w innych okolicznościach...
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, lustrując go z góry do dołu. Z pewnością, w innych okolicznościach...
- Masz moich ludzi, kociaku. Nie ukrywam, że nie podoba mi się ten fakt i chciałabym ich zabrać do domu, ogrzać własnym cycem i nakarmić, bo macie tu chujowe warunki nawet jak dla nich. - wskazała kciukiem za plecy, za którymi wciąż stali "ochroniarze". Zacmokała językiem o podniebienie i przesunęła nim po górnej wardze, podchodząc krok w stronę męzczyzny. Najpierw jeden, niewinny mały kroczek, aby później doskoczyć do niego jak pantera do antylopy. Nie dotknęła go nawet, a może chciała tylko nastraszyć. Pewnie gdyby nie niebotycznie wysokie szpilki, Cookie byłaby na wysokości zadania. Ale... Niespecjalnie się go bała. W innych okolicznościach...
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-04, 21:00   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Niebieskooki nie miał tak naprawdę większego wyboru, chciał czy nie musiał pójść za Cookie, ponieważ ta ścisnęła jego rękę tak mocno, że nawet gdyby chciał to i tak nie miał by najmniejszej szansy na wyrwanie się. Swoją drogą było to niesamowite, że dziewczyna miała w sobie aż tyle siły, aby sprawić, że Evan skrzywił się lekko, ale mimo wszystko delikatnie zacisnął jej dłoń, i podążył po prostu za nią bez zbędnego gadania. Nie ukrywał, że w tej chwili czuł się poniekąd wyróżniony... o ile tak to można nazwać. Nie wiedzieć dlaczego był pewien, że weźmie tego dupka z samochodu który na pewno już na starcie zacznie drzeć japę, i cały misterny plan pójdzie w pizdu. Oczywiście należy wziąć pod uwagę to, że tak naprawdę nie mieli żadnego planu. I być może właśnie to było ich biletem do wygranej. Plany miały to do siebie, że lubiły brać w łeb.
Evan szed grzecznie nóżka w nóżkę z Cookie... uznałby to za nawet romantyczny moment gdyby nie fakt, że byli pod eskortą innych ludzi, którzy w tej chwili tak naprawdę mogli ich zabić w każdej chwili, a wystarczyło nie wiele... jeden zły ruch, i wszystko by szlag trafił. W końcu ich podróż się zakończyła, i zostali rozdzieleni. Chłopak niechętnie puścił rękę dziewczyny. Cały ten pomysł z izolatkami mu się nie podobał. Jak grube były ściany, czy będzie w stanie usłyszeć myśli dziewczyny. Doskonale wiedział co ma to na celu... osłabienie ich, każdy wiedział, że w kupie siła. Dlatego też chłopak w tej chwili jedyne co robił to nasłuchiwał... nic więcej zrobić tak naprawdę nie mógł, a i nie chciał. Nadal miał gdzieś w głębi serca nadzieje, że rozwiążą ten cały problem pokojowo... na tyle pokojowo, że obędzie się bez zbędnych ofiar.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-03-05, 01:09   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Jezu, ile ona mogła pierdolić. Niezbyt podobał mu się ten ton i ogólnie ta cała sytuacja. No bo w końcu jakaś małolata przyszła i zaczęła dyktować warunki. Spojrzał na nią i lekko się skrzywił. Ale z drugiej strony interesowała go ta społeczność. Skoro mówili o sobie w liczbie mnogiej, to musiała być to jakaś grupa. Na to wyglądało.
- Kim jesteście? - zapytał a następnie kiwnął głową. Ludziska, którzy mierzyli do Cookie opuścili broń, najzwyczajniej w świecie. Na to lider kiwnął jeszcze raz, tym razem na Cookie i oboje w sumie wyszli z celi. Skoro miał tutaj gadać z kimś z innej grupy, to wolał to zrobić poprawniej.
- Jesteś liderką? - zapytał po chwili, chowając dłonie do kieszeni. Nie bał się. Wiedział, że inni robią mu w razie czego plecy. Ale jednak wolał chociaż sprawiać pozory, że ufa Cookie. Zresztą. Mogła to wyczuć.
_________________


 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-07, 19:37   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

Cookie poszła jak grzeczne dziecko za hinduso-azjato-czarnuchem, ale zatrzymała się nagle w półkroku i założyła ręce na piersi.
- Nic ci nie powiem i nigdzie nie pójdę bez niego. - wskazała brodą na drzwi izolatki, w której znajdował się Evan. Potrzebowała wsparcia pomarańczowego. Zieloni mieli szósty zmysł, ale pomarańcza od razu mogłaby stwierdzić, czy ktoś kłamie... Cookie oparła się o ścianę i zaczęła przyglądać się swoim paznokciom znudzona. Jeżeli już się tutaj zjawiła, a nie zrzuciła atomówkę, to powinni docenić jej starania, prawda? Była w końcu gościem. Gościem z innej zorganizowanej grupy. Być może nawet lepszej niż to całe zgromadzenie debili. Tak, mówiła tutaj o Polaku i tej jego cizi.
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-03-07, 19:51   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Mistrz Gry

Wyszedł z izolatki prowadząc dziewczynę do swojego biura, jednak zaraz się zatrzymali. Dziewczyna nie chciała iść bez towarzysza. Zerknął na nią z zamyśleniem. Ani trochę nie podobał mu się ton dziewczyny, jednak ciekawość co do tej grupy psioników zwyciężyła.
- Wypuścić go. - Powiedział do reszty, która wychodziła za dziewczyną z izolatki. W efekcie Evan zaraz został wypuszczony i mógł iść za Cookie i Kenjim. Skinął na tę dwójkę i ruszył do biura.

wszyscy z.t > http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=10240#10240
_________________



 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,191 sekundy. Zapytań do SQL: 9