• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Lecznica
Autor Wiadomość
Mike Nemo


37 lat

Biały




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-06, 15:29   
   Multikonta: Atturi i Tommy
[Cytuj]

Ann od razu go zaintrygowała. Każdy, kto interesował się Białym Szumem, był dla niego interesujący. Oparł się o pobliskie łóżko.
- To najlepsza łagodna wersja, jaką mamy aktualnie na stanie. Możliwe, że nie ma lepszych, ale nie mogę myć tego pewnym. Istnieje jedynie 12 procent szans na to, że wywoła lekką migrenę. - Wyjaśnił nieskromnie. Był w końcu twórcą tego dźwięku. Przynajmniej za takiego się uważał. Ostatecznie jednak był tylko jednym z wielu twórców. Kiedy tylko usłyszał, że dziewczyny potrzebują oprowadzenia, odezwał się.
- Ja was mogę oprowadzić, jestem tu już trochę czasu. - Nie było ważne ile. Przecież znał to miejsce już dość dobrze - Co chciałybyście zobaczyć? - Zapytał je podchodząc do drzwi i gestem zapraszając na oprowadzanie.
 
 
Kira Krios


21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-06, 23:44   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Caim rzucił się na Kirę merdając ogonem zupełnie nie przejmując się tym, że była cała w bandażach. W końcu musiał obdarzyć ją solidną dawką psiej miłości. Co z tego, że stojąc na tylnych łapach był niemal wysokości dziewczyny i ważył... no dużo.
Dlatego, żeby przestał na nią skakać zaczęła go drapać, głaskać, tarmosić dopóki psisko się nie uspokoiło. Trochę to zajęło, więc ominęła ją naukowa gadka o szumie. Właściwie nie rozumiała, jak można się tym tak ekscytować, ale cóż poradzić. Są ludzie i ludzie...

Sorki Mike, ale kiedy wszedłeś do pokoju to umysł Kiry automatycznie pognał w kierunku myśli, które wydawały się nieosłonięte. Nie martw się nie grzebała w żadnych prywatnych rzeczach, jedynie sprawdzała, czy nie stanowisz żadnego zagrożenia. Zwykła paranoja, nic wielkiego. Zaledwie musnęła twój umysł, by natychmiast się z niego wycofać. Więcej cię nie niepokoiła.
- To chyba chętnie skorzystamy z przewodnika, nie Ann? - Uśmiechnęła się szeroko i wydawać by się mogło, że autentycznie cieszyła się z tego, że Mike oprowadzi je po bazie Syndykatu.
- Jestem Kira. - Podała dłoń Mikowi na przywitanie, cały czas uśmiechając się radośnie. Drugą dłonią głaskała Caima. Jej wielki, czarny skarb.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-07, 20:29   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Miała ochotę dorwać się znowu do maszynki od białego szumu i ją przetrzepać. To była lepsze wersja niż ta u łowców, nic więc dziwnego, że była ciekawa, co tam było ustawione inaczej niż w projekcie jej i reszty zielonych. Na razie jednak musiała zrezygnować z tego, bo nie wiedziała, czy może tak po prostu rozebrać to urządzenie, czy jest ono może jedyne na stanie. Później się dowie czegoś więcej.
- Jasne. - Odpowiedziała wesoło na stwierdzenie Kiry. Przeniosła spojrzenie na Mikea.
- Wszystko po kolei. - Zaśmiała się. Cóż, była zielona, to samo przez się mówiło, że nawet na resztkach energii, jak będzie mieć okazję, to będzie chciała zwiedzić wszystko. Ruszyła za mężczyzną na zwiedzanie.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Mike Nemo


37 lat

Biały




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-07, 23:20   
   Multikonta: Atturi i Tommy
[Cytuj]

Raczej nie byłby zadowolony, gdyby Anna zaczęła rozbierać jego najnowszą maszynkę. Nie stworzył jeszcze kopii, a byłaby przydatna. Potem zamierzał rozpocząć produkcję seryjną. Oczywiście jednak, jeżeli tylko by zechciała, zapoznały ją chętnie z zasadą działania generatora.
- Zapraszam więc. - Powiedział wychodząc przez otwarte drzwi, z zamiarem oprowadzenia dziewczyn po bazie.

//zt Mike, Ann, Kira
 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-03-04, 17:00   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

| Z lasu nieopodal wraku autobusu |


Nie wiedziała, czy ktokolwiek w jakikolwiek sposób zareagował na jej słowa. Mimo że przez chwilę sądziła inaczej, to teraz uznała że to mało istotne. Coś czuła, że ci ludzie chcą jej pomóc. Zrozumiała to, kiedy jakiś facet podniósł ją z ziemi i umieścił w samochodzie. Może nie był zbyt delikatny. Może nie uważał na nią kompletnie, i nie pomyślał, że dźwiga ludzką istotę, która, tak samo jak i on, również coś czuje. No ale czuła, że chcą jej pomóc. To było najważniejsze. Ważniejsze od promieniującego bólu w nodze, w miejscu, gdzie została złamana. Zacisnęła mocno zęby. Musiała to przeboleć. Bo bała się, że jeśli zacznie narzekać, oni zrezygnują z dalszej pomocy (chociaż wciąż nie mogła być pewna, czy to pomoc, no ale wszystko na to wskazywało). Tak, jej paskudny charakter jeszcze nie ujrzał światła dziennego od ostatniej utraty pamięci. Jednak to mogło się zmienić w każdej, nawet najmniej oczekiwanej chwili. Po Ewangelinie w takich momentach można spodziewać się wszystkiego.
Co mogła robić? Leżała na tylnych siedziskach w samochodzie. I czekała. Co oni wymyślili? Może wcale nie mieli dobrych zamiarów? Ewangelinę opanował strach. Strach, powoli przeobrażający się w panikę. Czy słusznie? Tego miała się dowiedzieć już niebawem.
W końcu poczuła, jak ów człowiek znów bierze do góry jej ciało. Pozwoliła mu na robienie tego wszystkiego dość wymownym milczeniem.
 
 
Desdemona Wolsey


19

green peace




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-03-07, 12:32   
   Multikonta: A. Carey, B. Hyvärinen
[Cytuj]

Desdemona wywróciła tak mocno oczami, że miała wrażenie, że jej zaraz wypadną.
Zamknij się — warknęła nieprzyjemnym tonem, wyraźnie podirytowana krzykami kobiety.
Nie znała odpowiedzi na jej pytania i coraz bardziej żałowała, że zdecydowała się zabrać ją do bazy. Kobieta była ewidentnie psychiczna i prawdopodobieństwo, że będzie w jakikolwiek sposób użyteczna wynosiło 33,3 procent. Zdecydowanie za mało.
Podróż (na szczęście) minęła im w milczeniu. Des sama zdecydowała się prowadzić, była to czynność czysto mechaniczna, więc mogła dzięki temu odpocząć i uwolnić choć na chwilę umysł od rozpędzonych myśli. Nie miała problemu z trafieniem do bazy, drogę znała doskonale. Wszystkie drogi znała doskonale.

Matka ciągnęła ją za rękę, biegnąc z przerażeniem przed siebie. Serce Wosley jeszcze nigdy nie biło tak szybko. Nawet tego dnia, w którym okazało się, że również ją dopadła epidemia nie czuła takiego strachu jak w tej chwili. Budynek, do którego wbiegły był ciemny, a jego korytarze długie i ciasne. Im głębiej wchodziły, tym bardziej Desdemona miała wrażenie, że ściany się wokół niej coraz mocniej zaciskają. W końcu zaczęło jej brakować powietrza.

Dziewczyna szła do lecznicy kilka korków przed jej "towarzyszem" i jego balastem. W głowie miała bałagan, którego nie była w stanie poukładać. Chociaż umysł zielonych działał idealnie, to miał jedną wadę — brak opcji "usuń". Od kiedy tylko zaczęła się u niej mutacja, Des nie jest w stanie zapomnieć ani jednej minuty ze swojego życia, przeżywając je nieustanie na nowo i na nowo.
Nie potrafi też przebaczać, bo nie jest w stanie zapomnieć.
Połóż ją tutaj — wskazała na jedno z wolnych łóżek.
Chłopak szybko się ulotnił, w końcu nie był tutaj już potrzebny. Ona sama najchętniej by wyszła, ale miała odpowiedzialność, której nie mogła porzucić. A był nią ten worek mięsa, który przywlekli do bazy. Wosley nie przepadała za ludźmi. Z punktu widzenia ewolucji, byli oni całkowicie zbędni. Martwy gatunek, który szykował się do zagłady. Każde dziecko, które się teraz urodzi będzie albo PSI albo martwe. Ludzie to tylko żywe trupy, które czekają na wyginięcie.
W milczeniu wpatrywała się w kobietę, czekając aż sama zacznie się tłumaczyć. Nieważne już z czego.
 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-03-07, 18:08   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Była niesiona. Rany boskie, ile to już trwało? Ewangelina straciła poczucie czasu. Tak, co było dość dziwne jeśli się zauważy, że nie wiedziała (a raczej – nie pamiętała) niemalże wszystkiego.
Wciąż (a raczej na nowo) trzymała się tej wersji, że to sen. Koszmar senny, z którego lada moment się wybudzi. Ta opinia o tym, co się dzieje zasłaniała poczucie, że ci ludzie chcą jej pomóc. Uważała, że mało prawdopodobne, by tak było w śnie. Dlatego teraz uważała tak, a nie inaczej.
Usłyszała, jak ktoś każe jej się zamknąć. A ona (no bo myśli, że to nie sen, pojawiły się ponownie... ciekawe, ile jeszcze przeżyje takich metamorfoz własnych wyobrażeń co do tego, co tu i teraz się dzieje, między innymi z nią samą) zrobiła tak, jak jej kazano. No bo lęk o to, że ją porzucą, wzmógł się. Zacisnęła mocno szczęki. I nic nie mówiła. Zwłaszcza, że nagle naszła ją ochota na bycie bezczelną. By obrażać każdego bez powodu. Całe szczęście, ta dziwna potrzeba nie rozwinęła się u niej jeszcze do końca, by mogła spowodować jakiekolwiek zniszczenia.
Poczuła, jak została położona na czymś miękkim. Ba, mało tego, czuła jakieś natrętne spojrzenie, utkwione w jej osobę. Czego ta osoba chciała? Dlatego przekrzywiła głowę i na nią spojrzała, nie rejestrując w swoim umyśle żadnych nietypowych cech jej twarzy. Racja, gdyby wyróżniała się czymś szczególnym to Ewangelina by to zapamiętała. A tak? Jeśli kiedykolwiek będzie im dane się spotkać jeszcze raz, to panna Cory co prawda pomyśli, że skądś kojarzy te rysy twarzy. Ale pewnie nie skojarzy skąd konkretnie. To już tak działało, bez względu na jej chorobę, która nie miała i nie będzie miała z tym nic wspólnego.
Trzymała spojrzenie, wbite w jej osobę.
 
 
Desdemona Wolsey


19

green peace




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-03-12, 16:32   
   Multikonta: A. Carey, B. Hyvärinen
[Cytuj]

Kobieta najwyraźniej nie czuła potrzeby wypowiadania żadnych słów, na co Desdemona zareagowała jedynie wzruszeniem ramionami. Prędzej czy później zacznie gadać, wystarczyło poczekać. Wyciągnęła z szafki kajdanki i przypięła ją do łóżka. Kobieta i tak nie miałaby szans nic jej zrobić — miała poważnie połamaną nogę, w dodatku była znacznie wolniejsza i słabsza niż Desdemona. Jednak przezorny zawsze ubezpieczony.
Usiadła na krześle kilka metrów od kobiety i wyciągnęła pistolet, który towarzyszył jej cały dzisiejszy dzień. Położyła ją na swoim udzie, trzymając rękę na spuście.

— Szybciej — podganiała ją matka, po raz kolejny skręcając w gęstym labiryncie korytarzy. Des nie bała się, że się zgubią. Dokładnie pamiętała jak się tutaj dostały i bez problemu mogłaby odtworzyć tę drogę. Bała się, że tu zginą.
Słyszała za sobą kroki — przynajmniej tuzin dorosłych, ciężkich mężczyzn. Słyszała jak ich bronie obijają się o siebie, a amunicja zawieszona na paskach skacze radośnie, jakby nie może się doczekać, aż zostanie użyta. Co chwilę któryś z nich coś krzyczał, przekazując reszcie, w którą stronę poszły. Byli tak blisko, że Desdemona mogła usłyszeć rozkazy, które były im wydawane przez słuchawki, które trzymali w uszach.
— Mamo — powiedziała błagalnie, jakby słowa mogły cokolwiek tutaj zdziałać. Mimo młodego wieku, Wosley już od dawna nie była dzieckiem. Wraz z mutacją dostała świadomość, że świat się kończy, że wszystko ma swoją datę ważności i pewnego dnia nadejdzie również jej.
Czy to było już dzisiaj?
 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-03-13, 20:10   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Zamknęła oczy i starała się przypomnieć sobie cokolwiek, co się dzisiaj działo. Poniekąd jej się to udało, poniekąd nie. Inaczej było ze sprawami sprzed obudzenia się. Wiadomo, dlaczego, lecz Ewangelina nie mogła o tym wiedzieć. Mimo wysiłku, jaki musiała w to zaangażować, zaangażować w próby przypomnienia sobie, kim ona sama właściwie jest. To był jej priorytet. Cel, do którego dążyła, jednak – niestety – jej próby, wszystkie próby okazywały się bezowocne. Ewangelina zaczynała się z tego powodu denerwować. Ale nie pokazywała tego po sobie. Wiedziała o tym, i jednocześnie tak było w rzeczywistości.
Wciąż czuła na sobie to samo, natrętne spojrzenie. Odwróciła głowę w tamtym kierunku i wtedy poczuła, że została czymś metalowym przykuta do łóżka (tak, teraz już wiedziała że to łóżko), a zorientowała się w tym, poruszając kończynami, które zostały nimi skrępowane. I, co dziwne, wiedziała że to kajdanki. Tak, tak. Nie znała własnej tożsamości. A wiedziała, co to kajdanki. Wiedziała, co to łóżko. Wiedziała, co to niebo, rozpostarte swoim błękitem nad ich głowami. To było nietypowe. Czy kiedykolwiek pozna odpowiedź na nurtujące ją pytania? Tak czy nie? Wszystko mogło się zdarzyć, ale Ewangelina nie utraciła tej cząstki nadziei, która utrzymywała ją przy życiu. Ale i tak nie mogłaby sobie go odebrać. No i ten nieznośny ból w nodze. N pewno była złamana. Do jasnej ciasnej, kolejna rzecz, w której była chociaż początkująco obeznana. To wszystko było naprawdę dziwne. Nietypowe. Kolejne elementy układanki nie chciały się ze sobą połączyć.
Nie wiedziała, że kobieta ta trzyma broń, której może użyć w każdej chwili, ale... czy to by cokolwiek zmieniło? Nic, oprócz tego że jej strach momentalnie by się zwiększył.
 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-03-20, 17:14   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

MG

Lalya dostała zgłoszenie, że kogoś przywieziono i potrzebuje pomocy medycznej, więc niezbyt zadowolona, że ją ktoś wyrwał z łóżka, zeszła do lecznicy piorunując każdą napotkaną osobę wzrokiem. Bez słowa podeszła do szafek, odkaziła sobie ręce i założyła na nie lateksowe rękawiczki. Zaraz przystąpiła do zbadania kobiety. nakierowała na nią dziwne urządzenie, które tylko cyknęło. Raz na tułów, raz na nogi. I poszła do innej szafki. Wyciągnęła nożyczki i podeszła znów do kobiety, żeby rozciąć materiał jej spodni aż do uda. Ściągnęła jej również ze stopy buta i skarpetkę, nie siląc sięna bycie delikatną. Oczywiście wszystkie czynności wykonała na złamanej nodze. Odłożyła nożyczki i zaraz wróciła z opatrunkiem, który umieściła wokół nogi kobiety, oraz z gipsem w rolce, którym unieruchomiła jej nogę. Dalej milczała, nawet jeśli ktokolwiek, o cokolwiek ją pytał. Wykonywała tylko swoją robotę i chciała pójść dalej spać, mało co ją w tej chwili obchodziło. Żebra kobiety były tylko obite, mogły boleć, ale panienka Gray nie miała zamiaru marnować na takie obrażenia leków przeciwbólowych. Jeszcze czego, przy skaryfikacji ich nie używali, a mieli przy byle obiciu użyć? Spojrzała na przykutą da łóżka rękę kobiety. Cóż za bezsens, przecież mieli przy łóżkach wygodne pasy. Siłą położyła kobietę i przypięła ją do łóżka. Skoro już się mają bawić w zapobieganie ucieczkom, to mają lepsze sposoby niż byle kajdanki, których idzie się pozbyć. Dopiero, kiedy Ewanglina została porządnie przypięta do łóżka layla pozbyła się kajdanek z łóżka i spojrzała na Wolsey jakby pytała, czy też czegoś potrzebuje.
_________________
W powietrzu burza, już krąży niczym ptak
I zaraz pewnie spadnie na ten świat
Stań na wielkiej górze i słuchaj teraz jak
w jej wnętrzu budzi się tłumiony gniew,
nadchodzi burza i spadnie wielki deszcz.
 
 
Ewangelina Cory


31 lat

Pielęgniarka



niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: Wczoraj 16:07   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Leżała. Bo co innego mogła teraz robić? W sumie, to najlepsza rzecz jaką mogła teraz uczynić. Powoli zaczynała oswajać się z myślą, że nic nie wie. No dobra – prawie nic. Chodziło głównie o jej własną tożsamość. Wiedziała za to, że jest na czymś, co nazywa sie Planetą Ziemią, orientowała się jaka jest pora roku, inaczej było z tym, kim jest oraz jak się tu znalazła. Oraz co ludzie planują zrobić wobec niej.
Zamknęła oczy... a kiedy je otworzyła, była z innym miejscu (nie wiedząc o tym). Najwidoczniej się jej przysnęło. A problem z pamięcią nie minął, ba – tylko się powiększył. Znowu, tak, jak to było wcześniej, podejrzewała że to jakiś sen z którego najprawdopodobniej lada moment się wybudzi. No bo jak inaczej miałoby być, skoro znowu nie wiedziała, kim jest, zapomniała, co działo się wcześniej? Ah, to dla Ewangeliny naprawdę męczące. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, dla kogo to takie by nie było? Najgorsze było to, że nie miała głównie pojęcia, co takiego się z nią dzieje.
Otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. A biel, intensywna a zarazem monotonna, osaczała ją z każdej strony.
Zrozumiała, że ktoś majstruje przy jej dolnym odzieniu, ale to nie było czymś, czym zainteresowała się jakoś szczególnie. Inaczej było z uczuciem chłodu na swojej kończynie która, z niewiadomych powodów bolała ją tak bardzo, że Ewangelina była bliska krzyku. Ale powstrzymała się. Pomyślała, że to może jakaś gra, w której nie wolno jej okazać słabości, bo inaczej zginie.
Podniosła nieznacznie głowę do góry i spojrzała na kobietę, która majstrowała przy jej dolnej kończynie. Uśmiechnęła się do niej czarująco.
- Kochaniutka, najwidoczniej i ty zostałaś postawiona w tej grze, nie? – puściła jej porozumiewawcze oczko nie siląc się na to, by się dowiedzieć czy tamta zwróciła na to uwagę – Ciekawe, ile jeszcze czasu... – podrapała się po przedziałku – ...a właśnie, czy ty również nie wiesz, kim jesteś? – ostatnie słowa wypowiedziała szeptem. Jakby bała się, że ktoś nieupoważniony usłyszy, co Ewangelina miała jej do powiedzenia. W końcu opuściła głowę i westchnęła głęboko.
Kobieta nie odpowiedziała, zamiast tego panna Cory poczuła, jak tamta coś majstruje przy jej łóżku. Zrozumiała, że przywiązuje ją do niego pasami. I znowu coś absurdalnego: wiedziała, co to są pasy przy łóżkach i do czego służą. A swojej tożsamości jak nie znała, tak nie zna nadal. Z czasem uznała tak samoistnie. To wszystko to jakiś absurd, pomyślała i zaśmiała się cichutko, ot, pod nosem. Szybko jednak przestała rozumiejąc, że w ten sposób może spartaczyć swoją sytuację jeszcze bardziej. Jeszcze bardziej? Tak, bo cośs czuła (jakieś dziwne przeczucie, ot co) że i tak jej położenie do dobrych nie należy.
No to leżała dalej.
Kiedy kobieta najwidoczniej skończyła ją wiązać, Ewangelina spytała się jej po co to wszystko, ale została zignorowała. A Ewangelina nie lubiła być ignorowana. W sumie, kto to lubi? Nikt, nawet ktoś, kto nie ma pojęcia kim jest.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10